27 lipca 2015

Dług - Rozdział 2

Zapraszam na drugi rozdział.
 
Dziękuję też za  komentarze. :)

Przypominam również, jeżeli ktoś nie wie o sprzedarzy mojego ebooka. Klikajcie tutaj lub okładkę po lewej.

Zapraszam na rozdział. :)



– Alec, co sądzisz o tej sukience? Ładna jest, prawda?
Alec zerknął na strój, który przymierzała Darlin, odwieczna przyjaciółka od serca. Znał ją od przedszkola i jak uczepiła się go dwadzieścia lat temu, tak do tej pory nie mógł się jej pozbyć. Ta kobieta to wiecznie przyklejony do niego przysłowiowy rzep, nękający go przeważnie wtedy, kiedy potrzebował chwili samotności. Zielony idealnie pasował do jej cery i oczu, ale falbany zdobiące dół ubrania oraz rękawy, poszerzały i tak już okrągłą figurę Darlin Stark.
– Tamta była lepsza. W tej wyglądasz tak, jakby przybyło ci dwadzieścia kilogramów. – Uchylił się, kiedy kobieta próbowała uderzyć go w głowę.
– Nie jestem gruba. Mam takie ciało, że gdy się za nie złapie, to można je poczuć. Nie to co te szkielety. – Zerknęła na grupę dziewczyn oglądających wiszące na wieszakach bluzki. – Facet będzie miał po takich siniaki, nie powiem, w których miejscach.
– Tamta jednak była lepsza. – Nie miał nic więcej do powiedzenia. Zgodził się pomóc przyjaciółce w wyborze sukienki, wiedząc, jaka to będzie męczarnia, ale nie miał zamiaru spędzić w sklepie dłużej niż godzinę. Darlin przymierzała chyba już z dziesiątą kreację i ciągle jej coś nie pasowało. Z kolei te, które jemu się podobały i przyjaciółka naprawdę świetnie w nich wyglądała, jej nie odpowiadały, chociaż nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie „dlaczego?”. – Może kup różową.
– Różowy? Oszalałeś? Fuj. Kochanie, ja mam tu poważny problem, a ty mi wyskakujesz z czymś takim. Nie znoszę różowego. – Wzdrygnęła się i przeszła do przymierzalni.
Chciałbym mieć tylko takie problemy, dumał Alec. Przez ostatni tydzień łamał sobie głowę, co miał z tym wszystkim zrobić. Jak powiedzieć rodzinie, że jutro bierze ślub lub w jaki sposób, w ciągu dwudziestu czterech godzin, znaleźć wyjście z tej trudnej sytuacji? Na przestrzeni tych kilku dni Latimer dzwonił do niego tylko raz, prosząc go o kilka dokumentów potrzebnych do ślubu i o wyniki badań.
W odpowiednim czasie przysłał nawet posłańca, żeby odebrał papiery, a także dostarczył te, które on miał otrzymać. Dobrze się składało, bo Alec na razie nie zamierzał widzieć się z tym przebiegłym osobnikiem, którego oczy hipnotyzowały człowieka, wydzierając z niego duszę. Miał zostać poślubiony temu mężczyźnie i spędzić z Latimerem cały rok, a co najgorsze – to musiał się z nim kochać, a sama myśl o tym przyprawiała Aleca o dreszcze spowodowane zarówno lękiem, jak i podekscytowaniem. Czasami nie potrafił rozróżnić tych przyjemnych od tych napędzanych strachem. Bał się nocy poślubnej jak panienka swojego pierwszego razu. W sumie to będzie jego pierwszy raz, tak jakby, dlatego tym bardziej obawa wpełzała do jego duszy. Jeszcze przedwczoraj miał nadzieję, że coś się stanie, może ojciec jakimś cudem spłaci część długu, wygrywając w tym swoim kasynie. Niestety, jedyne, do czego mężczyzna był zdolny, to picie alkoholu kieliszek za kieliszkiem, niczym spragniony pustelnik łapczywie pijący z jedynego w okolicy źródła.  Widząc go wczorajszego wieczoru, jego chorobliwą bladość, ciemne półkola pod oczami i pustkę w oczach, nadzieja ulotniła się. Zdał sobie sprawę, że to on musi ratować rodzinę i dom należący do nich od lat, tylko kto uratuje jego? Naprawdę zdobędzie się na odwagę, żeby jutro powiedzieć „tak” i oddać swoje ciało temu człowiekowi? Nie ulegało wątpliwości, że Morgan Latimer był przystojnym, elektryzującym mężczyzną, na widok, którego nawet zatwardziałym i świętym osobom odebrałoby oddech. Myśl, że pozwoli mu się całować, dotykać i pieścić ciało, sprawiała, że zasychało mu w ustach. A co, jeżeli Morgan po prostu go sobie weźmie, nie troszcząc się o niego? Panika ponownie przepełniła jego serce, ale natychmiast odrzucił obawy. Latimer tak na niego patrzył, że na pewno nie odmówi sobie rozkoszy delektowania się jego ciałem, a może i jemu udzieli się jakaś przyjemność? Od lat nie był zwolennikiem seksu, bo po nieudanej próbie pierwszego razu – chociaż próbą nie mógł tego nazwać, ponieważ on nie chciał robić niczego więcej, poza pieszczotami – kolejnej nie próbował. Spotykał się z kilkoma chłopakami, ale ci widząc, że nie dostaną tego, czego chcieli, zostawiali go. Teraz miał oddać swoje ciało innemu mężczyźnie bez udziału uczuć i pozwolić mu na wszystko, czego zechce, a może chcieć wiele, sądząc po osobowości tego człowieka. Na samą myśl zrobiło mu się gorąco i od razu zimno. Co dla niego oznaczać będzie seks z Morganem Latimerem i czy też będzie miał z tego jakąś przyjemność okaże się już jutro w nocy.
Wyczuwając przy sobie czyjąś obecność, powrócił z czeluści myśli. Darlin machała mu ręką przed nosem.
– Ziemia do Aleca.
– Już wylądowałem, czego chcesz? – burknął, czując, że policzki palą go z zażenowania.
– Nie wiem, o czym myślałeś, ale wyglądasz tak, jakby to były naprawdę przyjemne myśli.
– Za dużo sobie wyobrażasz. To… – Najwyższy czas, żeby w końcu powiedział jej, co musi zrobić dla ratowania rodziny. – Muszę z tobą porozmawiać.
– W porządku. Wybrałam już, co trzeba. Muszę tylko zapłacić i możemy pogadać w tej lodziarni obok.
– Dobra. – Wolałby porozmawiać z nią bez świadków, ale istniała szansa na to, że będąc w tłumie przyjaciółka nie urządzi sceny.

*

Darlin wpatrywała się w niego niczym w ufoludka, zapominając o pucharku roztapiających się lodów waniliowo czekoladowych i łyżeczce uniesionej w kierunku jej ust. Zamrugała szybko powiekami. Od kilkunastu sekund to był jej jedyny ruch, który dostrzegł Alec. Wszystko jej wyznał łącznie z tym, że Latimer oczekuje od niego stosunków seksualnych.
– Ocipiałeś do reszty?! – krzyknęła niespodziewanie kobieta, ściągając na nich wzrok pozostałych klientów lodziarni. Wrzuciła do pucharka łyżeczkę w zawartością i pochyliwszy się ku przyjacielowi, zapytała: – Jesteś zdrowy na umyśle, czy mam już dzwonić po panów z kaftanikiem?
– Darlin, wiem, co robię. To lepsze niż to, co nas czeka.
– Sprzedajesz się – szepnęła. – Ten Latimer wydaje mi się być śliskim typem, skoro wymyślił coś takiego. Po prostu chce cię przelecieć. Skąd masz pewność, że dotrzyma słowa?
– Ma swój honor.
Darlin prychnęła, odsuwając od siebie lody.
– Straciłam apetyt. Co ty robisz?
– Siedzę? No już, nie przewracaj tak oczami, tylko mnie zrozum. Nie mam wyjścia. – Sam przesunął swój pucharek na środek stolika. Odechciało mu się wszystkiego. Darlin zawsze go popierała, rozumiała, ale sądząc po jej obecnym zachowaniu, tym razem nie powie, że dobrze robi, pomoże mu i tak dalej. Wpatrywała się w niego jak w idiotę, stukając palcami o blat stolika, a to dobrze nie wróżyło.
– Zawsze jest wyjście.
– Nie, kiedy trójka dzieci może zostać wyrzucona z rodzinnego domu. Dasz mi tyle pieniędzy, żebym jutro spłacił dług? Nie, bo nie masz. Ja też nie mam. Może gdybym dużo wcześniej dowiedział się o całej sprawie, to coś bym wykombinował, a na obecną chwilę nie mam wyjścia. Mogę być tylko zadowolony, że Morgan Latimer nie jest starym, łysym, grubym facetem śliniącym się na widok młodego chłopaka.
– Podoba ci się. – Wycelowała w niego palcem.
– Jest cholernie przystojny, pociągający i…
– Ha! Ale i tak nie pobłogosławię temu czemuś. Nie ma mowy, słoneczko. Powiedziałeś mu, że jesteś prawiczkiem? – Położyła łokcie na stole, dyskretnie rozglądając się, czy ktoś jej nie słyszy.
– Nie mam zamiaru mu tego mówić, zresztą tak naprawdę nie do końca jestem. Poza tym ślubu jeszcze nie było. – Zaczął bawić się rogiem obrusu, którym nakryto stolik.
– Powiedz mu. Skąd wiesz, jaki jest? Może lubi ostre zabawy, a jeśli wyjawisz mu prawdę, to istnieje szansa, że zajmie się tobą delikatnie. Powiedz mu też, dlaczego.
– Oszalałaś – naburmuszył się. – Nie mam zamiaru wyznawać mu moich najintymniejszych rzeczy i nie traktuj mnie jak delikatnego chłopaczynę, niepotrafiącego znieść chwili bólu. Jestem dorosłym facetem i możesz nie pochwalać tego, że nie mam zamiaru niczego mu o sobie mówić. Nie obchodzi mnie to. – Założył ręce na piersi, naburmuszony niczym dzieciak, patrząc na nią ze złością spod przymrużonych powiek.
– Będzie twoim mężem, czego też nie pochwalam, palancie – prychnęła, również się irytując. Jej przyjaciel zawsze był rozważnym, mądrym człowiekiem, a teraz postępuje bardzo głupio. Nie ważne, jaki ma powód.
– Zrobię to, co do mnie należy – powiedział, wyciągając portfel. – Chcę uratować moją rodzinę i nie interesuje mnie, co się ze mną stanie. – Rzucił pieniądze na stolik i wstał. – Jadę do domu. Powinienem porozmawiać z tatą.
– Powiesz mu?
– Chyba zrobię to po wszystkim. To będzie najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza widząc, jak ty na to zareagowałaś. Wolę, aby nie robił mi scen przed tym wszystkim, bo jeszcze bym stchórzył, a tego nie chcę. Zrobię to, co muszę. To tylko rok, dam radę i nie musisz tego akceptować, ale nie chcę, żebyś mnie potępiała za próbę pomocy rodzinie, bo wierz, mi, nie ma innego wyjścia.
Darlin podniosła się, zabierając z krzesła torebkę i torbę z zakupami. Podeszła do przyjaciela, przytulając go.
– Zawsze będę twoją przyjaciółką i gdybyś mnie potrzebował to dzwoń. – Odsunęła się. – O której jest jutro ten sławetny moment?
– O osiemnastej w domu Latimera. Raczej nie mogę nikogo zaprosić. Świadkiem ma być jakiś jego znajomy i ktoś jeszcze.
– Bogaty idiota, ale dobrze, że załatwi świadków, bo ja bym na pewno nim nie została, ani reszta naszych znajomych. Kiedy im powiesz?
– Po fakcie – odparł, odprowadzając ją do jej samochodu.

*

– Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? – zapytał Rafe Caningham, śledząc swoimi czarnymi oczami przyjaciela, który robił mu drinka.
– W zupełności. Miałem inny plan, lecz ten… Hm. Połączyłem przyjemne z pożytecznym. – Morgan podał wieloletniemu przyjacielowi szklaneczkę whisky, po czym rozparł się wygodnie na kanapie w swoim gabinecie. – Szkoda, że go nie widziałeś. Chłopak jest wprost stworzony do seksu. – Swojemu przyjacielowi mógł powiedzieć wszystko. Rafe znał jego najskrytsze sekrety. Poznali się wiele lat temu na studiach, w trakcie bijatyki, do której wdał się Morgan, pomagając Brianowi Lockerby, który został napadnięty przez grupę dresiarzy. Tamtego dnia Rafe zauważył, jak czterech chłopaków chce skopać Morgana i młodszego od nich chłopaka, i bez namysłu ruszył im na ratunek. Później wiele razy opowiadał tę historię i chwalił się, jak dzielnie walczył, i że sportowe umiejętności bardzo mu wtedy pomogły. Od tamtej pory obaj stali się nierozłączni i przyjęli Briana do swojego grona. Morgan zanotował sobie w głowie, żeby się z nim skontaktować.
– To go weź do łóżka, a nie od razu chcesz poślubić. – Nie rozumiał Morgana. Dlaczego chce się związać z kimś, kogo nie znał? Zresztą śluby również go nie interesowały. Przecież mógł inaczej postąpić. Owszem, miał swoje plany, ale można je było zrealizować w różnoraki sposób, niekoniecznie biorąc do domu, jakiegoś chłopaczka.
– Łóżko? – Założył nogę na nogę, uśmiechając się wrednie. – To zdecydowanie za mało. Kochanek nie przeszkodziłby harpiom, a mój plan, tak dobrze tobie znany, będzie o wiele lepszy. Zdecydowanie chcę wziąć ślub z panem Aleciem Frostem. Zabawię się, załatwię przy tym to, na co czekam od dawna, a później rozwiodę się i wyrzucę młodego, ponętnego Frosta ze swojego życia. Wróci tam, gdzie jego miejsce, czyli do ojczulka hazardzisty i…
– Dobra, już dobra. – Rafe uniósł rękę do góry, znając doskonale dalszą część zdania. – Powiedzmy, że dobrze robisz, ale nie liczysz się z uczuciami tego chłopaka.
– Nic mnie one nie obchodzą. Pożądam go i jutrzejszej nocy będzie w moim łóżku. Dam mu wiele cielesnych rozkoszy i już żaden kochanek nie zaspokoi go do końca.
– Skromny jesteś. – Rafe uniósł brwi.
– Dobry jestem. – Sięgnął po swojego wcześniej zrobionego drinka. Przechylił szklaneczkę i delikatnie nią potrząsnął. Już jutro podpisze akt ślubu, a później będzie miał rok na nasycenie się cudownym mężem. 
– Znam ten twój błysk w oku. Nic nie jest w stanie odwieść cię od twoich planów.
Morgan uśmiechnął się tajemniczo. O tak, nic nie mogło odciągnąć go od tego chłopaka, a dzięki temu upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu.
– Nic, mój drogi przyjacielu.
Zastanawiał się, co Alec powie swojej rodzinie. Przecież tak nagle bierze ślub i to w dodatku z mężczyzną. Cóż, jego ojciec sam jest temu winien, bo to on wpakował rodzinę w kłopoty, a jego syn chce tylko pomóc. Ciekawe, co powiedziałby Alec, gdyby znał prawdę o swoim ojczulku i o wielu innych rzeczach. Może okaże swą wspaniałomyślność i pod koniec małżeństwa wyzna mu wszystko, a potem pan Frost będzie się tłumaczył przed synem. Z drugiej strony, on sam nie zamierzał tak długo czekać ze skończeniem swojego planu. Teraz po prostu się zabawi, a potem… To już będzie inna historia. Na razie chciał nasycić się ciałem Aleca. Na samą myśl o tym rosło w nim podniecenie, które kumulowało się od tygodnia. Gdyby nie te wszystkie formalności, wziąłby z nim ślub już następnego dnia. Niestety, musiał się wstrzymać, ale na szczęście już niedługo dostanie to, czego pragnął, a czekanie wzmagało apetyt.
– Jesteś pewny, że ten twój Alec Frost zjawi się jutro na ślubie? – zapytał Rafe, dopijając swojego drinka.
– Wie, że cena jest wysoka. Nie zrezygnuje. Ciekawi mnie tylko, co on w tej chwili robi. Może zamknął się w pokoju i płacze nad swoim losem?
– Albo obrzuca złego Latimera stekiem obraźliwych słów.
– Nie ważne. Tak czy owak jutro będzie mój – rzekł Morgan, przenosząc spojrzenie za okno. Za kilkanaście godzin zasmakuje w uroczym i podniecającym Alecu.
– Clarice zapłacze się na śmierć, po usłyszeniu szokujących nowin, że jej ulubieniec wziął ślub, a Rebeka wpadnie w furię.
– Nie żal mi tych harpii. Clarice sądzi, że kiedy ma prestiż, a jej tatuś pozycję w prokuraturze, to może wszystko. – Żadna z tych kobiet, które tylko czekały na jego oświadczyny, a nie miałby nawet podstaw do ożenku z nimi, nic nie robiła sobie z tego, że jest gejem. Chciały go nawrócić, rywalizując między sobą o to, która zdobędzie go, jako pierwsza. – Clarice niech zajmie się swoją fundacją, a Rebeka byłym mężem. Słyszałem, że chciał do niej wrócić. – Wstał i wziąwszy pustą szklankę przyjaciela, udał się do barku po nowe drinki. – Poza tym im nie chodzi o mnie, tylko o majątek Latimerów.
– Jesteś jedynym spadkobiercą – przypomniał mu Rafe, zapalając papierosa. – Chcą mieć dzieci, które oddziedziczą to wszystko i nazwisko.
– Ciekawe, kto zrobiłby im te dzieci. Na pewno nie ja. – Potrząsnął głową, odpędzając od siebie obrzydliwe myśli. Nie mógłby być z kobietą, tak jak wielu hetero mężczyzn nie wyobrażało sobie, żeby jakiś facet dotknął ich w jakikolwiek intymny sposób. Nalawszy whisky, wrócił do stolika. – W każdym razie jutro jest mój ślub, więc mam co świętować, a nie rozmyślać nad tym, co zrobią wiedźmy.
– Ten chłopak musi naprawdę być boski, skoro ty, wróg małżeństwa, zdecydowałeś się na coś takiego.
– Sam będziesz miał ochotę go przelecieć.
– Dziękuję, ale gustuję w płci pięknej. – Strzepnął popiół do popielniczki, po chwili ponownie zaciągając się papierosem.
– Wierz mi, płeć piękna, jak to mówisz, to przy nim kaszaloty.
– Myślisz nie tą częścią ciała, co trzeba, mój przyjacielu. Przekonamy się jutro.
Morgan już nic nie odpowiedział. Prawda, myślał swoim penisem, który budził się na każde wyobrażenie Aleca Frosta i niedługo spełni swoje wszystkie wizje erotyczne. Oblizał się na samą myśl o tym, zanim wlał sobie do gardła palący trunek.

*

W domu poza bliźniakami siedzącymi teraz nad pracą domową i ojcem nie zastał nikogo więcej. Tata powiedział, że mama wyszła ze swoją przyjaciółką na spotkanie pań z kółka krawieckiego, przy okazji zabierając najmłodszą pociechę rodziny. Rodzicielka uwielbiała robić różnego rodzaju robótki ręczne. Szyła lalki, torebki dla dziewczynek, ubrania, tworzyła etui na tablety, dziergała serwetki i wiele innych rzeczy, za które coś tam zarabiała, sprzedając je w Internecie z jego pomocą, ale majątku na tym z pewnością nie zbije. Przeklinał siebie, że dopiero teraz dostrzegał, jak wielkie kłopoty ma jego rodzina. Tata przez tak długi czas zwodził ich doskonałą grą aktorską, a on był zbyt ślepy, żeby mógł zauważyć to, w jak ciężkim położeniu się znaleźli.
Ojciec nie wyglądał najlepiej. Poszarzała cera, przekrwione oczy i zapach alkoholu jasno mówiły, w jakim mężczyzna jest stanie. Postawił przed nim kubek kawy i kazał wypić, po czym usiadł na swoim stałym miejscu przy kuchennym stole. Wsypał łyżeczkę cukru do swojej herbaty – wolał unikać kawy, bo i tak przez ostatnie noce nie mógł spać – i zamieszał powoli.
– Tato, musisz się leczyć – zaczął bez owijania w bawełnę. – Tak dłużej być nie może. Jesteś hazardzistą, popadasz w alkoholizm. Nie rozumiem, jak możesz sądzić, że alkohol rozwiąże twoje problemy. Przecież wiesz, że dług nie zniknie.
Andrew Frost przez chwilę patrzył na czarny napój, aby w końcu upić łyk, krzywiąc się przy tym.
– Co ma robić mężczyzna, gdy grozi mu ruina?
– Chcesz zapomnieć o kłopotach? Nie tędy droga. – Przesunął w stronę rodzica cukiernicę.
– A co ty możesz o tym wiedzieć?
– Chyba więcej niż ty. Na pewno nie zapijam problemów, udając w chwili totalnego zamroczenia, że nie istnieją. Rozmawiałem rano z mamą. Musisz coś z tym zrobić, a my ci pomożemy. Są ośrodki…
– Nie jestem chory, to tylko chwilowa niedyspozycja.
Alec zamknął oczy. Nie zmusi ojca do leczenia, jeśli ten tego nie zechce. Razem z mamą znaleźli dobry ośrodek utrzymujący się z datków charytatywnych i pomocy państwa, nie musieliby za nic płacić. Wystarczyłoby, żeby tata przyznał się do swoich nałogów i chciał podjąć leczenie. Bez tego nic nie mogli zrobić, a na razie nie było podstaw, żeby ubezwłasnowolnić rodzica. Co z tego, że z dnia na dzień jest coraz gorzej?
Bał się myśleć, co się stanie, kiedy on zamieszka w rezydencji Latimera, a mama i rodzeństwo zostaną tutaj. Na całe szczęście będą mieli dach nad głową i da mamie jakieś zarobione przez siebie pieniądze, bo na pewno nie zamierza zrezygnować z pracy. Zbyt ją lubił i dawała mu dużo satysfakcji. Może dla wielu praca, jako recepcjonista w hotelu, nie była czymś wymarzonym, ale on miał już tam swoją pozycję. Był zastępcą kierownika zmiany, a kiedy chodził na nocki, mógł zająć się tym, co lubił, czyli pisaniem książki. Czy będzie miał czas zająć się pisaniem w domu Latimera? Przez to wszystko od tygodnia nie ruszył dalej, zostawiając swoich bohaterów uwięzionych w górach.
– Tato, jesteś chory, ale nie potrafisz się do tego przyznać. Masz pięćdziesiąt lat i pewne rzeczy powinieneś rozumieć. Tato, masz pięcioletnią córkę. Pomyśl o niej.
– Nie jestem chory. Jeżeli ktoś tu miałby być chory, to ty. – Andrew w końcu spojrzał na najstarszego syna, tak podobnego do swojej matki.
– Nie zaczynaj znowu, bo wiem, że tak nie myślisz. – Ujawnił się rodzicom, mając siedemnaście lat. Mama z trudem to zaakceptowała, ale to właśnie tata pierwszy wyciągnął do niego rękę, chociaż też nie przyszło mu to łatwo. Dlatego teraz doskonale znał powód słów ojca. – Nie pozwolę ci odwrócić kota ogonem. Nie uderzysz mnie tam, gdzie sądzisz, że zaboli, bo taki nie jesteś.
– Alec, zrozum, że wstyd mi przed całą rodziną za to, co zrobiłem i robię, jednak nie namówicie mnie, abym poszedł się leczyć. Będę chciał, przestanę. – Wstał i wyszedł, pozostawiając pełny kubek kawy.
Kolejna próba rozmowy zakończyła się fiaskiem, co tylko przyniosło Alecowi nowy ciężar. „Będę chciał, przestanę” te same słowa osiem lat temu powiedział jego kolega, wpadając w narkotykowy nałóg. Chłopak zaczął brać, mając szesnaście lat, bo to dla szpanu, bo inni biorą i chciał należeć do grupy, bo inaczej zostanie odrzucony, czego panicznie nie chciał. Zaczęło się od niby tak niewinnej marihuany. Potem doszła amfetamina oraz inne używki, które przestały być wystarczające i nawet nie się obejrzał, kiedy w grę weszły heroina, kokaina. Krok za krokiem kolega wpadał w sieć, którą sam sobie stworzył, by w efekcie nie dożyć siedemnastego roku życia, po tym, jak dał sobie w żyłę zbyt dużą dawkę, bo mniejsze już nie sprawiały, że odlatywał do świata pełnego kolorów. David chciał przestać brać, ale już nie mógł, wmawiając sobie, że nie jest uzależniony i zawsze może to rzucić. Powtarzał jak mantrę, że weźmie jeszcze tylko ostatni raz. I tak było, bo zdarzył się ten ostatni raz, kończąc życie nastolatka.
Wzdrygnął się na to wspomnienie. Wtedy próbował pomóc Davidowi, walczył o niego, ale nie mógł zdziałać cudów. Tak samo i w tym przypadku. Może nie chodziło o narkotyki, ale hazard, alkohol były w równym stopniu zabójcze dla uzależnionej osoby, niszcząc powoli ją i rodzinę. Ciekawe, kiedy tata zacznie wyprzedawać rzeczy z domu, tak samo jak robił do David, byle tylko mieć na kolejną dawkę.
Tej nocy, leżąc w łóżku, nie mógł zasnąć, rozmyślając o ojcu, swoim niechcianym ślubie, życiu, które zmieniło swój bieg na tor, którego nigdy nie brał pod uwagę. Jutro wróci z pracy przed szesnastą, weźmie prysznic, skłamie rodzicom, że jedzie do Darlin i przenocuje u niej – przyjaciółka z trudem zgodziła się na to kłamstwo – potem pojedzie wziąć ślub, a o tej porze Latimer i on… a może już będzie po wszystkim. Z trudem przełknął rosnącą gulę w gardle. Znów ten sam strach pomieszany z niesamowitą ekscytacją i, wątpliwościami zamieszkały w jego sercu. Nie było nadziei, że zdarzy się cud. Jutro zmieni całe jego życie.