27 grudnia 2015

W sidłach miłości - Rozdział 7



Po sprawdzeniu obecności odłożył dziennik. Przeszedł przed biurko. Przysiadł na nim na jednym pośladku w taki sposób, że lewą nogę miał wyprostowaną, a prawą bardziej ugiętą. Wszystkie pary oczu były wgapione w niego. Szczególnie te dziewczęce. Czasami któraś z jego uczennic coś powiedziała do swojej koleżanki, by po chwili ponownie robić do niego maślane oczy. Znał to doskonale z poprzedniej szkoły, w której uczył. Nie chciał patrzeć na Alexa, ale czasami ślepia same wędrowały tam, gdzie chłopak siedział. Wyglądał dzisiaj, jakby był smutny. Szczególnie wtedy, kiedy próbował zagadać do siedzącego obok blondynka, podpierającego brodę na dłoni i bazgrzącego coś w zeszycie. Wnioski, jakie wysnuł Josh, nasuwały się same. Przyjaciele się pokłócili. Blondynek był obrażony na śmierć. Alex dostawał iskier w oczach dopiero, kiedy odwracał od przyjaciela wzrok i zatrzymywał go na nim. „Jestem, proszę pana” tak brzmiała odpowiedź przy sprawdzaniu obecności. Młodzik teraz na każdym kroku będzie się do niego zwracał „proszę pana”, jakby chcąc podkreślić to, co zdarzyło się w czasie ich krótkiej rozmowy. Nie zamierzał się tym przejmować. Chciał odsunąć wszystkie myśli o nim, a właściwie te niewłaściwe.
– Bardzo chciałbym was poznać – zabrał głos. – Wasze zainteresowania, ulubione książki, może macie tylko takich autorów, których dzieła uwielbiacie czytać, ignorując innych pisarzy i ich twórczość. Zanim jednak porozmawiamy o was, powiem wam kilka słów o sobie. – Nauczono go, by samemu się otworzyć i dać poznać – na tyle na ile sam czuł potrzebę i nie naruszało to pewnych granic – i dopiero wtedy wyciągać od innych informacje. – Jak wiecie, nazywam się Josh Morrison. Uczę od trzech lat. Udało mi się ukończyć dwa lata studiów w jeden rok i nie, to nie jest chwalenie się. – Po klasie rozeszły się chichoty dziewcząt. – A to dlatego, że kocham to, co robię, chcę to robić i swoją pasję pragnę przekazywać innym. Miłość do książek, do słowa pisanego mam we krwi i bardzo chciałbym swoją wiedzę, a nawet wspomniane uczucie, przekazać wam. Może macie do mnie jakieś pytania, zanim ja je wam zadam?
– Ma pan kogoś? Żonę na przykład? – zapytała jedna z dziewcząt, siedząca w trzeciej ławce środkowego rzędu. Miała krótkie włosy, w które powpinała kilka różnokolorowych spinek.
– Co za idiotka – zamruczał jakiś chłopak.
– Twoja dziewczyna – odpowiedział inny.
Josh zaśmiał się i odpowiedział uczennicy:
– Na obecną chwilę jestem wolny jak ptak, ale widzę, że ty nie. Także mi przykro, ale chyba pozostaniemy na stopie nauczyciel - uczeń. – Puścił jej oczko. – Poproszę o inny zestaw pytań.

* * *

W Alexie zawrzało. I tak go już wkurwiały te wszystkie cielęce i zakochane oczyska koleżanek z klasy wpatrzone w Josha, ale teraz to głupia Anette przesadziła. Co ją obchodzi prywatne życie Josha? Sądzi, że spodoba mu się taka dziewczyneczka? Niech zejdzie z niego! Zacisnął pięści, omal nie łamiąc ołówka. Cholera, był zazdrosny. To tylko parę słów, a w nim aż się coś skręcało. Parę słów, a on chciałby wywalić z klasy każdą z dziewcząt. No, może poza Sharon i Joyce. Te jakoś nie chciały zeżreć jego Josha. Nie, nie jego. Nic ich nie łączy i nie będzie łączyć. Potrzebował spokoju. Gdy jego koledzy zadawali już normalne pytania nauczycielowi, powrócił myślami do Richiego. Bolało go, że przyjaciel tak się zachowywał. Udawał, że on nie istniał. Dobra, wiedział, co mu zrobił, ale chyba mogą zwyczajnie pogadać. Jak dorośli, a nie dzieci, które obrażają się, bo ktoś zabrał im zabawkę.
Wyrwał kartkę z zeszytu i skreślił na niej kilka słów. Zwinął ją w kulkę i rzucił na ławkę Oscara. Chłopak obejrzał się na niego, po czym rozwinął papier. Po przeczytaniu kiwnął do niego głową.
– Richard Taylor.
Alex zwrócił uwagę na głos Josha wypowiadający pełne imię Richiego. Przyjaciel wstał i powiedział:
– Proszę mówić po prostu Richie.
– Nie ma sprawy. Powiedz mi, proszę, coś o sobie. Może masz jakichś ulubionych autorów.
– Chodzę na angielski, bo muszę. Lepsze to niż jakiś przedmiot ścisły. Niech pan mi wierzy, że wielkiego wyboru nie miałem. Wybrałem kilka przedmiotów, z których jestem bardzo dobry lub w miarę dobry. Potrzebuję wysokiej średniej, by większość czasu spędzać na robieniu tego, co kocham i co chcę, by było moją przyszłością – mówił Richie pewnym głosem.
– A co kochasz? – zapytał nauczyciel.
– Taniec.
– Znam kilka książek, które zawierają motyw tańca. Myślę, że coś by cię zainteresowało. Choćby „Przerwany taniec”. Jest to niezwykła biografia Julii Sheldon ukazująca niesamowitą walkę tancerki baletowej z chorobą i chęć powrotu do tego, co kochała. Siła marzeń potrafi być naprawdę wielka.
– Przyznam, że czytałem tę książkę. Chyba dzięki niej i paru innym staram się pokonywać przeszkody, które stoją mi na drodze ku mojej przyszłości związanej z tańcem. Dopóki jestem zdrowy, wszystko jest możliwe.
– I to mi się podoba. Proszę, siadaj. – Josh zajrzał do dziennika. – Adam Kozetzky, a co ty powiesz o sobie?
Alex już nie słuchał tego debila Adama. Nie znosił go za to, jak ten wraz ze swoimi kumplami Casey’em McPhersononem i Karlem Starkiem traktował innych, w tym Richiego. Poza tym wątpił, czy ten idiota cokolwiek czytał. Może mamusia nadal mu tylko bajeczki na dobranoc podczytywała. Tak, był do niego uprzedzony, ale Kozetzky nie robił nic, aby niechęć zamienić choćby na obojętność. Zresztą Alexander nie był osamotniony w tych uczuciach.
Lekcja się już kończyła, można ją było nazwać zapoznawczą, kiedy Josh wywołał go do odpowiedzi. Miał na końcu języka słowa: „przecież wiesz”, ale w porę się w niego ugryzł. Powiedział mu w skrócie to wszystko, co Josh już wiedział. Specjalnie podkreślił miłość do Szekspira i przytoczył cytaty, którymi się wymienili, po raz pierwszy ze sobą rozmawiając w tamtym pamiętnym barze na plaży. Wiedział, że przypomina Joshowi o wszystkim. Dowodem na to była grdyka mężczyzny, która poruszała się stanowczo zbyt często, gdy ten przełykał ślinę. Chętnie by ją polizał i wbił zęby w jego szyję. Nie chciał być tylko jednym z jego uczniów. Nikim. Chciał być z nim blisko. Najbliżej jak można było. Całować go, pieścić, pozwalając mu na to samo. Szlag! Chcąc przypomnieć Morrisonowi o wakacjach, samemu wpadł w pułapkę. Bolało.
Zakończył swoją wypowiedź i usiadł, zanim jego myśli podążyły dalej, a erekcja, która niechybnie by się pojawiła – przecież miał osiemnaście lat, stawał mu zawsze i wszędzie – stałaby się tematem numer jeden w całej szkole. Dzisiaj, jak na złość, nie założył dłuższej koszulki tylko krótszą i wąską. Tak, niby zrobił to nieświadomie, ale w tych spodniach jego tyłek naprawdę wyglądał dobrze. Chciał się podobać Joshowi, nie zamierzał tego przed sobą ukrywać.
Zadzwonił dzwonek, a Josh przypomniał im, że po przerwie mają kolejną lekcję z nim i zajmą się już tym, co jest w programie nauczania, więc niech się nie cieszą, że znów czeka ich taki luz. Wbrew pozorom był surowym nauczycielem i nie dawał dobrych stopni za nic.
– Zdobył sympatię. Facet wie, co mówi, co robi. Nie kręci. Nie wywyższa się. Swój gość – powiedział Oscar, odwracając się do Alexa i Richiego. – Nie znosiłem lekcji z Ersonem. Teraz chyba angielski stanie się jednym z moich ulubionych przedmiotów.
Dla mnie będzie najgorszą, ale i najcudowniejszą torturą, pomyślał Alex.
Nie ruszał się z ławki, bo nie było sensu. Na szczęście na krótkich przerwach, zgodnie z zarządzeniem dyrektorki, nie zamykano klas. Często też nauczyciel zostawał. Pięć minut przerwy to głównie czas na skorzystanie z toalety lub napicie się czegoś. On sam przeznaczył je na obserwację Josha i dziewczyn, które podeszły do mężczyzny, paplając pierdoły. Z nerwów zaczął wystukiwać palcami na blacie stolika rytm ulubionej piosenki. Zwróciło to uwagę Richiego, ale zaraz chłopak powrócił do rozrysowywania tanecznych kroków w zeszycie.
Brawo, jednak istnieję. Co za cud, przeszło przez myśl Alexowi.

* * *

Dobrze, że te dziewczyny do niego podeszły, bo inaczej ukręciłby łeb Alexowi. Naprawdę nie chciał sobie przypominać tamtego okresu. Zapytał go o parę rzeczy, ale po to, żeby nikt nie interesował się, dlaczego Alexander Wilson ma jakieś fory. A ten zaczął z tymi cytatami i tak dalej. Do tego tak patrzył, że Josh czuł dreszcze. Ten gówniarz go prowokował i nie ulegało wątpliwości, że będzie to robił, kiedy tylko nadarzy się okazja. Najgorzej, że podobało mu się to. To przez jego kuszenie w pamięci pozostanie mu tamta noc, łazienka. Starał się o tym nie myśleć i być teraz tylko nauczycielem. Aseksualnym nauczycielem. Bez względu na to, jak bardzo podobał mu się i pociągał go jeden z uczniów. W szkole nie był mężczyzną, był tylko i wyłącznie nauczycielem i będzie kolejne słowo podkreślał na każdym kroku, by się nie zapomnieć.

* * *

Długa przerwa była jedyną, na której można było bez pośpiechu zjeść kanapki czy skorzystać ze stołówki. Tego dnia Alex zamierzał wykorzystać ją w inny sposób. Od razu po dzwonku skierował się na drugie piętro. W szkole były dwie biblioteki, ale on zawsze wolał tę mniejszą. Było przytulniej, ciszej i bibliotekarka nie patrzyła na niego, jakby mu robiła łaskę, wypożyczając książki.  Zazwyczaj chętnie korzystał z bibliotecznej czytelni. Tylko tym razem przeszedł obok niej, udając się do małego studia wykorzystywanego głównie do nagrań przygotowanych przez uczniów utworów. Oscar miał tutaj ściągnąć Richiego i sądząc po odgłosach rozmowy, udało mu się to. Drzwi nie były zamknięte, więc wszedł od razu.
– Hej.
Richie zaskoczony przybyciem Alexa spojrzał na niego, potem na Oscara i wszystko już wiedział.
– Wystawiłeś mnie – oskarżył kolegę.
– On tylko prosił, bym cię tu sprowadził. Nie wiem, o co chodzi, że nie gadacie ze sobą, ale ja umywam od tego ręce. – Oscar podniósł ręce do góry. – Spadam, chłopaki.
Alex zamknął za kolegą drzwi i stanął tak, aby Richie nie mógł wyjść. Jedyne drzwi, które tu były, prowadziły do małego, wyciszonego pokoju z mikrofonem i wiszącymi na nim słuchawkami.
– Chciałbym z tobą pomówić.
– O czym? Już swoje powiedziałeś – burknął Richie. Założył ręce na piersi, starając się nie patrzeć na przyjaciela. Miał z nim dzisiaj tylko angielski, więc mógł go unikać. Sądził, że tak będzie do końca lekcji.
– Już cię przeprosiłem. Byłem zły. Zwróciłeś mi uwagę na ważne rzeczy. Przestraszyłem się…
– Tak, i to uprawniało cię do zgnojenia mnie! – Przesuwał oczami po pokoju, by po chwili zatrzymać je na chłopaku. – Tylko nie mów, że nie chciałeś, to nic takiego, to tylko słowa. Wiesz, jak bardzo mnie bolą czyjeś słowa. Zbyt wiele przeszedłem upokorzeń, by odbierać to na zimno. Niby to powinno mnie uodpornić, ale to nie takie łatwe. No, dobra, to bywa łatwe, ale tylko jak szlamem obrzucają mnie ci, których mam w dupie. Nie, kiedy przyjaciel, który wie o mnie wszystko, niby wie, jak się okazuje, zna nawet te najintymniejsze rzeczy, moje pragnienia, mówi mi, cytuję: „Gdyby mój brat miał cię przelecieć, prędzej rozłożyłbyś nogi, niż myślał o zabezpieczeniu. Sądzisz, że on nie wie, że ślinisz się na jego widok? Jesteś beznadziejny w podrywaniu, dlatego nigdy nikogo nie miałeś, a na pewno nie zdobędziesz mojego brata, bo jesteś panienką, wystraszonym stworzonkiem, które podkula pod siebie ogon i ucieka na widok faceta! A Johnny na pewno nie przeleci takiej cioty jak ty!” Tak, pamiętam każde słowo! Okazuje się, że przyjaciel tak naprawdę mnie nie zna. Tak, jestem beznadziejny w podrywaniu. Ale też nie chcę nikogo przypadkowego. Może to mój błąd. Może powinienem złapać pierwszego lepszego…
– Nie mów tak…
– Jestem bardzo samotny, to powinieneś wiedzieć! Chciałbym mieć się do kogo przytulić i nie mów, że mogę do ciebie. To nie to samo, powinieneś wiedzieć, o co mi chodzi!
– Wiem. Ale Richie…
– Jeszcze nie skończyłem!
– Dobra. – Skruszony oparł się o drzwi.
– Ale nie chcę pierwszego lepszego. Chcę kogoś, kto by mnie kochał, a ja jego. Możesz sobie myśleć, że to marzenia durnej nastolatki, chociaż jestem chłopakiem. Nie obchodzi mnie to. Możesz mówić, że jestem mięczakiem, marzycielem i chcę niemożliwego.
– Ja…
– Zamknij się! Wiesz, że dla mnie seks ściśle wiąże się z miłością. I będę czekał tyle, ile trzeba będzie. Także nie masz prawa mówić, że gdyby tylko twój brat chciał, to oddałbym mu się. Nieprawda! Nie jestem taki jak ty! Nie znasz faceta, a… Nawet nie byłeś z nim w związku. Masz rację, że ślinię się na widok Jonathana. Podoba mi się. Bardzo. Od chwili, gdy zobaczyłem jego zdjęcie. Wiesz, co czuję. – Przymknął na chwilę powieki, aby powstrzymać głupie, cisnące się nieubłaganie do oczu łzy. – Kocham twojego brata. Wiesz, jak bardzo boli mnie to, że on nigdy nie poczuje tego do mnie? – Podniósł powieki i spojrzał smutnymi oczami prosto w te Alexa, odbijające to samo uczucie. – Masz rację, że on mnie nie zechce, bo jestem ciotą. Beznadziejną, głupią ciotą, która ucieka, jak tylko on znajduje się w pobliżu. Za co siebie nienawidzę! Wiele z tego, co powiedziałeś, to prawda. Ale to też pokazało, jak mało mnie znasz.
– Znam cię. Rozumiem i wiem, czego chcesz. – Alex zbliżył się do niego i pochwycił w ramiona, owijając je wokół chłopaka. – Jakie masz marzenia. Wiem, co czujesz. Wiem, jak bardzo się na mnie zawiodłeś…
– Pokazałeś, że nic nie wiesz! – Odsunął się od niego, odpychając przyjaciela.  Już nie spojrzał mu w oczy. – Dopóki mój przyjaciel nie zrozumie mnie, nie chcę mieć z nim do czynienia.
– Richie…
– Daj mi spokój! – Odwrócił się, by zabrać plecak. – Mam trening, a potem jadę do domu. Później, wieczorem, chcę się zabawić ze znajomymi. Nie przeszkadzaj mi. Nie dzwoń do mnie. Potrzebuję od ciebie odpocząć. – Odkąd się poznali, prawie nie było dnia, by nie dzwonili do siebie, nie pisali, nie rozmawiali. Zawsze musiał być ten pierwszy raz.
Alex nie zatrzymywał go. Wiedział, że nic już nie poradzi. Mógł tylko wierzyć w to, że Richie mu wybaczy. Miał rację, że go nie znał. Nie, znał go. Po prostu chciał mu dowalić i wybrał to, co najgorsze. Wiedział, czego chciał jego przyjaciel i jaki jest. Na czym mu zależy, co się dla niego liczy, czego nie znosi. O samym sobie tyle nie wiedział, co o nim. Poczeka, licząc na jakiś uśmiech losu. Nie straci go. Byli jak bracia, jak ktoś więcej. Jak jedna dusza w dwóch ciałach. Czasami żałował, że nie mógł skierować swoich uczuć, pragnień, w stronę Richiego, z wzajemnością. O ile łatwiej by wtedy było. Ale nigdy nie pokocha Richiego inaczej niż brata, a on nie skieruje swoich uczuć na niego. Pomimo że miłość do Jonathana była tą niemożliwą, to w sumie nikt nie wiedział, co przyniesie przyszłość. Dopóki się żyje, zawsze jest nadzieja. Na niego i Josha też? Szczerze w to wątpił.

* * *

Odpuścił sobie dzisiejszy trening. Jutro dostanie zajebisty opierdol od trenerki. Co mu tam. Nie miał na nic sił. Poinformowano go też, że dyrektorka chciała go widzieć w bardzo ważnej sprawie. Do niej też nie poszedł. Chciał wrócić do domu. Zająć się przez kilka godzin własnymi sprawami, czyli poleżeć i pogapić się w sufit, a potem spędzić fantastyczny wieczór w klubie. Będzie się dobrze bawił. Bez Alexa też potrafił to robić. Bez Alexa, którego uwielbiał. Ze złości kopnął leżący na chodniku kamyk. Nie będzie o nim myślał. Wyjął telefon i napisał do Joyce, że dojedzie pod jej blok autobusem, a potem razem pójdą do „Fever”. Klub był blisko jej miejsca zamieszkania, a przejście paru przecznic dobrze mu zrobi.
– Hej, tato – zawołał, tak na wszelki wypadek, gdy wrócił do domu. Ojciec na pewno był w pracy, ale zawsze wolał się upewnić. Raz rodzic źle się poczuł i wrócił do domu.
Rzucił plecak w przedpokoju. Zawędrował do kuchni, od razu myjąc ręce w zlewie, a potem sięgnął po butelkę wody z lodówki. Nie zdążył się napić, kiedy zaczęła dzwonić jego komórka. Znał tę melodię. Dla niej miał ustawioną inną, dlatego bez patrzenia na ekran wiedział, kto się do niego dobija. Musiał odebrać, inaczej zadzwoni kolejny i kolejny raz. Przeszedł do swojego pokoju i dopiero tam kliknął zieloną słuchawkę.
– Witaj, synu. Już zaczynałam się martwić.
– Tak, ty się na pewno bardzo martwisz, mamo – prychnął. Nie znał zimniejszej kobiety od swojej matki. Poprawił pościel, trzymając telefon ramieniem przy uchu. Przykrył ją kocem i położył się. – Po co dzwonisz?
– Chciałabym się z tobą spotkać.
– Widzieliśmy się niedawno. Nie mam zamiaru wysłuchiwać twojego marudzenia i twoich propozycji, by wysłać mnie na leczenie, bo jestem chory. Spotkanie raz na dwa tygodnie mi wystarczy. Gdybyś mnie kochała, tak jak tę małą żmiję, to byś się postarała mnie zaakceptować. A teraz wybacz, ale jestem bardzo, bardzo zajęty – podkreślił.
– Richard! Jak śmiesz tak do mnie mówić i tak źle nazywać swoją siostrę?!
– Śmiem. Mogę powiedzieć nawet więcej, ale wolę się powstrzymać. Do usłyszenia kiedyś tam. – Rozłączył się. Nie ma to jak kolejna osoba psująca nastrój, który i tak był dobijający.
Tak jak planował, leżał i patrzył w sufit, a do głowy przychodziły głupie myśli.

* * *

Jonathan przyglądał się bratu. Chłopak nie jadł obiadu, tylko czytał książkę. Ich mama także lubiła czytać, ale nie znosiła, gdy robiło się to przy posiłku. Na szczęście jej tutaj nie było. Alex z miejsca otrzymałby kazanie na ten temat.
– Dlaczego zerwałeś się ze szkoły wcześniej?
– A co, nudzisz się i śledzisz godziny moich zajęć?
– To do ciebie niepodobne. To co się stało?
– Gówno cię to obchodzi – odburknął Alex.
– Znowu nie przyprowadziłeś królewny, a to znaczy, że to koniec tej cudowniej przyjaźni. Mam rację? Nie będę już musiał oglądać tej cioty?
Alexem aż zatrzęsło. Zawsze szanował książki, ale teraz nie patrzył, co ma w rękach. Rzucił nią w brata. Johnny uchylił się, zanim dostał w głowę. Książka upadła na podłogę z głośnym łoskotem.
– Nie mów tak o nim, hipokryto! – Pochylił się w stronę brata. – Wiesz, faktycznie za dużo o Richiem myślisz, mówisz. To zadziwiające jak bardzo za nim tęsknisz!
– Nie tęsknię. – Napił się herbaty.
– To po chuja ciągle o nim mówisz!
– Bo lubię się pastwić nad takimi jak on? – Spokojnym ruchem odkroił nożem kawałek mięsa polanego ciemnym sosem. Nabił go na widelec i wziął do ust. – Smaczne. Sądziłem, że się nie dosmażyło.
– Nie będę z tobą dyskutował o żarciu. Wiesz, co sądzę? Wiesz, o czym teraz myślę, a raczej o kim? Tak mi teraz przyszło na myśl, że…
Jonathan odrzucił widelec. Przez chwilę nic nie mówił, ale gdy skupił wzrok na bracie, z jego ust wypłynęły lodowate słowa:
– Nie waż się o tym mówić, wspominać, nawet myśleć. To przeszłość, do której nie zamierzam wracać. – Podniósł się z krzesła. – Straciłem apetyt.
Alex przeczesał palcami włosy. Słyszał, jak brat energicznie wchodzi po schodach, a po chwili trzaska drzwiami od swojego pokoju. Cóż, chyba obraził kolejną osobę. Co się z nim działo? Wcześniej by tak nie postąpił. Ale z drugiej strony, ile można o czymś nie mówić? Tematy tabu rozdzielały ludzi. Każdy się bał o czymś mówić, żeby tylko kogoś nie skrzywdzić, nie urazić. Rodziły się sekrety, nienawiść, powstawały plotki. To nikomu nie było potrzebne. Ciekaw był czy Johnny… Nie, teraz miał na głowie coś zupełnie innego niż zastanawianie się nad tym dupkiem. Chodziły mu po głowie dwie osoby: Richie i Josh, oraz pytanie co miał dalej robić.

6 komentarzy:

  1. Richie ;;; Uwielbiam Richiego. Kocha taniec, wie, czego chce, dba o przyjaciół... Wie, co jest dla niego dobre i że z pewnymi sprawami należy poczekać. Ze świecą teraz takich ludzi trzeba szukać ;;;
    Mam nadzieję, że niedługo pogodzi się z Alexem.
    Co do Alexa, czekam, aż on albo Josh pęknie xDD

    OdpowiedzUsuń
  2. ech znowu za krótko tak lubię te opowiadania, że za wolno mi się to pojawia ale muszę docenić, że dwa razy w tygodniu:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. 1. Dajesz Alex, podrywaj nauczyciela ile wlezie. Niech ciągle obrazy z wakacji do niego wracają!
    2. Richie jest takim świetnym chłopakiem, nosz cholera, chyba się zakochałam, szkoda, że jest gejem xD
    3. Alex ma niewyparzoną gębę haha tak jak ja.
    4. Niech oni się w końcu pogodzą.
    5. Czyżby kiedyś Jonathan coś... ten tego... z jakimś facetem? No proszę, proszę. Zakochaj się w Richie'm ty skończony dupku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech a liczyłam że Alex i RIchie się dogadają.
    Czuje, że droga do tego będzie bardzo trudna a Richie mu tego nie ułatwia. Chyba, że wydarzy się coś co zmieni nastawienie obu chłopców. Richie jednak ma racje Alex mocno narozrabiał i musi się natrudzić by odzyskać przyjaźń.
    Jestem oczywiście ciekawa co będzie dalej.
    I ta historia Jonna... coś ukrywał i musi mieć jakiś powód by dokuczać Richiemu.
    Może Alex faktycznie ma rację i coś w tym jest?
    I piękne te słowa Richiego na końcu.
    Co do Josha na razie jest dla mnie bezoosbowy ale może jego postac rozwinie się bardziej później!
    pozdrawiam mocno;* i Najlepsze życzenia na Nowy Rok.

    OdpowiedzUsuń
  5. O mój Boże,

    Luana, kocham Cię normalnie. Dawno mnie tu nie było, żałuję.
    Pochłonęłam te parę rozdziałów przed chwilą i aż mi się gorąco zrobiło. Bosko! Pięknie rozbudowane postacie(jak zawsze), ciekawa historia i TE sceny, a z resztą to wszystkie sceny.
    Na prawdę, masz do tego dryg i dajesz tyle siebie, swojego czasu, w te opowiadania. *bije brawo*
    Weny!
    Pozdrawiam, Shima.

    PS. Przepraszam za taki nieskładny komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    Richie wie czego chce, kocha taniec i dąży do spełnienia się tego, Alex i Josh ciekawe, który z nich pierwszy pęknie, mam nadzieję, że w końcu się pogodzą...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)