7 lutego 2016

W sidłach miłości - Rozdział 19

Dziękuję za komentarze. :*

Zbliżamy się do półmetka opowiadania. :)






Zmęczony i sfrustrowany Drake Ashborn odłożył aparat fotograficzny. Miał już po dziurki w nosie współpracowania z idiotami zachowującymi się, jakby pozjadali wszystkie rozumy, i fotografowania wieszaków. Ci ludzie nie wiedzieli, jaki jest prawdziwy model dziewczyny. Lansowali skórę naciągniętą na kości i głupotę tych wszystkich dziewczyn pozwalających na to, żeby ich zdrowie zostało niszczone, a anoreksja i bulimia zbierały swoje żniwo. Nigdy chyba nie zrozumie takiego „stylu życia”, którego za styl nie uważał. Może pochodził z innego świata, ponieważ gdyby to on miał decydować, kazałby tym modelkom najpierw jeść, nabrać ciała, a potem stanąć przed obiektywem.
Fotografował panienki do katalogu, jaki promowała agencja, w której był zatrudniony. Chętnie rzuciłby to w cholerę, ale potrzebował pieniędzy. Dlatego popołudnia spędzał tutaj przez cztery dni w tygodniu, czasami więcej, a od siódmej do piętnastej pracował na budowie. Nie każdego dnia, ponieważ zdarzało się, że szef ekipy nie potrzebował wszystkich, kiedy pracy było mniej, lub siedział w domu, gdy pogoda nie dopisywała. Sam nie wiedział, czym wolałby zająć się tak naprawdę. Z pewnością miał talent do fotografowania i chętnie wykorzystałby go na czymś innym. Niestety nie pasjonowało go robienie zdjęć na ślubach i weselach, a to, co robił obecnie, niejednokrotnie go wkurwiało, lecz wolał już taką pracę, niż żadną. Niestety od paru lat zmuszony był uwieczniać anorektyczne panienki lub chłopców nie w jego guście, którzy poza ładną buzią i wystającymi żebrami nie mieli w sobie nic interesującego. Sean był taki w wieku siedemnastu lat, ale on wyglądał tak z natury, a nie głodził się, czy wiecznie pożerał tabletki na przeczyszczenie, czego tutaj niejednokrotnie był  świadkiem u innych. Zresztą obecnie ciało Seana nabrało męskich kształtów i chociaż nadal pozostawał szczupły, to żebra się schowały, nawet kręgosłup nie wystawał.  Natomiast ci tutaj doprowadzali się na skraj przepaści. Raz komuś zwrócił uwagę i miał przez to problemy, więc teraz siedział cicho, o ile ktoś go nie zdenerwował. Robił, co mu kazali, brał kasę i nie interesowało go, co się stanie z kolejną anonimową modelką. Bardziej absorbowały go zwyczajne dziewczęta pogrążające się w kompleksach w czasie oglądania okładek kolorowych pism i pragnące tak samo wyglądać. Szkoda, że nie brały pod uwagę, że dziewczyny z okładek tak naprawdę nie istniały. To Photoshop je tworzył, sprawiając, że rodziły się ideały. Nieraz przychodziła mu ochota, żeby się z tego zwyczajnie śmiać. Teraz tylko westchnął, ponieważ czekało go fotografowanie jeszcze jednej modelki. Tej to szczerze nie lubił. Gapiła się na niego, jakby chciała go pożreć, a jej umizgi powodowały u niego obrzydzenie. Przewrócił oczami, gdy podeszła, ubrana w koronkową bieliznę, i przystanęła, wypinając dumnie pierś wysuwając jedną nogę wraz z biodrem do przodu.
– Drake, przystojniaczku, jestem gotowa. – Uśmiechnęła się zalotnie krwistoczerwonymi ustami.
Monik była jedną z tych dziewcząt, które wybrały sobie za cel, żeby go zdobyć. Harpie były uparte i zastanawiał się, kiedy one w końcu przestaną zarzucać swoje sieci. Nie znały o nim całej prawdy, więc pewnie będą nieustannie próbować. Zdarzało się, że widział również taksujący jego ciało wzrok męskich modeli. Oficjalnie nikt nie wiedział ani tutaj, ani szczególnie na budowie, że jest gejem. Nie czuł potrzeby chwalenia się tym przed współpracownikami. W ogóle nikomu nie zdradzał szczegółów swojego życia, pozostając odwiecznie tajemniczym samotnikiem. O nim wiedzieli tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele, innym takie szczegóły nie były do życia potrzebne. Z tego powodu, że on nie chciał oficjalnie przyznać się, że jest homoseksualistą i ma partnera, wybuchały kłótnie pomiędzy nim a Seanem. Chłopak był bardzo zazdrosny i nie znosił, kiedy jakaś – jego zdaniem – lafirynda mizdrzyła się do jego faceta. Sean zawsze bał się, że Drake kiedyś ulegnie, jeżeli nie dziewczynie, to ślicznemu chłopcu. Sean po ogłoszeniu przez Drake’a prawdy o swoim związku czułby się pewniej, ale Drake nie zamierzał robić nic wbrew sobie. Przecież nie ukrywał się tak, że nikt o nich nie wiedział. Ci co mieli wiedzieć, tajemnicę poznali, inni nie musieli. Natomiast on sam zapewniał partnera, że nie mógłby go zdradzić. Nie zrobiłby mu czegoś tak potwornie bolesnego, nie komuś, kogo nad życie kochał. Niemniej wczoraj Sean znów zaczął swoją śpiewkę, a on powiedział mu, że tą jego niepewność i zmuszanie go do oficjalnego ujawnienia się uważa za głupie. Przez to noc spędził w pokoju gościnnym, sam w zimnym łóżku. Dlatego chciał być dzisiaj w domu wcześniej, żeby porozmawiać szczerze i otwarcie ze swoim partnerem, ale już dochodziła dwudziesta, a on wciąż pstrykał zdjęcia.
– Jak jesteś gotowa, to do pracy, a nie mizdrzysz mi się tutaj, jakbyś była kotką w rui – zwrócił się przesączonym lodem głosem do zagadującej go dwudziestojednolatki o włosach koloru kasztanowego i piersiach dorównujących wielkością jej głowie pozbawionej mózgu. Pamiętał ją jeszcze z mniejszym biustem i wtedy prezentowała się o wiele lepiej  niż obecnie. Wziąwszy aparat, rzekł: – Uwierz mi, nie masz nic, co by mi się spodobało.
Obrażona dziewczyna prychnęła niczym wściekła kotka.
– Idiota. Wcale nie jesteś tak wspaniały, na jakiego pozujesz. – Podparła się pod boki, jeszcze bardziej wypinając bujną pierś.
– Skóra naciągnięta na kości, która sądzi, że sztuczne cycki podniecają facetów. Może małą grupkę, ale nie większość. Nie mam czasu, zabieraj się do pracy, dziewczynko. – Włączył aparat, chcąc zobaczyć, ile miejsca ma na karcie. Później to wszystko zrzuci na komputer. Najlepiej w domu.
– Powiem szefowi, jak się do mnie zwracasz – syknęła. Brakowało, aby tupnęła tą swoją chudą nóżką. – Wyrzuci cię na zbity pysk.
– Ile razy się z nim w tym czasie prześpisz? – Uniósł brwi, czekając na jej ruch. Gróźb tej dziewczyny się nie bał. Pies, który szczeka, nie gryzie. – Czy łaskawie możesz robić fochy, szczerząc się przy okazji do obiektywu w tamtym miejscu? – Wskazał na przeciwną stronę pokoju specjalnie przygotowaną do sesji. Podłoga i tło, jakie otaczały modelkę, były niebieskie. Za pomocą programu komputerowego usuwało się takie tło bez problemów, a zamiast niego wstawiało inne i nagle postać dziewczyny znajdowała się na plaży, na tle nieba lub w sypialni. Ot, mała graficzna sztuczka i ludzie nabierali się na kolejną iluzję, zachwycając się urodą modelki oraz scenerią ją otaczającą, czyli kolejnym kłamstwem tego świata. Nie wszystko tak wyglądało, gdyż fotografował już dziewczyny i chłopaków w naturalnych sceneriach, ale ostatnio to zdarzało się rzadko. Głownie chodziło o pieniądze. Lepiej wydać ich mniej niż zapłacić większą sumę wynajmując na przykład hotelowy basen. Uczestnicząc w „prawdziwych” sesjach, on również zarabiał więcej. Te jednak zazwyczaj trafiały się innym fotografom.
Skończył pracę godzinę później, będąc blisko dostania szału. Modelka, jak tylko mogła, utrudniała mu pracę. Już tylko cienka linia dzieliła go od strzelenia jej w to niewyparzone „pysio”, ale wytrzymał. Definitywnie za ten gest zostałby zwolniony.
– Okej, koniec na dziś – oznajmił wszystkim obecnym w studiu.
– W końcu, ileż można robić te same pozy. Marny z ciebie fotograf! – krzyknęła modelka, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi. Wszyscy z ulgą sprzątali swoje stanowiska i już byli myślami w domach.
– Ha, ha, ha. Ciesz się, że ktoś wziął ciebie do tej sesji. Jakoś nie widzę, żebyś była rozchwytywana, mała. – Długo śmiał się z miny panienki. Nawet kiedy wsiadał na motor, by wrócić do domu.

Mieszkanie należące do nich obu znajdowało się na strzeżonym osiedlu. Z centrum dzieliło go od niego dwadzieścia minut wolnej jazdy. To głównie przez to mieszkanie musiał pracować na dwóch posadach, żeby dzielić opłaty po równo z Seanem. Partner absolutnie nie chciał się na to zgodzić, twierdząc, że fundusz, jaki dostał od matki, starczy na spokojne życie jeszcze przez kilka lat. Dopóki Drake nie znajdzie lepszej pracy i on sam nie ukończy studiów i nie założy własnej kancelarii adwokackiej. Drake kategorycznie sprzeciwił się temu. Mógł mieszkać w bogatej dzielnicy, ale nie zamierzał być utrzymankiem. Sam chciał na siebie zarobić. Mimo że żyli razem i wszystko było wspólne, nikt nie patrzył, na co i ile wydaje pieniędzy, przynajmniej do rachunków chciał dokładać połowę. To one wydzierały z kieszeni dużo domowego budżetu i nie zamierzał w tej sprawie ustąpić.
Zostawił motor w podziemnym garażu, tuż obok auta kochanka. Na dziesiąte piętro wjechał windą, niemniej jednak zdarzało mu się wchodzić pieszo. Było to doskonałe ćwiczenie, lecz robił to tylko wtedy, kiedy nie był zmęczony, bo inaczej padłby już na którymś z pierwszych pięter.
Wysiadając z windy, wyjął klucze od mieszkania. Na ich piętrze były tylko dwa apartamenty. Jeden należał do miłej, starszej pani, a drugi do nich.
– Jestem – zawołał, wchodząc do środka. Zdjąwszy buty, odłożył torbę ze sprzętem i udał się do gabinetu Seana. Obaj korzystali z tego pomieszczenia, ale to Sean spędzał w nim więcej czasu, ucząc się, podczas gdy on wolał siedzieć przy stole w kuchni i tam pracować na komputerze, przeglądając zdjęcia, które zrobił. Sean miał bardzo ciężkie studia, które również pochłaniały mu czas. Bywały dni, że prawie w ogóle się nie widzieli. Nieraz spotykali się dopiero w łóżku i po jednym pocałunku oraz wymianie uprzejmości typu: „Jak ci minął dzień?” „Dobrze, a tobie?” „Również dobrze” zasypiali zmęczeni ciężkim dniem. Seks był, ale coraz rzadziej. Dawniej kochali się prawie co noc. Ostatnio zdarzało im się raz na tydzień, dwa co rozumiał. Chyba stali się czymś w rodzaju kilkunastoletniego, heteroseksualnego małżeństwa, co to seks mają tylko w soboty. Nie chciał tak, ponieważ miał wielkie potrzeby, lecz nie zamierzał namawiać wykończonego Seana na szybki numerek pod prysznicem, tym bardziej, że ten preferował tylko zbliżenia tylko i wyłącznie w łóżku. Przynajmniej od pewnego czasu tak to sobie Drake tłumaczył. Niby zdarzało się, że mieli więcej czasu dla siebie, choćby wczoraj, ale zachowywali się, jakby miłość cielesna nie istniała.
Odnosił wrażenie, że jego partner od około trzech tygodni, nie żeby liczył mijający czas, unikał seksu. Owszem, kochał się z nim, ale to było takie inne niż zawsze. Bardziej wyglądało to tak, jakby Sean się zmuszał. Dlatego nie naciskał na niego, co nie znaczy, że przestał go zachęcać do seksu.
Najgorsze, że nie potrafili na te tematy rozmawiać. W przeszłości rozmawiali o wszystkim, ale teraz… Trudno, da radę. Nie jest z Seanem dla seksu, lecz dlatego, że go kocha. I naprawdę byli szczęśliwi, a przecież problemy zdarzają się w każdym związku, bez względu na staż, i dotyczą przeróżnych spraw. Co nie znaczy, że nie doskwierał mu brak bliskości, a bliskość dla niego to nie tylko seks. Tak, to musiało być przez chroniczny brak czasu. Ledwie go znaleźli, żeby spotkać się z mamą Seana, jej partnerem i Richiem. Bez problemu zapamiętał imię sympatycznego blondyna, który bardzo spodobał się jego „teściowej”.  W sumie miło spędził tamten wieczór. Obaj odpoczęli i rozluźnili się, przez chwilę było jak dawniej, ale po powrocie do domu Sean znów wrócił do nauki, zostawiając go samego tuż po tym, jak Drake zaczął się do niego dobierać.
Zastał swojego partnera przy biurku. Dwudziestopięciolatek spisywał notatki.
– Hej. – Pochyliwszy się nad partnerem, chwycił go pod brodą i uniósł jego głowę do góry. Z wielką czułością pocałował usta ukochanego.
– Hej. – Sean oddał pocałunek, patrząc kochankowi w oczy.
– Wybacz, że późno wróciłem. – Jeszcze raz musnął miękkie wargi. Przesunął palcem po policzku pokrytym dwudniowym zarostem. Odsunął partnera z krzesłem od biurka i obróciwszy przodem w swoją stronę, uklęknął pomiędzy jego nogami. Objął Seana w pasie, przytulając głowę do jego piersi. Niestety musiał w taki sposób zaspokajać swoje pragnienie czułości. Poniekąd je wyrywać siłą. Odetchnął z ulgą, kiedy palce Seana wsunęły się w jego włosy i zaczęły lekko drapać go po głowie. Zamruczał z zadowoleniem.
– Miałeś ciężki dzień? – Sean spojrzał w dół.
– Bardzo, ale cieszę się, że już jestem w domu przy tobie. – Przesunął nosem po jego torsie osłoniętym czerwoną koszulką z nadrukiem Spidermana. Sean rzadko zakładał takie rzeczy. Zazwyczaj nosił wyprasowane koszulki z kołnierzykiem i bez nadruku oraz płócienne spodnie. Uniósłszy koszulkę, pocałował go w gładką pierś. Przesunął jedną ręką po jego udzie osłoniętym dresem, ściskając je.
– Drake, mam jeszcze pięćdziesiąt stron do przepisania. Zejdzie mi do północy, a nie chcę tego jutro robić.
Drake westchnął, opierając czoło o jego pierś. Chciał się dzisiaj popieścić i poprzytulać, ale widać nic z tego. Wszystko było ważniejsze od niego. Ta myśl sprawiła, że powiedział:
– Mam wrażenie, że unikasz mnie, jak tylko możesz. Wczorajsza kłótnia i noc, czas kiedy mieliśmy dużo czasu dla siebie, były tobie na rękę. – Odsunął się, nie patrząc już na niego. Nadal jednak pozostał na kolanach, wbijając oczy w rękę postaci z filmu. – Wczoraj nie bałeś się, że cię przelecę, kiedy wyrzuciłeś mnie do innej sypialni. Jeżeli to jest problemem, przecież wiesz, że ty możesz mnie wziąc. Robiłeś to już wiele razy i wiesz, że to sprawia mi równie dużo przyjemności. – Dopiero teraz uniósłszy wzrok, przykuł do niego ciemne oczy partnera. – Zresztą tu nie chodzi tylko o seks, Sean. Psuje się między nami. – Podniósł się i zawahał, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w końcu opuścił pomieszczenie, zamierzając wziąć prysznic i pójść spać.
– Przepraszam. – Sean jeszcze długo patrzył na drzwi, za którymi zniknął Drake. – Przepraszam.
To samo powtórzył sobie w myślach, gdy kładł się spać w środku nocy obok – nie razem z nim – śpiącego kochanka.

* * *

Rankiem przy śniadaniu w domu Alexa panowała cisza. Rodzice zajęci swoimi sprawami wybierali się do pracy, a Jonathan pogrążony we własnych myślach od pół godziny podgryzał tego samego tosta z dżemem morelowym. Od czasu do czasu marszczył brwi i robił dziwne miny. Alex przyglądał się bratu z zaciekawieniem. Z początku nie zamierzał o nic pytać, lecz w końcu nie wytrzymał i po zjedzeniu swojego śniadania oparł się wygodnie o oparcie krzesła. Wyprostował nogi pod stołem, a dłonie wsunął do kieszeni. Zmarszczył brwi, pytając:
– Co za straszny plan układasz, że robisz takie dziwaczne miny? Jeszcze ci się przy tym wykrzywianiu zmarszczki porobią.
– Hm? – Ocknąwszy się, spojrzał na młodszego brata.
– O czym myślisz?
– O tym, co zrobię, jeżeli twój przyjaciel się dzisiaj nie pojawi na treningu. – Odłożył tost, nie potrafiąc nic dzisiaj przełknąć z powodu supła na żołądku. Źle tej nocy spał. Pewne słowa Richiego wzbudziły w nim wspomnienia z przeszłości. Co pokazały mu nękające go nocą sny.
– A co zrobisz w przeciwnym wypadku? – Uniósł brwi.
– Co masz na myśli? – Założył ręce na piersi.
– Będziesz go męczył za to, co się stało wczoraj, czy sobie odpuścisz?
– Zastanowię się. – Na usta wypłynął mu zadziorny uśmieszek. – Panienka za dużo by chciała, więc mała zemsta byłaby tylko przyjemnością.
Alex prychnął. Podniósł się i pochylił w stronę brata, opierając dłonie na stole.
– Nie wykorzystuj tego, co ci powiedział i co czuje. Zapomnij o tym.
– Dlaczego? Trzeba się czasami zabawić, żeby nie było nudno – odpowiedział lekceważąco Johnny.
– To sobie, kurwa, weź za cel kogoś innego! – wrzasnął, aż mama będąca w przedpokoju wpadła do kuchni. Alex nie zwrócił na nią uwagi, kontynuując: – On ci niczego złego nie zrobił, a ty zachowujesz się, jakby był twoim wrogiem! Spójrz na niego inaczej niż oczami człowieka, który zamknął swoje serce i olewa wszystko i wszystkich. Jesteś dupkiem, Johnny! Nic dziwnego, że Patrick się przez ciebie zabił!
– Alex! – krzyknęła mama.
– Gdybyś nie był tchórzem i miał serce, żyłby do dzisiaj, kretynie! – Ogarnięty złością nie słyszał słów rodzicielki. Miał dość swojego brata–dupka. – Ale ty nie! Wolałeś go odepchnąć, żeby tylko nikt się nie dowiedział, jak bardzo ciebie kochał, a ty jego! Że w ogóle interesują cię chłopcy! Jeżeli skrzywdzisz mojego przyjaciela, to tak ci nakopię w te twoje zasrane cztery litery, że całe życie nie usiądziesz na tyłku! Richie jest taki jak on i to cię boli, prawda?! Przypomina ci go w każdym calu! Różni ich tylko kolor włosów! Dlatego go nie znosisz! Co ja sobie myślałem, chcąc, żebyś go trenował. – Wyprostował się. – Ty jesteś tylko w stanie wykończyć kogoś psychicznie, a nie mu pomóc! – Odwrócił się na pięcie, nie mogąc znieść przebywania w jednym pomieszczeniu z tym człowiekiem.
– Alex.
– Nic, mamo, nie mów. Spadam do szkoły. – Tak bardzo chciał się znaleźć teraz w ramionach Josha. I tak bardzo przeklinał to, że nie może to się stać.

* * *

Drake nalał wody do czajnika elektrycznego i postawił go na podstawce. Włączył urządzenie, a w międzyczasie nasypał kawy do kubka. Czuł się, jakby go zdeptało stado słoni. Rozmasował palcami skronie, pragnąc odgonić pulsujący ból. Usłyszał, jak drzwi od łazienki się otwierają, a kroki zbliżają się w jego stronę. Ręce Seana objęły go w pasie, a ciało przytuliło się do jego pleców. Znał ten gest. To były przeprosiny, które tak ciężko przechodziły przez usta partnera. W ogóle Sean był małomówny i zastanawiał się, jak mężczyzna sobie poradzi w sądzie w przyszłości. Nie mógł doczekać się, kiedy będzie mówił do niego „panie mecenasie”. Sean zawsze mu powtarzał, że najpierw musi napisać pracę magisterską, zdać egzaminy, potem ukończyć aplikaturę adwokacką, żeby mógł należycie i samodzielnie wykonywać zawód adwokata i tytułować się jako mecenas.
– Co tam, skarbie? – zapytał, głaszcząc dłoń Seana. – Późno poszedłeś spać?
– Tak. Było coś po północy.
– Przepisałeś wszystko? – Odwrócił się i przytulił partnera. Mieli dla siebie parę minut, zanim on pójdzie do pracy, a Sean na uczelnię.
– Mhm. – Oparł brodę o ramię Drake’a.
– Do której masz dzisiaj zajęcia? Może udałoby nam się wybrać gdzieś na kolację. – To, że się nie afiszował w środowisku pracy, nie oznaczało, że nie może wybrać się z ukochanym na miłą kolację do jakiejś dobrej restauracji. Dobrze mu było, gdy trzymał go w ramionach. Dzięki temu mógł znieść brak innej bliskości, a w dodatku to uświadamiało mu, że jego partner go kocha. – Ewentualnie możemy zostać w domu. Chciałbym z tobą porozmawiać – dodał po chwili wahania.
– Kończę o dwudziestej pierwszej, wrócę pół godziny później, więc jeżeli ci to nie przeszkadza, możemy zostać i porozmawiać. – Uniósł spojrzenie. Czuł się winny, że oddalali się od siebie. Nie mógł za to winić Drake’a, bo mężczyzna robił wszystko, żeby z nim być, a to on uciekał.
– To przygotuję coś do jedzenia i będę czekał. – Pochylił się, biorąc jego usta w swoje władanie. Odetchnął, kiedy Sean oddał pocałunek, nieco go przedłużając. – Uwielbiam twoje usta. – Przesunął kciukiem po jego dolnej wardze.
– Wiem. Chyba woda ci się zagotowała. – Odsunął się. – Niestety muszę uciekać.
– Szkoda, ale wieczorem czekam na ciebie. – Przyciągnął go do siebie na jedną małą chwilę i pożegnał, muskając jego wargi. Powrócił do robienia sobie kawy, już myśląc o wspólnym wieczorze. Co z tego, że już będzie późno. Naprawdę chciał z nim porozmawiać, a na to nie ma złej pory. Usiadłszy przy stole z kubkiem parującego, mocnego napoju, zaczął układać sobie w głowie, co mu powie. Miał jeszcze godzinę, zanim pojedzie do pracy. Szef brygady kazał im dzisiaj przyjść dopiero przed dziewiątą, ponieważ na tę godzinę mieli przywieźć piasek na budowę. Pracował jako pomocnik murarza przy budowie jednorodzinnego domu. Ciężka fizyczna praca sprawiała, że nawet jego mózg przestawał myśleć i mógł dzięki temu odpocząć. Szczególnie od ciężkiej atmosfery panującej pomiędzy nim a Seanem. Dlatego koniecznie musiał doprowadzić do rozmowy, ponieważ chowanie wszystkiego pod dywan w końcu zaśmieci ich związek, a to nie będzie oznaczało niczego dobrego. 

* * *

Matematykę Alexander ledwie przetrwał. Nauczycielka go wkurwiała jak nigdy, każdy członek klasy okazywał się debilem do kwadratu, a esemes od jego brata „Powiedz swojemu przyjacielowi, że dzisiaj odwołuję zajęcia” nie tylko go jeszcze bardziej nakręcił, ale i zaniepokoił. Siedział jak na szpilkach i z radością powitał przerwę. Richiego w szkole nie było, więc nie miał z kim pogadać. Zresztą chciał dzisiaj widzieć tylko jedną osobę i z tym kimś porozmawiać. Coś kierowało jego nogi na drugie piętro. Do klasy, w której wiedział, że Josh miał zajęcia. Poczekał, aż wszyscy młodsi uczniowie wyjdą z sali i zanim opuścił ją jego kochanek, wszedł do środka. Josh go od razu nie zobaczył, gdyż był zajęty układaniem kartek z testem. Prawie jęknął, zrozumiawszy, że dzisiaj mężczyzna zechce spędzić czas na ich poprawianiu, a nie z nim. Dlaczego on musiał być nauczycielem, a nie jakimś uczniem? Mógłby wybrać się z nim do pizzerii, do kina, na zwykłą randkę, cholera! Mógłby teraz go objąć, pocałować i nikt nie oskarżyłby Josha o uwiedzenie nieletniego. Jakiż z niego nieletni! Miał prawie dziewiętnaście lat! Wiedział, co robi i jeżeli nie chciałby, to nie pozwoliłby się uwieść. Cholera, musiał mieć słabość do starszych mężczyzn?! Miał taki mętlik w głowie, że sam już nie wiedział, co robi. Podszedł do mężczyzny i gdy tylko ten go zauważył, po prostu przytulił się do niego z całych sił.
– Alex, co ty robisz? Ktoś może nas zobaczyć. – Zerknął na zamknięte drzwi i szybkę w nich.
– Po prostu muszę. – Pocałował mężczyznę w szyję. – Chcę pogadać. Proszę, spotkaj się ze mną dzisiaj u ciebie. Jestem taki wściekły, taki jakiś… sam nie wiem jaki. Wszystko przez mojego durnego brata.
– Wpadnij dzisiaj, ale teraz idź już. – Chciał odsunąć Alexa od siebie, ale chłopak mu na to nie pozwalał, jeszcze bardziej przywierając do niego.
– Już idę. – Niestety wbrew zamiarom nie ruszył się. – Wiesz, że mój brat miał w liceum chłopaka?
– Mówiłeś mi o tym.
– Ten chłopak zabił się. Johnny od tego czasu obwinia się za jego śmierć. Nie znosi Richiego, bo założę się, że ten mu go przypomina. Johnny mnie dzisiaj wkurwił i mu powiedziałem parę rzeczy. Boję się, co będzie dalej, bo wiem, co się wtedy działo, nie chcę, żeby to wróciło, chociaż wiem, że teraz mój brat jest dorosły, ale mam dość tematu tabu dotyczącego tamtych wydarzeń. Rodzice traktują go jak biedne dziecko, a on sam nawet nie pojechał na grób Particka. Skurwiel jeden! – Uderzył pięścią w pierś kochanka.
– Alex, porozmawiamy o tym później? – Chwycił w dłonie jego twarz. – Po południu, dobrze? Teraz już idź, bo obaj będziemy mieli kłopoty. – Pocałował go szybko. Na popołudnie miał inne plany, ale może je odłożyć na jutro. Jeden dzień go nie zbawi, a pewnie i tak nie pojechałby do rodziców.
– Dobra. Dobra. – Sam też go pocałował, przedłużając to, jak tylko mógł.
Kiedy wychodził z klasy, czuł się spokojniejszy. Jakby ta chwila z Joshem ukoiła wszystkie nerwy. Może jakoś przetrwa te kilka godzin w szkole.