7 stycznia 2016

W sidłach miłości - Rozdział 10

Piszę tutaj, bo może nie wszyscy zaglądają na drugi blog. Pojawiły się tam wyniki głosowania: KLIK

Niedługo również tam, ukażą się informacje, które dotyczyć będą "W sidłach miłości". :)




Zwlekając się z łóżka, Alex potrząsnął ramieniem przyjaciela. Chłopak spał na brzuchu, z jedną ręką wiszącą nad podłogą, z twarzą przyciśniętą do poduszki. Za nic w świecie nie reagował na budzik w telefonie. Ten wył jak oszalały i umarłego by zbudził.
– Ty to kurna masz twardy sen albo głuchy jesteś. – Poczłapał do telefonu, drapiąc się po pośladku i przeciągając. Nie wyłączał alarmu. Ten zazwyczaj sam dzwonił przez jakieś dwie minuty. Potem następowała przerwa, by znów się odezwał. Z szatańskim uśmiechem zabrał komórkę z biurka i przystawił blisko twarzy Richiego. Chłopak poruszył się. Wyciągnął rękę i zaczął nią szukać źródła dźwięku.
– O nie, złotko, nie wyłączysz tego. Wstawaj.
– Nie chce mi się – wymruczał niewyraźnie. Otworzył jedno oko. Drugie, wraz z połową twarzy, zasłonięte było poduszką. – Ale muszę. Wyłącz to cholerstwo. Dzięki. – Przewrócił się na plecy. Prawy policzek był bardziej czerwony, a wzory na nim odciśnięte tworzyły różnej wielkości bruzdy. Oczy miał popuchnięte, ale już na szczęście nie przypominały tych po długim płaczu. Richie, przypomniawszy sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru, a szczególnie nocy, uniósł się na łokciach i poprosił: – Nie mów nic reszcie o tym, co się stało. Dobrze?
– Nawet nie miałem takiego zamiaru.
– Dziękuję. Spaliłbym się ze wstydu, a Joyce przyłożyłaby mi za głupotę. – Spojrzał oskarżycielsko na Alexa, kiedy komórka w ręce przyjaciela ponownie zaczęła wyć.
 – No nie patrz tak. Na wszelki wypadek nastawiłem kilka takich.
– O matulu. – Ponownie opadł na poduszkę. Łeb wściekle go bolał, a Alex jeszcze częstuje go drażniącymi dźwiękami chcącymi rozwalić mu głowę. Ból nie był bynajmniej winą alkoholu. Ten wyparowywał z niego szybko, co okazało się użyteczne, bo nie pozostawił po sobie śladów. Zwyczajnie bolała go głowa, bo się nie wyspał i pół nocy przepłakał.
– Jest po szóstej. Ruszaj dupę. Jeszcze musisz wpaść do domu po rzeczy.
– Pożycz mi jakieś swoje, co? I musze się wykąpać. Śmierdzę.
– Śmierdzisz. – Pocieszył go Alex. Roześmiał się i uciekł na środek pokoju, zanim Richie zdążył go pacnąć. A ciosy to on miał silne. – Znajdę ci jakieś dresy, twoje ubrania nadają się tylko do prania. Potem zjemy śniadanie i pójdziemy do ciebie. Moje zwykłe spodnie by ci z dupy zjechały.
– Nie jestem chudy. Szczupły, ale nie szkielet. Mam mięśnie.
– I wąskie biodra w porównaniu ze mną. Chociaż smukłego ciała niejeden by ci pozazdrościł. Twoje ubrania… O czym my gadamy?
Richie wzruszył ramionami.
– Nie wiem, ale musimy przestać zachowywać się jak baby. – Wygramoliwszy się z łóżka, usiadł na jego kraju. Starał się nie myśleć o tym, że prawie został zgwałcony. Przejście do porządku z tym wszystkim było najlepszym wyjściem. Miał szczęście, mając takiego przyjaciela. To dzięki niemu, jego obecności, jest w stanie się podnieść.
Alex przyglądał się Richiemu. Chciał zrobić wszystko, żeby chłopak nie myślał o tym, co niepotrzebne. Upłynie jeszcze wiele czasu, zanim Richie zapomni. Przypuszczalnie może być tak, że nigdy nie zapomni. Są sytuacje, które w człowieku pozostają na zawsze. Postanowił nie pozwolić mu na rozmyślania, ale zawsze będzie gotów, żeby z nim pogadać, jeśli ten zechce.
– Kąpiel, pacanie. Ja pójdę do łazienki na dole. – Wyjął jeszcze z szuflady komplet dresów i podał mu. – Nie twój styl ubierania, ale chwilę wytrzymasz. Zabieraj dupę z łóżka, muszę je posłać.
– To ono kiedykolwiek jest posłane? Twój przyszły mąż będzie miał przechlapane. Zamiast gnuśnieć w łóżku przez cały dzień razem z nim, ty go z niego wyrzucisz. – Zamiast wstać, chciał ponownie się położyć. Od dawna nie czuł się tak ze wszystkiego wypompowany. Nie miał siły, by siedzieć, a jemu każą chodzić.
– Przez cały dzień to ja w łóżku z mężem będę robił inne rzeczy. – Puścił Richiemu oczko. Złapał go za rękę i pociągnął w górę. – Kąpiel.
– Tak, mamusiu – jęknął Taylor, drepcząc w stronę drzwi.
Pozostający w pokoju chłopak tylko pokręcił głową, nic nie mówiąc. Posłał łóżko, czyli poprawił pościel i zarzucił na nią koc. Wybrawszy jakieś ubrania na dzisiaj, udał się do drugiej łazienki.

* * *

Piętnaście minut później umyty i ubrany Alex wkroczył do kuchni. Mina mu zrzedła na widok brata siedzącego przy stole, zajadającego kanapki i czytającego gazetę. Johnny zazwyczaj spał do południa. Rzadko mu się zdarzało witać wstający dzień tuż przed siódmą. Niech no tylko coś dowali Richiemu, to pożałuje. Mama zalewała kawę wrzącą wodą, rozsiewając jej atomat po całym pomieszczeniu, z kolei tata jak zwykle buszował w swoim laptopie. Rodzinka w komplecie.
– Co za magia zmusiła cię do podniesienia zadka o nieludzkiej porze? – Nachylił się do ucha Johnnyego.
Brat tylko uśmiechnął się szeroko, pokazując nieskazitelnie białe i cholernie wkurzająco równe zęby. Efekt noszenia aparatu ortodontycznego. On sam nigdy nie zgodził się na to żelastwo w ustach, ale też nie narzekał. Co prawda prawy kieł mógłby bardziej przylegać… O czym on do cholery myśli?!
– Podobno Richie jest u nas. – Mama ubrana w klasyczny, beżowy kostium podkreślający jej sylwetkę, o żakiecie z długim rękawem, dopasowanym do figury, pionowymi cięciami i prostą spódnicą do kolan, postawiła przed mężem kubek z kawą.
– Tak. Zaraz zejdzie.
– Poradzicie sobie? Ja tylko skończę herbatę i muszę jechać. Mam dzisiaj ważne spotkanie. Mam nadzieję, że uda mi się sprzedać to mieszkanie, o którym wam wspominałam. Klient umówił się ze mną na ósmą. – Rzuciła okiem na zegarek ze złotą bransoletką. Nosiła go na lewym nadgarstku, często chwaląc się prezentem od męża i kolczykami do kompletu. Dopiła herbatę. Piła wyłącznie owocową. – Będę uciekać. – Przejrzawszy się w szybie od szafki, poprawiła koka i spięła niesforny włos wsuwką. – Alex, zrób Richiemu jakieś kanapki, jakby Johnny zżarł wszystkie. Ja będę koło piętnastej. Buziaczki chłopcy – powiedziała, całując przy tym męża w skroń.
– Tak, papa, kochanie – pomruczał ojciec rodziny i zmarszczył brwi. Po chwili się rozluźnił. Garrett Wilson pracował w biurze architektonicznym. Przesiadywanie nad projektami zajmowało mu coraz więcej czasu. Nieważne czy robił to w biurze, czy w domu. Dzięki temu utrzymywał rodzinę na dość wysokim poziomie społecznym. Szkoda, że kosztem czasu, który mógł jej poświęcić.
– A, jeszcze jedno. – Amber Wilson przystanęła przy drzwiach z uniesionym do góry palcem. – W niedzielę będziemy gościć wuja Jacka. Przyjedzie z dziećmi. Od czasu śmierci żony z trudem dał mi się namówić na wyjście z domu. Liczę, że będziecie zachowywać się rozsądnie. – Odwróciła się do wyjścia, omal nie wpadając na przyjaciela syna. – O, witaj Richie.
– Dzień dobry pani.
– Coś mi niewyraźnie wyglądasz. Nie jesteś chory? – Wyciągnęła rękę, chcąc dotknąć czoła przyjaciela syna, ale chłopak się cofnął.
– Nic mi nie jest. Jestem tylko zmęczony. – Sam zaskoczył się tym, że zrobił unik przed jej dotykiem. Od dawna traktował ją jak zastępczą matkę. Żałował, że jego taka nie jest .
– To siadaj. Alex da ci śniadanie, a ja lecę do pracy.
Alex uwielbiał swoją mamę, lecz czasami bardzo go irytowała. Zanim wyszła, musiała z milion razy powiedzieć, że wychodzi. I co najlepsze, nie robiła tego, tylko dalej stała i ciągnęła rozmowę. Odsunął krzesło przyjacielowi. Ten usiadł, nie patrząc w stronę Johnny’ego. Brat jak na złość odłożył gazetę, zaś na ustach pojawił mu się ten durny, złośliwy uśmieszek.
– Jak tam wczorajsza impreza? – zapytał Jonathan. – Wyglądałeś na nieźle skonanego. Aż musiałem wnosić cię na rękach i kłaść do łóżka brata.
Richie poderwał głowę do góry, patrząc na Johnny’ego szeroko otwartymi oczami. Natomiast najmłodszy z Wilsonów obrzucił spojrzeniem każdego z obecnych. Ojciec zainteresował się Richiem oraz starszym synem, a przyjaciel poczerwieniał.
– Okej, to kto chce kawy? – spytał Alex, podnosząc dzbanek i próbując zmienić temat. Inaczej przy ojcu zrobi awanturę.
– Jak na swoją filigranową sylwetkę trochę ważysz – kontynuował Jonathan. – I nie rumień się jak dziewica.
– Jonathan! – skarcił go ojciec. Wystarczyło tylko imię, a autorytet Garretta gasił starszego z synów, przynajmniej na chwilę. Szkoda, że na młodszego za nic w świecie nie działał. – Nie miałeś czasami szukać pracy? U nas w biurze szukają sprzątacza. Praca dobra jak każda inna.
– Eee. Chcę robić to, co lubię i nie zamierzam wynosić po kimś śmieci.
– Robiłeś. Nadal nam nie powiedziałeś, dlaczego już nie jesteś w zespole. – Nie ma to jak odwrócić kota ogonem i z napastnika zrobić ofiarę.
Siedzący cicho Richie, udający, że go nie ma, zainteresował się tym, co powiedział jego przyjaciel. Niestety odpowiedź jaką dostali, brzmiała:
– Skończył mi się kontrakt i nie podpisałem nowego. Proste, co nie? Teraz spadam, zanim psiapsiółki zarażą mnie swoją przyjaźnią. Cześć. – Zanim się ulotnił, porwał jeszcze jedną kanapkę z ogórkiem. Na szczęście kilka zostało na półmisku.
Richie ponownie opuścił wzrok. Ciągle huczało mu w głowie, że Johnny niósł go na rękach. I on to przespał? Chciał wypytać o to przyjaciela. Najlepiej w drodze do szkoły.
– Mój brat to dupek.
– Alex!
– Ale to prawda, tato. – Podał Richiemu kanapki i taką herbatę, jaką przyjaciel lubił. Z plasterkiem cytryny i dwoma łyżeczkami cukru. – Odkąd… Zresztą nieważne. – Machnął ręką. W tym domu były tematy tabu. Ich się nie poruszało za nic w świecie. Usiadłszy przy stole, zajął się śniadaniem. Przed wyjściem chciał jeszcze wrzucić pranie. Z drugiej strony może zrobić to zaraz po szkole. Lepiej nie ryzykować zalaniem domu, gdyby pralka się zepsuła. Zabrał się za jedzenie. Mógłby zjeść konia z kopytami. Podczas gdy Richie tylko skubał swój chleb z szynką i ogórkami.

* * *

Pół godziny później przebrany już w swoje rzeczy Richie założył plecak na jedno ramię i zamknął dom. Jego tata był już w pracy, więc uniknął wszelkich pytań. Naprawdę nie mógłby mu powiedzieć… Zresztą nie będzie o tym myślał. Musi się wziąć w garść, tak, jak sobie obiecał. Wsiadł do samochodu przyjaciela, od razu go wypytując, dlaczego Johnny nosił go na rękach. Alex opowiedział wszystko ze szczegółami, powodując zawstydzenie przyjaciela. Richie miał nadzieję, że nie śmierdział na tyle, by Johnny mógł się później z niego nabijać. Sam wiedział, że nie umył zębów po tym, jak wymiotował. Niby wypłukał usta, napił się herbaty, ale i tak zaczął teraz o tym rozmyślać. To dobrze, że spał, bo pewnie spaliłby się ze wstydu. Tylko gdyby nie spał, nikt nie musiałby go nosić. Naprawdę odleciał, że nic nie poczuł. Rozsunął zamek w bluzie. Było mu jakoś gorąco.
Przed szkołę zajechali na piętnaście minut przed rozpoczęciem lekcji. Pierwszą miał choreografię. Jedne z ukochanych zajęć. Jemu naprawdę wystarczyłoby tylko to – lekcje tańca i kilka innych, potrzebnych do tego przedmiotów. Reszta mogła pójść w diabły. Niestety szkoła przywiązywała wielką wagę do tego, aby ich uczniowie byli wykształceni nie tylko w tym, czym w przyszłości zamierzają się zajmować. Z jednej strony to dobrze, nie będzie nieuków i analfabetów wśród na przykład muzyków, ale w innym przypadku mógłby poświęcić o wiele więcej czasu na to, co kocha.
Z daleka zobaczył pana Morrisona. Nauczyciel ziewał i pocierał skronie, idąc w tylko sobie znanym kierunku. Chciał mu jeszcze raz podziękować za pomoc. Przyśpieszył kroku, co doprowadziło do tego, że ktoś na niego wpadł i złapał go za rękę. Natychmiast odskoczył od tej osoby, kiedy serce podeszło mu do gardła, a żołądek ścisnął strach. Chłopak w okularach, drobniejszy od niego uśmiechnął się przepraszająco.
– Wybacz, tak nagle znalazłeś się na mojej drodze…
– W porzo. Nic się nie stało. – Był zażenowany sytuacją. Bardziej tym, że przeraził się młodszego dzieciaka. – To moja wina. Trzeba patrzeć, gdzie się idzie, prawda? – Próbował się uśmiechnąć.
– Spoko, nic się nie stało – wtrącił się Alex. Nie podobał mu się wygląd przyjaciela. Chłopak ewidentnie się bał, mimo że próbował udawać, że jest inaczej. Sam pewnie na jego miejscu tak szybko nie wróciłby do równowagi psychicznej. Najlepsze w tym było to, że on dotykał Richiego, na co ten nie reagował ucieczką. Przyjaciel mu ufał. I wyglądało na to, że czuje się przy nim bezpiecznie. Nie zamierzał tego zepsuć kolejnym głupstwem. – W porządku? – zapytał przyjaciela. Młodszy chłopak zostawił ich samych.
– W miarę. – Wziął głęboki oddech. – Wszystko w porządku. Zobaczyłem Josha – dodał szeptem – chciałem mu podziękować i się wpakowałem. Młody był chyba bardziej wystraszony ode mnie. Parę razy widziałem, jak sławna grupka McPhersonona daje mu wycisk. Naprawdę ktoś powinien usidlić tych drani.
– Są pod kuratelą wicedyrektora.
– Taa. Cholera – wyrwało mu się, że coś sobie przypomniał. – Alex, zobaczymy się na angielskim. Muszę zobaczyć się z dyrektorką. Lepiej to zrobię teraz, bo potem zapomnę. Miała mi coś ważnego powiedzieć. – Poprawił pasek plecaka na ramieniu. Pożegnawszy się na jakieś dwie godziny z przyjacielem, skierował się prosto ku schodom. Idąc, starał się unikać kontaktu z innymi i skarcił siebie za to. Nie każdy jest taki, jak skurwiel z wczoraj. To zwykli uczniowie i nie polują na niego. Poza tymi, którzy byli tutaj jego naturalnymi wrogami.
Stanął przed gabinetem dyrektorki. Wszedł do sekretariatu, zastając za biurkiem sekretarki pusty fotel. Cóż, sam siebie zaanonsuje. Zapukał do dębowych drzwi.
– Wejść.
Otworzył drzwi i zastał w gabinecie dyrektorkę próbującą zamknąć szufladę z aktami.
– O, dzień dobry, Richie. Zepsuty grat. Od dawna mam ochotę wyrzucić to coś. No, ale najpierw trzeba kupić coś nowego. Nie chcę, żeby wasze akta piętrzyły się niezamknięte w gabinecie.
– Może ja to zrobię. – Położył plecak na podłodze. Zbliżył się do szafy z licznymi szufladami, stojącej na prawo od wejścia. Na każdej z nich były wypisane litery, żeby móc łatwiej coś odnaleźć. Kopnął mebel od spodu, ale bardziej z boku, a potem pchnął szufladę.
– O! – zdziwiła się kobieta.
– Robiłem to już parę razy. Pokazywałem pani tę sztuczkę.
– Richie, mam tyle na głowie, że zaraz zapomnę, ile mam lat i co tutaj robię. – Kobieta wróciła za biurko. Odrzuciła długie, ciemne włosy na plecy. Poprawiła kołnierzyk od kobiecej, kraciastej koszuli, bo trudno było nazwać to bluzką. – Miałeś przyjść do mnie wczoraj. – Otworzyła teczkę z zieloną okładką i zaczęła przeglądać dokumenty.
Richie zajął miejsce przed biurkiem, stawiając plecak między nogami. Skruszony powiedział:
– Wiem, ale tak się złożyło, że… No… Musiałem coś załatwić. A o co chodzi?
– Podobno chcesz się dostać do elitarnej uczelni w Stanach.
– Tak, do Academy Ivy Artists.
– Tylko najlepsi mają szansę się tam uczyć. Trzeba wiele poświęcić, żeby zdać wszystkie egzaminy, którymi dręczą kandydatów. Do tego rozmowy kwalifikacyjne są masakrą. Wielu odpada, zanim pokaże, co umie.
– Tak, wiem. Jestem na to gotów. Cały czas się uczę i mam jeszcze kilka miesięcy, zanim przystąpię do pierwszej rekrutacji. – Po co ona prowadzi tę rozmowę? Liczył, że nie potrwa to zbyt długo. Za pięć minut miał lekcję. Uważnie przyglądał się kobiecie, lustrując dodatkowo gabinet. Odkąd przejęła tu rządy, biuro wyglądało na bardziej przyjazne. Pojawiły się w nim kwiaty. Mnóstwo różnych kwiatów. Stały wszędzie. Na szafkach, metalowym stojaku o wielu rozgałęzieniach, również na podłodze i parapecie okiennym.
– Słyszałeś o konkursie pod nazwą The Best for Academy? Organizowanym raz do roku przez akademię Ivy?
– Każdy, kto chce się tam dostać, o tym słyszał. Niestety konkursy są organizowane w różnych rejonach kraju. Tak, aby znaleźć mistrzów nawet wśród ulicznych tancerzy, każdemu dając szansę – odpowiedział Richie. Jak na złość konkursy zazwyczaj były organizowane całe mile od jego miejsca zamieszkania. Zdarzyło się, że odbywały się w sąsiednim stanie, ale on wtedy miał piętnaście lat. Rok za mało, aby wziąć w tym udział. Akademia Ivy nazwę zawdzięczała tancerce i choreografce sławnej na całym świcie – Ivy Roderston. Założycielka szkoły wręczała kilka ważnych nagród, w tym poza pieniężnymi było właśnie miejsce na ich uczelni. Czekało na kandydata przez trzy lata, jeżeli z tego nie zrezygnował. Właśnie tej nagrody pragnął. Wystarczyło być tylko najlepszym wśród najlepszych. Wygrać.
– Dlatego cię tutaj wezwałam. Moja znajoma przysłała mi to. – Podała Taylorowi list z informacjami, które na pewno go zainteresują. – Niedługo każdy się o tym dowie, ale wiem, jak tobie zależy na Ivy Artists. Wielu z uczniów naszego liceum nie zamierza walczyć o miejsce u nich.
Richie wziął od niej kartkę i zaczął czytać. W miarę czytania na jego twarzy wykwitało prawdziwe szczęście. Cieszył się jak dziecko. Wszelkie problemy oddaliły się.
– W naszym mieście? Naprawdę? – Koniecznie chciał usłyszeć od dyrektorki potwierdzenie. Ta kiwnęła głową. – O jejku. O jasny gwint. – Wpatrywał się z niedowierzaniem w tekst.
– Konkurs jest za dwa miesiące. Masz tam wypisane warunki przystąpienia do niego. Niestety jest mały problem.
– Jaki? Nie widzę tu nic, co by… – Wrócił do czarnych liter na białym tle.
– Punkt szósty – podpowiedziała kobieta.
– Szósty. Szósty. Oj. – Podrapał się po karku. – Pary? Zespoły? Formacje? A gdzie solówki? – Wiedział! Po porostu wiedział, że to było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. On tańczy sam. Nie ma partnerki.
– Chyba się nie poddasz. W szkole mamy wiele utalentowanych dziewcząt.
– Wiem. Tylko że moje zwycięstwo będzie też zależeć od tej drugiej osoby. Nigdy nie tańczyłem z kimś.
– Pora to zmienić, Richie. Lubię cię i dostałeś swoją szansę. Łap byka za rogi, chłopcze. To chyba nie jest przeszkoda? – Uniosła wymownie brwi, jakby go prowokowała do pozytywnej odpowiedzi.
– Nie jest. I nawet znam kogoś, kto mi dorównuje w tańcu.
– Doskonale.
Chcąc się upewnić, że to, co przeczytał, jest prawdą, jeszcze raz rzucił okiem na list. Zapomniał, że śpieszył się na lekcję choreografii, a po niej miał spotkanie z trenerką. Jego marzenie było w zasięgu ręki i jak się postara, to je spełni. Nawet taniec w parze mu w tym nie przeszkodzi.

* * *

Zasypiał. Budził się w chwili, kiedy głowa leciała mu na dół, grożąc bliskim spotkaniem ze stolikiem. Alex nie znosił historii sztuki. Zapisał się na nią, chcąc zaliczyć jakiś przedmiot bardziej artystyczny. Po co? Na co? Nie umiał grać, tańczyć, śpiewać, nie chciał komponować i mieć ogólnie czegokolwiek wspólnego z artystycznym wykształceniem. Wybrał to liceum ze względu na przedmioty humanistyczne. Nie narzekał na nic, poza lekcją prowadzoną przez nudne babsko. Gdyby Josh to prowadził, nigdy by mu się spać nie chciało. Słuchałby jego męskiego głosu, gapił się na niego z uwielbieniem. Podparł brodę na dłoni i uruchomił wyobraźnię. Korpulentna nauczycielka w zbyt obcisłej garsonce, żona wicedyrektora, właśnie zaczęła zamieniać się w wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę, gdy kątem oka dostrzegł, że za drzwiami, do połowy oszklonymi, ktoś podskakuje. Nie byle kto.
– Richie? Już doszczętnie mu odwaliło.
– Panie Wilson, ma nam pan coś do powiedzenia? – zapytała kobieta z doskonałym słuchem, przerywając nudny wykład o jakimś malarzu czy zielarzu. Kij ją tam wie, co ona gada.
– Muszę do toalety.
– Ty zawsze musisz do toalety. Idź.
– Dziękuję, psze pani profesorko. – Zaczął zbierać książki. Po co je wyciągał?
– Nie jestem profesorką.
– Powinna nią pani być – podchlebił się. Zawsze warto mieć ludzi po swojej stronie, nawet jak się ich nie lubi. Zanim nauczycielka zmieniła zdanie, już znikał z klasy, jakby dostał dopalaczy rakietowych. Innych nie używał i nie zamierzał brać tego świństwa.
– No nareszcie jesteś. Stoję i macham jak idiota, cała twoja klasa się śmieje, a ty udajesz ślepego – rzucił z pretensjami Richie.
– Humorek się poprawił? Nie jesteś na choreografii?
– Dyrektor wypisała mi zwolnienie na lekcję, ale zaraz pędzę na trening, a raczej na wykład o tańcu. Słuchaj, muszę ci to teraz powiedzieć. Dziś to będzie oficjalne, ale ja już wiem. Nie ma to jak być ulubieńcem Dyrki.
Alex przewrócił oczami. Musiało stać się coś naprawdę ważnego, skoro ten tak się zachowywał. Nawet miał soczyste rumieńce na policzkach.
– Pamiętasz, jak wspominałem ci o tym konkursie? Nie marszcz tak brwi, jakbyś nie pamiętał. Tym, co organizuje Ivy Artists.
– No i?
– Będzie u nas. Za dwa miesiące. Cudnie, nie? – Prawie podskoczył.
Alex przez moment przetrawiał informację i coś zaczął kojarzyć. Chyba Richie paplał mu raz o tym czymś. Konkurs o wszystko albo nic. Czy coś w tym stylu.
– Czy ty chcesz wziąć w nim udział?
– Pewnie. Tylko muszę przekonać do tego jedną osobę.
– Dlaczego?
– Bo niestety, chociaż nagrody są indywidualne, to poszukują na konkurs par, by zobaczyć jak kandydaci sobie radzą i w takich sytuacjach. Pędzę już, ale pogadamy jeszcze. Pa. – Pomachał mu i pobiegł do studia. Odgłos kroków odbijał się po całym pustym korytarzu.
– Nie powiedział mi, kogo wybrał sobie na parę i dlaczego chce wystąpić – mruknął pod nosem. Nie zamierzał już wracać na lekcję. Nie mógł doczekać się angielskiego, a przed tym czekała go jeszcze matematyka. Jej też nie cierpiał, ale przynajmniej nie było nudno z Oscarem. Dopiero rozpoczął się rok szkolny, a on już miał dość. Dobrze chociaż, że nie wszystko jest takie okropne. Pogodził się z Richiem. Pomimo że chłopak uparcie twierdził co innego, ale to zawsze jakiś postęp. Do tego Josh. Wczoraj go nie odepchnął i to było bardzo budujące.
Wlókł się po korytarzu, nie chcąc napotkać kogoś, kto się uczepi, dlaczego nie jest na lekcji. Miał przerwę, ot co. Przyglądał się żółtym ścianom. Joyce uparcie twierdziła, że to jest kanarkowy czy cytrynowy. Chyba chodziło jej o ten drugi kolor. Dla niego żółty to żółty. Wcześniej był biały. Odmalowali budynek na wakacjach i musiał przyznać, że teraz było fajniej. Tak jakoś cieplej. Wielkie okna wpuszczały mnóstwo światła, a promienie słońca igrały sobie na lampach sufitowych i ścianach. To mu przypomniało kuchnię na wsi u babci. Z tym, że na żółtych ścianach był jeszcze wzór malowany dawnymi wałkami malarskimi. Zostały one stworzone specjalnie do wytłaczania wzorów na obiektach. Do tego w oknie wisiały dzwoneczki z małymi kryształkami. Lubił siadać przy stole, patrząc na grę świateł i cieni. Zatęsknił za tamtymi czasami. Może nadejdą lepsze. Z Joshem u boku. Ta myśl nie opuszczała go nawet na chwilę. Szczególnie kiedy stanął jak wryty, widząc Josha opuszczającego klasę. Mężczyzna również go zauważył. Zerknął szybko przez szybę w drzwiach, a potem na niego.
– Spoko. Nikt zaraz nie będzie podejrzewał… – Alex nie dokończył, nie musiał.
– Wiem. Ale to taki odruch. Zapomniałem kilku materiałów i muszę zostawić ich samych. Nie wiem, co zastanę po powrocie. Jak się ma Richie? – Ruszył do pokoju nauczycielskiego.
Alex podążył za nim. Ukontentowany tym, że Josh nie chce się go pozbyć. Czyżby coś się zmieniło?
– W porządku. Jakoś się trzyma. Stara się chłopak. Ale mam go na oku.
– Świetnie.
– Słuchaj. – Karcący wzrok przywrócił mu pamięć o tym,  jak ma się do niego zwracać w szkole i miejscach publicznych. – Proszę pana. Czy pan… – Nie zdążył zadać pytania, gdyż doszli do pokoju nauczycielskiego, a ktoś otworzył drzwi. Oczywiście trenerka Richiego. Musiała pokazać się w najlepszym momencie. – Dziękuję panu za polecenie lektur – wymyślił na szybko. – Do widzenia na lekcji. Dzień dobry pani i do widzenia. – Odszedłszy od nich, wyciągnął telefon i pisząc esemesa, zagryzał dolną wargę.  Obejrzał się jeszcze przez ramię, czy Josh odczytał wiadomość. Oczywiście wczoraj ponownie zanotował sobie numer Morrisona. Takiej okazji nie mógł przepuścić. Nie czekał na inne reakcje mężczyzny. Po chwili, kierując się do jednej z łazienek, dostał esemesa i głupkowato się uśmiechnął.

14 komentarzy:

  1. Dzisiaj się trochę zagapiłam :/
    Rozdział świetny, ale znowu skończyłaś w takim momencie! Sadystka z Ciebie jakich mało!
    Mogę tylko zacząć klaskać 👏

    OdpowiedzUsuń
  2. No cudo! Oczywiście, Jonathan jak zwykle musiał Richiemu coś przypieprzyć. Nie wiem czy dobrze kieruję swoje myśli, ale wydaje mi się, że to nie przez "niepodpisanie kontraktu" braciszek Alexa zrezygnował z zespołu. Wydaje mi się, że coś poważnego musiało się tam wydarzyć? Może przespał się po pijaku z kumplem? Hehehe
    Czyżby rodzinka Alexa nie była zadowolona z jego "inności". O co chodziło z tymi tematami tabu? Nie mówi się o wielu rzeczach w jego domu. Dlaczego do cholery? Czy to było nawiązanie do jego orientacji?! Aght!
    Ach, Richie, ja to tylko mam nadzieję, że to nie był pierwszy i ostatni raz gdy Wilson niósł cię na rękach :D
    Tak bardzo bym chciała, żeby Johnny przejrzał na oczy i zakochał się Taylorze. Żeby nosił go na rękach, całował, pieścił, kochał go... Będę ryczeć, jak Richie.
    Konkurs? Teraz to już wszystko albo nic... NIECH MU SIĘ UDA TAM DOSTAĆ!!!
    Naprawdę współczuję blondaskowi, bać się najmniejszego dotyku? A co jeśli (oczywiście teoretycznie, jeśli oni kiedykolwiek będą razem) Richie będzie się bał dotyku Jonathana w przyszłości?
    Jestem bardzo ciekawa co było napisane w tym esemesie do Josha ;D
    Kurczę, ile trzeba będzie czekać, żeby się doczekać szczęśliwego Morrisona z drugim Wilsonem oraz kochających się Taylora z pierwszym Wilsonem?
    Weny Luano!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Johnny ma swoją małą tajemnicę albo faktycznie nic się nie wydarzyło i miał już dość życia na walizkach. Są rzeczy o których nie mówi się w domu Wilsonów, ale na pewno nie jest to orientacja synów. Z tym akurat nie mają problemów. :) Johnny może kiedyś przejrzy na oczy, a może nie. Na razie nie wygląda na to, by miał jakiekolwiek cieplejsze uczucia do Richiego. Natomiast Richie, jak widać, nie pozwoli zbliżyć się drugiej osobie i ciekawe jak poradzi sobie w tańcu z kimś. Przecież będą musieli się dotykać. :)

      Usuń
    2. No faktycznie! Jakoś mi to umknęło! Przecież będą musieli się dotykać! Jak mogłam to przeoczyć?! Aż mi wstyd za siebie xD

      Usuń
  3. Dziękuję za kolejny rozdział.Alex to dobry przyjaciel,tylko brat mu się nie udał,jak zwykle musiał coś palnąć przy śniadaniu i zawstydzić Richiego.Coś się kroi między nimi,za często pojawia się obok niego.Wiem ,że na razie jest wredotą jakich mało ,ale może to złe dobrego początki,moja wewnętrzna zwariowana romntyczka tak myśli.Jestem ciekawa czy Richi na konkursowego partnera nie wybrał przypadkiem Jonathana i jeśli tak ,to jak on go do tego przekona.Aleks też ma przypływ nadziei na pozytywny odzew Josha.NA moje nieszczęście dopiero we wtorek dowiem się o czym pisali do siebie.Serdecznie pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brat mu się niby nie udał. Zobaczymy co tam dalej będzie. Ja uwielbiam Jonathana. Świetnie mi się go pisało i tą jego wredotę. :D Richie tak się boi i wstydzie Jonathana, że raczej nie byłby w stanie poprosić go o wspólny taniec. :)

      Usuń
  4. W takim momencie??? O_O
    Coś czuję, że nasz kochany Josh zaczyna się rozkręcać ^_^
    A Richie? Czyny Johnny był jego partnerem w konkursie? To by było PERFECT>>>>>>>>
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział z utęsknieniem ^_^
    Btw Jonathan i Johnny to to samo imię? *wiem, głupie pytanie-_-* bo użyłaś ich oby w określeniu brata Alexa:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Czyżby wybacz za błąd i moja polszczyzna<<<<<<<<<<

      Usuń
    2. Bo on ma na imię Jonathan. Johnny to skrót, tak to każdy traktuje i tak go nazywają. :)

      Usuń
  5. AKurat czytam przy niedzieli a jutro już kolejny rozdział.
    Muszę przyznać, że John mnie trochę zaskoczył. Spodziewałam się, że będzie bardziej złośliwy a jednak nie był. I ta szansa dla Richciego. Zasłużył sobie na to, chociaż brakuje mi Alexa i Josha. Chciałabym poczytać więcej o ich relacjach bo na razie odnoszę wrażenie, że na razie to Richcie jest głównym bohaterem ;) Nie żebym narzekała ale czekam na więcej o Alexie :) Dobry z niego przyjaciel. warto mieć kogoś takiego przy sobie w trudnych chwilach.
    Pozostaje czekać na ciąg dalszy i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    pięknie, tak czasami gadają jak baby, och konkurs ciekawe kogo chce przekonać...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)