14 stycznia 2018

Szczęście od losu tom 2 - Rozdział 2



 Kochani, zapraszam na kolejny rozdział. Do tego mam taką małą informację. Możliwe, że jest szansa na kolejne wydanie "Spontanicznej decyzji". Byłoby to wydanie drugie, poprawione. Nie teraz, nie od razu, bo trzeba wszystko od nowa zrobić, ale światełko w tunelu się pojawiło. :)

Dziękuję za komentarz. :)

Obudził się w środku nocy. Uśmiechnął się, czując obok siebie ciało śpiącego Daesoona. Wykończony chłopak spał spokojnie, od czasu do czasu pochrapując. Przytulił się do jego nagiego ciała, tak idealnego w jego oczach. Ucałował jego klatkę piersiową i ułożywszy głowę w zagłębieniu przy ramieniu, przymknął oczy zadowolony z tej nocy. Było niesamowicie. Nawet nie chodziło o to, że się kochali, ale nareszcie spędzili ten czas razem. Nie obawiali się, że dziecko zapłacze, ktoś ich usłyszy, nie skupiali się na czymś innym. Po prostu byli dla siebie. Zawsze jestem dla niego, pomyślał Jaemin, unosząc powieki i wpatrując się w ciemność. Zastanawiał się, kiedy nabierze tyle odwagi, by zapytać chłopaka o jego uczucia oraz o to, co ich łączy i czy ma to szansę na coś dłuższego. Jak długo Daesoon z nim wytrzyma, nie kochając go? Owszem, jakieś tam uczucia na pewno były, ale nie tak duże, żeby związać się na całe życie. W końcu Kim kiedyś kogoś naprawdę pokocha. Jakże chciałbym być tą osobą, pomyślał, przekręcając się bardziej i przerzucając rękę przez ciało kochanka.
– Wiercisz się, jakbyś miał robaki – burknął Daesoon.
– Wybacz, nie chciałem cię obudzić.
– Nie mam siły na więcej. Wypompowałeś mnie, więc śpij.
– Mówisz, że uciekło z ciebie powietrze jak w gumowej lalki? – Zaśmiał się Lee.
– Tak jakby, jeżeli chcesz to sobie wizualizować. Śpij. – Odwrócił się na bok i przytulił Jaemina. – Śpij i przestań w końcu myśleć.
– Mam stać się bezmy…
– Jae, nie dyskutuj. – Ziewnął. Było mu gorąco, ale się nie odsunął od chłopaka. Przycisnął go do siebie bliżej i odetchnął spokojnie.
– W porządku. – Ułożył się tak, by mieć głowę tuż pod brodą Daesoona. Kołdra się trochę z nich obsunęła, ale nie przejmował się tym. – Dobranoc – dodał, ale nie usłyszał odpowiedzi. Uśmiechnąwszy się, wcisnął nos w klatkę piersiową kochanka i zasnął.
Obudziły go dopiero odgłosy dochodzące z łazienki. A raczej głośne przekleństwo.
– Co się stało? – zapytał głośniej.
– Przywaliłem palcem w szafkę – odpowiedział Daesoon. Było go dobrze słychać, bo drzwi były otwarte. – Ale dobrze jest.
Jaemin przeciągnął się i po chwili postanowił dołączyć do Daesoona w łazience. Włosy z prawej strony swobodnie opadły mu na ramię. W nocy Daesoon rozplótł jego warkocz. Nago przeszedł do niewielkiego pokoiku i oparłszy się o futrynę, przyglądał się temu, co robi Kim. Chłopak szorował zęby, był już po prysznicu. Z włosów kapała mu woda. W przygotowaniu leżały maszynka i piankado golenia. Potarł dłonią brodę. Też powinien się ogolić. Najpierw poszedł się wysikać. Dawniej krępował się robić to przy innych, ale to był przecież Daesoon. Wiedział, że Kim widzi go w lustrze. Gdy skończył, spuścił wodę i wszedł do kabiny, by wziąć szybki prysznic. Chłodna woda bardziej go orzeźwiła. Z rana lubił umyć się pod taką.
– O której mamy zwolnić pokój? – zapytał Daesoon, zaglądając do kabiny.
Jaemin ledwie go usłyszał przez szum wody. Zakręcił więc kurki.
– Co mówiłeś?
– O której mamy zwolnić pokój?
– Za jakieś dwie godziny. Nie musimy się spieszyć. Co robisz? – Cofnął się, kiedy Kim wepchnął się do środka.
– Pomogę ci się umyć. Jeszcze niedokładnie to zrobisz. – Sięgnął do kurków i odkręcił wodę. Zrobił to ostrożnie, żeby nie puścić na nich gorącej cieczy.
– Odkąd urosłem, radziłem sobie sam.
– Dzisiaj możesz sobie nie poradzić. – Kim wziął z półki żel do mycia. Wolałby mydło. Upuściłby je i kazał schylić się po nie Jaeminowi. Musiał się jednak zadowolić tym, co było. Otworzył butelkę i nalał płynu na dłoń. Odstawiwszy butelkę, dotknął ciała kochanka, zaczynając je myć posuwistymi ruchami.
Lee uśmiechnął się szeroko. Sama myśl o dotyku chłopaka przyprawiała go o palpitację, a co dopiero, gdy go czuł.
– Może masz rację, że mógłbym się nie domyć – powiedział, a trochę wody nalało mu się do ust.
– Zazwyczaj mam rację w takich sprawach. Pomoc drugiej osoby się przyda, szczególnie przy myciu pewnych zakamarków. – Zsunął rękę na jego krocze, a potem niżej, na jądra. Poświęcał tym miejscom wiele uwagi, z zadowoleniem stwierdzając, że penis Jaemina reaguje tak jak tego chciał. Masował delikatnie genitalia, pochylając się, by podskubać zębami skórę na jego szyi.
– Nie wiedziałem, że mycie musi się odbywać w ten sposób.
– To teraz już wiesz. – Ukąsił go i zassał się na skórze.
– Będę miał ślady. Nie rób tak. – Objął Daesoona w pasie.
– Lubisz to. – Przeniósł ręce na jego pośladki, po czym je ścisnął i pogniótł w dłoniach. – Odwróć się. – Wypluł na bok wodę, która wpłynęła mu do ust.
– Może to ty się odwrócisz – zaproponował Jaemin. – Może nie domyłeś się dokładnie. Pomógłbym ci.
Daesoon odsunął się i spojrzał mu prosto w oczy. Tej nocy to Kim był tym, który cały czas dominował i nie pozwolił odwrócić ról nawet na chwilę.
– Jak bardzo chciałbyś mi pomóc? – Przełknął ślinę.
– Bardzo. Umyłbym cię bardzo dokładnie. – Odgarnął mu do tyłu przyklejone do czoła włosy. Potarł ich nosy o siebie. – Odwróć się. – Patrząc na chłopaka, Lee sięgnął po omacku po butelkę żelu. Potrącił ją, ale Daesoon w ostatniej chwili ją złapał. – Nieźle. Dasz mi ją? Bez niej cię nie umyję.
– Nie mamy gumek.
– Jeszcze nie dojrzałeś do zajścia w ciążę. Nie czujesz tego, co nie? – Wciąż przyszpilał go spojrzeniem. Widział, że Daesoon powoli się poddaje.
– Nie.
– Odwróć się, słońce. – Cmoknął go w usta. Woda im trochę przeszkadzała, ale nie przejmował się nią.
– A jeżeli tego nie zrobię? – Kim przechylił nieznacznie głowę. Spojrzał na usta Jaemina, a potem ponownie zatonął w jego oczach.
– To sam sobie poradzę – powiedział i, chwytając chłopaka mocniej, odwrócił go tyłem do siebie, aDaesoon sapnął z zaskoczenia. Przycisnął go do siebie. – Widzisz? Nalej mi tego trochę. – Kim nadal trzymał żel pod prysznic, więc Lee wyciągnął rękę po trochę płynu. Gdy chłopak spełnił jego prośbę, położył dłonie na jego torsie, przesuwając nimi po mokrej skórze. Każdy ruch pozostawiał za sobą ścieżkę z piany.
Pieścił ciało Daesoona, podążając znajomymi drogami po mokrej skórze. Znał każdy zakręt, każde wgłębienie. Wiedział, gdzie dotknąć mocniej lub delikatniej. Mapa tego ciała nie była dla niego tajemnicą. Obcałowując kark chłopaka, Jaemin zsunął dłonie niżej. Jedną chwycił jego penisa, pobudzając go posuwistymi ruchami. Takimi, jakimi szybko doprowadzał Kima do orgazmu. Członek twardniał w jego dłoni, a jego właściciel poruszył biodrami, pchając w nią. Druga ręka badała jego brzuch, biodro, wracała w górę, trącając sutki, a potem obsuwała się w dół, by podążyć za którymś razem na pośladek chłopaka. Ścisnęła go, pomiętosiła. Druga nadal pracowała nad twardym już kutasem, ale tak, aby nie doprowadzić Daesoona do końca. W końcu go puścił i popchnął chłopaka na ściankę kabiny. Kim oparł się o nią i ułożył czoło na zgiętej ręce. Jaemin popieścił jeszcze przez chwilę jego pośladki, a później odchylił je, patrząc, jak woda swobodnie spływa pomiędzy nimi i zaciśniętej dziurce.
Postukał ją palcem. Daesoon coś zamruczał, ale nie oponował. Jaemin w nagrodę pocałował go w łopatkę. Przylgnął trochę do niego, masując zwieracz okrągłymi ruchami. Kim nie oddawał mu się często. Co tam, dopiero dwa razy mu na to pozwolił, ale Jaemin nie sprzeciwiał się temu, bo uwielbiał mieć jego penisa w sobie. Dzisiaj jednak chciał czegoś innego. Delikatnie wsunął mokry palec do środka. Woda i żel może nie były idealnym nawilżeniem, ale jak zdążył się zorientować,Daesoon lubił lekki ból na początku, w przeciwieństwie do niego.
Wiercił w nim palcem, składając pocałunki na dostępnych mu miejscach. Złapał dłoń Kima i położył ją na jego penisie, na którym obaj zapletli palce. Członek Jaemina natomiast ocierał się o ciało chłopaka, gotowy na niego. W chwili, gdy nadszedł czas, by się wsunąć do środka, wyjął z odbytu palce, a drugą ręką przytrzymał chłopaka za jedno biodro. Spojrzał jeszcze na tył głowy Daesoona. Ten nadal opierał czoło o ręce, a jego dłoń poruszała się po penisie.
– Wchodzę – oznajmił Lee, a Kim coś zamruczał, protestując przeciw takiemu informowaniu, co chłopak będzie robić. Pocałował go w kręgosłup i przytrzymując członek, naparł na dziurkę, wciskając się do środka. Zaczęło mu się kręcić w głowie od sensacyjnych doznań. Ciasna obręcz tunelu ściskała go przyjemnie, gdy wchodził coraz głębiej do chwili, kiedy jego biodra uderzyły o pośladki.
Przylgnął do ciała Daesoona, starając się nie ruszać, mimo że wszystko w nim aż krzyczało o jakikolwiek ruch.
– W porządku? – zapytał. Uwielbiał być z nim połączony cieleśnie. Nie musiał nawet nic robić, mógłby po prostu tak zostać.
– Tak, jest w porządku. – Wcisnął się bardziej w krocze Jaemina, a członek w nim drgnął. – Jest dobrze.
Lee uśmiechnął się i po raz kolejny podziękował mu pocałunkiem. Chciał jego ust, ale nie zmuszał go od oderwania się od wciskania czoła w przedramię. Wiedział, że Kim wstydzi się swoich reakcji, które chciał z niego wyrwać. Poruszył się na próbę. Kim odchylił jedną nogę i bardziej się wypiął. Dało to jasny znak Jaeminowi, że naprawdę jest dobrze. Wysunął się niemalże do końca i miażdżąco powoli znów się w nim zagłębił.
Woda nadal po nich spływała, wciąż ciepła, ale pewnie już niedługo miało tak zostać. Jamin jednak tylko na chwilę oderwał myśl od tego, co właśnie robił. Natychmiast powrócił ciałem i duchem do poddającego mu się chłopaka, którego pieścił od środka, nadając ruchom frykcyjnym coraz szybsze tempo i odpowiedni kąt. Jego ręce obłapiały ciało chłopaka, a usta i język smakowały mokrą skórę. Czuł się coraz bardziej rozgrzany i miał wrażenie, że się roztopi. Było przyjemnie. Upojenie wrażeniami otaczało również Daesoona, który w końcu przestał ze sobą walczyć, w pełni otwierając się na bombardującą go ekstazę.
Lee uśmiechnął się, kiedy to usłyszał. Coś jakby płacz lub coś w tym stylu. Daesoon właśnie tego u siebie nie lubił. Kiedy było mu dobrze i był pod innym chłopakiem, wydawał dziwne dźwięki. Przypominało to nie kwilenie, nie płacz, ale coś z tego w tym było. Z czasem stawały się coraz głośniejsze, kiedy Dae całkowicie nie panował nad sobą, stając się oszałamiającym, najpiękniejszym, najwspanialszym kłębkiem targającej go rozkoszy. Chłopak przylgnął go niego plecami, zarzucając rękę na kark Jaemina. Odchylił głową na jego ramię, wykrzywiając twarz z przyjemności. Lee zagapił się na niego, przez chwilę gubiąc rytm. Po policzku Kima spływała łza, a on faktycznie wyglądał tak, jakby płakał. Ich oczy się spotkały, a Jaemin ledwie powstrzymał się przed powiedzeniem „Kocham cię”. To by wszystko zepsuło. Skupił się na robieniu chłopakowi dobrze. Powrócił do takich pchnięć, które sprawiały Daesoonowi największą przyjemność. Chciał wyrwać z niego wszystko, rozbić barierę, którą kochanek się otaczał i w takiej chwili udawało mu się to. Chłopak był zdany tylko na niego, bo tylko on mógł doprowadzić go do szczytowania.
Kim ponownie wydał ten dźwięk podobny do płaczu i nie przestawał. Jaemin przesuwał dłońmi po jego torsie, a gdy kochanek w jego objęciach zadrżał mocniej, przytrzymał go. Czuł każdy ruch jego napinających się mięśni, a potem z penisa, którego nie dotykali, na ściankę naprzeciwko trysnęły krople spermy. Lee trzymał chłopaka przeżywającego orgazm do chwili, kiedy to cudowne ciało uspokoiło się wstrząsane od czasu do czasu drżeniem. W tym czasie sam prawie doszedł, lecz powstrzymał się przed tym. Poruszył się jeszcze kilka razy i wysunął się z ciepłego i śliskiego wnętrza. Już za nim zatęsknił. Objął palcami swojego kutasa i w kilku ruchach dłoni doszedł na pośladek Daesoona, a potem wcisnął się w jego ciało, przytulając go mocno i całując jego usta, kiedy Kim odwrócił do niego twarz. Chciał to powtórzyć. Najlepiej jeszcze wiele, wiele razy. Bez końca, nieustannie pragnął zatracać się w nim i sprawiać, aby Daesoon czuł to samo. Na tę chwilę zapomniał o swojej niepewności, obawach. Teraz nie było na to miejsca i dobrze by było, aby tak zostało.

*

Nałożył żelu do golenia, a potem brudnym palcem pacnął Daesoona w nos, śmiejąc się, gdy zostawił na nim wielką kroplę piany. Chłopak spojrzał na niego z udawanym oburzeniem i zrobił to samo.
– Masz za swoje.
W zamian Jaemin próbował odepchnąć go sprzed lustra, przed którym obaj stali, próbując się ogolić, ale za  nic w świecie im to nie wychodziło. Byli w doskonałych nastrojach. Od chwili, kiedy wyszli spod prysznica, już umyci i nasyceni, nie potrafili przestać się dotykać czy wygłupiać. Żałowali, że musieli wracać do domu. Owszem, tęsknili za synkiem – Lee dzwonił do mamy i było wszystko w porządku – ale tu, w tym pokoju, było tak wspaniale. Szkoda, że tak nie było zawsze, pomyślałJaemina.
– Ej, ja tu się próbuję ogolić – zaprotestował, kiedy Kim stanął przed nim, zajmując całą przestrzeń.
– Przecież ty nie masz co golić. Parę włosków masz i tyle – zakpił Daesoon, ale w oczach, które dzięki lustrze patrzyły na drugiego chłopaka, igrały figlarne błyski.
– Kto to mówi. – Odepchnąwszy go, chwycił policzki chłopaka, przytrzymał je i pocałował go mocno. Gdy przestał, na jego ustach było pełno pianki.
Dae wyciągnął rękę i starł ją palcem. Potem jeszcze raz pacnął go w nos i wziął maszynkę. Odwrócił się i zamiast siebie, zaczął ostrożnie golić Jaemina. Robił to delikatnie, tak by go nie zaciąć. Chłopak stał prosto, nie ruszając się. Czuł, że ręcznik owinięty na biodrach mu się zsuwa, więc tylko przytrzymał go ręką.
– Ufasz mi, że cię nie zatnę.
– Ufam – szepnął i nie był pewny, czy to tylko dotyczy tej chwili, czy wszystkiego, co ich łączy. Czekał spokojnie, obserwując chłopaka, którego tak bardzo kochał.
Kim dokończył golenie i odsunął się, by opłukać maszynkę i zająć się sobą. Lee wyciągnął rękę, odbierając mu ją. Chciał mu się odwdzięczyć. Daesoon tylko uniósł brew, ale pozwolił mu na to.
– Tylko mnie nie zatnij.
– Spokojnie, umiem to robić.
– A co to było ostatnio?
Jaemin zagryzł wargę, przypominając sobie, że raz zaciął się tak niefortunnie, że krew bardzo mocno mu się lała.
– To było tylko kilka kropel. Nie zauważyłem tej krosty. – Przytrzymał twarz Daesoona.
– Raczej pryszcza.
– Nie mam pryszczy. Nie ruszaj się, bo naprawdę cię zatnę. – Zaczął go golić, poświęcając temu całą uwagę. – Wyobrażasz sobie, co by powiedzieli ludzie z liceum, gdyby nas takich zobaczyli? No nie ruszaj się – powiedział, kiedy chłopak chciał odpowiedzieć na jego pytanie. – Pomyśleć, że tak mnie nie znosiłeś.
– Ja ciebie?
– Ej, no. Ty mnie. To nie ja ciebie popychałem na szafki, krzyczałem… No dobra, krzyczeć krzyczałem, ale to ty zaczynałeś. Wrzeszczałeś na mnie, więc musiałem ci odpyskować, inaczej wszedłbyś mi na głowę. Pamiętasz tego dryblasa, co się do mnie przystawiał?
– Wkurwiał mnie – warknął Kim, co uświadomiło Jaeminowi, że chłopak w jakiś sposób od dawna był o niego zazdrosny.
– Ta, potem biegałeś po boisku i wszystkich przestawiałeś, kapitanie. – Dokończył swoją pracę zadowolony. Poklepał Kima po policzku, a ten posłał mu twarde spojrzenie. Odwrócił się do umywalki, żeby opłukać maszynkę, a potem zmył w twarzy resztki pianki.
– Bo mnie wkurwiał – powtórzył Daesoon, także myjąc twarz. Potem w jego dłoni znalazła się woda po goleniu. Obaj użyli tej samej, bo swojej zapomniał.
– Może zadzwonilibyśmy dzisiaj do chłopaków i umówili się na popołudnie. Rozegralibyśmy jakiś mecz lub coś takiego – zaproponował Jaemin, wychodząc z łazienki.
– Ale jest nas tylko piątka. – Dołączył do Lee, odrzucając ręcznik i ubierając się.
– Mhm. Komu to przeszkadza? Pokopalibyśmy piłkę jak za starych czasów. – Rzucił koszulkę Daesoonowi, który właśnie jej szukał.
– Mówisz tak, jakby minęły już całe lata. – Założył koszulkę i zaczął szukać skarpetek.
– Tak się czuję. Nie zrozum mnie źle. Kocham naszego syna, ale mam dopiero dziewiętnaście lat i mam ochotę poszaleć. Mama mówiła, że dzisiaj przez cały dzień nie odda nam dziecka. W dodatku pogoda taka piękna.
Kim zaśmiał się, siadając na łóżku i nakładając skarpetki.
– Bardzo chętnie spotkałbym się z chłopakami, ale umówiłem się dzisiaj na wieczór z moimi znajomymi.
Jaemin natychmiast odwrócił głowę w jego stronę. Przesunął ręką przez wilgotne włosy. Musiał je jeszcze uczesać tak jak fryzjerka go nauczyła.
– Sądziłem, że spę…
– Pójdziesz ze mną? – zapytał Kim, przerywając mu.
– Z tobą?
– Tak, idziemy do klubu. – Podszedł doJaemina. – Najwyższy czas, abyś poznał moich znajomych z uczelni.
– Minho też będzie?
– Minho? Tak, chyba tak. W sumie on to zaproponował. To co, pójdziesz ze mną? – Objął Jaemina jedną ręką w pasie. Drugą odsunął mu długie włosy opadające na prawą stronę twarzy. Te, które chłopak chciał zapleść w warkocz i spiąć go z tyłu. Trącił nosem jego ucho.
– Pójdę z tobą. Ale jak wrócimy do domu, zabieramy naszego syna na spacer. Damy chwilę oddechu mojej mamie.
– Powiedziałeś, że twoja mama nie zechce oddać namJinsoona.
– Na chwilę odda, by zrobić smaczny obiad. – Bardzo chciał iść z nim na spacer. Oni i dziecko. Jeszcze ani razu nie udało mu się wyciągnąć Daesoona na takie rodzinne wyjście. Zazdrościł tym rodzicom, których widywał, kiedy on wychodził z małym.
– Najpierw skończmy się ubierać, zjedzmy jakieś śniadanie. Wykorzystajmy to, że jest w cenie pokoju.
– To może zamów coś do pokoju, a ja pójdę się uczesać. – Nie oparł się temu, by przed pójściem do łazienki go nie objąć. Zaplótł ręce wokół ciała chłopaka, układając głowę na jego ramieniu. Odetchnął w duchu, kiedy Daesoon również go objął. Lee chciał, aby ta chwila trwała wiecznie. Takie jego małe marzenie. Jedno z wielu. Cieszył się, że zmienił wygląd i wynajął ten pokój, by mogli ze sobą pobyć. Miał wrażenie, że teraz powinno być już tylko lepiej.