2 marca 2015

Nie powiem dobranoc - Rozdział 16



Hej.

Chciałam przypomnieć tym którzy nie wiedzą, że na WordPress.com założyłam stronę na którą przerzuciłam wszystkie opowiadania stąd i ze starego bloga. Zamierzam ją prowadzić na równi z tym blogiem. Kto lubi WordPressa bardziej może tam komentować itd. Mnie to nie przeszkadza. Cóż, WordPress nie daje pola do popisu jeśli chodzi o szablony i inne bardziej techniczne sprawy, ale nie blokuje tego co im się nie spodoba. Link do strony jest w menu obok, ale też i teraz go wrzucę: KLIK Na razie bardzo powoli wrzucam linki na strony. Trochę to potrwa.


Dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania. :)

Nabrał łyżką trochę sosu i podsunął Kieranowi do skosztowania. Kochanek zamruczał z aprobatą i pocałował go w policzek. Steven od rana wymyślał nowy sos do pizzy swojego pomysłu i ciągle nie był do końca zdecydowany, jakich użyć przypraw. Kieran był jego degustatorem, narażając się na to, że jego kubki smakowe dostaną wrażeń iście ekstremalnych. Za pierwszym razem Steven pomylił się, rozproszony pocałunkami, i zamiast soli użył cukru, więc okazało się, że potrawa jest do wyrzucenia po jej pierwszym smakowaniu i prychaniu Kierana. Teraz składniki zostały dobrane idealnie i ten, kto ją przyrządzał, został pochwalony.
– To zrobi furorę w tej twojej pizzerii.
– To nie jest moja pizzeria, a i tak właściciel musi zatwierdzić nowy dodatek. Co mnie wkurwia, bo już zniwelował parę dobrych pomysłów i mówię tu o sobie. – Odstawił garnek z ognia na drewnianą deskę i przykrył pokrywką. – Wczoraj ubzdurało mu się w głowie, żeby podnieść ceny.
– Widocznie nie ma za co wyjechać na wakacje.
– Chętnie wykupiłbym mu pobyt na Grenlandii. – Wziął do ręki kubek i napił się kawy, po czym skrzywił się. – Cholera, zimna jest.
– Chwilę już tu stoi. Tracisz poczucie czasu, gdy gotujesz.
– Tracę poczucie czasu, kiedy jesteś obok. – Odstawił kubek, by mieć wolne obie ręce i przyciągnął do siebie Kierana. Obrócił go tak, że mężczyzna usiadł na blacie, a on stanął pomiędzy jego nogami. Pocałował go powoli. Ich związek doskonale się rozwijał, a oni zbliżali się do siebie coraz bardziej. Od czasu pogrzebu Martina minęły prawie dwa tygodnie. Dwa tygodnie, które, gdyby nie Kieran, byłyby pełne wyrzutów, żalu i wszystkiego, co by go naszło, byle tylko dręczyć. Wybaczył sobie, że nie pogodził się z Martinem, lecz przyszło mu to z trudem. Pomógł Davidowi spakować jego rzeczy, które oddali rodzicom przyjaciela. David mógł zostać w mieszkaniu, które zajmował, pod warunkiem, że będzie wnosił wszystkie opłaty. Niestety, wówczas nie zostałoby mu wiele pieniędzy na życie. Koszty podzielone na dwa umożliwiały mu w miarę dobry byt. Drugim powodem zrezygnowania z oferty były wspomnienia, które nie pozwalały Davidowi tam zostać. Dlatego wszyscy szukali mu małego mieszkanka do wynajęcia. Ewentualnie groził mu powrót do rodziców. Duncan zaproponował mu kanapę, ale przyjaciel nie zgodził się. Co też i dla Stevena było trochę ulgą, bo musiałby mu powiedzieć o tym, że jest gejem. Mimo postanowienia, że nie będzie się krył, zaważyła bojaźń o reakcję kumpla. Stracił jednego i nie chciał, aby to się powtórzyło. Co prawda to by były dwie różne sytuacje, ale w tej chwili strata kogoś nie była dla niego tym, co zaakceptowałby z łatwością. Owszem, zyskał przyjaźń Grace. Dziewczyna bardzo zbliżyła się do niego i nawet gdy już wyszła ze szpitala, bardzo często się spotykali. Czasami rozmawiali całymi godzinami, wzbudzając zazdrość Kierana tym, że jego mężczyzna nie poświęca mu czasu. Steven miał wrażenie, że wyszedł na prostą i teraz może być już tylko lepiej.
– Kiedy jesteś obok, szaleję – powiedział Kieran, oplatając go nogami i oddając pocałunki.
– To ja za tobą szaleję. – Ucałował go w kącik warg. Uwielbiał takie czułości. Nie prowadziły do czegoś więcej, a dawały niesamowite poczucie bliskości. – Muszę przyznać, że aż sam jestem zdziwiony tym, jak łatwo mi się oddajesz i jak szybko zaakceptowałeś bycie z mężczyzną. Nie wspominając o tym, że ciągle chcesz się ze mną kochać. – Kieran miał niesamowity apetyt seksualny. O wiele większy niż jego. Nie to, żeby narzekał, bo bardzo mu się to podobało.
– Mam wrażenie, że w końcu znalazłem swoje miejsce. Tylko nie myśl, że zawsze będę chciał być na dole.
To był dla nich trudny temat. Którejś nocy Kieran zaproponował zmianę ról, ale Steven się nie zgodził, z czego wywiązała się mała kłótnia, w czasie której przyjaciel poznał prawdę.
– Wiem, tylko…
– Wiem, że zraziłeś się do tego. Nic dziwnego, sam bym pewnie tak miał. Po prostu trafiłeś na złych facetów. Ale ja już wiem, co i jak robić, byś zmienił zdanie o byciu pasywem. Zrobię tak, że sam będziesz tego chciał. – Wplótł palce we włosy Stevena.
– Daj mi czas i nie mów, że zachowuję się jak wystraszona ciota, bo ci przypierdolę.
– Podczas kłótni mówi się różne rzeczy. Wtedy się zdenerwowałem, ale ty też nie byłeś mi dłużny. Długo się później przepraszaliśmy.
– Powiedzmy, że obaj dowaliliśmy sobie słowami, a kłótnie nie są moją mocną stroną. Wiesz, jak tego nie lubię. – Położył czoło na ramieniu partnera. – Och, nie mam ochoty odsuwać się od ciebie – rzekł Steven, po chwili chwytając zębami ucho Atkinsona. – Przeklęta, acz tak potrzebna praca.
– Ja mam spotkanie z ojcem. Dzwoni od wczoraj. Pewnie zobaczymy się dopiero wieczorem, co?
– Mhm. Na pewno się zobaczymy. Praktycznie już tu mieszkasz. – Potarł nosem o nos Kierana. Sam nie wiedział, kiedy polubił ten gest, zresztą sam kochanek bardzo często to robił. Było to dla nich obu coś w rodzaju pocałunków. Pocałunków, których sobie nie oszczędzali, jedząc, śpiąc, oglądając film. Dla Stevena było to czymś więcej… Czymś w rodzaju wyznań miłości, jakie sam chciał mówić, ale czasami wolał się powstrzymywać, widząc, jak niezręcznie czuje się Kieran, nie potrafiąc mu się odwdzięczyć tymi dwoma słowami. Z tym, że Atkinson nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak dużo mówi poprzez swoje gesty. Sam błysk w jego oczach i niesamowita czułość oraz bijące z nich ciepło jasno mówiły Stevenowi, co czuje przyjaciel. Czasami nie potrzeba słów, by wiedzieć, co ktoś czuje.
– A co z sosem? – zapytał Kieran.
– Przepis gotowy. Przedstawię go dziś szefuńciowi, a jak go nie zaakceptuje, wkurwię się. – Odsunął się od niego, pozwalając mu zejść. Najchętniej zabrałby go do pracy i nie rozstawał się z nim. – Debil niszczy coś, co może się rozwijać, a podwyżkami cen i nie wprowadzaniu nowych pomysłów tylko na tym straci. Przysięgam, że jeśli tylko miałbym kasę, to od razu wykupiłbym od niego pizzerię. Nie zaciągnę na to kredytu, bo nie dałbym sobie rady z bankiem, gdyby coś poszło nie tak. I nienawidzę drugich zmian – jęknął Steven przy wtórze śmiechu ukochanego.

~*~

Sprawdziły się przewidywania w sprawie jego przepisu i niezaaprobowania go przez właściciela pizzerii. Kolejna droga do realizowania swoich pomysłów została przed nim zamknięta. Coraz bardziej przekonywał się, że powinien zostawić to miejsce, a stare sentymenty odrzucić. Zwyczajnie szlag go trafiał, kiedy pomyślał o słowach swojego szefa: „My nie jesteśmy tu od tego, by wprowadzać nowe przepisy. Jesteśmy tu po to, by zarabiać i dawać ludziom żreć. Każdy nowy przepis to nowy wydatek, na który nie mogę się zgodzić. Dlatego nie zgadzam się na kombinacje, które i tak się nie sprawdzą.” Jaki nowy wydatek? Użyłby przypraw i składników, których na co dzień mają na pęczki. Ten człowiek w ogóle nie myślał!
– Znów jesteś nabuzowany – stwierdził David.
– Bo znów ten typek odrzucił mój pomysł.
– Podejrzewam, że mści się za tą akcję, kiedy chciał zwolnić Mary, a ty mu to udaremniłeś.
– Nie, on po prostu chce zniszczyć coś, co jego zdaniem i tak powinno już paść.
– Słuchaj, Steven – wtrąciła Elis, poprawiając makijaż. Właściwie byli już po pracy i mieli chwilę, by porozmawiać i przygotować się do wyjścia. – Co ci szkodzi wprowadzić ten nowy dodatek bez jego zgody? Bufon i tak się nie dowie.
Steven spojrzał na dziewczynę i miał ochotę ją wyściskać. Zawsze był głupi, że czekał na czyjąś zgodę, by coś zrobić. Wprowadzenie nowego składniku nie zmieni wiele, a klienci dostaną coś nowego. Często przychodzili tutaj ludzie i pytali, kiedy pojawi się nowy pomysł na dodatki do pizzy, bo chociaż zawsze lubili te tradycyjne, dość często decydowali się na to, by dostarczyć swemu ciału czegoś nowego. Zły nastrój natychmiast mu przeszedł, a w głowie pojawił się pomysł, jak wypromować nowy smak.
– Dziewczyno, jesteś genialna – powiedział. – Mógłbym się w tobie zakochać.
– Hej, hola – rzucił David. Elis w końcu przystała na jego niewybredne zaloty i byli już na kilku randkach.
– Spokojnie, nie wtrynię się na twoje miejsce. – Steven uniósł ręce do góry. – A teraz wybaczcie, bo wracam do domu.
– Podrzucisz mnie? – zapytał przyjaciel.
– Pewnie. – Nareszcie oddali mu jego samochód. Z nowym silnikiem odpalał bez problemów i co najlepsze, nie prychał, nie kichał, tylko jechał, jakby był nowym autem. Oczywiście, Kieran zapłacił za wszystko, ale on już kombinował, jak w ratach oddać mu pieniądze.
Odwiózł kumpla do domu, a sam wrócił do siebie. Już z parkingu widział, że w jego mieszkaniu pali się światło. Ciepło wlało się do jego serca. Dobrze było wrócić do domu, kiedy ktoś w nim na niego czekał.
Wszedł do mieszkania i zmarszczył brwi. Kieran siedział na kanapie i udawał, że pracuje na laptopie. Właściwie to mężczyzna gapił się w to samo miejsce, a jego palce leżały na klawiaturze, nie poruszając się. Zrozumiał, że rozmowa z ojcem nie poszła dobrze. Problemy rodzinne były czymś, co dotyczyło ich obu. Sam nadal nie porozmawiał z bratem, bo Lucas ciągle go unikał. Steven wpadał do rodziców co drugi dzień, a chłopak za każdym razem nagle wychodził lub zamykał się w pokoju. Miał ochotę przyłożyć gówniarzowi. Lucas zwyczajnie był zazdrosny o miłość ojca. Przecież ojciec nie kocha Stevena i młodszy brat powinien to rozumieć. Po prostu tata miał plany, które mu się zawaliły i one dotyczyły tylko jednego syna. Dlaczego dzieciak nie pokaże rodzicowi, jaki jest i co potrafi? Pozostawało liczyć na to, że nastolatek kiedyś zmądrzeje.
– Hej. – Położył na stole klucze od auta i mieszkania, zajmując miejsce przy Kieranie. Dopiero wtedy ukochany go zauważył.
– O, to ty.
– Ano ja. Co się stało? Jesteś jakiś zamyślony, smutny. – Położył rękę na jego udzie.
– Nie ważne. Po prostu pokłóciłem się z moim starym.
– O coś poważnego?
– Nie interesuj się. – Kieran przymknął klapę laptopa i odsunął się od Stevena.
– Tylko zapytałem. – Wyraźnie wyczuwał chłód bijący od kochanka. Podrapał się po głowie. – Zrobiłem coś nie tak?
– To ja coś zrobiłem.
– Na pewno nie chcesz o tym ze mną pogadać?
Kieran spojrzał na niego ostro.
– Najpierw sam muszę to przetrawić i nie wiem, czy jest o czym gadać. Dlatego nie pytaj się mnie co, jak, po co, dlaczego, bo jestem wkurwiony i mogę powiedzieć coś, czego bym nie chciał!
– Krzyczysz.
– Mogę, kurwa, krzyczeć! Chcę krzyczeć! Chcę wrzeszczeć, a ty to jeszcze podsycasz, odzywając się do mnie, a nawet będąc teraz blisko, więc się zamknij!
Nie miał wątpliwości, że to miało z nim coś wspólnego. Kieran z żadnego spotkania z rodzicami nie wracał taki wściekły, żeby i jemu dowalać. Po prostu pierwszy zaczynał mówić, ale dzisiaj było inaczej. Kochanek nie chciał mu czegoś powiedzieć i były ku temu dwie opcje. Pierwsza dotyczyła tego, że chciał to zostawić dla siebie, a druga, bardziej prawdopodobna – Steven był winien problemów, jakie Kieran miał z ojcem. Może staruszek dowiedział się czegoś o nich i teraz próbuje swoich sztuczek o zastraszaniu. Z drugiej strony, Kieran już by mu na to nie pozwolił.
Steven wiedział, że póki sprawa się nie wyjaśni, będzie się głowił nad tym, o co chodzi. I dlaczego to on podsyca złość ukochanego? Nie chciał się z nim kłócić Nie miał na to sił. Czasami trzeba się wycofać, by nie doprowadzić do czegoś większego. Jedyne, o czym marzył, to długa kąpiel i sen. Wstał, już nic nie mówiąc i poszedł do łazienki, czując się nieswojo.

Tej nocy Kieran spał na kanapie. Dobrze, że nie pojechał do hotelu, bo w ten sposób był blisko, a Steven był w każdej chwili gotowy do rozmowy. Spokojnej rozmowy. Nie spał prawie całą noc, gapiąc się w okno. Ciemność za szybą też nie nastrajała optymistycznie i dopiero wstający świt rozjaśniał ją powoli, pokrywając pokój szarością pozbawioną kolorów. Czuł się podobnie, odarty z sił, już teraz nie mając ochoty, by podnieść się z łóżka za niecałe dwie godziny. Już wiedział, że dzisiaj będzie wrakiem człowieka i nawet kawa mu nie pomoże. Spróbował chociaż trochę się zdrzemnąć. Przewrócił się na drugi bok i poprawił zwiniętą pod głową poduszkę. Już miał zamknąć oczy, kiedy usłyszał hałasy dochodzące z drugiego pokoju. Usiadł i zaczął nasłuchiwać. Niedługo potem odgłos zamykanych drzwi wejściowych, które wydawały przy tym charakterystyczny dźwięk, spowodował u niego dziwny niepokój. Miał nadzieję, że Kieran wyszedł tylko po bułki na śniadanie, jak to robił codziennie. Problem w tym, było na to trochę za wcześnie, bo mała piekarnia, w jakiej się zaopatrywali, była jeszcze zamknięta.
– Może poszedł pobiegać – powiedział do siebie.
Nie usiedział długo i podniósł się z łóżka. Przeszedł do drugiego pokoju. Koc na kanapie był równo złożony, a poduszka leżała obok. W sercu Stevena znikąd pojawiła się dziwna pustka, ale nie potrafił jej wytłumaczyć. Kochanek zostawił w sypialni swoje rzeczy, więc na pewno tylko wyszedł na trochę. Coś go męczyło i musiał to przemyśleć. Po jego powrocie koniecznie trzeba będzie porozmawiać. Nawet, jeśli będzie ich to kosztowało wiele nerwów.

~*~

Odrzucił telefon na stół i napił się kawy, która była taka, jaką lubił, ale on nawet nie czuł jej smaku, by się nią po-delektować. Kieran nie dawał znaku życia od paru godzin. W każdym razie nie odbierał jego telefonów i nie wrócił. Te bułki kupował chyba po drugiej stronie miasta i to jeszcze zapełnionego korkami, że nie mógł szybko wrócić. Steven nie poszedł do pracy, załatwiając sobie na szybko zastępstwo, co chyba było błędem. Teraz nie robił nic, tylko siedział i myślał, co się mogło stać. Miał ochotę zadzwonić do Holly i zapytać, czy coś wie, ale powstrzymywał się przed tym, na wypadek gdyby nic nie wiedziała. Poza tym obaj nie uwolniliby się wtedy od pytań i jej krzyków, jakimi to są dziećmi, że nie potrafią rozwiązać małego problemu. Ta kobieta widziała i wiedziała więcej, niż im się wydawało. Nawet słowem nie wspomnieli o tym, że są razem, a mimo tego, jakiś czas po pogrzebie Martina, od razu im pogratulowała, wzdychając: „No wreszcie”. Z jakimś takim figlarnym błyskiem w oku skomentowała malinkę na szyi Kierana. Już kolejną, którą zafundował mu Steven. Sam nie wiedział, po co to robił. Zwyczajnie miał ochotę oznaczać go raz na kilka dni.
Ponownie zadzwonił do Kierana i zostawił mu wiadomość:
– Gdzie jesteś? Martwię się, dupku. Zrozum to wreszcie. – Rozłączył się, kiedy dzwonek do drzwi sprawił, że prawie wyszedł z siebie. Pobiegł szybko je otworzyć, sądząc, że wrócił jego kochanek, ale od razu zrzedła mina mu, gdy ujrzał swojego gościa. W progu stała zapłakana Jessica, co rusz ocierając chusteczką łzy. Rozmazany makijaż wyglądał żałośnie na jej smutnej twarzy.
– Mogę wejść? – spytała.
– Jestem zaskoczony twoim widokiem. Skąd wiesz, gdzie mieszkam, Jessico? – Przepuścił ją i zamknął drzwi.
– Nie jest trudno cię znaleźć. Ten twój przyjaciel David mi powiedział.
Już wiedział, kogo musi udusić.
– Co cię do mnie sprowadza i wybacz, ale wyglądasz strasznie.
Jessica przeszła na środek pokoju. Wzięła do ręki książkę, jaką próbował czytać.
– Eragon. Nie lubię tego typu lektur. – Odłożyła tom z powrotem.
– Ja przeciwnie. Ale nie przyszłaś tu rozmawiać o książkach. – Założył ręce na piersi i stanął w rozkroku. – Jestem trochę zajęty, więc streszczaj się. – Nie lubił jej, więc nie będzie udawał sympatii. Niech mówi, co ma do powiedzenia i spada. Nawet jej łzy nie robią na nim wrażenia.
– Pomóż mi odzyskać Kierana – padło z jej ust.
– Co? – Przesłyszał się? Ona chce odzyskać jego faceta? Po jego trupie! Jak będzie trzeba, to powie jej, że są razem, chociaż nie miał do tego żadnego prawa.
– Jestem w ciąży i moje dziecko musi mieć ojca.
Poczuł, jakby coś ostrego przeszyło mu plecy i dostało się wprost do jego serca. Dziecko? Jakie dziecko?! Ostatnie słowa musiał wypowiedzieć na głos, bo kobieta odpowiedziała:
– Moje i Kierana. Długo nie wiedziałam, że jestem w ciąży, bo byłam zdruzgotana, że on mnie zostawił i sądziłam, że okres spóźnia mi się przez ten cały stres. Później zrobiłam sobie test i wyszło na to, że jestem w ciąży. Jutro idę do lekarza i chcę by Kieran mi towarzyszył i był ze mną, ale on nie chce. Wczoraj pokłóciliśmy się o to.
– W… – Odchrząknął, próbując odzyskać głos. – Wczoraj?
– Tata Kierana zaprosił go na spotkanie, bo inaczej ten by nie przyszedł. I powiedziałam mu o ciąży, a on zrobił mi taką awanturę, jakby to była moja wina.
– Nie zabezpieczaliście się? – Udawał przy niej obojętnego, ale w środku zaczynał wrzeć. Co to oznacza dla niego i Kierana? Co oznacza dla tego dziecka? Spojrzał na brzuch kobiety. Na razie był płaski, ale za jakiś czas powiększy się, gdy dziecko jego partnera będzie rosło.
– Wiesz, że to bywa zawodne. – Jessica podeszła do niego i z błaganiem w oczach mówiła: – Porozmawiaj z nim. On nie wierzy, że to jego dziecko. Ale ja to wiem. Czuję w sercu, że jego. To maleństwo – położyła dłonie na brzuchu – powinno mieć ojca, który będzie go kochał, bawił się z nim i wychowa go lub ją. Pomóż mi, Steven. Jeśli nie mnie, to temu dziecku. – Rozpłakała się. Wyjęła z malutkiej, żółtej torebki kolejną chusteczkę. – Proszę cię.
– To Kieran powinien podjąć decyzję, a nie ja go o to prosić. – Nie patrzył już na nią. Pragnął, by wyszła, zostawiając go samego. Teraz znał prawdę i rozumiał zachowanie partnera, ale czemu Kieran nic mu nie powiedział? Przecież mógł to zrobić. Czuł się przez to źle. Dowiedział się o tym od kogoś, kogo właśnie zaczął nienawidzić, a nie poznał prawdy od niego. Być może gdy Kieran wróci, o ile wróci, wszystko mu powie, ale to i tak będzie za późno. Do tego ta kobieta oczekiwała od niego, że przekona swojego partnera do powrotu do niej. Gówno go ona obchodziła, ale dziecko nic mu nie zrobiło i naprawdę ono powinno znać swojego ojca. Miał być tym, który rozbije rodzinę? Co to wszystko oznacza dla jego związku z Kieranem? Nie chciał go stracić. Pytanie, czego chciał sam Kieran? Co będzie, jak jego ukochany zostawi go, bo poczuje się w obowiązku zająć dzieckiem i jego matką? On sam nie mógł pomóc tej kobiecie, jednak też był zdania, że dziecko musi mieć ojca.
– Steven, pomożesz mi? – Położyła rękę na jego przedramieniu. Miał ochotę ją strząsnąć z odrazą. Był zły, smutny, zazdrosny i przerażony tym, co mogło się stać. Naprawdę się bał, że straci Kierana. A było już tak dobrze.
– Nie – odpowiedział zimno. – Nie będę go do niczego namawiał, ani zmuszał, by był z tobą. – A teraz wyjdź, bo jestem zajęty.
– W porządku. – Wyprostowała się dumnie i opuściła mieszkanie.
– Suka. – Potarł czoło dygoczącą dłonią. Potrzebował teraz czasu, by się uspokoić, pomyśleć. Stanął właśnie na rozdrożu dróg i decyzja, jaką podejmie, poprowadzi go dalej. Tylko jaką decyzję miał podjąć? Po co? Przecież chciał Kierana i tego, aby ta kobieta zniknęła. – A drań nic nie powiedział! –  Czuł, że nerwy zaczynają przejmować na nim kontrolę, zbierając wielką energię, a ta chciała wybuchnąć. Jedyne, co mógł teraz zrobić, to wyładować się, zanim będzie za późno. Wsunął na stopy sportowe buty i wziął klucze od mieszkania. Pierwsza myśl była taka, że pójdzie do siłowni, ale tam nie będzie sam. Plaża, gdzie będzie mógł biec przed siebie, niezagadywany przez nikogo, była lepszym miejscem. Zatrzymał się jeszcze przy drzwiach, przypominając sobie o komórce, jednak zdecydował, że tym razem jej nie weźmie. Tak będzie lepiej na tę chwilę. Właściwie nie rozumiał, dlaczego nagle ogarnęła go taka wściekłość. Chyba przez to, że w jego życiu uczuciowym zaczęło się wszystko układać, a tu nagle znalazł się ktoś, kto to niszczy. Czy na to pozwoli? A może zostanie porzucony? Pytanie tylko, czy wtedy się z tego podniesie? Jego serce już krwawiło na samą myśl. Zbyt mocno kocha Kierana, aby przejść nad jego stratą do porządku dziennego. Na pewno nie podejmie żadnej decyzji bez rozmowy z nim. W ogóle miał prawo do jakiejś decyzji? Był tylko mężczyzną zakochanym po uszy w drugim mężczyźnie. Dla wielu nie miał żadnych praw, a jak w grę wchodziło dziecko, to tym bardziej. To ono właśnie sprawiało, że do głowy przychodziły mu myśli, jakich nie chciał. Jeżeli Kieran nie będzie umiał się zdecydować, to czy sam będzie musiał zrobić to za niego? A może Kieran już podjął decyzję i dlatego wyszedł i się nie odzywa. W takim razie, co było lepsze: samemu wyrwać sobie serce, czy poczekać aż ktoś inny to zrobi?

Biegł przed siebie tak, jakby coś go goniło. Upał i wysiłek, jaki wkładał w tę czynność, sprawił, że koszulka i krótkie spodnie przykleiły mu się do spoconego ciała. Mięśnie bolały od cieżkiej pracy, a serce pompowało krew z ogromną szybkością. Nie zwracał uwagi na swój stan fizyczny, na ból, bo to odciągało go od jeszcze większego bólu. Czegoś, co rozrywało mu serce na strzępy. Zatrzymał się dopiero wtedy, gdy nie mógł już złapać oddechu. Pochylił się, opierając ręce na kolanach i próbował uspokoić rozszalałe ciało. Unormował oddech i wyprostował się. Chwycił za brzeg koszulki i uniósł ją. Otarł spoconą twarz. Skierował wzrok na horyzont. Słońce było jeszcze wysoko, a fale spokojne. Widok, który zawsze potrafił go ukoić, dziś jakoś nie pomógł. Przyszła pora, by wrócić do domu, ale nie chciał tego. Zostać tutaj też nie mógł. Tym bardziej, że oglądanie zachodu słońca, które miało nastąpić za parę godzin, nie przywodziło dobrego nastroju. Uwielbiali przyjeżdżać tu z Kieranem i po prostu patrzeć, jak żółta tafla tonie w wodzie, rzucając bajkowe kolory. Przeklął siebie. Zachowuje się tak, jakby już się rozstali, a przecież jest możliwość, że będą razem. Oszukiwał sam siebie, bo różnie może być. To dziecko…
– Kurwa jego mać! – krzyknął na cały głos i miał gdzieś to, że innym to się może nie podobać. Niech zostawią go w spokoju!

Wrócił do domu i pierwsze co zrobił, to udał się do kuchni po telefon. Zadzwonił do Kierana, już nie patrząc na to, czy on odbierze, czy nie. Po prostu powie to, co ma do powiedzenia, nieważne, czy bezpośrednio, czy przez nagranie się na pocztę głosową.
– Wiem wszystko! Panicz, nie zdradził mi, że jego była jest w ciąży, bo pewnie nie byłem wart tej wiadomości. A może bałeś się, że będę wściekły? Jestem! A wiesz, czemu? Bo muszę się o tym dowiadywać od osób trzecich! Musimy pogadać, skurwielu i masz tu dziś być, rozumiesz?! – nagrał się. Teraz był pewny, że Kieran przyjdzie, gdziekolwiek jest.

~*~

Wieczór nadszedł szybko, a z kolejną mijającą minutą Steven tracił pewność, że partner się pojawi. Już miał ponownie do niego dzwonić, kiedy drzwi się otworzyły i stanęła w nich jego miłość. Na sam widok mężczyzny chciał do niego podejść i znaleźć się w jego ramionach, lecz nie zrobił tego. Wstał tylko z kanapy, by nie siedzieć, gdy przeprowadzą między sobą tę trudną rozmowę. Rozmowę, która pewnie zadecyduje o wszystkim. Sam jeszcze na spokojnie przemyślał całą sytuację i jakkolwiek nie chciał, to podjął decyzję, co zrobi. To chyba będzie dobre wyjście.
– Długo będziesz tak stał w drzwiach, czy wejdziesz?
– Nie wiem, czego mam się spodziewać.
– Kieran wkurwiłem się, ponieważ nie raczyłeś mi nic powiedzieć.
– Skąd o tym wiesz? – Mężczyzna zamknął drzwi i stanął naprzeciw Stevena.
– Mamuśka twojego dziecka była dziś u mnie i błagała mnie, bym namówił cię do związania się z nią – powiedział Steven, krzywiąc się na samą myśl o tej kobiecie.
– Nie powiedziałem ci, bo musiałem to sobie przemyśleć. Dlatego dziś wyszedłem. Potrzebowałem być sam.
– Jaką decyzję podjąłeś?
– Twoim zdaniem to jest coś, co podejmuje się ot tak, po prostu? Pstryknę palcami – Kieran machinalnie odtworzył ten gest – i już jest zrobione? Nie wierzę, że to moje dziecko. Spała w tamtym czasie z Martinem. Sądzę, że lekarz będzie wstanie sprawdzić, kiedy ono zostało poczęte.
– Co będzie, jesli okaże się, że ono jest twoje? – zapytał Steven.
– Co ty zrobisz, jak się okaże, że jest moje? – Podszedł bliżej Stevena.
– Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. – Cofnął się. Nie chciał teraz być tak blisko niego, by wdychać jego zapach. To by utrudniło tę rozmowę, a nie tego chciał.
– Mogę powiedzieć ci, czego jestem na ten moment pewny. Chcę być z tobą.
– Wiesz, o co pytam. Co zrobisz z dzieckiem?
– Jessica dostanie pieniądze na jego utrzymanie, a ja na pewno nie zostawię ciebie, by być z nią. Dlaczego pytasz?
– Pytam, bo dziecko musi mieć ojca, który z nim będzie. Ojca, który nie jest kochankiem innego faceta. – Patrzył mu prosto w oczy. – Pewnego dnia przeklinałbyś mnie, że przeze mnie odciąłeś się od syna lub córki.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
Steven widział, jak brwi Kierana marszczą się, a w jego oczach pojawia się niepokój. Ta rozmowa miała zostać przeprowadzona inaczej, ale ukochany mężczyzna na razie nie myślał o dziecku, tylko bardziej o sobie.
– Nie chcę byś mnie przeklinał, wyzywał, że zmarnowałem ci szansę na dziecko. Tym bardziej, że i tak mnie nie kochasz, więc nie powinno ci przeszkadzać to, czy będziesz sypiał ze mną lub Jessicą. Podobno ją kochałeś, więc może to wróci. Nie możemy być razem. – Ledwie zarejestrował, że Kieran unosi dłoń, a potem był tylko ból szczęki, kiedy padł cios. Zachwiał się na nogach, ale ustał. Złapał się za szczękę i rozmasował ją.
– Już mnie zostawiasz? Wielki pan Duncan. Jesteś tchórzem! Jeszcze niczego nie wiemy, a ty już schowałeś ogon i nie zamierzasz walczyć z tą wiedźmą!  Nie chcę jej! Nie chcę tego dziecka i wierzę, że nie jest moje! Chcę ciebie! Rozumiesz, chuju! – krzyczał Kieran. – Podjąłeś decyzję, tak naprawdę gówno wiedząc! Ale proszę, jak chcesz, ale wiedz, że i tak będziesz mój, a ja twój, bo udowodnię, że ta suka nie jest ze mną w ciąży! Do miłego zobaczenia!
Steven patrzył, jak Kieran wychodzi, a jego ciało aż drży z napięcia. Chciał go zatrzymać, lecz nie zrobił tego. Kiedy drzwi trzasnęły, z niego uleciały wszystkie pokłady siły. Osunął się powoli na podłogę. Nie chciał odbierać ojcu dziecka, a potem stać się ofiarą, kiedy Kieran wypominałby mu wszystko. Tak by było. I wolał sam podjąć decyzję o rozstaniu, niż gdyby zrobił to ukochany mężczyzna. Czy mniej bolało? Nie, ale w ten sposób Kieran ma szansę zadecydować samemu, nie będąc zaślepionym pragnieniem. Gdy udowodni, że to dziecko Martina, Steven tym bardziej będzie się cieszył. Mimo wszystko nie mógł go opuścić czarny scenariusz, bo co jeśli okaże się, że dziecko jest Kierana? Wtedy Atkinsonowi otworzą się oczy i będzie wiedział, co robić, myśląc o przyszłości, jednocześnie nie obwiniając później nikogo o nic. Stevenowi pozostanie pogodzenie się z sytuacją, jakie by nie były tego skutki. I znów po przejściu kroku trafił na rozstaje dróg. Którą pójdzie, już nie zależało od niego.