24 listopada 2014

Nie powiem dobranoc - Rozdział 2

Notki wstawiam tak, aby automatycznie się ukazały o danej godzinie i danego dnia. Dlatego czasami dłuższy czas po ukazaniu się rozdziału będę edytować wstęp. Chcę poinformować, że za tydzień, w poniedziałek wyjeżdżam na kilka dni. Może się zdarzyć, że wyjadę później. Nie jest to do końca pewne kiedy, ale rozdział ukaże się normalnie jakby co. Tylko na wszelkie pytania odpowiem po powrocie.


 Dziękuję za komentarze. :)


Zamknął drzwi, gdy przyjaciółka weszła do środka. Będąc na nią zły, nie odpowiedział nawet na jej "cześć", ponieważ z jego ust mogłoby wyjść coś, czego by później żałował. Jak zawsze w chwilach potrzebował czasu na opanowanie się. Przeszedł do kuchni i włączył czajnik elektryczny, aby zagotować wodę. Z górnej półki wyjął dwie duże filiżanki, które dostał w prezencie od Holly, kiedy się tutaj przeprowadził. Nasypał do nich po dwie łyżeczki kawy, przez cały czas czując na sobie wzrok kobiety. Był jej wdzięczny, że powstrzymała się od rozpoczęcia rozmowy. W sumie znali się nie od dziś, więc doskonale wiedziała, jak z nim postępować, kiedy czuł się zraniony.
Gdy woda się zagotowała, zalał ciemny proszek, a w kuchni zaczął unosić się aromatyczny zapach. Postawił filiżanki na stole i zanim usiadł, wziął jeszcze cukiernicę.
– Siadaj. – Podał  jej zabraną z szafki łyżeczkę. – Dlaczego mi nie powiedziałaś, że on przyjechał?
Holly westchnęła ciężko, wsypując cukier do napoju.
– Przepraszam, ale przyjechał wczoraj, nikogo nawet nie powiadamiając, że to zrobi. – Przytknęła krawędź naczynia do ust i upiła łyk czarnego napoju, który nęcił i kusił swym doskonałym aromatem. U Stevena zawsze mogła trafić na doskonałą kawę przygotowaną z palonych ziaren wysokiej jakości. – Wczoraj nie wiedziałam, jak ci o tym powiedzieć. Dlatego chciałam się z tobą dzisiaj spotkać. Nie miałam pojęcia, że Kieran przyjdzie do pizzerii, w której pracujesz.
– Czy ty przypadkiem nie uknułaś takiego planu, że on ma tam…
– No wiesz, co? – oburzyła się i odstawiła filiżankę na stół. – Nie bawiłabym się w takie podchody. Mówisz tak, jakbyś mnie nie znał, więc przestań insynuować takie rzeczy. Nie, nie uknułam czegoś w stylu: „wyślę tam brata, niech Stev go zobaczy, może coś z tego będzie”. Po co miałabym to robić?
Patrzył jej prosto w oczy, próbując wyczytać z nich kłamstwo. Holly przechyliła lekko głowę, a jej kolejne słowa upewniły go, że ta kobieta potrafi z niego czytać jak z otwartej księgi.
– Stev, tobie nie przeszło. Próbowałeś mi wmówić, że jest inaczej, ale nie reagowałbyś w ten sposób na jego pojawienie się. Przez chwilę uwierzyłam, że twoje uczucie minęło, bo zamykałeś się przede mną… Kurwa, ty naprawdę udawałeś!
Nic nie odpowiedział. Odwrócił głowę w stronę okna i wpatrzył się w nie z zaciśniętymi ustami. Firanka lekko poruszała się pod wpływem wiatru wpadającego przez uchylone okno.
– Nadal go kochasz – stwierdziła kobieta.
– Kocham, nie kocham, przeszło, nie przeszło, co to, kurwa, za różnica?! Jakie to ma znaczenie?! – Założył nogę na nogę i nieświadomie zaczął poruszać stopą. Zawsze tak robił, kiedy był zdenerwowany i nie wiedział, co powiedzieć. W dodatku zaczął nerwowo bawić się łyżeczką.
– Nie, nie ma znaczenia. To chciałbyś usłyszeć? Żebym przyznała ci rację? – zirytowała się. – Nie myśl, że to zrobię, chłopaczku! Powiem ci coś. Wiem, że to wszystko ma dla ciebie ogromne znaczenie. Możesz mi mówić, nawet sobie wmawiać, że nie, ale ma. Domyślam się, jak boli kochanie kogoś, z kim nigdy się nie będzie, więc udajesz, że o nim zapomniałeś. Jejku, nie masz już nastu lat, żeby tak się zachowywać.
– Przy nim czuję się tak, jakbym znów był osiemnastolatkiem i musiał uważać na każde słowo i gest, aby nie zdradzić się ze swoimi uczuciami. Wiesz, co miałem ochotę dziś zrobić? Wziąć go w ramiona i nie puścić – wysyczał przez zaciśnięte zęby. – Mieć go dla siebie.
– Tak jest, jak się kogoś kocha…
– Przyjechał z jakąś głupią lafiryndą – przerwał jej – i powiedział, że chce sobie z nią ułożyć życie. Z nią, nie ze mną, bo nie jestem kobietą!
– Jesteś zazdrosny jak nastolatka. – Pochyliła się w jego stronę, opierając łokcie na stole. – Jessica to miła i porządna dziewczyna. Raczej nie pasuje do niej słowo „lafirynda”. Posłuchaj. – Spojrzała mu stanowczo w oczy, kiedy zauważyła jego krzywy uśmiech. – Popełniłeś błąd, nie mówiąc mu o niczym.
– Jak niby miałem to zrobić i po co?! – Rzucił łyżeczką o blat, a ta odbiła się i upadła na podłogę, wydając głośny dźwięk. – Co by to zmieniło? Nie mógłby na mnie patrzeć.
Schylił się po łyżeczkę i wstał, żeby wrzucić ją do zlewu.
– On akceptuje homo. Wiesz o tym.
– Nie o tym mówię. – Zaczął nerwowo chodzić po kuchni. – Kurwa, kocham go na zabój i z przyjemnością wyznałbym mu swoje uczucia, ale po co? To nie ma sensu, nigdy nie miało. Jest hetero. Obaj czulibyśmy się dziwnie, gdybym mu powiedział. W dodatku nie chciałbym przysparzać mu problemów. Wiem, że nawet jakby nie dał mi w mordę, mógłby się martwić tym wszystkim.  Po co mam go męczyć? – Oparł się tyłkiem o szafkę, wkładając ręce do kieszeni. – Kiedy wyjechał, było lepiej. Jakoś żyłem. Teraz wszystko wróciło, bo on nie przyjechał na jeden dzień, tylko chce tu zostać na całe wakacje.
– A ty będziesz się męczył. Weź się w garść. – Podeszła do niego, stając na przeciwko i zakładając ręce na piersi. – Zachowujesz się jak panienka, która nie ma nadziei na zdobycie ukochanego.
Spojrzał na nią ostro.
– Ciekawe, co ty byś robiła, gdybyś kochała Zacka, a on byłby gejem?!
– Przyznaję, że nie wiem. Ale starałabym się poznać kogoś innego. Zdusić swoje uczucia. Na pewno nie byłabym sama, a ty do tego dążysz! – Patrzyła na niego z troską wymieszaną ze złością.
– Nie jestem sam! – Odepchnął się od szafki, ominął kobietę i z powrotem usiadł przy stole.
– Kiedy ostatnio z kimś się spotykałeś? To był ten Rafael, prawda? Ten, którego poznałeś na plaży?
Schował twarz za filiżanką, udając, że chce się napić. Znów zaczynała mówić o tym, co go tak denerwowało. Jak miał związać się z kimś, wiedząc, że tej osoby nie pokocha? Ten ktoś byłby zastępstwem, niczym więcej. Facetem, z którym by się pieprzył dla samej idei seksu. – Tak, Rafael – potwierdził.
– To było wieki temu. Jak długo z nim byłeś?
– Nie przestaniesz? – zapytał z nadzieją.
– Nie. – Zajęła swoje miejsce i dopiła kawę, nerwowo spoglądając na przyjaciela.
– Miesiąc. To nie był związek, tylko przygoda dla seksu – dodał po chwili milczenia.
– Czemu go zostawiłeś? – Podrapała się po nosie. Jej długie, wypielęgnowane paznokcie pokryte były czarnym lakierem w czerwone wzorki.
– Bo kocham twojego brata i nie potrafię o nim zapomnieć? Oddałem mu serce i nie spotkałem dotąd nikogo, kto wzbudziłby we mnie tyle uczuć, co on? To chcesz wiedzieć? – wypalił. – Nie zaprosiłem cię tutaj, żebyś odstawiała mi jakieś przesłuchanie.
– Taaa. Zrobiłeś to po to, by mnie opierdolić, bo nie powiadomiłam cię o powrocie starszego brata. Ze mną nie ma tak łatwo, mój drogi. Zastanów się, czy chcesz ukrywać tę miłość. Jeżeli nie, to mu o tym powiedz.
– Holly, co to da? I tak ze mną nie będzie.
– Ale poczujesz się lżej. Naprawdę! Nie patrz na mnie jak na wariatkę. Jeżeli chcesz ukrywać tę miłość, proszę bardzo, lecz działaj tak, aby nie zniszczyć związku Kierana. Ech. Wbiłabym ci do głowy jeszcze parę rzeczy, ale jesteś dorosły. Muszę już uciekać. Mam randkę z Zackiem. – Zaniosła pustą filiżankę do zlewu. Odwróciła się w stronę przyjaciela i położyła ręce na biodrach. – To co zrobisz? – zapytała z zaciętą miną.
– Nie zamierzam mu nic mówić. Na pewno nie o tym, co do niego czuję.
– Wybrałeś. W takim razie męcz się dalej, udając kumpla, ale nie zachowuj się jak zazdrośnik. Spadam. – Pochyliła się i pocałowała go w policzek, po czym wyszła, zostawiając Stevena z chaosem w myślach.
Tej nocy nie mógł zasnąć, nękany wspomnieniami słów Holly i spotkania z Kieranem. Powróciły pragnienia tak silne, że aż sprawiały mu ból - nie tylko fizyczny. Żałował, że w ogóle uświadomił sobie co czuje do kogoś, kto nigdy nie będzie jego. To było w trzeciej klasie liceum, kiedy mieli zajęcia na basenie. Nauczyciel połączył ich klasę ze starszym rocznikiem, z którym, ze zrozumiałych przyczyn, nigdy wcześniej nie mieli zajęć. Steven akurat siedział na brzegu basenu, mocząc stopy w wodzie, kiedy ujrzał Kierana wspinającego się po drabince na trampolinę. Nie potrafił oderwać od niego wzroku. Budowa ciała już wtedy nie miała zbyt wielu cech chłopięcych. Dużo ćwiczył, a pod skórą rysowały się mięśnie. Kieran był też bardzo pewny siebie. Stevenowi imponował tym, że pierwszy biegł, aby komuś pomóc swoją pogodą ducha, odwagą i mądrością. Bardzo mu się podobał. Za każdym razem, kiedy widział go w szkole, czy w domu podczas odwiedzin u Holly, nie potrafił oderwać oczu od jej brata. Starał się nie gapić na niego, jak na obiekt uwielbienia i zastanawiał się, co się z nim dzieje. Wtedy już wiedział, że jest gejem, ale nigdy tak za nikim nie szalał. W sumie Kieran był pierwszą osobą, która wzbudziła w nim coś więcej, niż tylko ciekawość. Przez te wszystkie miesiące, kiedy się znali, nie dotarło do niego to, co uświadomił sobie w momencie, gdy chłopak skoczył z trampoliny, lecąc w dół. Patrzył, jak pracują wszystkie mięśnie, poruszając się synchronicznie. Jak cała sylwetka wpada do wody, która rozpryskuje się na wszystkie strony. Kieran zniknął pod taflą, a po chwili wypłynął, potrząsając głową, by strząsnąć kropelki cieczy z włosów, a następnie spojrzał w jego stronę błyszczącymi oczami. To wtedy Steven zakochał się w nim. Nie, inaczej. Wtedy dotarło do niego, że jest zakochany, ponieważ to uczucie już wcześniej w nim tkwiło, tylko nie zdawał sobie z tego sprawy. Jego serce chciało wyskoczyć z piersi, gdy ich oczy się spotkały. Ledwo powstrzymał się, by nie podpłynąć do Kierana i rzucić mu się na szyję, wyznając przed dwiema klasami, że „właśnie zrozumiałem, że cię kocham”. Chłopak by go zabił, a Steven stałby się pośmiewiskiem całej szkoły. Całe szczęście, że zadziałał wtedy rozsądek i udało mu się uniknąć poniżenia. Do dziś ma świadomość, że nie może wyznać Kieranowi uczuć, mimo że ma już dwadzieścia cztery lata i nie jest wystraszonym nastolatkiem. A może jest wystraszonym dorosłym mężczyzną? Od tamtej pory nie potrafił zapomnieć o uczuciu. Znów będzie zmuszony zrobić to, co wtedy. Udawać. Będzie musiał znosić obecność innej osoby przy boku Kierana. Osoby, którą mężczyzna będzie obejmował i całował tak, jak on sam by chciał być obejmowany i całowany. Steven musi skądś wziąć siłę, by powstrzymać się przed wykrzyczeniem, że to on chce być na jej miejscu. Nie miał innego wyboru, jak ten, by uciekać od niego spojrzeniem, byle tylko nie zawiesić dłużej wzroku na chłopaku lub jego tyłku. To i tak było lepszym wyjściem, niż wyznanie mu prawdy. Prędzej przyznałby się publicznie, że jest gejem, co zapewne byłoby szokiem dla Kierana, niż wyjawił mu, jak bardzo jest w nim zakochany.
Jedno było pewne - nie ważne, którą z dróg wybierze, bo na pewno nie będzie ona usłana różami. Jeśli będzie udawał przyjaciela Kierana wystarczająco przekonywująco, to może sam w to uwierzy? Być może widzenie go z Jessicą będzie na tyle bolesne, że rozpaczliwie zacznie szukać kogoś, kto ukoi jego ból? Kto wie? Może uda mu się zakochać w kimś innym? Tylko jak to powiedzieć ciału i sercu, które ciągnęły do tego mężczyzny jak ćmy do ognia? Problem w tym, że ćmy ginęły w gorącu płomieni, a on chciał spalać się w cieple rąk Kierana, bo bez nich umierał. Ten mężczyzna był dla niego niczym magnes. Gdy był blisko, to przyciągał go tak bardzo, że choć Steven znosił katusze, to nie był w stanie powiedzieć „żegnaj”. Przebywanie w pobliżu Kierana bolało, ale spędzanie czasu z dala od niego sprawiało jeszcze większe cierpienie. Steven przekonał się o tym, gdy obiekt jego uczuć zrezygnował ze studiów w ich mieście i wyjechał. Tęsknota i ból były tak silne, że niemal wpadł w depresję. Wtedy od Holly i Zacka otrzymał taką reprymendę, że natychmiast podniósł się na nogi. Czy jeśli znów się przyzwyczai do spotkań z Kieranem, to sytuacja się powtórzy? Jeśli tak, to wolał być przy nim i udawać kumpla, niż nigdy więcej go nie zobaczyć. A może lepiej będzie uniknąć cierpienia, trzymając się na dystans tak długo, jak się da. Z głową pełną myśli udało mu się zapaść w niespokojny sen.

~*~

Wczesnym rankiem, ledwie słońce wzeszło, wziął prysznic i zrobił sobie śniadanie. Miał dziś wolny dzień, dlatego zamierzał zrealizować swoje wczorajsze plany. Plaża, książka i spokój - właśnie te trzy rzeczy były mu dziś potrzebne. Podjadając jajecznicę z pomidorami, starał się nie myśleć o Kieranie, swoich uczuciach i pracy. Zaplanował sobie miły dzień i tak zamierzał go spędzić. W czasie śniadania czytał powieść, którą od zawsze odkładał na bok, a dziś zamierzał wziąć ze sobą nad wodę. Książka tak bardzo go wciągnęła w świat potworów i ludzi chcących ochronić się przed złem, że dopiero po dłuższym czasie usłyszał dzwonek swojej komórki. Dawno już tak nie odleciał. Kiedyś bywało tak, że gdy zagłębił się w lekturę, mogło się palić i walić, a on by na to nie zareagował. Wyłączał się całkowicie z rzeczywistości, przenosząc się do miejsc, o których czytał.
– Tak, słucham – powiedział, obierając połączenie.
– Synuś, co tak długo? Dzwonię i dzwonię. Bałam się, że włączy się ta cholerna poczta głosowa, a wiesz jak nie lubię się nagrywać.
– Hej, mamo. Przecież mówiłem ci, że już ją wyłączyłem. Czytałem i dlatego nie odbierałem. Znasz mnie.
– Aż za dobrze.
– Co tak wcześnie dzwonisz? – zaniepokoił się. Miał nadzieję, że nic się nie stało.
– Mam do ciebie prośbę.
W czasie rozmowy, Steven usłyszał jakieś dziwne odgłosy stukania i wrzasków dochodzące w tle, więc przerwał mamie:
– Co tam się u was dzieje?
– Sąsiedzi zmieniają dach, a okno mam otwarte i hałas się niesie. No, ale posłuchaj, bo zaraz pędzę do pracy, a muszę jeszcze urwisom przygotować śniadanie – mówiła.
– A to oni rączek nie mają?
– Mają, mają, ale niech się trzymają od kuchni z daleka. Słuchaj, bliźniaki pojutrze kończą szkołę - och, będę ja miała z nimi przez wakacje urwanie głowy - a w szkole wychowawczyni zwołała jakieś spotkanie z rodzicami i chce umówić kilka spraw organizacyjnych w sprawie zakończenia roku. Nie wiem, po co, ale mniejsza z tym. Pracuję do późna i nie ma mnie kto zastąpić. Zdążyłabym na samą końcówkę, a wtedy to nie ma sensu się tam nawet wybierać.
– Aha, i ja mam iść na to zebranie – odgadł.
– Mógłbyś?
– A co innego mam zrobić? O której się zaczyna? – Wstał, nie dojadając śniadania do końca i odstawił talerzyk na szafkę przy zlewie. Zajmie się tym, gdy wróci. Musiał jeszcze zabrać kilka rzeczy, zanim pojedzie na plażę. Chciał tam być przed tłumami, by móc pobiegać.
– O siedemnastej. W sali siedemnaście, więc łatwo zapamiętasz. Dwie siedemnastki. – Kobieta zachichotała, jakby coś sobie przypomniała. – I jeszcze jedno. Bliźniacy mają zajęcia do późna, bo idą na dwunastą. Mają na ciebie zaczekać, bo nie chcą wracać autobusem, jeśli mogą mieć podwózkę.
– A co to ja, taksówkarz?
– Stev, to twoje rodzeństwo.
– Wiem, pamiętam.
– I zostaniesz u nas na kolacji.
– Miły podstęp, by mnie sprowadzić do domu.
– Trzeba czasem kombinować. Kończę, bo tata i bliźniacy czekają na śniadanie. – Usłyszał jeszcze cmoknięcie, a po nim sygnał przerwanego połączenia. Westchnął. Czekał go wieczór z rodzinką, jednak na to nie mógł narzekać. Chyba, że tata postanowi mu go uprzykrzyć.

Pół godziny później założył na siebie tylko krótkie spodnie. Do samochodu zapakował to, co będzie mu potrzebne i wyruszył na plażę. Z doświadczenia wiedział, że z rana nie było na niej dużo ludzi. Tłum zbierał się zazwyczaj koło południa, by leżeć i smażyć się na słońcu. Na szczęście znał takie miejsce, gdzie zazwyczaj nikt nie chodził. Znajdowało się ono tuż przy skałach i dawało dużo cienia, z którego chętnie korzystał. Gdy niedługo później zaparkował, zamknął auto i najpierw skierował się na plażę, aby pobiegać. Później wróci się po ręcznik i książkę. Miał tak napięte mięśnie, że wręcz marzył o aktywnym spędzeniu poranka. Bieganie zawsze sprawiało mu przyjemność. Było czynnością, do jakiej przyzwyczaił go ojciec i to była jedna z tych nielicznych rzeczy, która ich łączyła.
Przeszedł przez plażę, mijając kilku plażowiczów. Jedni dopiero rozkładali się na piasku, a inni już leżeli plackiem lub grali w piłkę. Jedna z wielu wieżyczek ratownika stała pośrodku, a jakiś dobrze umięśniony mężczyzna obserwował okolicę przez lornetkę.
Steven podszedł do brzegu. Mokry piasek oblepiający mu nagie stopy zaraz był spłukiwany przez wpływającą na brzeg wodę, która po chwili się cofała. Spojrzał na horyzont, gdzie ocean łączył się z niebem. Patrząc na to zjawisko, miał wrażenie, że chmury pieszczą wodę. Krajobraz uzupełniały wszędobylskie mewy, a szum oceanu igrał mu w uszach. Ten widok zawsze robił na nim wrażenie. Raz przyjechał tutaj o świcie, by obejrzeć wschód słońca. Żałował wtedy, że nie wziął aparatu, aby uwiecznić to zjawisko. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, by mógł to zrobić w przyszłości. Dziś fale były wysokie, więc na plaży po drugiej stronie laguny zapewne zebrali się surferzy, by korzystać z możliwości popływania na desce. Akurat ten sport jakoś nigdy go nie interesował. Nawet wtedy, kiedy spotykał się z Rafaelem, który był zapalonym surferem. Rozstał się z nim, bo mężczyzna zaczynał angażować się uczuciowo w coś, coś Steven określał mianem "seks spotkań". Wolał zranić mężczyznę od razu, niż być z nim i nigdy go nie pokochać. Raz „oddał” serce i ono nigdy do niego nie wróciło. Szybko otrząsnął się z tych myśli i zaczął biec. Koncentrował się na kolejno stawianych krokach, poruszając się do przodu. Czuł, jak mięśnie zaczynają pracować, a te, których dawno nie używał, nieznacznie piekły. Biegł, nie patrząc na czas, ani na tempo. Przed sobą widział tylko rozległą plażę i nic innego dla niego nie istniało.

~*~

Po godzinie intensywnej przebieżki dodatkowo się porozciągał. Kiedy słońce zaczęło już grzać mocniej, postanowił wrócić do samochodu. Czuł się przyjemnie zmęczony. Gdy ciało się ostudzi, miał w planach jeszcze popływać. Dotarłszy do samochodu, na moment aż przystanął, widząc niespodziewane towarzystwo. Towarzystwo, którego zamierzał unikać. Mężczyzna stojący przy pojeździe zauważył go i pierwszy zabrał głos:
– Wiedziałem, że to twój samochód. Od ilu lat już go masz?
– Około sześciu. Co tu w ogóle robisz? – Z kieszeni zasuwanej na zamek wyjął kluczyki od auta.
– Miałem w pobliżu jedną sprawę do załatwienia i zobaczyłem twojego staruszka. – Kieran poklepał dach samochodu.
– Ten staruszek wszędzie mnie wozi.
– Pamiętam, jak go kupiłeś.
– To było wielkie święto. Mój pierwszy samochód. W końcu przestałem być uzależniony od wozu rodziców. – Wytarł spoconą twarz ręcznikiem, który zawiesił sobie na ramieniu. Schylił się jeszcze do wnętrza auta po książkę i wodę. Miał nadzieję, że Kieran sobie pójdzie. Patrzenie na niego, gdy był ubrany tyko w krótkie spodnie i koszulkę bez rękawów odsłaniającą szerokie ramiona, powodowało u Stevena zarówno dyskomfort fizyczny, jak i psychiczny.
– Plażujesz dzisiaj?
– Ano. – Odkręcił nakrętkę od butelki i napił się wody.
– Odnoszę wrażenie, że nie chcesz ze mną rozmawiać – stwierdził Kieran, patrząc na niego tymi swoimi ciemnymi oczami, pod którymi Steven zaczynał czuć się, jakby znów miał osiemnaście lat.
– Wydaje ci się. – Zamknął samochód i skierował się w stronę miejsca, które zawsze zajmował, gdy tu przyjeżdżał. Ku jego niezadowoleniu towarzysz ruszył za nim. Steven obejrzał się na niego. Czarne, gęste włosy mężczyzny były artystycznym bałaganem. Chętnie zatopiłby w nich palce. – Czemu za mną leziesz?
– Ha, mam cię. – Kieran trącił go w ramię. – Nie chcesz ze mną rozmawiać. W innym wypadku zapytałbyś: „Mam odstąpić ci kawałek ręcznika?”.
W liceum Steven często tak robił, kiedy Kieran wybierał się na plażę, mając na sobie tylko kąpielówki. Mężczyzna nie wiedział, że Duncan pozwalał mu siadać obok siebie tylko dlatego, aby być blisko.
– Myślisz, że mnie znasz?
– Nie do końca. Gdybym nie wyjechał, rozszyfrowałbym twoją tajemnicę. O, widzisz. Czuję, że jakąś masz. – Kieran uniósł ręce do góry i poruszył ciałem, jakby tańczył.
O tak, to był jego szalony, dawny Kieran. Nigdy nie przejmował się tym, co kto o nim pomyśli. Miał ochotę zatańczyć na środku ulicy? Robił to. W wieku dwudziestu pięciu lat zapragnął zachowywać się jak pięciolatek? Robił to. To nic, że inni patrzyli się na niego jak na wariata. Kiedy było trzeba, potrafił też być poważny i skupiony. Przejmował się problemami innych, a i przywalić umiał, i to tak, że tej drugiej osobie ciężko było się zebrać. Właśnie takiego go kochał.
– Każdy ma jakieś tajemnice. – Skały, pod którymi zawsze siadał, były blisko, więc tylko zszedł niżej i w ich cieniu mógł rozłożyć ręcznik. Słońce miało zajrzeć tu dopiero za jakieś trzy godziny, więc do tej pory będzie miał trochę chłodu. Rozłożył ręcznik na piasku i usiadł na nim.
– To jak? Mam spadać, czy użyczysz mi kawałek tego niebieskiego materiału? – zapytał Kieran.
Steven roześmiał się i przesunął. Ręcznik był dostatecznie duży, by mogli zmieścić się na nim razem. Jak lata temu, kiedy z całą paczką wybierali się na plażę. Sam się katował, odstępując mu „kawałek” puchatego materiału, gdy jego rozbudzone ciało oraz bujna wyobraźnia sprawiały problemy. Kieran nawet nie był świadomy, ile razy Steven wyobrażał go sobie z nim w różnych sytuacjach i co w nich robili. Szczególnie wtedy, kiedy siedzieli blisko siebie i stykali się ramionami lub udami. Steven czuł zapach chłopaka, skórę nagiego przedramienia ocierającego się o niego i to wystarczało, by go pobudzić. Obecnie był dorosłym mężczyzną i potrafił panować nas swymi popędami, a może i miał w tym większe doświadczenie, ale jakoś nad uczuciami takiej kontroli nie posiadał. Przy Kieranie serce biło w piersi mu wręcz szaleńczo, natomiast żołądek ściskał się w supeł. Niemniej, radził sobie z tym już tyle czasu, to i teraz mu się uda, bo z tego, co widział, nie pozbędzie się intruza. Możliwe, że nawet tego nie chciał.
Kiedy niósł wzrok, ciekawy, dlaczego mężczyzna jeszcze nie usiadł, aż wstrzymał oddech. Kieran właśnie zdejmował swoją koszulkę, odrzucając ją gdzieś na bok i Steven naprawdę nie chciał się na niego gapić, lecz nic nie mógł poradzić na to, że mężczyzna przyciągał wzrok. Harmonijnie zbudowane ciało, umięśnione, ale nie do przesady, było apetycznie gładkie. W liceum wiele razy na niego patrzył i wydawało mu się, że jak własną kieszeń zna każdy kawałek skóry, każdy wzgórek, wklęśnięcie, dwa ciemniejsze dyski otaczające sutki, pępek, w który chciałby włożyć koniuszek języka i tę czarną linię włosów idącą w dół i chowającą się pod materiałem bermudów i bielizny. Teraz, gdy Kieran zmężniał, jego ciało nabrało jeszcze bardziej męskiego wyglądu, a Steven najchętniej by je wylizał, wtulił się w nie i nie puszczał. W tej chwili pragnienia zaczęły rządzić nim na równi z uczuciami. Poczuł, jak robi mu się gorąco, a w gardle powstaje pustynia. Szybko odwrócił wzrok od mężczyzny, nie wiedząc, jak długo się na niego patrzył. Sięgnął po półlitrową butelkę wody i od razu wypił zawartość, wlewając wszystko prosto do gardła.
– Oho ho. Spragniony jesteś. Uważaj, bo się utopisz.
– Tak, spragniony, ponieważ robi się gorąco.
– Dobry sposób na ochłodzenie jest za mną. Może popływamy? – Kieran wskazał palcem za siebie.
Wyobraźnia Stevena zaczęła działać. Widział mokre ciało Kierana wyłaniające się z wody i krople spływające z włosów i ślizgające się w dół po szyi, kusząc, by podążył za nimi język. Otrząsnął się i skupił swą uwagę na książce.
– Idź sam. Jak widzisz, ja muszę dowiedzieć się, czy główny bohater uratuje miasto. – Otworzył czytadło, chcąc zająć myśli czymś innym, niż jego towarzysz, który stał nad nim jak kat.
– Ej. – Kieran wyrwał mu z rąk lekturę i złapał za dłoń, podciągając Stevena do góry. – Będziesz czytał, jak wyjadę. Mam w końcu czas i chcę go spędzić z wami.
– Jakoś jestem tu tylko ja. – Pozwolił się pociągnąć i stał teraz naprzeciw mężczyzny dorównującemu mu wzrostem. – Nie widzę tu nikogo innego.
– Mają pecha, a ty szczęście, że masz wolny dzień. Pamiętasz, jak na ostatniej imprezie po zakończeniu szkoły bawiliśmy się na plaży?
– Jak mógłbym zapomnieć o tych wszystkich panienkach lepiących się do ciebie? – Och, jak wtedy chciał być jedną z nich. Miał, niestety, jedną wadę - był chłopakiem i nie mógł pozbyć się tych dziewczyn, zajmując ich miejsce.
– Ta. To były czasy. To co? Popływamy? Potem i tak muszę lecieć, to będziesz mógł sobie czytać.
Steven przewrócił oczami i ukucnął, aby pochować swoje rzeczy. Miał nadzieję, że nikt go nie okradnie. Zresztą, nigdy go to nie spotkało. Poza tym obok była wieża ratownika, a na niej okolicę patrolowała jakaś blondynka.
– Kto ostatni, ten ciapa – krzyknął Kieran i zaczął biec w kierunku oceanu.
– Dwudziestopięciolatek, a zachowuje się jak dzieciak – Steven mruknął do siebie, kiwając z niedowierzaniem głową. – Ej, czekaj, oszuście! – krzyknął, biegnąc za nim i tym samym zwracając na siebie uwagę coraz większej liczby plażowiczów. Czuł się dziwnie w tej sytuacji, lecz Kieran się tym nie przejmował, więc on też nie będzie. Stawiając stopy na piasku, już czuł bijące od niego ciepło, a jego drobinki jeszcze mocniej się rozgrzewały. Niestety, kolejny krok okazał się dość niefortunny. Umieszczając nogę na piasku, poczuł ból i upadł, od razu łapiąc się za bolące miejsce.
– Kurwa – przeklął, kiedy zobaczył na dłoni krew. – Kieran! – zawołał, chcąc zatrzymać mężczyznę, zanim ten oddali się lub wskoczy do wody.
– Co? Tchórzysz… – Kieran odwrócił się i jego rozbawiona mina szybko zamieniła się w poważną. Podbiegł do przyjaciela i uklęknął przy nim. – Co się stało?
– Coś rozcięło mi stopę.
– Pokaż. – Chwycił go za kostkę i uniósł tak, by móc widzieć ranę. – Rozcięcie nie wygląda na głębokie… chyba. Jednak jest zabrudzone piaskiem i krwawi. Jak dla mnie, nie wygląda to zbyt dobrze. Zakażenia można się wszędzie nabawić. Zabiorę cię do szpitala. – Puścił jego nogę i wstał, by pomóc podnieść się Stevenowi.
– Nie ma, kurwa, mowy, że pokażę się w szpitalu. – Nienawidził szpitali. Spędził w nich dostatecznie dużo czasu, by móc mieć traumę. Jako dziecko, często miewał zapalenie płuc. Raz omal na coś nie umarł, gdy miał dziesięć lat, a po wypadku ojca, szpital był jego drugim, do tego znienawidzonym, domem. – Nic mi nie będzie. Z takim małym cholerstwem na pewno tam nie pójdę. Musieli by mnie skuć i siłą tam zaciągnąć. Zawieź mnie po prostu do domu, ale najpierw przynieś moje rzeczy.
– Nic ci nie jest, skoro potrafisz tak pyskować – odparł Kieran. – To idę przynieść twoje skarby.
– Pierdol się. – Próbował wstać, ale tylko syknął i z powrotem usiadł na tyłku.
– Co się stało? – zapytał obcy głos i Steven dopiero teraz spostrzegł, że w jego kierunku idzie młody ratownik. Przystojny, ale nie w jego typie. Tak naprawdę, to nikt nie był - oczywiście poza Kieranem. Chętnie parsknąłby na to stwierdzenie.
– Jakieś cholerstwo rozcięło mi stopę – warknął. Nic na to nie poradził, że robił się zły za każdym razem, gdy coś mu dolegało.
W czasie, kiedy on się wkurzał, a ratownik zaczął szukać tajemniczego obiektu, wrócił Kieran z ręcznikiem i książką. Puste butelki po wodzie trzymał pod pachą.
– Wyrzucę je do kosza – powiedział. – Trzeba jeszcze owinąć czymś tę stopę.
– W aucie coś się znajdzie. Pomóż mi wstać.
– Służę.
 Steven podniósł się przy pomocy Kierana, lecz cały ciężar ciała musiał oprzeć na nim. W innych okolicznościach cieszyłby się z tego, jak blisko niego jest, ale teraz skupiał się tylko na kawałku cienkiej blachy, którą trzymał ratownik.
– Powinien pan pójść do szpitala, by nie wdało się zakażenie, jednak najpierw zajmę się panem i odkażę ranę, trzeba ją… – radził ratownik.
– Nie. Ma. Mowy. Sam. Pan. Idź. Do. Szpitala – wycedził każde słowo osobno, ignorując resztę wypowiedzi.
– Przepraszam za przyjaciela, ale boi się szpitali. – Kieran przytrzymał go mocniej w pasie.
– No, co ty nie powiesz? – Skrzywił się Steven. – Ja ich nienawidzę. Panie ratowniku, nic mi nie będzie. To tylko mała ranka. Jeśli koniecznie chce pan coś dla mnie zrobić, posprzątać plażę – burknął wściekły.
– Ty to masz dziś wyszczekane. Cicha woda brzegi rwie, co? – zapytał Kieran.
Steven już nic więcej nie powiedział, pozwalając zaprowadzić się do samochodu.