20 stycznia 2019

Ucieczka do Limare - Rozdział 15 ostatni

Zapraszam na ostatni rozdział tomu pierwszego Amare. Za tydzień rozpocznę publikację części drugiej. Całą serię oczywiście można kupić na Bucketbook.pl
lub Beezar.pl

Dziękuję za każdy komentarz. :)


– Tato! – W długim korytarzu budynku sądu, rozległ się głos dwunastoletniej dziewczynki.
Paolo odwrócił się i uśmiechnął. Przeszedł kilka kroków by ostatecznie przykucnąć z rozłożonymi rękoma, tak by córka w nie wpadła.
– Gianna, Gianna – powtarzał nie mogąc uwierzyć, że ona jest z nim.
Po dziewięciu dniach od wybuchu afery, której Limare od lat nie widziało, sąd oddał mu córkę. Fabiano walczył jak lew, by cała procedura została przyśpieszona, bo nawet on nie chciał, aby dwunastolatka przebywała w domu dziecka zbyt długo, gdzie mogłaby się nabawić jakiejś traumy. W końcu miała dobrego ojca, do którego mogła wrócić, a który na szczęście mógł ją odwiedzać przez te dni. Na każdym takim spotkaniu nigdy nie mogli być sami. Zawsze ktoś im towarzyszył, obserwował z daleka. Denerwowało go to, ale rozumiał tych ludzi. Musieli się upewnić, że małą zaopiekuje się dobry, kochający ojciec. Na szczęście nie patrzono na niego przez pryzmat orientacji. Zwracano uwagę na to czy jest w stanie zapewnić córce godne warunki do życia, bezpieczeństwo, miłość i dostęp do nauki.
Dzisiaj przyznano mu prawa do niej, a matce je ograniczono. Zresztą dotarła do niego wiadomość, że Maristella nie chce już córki. Poczuł z tego powodu ulgę. Tym bardziej, że kobieta nie była przy zdrowych zmysłach. Raz zgodzono się na wizytę z nią i żałował, że ją zobaczył. Pluła na niego jadem powtarzając, że go nienawidzi i życzyła mu śmierci za to, że ją zostawił. Mówiła jak obłąkana i nie dziwił się temu, że jest pod kontrolą psychiatryczną.
– Gianna. – Tulił córkę, a łzy spływały mu po policzkach.
– Chciałam być z tobą, tatusiu. Możemy wrócić do domu?
– Wrócimy. Twój miś się za tobą stęsknił i ja również. – Spojrzał w oczy córki i nie mógł być bardziej szczęśliwy.
– To dlaczego płaczesz?
– Ze szczęścia. Czasami płacze się ze szczęścia. – Otarł twarz rękawem i podniósł się. – Zanim wrócimy do domu, to chcę ci kogoś przedstawić. Opowiadałem ci o Domenico. – Wyciągnął dłoń, a stojący nieznacznie z tyłu mężczyzna podszedł do nich i podał mu swoją.
Salieri denerwował się. Ciemne oczy dziewczynki tak podobne do oczu ojca spoczęły na nim. Czarne, długie włosy miała zebrane do tyłu i związane w kucyk. Wiedział, że go ocenia i Bóg mu świadkiem, bardzo chciał, aby ta ocena wypadła dobrze.
– Jesteś chłopakiem mojego taty? – zapytała.
– E… Tak. Jestem chłopakiem twojego taty. Chciałbym… – zaciął się na chwilę będąc zdenerwowanym. Nawet ciepła, zaciskająca się na jego dłoń partnera nie pomagała. – Chciałbym abyśmy… – Tym razem urwał, bo drobna dłoń dziewczynki wsunęła się w jego, a szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy.
– To znaczy, że będziesz moim drugim tatą?
Na to pytanie Paolo uniósł brwi wpatrując się w niego, a on się roześmiał. Gianna nie miała pojęcia, że tym pytaniem rozbiła wszystkie tłoczące się w nim nerwy.
– Jeżeli chcesz i twój tata zechce… – Popatrzył na Paolo wyłapując jego pełne miłości spojrzenie.
DiCarlo skinął głową, a potem całując ukochanego w czoło rzekł:
– Mówiłem, że cię pokocha.
– Wracamy do domu? – zapytała Gianna.
Nie wyglądała jakby martwiła się matką. Obaj wiedzieli dlaczego. Maristella bardzo źle ją traktowała. Odcięła ją od koleżanek, zabraniała bawić się, była okrutna i biła ją. Od dawna nie kochała córki. Dlatego Paolo zamierzał dać jej dużo miłości i cieszył się, że nie będzie w tym sam.
Spojrzał na zbliżającego się do nich Fabiano, który zakończył rozmowę z kimś kto przywiózł do sądu dziewczynkę.
– Możemy jechać do domu? – spytał prawnika.
– Wszystkie formalności są już załatwione. Jeszcze przez dwa miesiące będziecie mieć kogoś z opieki społecznej na głowie, ale to tylko zwykła ostrożność. W każdym razie moje zadanie jest już tutaj zakończone. Więcej nie mogę zrobić. Sprawa bankiera i jego żony, to już wątek kryminalny, a to nie moja działka.
– Będę wzywany na świadka? – Paolo musiał się upewnić co do tego.
– Tak jak każda z osób, która została oszukana. Pan dodatkowo jest ze sprawą związany z powodów nam znanych. O wszystkim zostanie pan powiadomiony listownie.
Domenico patrzył na brata, który wciąż oficjalnie rozmawiał z Paolo i nie mógł uwierzyć, że Fabiano chciał dzisiaj wyjechać. Czekała na niego praca, a wspólnik coraz bardziej domagał się jego powrotu. Szykował się ważny proces o wysokie odszkodowanie od jednego z rzymskich szpitali. Poszkodowana pacjentka chciała, aby jej adwokatem był właśnie jego brat. Chodziło o bardzo duże pieniądze.
Trudno będzie mu się z nim pożegnać. Przyzwyczaił się do obecności brata pod jednym dachem. Tylko on mu został z dawnej rodziny. Teraz miał nową, ale Fabiano zawsze będzie się dla niego liczył.
Kilka minut później, kiedy upewnili się, że mogą wyjść i zacząć kolejny rozdział życia, opuścili budynek sądu.

*

Ivo Moretti odłożył gazetę i wpatrzył się w puste łóżko brata. Dopóki nie zakończy się proces Salerno Nino nie wróci. Jako ważny świadek przebywał pod nadzorem prokuratora, który decydował nawet o tym, kiedy chłopak może iść do toalety. Jedyne wiadomości jakie Ivo dostawał to te, że brata poddano przymusowemu odwykowi. W sumie nie był on taki przymusowy. Z tego co się Fabiano Salieri dowiedział, to Nino miał wybór. Zostać aresztowanym i oskarżonym o zatajenie przestępstwa lub zgodzić się zeznawać i poddać terapii.
Oboje z mamą mieli nadzieję, że dzięki temu odzyskają dawnego Nino. Proces o morderstwo mógł potrwać bardzo długo i Ivo obawiał się czy mama doczeka jego końca i czy jeszcze ujrzy starszego syna.
W gazecie pisali też o innych oszukanych osobach. Bank Salerno przestał istnieć, kiedy wyszły na jaw wszelkie machlojki. Oszukanym na wiele milionów euro ludziom umorzono kredyty i mogli zaczynać od nowa. Taką szansę dostał jego szef, dzięki temu Amare nie upadnie, ani nie zostanie zrównane z ziemią, a on wciąż miał pracę. O Fabiano Salierim próbował nie myśleć w kategoriach uczuciowych. Widywał mężczyznę w bistro, ale poza pytaniami o Nino nie rozmawiał z nim i traktował go jak jednego z wielu klientów.
– Tak będzie lepiej – powiedział do siebie – i tak niedługo wyjedzie. – Wstał z łóżka i wyszedł do dużego pokoju.
Mama oglądała telewizję, w której na okrągło relacjonowali minioną niedzielną paradę  zorganizowaną przez burmistrza z powodu rocznicy wyzwolenia miasta. Tamtego dnia Amare było otwarte od świtu do późnych godzin nocnych. Lokal był pełen klientów, a do pomocy w kelnerowaniu Giovanna wezwała swoją koleżankę, bo sama nie dałaby rady.
To był dobry dzień również dla jego mamy. Za to w poniedziałek czuła się bardzo źle. Musiał wzywać lekarza i poszedł do kościoła pomodlić się za nią. Na szczęście kolejnego dnia poczuła się lepiej i tak samo było dzisiaj.
Usiadł przy niej, a ona uśmiechnęła się do niego.
– Nie idziesz na przyjęcie do Paolo?
– Będzie dopiero popołudniu. – Jego szef wraz ze swoim partnerem, który podjął się zarządzania bistro, zorganizowali niewielkie spotkanie u siebie w domu z powodu powrotu Gianny. Został zaproszony, ale wahał się nad pójściem. – Nie chcę zostawiać cię samej.
– Przecież i tak jak wychodzisz do pracy zostaję sama. Poza tym mam obok Francescę. Często do mnie wpada i już się umówiłam na dzisiejsze sąsiedzkie spotkanie przy herbatce. Poplotkujemy. Idź i świętuj z przyjaciółmi. Ciesz się. Ja będę tutaj na ciebie czekać. – Położyła dłoń na jego. Nie chciała, aby z nią siedział i zamartwiał się. Ostatnio nawet nie wychodził wieczorami potańczyć. Z nikim się nie spotykał. Znała przyczynę tego i smuciło ją to, że jej syn pokochał nieodpowiednią osobę. – Chłopcze, nie możesz mi poświęcić życia. Wystrój się i idź tam. To rozkaz.

*

Domenico odłożył telefon zadowolony z rozmowy. Jego mieszkanie zostało sprzedane i to za sumę, której żądał. Dzięki tym pieniądzom chciał pomóc Amare. Paolo jeszcze o tym nie wiedział i nie mógł doczekać się tego, kiedy przekaże mu wiadomość.
Znalazł go na dworze bawiącego się z córką. Ona stała na prowizorycznej bramce, a on próbował wbić gola.
– Domenico, zobacz rośnie nam kobieca wersja Roberto Baggio.[1]
– Właśnie widzę. Gianna, iloma punktami wygrywasz?
– Wbiłam mu tylko dwa gole więcej, ale da się to nadrobić – odrzekła dumna z siebie dziewczynka. Po chwili zaśmiała się z miny swojego taty, który pokazał jej język. W ogóle nie było po niej widać krzywd jakie jej wyrządzono. Była szczęśliwa, bo marzyła, aby być z tatą i to się spełniło. Pomimo tego i tak czekało ją kilka rozmów z terapeutą. Paolo nie miał nic przeciw, bo wolał dmuchać na zimne.
– Brawo – pochwalił dwunastolatkę Salieri.
– Dołączysz do nas? – zapytał DiCarlo kopiąc piłkę. Giannie to też udało się obronić. Dziewczynka z radości zaczęła tańczyć i skakać oraz śpiewać o wygranej.
– Piłka to nie moja działka, kochanie. Możemy później pogadać?
Kucharz zmrużył oczy.
– Coś się stało? – Niepokój ogarnął jego serce.
– Nie, spokojnie. Po prostu sprzedałem mieszkanie i chciałbym o tym chwilę z tobą pogadać zanim przyjdą goście. Możemy też porozmawiać później lub jutro.
– Gianna? – Paolo zwrócił się do córki, która kozłowała piłkę. – Za chwilę przyjedzie ciocia Giovanna, powiedz jej, że rozmawiam z Domenico.
– Dobrze.
DiCarlo chwycił partnera za rękę i zaprowadził go do kuchni. Stąd mogli doskonale widzieć co robi dziewczynka i spokojnie porozmawiać.
– Cieszę się, że sprzedałeś mieszkanie, ale o co chodzi? Nie mów, że musisz tam jechać.
– Nie muszę. – Czule pogłaskał policzek Paolo. – Chcę część pieniędzy zainwestować w Amare. Większość sumy, którą otrzymam. – Gdyby kochanek nadal był w długach nawet pieniądze za mieszkanie by tu nie pomogły, ale teraz śmiało mógł realizować swój plan.
– Nie… Nie ma mowy, to twoje pieniądze. – DiCarlo odsunął się i przeczesał dłonią włosy.
– Moim zdaniem są nasze. Do tej pory wydawało mi się, że jesteśmy razem. Chcę, aby one pracowały na naszą rodzinę, a nie leżały na koncie. Poza tym pomogą całkowicie stanąć bistro na nogi. Spłacisz ostatnich dostawców. Dokupimy stoliki do ogródka. Możemy również zrobić remont zachowując klimat miejsca. I w następnym miesiącu będziesz miał też z czego wypłacić pełne wypłaty pracownikom.
– Nie zgadzam się. – Paolo pokręcił głową.
– Dlaczego? Jaki masz z tym problem? – Zdenerwował się Domenico.
– Bo to twoje pieniądze.
– Już ci to tłumaczyłem. No chyba, że śmierdzą!
– Nie krzycz. Po prostu…
– Rozumiem, chcesz wszystko zrobić sam – powiedział spokojnie Salieri. Zbliżył się do partnera. Położył dłonie na jego szyi, a kciuki oparł o jego szczękę i patrząc mu w oczy powiedział: – Pamiętaj, że nie jesteś już sam. Jestem z tobą i chcę zainwestować w to co będzie pracować na nas. Nie odrzucaj mojej pomocy. Ranisz mnie kiedy to robisz.
– Przepraszam. – Objął Domenico wciskając nos w jego szyję. – Po prostu od tak długiego czasu musiałem liczyć tylko na siebie. Przyzwyczaiłem się do tego. Ale nie chcę tak po prostu przyjąć twoich pieniędzy. – Spojrzał w oczy partnera, w których błysnęła irytacja. – Może zostaniesz moim wspólnikiem. Jeżeli to ma być nasze, to w pełni. Co ty na to? 
Miejsce irytacji w oczach Salieriego zastąpiło szczęście.
– Poprowadzę Amare tak, aby klienci do nas wracali i mówili innym jak smaczne mamy jedzenie. Uda się pod warunkiem, że szef kuchni nadal będzie tworzył cuda. – Przesunął dłońmi po plecach Paolo.
– Musisz z nim pogadać. Najlepiej dzisiejszej nocy, kiedy jego córka pójdzie spać, a goście wrócą do domów.
– Hmm. Wydaje mi się, że da się to zrobić. Jestem jak najbardziej za nocną rozmową. Uwielbiam je – dodał i pocałował partnera. Mógłby zatracić się w pocałunku, ale kątem oka zobaczył ubraną w szorty i bluzkę na ramiączkach kobietę, która odstawiła rower. – Giovanna przyjechała.
Obaj wyjrzeli przez okno na podwórko gdzie kuzynka Paolo przytuliła Giannę, a potem obie zaczęły rozmawiać.
– Chodźmy do nich. W ogóle to gdzie jest twój brat?
– Na górze. Pakuje się. Nie zostaje z nami do jutra. Jest potrzebny w Rzymie. – Będzie za nim tęsknił, ale Fabiano obiecał ich odwiedzać. Miał na to nadzieję, bo on na pewno przez dłuższy czas nie wróci do stolicy.
Wyszli na dwór akurat w chwili kiedy przyjechał Enrico z żoną, a zaraz za nimi pojawił się Sergio z narzeczoną oraz Livio z córką. Każdy z pomocników kuchennych coś ze sobą przyniósł i pogratulowali Paolo odzyskania Gianny.  Pomogli również w wyniesieniu na dwór długiego stołu, aby wszyscy mogli się przy nim zmieścić. W ciągu godziny zrobiło się bardzo głośno. Oczywiście kobiety najgłośniej dyskutowały, ale panowie nie byli od nich gorsi.
Gianna biegała wokół z córką Livia Orsolą. Dziewczynki były w tym samym wieku i znały się ze szkoły, ale nie utrzymywały ze sobą kontaktów. Wyglądało na to, że teraz mogło się wiele zmienić.
Ivo dołączył do całego towarzystwa jakiś czas później i od razu został zatrudniony do robienia napojów, nie tylko kawowych. Pomagał mu Domenico, który mieszając drinka spojrzał na Paolo stojącego przy grillu. Kiedy ten na niego popatrzył, Salieri mrugnął do niego i krzyknął:
– Panie kucharzu, tylko niech pan tego nie spali. Potrzebujemy mięsa dzisiaj wieczorem.
– Ty się o to nie martw. – Posłał Domenico całusa i zajął się przewracaniem steków. Do nich miały być dołączone grillowane pomidory, a wszystko to połączone z dużą ilością ziół. 
Ostatniego grilla robił kiedy żyła babcia. Szkoda, że cię tu nie ma, pomyślał, ale wiem, że nas widzisz i, że cieszysz się razem z nami. Zawiał mocniejszy wiatr, a on drgnął kiedy poczuł smagnięcie po policzku, tak jakby ktoś przesunął po nim palcami. Uśmiechnął się. Tak, jesteś tu z nami.
Z domu wyszedł Fabiano ze swoją torbą. Domenico skrzywił się niezadowolony z jego wyjazdu. Patrzył jak mężczyzna wkłada swoje rzeczy do bagażnika granatowego Maserati GranCabrio.
– Nie możesz zostać do jutra? – zapytał podchodząc do niego.
– Wiesz, że będę jechał przez wiele godzin i jutrzejszej nocy chcę być w Rzymie. Mam coś powiedzieć rodzicom?
– Tylko wtedy jeżeli cię o mnie zapytają, a tego nie zrobią. – Chwilami o nich myślał. Mimo że dla nich nie żył, to oni nadal żyli dla niego. Aczkolwiek na jednym się łapał. Nie tęsknił za nimi, a tym bardziej za życiem w kłamstwie, którego od niego żądali.
– W porządku.
Paolo zostawił grilla pod nadzorem Enrico i podszedł pożegnać się z Fabiano. Wiele mu zawdzięczał. Nie zwykł tego robić, ale chwycił mężczyznę w objęcia, a ten zesztywniał w jego ramionach. Nie miał pojęcia, że starszy brat jego partnera nie lubił być dotykany.
– Dziękuję, Fabiano. Dziękuję i wróć do nas – dodał, puszczając go.
Prawnik odchrząknął.
– Powodzenia… Paolo i dbaj o Domenico. – Popatrzył na brata i po chwili go objął. – Dbajcie o siebie nawzajem. – Puścił brata i otworzył drzwi od samochodu. Wsiadł za kierownicą i zapiął pas. – Zadzwonię jak dotrę na miejsce – powiadomił Domenico, który zamknął za nim drzwi.
– Wolałbym, abyś jeszcze został, ale szczęśliwej podróży. Wróć do nas.
– Postaram się was odwiedzić. – Wsunął kluczyki do stacyjki.
– Ale nie za dziesięć lat, braciszku.
Obaj z Paolo odsunęli się, kiedy samochód ruszył. Domenico było ciężko na sercu, ale nie mógł nic zrobić. Nie przywiąże brata i nie zamknie go w piwnicy trzymając na uwięzi. Przeczuwał, że nie spotkają się szybko znając życie jakie prowadził Fabiano. Już za nim tęsknił.
Nie był jedyną osobą, którą ranił wyjazd prawnika. Ivo stał oparty o jeden z filarów podtrzymujących dach tarasu i serce mu pękało z żalu oraz tęsknoty. On nawet nie mógł się z nim pożegnać. Wiele by dał za choćby jedno przytulenie. Mógł sobie tylko wyobrażać jakie by to było uczucie, gdyby znalazł się w jego ramionach. Ale może kiedyś… Może kiedyś będzie miał szansę na spełnienie swojego marzenia. Ukrywając w sobie swój ból uśmiechnął się do Giovanny, która podeszła do niego z prośbą, by pomógł jej zanieść sałatki na stół. Wieczorny posiłek był prawie gotowy.
Tymczasem Paolo ucałował czoło partnera wspierając go i kochając. Po tym jak samochód prawnika zniknął im z oczu, wziął Domenico za rękę i poprowadził do niewielkiej grupki, która rozmawiała wesoło. Wszyscy uśmiechnęli się do nich i zrozumiał, że nie jest już sam.
– To jest rodzina – szepnął do niego Domenico, kiedy usiedli przy stole pełnym jedzenia.
Miał rację, bo rodziny nie tworzą ludzie, którzy są połączeni ze sobą genami. Rodzinę tworzą ci, którzy nie odrzucają, nie odpychają, kochają. Którzy po prostu są i będą tak samo jak miłość, która w niewielkim Limare popchnęła ku sobie dwóch mężczyzn pochodzących z różnych światów. A oni nie mieli innego wyjścia, jak tylko ulec przeznaczeniu.

KONIEC


[1]Roberto Baggio (ur. 18 lutego1967 w Caldogno) – były włoski piłkarz występujący na pozycji napastnika. W 1993 roku został uznany za piłkarza roku FIFA i zdobył Złotą Piłkę dla najlepszego gracza Europy.