18 czerwca 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 21



Niedzielnego poranka w domu Bieńkowskich nie można było nazwać spokojnym. Dzieci biegały po domu, szczególnie po kuchni, pies dokazywał razem z nimi, a koty skakały po szafkach, chcąc obserwować wszystko z góry. Konrad próbował uspokoić całe towarzystwo. Szymon z Pawełkiem na rękach śmiał się ze swoich wygłupiających się bratanków, a Basia próbowała przygotować śniadanie. Musiała się sporo namęczyć, aby każdemu podać coś, co będzie mu smakowało. Ojca rodziny nie było, bo zjadł wcześnie rano i poszedł do kościoła na poranną mszę.
– Siadajcie w końcu. Ewelina, Mateusz, jazda myć ręce i siadać mi do stołu.
– Dobrze, babciu. Ares, idziemy umyć łapy – zawołała Ewelina, najbardziej rozszalała z całego towarzystwa.
– Daj psu spokój. On nie musi myć łap.
– Wiem, babciu. – Razem z bratem pobiegła do łazienki.
– Szymon, daj mi małego i zjedz w spokoju, a ja go nakarmię. – Basia wzięła od syna najmłodszego wnuka. – O której ma przyjechać Karolina?
– Nie wiem. Mówiła, że na pewno będzie przed obiadem. – Szymek usiadł obok Konrada. – Podobno jadą samochodem.
– Sądzisz, że ta niespodzianka to jakaś dziewczyna czy facet? – zapytał Konrad, kończąc swoją porcję jajecznicy.
– Podejrzewam to drugie. Wkurza mnie, że nie powiedziała tego, z kim przyjedzie. Mamo, przygotowałaś gościnny pokój?
– Tak – odpowiedziała Basia, karmiąc najmłodszego, prawie dwuletniego wnuka. – No, jesteście? – dodała, kiedy Ewelina i Mateusz wrócili do kuchni. – Już chciałam posłać za wami ekipę poszukiwawczą. Kąpaliście się czy jak?
– Mama zawsze powtarza, że ręce trzeba myć dokładnie. – Ewelina odrzuciła na plecy długi warkocz. Zdmuchnęła z czoła blond grzywkę, którą z rana babcia chciała jej upiąć spinką, by jej nie przeszkadzała, ale dziewczynka się na to nie zgodziła.
– Bardzo dobrze. Tylko jajecznica wychłodnie, a zimnej nie lubicie.
– Nikt nie lubi zimnej – wtrącił małomówny i nieśmiały Mateusz.
Reszta śniadania również nie przebiegła spokojnie, bo Ewelina cały czas mówiła i przegadywała się z Konradem, który sobie z niej żartował. Nawet Mateusz włączył się do rozmowy. W tym czasie do domu wrócił Mariusz, już od progu dzieląc się z wszystkimi nowinami, że były zapowiedzi ślubne Bernadetty Kaweckiej. Konrad omal się przez to nie udławił kawałkiem chleba.
– Ale jak to bierze ślub? Z kim?
– Z jakimś Andrzejem. Nie jest stąd. Podobno pochodzi z Zydla. Ludzie gadają, że wychodzi za mąż, bo chodzą słuchy, że jest w ciąży. Dawno jej nie widziałem, ale podobno już brzuch dobrze jej widać.
– W sumie też jej dawno nie widziałem – burknął Konrad. – Chyba jej nie ma w Jabłonkowie.
– Może mieszka u tego narzeczonego – rzuciła Basia, zaczynając sprzątać po śniadaniu.
Konrad dziwnie się czuł z tą wiadomością. Dość długo chodził z Bernatą i mimo że traktowała go jak gówno, to w tamtym czasie ją kochał.
– Dobrze, że nie wpadła z tobą – szepnął mu na ucho Szymon. Ale zrobił to na tyle głośno, że usłyszała to Ewelina.
– Nich mi ktoś powie, dlaczego ktoś wychodzi za mąż, jak „wpadnie”. Czy jak ja wpadnę do jakiegoś dołka, też będę musiała wziąć ślub? – Pytanie siedmioletniej dziewczynki wprawiło całą rodzinę w śmiech. Basia musiała jej wytłumaczyć, że nawet jakby wpadła do dołka, to za mąż nie musi wychodzić, bo jest za mała. Na tę wiadomość Ewelina odetchnęła z ulgą. – To dobrze, bo już się bałam.
Kolejne godziny Szymon spędził w stajni wraz z ojcem. Nadal ze sobą nie rozmawiali. Obydwu ta sytuacja zaczęła przeszkadzać, jednak uparty syn nie zamierzał niczego zmieniać. Dochodziło południe, kiedy ukończyli pracę i wypuścili konie na padok, by te się popasły. Trawa była już zielona, duża, więc zwierzęta miały z czego korzystać. Po tym jak mężczyźni się umyli, pomogli Basi przy przygotowywaniu obiadu i opiece nad dziećmi. Później Szymon z Konradem pojechali do Kaliny po dziewczynę młodszego z braci.
Justyna okazała się być niezwykle chudą, nieśmiałą dziewczyną o kasztanowych włosach. Gdyby Szymek nie wiedział, że dziewczyna ma naturalnie taką budowę ciała, mógłby pomyśleć, że jest na coś chora. Na szczęście Konrad poinformował go wcześniej, że Justynce nic nie jest, a po prostu taka budowa – tak zwanego szkieletora – to u nich rodzinne. Dziewczyna chciałaby przytyć, jednak za nic w świecie jej się to nie udawało. Czasami bolało ją to, gdy ludzie pytali się jej czy jest zdrowa, czy nie jest anorektyczką, a może potrzebuje pomocy. Nie znaczyło to, że ze swoją drobną budową wyglądała brzydko. Była naprawdę śliczną nastolatką, z piegami na nosie, niebieskimi, dużymi oczami i wiecznymi rumieńcami na policzkach, które pojawiały się, kiedy coś ją zawstydziło.
Podobała się Szymonowi. Szczególnie jeśli chodziło o charakter Justyny. Bardzo popierał wybór brata. Już po jej poznaniu, w ciągu kilku minut zorientował się, że dobrze traktowała Konrada, z szacunkiem. Nie tak jak robiła to Bernata, której egoistyczny charakter sprawiał, że liczyły się tylko jej potrzeby i nikogo więcej. Justyna była jej całkowitym przeciwieństwem.
Po tym jak przywiózł parę do domu, skontaktował się z Kamilem by się upewnić, czy chłopak przyjdzie na obiad. Chciał go mieć przy sobie na spotkaniu rodzinnym, tym bardziej, że byli parą.

*

Karolina i jej niespodzianka przyjechali koło trzynastej. Dzieciaki akurat szalały z psem na dworze, pilnowane przez Konrada. Niedaleko stał Szymon z Kamilem i Justyną. O dziwo dziewczyna zaczęła dogadywać się z Zarzyckim. Nie onieśmielał jej tak jak starszy brat jej chłopaka. Poza tym okazało się, że siostra Justynki doskonale zna kuzynów Kamila, a nawet mieszka z mężem obok nich, i tym sposobem temat od razu zszedł na Pawła. To, czego się chłopak dowiedział, mogło zmienić stosunki panujące pomiędzy Pawłem a rodzicami. Martwił się, jak to przyjmą babka z dziadkiem. W sumie dlatego zrezygnował z wcześniejszych planów, które miał wobec paczki kuzyna. Nimi jednak postanowił martwić się później, bo na podwórko wjechała srebrna Skoda Octavia. Z zaciekawieniem obserwował wysiadającego z niej blondyna. Chłopak był wysoki, mocnej budowy, szeroki w ramionach i wąski w biodrach. Kamil w myślach śmiało nazwał go „ciachem”. Dawniej chętnie zainteresowałby się kimś takim.
– Hej ludziska. – Karolina podeszła do mamy, obejmując ją mocno. – Mamuś, stęskniłam się.
– Ja za tobą też. Przedstawisz nas?
– Oj tak. To jest Grzesiek. – Wzięła swojego chłopaka za rękę. – Jak widzicie, jesteśmy razem i to już od trzech miesięcy. Poznaliśmy się na wyjeździe. Też studiuje archeologię, ale jest dwa lata wyżej. To fajny chłopak, no – zakończyła dosyć kulawo. Pierwszy raz przedstawia rodzinie swojego chłopaka. Nic dziwnego, bo poza Arturem nikogo nie miała. – No, a to jest moja mama, tata, mój brat Konrad i…
– Moja dziewczyna, Justyna.
– Cześć. – Karolina wyciągnęła rękę do dziewczyny. – Miło cię poznać. Mam nadzieję, że będziemy miały okazję pogadać.
– Zagada cię na śmierć – rzucił do Justyny Kamil, obserwując z błyskiem w oku pannę Bieńkowską.
– Mam cię strzelić?
– Karolinko, nie boję się ciebie.
– Jeszcze zobaczymy. Grzesiu, to jest właśnie Kamil i mój brat Szymon. Jak ci mówiłam, są parą. A te szkraby to Ewelinka i Mateusz, dzieci mojego najstarszego brata Mikołaja. – Widząc minę chłopaka, uśmiechnęła się do niego. – Nie martw się, wszystkich poznasz i zapamiętasz.
– Mam nadzieję. Hej. – Grzegorz wyciągnął rękę do męskiej części rodziny, witając się z każdym z osobna. Potem otworzył tylne drzwi samochodu. Stamtąd wyciągnął bukiet kwiatów. Wyjął z niego białą różę, którą podał Justynie. Bukiet natomiast podarował mamie swojej dziewczyny, zamieniając z nią kilka słów.
– Romantyk – szepnął Kamil do Szymona. – Ty mi nigdy nie dałeś kwiatów.
– Jutro kupię ci wielki bukiet. – Puścił oczko Zarzyckiemu. Już widział minę Kamila, kiedy faktycznie spełniłby tę obietnicę. Ledwie powstrzymał się, by na to wyobrażenie nie parsknąć śmiechem.
– Dobrze, to zapraszam wszystkich na obiad. – Basia zadowolona ze spotkania rodzinnego pławiła się w szczęściu.
– Ale najpierw myjemy ręce – zarządziła Ewelina, pierwsza wpadając do przedpokoju.
Szymon zatrzymał na dworze Kamila. Obaj stali w słońcu, które przyjemnie grzało. Zapowiadał się pogodny długi weekend.
– Powiesz rodzinie, że Paweł został wczoraj aresztowany?
– Tak. Ale boję się reakcji babci. Zadzwonię po obiedzie do Piotra, żeby się upewnić, czy to prawda. – Podobno wczoraj wieczorem pod dom Dutkiewiczów przyjechała policja i chwilę później wyprowadzono z niego skutego Pawła. Jego matka lamentowała, a ojciec przeklinał policjantów i tylko cudem nie podzielił losu syna. Z tego co mówiła Justyna, wynikało, że została wyłapana cała grupa Gargamela, w tym jego brat Maciej, u którego znaleziono pokaźną porcję narkotyków.
– Musieli być obserwowani.
– Na pewno. W tym wypadku nawet moje doniesienie, że coś tam podejrzewam, niewiele by wniosło. A jeszcze mógłbym się w coś wpakować. Obawiam się, że dziadkowie obwinialiby mnie o aresztowanie Pawła. Mimo wszystko zależy im na wnukach. Mają tylko naszą trójkę.
– A ja mam ciebie jednego i mi wystarczysz. – Pocałował policzek Kamila, po czym pociągnął go do domu. – Chodźmy jeść, bo głodomory opędzlują nam wszystko.
– Kto tu jest głodomorem, to jest.
Podczas obiadu, który podano w salonie przy dużym stole, Karolina z Grzegorzem opowiadali, gdzie się poznali. Oboje zafascynowani archeologią na przemian przekazywali wszystko to, co zostało odkryte i z radością mówili, że w Polsce jest wiele miejsc, które posiadają swoje tajemnice z przeszłości.
– Można odkryć prawdziwe perełki – mówił Grzegorz. – Czasami, kiedy buduje się gazociągi, budynki i tak dalej można zniszczyć wiele rzeczy. Nie wszystko się zauważy. Ale podczas wielu robót natrafia się na prawdziwe skarby. Ostatnio znaleziono wielki słój szesnastowiecznych monet.
– Fascynujące odkrycie – włączyła się Karolina – bo wraz z tymi monetami dokopano się do trzech szkieletów…
– Stop, nie przy obiedzie – zarządziła Basia, posyłając córce wiele mówiące spojrzenie. Karolina już przez telefon opowiadała jej o szkieletach dzieci z szesnastego wieku, które znaleziono. Uważała, że mówienie przy jedzeniu o pewnych sprawach jest niesmaczne. Szczególnie kiedy obok siedzą dzieci, które niby nie słuchały, a i tak wszystko słyszały.
– Ekscytujemy się tym, bo to wspaniałe i pełne zagadek odkrycie. Ale dobra, już milczymy – powiedziała dziewczyna, zabierając się za wyśmienitą pieczeń swojej mamy.

*

Po obiedzie Kamil wyszedł na dwór, aby zadzwonić do kuzyna, który potwierdził, że Pawła aresztowano. Chłopak po tym telefonie stał oparty o wiśnię, zastanawiając się, czy w ogóle mówić o tym rodzinie, a jeżeli tak, to w jaki sposób?
Dołączył do niego Szymon, podając mu szklankę soku pomarańczowego. Przez chwilę obaj nic nie mówili, patrząc na leżącego na schodach Aresa. Dopiero po dłuższym czasie Zarzycki przerwał milczenie.
– Będę musiał zaraz wracać. Powiem im. Piotrek potwierdził, że przy Pawle coś znaleziono i może mieć poważne kłopoty. Więcej nie wiedzą, bo adwokat dopiero ma się z spotkać chłopakiem i z prokuratorem czy kimś tam.
– Myślisz, że pozwolą mu wyjść?
– Wątpię. Najwyżej posiedzi. Zależy co i ile znaleziono. Ale może go czekać kilka lat odsiadki. Doigrał się – prychnął. – Zawsze najmądrzejszy, najlepszy. Ale wiesz co?
– Co?
– Wujek dostał kopa za to, że chce nam bruździć. Synalek siedzi w areszcie, a taki był z niego dumny. – Dopił do końca sok. Oddał szklankę partnerowi. – Przeproś rodzinę, ale muszę pogadać ze swoją.
– Wiem. Martwisz się. – Objął go jedną ręką wokół pasa, przyglądając się twarzy Kamila. – Widać to po tobie. Przez cały obiad byłeś małomówny.
– Wystarczyło, że Karolina i ten jej facet ciągle gadali. A swoją drogą sądzisz, że będzie coś z tego?
– Okaże się. Pewnie sami jeszcze tego nie wiedzą. Chociaż ten Grzesiek chyba czuje się przytłoczony taką liczbą osób. Podobno pochodzi z małej rodziny. Za to Justyna dobrze sobie radzi.
– Mhm. Fajna z niej dziewucha. No, lecę. – Pocałował kącik ust Szymka. – Zobaczymy się jutro, co?
– Tak. Pobędę z rodzinką. Ale jak coś, to dzwoń lub wpadaj. – Pożegnał się jeszcze z nim.
Akurat kiedy Kamil miał odejść, na dwór wypadła Ewelina.
– Wujku Kamilu, już idziesz? A przyjdziesz jeszcze? – Złapała chłopaka za rękę. – Wiem, że lubisz wujka Szymona. W sumie obiecałam wujkowi, że jak dorosnę, wyjdę za niego, bo jestem jego księżniczką, ale chyba poszukam sobie narzeczonego w swoim wieku. A wujek może być twój.
Szymon roześmiał się. Kochał swoją chrześnicę. Była bardzo mądra i dużo już wiedziała na pewne tematy. W sumie Agata z Mikołajem od małego uczyli ją, że czasami panie lub panowie są ze sobą razem, bo się kochają i nie ma w tym nic złego. Dlatego dla niej było to tak normalne jak związek jej mamy i taty.
– Dobra, księżniczko ty moja, daj wujkowi spokój. Jutro przyjdzie z Milagros, to wszyscy pójdziemy na spacer.
– Jej! – wykrzyknęła. – To idę do domu. – Ucieszona pobiegła do budynku.
– A ty mówisz, że dzieci są be – zwrócił się do Kamila.
– Bo są. Ona i jej brat to wyjątki. Nara. – Złapał jeszcze Szymona za koszulę, przyciągając go do siebie na pożegnalny pocałunek. – Do zobaczenia. – Puścił go równie szybko, woląc tego nie przeciągać, bo jeszcze chwila i nigdzie by nie poszedł. Za dobrze mu było przy Szymonie. Mógłby się z nim nie rozstawać, jednak czekał go przykry obowiązek poinformowania rodziny o Pawle. A może już wiedzieli. Tak by było najlepiej.
Rodzinę zastał w kuchni. Bez ojca, który nawet w niedzielę poszedł się gdzieś szlajać. Dziadek obgryzał udko z kurczaka, mama dolewała mu kompotu, a babcia próbowała wcisnąć Kamilowi jedzenie, jak ten tylko pojawił się w progu.
– Babciu, dopiero wróciłem z obiadu. Nie jestem głodny.
– To będziesz miał na jutro udko albo zjesz je na kolację. Tylko odgrzejesz sobie.
– Nikt do was nie dzwonił?
– A kto miał dzwonić? – Stanisław położył kość na talerzu. – Zośka, to możesz wyrzucić, a to będzie dla Milagros. – Wskazał na skórę z kurczaka. Nie lubił jej tak samo jak Kamil.
– Bo… – zawahał co do tego, czy powinien to mówić, jednak uznał, że nie ma innego wyjścia. – Gadałem z Piotrkiem. Aresztowano Pawła.
– Jak to aresztowano? – Babcia Zosia aż usiadła z wrażenia. – Co ty gadasz?
– Ostatnio zadawał się z podejrzaną grupą. Wiecie, mówiłem wam o tym. No i okazało się, że handlowali narkotykami. Chyba, bo coś u jednego z nich znaleźli. Możliwe, że cała grupa od jakiegoś czasu była śledzona.
– Wiedziałem, że się chłopak w końcu doigra. Wiedziałem. Od dziecka był taki, że wpakowywał się w kłopoty i nie potrafił zadawać się z porządnymi ludźmi. Co ci jeszcze Piotrek powiedział?
– Sami niewiele wiedzą. W każdym razie ciotka chodzi i płacze, a wujek jest wściekły. Powiedział, że zabije gówniarza.
– Takiego se wychował, więc takiego ma. – Babcia zaczęła zbierać brudne talerze ze stołu. – Nie może mieć do nikogo pretensji. Zawsze pozwalał synom robić co chcą i wchodzić sobie na głowę. Palcem nie kiwnę, żeby im pomóc. – Położyła naczynia w zlewie, po czym sięgnęła do szafki, w której trzymała zioła, herbaty i kawę szczelnie pozamykane w słoiczkach. Wyjęła melisę, by sobie zapatrzyć. – Może i dobrze się stało. Paweł dostanie nauczkę.
Kamil nie chciał jej mówić, że więzienie niewielu zmienia na lepsze. Chociaż zdarzają się wyjątki.

*

Dzień później już całe Jabłonkowo wiedziało, że wnuk Zofii i Stanisława Dutkiewiczów został aresztowany, bo znaleziono przy nim narkotyki. Wieś wrzała. Roznosiły się coraz to nowsze plotki, przy czym każdy dodawał coś od siebie i wiadomość rosła do tego stopnia, że wkrótce ludzie zaczęli mówić o tym, jak to Paweł dostał dwadzieścia lat odsiadki za handel kokainą. Najbardziej wiarygodną wersją, o której dowiedział się Kamil, była ta, że przy chłopaku znaleziono parę pigułek amfetaminy, którą miał dla siebie i niczym nie handlował. Jednak jak to ludzie, każdy dodał dwa do dwóch i wszystkim wyszło z tego pięć.
Rodzina Zarzyckich miała dodatkowe problemy. Wujek Adam, mimo aresztowania syna, nie zamierzał ustąpić z żądań, jakie wystosował wobec rodziny. Teraz jeszcze bardziej chciał pieniędzy, które podobno miały przydać się synowi. Za nic w świecie nie zważał na to, że adwokat Zarzyckich – który z samego rana w poniedziałek spotkał się z Beatą – jasno przekazał, że już nic mu się nie należy. Adam nie zważał także na swoich rodziców, a szczególnie matkę, która coraz gorzej znosiła tę sytuację. Doszło do tego, że mama Kamila musiała ją zabrać do lekarza, bo staruszka czuła uścisk i kłucie w piersi. Na szczęście okazało się, że wszystko jest w porządku, ale lekarz przestrzegł, że kobieta ma już swoje lata i nie powinna się denerwować. Adama to jednak nie obchodziło. Szczególnie wtedy, kiedy okazało się, że możliwe będzie to, aby Paweł wyszedł za kaucją i zostanie zastosowana wobec niego kuratela sądowa. Wszystko dzięki temu, że chłopak zgodził się zeznawać przed prokuratorem przeciw swoim znajomym. Nie znaczyło to jednak, że nie groziło mu więzienie. W najlepszym wypadku idealnym rozwiązaniem miały być prace społeczne, ale byłoby cudem, gdyby sąd się na to zgodził. Niestety, sprawa musiała czekać i nie zapowiadało się na jej szybkie zakończenie. Tym bardziej, że był długi weekend i sędzia, który miał zajmować się wszystkim, wyjechał na urlop. Także dopiero najwcześniej w środę będą mogli wiedzieć, co dalej stanie się z chłopakiem.
W domu Zarzyckich mówiło się tylko o tym, a także o bezpodstawnych i wyssanych z palca żądaniach Adama. Z kolei te rozmowy przeplatano z kłótniami rodziców Kamila lub jego z pijanym ojcem. Dlatego gdy nadszedł trzeci maja, Kamil z ulgą powitał dzień, w którymi miał pojechać do Iwony i Anety, a potem odwiedzić znajomych Szymona.

11 czerwca 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 20

Dziękuję za komentarze. :)



– Miałem rację, że wujcio chce coś uszczknąć. Te wszystkie spotkania rodzinne, odnowienie kontaktów, miały za zadanie uśpić czujność dziadków – mówił Kamil, rozmawiając z Szymonem przez telefon. Było już późno w nocy, a on nie mógł spać, zdenerwowany tym wszystkim. – Chce kasy od nich i od mojej mamy za to, że ta dostała sklep. Noż kurwa, nie chciał sklepu. Przecież sam powiedział, że nie chce ani grosza. Podejrzewam, że ciotka Magda stoi za tym wszystkim. Ona jest taką chciwą babą.
– Ale mówiłeś, że nic im się już nie należy.
– Tak, jednak problem w tym, że mają jakiegoś prawnika, który szuka dziury w całym. W dodatku babcia źle się poczuła. Tata pokazał w końcu, że jest facetem i wywalił wujka z domu.
– Twoja mama też powinna skontaktować się z jakimś prawnikiem. Przezorności nigdy dosyć, a pomoc się przyda, aby ten twój wujek nie miał się do czego doczepić.
– Gdzie ona znajdzie prawnika? I to jeszcze takiego, który nie zedrze z nas kasy.
– Zapytam Elwirę. Ona zna mnóstwo ludzi. Może jakiś znajomy znajomego coś by wiedział. Skontaktowałbym twoją mamę z moim znajomym, ale wyjechał do Holandii na dobre. Działał w moim imieniu podczas załatwiania spraw z rehabilitacją konną dla dzieciaków. On mi pomagał rozkręcić to wszystko, co mam również na stopie prawnej.
– To jutro w razie czego zadzwoń do Elwiry.
– Kamil?
– No co?
– Idź spać i nie przejmuj się tak. A przede wszystkim uspokój się.
– Kurwa, mam się uspokoić? Rozszarpałbym wujka.
– Domyślam się. Ale naprawdę idź spać. Przyszedłbym do ciebie, ale muszę wstać o piątej i jechać na giełdę rolniczą.
– Pojechałbym z tobą, gdybym nie szedł do pracy. Dobranoc. Kocham cię, Szymon. Gdyby nie ty, pewnie znów rozniósłbym pokój.
– Ale jak coś to oszczędź laptopa. Konrad powiedział, że nie będzie go ciągle naprawiał.
– Będzie mnie stać, sprawię sobie nowy. – Uśmiechnął się nieznacznie. Jego facet potrafił poprawić mu nastrój.
Pożegnali się chwilę później. Kamil ułożył się na boku z ręką pod głową i wpatrzył w ciemność. Będzie źle, jeśli okaże się, że jego rodzina nie uniknie konieczności spłacenia wujka, który zapewne zechce dostać całość sumy, bez możliwości zapłaty w ratach. Coś tam oszczędził, bo pieniądze miał wykorzystać na kurs instruktora jazdy konnej lub na prawo jazdy. Jeśli będzie trzeba, to da te pieniądze mamie. Niewiele, ale to zawsze coś. Z tą myślą zasnął.
Sen nie był jednak spokojny. Do samego rana śniły mu się koszmary. Rzucał się po łóżku. Obudził się o świcie spocony i z bólem głowy.
– O ja pierdolę. – Usiadł wyczerpany, wypuszczając ze świstem powietrze przez nos.
Posiedział chwilę na łóżku, aby dojść do siebie. Potrzebował kawy. Najlepiej litra. Wierzył, że to go obudzi. Podszedł do szafy, żeby wziąć czyste ubranie. Musiał jeszcze się wykąpać, bo czuł, jak się lepi od potu. Nie pamiętał tego, co mu się śniło. Jedynie miał wrażenie uciekania przed czymś. A może kogoś gonił? Sam nie wiedział. Najchętniej to spędziłby dzień w łóżku.
Pokręcił głową na to nierealne marzenie i poszedł się umyć.
Kiedy piętnaście minut później zszedł do kuchni, zastał w niej mamę krzątającą się przy przygotowywaniu śniadania.
– Wstałaś tak wcześnie? Jeszcze nie ma szóstej.
– Nie mogłam spać. Postanowiłam zrobić ci kanapki, zanim jak zwykle wyjdziesz bez jedzenia. – Oderwała wzrok od smarowanej masłem kromki chleba i skupiła się na swoim jedynaku. – Co ci się stało?
– Wiem, wyglądam jak gówno. Tak się czuję. Masakrycznie źle. – Wziął mały, półlitrowy garnek i nalał do niego wody. Zapaliwszy palnik w kuchence, wstawił wodę na kawę. Oczy mu się same zamykały. – Czuję się, jakbym całą noc nie spał i do tego ciężko pracował.
– Może jesteś chory. – Przyłożyła dłoń do jego czoła. – Nie. Nie jest gorące.
– Nic mi nie jest poza tym, że przez całą noc śniły mi się głupoty. Chyba wujek Adam miał z tym coś wspólnego. Może to on mnie ścigał i wołał, że chce kasy. – Wyjął z szafki szklankę z uchem i nasypał do niej dwie czubate łyżeczki kawy. To go powinno obudzić.
– Też przez niego nie spałam. – Położyła na kromkach po plasterku szynki i sera żółtego. Wszystko ładnie ułożyła na talerzyku, po czym podała synowi. – Siadaj i jedz. Zaleję ci kawę.
– Mhm.
– Jeśli się źle czujesz, to może ja pójdę z rana do sklepu, a ty później?
– Nie. Dam sobie radę. – Zaczął jeść. W tym samym czasie do kuchni wgramoliła się Milagros. – A ty to zawsze żarcie wyczujesz. Wyspałaś się?
Suczka ziewnęła i zamachała ogonem.
– No to fajnie. Ja nie. – Dał jej kawałek szynki, ale Mili go nie wzięła, tylko pisnęła i ruszyła za Kamilem do drzwi. – Chcesz, aby wypuścić cię na dwór? – Kolejne machanie ogonem i szczeknięcie dało mu odpowiedź. – Dobra, to chodź. Dziadek potem pójdzie z tobą na spacer. Ja dzisiaj nie mam czasu. – Wypuścił suczkę na dwór, aby tam załatwiła swoje potrzeby. Rzucił jej jeszcze szynkę, po czym wrócił do stołu, gdzie już czekała na niego kawa. Nie słodził jej, tylko napił się gorzkiej, aby dała mu kopa. Jeden łyk sprawił, że zamruczał z przyjemności. I pomyśleć, że dawniej nie lubił kawy, a teraz zbudowałby ołtarzyk temu, kto wymyślił ten napój.
– Żołądek ci wysiądzie, jak będziesz tak z rana na czczo pił kawę.
– Nic mi nie będzie. Powiedz lepiej co dalej z wujaszkiem.
Beata usiadła ciężko przy stole.
– Nie wiem. Babcia z dziadkiem mówią, że on już nie ma praw do czegokolwiek. Dostał wszystko, co powinien. Nie znam się na tym. Gdyby to Adam dostał sklep, mnie nawet przez myśl by nie przyszło, aby żądać czegoś od niego czy rodziców. Przecież wiele poświecili, wychowując nas. Ile trudu poszło, pieniędzy. Jak rodzeństwo może ze sobą walczyć? Albo mówić, że ktoś dostał więcej, coś się komuś należy.
– Przy chciwości człowiek robi się ślepy na wszystko. Nie słyszałaś, mama, że to pieniądze rządzą światem? Gadałem z Szymonem. Obiecał, że jak coś, to postara się podpytać znajomych o jakiegoś prawnika.
– Możliwe, że będzie nam potrzebny.
– Na pewno będzie. Dobra, zjadłem i zbieram się. Dziadek nie będzie dzisiaj gdzieś jechał? – Po kawie czuł się zdecydowanie lepiej.
– A co?
– Bo chciałbym pożyczyć rower.
– To bierz. Jakby co, to jestem w domu i go podwiozę, gdyby się jednak dokądś wybierał. Już późno, na nogach nie będziesz leciał. Niedługo przywiozą do sklepu chleb z piekarni, więc musisz tam być.
Skinął głową i wyszedł z kuchni.

*

Szymon, wracając z giełdy rolniczej, wstąpił do sklepu wiedząc, że do południa jest tam Kamil. Miał dla niego dobre wieści. Pocałował partnera mocno, ucieszony.
– Znalazłem wam prawnika. To znaczy nie ja, tylko Elwira. Jej brat ma kolegę, który specjalizuje się właśnie w takich sprawach jak wasza. Gdy tylko dostałem numer telefonu, od razu do niego zadzwoniłem. Wiesz, że chodziłem z tym facetem do liceum?
– Czy są jacyś ludzie, których nie znasz, nie masz znajomych i tak dalej?
– Są. Kojarzę go z liceum. Ja zacząłem, a on był chyba w maturalnej. Jeden z najlepszych uczniów w szkole. Jest niedrogi. Wiesz, dopiero zaczyna, więc jeszcze nie jest zdziercą. Zainteresował się waszą sprawą, więc masz tutaj do niego namiary. – Podał partnerowi karteczkę z numerem telefonu i nazwiskiem prawnika. – Niech twoja mama do niego zadzwoni. Mogą się spotkać nawet dzisiaj.
– Dzięki. Działasz jak burza. – Wychylił się przez ladę, złapał go za koszulkę i przyciągnął do długiego pocałunku. – Jak ja ci się odwdzięczę?
– Znalazłoby się parę pomysłów – zamruczał w jego usta.
– Masz na myśli pozycję horyzontalną?
– Powiedzmy. Na pewno mam na myśli każdą pozycję i każdą konfigurację. – Szymon położył dłoń na karku Kamila, po tych słowach całując go namiętnie, dając do zrozumienia, że się stęsknił. Całowałby go tak długo, gdyby nie usłyszał, że otwierają się drzwi. Puścił chłopaka i obejrzał się przez ramię.
– Dzień dobry, pani Filipiakowa – Zarzycki przywitał uprzejmie kobietę, której mina wyrażała zniesmaczenie. Nie przejmował się tym. Uważał, że miał jak każdy prawo do tego, aby całować swojego partnera, tym bardziej, że tutaj nie musieli się ukrywać. – Czym mogę pani służyć?
– Dwa bochenki chleba, kostkę masła, karton mleka tego tłustego oraz dziesięć deko drożdży poproszę. Olej jeszcze. – Nawet jak to mówiła, jej mina nie zmieniła się. Obrzucała chłodnym wzorkiem obu mężczyzn, nie potrafiąc zrozumieć ich zachowania.
– Już się robi.
– Kamil – wtrącił Szymon. – Lecę. Pamiętaj… wiesz o czym. – Wskazał na kartkę, którą chłopak zamiast schować wciąż trzymał w dłoni.
– Nara. Już pani podaję chleb.
Podczas gdy Kamil zajmował się klientką, a potem kolejnymi osobami chcącymi zrobić zakupy, Szymon wrócił do domu. Przebrał się w luźniejsze ubrania i poszedł do stajni. Tam zastał ojca, który rozmawiał z jednym z podenerwowanych pracowników.
– Co się dzieje? – zapytał Szymek.
– Panie Szymonie, muszę się zwolnić – powiedział Mirosław Pęczak, który pracował u Bieńkowskich niemalże od początku powstania ich działalności. Był to czterdziestoletni mężczyzna, niski i bardzo chudy.
– Dlaczego?
– Z żoną musimy przeprowadzić się do syna. Miał wypadek i potrzebuje naszej pomocy. Nie możemy wziąć go do nas, bo nie mamy warunków. A syn ma dom, mieszka sam. Nie wiemy, jak długo nas nie będzie. Nie chcę nikomu zajmować miejsca. Może pan kogoś przyjąć do pracy, bo może być tak, że zostaniemy tam na stałe. Syn ma uszkodzony kręgosłup i trudno powiedzieć, czy jeszcze będzie chodzić.
– Przykro mi. – Szymon położył dłoń na ramieniu mężczyzny. – Może zrobimy tak, że dam ci urlop na pół roku…
– Nie, nie. Bo ja tam będę musiał znaleźć jakąś pracę. Wolę zwolnienie.
Szymon nie chciał tracić tak dobrego, spokojnego pracownika. Mężczyzna zawsze przychodził do pracy punktualnie, niewiele mówił, ale za to harował za dwóch i konie go lubiły.
– Dobrze, po pracy przyjdź do mojego gabinetu.
– Dziękuję – powiedział i odszedł do swoich obowiązków, które jeszcze musiał dzisiaj wykonać.
Mariusz spojrzał na syna. Ten w ogóle nie zwracał na niego uwagi.
– Jak było na giełdzie. Zainteresowało cię coś?
– Widziałem kilka świetnych maszyn. Może w przyszłym roku udałoby mi się którąś kupić. – Chciał odejść, ale głos ojca zatrzymał go.
– Jak długo jeszcze będziesz mnie winił za moje błędy?
– Nie wiem. Jeszcze tego nie przełknąłem. Muszę zająć się końmi – odparł zimno młodszy z mężczyzn.
– Ty nigdy nie popełniłeś błędu?!
– Popełniłem, ale przeze mnie nie umarło dziecko.
Mariusz mógł tylko ciężko westchnąć na te słowa i mieć nadzieję na powrót dobrych stosunków z synem.
– Dzwonił Mikołaj. Po południu przywiezie dzieci. Zostaną u nas do drugiego maja. On i Agata jadą do Gdyni na pogrzeb jej ciotki i nie będzie ich do tego czasu, a nie chcieli brać dzieci.
– Wiesz, że dzieciaki zawsze mogą tutaj przyjechać. – Oznaczało to, że jeśli zechce zbliżyć się do Kamila intymnie, będzie musiał zrezygnować ze spotkań w swoim domu, w zamian przychodząc do pokoju chłopaka lub po prostu na ten czas darują sobie seks. Nie lubił tego, bo po poza tym że go kochał, również go pożądał i bywały dni, że nie wypuściłby chłopaka z łóżka. A od rana potwornie chciało mu się seksu. Wytrzyma. – Wziął szczotkę i zgrzebło, by wyczyścić sierść Degressy.
– Wiem. Pójdę pomóc Jackowi.
– Aha. – Wszedł do boksu klaczy. Pogłaskał ją po chrapach. – Co maleńka? Hm? Nie podoba ci się, w jaki sposób rozmawiam z ojcem, co nie? Wyczuwasz takie rzeczy. Zawsze wiesz, kiedy coś jest nie tak. Nie potrafię się przełamać, by mu wybaczyć. Dziadkowi też nie wybaczyłem. – Oparł czoło o szyję klaczy. – Tak czasem jest – mruknął pod nosem. Chwilę później zabrał się za czyszczenie sierści swojej ulubienicy.

*

Popołudnie nadeszło szybko. Kamil akurat bawił się z Milagros na podwórku, kiedy pod dom Bieńkowskich zajechał samochód. Niedługo później wysiadła z niego Agata, a za nią wybiegły dzieci. Kobieta zauważywszy Kamila, przywitała się:
– Cześć. Jak tam?
– Dobrze. A u was? – Podszedł do ogrodzenia.
– W porządku. Przywieźliśmy dzieciaki. Zostaną tutaj dwa, trzy dni.
– Cześć, Kamil. – Mikołaj wysiadł z samochodu po tym, jak zakończył rozmowę telefoniczną.
– Hej.
– O, wujek. Siema, wujek. – Ewelina podbiegła do Kamila i wyciągnęła rękę, aby dać mu „cześć”. Jej nieśmiały brat pozostał z tyłu i tylko na nich patrzył.
– Siema. – Uścisnął jej rączkę. – Ona też chce się z tobą przywitać. – Pokazał na suczkę, która próbowała wsunąć łeb między sztachety, ale udało jej się tylko zmieścić swój czarny nochal.
– Mili. Będziemy się bawić. Ty, ja i Ares. Będzie super.
– Ewelina, chodź. Potem porozmawiasz z wujkiem – Agata zawołała córkę. Niosła na rękach Pawełka, którego po chwili podała babci.
Kamilowi fajnie patrzyło się na tę rodzinę. Oni nie wyglądali na takich, którzy zechcą coś zabrać bratu lub żądać spłaty, bo ten otrzymał za dużo od rodziców. Chociaż kto wie. Każdemu może odbić na punkcie pieniędzy. Gdy wrócił z pracy do domu, dał mamie numer telefonu adwokata, o którym jej wcześniej wspomniał. Rodzicielka natychmiast zadzwoniła i umówiła się na spotkanie w poniedziałek, pomimo długiego weekendu. Miała przygotować wszystkie dokumenty i skontaktować się z bratem, aby poznać nazwisko adwokata mężczyzny. Podobno sprawa może ciągnąć się miesiącami, a nawet latami, ale i zakończyć się po jednym spotkaniu zainteresowanych stron.
Już miał wrócić do zabawy z psem, kiedy zauważywszy Szymona, zawołał go. Ten podszedł do chłopaka tym swoim kocim krokiem.
– Widzę, że będziesz miał dom pełen ludzi  – zagadał Zarzycki.
– Przepraszam, znów będziemy mieć mniej czasu dla siebie.
– Będziemy chodzić z dzieciakami na spacerki. Wiesz, że są wyjątkiem. Je akurat lubię. Dzwoniłem dzisiaj do Iwony. Będziesz miał czas trzeciego, aby ich odwiedzić?
– Pewnie. Wpadniemy też do Wiki i Darka. Jeszcze nie widziałem ich maleństwa, a już podobno można ich odwiedzać. Weźmiemy Karolinę. Pogada z dziewczynami. Będzie fajnie.
– Przyda nam się to. Pocałujesz mnie zanim uciekniesz czy mam się obejść smakiem?
– Kamil, nie wiesz o co prosisz. – Zbliżył się do niego tak, że gdyby nie ogrodzenie, ich ciała otarłyby się o siebie.
– Ktoś tu ma chcicę – wyszeptał Kamil.
– I to jaką.
– Dasz radę. – Domyślił się, że Szymon nie chciał posuwać się zbyt daleko z dotykaniem go, kiedy w domu były dzieci. Sam też nie zaproponował, aby mężczyzna starym zwyczajem wdrapał się do niego przez okno. Ojciec znów gdzieś polazł i pewnie pije, także noc mogła nie być spokojna. – A po wszystkim dobrze się tobą zajmę. – Przytulił policzek do pokrytego zarostem policzka Szymona. – Lepiej już idź – wyszeptał do ucha. – Gdy wiem, jaki jesteś w takich dniach, szaleję. – Spojrzał mu głęboko w oczy, zagryzając dolną wargę. Czuł, że dzisiaj Szymon oddałby mu się bardzo chętnie. Żałował, że na razie nie mogli się kochać. A nie chciał szybkiego numerku, tak jak jego partner.
Bieńkowski skupił wzrok na ustach chłopaka. Wessałby się w nie. Musiał się jednak powstrzymać. Mimo wszystko nie odmówił sobie krótkiego cmoknięcia. Po tym pożegnał się, zostawiając Kamila jak i siebie nienasyconymi i spragnionymi dotyku kogoś, kogo kochają. Obaj jednak wiedzieli, że za parę dni będę mieć czas dla siebie, o ile znów nie pojawią się jakieś przeszkody.
– No, Mili, bawimy się? – Kamil podrzucił piłkę do góry.
Suczka zaszczekała, pobiegła na przód i poczekała, aż jej młody pan rzuci piłkę.