27 kwietnia 2015

Zakurzona lampa - Rozdział 6

Zapraszam na przedostatni rozdział prostej opowieści o niespodziewanym uczuciu. :)

Dziękuję za komentarze. :)




ROZDZIAŁ 6



Mikael wsypał do paleniska od grilla torbę węgla drzewnego i polał go płynną rozpałką. Poczekał aż ta się wchłonie i zaczął przeszukiwać kieszenie spodni, polując na zapałki.
– Proszę.
Przed jego oczami ukazało się poszukiwane pudełko trzymane przez dłoń Jaydena.
– Przysiągłbym, że wziąłem je ze stolika.
– Zagadałeś się z Johnem, a potem wyszedłeś, zapominając o zapałkach.
– No właśnie, to John powinien rozpalać grilla. – Zapalił zapałkę i przytknął ją do nasączonego węgla.
– Został zatrudniony do przyprawienia mięsiwa. Mam ochotę cię pocałować – wypalił znienacka Jay.
Mikael omal nie wypuścił łopatki potrzebnej mu do rozgarnięcia powstającego żaru. Sam miał ochotę na pocałowanie go, ale nie byli sami. Zaproszeni przez Donnę goście już zaczęli się zbierać, a wśród nich był również pastor z żoną, która szczebiotała radośnie, roznosząc najnowsze ploteczki.
– Przynieś mi lepiej piwo – poprosił Mikael otoczony dymem.
– Zimne, co? – Puścił mu oczko.
– Lodowate. – Roześmiał się, wracając do przygotowania paleniska.
Od czasu ich romantycznej kolacji Jayden i on bardzo się do siebie zbliżyli. Przez całe dni zajęci byli pracą, nie mając czasu na nic, ale wieczory spędzali razem, nie potrafiąc odlepić od siebie rąk, a jeszcze bardziej ust. Do tej pory nie posunęli się dalej niż pocałunki. Donna śmiała się z nich, że zachowują się jak grzeczne panienki z dobrych domów, czekając na pewne rzeczy „po ślubie”. Aż taki grzeczny to on na pewno nie był. Stawał się coraz bardziej nakręcony. Od dawna nie miał seksu, a sama myśl, że tak pociągający mężczyzna mógłby w niego wejść, kochać się, przyciskać swoim ciałem do łóżka, rozpalała umysł oraz ciało. Tak bardzo nie chciał zaczynać czegoś od seksu, ale coraz trudniej przychodziło mu powstrzymanie się od tego. Tym bardziej, że Jay kusił, potrafiąc go rozpalić samymi słowami.
– Nie wiem, o czym myślisz, ale podejrzewam, że to by mi się bardzo spodobało. – Jay podał mu pokrytą rosą butelkę piwa.
– Na pewno. – Przytknął usta do szyjki, pochłaniając schłodzony, bursztynowy płyn.
– Chciałbym być tą szyjką, którą obejmują twoje wargi – wyszeptał zachrypniętym głosem Evans, przechodząc koło Mikaela i dyskretnie przesuwając palcem po jego plecach.
Mikael napiął wszystkie mięśnie, gryząc do bólu wargę.
– Szczególnie, gdyby obejmowały coś twardego. – Oblizał się dyskretnie.
– O tak. Podobno sześćdziesiąt dziewięć to doskonała liczba w pewnych…
– Sześćdziesiąt dziewięć, panowie?
Do ich rozmowy wtrącił się pastor i Mikael zaczął się zastanawiać, jak dużo z ich krótkiej rozmowy usłyszał mężczyzna, ale dalsza wypowiedź przybysza uspokoiła go:
– Powiedziałbym, że najdoskonalszą liczbą jest siódemka, ewentualnie trzydzieści trzy, gdyby człowiek miał na myśli wiek Chrystusowy.
– Pastorze, interesuje pana magia liczb? – zapytał Jayden, zachowując się tak, jakby przed chwilą nie rozmawiał z Mikaelem o grze wstępnej.
– Broń Boże, co też pan mówi. Te czary i wróżby pochodzą od szatana. Mam nadzieję, że żaden z panów nie wierzy w takie rzeczy.
– Oczywiście, że nie, pastorze – odparł Mikael, uśmiechając się dyskretnie.
– Cieszę się, naprawdę się cieszę, bo ja, jako wysłannik naszego Pana, nie mogę aprobować takich rzeczy i muszę przed nimi przestrzegać. Ten tarot, horoskopy i inne wróżby, to dzieło szatana. Z ich powodu występuje coraz więcej opętań przez siły nieczyste, a ja znam wiele przypadków tego typu. O, i jest nasza szanowna gospodyni – zwrócił się do Donny, która przyniosła tacę z kiełbaskami. – Piękne popołudnie na grilla, dziękujemy z małżonką za zaproszenie.
– Bardzo mi miło, że zgodzili się państwo do nas przyjść, pomimo tylu obowiązków – odpowiedziała uprzejmie kobieta, podając tacę Mikaelowi. – Byłbyś tak miły? Zaraz John będzie to wszystko piekł, ale musi jeszcze skończyć robić sałatkę.
– Zatrudniłaś go jako kucharza – stwierdził Mikael, układając na ruszcie kiełbaski z pomocą Jaydena.
– Bo jest dobry w przyprawianiu. Pastorze, może mi pan wyjaśnić pewne rzeczy, których nie zrozumiałam na dzisiejszym kazaniu? – Wzięła mężczyznę pod rękę.
– A czego nie zrozumiałaś, drogie dziecko?
Mikael miał ochotę ucałować kobietę za odciągnięcie od nich pastora, ale na wszelki wypadek zaproponował Jaydenowi rozmowę na bardziej bezpieczne tematy. Dla niego to też lepiej, bo nie zamierzał chodzić podniecony przy tych wszystkich ludziach.
Kilka minut później grill został przejęty przez Johna, a Mikael wraz z Jay’em trzymającym w ręku piwo usiedli na ogrodowych krzesłach przy stole zastawionym napojami. Wokół biegały dzieci, bo poza pociechami Donny była jeszcze trójka należąca do siostry Johna. Mikael w milczeniu obserwował gości, którzy niezależnie od płci i stanu znajomości wdawali się w dyskusję o wszystkim i o niczym. Sam milczał, o wiele więcej czasu poświęcając Jaydenowi niż innym. Mężczyzna pożerał go wzrokiem, sprawiając, że odczuwał palącą potrzebę ucieczki z tego małego przyjęcia. Liczył na to, że nikt nie widział ich cichego flirtu. Poza Donną, która przyniosła ostatni talerz pełen karkówki i mogła spokojnie zająć się gośćmi. Jej tajemniczy uśmieszek mówił wiele, a Mikael doskonale znał jej myśli, gdyż nie raz wypowiadała je w ostatnim czasie: „Potrzebujesz namiętności”, „Prawdziwego mężczyzny, a nie jakiegoś chłystka, który wolał się bawić niż stworzyć coś stałego”. Nie miał wątpliwości, że Jayden jest właśnie takim mężczyzną. Kimś, komu nie mógł się oprzeć, pragnąc go do bólu i z kim chciałby związać się na dłużej niż parę miesięcy. Bez pamięci zakochał się w nim – możliwe, że i kochał – i prawdopodobnie Jay czuł to samo. Nie powiedzieli tego głośno, ale w czasie pamiętnej kolacji i wieczorów po niej, wyznawali sobie to uczucie gestami, oczami i czasami zawoalowanymi słowami: „Moje serce szaleje, kiedy myślę o tobie”. Zachowywali się niczym bohaterowie romansu i było im z tym bardzo dobrze, bo tym razem nie wyglądało na to, że skończy się na krótkiej miłostce. Dla Mikaela było to coś niezwykle wyjątkowego, gdyż żaden mężczyzna nie patrzył na niego tak, jak robił to ten siedzący naprzeciw niego.
– Kiełbaski już gotowe – oznajmił John. – Kto chętny, tego zapraszam z talerzykiem. Zaraz nakładam i życzę smacznego. Sosy do wyboru do koloru i do smaku stoją na stole.
Mikael uśmiechnął się, słysząc wesoły głos męża Donny. Temu to rzadko kiedy siadał humor. We wszystkim potrafił zobaczyć pozytywne strony.
– Ile chcesz? – zapytał się go Jay, biorąc dwa talerzyki.
– Jedną, mam zamiar zostawić sobie miejsce na karkóweczkę. – Przeciągnął się.
– Szarmancki, opiekuńczy i przystojny, czego chcieć więcej. – Westchnęła siedząca koło Mikaela dwudziestolatka, nie spuszczając oka z Jaydena. Dziewczyna była kuzynką Johna, która przyjechała na wakacje i pomieszkiwała u siostry Johna. – Dobrze go znasz? – zapytała Mikaela.
– W pewnym sensie. – Bawiła go ta jej ciekawość i wzrok, którym dosłownie zjadała mężczyznę.
– Ma kogoś?
– Sama się go o to zapytaj – powiedział Mikael, odbierając od Jay’a talerzyk z pachnącą kiełbaską.
– O co chodzi?
– Lori, pyta, czy jesteś wolny. – Sam był ciekawy, jaką usłyszy odpowiedź. Niby nie byli razem, ale to, co się między nimi działo, wiele zapowiadało.
– Wolny? Nie bardzo, ponieważ jest ktoś, na kim mi zaczęło zależeć i w sumie wszystko zależy od tej osoby. – Wbił jednoznaczne spojrzenie swoich piwnych oczu w Mikaela.
– Oj, wybaczcie chłopaki – jęknęła dziewczyna – nie wiedziałam. Bosz, ale się wygłupiłam. Nie chciałam włazić między was – szepnęła. – I spoko, nic nie powiem, wiem jak to jest. Mój przyjaciel… ale cicho, zamykam się już.
Po raz pierwszy w życiu Mikaelowi nie przeszkodziło to, że w sumie ktoś obcy domyślił się, że jest homoseksualistą i jakie relacje łączą go z Jayden’em. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, co by było, gdyby obaj pochodzili z Silent i chcieli żyć razem lub po prostu zamieszkaliby tutaj. Co zrobiliby ludzie, jakie byłoby ich zachowanie? W każdym z tych przypadków nie mógłby udawać, że są zwyczajnymi przyjaciółmi. Pewnie tak czy owak wyprowadziliby się do dużego miasta, gdzie byliby bardziej anonimowi. Na całe szczęście żaden z nich nie stanie przed podobnym problemem. Obaj mieszkają w Detroit, a on na pewno nie zamierzał się tutaj sprowadzać. Do czasu sprzedaży zostawi antykwariat w dobrych rękach, lecz akurat z tym był, niestety, problem. Dał ogłoszenie, że poszukuje kogoś do pracy w „Zakurzonej lampie”, ale nikt się jeszcze nie zgłosił. Ludzie narzekają, że nie ma pracy, a gdy ta się pojawia, wybrzydzają lub w ogóle nie interesują się ogłoszeniem. Zamierzał wypłacać dobrą pensję tej osobie, ale jak widać nawet pieniądze nie potrafią przekonać ludzi do pracy. Poczeka, być może ktoś się zgłosi przynajmniej na czas wakacji. Nawet Lori nie chciała tej pracy, twierdząc, że rodzice przyślą jej pieniądze, jeżeli będzie tego potrzebowała, a ona po to ma wakacje, żeby odpocząć od studiów. Nie wnikał w to, dziwiąc jej się, że nie skorzystała z oferty. Liczył, że znajdzie kogoś sumiennego, by zajął się sklepem.

Wieczór mijał spokojnie przy jedzeniu i piciu. Nawet pastor nie przynudzał, a nawet zdarzyło się, że za jego sprawą większość wdała się w politykę, co prawie skończyło się małą kłótnią. Sytuację uratowało chowające się za horyzontem słońce, uświadamiając gościom, że nieco się zasiedzieli. Mikael po cichu wycofał się z tłumu i przeprosił gospodynię, informując ją, że znika z Jaydenem. Obiecał, że po spacerze wróci i pomoże jej w posprzątaniu bałaganu, ale ona kategorycznie mu tego zakazała, prosząc, żeby spędził udany wieczór z tymczasowym sąsiadem. Tak też zamierzał zrobić, porywając go na długi spacer polną drogą, wśród pól porośniętych zbożem już prawie nadającym się do koszenia.
– Czuję się nażarty – jęknął Jay, splatając palce ich dłoni ze sobą, kiedy ciekawskie spojrzenia nie mogły ich dosięgnąć.
– Ja też. – Przez chwilę pomiędzy nimi zapadło milczenie, gdy szli powoli, trzymając się za ręce niczym nastolatki. Dopiero po dłuższym czasie Mikael przerwał tę ciszę. – Nie sądzisz, że to scena jak z romansu? Dwoje ludzi idzie polną dróżką, mając złączone dłonie. Nad nimi niebo obsiane milionami gwiazd – co z tego, że na razie ich nie widać – i wiszący wraz z nimi księżyc, nieco rozświetlający coraz szybciej nastającą ciemność. Gdzieś słychać pohukiwania sowy, która zapewne kryje się w tych drzewach i gapi się na nas, żałując, że nie jesteśmy myszami, które mogłaby schrupać na kolację.
– I nagle jakaś postać ubrana na czarno wyskakuje z pobliskich krzaków, z piłą motorową w ręku, krzycząc, że pragnie naszej krwi – powiedział przerażająco cichym głosem starszy z mężczyzn, stanowczo przyciągając Mikaela do siebie.
– Zamieniłeś romans w horror, ale jak chcesz. Co byś zrobił w takiej sytuacji? – Zarzucił Jaydenowi ręce na ramiona, krzyżując je za jego plecami.
– Obroniłbym cię, książę. – Potarł ich nosy o siebie.
– Może to ja obroniłbym ciebie? – Przekręcił głowę przy każdym słowie, muskając usta Jay’a, z rozkoszą spijając ich smak.
– Wiesz, że jesteś niesamowity? – zapytał szeptem Evans tuż przy ustach Mikaela. – I bardzo apetyczny.
– Chciałbyś mnie schrupać? – Mikael składał drobne pocałunki tuż pod szczęką, według niego, bardzo seksownego mężczyzny. Z trudem opierał się pragnieniu posmakowania go jeszcze bardziej.
– Lizałbym cię całego, kąsał, dotykał i drażnił najczulsze miejsca, a ty drżałbyś w moich ramionach, nie potrafiąc się dłużej opierać. – Jay przytulił go bardzo mocno, tak, że Mikael aż stęknął. – Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym się z tobą kochać.
– Wiem, czuję to samo – wyszeptał, wtulając twarz w szyję mężczyzny, będąc pobudzonym.
– Czuję. – Jayden docisnął ich biodra do siebie, na co z obu ust wyrwał się jęk. – Przez ostatnie dni… Wariuję, Miki. Moje ciało jest tak cholernie rozbudzone i nakierowane na ciebie, że twoja bliskość, myśl o dotyku powoduje, że mi od razu staje.
Mikael poczuł, że mężczyzna wsuwa mu ręce pod koszulkę, pieszcząc skórę pleców i kręgosłup posuwistymi ruchami. Tak bardzo chciał, żeby jedna z tych dłoni zawinęła się wokół jego twardego członka, pragnącego wyzwolenia od bielizny i dżinsowych spodenek.
– Jayden… – szepnął nasyconym pożądaniem głosem, popychając mężczyznę na jedno z drzew rosnących przy ścieżce. Potrzebował ocierać się o niego, pieścić się, zanim znów urządzi sobie w domu kolejną sesję masturbacji, wyobrażając sobie, co i z kim robi.
– O cholera, Mik – krzyknął Jayden, gdy Mikael zaczął ocierać się swoim kroczem o jego. – Od lat nie byłem tak bliski spuszczenia się w spodnie. – Schwytał młodszego mężczyznę w kleszczowy uścisk rąk.
Mikael zamruczał z zadowoleniem, napierając na niego i poruszając coraz szybciej biodrami. Całe ciało odczuwało dreszcze ekstazy z każdym mocniejszym pchnięciem. Przez głowę mu przeleciało, że mógłby obsunąć ich ubrania w dół, tak, żeby wyjąć ich członki, zamknąć je w dłoni, a potem mocno pocierać, szybko doprowadzając ich obu do wytrysku. Zanim jednak zaczął realizować te pobudzające myśli, poczuł, że Jay chwyta go za tyłek, dociskając do siebie, a potem drży, chwytając zębami jego koszulkę. Świadomość tego, że Jay właśnie przeżywa orgazm, nawet bez tego specyficznego tarcia, wystarczyła, aby i jego posłać ku szczytowaniu odbierającemu zmysły i dającemu na chwilę uwolnienie od palącej go gorączki pożądania. Na chwilę, ponieważ mimo orgazmu pozostawał pobudzonym, potrzebując kontaktu ich nagich ciał splecionych ze sobą i ciągle nienasyconych, dopóki by się nie połączyli. Ponad wszystko pragnął Jaydena w sobie, tego uczucia, jak jego penis wszedłby w niego, poruszał się, powodując u niego coraz to silniejsze doznania. Odetchnął ciężko, próbując się mimo wszystko uspokoić.
– To było… Miki, jesteś jedynym facetem, który sprawił, że doszedłem w spodnie. Nie potrzebowałem wiele, aby móc to zrobić i powtórzyłbym to jeszcze raz.
– Cała przyjemność po mojej stronie. – Nogi miał jak z galarety, a całe ciało odprężyło się. Nie ruszał się, nadal trzymany przez drugiego mężczyznę.
– I po mojej. – Roześmiał się pełnym zadowolenia głosem Jayden. – Dobrze, że jest ciemno, bo w razie jakikolwiek plam nie będzie widać efektów naszej zabawy.
Mikael zagryzł wargę, spoglądając na mężczyznę, którego oczy błyszczały błogim zaspokojeniem, figlarnie się uśmiechając. Na dworze nie było jeszcze całkiem ciemno, aby nie mógł z bliska podziwiać tej ukochanej twarzy. Tych wspaniale i z wprawą całujących ust, ciemnego zarostu na szczęce drapiącego go przy każdym dotknięciu twarzy ze sobą.
– Chyba się w tobie zakochałem – szepnął, nie mogąc dłużej tego w sobie dusić. To nawet było coś więcej niż zakochanie. Po prostu go kochał, ale coś w nim powstrzymywało go przed tak wielkim wyznaniem.
– Wiesz, że ja również czuję to samo, a może i coś więcej – powiedział Jayden, podrażniając gorącym oddechem ucho Mikaela, który zadrżał. – Naprawdę nie potrzeba tygodni bym wiedział, co czuję. – Ukrył twarz w szyi blondyna. – Rozpalasz moje serce, ciało i faktycznie wariuję, więc może teraz grzecznie odprowadzę cię do domu i powiemy sobie dobranoc, bo nawet jeden pocałunek więcej spowoduje, że już nie wyjdę od ciebie, kochając się z tobą do rana.
– Nadal napalony? – zapytał zaczepnie Mikael, nie chcąc się z nim rozstawać, ale jeżeli tego nie zrobią, jego postanowienia pójdą się paść.
– Bardzo. Poza tym, powiem ci w tajemnicy, skarbie, że mam mokro w bokserkach i chciałbym się umyć.
– O, a co się takiego stało? – Specjalnie naparł biodrami na jego.
– Taki jeden sprawił, że doszedłem. – Cmoknął Mikaela w usta i pociągnął go w stronę ich domów.
Kilka minut później Mikael patrzył za oddalającą się sylwetką Jaydena, już tęskniąc za jego silnymi ramionami i obecnością przy sobie.

*

Długa, gorąca kąpiel zrelaksowała ciało Mikaela tylko pod kątem higienicznym, bo pod względem seksualnym nadal pozostawało ono rozgrzane, niezaspokojone, łakome upragnionego dotyku. Nie mógł więcej się oszukiwać, że jest w stanie czekać. Tak bardzo jak nie chciał czegoś budować na seksie, tak – a nawet bardziej – był zakochany w Jaydenie i pragnął go aż do bólu, który pozostawał w jakiś sposób przyjemny. Mimo tego zaczęło zwyciężać dręczące go pożądanie drugiego, pobudzonego ciała, którego bliskość spowodowała, że podjął ostateczną decyzję. Od chwili, kiedy trzymał rozpadającego się i trzęsącego z przyjemności Jaydena, nie potrafił oprzeć się pokusie czerpiącej potężną energię. Potrzebował go takiego widzieć, mieć, kotłując się z nim w zmierzwionej pościeli przesiąkniętej zapachem ich spoconych, rozgrzanych seksem ciał. Pragnął, aby to dzisiejsza noc była tą, kiedy po raz pierwszy będzie kochał się z Jaydenem Evansem. Przygotował się do niej starannie, przede wszystkim wypłukując się i, mimo że był sam i robił to od lat, pewne czynności higieniczne nadal wprawiały go w zażenowanie, ale dla niego były one niezbędne, jeżeli miał pozwolić Jaydenowi na wszystko. Nie zniósłby tego, gdyby był tam brudny. Nie miał wątpliwości, że to on wyląduje na dole i bardzo tego chciał. Wymył się, wypachnił dla tego mężczyzny, czując się dość osobliwie, jakby szedł na swój pierwszy seks w życiu.

Godzinę po tym, jak się rozstali, zamknął dom. Przechodząc przez ulicę, zobaczył, że w oknie salonu pali się światło. Poprzedniego dnia robotnicy wycięli wszystkie krzaki i teraz budowla była doskonale widoczna i nawet nocą wyglądała imponująco. Właściciel powinien być zadowolony z zakupu tak pięknego domostwa.
Otworzył furtkę i przez chwilę zaskoczył go widok nieznanego samochodu stojącego na podjeździe. Zamknąwszy drzwiczki od ogrodzenia podszedł do pojazdu, którym okazało się być Ferrari, ale w ciemności rozpraszanej tylko przez światło – znajdujące się przy wejściu do domu – nie potrafił rozpoznać koloru karoserii. Na razie i tak bardziej interesowało go to, kto mógł o tej porze przyjechać do Jaydena. Przez chwilę chciał wrócić do domu, ale ciekawość mu na to nie pozwoliła. Szczególnie, że gdzieś w nim zakiełkowało podejrzenie, czy Jay może mieć kochanka. Przykłady zdrady z przeszłości na nowo wzbudziły w nim niepewność i wątpliwości, więc po prostu musiał się przekonać, że jego mózg jest w tym względzie głupi, nasyłając mu przykre obrazy. Przyszedł tutaj kochać się z Jaydenem, a tymczasem bał się, że mężczyzna nie jest czysty jak łza. Zły na siebie za te podejrzenia, bo gościem mógł okazać się stary przyjaciel, wszedł na schody. Drzwi do holu były otwarte, więc bez problemu przekroczył próg, mając zamiar zawołać gospodarza. Zanim jednak otworzył usta dobiegły go głosy dochodzące z salonu. Z ulgą stwierdził, że jeden z nich należy do kobiety, a kiedy usłyszał jak Jay wymawia jej imię, zrozumiał kim okazał się kierowca Ferrari. Amanda, dziewczyna od szkatułki i siostra Jaydena musiała przyjechać, gdy oni poszli na spacer. Mimo że drzwi do salonu pozostawały otwarte, nie chciał ot tak wchodzić im w słowo w środku ich rozmowy i podniósłszy rękę, zamierzał zapukać, lecz usłyszawszy swoje imię, zatrzymał ją w powietrzu.
– Temu Mikaelowi, o którym tak często mówisz – mówiła kobieta – powiedziałeś w końcu, kim naprawdę jesteś?
Mikael opuścił rękę wzdłuż ciała, zmarszczywszy brwi. Jak to, kim jest Jay? Kim miałby być? Uchylił bardziej drzwi w taki sposób, że teraz mógł widzieć dwie postacie mierzące się wzrokiem. Brunetka patrzyła na brata, hardo tupiąc nogą.
– Chciałem, ale nie składały się na to sposobne okoliczności – odpowiedział Jayden.
– Z dnia na dzień coraz bardziej brniesz w kłamstwo. Jak sądzisz, co on zrobi, gdy już zabrnie w swoich uczuciach naprawdę daleko i dowie się, że nie zna faceta, z którym się spotyka? Co zrobisz, kiedy skończysz remont i właściciel wprowadzi się do tego ślicznego domu? Co zrobisz, gdy Mikael dowie się, że tym tajemniczym właścicielem jesteś ty?! – krzyknęła, celując palcem w pierś brata.
Mikael cofnął się jak rażony obuchem, uderzając przy tym łokciem w futrynę. Spowodowany hałas zwabił rodzeństwo, przez co na mężczyźnie spoczęły dwie pary oczu.
– Mikael, co tu robisz? – zapytał Jayden, podchodząc do niego z nutą strachu w oczach.
– Dowiaduję się… Czy to, co usłyszałem… Czy ty… Ale dlaczego ci ludzie…
– To mój dom. Kazałem moim pracownikom nie mówić, kim jestem, bo…
– Bo co? Bo dobrze ci szło udawanie? Okłamałeś mnie, że jesteś zwykłym, szarym człowiekiem, robotnikiem. To jest twój dom? – mówił wolno Mikael, wycofując się do holu krok po kroku. – Powiedziałeś… Jeżeli w tym kłamałeś, to w czym jeszcze? Kim ty u diabła jesteś?! Nie znam cię! – W jego sercu rodził się ból i wściekłość. Ulokował uczucia w człowieku, który wydawał się być naprawdę wart zainteresowania. Miał nadzieję, że znalazł osobę, która okaże się uczciwa. Na taką wyglądał. Po kilku nieudanych związkach z facetami, którzy zdradzali, okłamywali, liczył na to, że los nagrodził go za te wszystkie cierpienia z przeszłości. Tymczasem spotkał kolejnego kłamliwego dupka! Zacisnął pięści.
– Porozmawiajmy i wszystko ci wyjaśnię. – Jayden wyciągnął do niego rękę, ale Mikael zaraz ją odtrącił.
– Nie zbliżaj się! Jedynie, czego najbardziej nienawidzę, to kłamstwa! Mam dość tego, że każdy mnie oszukuje, jakbym nie miał uczuć! Sądziłem… Sądziłem, że ty jesteś inny, ale wszyscy faceci są tacy sami albo ja za karę trafiam na zwykłych dupków! Chyba nie nadaję się do życia w tym cholernym, kłamliwym świecie!
– Mikael, po...
– Nie chcę z tobą rozmawiać, widzieć cię, słyszeć! Nie chcę cię znać! Koniec!
– Mikael, posłuchaj mnie!
Jayden chwycił go za rękę, a rozwścieczony i zraniony Mikael wręcz zagotował się w sobie, czując tak niedawno upragniony dotyk, a teraz tak bardzo niechciany. Pod wpływem nagłego impulsu wymierzył cios prosto w szczękę Jaydena. Pod siłą uderzenia mężczyzna przewrócił się na podłogę, patrząc szeroko otwartymi oczami na Mikaela.
– Nie jestem ciotą, której możesz wciskać kit! I nie dotykaj mnie więcej – dokończył cichym głosem Mikael, odwracając się na pięcie i wychodząc na zewnątrz. Zanim zatrzasnął za sobą drzwi usłyszał, że kobieta mówi do brata: „A nie mówiłam”.
Znów zaufał, i to tak szybko, za co karcił siebie w duchu, bo miał uważać, a poddał się głupiemu sercu, które zostało złamane. Nauczy się, żeby nie ufać zbyt idealnym typkom, bo można się na tym nieźle przejechać, a upadek z wysokości na twardą ziemię za bardzo boli. Otrzymał właśnie kolejną lekcję do zapamiętania, tylko szkoda, że już zdążył pokochać tego kłamcę.