29 maja 2016

W sidłach miłości tom 2 - Rozdział 9

Dziękuję za komentarze. :)




Nie wierzył w to co zrobił. Związał się z JD? Tak po prostu? W jednej chwili? Zadawał sobie pytania, na które od razu odpowiadał. Zrobił to, ziemia się nie rozstąpiła z tego powodu pochłaniając go w swoje czeluście. Ma chłopaka. Nikomu nie może o tym powiedzieć, ale ma chłopaka.
– Zbladłeś – stwierdził JD odstawiając pusty talerzyk na podłogę i przysuwając się bliżej swojego partnera. Obaj zajęli miejsca na łóżku opierając się o ścianę i pałaszując słodkości.
– Chyba właśnie dotarło do mnie co zrobiłem.
Popatrzył poważnie na Caseya. Czyżby jego szczęście trwało tylko chwilę?
– To znaczy? – zapytał ze ściśniętym gardłem.
– Przez tyle lat nienawidziłem siebie. Tego jaki jestem. Chciałem być „normalny”. Uciekałem od prawdy jakby ona mnie parzyła.
– Bardzo dużo chłopaków i dziewczyn tak ma. Nie potrafią siebie zaakceptować.
– Wiem. JD, tylko oni chcą założyć rodziny, mieć dzieci, boją się odrzucenia przez społeczeństwo. Natomiast ja bałem i nadal boję się tego ostatniego, lecz zawsze chciałem mieć chłopaka. Na dobre i na złe. Z którym mógłbym spędzać czas, śmiać się, nawet płakać jeśli zajdzie potrzeba, kochać się, istnieć. – Odwrócił się bardziej w jego stronę i wziął za rękę. – Teraz to mam i trochę mnie to przeraża.
– Co to dla mnie znaczy? Czy to przerazi się tak, że skoro dzisiaj w jednej chwili podjąłeś decyzję  bycia ze mną, tak jutro mnie zostawisz? – Kolejny chłopak nie mógł mu tego zrobić. Wpakował się w coś, czego nie planował i co znów ma dostać kopniaka do tego tak od razu?
– Nie. – Pogłaskał go po policzku. – Pomimo tego nie mogę ci niczego obiecać. Nie wiem co będzie jutro. Chcę żyć tym co teraz. Jestem głupim chłopakiem, ty bardzo mądrym, nie tylko jeśli chodzi o naukę, ale o życie.
– Nie jesteś głupi.
– JD, daj mi dokończyć, bo nie prędko usłyszysz moje zwierzenia. – Zaczął bawić się jego palcami. – Na tym wyjeździe przemyślałem sobie parę rzeczy i zrozumiałem, że nie chcę uciekać przed czymś czego pragnę. I tęskniłem za tobą. Telefony to nie to samo, co siedzenie tutaj, dotykanie cię. – Splótł ich palce ze sobą skupiając swój wzrok na nich. Tak łatwiej mu się mówiło. – Wiem, że chcę być z tobą. Nie zamierzam tego zmieniać. Nie powiem ci, że cię kocham, bo nie wiem co czuję. Chyba po prostu zadurzyłem się w tobie jak głupiec, ale to nie miłość – wyznał przenosząc spojrzenie na jego twarz. – Lubię być z tobą, rozmawiać, całować cię. Owszem zaczęło się od tego, że cię pożądałem. Bardzo cię chciałem. Byłem ciekawy jak to jest być z chłopakiem. Teraz dołączyło do tego coś więcej. Dlatego mimo wszystko mam trochę obaw. Nic nie mogę ci obiecać. Tak samo jak nie chcę, żeby nasz związek wyszedł na jaw. Co więcej, żeby to, że jestem homo nie wyszło na jaw, bo będę skończony w drużynie – wiesz jak traktuje się gejów w drużynach sportowych, szczególnie kiedy jest fizyczny kontakt z drugim facetem – w domu, w życiu – dokończył.
– Też nie jestem out.
– Dobra, ale jakoś szczególnie nie boisz się, że ktoś się dowie.
– No, nie.
– Właśnie. Ze mną jest przeciwnie. W każdej sekundzie żyję tym strachem. Nigdy się nie ujawnię i ty albo to zaakceptujesz, albo… nie wiem co. – Wzruszył ramionami.
– Sam powiedziałeś, żebyśmy żyli tym co tu i teraz. Nie ważne jest jutro. Równie dobrze jutro może nastąpić koniec świata. Nawet moja mama nie wie, że jestem gejem. Przynajmniej tak sądzę. Niemniej chyba coś wyczuwa. Wiesz, że jeśli mnie o to zapyta nie zaprzeczę. Nie wiem tylko co zrobi.
– Wiem, co moi by zrobili. Wolę nawet o tym nie myśleć. – Poprawił się na łóżku podciągając jedną nogę pod siebie. – Żyję w ukryciu i chcę, żeby tak zostało. Nie jestem z tego powodu szczęśliwy, ale nie zmienię się. Moi rodzice by mnie zabili. Twoja mama cię kocha. Powiedz mi tylko jedno gdzie jest twój tata?
JD wyjął dłoń z dłoni swojego chłopaka. Wygramolił się z łóżka i podszedł do biurka. Otworzył jedną z szuflad i z jej dna wyjął fotografię. Podał ją Casey’owi.
– To mój stary. – Z powrotem zajął swoje miejsce. – Siedzi w więzieniu. Ma jeszcze parę lat.
– Dlaczego? – Casey przyjrzał się mężczyźnie na zdjęciu. Wyglądał młodo, czarne włosy, krótka bródka i twarz podobna do JD oraz Ryana. Pozostałe dzieciaki bardziej przypominały swoją matkę.
– Typowy bokser, tylko nie bił się na ringu, ale sam wolał bić żonę i dzieci.
McPherson natychmiast uważnie popatrzył na JD. Jego ojciec był jaki był, ale nigdy nie podniósł na niego ręki. Raz się zdarzyło, ale go nie uderzył. Co innego byłoby gdyby się o nim dowiedział prawdy. Zabiłby go.
– Uderzył cię?
– Częściej mamę, ale mi się też dostało. Pewnego dnia omal nie zabił mamy i Danny’ego. – Usiadł po turecku. – Wróciłem ze szkoły kiedy… Tamtego dnia był pijany, chciał pieniędzy na alkohol. W domu z kasą było kiepsko. Mama harowała na nas wszystkich. Jest przecież młoda, a sam widzisz, że wygląda starzej. Życie dało jej w kość głównie przez niego. Wtedy ona nie miała nic, aby mu dać i mieć spokój. Uderzył ją. Danny chciał go powstrzymać. – Potarł dłońmi uda denerwując się. Nikomu tego nie opowiadał. – Ojciec uderzył mojego brata. Chłopak poleciał na szafkę walnął w nią głową. Mama rzuciła się, aby mu pomóc, tata oderwał ją od niego, pobił. Akurat w tym momencie wróciłem do domu. Zadzwoniłem po policję. Nie wiem jakim cudem zatrzymałem go w domu. – Nie wspominał, że jemu też się wtedy dostało. – Przyjechali, zabrali go. Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Ojciec został skazany i siedzi, ma zakaz zbliżania się do nas. Mama się z nim rozwiodła. Jakoś powoli bez niego zaczęliśmy wiązać koniec z końcem. Danny spędził w szpitalu jakiś miesiąc. Operowali go, bo po uderzeniu zrobił się krwiak. Jak widzisz na szczęście nic mu nie jest.
– Dlatego poszedłeś na sztuki walki.
– Tak. Chcę umieć obronić siebie i bliskich. Poza tym polubiłem ten sport. Muszę cię kiedyś zabrać na trening.
– Chętnie zobaczę jak komuś kopiesz dupsko. – Zaśmiał się rozładowując poważną atmosferę.
– To może w przyszłym tygodniu?
– Nie ma sprawy. – Oparł dłonie po obu bokach ud JD i pochylając cmoknął go w usta. – Dziękuję, że mi to powiedziałeś.
– Dlaczego nie? Masz prawo wiedzieć. Też nie lubię się zwierzać, ale czasami…
 – Czasami trzeba coś z siebie wyrzucić. JD, muszę zmykać. Matka kazała mi być w domu o dwudziestej. – Skrzywił się. – Jakaś narada rodzinna. Nie znoszę tego.
– Szkoda, że idziesz. Dwie godziny z tobą to zdecydowanie za mało.
– Też tak sądzę. – Jeszcze raz objął ustami wargi JD na krótką chwilę. Czuł, że dzisiaj powiedzieli sobie bardzo dużo i zbliżyli się do siebie. – Będziemy mieć więcej czasu. I powiedz swojej mamie, że to ciasto jest pyszne.
– Powiem. Zobaczymy się jutro w szkole? – Wsunął dłoń w jego króciutkie kosmyki.
– Jakoś pozbędę się Adama. To na twoim piętrze, w tym samym miejscu? – Gdy JD kiwną głową jeszcze raz go pocałował, chcąc nasycić się nim na te kilka kolejnych godzin.'

* * *

Następny dzień powitał uczniów słoneczną pogodą aż na ich ponure ostatnio twarze wypłynął uśmiech. Poza jedną osobą. Richie całą noc uczył się do dzisiejszego sprawdzianu i teraz czuł się niczym zombie. Razem z Alexem lub sam, dosłownie wlókł się korytarzami przechodząc z klasy do klasy. Na lekcjach prawie zasypiał, starając się być żywym na sprawdzianie z historii tańca. Dopiero na dużej przerwie odżył siedząc wraz ze znajomymi na korytarzu. Joyce bez przerwy rozprawiała o swojej formacji, Oscar przerywał jej opowiadając dowcipy za co chciała go bić, Alex  szczerzył się jak głupi, mając z nich radochę, a Sharon nie mówiła nic pozwalając się trzymać swojemu chłopakowi za rękę. Natomiast Taylor od czasu do czasu wtrącał się do rozmowy, ale w pewnej chwili przestał się na nich skupiać, bardziej koncentrując się na osobliwym widoku, który go zaciekawił już wczoraj. Chwycił Alexa za przedramię i pociągnął na bok.
– No co jest?
– Widzisz to samo co ja? – Dyskretnie wskazał obserwowanych przez niego chłopaków.
– No. JD Whitener i McPherson stoją i gadają, tak jak my.
– Ale oni? Co nagle wspólna kara zrobiła z nich przyjaciół? – Richie zmrużył oczy. – Coś tu jest nie tak. Oni flirtują – dodał po chwili.
– E… Co? – Tym razem Alex bardziej skupił się na dwóch chłopakach.
– Widzisz jak JD zagryza wargę? Jak oparł się o ścianę? Wystarczyłoby, aby McPherson podszedł bliżej i… – Wyobraził sobie tę sytuację. – Niech mnie jasny gwint.
– Do jakich wniosków doszedłeś, złota łepetynko?
– Nie jestem pewny. – Wydął usta.
– Idź i ich zapytaj – warknął Alex. Nie jest na niego zły, ale przerywa mu fajną rozmowę ze znajomymi, żeby wymyślać bajeczki. No przecież to niemożliwe. A może… Zmrużył oczy.
– To co sobie myślę oznaczałoby, że ten skurwiel jest gejem.
– Bosz, Richie, wiesz co ty mówisz? Wiesz co byłoby gdyby ktoś się dowiedział? – Wyszczerzył się. – To byłoby cudowne.
– Ani mi się waż. – Uniósł palec do góry.
– Co? Tyle przez niego wycierpiałeś, a teraz go bronisz?
– Nikt nie zasługuje na to o czym właśnie pomyślałeś. A co jakby to twoja tajemnica wyszła na jaw? – Uniósł butnie głowę.
– W sumie…
– Mam z nim spokój, a jeśli oni coś tam ten teges, to tylko mogę życzyć im szczęścia. Nie jestem mściwy – odpowiedział Richie. – Przyjrzyj im się.
Alex spełnił prośbę przyjaciela i rzeczywiście gesty, które nieświadomie robili mogły wskazywać na jedno.
– A czy oni wiedzą, że ktoś inny może ich rozszyfrować?
– Ja jestem w tym mistrzem – powiedział z dumą Taylor. – Nie na darmo oglądało się tyle telenowel.
– Nie masz czym się chwalić.
– Cicho. – Przechylił głowę na bok. – Ładna para. Jak noc i dzień. Tworzą całość – szepnął.
– Ta. Jeden jasny, drugi ciemny. – Podrapał się po ręce.
– Och, nie masz w sobie nic z romantyczności. – Richie pokiwał ze zrezygnowaniem głową.
– E, chłopaki, chodźcie tutaj – zawołała Joyce. – A nie plotkujecie jak stare przekupki.
– To nie ja plotkuję, to on. – Alex wskazał swojego przyjaciela.
– Już ci wierzę. Klapnijcie sobie tutaj.
Richie zanim usiadł na podłodze jeszcze raz spojrzał na parę, bo tamci są parą nie miał co do tego wątpliwości. Jeśli chcą to utrzymać w tajemnicy powinni bardziej się kontrolować. Kto by powiedział, że McPherson jest gejem. Może z tego powodu wpadał w agresję? Zauważył, że chłopak zaczął się zmieniać odkąd odbywał tę karę, a później podobno JD go uczył. To teraz znał powód zmiany i jest z tego powodu zadowolony. W końcu odzyskał spokój. Do tego musiał stwierdzić, że taki McPherson jest nawet całkiem przystojny. Zdecydowanie wolał brunetów, ale blondas też jest niczego sobie. Dopiero po dłuższej chwili skupił się na swoich znajomych. Oscar właśnie zabrał się za opowiadanie nowego dowcipu:
– Słuchajcie, a to znacie? Przed egzaminem student pyta studenta: – Powtarzałeś coś? – Ta. – A co? – Będzie dobrze, będzie dobrze!
– Kiepsko, stary. Ja znam inny – wtrącił Alex i zaczął opowiadać: – Studenci się wybrali na egzamin. Czekają pod drzwiami sali. Nudziło im się, więc zaczęli się bawić indeksami tak jak to się kiedyś grało monetami w podstawówce – czyj indeks zatrzyma się bliżej ściany. Tylko że jednemu to nie wyszło zbyt dobrze, bo zamiast w ścianę trafił indeksem pod drzwi i do sali w której siedział egzaminator. Przeraził się okropnie, ale za chwilę indeks wyleciał z powrotem. Otwiera, patrzy, a tu ocena z egzaminu cztery. Ucieszył się, no więc koledzy postanowili wrzucać dalej. Kolejny dostał trzy z plusem, następny trzy. W tym momencie zaczęli się zastanawiać. Kolejna ocena wydawała się dosyć jednoznaczna (dwa z plusem nie wchodziło w grę). Wreszcie jeden postanowił zaryzykować. Wrzuca indeks. Czeka. Nagle otwierają się drzwi, staje w nich egzaminator: – Piątka za odwagę!
Po całym korytarzu rozniósł się śmiech. Tylko Richie znów się wyłączył. Jego wzrok niczym magnes był przyciągany przez tajemniczą parę. Tym razem, kiedy na nich spojrzał chłopcy właśnie rozchodzili się. McPherson przez chwilę patrzył na JD, a potem odwrócił się i ich oczy spotkały się. Richie nie zamierzał pierwszy odwracać wzroku.

* * *

Serce zabiło mu mocniej, kiedy napotkał to jasne spojrzenie. Nie dlatego, że coś jeszcze czuł w stosunku do Taylora, ale dlatego, że przestraszył się, że on coś wie. Jednak nie było takiej możliwości. Skinął mu głową i pierwszy oderwał od niego wzrok. Ruszył w stronę schodów, by zejść na dół do sali gimnastycznej. Czekał go kolejny trening, a wieczorem spotkanie z chłopakiem. Jakoś w końcu mu się zaczęło układać i tak naprawdę pierwszy raz w życiu było mu dobrze.
Dni mijały. Casey i JD spotykali się codziennie w szkole i prawie codziennie w domu młodszego chłopaka lub jechali gdzieś poza miasto, żeby pobyć ze sobą. McPherson uspokajał się. Często uśmiechał. Był szczęśliwy. Jedyny powód burzący to szczęście, to strach, że ktoś się o nim dowie. Nie chciał o tym na razie myśleć. Wolał w spokoju spędzić dzisiejsze popołudnie w pizzerii z JD. Cudem wykpił się z wyjścia na miasto ze Starkiem i Kozetzy’m. Chłopaki ostatnio coraz bardziej działali mu na nerwy. Z Karlem jakoś by się dogadał, ale Adamowi chyba już do końca coś mózg zjadło. Powiedział to na głos, na co JD roześmiał się.
– Sprowadziłem cię na złą drogę.
– Na drugą stronę mocy. Brakuje mi miecza świetlnego.
– No co ty. Jeden masz. Czułem go. – Puścił mu oczko.
– Jeszcze poczujesz. – Od ich pierwszego razu nie kochali się jeszcze. Poprzestawali na pocałunkach i przytulaniu się, ale ostatnio do ich rozmów dołączyły pewne insynuacje i świńskie żarty. Wyczuwał po tym i po zachowaniu, że JD ma ochotę na seks i sam też z powrotem nabierał ochoty, ale nie śpieszył się. Nie sprawdził się podczas swojego pierwszego razu i trochę się drugiego obawiał. Nie powinien, bo na pewno nigdy nie będzie na dole. Wczoraj powiedział o tym JD, a chłopak mu odpowiedział: „To świetnie się składa, bo jestem wyłącznie pasywem.” Patrząc na niego nie powiedziałby tego, ale już się przekonał, że ubiór, wygląd chłopaka, to jak jest zbudowany, nie wskazuje jednoznacznie, kto jaką rolę pełni w łóżku. Zresztą nie interesowało go kto z kim jak to robi, kto jest pasywem, a kto aktywem. Interesowało go wyłącznie to, co jest pomiędzy nim, a jego Emo. Ich relacje towarzyskie i intymne.
– Liczę na to. – JD rozumiał, że Casey trochę się wycofał, jeśli chodziło o seks, ale nie pozwoli mu przed tym uciec. Przecież za pierwszym razem nie jest się mistrzem. Może dobrze, że już z kimś był, bo gdyby to był i jego pierwszy raz, do kolejnych tak łatwo nie dążyłby czując rozczarowanie i lęk przed bólem. Natomiast on wiedział jak może być, a Casey będzie w tym dobry, tylko musi znów spróbować. Nie będzie go jednak poganiał, mimo że miał bardzo dużą ochotę. Żeby o tym nie myśleć, szczególnie w miejscu publicznym, wszak są tu tylko kolegami ze szkoły, zmienił temat: – Słyszałem, że pod koniec stycznia twoja drużyna wyjeżdża na zawody.
– No tak. – Wytarł usta serwetką. – Mamy walczyć z naszymi głównymi rywalami. Ostatnio nas pokonali. Tym razem się nie damy. Gdyby nie ty, Emośku, wyrzuciliby mnie.
– Nie wiem jakim cudem nauczyłem cię wszystkiego w dwa tygodnie – powiedział gdy przełknął ostatni kęs pizzy z podwójną ilością sera i wyśmienitym sosem.
– Powinieneś zostać nauczycielem.
– Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. Nigdy w życiu.
– To co chcesz robić? – Nałożył sobie na talerz sałatki. Razem z pizzą, którą już zjadł zamówił jeszcze frytki i sałatkę z kurczaka.
– Myślę o pójściu na studia matematyczne, ale nie jako nauczyciel. Bardziej mi pasuje praca naukowca, czegoś w tym stylu. – Skończył jeść, więc usiadł wygodniej przyglądając się jak jego chłopak pochłania swoją porcję. Casey potrzebował dużo kalorii, a dzięki treningom spalał zbędne kilogramy. – Ty już wybędziesz z liceum ja w nim nadal zostanę. Mam jeszcze czas na myślenie o przyszłości.
– Mhm.
– A ty, co tam dalej planujesz? – Założył nogę na nogę.
– Moje plany się zmieniły. Wcześniej chciałem skończyć liceum i zając się zapasami bardziej zawodowo. Obecnie planuję studia na Akademii Wychowania Fizycznego u nas w mieście, a potem może zostanę trenerem. Chyba nie chcę bawić się w zawodowstwo.
– Dlaczego? Widziałem jak walczysz. Swoją drogą to bardzo kontaktowy sport. Męskie ciała, spocone, tak blisko. – JD Rozmarzył się.
– Przestań. W czasie walki nie mam czasu o tym myśleć. Nie mogę. Rozumiesz nie? – Uniósł jedną brew.
– Twój partner z ringu byłby naprawdę…
– Lepiej o tym nie myśl, wiedźmo – mówił McPherson pałaszując frytki. – Powiedz mi dlaczego zawsze w szkole jesteś sam.
– To znaczy? – Poruszył nerwowo stopą.
– Nie widzę cię w otoczeniu kolegów, koleżanek.
– Wolę być sam niż mieć złe towarzystwo.
– To nie jest odpowiedź. Dajesz się lubić. Czasami. – Trącił jego nogę pod stolikiem. – Ale poważnie. Dlaczego? Masz prawie osiemnaście lat. Jesteś świetny. Na tym treningu dzisiaj byłeś rewelacyjny. Dużo ludzi z tobą gadało. Lubią cię, a ty zachowujesz się jak totalny samotnik.
JD westchnął. Naszła go ochota, aby zapalić. Co mu powiedzieć? Ten temat też nie bywał dla niego łatwy, niemniej nie zamierzał go unikać. Zaczął bawić się swoim kolczykiem w uchu. Zawsze go to uspokajało.
  W podstawówce byłem lubiany, miałem dużo znajomych, dzisiaj tak ich nazywam, ale wtedy uważałem te osoby za przyjaciół. W gimnazjum z początku też, ale kiedy mój stary poszedł do więzienia zaczęli dziwnie się zachowywać w stosunku do mnie. Podśmiewali się pod nosem, potem otwarcie, wyśmiewali mnie. W końcu zamknąłem się w sobie. Wolałem być sam. Odsunąłem się od nich. Jeszcze rok temu bym nawet się do ciebie nie odezwał.
– Co się zmieniło?
– Spotkałem chłopaka. Był krypto gejem. Nasz związek był krótki, burzliwy, trudny, sporo wycierpiałem, ale to on powiedział mi, żebym otworzył się na ludzi. Nie muszę zaraz się z nimi bratać, ale nie muszę też uciekać. Co nie znaczy, że zaraz stałem się duszą towarzystwa. Wolałem być sam.
– Krypto gej? Jak ja.
– Widać mam do takich szczęście. – Wzruszył ramionami.
– Zostawił cię, czy ty jego?
– On mnie. Wolał nadal udawać. Sądził, że zdradzę jego tajemnicę. Nie pytaj kto to, bo to chłopak nie z tej szkoły.
– A nie boisz się, że zrobię to samo?
– Boję, ale mówią, że serce nie sługa.
Casey chciał go wziąć za rękę, ale nie potrafił. To byłoby ujawnienie się, do tego nie może dopuścić. Wciąż to sobie powtarzał. Prędzej się zabije niż ktoś się o nim dowie. Gorzej jeśli będzie musiał wybierać. Nadal udawać i stracić JD, czy wyjść z szafy i być z nim. Odpowiedzi na ten wybór nie znał, ale obawiał się, że wybrałby to pierwsze. Wtedy zrobi mu to samo co tamten chłopak.
– Mam wrażenie, że za dużo myślisz – rzucił JD.
– Twoja wina. Przez ciebie zacząłem myśleć.
– Oczywiście. Okazało się, że masz mózg. – Wyszczerzył się. – To idziemy do tego kina?
– Pewnie, że tak. Co powiesz na dwa seanse? Dobry horror, a potem komedia?
– Horrory ogląda się w domu, żebym mógł się do ciebie bezkarnie przytulić, kiedy będę się bał. – Założył kurtkę.
– To komedia, a horror kiedyś tam.
– Sensacja i komedia. Mam ochotę na jakąś porządną strzelaninę. Co ty na to?
– Umiesz się targować, Emośku.
– Ja się nie targuję, mięśniaku, ja dostaję to czego chcę. Wystarczy, że pstryknę palcami. O. – Zrobił tak jak powiedział, a potem pierwszy ruszył do wyjścia. Rachunek zapłacili od razu po otrzymaniu zamówienia, po połowie, więc już nic ich w lokalu nie trzymało. Czekało ich kino, spokojny wieczór. Mimo tego na dnie żołądka JD poczuł ucisk. Niepotrzebnie wspominali jego byłego. To mu uświadomiło, że historia lubi się powtarzać. Tamten mówił, że kocha, że zostanie choćby nie wie co, ale utrzymanie tajemnicy było ważniejsze od JD. Co w takim razie zrobi Casey, kiedy też będzie mu się wydawać, że kocha? A może to będzie prawdziwa miłość. Czy będzie na tyle silna, żeby wszystko pokonać? Pokonać lata życia w ukryciu, strachu. Jakoś w to nie wierzył, ale w jego sercu tliła się maleńka nadzieja.