27 października 2016

W sidłach miłości tom 3 - Rozdział 16

Info w sprawie głosowania: Klik

Dziękuję za komentarze. :)

Im dłużej czekał, tym bardziej się denerwował. Z Richiem musieli przyjechać do przychodni przy szpitalu, bo jego lekarz miał urlop. Naprawdę starał się nie myśleć, co mu może być, pomimo że obaj z Richiem spodziewali się najgorszego. Tak bardzo chciał, żeby to nie było to, o czym myśli. Nawet modlił się, żeby to było tylko jakieś zapalenie. Przecież w jego wieku niemożliwe, żeby miał raka jądra.
Richie przyglądał się partnerowi. Ręce Jonathana drżały. Powstrzymywał się przed tym, aby  nie prawić mu kazań, nie pytać dlaczego nie poszedł do lekarza, kiedy zauważył, że coś jest nie tak. Sądził, że w ich związku, życiu w końcu wszystko wychodzi na prostą, a tu nie wiedział, co będzie. W każdym razie starał się myśleć pozytywnie i nie snuć czarnych scenariuszy. W domu powiedział Jonathanowi, że chce być z nim bardzo długo, i miał wielką nadzieję, że tak będzie.
Jonathan wyprostował się, kiedy z gabinetu lekarskiego wyszła osoba, która była przed nim zarejestrowana.
– Moja kolej.
– Ej. – Richie złapał go za rękę. – Wierzę, że wszystko będzie dobrze.
– Musi być, prawda? To wszystko przez to, że oglądaliśmy kiedyś ten film i przychodzi nam do głowy najgorsze. Idę. – Puścił jego rękę i po chwili zapukał do gabinetu.
– Proszę wejść – odezwał się głos zza zamkniętych drzwi.
Nacisnąwszy klamkę wszedł do pomieszczenia o zielonych ścianach i bardzo sterylnym, prostym wyglądzie. Zamknął za sobą drzwi i dopiero spojrzał na siedzącego za biurkiem lekarza. Zdębiał. Miał ochotę zawrócić.
– Mogę prosić o zmianę lekarza? – zapytał.
Ethan uniósł wzrok znad wypełnianego dokumentu, spoglądając na kolejnego tego popołudnia pacjenta.
– Jonathan? Jaki ten świat mały. – Uśmiechnął się szczerze.
– Za mały dla nas dwóch. To mogę prosić o innego lekarza?
– Nie. Jestem sam na dyżurze, więc jesteś skazany na mnie. – Nie było to prawdą, ale Johnny nie musiał o tym wiedzieć. – W razie konieczności mogę zawołać kogoś, bo jestem jeszcze stażystą, ale myślę, że z bólem gardła czy palca sobie poradzę. Nie mogę tylko wypisywać zwolnień lekarskich – wytłumaczył. – Z tym to już każę pójść do kogoś innego. – Wstał. Obszedł biurko i usiadł na brzegu, zakładając ręce na piersi. – Jesteśmy dorosłymi mężczyznami. Wyobraźmy sobie, że wspólnej przeszłości nie było. Jestem lekarzem, ty pacjentem. Co panu dolega?
– Los naprawdę bywa okrutny. Miałem nadzieję nigdy cię nie spotkać.
– Ja też. Niemniej, jak widzisz, jesteś na mnie skazany – powiedział Ethan. – To co ci jest?
To była bardzo żenująca sytuacja. Bardziej niż jakby miał o tym opowiadać komuś obcemu i zdejmować przed nim spodnie. Natomiast Ethan Larsen nie był obcy, a w przeszłości był kimś więcej. Nie miał jednak wyjścia, bo gdy stąd wyjdzie bez badania, Richie go zabije.
– Cieszę się, że udało ci się skończyć studia. – Usiadł na kozetce.
– Był moment, kiedy prawie to rzuciłem, kiedy mnie zostawiłeś…
– Miałeś o tym nie wspominać– warknął Johnny. – Sam do tego doprowadziłeś.
– Masz rację. Nie zmienia to faktu, że byłeś jedynym facetem, którego kochałem.
– Ethan, bo wyjdę. 
– Wybacz. Już zamieniam się w lekarza. W czym mogę ci pomóc? – zapytał profesjonalnie. 
– Od paru dni czuję dziwny ciężar w mosznie. Dzisiaj wyczułem, że jedno z jąder jest powiększone. Nic mnie nie boli, ale niepokoi mnie to.
– I dobrze, że cię niepokoi. – Ethan wyrwał z kartonowego pudełka stojącego na biurku parę jednorazowych rękawiczek i założył je. – Zdejmuj spodnie. Muszę cię zbadać. 
Jonathan posłuchał go z ociąganiem, starając się nie myśleć, jak dawno temu powiedziane przez Ethana „Zdejmuj spodnie” znaczyło coś zupełnie innego. Opuścił spodnie wraz z bielizną i odwrócił głowę, kiedy Ethan zaczął dotykać go w intymnym miejscu. Zauważył, że mężczyzna robił to naprawdę profesjonalnie i był mu za to wdzięczny. Ostatnio Ethan dotykał go tam w całkiem inny sposób i z innych powodów.
– Zakaszl – poprosił Larsen, wyraźnie wyczuwając, że lewe jądro Jonathana jest nienaturalnie powiększone, przez co moszna wydaje się być opuchnięta, poczuł też mały guzek. – Dobra. Ubierz się. – Zdjął rękawiczki i wyrzucił do kosza. Poszedł umyć ręce, jak to robił po każdym badaniu, nawet kiedy używał rękawiczek.
– I? To tylko zapalenie, tak? Nie mam raka?
– Bez badań nie mogę ci nic powiedzieć. Musi cię zbadać jeszcze jeden lekarz, ale na pewno to nie jest zapalenie – powiedział bardzo poważnie Ethan.
– Aha. – Usiadł na kozetce z mocno bijącym sercem, nie mając pojęcia, co dalej będzie. – Tylko mnie nic nie boli.
– Johnny, nie potwierdzę ci czy to rak, czy coś innego, ale jeżeli nowotwór jądra, to w większości przypadków choroba przebiega bezboleśnie. Niedawno w naszym szpitalu przeprowadzano akcję dotyczącą tego, żeby skłonić mężczyzn do robienia badań. – Usiadł za biurkiem i wziął kartę pacjenta należącą do Jonathana. – W tym właśnie kontroli własnego ciała i samobadania. Tak jak kobietom mówi się, żeby badały swoje piersi, tak mężczyznom w różnym wieku, nawet chłopcom, zalecamy właśnie samobadanie jąder. Nie ma znaczenia, w jakim jesteś wieku. Choroby czepiają się każdego i nie można lekceważyć jakichkolwiek objawów.
– Tak mam od paru dni. Mój partner zmusił mnie do przyjścia tutaj.
Ethan spojrzał na niego, słysząc słowo „partner”.
– Dobrze zrobił. Wczesne wykrycie choroby daje możliwości wyleczenia.
– Choroby, czyli raka – powiedział Wilson z rezygnacją.
– Nic takiego nie powiedziałem.
– Nie musisz. Widzę to w twoich oczach, Ethan. Co będzie dalej?
– Trzeba będzie ci zrobić badanie USG jąder. To jako pierwsze.
– A potem mi to wytniecie?
– Wszystko zależy, co wyjdzie na badaniach.
– A jeżeli to rak, to skąd będziecie wiedzieć jaki? – Jonathan był coraz bardziej roztrzęsiony. Spodziewał się najgorszego, snując czarne scenariusze, ale okazało się, że nie jest na to gotowy. Mina Ethana bardzo dużo mówiła, a znał tego  człowieka i wiedział, że nie jest z nim dobrze.
– Szczegółowe rozpoznanie choroby nowotworowej opiera się najczęściej na wyniku badania histopatologicznego jądra usuniętego z dostępu pachwinowego. Z tym że ja nie mogę jednoznacznie potwierdzić, co ci jest.
– A poza rakiem co to może być?
– Zapalenie wykluczam, to dość rzadka przypadłość i najczęściej dotyczy obu jąder. Występuje bardzo silny ból, połączony z gorączką, a ty tego nie masz. Krwiak, żylaki, torbiele powrózka nasiennego. Wodniak.
– Co to jest wodniak? Mów do mnie po ludzku.
– Co do wodniaka to takie rozpoznanie można postawić dopiero po badaniu ultrasonograficznym. Niestety, może on towarzyszyć guzowi jądra. Jest to rodzaj torbieli gromadzącej płyn surowiczy pomiędzy błoną otrzewną a błoną surowiczą jądra.
– Aha. Czyli wyszliśmy z lasu na tę samą drogę.
– Powiem ci coś, nawet jeżeli to rak, to jest we wczesnym stadium i masz sto procent szans na wyleczenie. Każdy kolejny tydzień zwlekania może zmniejszyć na to szanse. Dobrze, że przyszedłeś i nie oszukiwałeś się, że to nic takiego.
– Oszukiwałem. Na pewno dzisiaj. Zanim od partnera nie dostałem kopniaka, to okłamywałem sam siebie.
– Muszę go pochwalić za szybką reakcję. Napiszę ci skierowanie na USG. Zadzwonię do doktora Kadena Hyla, ma dzisiaj dyżur, i powiem mu, żeby jeszcze dzisiaj wykonał to badanie, bo czasami godziny mają znaczenie. Dopiero po badaniu będziemy wiedzieć co dalej, kiedy obejrzy cię urolog.
– Onkolog pewnie też.
– Tego nie można wykluczyć.
– Rób co trzeba. Muszę być zdrowy. – Dla Richiego, dla siebie samego, dla rodziny, dla wszystkich.


* * *


Z każdą upływającą minutą kiedy Johnny nie wychodził z gabinetu lekarskiego, Richie zaczynał czuć lęk o partnera. Inni pacjenci zaczęli się już denerwować czekaniem, mówiąc coś w stylu: „Siedzi tam i siedzi”. Miał ochotę coś im niemiłego odpowiedzieć. Ciekawe czy któraś z tych kobiet nie pójdzie tam i nie spędzi na plotkowaniu godziny, wyliczając przy okazji, na co to jest chora, bo przeczytała w Internecie o objawach. Natomiast jego partner mógł być poważnie chory i na pewno nie był hipochondrykiem.
Dopiero po półgodzinie Jonathan opuścił gabinet, blady jak ściana, z wystraszonym wzrokiem. Richie dzięki temu domyślił się, że nie jest dobrze.
– Co ci powiedział? – spytał, podchodząc do niego, a Johnny, zanim odpowiedział, przytulił go.
– Bez konkretnych badań nie może postawić jednoznacznej diagnozy, ale na dziewięćdziesiąt procent to… – Pokręcił głową, nie kończąc zdania.
– Co teraz?
– Mam tu skierowanie do lekarza na badanie. – Odsunął się od niego i pokazał trzymaną w dłoni kartkę. – Pewnie czeka mnie dokładny przegląd mojego ciała przez paru doktorków. – Zaśmiał się, lecz w tym śmiechu nie było nuty radości. – Nie łudzę się, Richie, że to nic poważnego.
– To chodź. Niech cię przyjmą, zbadają. – Wziął go za rękę, mając gdzieś to, kto i co sobie o nich pomyśli. – Zostanę z tobą, dopóki nie będziemy wiedzieć co i jak. – Pociągnął go w stronę drzwi prowadzących do budynku szpitala.
– To może trochę potrwać. Ethan powiedział, że nawet kilka godzin.
– Ethan? – Zmarszczył brwi.
– Lekarz, który mnie badał.
– Jesteś z nim po imieniu? – Szli długim korytarzem, od czasu do czasu mijając lekarzy i innych ludzi.
Jonathan z początku nie zamierzał mówić mu, kim był dla niego w przeszłości ten lekarz, ale z własnego doświadczenia wiedział, że kłamstwa i ukrywanie wszystkiego o przeszłości niszczą związek.
– Bo go znam. Parę lat temu on i ja spotykaliśmy się. W sumie tworzyliśmy parę.
– Aha. – Zacisnął mocniej dłoń na ręce Johnny’ego. Nie miał zamiaru być zazdrosny o przeszłość, ale niepokoiło go co innego. – Mówiłeś, że nigdy nie byłeś związany z mężczyzną. Był Patrick, a potem ten chłopak z twojej grupy tanecznej i to był tylko kumpelski seks, to on?
– Nie. – Przystanął. – Ethan to jeszcze ktoś inny. Ktoś, o kim nie chciałem mówić, myśleć. Zniszczył to, co chciałem z nim stworzyć.  Zdradzał mnie, a potem miał mi za złe, że ja go zostawiłem. Nigdy nie zrozumiał, że to była jego wina. Pokrętna duszyczka z niego i mam nadzieję, że się zmienił. Czasami potrafi się uśmiechać, a gdy się odwrócisz, może wbić ci nóż w plecy.
– Ale mnie mogłeś o nim powiedzieć. Mimo wszystko rozmyślnie zataiłeś przede mną ten związek.
– Przepraszam. – Położył dłoń na policzku Richiego. Nie mógł patrzeć w te smutne, pełne zawodu oczy. – Dla mnie ten związek nie istniał. To była mała przygoda. Ethan to dupek. Nie chciałem niczego przed tobą ukrywać. Wybaczysz mi?
– Dlaczego miałbym ci nie wybaczyć? Jednak nie ukrywaj takich rzeczy przede mną, bo czuję się przez to źle.
– Przepraszam. – Przytulił go bardzo mocno.
Richie odetchnął, obejmując go rękoma wokół pleców.
– W porządku. Mimo wszystko dziwnie się czuję, że dzisiaj dotykał cię tam twój były.
– To mimo wszystko lekarz. Wierz mi, zrobił to jak profesjonalista.
 – I bardzo dobrze. Lepiej mnie puść i chodźmy do kogoś z tym skierowaniem.
– Jeszcze chwilę. – Nie chciał go puszczać. Musiał się nim nasycić, jakby Richie był lekiem na wszystko. Dopiero po dłuższej chwili go uwolnił. – Jestem gotów. Mamy znaleźć jakiegoś doktora Kadena Hyla. Ma mi pomóc i tak dalej.
– Hyla? Casey mówił, że ktoś o tym nazwisku go badał. Podobno fajny jest. To taki wysoki, dobrze zbudowany doktorek, jak mówił. Szybko go wypatrzymy.
– Dla mnie najważniejsze, żeby był dobry w tym, co robi.
– Powinniśmy zawiadomić twoją rodzinę.
– Może kiedy będziemy coś wiedzieć. Rodzice wciąż odpoczywają na urlopie. Nie chcę ich przedwcześnie martwić. Hm? Co tak patrzysz?
– A potem Alex urwie mi łeb.
– Przynajmniej poczekajmy, aż będzie po badaniu USG, co?
– W porzo. No, chodź. – Znów wziął go za rękę, dodając tym samym otuchy sobie i Jonathanowi.
Przez wielkie, oszklone drzwi weszli na teren szpitala prosto w zgiełk tworzący się od dzwoniących telefonów, gadających ludzi, płaczących dzieci. Spodziewali się, że izba przyjęć o tej porze będzie pusta, a tu niespodzianka.
– Dobra, zapytam w recepcji, gdzie znajdę tego Hyla – powiedział Johnny. Podszedł do lady, omijając biegające wokół dziecko. – Dzień dobry. To znaczy dobry wieczór.
– Słucham pana? – zapytała dużo od niego starsza kobieta, uśmiechając się do niego uprzejmie.
– Szukam doktora Kadena Hyla. Mam do niego skierowanie.
– Doktor Hyle jest w pokoju zabiegowym. O tam, na końcu korytarza. – Wskazała ręką. – Pokój numer trzy – przekrzykiwała dzwoniący obok niej telefon.
– Dziękuję pani bardzo.
– Proszę.
Johnny wrócił się do swojego chłopaka i obaj udali się we wskazanym kierunku. Pokój numer trzy odnaleźli bez większych problemów. Akurat drzwi były otwarte, więc zajrzeli tam. Lekarz rozmawiał z pielęgniarką i śmiał się, popijając coś z białego, plastikowego kubka. Mężczyzna, zauważywszy ich, zapytał:
– Pan Wilson?
– Jonathan Wilson. Mam tu skierowanie na badanie. – Wszedł do środka z drepczącym za nim Richiem i podał lekarzowi kartkę.
– Ethan dzwonił, że pan się pojawi. Zaraz będzie tutaj urolog i zbadamy pana. Proszę poczekać na korytarzu, pójdziemy do innego pokoju.
– Dziękuję. – Wciąż trzymając Richiego za rękę, niczym koło ratunkowe lub oparcie w trudnych chwilach, wyszedł na korytarz.
Nic nie mówili, bo żaden z nich nie czuł takiej potrzeby. Wystarczyło, że byli obok siebie. Po chwili jednak Richie przerwał ciszę:
– Może dobrze, że znasz tego Ethana. Ruszył coś nie coś i zajmą się tobą, a nie będziesz czekał tygodnie na badanie.
– Może.
Niedługo później przyszedł urolog i Johnny, przytuliwszy jeszcze raz swojego chłopaka, udał się z lekarzami na badanie, które miało o wszystkim zadecydować.


* * *


– No, niech to szlag. – Alex spojrzał na swoje ubranie, na które nieopatrznie wylał kawę, po tym jak się potknął. – Jeszcze tego mi brakowało. – Zerwał z haczyka ścierkę i zaczął wycierać koszulkę oraz spodnie.
– Lepiej idź się przebierz – poradziła mama, odstawiając na bok garnek z zupą. – Najlepiej wrzuć to do pralki, i tak zaraz muszę nastawić pranie.
– Miałem zamiar to jutro zrobić. Nie wiedziałem, że tak szybko wrócicie.
– Daj spokój, pogoda tam była tak okropna, że zrezygnowaliśmy. Co mi za wyjazd, kiedy muszę siedzieć w hotelu. Postanowiliśmy z ojcem, że lepiej posiedzieć w domu. Za to ugotowałam na jutro pyszną zupę. Trzeba tu posprzątać. Kurzu w ogóle nie ścieraliście. – Przejechała palcem po brzegu okapu.
– Johnny prawie przeprowadził się do Richiego. W sumie to trzeba go zawiadomić, że wróciliście. A ja siedzę tutaj sam, a mam tyle nauki, że nie mam czasu posprzątać. – Tak, ma naukę. Szczególnie przed ekranem komputera i pornosami. Nadal nie wykorzystał kupionego wibratora.
– Dajże spokój, chwila czasu na sprzątanie zawsze się znajdzie. – Nalała wody do czajnika i postawiła go na zapalonym palniku. – A jak test z historii? Mieliście mieć go chyba wczoraj.
– Przełożyli na przyszły tydzień, bo lekcję mieliśmy z kimś innym. Idę się przebrać.
W swoim pokoju szybko zmienił ubranie, a brudne zaniósł do łazienki i wrzucił je do pralki. W ostatniej chwili przypomniał sobie, że nie wyjął ze spodni telefonu. Znów komórka zostałaby wyprana, a przeżyłby to bardziej niż sytuację sprzed roku. Na telefonie miał numer do Josha i cokolwiek by się działo, nie zamierzał go skasować. Komórkę schował do kieszeni dżinsów, które miał na sobie, i kiedy planował wyjście z łazienki, w pomieszczeniu pojawiła się matka. Kobieta od razu zabrała się za segregowanie rzeczy do prania.
– Co u Jonathana, poza tym, że mieszka u Richiego? Mógłbyś nasypać do szufladki proszku?
– Mhm. Prawie mieszka. – Schylił się, żeby otworzyć pojemnik z proszkiem do prania. – Wszystko u niego dobrze. Mamo, naprawdę przez te parę dni nic się nie zmieniło. – Nabrał do plastikowej miarki malutkie granulki i wsypał w przeznaczone w pralce miejsce.
– Martwię się, bo wyjeżdżam na trochę, wracam, a w domu syf. Nieposprzątane, pranie niezrobione, prasowanie, które obiecaliście zrobić, leży nieruszone i nawet dywany niepoodkurzane. – Wrzucała kolejne kolorowe rzeczy do pralki. – Nawet jak Jonathana nie ma w domu, to ty musisz o wszystko dbać. Ja niczego za ciebie nie zrobię. Chcesz w przyszłości ze swoim partnerem żyć w chlewie?
– Mamuś, ja nie zamierzam mieć partnera. Nikogo.
– Teraz tak mówisz. – Zatrzasnęła drzwiczki pralki i ustawiła odpowiedni program prania.
– Mówię poważnie. Nie uśmiechają mi się związki. U nas w szkole widać, że wiosna nadeszła, bo co rusz tworzą się nowe pary. Mnie do tego nie ciągnie.
– Miłość wisi w powietrzu. Ciebie też strzała Amora trafi. – Nacisnęła przycisk i maszyna do prania wydała buczący dźwięk i zaczęła pobierać wodę. – Idź odkurz dywany, ja już podłogi umyję – powiedziała.
– Już się ro… – Nie dokończył, bo zaczęła dzwonić jego komórka. Spojrzał na wyświetlacz. – O, Richie. Pewnie chce, bym mu pomógł w lekcjach.
– To odbierz. Za ten czas wypiję swoją kawę.
– No, co tam? – Usiadł na pralce i nie obchodziło go, że ta jest włączona. – Co? Za głośno? A, to pralka. Rodzice wrócili godzinę temu, powiedz o tym swojemu facetowi, i mama robi generalne porządki. A ty co masz jakiś taki dziwny głos?

* * *

– Dziwny? Możliwe. Słuchaj, Alex, może to i dobrze, że wasi rodzice wrócili, bo i tak by wrócili. – Cały roztrzęsiony stał na szpitalnym korytarzu, nie wiedząc, jak przekazać to, co powinien. Niby to zadanie należało do jego partnera, ale Johnny nie potrafił im tego powiedzieć. – Johnny i ja jesteśmy w szpitalu.
– Mieliście wypadek? Co się stało? – Usłyszał zaniepokojony głos przyjaciela.
– Nie było żadnego wypadku. Mnie nic nie jest, natomiast Jonathan jest po badaniach i zostawiają go w szpitalu.
– Dlaczego? Mów, do cholery, a nie kręcisz!
– Bo nie wiem, jak mam ci to powiedzieć – wysyczał przez zęby. – Johnny wyczuł u siebie, że coś jest nie tak z jego jądrem. Pojechaliśmy do szpitala, skierowali go na badania i podejrzewają najgorsze.
– To znaczy co?
– Nowotwór jądra.
– Co?! – Richie odsunął telefon od ucha, kiedy przyjaciel wydarł się na cały głos. – Zaraz tam będziemy. W którym szpitalu jesteście?
– W tym naszym, rejonowym. Jesteśmy  na urologii.
– Dlaczego na urologii?
– Na ten oddział został przyjęty. Chyba chcą go operować. Tak podejrzewam, ale nic jeszcze nie wiemy. Przywieźcie mu jakąś piżamę, bieliznę, kapcie i nie wiem co tam jeszcze. Alex, jesteś tam? – spytał, gdy w głośniku nastała cisza.
– Jestem. Przywieziemy. Cześć.
– Cześć. – Potarł nasadę nosa, czując się bardzo zmęczony, a to dopiero pierwszy dzień, właściwie wieczór, jeden z wielu. Po skończonej rozmowie wrócił na salę, w której chwilę temu umieścili Jonathana. Chłopak leżał na łóżku i gapił się w okno.
– Lekarz ma przyjść i ze mną o tym pogadać. Wykryli mi jakiegoś nasieniaka czy nienasieniaka. Podobno te cholerstwa są złośliwe, ale wykrycie ich we wczesnym rozwoju daje olbrzymie szanse na wyzdrowienie. Prawdopodobnie nie ma przerzutów, ale co oni tam wiedzą.
– Wiemy – odezwał się w progu głos chirurga urologa, który miał operować Jonathana. – Pozwólcie, że poczęstuję was medyczną trucizną. – Mężczyzna przysunął sobie taboret i spojrzał na Richiego po tym, jak usiadł. – Właściwie pana nie powinno tutaj być, bo nie należy pan do rodziny, ale poproszono mnie, żeby i panu przekazywać informacje.
– Nawet na piśmie im to dałem – wtrącił Johnny.
– Tak więc, rak jądra – najczęstszy nowotwór złośliwy z grupy guzów litych w grupie młodych mężczyzn pomiędzy dwudziestym a trzydziestym piątym rokiem życia. Potoczne określenie "rak jądra" obejmuje całą grupę nowotworów, które można podzielić na nowotwory zarodkowe i niezarodkowe. Przeważającą większość guzów jądra, dziewięćdziesiąt pięć, dziewięć procent, stanowią nowotwory zarodkowe. Biorąc pod uwagę cechy kliniczne, można je podzielić na nasieniaki i nienasieniaki, pana, panie Wilson, jest nienasieniakiem, co i tak dopiero się okaże podczas badania histopatologicznego. Wszystkie nowotwory zarodkowe z wyjątkiem dojrzałego potworniaka cechują się dużą złośliwością histologiczną i agresywnym przebiegiem klinicznym. – Widząc ich przerażone miny dodał: – Ale spokojnie, panowie. Słuchajcie mnie dalej. Są to jednocześnie jedne z niewielu nowotworów "litych", które można wyleczyć nawet w zaawansowanym stadium z przerzutami odległymi. Szansę na wyleczenie pacjenci z guzami zarodkowymi zawdzięczają dużej wrażliwości tych nowotworów na chemioterapię i radioterapię.[1] U pana, Johnny, jest to dopiero początkowe stadium. Prawdopodobnie po wycięciu jądra będzie pan zdrowy jak rydz. Oczywiście przeprowadzimy odpowiednie badania, ale z tego co widziałem na wynikach USG, nowotwór jeszcze nie zdążył zrobić przerzutów. Dlatego, jak panowie widzą, ważna jest profilaktyka i samobadanie. Z jakimikolwiek zmianami, podejrzeniami bez wstydu lepiej zgłosić się do lekarza. Czasami to nic, a czasami może być za późno. Wstyd nie uratuje życia, a podkreślam, że umieralność pacjentów z rakiem jądra jest również dość spora. Często przez udawanie, że nic mi nie jest, lub lekarza bagatelizującego problem.
– Kiedy mnie chcecie operować? – zapytał Jonathan, ściskając dłoń Richiego. Pomimo dużych szans, że po zabiegu będzie zdrowy, i tak bardzo się bał.
– Jutro. Czym prędzej tym lepiej. Po zabiegu będzie pan żył z jednym jądrem normalnie. Z uprawianiem seksu też nie będzie problemów. Nic się nie zmieni.
– Poza tym, że ukradniecie mi jedno jajko i no wie pan.
– Chodzi panu o wygląd? Z tym też nie ma problemów. Można wszczepić protezę jądra, która zastąpi to brakujące, i zaręczam, że po takiej korekcji kosmetycznej nie będzie widać różnicy i moszna będzie wyglądać normalnie. Taki zabieg trwa do trzydziestu minut. Możemy wszczepić ją od razu. Dobierzemy tylko wielkość.
– Dziękuję.
– Przyjdę do pana za godzinę. Zabieg zostanie przeprowadzony jutro do południa. Zostawiam panów samych. – Lekarz wstał i wyszedł.
Jonathan westchnął ciężko.
  O czym myślisz? – zapytał Richie.
– O tym jak to w jednej chwili wszystko może się zmienić. Dzwoniłeś do domu?
– Tak. Niedługo powinni tutaj być.
– Dziękuję. – Przymknął powieki.
Richie siedział przy nim i patrzył, jak jego partner śpi. Do sali w tym czasie wróciło dwóch pacjentów zajmujących łóżka obok. Najstarszy, około sześćdziesiątki, prowadzący ze sobą stojak z kroplówką popatrzył na niego, wzruszył ramionami i położył się. Młodszy, może o kilka lat starszy chłopak, przyglądał mu się przez chwilę, a potem zajął się czytaniem książki.
Sam Richie nawet nie wiedział, kiedy zasnął. Właściwie dowiedział się o tym, że zasnął, w chwili, w której go obudzono. Ujrzał obok siebie Alexa i jego rodziców. Johnny nadal spał.
– Co z nim? – zapytał pan Wilson.
– Lekarze mówią, że wszystko będzie dobrze. Jutro ma zabieg. Po zabiegu wyślą jądro do badania. Wtedy wszystko się okaże, ale, jak mówiłem, lekarze są dobrej myśli. Nie może być inaczej. – Przytulił policzek do dłoni Jonathana, zażarcie się modląc, żeby wszystko poszło dobrze, a nowotwór nie zrobił przerzutów. Jutro czeka ich wszystkich bardzo ciężki dzień.





[1] Wiadomości zaczerpnięte z Wikipedii i ogólnie z Internetu.

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam nadzieję, że to nie będzie jednak rak, ale niestety jest. Mam tylko nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i nic się nie stanie podczas operacji. Johnny zasługuje żeby żyć i być u boku partnera. Nie wiem czy Richie mógłby bez niego funkcjonować.
    Przeżyłam szok kiedy się dowiedziałam że Johnny i Ethan byli parą. I rozumiem, że badanie przez ex, szczególnie tych intymnych rejonów jest meega niezręczne.
    Co do wszystkiego to jestem dobrej myśli. No bo innej opcji nie ma🙋
    ~Demi Lerman

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuuu normalnie powinno się Ciebie powiesić wiesz?
    Doskonale o tym wiesz. Mojego Jonna? Jak mogłaś! Ech mam tylko nadzieję, że go nie zabijesz ani nic takiego.
    W sumie trochę mnie zaskoczyłać gdy okazało się że Jonny i Ethan się znają. Ciekawa jestem co z tej znajomości wyniknie i czy operacja Jonna wpłynie jakoś na jego związek z Richiem. Wiem, że po tym co przeszli należy im się chwila wytchnienia.
    Czekam na ciąg dalszy jak zawsze z wypiekami na twarzy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana uwielbiasz znęcać się nad bohaterami.Alexowi zabrałaś jego największą miłość, DJ posadziłaś na wózku, Jonnemu fundnełaś raka... A tak się cieszyłem, że wszystko się ułoży. ŻYCZĘ CI DUŻO WENY POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  6. Znowu.. znecasz się nad nami.JD na wózek dałaś, o mało nie umarł . Alexowi zabrałas najważniejszą miłość. A jonnemu dałaś raka. ( jakby się dało komuś raka dać)...
    A już myslalam że wszystko będzie cacy i alex w końcu będzie miła spokojne życie, a JD będzie chodził, a Johnny będzie żył z swoim Richim.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)