23 lipca 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 26 plus epilog

Kochani, zapraszam serdecznie na ostatni rozdział i epilog.
Dziękuję za komentarze. :)



– Jak sobie radziliście chłopcy? – zapytała Barbara Bieńkowska niemalże od razu po tym, jak wysiadła z samochodu.
– Doskonale, mamo – odparł Konrad podekscytowany tym, że rodzice wrócili do domu. – Szymon gotował, a i przydały się nam te twoje gołąbki. No i babcia Kamila też pomagała i jego mama.
– No tak, ty to jak zwykle o jedzeniu, synu. – Mariusz wyjął dwie torby z bagażnika, próbując nie nadepnąć na Aresa, który biegał wokół, szczekał, popiskiwał i machał z radości ogonem.
– Nie było tak źle, radziliśmy sobie. – Szymon wziął jedną torbę od ojca. – Mam nadzieję, że wypoczęliście.
– Tak. Szczególnie po tym, jak zadzwoniłeś do ojca. – Basia z radością na twarzy spojrzała na starszego syna. – A co z Jankiem?
– Jest lepiej. Znacznie lepiej. Chociaż czeka go jeszcze bardzo dużo ciężkich chwil.
– Nie będzie mu łatwo wyjść z nałogu. Jak trzeba będzie, to mu pomożemy. Mariusz, zanieś tę torbę do łazienki, zaraz wrzucę do pralki brudne rzeczy – zwróciła się do męża. – A gdzie Kamil?
– W sklepie, a potem ma jechać do ojca. Także zobaczycie go dopiero wieczorem.
– Nadal tu mieszka? – zapytał Mariusz.
– Tak, tato – odparł Konrad. – Obaj stali się nierozłączni.
– I bardzo dobrze – odparł mężczyzna, wnosząc rzeczy do domu. – Tak powinno być.
Szymon podrapał się po szyi i zagadnął do ojca:
– Tato, pogadamy?
– Za chwilę. Tylko to zaniesiemy.
Po kilku minutach, kiedy byli już wolni, a Mariusz się przebrał w wygodniejsze, bardziej domowe ubrania, Szymon poszedł z ojcem na mały spacer po ogrodzie. Drzewa owocowe już zaczęły przekwitać, ale dało się jeszcze słyszeć pszczoły, które oblatywały resztę kwiatów. Wiosna była w pełni, a maj, zdaniem Szymona, zawsze był jednym z najpiękniejszych miesięcy w roku.
– Byłem głupcem, tato.
– Dobrze, że odzyskałeś trochę swojej mądrości. – Zatrzymał się pod potężną jabłonią. – Posłuchaj, nie zawsze możemy mieć wpływ na to, co robimy. Czasami trzeba postąpić wbrew sobie, jeżeli tylko ma to komuś pomóc. Dokonujemy wyborów i nie każde są dobre. Mówiłem ci, że to były trudne czasy. Każdy musiał myśleć o sobie, a ja byłem młody i musiałem robić to, co kazał ojciec. Nie twierdzę, że twój dziadek dobrze postąpił, ale przyrzekam, że gdyby…
– Co było, to było – przerwał ojcu. Położył rękę na jego ramieniu. – Oni wybaczyli, tak mówił ten ksiądz. Chyba na tym poprzestańmy. Chcę zostawić to za sobą. Wolę nad tym już nie rozmyślać. Z rana byłem u babci. Porozmawiałem również z nią. Z ciocią także, ale ciotka niewiele pamięta z tamtych czasów. Przeprosiłem je obie i przepraszam ciebie, tato.
– W porządku. – Mariusz objął Szymona i poklepał go po plecach. – Masz rację, zostawmy to za sobą. – Odsunął się od syna zadowolony, że go odzyskał. – A jak tam ty i Kamil? Widzę, że nie chcesz, aby on się wyprowadzał.
– Nie chcę. – Wsunął ręce do kieszeni zwyczajnych, prostych spodni już lekko sfatygowanych. – Mam też parę planów, ale na razie wolę nikomu o nich nie mówić. Wiem tylko, że jestem pewny jak niczego na świecie, że chcę się zestarzeć u jego boku. Tak, tato, wiem, że jest jeszcze młody i za jakiś czas może zmienić zdanie. Ale… – urwał, wpatrując się w błękitne niebo. – Ale czuję, że nie odejdzie. Kiedy patrzy na mnie… Nie jest już tym samym Kamilem, którego poznałem. Dojrzał przez te miesiące i jestem z niego dumny. – Odchrząknął, nie chcąc posuwać się dalej w tej rozmowie. Zdarzało mu się, że w przeszłości zwierzał się ojcu, ale teraz jakoś nie czuł się z tym swobodnie.
– Ech, miłość robi z człowiekiem dziwne rzeczy. Pamiętasz, jak Mikołaj zarzekał się, że się nigdy nie ożeni. A potem spotkał Agatę. Nie było im łatwo, też przeżywali swoje problemy, ale w końcu twój brat się oświadczył. Tak samo ja w młodości nie potrafiłem związać się z jedną dziewczyną, a po poznaniu twojej mamy wszystko się zmieniło. Wiesz, że lubimy Kamila, a twoja mama traktuje go jak syna. Cieszymy się, że z nim jesteś.
Szymon tylko uśmiechnął się do rodzica, czując, jak jakiś ciężar, który do tej pory go przygniatał, został zrzucony z jego barków. Przeprosił ojca, zdołał zostawić przykrą sprawę za sobą, jego partner jest akceptowany i kochany przez jego rodzinę. Nawet Konradowi się poszczęściło – podobnie jak kuzynowi Zarzyckiego, który mógł skończyć o wiele gorzej… Nareszcie wszystko się układało. Jeszcze tylko sprawa z ojcem Kamila, która – wierzył – skończy się dobrze, i mogli iść ku szczęśliwemu zakończeniu pewnego etapu. Po nim rozpoczną całkiem inny. Ta myśl bardzo mu się spodobała.

*
Kamil stał przed salą, do której przewieźli jego ojca. Nie potrafił tam wejść. Od kilku dni próbował zmusić się do zobaczenia się z rodzicem, ale ciągle się wycofywał. Dzisiaj jednak bardzo starał się nie uciec.
– Czeka na ciebie – powiedziała mama, która wyszła z pokoju szpitalnego. – Powiedziałam mu, że jesteś.
– Mamo…
– Kamil, on na ciebie czeka – powtórzyła dobitnie. Wzięła w obie dłonie rękę syna i ścisnęła ją. – Jeżeli dzisiaj tam nie wejdziesz, nie zrobisz tego nigdy. Źle cię ostatnio traktował, ale teraz to inny człowiek. Proszę, chociaż dzisiaj zobacz się z nim. Zawsze będziesz mógł wyjść. Poczekam tu na ciebie.
Kiwnął głową.
– Dobrze. – Nie wiedział czego się spodziewać. Bardzo chciał wejść środka, a jednocześnie strach ściskał mu gardło. Nie zniknął nawet po tym, jak Kamil w końcu odważył się otworzyć drzwi. Siniec na jego policzku już prawie znikał, ale gdy powoli podszedł do łóżka, na którym leżał jego ojciec, oczy mężczyzny zatrzymały się właśnie w tym miejscu. Dostrzegł grymas bólu na obliczu rodzica.
– Przepraszam, synu. Byłem złym ojcem – powiedział mężczyzna zachrypniętym, zmęczonym głosem. Wyglądał tak, jakby od dawna walczył z ciężką chorobą, którą w końcu udało mu się pokonać. – Nie powinienem był cię uderzyć, wyzywać.
– Tato… – Już dawno nie patrzył na ojca z tak małej odległości. Widok zmizerniałej twarzy, lekko opadniętych policzków i cieni pod oczami – to wszystko sprawiało, że Kamil czuł ucisk w sercu. Mógł go stracić. Nie mieliby już szansy na tę rozmowę. Przysunął sobie taboret i usiadł. – Tato, ja…
– Daj mi coś powiedzieć. W jednej chwili moje życie się przewartościowało. Prawie umarłem i już teraz wiem, co robiłem, jak was krzywdziłem. Mamę i ciebie. Nie potrafiłem się pogodzić z tym, że jesteś homoseksualistą. Czułem, że porażką jest posiadanie takiego syna. Poczekaj – powiedział, kiedy Kamil już miał wstać. – Słuchaj mnie. Teraz, kiedy dano mi drugie życie, chcę wszystko zmienić. Jesteś dobrym chłopakiem i nie ma już dla mnie znaczenia kogo kochasz.
Kamil otworzył szeroko oczy, kiedy to usłyszał. Czy to możliwe, że tata go zaakceptuje?
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– To co słyszysz. Kiedy się umiera, nagle wszystko poza tym, że chce się usilnie zostać z bliskimi, przestaje mieć znaczenie. Tak to odczułem. Byłem myślami tylko przy tobie i mojej kochanej Beacie, której przysporzyłem tyle trosk, zamiast jej pomagać. Zamiast być dobrym ojcem, odrzuciłem ciebie. Zrozum, że teraz wiem, co się liczy. Kimkolwiek w przyszłości będziesz, z kim będziesz…
– Będę z Szymkiem – powiedział stanowczo i z ochotą do walki, gdyby ojciec wbrew swoim słowom miał coś przeciw. Jeszcze tak do końca nie dotarło do niego, co powiedział mężczyzna.
– I dobrze. Ważne, by mieć w życiu kogoś, kto ci powie, że kocha. Nie ważne, że to osoba tej samej płci. Jeśli tylko daje ci szczęście, to bądź z nim. Ja postaram się was zaakceptować, bo jesteś moim synem. Zawsze byłeś. Kiedy już wyjdę ze szpitala i z odwyku, to przyjdź z nim kiedyś na niedzielny obiad. I pamiętaj, żebyś nigdy nie stracił z oczu i serca tego, co ważne w życiu. Ja straciłem. Na szczęście dane mi było wszystko zmienić. Wykorzystam podarowaną mi szansę.
– Mówisz jak pan Julian. On też powtarza, że miłość jest ważna i żeby nie zagubić się we wszystkim, nie stracić tego, co ważne.
– Mądry człowiek.
Kamil odetchnął. Może jego ojciec musiał otrzeć się o śmierć, aby wszystko zrozumieć, przejrzeć na oczy. Nie ważne w jaki sposób to się odbyło, bo dla niego najważniejszym było to, że nareszcie stała się rzecz, o której marzył. Tata go zaakceptował. W dodatku chciał się leczyć. Kamil nie oczekiwał, że usłyszy to wszystko, wchodząc do sali. Mógł, z błogosławieństwem ojca, patrzeć we wspólną przyszłość z Szymonem.
Zanim wyszedł z pokoju, długo jeszcze przebywał z ojcem. Po raz pierwszy tak naprawdę od wielu lat mógł spędzić z nim czas, szczerze porozmawiać. Potem dołączyła do nich jego mama i to właśnie było wspaniałe. Czuł, że znów są rodziną. Do pełnego szczęścia i rodzinnego obrazka brakowało mu jeszcze Szymona. Dlatego kiedy powoli zapadał zmrok, a on nadal spacerował ulicami Rzeszowa – nareszcie z lekkim sercem, które już nie dźwigało ciężaru – zadzwonił do partnera i powiedział jedne jedyne słowa, które dawniej tak trudno mu się wypowiadało:
– Kocham cię. – Tyle, nic więcej nie dodał. Nie musiał. To było wystarczające.

*

Te dwa słowa powiedziały Szymonowi wszystko. Odpowiedział Kamilowi to samo i rozłączył się. Jego serce biło szybko i mocno jak nigdy. Gdyby ktoś obserwował go z boku, widziałby jego twarz pełną zadowolenia i szczęścia. Ledwie powstrzymał się przed tym, aby nie wsiąść na motor i pojechać po Kamila. I to tylko po to, aby go zobaczyć. Chłopak jednak miał wrócić z mamą jej samochodem, a przed nim właśnie pojawił się mały problem do pokonania, kiedy usłyszał kłótnię. Nie pierwszą i nie ostatnią w ciągu ostatnich dni. Jego brat znów kłócił się z Pawłem. Czasami miał ochotę ich zamknąć w jednym pokoju i pozwolić, żeby się pozabijali lub dogadali. Na razie jednak musiał to przerwać, zanim faktycznie dojdzie do rękoczynów. Nadal nie rozumiał, dlaczego Konrad tak gwałtownie reagował na kuzyna Kamila i chyba nigdy się tego nie dowie – czasami zdarzało się, że ludzie po prostu czuli do siebie antypatię. Tym bardziej, że jego brat na takie pytania reagował wściekłością, a potem zamykał się w swoim pokoju, trzaskając drzwiami.
– Jesteś głupim, tępym imbecylem! – wrzasnął Konrad.
Szymon warknął i wchodząc do stajni, krzyknął:
– Zamknijcie się obaj!
– To on zaczął – bronił się Paweł.
– Ja? A kto powiedział, że jestem wychuchanym książątkiem?! Ty jesteś…
– Stul dziób! Konrad, do domu! Paweł, ty też! I nie odzywać mi się – dodał, kiedy obaj otwierali usta – bo jak mnie szlag trafi, to pożałujecie!
O tak, reszta maja nie zapowiadała się spokojnie, jeśli tych dwóch będzie blisko siebie. Nadzieja, że wytrzyma to nerwowo, była bardzo płonna. Zawsze jednak istniała. Przypomniał sobie, jak to on i Kamil nie znosili się na początku ich znajomości. Kamil szczególnie go nie lubił. Na całe szczęście, choć powoli, zaczęło to ulegać zmianie. Dzisiaj z pełną odpowiedzialnością mogł powiedzieć, że było warto czekać. Nawet zniesienie cierpienia, które odczuwał, kiedy chłopak wyjechał, przyniosło same pozytywne efekty.
– Czasami do szczęścia prowadzą trudne drogi – szepnął do Zefira, kiedy chłopcy poszli. Podał ogierowi kostkę cukru, a potem poczęstował Degressę, która wyciągała ku niemu łeb. Nagle do jego uszu dotarły podniesione głosy. To oznaczało, że jego brat oraz Paweł nic nie zrobili sobie z ostrzeżeń i jednak nie poszli do domu, bo znów sobie grozili. – Wyzabijam ich i będę miał spokój. Co wy na to? – zapytał koni, ale te w ogóle nie zareagowały. – Tak myślałem. – Westchnął i poszedł rozdzielić chłopaków.

*

– Tylko tego nie spal – powiedział Kamil do Szymona, kiedy stali przy grillu. Zbliżał się już koniec maja i rodzina Bieńkowskich postanowiła urządzić pierwszego grilla w tym roku. Zaprosili na niego wszystkich, którzy w jakiś sposób związali się z nimi, rodzinę, sąsiadów i przyjaciół. Po wszelkich trudach chcieli odpocząć tak, jak lubili najbardziej.
– Nie martw się. Ja tu jestem mistrzem grilla, więc niczego nie spalę.
– A ja kim jestem?
– Ty? Mężem mistrza – rzuciła Iwona, przynosząc ketchup i musztardę. Razem z Anetą również zostały zaproszone i z chęcią przyjechały. Iwona miała doskonały humor.
– Jeszcze mi się nie oświadczył. – Stanąwszy za Szymonem, objął partnera w pasie. Położył brodę na jego ramieniu.
– Aneta, patrz, jaki nasz Kamil zaborczy – zwróciła się do swojej dziewczyny.
– Po prostu chcę się poprzytulać – odparł Kamil, pokazując przyjaciółce język.
– Taki z ciebie misio. – Aneta chciała pstryknąć go w nos, ale Szymon na to nie pozwolił. – Obrońca się znalazł.
– Żebyś wiedziała. Kamil, jest mi naprawdę przyjemnie, ale jeśli nie chcesz mieć spalonych kiełbasek, to…
– Już się odsuwam. – Cmoknął jeszcze Szymona tuż pod uchem, zanim go puścił. – Idę zapytać, czy mogę w czymś pomóc.
– Sałatkę przynieś – rzuciła za nim Iwona, posypując kiełbaski przyprawą.
– Aha. – W jego kieszeni zaczął dzwonić telefon. Z początku sądził, że to tata, który był na odwyku w ośrodku uzależnień i już mu pozwolono kontaktować się z rodziną. Kamilowi nie było łatwo, ale był dobrej myśli, zwłaszcza dlatego, że z każdym dniem terapia dawała coraz to lepsze efekty. No i rosła chęć jego ojca do powrotu do życia i zdrowia, a to było najważniejsze.
Pomachał Konradowi, który siedział wraz z małym Pawełkiem i Agatą, i który łypał złowrogo na dużego Pawła. Tak ich zaczęli nazywać, bo inaczej im się myliło. Po kolejnym dzwonku odebrał wreszcie komórkę.
– W końcu. Do nikogo nie mogę się dodzwonić.
– Karola, fajnie, że dzwonisz. Grilla robimy. Jest cała rodzinka.
– Zazdroszczę. Ale ja mam lepiej. Z Grześkiem jesteśmy na wykopaliskach przy starym kościele. Tutaj, u nas w Polsce. Nie wiesz, co odkryliśmy. Mury jeszcze starszego kościoła – mówiła bardzo szybko. – Mówię ci, Kamil, ekstra jest. Ale grillówki też bym zjadła. Na wakacje, gdy wrócę, zrobimy sobie imprezkę na pół wsi.
– Gaduła.
– Jestem taka podekscytowana odkryciem. A poza tym co tam u was? Nadal mieszkasz z Szymkiem?
– Nadal. Chyba to się nie zmieni. Mój pokój jeszcze jakiś czas będzie zajmował kuzyn, ale potem i tak tam nie wrócę. A tak ogólnie to jest super. Konrad i mój kuzyn ciągle tylko patrzą na siebie wilkiem, ale jak Szymon prawie im wpierdolił, to trzymają się od siebie z daleka. Wiesz, że kiedyś się prawie pobili?
– No co ty? Nie wiedziałam, że Kondzio taki wojowniczy się zrobił. A jak tam on i Justynka?
– Dobrze. Też jest. Pomaga waszej mamie i mojej w kuchni. Właśnie idę po jakąś sałatkę.
– Ekstra. Chciałabym być z wami. Ale poczekam. Tutaj też jest bosko i jest z nami profesor Słomiński. Facet jest boski. Nie mówię tu o wyglądzie, ale o tym co robi, jaką ma wiedzę. Ale wygląd też jest w porządku. Bardzo nam pomaga. To on odkrył… Dobra, nic już nie mówię. Wiem, jak nie znosicie słuchać o tym, co robię.
– Nie, że nie znosimy…
– Dobra, dobra. Jestem z wami myślami. Jutro po południu się odezwę. Papatki, szwagier.
– Cześć. – Rozłączył się. Lato z Karoliną zapowiadało się naprawdę dobrze. W ogóle wszystko na takie się zapowiadało.
Przystanął na schodach i odwrócił się. Patrzył na tych ludzi, którzy stali się dla niego bliscy. Cała rodzina Szymona, jego dziadkowie, sąsiedzi, zaproszono nawet pana Juliana z żoną. Niedługo minie rok, jak po maturze zamieszkał w Jabłonkowie. Tak wtedy się przed tym bronił. Nie chciał rozstawać się z przyjaciółmi, z tamtym życiem. Gdyby tego nie zrobił, nigdy nie poznałby Szymona. Powędrował wzrokiem ku temu mężczyźnie. W tym samym momencie partner spojrzał na niego, a jemu serce zabiło mocniej.
– Kamil, nie stój tak, masz tę sałatkę i zanieś ją do stołu. – W drzwiach pojawiła się jego mama. – Przypomnij Szymonowi, żeby tylko nie przypalił kiełbasek, tak jak to zrobił ubiegłego lata.
Zaśmiał się tylko, biorąc od rodzicielki dużą miskę ogórków z pomidorami i rzodkiewką. Udał się w stronę partnera oraz długiego stołu, przy którym zbierali się uczestnicy grilla, bo Szymon właśnie nakładał na talerze kiełbaski.
Nie były spalone. 

Epilog


Cztery miesiące później.

Lato w Jabłonkowie upłynęło bardzo szybko. Nawet się nie obejrzeli, jak już nastał wrzesień. Przez ostatnie miesiące nie obyło się bez małych problemów, ale mieszkańcy umieli już je pokonywać. Tak samo jak rodziny Zarzyckich i Bieńkowskich, które mieszkały obok siebie. Wszystkim wiodło się dobrze i nawet tego lata pogoda dopisała na tyle, że Szymon nie narzekał na zbiór zboża, a jego rodzina żyła w spokoju. Kamil także nie miał powodów do zmartwień. Z partnerem mu się układało, a jego tata znalazł nową pracę w fabryce okien. Po leczeniu proponowano mu powrót na stare stanowisko w dawnej firmie, ale się nie zgodził. Mężczyzna musiał unikać miejsc, gdzie zaczął pić oraz tamtego towarzystwa i chciał rozpocząć nowe życie u boku rodziny. Regularnie chodził na spotkania anonimowych alkoholików, miał także swojego opiekuna, do którego dzwonił, kiedy naszła potrzeba.
Mama Kamila nadal wraz z nim prowadziła sklep, a wujek Adam już ani razu się wtrącił się do nich i nie ponowił żądań o pieniądze. Kuzyn Kamila, Paweł, jeszcze w czerwcu wrócił do domu i tylko raz odwiedził dziadków. Na razie nie sprawiał kłopotów. Natomiast jego brat często odwiedzał Kamila. Zaprzyjaźnili się. Konrad wciąż spotykał się z Justyną i czasami we wsi myślano, że się pobiorą. Nikt nie miał nic przeciw, pod warunkiem, że zaczekają jeszcze kilka lat i wybiorą swoje drogi życiowe. Karolinie i jej chłopakowi także się układało. Miesiąc spędzili w Jabłonkowie, a potem wyjechali na tydzień do Grzegorza i na kolejne wykopaliska. Rodzina Bieńkowskich musiała się pogodzić z tym, że dziewczyna ma swoje własne życie z dala od nich i pasje, które realizuje.
Poprawiły się też stosunki Iwony z rodzicami. Powoli tolerowali jej związek z dziewczyną i zapowiadało się na to, że szli prostą drogą ku akceptacji. Przyjaciele Kamila w Zamościu także doskonale sobie radzili. Nikt nie mógł na nic narzekać. Było dobrze.
Kamil właśnie pożegnał się z babcią i dziadkiem, którym opowiedział o zakończeniu kursu na instruktora jazdy. Zrobił go w trymiga i zdał wszystko. Na przyszłość bardzo mu się to przyda. Akurat przechodził przez furtkę i przystanął, gdy zatrzymał się przed nim motor. Szymon zdjął kask. Zawiesiwszy go na kierownicy zsiadł z Hondy.
– Chodź. – Złapał Kamila za rękę i pociągnął go na drugą stronę domu Zarzyckich. Stanęli przy łące, która należała do Bieńkowskich.
– Ale o co chodzi? – zapytał dwudziestolatek.
– To jest łąka.
– Noo… – Kamil popatrzył na partnera jak na głupka. – I co?
– Jest nasza. – Wyszczerzył się, wciąż trzymając dłoń Kamila.
– Twoja. To wiem.
– Nie moja, nasza. – Spojrzał w jego oczy. – Nasza, Kamil. Tu stanie nasz dom. – Zakreślił ręką przestrzeń. – Nieduży, może dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Takie coś dla nas. Chyba że chciałbyś coś innego – mówił podekscytowany.
– O czym ty mówisz? – Nie udawał, że nie był w szoku.
– O naszym domu. Byłem w gminie. Ta łąka stała się działką budowlaną. Naszą, rozumiesz? Jeszcze musisz podpisać parę papierków, ale to jest twoje i moje. – Objął go w pasie, przyciągając do siebie. – Za rok, dwa, stanie tutaj nasz dom. Będziesz miał dostatecznie dużo czasu, aby się do tego przyzwyczaić. Poza tym będziemy blisko rodziny. Nasz dom, twojej rodziny i mojej, obok siebie. – Widząc minę Kamila, coś boleśnie ścisnęło się w jego piersi. Może za bardzo się śpieszy. Nie zapytał partnera o zgodę, ale chciał mu zrobić niespodziankę. Nie zamierzał jednak podejmować reszty decyzji bez niego. Byli sobie równi, zarówno w łóżku jak i w życiu. Mieli wspólnie decydować. – Coś nie tak?
– Nie. – Pocałował policzek Szymona, rozumiejąc, że go wystraszył. – Zaskoczyłeś mnie. To wszystko. Chcę tego. Pewnie, że chcę. – Położył dłonie na plecach Szymona. – Cholera, nie mam na to kasy, aby się dołożyć, ale zależy mi na tym i postaram się coś dodać. Nie chcę, abyś za wszystko płacił. – Spojrzał na łąkę, potem na kochanka, szczęśliwy jak nigdy wcześniej.
– Spokojnie. Tak szybko nie wybudujemy domu. W tym roku musimy tylko wylać fundamenty, aby nam plan nie przepadł. Bo niedługo spotykamy się z architektem, który pomoże nam zrobić projekt naszego domu.
– Mam jeden warunek. Chcę, aby w sypialni stanęło wielkie łóżko. Ogromne. Byśmy mieli na czym się kochać. – Co prawda do tego nie zawsze potrzebowali łóżka, ale to by było takie intymne, takie tylko dla nich.
– Tylko bez baldachimu – zarządził Bieńkowski.
– Mogę na to przystać. Jeśli ma być bez, to nie pozwólmy Karolinie urządzać naszej sypialni. A w salonie ma stanąć kominek. Zawsze marzyłem o kominku. – Oparł ich czoła o siebie. – Czyli zaczynamy wspólne życie?
– Już zaczęliśmy – poprawił go Szymon. – Kocham cię.
 Ja ciebie też – odpowiedział, łącząc ich usta w czułym pocałunku.
Ktoś by mógł powiedzieć, że dwóch mężczyzn nie może stworzyć udanego związku, opartego na zaufaniu, miłości, szacunku i oddaniu. Ten ktoś nawet nie wie, jak bardzo by się mylił. Oni taki związek tworzyli – silny u podstaw, z mocnymi fundamentami wykutymi na ciężkich chwilach, które mieli za sobą, takimi, na których stanie ich dom – wierzyli, że już nic i nikt nie zdoła go zniszczyć.

Koniec












23 komentarze:

  1. Boskie. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje opowiadania jak zawsze wzruszają, to nie odbiega w tym temacie od reszty.
    Mam nadzieje, że nadal będzie tworzyć historie, w których będę mogła śledzić życie bohaterów z niecierpliwością. Dużo weny.
    MIKA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że będę nadal tworzyć historie.
      Dziękuję za wenę i pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. Cudowne
    Bardzo podobało mi się to opowiadanie. Przy końcu sie wzruszyłam. Sama też mieszkam na wsi więc co nie co się orientuje jak to jest z akceptacją w takiej małej wspólnocie gdzie wszyscy się znają. Jestem pewna że jeszcze nie raz przeczytam tą historię, a tym czaswm czekam na następne opowiadania. O ile takowe będą (na co bardzo liczne).
    Pozdrawiam i życzę weny na przyszłość 😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups przez przypadek dodało się dwa razy. Ten napisałam bo myślałam że ten pierwszy się nie dodał 😂😂😂

      Usuń
    2. Spoko. Usunęłam ten pierwszy komentarz. :)
      Mam nadzieję, że nowe opowiadania będą. Na razie nic nie piszę, ale postaram się o to. :)
      Dziękuję za komentarz, za wenę i pozdrawiam. :)

      Usuń
  4. Cudowne.
    Uwielbiam Twoje opowiadania, pisane są z pasją i sercem. Czytający dosłownie uczestniczy w życiu bohaterów. Gratuluje i życzę weny. Z niecierpliwością czekam na następne.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, świetne :D Kamil i Szymon tworzą cudowną parę i trzymam za nich kciuki. I zaskoczenie z tym domem, byłam pewna, że wynajmą jakieś mieszkanie czy coś, a tu proszę 😀 Bardzo przyjemnie czytało mi się Buntownika, w sumie to na początku nie byłam pozytywnie nastawiona, bo nie czytałam wtedy opowiadań z akcją w Polsce. Ale Buntownik to jedna z dwóch historii, które przekonały mnie do tego ^,^
    Życzę dużo weny w tworzeniu kolejnych opowiadań i czekam na mprega, o którym mówiłaś :D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkanie nie wchodziło w grę. Obaj mieszkają na wsi i nie zamierzają przenosić się do miasta. :)
      Z mojego doświadczenia wiem, że nie warto rezygnować z tekstów, których akcja dzieje się w Polsce. Bo można przegapić świetne opowiadania. A co za różnica czy postać ma na imię Andrzej czy Andrew. Żadna. :)
      Dziękuję za wenę i pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. a jaka była druga która Cię przekonała?

      Usuń
    3. Choćby teksty Dream Winchester przekonały mnie do czytania o polskich chłopakach. :)

      Usuń
  6. Kiedy w sprzedaży będzie dostępna kolejna część Obrazów Miłości?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chciałam się oto zapytać. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu.

      Usuń
    2. Nie wiem. Kończę tekst przepisywać, ale jeszcze musi został poprawiony co chyba szybko nie nastąpi. Także trzeba czekać. To może potrwać nawet miesiąc. Chciałabym szybciej, ale nie da rady, a nie wstawię tekstu niepoprawionego. :)

      Usuń
  7. Luanko.
    Eh, w sumie to ja nie mam słów.
    Kocham.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję że się nie obrazisz, ale to zakończenie było przewidywalne, wszystko skończone happy endem. Zabrakło mi na koniec jakiegoś mocnego akcentu. Czegoś o czym przez wszystkie rozdziały nie pisałaś. Epilog jest jakby dalszym ciągiem rozdziału. Nie mogę powiedzieć że jestem zawiedziona. No może tylko tym że Konrad i Paweł nie mieli się jednak ku sobie. Nie rozumiem tych którym się ta historia nie podobała. Bo stworzyłaś coś wspaniałego. Konsekwentnie i starannie budując swoje postaci oraz prowadząc je wspaniale przez wszystkie rozdziały. Podziwiam cię zwłaszcza za Kamila, z mojej perspektywy nie była to łatwa postać, a ty ani razu się nie pogubiłaś. Czapka z głowy. Jesteś dla mnie wzorem.

    ps. gratulacje dla bety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może nie być happy endu. Każdy lub prawie każdy na to czeka. Gdyby to nie był koniec historii Szymona i Kamila to pewnie bym coś zamieszała. Co do Konrada i Pawła to nie oni są tu bohaterami i żyją sobie gdzieś obok. A czy mają wspólną historię? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Ale może w końcu się zakumplowali. :)

      Usuń
  9. Jezu... nie wierze że to już koniec... Happy End <3 ojej chłopcy!!
    A Lu właśnie. Opowiadanie - jak zwykle - czyli mistrzostwo ;) Jedyne co mnie boli to to że.... już koniec! XD ta wiem, rozbraja to nie? :)

    Życzę weny i żeby wraz z kolejnym zakończonym opowiadaniem wena Cię, Lu, nie opuściła oraz spełnienia marzeń. ;)Cieszę się, że już tyle czasu hoho jestem z Tobą choć mało co komentuje xD
    Weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tam cieszę się z happy endu ;) Ojciec Kamila psuł mi nerwy, teraz w końcu (mam nadzieję, że) wszystko wraca do normy.
    To opowiadanie wciągnęło moje wszystkie emocje, byłam z bohaterami na wsi i żyłam ich życiem podczas każdego spotkania z tekstem. Niesamowita historia!
    Oby więcej takich pojawiało się w Twojej głowie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowne, aż nie wiem co więcej napisać. Po raz kolejny twoje opowiadanie zrobiło na mnie niemałe wrażenie. Uwielbiam twój styl i na pewno wrócę do Buntownika, tak jak wracam do twoich pozostałych dzieł.
    Pozdrawiam i życzę dużo dużo weny na kolejne historie.
    ~Zu

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)