13 sierpnia 2017

Szczęście od losu tom 1 - Rozdział 3

Dziękuję ślicznie za komentarze. Jak widzicie udało mi się opanować jakoś formatowanie rozdziałów i już nie wyglądają tak jak pierwszy. :)) 



Tłum do którego należeli uczniowie dwóch rywalizujących ze sobą szkół oraz ich rodziny krzyczał dopingując swoje drużyny. Mecz był wyrównany, ale drużyna Daesoona Kima musiała się zaciekle bronić, żeby ostro atakujący przeciwnicy nie wbili piłki do bramki. Jaemin jako jeden z obrońców biegał niczym szaleniec po boisku. Robił to dla swojej drużyny, szkoły i po to, aby wyładować złość. Był tak wściekły, że ledwie powstrzymywał się przed kopaniem przeciwników po nogach. Wszystko przez to, że chwilę przed meczem pokłócił się ze swoim kapitanem, który ni stąd ni zowąd miał do niego pretensje o wszystko. A to wszystko oznaczało zwykłe, zwyczajne nic. Przez to Jaemin chciał Kimowi zrobić na złość i nie wystąpić na meczu. Zmienił jednak zdanie, bo walka o dostanie się do finałów była ważniejsza od wzajemnej antypatii którą do siebie czuli Jaemin i Daesoon. Granie w drużynie, w jej obronie zobowiązywało Lee do wzięcia udziału w tym meczu. Także i w kolejnych. Przecież jeżeli wygrają ich szkoła w tym niewielkim mieście zdobędzie puchar. Nie licząc materialnych korzyści. Nareszcie mieliby porządną salę komputerową i można by było zmodernizować salę gimnastyczną oraz boisko. Było o co walczyć i tylko dlatego biegł prosto w stronę piłki którą podali do siebie przeciwnicy mający nadzieję na strzelenie gospodarzom gola. Jeden z nich wybił ją za wysoko i Jae skoczył, odbił ją głową, a ta poleciała prosto do Daesoona. Chłopak zareagował szybko i wybił ją na środek boiska idealnie wprost pod stopy kolegi z drużyny. Spojrzał przelotnie na obrońcę od którego przejął podanie i zaczął biec w stronę bramki przeciwnika.
Musieli działać, bo trwała już druga połowa meczu i ciągle było zero zero. Przez co rosnąca zaciekłość obu drużyn dawała widowiskowy mecz kibicom.
Pod koniec drugiej połowy jeden z zawodników drużyny Daesoona został sfaulowany, więc reszta chłopaków miała chwilę na to by odetchnąć i otrzeć pot z czoła, przyglądając się jak kulawego kolegę sprowadzano z boiska. Jae oparł dłonie o kolana starając się uspokoić oddech. Widział jak zawodnik przeciwników dostaje żółtą kartkę. On by dał czerwoną. Tym bardziej, kiedy ogłoszono, że sfaulowany chłopak nie wejdzie już dzisiaj na boisko. Kopnięcie musiało być bardzo silne i nie wyszło ono niby przypadkiem, jak to się zdarzało, kiedy zawodnik zamiast kopnąć piłkę trafiał w nogę przeciwnika. Chłopak z przeciwnej drużyny zrobił to specjalnie. Jaemin nie był jednak sędzią, by komuś dawać czerwone kartki.
Mecz został kontynuowany gdy na boisku pojawił się rezerwowy zawodnik. Dae coś zagadał do chłopaka, poklepał go po plecach i pobiegł na swoje miejsce. Niestety, wynik nie zmieniał się przez kolejne długie minuty, a to oznaczało dogrywkę. Jaemin nie miał na to ochoty. Jak zauważał to Kim także, bo kapitan ponawiał coraz to nowsze ataki na bramkę przeciwników. Gołym okiem było widać jak chłopak walczy, ile ma sobie determinacji i chęci wygrania. Na szczęście nie gwiazdorzył, co często zdarzało się zawodowym piłkarzom. Podał piłkę koledze z drużyny, a ten wykorzystując możliwość posłał ją w stronę bramki. Na kilka sekund przed ostatnim gwizdkiem piłka wpadła do bramki, a mina zaskoczonego bramkarza była bezcenna.
Kibice gospodarzy zaczęli wiwatować, a zawodnicy ze zwycięskiej drużyny ściskali kolegów ciesząc się z wygranej. Jaemin pozbył się swojej dumy i podszedł do Daesoona. Pogratulował chłopakowi doskonałego podania i gry, po czym nie czekając na odpowiedź pobiegł do przyjaciela, który zajmował się Raemin.
– I jak? – zapytał zdyszany. Po skroni spływała mu kropla potu, więc ją starł przedramieniem.
– Spoko. Śpi. Cały czas spała – odparł Jun.
– Super. To idę pod prysznic i wrócę.
– Nie śpiesz się.
– Dzięki.
Pobiegł za kolegami do szatni, gdzie wpadł na Daesoona. Ten od razu się zirytował.
– Patrz jak chodzisz.
– Wyluzuj, odnajdź w sobie odrobinę humoru. Wygraliśmy mecz, a ty masz minę jakbym ci coś złego zrobił. – Zdjął przepoconą koszulkę.
– Dae, a co z imprezą? Nadal aktualna? – zapytał jeden z kolegów.
Kim wciąż wkurzony po zderzeniu, odpowiedział:
– Ja to co? U mnie o ustalonej godzinie. Rodziców nie będzie do jutra, siostry też. Mamy chatę wolną. Możemy się zabawić. – Uśmiechnął się kiedy wokół rozległy się gwizdy i wiwaty radości. Ponownie spojrzał na Lee. – Ty też masz być. Jak wszyscy to wszyscy.
– Jeżeli mama zostanie z naszą córką – podkreślił dwa ostatnie słowa, żeby dobitnie mu przypomnieć o projekcie szkolnym – to wpadnę.
– Ej, chłopaki, to już rozwodu nie będzie? – spytał WooJong Gim.
– Przymknij się – warknął Kim.
Wywiązałaby się z tego większa dyskusja, ale została przerwana przez wejście zadowolonego trenera.
– No panienki spisaliście się na medal. Tylko tak dalej, a dotrzemy do finałów…
Jaemin znając już swojego trenera nie słuchał go. Wymknął się pod prysznic, by w samotności się umyć. Akurat owijał biodra ręcznikiem kiedy wszedł Daesoon. Chłopak tylko na niego spojrzał, ale nic nie powiedział woląc zająć się kąpielą. Dla Lee było tak dobrze, bo nie zamierzał się z nim kłócić. Kimowi odwalało od czasu kiedy widział go z tym chłopakiem i niby to żartem oskarżył o flirt. Zazdrosny jakiś czy co, pomyślał. Dał sobie w tym spokój. Wzruszył ramionami i poszedł się ubrać woląc nie oglądać nagiego Dae. Co z tego, że miał na to wielką ochotę. 

~*~

Jeszcze raz zajrzał do kołyski. Naprawdę czuł się tak jakby lalka była prawdziwym dzieckiem. Nie wiedział co się z nim ostatnio działo. Czuł w sobie bardzo duży instynkt opiekuńczy i ojcowski. Nie licząc tego, że od jakiejś godziny miał ogromną ochotę na seks. Nigdy wcześniej takiej nie miał. Najchętniej to wskoczyłby pod prysznic i zajął się sobą. Nie mógł jednak tego zrobić. Jego obowiązkiem było pojawienie się na imprezie. Przynajmniej na trochę.
– Nic jej nie będzie, synku. Naprawdę troszczysz się o tę lalkę.
– O Raemin tak. Chcę dostać dobrą ocenę. Powinienem dostać dwa najwyższe stopnie, bo opiekuję się nią sam.
– A ja? – Mama oparła ręce na biodrach.
– Wiesz o co mi chodzi.
– Wiem, wiem. – Machnęła ręką. – Lepiej już idź, bo i tak jesteś spóźniony. To przeze mnie, ale w pracy mnie zatrzymali.
– I tak ludzie dopiero się zbierają. – Wyszedł do przedpokoju i założył buty. – Nie wiem o której wrócę. Podejrzewam, że ludzie będą siedzieć do rana.
– Nie śpiesz się i baw się dobrze.
– Jakby co…
– O nic się nie martw – przerwała mu. Uśmiechnęła się czule do swojego jedynego dziecka, który wyrósł na młodego mężczyznę. – Będziesz dobrym ojcem.
– Kiedyś na pewno. Byle tym drugim nie był Kim. – Pokręcił głową na to jaki chłopak będzie nieodpowiedzialnym rodzicem.
Wyszedł na dwór i przeszedł w kilku krokach na podwórko rodziny Kim. Drzwi od domu Daesoona były otwarte, a z wnętrza dolatywała muzyka jakiegoś koreańskiego boysbandu. Akurat tego nie znał, mimo że był ich fanem, tak samo jak zespołów kobiecych. Wszedł do wnętrza domostwa i zdjął buty. Wewnątrz już było mnóstwo ludzi. W tym cała ich drużyna piłkarska. Przywitał się z nimi oraz ich osobami towarzyszącymi. Chyba tylko on, Daesoon i chłopak który go zagadywał na boisku nie mieli pary.
– Jesteś – zagadał do niego ten właśnie chłopak. Nie odrywał spojrzenia od Jaemina.
– A co? Kim nagadał, że pewnie nie przyjdę?
– Coś wspominał – odpowiedział SuJong Choi. – Ale kiedy tak konkretnie o ciebie zapytałem to warczał na mnie i rzekł, żebym się za bardzo tobą nie interesował. Nie rozumiem co się z nim dzieje.
– A kto zrozumie Kima. Znam go od dziecka i nadal nie rozszyfrowałem tego człowieka.
– Może tylko on sam siebie rozumie. – Zaśmiał się.
– Podejrzewam że nie. – Lee posłał uśmiech w stronę rozmówcy.
– W kuchni jest żarcie i picie. – Wskazał na rozsunięte drzwi pomieszczenia z którego dolatywały rozmowy mieszające się z muzyką. – Jest wszystko do wyboru do koloru. Kim się postarał. Ludzie też dużo przynieśli, co by na niego wszystkiego nie zwalać. Chodź. – Chwycił za rękę Jaemina i pociągnął do wspomnianego miejsca tonącego w bieli. Nic dziwnego, bo mama Daesoona kochała ten kolor. Biel dominowała w całym domu, poza salonem.
SuJong zauważył, że jego towarzysz zmrużył oczy.
– Jak tu pierwszy raz wszedłem to miałem wrażenie, że znalazłem się w krainie śniegu.
– Pani Kim ma specyficzny gust.
– Taa. To co pijesz? Dzisiaj ja obsługuję to miejsce, więc służę. – Znów uśmiechnął się do Jaemina tak, że chłopak czuł jak rumieńce wpływają mu na policzki.
– Coś mocniejszego. Mam ochotę, żeby zawirowało mi w głowie.
– Luzik. Trzeba przecież świętować, co nie? Wygraliśmy mecz – powiedział głośniej, a ci którzy trzymali się blisko alkoholi i jedzenia zawtórowali mu okrzykami. – Jak dojdziemy do finału to zrobimy imprezę na pół szkoły.
– Jeżeli wygramy finał. – Lee patrzył jak kolega nalewa do szklanki odpowiednich porcji alkoholi i soku robiąc drinka.
– Coś ty, wtedy będzie imprezka na pół miasta. – Zarechotał.
– Połowa miasta… Wysoko mierzysz. – Wziął od niego szklankę z alkoholem.
– Trzeba nie? Tylko nie wiem kto za to zapłaci. – Zaśmiał się, a Jaemin mu zawtórował.
Przeszli do salonu gdzie bawiła się większość osób. Niektórzy siedzieli na kanapach, inni rozmawiali, jeszcze inni tańczyli czy całowali się ze swoimi sympatiami po kątach. Porozmawiali chwilę z innymi po czym stanęli z pobliżu kominka. Lee napił się drinka starając się pamiętać o oddychaniu kiedy poczuł, że alkohol chce wypalić mu gardło i przełyk. Dobre to jednak było i pochwalił SuJonga za mieszankę. Chłopak pił to samo. Często się też śmiał. Jaeminowi bardzo dobrze się z nim rozmawiało. Wcześniej jakoś nie zamieniali ze sobą wielu słów. Chodzili do różnych klas i spotykali się tylko na treningach oraz meczach. Pewnie gdyby chłopak ostatnio go nie zagadał to nadal by się do siebie nie zbliżyli.
Rozmawiając z Choi rozglądał się przy tym po ludziach. W pewnej chwili natrafił na Daesoona. Chłopak stał oparty o ścianę po drugiej stronie pokoju ze skrzyżowanymi w kostkach nogami. W ręku trzymał piwo patrząc wprost na nich. Jego twarz wyglądała na spokojną, ale Jaemin znał go na tyle, że wiedział jak sytuacja wyglądała naprawdę. Oczy Kima zdradzały wzburzenie. Gapił się na Lee jak na robaka, a może tak się tylko wydawało Jae. Bo gdyby się temu przyjrzeć bliżej… Nie, wolał o tym nie myśleć. Odwrócił od niego spojrzenie czując się jakoś dziwnie. Jakby stał nagi przed tymi wszystkimi ludźmi. Wzrok Dae wypalał w nim dziurę i czuł jak robi mu się gorąco. Zrzucił winę na wypity alkohol, ale to nie było to. Wolał nie myśleć jaka była prawda.
Żeby tylko nie spoglądać na Kima wdał się też w rozmowę z innymi ludźmi. Przez co po kilku minutach rozluźnił się śmiejąc z żartów kolegów, a nawet uczestniczył w zabawie karaoke, którą sobie urządzili.
Czas pędził do przodu. Zrobiło się na tyle późno, że w pewnym momencie uczestniczy imprezy zaczęli się rozchodzić. Wielu zasnęło tam gdzie padli. Do domu poszedł nawet SuJong na pożegnanie ściskając Jaemina, który zrzucił to na barki wypitego alkoholu. On także zamierzał się zbierać. Odstawił szklankę na stolik – przez cały wieczór pił tylko tego jednego drinka, bo już po kilku łykach poczuł, że wiruje mu w głowie. Ruszył w stronę wyjścia, ale na przedpokoju drogę zastąpił mu gospodarz. Po raz pierwszy od paru godzin mieli zamienić ze sobą kilka słów. Taką miał nadzieję Lee. Naprawdę chciał już wracać.
– Już wychodzisz? – Daesoon głos miał lekko zmieniony. Chłopak był lekko wstawiony, ale nie pijany.
– Tak. Chcesz czegoś?
– Tylko ty tu jeszcze jesteś do czegoś zdolny. Pomóż mi ich wszystkich stąd wywalić. Wezwę taksówki. Nawet za nie zapłacę. Nie mogą tu spać. Pomożesz mi też posprzątać.
– Ej! Ja?!
– Mieszkasz obok, więc masz blisko. I jak powiedziałem jesteś prawie trzeźwy.
Lee uniósł brwi na ten argument. Potem rozejrzał się. W sumie Kim miał rację. Tylko oni obaj nadawali się, aby tu jakoś to wszystko ogarnąć. Nie mógł go zostawić z takim bajzlem.
– Dobra, czemu  nie. Nagle jesteśmy kolegami? – Wbił w niego spojrzenie swoich migdałowych oczu.
– Jestem na razie dobry, więc korzystaj – syknął Dae.
Jaemin przewrócił oczami i pomógł koledze pozbyć się reszty ludzi, którzy protestowali, że się ich budzi. Potem gdy taksówki pojechały, obaj z grubsza posprzątali w salonie dochodząc do wniosku, że lepiej będzie zrobić to w dzień. Jaemin obiecał Kimowi, że przyjdzie jak się tylko prześpi.
Postanowił tylko zanieść papierowe kubki do kuchni i wyrzucić je do kosza, kiedy został schwytany za rękę. Ze zmarszczonymi brwiami popatrzył na Daesoona.
– No co ty?
– Zostaw to.
– Co? – Nie rozumiał.
Kim wyjął mu z ręki kubeczki i przyciągnął do swojego ciała. Miał dość ten zabawy w kotka i myszkę. Chciał czegoś i zamierzał to dostać.
– Co ty robisz? – Chciał się od niego odsunąć, ale chłopak mu nie pozwolił. Mimo że byli tej samej postury, to jakimś dziwnym trafem Dae był od niego silniejszy.
– To na co mam ochotę. I wkurwia mnie to, że ktoś inny może to dostać. – Pochylił się i przytknął swoje usta do ust Lee, którego serce przyśpieszyło, a on stał jak sparaliżowany. Dae się jednak tym nie przejął naciskając na jego wargi i pogłębiając pocałunek.
Lee, mimo że czuł jak dziwne gorąco wybucha w jego wnętrzu, chciał się znów odsunąć, jednak ręka owinięta wokół jego ciała nie pozwalała na to. Zacisnął ręce na koszulce chłopaka chcąc go odepchnąć. Daesoon poczuł to i przerwał pocałunek. Spojrzeli sobie w oczy i nagle nie wiedzieć kiedy zderzyli się ze sobą ustami i tym razem Lee nie zamierzał uciekać. Jęknął tylko w usta kolegi obejmując go wokół szyi. Będzie tego żałować. Ale to przecież tylko pocałunek. Gorący, pełen namiętności, a zarazem nieporadny. Jaemin do tej pory całował się tylko raz, a i tak tego co działo się teraz nie mógł z tamtym porównać. Wtedy chłopak nie wpychał mu języka do gardła i nie trzymał go tak blisko siebie, nie sprawiał, że zaczynał płonąć jakby miał gorączkę. Daesoon jednak chyba nie zauważał jego niedoświadczenia, tak kierując pocałunkiem, że i sam Lee uwierzył, że sztuka całowania to nic trudnego.
Lee czuł się zamroczony. Nie wiedział co robi, a zarazem wiedział doskonale. Czuł w brzuchu istne sensacje, świadom nie tylko pocałunku, ale ciała drugiego chłopaka tuż przy swoim. Ciała, które napierało na niego, zmuszając by się cofnął, a usta wciąż odbierały oddech. Nawet jakby chciał, nie mógłby tego przerwać. Chłopak przytrzymał mu z tyłu głowę dłonią, by ten się nie odsunął. Maltretował jego wargi tak jakby wziął sobie za cel zrobić z nich miazgę. Te mrowiły, tak jak i całe ciało Jaemina, które ku jego skrępowaniu zaczęło domagać się czegoś więcej. Daesoon niewątpliwie to wyczuł, bo przerwał pocałunek pozostawiając po sobie pustkę i żar pragnienia.
– To może ja… – zaczął Lee, ale chłopak położył mu palec na ustach.
– Nie wypuszczę cię stąd – powiedział po czym chwycił jego dłoń i pociągnął Jae w stronę schodów. Nie chciał zastanawiać się co właśnie robił. Ale szlag go trafiał kiedy widział jak Lee wdzięczy się do tego dryblasa, a tamten odpowiada na jego wdzięki. A może to  było na odwrót. Mniejsza z tym. Nie miało to znaczenia, bo to z nim został Jae.
– Ale… – Chciał przystopować go, lecz i tak uległ posłusznie za nim idąc. Serce omalże mu nie wybiło dziury w piersi, a penis nie zrobił tego samego w spodniach. Czuł się zażenowany do granic możliwości, a jednocześnie niesamowicie podniecony. Doskonale zdawał sobie sprawę dokąd prowadził go chłopak i chyba nie chciał uciekać. Tym bardziej, że jego ciało aż śpiewało na każde spojrzenie Daesoona, na dotyk jego dłoni, a potem ust, kiedy przekroczyli próg pokoju i zapalili światło. Nie miał pojęcia, że tak można się czuć. Do tego ta jego dzisiejsza, dziwna ogromna ochota na seks, której przecież nigdy nie miał tak silnej, potęgowała potrzebę zgodzenia się na wszystko.
– Nic nie mów. Zupełnie nic – wyszeptał Kim obłapiając chłopaka pod którym uginały się nogi, a który chyba nie zamierzał protestować co bardzo mu się spodobało. Przyciągnął go do siebie bardziej i skutecznie zamknął mu usta kiedy chłopak chciał coś powiedzieć.
Palce Jaemina zacisnęły się na przedzie koszulki kolegi. Z radością przyłączył się do tego fantastycznego spotkania. Gdzieś w głębi serca wiedział dlaczego mu ulega. Tamte uczucia gówniarza starał się zamknąć głęboko w sobie. Zapomnieć. Ale one tam były. Na chwilę, pozwolił sobie dać im ciut wolności, a on cieszył się, że może spełnić dawne marzenia. Marzenia, które odrzucił. Miał wtedy tylko piętnaście lat, nie miał szans u kogoś takiego jak Daesoon Kim. Teraz, trzy lata później, na jedną noc mógł śnić. Ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to nie był sen.
Dae przesunął usta na szyję kolegi, który doprowadzał go do szału i polizał ją zanim wessał się w skórę robiąc niewielką malinkę. Jae odchylił głowę i pozwolił mu na to odpychając wszelkie wątpliwości. Wrażliwa skóra była bardzo podatna na każde muśnięcie, przyprawiając go o zmysłowe szaleństwo. Do tego teraz wilgotne usta podgryzały drogę ku szczęce zostawiając na niej parzące ślady. To doznanie było nieporównywalne z niczym co go do tej pory spotkało w sferze seksualnej, biorąc pod uwagę to, że to tej pory sam siebie pieścił. Porównywanie tego do dotyku drugiej osoby było głupie, wiedział o tym, ale i tak to robił. Podobało mu się silne, męskie ciało przy nim. Ręce zaborczo, jak złodzieje wkradające się pod koszulkę. Drapiące po plecach, ugniatające wrażliwe miejsca, dające jasno do zrozumienia czego chce Kim.
Pragnął Lee tak bardzo, że nienawidził ubrań jakie dzieliły ich od tego wspaniałego otarcia się skóry o skórę. Zdjął mu koszulkę i po chwili swoją od razu przyciskając ciało do siebie. Westchnął. To było jak orgazm. Nawet lepsze. Najczystsza esencja dotyku. Całował jego barki, szyję, usta. Pieścił plecy posuwistymi ruchami, a Jaemin chętnie odpowiadał na wszystko. Wyginał się nastawiając tak, żeby dotyk jego trafiał tam gdzie chciał.
– W głowie mi wiruje – Lee wypowiedział te słowa i zaraz prawie jęknął, kiedy dłoń chłopaka zacisnęła się na jego pobudzonym kroczu, męcząc go słodką torturą. Naparł na tę rękę dającą choć trochę przyjemności. Nie myśląc o niczym. Po prostu czuł.
Nawet się nie spostrzegli, kiedy nawzajem zaczęli zdzierać z siebie resztkę ubrań. Ubrań które były zbędne. Lądowały na podłodze, a oni opadli na łóżko. Zimna pościel ani trochę nie ostudziła ich zapału. Wręcz roznieciła jeszcze większy ogień. Daesoon także nie zastanawiał się nad tym co robił. Działał. Jakaś jego część chciała po prostu wziąć chłopaka nie przejmując się nim, ale ta druga skutecznie go przed tym powstrzymała. Może i Jae miał wielu, ale to on chciał być zapamiętany jako ten z kim było Lee dobrze. Przyssał się do jednej z brodawek kolegi, która stwardniała pod dotykiem. Nie zadowolił się jednym różowym guziczkiem. Zajął się drugim nie chcąc zostawić go w samotności, ale po chwili, nudząc się tą czynnością postanowił podążyć tam gdzie było centrum wszystkiego. Palącymi pocałunkami wyżłobił ścieżkę do brzucha Jaemina i jego pachwin. Całował je lizał, wzbudzając westchnienia i jęki słodkiej melodii dla jego uszu. Wycałował uda, które rozsunęły się zachęcająco. Nie pozostawił jąder bez choćby jednego liźnięcia, dotyku ust. Twardy penis Jae leżał na brzuchu chłopaka i też pragnął uwagi. Przeźroczysta nić ciągnęła się od wilgotnej, purpurowej główki ku skórze brzucha pozostawiając na niej mokre ślady. Nie mógł nie ulec temu co widział. To było, jak zaproszenie. Zaproszenie na skosztowanie wszystkiego co dawał mu ten wkurwiający go chłopak. Polizał twardą skałę od jąder do samego czubka i z powrotem. Pobawił się każdym fragmentem. Po delektował zapachem mężczyzny i pożądania. Na końcu biorąc członek u nasady w dłoń unosząc go. Zatopił język w dziureczce na czubku i objął wargami żołądź. Przyssał się do narządu, wyciągając z niego sączące się kropelki. Cały czas czujnie obserwował wszystkie reakcje Lee. Zawstydzony chłopak płonął. Jego ciało pokryło się potem i rumieńcem. Oddychał szybko, czasami nie mogąc złapać powietrza. Co jakiś czas unosił głowę i patrzył na niego zamglonym, głodnym wzrokiem. Mówiącym, a nawet błagającym o więcej. Daesoon zlitował się nad nim. Chciał wydrzeć z niego kolejne jęki, które robiły się coraz głośniejsze. Pochłonął penisa do swych gorących ust. Ssał go mocno, poruszając głową w przód i w tył. Pracował intensywnie językiem wyczyniając nim cuda. Organ był wszędzie pieszcząc członek i sprawiając, że ten drgał bliski wystrzału i zalania mu ust białą substancją. Dając mu nagrodę za rozkosz.
To było najlepsze, mimo że pierwsze obciągnie jego życia. Wiele razy to sobie wyobrażał, ale nie sądził, że to będzie aż tak oszałamiające. Do tego Dae doskonale wiedział co robić i jak to robić by sprawić mu przyjemność. Jaemin był coraz bardziej rozpalony. Dygotał. Te gorące, wilgotne usta, język robiły mu dobrze. Czuł, że już długo nie wytrzyma.
– O tak... mmmnn... Tak rób! – krzyczał, a może mu się tylko wydawało, że krzyczy. Jego ręce same pieściły ciało i trącały sutki, a uda rozszerzały bardziej. Oddawał się we władanie temu chłopakowi i to było takie dobre.
Wiedział, że Lee jest blisko końca. Jego uda drżały, a penis naprężył się, by po chwili zacząć wyrzucać z siebie gorzki nektar. Chłopak chciwie przyjął nasienie, wręcz wysysając i zlizując ostatnie kropelki. Nie połknął spermy tylko, gdy wymęczony członek już nie miał czym go obdzielić, wypuścił go i wypluł nasienie na dłoń. Powędrował nią pomiędzy pośladki Jaemina. Musiał się posłużyć takim nawilżeniem. Wolał nie szukać czegoś innego, ryzykując, że chłopak mu ucieknie, kiedy otrzeźwieje.
Lee na ten intymny dotyk zareagował szybszym oddechem, ale nie powstrzymał go przed dalszym krokiem. Dziwnym trafem ufał mu. Czuł jak Dae obcałowuje jego udo trzymając je jedną ręką. W tym czasie masował dziurkę palcem, naciskał, aż w końcu wsunął go do środka. Jaemin zacisnął palce na pościeli. Parę razy onanizował się wkładając sobie palce, więc nie było to dla niego nieznane uczucie, ale i tak zacisnął się, kiedy wyczuł intruza w sobie. Daesoon wziął jego członek do ust. Ponownie zaczął go pobudzać odwracając uwagę od penetrującego palca. Postarał się rozluźnić. Dużo o tym czytał. Byłoby pewnie lepiej gdyby mu powiedział, że nie był do tej pory z nikim, ale wstydził się. Przygryzł dolną wargę by powstrzymać wszelkie odgłosy. Otwierał się powoli na dalsze doświadczenia. W końcu nie było tak źle.
Do pierwszego palca dołączył drugi i otworzył odbyt chłopaka. Lee ponownie zacisnął mięśnie. Dae nie zamierzał mu  na to pozwolić. Chciał mu już wsadzić, bo jego penis wołał o swoją uwagę. Zassał się na wpół twardym penisie Jaemina, by zrobić koledze dobrze. Cokolwiek o nim mówiono, że był zimnym egoistą, tak nikt nie mógł narzekać na bycie z nim w łóżku. Był dobry i wiedział o tym. Dlatego postarał się być cierpliwy co przyniosło efekty i wkrótce Lee sam zaczął nabijać się na jego palce. Dziurka otwierała się cała mokra od spermy i śliny, rozluźniona. Pochylił się nad chłopakiem jeszcze raz rozsuwając w nim palce, jak nożyczki. Otwierał go na siebie. Pomasował lekko to jedno jedyne miejsce które sprawiało tyle przyjemności. Jaemin wygiął się odrzucając głowę w tył. Usta łapczywie łapały powietrze.
– Kurwa, zrób to jeszcze raz! – warknął chłopak leżący z szeroko rozłożonymi nogami odważając się spojrzeć na Daesoona. Bał się to zrobić, żeby nie ujrzeć jego głupiego uśmieszku, ale nie to napotkał. Spojrzenie jakim obdarzył go chłopak jasno mówiło co zaraz zrobi. A on chciał tego. Przełknął ślinę.
– Zrobię coś znacznie lepszego. – Zarzucił sobie jego nogi na ramiona. Splunął na dłoń. Rozsmarował ślinę wraz ze swymi sokami na członku. Samo to przeszyło go dreszczem silnej rozkoszy. Stłumił ją gryząc Lee w łydkę. Polizał to miejsce łagodząc ból i jakby przepraszając. Spragnione oczy patrzyły na niego wyczekująco. Ustawił się w dogodnej pozycji i przystawił czubek penisa. Pchnął. Mięśnie przepuściły go. Chciał wsunąć się w niego jednym pchnięciem, ale krzyk Jae powstrzymał go. Jednak po chwili ponownie pchnął do przodu i następne centymetry zginęły otoczone ciasnymi, delikatnymi ściankami. Ból wykrzywił ciało Lee, ale tym razem nie zatrzymał się. Wsunął się w niego cały, aż jego jądra uderzyły o pośladki chłopaka. Dopiero wtedy dał mu odetchnąć. Pozwolił się przyzwyczaić do intruza ciągle przekonany, że to dla leżącego pod nim chłopaka to nie pierwszy raz.
Ból rozchodził się po całym ciele. Ale nie był panienką, by tego nie wytrzymać. Zadrżał i spojrzał w oczy Kima. Cokolwiek by o nim nie myślał, był przekonany, że on go nie skrzywdzi, a ten ból to tylko początek czegoś lepszego.
– Chcę cię mieć blisko – wyszeptał nie wiedząc czy może sobie na to pozwolić. Odetchnął kiedy spojrzenie Dae zmiękło. Chłopak owinął się jego nogami wokół bioder i pochylił się podpierając na łokciach przy jego głowie. Byli teraz złączeni ze sobą każdą cząstką ciała. Wcałował się w jego wargi. Lee objął go wokół szyi chłonąc jak najwięcej z ich bliskości. Rozbudziła się w nim nadzieja, której nie chciał dopuścić do głosu, także skupił się tylko i wyłącznie na fizycznych odczuciach.
Daesoon poruszył się wysuwając i wsuwając. Lee był bardzo ciasny, gorący. To było takie dobre. Niesamowite wręcz i cieszył się, że sobie tego nie odmówił. Przyśpieszył pchnięcia.
Nie wierzył, że może tak być. Ten penis w nim poruszający się najpierw powoli, a teraz przyspieszający dzięki ruchowi bioder sprawiał, że przychodziła przyjemność i zastępowała ból. Wkrótce stał się jedną, czułą materią rozkoszy. Odbierał kolejne bodźce z ogromną siłą. Wił się pod drugim chłopakiem. Jęczał. I błagał:
– Proszę... szybcieeeej... Pieprz mnie, mocno.... Och... mmmm. Twój kutas tak dobrze mi robiiii – wystękiwał każde słowo z trudem. Poruszając się razem z drugim, tak samo rozgorączkowanym ciałem. Odnajdując z nim wspólny, zgodny rytm.
Robił to szybko i płytko. Widział co sprawia największą ekstazę Jaemin’owi. Penis kochanka pozostawał uwięziony pomiędzy ich ciałami. Tylko upewniał go, bardziej, że chłopakowi jest dobrze. Był twardy jak skała i wbijał się w jego brzuch.
Kochali się długo. Ciała pokrył pot. Czuli, że zbliżają się do końca. Jaemin zaciskał się na nim kurczowo zarzucając mu stopy wysoko na plecy. Również mięśnie odbytu więziły coraz mocniej jego członek. Sam krzyczał, a jego krzyk mieszał się z dźwiękami wydawanymi przez ich ciała i to co wychodziło z ust Lee. W następnej chwili chłopak pod nim zaczął dochodzić, co oznajmił z radością. Pociągnął go za sobą na szczyt. Orgazm dosięgną ich obu, oplatał swą siłą, czerpał energię z ich ciał. Uwalniał z kajdan i przynosił błogość.
Dae wysunął się z niego i położył obok na plecach. Zmęczony Lee spojrzał za nim, ale nie poruszył się. Nie chciał aby chłopak się odsuwał. Nie zrobił i nie powiedział jednak nic. Uśmiechnął się tylko do siebie. Jego ciało było zmaltretowane, całkowicie wykończone, a on czuł się szczęśliwy.
– Dae, mogę tu zostać? Nie dam rady teraz się podnieść.
– Jak chcesz. – Chyba mu odwaliło, ale co mu tam. Naciągnął na nich zepchniętą wcześniej na bok kołdrę, zaklaskał by wyłączyć światło i odwrócił się plecami do chłopaka nie widział zakłopotanego, ale szerokiego uśmiechu jaki wpływał na usta Lee. Nie chciał go widzieć.

~*~

Jaemin obudził się zdezorientowany w pierwszej chwili nie wiedząc gdzie się znajduje. Jego wzrok padł na okno przez które sączyło się światło poranka. Musiało być jeszcze wcześnie. Na pewno nie znajdował się w swoim pokoju, ale to miejsce było mu znajome. Bardzo. Drgnął gdy ktoś za jego plecami poruszył się i wtedy wróciła pamięć. Obrazy z nocy, pocałunki, spragnione dotyku ręce na nim. Ciało przyciskające go do łóżka, namiętność, ból, a potem zastępująca go rozkosz.
Serce zaczęło mu szaleńczo bić. Powoli odwrócił się na drugi bok. Przełknął gulę w gardle. Daesoon spał wyglądając tak spokojnie. Jego brwi nie marszczyły się w złości. Usta nie układały w złośliwy uśmieszek. Ten chłopak tej nocy się z nim kochał. Doprowadził go do szaleństwa, a on pozwolił mu na wszystko. Alkohol zwolnił jego hamulce, ale nie on nim kierował. Nie powiedział mu, że był dla niego tym pierwszym i chyba nie powie. Nie w najbliższym czasie. Może kiedyś.
Wyciągnął rękę i dotknął delikatnie policzka śpiącego.
– Co robisz? – zapytał zachrypnięty głos, a oczy jego właściciela powoli otworzyły się. Chłopak zamrugał szybko.
– Dotykam cię. – Powstrzymał się przed zabraniem ręki co zirytowało Daesoona.
– Zabierz łapę. To, że cię przeleciałem nie oznacza, że jesteśmy nagle parą i mamy okazywać sobie czułość, miłość, gruchać do siebie czy co tam jeszcze. – Przetarł twarz dłonią. Nie spodziewał się czułostek. Wkurzyło go to. Spojrzał na chłopaka mówiąc zimno: – To tylko seks. Bzyknąłem cię i tyle. Gdybyś tak łatwo i chętnie nie rozłożył nóg to bym nic nie zrobił. Miałem ochotę i tyle. Ty też. Pobawilibyśmy się co najwyżej ręcznie. Ale ty wystawiłeś się jak chętna suczka, więc wziąłem co dawałeś pewnie już nie jednemu. To było tylko rżnięcie. Dobre trzeba to przyznać. Ale nie wyobrażaj sobie za wiele. Dla każdego tak rozkładasz zapraszająco uda? A może wolisz się wypiąć? – zapytał pełnym jadu głosem.
Jaemin nie wierzył w to co słyszy. Słowa ugadzały go boleśnie. Kim miał go za jakąś dziwkę czy jak?! I dlaczego tak go traktuje? Przestał niemalże oddychać czując jak coś ściska mu pierś. Żałował tej nocy, temu komu oddał swoje ciało. Te oskarżenia były niesprawiedliwe.
Bolało.
Poczuł się jak nic nieznaczący śmieć. Przecież nie dążył do związku, niczego. To nic, że z łatwością oddałby mu swoje serce. Chciał tylko być traktowany z szacunkiem, a Daesoon miał go za szmatę. Gdyby chodziło o coś innego odszczekałby się, walnął go i po sprawie, ale teraz nie miał na to sił. Najzwyczajniej w świecie chciało mu się płakać. Kim sprawił, że coś w nim pękło i poczuł się zerem.
Odwróciwszy się od niego usiadł na łóżku. Uderzyła w niego świadomość, że jest nagi i chłopak na niego patrzy. Przeszkadzało mu to jak nigdy wcześniej. Tyle razy po treningu czy meczu rozbierał się przed innymi mimo wstydu i to było w porządku. A teraz czuł się bardziej nagi niż kiedykolwiek wcześniej. Wstydził się jeszcze bardziej kiedy obrazy z nocy bombardowały jego umysł jakby chcąc go jeszcze dobić. Na tak dużo pozwolił, tak się otworzył zarówno emocjonalnie przed samym sobą, kiedy wróciły dawne uczucia, i cieleśnie przed Daesoonem. Chłopak wszystko to sponiewierał jakby to było jedno wielkie nic.
Zbierając w sobie siłę, bo musiał stąd jak najszybciej wyjść, wstał i odnalazł swoją bieliznę. Szybko ją założył nie patrząc na Kima. Działał jak na automacie koniecznie chcąc wydostać się z tego pokoju i domu. Pragnął zniknąć. Rozpłynąć się jak we mgle, by stać się niewidzialnym.
Na zawsze. Na wieczność.
Dlatego ubrał się tak szybko jak to było możliwe i wyszedł z pokoju. Przeszedłszy niedługim korytarzem, zbiegł po schodach. Na parterze zignorował bałagan i wypadł z domu zostawiając drzwi otwarte. Miał to gdzieś. Niech okradną Daesoona, porwą, nakopią mu do dupy. Niech chłopak cierpi tak jak on!
Do swojego domu wszedł po cichu. Na szczęście wczoraj wziął ze sobą klucze z myślą, że jak wróci późno to nie chciał budzić mamy. Niemalże na palcach przedostał się do swojego pokoju i dopiero wtedy pozwolił sobie na płacz. Padł ma łóżko, zwinął się w kłębek i bezgłośnie szlochał. Tylko teraz. Tylko na chwilę sobie na to pozwolił, by dać upust emocjom. Może w końcu przestanie go tak boleć w piersi.
Może.

6 sierpnia 2017

Szczęście od losu tom 1 - Rozdział 2

Hejo. Dziękuję ślicznie za wszystkie komentarze. Aż mi miło się zrobiło. Ciepło na sercu. Mam nadzieję, że tekst dalej będzie się Wam podobał. :)
Ja ostatnio jestem mega zajęta. Ledwie na lapka wchodzę. Mało się odzywam i bywam na blogu, ale komentarze czytam. Jeszcze raz dziękuję. :***
Prawdopodobnie we wtorek lub we środę wyjeżdżam. Postaram się ustawić rozdział, aby ukazał się za tydzień (mam nadzieję, że żadnych problemów nie będzie z jego ukazaniem się). bo wrócę do domu dopiero 16 sierpnia.  Jakby były jakieś pytanie zadane po wtorku to dopiero odpowiem po powrocie. :)

Zapraszam na drugi rozdział.  :)

Wpatrywał się w lalkę w jak najgorsze zło. Mimo tego nie upuścił jej, chociaż miał na to ogromną ochotę, szczególnie, że śmierdziała. To przecież była zwykła lalka, a ten idiota Jaemin traktował ją jak dziecko. Tylko imbecyl może tak robić.
Zszedł ze schodów i mijając rodziców położył lalkę na kanapie w salonie. Wytarł ręce o spodnie, jakby to coś, co wyglądało jak niemowlak było brudne.
O co tu chodzi? – zapytała mama. Nie zdążył jej jednak odpowiedzieć, bo wrócił zdyszany Jaemin niosąc w ręku coś zwiniętego w kostkę.
– Już jestem. – Ukłonił się rodzicom kolegi i podszedł o lalki-dziecka, po czym spiorunował wzrokiem Daesoona za to jak ją położył. – Mogłaby spaść.
To lalka. Nie rusza się, więc nie spadnie – prychnął Kim.
Ale gdyby była dzieckiem spadłaby. Tego chcą nauczyciele nas nauczyć. – Uklęknął na podłodze. Położył lalkę inaczej i odpiął jej śpioszki. Nie wiedział o co chodzi z tą pieluszką i na czym to polega, bo przecież lalka nie mogła narobić w pieluchę. Ale zapach wydzielał się naprawdę przykry. Musiał być jakiś czujnik, który w odpowiednim czasie po podaniu jedzenia wypuszczał zapach mający świadczyć, że trzeba pieluszkę zmienić.
Spojrzał na metkę i instrukcję na niej. Część głosiła: „Po czym namoczyć brudną pieluszkę w wodzie i wysuszyć. Po tych czynnościach będzie gotowa do ponownego użytku.” To zrobi w domu. Na razie odpakował czystą pieluchę. Założenie jej nie szło mu tak dobrze. Denerwował się. Tym bardziej, że troje osób nie odrywało od niego wzroku. Jedna para oczu była pełna kpiny. Chciał poprosić o pomoc ich właściciela – przecież to też obowiązek chłopaka, aby się zajmować ich córką – ale nie potrafił. Ręce mu się trzęsły kiedy nierówno zapinał rzepy. Musi się tego nauczyć. Powinien był zapytać mamy jak to się robi. Kiedy o tym pomyślał przy nim uklęknął pan Kim. Ojciec Daesoona uśmiechnął się ciepło i pokazał mu jak założyć pieluchę, aby nic się nie zawijało i żeby rzepy dobrze trzymały.
To proste zobacz. Tutaj łapiesz. Przekładasz i zapinasz rzep. Byle nie za ciasno i nie za luźno, bo pielucha spadnie. A teraz tutaj. Gotowe. Ubierz ją teraz i powiecie nam dlaczego bawicie się lalkami. – Wstał wciąż się uśmiechając. Był człowiekiem dobrym, przyjacielskim i zawsze gotowym pomóc. Jaemin go lubił. Natomiast pani Kim porażała chłodem i zawsze patrzyła na Lee jak na robaka, którego można zdeptać. Za to uwielbiała nad życie swojego syna.
To nowy projekt szkolny – tłumaczył Jae ubierając lalkę. – Ma nasz nauczyć rodzicielstwa, pokazać jak ciężka to jest praca. Chyba bardziej chodzi o to, żebyśmy się nie śpieszyli z potomstwem. Mamy na to czas.
Rozsądne – przyznał pan Kim.
Tak. Nauczyciel podzielił nas na pary. Zostałem parą Daesoona i dostaliśmy dziecko. Mamy się nim wspólnie opiekować. Za dobrą opiekę dostaniemy dobre oceny z wychowania i biologii. – To dziewczynka. – Wziął lalkę-dziecko na ręce. – Musimy z Daesoonem nadać jej imię. Nie mogę do niej wiecznie mówić lalka czy dziecko.
Projekt jest wstrętny – rzekł Daesoon. – Niech nie myślą, że będę w szkole paradował z tym czymś. Co ja dziewczynka jestem, że bawię się lalkami czy jak? Nie zamierzam opiekować się tym kawałkiem plastiku i gumy.
Mówisz tak o swoim dziecku? Spójrz – Jaemin podszedł do kolegi i pokazał mu małą. Lalka miała uniesione powieki, ukazując ciemne oczy, czyli nie spała. – Zobacz no, ma twoje oczy – zażartował. – Nic się ono nie obchodzi?
Daesoon popatrzył na Lee jak na totalnego głupka. To jest większy idiota niż do tej pory sądziłem, pomyślał. Właśnie Jaemin mu to udowodnił.
To jest lalka, świrze.
Z jakiegoś powodu Jaemina zabolało to słowo. Nie dał po sobie tego poznać i kiedy zobaczył, że kapitan jego drużyny wychodzi zapytał:
To co rozwód tak? Porzucasz nasze dziecko?
W życiu bym się z tobą nie związał i nie miał dziecka. Wiesz dlaczego? Bo nigdy bym cię nie tknął nawet palcem. Nie przychodź tu więcej.
Kolejne słowa zabolały Jaemina jeszcze mocniej. Nie chciał jednak myśleć dlaczego. Przecież tamto co czuł dawno wyparowało. To było tylko i wyłącznie platoniczne. Było i skończyło się. Zaślepienie mija.
Nie chciał jednak poddać się co do projektu. Razem mieli w nim uczestniczyć. Dzisiaj zamierzał odpuścić. Tym bardziej, że mama Daesoona już podeszła do drzwi, otworzyła je i czekała kiedy wyjdzie. W sumie już i tak  było późno, a on musiał odrobić lekcje. Dobrze, że nie  miał dzisiaj zajęć dodatkowych. Nie miałby chwili dla siebie, a jeszcze doszła opieka nad dzieckiem i na razie musiał sobie sam radzić.
 
~*~
 
Siedział przy stole z dzieckiem w ramionach. Przed chwilą nakarmił Raemin – sam nadał jej imię. Jego mama przygotowując kolację co chwilę popatrywała na syna. Będzie dobrym ojcem, pomyślała. Na szczęście do tego jeszcze było daleko. Jaemin chodził do ostatniej klasy liceum. Potem pójdzie na studia. Po nich znajdzie dobrą pracę i będzie mógł myśleć o założeniu rodziny z jakimś miłym chłopakiem i urodzić mu dzieci. Jej syn, jak i wielu mężczyzn w ich świecie był hermafrodytą i  mógł zajść w ciążę. Podobna sprawa miała się z Daesoonem. Nie każdy jednak mężczyzna był do tego zdolny. Szczególnie ci co kochali kobiety nie mieli takiej możliwości. Tego natura im poskąpiła, z wiadomych powodów. Jej syn nigdy nie zwiąże się z kobietą, tylko z mężczyzną, a u nich było to naturalne.
Daesoon pomoże ci? – zapytała przygotowując makaron sojowy z wołowiną i warzywami. Uwielbiała gotować. To była jej pasja i miłość.
Tak, ale jeszcze o tym nie wie. Musi to zrobić inaczej obleje. – Uśmiechnął się do Raemin. – Chociaż zmuszenie go to tego będzie trudne. Ale będzie dużo okazji do pogadania. Jutro mamy po lekcjach trening, a w sobotę kolejny mecz międzyszkolny.
Uda wam się przejść do finałów? – W woku rozgrzała łyżkę oleju i wrzuciła pocięte na cienkie plasterki grzyby.
Trudno powiedzieć. Na to liczymy, jak każdy.
Powiedz mi jeszcze jak inni uczniowie reagują na ten projekt z lalkami.
Ze szkoły to nie wiem. W klasie jak najbardziej pozytywnie to przyjęto. – Zaśmiał się pod nosem. – Nawet kumple Daesoona zostali tymczasową parą, mają syna i dobrze się bawią. A Kim się wścieka i nie chce z nimi gadać. Nie wiem dlaczego on tak reaguje. – Wzruszył ramionami. Dostrzegając, że kolacja jest gotowa ułożył Raemin w przygotowanej kołysce. Razem z mamą znieśli ją ze strychu. Należała go niego kiedy miał kilka tygodni. Zrobił ją jego tata. Rodzice nie mieli wiele, nie mogli sobie pozwolić na taki zakup, więc dużo rzeczy robili sami. Mama ją pomalowała w kwiaty, mimo że w tym względzie wielkiego talentu nie miała.
Będzie spać. Mam nadzieję, że da w nocy mi pospać. A jak było ze mną? – zapytał siadając przy stole.
Ty nie dawałeś. Noce należały do ciebie. Jak się rozdarłeś to nie było na ciebie mocnych. Ale i tak cię kochaliśmy nad życie. – Postawiła przed nim kolację. – Proszę. Smacznego. Nie zapomnij później odrobić lekcji.
Część już mam za sobą. Resztą zajmę się jak zjem. – Od zawsze miał dobry kontakt z mamą. Ufał jej bezgranicznie. Kochał ją. Czasami nazywano go maminsynkiem, lecz tym się nie przejmował. Na pewno kimś takim nie był. Miał swoje zdanie, nie zawsze słuchał się rodzicielki. Bywało, że się kłócili. Po prostu ją szanował i liczył z jej opiniami. Kiedyś ją opuści, gdy wyjedzie do dużego miasta na studia. Był wysokim, dobrze zbudowanym młodzieńcem i miał swoje marzenia. Chciał się kształcić. Potem wyjść za mąż za dobrego mężczyznę i mieć z nim dzieci. To już kiedy zdobędzie dobrą pracę i będzie mógł dzięki temu utrzymać rodzinę. To i tak były dalekosiężne plany. Najpierw najważniejszy był ostatni rok liceum, a szczególnie te dwa tygodnie projektu. Liczył na dobrą ocenę.
Po kolacji poszedł się uczyć. Raemin tylko raz mu przeszkodziła, kiedy znów musiał zmienić jej pieluszkę. Od razu ją wypłukał. Przed tem jednak dla próby próbował ją nałożyć, ale lalka ciągle płakała, a brzydki zapach nadal się ulatniał. Zastanawiał się jak to wszystko działa. Nawet pielucha nie wyglądała jak taki zwyczajny pampers dla prawdziwego dziecka. Przecież dało się ją prać. A nie była z materiału. Mama mówiła mu, żeby tego wszystkiego nie rozpracowywał, bo to tak jakby zastanawiał się jak funkcjonuje dziecko.
Przykrył Raemin kocykiem. Najchętniej to by na nią bez końca patrzył. Lalka naprawdę wyglądała jak ludzki niemowlak. Co by było jakby on naprawdę miał takie maleństwo? Ciekawe tylko z kim. Pokręcił głową na głupie myśli i wrócił do lekcji. Musiał mieć dobre oceny, aby być w drużynie. Kochał piłkę nożną, a na domiar złego był zastępcą kapitana. Tym bardziej  nie chciał, żeby wyrzucili go z drużyny. Daesoon na pewno miałby z tego dużą satysfakcję. Nie chciał, aby Lee był jego zastępcą.
Po zakończeniu nauki sprawdził czy lalka śpi i poszedł się umyć. Później powiedziawszy mamie dobranoc udał się na spoczynek. Musiał jutro wcześnie wstać, aby nakarmić dziecko, siebie i przygotować się do szkoły.
 
~*~
 
 
Przewożenie w autobusie lalki wyglądającej jak niemowlę po raz kolejny skupiało ludzkie spojrzenia na Jaeminie. Niektórzy podśmiewali się pod nosem. Chłopak jednak nic sobie z tego nie robił wyglądając przez okno i przytulając do piersi Raemin. Droga do szkoły była długa, ale na szczęście mijała szybko, a autobus dowoził go na przystanek tuż przy szkole.
Ręce bolały go od trzymania lalki, bo wciąż nie miał nosidełka. Przecież nie wypożyczy wózka. Dopiero inni mieliby przedstawienie.
Na pierwszych dwóch godzinach miał matematykę, potem angielski i pozostałe lekcje. Wraz z treningiem zajęcia będzie miał do późna. Co w połączeniu, że musi zajmować się lalką-dzieckiem mu nie pasowało. Nie mógł jednak przestać chodzić do szkoły. Musiał się uczyć, by w przyszłości zdobyć lepszą pracę.
Jaemin. – Idąc korytarzem Lee usłyszał głos przyjaciela.
– JunHo. – Poczekał aż chłopak podejdzie do niego ze swoją lalką. – Wyglądamy jakbyśmy bawili się w tym wieku lalkami.
A niech się inni gapią. Nic im do tego. Dobrze z nią wyglądasz. Pasuje ci dziecko. A gdzie Daesoon?
Nie wiem.
– Dalej ci nie pomaga? My z EunRa jesteśmy razem kiedy tylko możemy. To zadziwiające, ale Siwon, tak nazwaliśmy naszego syna – zaśmiał się – ciągle płacze jak nie jestem z EunRa.
Fajnie trafiłeś. Daesoon powiedział, że nie będzie się opiekował rzeczą i słowa dotrzymuje.  Zostałem samotnym ojcem. Chyba. Może wydarzy się jakiś cud.
Nie zależy mu na dobrej ocenie? Dziwne. – Lalka Jaemina zaczęła płakać. JunHo patrzył jak chłopak ją kołysze w ramionach. – Zdradzę ci, że mam dość. Już po pierwszych godzinach stwierdziłem, że na razie nie chcę mieć dzieci. A nie opiekuję się Siwonem sam.
Lee Jaemin roześmiał się, a jego wzrok padł na Daesoona stojącego niedaleko i wpatrującego się w nich. JunHo też go zauważył i podszedł do chłopaka.
Nie wiem jakim ojcem będziesz w przyszłości, ale współczuję osobie, która będzie mieć z tobą dzieci.
Odezwał się poprawny ojciec i mężczyzna. Gdzie twoja żonka? – zakpił Kim.
Właśnie idzie. Bierze udział w tym projekcie wspólnie ze mną, a Jaemin na ciebie nie ma co liczyć.
Nie zamierzam mieć cholernych dzieci, a tym bardziej opiekować się lalką i bawić w dom. Jeszcze z nim – prychnął, po czym zwrócił się do Lee: – A ty, nie wysyłaj swojego kumpla od siedmiu boleści, żeby mi coś przegadał, bo nic z tego. Nie zależy mi na ocenie. Mam tak wysoką średnią, że dam sobie radę. I jeżeli przez to coś, dzisiaj nie dasz z siebie dwieście procent na treningu zrobię wszystko, żeby to był twój ostatni trening – syknął mu prosto w twarz. – Przechodząc obok niego uderzył w ramię chłopaka swoim, przez co śpiąca Raemin zaczęła płakać.
Dupek! – zawołał za nim Jaemin usiłując ponownie uspokoić lalkę-dziecko.
Dlaczego on się tak do ciebie odnosi? – zapytała EunRa Byun.
Nie wiem. Jako dzieci bawiliśmy się nie raz razem. Potem coś się zmieniło. Chociaż chyba nigdy mnie nie lubił. Najchętniej to  by mnie wywalił z drużyny, ale jestem zbyt dobry, aby to mógł zrobić. Na szczęście nie on decyduje. – Spojrzał tam gdzie zniknął Kim. – Nie będę sobie nim głowy zawracać. Idziemy do klasy. Pan Sung nie znosi spóźnialskich.
Jak i podobno tego projektu z lalkami. Wkurzy się jeżeli połowa klasy będzie musiała uciszać swoje dzieci – powiedział JunHo Cheong.
Udali się do klasy której widok zaskoczył całą trójkę. Ławki zostały poprzestawiane, a pod jedną ze ścian stały kołyski.
A ja się zastanawiałem co zrobię z Raemin – szepnął pod nosem Lee.
Do przybyłej trójki przybiegła w podskokach NaJi Park przyjaciółka EunRa. Dziewczyna była siostrą bliźniaczką Hooyuna, który był przyjacielem Daesoona.
Fajnie nie? Pomyśleli o nas – mówiła gestykulując. Była bardzo żywiołową nastolatką. – Swoją małą już położyłam. Chodźcie pokaże wam wasze kołyski. No, waszych dzieci, nie wasze. Za duzi jesteście, aby się zmieścić. Chociaż jakbyście umieli się tak zgiąć jak…
NaJi – upomniała ją przyjaciółka.
Gaduła ze mnie. Ale wy macie fajnie, bo siedzicie zaraz przy kołyskach. Co nie podoba się Daesoonowi. – Wskazała na chłopaka w czwartej ławce. Wyglądał jakby miał kogoś zabić.
Niestety, będziesz musiał to znosić do końca projektu, pomyślał Lee, potem wszystko wróci do normy i będę mógł siedzieć w tej ławce z JunHo.
Ułożywszy lalkę w kołysce usiadł obok Kima i zagadał do niego:
Jeżeli nie chcesz się wspólnie ze mną opiekować naszą córką – specjalnie tak powiedział – to dlaczego siedzisz w tej ławce?
Bo moja jest zajęta gdybyś nie widział tłumoku. – Spojrzał na swoich przyjaciół, którzy jak dostrzegł oglądali na telefonie zdjęcia lalki, którą się opiekowali. – Popaprańcy. – Nawet czasu dla niego nie mieli.
Świetnie sobie radzą. A ja muszę się z tobą męczyć.
Kim posłał w stronę Lee spojrzenie swoich czarnych oczu.
Wytrzymasz. Ale zrobię z twojego życia piekło, jeżeli dasz dupy na sobotnim meczu.
O to już nie tylko na treningu. Brawo ja.
Cała klasa ucichła kiedy do sali wszedł pan Sung, który z grymasem na twarzy obrzucił kołyski.
 
~*~
 
Wbrew obawom Lee lekcje minęły szybko i zbliżył się trening. Przebierając się w szatni Jaemin jak zwykle nie patrzył na innych chłopaków. Szybko przebrał się w strój sportowy. Raemin położył na szerokiej ławce, ale pilnował, żeby nie spadła. Zresztą nie tylko on miał tutaj pod opieką lalkę. Na boisku miał już problem gdzie położyć małą. Nie chciał jej kłaść na ziemi, pomimo że to był dopiero wrzesień. Przez co miotał się trochę.
Bardzo zdenerwowało to Daesoona, który jako kapitan chciał już rozpocząć trening. Nie potrzebował do tego trenera. Rozgrzewkę mógł zrobić. Ale nie zabrał się za to, bo Lee ciągle nie wiedział co zrobić z tą głupią rzeczą. Podszedł do niego i wyrwał mu ją z rąk. Położył na trawie przedmiot, który chciał mieszać w jego życiu.
Jak mogłeś to zrobić?! – Zdenerwował się Jaemin ledwie powstrzymując się przed popchnięciem Daesoona. Wziął Raemin na ręce. Na szczęście mała nadal spała.
Mamy trening, nie mam zamiaru dopuścić do tego, by coś zostało spieprzone przez twoje nadmiernie rozwinięte macierzyńskie instynkty, pacanie!
Ojcowskie, ignorancie! Nie możesz kłaść dziecka na trawie! Co z ciebie za ojciec?
Daesoon zaśmiał się.
Tobie się w głowie popierdoliło. To jest lalka, a ja nie jestem jej ojcem!
Na dwa tygodnie jesteś. Nie kładzie się dziecka na zimnej ziemi!
Małżeńska kłótnia, panienki? – zapytał zbliżający się do nich trener.
Nie proszę pana. – Daesoon podszedł do ławki na której leżała jego bluza. Wrócił i rozesłał ją na trawniku. Wziął lalkę od Lee i położył ją na ubraniu.
Jaemin patrzył na to wszystko z lekkim zdziwieniem.
Zadowolony? Moja bluza jest gruba.
Poniekąd. Może być. – Lee zerknął na Raemin. Wyglądało na to, że w dalszym ciągu spała. Wcześniej ją nakarmił, przewinął, więc powinien być spokój. Nie powinna sygnalizować, że jej zimno.
Na boisko chłopaki! – krzyknął trener.
Pobiegli na środek boiska, gdzie z marsową miną czekał na nich trener. Jaemin postanowił dać z siebie wszystko, żeby Daesoon nie miał powodu mu dowalać. Także jak tylko rozpocząć się trening zaczęty od pożądnej rozgrzewki, chłopak dawał z siebie wszystko wylewając siódme poty. Musiał być lepszy od Kima.
Trener go kilka razy pochwalił za to, że obronił kilka solidnych strzałów, kiedy podzielili się na drużyny i zaczęli grać. Po godzinie miał dość i padł na murawę. Otarłszy czoło ramieniem, napił się wody. Przy okazji sprawdził co u dziecka. Wyglądało na to, że było wszystko w porządku.
Dobry byłeś. – Do Jaemina przysiadł się jeden z chłopaków z drużyny. Bardzo chudy i wysoki. Jaemin miał metr osiemdziesiąt, ale ten chłopak był dużo od niego wyższy. – Ostatnio na meczu wszystko z siebie dałeś. Gdyby nie ty dowaliliby nam. – Poklepał Lee po nodze. W tym samym momencie obaj usłyszeli warczenie, gdy jak z podziemi wyrósł przed nimi Daesoon.
Jeżeli chcecie flirtować, to nie róbcie tego na moich oczach.
Ale my… – zaczął Jaemin.
Nie tłumacz się, bo nie musisz. Ruszać dupy. Koniec przerwy – warczał Kim. – Gruchać będziecie sobie… – Nie dokończył tylko odszedł z zaciśniętymi pięściami.
A temu co odwaliło? – burknął dryblas. – Coś go w nos ugryzło czy jak? Dobra, zanim wróci to może faktycznie ruszmy cztery litery. Na meczu przeciwnicy nie dadzą nam fory.
Mhm. Oby tylko Dae nie był rozkojarzony jak teraz. – Lee wstał i otrzepał spodnie.
Teraz rozkojarzony? To popatrz na niego. Teraz wygląda jak wściekły tygrys. Jeszcze kogo pobije. Lepiej niech się wyżyje na treningu.
Jaemin skinął głową, ale chłopak tego nie widział, bo pobiegł na boisko. Po chwili i on dołączył do drużyny oraz nie wiedzieć czemu wściekłego kapitana.