22 lipca 2018

Obietnice - Rozdział 8

Heja. Mam dla Was ważną informację. Szczególnie dla tych, którzy nie mają jeszcze pełnej kolekcji lub chcieliby ją zakupić "Obrazów miłości".
Otóż 30 lipca (i tylko tego dnia), z okazji dnia przyjaźni ta seria, zarówno pakiet jak i pojedyncze tytuły będą do kupienia o 20% taniej. Także polujcie na tę jednodniową promocję. :)


Przypominam też, że "Powrót do Limare" druga część Amare jest już dostępna w sprzedaży. :) 


Dziękuję za komentarze. :)



Noah

Powinienem pójść dzisiaj do księgarni, ale nie mam na to ochoty. Moje dwie ulubione klientki zapłaczą się, jak nie dostaną swojego narkotyku w postaci buszowania po regałach i wdychania papierowych wydań. Bądź co bądź, e-booki są dobre, ale nie zastąpią prawdziwej książki, której można dotknąć, powąchać stron i poczuć jej ciężar z dłoniach. Ma to swój niepowtarzalny urok i żaden sztuczny twór, za jaki uważam elektroniczne wydanie, tego nie zastąpi – chociaż wiem, że najważniejsza jest treść tekstu, który się czyta. Szczególnie, jeżeli chodzi o spacerowanie pomiędzy półkami wypełnionymi po brzegi najróżniejszymi tytułami. Dlatego też założyłem księgarnię, aby pokazać ludziom, że magia papierowych wydań nigdy się nie kończy. No i może sprawić, aby inni, tak jak ja, pokochali czytanie.
Stanąłem przed lustrem w łazience i zobaczyłem ogromny siniec ciągnący się od prawego ramienia w dół ręki. Tatuaże go trochę zakrywały, ale jego mocny, fioletowy odcień i tak był widoczny. Kolejny krwiak miałem na plecach na prawej łopatce. Upewniło mnie to w przypuszczeniu, że ta strona bardziej ucierpiała. Głównie na nią musiałem upaść, kiedy wpadłem do wąwozu. Niewiele jednak brakowało, abym się połamał. Zapłaciłbym za swoją głupotę, a to i tak nie pomogło mi w odreagowaniu tego, co mnie męczyło.
Posmarowałem maścią sińce tam, gdzie zdołałem dosięgnąć, a resztę zostawiłem. Ogoliłem się, chociaż jasnej szczeciny nie było tak widać jak ciemnej, ale lubiłem być gładki. Nie tylko na twarzy. Uczesałem włosy i zarzuciłem na siebie bieliznę, a potem krótkie spodnie dżinsowe oraz szarą koszulkę bez nadruku. Postanowiłem, że nie stracę tego dnia i kiedy zjadłem śniadanie oraz połknąłem zapisane mi leki, poszedłem na strych, skąd wziąłem stos kartonowych pudeł. Zaniosłem je do pokoju taty, którego dopiero co pochowałem, a wydawało mi się, że minęły już miesiące. Jednocześnie miałem wrażenie, że to, co było dawno temu, wydarzyło się wczoraj. Czas to jednak pojęcie względne. Każdy odbiera to inaczej i dla każdego obserwatora jest różny, zależny też od sytuacji.
Otworzyłem szafę i zacząłem wyciągać z niej rzeczy. Od razu segregowałem je na te do oddania i na te do wyrzucenia, jednocześnie przypominając sobie, jak mama kupowała to dla taty, a on marudził, że jemu nic nie jest potrzebne.
„Tak, tobie by wystarczyła jedna koszula na grzbiecie i byłbyś szczęśliwy”. „Nie, kochanie, jestem szczęśliwy, bo mam ciebie”. Usłyszałem w głowie głosy z przeszłości, kiedy trzymałem jasnobłękitną koszulę, którą tata zakładał tylko na specjalne okazje. Złożyłem ją ładnie i dołożyłem do rzeczy, które jutro chciałem zawieźć do kościoła, gdzie, jak się dowiedziałem, właśnie tego dnia odbywała się zbiórka odzieży z organizacji charytatywnej. Musiałem to oddać. Nie chciałem zatrzymywać wspomnień. Tata zatrzymał ubrania mamy. Nimi też zamierzałem się zająć. Nadeszła pora na ostateczne pożegnanie.

Asher

Jakąś godzinę po tym, jak zacząłem dyżur, podczas którego było niewiele do roboty, przyszła Laura Corn. Akurat robiłem sobie kawę, kiedy wpadła na komisariat cała wzburzona, oskarżając nas o przetrzymywanie jej męża.
– Jak mogliście mu to zrobić? Mój misiu kochany siedzi w celi. Łajdacy!
Podszedłem do niej, chcąc przypomnieć jej, że to ona nas wczoraj wezwała, a my zrobiliśmy to, co do nas należało. Gdy jej o tym wspomniałem, nakrzyczała na mnie i zażądała, aby wypuścić jej męża.
– Miałaś dzisiaj przyjść złożyć zeznania przeciw niemu – wtrąciłem się w jej potok słów pełnych jadu, jaki do mnie posyłała.
– Przeciw niemu? Chyba źle usłyszałeś. To, co się stało, było pomyłką. On nic nie zrobił.
Naszła mnie ochota, aby parsknąć jej śmiechem w twarz i pewnie bym tak zrobił, gdyby nie miejsce, w którym byliśmy i moje stanowisko. Niemniej i tak nie powstrzymałem się przed powiedzeniem jej paru słów. To było silniejsze ode mnie.
– A ten siniec na twarzy to pewnie zrobiła ci szafka lub drzwi – zakpiłem. Nie sądziłem, że Laura będzie aż tak ślepo zakochana. Dziewczyna, która w liceum nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Chociaż dmuchać to ona się dawała każdemu, kto miał fiuta. Jako, że byłem chłopakiem jej przyjaciółki, mnie nie tykała. Wtedy, kiedy byłem napalonym nastolatkiem, pewnie bym się nie powstrzymał przed przeleceniem jej. Dawniej była piękną dziewczyną. Śmiałoby mogła zostać jakąś miss czy modelką. Obecnie, mając dwadzieścia siedem lat, daleko jej było do tego, głównie przez ślady zostawione na niej przez jej męża i trochę zaniedbany wygląd, przez co wydawała się dużo starsza. Nawet zapytałem się w myślach, czy ona bardziej dba o swojego kata niż o siebie.
– Oczywiście, że tak. Sądziłeś, że mąż mnie bije? Owszem, czasami się napije i pokłócimy się, ale bez przesady. Nie jest damskim bokserem. – Oparła ręce na biodrach, patrząc na mnie hardo. – Wypuść go albo oskarżę was o bezprawne przetrzymywanie Terry’ego.
– Obraził nas. Za obrazę szeryfa idzie się za kratki. – Spokojnie upiłem łyk kawy, wpatrując się w zielone oczy Laury. To, co powiedziałem sprawiło, że zaczęła szybciej oddychać, zaciskając usta. – Wyzywanie – kontynuowałem – próba pobicia mnie i znalazłoby się coś jeszcze. Na pewno chcesz nas o coś oskarżyć? Nie jego? Co będzie, kiedy następnym razem przesadzi? Może coś ci złamie, może gorzej.
– Terry to kochany i ciepły człowiek. Jest nerwowy, ale kto nie jest. Dzisiaj kupi mi kwiaty, zabierze na romantyczną kolację i będzie wspaniale.
Zanim znów jej dołoży, zostawiając swoje oznaczenia na jej ciele. Trudno było mi uwierzyć w to, że ta dziewczyna sobie na to pozwalała. Niestety, znałem wiele takich przypadków. Zanim nie jest za późno, one zawsze udają, zawsze wybaczają. Nie tylko kobiety są bite, ale mężczyźni też. Przez swoje żony, przez partnerów. Już dawno zrozumiałem, że znalezienie odpowiedniej osoby, która by nas kochała, nie wykorzystywała, nie biła i szanowała, to jak szukanie igły w stogu siana. Ja taką osobę straciłem i znów tej nocy podjąłem decyzję, że się odsunę. Jestem idiotą.
– Mogę go… – zacząłem, ale Logan Path mi przerwał. W liceum Laura rozkładała przed nim nogi, a on bardzo chętnie korzystał.

– Wypuścimy go. – Stanął obok mnie. – Asher, no chyba rozumiesz. Terry to nasz kumpel. Przesiedział noc, na jakiś czas się uspokoi.
Wkurzył mnie, bo niepotrzebnie się wtrącił. Logan zawsze taki był. Wpychał się tam, gdzie akurat nie był potrzebny. Poza tym chyba zapomniał, że jako mój podwładny nie powinien podważać mojej decyzji. Czułem jednak, że na razie nic nie wskóram, a nie chciałem przez cały dzień mieć na głowie wściekłej pani Corn.
– Terry nigdy nie był moim kumplem – powiedziałem pod nosem do siebie i poszedłem po klucze, które po chwili mu rzuciłem. Owszem, mogłem Corna zatrzymać w celi na czterdzieści osiem godzin, ale to i tak nic by nie dało, jego żona nie zmieniłaby zdania. Spojrzałem na Laurę, starając się utrzymać dystans do niej i nie pamiętać, że w licealnych latach była najlepszą przyjaciółką mojej ówczesnej dziewczyny. – Dzwoń, gdyby coś…
– Nic się nie będzie działo. Mój misiaczek jest dobry – rzekła, a potem, stukając o drewnianą podłogę swoimi wysokimi szpilkami, poszła za Loganem uwolnić faceta, który wkrótce zapomni, że dał jej kwiaty i ma być dla niej dobry. Pokręciłem głową, dopijając kawę.
– Ona tak zawsze – odezwał się Tim, a Lou coś mruknął. – Za tydzień, dwa będzie to samo. Na razie będą przeżywać drugi miesiąc miodowy. On nie będzie pił, a ona będzie chodzić i opiewać swojego partnera. O, zobacz. – Wskazał głową na parę wychodzącą z pomieszczenia, gdzie znajdowały się cele. Kobieta przymilała się do mężczyzny, a on ją obejmował, uśmiechając się do niej niczym zakochany kundel. Sielanka. Gdyby nie tworzyli tak chorego związku, mógłbym rzec, że dobrze im razem. I wtedy dotarło do mnie, że są parą, jaką są, ale przynamniej mają siebie. Ja byłem sam. I ponownie wybrałem samotność, kiedy tak niedaleko mnie był mężczyzna, którego kochałem.
Co się, do diabła, ze mną działo? Dlaczego byłem taki głupi?

Noah

Po kilku godzinach wszystko miałem spakowane. Ubrania do wyrzucenia włożyłem do dużych, czarnych worków na śmieci i wyniosłem za dom. Pod koniec miesiąca śmieciarka wszystko zabierze. Natomiast kartony na razie zostawiłem w spokoju. Później przeniosę je do samochodu. Trochę tego było, więc czekało mnie kilka kursów na dół i na górę.
Kiedy to było gotowe, w końcu zająłem się łóżkiem. Pościeli też się pozbywałem. Tata chyba nigdy jej nie zmieniał. Gdyby nie ja, to spałby w całkowitym brudzie. Ale mogłem go zrozumieć. Tęsknił za kimś, kogo kochał. Tak jak ja. Tylko, że on nie próbował podciąć sobie żył, to nie on nie wstawał z łóżka przez długi czas i chudł jeszcze bardziej. On pił. Rozpadał się inaczej niż ja. Zabijał się latami. Natomiast ja chciałem umrzeć w jednej chwili. Nie bolało mnie umieranie. Bolało życie bez Ashera. Mimo wszystko przetrwałem. Znalazłem w sobie siły, starając się najpierw wytrwać dzień, potem kolejny. Lata minęły i dawałem radę, dopóki Jarvis znów nie wkroczył w moje życie.
Chyba mam w sobie coś z taty poza genami, mimo że bardziej z wyglądu przypominałem mamę. Z tego, co mi mówił, w młodości miał wiele kobiet, ale pokochał tylko swoją Naelę. Kochał raz, a mocno, na zawsze. Tak jak ja. Przez to zazdrościłem ludziom, którzy mogą kochać wiele razy, a zakochiwać się jeszcze więcej. Ja jednak byłem typem takiego człowieka, który do końca życia chciał być tylko z jedną osobą. Sypiałem z innymi. Byłem przecież sam. Szczególnie, kiedy pojawił się ktoś interesujący. Nie żyłem w celibacie, z nikim się jednak nie związałem, serca nikomu nie oddałem. Jego panem i władcą był Asher Jarvis.
Usiadłem na łóżku, wsuwając palce we włosy i burząc ich i tak nieidealny stan. Grzywka opadła mi na oczy, więc ją zdmuchnąłem. Wtedy mój wzrok padł na toaletkę mamy. Nie miałem zielonego pojęcia, co mam z nią zrobić. Nie chciałem jej zatrzymywać, a zniszczenie jej nie wchodziło w grę. Pomyślałem, że mógłbym ją oddać pani Jarvis. Jedynie odmalowałbym mebel wcześniej, aby go odświeżyć. Wszystkie kosmetyki i perfumy, które na niej stały, wyrzuciłem. Dawno przeterminowane nikomu się nie przydadzą.
Usłyszałem, jak dzwoni komórka, którą zostawiłem w swoim pokoju. Dobrze, że drzwi były otwarte, bo by mogła dzwonić i dzwonić. Wstałem, rzucając jeszcze raz okiem na sypialnię. Pozostało mi tu poodkurzać i umyć podłogę. Ruszyłem do drugiego pokoju znajdującego się naprzeciwko pomieszczenia, w którym sprzątałem. Telefon leżał na łóżku, gdzie go rano rzuciłem. Na spływ kajakowy nie wziąłem go ze sobą, dlatego jeszcze jest sprawny.
Chwyciłem go i siadając przy biurku, przed odebraniem spojrzałem na wyświetlacz. Nie wiem, kogo się spodziewałem, ale kiedy zobaczyłem, że dzwoni pani Jarvis, poczułem rozczarowanie. Przecież on nie zadzwoni, głupi jesteś, skarciłem siebie. Nawet nie chciałem, aby dzwonił. Co z tego, że wczoraj był taki czuły w szpitalu? Jak mówiłem, nie chcę go i nie zamierzałem wejść do tej samej rzeki po raz kolejny.
– Halo – odebrałem, starając się, by w moim głosie nie było słychać przygnębienia.
– Kochanie, jak się czujesz?
– Dobrze. Naprawdę nic mi nie jest. – Ta kobieta była niesamowita. Miałem w niej matkę, ale nie wiem, co by powiedziała, gdyby znała prawdę. Chociaż była tak cudowna, akceptowała mnie i po cichu miałem nadzieję, że cieszyłaby się z tego, kogo kocham. Tylko problem był taki, że ludzie często coś tolerują, dopóki nie dotyczy to osoby bliskiej.
– Mam nadzieję. Poznam, jeśli kłamiesz, chłopcze. Już ja cię znam. Posłuchaj, dzwonię, bo zapraszam cię dzisiaj na obiad. Masz przyjść. Nigdy nie odmawiałeś, więc nie wiem, czemu ostatnio to zrobiłeś.
– Chyba musiałem pobyć chwilę sam ze sobą – odpowiedziałem, spoglądając na blat biurka. Zmrużyłem oczy, bo coś było nie tak.
– Rozumiem. Nie było ci łatwo pożegnać ojca. Nadal masz nas. Dzisiaj o piątej chcę cię widzieć u nas.
Przyglądałem się rzeczom, które leżały na biurku i powoli docierało do mnie, co było nie tak. Książka, którą wczoraj nasunąłem na wyryty rysunek, była odłożona na bok, do tego przodem okładki w dół. Nie pamiętam, abym ją dzisiaj nawet dotykał. Rano wstałem i po prostu poszedłem się wykąpać.
– Noah, halo, jesteś tam? – zapytała Tracy Jarvis.
– Jestem. Zamyśliłem się, przepraszam. Przyjdę – powiedziałem, bo teraz tym bardziej miałem powód. Musiałem zobaczyć Phoebe, bo to ona była jedyną osobą, która wchodziła tej nocy do mojego pokoju i mogła przesunąć książkę, a tym samym odkryć mały szczególik. Potrzebowałem sprawdzić, czy się czegoś domyśliła. W sumie to tylko inicjały naszych imion, ale ona nie była głupia.
– Cieszę się. To do zobaczenia, Noah – pożegnała się i rozłączyła, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć.
Odłożyłem telefon i nasunąwszy książkę tam, gdzie miała pierwotnie leżeć, przetarłem twarz dłońmi. Zapowiadał się interesujący wieczór, który pewnie spędzę również z Asherem. Taką miałem nikłą nadzieję, bo równie dobrze mógł być w tym czasie w pracy. Zerknąłem na zegarek, dochodziło dopiero południe i postanowiłem, że jednak na te kilka godzin otworzę księgarnię. Poza tym, to z niej się utrzymywałem. Miałem też kilka zamówień, którymi powinienem się zająć. Czas, by wrócić do życia i normalności. Co prawda innej, bo bez mojego taty i z Asherem w pobliżu.

Asher

Na lunch wybrałem się do restauracji u Zoye. Byłem głodny jak wilk, a mimo że lubiłem słodkości, to miałem dość pączków, którymi objadali się Lou i Logan. Potrzebowałem zjeść coś pikantnego lub tłustego. Towarzyszyli mi Claire i Tim, z którymi czułem się najlepiej. Usiedliśmy bliżej okna przy jednym z kilku kwadratowych stolików przykrytym kremowym obrusem, na którym leżały czerwone serwetki. Pośrodku mebla w białym wazonie stał mały bukiecik białych kwiatków, a o nie opierała się karta menu. Rozejrzałem się po sali. W ciągu tych dziesięciu lat wystrój uległ zmianie. Zniknęły żółte ściany zastąpione teraz jasnymi panelami ściennymi, co dawało lokalowi przytulności i ciepła. Wszędzie były stojaki z kwiatami, które były drugą miłością właścicielki. W rogu stał bar, gdzie można było napić się drinka oraz zamówić kawę. Na ścianach wisiały obrazy, a na suficie królował żyrandol, którego odnogi wyglądały niczym nogi pająka.
Niemniej nieważne jak ten lokal by wyglądał, i tak najlepsze było tutaj jedzenie. To ono przyciągało ludzi. Moje kubki smakowe przekonały się o tym kilka minut później. Wszystko idealnie przyrządzone, ze świeżych produktów i do tego doskonale podane. Tutaj zwykły hamburger wyglądał jak najznamienitsze danie. Coś podsunęło mi myśl, że mógłbym tu zabrać Noah. Zjedlibyśmy dobrą kolację i spędzili razem czas. Szkoda tylko, że musiałbym wtedy zaprosić go na randkę. Tak jak on tego chciał. Byłby naprawdę mój, a ja jego. Tak jak powinno być, gdybym tego nie spieprzył.
– Co ty na to, Asher? – Dosłyszałem pytanie Claire i zerknąłem na nią.
– Przepraszam, o czym mówiłaś?
– Tak sądziłam, że nas nie słyszysz. Mówiliśmy, że po pracy moglibyśmy wybrać się na drinka. W końcu dobrze by było się lepiej poznać, a i Lou by się do ciebie przekonał.
– Ja i Lou… Między nami chodzi o coś innego. Drink tego nie załatwi. Ale możemy się umówić na kiedyś, bo dzisiaj czeka mnie rodzinny obiad w domu. Pora, by spędzić więcej czasu z bliskimi. – Może miałbym okazję namówić tatę na wyjazd na ryby. Potrzebowałem z nim porozmawiać. Źle znosiłem to, jak mnie traktował. Ale taka prawda, że należało mi się, bo wyjechałem oskarżony o kradzież, a oni musieli spłacić ten dług, aby mnie nie aresztowano, do tego ten mecz, który sprzedałem, także nie pomógł. Szkoda tylko, że nie wiedzieli, dlaczego tak naprawdę uciekłem. Ta tajemnica ciążyła mi coraz bardziej. Może to właśnie dlatego tak mi odwalało.
– Logan pewnie chętnie się dołączy – rzucił Tim, dopijając swoją herbatę. – Lubi imprezować. Ciągle przesiaduje w barze u Feildsów i ślini się do Glorii, która tam od czasu do czasu kelneruje.
Nie odpowiedziałem, bo rozdzwonił się mój telefon. Przeprosiłem moich towarzyszy i odszedłem na bok, aby odebrać. Znałem tę melodię i bez sprawdzania wiedziałem, kto dzwoni. Najchętniej bym nie odbierał, ale nie odczepiłaby się. 
– Brenda, mówiłem ci, żebyś już nie dzwoniła.
 Wiesz, że to ja, więc nie skasowałeś jeszcze mojego numeru. To coś znaczy, słodziutki.
– To nic nie znaczy. Po prostu zapomniałem to zrobić. Mam dużo na głowie w przeciwieństwie do ciebie.
– Tęsknię za tobą – powiedziała, a ja powstrzymałem się przez przewróceniem oczami. Ona nie wiedziała, kiedy odpuścić. Przecież już na samym początku naszej znajomości wyjaśniłem jej, że chodzi tylko o seks i nie będziemy dla siebie nikim więcej. To ona zaczęła myśleć o obrączce, rodzinie i dzieciach.
– A ja nie i cieszę się, że już skończyliśmy – warknąłem do telefonu, upewniając się, że nikt nie stoi obok, aby mnie słyszeć.
– Tym dla ciebie byłam, tylko dziurą do wkładania kutasa – powiedziała płaczliwym głosem, a mnie to nie ruszało. Doskonale znałem jej krokodyle łzy. – Tak o mnie myślałeś, prawda?
Nic nie odpowiedziałem, ale taka była prawda. Tak, jestem chujem i tylko na tym mi zależało. W moim życiu liczył się tylko Noah, a kobiety, mimo że ich pragnąłem, traktowałem jako zabawę. Dobrze było od czasu do czasu wsadzić kutasa do gorącej i mokrej cipki, ale przyznam, że serca bym żadnej nie oddał. Nawet teraz, mając taką wielką dziurę w głowie i niemalże wariując od dręczących mnie myśli, strachu, przyszło mi na myśl, że jeszcze raz chętnie bym wykorzystał Brendę. Dobrze się ją pieprzyło. Zarówno jej cipkę, jak i seksowny tyłek. Z początku nie lubiła, jak biorę ją od tyłu, ale potem to pokochała, a ja mogłem wtedy wyobrażać sobie, że jestem z kimś innym. To były najlepsze orgazmy mojego życia. Poza tymi, kiedy byłem z Noah. Naprawdę jestem skurwysynem, a ona jeszcze chce, żebym do niej wrócił.
– Nigdy nie byliśmy razem i o tym wiedziałaś. Nigdy też razem nie będziemy. Nie dam ci tego, czego chcesz. Dlatego nie wkurzaj mnie i nie waż się do mnie dzwonić. To skończone. Znajdź sobie kogoś innego do zaspokajania swoich potrzeb.
– I kto to mówi?! – wrzasnęła, a ja aż się skrzywiłem. – Ten, kto zaspokajał swoje potrzebny na mnie.
– I nie myśl, że byłaś taka dobra – powiedziałem i rozłączyłem się. Zepsuła mój w miarę dobry humor.
Wróciłem do stolika i zapłaciłem rachunek za nas wszystkich. Potem przeprosiłem Claire oraz Tima i wyszedłem z restauracji, bo potrzebowałem być przez chwilę sam. Czułem się rozdygotany, kiedy nerwy przepływały przeze mnie i miałem ochotę się na kimś wyładować. Nie poszedłem na posterunek, bo gdyby tylko Logan zaczął mi dogadywać, to nie patrząc na to, na jakim jestem stanowisku, strzeliłbym go w pysk. W tej chwili nie było ze mnie nic z miłego faceta. Miałem ochotę wrzeszczeć na to, jak bardzo zniszczyłem sobie życie. Zadawałem się z głupimi, łatwymi kobietami, podczas gdy zostawiłem kogoś wspaniałego. Wszystko przez to, że przejmowałem się tym, co ludzie powiedzą. Człowiek jest naprawdę głupi, zwracając uwagę nie na to, czego pragnie, ale na to, jakie inni mają o tym zdanie. A co im do tego, kogo kocham i kto kocha mnie?
Przystanąłem na skrzyżowaniu dróg i pełen zdeterminowania, ruszyłem w prawo. Do księgarni dotarłem w niecałą minutę i stanąłem przed drzwiami. Napis na wiszącej przy szybie tabliczce głosił, że było otwarte.
Wyciągnąłem rękę w stronę klamki.