19 sierpnia 2018

Obietnice - Rozdział 12

Dziękuję za komentarze. :*


Asher

Niedziela zawsze była tym dniem, w którym moja siostra i ja ubieraliśmy się odświętnie, a potem wraz z rodzicami mającymi na sobie także piękne ubrania, szliśmy do kościoła. Nie wyczekiwaliśmy mszy, ale tego, co po niej, czyli letniego pikniku. Tam, gdzie wcześniej mieszkaliśmy, takie pikniki odbywały się w każdą niedzielę. Rodziny po mszy gromadziły się na łące obok kościoła i spędzały czas razem na różnych zabawach. Pełna integracja. Ale wtedy to były inne czasy. Nikt nie spędzał wolnych chwil przed komputerem czy telewizorem. Ludzie spotykali się, rozmawiali ze sobą twarzą w twarz, jedli wspólne posiłki i cieszyli się byciem we wspólnocie. W chwili, kiedy przeprowadziliśmy się do Lake Forest, byliśmy zaskoczeni, że takie pikniki odbywają się tylko raz na miesiąc. Potem, wraz z upływem lat, przestało mi brakować takich spotkań. Miałem już inne rozrywki. Nadal uskuteczniałem integrację, ale odbywała się razem z płcią przeciwną w pozycji horyzontalnej. Sam na sam z Glorią Feilds. Każdych takich spotkań nie mogłem się doczekać.
Obecnie to się bardzo zmieniło. To nie z Glorią chciałbym się integrować, pomimo że ona miała inne plany. Przez ostatnie tygodnie jakoś udawało mi się jej unikać. Tym razem się to nie udało. Wszystko przez to, że była niedziela i dzisiaj właśnie odbywał się letni piknik, więc rodziny po mszy zebrały się na placu przy kościele. Wokół, na trawie, leżały rozłożone koce, a obok stały stoły, na których wyłożono jedzenie przygotowane przez miejscowe gospodynie. Dzbanki lemoniady stały pomiędzy półmiskami owoców i przeróżnych sałatek oraz ciast. W upalny dzień nikt nie robił potraw z mięsa, nie chcąc ryzykować zatrucia.
– Unikasz mnie, a ja sądziłam, że spotkamy się bardziej prywatnie i powspominamy – mówiła Gloria, wdzięcząc się do mnie. Blond włosy miała upięte z pozoru w niedbały kok. Jej niebieskie oczy patrzyły na mnie, próbując mnie skusić, a jej ciało mające na sobie sukienkę do kolan, z przodu dużo krótszą, aż krzyczało, czego ta kobieta chce. Nie obchodziło jej, jak zachowuje się przy ludziach, a w tym i przy swoich rodzicach oraz nastoletnich siostrach.
– Z tego, co słyszałem, to wyjechałaś. – Wsunąłem ręce do kieszeni spodni, patrząc na nią obojętnie. Dawniej nie mogłem od niej rąk oderwać, a w tej chwili najchętniej trzymałbym je na ciele pewnego fantastycznego mężczyzny, który także był na pikniku i którego wzrok właśnie wypalał we mnie dziurę. Nie byłem głupi, aby nie domyślać się, że teraz zżera go zazdrość. Gloria dziesięć lat temu była jego rywalką. Nienawidził jej i to się do tej pory nie zmieniło. Mam nadzieję, że nie myśli o tym, że ona w jakikolwiek sposób mu zagraża. Ta kobieta nie ma u mnie najmniejszych szans. Cóż, ona myśli, że jest wprost przeciwnie.
– Musiałam na jakiś czas wyjechać do ciotki. Zachorowała i potrzebowała pomocy. – Oblizała usta koniuszkiem języka. Za cholerę mnie to nie kręciło. Całkowicie się z niej wyleczyłem. – Tęskniłeś za mną? – zapytała, wyciągając rękę i zaczynając bawić się guzikiem od mojej śnieżnobiałej koszuli, którą dzisiaj rano starannie wyprasowałem. Nie odpowiedziałem, uśmiechając się tylko pod nosem. Ona naprawdę sądziła, że ma szansę.
– Wiesz, że nie wrócimy do tego, co było. Poza tym ludzie patrzą. – Najbardziej chodziło mi o Prestona. Bo to, że panna Feilds się do mnie umizgiwała, nie tyle co mi pochlebiało, ale przed innymi dawało mi doskonałe alibi na to, że lubię kobiety. Chowanie się za nią byłoby wspaniałym sposobem na udawanie. Byłaby moją tarczą, którą Noah prędzej by rozszarpał niż zgodził się na taki numer. Przecież Gloria chciałaby wszystkiego, co wiąże się z byciem z kimś. Podejrzewałem, że zaczęłoby się od seksu, a po krótkim czasie układałaby już listę gości weselnych i zamawiała salę na przyjęcie. Nie chciałem pakować się w coś takiego, bo nie miałbym szans odzyskać Prestona, a i też nie chciałem krzywdzić tej dziewczyny. Nie była taka zła, jeżeli bliżej się ją poznało.
– Co z tego? – Przesunęła palcem niżej, chwytając krawędź moich spodni. Jej oczy wyraźnie mówiły, że chętnie by je ze mnie ściągnęła i dobrała się do tego, co jest pod nimi ukryte. Miała wspaniałe usta i doskonale obciągała, ale nie umywały się one do tego, co potrafił ze swoimi ustami oraz językiem zrobić Noah, kiedy już nauczył się pewnych przyjemnych rzeczy. Na samą myśl poczułem skurcz w pachwinie. Dzisiaj w nocy znów miałem z nim erotyczne sny, po których obudziłem się rozpalony i potrzebujący. I nic z tym nie zrobiłem, przez co wciąż byłem nakręcony. Ale tylko na niego, nie na kobietę stojącą przede mną, która miała na to nadzieję.
– Porządna dziewczyna nie dobiera się do mężczyzny, stojąc z nim przed kościołem – powiedziałem, unosząc brwi.
– Dawniej ci to nie przeszkadzało – szepnęła, pochylając się bardziej w moją stronę. Wsunęła palec za szlufkę moich spodni i coraz bardziej wolałem, aby robił to Noah. – Pamiętasz, jak cię dosiadłam w szopce za domem parafialnym, kiedy nie było pastora?
Pamiętam. Była wtedy napalona jak kotka w rui. Bardzo mnie to kręciło. To było, zanim zacząłem spotykać się z Noahem. Potem, kiedy po raz pierwszy przeżyłem z nim orgazm, dużo się zmieniło. Nadal sypiałem z Glorią, ale rzadziej, a ona uznała, że zacząłem ją bardziej szanować. Bardziej nie mogła się mylić. Tak samo, jak myli się co do teraz. Dlatego musiałem jej to wyperswadować.
– Wtedy byłem napalonym nastolatkiem, który tylko marzył o tym, żeby komuś wsadzić – szepnąłem, pochylając się do niej. – Każda dziura była dla mnie dobra. Twoja była po prostu bardziej chętna. – Obserwowałem, jak zaciska usta ze złości i bardzo mi się to podobało. – Dlaczego miałem nie korzystać? Obecnie już jestem bardziej wybredny.
– Bydlak z ciebie, wiesz? Jesteś gnojem! – Cofnęła się i strzeliła mnie w twarz. W przeciwieństwie do tego, jak potrafi uderzyć Noah, jej cios z otwartej dłoni nawet mną nie zachwiał. – Spieprzaj, facet! – krzyknęła i odeszła na swoich kilkucentymetrowych szpilkach. Miałem ją z głowy. Ludzie na mnie patrzyli, plotkowali, a do mnie podszedł roześmiany Logan.
– Co, stary? Nie chciała ci dać? No, nie jest tak chętna jak Laura, ale niezła z niej dupa, co nie? – Poklepał mnie po ramieniu. – Jeszcze ci da. Nie wdzięczyłaby się tak, gdyby miała inne plany. – Chciał odejść, ale zatrzymał się i spojrzał na mnie. – Doszły mnie słuchy, że wczoraj cały dzień spędziłeś w domu tego pedała. Co tam robiłeś? Chyba nie przeszedłeś na drugą stronę, bo wiesz, z ciotą bym nie pracował.
– Stul dziób i wracaj do rodziny. A sąsiadowi pomóc trzeba. Ja nie mam z tym problemów.
– Nie mów…
– Path, może byś tak z łaski swojej sprawdził, czy twoja matka czegoś nie potrzebuje – powiedział Kevin, który pojawił się niczym mój zbawca, zanim rozwaliłbym Loganowi nos lub go udusił. To jasno pokazywało, jak byłem sfrustrowany.
– Dzięki – rzuciłem, próbując zdusić pojawiający się we mnie niepokój, że ludzie zaczną gadać na mój temat i na to, co robię w domu Prestona.
– Nie rób takiej miny, jakbyś na gówno nadepnął. – Zaśmiał się Sammer. – Lepiej poszukaj Prestona, bo bardzo mu się nie podobała rozmowa z Glorią i zniknął.
Zaniepokojony rozejrzałem się wokół. Wszędzie byli ludzie, rozmawiali, śmiali się, grali w różne gry, dzieci biegały, nastolatki gapiły się w telefony, a po Noahu ani śladu.

Noah

Rozsadzała mnie wściekłość i głęboka żałość. Dwie silne emocje, które czyniły we mnie spustoszenie. Jaki ja byłem głupi, aby uwierzyć, że obaj mamy szansę. Debil ze mnie. Rzygać mi się chciało, kiedy patrzyłem na niego i Glorię. Nienawidzę tego babska z całego serca. Zabierała mi go wtedy, zabiera i teraz.
– Niech was szlag! – wrzasnąłem, uderzając pięścią w kuchenny stół. Chciało mi się płakać i krzyczeć. Czułem się tak, jakby Asher mnie zdradził. Tak przecież bywało. Był wtedy ze mną, a nadal spotykał się z nią. Niby dla pozoru. Wiem, że z nią sypiał. Mniej niż wcześniej, ale to robił. Bolało jak skurwysyn i boli nadal.
Położyłem dłoń na piersi, próbując znieść ucisk. Trafiłem na kluczyk i złapałem go przez koszulkę. Musiałem zrobić jedno. Coś, z czym walczyłem tyle lat. Sięgnąłem po rzemyk i zdjąłem go. Potem skierowałem nogi na piętro i wpadłem do swojego pokoju. Podszedłem do biurka. Nie namyślając się wiele, wsunąłem klucz w zamek przy szufladzie i przekręciłem go. Powoli, jakby ze środka miało coś wyskoczyć, pociągnąłem do siebie wąską szufladkę, odsłaniając małe, czerwone pudełeczko. Drżącą dłonią wziąłem je i otworzyłem. Łza spłynęła mi po policzku, kiedy patrzyłem na dwie srebrne obrączki leżące na miękkiej poduszeczce. Pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy pojechałem do Hampton i je kupiłem. To było dzień przed tym, zanim odszedł. Nie miałem odwagi mu ich pokazać. Czekałem na odpowiedni moment, który nigdy nie nadszedł. Zamknąłem te dwie niewielkie obręcze i już do nich nie zaglądałem. Klucz zawsze miałem przy sobie, ale nigdy nie znalazłem w sobie sił na to, by go użyć, jednak wiele razy miałem taki zamiar, chcąc wyrzucić zawartość szuflady. Wciąż miałem nadzieję. Jak idiota łudziłem się. Przecież te obrączki nawet nie pasowałyby już na nasze palce. On nigdy nie zgodziłby się nosić jednej z nich.
Z bolącym i coraz bardziej krwawiącym sercem przesunąłem po nich palcem, a potem zacisnąłem pięść na pudełku i krzycząc, rzuciłem nim przez pokój. Uderzyło w ścianę. Usłyszałem nikłe odgłosy, kiedy pudełko wraz z obrączkami, które z niego wyleciały, upadło na podłogę. Tak jak kolejny raz upadło moje serce, roztrzaskując się.
Asher nigdy nie był i nie będzie dla mnie. Zawsze wybierze śliniącą się do niego kobietę. Kobietę, z którą otwarcie może żyć. Pierdolony tchórz! Muszę się w końcu odkochać. Chociaż wiedziałem, że byłem jednym z tych ludzi, którzy kochają raz i na zawsze tylko jedną osobę. Szkoda tylko, że nie mogłem z tym kimś być. Widać, takie moje posrane szczęście.
Usłyszałem walenie w drzwi tak solidne, że w pierwszej chwili przestraszyłem się, czy aby ktoś ich nie wyważa. Domyśliłem się, kto to może być. Zamierzałem go wpuścić i powiedzieć mu, co o nim myślę, a potem raz na zawsze zakończyć to, co i tak nie ma już szans.
Otarłem oczy i zbiegłem na parter.
– Noah, wpuść mnie, do cholery, albo…
– Albo co?! – krzyknąłem, stając przy drzwiach. – Może lepiej, abyś poszedł do tej dziwki!
– Ja wiem, że masz do niej uraz i sądzisz…
– Uraz? Co ty, kurwa, nie powiesz. – Otworzyłem z rozmachem drzwi, zastając jego uniesioną rękę. – Nienawidzę jej. Zabierała mi ciebie. Mogła robić z tobą to, co ja chciałem robić.
– Ona nic nie znaczyła – powiedział i przepchnął się obok mnie. Zatrzasnąłem za nim drzwi.
– Nie jest się z kimś przez dwa lata, kiedy ten ktoś nic nie znaczy! – Wkurzony jak diabli poszedłem do kuchni i kopnąłem krzesło, które przesunęło się po drewnianej podłodze, wydając przy tym piskliwy dźwięk.
– Dzisiaj to nic nie znaczyło. Odrzuciłem ją. Noah, posłuchaj… – Chwycił mnie za rękę, ale ją wyszarpnąłem. Nie chciałem, aby mnie dotykał.
– Ranisz mnie! – wrzasnąłem mu w twarz. – Zabijasz mnie! Wtedy byłem głupim, zakochanym w tobie po uszy dzieciakiem, który za dużo chciał! Wykorzystałeś mnie, poeksperymentowałeś, ogłupiłeś i zraniłeś, traktując jak gówno, jak nic nieznaczącego śmiecia! – Popchnąłem go, bo znów do mnie podszedł, a ja nie chciałem, żeby w ogóle na mnie patrzył, a co dopiero był tak blisko. – Uciekłeś jak pierdolony tchórz! Czekałem na ciebie! Czekałem na to, że wrócisz, przeprosisz i powiesz, że to był tylko zły sen. – Cały dygotałem. Nosiło mnie. Coś chciało mnie od środka rozerwać. – Ale nie, kurwa, to nie był sen, tylko ponura rzeczywistość, która śmiała się szyderczo ze mnie, z moich planów, moich nadziei. – Zrozpaczony przesunąłem dłońmi po włosach, ciągnąc za kosmyki. Spojrzałem mu w oczy. Były takie smutne. – Czułem się jak samotne drzewo, wokół którego nie ma nic, tylko pustka. Mogłeś wtedy wrócić – szepnąłem. – Naprawić, co zniszczyłeś. Przez chwilę sądziłem, że da się to zrobić, ale na wszystko jest już za późno. Na nas jest za późno.
– Noah…
– Wynoś się, Asher. Wypierdalaj z mojego domu i nie wracaj – powiedziałem tak cicho, że sam ledwie się usłyszałem. – Nie chcę cię więcej znać. – Miałem ochotę zwinąć się w kłębek, schować do jakiejś dziury, pozwolić otoczyć się wołającej mnie ciemności i nigdy z niej nie wyjść. – Spieprzaj! – wrzasnąłem, kiedy nie ruszył się z miejsca. Pokręcił głową, odwrócił się, a moje serce pękło na myśl, że odchodzi. Chciałem go zatrzymać, kiedy zrobił kilka kroków w stronę wyjścia, ale tak było dobrze. Tak będzie dobrze. Może jakoś to przeżyję.
Zamknąłem oczy nasłuchując, jak drzwi się zamykają, co na zawsze i ostatecznie odgrodziłoby mnie od Ashera, ale ten dźwięk nie nadszedł. Za to powolne kroki zawróciły i gdy uniosłem powieki, on stał przede mną. Moje serce prawie się zatrzymało, a po chwili zaczęło bić bardzo szybko.
– Miałeś się wynosić – wyszeptałem.
– Nie, nie posłucham ciebie. – Wyciągnął do mnie ręce, obejmując dłońmi moją twarz, a ja nie uciekłem. Pozwoliłem mu na to. Poczułem, jak moje oczy wypełniają się łzami, kiedy powiedział: – Kocham cię, cholero ty moja i nie mam zamiaru uciekać. Chcę natomiast zrobić coś, na co czekałem od tylu lat. Pokażę ci.
Nie zdążyłem zapytać, o co chodzi, bo nakrył moje usta swoimi, bezwzględnie nacierając na te, które należały do mnie. Chciałem go odepchnąć, odrzucić, ale moje ciało miało inne plany. Przywarło do mężczyzny na całej długości, pozwalając się obejmować i całować. Ciało Ashera było większe, silniejsze, twarde, a wargi prowokujące. Ukąsiłem jedną z nich, a on cofnął się, spoglądając mi w oczy. Nie spodobało mi się to, że przerwał pocałunek. Złapałem go za koszulę, przyciągając do kolejnej pieszczoty. Pokazałem mu to, czego mnie nauczył. Wyszedł mi na spotkanie. Wdarł się językiem do moich ust. Odpowiedziałem na to, nadal wściekły, ale coraz bardziej podniecony. Possał mój język, a ja marzyłem o tym, że opada przede mną na kolana i ssie mojego fiuta. Dawniej mu smakował. Jak raz spróbował, tak nie umiał przestać i był tak szaleńczo seksowny, gdy to robił i błagał, abym mu na to pozwolił.
Warknąłem, wyciągając mu koszulę ze spodni. Wsunąłem pod nią dłonie, dotykając jego skóry. Poczułem na moich ustach, że się uśmiecha. Pieprzony Asher Jarvis doskonale wiedział, że tym razem mu ulegnę. Miał mnie, tak jak zawsze. Brał wszystko to, co chciał. I nie ma co się oszukiwać, ja chciałem jego. Zawsze i wszędzie liczył się tylko on. Zawarczałem, wzmacniając pocałunek, który przerodził się w bardziej agresywny. Ponownie ukąsiłem jego dolną wargę, a on odpłacił mi się tym samym.
Przesunąłem ręce na jego plecy, drapiąc je paznokciami. Pamiętałem, że to lubił. Wciskał się we mnie biodrami, a ja czułem na brzuchu jego twardego kutasa. Ocierał się o mnie, trzymając mnie mocno przy sobie. Chwyciłem go za biodra i jeszcze bardziej docisnąłem do siebie. Oderwał się od moich ust. Dyszał głośno, jakbyśmy się właśnie skończyli pieprzyć, a nie dopiero szli drogą ku temu.
– Mam ochotę cię ukarać za to twoje głupie myślenie o mnie i o Glorii. I za to, co zrobiłeś na spływie.
– Co, dasz mi klapsa, czy mnie zerżniesz? – zapytałem, prowokując go. Nie chciałem słodkiego seksu. Chciałem ostrego pieprzenia, które wyładuje moje nerwy do końca.
– Dla ciebie wszystko, co wymieniłeś, to pewnie i kara i nagroda – szepną do mojego ucha, po czym je polizał. – Bardzo dobrze pachniesz. – Pociągnął zębami za koniuszek ucha, a potem ucałował mnie we wrażliwe miejsce tuż obok. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Pamiętał, do cholery. Pamiętał, jak to na mnie działało. To miejsce za uchem roztapiało mnie. Mój umysł opustoszał, gdy całował tamten fragment skóry.
– Pragnę cię mieć, nie tylko w łóżku – powiedział Asher. Po tych słowach był moment, że chciałem go odepchnąć i kazać się wynieść, ponieważ nie zamierzałem być jego. Ale tego przecież chciałem i w dodatku pragnąłem seksu właśnie z nim.
– Pozwól mi – poprosił, a pieszczota palców, kiedy unosił mi koszulkę, zostawiała na mojej skórze parzące ślady. Nie zdążyłem nawet kiwnąć głową, kiedy ponownie zatonęliśmy w pocałunku, zdzierając z siebie ubrania wściekli, agresywni i spragnieni.
Poczułem, jak obsuwa moje spodnie wraz z bielizną i gorącymi dłońmi łapie za mój tyłek. W ostatniej chwili powstrzymałem się od jęku. Pieścił moje pośladki, a moje nogi zaczęły drżeć. Moje ciało i moje serce wygrały brutalną walkę z moim umysłem, który proponował działać roztropnie. Odrzuciłem to, bo chciałem Ashera Jarvisa, choćbym miał mieć go tylko przez jedną ulotną chwilę. Byłem tak rozpalony, że przestałem myśleć. Zdałem się na to, co czuję.
Tym razem nie powstrzymałem jęku, kiedy wsunął palce pomiędzy moje pośladki, odnajdując moją dziurkę, a ja cieszyłem się, że zanim poszedłem na piknik, to wypłukałem się dokładnie, chociaż nie miałem na to potrzeby. Jednak lubiłem być tam nie tylko gładki, ale i czysty nawet, jeżeli nie szedłem się z nikim pieprzyć. A dzisiaj po prostu, jakby podświadomie, czekałem na mojego upragnionego, pierwszego i jedynego kochanka, którego kochałem.
Zataczał palcem kółka wokół rozetki mięśni, a ja przeżywałem rozkosz. Lubiłem być tam pieszczony. Chciałem go w sobie. Pożądałem go i potrzebowałem, aby mnie wziął, tu i teraz, tak mocno i ostro, bym poczuł intensywność następujących doznań, które zamglą moje obawy i pozwolą odetchnąć. Marzyłem o jego kutasie poruszającym się wewnątrz mnie, o jego ustach i dłoniach na moim ciele, jego oczach, które mówiły, co czuje i jego słowach wyznających miłość. Pragnąłem wszystkiego tak mocno, że wirowało mi w głowie.
Uwolniłem jego wspaniałego penisa. Tak, był taki. Długi, gruby i mięsisty. Idealny dla mnie. Pasujący do tego mężczyzny, do jego ciała, którym Asher mógłby mnie pokryć, być we mnie, kochać się ze mną. Nie, nie chciałem się kochać. Kochanie się za dużo oznacza, za dużo mówi. Chciałem, by mnie po prostu przeleciał. Nic więcej, przecież wciąż go nienawidziłem. A seks to tylko seks. Smakował mi, ale nigdy nie był tak wyborny, jak ten z Asherem. Byłem z nim w pełni tylko raz, ale to wystarczyło, bym zawsze za tym tęsknił i by nic nie zaspokoiło mnie do końca. Tylko ten mężczyzna. Jego ręce dawały mi więcej niż niejeden kochanek. Może dlatego, że poza nienawiścią, mocno kochałem go. O wiele za mocno.
Staliśmy pośrodku mojej kuchni, on trzymał mnie przy sobie jedną ręką, całując moją szyję. Byliśmy tacy wygłodniali. Nie chciałem czekać. Wziąłem jego rękę i wsunąłem palce do moich ust. Lizałem je, ssałem, nawilżałem, a on patrzył z ogniem w oczach i bawił się moim językiem, próbując go chwycić. To nam musiało wystarczyć. Nie miałem nawilżenia, a nie chciałem biec po żel na górę, bo bałem się, że Asher mi ucieknie i wtedy nigdy już go nie schwytam.
– Włóż je – powiedziałem, kiedy jego palce były mokre od mojej śliny.
Popchnął mnie w stronę szafki. Załapał mnie za pośladek, odchylając go, a potem zadrżałem, kiedy wilgotny opuszek dużego palca nacisnął na mój odbyt, a czubek powoli wsunął się do środka.
– O kurwa, tak! – krzyknąłem, chwytając się jego szerokich i twardych bicepsów.
– Bardzo przeklinasz. – Dał mi klapsa, karcąc mnie.
– A ty niby tego nie robisz? – Uśmiechnąłem się do niego krzywo, mimo że nie mogłem skupić się na niczym innym, tylko na jego palcu we mnie. – Jasna cholera! – Ponownie dał mi klapsa i kolejnego, a ja już chciałem go mieć pomiędzy swoimi nogami. Te jego wąskie, mocne biodra. Jakby wyczuł moją potrzebę, bo wysunął ze mnie palec, na co znów zakląłem i ponownie otrzymałem uderzenie w pośladek, które mocno mnie zapiekło.
– Trzymaj się – rozkazał i chwycił mnie pod udami unosząc tak, bym usiadł na szafce. Rozszerzył szeroko moje nogi. Nie wstydziłem się. Pozwoliłem mu patrzeć na siebie, a ja spod na wpół przymkniętych powiek obserwowałem jego reakcje.
Przyglądał się mojemu penisowi leżącemu na brzuchu. Chwyciłem go w dłoń i uniosłem, dając Asherowi znak, że może zrobić to, czego pragnie. Nie opierał się. Pochylił się, a jego głowa znalazła się pomiędzy moimi rozwartymi udami. Odrzuciłem głowę na kark, wciągając głośno powietrze, kiedy wziął mnie do ust i zachłannie zaczął ssać. Zachowywał się tak, jakby był bardzo głodny i przez długie lata nikt go nie nakarmił tym, co tak lubił. A on uwielbiał mojego kutasa. Był mniejszy od jego członka, ale niewiele cieńszy, a mimo to nie potrafił wziąć go całego do gardła. Nauczę go robić to ponownie.
Palcami odnalazł moją dziurkę i włożył w nią od razu dwa. Tym razem zabolało, bo od dawna w ten sposób nie miałem z nikim seksu. Niemniej przyjemność ze ssania złagodziła to. On to naprawdę uwielbiał. Kochał czuć w ustach twardego kutasa, ale nigdy by się do tego nie przyznał. Dałem mu to, co lubił. Palcami pieprzył mój odbyt, a mnie było bardzo dobrze.
Wsunąłem palce w jego włosy, ale nie naciskałem jego głowy. Z każdą chwilą był coraz lepszy i obciągał jak mistrz. Dziwiło mnie, że przez dziesięć lat nie był z żadnym facetem. Naprawdę chciał tylko mnie. Szkoda tylko, że lubił też lizać cipki. Dlatego chciałem, aby o tym zapomniał. Musiałem mu pokazać, co stracił, czego tak naprawdę potrzebuje.
Leżałem rozłożony na blacie, odsłaniając się w pełni dla Ashera. Lizał, ssał i całował mojego penisa, nie potrafiąc się od niego oderwać. Byłem na niego gotów. Myśl o jego penisie we mnie sprawiła, że prawie szczytowałem. Pociągnąłem go za włosy.
– Dojdę, a nie tego w tej chwili chcę. Potrzebuję spuścić się, mając ciebie w sobie. – Spojrzałem na jego penisa i jądra wystające ze spodni, których nie zdążyłem mu zdjąć. Wyglądał obscenicznie i podniecająco. Sam jego widok prowadził mnie na skraj przepaści. – Masz gumkę? – zapytałem, a po jego minie zorientowałem się, że nawet o tym nie pomyślał. Niech to jasny szlag trafi! Zawsze myślałem o bezpiecznym seksie, ale teraz miałem to gdzieś. Owinąłem jego biodra nogami, przyciągając go do siebie. Główka jego fiuta otarła się o moje ściśnięte jądra, pozostawiając na nich wilgoć. – Czy kiedykolwiek pieprzyłeś kobiety bez prezerwatywy? Badasz się? Ja jestem czysty. Badam się regularnie i nigdy poza tobą nie byłem z nikim bez gumki. Nawet, jeżeli chodziło o oral, a nie byłem pewny kochanka. – Widziałem, że samo wspomnienie o innym kochanku niż on wyzwala w nim zazdrość i podobało mi się to.
– Zawsze była gumka. I też ostatnio robiłem badania. Jestem negatywny – odpowiedział w napięciu. Jego biodra podrygiwały, chcąc już zbliżyć się do mnie bardziej.
– To na co czekasz? – Uśmiechnąłem się, a potem chwyciłem jedną nogę pod kolanem, przyciągając ją do siebie. Pokazałem mu, czego chcę, a on odczytał to prawidłowo. Splunął na dłoń, po czym posmarował swój członek śliną i przystawił szeroką główkę do mojego wejścia.
Wstrzymałem oddech, kiedy naparł na mnie. Powoli. Zdecydowanie za wolno wsuwał się, kiedy tak bardzo byłem w potrzebie. Skurwiel wiedział, co robi. Nie chciał sprawić mi bólu i chciał mnie męczyć, a ja najbardziej na świecie potrzebowałem, by wypełnił mnie sobą. Przygryzłem wargę, by znów nie zakląć, kiedy w końcu wszedł cały, ledwie się mieszcząc. Czułem go bardzo dobrze, tym bardziej przez to, że nawilżeniem była tylko ślina. Nie pozwoliłbym na to nikomu innemu, ale komu, jak komu, to w łóżku Asherowi mogłem zaufać. Ale tylko tam.
– Mocniej – sapnąłem. – Koniec z ostrożnością – dodałem i po chwili unosiłem się na ramionach niesamowitej rozkoszy, kiedy zaczął mnie pieprzyć tak, jak tego chciałem. Zamierzałem go jednak bardziej sprowokować. – Mocniej! Nie potrafisz tego? Niczego się, kurwa, nie nauczyłeś – warknąłem zły, a on dał mi kolejnego klapsa, co wzmocniło moje doznania. Z mojego penisa lał się cienką nicią preejakulat, a tyłek zaciskał na poruszającym się w nim kutasie dającym mu niesamowitą przyjemność.
Patrzyłem na Ashera, a on na mnie. Pochylił się, zginając mnie bardziej i nasze usta zetknęły się ze sobą, zęby zderzyły, a języki splotły w brutalnym pocałunku. Nasze ciała płonęły w niszczącym nas ogniu. Czułem, że to nie potrwa już długo. Kolejny raz byłem na skraju orgazmu, a on wciąż był wygłodniały, jakby pościł przez ostatnie dziesięć lat. Brał mnie mocno, całował i pieścił. Jego kutas wbijał się we mnie, a ja wiłem się na nim, oddając się, poddając i kochając jego właściciela. Chciałem krzyczeć i płakać, bo nie miałem tego tak intensywnie odczuwać. To miało być tylko pieprzenie. Bez uczuć, bez emocji, bez pocałunków, których Asher mi nie oszczędzał i bez bliskości, jaką czuliśmy, gdy nasze oczy spotykały się i zatapiały głęboko jedne w drugich, docierając aż do serca.
– Niech to szlag! – krzyknąłem i już nie wiedziałem, czy na to, co czułem emocjonalnie czy fizycznie. Pchnięcia Ashera wzmocniły się, ale stały się bardziej chaotyczne. On też był blisko końca. Pozwoliłem sobie spaść z tej przepaści, nad którą chwiałem się przez ostatnie minuty. Krzyknąłem głośno, drapiąc mężczyznę mojego życia, trzymając go i więżąc w sobie i swoim sercu.
– Ja zaraz… – zaczął, chcąc się ze mnie wysunąć, ale przytrzymałem go nogą. Kiedy już był we mnie, pragnąłem, aby tam skończył, wypełniając mnie do samego końca.
Patrzyłem, jak ulega i uderza w niego orgazm. Upajałem się tym przeżyciem. Tym, jak wygląda i że ma to ze mną. Przyglądałem się jego napiętym mięśniom, wykrzywionej z przyjemności twarzy wyglądającej tak, jakby cierpiał. Jego biodra pchały tak, jakby chciał wejść we mnie jeszcze głębiej, a palce boleśnie zaciskały się na moich udach. Byłem pewny, że chcę tego więcej. To było za mało, a ja byłem zachłanny.
Otworzył oczy, spoglądając na mnie. Wciąż wyglądały tak, jakby nie były zaspokojone. Podobało mi się to. Uśmiechnąłem się złośliwie.
– Masz ochotę ukarać mnie ponownie? – Wyciągnąłem dłoń i położyłem ją na jego szerokiej, gładkiej piersi. Serce Ashera biło szybko i mocno.
– Chcesz, żebym wykończył twój tyłek. Jesteś gotowy na kilka godzin pieprzenia? – zapytał, a w jego oczach ujrzałem błysk.
– Wydaje ci się, że dasz radę? – Chciałem, aby znów mnie przeleciał. W końcu ma do nadrobienia długie lata.
– Dam radę. – Skubnął zębami moją brodę.
– Udowodnij – szepnąłem, zanim mnie pocałował i zanim pomyślałem, co ja najlepszego robię.

12 sierpnia 2018

Obietnice - Rozdział 11

Dziękuję za komentarze. :*



Asher

Śmiałem się jak głupi. Wkurwiłem Noaha na całego. Może tego po sobie nie pokazywał, ale był wściekły. Wystarczyło tylko spojrzeć w jego oczy. Chętnie starłby mnie na proch. Denerwowałem go i właśnie o takie coś mi chodziło. Nie będzie miał ode mnie spokoju. Powiedziałem mu, że wrócę. Wracałem, a on mnie unikał. Teraz nie miał takiej możliwości. Upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Pomogę mu zająć się domem i będę blisko niego.
Odkręciłem nakrętkę butelki i upiłem kilka łyków mineralnej. Moje wyschnięte gardło z ulgą przyjęło wodę. Mogłem przynieść sobie picie z domu, ale wtedy byłoby mniej interesująco. Zastanawiało mnie, kiedy Noah z powrotem tu przyjdzie. Na pewno to zrobi, bo nie wytrzyma, kiedy będę go denerwował dźwiękami, jakie wydaje młotek uderzający o gwóźdź czy deskę. Miałem mnóstwo pracy i obawiałem się, że dzisiaj tego nie skończę. Zawsze mogłem tu wrócić w poniedziałek po południu.
Wziąłem się do pracy, ale nie zrobiłem wiele, kiedy nadjechał samochód z gotowymi już deskami. Każda zabezpieczona przed wilgocią oraz szkodnikami. Muszę podziękować Kevinowi, że poradził mi, gdzie zamówić materiały.
Wstałem ze schodków i podszedłem do drzwi. Uchyliłem je, by zawołać:
– Noah, towar przyjechał. Jest tylko sam kierowca i potrzebuję pomocy przy wyładowaniu. – Nie czekałem na jego odpowiedź, tylko ruszyłem zająć się robotą. Miałem nadzieję, że Preston tu przyjdzie.
– Dzień dobry – przywitał się kierowca, podając mi rękę. Uścisnąłem ją.
– Dzień dobry. Co tam pan ma dobrego?
– A deseczki i trochę drewna. Remoncik się zapowiada?
– Już zacząłem. – Założyłem rękawice i jeszcze obejrzałem się na dom Noaha. Mężczyzny nie było widać. Westchnąłem.
– Ładny dom. Wygląda na stary – stwierdził łysawy kierowca, rozglądając się i żując gumę.
– Najstarszy na tej ulicy. Niestety, nie mój, tylko sąsiada. Pomagam mu przy remoncie. – Poczekałem, aż mężczyzna otworzy tylną burtę. – Pomoże mi pan? Zapłacę ekstra.
– Ja ci pomogę. – Usłyszałem tak kochany przeze mnie głos i uśmiechnąłem się dyskretnie. Przyznam, że przez chwilę zwątpiłem w to, że przyjdzie. Oparłem łokieć o boczną burtę i popatrzyłem na Noaha idącego w moją stronę. Nakładał właśnie rękawice i miał na sobie inne ubranie niż wcześniej. Krótkie spodnie odsłaniały mało owłosione łydki, a zielony top z nadrukiem jakiegoś zespołu i zaokrąglonym dołem pokazywał jego piękne ciało pokryte tatuażami. Zamarzyłem, aby móc przyjrzeć się im z bliska, przesunąć palcem po każdej linii i móc odczytać dziwne wzory.
– To co, nadal się gapisz czy pracujemy? – zapytał, kiedy stanął obok mnie taki pewny siebie i gorący jak piec w hucie. Mój penis chętnie by się z nim bliżej zapoznał. Nie miałem już nastu lat, a moje ciało w stosunku do Noaha reagowało natychmiast, w przeciwieństwie do tych wszystkich kobiet, które miałem. Czasami nieźle musiały się postarać, abym stanął na wysokości zadania. Z Noahem wszystko działo się inaczej. Wystarczy, że tylko na niego patrzę, a już robię się twardy. I nie chodziło tu o to, że jest mężczyzną. Na myśl o innych facetach mój kutas kurczył się, jakby chcąc się schować. Za to radośnie witał Prestona. Nie ulegało wątpliwości, że nie tylko moje serce go kochało, ale i moje ciało pragnęło tylko Noaha.
– Pracujemy – odpowiedziałem, zanim moje myśli podążyły za daleko, a kierowcy, który na nas patrzył, dałem dowody na to, jak reaguję na mężczyznę stojącego tak blisko mnie. – Przygotowałem miejsce, w którym to ułożymy. Mam nadzieję, że z twoją pomocą większość dzisiaj zostanie zrobiona.
– A kto powiedział, że ci pomogę? – zapytał, biorąc deskę w rękę i zsuwając ją razem ze mną z naczepy. Była cholernie ciężka, ale takie właśnie chciałem. Miała być gruba i przetrwać kolejne lata, bo jeżeli w końcu ostatecznie pokonam w sobie tchórza, to mam nadzieję, że w przyszłości usiądę z Noahem, jako moim partnerem, na werandzie w bujanym fotelu z butelką piwa i będę patrzeć na zachód słońca po ciężkim dniu pracy.
– Właśnie to robisz, słońce – powiedziałem, bo kierowca odszedł na bok, gdyż ktoś do niego zadzwonił i nie mógł nas usłyszeć.
– Nie mów tak, jeżeli nie chcesz stąd od razu wylecieć – odrzekł i obaj przenieśliśmy deskę na przeznaczone miejsce.
– Powiedziałem, że nie dam ci się dzisiaj stąd usunąć. – Wyprostowałem się i spojrzałem na Noaha. – Obiecuję…
– Lepiej nic nie obiecuj, bo słowa nie dotrzymasz – warknął zdenerwowany, a ja zakląłem pod nosem na to, że nie ugryzłem się w język. – I najlepiej nic nie mów. Do roboty, bo pan kierowca zaraz się wścieknie. Poza tym zapłaciłeś za to wszystko i mam ci oddać czy dopiero dostanę rachunek?
– Trzeba będzie zapłacić – poinformowałem go, a on skinął głową i obaj poszliśmy wyładować kolejne materiały budowlane.
Kilka minut później wszystko było gotowe, a Noah otrzymał rachunek i zapłacił za towar. Sam chciałbym to zrobić, ale nie pozwoliłby mi na to. W jakiś sposób poczułem się winny temu, że może naciągam go na koszty, ale naprawdę było tu niebezpiecznie. Spróchniała deska mogła pęknąć pod jego stopami i mógł sobie coś zrobić. Martwiłem się o niego. Nigdy nie przestałem się martwić. Nawet jak uciekłem, to ciągle myślałem o tym, jak się czuje, jak to przeżył. Dzisiaj wiem, że było mu bardzo ciężko. Naszła mnie nagła ochota na to, by zapytać, czy kiedyś mi wybaczy, ale nie chciałem nadużywać jego cierpliwości, dlatego odrzuciłem wszelki sentymentalizm, przybrałem na usta złośliwy uśmieszek i kiedy już zostaliśmy sami, zapytałem:
– To pukniesz kilka desek ze mną czy schowasz się w domu?
– Sam się puknij, najlepiej w twój durny łeb – syknął, ale nie zostawił mnie samego.
Tak jak ja, zabrał się do pracy i muszę przyznać, że nigdy tak dobrze z kimś mi się nie pracowało. W dodatku doskonale wiedział, co robić. Widać, jego tata dużo go nauczył. W ciągu kilku kolejnych godzin pracowaliśmy zgodnie. Uzupełnialiśmy się i każdy z nas wiedział, co ma robić. Noah miał nawet piłę, którą uruchomił, bo sporą część desek trzeba było skrócić lub wyciąć ich narożniki, by można było dopasować je do schodów i barierki. Cieszyła mnie praca z nim, przebywanie razem. Chciałbym, aby tak było zawsze.

Noah

Nie wiem, która była godzina, kiedy obaj zmęczeni, zlani potem, zrobiliśmy sobie przerwę i usiedliśmy na schodach. Blisko siebie, czego od razu pożałowałem, bo nasze uda i łydki co jakiś czas się dotykały. Za każdym razem przeszywał mnie prąd. Pomimo tego nie potrafiłem się odsunąć. Mogłem wstać i oprzeć się o barierkę, którą też trzeba będzie naprawić. Asher miał rację, ten dom wymagał remontu. Obaj z tatą zaniedbaliśmy to, nie czując potrzeby zadbania o miejsce zamieszkana. On, bo nie było w nim już ukochanej żony, a ja miałem mieszkanko nad księgarnią, do którego już od kilku dni nie zaglądałem.
Asher siedział z łokciami opartymi o kolana i obracał w dłoni butelkę wody. Nie wiem, ile ich już dzisiaj wypił. Zresztą, ja też nie szczędziłem sobie picia. Nie dość, że ciężko pracowaliśmy, pocąc się przy tym intensywnie, to jeszcze upał dawał się nieźle we znaki. Najgorzej było, kiedy słońce świeciło prosto na nas. Teraz już siedzieliśmy w pełnym cieniu, obserwując życie na naszej ulicy, a raczej brak tego życia. Czasami tylko przebiegło jakieś dziecko z psem. Każdy z sąsiadów przebywał w domu, chłodząc się przy klimatyzacji, a ja musiałem przyznać, że mnie było dobrze tak jak w tej chwili. Mogłem tak zostać, siedząc obok Ashera i to by mnie uszczęśliwiło. Czułem się taki spokojny.
– Skończymy do wieczora tamtą część, a na poniedziałek zostawimy sobie barierki – powiedział Jarvis, przerywając ciszę i spoglądając na mnie. Gdybym zerknął nad jego ramieniem, ujrzałbym podglądającą nas panią Abner. Nie zrobiłem tego, bo nie obchodziło mnie, co ona zrobi, co komu powie. Dlatego jedyne, co zrobiłem, to spojrzałem mu w oczy. Miał je piwne tak jak Daren, ale oczy Ashera były zupełnie inne. Ich głębia pochłaniała mnie i już nigdy nie chciałem patrzeć w nic innego.
Wstrzymałem oddech, kiedy obserwował moją twarz. Widziałem ruch jego oczu. To, jak powoli mnie studiowały, pieściły. Czułem się tak, jakby naprawdę mnie dotykał. Robiłem to samo. Jego usta były rozchylone. Pamiętałem, jak potrafią całować, robiąc ze mnie bezbronną istotę, która pragnie i dygoce z potrzeby. Oblał mnie żar, a wewnątrz czułem się tak, jakby krew zamieniła się w palącą lawę. Zacząłem szybciej oddychać, bo wiedziałem, że on czuje to samo, co ja. Chciałem wyciągnąć rękę, by dotknąć jego twarzy. Wręcz potrzebowałem pochylić się do niego i potrzeć nasze policzki, przy czym czułbym, jak jego zarost drapie mnie, chrzęści. Chciałbym zatopić palce w jego włosach, a nos przytknąć do jego szyi i wciągnąć zapach Ashera. Czułbym pot, ale i ten unikalny zapach, który należał tylko do niego i nigdy go nie zapomniałem. To było coś, co na zawsze wyryło się we mnie.
Zadrżałem, kiedy przysunął swoją nogę do mojej. Teraz stykały się one ze sobą na całej powierzchni. Spalałem się. Jakby ktoś przyłożył mi pochodnię do skóry i przypiekał każdy jej kawałek. Pragnąłem go. Potrzebowałem go tak bardzo, że miałem ochotę przyciągnąć go do siebie i wpić się w jego pełne usta. W gardle mi wyschło i coś dusiło mnie od środka. Bez swojego ochronnego pancerza stałem się bezwolny, niepotrafiący walczyć, kiedy on patrzył na mnie w taki sposób, jakbym był dla niego całym światem.
– Asher… – Zdołałem z siebie wydusić tylko tyle. Nie potrafiłem nic więcej powiedzieć, ale on doskonale wiedział, co chciałem mu przekazać.
– Noah, ja wiem. Przecież wiesz, że umiem z ciebie czytać– szepnął. Miałem wrażenie, że chce się pochylić w moją stronę i pocałować mnie tak, jak obaj tego pragnęliśmy.
Wiem jednak, jak bardzo by tego żałował, bo przecież byliśmy na widoku. Znów by uciekł, porzucił mnie, a ja zatonąłbym w ciemności, z której już bym nie wyszedł. Dlatego to ja musiałem mieć siły i choćbym chciał tak wiele, to w tej chwili nie mogliśmy sobie na nic pozwolić. Nawet, jeżeli by mi to nie przeszkadzało, ja nie mogłem ryzykować. Z ogromnym trudem, jakbym dźwigał wielki ciężar, a moje ciało było pokryte ołowiem, odwróciłem wzrok, po czym zdobyłem siły na to, aby wstać. On patrzył na mnie, nic nie rozumiejąc.
– Nie jesteśmy sami, Ash – powiedziałem miękko już bez tej złości, która jeszcze kilka godzin temu roznosiła mnie.
– Tak. – Niespokojnie poruszył się, a potem rozejrzał, upewniając mnie w tym, że on jeszcze długo nie będzie gotowy na to, by przyznać się, że kocha mężczyznę. – Dzięki – dodał, popijając wodę.
– Nie powinniśmy przebywać tak blisko. Możesz tego żałować – rzekłem po chwili. – Tak jak żałowałeś tego, kogo pokochałeś. – Wzdrygnąłem się, kiedy spojrzał na mnie ze złością. Wstał i oparłszy się o barierkę naprzeciwko mnie, powiedział:
– Nigdy tego nie żałowałem. Byłem wystraszonym gówniarzem. Żałować jedynie mogłem tego, co zrobiłem. Nie tego, że cię kocham – ostatnie zdanie wyszeptał.
Ponowne wyznanie robiło ze mnie trzęsącą się istotę, której nie znosiłem. Miałem ochotę chłonąć jego słowa nawet z wiedzą, że znów mi je odbierze. Zabierze mi siebie.
– Asher, nie mów tak.
– Dlaczego? – Wysunął nogę i trącił moją stopę. – Dlaczego, jeżeli to prawda?
– To już sam powinieneś wiedzieć. – Zszedłem ze schodów cały roztrzęsiony. Jego bliskość mieszała mi w głowie. Sprawiała, że chciałem wziąć go do domu i nie wypuścić z niego nigdy w życiu. Odwróciłem się, aby powiedzieć mu, żeby już szedł, ale nie zrobiłem tego. Stał pochylony, oparty rękoma o barierkę i patrzył na mnie, a ja chciałem otoczyć się nim i zapaść w jego ramiona, które były od zawsze moim domem.

Asher

Nie ulegało wątpliwości, że czytałem z niego jak z otwartej księgi. Pragnął mnie i jednocześnie chciał pozbyć się mojej osoby ze swojego życia. A i ja potrzebowałem go tak samo, jak on mnie. Zmarnowałem tyle lat i nie chciałem psuć kolejnych. Wariowałem bez niego. Wariowałem, gdy byłem z nim. Powinni mi założyć kaftan i zamknąć mnie w pokoju bez klamek. Chce mi się wrzeszczeć z tego powodu, że wciąż jestem na tyle przerażony, bo nie mogę zdobyć się na odwagę, by do niego podejść i objąć go. Miotał się. Najchętniej to by gdzieś się schował i lizał rany. Rany, które wciąż w nim tkwiły zadane moim odejściem.
Już sam nie wiedziałem, czy wolę go takiego, czy może jak się wścieka i każe mi spieprzać. Któregoś dnia kazał mi spadać na księżyc, abym był z dala od niego. Problem w tym, że tak naprawdę żaden z nas tego nie chciał. Dlatego byłem tutaj i dlatego pracowaliśmy wspólnie. Razem. Jak para. Dzisiaj przypadkiem dotknęliśmy się tyle razy, że nie zliczyłbym tego, tak jak gwiazd na niebie. Każdy z nas podświadomie szukał kontaktu z tym drugim i za każdym razem prąd przeszywał nasze ciała. Napięcie nas męczyło. Wciąż była pomiędzy nami chemia. Ciągnęło nas do siebie i przez lata rozstania to nie uległo zmianie. Któregoś dnia siła przyciągania będzie tak silna, że nic nas od siebie nie odepchnie. Nawet moja tchórzliwa osoba i strach. Chciałem w to wierzyć i sprawić, aby i on uwierzył.
– Nie patrz tak, lepiej wracajmy do pracy – przerwał potok moich myśli. Chciałem coś odpowiedzieć, ale podbiegł do nas Max, co odwróciło moją uwagę od Noaha i mogłem dostrzec idącą w naszą stronę mamę. Niosła ze sobą blachę, w której, o ile pamiętałem, zawsze robiła zapiekankę.
Zszedłem na dół, a Noah też ją zauważył. Chyba odetchnął, a jego ciało rozluźniło się dzięki temu, że nie musiał konfrontować się ze mną. Uśmiechnął się szeroko.
– Czy to jest to, o czym myślę? – zapytał mojej mamy.
– Oczywiście. Widziałam, że ciężko pracujecie, więc zrobiłam wam coś, czemu żaden z was nie potrafi się oprzeć. – Wręczyła mu pełną blachę pyszności. Dopiero teraz dotarło do mnie, jaki jestem głodny. – Cieszę się, chłopcy, że staracie się o dobry kontakt. – Mama dotknęła mojej ręki. – Asher, to dla mnie wiele znaczy, że go akceptujesz i nie uciekasz jak inni. Dobrze cię wychowałam.
Ledwie powstrzymałem się przed powiedzeniem jej, że zrobiła to źle, bo jestem słaby, gdyż uciekłem, jak tylko dotarło do mnie, że wszystko zaszło za daleko i już nie ma odwrotu.
– Zostawiam was i jak wszystkiego nie zjecie, to, Noah, możesz tę zapiekankę śmiało zamrozić. Będziesz miał na później.  – Popatrzyła jeszcze na nas uśmiechnięta i zadowolona ruszyła w stronę domu.
– Twoja mama jest najwspanialszą kobietą, jaką znam – powiedział, spoglądając przez chwilę na nią, a potem na mnie.
– Szkoda, że nie poznałem twojej – odrzekłem.
– Była podobna. Jedynie nie umiała tak dobrze gotować, ale dogadałyby się. – Odchrząknął. – Nałożę po trochu na talerze i zjemy. Jestem głodny jak wilk.
Skinąłem głową zadowolony, że znów zjem z nim posiłek. To było takie zwyczajne, a ja bardzo pragnąłem z nim tej zwyczajności.
– Ja też. I kawy bym się napił. A potem wracamy do pracy, zanim noc nas zastanie – mówiłem, idąc za nim do jego domu. Domu, w którym spędziłem tyle wspaniałych chwil. Mieliśmy tyle wspólnych planów…

Dziesięć lat wcześniej.
– Przegrałeś – powiedział do mnie Noah, rzucając karty na łóżko. – Jestem lepszy w pokera. Zawsze byłem dobry w karty.
– No już się tak nie chwal. – Uszczypnąłem go, a on odskoczył, uderzając potylicą w ścianę za sobą. Skrzywił się, a ja się do niego przysunąłem. – Wszystko w porządku?
– Tak. Nie raz się tak walnąłem. – Masował bolące miejsce. Owinąłem ramię wokół Noaha i pochyliłem go na tyle, by móc pocałować uderzone miejsce, a potem to obok i znów obok. Zaśmiał się z zakłopotaniem. Odepchnął mnie, ale delikatnie i nie tak, abym się od niego odsunął.
– Noah, wiele dla mnie znaczysz. – Wziąłem jego rękę w swoją, splatając nasze palce razem. Ucałowałem go w skroń, wsuwając nos w jego jasne kosmyki.
– Ty dla mnie też. Na tyle, że marzę pewnie o rzeczach niemożliwych. Jesteśmy tacy młodzi.
– O czym marzysz, Noah? – Odgarnąłem mu z czoła grzywkę, by móc dobrze widzieć jego oczy. Na policzkach miał rumieniec. – Powiedz mi. – Trąciłem zaczepnie nosem jego nos.
– O nas w tym domu, kiedyś w przyszłości. O tym, że mieszkamy razem. W tej mojej przyszłości będziemy mogli wziąć ślub.
– Chcesz, aby to był nasz dom? – zapytałem. Kiwnął głową i spojrzał na nasze splecione dłonie. Uśmiechnąłem się. Wsunąłem palec pod jego brodę i uniosłem mu twarz. Patrzył na mnie nieśmiało i niepewnie. Mój kochany Noah. – Też tego chcę. Chcę być tam, gdzie ty, bo jesteś moim domem – wyszeptałem głosem pełnym ciepła. – Obiecuję ci, że zrobię wszystko, by tak się stało. – Jego twarz pojaśniała, a uśmiech ją ozdobił. Ucałowałem usta Noaha cały szczęśliwy, że on chce tego, co ja.
Obecnie.
Wszystko zniszczyłem, pomyślałem. Jak mogłem być tak głupi? Przecież naprawdę tego wszystkiego chciałem. Nie ma usprawiedliwienia na to, jak mi odwaliło. Na szczęście mam szansę. Jedną jedyną i nie zmarnuję jej.

Noah

– W porządku? – zapytałem Ashera, który nagle przystanął i zbladł.
– Po prostu byłem idiotą.
– Wiem o tym. Nadal nim jesteś – prychnąłem zlewczo, ale on się nie roześmiał. Zacząłem mu się przyglądać i coś było nie tak. Wolałem nie pytać, o czym myślał, bo czułem, że to mnie zaboli. I tak miałem w sobie zbyt wiele emocji, przed którymi straciłem ochronę. Nie chciałem więcej.
Nie zwracając uwagi na Jarvisa, wszedłem do domu. W kuchni postawiłem blachę na szafce, a z tej wiszącej wziąłem dwa talerze. Dopiero wtedy pojawił się Asher. Już opanowany i bez tej chorej bladości na twarzy, która sprawiała, że chciało się go ratować.
– W tej szufladzie przy lodówce są sztućce. Tam też jest większy nóż. On najlepiej się nada, by odkroić kawałki zapiekanki. – Kiszki mi już marsza grały. Rano w sumie przegryzłem tylko jednego tosta i napiłem się kilka łyków kawy. Żołądek miałem za bardzo ściśnięty, aby coś więcej zjeść.
– Czyli nie podasz mi do stołu? – zapytał, kierując się w stronę wskazanej przeze mnie szuflady.
– Nie jestem służącym. Danie jest jeszcze ciepłe, więc nie trzeba odgrzewać. – Podał mi nóż, a ja odkroiłem dwa duże kawałki zapiekanki. Położyłem je na talerze i jeden dałem Asherowi. Podziękował i obaj usiedliśmy przy stole.
Jedliśmy w ciszy, co jakiś czas popatrując na siebie. Próbowałem jak najszybciej opróżnić talerz i wrócić do pracy. Zbędne siedzenie razem sprawiało, że mój mózg miał ochotę wybuchnąć. Wolałem też za dużo sobie nie wyobrażać, bo to wywoływało ból, a tego miałem już za wiele. Gdy Asher chciał coś powiedzieć, ja rozpoczynałem temat remontu i mówiłem, co jeszcze dzisiaj musimy zrobić. Jutro była niedziela, więc wiadomo było, że nic nie zdziałamy, a tym samym nie spędzimy ze sobą czasu i to było dobre. Lub złe, zależy z której strony na to spojrzeć.
Po posiłku napiliśmy się jeszcze kawy, a potem wzięliśmy po butelce piwa i zabraliśmy się do pracy. Nadal nie rozmawialiśmy, ale często dotykaliśmy się przez głupie przypadki, które chciałem przekląć. Kilka razy przechodząc zbyt blisko siebie otarliśmy się jeden o drugiego, a tego już dla nas obu było za wiele, bo atmosfera robiła się coraz gęstsza. Tym bardziej, kiedy wzrok Ashera ciągle lądował na moich ustach.
– Gdzie patrzysz? Wbijaj tego gwoździa – warknąłem, przytrzymując deskę, aby się nie przesunęła.
– Może mi jakiegoś podasz – syknął, a ja udawałem, że nie mam pojęcia, dlaczego obaj znów jesteśmy wściekli. Po prostu napięcie pomiędzy nami urosło do tych rozmiarów, że miałem ochotę zedrzeć z Jarvisa ubranie i mieć go nago.
– Trzymaj. – Podając mu gwoździa, moja ręka dygotała, a gdy nasze palce otarły się o siebie, ponownie przebiegły pomiędzy nami iskry. Tym razem zrobił to specjalnie. – I patrz, za co łapiesz.
– Mhm. Spróbuję – dodał po chwili i wziął młotek. Gwóźdź wszedł w drewno jak w masło i deska została umocowana na tyle, że nie miała się prawa przesunąć, a ja mogłem podnieść się z klęczek.
– Poradzisz sobie, ja idę jeszcze po piwa. Też chcesz?
– Nie. Ciemno się robi i na dzisiaj skończymy. Chcę jeszcze tylko przybić tę deskę do końca.
– To sam się napiję. – Byłem zły, że to już koniec i on za chwilę pójdzie. Przecież cały dzień chciałem się go pozbyć. Głupi jestem i tyle.
Wszedłem do holu i przystanąłem, kiedy usłyszałem za sobą kroki. Odwróciłem się. Asher stał za mną. Zamknął drzwi, a mnie coś ścisnęło w piersi. Na pewno nie ze strachu.
– Chcesz czegoś?
– Tak. Muszę to zrobić, bo napięcie pomiędzy nami mnie zabije. Cały dzień o tym myślę.
– Ciekawe, o czym – prychnąłem, a on w tym samym momencie wyciągnął rękę i chwycił mnie za kark, przytrzymał, bym mu nie uciekł. Natychmiast się pochylił, po czym zawładnął moimi ustami.
Nie było czegoś w tym stylu, jak to piszą w książkach, że zamarłem i nie wiedziałem, co robić. Ja doskonale to wiedziałem. Odpowiedziałem natychmiast, napierając wargami na jego usta. Zaborczo przycisnął mnie do siebie, a ja objąłem go wokół pleców. Pogłębił pocałunek, w którym wyczuwałem jego głód. Tak, był tego głodny, spragniony mnie tak, jak ja jego, co było winą Ashera, bo to on nam to zabrał. Poczułem złość. Dlatego zacząłem całować go bardziej agresywnie, wręcz wściekle. Jęknął, próbując zdominować pocałunek. Nie zamierzałem mu na to pozwolić. Ugryzłem go w język, a on wycofał się z sykiem. Spojrzał mi w oczy. Jego płonęły pożądaniem. Odczuwałem to samo. Dygotałem z potrzeby ponownego zetknięcia naszych ust. Ale wiedziałem, że jak pocałujemy się ponownie, on nie wyjdzie stąd do rana. I chociaż tego wręcz do szaleństwa pragnąłem, to świadomość, że nie mogę zaufać temu facetowi, z którym seks i bliskość sprawią, że znów przepadnę w nim oraz w tym, co czuję, studziła to pragnienie.
– Idź już – powiedziałem, puszczając go, kiedy chciał znów zetrzeć w walce nasze wargi. – Lepiej idź. – Cofnąłem się.
– Jeżeli tego chcesz. Na pewno tego chcesz? – Nie zważając na to, że znów cofnąłem się o krok, podszedł do mnie i położył dłoń na moim policzku. Co z tego, że wiedział, co ze mną robi. Chciał tego, bym płonął dla niego z potrzeby. Przeklęty Asher Jarvis. Musiałem znaleźć w sobie siły, by go odepchnąć.
– Tak. Idź.
– W porządku. – Przytknął z czułością usta do mojego czoła. Na pewno wyczuwał, że drżę. On też drżał. – Ale wrócę. Nie tylko, żeby pomóc przy remoncie. – Ucałował mnie w czoło, a potem w policzek i odwrócił się, by jak najprędzej wyjść. Cieszyło mnie to, bo gdyby zwlekał, to już bym go nie wypuścił, a on doskonale o tym wiedział.
Na nogach niczym z waty podszedłem do okna i patrzyłem, jak zbiera swoje rzeczy. Nie to jednak zwróciło uwagę. Jego uśmiech. To było to, co sprawiło, że i ja się uśmiechnąłem czując, jak coś ciężkiego zostało zabrane z moich pleców. Bałem się tego, co będzie dalej, ale wyczekiwałem kolejnego spotkania z nim. Tak jak wtedy, kiedy miałem osiemnaście lat, a on miał przyjść. Chyba byłem w tej chwili tamtym chłopakiem chorym z miłości i tęsknoty.
Ponownie w tobie tonę. Mam nadzieję, że nie pozwolisz mi się utopić, pomyślałem patrząc, jak oddala się sprężystym krokiem. Uratuj mnie. Uratuj nas lub zniknij na zawsze, zanim znów będę cierpiał.