16 września 2018

Obietnice - Rozdział 16

Dziękuję za komentarze. :)



Noah

Czułem się tak dobrze, kiedy pozwalałem swoim myślom odlecieć w stronę Ashera. Pojutrze wyjeżdżaliśmy i byłem podekscytowany. To dodawało mi takiego kopa do działania, że wziąłem się za ponowną segregację książek w księgarni. Już dawno miałem to zrobić – poukładać je lepiej, aby każdemu kupującemu było wygodniej znaleźć ulubionego autora. W ogóle miałem dużo planów, jeżeli chodzi o moje dziecko, w stworzenie którego włożyłem tyle serca. Gdyby żył mój tata, to dodałby, że bardziej chodziło tu o wylane poty, kiedy pracowałem dzień i noc, by zarobić pieniądze na wykup tej części budynku. To prawda, ale warto było być wykończonym pracą do tego stopnia, że nawet nie chciało się ruszyć palcem, a co dopiero wstać do pracy. Nie żałuję tych ciężkich miesięcy, bo to dało mi teraz wolność, bezpieczeństwo. Może nie zarabiam milionów, jakby się to każdemu wydawało, ale stać mnie na utrzymanie siebie, tego budynku oraz domu. Poza tym żyję sam i nie trzeba mi wiele.
Do tego samotnego życia chętnie dołączyłbym Ashera. Najlepiej, jakby już się do mnie wprowadził i faktycznie moglibyśmy jako para usiąść na werandzie i podziwiać zachód słońca.
– Dobrze widzieć cię takiego szczęśliwego. – Usłyszałem i obejrzałem się za siebie. Drzwi na dwór były otwarte więc nie słyszałem dzwonka, który miał oznajmiać wejście klienta. Odłożyłem książkę na półkę i spojrzałem ciepło na właściciela seksownie męskiego głosu.
– To twoja zasługa. – Nie ruszyłem się z miejsca chcąc, by do mnie podszedł, byśmy się ukryli pomiędzy regałami, jak uczniowie w szkolnej bibliotece, którzy chcą się pomigdalić.
– Jestem ciekaw dlaczego. – Stanął przede mną, ale nie dotknął mnie. Motyle w brzuchu załopotały skrzydłami w rytm bicia mojego serca. Asher patrzył na mnie tak, jakbym był dla niego wszystkim. Kimś wyjątkowym, z kim łączy go coś szczególnego.
Wyciągnął rękę i poczułem muśnięcie palców na karku. Po chwili dłoń objęła mój policzek, a ja się w nią wtuliłem. Wsunąłem palce za szlufki jego spodni od munduru i przyciągnąłem go bliżej. Poczułem ciepło jego oddechu na moich ustach. Pokonałem dzielącą nas odległość, spełniając swoje pragnienie.
Całowanie Ashera było dla mnie najsmakowitszym deserem. Czymś najwspanialszym, upragnionym, a zarazem niebezpiecznym, bo każdy taki pocałunek zakorzeniał się głęboko w sercu, które cierpiało, gdy odbierano mu spożywanie tego narkotyku. Tak, pocałunki Ashera były moim narkotykiem. Niosły mnie na fali pożądania oraz szczęścia i chciałem, aby trwało to wiecznie.
– Kocham cię, kocham, kocham, kocham – powtarzał, odrywając od siebie nasze usta i składając pocałunki na mojej twarzy. Przesunął ustami po szczęce. Jego zarost drapał mnie przyjemnie, a od ciała biło gorąco, co tylko podsycało temperaturę w powietrzu.
– Masz już wolne czy wpadłeś na przerwę? – zapytałem, ocierając o siebie nasze policzki. Spojrzałem mu w oczy.
– Chwila przerwy. Musiałem do ciebie przyjść. Tęsknię.
– Asher Jarvis tęskni – zakpiłem, ale zrobiło mi się przyjemnie. – Minęło kilka godzin, od kiedy się nie widzieliśmy.
– Całe sześć, to jak wieczność – wyszeptał.
Ugryzłem się w język, zanim zepsułem atmosferę i powiedziałem, że wytrzymywał lata. Nie chciałem wracać do przeszłości. Nawet do tych momentów, które mieliśmy jako osiemnastoletnie, zadurzone w sobie chłopaki.
– No tak, wieczność. – Pocałowałem go jeszcze raz i jeszcze raz. – Nie mogę doczekać się weekendu – rzekłem. – Tylko ty i ja.
– I dzika zwierzyna. – Zaśmiał się, a potem skulił, kiedy dałem mu kuksańca w brzuch.
– Mówisz o mnie czy o sobie? – Oparłem ręce o jego dobrze zbudowany tors i popchnąłem na regał za nim.
– Możemy o tym podyskutować dzisiaj wieczorem. Coś ci przy okazji pokażę ciekawego.
– Tak? Wydaje mi się, że już to widziałem. – Posłałem mu filuterny uśmiech, przesuwając palcem po jego kroczu. Chwycił moją rękę, oddychając ciężko. – Lepiej idź, zanim… – Nie dokończyłem, bo rozdzwonił się jego telefon. – Chyba w samą porę, bo jeszcze chwila i zaciągnąłbym cię na górę. – Odsunąłem się, a on odebrał.
– Tak, Lou? Co się dzieje? Dobrze, zaraz będę.
– Stało się coś? – spytałem z niepokojem.
– Na policję dzwoniła z płaczem Laura Corn. Podobno Terry ma nóż i chce ją zabić – powiedział, chowając komórkę. – Muszę lecieć. Zadzwonię.
Wybiegł, zanim miałem okazję zapytać, czy nie potrzebuje pomocy. Ale nie ja tu byłem policjantem. Mogłem tylko mieć nadzieję, że nic mu się nie stanie. W grę wchodził nóż, a to mnie niepokoiło. Partner Darena tak zginął. Ale co się może przytrafić w tak małym miasteczku? Poza tym Ash nie będzie sam. Oby. Niepokój jednak wzrósł na tyle, że po chwili wybiegłem za Jarvisem.

Asher

Miałem szczęście, że do Noaha podjechałem samochodem, bo dzięki temu mogłem dotrzeć do domu Laury znacznie szybciej niż inni policjanci. Zaparkowałem z piskiem opon i opuściłem pojazd. Wtedy zorientowałem się, że nie mam przy sobie broni. Zakląłem, ale musiałem zdać się na wyszkolenie, które przeszedłem. Facet miał tylko nóż. Jak już znalazłem się przy domu Laury, usłyszałem krzyki i wyzwiska. Terry Corn nie żałował swojej żonie poniżania. Jeżeli ona po tym wszystkim mu wybaczy, to nie wiem, co zrobię.
– Ty jebana szmato! Ty kurwo! Zabiję cię! Mało jeszcze dostałaś za to, że do niego polazłaś!
– Nic nie zrobiłam! To znajomy kuzynki! I miałeś już nie pić!
– Pić będę, bo mam za co! A tobie przeoram cipę tym nożem i na zawsze odechce ci się rozkładać nogi, dziwko! Zabiję cię!
Usłyszałem wystarczająco. Nie czekając na moich kolegów, wyjąłem odznakę i kopnąłem drzwi. Wtargnąłem do środka, zastając tam pobojowisko. Meble poprzewracane, lustro rozbite. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że pobita i zapłakana Laura leżała na podłodze, a nad nią stał jej mąż, wymachując nożem. Nie mogłem czekać i dyskutować z nim. W chwili, kiedy mnie zobaczył, skoczyłem i jednym kopnięciem wytrąciłem mu nóż z ręki.
– Co tu, kurwa… – Nic więcej nie zdołał powiedzieć, bo z jego ust wydobył się głośny jęk pełen boleści, kiedy natarłem na niego i rzuciłem nim o podłogę, wykręcając mu rękę na plecy. Kolanem przycisnąłem go do podłogi, informując o jego prawach. Rzucał się, więc docisnąłem go mocniej, aż coś trzasnęło, a on zaczął wyć w niebogłosy.
– Oto, co się robi z takimi jak ty – szepnąłem, nachylając się nad nim. Spojrzałem na Laurę, która wciąż płakała i tym razem wymagała pomocy medycznej. Nie miałem ze sobą kajdanek, a nie chciałem puścić tego bydlaka, więc liczyłem na szybkie przybycie moich podwładnych, którzy zadzwonią po pogotowie.
– Pożałujesz tego, co robisz – wykrzyczał Corn.
– To raczej ty pożałujesz. W więzieniu pokażą ci, gdzie twoje miejsce. Laura, jak zadzwoniłaś po pomoc? Masz przy sobie telefon?
– Ja… On mi go zabrał i zniszczył.
– Spokojnie, moi ludzie zaraz tu będą. – Narastała we mnie złość, że jeszcze się nie pojawili. Pewnie uznali, że Terry tak naprawdę nie zrobi nic złego. Będę sobie musiał z nimi porozmawiać. Zamiast nich w domu Cornów pojawił się ktoś, kogo się nie spodziewałem. Szybko oddychał, był spocony, a niepokój, który wyzierał z jego oczu powiedział mi, że przyjechał tu, aby mnie ratować. Cholerny Preston.
– Co ten pedał tu robi?!
– Stul dziób, bo to, co właśnie przeżywasz będzie niczym, co ci zrobię za wyzywanie go. – Nacisnąłem kolanem plecy Terry’ego, a on ponownie zawył. – Noah, dzwoń po karetkę. – Kiedy to powiedziałem, za jego plecami pojawili się Logan wraz z Timem. – Jak miło was w końcu widzieć.
– Samochód nie chciał zapalić – poinformował Hampton, co przypomniało mi o tym, że miałem wysłać prośbę o nowy samochód. To miasto nie potrzebowało wiele, ale sprawny sprzęt musiał być.
– Skujcie i zabierzecie tego bydlaka. Jestem świadkiem, że groził, okaleczył i usiłował zabić swoją żonę.
– Będę zeznawać. Tym razem już nie mam klapek na oczach – wyznała zapłakana kobieta, kiedy jej męża skuto i wyprowadzono na zewnątrz.
Skinąłem jej głową, klęcząc przed nią i oglądając ranę na skroni, z której na szczęście już przestała lecieć krew. Prawą kostkę na pewno miała zwichniętą, a lewą rękę złamaną. Wyznała, że Terry zrobił to właśnie wtedy, kiedy wyrwał jej telefon.
– Przepraszam. Mówiłeś, żebym go nie ratowała, ale nie posłuchałam. Ja… Ja… On by mnie zabił.
Współczułem jej. Nie rozumiałem takich kobiet jak ona, ale była moją koleżanką z liceum i postaram się jej pomóc tak, jak tylko mogę. Na pewno zadbam o to, aby Terry Corn przez długie lata nie wyszedł z więzienia. Spojrzałem na stojącego pod ścianą Noaha. Wyglądał na spokojnego. Uśmiechnąłem się do niego, by uspokoić go jeszcze bardziej. Przyjechał za mną, aby mi pomóc. Jak mogłem nie kochać tego faceta?
Poczekał do czasu, aż nie przyjechała karetka, a my nie zebraliśmy dowodów na szczęście niedoszłej zbrodni. Logan patrzył na niego tak, jakby miał go pobić. Zapytał nawet, co Preston, używając przy tym gorszego określenia, tu robi. Odpowiedziałem, że przynajmniej on był na czas. Owszem, to nie ich wina, że mieli problemy z samochodem, ale Path był dzisiaj swoim i mogli wziąć prywatny. Niemniej to był problem na później. Na razie pomogłem sanitariuszom przenieść Laurę na noszach do karetki, która po chwili odjechała. W domu Cornów zostałem tylko ja i mój facet. W chwili, kiedy mieliśmy pewność, że nikt nas nie widzi, objęliśmy się i staliśmy tak przez chwilę, nie ruszając się. Po jakimś czasie powiedział:
– Bałem się, że coś ci się stanie.
– Nic mi się nie stanie, kochanie. Nie pozbędziesz się mnie. Nigdy więcej.

Noah

Wierzyłem mu. Tym razem byłem w stanie mu zaufać.
– Trzymam za słowo – szepnąłem, odsuwając się od niego. W każdej chwili mógł tutaj ktoś wejść i chociaż ja nie miałem z tym problemu, to mój chłopak nadal się go nie pozbył.
– Jedź do domu lub zajmij się księgarnią. Ja muszę wracać na komisariat. – Pocałował mnie lekko.
Niechętnie go zostawiałem, ale on miał swoją pracę i związane z tym obowiązki, a ja swoją. Wróciłem do księgarni, której oczywiście nie zamknąłem. W środku zastałem moje dwie najlepsze klientki, które powiedziały, że pilnowały mojego dobytku. Pomogły mi poukładać książki, a w zamian podarowałem im po książce, którą dla siebie wybrały.
Wróciłem do domu dopiero po południu. Ale zanim to zrobiłem, poszedłem do restauracji Zoye i kupiłem dwa dania na wynos. Asher na pewno dzisiaj wpadnie i chciałem poczęstować go kolacją oraz dobrym winem. To drugie miałem w domu, a gotować nie zamierzałem. Raczej wolałem podać coś, co da się zjeść. Zanim jednak miał nastać ten upragniony wieczór, zrobiłem kawę i usiadłem z nią na wyremontowanej werandzie. Zaplanowałem sobie kupno farby na przyszły tydzień, bo na razie wszystko było tu w kolorze impregnatu, jakim zabezpieczono drewno.
Popijałem powoli kawę, rozkoszując się spokojem i pięknym popołudniem. Jakiś czas później pod dom Jarvisów podjechało czerwone Porsche. Wysiadła z niego długonoga blondynka na bardzo cienkich i wysokich szpilkach. Miała na sobie tak samo czerwoną jak samochód sukienkę do pół uda, a przy tym tak wąską, że zacząłem zastanawiać się nad tym, jak ona się w nią wcisnęła. Coś mnie w tej kobiecie zaniepokoiło i postanowiłem zaczekać na to, co będzie dalej.

Asher

Terry krzyczał w celi, wyzywając nas wszystkich. Upewniłem się, że z Laurą wszystko w porządku. Raport napisałem, z moją załogą porozmawiałem i śmiało mogłem wracać do domu. Nic mnie dłużej nie mogło zatrzymać. Dzisiaj byłem umówiony na kolację z Noahem, a tego przegapić nie zamierzałem.
Podjeżdżałem właśnie pod dom, kiedy rozpoznałem stojący przed nim samochód. Doskonale go znałem i zakląłem siarczyście, uderzając dłonią w kierownicę. Co ona tu robi i jak mnie znalazła? To były dwa pytania, które nasuwały mi się na myśl. Zaraz jednak ustąpiły miejsca innemu. Jak zareaguje Preston? Ujrzałem go siedzącego na werandzie, ale zanim z nim porozmawiam, musiałem pozbyć się z domu tej kobiety.
Zaparkowałem obok Porsche i przez moment naszła mnie ochota na to, aby znaleźć miejsce dla mojego samochodu po drugiej stronie ulicy. Nie mogłem jednak uciec przed tym spotkaniem, dlatego wysiadłem i pozdrowiłem panią Abner wyglądającą zza swojego żywopłotu. Zerknąłem na Noaha i mógłbym przysiąc, że ma uniesione brwi. Było jednak za daleko, abym mógł coś takiego stwierdzić. Za to wyraźnie dostrzegłem napięcie w jego ciele, jakby czekał na następne wydarzenia. Głupi nie był i na pewno domyślił się, kim jest mój gość.
Wszedłem do domu, gdzie od razu przywitał mnie Max. Pogłaskałem go. Z salonu docierały do mnie wesołe głosy trzech kobiet. Marzyłem o prysznicu, ale musiałem go odłożyć na chwilę po tym, jak pozbędę się Brendy Swift, kobiety, która nie potrafi zrozumieć, że „nie” oznacza „nie”.
– O, Asher już jest, Brendo – poinformowała mama, kiedy tylko zjawiłem się w salonie.
Mój niechciany gość siedział w fotelu i uśmiechnął się  do mnie szeroko. Uderzyło mnie to, jak bardzo jej oczy są niebieskie, a włosy nabrały koloru słomy o poranku. Niemożliwe było to, abym przez te dziesięć lat spotykał się z kobietami, które tak bardzo przypominały Noaha. Różniła ich jedynie płeć. Aczkolwiek oczy mojego partnera miały o wiele głębszy kolor.
– Asher, kochanie…
– Nie masz prawa tak do mnie mówić. Wyraziłem się jasno.
– Synku, jak możesz się tak do niej odzywać? Brenda powiedziała nam, że jesteście razem.
– Mamo, nie wierz w nic, co powiedziała ta kobieta. – Nawet nie spojrzałem na moich rodziców ani na siostrę, której Max położył łeb na kolanach. – Już dawno z nią zerwałem. Zresztą, nigdy nie byliśmy razem. Dawaliśmy sobie przyjemność i tyle. Byłem uczciwy i nigdy nie dałem ci nadziei – zwróciłem się do Brendy.
– A co, jakbym powiedziała, że przyjechałam tu, bo jestem w ciąży?
Zaśmiałem się. Głupi, stary numer, na który, jak spostrzegłem, nabrała się mama, a którym już mnie straszono. Lata temu zrobiłem badania i teraz mogłem wyznać jej prawdę.
– Nie jesteś w ciąży, na pewno nie ze mną. Nie mogę mieć dzieci. Badałem się i jestem całkowicie bezpłodny. – W oczach panny Swift pojawiły się łzy, bo wiedziała, że straciła ostatnią szansę na to, po co tu przyjechała. – Poza tym nie jestem już wolnym człowiekiem. Nie mógłbym być z tobą – wyznałem, zdając sobie sprawę z tego, co właśnie robię. Phoebe stała się czujna, a tata wpatrywał się we mnie dziwnie.
– O czym ty mówisz? Jaka zdobyła twoje serce, ty bezduszny bydlaku?! – Brenda podeszła do mnie, kontynuując swój melodramat, w którym niechcący musiałem uczestniczyć. I jeżeli tak miało być, to mogłem pociągnąć to dalej i wprawić w szok nie tylko ją.
Na samą myśl o tym, co chciałem zrobić, rozbolał mnie brzuch, a strach zaczął śmiać się ze mnie. Tym razem nie pozwoliłem, aby wygrał.
– To nie ona, lecz on. Mieszka po drugiej stronie ulicy, ma na imię Noah i od dziesięciu lat jest jedyną osobą, którą kocham i zamierzam kochać do końca swoich dni.
Phoebe pisnęła radośnie i zaklaskała niczym uczennica. Tata nie zmienił swojej miny, a mama patrzyła na mnie ze łzami w oczach. Uderzyło we mnie to, że ona o wszystkim wiedziała, a na pewno się domyślała. Tata też nie był zaskoczony. Czy byłem aż tak oczywisty?
– Kochasz mężczyznę?! – krzyknęła Brenda.
– I zawsze będę go kochał. – Poczułem, jak ból brzucha ustępuje miejsca czemuś przyjemnemu. Uldze, która nastąpiła w momencie, kiedy wyznałem, co czuję do Noaha.
– Jesteś gejem?!
– Nie określam się w żaden sposób. Miłość tego nie potrzebuje. A teraz, z łaski swojej, mogłabyś wyjść? – zapytałem, ale ona nie zamierzała tego robić. Dlatego wziąłem ją pod rękę i wyprowadziłem na dwór. Noah nadal siedział na swoim wiklinowym krześle. Czeka mnie z nim ciekawa rozmowa.
– Nie, nie jesteś gejem. – Wyrwała mi się, kiedy doszliśmy do jej samochodu. – Przecież pożądałeś mnie. Chciałeś mnie. Udowodnię ci, że nadal mnie chcesz. – Złapała mnie za koszulę i pocałowała. Poczułem smak jej szminki i nie mogłem uwierzyć, że kiedyś mi się to podobało. Była obrzydliwa i napadły mnie mdłości. Brenda desperacko mnie całowała, a ja złapałem ją za ręce zmuszając, by oderwała ode mnie te kilkucentymetrowe, sztuczne paznokcie i odsunąłem od niej twarz. Zerknąłem na dom Prestona. Weranda była pusta. Mam u niego przechlapane.
– Wynoś się – warknąłem do Brendy i ściskając jej rękę mocno, otworzyłem drzwi Porshe. – Nigdy nie wracaj.
– Nie wrócę. Nie zamierzam żyć z pedałem. – Wsiadła do samochodu, a ja poczekałem, aż odjedzie. Ponownie spojrzałem na dom Noaha. Chciałem iść do niego, ale mój tata stanął w drzwiach i powiedział:
– Nareszcie zmądrzałeś, synu. Czekałem na to, kiedy w końcu dorośniesz.
– Nie masz nic przeciw?
– Miałbym mieć coś przeciw miłości? Wiedziałem, co was łączy. Przesiadywałeś u niego za często. Przy śniadaniu zawsze rysowałeś serduszka na stole.
– Mogłem myśleć o Glorii.
– Z Glorią spotykałeś się od dawna, a nigdy nie wyglądałeś na takiego szczęśliwego. Uciekłeś, bo się bałeś. Byłeś jak przestraszone zwierzę. Ono atakuje lub ucieka. Ty wybrałeś to ostatnie wyjście. A trzeba było porozmawiać ze mną.
– Przepraszam, tato. Przepraszam za wszystko.
– Dobrze, że wróciłeś, ale następnym razem, jak będziesz mieć problem, to przyjdź do mnie.
– Och, daj chłopakowi spokój – powiedziała mama, ciągnąc swojego męża w głąb domu. – Niech się umyje i idzie do swojego chłopca, zanim tamten pomyśli coś złego. Na rozmowy z nami przyjdzie czas. Ale wiedz jedno, Ash. Kochamy cię i kochamy Noaha.
Ucałowałem mamę w policzek, a potem pobiegłem na górę. Umyłem zęby oraz twarz, bo nie chciałem mieć żadnych śladów szminki na sobie i smaku Brendy w ustach. Potem wziąłem prysznic, ubrałem się i poszedłem do mojego chłopaka przygotowany na wszystko.