18 grudnia 2015

W sidłach miłości - Rozdział 4

Dzisiaj poznacie Richiego. Jestem ciekawa jak go przyjmiecie. :)

Poza tym TUTAJ jest rozwiązanie konkursu 2. I przypominam, że od teraz tam będą pojawiać się wszelkie informacje na różne tematy, żeby tutaj nie śmiecić. :)

Dziękuję za komentarze. :)
A Genuine i Akane dziękuję za poprawę. :)






– Młoda, wyłaź natychmiast! – Richie uderzał pięścią w drzwi. Odkąd jego czternastoletnia siostra na ostatnie dni wakacji zamieszkała z nimi, łazienka zamieniała się w coś niedostępnego. Od pół godziny czekał, żeby tam wejść. Co ta gówniara tam robiła? Ileż można się kąpać? – Jak znów się pomalujesz, jakbyś miała dwadzieścia lat, to ci skopię dupę!
– Zaraz! U mamy mam swoją łazienkę.
– To wracaj do mamuśki! – odkrzyknął. – Wyłaź!
– Idź lać pod drzewo! Jesteś facet. Możesz sikać, gdzie chcesz.
– Nosz, cholera jedna – mruknął do siebie i uderzył kolejny raz w drzwi. – Wynocha stamtąd! – Za godzinę jest umówiony z Alexem. Przyjaciel wrócił do domu, ale od tamtego czasu nie mieli jak się spotkać. Chłopak spędzał dużo czasu z rodziną w domu zmarłej cioci, pomagając jej bliskim w tych trudnych chwilach.
– Co tu się dzieje?
Richie odwrócił się. Ojciec stał na korytarzu w samym szlafroku i ziewał. Zapomniał, że staruszek pracował przez całą noc i teraz chciał to odespać.
– Przepraszam, tato, ale ta gówniara zajęła łazienkę – powiedział. Odsunął się od drzwi, kiedy te uchyliły się i ukazała się w nich drobna blondynka.
– Powiedziałam, że zaraz wychodzę. O co się tak pieklisz? – Obrzuciła brata zimnym wzrokiem, a potem tym samym spojrzeniem obdarowała ojca. – Cześć, tato. Mam nadzieję, że odwieziesz mnie dziś do mamy. Mam dość duszenia się w tej klitce.
– To po cholerę tutaj spędzasz tydzień? – warknął Richie.
– Sąd tak kazał, więc muszę tu być. Jakby to zależało ode mnie i mamy, w życiu bym tu nie przebywała i nie spotykała się z tatulkiem.
Richie’m coś zatrzęsło. Dostrzegł ból w oczach ojca. Mężczyzny, który jest dobrym, wrażliwym człowiekiem. Ciężko pracował na to, by ich utrzymać i akceptował go w pełni. Rodzice ostatecznie rozstali się trzy lata temu. Ciągłe kłótnie, brak szacunku i miłość zamieniająca się w nienawiść doprowadziły do rozpadu wieloletniego związku. Winił o to siebie. Wszystko zaczęło się po tym, jak ujawnił, że jest gejem. Tata przyjął to dobrze, ale mama wpadła w szał. Chciała wysłać go na leczenie, bo nie akceptowała syna odmieńca. Ojciec go bronił, przeciwstawiając się żonie. Para zaczęła się kłócić. Na światło dzienne zaczęły wychodzić zadawnione sprawy, które jeszcze bardziej pogłębiały szaleństwo, jakie ogarnęło małżeństwo. Po dwóch miesiącach mama wyrzuciła ojca z domu. On poszedł za nim. Nie chciał mieszkać z matką. Z nią została Milicent. Jak widać rodzicielka doskonale zatruwała ją swym jadem. Do tego mama, artystka, nadal była właścicielką dobrze prosperującej galerii, z której oczywiście usunęła swojego męża, co sprawiło, że musiał on poszukać pracy jako ochroniarz i stróż. Matka miała pieniądze i to nimi kusiła córkę. Jego też próbowała przekupić. Jak on nienawidził tych chwil. Nadętych, nudnych kolacji, słodkich uśmiechów i tego, jak próbowała go przerobić oraz zmusić do zmiany orientacji, bo ta jego jest nienaturalna, a on jest za młody, by wiedzieć jaki jest. On ma pewność, że nie jest za młody, a dla niego jego orientacja jest naturalna. Zaakceptował siebie i nikt i nic tego nie zmieni.
– Jesteś głupią, małą, pełną nienawiści żmiją, która jest moją siostrą już tylko na papierze – syknął, nachylając się do nastolatki. – Powinnaś szanować tatę i to, na co zapracował. Wracaj do swojego dużego domu, do całej torby kosmetyków, wysokiego kieszonkowego i tego, co cię zatruwa. My sobie tu spokojnie żyjemy i nie potrzebujemy kogoś takiego jak ty! – rzekł i nie zwracając już na nią uwagi, przepchnął się do wnętrza łazienki. Zatrzasnąwszy za sobą drzwi, przekręcił zamek.

* * *

Godzinę później Alex wpuścił swojego przyjaciela do domu. Od razu wyczuł, że coś jest nie tak, więc zabrał go do swojego pokoju, uprzednio proponując coś do picia. Richie odmówił, decydując, że później zejdą na dół, a na razie woli zwyczajnie porozmawiać. W pokoju przyjaciel usiadł na łóżku, opierając się o poduszki. Nogi wyprostował, krzyżując je w kostkach. Alex usiadł obok, ale bardziej bokiem do niego. Od paru dni nie miał czasu dla Richiego, ale tylko tłumaczył się tym, że musi pomóc krewnym. Tak naprawdę wolał być sam. Rodzina jego przybity nastrój tłumaczyła sobie śmiercią cioci, ale on wiedział, że prawda jest inna. Nie mógł przestać myśleć o Joshu. Od wyjazdu nie miał z nim kontaktu. Mężczyzna nie zadzwonił, wyjechali zaraz, jak on po wspólnej nocy z Morrisonem wrócił do domku. Już w domu cioci jego telefon przypadkiem trafił w ręce czteroletniego kuzyna z talentem kasowania wszystkiego, czego dotknie. Alex stracił wszystkie kontakty, jakie miał, a tym samym tak ważny numer telefonu do Josha. Ciągle czekał, aż mężczyzna się odezwie, lecz powoli to czekanie zamieniało się w smutek. Widać pozostaną mu tylko wspomnienia ich rozmów, spotkań i nocy. Tej nocy, której tak cudownej i namiętnej nawet sobie nie wymarzył. Zrobił źle, że okazał się łatwy i do tego uprawiał seks bez zabezpieczenia, ale nie żałował. Tym bardziej, że już nie miałby na to szansy właśnie z tym konkretnym mężczyzną.
– Co się stało? – zapytał Richiego.
– Moja siostra. Wierna kopia mamy. – Podciągnął do siebie kolano i uderzył w nie pięścią. Jego grzywka zasłoniła mu prawe oko. Odgarnął ją na bok.
– A twoja mama traktuje twojego tatę jak zero. – Doskonale znał rodzinną sytuację przyjaciela.
– Mnie zaś chce leczyć – prychnął Taylor. Spojrzał na przyjaciela. – Zostawmy ten temat i lepiej opowiedz mi o tym Joshu. Masz jego zdjęcie?
– Nie mam.
Richie jęknął i chwycił się za serce.
– Jak możesz robić mi coś takiego? Chciałem zobaczyć to twoje cudo.
– Nie jest moim cudem. To było… Parę fajnych dni. – Poruszył się niespokojnie. Miał nadzieję, że Richie o nic więcej nie będzie pytał, ale jego zmrużone oczy i lekko przygryziona warga nie wskazywały na to. – Złotko, ani słowa więcej na ten temat.
– Ty mi tu nie złotkuj. Spraw przyjacielowi trochę przyjemności. Jestem taki biedny. – Położył głowę na ramieniu Alexa.
– Tak, i spragniony, samotny oraz ciekawski. – Pogłaskał go teatralnie po głowie.
– No weź. – Uniósł głowę i przesunął się na łóżku, by siąść po turecku, przodem do Alexa. – Nie pytam o szczegóły. Chcę tylko wiedzieć, czy chociaż go pocałowałeś i kim on w ogóle jest.
– Do tego to może przyniosę nam po piwie. Będzie łatwiej mówić. – Wstał. – Masz, pograj sobie. – Rzucił mu telefon.
– A mogę pogrzebać po fotach? – Wyszczerzył się.
Alex przewrócił oczami i skinął głową. Nie miał przed nim nic do ukrycia. Doskonale wiedział, czego Richie będzie szukał. Jakoś nie przyszło mu do głowy zrobić sobie zdjęcie z Joshem.
W kuchni wyjął dwie butelki piwa z lodówki i je otworzył. Do wielkiej, szklanej misy nasypał popcornu. Wrócił do pokoju przez nikogo niezatrzymany. Jego brat siedział na górze i pewnie oglądał jakiś film, a rodzice poszli do pracy. Jedno piwo od razu podał przyjacielowi. Przysunął sobie krzesło od narożnego biurka. Takie biurko nie zajmowało wiele miejsca, a wolną przestrzeń pomiędzy szafą a nim mógł zagospodarować regałem. W ogóle w jego pokoju wszędzie były jakieś półki, a na nich równo poustawiane książki. Zajmowały nawet górną część szafy i stolik, który stał obok jednoosobowego łóżka ustawionego pod ścianą, naprzeciw wejścia. Na krześle usiadł, a popcorn postawił na łóżku. Richie od razu po niego sięgnął.
Alex napił się kilka łyków bursztynowego napoju przypominając sobie, że skłamał Joshowi, że nie poje alkoholu. Założył nogę na nogę i zaczął zdrapywać etykietę z zielonej butelki.
– Oho, jak tak się zachowujesz, to coś poważnego – zagadnął Richie Taylor.
– Okłamałem go – zaczął chłopak. – Powiedziałem, że mam dwadzieścia dwa lata. Mieszkam  niedaleko miasta, gdzie spędzaliśmy wakacje, ale tylko tyle. No, że jeszcze nie piję alkoholu, ale to dlatego, że osiemnastolatkom nie sprzedadzą go i by się wydał mój wiek.
– Głupio zrobiłeś.
– Wiem, ale z gówniarzem by nie chciał rozmawiać. Poza tym to miała być tylko przygodna znajomość. Nawet nie brałem pod uwagę, że stanie się to, co się stało.
Richie wpatrzył się w przyjaciela. Domyślał się, o czym on mówi, ale wolał zapytać:
– Co się stało?
– Faktycznie to… dałem mu się przelecieć.
Przyjaciel, który właśnie pił piwo, zakrztusił się i zaczął kaszleć. Uniósł rękę do góry, dając znać, że nic mu nie jest. Odetchnął.
– No wiesz, jak mówiłem ci przez telefon, że fajnie by było jakbyś ty i on… wiesz co, wcale nie oznaczało to, żebyś tak serio z nim poszedł do łóżka. Głównie miałeś się przelizać, a nie dać zerżnąć. Wiesz słowa słowami, a czyny…
– Tylko teraz nie pouczaj mnie, jak łatwy byłem i co mną rządziło. Ty też byś skorzystał.
– Czy bym skorzystał? Czekam na wielką miłość. – Dopił piwo do końca i odstawił butelkę na podłogę. – Ale, ale powiedz mi, jak było? – Tajemniczy, wręcz rozmarzony, uśmiech Wilsona jasno mu powiedział „jak było”. – To nie wiem, czy mam ci gratulować, czy współczuć, że to tylko jednorazowa przygoda.
– Jedno i drugie?
– Chyba się nie zakochałeś? – Richie podniósł się z łóżka i rozciągnął się.
– Nie. Tylko… Sam nie wiem. Fajnie z nim było. Tak po prostu. Szkoda, że straciłem z  nim kontakt.
– Kochany, mamy neta, Facebooka i inne takie, więc go znajdziemy. To nie dziewiętnasty wiek… i dwudziesty. Ileż może być Joshów Morrisonów? Nie martw się. Zrobimy coś do żarcia, a potem przeszukamy sieć. – Ruszył do drzwi.
– Richie, nie chcę go szukać – jęknął, zabierając puste butelki. – Weź miskę.
– Chcesz, a ja ci w tym pomogę. – Posłał pocałunek w powietrzu i wrócił się po misę. Nie była jeszcze opróżniona, więc schodząc na parter, wyjadał z niej prażoną kukurydzę.
– Ale z ciebie żarłok. Nie wpływa to  na twoje treningi? – zapytał Alex.
– No co ty. Spalam każdą kalorię. I spokojnie, dbam o siebie tak, jak trzeba. W ogóle to wymyśliłem dodatkowy układ. Muszę tylko namówić Oscara, by mi zmiksował parę zajebistych utworów. – Odstawił opróżnioną miskę na stół w kuchni i opłukał w zlewie dłonie z soli. – Mam pomysł co zatańczyć na egzaminie. Pamiętasz mój stary układ?
– Nie bardzo. – Podał przyjacielowi czerwoną paprykę, nóż i deskę do krojenia.
– Szkoda. Wpadnij na trening, to ci pokażę. – Zabrał się do krojenia papryki. Nawet nie musiał pytać, co będą robić. Obaj lubili tę surówkę i często ją razem robili.
– Mhm. – Richie był tancerzem. Jednym z najlepszych freestylowców jakich znał. Tańczył wszystko, począwszy od baletu i piruetów, kończąc na zwyczajnym tańcu i hip-hopie. Był wszechstronnie utalentowanym chłopakiem o niesamowicie gibkim ciele. Miał swój cel w życiu, do którego dążył, i Alex życzył mu, by go osiągnął. 
– Jutro już do szkoły – zmienił temat Richie. – Dlaczego wakacje nie trwają tyle, co miesiące w jakich zmuszają nas do tych tortur?
– Nie narzekaj. – Kroił w równe plasterki pomidora. Nie umiał gotować, ale krojenie szło mu dość dobrze. – Całe wakacje i tak odwiedzałeś budę.
– Tylko studio. – Zamachał nożem w powietrzu. – Muszę podziękować pani dyrektor za udostępnianie tancerzom sali. Naprawdę świetna kobieta.
– Zgadzam się z tym. W porównaniu do matematyka jest aniołem. Po chuja uczą nas matematyki?
– Jak to mówi stary Oldman – odchrząknął i udał głos nauczyciela matematyki: – „To, że chodzicie do liceum artystyczno humanistycznego, nie oznacza, że pozbędzie się was daru edukacji również królowej nauk. Ludzie, musicie umieć liczyć!” – Usłyszał dochodzący z przedpokoju odgłos kroków. Ktoś szybko zbiegał po schodach. Spiął się. – Myślałem, że nikogo nie ma.
– Jonathan jest.
– Aha. – Richie przygasł zamieniając się w zupełnie innego chłopaka.
– O, psiapsióły robią sobie jedzonko. Jak pięknie – powiedział starszy brat Alexa wchodząc do kuchni. Powitał ich szerokim uśmiechem i zabrał z talerza, na który Richie odkładał paski papryki, jeden kawałek. Od razu zaczął go chrupać. – Dla mnie też coś się znajdzie? – Nalał wody do elektrycznego czajnika.
– Nie ma nic za darmo, braciszku.
– Ależ z ciebie materialista.
– Oddawaj dychę, którą ci pożyczyłem. Może wtedy zrobię dla ciebie jedzonko, co  nie, Richie? – Rzucił okiem na przyjaciela i westchnął. Znów to samo. Jak tylko w pobliżu pojawiał się Jonathan, często nazywany Johnnym, tak Richie stawał się nieśmiałym, małomównym, zakompleksionym dzieciakiem. Miał ochotę walić głową w mur – i to nie swoją, ale brata. Johnny doprowadzał do tego, że Richie zamykał się przy nim w sobie.
– Alex, ja chyba już pójdę. Przypomniałem sobie, że mam dziś trening. – Nie podnosił oczu. Odłożył nóż i wstał z krzesła. Czuł się źle i niepewnie przy starszym bracie przyjaciela.
– Już panienka ucieka? – zadrwił Johnny. – Szkoda. Myślałem, że zrobimy sobie imprezkę.
– Zamknij się – syknął Alex. – Odprowadzę cię – zaproponował Taylorowi.
– Dam sobie radę – rzekł Richie, zmierzając do wyjścia.
Alex obrzucił brata takim wzrokiem, że gdyby ten mógł ciąć skórę niczym żyletka, Johnny krwawiłby już z niejednego miejsca.
– I poszła ta twoja przyjaciółeczka. – Jonathan nasypał do czerwonego kubka łyżeczkę kawy.
– Nie nazywaj go tak. To fajny chłopak. – Zacisnął pięści. Nikt, nawet ten dupek, nie będzie drwił z jego najlepszego przyjaciela.
– Wychuchany, wypielęgnowany i gładziutki jak panienka. – Jonathan porwał jeszcze jeden kawałek papryki.
– Wiem, że go nie lubisz, ale to mój przyjaciel i chcę, byś go chociaż akceptował.
Johnny poklepał brata po policzku, a ten odepchnął jego rękę.
– Akceptuję, ale niech zachowuje się jak facet, a nie wystraszone stworzonko, które na mój widok ucieka lub siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Denerwują mnie tacy ludzie. – Zalał sobie kawę. Nic nie poradził, że przy tym blondasku mówił, co mówił. Jakoś tak samo wychodziło.
– Powinieneś kiedyś zobaczyć, jak on się rusza. Jak tańczy i jak czuje się w swoim żywiole. To ty go tak zmieniasz. Ta twoja niewyparzona japa.
– Nie interesuje mnie to, co on tańczy i czy to robi. – Posłodził aromatyczny napój, którego  zapach roznosił się po całym pomieszczeniu.
 – I to twój błąd.
– Najważniejsze, że ty lubisz swą przyjaciółeczkę, ja nie muszę się z nią zadawać. – Skierował swoje kroki do wyjścia z pomieszczenia.
– Hipokryta i idiota! – krzyknął za nim Alex. Zły kopnął w szafkę i natychmiast tego pożałował, gdy ból rozżarzył się w jego stopie niczym ogień. Nigdy się nie nauczy, że kopany przedmiot zawsze odda z nawiązką.

* * *

Tańczył jak szalony w swoim pokoju. Miał w nim na tyle dużo miejsca, żeby swobodnie ćwiczyć. Zazwyczaj robił to tutaj tylko wtedy, gdy miał jakiś problem i chciał go w sobie stłumić. Tym razem był zły na siebie. Na swoje zachowanie. Był skończonym kretynem! Co się z nim działo, kiedy w pobliżu pojawiał się Johnny? Zamieniał się w kogoś innego i wolał zniknąć. Zachowywał się tak już od chwili, w której go poznał, a starszy chłopak pierwszy raz obrzucił go lodowatym wzrokiem. Niestety wyrobił o swojej osobie złe zdanie u Jonathana. Całe szczęście Johnny’ego prawie nie było w domu i mógł odwiedzać Alexa. Starszy z braci bywał w domu tylko na święta i początek wakacji. Tym razem chłopak już od początku właśnie mijającej przerwy wakacyjnej zamieszkał w domu. Prawdopodobnie na dłuższy czas. Z tego co Alex wspominał, to jego brat odszedł z zespołu po skończeniu kontraktu i nie zamierzał podpisywać nowego. Formacja w jakiej tańczył Johnny, była niesamowitą grupą taneczną w Stanach. Jej popisy, choreografia przyciągały na występy rzesze fanów. Z tego powodu, by jak najwięcej osób mogło ich na żywo obejrzeć, mieli kilka owocnych tras koncertowych. Richie śledził wiadomości o nich z zainteresowaniem. Wszak miał tę samą pasję. Większość członków zespołu, w którym występował Johnny, wyszło spod ręki mistrzów. Tacy kształcili się w jedynej, elitarnej uczelni artystycznej, która była też celem Richiego. Chłopak chciał zdać egzaminy i dostać się tam na studia. Niestety miejsc było mało, a frekwencja duża. Jedynie ci najlepsi z najlepszych otrzymywali szansę na naukę. Żeby znaleźć się wśród nich, musiał nie tylko zdać egzamin w liceum i na uczelnię, ale także okazać się najlepszym i pokazać coś co zachwyci komisję. Miał na to kilka miesięcy, ale już teraz musiał ćwiczyć oraz tworzyć choreografię. Dzięki pomocy dobrej trenerki może mu się udać. Brał też pod uwagę to, że nigdy nie dostanie się na wymarzoną uczelnię. Wtedy pozostaną mu zwyczajne studia. Zwykła, nudna praca, a to, co kocha, stanie się tylko hobby,  nie czymś, z czym chce związać przyszłość. Doskonale rozumiał, że nie będzie mógł do końca życia tańczyć. Później chciał zostać trenerem i uczyć przyszłych tancerzy.
Zmęczony opadł na podłogę, robiąc szpagat. Koszulka nieprzyjemnie przykleiła mu się do spoconego ciała. Nawet włosy miał mokre. Przesadził, ale pomogło mu to się uspokoić. Wcześniej, zanim zaczął tańczyć, zadzwonił do niego Alex. Rozmowa trwała długo, ale on zapamiętał jej mały fragment:
„– Jestem zły na siebie, że tak się przy nim zachowuję.
– Z tego powodu czy dlatego, że kochasz mojego brata?”
Nic mu nie odpowiedział. Nie musiał. Alex doskonale wiedział, że Jonathan wpadł mu w oko, kiedy tylko pierwszy raz zobaczył jego zdjęcie.

Nowy przyjaciel zaprosił go do pokoju i zostawił na chwilę samego. Richie rozejrzał się po niewielkim salonie. Pomieszczenie było urządzone ciepło i przytulnie. Zwrócił uwagę na kominek, w którym paliły się drwa. Zainteresowały go zdjęcia stojące na nim. Podszedł do nich i po kolei każde obejrzał. Gdy natrafił na fotografię młodego chłopaka stojącego tuż obok naburmuszonego Alexa, zawiesił na nim wzrok. Podniósł zdrową rękę, drugą miał w gipsie, i przesunął palcem po szkle w miejscu twarzy postaci. Może i miał piętnaście lat, prawie szesnaście, ale doskonale wiedział, że nigdy nie zwiąże się z dziewczyną i nie będzie udawał kogoś, kim nie jest. Dlatego nie przestraszyło go to, że chłopak ze zdjęcia wyjątkowo mu się spodobał.

Od tamtej pory nieustannie o nim myślał. Zaczął zakochiwać się w postaci z fotografii i opowieści Alexa. Johnny’ego poznał jakiś czas później. Nawet pomimo tego, jaki ten chłopak dla niego jest, gdzieś tam w sercu miał swoje miejsce u Richiego. Chyba zawsze będzie miał.
– Richie, kolacja – zawołał tata. Dziś znów mężczyzna pracował na nockę i jak zjedzą, to wyjdzie. Jutro przed szkołą się nie zobaczą aż do popołudnia.
– Tylko wezmę prysznic i przyjdę – odkrzyknął. Mieszkali w małym, parterowym domu, więc bez przeszkód mogli się porozumiewać, nie wychodząc z pokoju. Po kolacji musiał przygotować garnitur na rozpoczęcie roku i sam siebie na spotkanie ludzi z liceum.

* * *

Następnego dnia Alex z Richiem prawie przysypiali na nudnym apelu, który odbył się w nowo wyremontowanej sali gimnastycznej. Dyrektorka miała krótką przemowę, ale jak do głosu doszedł jej zastępca – który miał przekazać tylko kilka ważnych informacji – tak kilkunastominutowe spotkanie przeciągnęło się do godziny.
– Dlaczego w ogóle tu przyszliśmy? Mogliśmy poczekać przed klasą – marudził Richie.
– Wytrzymamy. W końcu musi skończyć przemawiać, nie?
– Jak ktoś go zaknebluje. Dlaczego on musi być taki nudny? – Ziewnął.
– Cicho tam! – Jakaś dziewczyna wychyliła się do nich i ich uciszyła.
– Mogła to jemu powiedzieć, nie nam. – Nie omieszkał dodać Alex.
– Właśnie. Obudź mnie, jak skończy. – Siedzieli na ławce akurat pod ścianą, więc Richie oparł o nią głowę i zamknął oczy. Nie dane mu jednak było pospać, bo zaraz przyjaciel go trącił, mówiąc, że ktoś się nad nimi zlitował i apel nareszcie dobiegł końca.
Dotarli do klasy chwilę później. Mieściła się ona na pierwszym piętrze, na końcu korytarza, tuż przy bibliotece, w której Alex spędzał większość szkolnego czasu. Trochę go martwiło to, że już od dawna nic nie przeczytał. Nieważne czy nowego, czy już mu znanego. Często wracał do poznanych pozycji książkowych i za każdym razem w tekście odkrywał coś nowego.
Usiedli w swoich ławkach, ponieważ zajęli tę samą klasę, co w poprzednim roku szkolnym. Czekając na wychowawcę, zaczęli rozmawiać z ich wspólnym kolegą siedzącym przed nimi. Razem mieli kilka wspólnych zajęć, często spotykali się po szkole i bardzo dobrze się dogadywali. Oscar Henderson, muzyczny geniusz, podrywacz i hulaka był kimś, kto nie przejmował się, co inni o nim myślą, mówią. Przyjaźnił się z nimi oboma i nie wadziło mu, że są gejami. Przez to nieraz sam padał ofiarą niewybrednych żartów, lecz nic sobie z tego nie robił i w końcu dawano mu spokój. Razem z nim w ławce siedziała Sharon. Cicha i spokojna dziewczyna tak samo jak Alex kochająca literaturę. Często razem z nim brała udział w olimpiadach i różnych projektach.
– Słuchaj, to spotkajmy się, jak zakończy się spotkanie i już dadzą nam plan lekcji – mówił Oscar do Richiego. – Powiesz mi, co by cię interesowało, ja znajdę odpowiednie utwory, pobawię się tym trochę i zdecydujesz co i jak. Dobra?
– Pasuje mi.
Drzwi do klasy otworzyły się. Z początku Alex nie zwracał uwagi na wychowawcę ich rocznika, dopóki kątem oka nie ujrzał towarzyszącej mu postaci. Serce mu prawie stanęło, kiedy się jej przyjrzał.
– O kurwa. – Najniżej jak mógł, zsunął się na krzesełku. Nie, to nie może być prawda.
– Co się stało? – Richie podążył za wzrokiem przyjaciela. – Fajny. Kto to jest?
– To jest właśnie Josh. Tak, ten Josh jeśli chciałeś o to zapytać.
– Pierdolisz – wyrwało mu się zbyt głośno.
Alex nie odrywał oczu od mężczyzny rozmawiającego z wychowawcą. Nawet nie zdążył się zastanowić, co zrobi, jeśli mężczyzna go rozpozna, kiedy Josh, usłyszawszy przekleństwo Richiego, odwrócił się w ich stronę.  Jego wzrok spoczął na Alexie.

21 komentarzy:

  1. Jak nie komentuje w trakcie opowiadania tak tu muszę :<>
    O Zdarte cholewki... To jest jeszcze lepsze rozwiązanie zaginionej kartki, niż inni sugerowali pod trzecim rozdziałem... Ja to normalnie nie wysiedze cierpliwie do poniedzialku... Buuu :/

    OdpowiedzUsuń
  2. O k.... urde. Juz nie mogę się doczekać następnego rozdziału :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale pojechałaś dziewczyno, normalnie jazda na całego, jeszcze się okaże że brat Alexa jest nowym trenerem Richiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Richie ma trenerkę. A Johnny nie pracuje i na razie nie myśli pracować. Woli wygrzewać kanapę. :/

      Usuń
    2. No wiem, ale wszystko sie może zdarzyć :)

      Usuń
  4. No tak to jest kłamstwo ma krótkie nogi:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Omg... Cudo.
    To będzie boskie.
    Chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń
  6. O kur... Mówiłam że jesteś dobra? Jesteś geniuszem. Jak tak dalej pójdzie to zabraknie mi słów do komentarzy :-D

    OdpowiedzUsuń
  7. O ja pier..... o.O
    Nie no, ten rozdział po prostu musiał się tak skończyć. Myślałam, że przy końcówce dostanę palpitacji serca! Dzięki Ci, że rozdziały pojawiają się dwa razy w tygodniu! Chyba bym nie wytrzymała gdyby były co poniedziałek.
    Weny Lu!

    OdpowiedzUsuń
  8. O kukuryku!!!! XD jezu zawał!! Richie... Bede ci kibicowac =3

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko jedyna! Zawał po prostu..

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaskoczyłaś mnie tym zakończeniem,ale dobre rozwiązanie.Już nie muszą szukać Josha to życie znalazło go za nich,no i zaczyna się ostra jazda.Jak sobie poradzą z tą sytuacją?Z przyjemnością o tym poczytam.Richi,mam nadzieję ,że pokona nieśmiałość w stosunku do Jonathana.Świetny tekst.Pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
  11. Niezłe zakończenie :D
    Postanowiłam skomentować przez początek.
    Też mam 14 lat (o bogowie jaki gówniaaarz) i mój starszy brat mówi na mnie Młoda xD I jego dziewczyna też. I niektórzy ludzie ze szczepu xd
    ~Strzyga

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatnio nie miałam nawet czasu wejść na Twojego bloga, co mega mnie zdołowało T.T ale teraz sobie wszystko nadrobiła i jedne słowo jakie przychodzi mi do głowy to wielkie WOW!!!! i w sumie ja pierdole ale zajebiście, też *_*
    Nie wiem jak doczekam poniedziałku haha
    Alex jest taki słodziaszny, ale nie powiem, że mnie nie zdziwiłaś z Jego wiekiem:P
    Zakochałam się już w tym opowiadaniu, coś czuję że będzie dshcnj jak zresztą wszystkie pozostałe ^_^
    btw podoba mi się pomysł z Twoim 2 blogiem ^_^

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością i życzę mnóstwa weny i pomysłów na nowe opowiadania ^_^

    OdpowiedzUsuń
  13. No no kochana jest coraz lepiej.
    Szczególnie ta końcówka.
    Alex naprawdę jest stasznie młody zwłaszcza, że chodzi dalej do szkoły. Jestem ciekawa jak to wszystko się potoczy dalej.
    szczególnie że sytuacja rozwija się coraz lepiej.
    I jeszcze przyjaciel Alexa i jego brat. Owszem zachowuje się trochę jak dupek, ale kto wie co z tego wyjdzie. Może również coś dobrego? I co Josh robi w szkole Alexa? Oby nie był jego nauczycielem. Mam taką cichą nadzieję ale może być ciekawie.
    Kochana jak zwykle wspaniale że czekam do poniedziałku.
    To całe dwa dni. O dwa dni za dużo.
    posyłam buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Droga Luano! Bardzo dziękuję za darmowe opowiadanie! Nie mam możliwości kupować innych wiec naprawdę jestem wdzieczna za taki prezent! ♡

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi
    1. Kiedy mama czytała mi książke o Pinokiu, myślałam, że wszystkie postacie fikcyjne muszą być w jakiś sposób złe. Teraz, gdy przeczytałam ten rozdział, czuję się jak w tych epickich momentach, kiedy główny bohater meksykańskiej telenoweli dowiaduje się, że jego druga połówka zdradza go.
      Mimo, że tutaj mamy twardy dowód umyślnego kłamstwa, a ja podałam przykład wyrwany z kosmosu, to i tak chyba wszystko wiadomo.
      Z wyrazami szacunku

      Usuń
  16. Hej,
    Richie, wspaniale go opisałaś, jego siostra co za dziewczyna, Jonathan dlaczego się tak zachowuje w stosunku do Richoego, a ten od razu zamienie się w cichego, Josh nie zadzwonił bo nie znalazł kartki, ale tak czy siak mógł zadzwonić, jak się okazało, że Aleks ma osiemnaście lat to pomyślałam, że może Josh będzie nowym nauczycielem, ciekawe jak zareaguje wtedy miał go za dzieciaka, przy co sześciu latach, a teraz przy dziesięciu to co...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  17. Już się boję co się stanie... różnica 6 lat to jeszcze mało.. ale teraz z 10 lat to torche więcej...

    Oh ta siostra Richoego jest taka pusta i nietolerancja... matka też..
    Brat Alexa mógłby być torche milszy, a tancerzyk się w nim zakochał...

    Normalnie bomba opowiadanie. Nw czemu tak z nim czekałam..
    Dzięki i idę czytać dalej.
    Pozdrawiam-Shizu-chan

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)