24 stycznia 2016

W sidłach miłości - Rozdział 15

Dziękuję za komentarze. :*



Kilka dni później.

Richie usiadł na podłodze i sięgnął do swojej łydki, zaczynając ją wolno masować. Ćwiczył od godziny i prawie złapał go skurcz. Wszystko przez to, że za dużo wymagał od siebie pierwszego dnia. Do tego nie przeprowadził solidnej rozgrzewki. Wstał, poprawiając przylegające do ciała szorty i szerszą, zwisającą mu z ramion, szaro–czarną koszulkę. W tym stroju dobrze mu się trenowało i czuł się w nim swobodnie. Podszedłszy do okna, na którego parapecie zostawił butelkę z wodą, napił się. Odstawiwszy plastikowe opakowanie, miał zamiar ponownie wziąć się do pracy, gdy w sali, w której zawsze trenował, pojawiła się Joyce. Długie włosy dziewczyny zaplecione były w warkocz z boku głowy. Miała na sobie legginsy i długą koszulkę na ramiączkach. No tak, zapomniał, że umówił się z nią i mieli trenować układ na konkurs. W czasie jego choroby szkoła dostała pełny regulamin konkursu, którego kopię wysłali mu na maila, i nie było dla niego niespodzianką to, że podczas tańca par potrzebne będą przynajmniej ze dwa podnoszenia. To było lekkie utrudnienie, bo żadne z nich do tej pory nie stosowało tych technik, ale był pewny, że sobie poradzą.
– Hej, sorry za spóźnienie, ale wice mnie zatrzymał z pretensją, że biegam po korytarzu. Wyobrażasz to sobie? Naganę mi dał, pajac. – Dziewczyna usiadła na ławeczce, zdejmując buty, w których przyszła. Zawsze ćwiczyła na bosaka. – Ale ja nie biegałam. No heloł, ślepy jaki czy coś? – paplała. – Nie cierpię gościa. Po chuja on pracuje w szkole, skoro nie znosi młodzieży? Debil – warknęła.
– Masz cudowny humorek. – Oparł się biodrem o ścianę, krzyżując nogi w kostkach.
– A pewnie. – Odstawiła buty na bok i zbliżyła się do Richiego. Położyła ręce na biodrach z pytaniem: – To zabieramy się do roboty i będę mogła wyżyć się na czymś, czy mój diabelski humorek ma roznieść nasze kochane liceum? Ewentualnie mogę komuś przypierdolić i też będzie okej. – Machnęła ręką. Podeszła do stosu płyt leżących na jednym z kilku krzeseł. Zaczęła nerwowo przeglądać każdą z nich.
Richie podrapał się po głowie. Taką dziewczynę widywał naprawdę rzadko i mógł podejrzewać, że przyczyna jej podłego nastroju nie dotyczyła tylko samego dyrektora. Tylko wyciągnąć coś od niej to była istna męczarnia, a on nie zamierzał się tym zajmować. Zaraz miała przyjść trenerka i będą mogli zacząć.
– To będzie ta muza, o której mówiłeś, czy Oscar ma coś skombinować? – zapytała.
– Jeszcze muzyki nie wybrałem. Mam na oku kilka utworów, a Oscar obiecał się tym zająć.
– Fajno. – Odłożyła płyty i odwróciła się do chłopaka. – To zaczynamy czy będziesz tak stał? Przez twoją chorobę straciliśmy tydzień. W ogóle zapisałeś się na ten konkurs, czy nie?
– Zapisałem.
– No to spoko.
– Musimy poczekać na trenerkę. Mimo wszystko jej rady są bezcenne, a ty powinnaś zrobić rozgrzewkę.
– Już robiłam ze swoją grupą. W ogóle może byśmy poszli dzisiaj do Fever, co? – Zrobiła kilka kółek biodrami.
Sama nazwa sprawiła, że po kręgosłupie Richiego przeszedł zimny dreszcz. Jego noga już nigdy nie postanie w tamtym miejscu. Spotkanie tamtego faceta nie pomogłoby mu w poprawieniu samopoczucia i zapomnieniu tego, co go spotkało, a szczególnie co mogło spotkać. Chciało mu się wymiotować na samą myśl o fiucie tego świra i tym, do czego prawie sam doprowadził. Co jakby więcej wypił i zgodził się na wszystko? Żałowałby tego do końca życia.
– Ej, słyszysz mnie? – Joyce zamachała mu przed twarzą ręką.
Przetarł twarz dłońmi. Nie. Będzie. O. Tym. Myślał.
– Nom.
– Fajno. Jakbyś nie zauważył, to trenerka już przyszła i coś do ciebie mówiła, zamyślony chłopcze. – Poklepała Richiego po ręce, wskazując ruchem głowy kobietę, która oparła nogę na poprzeczce doczepionej do ściany, rozciągając dzięki temu mięśnie.
Richie pod dotykiem koleżanki odskoczył do tyłu, uderzając plecami o ścianę. Zły ruch. Bardzo zły. Dziewczyna już na niego patrzyła oczami pełnymi pytań, a tych wolałby uniknąć.
– Co jest? Gryzę czy jak? O co biega? Dobra, jestem wkurwiona, ale nie jesteś osobą, której bym przypierdoliła.
– Eee. Nie, no spoko. Byłem zamyślony i przestraszyłaś mnie. Ćwiczymy czy gadamy?
Joyce nie zdążyła odpowiedzieć na pytanie, ponieważ w tej samej chwili podeszła do nich trenerka i zaproponowała, by spróbowali wykonać wspólnie parę układów. Chciała się przekonać, czy ta para potrafi się ze sobą zgrać.
Oboje pokazali, co umieją, a później zrobili te same układy razem. Było to dla nich łatwe ze względu na całe lata ćwiczeń. Wystarczyło, żeby jedno z nich pokazało drugiemu co mają zatańczyć lub zaproponowało jakiś znany z telewizji układ i nie było problemu ze wspólnym zgraniem się. Zadowoleni, że wszystko idzie ku dobremu i przygotowanie wspólnego występu do konkursu będzie łatwe, zaczęli słuchać propozycji trenerki co do kolejnych ćwiczeń. Kobieta mówiła i mówiła, rozwijając przed nimi masę obrazów ze swojej wyobraźni. Tym razem mieli zrobić to, czego Richie, tańcząc sam, nigdy nie robił. Joyce, mająca swoją formację, była bardziej zaznajomiona z tańcem w parach, gdzie dotyk był niewątpliwie konieczny. Trenerka zaproponowała im prostą figurę polegającą na tym, że Richie miał chwycić rękę Joyce, przyciągnąć ją do siebie, by dziewczyna stanęła przed nim i zarzuciła mu nogę na biodro, wyginając przy tym górę ciała do tyłu. Skoro mieli tańczyć w parze, w grę wchodziło właśnie pokazanie na scenie czegoś więcej niż zwykłych ruchów. Pasja, uczucie i odegranie przed publicznością wielkiej nienawiści kończącej się  na gorącej miłości było tym, czego często na takich konkursach oczekiwano. Dla Richiego nie był to problem. Mógł wcielić się w każdą postać na scenie i udawać miłość do swojej partnerki. Dla niego problem pojawił się, kiedy wziął dziewczynę za rękę i przyciągnął jej ciało do siebie. Pierwsze ukłucie strachu uderzyło w niego, gdy ich palce się spotkały, a ten całkiem nad nim zapanował, kiedy dziewczyna przysunęła się do niego i zarzuciła mu nogę na biodro. Naprawdę starał się to odegnać, ale sparaliżowało go tak, że zamiast przytrzymać dziewczynę puścił ją, przez co koleżanka przewróciła się, uderzając tyłkiem oraz łokciem o podłogę. Natychmiast dotarło do niego, co zrobił.
– Joyce, nic ci nie jest? – Ukucnął przed dziewczyną masującą bolący łokieć.
– Czy ciebie powaliło? Czemu mnie puściłeś?! – wydarła się na chłopaka.
– Nie wiem, co się stało. – Podniósłszy się, wyciągnął rękę, żeby pomóc jej wstać, lecz Joyce ją odepchnęła.
– Nie potrzebuję twojej pomocy! – Sama stanęła na nogach, krzywiąc się. – Pojebało cię?! Chciałeś mnie zabić?! Co jakbyśmy ćwiczyli podnoszenie?! Taki jesteś słaby, że nie możesz mnie utrzymać czy tak cię mój dotyk brzydzi?! Czułam, jak się spinasz, kiedy nasze dłonie się złączyły! Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię. To, że jestem dziewczyną, do licha, nie oznacza, że musisz się mnie, kurwa, bać, cioto! Mam, kurwa, dość…
Nie słuchał już, co ona mówi, a raczej wywrzaskuje. Wziął ręcznik, który służył mu do otarcia potu z twarzy i pobiegł w stronę szatni oraz pryszniców. Nie zabolało go to, jak go nazwała. Zabolało to, że przez tego drania nie będzie mógł spełnić warunku konkursu, a co za tym idzie, nie przystąpi do niego. Ze złością rzucił na ławeczkę ręcznik. Kopnął w szafkę. Minęło tyle dni, a to coś nadal w nim siedziało. W szkole, idąc zatłoczonym korytarzem, szedł tak, by nie mieć styczności z innymi. Gdy ktoś przypadkiem go potrącił, on dostawał zawału. To nie było dobre! Nie chciał tego! Pokonanie w sobie lęku, który przecież nie powinien pojawić się przy dotyku dziewczyny, która nic by mu nie zrobiła, stał się jednym z priorytetów. Drugim było to, co sobie uświadomił. Krzyczał na Alexa, że ten nie zabezpieczył się, i kazał mu iść na badania, a to on miał poważne podstawy, by zrobić sobie testy na obecność wirusa HIV. Kto wie z kim i iloma facetami pieprzył się Adalberto. Koniecznie musiał porozmawiać z Alexem, tylko nie w szkole. U niego w domu, co łączyło się ze spotkaniem Jonathana i skłamałby samemu sobie, gdyby powiedział, że nie chciał tego. Nie widział go od momentu, kiedy tamten przyszedł po swoją bluzę, i bardzo pragnął go zobaczyć.
Wziął szybki prysznic, ubrał się w swoje zwyczajne rzeczy i zarzuciwszy na ramię plecak, wyszedł z szatni. W pomieszczeniu były tylko jedne drzwi prowadzące na salę, w której ćwiczył. Teraz tego żałował, bo zastał w niej siedzącą na podłodze Joyce. Dziewczyna patrzyła na niego obojętnie, ale po chwili zmarszczyła brwi. Znał ten gest. Nad czymś usilnie myślała i to dotyczyło jego. Mógł powiedzieć zwykłe „cześć” i wyjść, ale bał się, że ona i tak zaatakuje go pytaniami, na które będzie musiał odpowiedzieć. Podszedł tylko do drzwi i zamknął je, by na korytarz nie wydostała się ich rozmowa. Będzie lepiej, jak powie jej o sobie, bo ona i tak się tego jakimś cudem dowie, a do tego przestanie ciągnąć go do Fever. Przeszedłszy przez parkiet, położył plecak na nim, a potem usiadł niedaleko dziewczyny, ale tak, żeby jej nie dotykać. Zanim jednak zabrał się za opowiadanie swojej koszmarnej przygody, Joyce pierwsza zabrała głos:
– Przepraszam, że na ciebie nawrzeszczałam, ale nie panuję nad nerwami od wczoraj. Wolę się wkurwiać niż ryczeć w poduszkę i zajadać się tonami lodów lub czekoladą. Mój chłopak wczoraj ze mną zerwał.
Richie popatrzył na nią jak na kosmitkę.
– Ty miałaś chłopaka?
– Żebyś wiedział. Nie mówiłam tego nikomu, bo chciałam być pewna, że coś z tego będzie. Wiesz, tak, żeby nie zapeszyć. Cóż, nawet to nie pomogło w utrzymaniu pierdolonego związku. Takie mam szczęście, Richie. – Spojrzała na niego smutno. – Każdy widzi we mnie szaloną dziewczynę ubierającą się na kolorowo, z długimi, różowo–złotymi włosami, a nie widzi prawdziwej mnie. On nie widział. Może to i dobrze, że się to skończyło, zanim tak na dobre się zaczęło. – Pociągnęła nosem. – Ale nie ma co się nad tym rozwodzić, bo potem woda z oczu chce nieustannie lecieć. Powiedz mi lepiej, dlaczego mnie puściłeś? I dlaczego jak powiedziałam o Fever, zbladłeś, jakbyś ducha zobaczył?
Oparłszy się o ścianę, wyprostował nogi, krzyżując je w kostkach. Z niemałym trudem zaczął opowiadać o wieczorze, kiedy wypił za dużo i poznał Adalberta. Pominął tylko te obrzydliwsze momenty, ponieważ nie chciał o nich myśleć, a dziewczyna i tak się wszystkiego sama domyśliła. Przeklinając pod nosem cały ród pierdolonych, napalonych, niemyślących facetów, długo jeszcze rozmawiali, mając gdzieś ostatnie lekcje. Wyszli dopiero, kiedy inna grupa przyszła trenować.
– Sądzę, że i tak powinieneś pokazać się w Fever. Nie będziesz sam, a nie możesz dać temu facetowi satysfakcji – mówiła, kierując się w stronę klatki schodowej.
– Nie. Nie mam zamiaru go spotykać, a klubów jest pełno, więc zawsze jakiś do zabawy się znajdzie. Poza tym na razie i tak nie zamierzam chodzić w takie miejsca. Zabawię się w domatora, a to mi lepiej zrobi, bo będę miał czas na naukę. Nie patrz tak na mnie. Muszę coś więcej mieć w swojej mózgownicy niż tylko muzykę, kroki i układy taneczne.
– Fakt. A co do naszego wspólnego tańca, zrobimy tak..
Zeszli na parter, gdzie wielu uczniów już opuszczało szkolne mury. Przy wejściu zauważył piszącego na telefonie Alexa. Pożegnał się z Joyce, która pobiegła do swojej kuzynki i Oscara. On sam chciał wprosić się do domu przyjaciela, co nie będzie trudne, bo Alex zawsze chętnie go gościł.

* * *

Alex postawił przed przyjacielem kubek herbaty. Dziwił się, że Richie chciał zostać w salonie i pooglądać telewizję. Zawsze szli do pokoju i grali w gry lub gadali o głupotach. Usiadł obok niego na kanapie, podwijając nogi pod siebie. Miał naprawdę udany dzień. Po pierwsze, Josh oddał im testy sprzed tygodnia. Jego wynik był najlepszy w klasie, co go ucieszyło, bo oznaczało, że nie obniżył swojego poziomu, mimo że ostatnio zaniedbał naukę na rzecz ciekawszych zajęć. Z pewnością Joshua nie dałby mu takiej oceny, gdyby mu dobrze nie poszło. Po drugie, został pochwalony za rozwiązanie zadania z matematyki, dogadywał się z ludźmi jak nigdy i ponownie miał zaplanowany kolejny weekend z Joshem.
– Powiedziałem Joyce o tamtym – wyznał Richie, przeskakując z kanału na kanał i nie znajdując w telewizji nic, co by go zainteresowało.
– Fajnie, ale co cię do tego skłoniło? – Nie musiał pytać, o co chodzi. – Sądziłem, że nikomu nic nie powiesz.
– Dużo rzeczy. Choćby to, że  nie mogę z nią tańczyć. To znaczy spróbujemy jeszcze raz, ale… Będę musiał się pożegnać z konkursem. – Po raz kolejny przerzucił kanał, wgapiając się w trzydziestodwucalowe LCD.
Alex aż musiał odstawić swoje picie i zabrawszy pilota z ręki przyjaciela, zmusił go do skupienia się na nim, a nie na głupim telewizorze.
– Dlaczego?
– Bo gdy mnie dotyka ja… Cholera, nawet nie umiałem jej przytrzymać.
– Taka ciężka? – Podniósł swoje ciemne brwi.
– Walnę cię zaraz. Wiesz czemu, no. Nie przeszło mi. Dlatego spróbujemy jeszcze raz i jak nie wyjdzie, to koniec. Jeżeli nie z nią, to z nikim się nie uda. Do tego mam do ciebie jeszcze jedną prośbę. – Usadowił się bokiem, kładąc rękę na oparciu kanapy. – Zróbmy te badania. Wiesz, jakie. Chcę  mieć pewność. Mówiłeś, że ty też chcesz je zrobić. Bez względu na to, że wiesz, że sam–wiesz–kto jest bezpiecznym kochankiem – ostatnie słowo dodał szeptem. Johnny był w domu i pomimo tego, że siedział na górze, więc nie mógł ich słyszeć, wolał pewnych rzeczy nie mówić na głos. Chciał, by starszy chłopak zszedł na parter, choćby po coś do picia. Jak wcześniej modlił się o coś przeciwnego, tak teraz wszystko się zmieniło. Zrozumiał, że był w stanie z nim normalnie rozmawiać, o ile Jonathan mu nie dokopywał.
– Możemy się tam jutro z rana wybrać. Mam na dziewiątą i ty też.
– Skąd wiesz? – Sięgnął po herbatę. Zamieszał w niej łyżeczką, by się cukier rozpuścił.
– Mamy razem lekcję, sklerotyku. Coś po tej chorobie żyjesz w innym świecie.
– Może. Chyba za dużo myślę. – Machnął ręką, tym samym uciszając przyjaciela, by ten go o nic nie pytał.
Siedzieli w milczeniu, gapiąc się na jakiś przyrodniczy film, ale gdyby ich zapytać, o czym był program wyświetlany na ekranie, żaden z nich nie potrafiłby odpowiedzieć na pytanie. Obaj pogrążyli się we własnych myślach, próbując ułożyć sobie w głowach wszystko to, co ich spotkało, o czym marzyli, czego chcieli. Żaden z nich nie starał się wybiegać w tych myślach naprzód. Alex często powtarzał, że co będzie to będzie, tylko jak każdy bał się, że jego plany legną z gruzach. Dlatego starał się – na wiele miesięcy przed ukończeniem szkoły – nie planować niczego na wyrost. Owszem, wiedział, że chciał iść na anglistykę i zająć się pedagogiką i tłumaczeniem książek, lecz nie nastawiał się na to, że tak będzie. W życiu różnie bywa. Dlatego tak martwił się o Richiego. Chłopak nie brał pod uwagę niczego innego, oprócz studiowania w tej elitarnej akademii. Co jak mu to nie wypali? Co jak się załamie? Odrzucił te myśli, bo chciał wierzyć, że przyjacielowi uda się to, do czego dążył. Szkoda, że ta szkoła jest tak daleko od ich miasta i nie będą się widywać. Mimo tego, że pragnął, żeby mu się udało, Richie mógłby poszukać także innych uczelni mających kierunek, w którym zamierza się kształcić. Taniec, choreografia to było całe życie Richiego i pomoże mu we wszystkim, jeżeli tylko będzie potrafił.
Dzwonek komórki przyjaciela przywrócił ich do rzeczywistego świata. Pokazał mu, że idzie zrobić jeszcze po herbacie, zostawiając go samego w czasie rozmowy.
W kuchni, nastawiwszy wodę, wrzucił do kubków saszetki z cytrynowo-miętową herbatą. Czekając na wodę, oparł się tyłkiem o szafkę, akurat w chwili, kiedy do pomieszczenia wszedł Jonathan. Chłopak szybko oddychał, był spocony, a na sobie miał strój, w którym trenował, czyli krótkie szorty i koszulkę bez rękawów. Alex wiedział, że brat nie zaprzestał treningów, ale nigdy nie widział go w czasie ćwiczeń. Chłopak zamykał się w pokoju, chcąc się skoncentrować tylko i wyłącznie na tym, co robił.
– Co cię w końcu wywiało z pokoju? – zapytał.
– Woda. Potrzebuję wody. – Johnny nalał sobie pełną szklankę niegazowanej cieczy i wypił duszkiem. – A ty co tak stoisz? Z psiapsiółką byście coś na kolację szykowali. Rodzice wrócą dzisiaj późno. – Ponownie uzupełnił szklankę.
– Sam sobie szykuj, ja nie jestem kucharką.
– Pfff. Nie nauczysz się gotować i kto będzie podawał obiadki przyszłemu mężowi?
– Sam będzie sobie obiadki robił. Nie jestem i nie będę służącym. – Po co mu umieć gotować, kiedy Josh robił to doskonale? O czym on myśli? Przecież nie planują być ze sobą. Mają tylko dobry seks i miło im się rozmawia. Nie ma między nimi niczego więcej i nie będzie.
– Wykąpię się tylko i sam coś zrobię. – Odstawiwszy pustą szklankę do zlewu, odwrócił się na pięcie do wyjścia, w którym w tym samym czasie pojawił się Richie. Zdziwiło go to, że chłopak nie wyglądał najlepiej. Wydawał mu się jakiś smutny, ale co go to tam obchodzi. Nie będzie się przejmował jakimś blondasem.
Alex widział, jak przyjaciel zagryza wargę i przepuszcza w drzwiach Jonathana. Zmrużył oczy, obserwując Richiego. Nie chciałby być na jego miejscu. Kochał bez wzajemności kogoś, z kim nigdy nie będzie. Gdyby mógł, to połączyłby ich obu i jeszcze udzielił błogosławieństwa na nowej drodze życia. Brat był po prostu dupkiem, ale on w tej sprawie nic nie zrobi, bo nie nakaże Johnny’emu kochać Richiego.
– Dzwoniła moja trenerka – zaczął Richie – pośliznęła się i złamała nogę. Wierzysz w to, co słyszysz? – Podszedł do przyjaciela i oparł czoło o jego ramię. – To koniec. Nie znajdę dobrego trenera w tak krótkim czasie. Ci dobrzy są zajęci dwadzieścia cztery godziny na dobę. – Odsunął się od Alexa. – Będę musiał przystąpić do egzaminu jak wszyscy. Tak będzie sprawiedliwiej. Pewnie i tak bym nie wygrał. Wszyscy są ode mnie lepsi, ale chciałem spróbować. Zresztą i tak nic by z tego nie wyszło, jeżeli nie mogę dotknąć i utrzymać Joyce. Nie, stop. – Uniósł ręce do góry, przerywając panikę, która zaczęła go ogarniać. – Nie będę się nad sobą użalał. Skończyłem z tym. Masz tę herbatę?
– Mhm. – Całkiem zapomniał o gotującej się wodzie. Po usłyszeniu informacji od Richiego w jego głowie zaczęły pracować wszystkie trybiki w tak intensywnym tempie, że zaczęła go boleć. Potarł palcami skronie. To, o czym myślał, mogło się udać, lecz pewność, że napotka opór, była zbyt wielka, żeby ot tak z tym wyskoczyć. Koniecznie musi nad tym pomyśleć. Napełnił wrzątkiem kubki. Odstawił czajnik na podstawkę. Zerknął przez ramię, Richie stał smutny, bawiąc się skrawkiem swojej bluzy. Czy w końcu przyjacielowi zacznie układać się w życiu? Doskonale znał pragnienia Richiego i nie były wygórowane, mimo tego i tak jakoś nie były łatwe do zrealizowania. – Proszę. – Podał mu herbatę, już osłodzoną dwoma łyżeczkami cukru. Jej miętowo–cytrynowy aromat roznosił się po całej kuchni, kusząc zmysły.
– Jeszcze nie uciekliście? Dobrze. – W kuchni ponownie pojawił się Johnny. Wykąpany i ubrany w świeże rzeczy. – Pomożecie mi w kuchni. Chyba że blondasek już wychodzi.
Na jego widok Richiemu zaświeciły się oczy, a smutek odleciał niemal natychmiast. Z tego też powodu Alex powiedział:
– Blondasek zostaje, i tak nie ma nic lepszego do roboty.
– Co? – Richie obudził się z zamyślenia. – A, tak. – Poczuł, że jego policzki zaczynają płonąć, kiedy oczy najstarszego chłopaka spoczęły na nim. Nie będzie uciekał i nie będzie znów cipą. Zostanie i postara się być sobą, co będzie bardzo, bardzo trudne, ale da radę. – Zostaję.
– Super, na kolację zrobimy porządny gulasz, zostanie go jeszcze dużo na jutro. Obaj mi pomożecie, skoro zamiast jak inni ludzie w waszym wieku łazić bez celu po mieście wolicie siedzieć w domu, to was wykorzystam.
– I kto to mówi?
– Cicho, brat. – Johnny wyjął z lodówki mięso i warzywa. Rzucił obu chłopakom po fartuszku, ciesząc się, że będzie miał pomocników. Rozkazał im zająć się warzywami, a sam wziął się za mięso. Gdy kroił je w paski, dyskretnie obserwował Richiego. Naprawdę był ciekawy, co się takiego stało, że panienka była taka smutna. – Tylko, Alex, pamiętaj, że gary ty zmywasz, wiesz za co?
– Taaa. – Westchnął. Wpakował się w to, chcąc, żeby Johnny zajrzał do Richiego, ale może to wyszło na dobre, sądząc po tym, że Richie nie zwiał do domu. Przemęczy się ten miesiąc przy garach. Chwilę później omal nie uciął sobie palców, kiedy Johnny zbliżył się do Richiego, kładąc przed nim kilka marchewek, przypadkiem dotykając przy tym swoją ręką jego ręki, a Richie nie odskoczył od niego jak oparzony. To go zastanowiło. Czyżby przyjaciel nie bał się Jonathana? To znaczy, że… – Moglibyście razem zatańczyć do tego konkursu i, Richie, Johnny mógłby cię trenować – wypalił, mimo że wcześniej chciał poczekać z przekazaniem tego pomysłu. Obaj spojrzeli na niego jak na wariata, wyglądając, jakby mieli zaraz dostać zawału. Potem zmierzyli siebie nawzajem wzrokiem, by znów zawiesić go na nim. Alex miał ochotę się roześmiać. – No co? Richiego nie ma kto trenować, a ty jesteś do tego idealny. Poza tym mógłbyś z nim zatańczyć jako para. Co tam, że dwóch facetów, przecież nigdzie nie napisano, że mają być tylko pary hetero, a zresztą w wielu układach chłopcy tańczą razem. Nie musielibyście odgrywać wielkiej miłości. Richie zmieniłby choreografię, i tak ciągle nad nią pracuje. Ty byś mu pomógł. – Wskazał czubkiem noża brata. – Uwzględnilibyście parę obowiązkowych podnoszeń…
– Czy ciebie powaliło? – zapytali obaj w tej samej chwili.
– Widzicie, jak się zgadzacie? Tylko trochę dobrej woli i będzie ekstra.
– Kiedy to sobie wymyśliłeś? – spytał Johnny. On miałby uczyć i tańczyć z tą panienką. W czym, kurwa? Niby miał się dowiedzieć, co takiego i jak tańczy Richie, ale przeszła mu na to ochota, a teraz Alex wypada z czymś tak niedorzecznym.
– Przed chwilą? To jak?
– Nie ma mowy. – Ponownie jednocześnie, odpowiedzieli, a później zniknęli z kuchni, jakby przyszedł huragan i ich porwał.
– Co ja takiego powiedziałem?

14 komentarzy:

  1. Oh swietne to jest opowadanje
    I teraz tylko czekac do czwartku

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę iść spać :) super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam jak tylko padło hasło pary że R i J będę razem tańczyć :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Johnny, zgódź się! <3
    Tak mi szkoda Richiego... Chłopak ma traumę. Przecież to nie tak, że nic się nie stało :/ A że dotyk Johnatana go nie przeraża wcale mnie nie dziwi. Kocha go, poza tym starszy mu wcześniej pomógł, gdy ten był chory, więc Richie nie widzi w nim zagrożenia.
    Naprawdę lubię tego blondwłosego chłopaka. Przez jego podejście do życia i miłość do tańca. That's my bro <3

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham ich ech nie mogę sie doczekać dalszego ciągu:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Końcówka była najlepsza i jeszcze to pytanie, co ja takiego zrobiłem, sprawiło że wybuchłam śmiechem :)
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Stwierdziłam, że oficjalnie od dzisiaj nie będę czytać rozdziałów W sidłach miłości na blogu tylko poczekam... cierpliwie... (o ile ja tak w ogóle potrafię) aż dasz go do kupienia. Dzisiejszego rozdziału nie przeczytałam, ale musiał jak zwykle być genialny. Przeczytam całość to dam Ci sprawozdanie. Wiesz jaka będzie cena? Akurat to bardzo ważne. No to wszystko :D
    Weny Lu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na Twoim miejscu już dawno bym nie czytała. :D A cena to najwięcej 20zł. Większej sumy za to nie przewiduję. Jeszcze trochę czekania będzie, ale czas szybko leci. :)

      Usuń
  8. Nie no Alex jest genialny.Po prostu fenomenalny. Kocham tego faceta. Nie wyobrażam sobie by miało go zabraknąć w jakimś opowiadaniu i że jest głównym bohaterem. Jego pomysł by Jonny zatańczył z Richiem. Może to jakiś początek czegoś dobrego? Mam taką cichą nadzieję. Normalnie kochana fenomen. I ciąg dalszy love story z Joshem.
    Szkoda mi bardzo Richiego. Ma wciąż traumę i minie trochę czasu nim chłopak dojdzie do siebie. Jestem ciekawa co będzie dalej.
    Wiesz jak zawsze czekam do końca tygodnia. AJ to będzie długi i męczący tydzień.
    pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Weszłam tu przez przypadek. Zaczęłam czytać i... twoje opowiadania są naprawdę świetne;) mam nadzieje ze jeszcze dużo ich przeczytam w twoim wykonaniu;)
    Pozdrawiam;)
    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiedziałam jak tylko padło hasło pary że R i J będę razem tańczyć :-D

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział jak zwykle rewelacyjny. Mam takie małe pytanko, a mianowicie nurtuje mnie czy opowiadanie na blogu Chomiczkowa Armia prowadzone z Sarabeth M. będzie kontynłowane? Już szmat czasu temu zostało zaczęte i narobiło smaka. Czekam sobie te 5 miesięcy i nadal nic, żadnego kolejnego rozdziału. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co z Sarabeth M. i jej tekstem/tekstami. Nie czytałam ich. Może ktoś inny będzie coś wiedział. :)

      Usuń
  12. Hej,
    no, no Richie na dotyk Johnnego jak i Alexa nie ucieka, pomysł dobry, i tak ta ich zgodność rewelacyjna...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)