19 maja 2019

Miłość w Limare - Rozdział 1


 Hej, Kochani, od dzisiaj przez kolejne trzynaście tygodni będziecie zaglądać do życia bohaterów trzeciego tomu "Amare". Poznacie nową parę i zajrzycie do tych, które już się pojawiły i są Wam dobrze znani. Mam nadzieję, że ta część będzie się Wam podobać i zdobędzie Wasze serca. :)
Opis trzeciej części znajdziecie tutaj: Klik
Zaczynamy. :D


Klucz zgrzytnął w zamku, a Nino siedzący na kanapie przewrócił oczami. Niedobrze mu się robiło na myśl, że znów będzie musiał rozmawiać z bratem. Najlepiej jakby go już nigdy więcej nie zobaczył. Prawie świętował, kiedy Ivo wyjechał ze swoim facetem na niecałe dwa miesiące. Chciał żeby już nigdy nie wrócił, ale jego życzenie się nie spełniło. Jego męska wersja siostry wróciła dwa tygodnie temu oznajmiając, że Fabiano pozałatwiał wszystkie sprawy w Rzymie i na dobre przeniósł się do Limare. Zdaniem Nino mężczyzna był idiotą. On sam nigdy by się nie przeniósł do tego miasteczka. W dodatku Salieri nie tylko się tu sprowadził, ale także otworzył filię swojej kancelarii. Z tego co już mu braciszek zdołał opowiedzieć, to główną siedzibą miał zająć się Vittorio Falcone. Nienawidził tego faceta. Prawnik tak bardzo zalazł mu za skórę, że na samą myśl o nim miał dreszcze. Był zdany na niego tylko przez dwa tygodnie i za każdym razem, kiedy go widział chciał mu przyłożyć. W dodatku Falcone patrzył na niego jak drapieżnik na swoją ofiarę, a Nino nie zamierzał być nią.
Ze stolika wziął piwo oraz ściszył telewizor, kiedy brat pojawił się w salonie.
– Czemu to zawdzięczam ten zaszczyt, jaki mnie spotkał na twój widok, panienko? – zapytał Nino.
– Twoje durne odzywki nie robią na mnie wrażenia. Przyszedłem zapytać, dlaczego dzisiaj nie pojawiłeś się w pracy? – Ivo wziął krzesło, odwrócił je i usiadł na nim okrakiem, a ręce ułożył na oparciu.
Nino popijając piwo, przyglądał się bratu. Ivo ponownie nałożył makijaż, jakby nie mógł się bez niego obyć. Ten był mocniejszy niż ten, który zazwyczaj nosił. Brzydził się mężczyznami, którzy się malowali. Ale to nie był powód, dla którego nienawidził wpatrującej się w niego z pytaniem w oczach siostruni.
– Zrobiłem sobie wolne – odpowiedział lekceważąco.
– Wolne? Ciągle je sobie robisz. Mogłeś dzisiaj przynajmniej zadzwonić, że nie przyjdziesz. Ledwie ubłagałem Paolo, aby cię nie zwalniał.
– Mam w dupie tę robotę – prychnął Nino.
– Jeżeli tak, to następnym razem nie będę cię bronić. – Ivo zdenerwował się na to, co powiedział brat. Nie rozumiał o co mu chodzi. Praca w Amare była dobra. Paolo i Domenico również dobrze płacili i brat mógł za to spokojnie żyć. – Sądzisz, że skoro już odsunięto od ciebie podejrzenia o morderstwo, bo znaleźli prawdziwego sprawcę, to znajdziesz gdzieś lepszą robotę niż ta, którą masz? Jeżeli tak to odejdź, ale wiedz, że już ci nie pomogę finansowo. Za co kupisz żarcie? A co z twoimi długami? Nikt ich za ciebie nie spłaci. Wolałbym, abyś nie miał do czynienia z tymi ludźmi. Prawie poszedłeś za jednego z nich siedzieć – dodał kiedy Nino beztrosko wzruszył ramionami. Osłabiało go to. Brat zachowywał się jakby nie miał powodów, aby myśleć o przyszłości. Żył z dnia na dzień, nawet nie próbując niczego zmienić w swoim życiu, a przecież miał już dwadzieścia sześć lat, a nie dziesięć.
– Skończyłeś jojczenie? – Nino spojrzał na Ivo spod na wpół przymrużonych powiek? – Nie poszedłem siedzieć i wiedziałem, że nie pójdę. Nie zabiłem tego dilera.
– Za kratami siedzi dużo niewinnych ludzi – przypomniał mu barista.
– No i? Przynajmniej o nic się nie martwią. Jest im wygodnie. Mają co jeść. Rachunków nie płacą. A czasami mają lepsze warunki od nas. – Dopił resztę piwa. To już było jego ostatnie i musiał jakieś kupić by uzupełnić zapasy.
– Tak i dają dupy silniejszym od siebie – rzucił Ivo coraz bardziej zły na brata. Zastanawiał się czy kiedykolwiek nadejdzie taki czas, że przestanie się o niego martwić. Przecież dawniej Nino go bił, wyzywał, a on i tak mu pomagał. – Chcesz być cwelem? Super. – Wstał i odstawił krzesło pod ścianę. – Ciesz się, że jesteś na wolności. Masz się martwić o to z czego opłacisz rachunki, uzupełnisz lodówkę i za co się ubierzesz. Nawet za co kupisz to cholerne piwo! – Wskazał na kilka stojących na stoliku butelek. – Jutro widzę cię w pracy. Nie zmarnuj szansy jaką ci przez ostatnie dwa miesiące dawał Paolo. Powinieneś być mu wdzięczny, że cię przyjął i nawet za darmo karmi. Nie przyjdziesz, to sam mu powiem, aby cię zwolnił – dodał na koniec lekko unosząc głos.
– Panienko skończ już i spadaj do domu do swojego gacha, dobra? – Nino pogłośnił dźwięk w telewizorze.
– Przynajmniej ktoś na mnie czeka. A patrząc na twój charakter, to jakoś nie potrafię uwierzyć w to, że ktokolwiek i kiedykolwiek będzie czekać na ciebie. Wygląd to nie wszystko – powiedział barista na koniec zanim wyszedł wiedząc, że dzisiaj w żaden sposób nie dogada się z bratem.
– Wal się – burknął pod nosem niezadowolony Nino. Kopnął stojący przed nim stolik. Butelki niebezpiecznie poruszyły się, ale ustały w miejscu. – Gdybyś tylko, kurwa, wiedział…
Wstał i nie przejmując się stojącym krzywo stolikiem, poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę, by zrobić sobie nędzną kanapkę, ale znalazł w niej tylko puste półki, światło oraz karton zepsutego mleka. Czekały go zakupy, a tego nie znosił najbardziej na świecie.
Z pokoju, w którym spał, a który dawniej dzielił z bratem wziął portfel. Sprawdziwszy uprzednio czy ma w nim jakieś pieniądze, zdecydował się pójść do najbliższego mini marketu, który znajdował się dwie ulice dalej. Było w nim najtaniej, chociaż nie mieli jego ulubionego piwa. Na razie będzie musiał się obejść smakiem i kupić coś, według niego, gorszego.
Przechodząc obok pokoju mamy, zajrzał do jej sypialni. Pomieszczenie od dawna stało puste, pozbawione oznak jej obecności. Lepsze ubrania Ivo oddał dla biednych, a te gorsze wyrzucił na śmieci. Wersalki, na której spała także nie było, a szafa straszyła otwartymi drzwiami i pustymi półkami. Mógłby przenieść się do tego większego pokoju. Wystarczyłoby tylko wnieść tutaj dwuosobowe łóżko, które ostatnio nabył na wyprzedaży. Nie umiał jednak się przemóc, aby to zrobić. To od zawsze był pokój matki i mimo, że jej już nie było od jedenastu miesięcy, dla niego nic się nie zmieniło. Poza tym najchętniej sprzedałby to mieszkanie i wyjechał. Niestety z zerowymi perspektywami na przyszłość mógł tylko gnić w Limare i pracować jako kelner u człowieka, który go nie znosił. Zresztą ta sympatia była wzajemna.
Zabrał klucz od domu, który zawsze zostawiał w filiżance obok telewizora i założywszy cienką bluzę, wyszedł na zakupy.

*

Vittorio ze złością rzucił marynarkę na kanapę. Kolejna randka nie wypaliła i noc zapowiadająca się na gorącą pozostała w sferze marzeń. Wszystko przez to, że patrząc w oczy kobiecie, z którą się spotkał i zamierzał pocałować, powiedział do niej Nino. Zaraz potem poczuł uderzenie w twarz i ból jaki zadał jej pierścionek.
Podszedł do łazienki by spojrzeć w lustro. Na lewym policzku znajdowało się niewielkie nacięcie, ale obficie krwawiło plamiąc śnieżnobiałą koszulę. Rękę również miał we krwi oraz chusteczkę, którą przycisnął do policzka.
– Cholera jasna – warknął pod nosem, przemywając dłonie pod bieżącą wodą.
Zmył też twarz z krwi i obtarł delikatnie papierowym ręcznikiem. Potem sięgnął do apteczki i wyjął środek odkażający i plaster.
– Pieprzony Nino Moretti – burknął pod nosem. Od kilku tygodni widział go wszędzie. W każdej napotkanej osobie i w snach. Najgorsze w tym wszystkim było to, że myślał o mężczyźnie.
Miał w przeszłości kilka eksperymentalnych epizodów z mężczyznami, ale zdecydowanie preferował kobiety. Tak było idealnie. Jego spokój się skończył, kiedy po raz pierwszy na nagraniu usłyszał głos Morettiego. Niski, bardzo męski, a zarazem mający w sobie jakąś melodyjną nutę tylko z tych ostrzejszych, bo nie było w tym nic z łagodności. Jak tylko go usłyszał czuł się od razu podniecony. Jakby głos był połączony z jego ciałem, które odpowiadało na to z chęcią. Słuchał nagrania podesłanego mu przez Fabiano tyle razy, że wstyd by mu było komukolwiek o tym powiedzieć. Robił to po to, aby usłyszeć ten głos. Z ust Nino często wychodziły przekleństwa, co udowodnił od razu jak tylko po raz pierwszy się spotkali, zadając pytanie: „Kim ty do chuja jesteś?”.
Doskonale pamiętał ten moment, kiedy chwycił go za gardło i powiedział kim jest dla Nino. Pamiętał jeszcze lepiej to jak po jego słowach oczy Morettiego rozszerzyły się i mógł przysiąc, że w tamtej chwili Nino pragnął go tak samo jak on jego. Mimo tego przez kolejne dwa tygodnie nic się pomiędzy nimi nie wydarzyło. Nie mógł przespać się z klientem, a potem wyjechał i nigdy nie dotknął tego mężczyzny. Może to był błąd. Miałby za to spokój i nie wymawiałby jego imienia w intymnych sytuacjach. Co już uważał za obsesję i myślał czy nie zacząć leczenia. Chociaż tak naprawdę wolałby coś innego. Chętnie utemperowałby jego charakter i poznałby powody, przez które Nino nosił w sobie tak dużo złości. Nienawiść do brata także musiała się skądś brać. Nino Moretti był interesującą zagadką, a on lubił je rozwiązywać.
– Faktycznie szkoda, że nie miałem na to czasu oraz na to, aby cię posmakować, Moretti – szepnął do siebie, patrząc na swoją twarz w lustrze. – Wtedy każdą wolną chwilę poświęcił na walkę o to, aby nie aresztowano Morettiego, który przez to kim był, wpakował się w ogromne bagno i łatwo mógł pójść na dno. Ciężko go było z tego wyciągnąć i prawie mu się to nie udało, ale szczęśliwy traf sprawił, że Nino oczyszczono z zarzutów. Prawdziwy morderca po pijanemu chwalił się kumplom, że zabił dilera narkotykowego, bo mu ktoś za to zapłacił dużą sumę.  
Z łazienki przeszedł do kuchni swojego dużego mieszkania, które uwielbiał tak samo jak życie w mieście. Nie wyobrażał sobie mieszkania choćby w takim Limare. Dlatego wciąż nie mógł uwierzyć w to, że Fabiano opuścił Rzym. Mężczyzna, który często powtarzał, że miłość nie istnieje, był w stanie pokierować się tym uczuciem i wybrać inne życie. Do tego życie z mężczyzną, co było wielkim zaskoczeniem dla Vittorio. Znali się przecież tyle lat, a ciągle łapał się na tym, że wie tak mało o przyjacielu. Nigdy by nie przypuszczał, że Fabiano Salieri lubi mężczyzn i to o wiele bardziej od kobiet. Nigdy jednak nie dążył do tego, aby poznać tajemnice mężczyzny. Inna się sprawa miała jeżeli chodziło o Nino.
To o nim, a nie o Fabiano, myślał bezustannie każdego dnia i śnił w nocy. Nawet pomimo upływu czasu nic się nie zmieniało. Mógłby powiedzieć, że wszystko stało się bardziej intensywne.
– Muszę coś z tym zrobić.
Znając siebie i swoje obsesje miał tylko jedno wyjście. Aby wyrzucić Nino ze swojej głowy raz na zawsze, po prostu musiał go uwieść, zabawić się z nim, a potem zostawić. To zawsze działało i nie wątpił, że tym razem tak również się stanie.
Trzymając w dłoni świeżo zrobioną kawę, stanął przy oknie. Na miasto nadciągała noc, a ono rozświetlało się milionem świateł na ulicach, w sklepach, w mieszkaniach. Jakby ktoś w jednej chwili włączył przełącznik i trącił tę falę niczym klocek domina w misternie ułożonej układance. Lubił ten moment, ale rzadko miał chwilę, aby to oglądać. Zazwyczaj o tej porze spędzał czas albo w pracy, albo w klubach ze swoją nową randką.
– Wrócę do tego. Żaden facet nie namiesza mi w głowie. Wkrótce się go pozbędę. – Ta myśl go uspokoiła. Nie na długo, bo tak szybko jak o tym pomyślał, oczami wyobraźni ponownie zobaczył długowłosego mężczyznę. – Jest jak trucizna – wyszeptał unosząc filiżankę do ust.

*

– Gdzie jest ten cholerny sos do spaghetti? – burknął pod nosem Nino. – Znów coś przestawili. Jakby nie mieli nic innego do roboty, kurwa. – Jakaś staruszka stojąca niedaleko obejrzała się na niego zdenerwowana jego przekleństwem. Nie przejął się nią tylko w końcu odnalazł potrzebny mu sos.
Kolejnym trudnym zadaniem było odnalezienie makaronu i potem kilku gotowych dań, które mógł podgrzać w mikrofalówce. W jego koszyku znajdował się już papier toaletowy, żel pod prysznic i kilka butelek piwa, które wziął już po wejściu do sklepu. Tego sobie nie mógł odmówić. Po odwyku nie wrócił do narkotyków, chociaż go czasami ciągnęło i wtedy chodził na spotkania anonimowych narkomanów, na których z początku pojawiał się bardzo często. Pamiętał jak bolało odtrucie organizmu z tego świństwa i nie chciał tego powtarzać. Jedynym nałogiem jakiego się nie pozbył i nie miał zamiaru tego robić, to alkohol. Nie uważał się za alkoholika. Pił tylko piwo i traktował to jako wieczorną rozrywkę. Siadał z nim przed telewizorem, by miło spędzić czas.
Najlepiej robiłby tak cały dzień, ale musiał zapieprzać w Amare. Nie podobała mu się praca kelnera, ale gdzie indziej nie chcieli go przyjąć, mimo że nie wisiała nad nim już rychła groźba odsiadki. Za to inna sprawa miała się z jego przeszłością, która przez morderstwo dilera wyszła na jaw. Nikt nie chciał przyjąć narkomana, mimo że już nie brał i kogoś kto ma na karku długi u handlarzy nielegalnym towarem. Każdy obawiał się, że przyciągnie za sobą uwagę tych, którym winien jest pieniądze. Nawet w warsztacie nie chcieli jego powrotu tłumacząc tym, że nie miał szkoły, ani żadnych uprawnień do naprawy samochodów. Jego wiedza samouka nie miała tu znaczenia. Jakoś wcześniej im to nie przeszkadzało, pomyślał.
Może i nie był wykwalifikowanym mechanikiem, ale znał się na samochodach jak mało kto. Był lepszy od tych po szkołach, czy też kursach dających uprawnienia do naprawy samochodów osobowych lub ciężarowych. Kierownik oraz właściciel warsztatu nie chcieli go i musiał pracować w bistro należącym do Paoli DiCarlo i jego faceta. Nie znosił usługiwać ludziom i przebywać w ich gronie. Na ogół był samotnikiem i dobrze się z tym czuł. Jedynym plusem pracy w bistro było to, że dostawał tam darmowe posiłki. Mógł zjeść ile chciał i nikt się tego nie czepiał. Pracownicy mieli duże przywileje, ale i tak chciałby stamtąd odejść. Dzisiaj nie poszedł do pracy i był głodny, więc do jednego opakowania lasagne dołączył drugie na zapas.
Ruszył w stronę kasy, kiedy przechodzący obok niego mężczyzna mocno go potrącił, niemalże spychając na półki, które Nino miał za plecami. Ze złością odepchnął człowieka mającego na sobie bluzę z nałożonym na głowę kapturem.
– Co kurwa?! Uważaj jak chodzisz palancie! Ej, nawet nie przeprosisz?! – krzyknął za odchodzącym. Pokręcił głową i wznowił trasę do kasy.
Po drodze wziął jeszcze paczkę miętowej gumy do żucia i stanął w kolejce. Na szczęście przed nim były dwie osoby. Pierwszą z nich był nastolatek, który mieszkał w jego sąsiedztwie, a który nigdy nie rozstawał się z telefonem i słuchawkami w uszach. Muzyka, której dzieciak słuchał była tak głośno, że nawet on ją słyszał. Mógłby przysiąc, że w przyszłości młody straci słuch od tego. Drugą osobą z kolejki była spotkana już dzisiaj staruszka i właśnie odchodziła od kasy zapłaciwszy za kilka kupionych rzeczy. Chłopak miał tylko chipsy i napój, więc Nino sięgnął do kieszeni do portfel czekając na swoją kolej. Zmarszczył brwi, kiedy okazało się, że poza nim w kieszeni znajduje się jakaś kartka. Wcześniej niczego takiego tam nie było. Wyjąwszy złożoną na kilka części kartkę rozwinął ją. Czytając słowa, które się na niej znajdowały oblał go zimny pot, a strach zajrzał w oczy.
„Trzeba było pójść siedzieć za tego dilera. Wszystko miało wskazywać na ciebie, ale zrobiłeś jedną głupią rzecz. Nie przyznałeś się, a mogłeś to zrobić i mieć spokój. Ten spokój się skończył. Trzeba zapłacić za towar, który się wzięło na kredyt. Jeżeli do określonego dnia nie zapłacisz całego długu, możesz pożegnać się ze swoim życiem. Termin upływa już niedługo, a procent rośnie każdego dnia.”
Otarł pot z czoła, kiedy zwinął kartkę i ją schował. Obejrzał się za siebie, ale nikogo nie widział poza kobietą z dwójką dzieci. Na pewno nie było tam tego, który na niego wpadł. Na samą myśl, że równie dobrze ten ktoś mógłby go w tamtym momencie zabić, a nie tylko podłożyć wiadomość, przeszedł go lodowaty dreszcz. Tym ludziom nie przeszkadzałyby kamery, bo dziwnym trafem tego dnia, akurat by nie działały. Już nie tak spokojny jak wcześniej Nino wyłożył produkty z koszyka na bardzo krótką taśmę, kiedy nastolatek płacił za swoje zakupy, po czym poczekał na swoją kolej, by zrobić to samo.

*

Tymczasem w innej części miasta Ivo wziął prysznic i usiadł na kanapie z książką w ręku. Zanim jednak zaczął czytać, rozejrzał się z lekkim uśmiechem po salonie, w którym od kilku dni stał fortepian. Fabiano zamówił firmę zajmującą się przeprowadzkami i wraz z innymi rzeczami przywieziono instrument. Ivo z początku obawiał się czy wystarczy miejsca na tak duży mebel, ale fortepian doskonale wpasował się w część salonową. Fabiano już kilka razy na nim grał, a on słuchał oczarowany. Jego partner zdecydowanie powinien zostać muzykiem, ale doskonale spełniał się jako adwokat. Tylko tak mógł pomagać ludziom, co już robił. Zaledwie wczoraj został oddany do użytku jego gabinet w byłym banku Salerno, a już miał klientkę, której mąż chciał odebrać dzieci po tym jak od niego odeszła, kiedy ją pobił w ataku furii. Z nową kancelarią wiązało się jeszcze wiele spraw remontowych i przyjęcie pracowników, ale Fabiano nie chciał czekać z rozpoczęciem działalności.
Mężczyzna musiał pracować. Bez tego męczył się. Nawet Ivo nie zawsze był mu w stanie pomóc. Od czasu szczerej rozmowy pomiędzy nimi koszmary tak często nie wracały, a jeżeli miały miejsce to przytulał partnera i Fabiano uspokajał się. Mężczyzna nie mógł jednak zapomnieć o swojej przeszłości i walczył z tym każdego dnia. Ivo wierzył, że to co męczy jego chłopaka, w końcu odejdzie w zapomnienie.
Dzisiaj miał być tego początek. Prawnik był właśnie na swojej pierwszej terapii, którą musiał przełożyć o kilka tygodni, zanim nie pozałatwiał wszystkiego w Rzymie. W końcu zamieszali razem w Limare i wiedli życie jako para. Moretti chciał, aby to się nie skończyło. Gdzieś nadal pozostawał w nim strach, że Fabiano może zmienić zdanie. Owszem liczył się dla tego mężczyzny, co kochanek często powtarzał, ale jeszcze ani razu nie powiedział mu, że go kocha. Niby słowa nie były ważne, ale pragnął je usłyszeć. Szczególnie jeżeli padłyby z ust kogoś, kto całymi latami zaprzeczał istnieniu miłości.
Westchnął i zatopił się w tekście. Po półgodzinie usłyszał jak przed dom podjeżdża samochód, więc wstał, aby odkluczyć drzwi. Otworzył je i stanął w przejściu. Fabiano rozmawiał przez telefon, wysiadając ze swojego ukochanego Maserati. Podszedł do Ivo dając mu buziaka. Chłopak chętnie zatrzymałby na dłużej jego usta na swoich, ale nie przeszkadzał w rozmowie i powrócił do książki. Dopiero kiedy partner skończył zapytał:
– Jak terapia?
– Poszło dobrze. – Fabiano zdjął marynarkę i położył ją na siedzisku przy fortepianie. – Mam miłą terapeutkę. Przyznam jednak, że zanim wszedłem do gabinetu to tak się denerwowałem, że miałem ochotę uciec.
– Proponowałem ci, że pojadę z tobą.
– Żałowałem przez chwilę, że się na to nie zgodziłem, ale po co miałbyś siedzieć godzinę w poczekalni i się nudzić. – Usiadł obok Ivo na kanapie. Dopiero teraz mógł go przytulić i porządnie pocałować.
– Nie nudziłbym się. Od czego mam książki na smartfonie? – Potarł ich nosy o siebie.
– Mój książkoholik – szepnął Salieri. – Ale nie licząc moich początkowych nerwów, poszło naprawdę dobrze.
– To się cieszę. Mam nadzieję, że ona ci pomoże. Słyszałem, że jest naprawdę dobra.
– Mam nadzieję. – Wyciągnął rękę i schował włosy Ivo za ucho. Moretti wciąż miał taką samą fryzurę, jeżeli chodziło o jej kształt, tylko tym razem włosy na całej głowie były zupełnie białe. – Właśnie rozmawiałem z Vittorio. Nie uwierzysz, ale bierze urlop i już kupił bilet na najbliższy samolot.
– Gdzie poleci? – Zgiął nogę pod siebie, siadając do partnera bardziej przodem.
– Planuje spędzić urlop w Limare.
– A to Nino się ucieszy. – Zaśmiał się Ivo, palcami robiąc w powietrzu cudzysłów. – Do dzisiaj nazywa go dupkiem. Wątpię w to, aby się nie spotkali szczególnie, że Vittorio polubił Amare i pewnie przez te dni będzie bywał w bistro. Nino tam na razie pracuje i nic się nie zmieni, jeżeli ma chociaż trochę rozumu. Mój brat z jakiegoś powodu nienawidzi twojego przyjaciela bardziej niż mnie.
– Niech Vittorio sam sobie z tym radzi – rzekł Fabiano. – Wezmę kąpiel, a potem obejrzymy jakiś film, co?
– Chętnie – odpowiedział Ivo. – Zrobię popcorn. Zanim jednak poszedł to zrobić, napisał do brata:
Pamiętaj, że jutro o siódmej masz być w pracy.

*

Nino odczytał smsa od Ivo, a potem odrzucił telefon na sofę. Nogi wyciągnął na stolik i z piwem w ręce oraz odgrzaną lasagne, powrócił go oglądania telewizji. Nie był w stanie się do końca rozluźnić, bo gdzieś z tyłu głowy siedziała dzisiejsza groźba. Nawet przez chwilę przemknęło mu przez myśl czy nie lepiej byłoby, aby się ona spełniła.