31 grudnia 2015

W sidłach miłości - Rozdział 8



Ja już wróciłam z wyjazdu. Zapraszam tutaj na głosowanie: http://blogluany.blogspot.com/2015/12/konkurs-graficzny-gosowanie.html

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział do pobrania jest piąta część Zmiennych http://www.beezar.pl/ksiazki/najwiekszy-skarb-w-cieniu-ludzi-tom-5 

Dziękuję za komentarze. :)

„Fever” zapraszał w swoje progi każdego, kto ukończył osiemnasty rok życia. Był wyjątkiem wśród tutejszych klubów. Dlatego cała grupka, z Richiem na czele, bez problemów weszła do środka. Oddali w szatni wierzchnie okrycia i przeszli w głąb klubu. Serce lokalu znajdowało się tuż za wielką, bordową kotarą. Richie mógł na palcach jednej ręki policzyć, ile razy odwiedził to miejsce. Mimo tego zdążył już poznać panującą tu atmosferę. Wszędzie wokół unosiło się seksualne napięcie, a rytmiczna muzyka tylko je podsycała. Półnadzy mężczyźni i kobiety tańczący na parkiecie w centrum sali wyglądali, jakby wpadali w trans. Ich zmysłowe ruchy, kiedy ocierali się o siebie, potrafiły niejedną i niejednego patrzącego doprowadzić do podniecenia. Jedna z kobiet – tańcząca najbliżej barierki odgradzającej parkiet od reszty sali – namiętnie całowała swoją partnerkę, podczas gdy ta masowała jej pośladki, ukryte pod krótką spódniczką. Richie oderwał od nich wzrok, woląc zatrzymać go na dwóch mężczyznach. Nie całowali się, nie dotykali, ale tak na siebie patrzyli, że iskry latały, a pożądanie wzrastało. Kiedy ktoś tak na niego będzie patrzył? Oni, jak i wielu innych, niedługo wylądują w jednym z dark roomów. Natomiast on będzie siedział przy jakimś stoliku, popijał powoli piwo i czuł, jak jego ciało tęskni za dotykiem drugiego człowieka, pomimo że jeszcze go nie znało.
– Fajni są, co nie? – wrzasnęła mu do ucha Joyce, chcąc przekrzyczeć muzykę.
– Znajdźmy jakieś miejsca.
– A co, nie podobają ci się?
– Nie lubię trójkątów, ale Oscarowi to by pasowało z tymi kobietkami. – Uderzył kumpla z pięści. – Przestań się ślinić. One i tak wolą siebie.
– Nosz, kurwa, takie laski. Strata dla facetów – jęknął Oscar.
– Tak, szczególnie dla ciebie, napaleńcu – rzuciła Joyce. – Zapytaj, może przyjmą cię na mały numerek.
– Myślisz?
– Palant – mruknęła dziewczyna.
Richie nie był już zły na Oscara za to, że ten wrobił go w spotkanie z Alexem. Chłopak chciał dobrze. On sam nie zamierzał myśleć tego wieczoru o niczym innym, jak o spędzeniu czasu w miłym gronie ludzi, których lubił. Potrzebował się wyluzować. Co z tego, że był środek tygodnia i jutro musiał iść do szkoły. Normalnie to by siedział teraz w domu i zakuwał, lecz niekiedy zdarzały się sytuacje, które zmuszały go do tego, by dał odetchnąć mózgowi.
– O, tam pod ścianą jest wolny stolik. – Wskazała Sharon.
– E, nie. Tam są krzesła. Wolę te z kanapami.
Joyce zawsze marudziła na ten temat, ale Richie nie miał nic przeciw. Sam wolał rozwalić się na jednej z tych szerokich kanap, a nie odcisnąć sobie tyłek twardym siedziskiem krzesła. Zamierzał spędzić tutaj kilka godzin.
Znaleźli idealne miejsce, z dobrym widokiem na tańczących, ale z dala od baru. Mieli szczęście, gdyż przyszli na tyle wcześnie, że „Fever” jeszcze nie pękał w szwach. Co wieczór, głównie od dwudziestej drugiej do trzeciej nad ranem, przebywały tutaj tłumy. Usiedli na czarnych kanapach obłożonych sztuczną skórą. Richie zajął miejsce obok Joyce, przynajmniej nie będzie się nudził. Dziewczynie zawsze coś nowego wpadło do głowy.
– Normalnie, kurwa, zajebiście. Mika nie przyjdzie. – Joyce Tripton odczytała wiadomość tekstową. – A jak ona nie wpadnie, to Danny i Samuel również. Ale nie ma tego złego… – Schowała telefon do małej saszetki, zapiętej przy talii. Kopnęła w nogę Oscara. – Ruszaj dupę i idź po piwko.
– Ja?
– A co, boisz się że znów ktoś cię klepnie w tyłek?
– Zaraz się zaczniecie kłócić. Ja pójdę – zaproponował Richie.
Dumna ze swoich różowych włosów koleżanka i kolega aranżer muzyczny uwielbiali sobie docinać i chociaż bywało to dość interesujące, obecnie wolał tego uniknąć. Odsunął na bok spadającą mu na oko grzywkę. Niby potraktował włosy lakierem, z tyłu postawił je do góry, a te i tak się go nie słuchały.
– Zuch chłopak – pochwaliła Joyce.
Taylor przedostał się do baru bez zaczepiania i gwizdów mężczyzn. To go trochę dobiło. Nie wzbudzał żadnego zainteresowania. Nawet w swoich obcisłych rurkach i czarnej, opiętej koszulce, w której w razie gdyby sutki mu stwardniały, byłoby je widać.
Nie ma to jak ubrać się jak ciota. Fantastycznie. Cholera, pomyślał.
Oparł się łokciami o bar i zawołał barmana. Młody chłopak miał na sobie skórzane szorty i kamizelkę, a na szyi zawiązaną muszkę. Wszystko w kolorach srebra i czerwieni. Długie włosy miał związane nad karkiem, wydatne usta układały się w ładny uśmiech, a lekko skośne oczy skanowały klientów.
– Hej, jak tam? – przywitał się barman. Wycierał ścierką wysoką szklankę. – Co panu podać?
– Jak na razie świetnie i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej – odparł Richie.
– To, żeby było lepiej, polecam Sex on the Beach.
– Ja… – Doskonale wiedział, z czego składa się ten drink. Mógłby zamówić wersję bezalkoholową, ale czyż to nie miał być wieczór luzu i pełnej swobody?
– No to co mogę podać?
– Trzy butelkowane piwa i seks na plaży, poproszę.
– Już się robi. – Barman do niego mrugnął.
Czekając na odebranie zamówienia, odwrócił się tyłem do baru. Ponownie zaczął krążyć wzrokiem po ludziach. Ci tańczyli, rozmawiali, całowali się lub obserwowali, tak jak on. Jakieś trzy duże kroki od siebie zauważył wysokiego, na oko starszego o kilka lat mężczyznę. Miał rozpiętą, białą koszulę, rozpuszczone, półdługie włosy i krótką bródkę. Ten patrzył wprost na niego. Zauważywszy, że Richie go zobaczył, skinął głową i uniósł swojego drinka do góry w geście toastu. Richie poczuł, jak na policzki wpełza gorąco. Zakłopotany spuścił wzrok, okręcił się przodem w stronę baru. W tej samej chwili barman postawił przed nim drinka i resztę zamówienia.
– Dzięki. Ile za to? – Po usłyszeniu ceny zapłacił i oddalił się od baru. Nie chciał patrzeć w stronę tamtego człowieka. Cały czas odnosił wrażenie, że stał się obiektem badań tego mężczyzny. Kusiło go, aby spojrzeć w jego stronę, lecz misja doniesienia alkoholowych napojów znajomym była ważniejsza. Ostrożnie, uważając na piwo i drinka, przelawirował pomiędzy ludźmi i dotarł do stolika.
– O bosz, co tak długo? – Niecierpliwa Joyce pomogła mu rozstawić bursztynowy płyn.
– Jak się nie mogłaś doczekać, trzeba było przyleźć i mi pomóc – odparł Richie.
– Była zajęta sprzeczaniem się ze mną. – Oscar od razu pociągnął z butelki.
– Bo mam rację.
– Ożesz, przestańcie wreszcie, mam dość słuchania tego waszego paplania – odezwała się wiecznie milcząca Sharon. Jej małomówność znikała w czasie nerwów.
Richie tylko pokręcił głową z rezygnacją. Kątem oka zobaczył, że mężczyzna z seksowną bródką usiadł przy drugim stoliku. Taylor poczuł się nieswojo, ale zaintrygowało go to. Nieznajomy był przystojny. Ciemna karnacja i oczy bardzo spodobały się popijającemu swojego drinka Richiemu. Chłopak nie słuchał, o czym mówią jego koledzy, będąc zbyt zajętym gapieniem się na mężczyznę. Zanim się zorientował, jego szklanka typu highball[1] była pusta. Niedobrze. Nie powinien pić alkoholu, a na pewno nie tak szybko i nie takie mieszanki. W sumie czemu miał się tym martwić? Na razie poza gorącem, jakie oplatało ciało, nic się nie działo. Chętnie wypiłby jeszcze jednego.
– Zaraz wracam.
– Richie, dokąd idziesz? – zapytał Oscar.
– Skończyło mi się. – Pokazał puste szkło. – Zaraz wracam.
– A to coś jest bezalkoholowe?
– Oscar, czy widziałeś kiedyś, abym poza jednym piwem lub winem pił coś, co ma w sobie alkohol? Zaraz wracam. Chyba że coś mnie zajmie.
– Da sobie radę. Nie matkuj mu – jęknęła Joyce. – W ogóle to zbieramy dupy i idziemy potańczyć.
– Nie idę do tych napalonych facetów.
Richie przesunął ręką po włosach aż na kark. Pomasował go chwilę. Kumpel chodził z nimi do różnych miejsc, ale „Fever” naprawdę się obawiał. Już nie jeden raz tu został zmacany przez jakiegoś byczka. Dla Oscara to trauma, ale i tak wracał. Chwilę później kolega został porwany na parkiet przez dziewczyny, a on stał już przy barze, zamawiając kolejnego drinka.

* * *

Upojony kłującymi igiełkami muzyki, po kolejnym drinku, Richie zaczął poddawać się jej rytmowi. Ciało samo zaczęło poruszać się zmysłowo. Odepchnął się od baru i wolnym pląsem zaczął iść w stronę tańczących. Alkohol pozbawiał go wstydu. Hamulce znikały, pozwalając, żeby mózg Richiego wyłączył się, a wszelki rozsądek ukrywał się za mgłą potrzeb i pragnień. Nie dotarł na parkiet zatrzymany przez owijające się wokół pasa silne, pokryte gęstymi włosami ręce. Jedno zerknięcie w górę i lekko w prawo dało mu odpowiedź, kim jest ich właściciel.
– Gdzie to się książę wybiera? –  zapytał mężczyzna, który do tej pory tylko go obserwował.
– Potańczyć?
– Czyżby za dużo się wypiło?
– Sądzę, że w sam raz. – Mężczyzna nadal nie puszczał go, więc Richie zręcznie, na ile pozwalał mu jego wstawiony stan, wywinął się z tego uścisku. – A teraz przepraszam, ponieważ ten kawałek podłogi do tańczenia wzywa. – Wskazał palcem mniej więcej w kierunku tańczących.
– Mam lepszy pomysł. Przyglądałem ci się, masz talent. Poruszasz się jak zawodowy tancerz.
– Do tego jeszcze mi daleko – odparł pijackim głosem. Rozejrzał się za znajomymi.
– Twoje ciało ma potencjał. Jestem menadżerem tego klubu. Chętnie zatrudniłbym cię jako tancerza. Widzisz tamtych chłopaków?
– Mhm. – Wzrokiem powędrował tam, gdzie wskazał przystojniak. W zamkniętych klatkach tańczyli dobrze zbudowani, pół nadzy młodzi mężczyźni wyginając swoje seksowne ciała ku uciesze gapiów.
– Mógłbyś robić to, co oni. Napiwki, jakie klienci włożą im za te skąpe slipki, są ich.
– Dziękuję, ale mierzę wyżej niż tylko te podesty. – Jego nogi nie potrafiły ustać w miejscu. Przerzucał ciężar ciała z jednej na drugą. Stukał stopą o podłogę. – Wybaczy pan…
– Adalberto. – Błysnęły białe zęby.
– Wybacz, Adalberto, ale…
– Tańcz. – Mężczyzna rozłożył ręce na boki. – Tańcz, książę. Chyba że…
Richie już miał odejść, ale ciekawość go zatrzymała. Wpatrzył się w Adalberta. Przeszkadzały mu włączone kilka minut temu stroboskopowe światła, więc zmrużył oczy. Poczuł na swojej ręce, że coś sunie od jego dłoni do ramienia. W mgnieniu oka stwierdził, że to były czubki placów mężczyzny. Nie ruszył się. Pozwolił mu na to. Głupi alkohol. Bez tego już dawno zostawiłby tego człowieka. Tylko czy tego chciał? „Jesteś beznadziejny w podrywaniu, dlatego nigdy nikogo nie miałeś…” Przemknęły mu w głowie słowa Alexa.
– Chyba że co? – dopytał. Tym bardziej zapragnął poznać drugą część zdania.
– Mam mieszkanie kilka ulic stąd. Co powiesz na zakończenie tego wieczoru ze mną w moich czterech ścianach?
Doskonale zrozumiał, o co chodziło mężczyźnie. To była propozycja i nie chodziło o wspólne oglądanie telewizji. Puszczone hamulce i zamroczony umysł oraz echo słów przyjaciela zmobilizowało go tylko do jednej jedynej odpowiedzi.


* * *

Za drzwiami mieszkania Adalberta stracił trochę pewność siebie, ale nie pokazał tego po sobie. Nie był bojącą się dupą. Przyszedł tu z pełną świadomością, co z tego, że zmąconą lekkim oszołomieniem po napojach wyskokowych. Adalberto był cholernie przystojny i dla takiegoż faceta warto złamać swoje zasady.
– Rozgość się. Jeśli masz ochotę się czegoś napić, nie krępuj się. Zaraz wracam.
Richie kiwnął głową, uznając to za wystarczającą odpowiedź. Zaczął zwiedzać luksusowy apartament, gdyż w żaden inny sposób nie mógł tego nazwać. Pokój dzienny, w którym się znajdował, był olbrzymi. Nowoczesne meble w ciemnych kolorach doskonale pasowały do całego wystroju wnętrza. Po jego lewej ręce było wielkie okno, za którym rozciągał się widok miasta, teraz, nocą, pokrytego milionami świateł. Na horyzoncie mignął piorun, a kilka sekund później rozległ grzmot. Burza się zbliżała. Jego znajomi pewnie nawet jej nie zauważą, będąc zamknięci w dusznym klubie, pełnym przesączonej seksem atmosfery.
Całej trójce nie podobało się, że on już wychodzi. Nie powiedział im, że będzie miał towarzystwo. Teraz trochę tego żałował. Poczuł się odrobinę przytłoczony tym, co tutaj zastał i że został sam. Uciekł z luksusowego domu, kojarzącego mu się od pewnego okresu tylko z zimnem bez grama ciepła, by wstąpić w podobne progi. Chyba alkohol zaczął z niego wyparowywać. Umysł mu się przejaśniał. Powinien sobie stąd pójść. Miał pożegnać się z Adalbertem? Zanim sam sobie odpowiedział na pytanie, otworzyły się drzwi, prowadzące do jednego z pomieszczeń. Pojawił się w nich właściciel mieszkania, tym razem już bez koszuli. Klatkę piersiową miał pokrytą gęstym owłosieniem, które tuż koło brzucha zmieniało się w cienką linię i chowało pod spodniami. Ciało miał umięśnione, jakby wiele godzin spędził na siłowni. Było na co popatrzeć. Mężczyzna podszedł do barku i wszedł za kontuar. Bar, jak i cały pokój, był podświetlony przez umieszczone przy nim kinkiety.
– Niczego sobie nie nalałeś? – zapytał, sięgając na półkę po jedną z butelek.
– Nie, dziękuję – odparł ze ściśniętym gardłem Richie. – W sumie ja...
– Dlaczego jesteś taki spięty? Naprawdę się niczego nie napijesz? 
– Nie. Ja...
Adalberto odstawił butelkę i obszedł bar. Richie napiął wszystkie mięśnie. Mężczyzna stanął przy nim, chwycił jego twarz w obie dłonie i uniósł ją ku swojej. Dopiero teraz chłopak zauważył u niego maleńką bliznę tuż pod prawym okiem. Była jaśniejsza niż reszta skóry.
– Rozluźnij się. Nic ci nie zrobię. Poza jednym… – Adalberto zabrał rękę z jego policzka i objął wokół pleców. Drugą położył mu z tyłu głowy.
– Wiesz, ja… – Ciepłe usta mężczyzny nakryły jego, od razu przywłaszczając je sobie. Richie posłusznie oddał pocałunek, ale było w tym coś dziwnego. Nic nie czuł. To była bardziej mechaniczna czynność niż przyjemność. W momencie gdy język mężczyzny wdarł się do środka, a ciało przycisnęło się do niego, chciał tylko uciec. Zamroczenie alkoholem minęło, a zrozumienie własnej głupoty osiągnęło apogeum. Przyszedł z tym facetem, aby pokazać samemu sobie, że jego też ktoś chce. Co za debilizm do kwadratu! Tymczasem nie podobał mu się pocałunek, chociaż menedżer klubu – o ile nim był – wiedział jak całować. Pragnął odsunąć się od tego mężczyzny i wrócić do domu, a potem przeklinać siebie za kretynizm jakiego doznał. Zamruczał, co Adalberto musiał zrozumieć, że mu się to podoba, bo pogłębił pocałunek, rękę wsunął mu pod koszulkę i otarł się o niego swoją erekcją. Richiego zaczęło to coraz bardziej obrzydzać. Położył ręce na piersi mężczyzny i zaczął go odpychać, starając się odsunąć głowę, co było trudne, zważywszy na trzymającą ją dłoń. Na szczęście całujący go facet zrozumiał, o co mu chodzi i przerwał pocałunek.
– Książę stracił oddech? Zapomniałeś, że oddycha się nosem?
– Nie, ja… – nie dokończył, ponieważ prawie pisnął, kiedy duża dłoń zacisnęła się na jego pośladku i zaczęła go ugniatać. – Zostaw. – Chwycił jego rękę.
– Co zostaw? Wiesz, po co cię tu przywiozłem, więc nie musisz udawać dziewicy. Znam takich jak ty. Wypielęgnowani, oczy podkreślone kredką i tym cholernym tuszem – głos z ciepłego zamieniał się w chłodny. – Przychodzicie do "Fever" tylko po to, by ktoś wyruchał waszą słodką dupcię. Kusicie, wyginacie się, wystawiacie po to, żeby wam wsadzić.
– Nie jestem taki – syknął Richie. Jaki był głupi. Przylazł z obcym facetem do jego mieszkania, nie myśląc o konsekwencjach. O niczym nie myśląc! Co miał teraz zrobić? Musiał się stąd wydostać. Pusty wzrok Adalberta przerażał go.
– Tak, na pewno. Każdy z was jest taki, cioty. Wypacykowani chłopcy.
– Puść mnie. – Potrzebował wyplątać się z tych niechcianych, a zbyt silnych ramion. – Muszę wracać do domu.
– Nie. Ma. Kurwa. Mowy – wypowiadane pojedynczo słowa przeszywały lodem. – Jesteś tutaj, by mnie zaspokoić. Mój chuj potrzebuje twoich ust – mówiąc to, przesunął palcami po wargach Richiego, lekko je rozchylając.
– Nie rozumiesz. Nie jestem taki. Jestem prawiczkiem. Wypuść mnie. – Wiedział, co może unieruchomić mężczyznę, ale gdy tylko chciał go kopnąć, ten odepchnął go na tyle, by Richie przewrócił się na podłogę. Uderzył łokciem o parkiet i skrzywił się z bólu. Kolejny ból przyszedł, kiedy mężczyzna chwycił go za włosy i podniósł za nie do klęku.
– Ty głupi, pierdolony gówniarzu! Chciałeś mnie kopnąć w jaja?! Nie daruję ci tego. Chciałem po dobroci! Wybrałeś inaczej! W sumie lubię ostro. Zaraz posmakujesz mojego chuja!
Richie trzymał jego dłoń, chcąc, by jak najmniej ten ciągnął go za włosy, ale to nic nie pomagało. Widział, jak skurwiel rozpina swój rozporek i wyjmuje twardego fiuta. Penis był wielki, pokryty żyłami i gruby.
– Nie chcę. – Oparł rękę na jego biodrze, próbując odepchnąć jego krocze sprzed swojej twarzy.
– Chcesz! Po to tu przyszedłeś! Bierz go! Otwieraj usteczka i bierz go!
Chłopak zacisnął usta najbardziej, jak mógł. Rzygać mu się chciało na samą myśl o tym, czego chciał ten człowiek. Nie wiedział nawet, czy facet się tam mył i kiedy to robił! Palce mężczyzny nacisnęły na jego szczękę, otwierając ją na tyle, by główka penisa przedarła się do środka.
– Nie próbuj gryźć, bo już nigdy nie zatańczysz, kiedy połamię ci te twoje kulasy! Bierz kutasa głębiej!
Zaczął kaszleć, kiedy fiut otarł się o jego podniebienie i był zbyt blisko gardła. Dusił go. Richie próbował zaczerpnąć tchu, uciec, lecz to było na nic. Z oczu zaczęły płynąć mu łzy wściekłości, bezsilności i z powodu dławienia.
– O, tak! – krzyknął Adalberto, gwałcąc jego usta. – Nie mogę się doczekać twojej dupy.
Przerażony Richie płakał coraz bardziej i próbował się wyłączyć. Nadaremne to były próby. Zapominał wtedy o łapaniu tych nielicznych haustów powietrza. Zacisnął tylko powieki, by nie widzieć tego człowieka wpychającego mu się na siłę do gardła. Chciał, by Adalberto już doszedł, ale po słowach, które wypowiedział, Richie rozumiał, że to się nie stanie, nie w taki sposób. Miał ochotę zacisnąć na nim zęby, ale się bał. Zwyczajnie się bał. W końcu po całej wieczności napastnik odsunął się. Richie upadł twarzą na podłogę, zanosząc się kaszlem i łapczywie łapiąc powietrze. Z ust pociekła mu ślina, a żołądek skręcił się na kilka supłów.
– Czego ryczysz!? Żyjesz, ale musisz się nauczyć ciągnąć. Twój facet nie będzie miał z ciebie pożytku!
Słyszał nad sobą śmiech Adalberta. Kaszel ustał, a on musiał myśleć o tym, jak stąd uciec. Nie pozwoli, by ten go zgwałcił! Właściwie już to zrobił. Gdy mężczyzna ponownie złapał go i podniósł, a potem pchnął twarzą do kanapy i zaczął na siłę zdzierać mu spodnie, przerażony do granic Richie krzyknął ochryple:
– Zostaw! Sam to zrobię. Po dobroci.
– O, książę zmienił zdanie? Boisz się, że rozerwę twój tyłek. Dużego mam, co?
– Masz olbrzyma. – Strach uderzał w niego z całej siły, ale na szczęście nie odbierał głosu. Musiał się ratować.
– I go chcesz, co? – Przywarł do pleców Richiego, ocierając się o jego udo. – Powiedz, jak bardzo chcesz mojego chuja w sobie. No, powiedz! – Zacisnął rękę na gardle chłopaka.
– Bardzo go chcę. Jest duży i mięsisty. – Zaraz zwymiotuje. Musiał się wziąć w garść. – Tylko chcę z nawilżeniem. Jak mnie rozerwiesz, nie skorzystasz już kolejny raz. – Pociągnął nosem, starając się nie płakać. Ryczenie jak baba nic nie da, a tylko jeszcze bardziej rozjuszy napastnika.
– W sumie nawet mnie będzie lepiej. W nagrodę może cię też possę. – Złapał Richiego za krocze. – Jeszcze ci nie stoi, ale zrobi to, jak poczujesz mojego w sobie.
– Tak, jak poczuję. – Niech on się od niego odsunie! Wystarczy mu tylko chwila, żeby został sam. Liczył, że facet ma nawilżenie w sypialni lub łazience. – Żel.
– Czekaj na mnie z gołym tyłeczkiem. Zaraz wracam. – Posłał solidnego klapsa w pośladek Richiego.
Czuł, jak mężczyzna wstaje. Obejrzał się powoli i modlił się do wszystkich bogów świata, by ten opuścił pokój.
– Zdejmuj spodnie.
Udał, że chce to zrobić, kiedy po swoich słowach Adalberto zniknął za tymi samymi drzwiami, zza jakich wyszedł już bez koszuli. Nie miał czasu. Wstał, lekko się chwiejąc. Nogi nie chciały go słuchać, ale jak pomyślał o tym, co zaraz się stanie, te poniosły go ku wyjściu. Nacisnął klamkę, ale było zamknięte. Zanim przekręcił klucz zostawiony w zamku, minęła chwila. Spanikował, słysząc za sobą kroki.
– Gdzie mi uciekasz?
Już czuł, jak mężczyzna go łapie, ale to była tylko jego wyobraźnia. Dodała mu sił i zanim ponownie został zatrzymany, zatrzasnął drzwi i nie wiedział, jak to zrobił, ale trzymał w ręce kluczyk. Zamknął mężczyznę od zewnątrz. Ten zaczął uderzać w przeszkodę i wrzeszczeć, wyzywając go od najgorszych. Richie odskoczył, patrząc jeszcze chwilę na drzwi, ale zaraz odwrócił się na pięcie w poszukiwaniu schodów lub windy. Zapewne skurwiel miał drugi zapas kluczy, ten pozostawiony w zamku spowolni go. Dotarł do windy, mając szczęście, że ta była na tym samym piętrze, więc nie musiał na nią czekać. Wszedł do środka i nacisnął przycisk na parter. Dopiero teraz zorientował się, jak bardzo trzęsły mu się ręce. W ogóle cały dygotał jak galareta. Prawie został zgwałcony. Gdyby to się stało, sam byłby sobie winien.
Winda zjechała na parter, a on wypadł z niej niczym huragan. Przebiegł korytarz i nareszcie znalazł się na dworze. Z ulgą powitał nawet wszędobylską burzę. Deszcz od razu zmoczył go całego, ale nie przejął się tym. Co tam deszcz, pioruny i zimno. Tu było pięknie w porównaniu z piekłem w tamtym mieszkaniu. Dlaczego istnieją tacy ludzie? Dlaczego tak bardzo zgłupiał, by zaufać takiemu bydlakowi? Na samą myśl, co jeszcze chwilę wcześniej miał w ustach, jego żołądek zbuntował się. Podbiegł pod kępę krzewów i zwymiotował. Wyjął z kieszeni chusteczkę higieniczną. Otarł usta. Kwas żołądkowy wypalał mu gardło i chętnie by się czegoś napił oraz opłukał usta. Nie miał takiej możliwości, więc musiał wytrzymać, zanim dotrze do domu.
Na szczęście znał tę część miasta, więc wiedział, w którą stronę powinien iść. Zatęsknił za Alexem. Miał tylko jego, a go odtrącił. Postanowił zadzwonić do niego i poprosić, by tu przyjechał. Musiało być już po dwudziestej drugiej, a nawet i później. Na ulicy było coraz mniej aut. Tylko w dzielnicach klubów i restauracji zazwyczaj do północy były tłumy. Te boczne uliczki opustoszały. Wyjął telefon, ale bateria była rozładowana.
– Pięknie, kurwa jego jebana mać! – Powstrzymał się przez rzuceniem aparatem. Nie stać go było na nowy, a ten smartfon naprawdę mu się podobał. Czekał go długi spacer, o ile nie znajdzie przystanku autobusowego. Wszystko się pierdoli! Łzy same płynęły po policzkach, mieszając się z wodą kapiącą mu z włosów. Deszcz nadal lał rzęsiście, a on do domu miał parę mil.
 Dźwięk silnika samochodu wpierw nie zwrócił jego uwagi, ale oślepiające go światła spowodowały, że uniósł wzrok. W jego stronę jechało auto. Nigdy nie znał się na samochodach, więc nie mógł stwierdzić, jakiej było marki. Przyszło mu na myśl, że powinien schować się – równie dobrze mógł to jechać ten chuj i go szukać – ale nie zrobił tego. Zresztą już było za późno, gdyż samochód zatrzymał się tuż przed nim, a szyba uchyliła. Serce Richiego zamarło i rozpłakał się.


[1] Szklanka do drinków typu "highball" (collins) jest to prosta szklanka o pojemności od 240 do 300 ml. Najbardziej uniwersalna szklanka koktajlowa. Podaje się w niej long drinki i napoje gazowane.

13 komentarzy:

  1. No super i znowu urwane a do niedzieli daleko.:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. UWIELBIAM te twoje przerywanie :') aż mi powiela ze zdenerwowania drga. Biedny, głupi Richi :( mam nadzieję. że ta historia dobrze się skończy! Może osobnikiem z auta okaże się brat Alexa? C:
    Piątek, sobota, niedziela... To istne torury ;.;

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego teraz? Richie... ty idioto, masz zaniżoną opinie o własnej wartości. Ja tylko mam nadzieję, że to Jonathan.
    Weny Luano :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O rety kochana przeszłaś samą siebie na koniec roku tym rozdziałem.
    Biedny Richie.. tak niewiele brakowało a przeszedłby najgorszą traumę swojego życia, chociaż gwałt oralny też jest okropny i można nazwać go gwałtem na duszy.
    Muszę przyznać, że rozdział taki wstrząsajacy. Strasznie szkoda mi Richiego i obawiałam się, że ta historia się tak skończy. Ale zobaczymy jeszcze nie powiedziałaś ostatniego słowa.
    Kochana moja wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
    I pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Luano moja droga, najcudowniejsz pisarko jakiej dzieła w swym życiu czytałam czemu mi to robisz?
    Richie is love - Richie is live. Nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać, że urwałaś w takim momenicie, bo to znaczy, iż jeszcze czymś nas możesz zaskoczyć. Pozytywnie albo tak, że się popłaczę...Modlę się, żeby w tym samochodzie siedział Alex magicznie sprowadzony siłą woli a nie Jonathan, bo nie lubię dupka. Tak, może i za szybko oceniam ludzi, ale nie trawie go no :/
    Może dlatego, że mojej tzw. rodzinie pełno jest tego typu osobników.
    Jeśli chodzi o postacie które się do tej pory pojawiły to już lubie Joyce. Czuję, że bym się dogadała ;)
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, oby był lepszy niż ubiegły i pozdrawiam.
    Wow...pierwszy raz w życiu uwielbiam kogoś kto mnie torturuje. W tym przypadku czekaniem.
    Zmieniłaś mnie z sadystki w sadomasochistkę. Gratulacje kobieto! XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Lub facet, który chciał go zgwałcić. To może być każdy.

      Usuń
    2. tym razem pudło, ale będę próbowała przewidzieć dalej co się zdarzy :D

      Usuń
  7. Jeny biedny Richie, mam nadzieję że osobnik z auta to Alex albo jego brat.
    Życze weny dużo bardzo dużo i czekam na kolejne rozdziały ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. JEZU, RICHIE Q__________Q
    Dobrze, że chłopakowi udało się jakoś wydostać, zanim koleś zrobił mu większą krzywdę ;;; Będzie miał teraz biedak traumę...
    Coś czuję, że w aucie będzie brat Alexa. Mam nadzieję, że to on albo sam Alex ;;;
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedny Richie :0
    Tego chuja to bym na miejscu... Grr!
    Znam dużo sposobów tortur (jak to córka Hadesa).
    Całe szczęście udało mu się uciec!
    Mam nadzieję, że ten gość z auta to brat Alexa!
    I wiesz co? Kocham cię!
    Nareszcie dałaś 5 tom Zmiennych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Jak tylko nadrobię to to od razu lecę czytać! ♥
    ~Strzyga

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej,
    Riche ty idioto! można się było tego spodziewać, dobrze że udało mu się zwiać, ale kto to? niech to będzie Alex, Joshua albo Jonathan proszę...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)