9 lipca 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 24

Hej, Wrzucam 24 rozdział i do końca zostały jeszcze dwa rozdziały oraz epilog. Nadal tekst wrzucam na Blogspota i Wordpressa. Ale od nowego opowiadania"Szczęście od losu", będę  dodawać tekst tylko na tym blogu. Męczy mnie prowadzenie dwóch stron, tym bardziej, że tam tylko od czasu do czasu pojawi się jakiś komentarz. Tutaj też nie jest lepiej, ale zdecydowanie wolę Blogspota. 

Co jeszcze chciałam napisać? To może to, że powoli przepisuję kolejny tom "Obrazów miłości". Trochę jeszcze przede mną. Potem poprawa. Przypominam, że ten tom a raczej jego bohaterowie są powiązani z poprzednią częścią czyli "Drugą szansą". Oczywiście postaci główne są inni, ale kto nie czytał tomu piątego ten w szóstym, który może kupi, będzie mieć spoilery. Może one nie są duże, ale są. Na pewno ja czegoś takiego nie lubię jak czytam jakiś tekst, więc uprzedzam. :)

Teraz już zapraszam na rozdział i dziękuję za komentarze. :)



Zatrzymali się przed stajnią. Szymon pierwszy zeskoczył z konia, Kamil zrobił to dopiero po chwili. Właśnie zakończyli długą przejażdżkę. Od paru dni ciągle gdzieś się wybierali. Brali ze sobą psy, które teraz zmęczone, lecz zadowolone leżały w cieniu po tym, jak napiły się wody. Kamil pogłaskał Zefira po chrapach, po czym zabrał się za zdejmowanie siodła. Po oporządzeniu konia miał zamiar wypuścić go na łąkę, gdzie pasły się inne zwierzęta, mając do dyspozycji soczystą trawę, którą podskubywały, biegały po niej lub się tarzały. Chłopak dostrzegał pomiędzy nimi Atariego. Ogier za kilka miesięcy miał skończyć rok. Wyglądał imponująco. Wciąż jednak trzymał się matki.
– Szymon, dzisiaj dowiemy się co z Pawłem. Nadal jesteś przekonany do swojego planu? – zapytał, odkładając siodło na bok.
 Zdania nie zmieniłem. – Mężczyzna podszedł do partnera i pogłaskał palcem jego policzek, a dokładniej mówiąc miejsce tuż nad kolorowym siniakiem, który wciąż utrzymywał się po uderzeniu przez ojca.
 Daj spokój. – Chwycił jego palec i przytrzymał w dłoni. – Niedługo zejdzie. Lepiej zajmijmy się końmi. – Trochę bagatelizował to, co się wydarzyło, ale nie miał zamiaru nad tym rozmyślać godzinami. Stało się. Trudno. Od tego czasu nie widział ojca. Mama prosiła go tylko, żeby wrócił do domu, jednak on nie zamierzał tego robić. Na pewno nie w najbliższym czasie. Zresztą jego pokój i tak w niedługim czasie miał zostać zajęty, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z przewidywaniami Szymona.
Wypuściwszy konie na łąkę, mogli zająć się sobą. Wrócili do domu, umyli ręce i coś zjedli. Kamil zaprowadził Milagros do dziadków, ale nie wchodził za ogrodzenie. Wrócił do tymczasowego domu. Chciał pojechać z Szymonem na pole, bo ten miał zrobić orkę przed sianiem kukurydzy. Natomiast koło czternastej Bieńkowski musiał jechać do sądu, a on iść do pracy. Dlatego do tego czasu postanowili spędzić razem kolejne godziny. W ogóle to od kilku dni się nie rozstawali na dłużej, niż to było konieczne. Kamil żartował, że mają próbę przed stałym zamieszkaniem razem. Na razie jeszcze się nie pozabijali. Raz się tylko posprzeczali o zostawianie przez Zarzyckiego brudnych skarpetek w sypialni, które i tak miał zamiar wynieść do prania. Zaraz później bardzo przyjemnie się pogodzili. Dobrze im było razem. Dodatkowo teraz mogli po prostu być, a nie tylko spotykać się. Może na razie nie będzie tak, że zamieszkają razem już na zawsze, ale obaj przekonywali się co do słuszności tego planu. Bardziej Kamil, bo Szymon doskonale wiedział, czego chce.
– Pomożesz mi zapiąć pługi – powiedział Szymon, kiedy szli razem w stronę garaży.
– Mhm. A pozwolisz się przejechać?
– Jak będziemy na polu.
– A na bestii? – dopytywał Kamil, bo Szymon wciąż mu obiecywał przejażdżkę na motorze, a nadal jakoś nie składało się do tego, aby te obietnice spełnił.
– Pojeździłeś sobie w nocy. – Znów się uśmiechnął zadziornie, a Kamil przewrócił oczami. – Dobra, wyjadę ciągnikiem. Wiesz, co robić?
– Nie pierwszy raz ci pomagam.
Zajęło im to kilka minut, ale wszystko poszło z łatwością. Tym bardziej, że Szymon idealnie wycofał do pługów, więc Kamil tylko zamocował je przy niebieskim traktorze. Otworzył jeszcze mężczyźnie bramę, by ten mógł wyjechać. Kazał Aresowi wracać do domu, bo pies wybierał się z nimi. Potem wsiadł na ciągnik, zajmując miejsce na błotniku tuż przy kierowcy.
Pole było spory kawałek od domu, więc zajęło im chwilę zanim tam dojechali. Szymon zatrzymał się tuż przy drzewie, do którego przyjeżdżał, kiedy jeszcze próbował nienawidzić Kamila. Zwierzał się drzewu, wtedy jeszcze pozbawionego liści, a teraz nimi pokrytego, dzięki czemu rozłożyste gałęzie robiły gęsty cień. Nie miał jednak czasu na mały relaks pod jego gałęziami, dopóki nie wykona pracy, do której tutaj przyjechał.
– To co, siadasz za kierownicą?
– No pewnie. – Kamil przesiadł się na siedzenie. – Zajebiście. Powiesz mi co i jak?
– Tak. Jedź, tylko powoli, bo pamiętaj, że masz przypięte pługi. Poczekaj, pokażę ci, jak je opuścić. – Zaczął Zarzyckiemu tłumaczyć, co chłopak ma zrobić. Robił to spokojnie, cierpliwie. Tak jak wtedy, kiedy Kamil miał wsiąść na konia po raz pierwszy.
Dwudziestolatek przyglądał się partnerowi, słuchając jego ciepłego głosu. W pewniej chwili zapytał:
– Czy w traktorze można się kochać?
Szymon jęknął, opierając czoło o ramię Kamila.
– Czy ty mnie w ogóle słuchałeś?
– Tak. To można się kochać?
– Nie. – Owszem, zawsze dałoby się coś wykombinować, ale wolał nie ryzykować, że ktoś by ich nakrył na polu. Tym bardziej, że niedaleko stąd sąsiedzi także przygotowywali pola do zasiania kukurydzy. Wolał chłopaka nie nakręcać. – Wiesz już co i jak, ruszaj.
– Tak jest, kapitanie. – Zapalił silnik zgodnie ze wskazówkami partnera, zrobił wszystko tak jak trzeba i traktor ruszył, a pługi za nim wbiły się w ziemię. – Dobrze mi idzie, co nie? Mam jechać prosto?
– A jakbyś chciał inaczej?
– W kółko?
Bieńkowski prychnął, powstrzymując śmiech.
– Może lepiej ja poprowadzę.
– Nie, co ty. Zobacz, dobrze mi idzie. Ha, widzisz, jak ładnie oram? – dodał, oglądając się za siebie.
– Zwolnij.
Wspólna praca i przekomarzanie zajęły im jakieś dwie godziny. Kamil pojeździł tylko chwilę, głównie chcąc sprawdzić, czy by mu się to podobało. Potem towarzyszył Szymonowi, który sprawnie zaorał pola i to o wiele szybciej, niż on by to zrobił. Do domu dotarli akurat wtedy, kiedy Konrad wrócił ze szkoły, więc Szymon mógł się wykąpać i bez pośpiechu pojechać do Rzeszowa. Kamil miał jeszcze trochę czasu, więc zjadł z osiemnastolatkiem spaghetti, które razem zrobili.
– Jak tam Justyna? – zapytał, kiedy usiedli przed domem na ławeczce. Milagros także była z nimi, bo gdy tylko zobaczyła Kamila, zaczęła tak radośnie piszczeć, że musiał ją tutaj wziąć.
– Doskonale. Mówię ci, stary, ta dziewczyna to na całe życie.
– Mówi to ktoś, kto ma dopiero osiemnastkę.
– A ty co? Nie myśl, że nie widzę, co się dzieje pomiędzy tobą a moim bratem. Planujecie życie razem. A jesteś ode mnie tylko dwa lata starszy. Też mógłbym powiedzieć to samo co ty.
– W sumie… – Wzruszył ramionami. – Ale dobra, zmywam się. Mili, chodź.
– Jak chcesz, to weź mój rower. Dzisiaj i tak się nigdzie nie wybieram – powiedział Konrad. – Muszę się uczyć. Jutro znów mamy jakiś test. – Skrzywił się. – Powariowali. Za kilka tygodni koniec roku, a ci przyciskają jak nie wiem. Tobie to dobrze.
– Czy ja wiem. Czasami tęskni mi się za szkołą i beztroską.
– Pewnie za parę lat powiem to samo co ty.
– No zmywam się. I dzięki za rower.
– Nie ma sprawy – odparł Konrad, wstając i idąc do domu, aby się uczyć. Na szczęście w jego pokoju był balkon, więc nie skiśnie w czterech ścianach ze swoim podręcznikiem.
Tymczasem Kamil wziął rower chłopaka i odprowadził suczkę do domu. Tym razem jednak zajrzał tam, by zapytać starsze małżeństwo, czy nie potrzebują czegoś ze sklepu, bo mama mogłaby im to przynieść. Babcia powiedziała mu tylko, że cukru jest mało, a dziadek zaczął zagadywać go o ich sklepik internetowy, gdyż zrobił kolejne figurki. Kamil obiecał, że jutro się tym zajmie, po czym pojechał zastąpić mamę.
Wieś jak zawsze była cicha. Tylko od czasu do czasu zaszczekał pies, przejechał samochód lub ktoś zapalił silnik od traktora. Kamil przypiął rower do stojaka. Zza sklepu doleciał do niego głos pana Juliana i jego kumpli. Cud, że mama ciągle ich akceptowała, dobrze znając skutki picia alkoholu, których przykładem był jego ojciec. Ale to może dlatego, że ci pili z niejakim rozsądkiem, wiedząc kiedy przestać. Bardziej siedzieli i rozmawiali niż upijali się do nieprzytomności.
– Hej, mama.
– Dobrze, że jesteś. Wiesz może już coś o Pawle?
– Rozprawa ma być o drugiej. Szymek tam pojechał. – Przeszedł za ladę.
– A co on tam robi?
– A takie tam. Zobaczysz. Wszystko tutaj w porządku?
– Dlaczego miałoby być inaczej? Powiedz mi lepiej, czy masz zamiar wrócić do domu, do mnie, do taty? – Beata martwiła się o syna, a raczej jego relacje z ojcem. – Powinieneś z nim porozmawiać.
– Nie ma mowy. – Jeszcze nie tak dawno namawiał partnera do pogodzenia się z ojcem, a teraz sam unika tego kroku. Tyle że jego zdaniem obie te sytuacje nie były porównywalne. – Babcia mówiła, że kończy się cukier – zmienił temat.
– Wiem. Spakowałam już trzy kilogramy. Przyjdź jutro do nas na obiad. Weź Szymona…
– Mamo, przestań.
– Już nic nie mówię. Idę po torebkę. – Przeszła za zaplecze.
Kamil ukrył na chwilę twarz w dłoniach. Chciał chwili spokoju, normalnego życia, akceptacji ojca. Chyba nigdy nie będzie mu to dane. Dlatego tak bardzo oczekiwał wieczoru, kiedy to wsunie się do łóżka, położy obok partnera i będzie mógł zapomnieć o problemach zasypiając przy jego boku.

*

Upragniony wieczór nadszedł szybko. Kamil wrócił do domu po dwudziestej pierwszej i zajrzał do Konrada, informując go, że oddaje mu rower. Zapytał się go też, czy przyłączy się do oglądania filmu, który zamierzali obejrzeć z Szymonem. Chłopak jednak był zajęty rozmową, którą prowadził przez Internet ze znajomymi, więc zostawił go w spokoju.
Zszedł na dół, by zrobić coś do picia i dopiero wtedy udał się na górę. Szymon niedawno wrócił ze stajni, więc poszedł się wykąpać. Z sądu podobno wrócił dosyć późno. Obaj nie mieli jeszcze okazji porozmawiać o tym, co się tam wydarzyło. W międzyczasie Kamil przygotował film „Atlas chmur”. Jego zdaniem była to dosyć dziwna produkcja, ale gdy oglądał ją pierwszy raz, bardzo mu się spodobała. Film trzeba było śledzić bardzo uważnie, bo sceny zmieniały się bardzo szybko, a akcja przenosiła człowieka raz w przeszłość, a raz w daleką przyszłość. On jednak wiedział, że Szymek także już obejrzał ten film, więc jak coś, to będą mogli swobodnie porozmawiać. Ustawił laptop na specjalnej podkładce i położył go na łóżku. Otworzył też okno, aby do środka wpadało świeże powietrze. Sprawdził, czy do gniazdka jest włączony środek przeciwko komarom. Nie zamierzał jutro obudzić się przez nie pogryzionym. A mimo maja, krwiożercze wampiry już latały. Tym bardziej, że wczoraj padało i w powietrzu czuło się wilgoć.
– Czuję się jak nowo narodzony – rzekł Szymon, wszedłszy do pokoju. – Mam dość na dzisiaj. – Pocałował Kamila w skroń, siadając obok niego na łóżku i wyciągając nogi przed siebie. Miał na sobie tylko bokserki, bo było mu gorąco.
– Jak poszło w sądzie?
– Daj spokój. Twój wujek i ciotka dali takie przedstawienie przed sędzią, że prawie ich aresztowano. Paweł miał przy sobie tylko trochę amfy, a poza tym zeznawał przeciwko całej grupie, więc dali mu tylko prace społeczne. Zgadnij u kogo.
– U ciebie? Czyli to przeszło?
– Cudem, ale tak. Wiesz, że normalny człowiek nie może od tak wziąć sobie kogoś do takich prac. – Napił się soku jabłkowo-miętowego. – Uznano jednak, że podchodzę pod działalność na rzecz lokalnej społeczności. Wiesz, stadnina, hipoterapia, pomaganie ludziom i sędzia oraz kurator Pawła, bo takiego dostał na rok, przyjęli mój wniosek. Koleżanka Darka szepnęła im słówko.
– Rączka rączkę myje, ale w naszym przypadku to dobrze. Gadałeś z nim? – Nie musiał mówić Szymonowi o kogo chodzi.
– Twój wujaszek wyglądał tak, jakby miał zaraz wybuchnąć, kiedy go zaszantażowałem. Powiedziałem wprost, że jeśli nie wycofa żądań wobec twojej mamy, ja wycofam wniosek o przyjęcie Pawła do pracy społecznej. Postraszyłem, że chłopak może trafić gdzieś z dala od rodziny. W jakieś miejsce, gdzie będzie musiał ciężko pracować, a u mnie to uprzątnie obornik i tyle. Dutkiewicz nie był zadowolony, ale w końcu ustąpił. Jutro dam twojej mamie papiery, które podpisał. Jutro też Paweł zamieszka u waszych dziadków. Sąd uznał, że w domu nikt go nie upilnuje i na miesiąc przeniesie się tutaj.
– Czyli wyszło tak, jak chcieliśmy.
– Mhm. Ale jestem zmęczony. Nie wiem, czy obejrzę film do końca. – Chwycił dłoń Kamila, splatając ich palce ze sobą.
– Spoko. Jak tego… no, jesteś zmęczony, to idź spać. Ja wezmę sobie słuchawki, bo mi się spać nie chce.
– Nie, obejrzę kawałek. Szczególnie początek, kiedy to Robert Frobisher budzi się przy Rufusie.
– Rufus Sixsmith zawsze go kochał. I żal mi Sonmi-451. Nadal jednak uważam, że to dziwny film.
– W sumie film opisuje wielką historię ludzkości, w której konsekwencje działań ludzi wpływają na siebie wzajemnie poprzez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Morderca zamienia się w wybawcę, a pojedynczy akt życzliwości wieki później kończy się rewolucją[1]. Kto wie, może to co dzisiaj zrobiliśmy, też kiedyś zmieni czyjąś przyszłość.
– Pawła. Może zmądrzeje. – Kamil pochylił się, aby włączyć film. – I teraz już cicho, oglądaj. – Rozparł się wygodniej. Szymon wciąż trzymał jego rękę w swojej i było mu z tego powodu bardzo dobrze.
Po jakiejś godzinie obaj już spali obok siebie. Nie przeszkadzały im nawet odgłosy dochodzące z laptopa.

*

Kolejny dzień zaczął się normalnie, niemalże tak, jak te wcześniejsze. Wstali wcześnie. Kamil zrobił kanapki, a Szymon herbatę. Tym razem obyło się bez budzenia Konrada, który sam zszedł do kuchni. Nie mieli jednak zbyt dużo czasu, aby posiedzieć we trójkę, bo Kamil poszedł do pracy, a Szymon do swoich zajęć. Tylko Konrad nie śpieszył się do szkoły, bo miał dopiero na trzecią lekcję.
Minuty mijały, godziny zmieniały się. Paweł został przywieziony przez ojca około południa. Szymon poszedł po chłopaka, którego rzeczy zostały zabrane do domu jego dziadków. Zofia Dutkiewicz bardzo się ucieszyła, ale syna tylko obrzuciła wściekłym spojrzeniem i nie odezwała się do niego. Bieńkowski nie wtrącał się. Nachmurzonemu Pawłowi pokazał, co ma robić. Oprowadził go wszędzie i prawie udusił, kiedy ten nie chciał z nim współpracować. Wytrzymał jednak jego humory i przekleństwa, które pojawiały się w co drugim słowie. Chłopak był szalenie przystojny, ale jego charakter odrzuciłby Szymona, jak tylko Paweł by się odezwał.
– Nie pierdol mi tu. Ja jebię, mam gnój wyrzucać? Jestem, kurwa, stworzony do wyższych celów.
– Będziesz robił to, co ja ci każę, gówniarzu. Inaczej dzwonię do twojego kuratora i lądujesz w pace. Albo to, albo miesięczny areszt. – Podał mu widły. – Co wybierasz?
– Wyjebaj się, Bieńkowski. Jego kurwa jebana mać. – Wściekły na cały świat wziął od Bieńkowskiego widły.
– Towarzystwo, w którym się obracałeś, nauczyło cię ładnych słów.
– Nie pierdol. – Paweł otworzył boks i aż się skrzywił. – Mam się tego pozbyć?
– Najpierw załóż gumiaki i weź taczkę. Wiesz, gdzie masz to wywieźć. Ja mam zaraz zajęcia z hipoterapii, więc nie mam zamiaru cię pilnować.
– Ja go, szefie, przypilnuję.  – Jacek, który do nich podszedł, obrzucił wzrokiem chłopaka. – Mnie nie podskoczy. Ty, młody, lubisz może „Gwiezdne wojny”?
– Odpierdol się.
– Fajnie, że lubisz, opowiem ci o Hanie Solo.
Szymon zostawił ich samych, bo kątem oka zobaczył, że właśnie pojawiły się dzieci. Przywitał ich szerokim uśmiechem, a ich rodzicom podał rękę.
– Dzień dobry. Już zaczynamy. Zapraszam.
Tak zleciały kolejne godziny. Na pracy z dziećmi, na użeraniu się z Pawłem. Spotkał się też z panią Beatą, oddając jej podpisane dokumenty, a na jej pytania odpowiadał półsłówkami, żeby nie wyszedł na jaw szantaż. Uważał, że mama Kamila nie musiała o niczym wiedzieć. Potem znów pokłócił się z Pawłem i dopóki nie wrócił Kamil, miał przez chłopaka zszargane nerwy. Dopiero partner go uspokoił. Kazał mu też zająć się swoimi obowiązkami, a sam pogadał z kuzynem. Oczywiście Paweł także nie zapewnił mu miłej rozmowy. Co prawda nie wkurzał się tak bardzo, ale i tak pokazywał, gdzie ma Kamila i jego dobre rady. Dlatego Zarzycki zostawił kuzyna w spokoju, aby wyżył się na pracy fizycznej.
Dochodziła akurat piętnasta, kiedy pracownicy postanowili zjeść na dworze obiad, który przygotowała mama Kamila zanim poszła do sklepu. Szymon był jej bardzo wdzięczny, a ona powiedziała, że to podziękowanie za pomoc. W tym też czasie ze szkoły wrócił Konrad. Chłopak, zobaczywszy brata, podążył do niego, a potem stanął jak wryty. Z jego ust wyrwało się:
– A co on tu, kurde, robi?
– Paweł? Będzie pracował przez najbliższy miesiąc – odparł Szymon.
– Niech się tylko do mnie nie zbliża. – Ten chłopak działał mu na nerwy. Sprawiał, że miał nieprzyjemne ciarki wspinające się po kręgosłupie. Nie znosił Pawła Dutkiewicza. Parę razy go widział u sąsiadów, a potem tylko w sklepie, ale już go nie lubił.
– Co, młody, boisz się, że sprowadzę cię na złą drogę? – zarechotał Dutkiewicz.
– Po moim trupie.
Paweł zmrużył niebezpiecznie oczy i już miał coś powiedzieć, kiedy Szymon kazał mu się zamknąć, a brata postanowił wysłać do domu.
– Czeka na ciebie obiad, więc coś zjedz i nie przyłaź tutaj.
– Nie mam zamiaru. Ale żeby jego do pracy przyjąć… Brat, odwaliło ci.
– A co, jestem jakimś gorszym pracownikiem niż inni? – wnerwił się Paweł.
– Inni nie zadawali się z podejrzanymi grupkami.
– Znalazł się książę, kurwa. Sądzisz, młody, że jesteś taki idealny, taki świętoszek z ciebie?
– Złaź ze mnie, idioto.
– Stop! – krzyknął Kamil. – Obaj się zamknijcie i lepiej nie właźcie sobie w drogę.
– Nie mam zamiaru go widywać. A w przyszłości będę resocjalizował takich jak on. Chociaż jemu to chyba nic nie pomoże – burknął Konrad.
Paweł chciał mu się odszczekać, ale Jacek Topolski kazał mu siedzieć spokojnie i zaczął jemu oraz pozostałym opowiadać o swoim chorym synku, którego kochał, a który dzięki Szymonowi miał szansę godnie umierać – bo taka była smutna prawda, że mały Adaś każdego dnia odchodził od nich – a także o swoich ukochanym filmach.
Natomiast w domu Konrad rzucił plecak na podłogę w przedpokoju i zaczął rozwiązywać buty.
– Nie wierzę, że wymyśliłeś coś takiego. Obaj, że to wymyśliliście!
– Chodziło o to, aby komuś pomóc – tłumaczył Szymon.
– Wiesz co? Pawłowi chyba nic nie pomoże. Może jak mu się mózg przeszczepi. A nie, on mózgu nie ma!
– Dlaczego on cię tak wkurza? – zapytał Kamil. W kieszeni odezwała się jego komórka, ale jej nie odbierał.
– Bo mnie po prostu wkurza i już. Nie wiem! – wyrzucił ręce na boki. – Może go dla mnie szlag trafić! W dupie to mam! – Pobiegł na górę, sam nie mając pojęcia, dlaczego ten chłopak doprowadził go do takiego szału.
Szymon nic nie rozumiał. Przecież Konrad ledwie znał Pawła z widzenia. Co mu odbiło? Brat wpadał w złość, nieraz się wściekał, ale dzisiaj… Potrząsnął głową.
– Cóż, będzie musiał jakoś to przeżyć. Odbierz ten cholerny telefon – nakazał Kamilowi ostro.
– Nie rozkazuj mi – warknął. Odebrał połączenie, które, jak się okazało, było od mamy. – No co tam?
– Chodzi o twojego tatę. Jest źle. Dzwonili do mnie ze szpitala…
– Co się stało? – Serce mu prawie stanęło. Przytrzymał się nawet szafki, bo nogi się pod nim ugięły. Mózg podpowiadał mu najgorsze sytuacje i nie chciał, aby któryś z czarnych scenariuszy okazał się prawdą. – Mamo?
– Twojego tatę znaleziono na ulicy. Prawie zapił się na śmierć. Jest z nim źle – powtórzyła. – Jadę do szpitala. Zamknęłam sklep. Mówią, że może nie przeżyć kolejnych godzin.
– Mamo, też tam pojadę. Poczekają na mnie. Rozumiesz? Pojedziemy razem. Zaraz tam będę. – Rozłączył się, kiedy matka mu odpowiedziała to, czego od niej oczekiwał. Popatrzył na Szymona.
– Słyszałem. Przebiorę się i już was zawiozę. – Dla otuchy Bieńkowski uścisnął ramię partnera, a potem pobiegł na górę.
Kamil przysiadł na szafce, usilnie powstrzymując strach przed tym, co może się wydarzyć.


[1] Cytat opisu filmu wzięty z Wikipedii.

22 komentarze:

  1. Lubię takie sielankowe rozdziały jak ten był na początku. Ciekawa jestem o co chodzi z Pawłem i Konradem no i co się stanie z ojcem Kamila. Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłopaki po prostu nie przypadki sobie do gustu. A co tam więcej to tylko oni to wiedzą. :)
      Dziękuję za wenę. :)

      Usuń
  2. I znowu nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa i nie wiem czy się cieszyć czy smucić :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Szymon chyba ma pomysł na wspólne mieszkanie z chłopakiem jeśli się nie mylę i nie był to jednak pomysł z Pawłem.
    Liczę na to, że Paweł się ogarnie, bo wprowadza bardzo złą atmosferę.
    Co do ojca Kamila to karma wraca.Wątpię aby zapił się przez to jak potraktował syna patrząc na poprzednie kłótnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szymon marzy o wspólnym mieszkaniu z Kamilem. I tylko z nim. Nikt inny nie wchodzi w grę. :)
      Paweł jak to Paweł to już od niego zależy czy się ogarnie. A ojczulek... brak słów po prostu.

      Usuń
  4. Luano, wiem, że Kondrad jest hetero, ale czemu nagle zaczęłam go i Pawła umawiać? :"d Uuu... Ale by ojciec Kamila w szpitalu? Jesteś niemożliwa. A na początku myślałam, że to będzie taki spokojny rozdział. Szkoda, że jestem chora, ale przynajmniej ten rozdział poprawił moje samopoczucie.No, to tyle. Miłego dnia/nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu zaczęłaś ich umawiać. :D Może coś w tym jednak jest. Tylko Konrad i Paweł wiedzą o co pomiędzy nimi chodzi. :)
      Zdrowia życzę. :)

      Usuń
  5. Ciekawa jestem co wydarzy się miedzy Pawłem a Konradem. Wiem że Konrad ma dziewczynę ale mój mózg zaczął wbrew mej woli umawiać go z Pawlem. Sądzę że Konrad mógłby zmienić Pawła na lepsze. A co do ojca Kamila to mam nikłą nadzieje że się pogodzą. Chcę też aby Szymek z Kamilem zamieszkali razem.
    Tak więc życzę weny i czekam na następny rozdział. Trochę szkoda że to już koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli Twój mózg zaczął tak robić, to może i coś w tym jest. Jak pisałam wyżej, to tylko oni wiedzą o co chodzi pomiędzy nimi. :)
      Za wenę dziękuję, bardzo się przyda. :)

      Usuń
  6. Czyli nie tylko mi się wydaje, że Konrad może nie cierpieć Pawła, bo coś tam się u niego ruszyło na jego widok? Może i hetero, a może bi? I oby ojcu Kamila nic się nie stało. Niech się wreszcie ogarniętej ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może hetero, może bi. Tylko Konrad to wie. Istnieje jednak taka możliwość, że sam tego nie wie. A może po prostu naprawdę niecierpi Pawła. :)

      Usuń
  7. Wspaniały rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
  8. już się nie mogę doczekać kolejnej części Obrazów Miłości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jeszcze dużo czasu trzeba będzie czekać na kolejną część.

      Usuń
  9. Hehe, teraz wszyscy umawiają Pawła i Konrada! :"D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty jesteś głupia, czy jaka!? Dlaczego usunęłaś Spontaniczną decyzję!? Nigdzie jej nie ma! Jak mogłaś!? Usunęłaś moje ukochane opowiadanie. Masz je natychmiast wstawić, bo pożałujesz!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie jesteś w stanie odpowiedzieć na moje pytania! Czekam!

      Usuń
    2. Czy mógłybyś/aś się uspokoić? Nie widzisz, że rozdziały są usunięte z ważnych powodów? I wiesz, że grożenie jest karalne? Nikt nie wie dlaczego Luana, je usunęła, oprócz jej. Pisała, mi, że trzeba czekać. Więc po prostu nie możesz poczekać, aż nam to wyjaśni? I jakbyś chciał/a wiedzieć, to zachowałaś się naprawdę chamsko.

      Usuń
    3. Anonomie, tak się będę do Ciebie zwracać. Po pierwsze sądzisz, że ja nic nie robię, siedzę tylko przy komputerze, na necie tak jak prawdopodobnie Ty i mam od razu odpowiadać na tak niemiły i pełen żądań komentarz? Otóż nie, nie mam czasu na takie siedzenie. Mam swoje życie, zajęcia, które zabierają mi czas i uwierz mi chciałabym ot tak sobie posiedzieć czy pograć w coś. Poza tym nie obrażaj mnie i nie groź, bo to już jest karalne jak wspomniała Hedvig Swordstar. "Spontaniczna decyzja" to mój tekst, ja jestem jego właścicielką i mogę z nim zrobić co mi się podoba. A to co się z nim teraz dzieje jest na razie tajemnicą. Będę mogła, powiem o co chodzi. Ale jedno mogę teraz powiedzieć, że na tak niemiłe, wręcz krzyczące pytania odpowiadać nie będę.

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)