Przed Wami ostatni rozdział Jedwabnego szala. W czwartek ukaże się epilog (wołajcie jakbym do wieczora go nie wstawiła, bo moja pamięć jest dobra, ale krótka). Od następnego wtorku zaczynam wstawiać kolejną część "wilczków", na którą zapraszam. :)
Dziękuję za wszystkie komentarze.
Teraz wrzucę małą reklamę. Rzadko to robię, prawie w ogóle, ale tym razem czuję taką potrzebę. Pamiętacie opowiadanie "Młody" pisane przez Lady Makbet? Jeżeli tak i podobało Wam się, to zapraszam tych, którzy nie wiedzą lub o tym zapomnieli, na kolejny blog tej autorki klik - Amnezja. Tych co jeszcze nie znają opowiadania także zapraszam do czytania i komentowania. Pamiętajcie, że komentarze dają kopa i jest to jedyna zapłata dla autora. Jeżeli tych komentarzy nie ma lub widzi się jeden, dwa naprawdę ma się ochotę przestać pisać. Także jak komuś podoba/spodoba się Amnezja w małym czy większym stopniu obie z Lady Makbet zapraszamy do pozostawienia po sobie śladu na jej blogu. Adres do bloga znajduje się również w linkach u mnie.
_______________________________
Delikatny dotyk na brzuchu, był przyjemną pieszczotą dla
Christiana. Leżał w łóżku pomiędzy swymi partnerami i czerpał
ich ciepło. Miło mu było patrzeć na nich i widzieć wciąż ten
sam pełen miłości wzrok. Nawet teraz, kiedy po prawie trzech
miesiącach jego brzuch urósł, on stał się nieznośny, bo
czuł się brzydki, oni nadal go kochali. Nie, dlatego, że więź
partnerska tak im kazała. Kochaliby go bez tego.
– Jesteś śpiący? – Daniel pogłaskał go po policzku.
– Nie, próbuję się podnieść. Wyglądam jak gruba beczułka.
Craig, zabronił mi się przed porodem kochać. Chcę seksu,
jeść i wstać. A tak poza tym kocham was, ale następnym razem to
któryś z was będzie nosił nasze dzieci w brzuchu.
– Czyli chcesz mieć więcej? – zapytał Martin podpierając się
na łokciu.
– Nie łap mnie za słówka, kochanie. – Czy był szczęśliwy?
Tak, był. Powoli wszystko się ułożyło. Nie znaleźli
drugiego zdrajcy i doszli do wniosku, że któryś z taurenów musiał
mieć kontakt z Charliem. W jaki sposób? Tego chłopak nie powie.
Popełnił samobójstwo w kilka dni po tym jak Rada go uwięziła. To
były przykre wiadomości, ale było minęło. Teraz są tutaj razem,
bezpieczni i czekają na dzień porodu. Christian się trochę tego
bał, lecz zachowywał dla siebie te myśli. Daniel z Martinem mieli
wystarczająco na głowie. Zajmowali się całą sforą, pracowali,
pomagali innym. Był dumny ze swoich partnerów. Udało im się
przekonać też starszyznę, by mieli dwie bety. Tomas bardzo chętnie
zgodził się sprawować władzę w mieście mówiąc, że wieś nie
dla niego i mieć pod opieką kluby Martina. – Pod warunkiem, że
ty urodzisz. Pamiętaj.
– Niestety, my nie możemy zajść w ciążę. – Martin udał
smutnego, ale w oczach błąkała mu się złośliwa iskierka. Cały
czas powoli głaskał brzuch Chrisa.
– Taa, upiekło wam się. To teraz, kto mi pomoże wstać? Jestem
umówiony z Luisem. Ma tu być za godzinę.
Pół godziny później ubrany w długie spodnie i szeroką koszulę,
która wyglądała jak ciążowa, obżerał się herbatnikami
polewając je roztopioną czekoladą. Dario siedział po drugiej
stronie stołu z toną papierzysk i obserwował go od czasu do czasu
krzywiąc się na to, co i jak on jadł.
– Jak ty możesz jeść tyle słodkiego? – spytał.
– Craig powiedział, że dzieci tego potrzebują. Nie wiem jak jest
u ludzi, ale u nas, smoków, potrzeba cukru pod koniec ciąży,
wrasta kilkukrotnie. – Oblizał palec z czekolady. – Naprawdę
nie chcesz?
– Samo patrzenie na ciebie i tak podniosło mój poziom cukru, więc
dzięki. Pójdę do gabinetu Daniela. -Zaczął zbierać dokumenty.
– Podoba mi się to, że kuchnia stała się takim sercem domu, że
nawet niektórzy pracują w niej i nie to, żeby zajmowali się
gotowaniem.
– Wolę to niż siedzieć samemu – mruknął Dario. Ostatnie
tygodnie były dla niego męką. Nawet na krok nie zbliżył się do
Justina. Zrezygnował z kolejnych prób. Nie wiedział już, co ma
robić. Postawić go przed faktem dokonanym? Czyli go sobie
wziąć nie zważając na to, co myśli i czuje, Justin? Często
miał na to ochotę. Za często. Wilk w nim był coraz bardziej
wściekły, co nie raz przejawiało się agresją, którą
wyzwalał dokonując zmiany i biegał godzinami po lesie, więc
musiał to zakończyć. Będzie żył sam. – Wybacz, ale mam
dużo pracy.
Christian patrzył jak beta sfory wychodzi. Żal mu było jego i
Justina. Niestety jego rozmowy z Justinem nic nie pomogły. Mężczyzna
zamknął się w sobie i musiał zrezygnować z nakłaniania go do
zaryzykowania, choćby jednego spotkania z Dariem, inaczej straciłby
przyjaciela. Odkąd Luis i Sonia wrócili do domu i kontaktowali się
tylko przez telefon, miał wyłącznie młodego Langstona. Z nim
rozmawiał o wszystkim. Chociaż zazwyczaj to on mówił, a Justin
słuchał. Nie przeszkadzała mu małomówność zmiennego wilka, nie
oceniał go po tym, wiedział, że Justin to dobry wilk z głębokimi
ranami na duszy. Ranami tak wielkimi, że do tej pory się nie
wygoiły. Na szczęście Justin był teraz taki jak go poznał,
spokojniejszy i wychodził z domu, bo przez pewien okres stanowił
okaz przestraszonego, biednego szczeniaczka.
– Ziemia do Christiana. – Machająca ręka przed jego twarzą
wyrwało go z natłoku myśli. Roześmiana twarz przyjaciela
ukazała mu się w pełnej krasie, gdy się ocknął.
– Luis?
– Nie, to ja żaba Kermit. A kto jak nie ja? – Roześmiał się
ponownie, gdy Christian wpadł w jego ramiona. – Ktoś się tu
stęsknił za kumplem. Uważaj, bo jeszcze sobie coś pomyślę. Ał.
– Zaczął masować tył głowy. – Za co mnie uderzyłeś?
– Za to, że nie przyjeżdżałeś tu przez prawie dwa miesiące,
mendo jedna. – Cofnął się o krok. – Co tak patrzysz?
– Jesteś... wielki. – Wskazał, w jakiś dziwnych ruchach rąk,
brzuch Chrisa.
– Jeszcze jedno słowo, a wylecisz stąd szybciej niż przyszedłeś.
To tylko brzuch, nie jestem gruby. Wszystko mnie boli, a
najbardziej kręgosłup. I wiesz, co? Ci dwaj na górze będą
chcieli mieć kolejne młode. Pod warunkiem, że je sobie urodzą
i pomęczą się z takimi brzuchami.
– Aaa... – zaciął się Luis. – To mogą?
– Szczerzą się pełni szczęścia, że nie mogą. Głupole jedne.
– I tak ich kochasz.
– Na śmierć i życie. Siadaj, opowiadaj, co u ciebie, bo przez
telefon zawsze możesz coś ukryć. – Pociągnął go za rękę w
stronę drewnianej ławy, którą ustawiono w kuchni pod oknem. –
Mów, zanim w kuchni zjawi się multum osób. Robert ostatnio
podwala się do młodej wilczycy i jak ona gotuje, to on jest
zawsze z nią, a za nimi przyłazi reszta z nadzieją na mały
teatrzyk, że mężczyzna nadal będzie się jąkał nie wiedząc
jak zacząć z nią rozmowę – mówił na jednym wdechu. – To nie
jest jego partnerka, ale chce się z nią umówić. Ona o wszystkim
wie, ale... Co się gapisz i nic nie mówisz?
– Powiem jak dopuścisz mnie do głosu, gaduło?
– Wybacz. – Uśmiechnął się przepraszająco do przyjaciela. –
Zawsze byłem gadułą. Daniel i Martin znają skuteczny sposób na
zatkanie mi ust. – Spostrzegł minę przyjaciela i w kuchni
rozbrzmiał dźwięczny śmiech Christiana. – Nie wiem, co
sobie właśnie wyobraziłeś, ale wyrzuć ten obraz z głowy.
Miałem na myśli pocałunki.
– Wiem, przecież – burknął. – To ty sobie wyobraziłeś, że
ja sobie wyobraziłem... Dobra, bo zachowujemy się jak
nastolatki. Jak dobrze widzieć cię takiego pełnego życia.
– Czerpię ile się da z życia – odpowiedział Christian. –
Mam powody do tego, by się cieszyć. Moi partnerzy mnie kochają i
siebie nawzajem również.
– Wiesz – przerwał Luis – zastanawiałem się jak to jest z
tym waszym trójkątem. Nie jesteście o siebie w żaden sposób
zazdrośni? Nikt nie czuje się odrzucony obojętnie czy w życiu,
czy w łóżku?
– Nie. U nas nie ma miejsca na zazdrość. Kochamy się. W miłości
nie ma miejsca na zazdrość – podkreślił. – Ona niszczy, nie
pomaga. Ja nie czuję się odrzucony, kiedy na przykład oni się
kochają ze sobą. Lubię na nich patrzeć, zwłaszcza teraz, kiedy
nie mogę tego robić. – Luis nie oczekiwał, aż takich wynurzeń,
lecz nie przerywał przyjacielowi. – Nawet jak kochaliśmy się we
trzech, żaden z nas nie czuł się odepchnięty. To kwestia tego,
żeby móc być z stanie zająć się oboma kochankami. Nie raz
Daniel pieścił mnie, ja Martina, a potem Martin Daniela. Co do
normalnego życia, też zawsze jest miejsce dla każdego z nas.
Dlaczego jesteś taki czerwony? – zapytał widząc pokryte
szkarłatem policzki Luisa.
– Chyba teraz za dużo wiem i za dużo sobie wyobraziłem. Nie
pytałem o szczegóły. Mogłeś odpowiedzieć zwykłe,
zwyczajne, najzwyklejsze „nie”.
– Przepraszam – powiedział, ale jego wyraz twarzy nie wskazywał
na żadną skruchę. – Po prostu brak mi seksu i tyle. Oral
nie wszystko...
– Stop! – Luis poderwał się z ławy. – Milcz gaduło jedna.
Jakbym wiedział, o czym będziesz mamrotał, to bym tu nie
przyjechał. Nie śmiej się – rzekł obrażony, kiedy Christian
zaczął się śmiać. – To nie jest śmieszne!
– Przeciwnie, mój drogi przyjacielu. Przeciwnie. Zachowujesz się
jak cnotka. Napijesz się czegoś? – Wstał i od razu się
skulił stękając.
– Co ci jest? – Zaniepokoił się Luis.
Christian odetchnął głęboko i wyprostował się.
– Ostatnio dają mi popalić. Ten kopniak był mocny. To chyba
chłopak. – Nie znali płci dzieci, chcieli mieć niespodziankę,
ale Christian czuł, że jeden chłopak musi tam być. No, chyba, że
będą mieć dziewczynkę kochającą piłkę nożną. – To, czego
się napijesz? – Ponownie się skulił i musiał usiąść.
– Znów kopniak?
– To chyba nie był jednak kopniak. Zawołaj moich partnerów. To
chyba już. – Ponowny ból odebrał mu oddech. Craig wyjaśnił
mu, że skurcze u niego będą silne i szybkie.
– O, kurwa – sapnął Luis i wybiegł do holu od razu zderzając
się z Danielem. – Chris, on chyba... – Nie musiał kończyć,
gdyż partner jego przyjaciela już biegł do kuchni. Przyjechał
tutaj, bo w końcu dali mu wolne w pracy i chciał odpocząć, ale
jak już dążył zauważyć w tym domu nie ma spokoju. Zawsze coś
się działo.
– Kochanie, czy ty? – Daniel uklęknął obok szybko
oddychającego Christiana. Chłopak trzymał się za brzuch, a na
jego twarzy wykwitł grymas cierpienia.
– To na pewno nie kopanie. Znieście moją torbę i zawieźcie mnie
do Craiga.
– Czemu? – Daniel nie kontaktował widząc go takim.
– Rodzę, kretynie! Rodzę.
– Ale za tydzień miałeś się do niego zgłosić. Luis, idź po
Martina i niech przygotują samochód! – Obejrzał się na
stojącego w przejściu chłopaka, który nie wiedział, co miał
robić. Nigdy nie był przy rodzącej kobiecie, a co dopiero przy
mężczyźnie.
– Widać dzieciakom się śpieszy i musimy się pośpieszyć one
nie wyjdą inaczej! Nie jestem babą. Craig musi mnie zoperować. O,
cholera! – Skurcz, który go powitał był tak silny, że na jego
czole ukazał się pot, a dłoń Daniela poczuła, jaką siłę ma
zmienny smok, kiedy została prawie zmiażdżona. Nie było czasu,
sytuacja zmusiła ich do pośpiechu. – Dzwoń do Craiga. Jego sala
operacyjna jest cały czas gotowa, ale musi wezwać
pielęgniarkę. O, cholera!
– Znów skurcz? – Pomógł mu wstać.
– Potrzebuję znieczulenia, jak będzie rozcinał mi brzuch. On nie
ma anestezjologa. – Zaczął panikować dając się prowadzić
na zewnątrz. Od razu zwróciło to uwagę innych zmiennych. Rzucili
się, by mu pomóc i w niedługim czasie już siedział na tylnym
siedzeniu samochodu.
– Przecież wiesz, że opowiadał, ci, że oboje z Anet, skończyli
akademię medyczną i mają kilka specjalizacji. Poradzą sobie. Poza
tym nie jesteś do końca człowiekiem, pamiętaj. – Anet była
zmienną niedźwiedzicą. Ta potężna kobieta miała złote ręce i
serce. Chociaż Chris trochę jej się obawiał jak ją poznał.
Szybko jednak jej zaufał, w sumie los jego i dzieci będzie w jej
rękach, i oczywiście Craiga Raiforda.
Martin z niewielką torbą w jednej ręce dobiegł do nich i usiadł
po drugiej stronie Christiana. Za kierownicą miejsce zajął Dario,
a obok niego Luis, który chciał być przy przyjacielu. Coleman
widząc swego ukochanego, którym targał raz po raz ból,
obiecał sobie, że nie będzie zmuszał Christiana, by ten znów
miał znosić to, co teraz. Chciał mieć więcej dzieci, lecz to
poczeka na odpowiednią chwilę, mają przed sobą setki lat razem.
Objął Christiana, a ten położył głowę na jego ramieniu. Włosy
zmiennego smoka, były mokre od tego, że przylepiały się do
spoconej twarzy. Daniel je odgarnął i wsunął kosmyki za
ucho. Obaj bali się tego, co będzie. Nie tak miało być. Wszystko
miało być na spokojnie. Pojadą wyznaczonego dnia na zabieg i...
Plany mają to do siebie, że ulegają zmianie. Z racji tego, że
Chris nie mógł rodzić drogą naturalną, a młode chciały się
wydostać, chłopakowi groziło wiele niebezpieczeństw.
Natychmiastowe cesarskie cięcie stawało się konieczne.
– Luis – wysapał Christian.
– Hę? – Odwrócił się na siedzeniu, aby móc go widzieć.
– Zadzwoń do Sonii, jak będzie po wszystkim. Ucieszy się.
– Będzie skakała z radości, że została ciocią. – Ostatnie
jego słowa zagłuszył krzyk Christiana, więc mógł tylko patrzeć
na przyjaciela i cieszyć się, że już dojeżdżali na miejsce.
Lekarz coś mu poda i nie będzie go boleć.
Craig czekał na nich pod przychodnią z wózkiem inwalidzkim. Gdy
tylko podjechali wynieśli Christiana z samochodu i posadzili na
wózku.
– Wszystko jest gotowe. Zaraz dostaniesz znieczulenie od pasa w
dół. – Spojrzał po Danielu i Martinie, wioząc zmiennego smoka
na salę operacyjną. – Umyjcie się i przebierzcie, jak chcecie
być przy nim.
– Wiesz, że już dawno zadecydowaliśmy, że będziemy przy nim, o
ile nas nie wykopie – powiedział Daniel. Cała czwórka
zniknęła za drzwiami, które odgrodziły ich od Daria i Luisa.
* * *
– Dlaczego to tak długo trwa? – zapytał Luis. Przejrzał już
wszystkie gazetki, jakie leżały w poczekalni. Odpowiedział na
każde pytanie siostry, która dzwoniła, co pięć minut i piszczała
mu przez głośnik do ucha, że zostanie ciocią.
– Dopiero minęła godzina – odpowiedział zwięźle Dario.
Cieszył się, że nie będzie miał żony, bo by nerwowo nie
wytrzymał jej porodu. Nawet nie chciał wiedzieć, co się dzieje za
tymi zamkniętymi drzwiami. Co chwilę patrzył na zegarek i
przeklinał wlokący się sekundnik. Przypomniał mu się dzień,
kiedy czekał przed tym budynkiem na Luisa i Christiana jak ci
wybrali się na zakupy. Czas wtedy tak samo mu się dłużył, lecz
mimo wszystko to było, co innego. Uniósł wzrok na siedzącego
chłopaka. – Jak twoi rodzice?
– Dobrze. Minęło już kilka tygodni i nadal wierzą, że byliśmy
na wycieczce. Zahipnotyzowałeś ich?
– Coś w tym stylu, lecz o wiele lepszego. Potrafię tak jakby
wgrać w ludzki umysł pewne szczegóły. Oszukać ich wmówić,
że widzą, co innego niż jest naprawdę. Masz żal, za tamto
porwanie? – Usiadł przy nim i założył nogę na nogę.
– Nie. Gdyby nie porwanie prawdopodobnie długo byśmy zastanawiali
się, gdzie jest Chris. Jest dla mnie jak brat i dla Sonii też.
Bardzo martwiliśmy się o niego. Tak to mogliśmy być z nim. –
Przeniósł spojrzenie na drzwi do sali, w której przebywał
Christian. Nie wytrzymałby tam, lecz chciałby już wiedzieć, co
się dzieje.
* * *
Gdyby nie oni pewnie panikowałby tutaj. Craig zasłonił parawanem
go od połowy klatki piersiowej, by nic nie widział. Daniel i
Martin byli przy nim, więc mógł na nich patrzeć. Obaj trzymali go
za ręce. Na twarzach mieli maseczki chirurgiczne, lecz widział ich
oczy. Pełne czułości, ciepła i wsparcia oczy.
– Craig?
– Spokojnie, Danielu jeszcze chwila, zaraz będziecie je mieć –
odrzekł lekarz. – Chris, jak się czujesz?
– Dobrze.
– Wyjmiemy zaraz twoje dzieci, pozszywam cię i będę chciał,
abyś się podleczył. Nie rób tego do końca. Pamiętasz, czego cię
uczyłem?
– Tak. Ale będę mógł przytulić swoje dziecko?
– Tak. Po wstępnym uleczeniu się, tak. – Chris nie spuszczał
partnerów z oczu. Przy nich czuł się bezpiecznie, przy nich
chciał istnieć, pracować, żyć. Razem z nimi przejść przez
życie.
– Dlaczego płaczesz? – Martin starł mu z kącika oka samotną
łzę.
– Ponieważ was kocham – powiedział, a w sali rozszedł się
płacz pierwszego dziecka. Chciał tam spojrzeć, lecz nic nie
widział poza cieniami. – Craig?
– Cierpliwości, Chris.
Jak miał być cierpliwy? Chciał już, natychmiast wszystko
wiedzieć. Ale postara się, by móc później być ze swoją
rodziną. Czuł takie same emocje od swych kochanków i miał ochotę
się roześmiać. Jak ich dzieci będą tak niecierpliwe, to
będą problemy.
* * *
Obaj wstali, kiedy po dwóch godzinach wyszedł do nich Daniel. Jego
twarz jaśniała, a wielki banan na twarzy powiedział im, że
wszystko jest w porządku.
– I? – Luis przestąpił z nogi na nogę. – Czekaj! Niech Sonia
też to usłyszy. – Zadzwonił do siostry, a ta odebrała w
tempie ekspresowym. – Posłuchaj. Włączę głośnik. Mów –
rozkazał podekscytowany. Został wujkiem!
– Chris czuje się dobrze, bardzo dobrze nawet. Teraz musi się
uleczyć, etap zakończy jutro i tu do tego czasu zostanie. A co do
dzieci, to mamy dwie dziewczynki i chłopca. – W oczach pokazały
mu się łzy. Kiedy lekarz im to oznajmił Martin popłakał się
wraz z Christianem. On się jakoś trzymał, ale chyba teraz
nerwy i napięcie, jakie odczuwał, wymieszały się z radością i
dały temu upust. – One są diamentowymi smokami, a on to wilczek
jak się patrzy – rzekł pełen dumy.
– Skąd to wiecie? – zapytał zdziwiony Luis ignorując w
telefonie krzyki, piski, śmiech siostry.
– Każdy zmienny rodzi się z wyglądu człowiekiem, nie sądź, że
tam są zwierzęta – zaczął tłumaczyć Dario, ponieważ
Daniel wrócił do swej rodziny. – Przeciwnie, to trójka małych
noworodków o ludzkim wyglądzie, ale ich oczy świadczą o tym,
kim są. Ich wewnętrzne istoty w ten sposób pokazują, że są i
będą na zawsze drugim wcieleniem zmiennych. Oczy staną się
ludzkie za jakiś miesiąc.
– To jest niesamowite i pokazuje, jak bardzo ślepi są ludzie. Nie
widzą tego, co się kryje poza sferą, do której są w stanie
zajrzeć, bo dalej, poza nią, już nie sięgają.
– Lepiej, żeby nie sięgali. Twoja siostra jest cały czas na
linii.
– Hm? – Dario wskazał mu telefon. – A racja. Sonia, słyszałaś?
– odpowiedział mu kolejny pisk, więc się rozłączył i głupio
zaczął uśmiechać.
* * *
Christian otworzył oczy przestając się w końcu skupiać na
połączeniu cięć, jakie miał, na brzuchu. Energię, którą
wykorzystał prawie doszczętnie oddał, ale nie było to ważne.
Ciało się szybko zregeneruje i będzie mógł jutro dokończyć
proces samo leczenia oraz stąd wyjść. Leżał już na zwykłym
łóżku, którego zagłówek został podniesiony przez pielęgniarkę.
Mógł wtedy ujrzeć Daniela i Martina oraz Craiga jak stoją w
pokoju z młodymi zmiennymi na rękach. Znów miał ochotę się ze
szczęścia rozpłakać. Nie chciał zamienić się w płaczkę, ale
emocje brały górę. Wcześniej Daniel i Martin go wycałowali i
mówili w kółko, że był dzielny, że dziękują i go kochają.
Gdyby oglądał te sceny, jako jakiś film w telewizji, powiedziałby,
że ma to więcej kiczowatości, niż prawdziwego życia. Lecz
to było życie, jego życie i mógł robić, co chciał. Nawet
płakać, kiedy Martin podał mu chłopca, a sam wziął od lekarza
dziewczynkę. Spojrzał na trzymane w ramionach dziecko. Wilcze oczy
patrzyły na niego.
– To ty mnie tak kopałeś?
– Wątpię. – Martin usiadł na przy nim łóżku z dziewczynką,
o czarnych włoskach, w ramionach. – Ta mała tutaj, przebiera
nóżkami jak jakiś wojownik.
– Będą z nią kłopoty jak z jej tatą. Wiesz takim blondynem. –
Daniel dołączył do nich i roześmiał się na prychnięcie
Christiana.
– Jestem grzeczny. Co malutki, tatuś jest grzeczny? Prawda? –
mówił pieszczotliwie do chłopca, którego trzymał na rękach.
– Grzeczny na pewno nie w sypialni – mruknął Martin.
– Nie mów takich rzeczy przy dzieciach – powiedział Daniel.
– Nie słuchaj ich, oni nie wiedzą, jaki tatuś potrafi być, ale
ja im pokażę, co malutki? – Chłopiec zakwilił.
Daniel i Martin spojrzeli po sobie i nie wiedzieli czy mają się
bać, czy cieszyć z tego, co może im Christian jeszcze pokazać.
Jedno było pewne, że cokolwiek to będzie, nie będzie to nic złego
i na zawsze pozostaną razem.
Nie widzieli jak Luis z Dariem weszli do pokoju i chłopak zrobił im
zdjęcie komórką. Od razu wysłał je do Sonii, a sam przyjrzał
się pięknemu widokowi rodziny, jaki stworzyło trzech mężczyzn i
dzieci.
– Ten, kto powiedział, że mężczyźni nie mogą tworzyć rodziny
powinien was zobaczyć – wyszeptał i mrugnął do swojego
przyjaciela, który na niego zerknął. Był pewny, że Chris w końcu
znalazł to, czego mu całe życie odmawiano. Dom i kochającą
rodzinę. Rodzinę, którą sam zbudował.