20 grudnia 2015

W sidłach miłości - Rozdział 5

Dziękuję za komentarze. :) Od dzisiaj rozdziały będę ukazywać się o 23 w nocy wniedzielę i czwartek. To po to, aby wyspali się ci, którzy muszą wstawać wcześnie rano. :)




Zniknęło wszystko. Klasa, uczniowie, mówiący mu coś szeleszczącym i denerwującym głosem nowy kolega z pracy. Pozostała tylko jedna postać siedząca w ostatniej ławce pod oknem. W życiu by nie przypuszczał, że znów go spotka i to jeszcze w takich okolicznościach. To potwierdziło, że świat jest mały. Niemniej chciał, aby ktoś go uszczypnął i potwierdził, że to tylko sen. Alex Wilson – o ile tak się chłopak nazywa, zważywszy na to, że już okłamał go co do swojego wieku i miejsca zamieszkania – patrzył na niego szeroko otwartymi oczami. Nagle w Josha uderzyło wszystko, co przez parę dni przeżywał z tym chłopakiem. Co innego gdyby tylko rozmawiał, ale on się z nim kochał. I to jak się kochał. Następnego dnia, kiedy się obudził, był sam. Chłopak go zostawił bez słowa i nie narzekał. Teraz się okazuje, że młody ma być jego uczniem. O zgrozo. Jak on ma na niego patrzeć i nie widzieć tych obrazów… Co jak ktoś się dowie? Co jak ktoś ich widział razem? I jak ten gówniarz śmiał go okłamać? Wezbrała w nim złość.
– Panie Morrison, słyszy mnie pan?
Natrętny głos wdarł się do jego umysłu niczym pocisk. Zamknął na chwilę oczy i gdy je otworzył, starał się nie patrzeć na drugi koniec sali. Był nauczycielem i to się liczyło. Miał zadanie do wykonania. Za chwilę wyjdzie z tej klasy i wróci tu dopiero jutro. Przez te godziny zdąży się uspokoić i pomyśleć co ma dalej robić.
– Tak, słyszę pana.
– Po tym jak pana przedstawię, zostawiam panu klasę.
– Słucham? – Popatrzył ze zgrozą na drugiego nauczyciela.
– Mam dziś pod opieką jeszcze jeden rocznik. Muszę do nich iść, bo za pięć minut rozwalą całą szkołę. Pan wie co robić. Rozda pan im tylko plany zajęć i mogą iść do domu. Cisza – zwrócił się do klasy. – Chcę wam przedstawić nowego nauczyciela angielskiego. Będzie się z wami męczył przez te kolejne miesiące. To jest pan Joshua Morrison. Ma literaturę w jednym palcu i ci z was, którzy chcą w przyszłości studiować ten kierunek lub tak jak on zostać nauczycielami, będą mieć u niego doskonałą pomoc. Pan Erson był świetnym nauczycielem, ale odszedł już na wcześniejszą emeryturę. Macie teraz czas, by się zapoznać z panem Morrisonem. O ile pamiętam, to angielski macie jutro na pierwszej lekcji. Na godzinie wychowawczej omówimy inne sprawy klasy i szkoły. Teraz was zostawiam. Muszę zająć się waszymi młodszymi kolegami. – Wcisnął plany zajęć do rąk Josha i wyszedł.

* * *

Czuł, jak zbierają się w nim tak przeróżne i skrajne emocje, że bał się wybuchu. Patrzył na Josha, nie wierząc własnym oczom. Chciał do niego podejść i strzelić go w twarz za to, że ten ani razu nie próbował się z nim skontaktować – przecież Josh wiedział, że on tego chce, zostawił mu ten pieprzony list –  a jednocześnie pragnął uciec. To nie mogła być prawda. Josha tu nie ma. Prawdopodobnie to jakieś przywidzenie i na miejscu mężczyzny jest ktoś inny. Jakiś stary, gruby, łysy człowieczek, na którego Alex nawet by nie spojrzał. Jakże chciał, aby tak było. Niestety siedzący obok Richie skutecznie udaremniał to marzenie. Gapił się to na niego, to na Josha, jakby właśnie po raz pierwszy w życiu zobaczył coś niesamowitego. Richie czekał na więcej informacji, których nie mógł mu udzielić. Głupi nie był, żeby mówić coś na ten temat kiedy osiemnaście par uszu może go usłyszeć. Od dziś Josh stał się jego nauczycielem. Kimś zakazanym. Ktoś, o kim nie mógł przestać myśleć, był teraz nieosiągalny. Nauczyciel nie mógł być z uczniem. Czemu na tą myśl poczuł, jak ktoś wbija mu szpilę w serce? Niech to spotkanie już się skończy. Chciał iść do domu. Odwrócił od mężczyzny wzrok i spojrzał przez okno. Widział tylko czubki drzew i błękitne niebo. Tak, to był interesujący widok. Przynosił ukojenie i budował w nim jakąś siłę, potrzebną, by traktować Josha jako nauczyciela. Żeby nie podejść do niego i nie zapytać czemu nie zadzwonił, jak tylko przeczytał list. W sumie on sam też był sobie winien. Mógł wykonać telefon, kiedy już wyjechali. Tylko że wszystko działo się tak szybko, że nie miał na nic czasu. Zresztą napisał w liście, aby lepiej to Josh zadzwonił, jak się tylko obudzi. Czemu tego nie zrobił? Sam nie wiedział, co chciałby usłyszeć. Może faktycznie powinien zostawić tamten epizod za sobą? Potraktować jako fajną zabawę, która się zaczęła i skończyła w tamtym kurorcie? Jak miał to zrobić?
– Trzymaj. Ej, wracaj na ziemię.
– Hm? – Ocknął się. Oscar podawał mu jakieś kartki.
– Plan zajęć. Dla was obu. Co z wami, chłopaki?
– Dzięki. – Richie wyrwał kumplowi kartki i jedną podał Alexowi. – Wpadnę dziś do ciebie i naprawdę szczerze porozmawiamy – szepnął.
– Okej. – Rzucił okiem na plan i zdębiał. Wszędzie na pierwszy plan wysuwał się angielski. – Masakra normalnie. – Praktycznie codziennie miał z Joshem lekcje.
– Chodź już. Chcę jeszcze pogadać z Oscarem o utworach.
– Tak. Tak, już idę. – Wstał i poskładał plan lekcji, po czym wsunął go do kieszeni. Podniósł wzrok i przeklął w duchu. Josh nadal był w klasie i rozmawiał z kilkoma uczennicami. Jakoś przejdzie koło niego. Zaraz skarcił siebie za te słowa. Zachowuje się jak uczniak. Ten facet robił z nim takie rzeczy, że na samą myśl się rumienił. I miał się teraz bać koło niego przejść? Ha. Nie ma mowy. Tchórzem nie był i nie będzie. Co więcej, powie mu "dzień dobry", a raczej „do widzenia”. Tylko kiedy przechodził obok niego, nie potrafił iść za przyjacielem. Nogi wrosły mu w ziemię i się nie ruszył. Historia się powtarza. Akurat jego koleżanki roześmiały się i pożegnały z nauczycielem, a on stał jak dureń.
– Idziesz? – zapytał Richie.
– Nie.
Chłopak spojrzał jeszcze na nich obu.
– No to będzie się działo. Zaczekam na korytarzu.
– Dobrze, Richie. – Rozejrzał się jeszcze, czy są sami, i poprosił przyjaciela o zamknięcie drzwi od klasy. Gdy to się stało, zawiesił wzrok na Joshu. – Nie wiedziałem, że jesteś nauczycielem.
– A ja, że jesteś małym, podłym kłamcą.
– Skłamałem tylko co do swojego wieku i miejsca zamieszkania. W końcu poznałbyś prawdę, gdybyś zadzwonił.
– Po cholerę miałem dzwonić? Przecież to był tylko seks – zniżył głos do szeptu.
– Masz rację, zwykłe, szybkie dymanko – warknął. Tylko seks? Niby tak, ale dla niego to  nie było coś pustego jak takie zwykłe zaspokojenie popędu płciowego.
– Zgadzam się. Jak chciałeś, żeby ktoś cię przeleciał, trzeba było tylko to powiedzieć. Zrobilibyśmy to w jakimś kiblu pierwszej nocy – słowa same wyszły z ust Morrisona. Nie był do końca pewny dlaczego. Przecież nie miał mu za złe, że nie obudzili się razem jak kochający się kochankowie. Po prostu chłopak go okłamał. Dla niego jedno małe kłamstwo rozrastało się do setnej potęgi.
– I ty niby jesteś dorosły? Pierdol się, Josh. – Czuł się zraniony słowami tego człowieka. W tej chwili nie mógł przebywać z nim w jednym pomieszczeniu. Już zmierzał do wyjścia, kiedy zatrzymał go głos mężczyzny.
– Nikt nie może wiedzieć. Od teraz jestem tylko twoim nauczycielem, a ty uczniem.
– Tak, proszę pana – powiedział, trzaskając drzwiami. Tylko seks? Przelecieć w kiblu? Za kogo on go, kurwa, miał? On mu jeszcze pokaże! Tylko niech się pozbiera do kupy po tych słowach. – Jeszcze zmienisz zdanie, panie anglisto– szepnął do siebie.

* * *

– Najlepiej będzie, jak podrzucę ci kilka płyt i wypiszę na kartce, co bym chciał – mówił Richie do Oscara. Cały czas jednak był myślami przy przyjacielu. Do tej pory nie mógł się otrząsnąć z szoku. Nie był pewny, co by zrobił na miejscu Alexa. Sam się czuł jakoś niezręcznie z myślą, że ich nowy nauczyciel i jego przyjaciel mieli krótki romans. No, może tego nie dało się nazwać romansem, ale inne słowo nie przychodziło mu na myśl. W sumie przychodziło, ale mimo wszystko wolał o tym nie myśleć w ten sposób. Na pewno nie w szkole.
– To wpadniesz do mnie po południu czy ja mam do ciebie zajrzeć? – zapytał Oscar.
– Ty zajrzyj do mnie, a jak coś zdzwonimy się. W każdym razie te tytuły co ci podałem, wchodzą w grę. Czekaj, zapomniałem jeszcze o jednym. – Zaczął przeszukiwać kieszenie. Rano usłyszał w radio świetną piosenkę i Alex musiał na niego długo czekać przed domem, zanim prowadzący poranny program powiedział tytuł i wykonawcę utworu.
– Ej, patrz, temu co się stało? – Oscar trącił go ręką i wskazał na szybko idącą korytarzem postać. – Nawet nas nie zobaczył.
Richie ujrzał już tylko plecy znikającego Alexa i zrozumiał, że coś jest nie tak. Chłopak  nie poszedłby sobie ot tak. Wsunął do dłoni Oscara karteczkę.
– Ten utwór jest ważny. Muszę za nim lecieć.
– Dobra, pędź. Jak coś to zadzwonię.
– Nara. – Pobiegł za Alexem. Dobrze, że dzisiaj nie mieli ze sobą książek i nie musiał bawić się z plecakiem. Dzięki temu mógł szybko biec za przyjacielem. Dogonienie go nie było jednak tak łatwe, jak mu się wydawało. Długie nogi z łatwością Alexa pokonywały kolejne metry.
– Alex, zaczekaj! – wołał, ale tamten jakby go nie słyszał. Obecni w szkole uczniowie oglądali się za nim. – Alex, ty matole, stój! – Zabije go. Zmusza go do szaleńczego biegu po szkolnych korytarzach. Niech no tylko któryś nauczyciel go zobaczy, od razu otrzyma upomnienie.
Gdy już sądził, że za chwilę dogoni Alexa, drogę zagrodził mu olbrzym i kilku jego pupilków.
– Spadaj McPherson. – Chciał przebić się przez nich, ale utworzyli ścianę, od której się odbił.
– Kogo my tu mamy? – zapytał szyderczo Casey McPherson. Szkolny osiłek. Zastanawiające było to, jakim cudem on się dostał do artystycznego liceum. Temu chłopakowi słoń nadepnął na ucho, a humanistą był takim, że strach nawet o tym myśleć, a co dopiero mówić. Może był tu dzięki drużynie zapaśniczej, która została utworzona dwa lata temu przez wicedyrektora. Jakikolwiek powód by nie trzymał tutaj tego bezmózgiego, dwumetrowego mięśniaka, dla Richiego było to za wiele.
– Jakże ja się za wami stęskniłem, ale spotkanko przy herbatce i ciasteczkach możemy sobie urządzić kiedy indziej. Dziś mam ważną sprawę do załatwienia.
– O, Karl, patrz jaki wyszczekany – zarechotał McPherson.
Richie ciężko westchnął kombinując jak im uciec. Miał z nimi niezłą praktykę, ale dzisiaj nie zamierzał się zbyt długo bawić.
– Chłopaki, wiem, jak bardzo mnie kochacie i jak lubicie moje towarzystwo, ale nie boicie się, że jesteście widziani w pobliżu mnie? Jeszcze ktoś pomyśli, że umawiamy się na małą orgietkę.
– Ty mały… – Jeden z niższych chłopaków skoczył do Richiego, chcąc go złapać i zapewne stłuc na kwaśne jabłko, a wtedy chłopak skorzystał z przerwy, jaka powstała pomiędzy trzema pozostałymi dryblasami. Skulił się tuż przed pochwyceniem, dał nura pomiędzy nimi i zanim ci się zorientowali, już był kilka kroków z dala od nich.
– Na razie, panowie. Do zobaczenia innym razem. Naprawdę muszę podziękować za zaproszenie na piwko i herbatkę – krzyknął, machając im i czym prędzej uciekł, póki ci byli na tyle rozkojarzeni, by nie zacząć go ścigać. Mógł już nie mieć tyle szczęścia co przed chwilą. To z nimi miał największy problem w szkole. Nie zawsze, ale zazwyczaj wtedy, kiedy mieli zły humor. Chętnie sobie na nim – i na kilku innych osobach – poprawiali nastrój. Jakże mu przykro, że tym razem im się nie udało. Przeszkadzało im w nim wszystko, począwszy od ubrań, fryzury i skończywszy na tym, że jest gejem. Nie rozumiał dlaczego im przeszkadza. Od zawsze jest sobą, robi, co chce, ubiera się, jak chce i szczególnie lubi chłopaków, czego sobie nie wybrał, ale zaakceptował to. Nigdy nie zamierzał udawać kogoś, kim nie był. Wielu już się do tego przyzwyczaiło i traktowało go normalnie, ale zawsze znajdowało się kilku idiotów, którzy niczego nie rozumieli. Zdaniem Richiego pasowałoby im wymienić mózgi, o ile w ogóle je mają.
Wybiegł na parking i z ulgą odetchnął. Samochód Alexa stał obok bramy, a chłopak opierał się o niego. Odkąd przyjaciel zrobił prawo jazdy, a rodzice kupili mu używanego, już kilkuletniego, bordowego Forda Mustanga, jeździł z nim do szkoły.
– Jesteś, już się bałem, że będę musiał czekać na autobus lub dreptać sobie truchcikiem do domciu. Wołałem cię, ale nie słyszałeś. Do tego te poczwarki mnie zatrzymały, ale jakoś udało mi się im uciec – paplał Richie, normując oddech. Zaraz jednak mina mu zrzedła. – Co się stało? Jesteś smutny.
Alex popatrzył na przyjaciela. Otworzył mu drzwi, a sam obszedł auto. Dopiero jak był w środku, powiedział:
– Bardziej rozczarowany, zły niż zwyczajnie smutny.
– Chcesz o tym pogadać? – Zapiął pas.
– Możemy u ciebie w domu? – Nie chciał natknąć się na brata. Ten dupek całe dnie spędzał w domu. Miał odłożoną kasę z występów, więc nie przejmował się, z czego będzie żył.
– Pewnie.

* * *

Joshua wrócił do wynajmowanego mieszkania, rzucił kluczyki na szafkę, w której przechowywał buty, i usiadł ciężko w fotelu. Jedno spotkanie i krótka wymiana zdań zupełnie go wykończyły. Źle postąpił. Nie powinien mówić tego, co powiedział i w dodatku zachował się jak dupek. Mógł na spokojnie porozmawiać z Alexem. Tak to jest, jak pozwala się przemawiać emocjom.
Odpowiadając na ofertę pracy w Adincton w Karolinie Południowej, nie spodziewał się takich zawirowań. Chciał spokojnej pracy – o ile można mówić o takiej, będąc nauczycielem w dzisiejszych czasach – życia w stabilizacji i bez większych problemów. Tu już na samym progu coś musiało te proste plany skrzywić. Wiedział, po prostu wiedział, że nie powinien wdawać się w jakieś przygody. No, ale kto by pomyślał, że spotka tu tego chłopaka. Na jego widok wszystko się w nim zburzyło. Do tego uświadomił sobie, że Alex przyniósłby właśnie problemy. Romans pomiędzy nauczycielem i uczniem nie miał prawa się wydarzyć. Może to i lepiej, że mu tak powiedział. Chłopak będzie trzymał się od niego z daleka i będą ich łączyć tylko relacje: uczeń - nauczyciel. Nie wyobrażał sobie, że mogłoby być inaczej. Co więcej, nawet nie zamierzał sobie tego wyobrażać. Kłopoty, jakie by go spotkały za romans z uczniem, spowodowałyby utratę czegoś, co kochał. A kochał wbijać do tych tępych głów wiedzę. Naprawdę nie chciał żałować, że spośród wszystkich ofert wybrał tę. Stało się to głównie przez to, że były to jego rodzinne strony. Urodził się w mieście oddalonym od Adincton o dziesięć mil. Tam też mieszkali jego rodzice, którzy jeszcze nie wiedzieli o jego powrocie. Coś go skusiło do przyjazdu tutaj i oby nie było to nic, przez co zostanie pogrążony jako nauczyciel. Z drugiej strony na wakacjach jeszcze nie był nauczycielem Alexa, więc nikt nie mógł mu nic zarzucić i zrobić.
Przetarł twarz znużonym gestem. Te rozmyślania za nic mu nie pomagały. Co ma być, to będzie. Jedyne co musi zrobić to trzymać się z dala, bardziej niż przewidują normy, od Alexa. Na obecną chwilę był zmuszony coś zjeść, zanim żołądek wywróci mu się do góry nogami. Potrzebował też przygotować się do jutrzejszych lekcji.

* * *

Dwaj przyjaciele weszli po cichu do domu Richiego. Brali pod uwagę to, że ojciec młodszego z nich mógł spać po nocy spędzonej w pracy. Kiedy jednak Richie wszedł do kuchni, zobaczył leżącą na stole wiadomość: Pojechałem na zakupy. Tata. Mógł poczekać na niego. Nie musiał tego robić sam. Westchnął i otworzył lodówkę. Porwał z niej butelkę wina, a z szafki wyjął dwa kieliszki.
– A piwa nie masz? Nie chcę wina.
– Nie. Tylko to. Tata kiedyś kupił, ale mu nie podeszło. Za słodkie. Wbijaj do mojego pokoju, zaraz tam przyjdę. Zresztą trzymaj to. – Podał mu alkohol i jeden kieliszek. – Na pewno nie będziesz pił?
– Na pewno.
– Ja się napiję, a tobie wezmę sok. Może być?
– Nie przejmuj się mną. Wolę pogadać.
Przeszli do pokoju Richiego. Alexa nie zdziwił wygląd tego pomieszczenia. Wszystkie meble, a nie było ich wiele, stały ustawione przy dwóch ścianach, sam środek pokoju był pusty, a panelowa podłoga nie była osłonięta żadnym dywanem, jak to bywało u nich w domu. Wiedział, że Riche tu ćwiczy, więc każda rzecz byłaby mu przeszkodą. Na ścianie wisiało duże lustro. Coś, co Richie kupił po otrzymaniu nagrody w jakimś konkursie. Do tego kupił też łóżko i nowy telewizor swojemu tacie.
– Nie przyglądaj się mojej sypialni tak, jakbyś ją widział pierwszy raz. Nie mam różowych ścian, tylko białe. Nic się nie zmieniło od ostatniego razu. Lepiej mów mi, co się stało w klasie, bo moja ciekawość ma swoje granice i zaraz wyduszę to z ciebie siłą. – Puścił mu oczko. Otworzył wino i nalał sobie pełny kieliszek. Nie pił mocnych alkoholi, źle na niego działały, ale na wino czy małe piwo mógł sobie czasami pozwolić. Dziś potrzebował jednego z nich. Przysunął sobie krzesło obrotowe, podczas gdy przyjaciel usiadł na jego łóżku.
Alex powtórzył mu sytuację ze spotkania z Joshem, z każdym słowem czując, jak rośnie w nim coraz większe rozgoryczenie. Jak ten facet mógł mu coś takiego powiedzieć? No jak?! On tylko chciał z nim normalnie, na spokojnie porozmawiać.
– Pewnie się boi. Wiesz, jest nauczycielem. Alex, tylko takie relacje powinny was od dziś łączyć. Co się stało, to się nie odstanie. Głupio się zachował, mówiąc tamto, ale na jego miejscu… sam nie wiem, czy nie postąpiłbym podobnie. Czasami trzeba raz kogoś odepchnąć. Nic nie może was łączyć. Musisz zapomnieć o tym, co było, i traktować go tak, jakbyście się dopiero poznali.
– Jak mam myśleć o nim jak o nauczycielu? – Wziął na kolana małą poduszkę i ścisnął ją. – Widziałem go nagiego. Trzymałem w ręku jego kutasa. Co więcej, dobrałem się do niego. Wtarł we mnie swoją spermę – mówił otwarcie wiedząc, że przy nim może to wszystko powiedzieć.
– Dzięki, Alex. Teraz ja też nie będę potrafił widzieć go normalnie – wypowiadając ostatnie słowo, zrobił palcami w powietrzu cudzysłów. Starał się wyrzucić z głowy nasuwające mu się sceny. – To złe. Naprawdę złe. Dzięki, chłopie, za dostarczenie mi materiałów do moich snów.
– Mogę ci zapełnić nimi kolejny miesiąc. – Rzucił w niego poduszką.
– Z całego serca ci za to dziękuję, ale nie. – Uchylił się i jego ulubiona poduszka do przytulania wylądowała na podłodze gdzieś za nim. – Jednak chciałbym siedzieć na angielskim, uczyć się czegoś, a nie wynosić z niego kolejnych scen mojego nowego nauczyciela i ciebie w relacji dość… Sam wiesz.  – Machnął ręką w powietrzu, jakby odganiał owada. Sięgnął po wino, ale zanim się napił, coś do niego dotarło. Zmarszczył brwi i zapytał: – Jak to wtarł w ciebie spermę? Nie skończył w gumkę?
Alex odkaszlnął, próbując jakoś przedłużyć czas odpowiedzi. Znał przyjaciela i jego stosunek do seksu bez zabezpieczeń.
– Najpierw by musiały być te gumki. – Potarł dłonią po szyi. – Bezpieczny seks poszedł się jebać.
– Powaliło cię?! Dałeś się zerżnąć obcemu facetowi, który może mieć jakiegoś syfa, bez kondoma?! Ile czytałeś w necie na ten temat? Ile widziałeś ulotek? Nawet orala z prezerwatywą każą robić. Tylko ten jedyny, stały, wierny partner jest bezpieczny. Rozumiesz?!
– Złotko, nawet stały partner może być syfny, jak lata po innych dupach. Coś się tak wkurwił?
– Bo nie chcę cię stracić. Dociera to do ciebie? Taka prawda, że geje to faceci. Faceci lubią seks i wielu jest rozwiązłych. Nie mówię, że każdy, a i hetero się puszczają na prawo i lewo, ale mnie ty obchodzisz.  
– On jest zdrowy. Nie byłby nauczycielem, jakby miał HIV. Zresztą powiedział mi to.
– Są jeszcze inne choroby. I tak nagle, kurwa, komuś wierzysz?
– Nie panikuj. Nic mi nie jest. Nie zachowuj się jak moja mama, że kiedy tylko kichnę, to wysyła mnie do lekarza.
– Ja bym nawet teraz zaprowadził cię do lekarza. Mój kuzyn zmarł, bo miał AIDS, jak przespał się z przypadkową dziewczyną! Dziś miałby trzydziestkę. Nie wiedział, że ma wirusa, a to cholerstwo zaatakowało go tak, że już mu nie pomogli! – Wbił w niego bolesne spojrzenie.
– Przestań! – Poderwał się na równe nogi. – Nie baw się w lekarza, wróżkę czy matkę Teresę! Prawda jest taka, że mi zazdrościsz, bo przespałem się z super facetem. Gdyby mój brat miał cię przelecieć, prędzej rozłożyłbyś nogi, niż myślał o zabezpieczeniu! Sądzisz, że on nie wie, że ślinisz się na jego widok?! Jesteś beznadziejny w podrywaniu, dlatego nigdy nikogo nie miałeś, a na pewno nie zdobędziesz mojego brata, bo jesteś panienką, wystraszonym stworzonkiem, które podkula pod siebie ogon i ucieka na widok faceta! A Johnny na pewno nie przeleci takiej cioty jak ty! – wykrzyczał prosto w twarz przyjaciela. Zaraz jednak się opamiętał, kiedy zrozumiał, co powiedział, uderzył pięścią w blat biurka, mając ochotę coś rozwalić. – Przepraszam, Richie. – Przesunął drżącą ręką po włosach.
Richie poczuł się dotknięty słowami przyjaciela. Ten nigdy się tak nie zachowywał. Owszem, nieraz się kłócili, ale w żadnym wypadku Alex nie mówił mu takich rzeczy. Zabolało. Po prostu to zabolało, a jego nadwrażliwość nie potrafiła przyjąć tych słów obojętnie.
– Wyjdź. – Odwrócił twarz do okna. Ręce mu dygotały, więc zacisnął je na kolanach.
– Richie… – Czuł, jak wina jego słów oblewa go niczym pot w upalny dzień. Nie chciał go zranić, a zrobił to. Niech to szlag! Przecież wiedział, jaki Richie jest. Czasami powie się za dużo i potem żałuje, bo druga osoba odbiera to z bólem. Tak bardzo teraz rozumiał Josha i to, jak usta same potrafią wypowiedzieć słowa, których nawet nie ma się na myśli. Działanie pod wpływem chwili i nerwów nie jest dobrym pomysłem. – Nie chciałem…
– Powiedziałem, wyjdź – rzekł stanowczo.
– Zobacz…
– Wyjdź. – Po chwili usłyszał jak kroki Alexandra się oddalają. Nie chciał go teraz widzieć. To tak o nim myśli Alex. On mu tylko chciał coś uświadomić, a w zamian otrzymał cios. Tym bardziej bolesny, że sam o sobie tak myślał. Jedyne w czym był dobry to taniec, bez tego byłby nikim. Byłby też nikim bez przyjaciela, ale jego akurat na tę chwilę miał dość. Dlaczego potrafił być obojętnym na słowa, jakimi obdarzali go inni, szczególnie ci od zapasów? Chyba dlatego, że najbardziej bolą raniące czyny i słowa pochodzące od bliskich. Otarł dyskretnie jedną, nieposłuszną łzę. Sapnął i zatrząsł się ze złości i bólu. Strącił ręką wszystko to, co leżało na biurku, a potem wstał, chwycił całą pościel i zrzucił ją na podłogę. To tylko na chwilę złagodziło jego wściekłość. Szkoda tylko, że kiedy był zły, od razu też płakał, co i teraz było nieuniknione.

14 komentarzy:

  1. Oooooo wchodzę sprawdzić co nowego w linkach, a tu nowy rozdział :) Super, ale będziesz publikować w poniedziałek o 23 czy w niedzielę o 23?
    Rozdzialik super, Josh dobrze powiedział, trochę ze strachu a i trochę ze złości, ale gadka Alexa do Richeigo to przgięcie ...
    Pozdrawiam i życze weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W niedzielę miało być. Pomyślałam o poniedziałku i tak napisałam. :) Już poprawione. :)

      Usuń
  2. Richie od dzis jest moim ulubionym bohaterem. I ta klotnia. Boze, jak ja kocham takie akcje. +10000 do zajebistosci tego dziela xDDD
    Czekam na ten czwartek. Ciesze sie, ze rozdzialy beda wstawiane czesciej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaz czuje, ze Richie bedzie z tym bratem Alexa. Nie rob tego prosze D;

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jednakże słowa wypowiedziane w gniewie są tylko krzywym odbiciem prawdy.
      Z całym szacunkiem i szczenięcym sercem

      Usuń
  4. Zajebiste! Ten rozdział był tak cudowny, że nie wiem co powinnam powiedzieć. To zachowanie Josha a później Alexa... Nosz cholera! A Richie? Jest boski, od teraz to mój ulubiony bohater! Świetny chłopak :D
    Weny Lu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chce WIĘCEJ!!!!
    Taki niedosyt mam tego opowiadania, że zwariuje T.T
    Mega mi się spodobało i jestem ciekawa dalszych losów bohaterów ^^
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No nie moge sie doczekać i dzieki za zmianę terminów już myślałam że wkażdą niedzielę padnę czekjąc:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Się poryczałam ze śmiechu i smutku :( Czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć, Luana
    czytam Cię od jakichś trzech lat, a dopiero teraz postanowiłam coś tutaj skomentować. To właśnie od Twojego bloga, znalezionego przypadkiem którejś wakacyjnej nocy, zaczęłam interesować się blogami o tej tematyce. Ale do rzeczy!
    Po słabszych, moim zdaniem, "Nie powiem dobranoc", "Zakurzonej lampie" i "Długu", nareszcie widzę coś innego, świeżego, i NARESZCIE czytam całe rozdziały bez przewijania!
    To opowiadanie zapowiada się świetnie i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału! Jestem strasznie ciekawa jak potoczą się dalsze losy Richiego, którego postać najbardziej przypadła mi do gustu. Chociaż wątek Alexa i Josha również wydaje się być bardzo obiecujący. :)
    Pozdrawiam serdecznie i do niedzieli, B.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rety kochana normalne wdepnęłaś mnie w ziemię tym rozdziałem.
    Naprawdę.
    Sądziłam że już nie możesz mnie zaskoczyć, a ty pokazałaś, że wręcz przeciwnie.
    Naprawdę kochana jesteś moim geniuszem będę to powtarzać wciąż od nowa i nowa bo nie da się inaczej.
    Obawiałam się takiego rozwiązania i zachowania Josha.
    Myślę, że obaj poczuli się dotknięci tym wszystkim i pomówieniem jakie ich spotkało.
    Mimo całego zranienia Alex źle się zachował.
    Owszem może powiedział parę słów prawdy i może jakoś wstrząsną one Richim, ale mam obawę że mogą się obrócić przeciw niemu.
    zobaczymy jak to się wykaże.
    czekam z wypiekami na twarzy.
    czuje, że panowie nie będą mieli lekko i minie wiele wód nim w końcu osiągnął pełnie szczęścia, ale ich droga będzie ciekawa.
    czekam na ciąg dalszych i najlepsze życzenia;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej,
    czemu nie wykrzyczał, że zostawił mu kartkę, biedny Richie, zraniły go słowa Aleksa, ale naprawdę tak nie myślał, ale i też nie powinien tak reagować przyjaciel się o niego martwi...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)