20 października 2016

W sidłach miłości tom 3 - Rozdział 15

Kochani. 
Po pierwsze, Silencio opublikowała nowy tekst pod tytułem "Książę Nissai" zainteresowanych zapraszam do kupna tutaj: Klik
Przypominam, że opublikowałam też "Druga szansa" część 2. Do kupienia tutaj: Klik

Po drugie zapraszam tutaj tych którzy jeszcze nie widzieli mojej informacji i książce: Klik
Podkreślam, że dopiero zastanawiam się nad taką możliwością. Nie obiecuję, że się na to zdecyduję. Dla mnie z pewnych względów to poważna decyzja. Nie tylko o finanse chodzi. 

Po trzecie: Od piątku nie będzie mnie przez kilka dni, właściwie przez weekend. Także na jakiekolwiek pytania odpowiem w poniedziałek/wtorek. 
Koniec ogłoszeń. Zapraszam do czytania. :)

Dziękuję za komentarze. :)

Richiego obudził dudniący mu w uszach, piskliwy dźwięk budzika. Wyciągnął rękę i wymacał telefon. Na wyczucie odnalazł odpowiedni przycisk i gdy nastała błoga cisza, z ulgą przewrócił się na drugi bok. Miał zamiar spać i nie obchodziło go, dlaczego nastawił wczoraj pobudkę.
– Jak dobrze – zamruczał głos za Richiem. – Powinieneś zmienić ten dźwięk. Rani uszy. Pora wstawać.
– Mhm. Nie mam ochoty. Chcę spać, Johnny. – Wcisnął twarz w poduszkę.
– Tak się kończy nocne siedzenie. – Jonathan przysunął się do niego i pocałował w szyję, a  potem klepnął w pośladek. – Podnoś z wyrka swoje cztery litery, bo obaj zaśpimy. Chociaż ja idę na później do pracy.
– Ty możesz wstać. Brzmisz, jakbyś się wyspał.
– Bo tak jest. Nie siedziałem do drugiej w nocy jak ty.
– Zasnąłeś chyba przed dziesiątą. Tobie to dobrze. Ja się musiałem uczyć i mimo tego dalej nie umiem zapamiętać tych cholernych dat z historii. – Przekręcił się na plecy. Jonathan skorzystał i ułożył głowę na jego torsie. – Teraz to nawet nie pamiętam, kiedy urodził się Lincoln.
– Przypomnisz sobie na teście.
– Za rok chyba – burknął pesymistycznie Richie, gładząc Jonathana po ramieniu. – Nie możemy zostać w łóżku?
– Nie. – Dobrze mu było leżeć przy Richiem, ale podniósł się, bo inaczej faktycznie obaj nie wstaną.
– Szkoda. Już wstaję – pomimo swoich słów obrócił się na bok. Nie dane mu jednak było poleżeć spokojnie, bo zaraz ręce Jonathana wylądowały na jego ciele i zaczęły go łaskotać. Richie zaczął się śmiać i zwijać niemal w kłębek, próbując uciec przed torturami. Niestety, nie udawało mu się to i po chwili zaczął błagać swojego chłopaka, żeby przestał, oraz obiecał, że tym razem już wstaje.
Jonathan wyszczerzył się zwycięsko, szybko cmoknął Richiego w usta, po czym spuścił nogi na podłogę.
– Zrobię jakieś śniadanie. – Wsunął stopy w kapcie.
– W porzo, ja się umyję i ci pomogę. Wczoraj padłem. Właściwie dzisiaj i nie chciało mi się już myć.
– Co zjesz? – zapytał Wilson, wstając i przeciągając się. Coś strzeliło mu w szyi.
– Mój żołądek jest skręcony na kilka supłów. Pewnie zjem jakąś kanapkę, ale bez wędliny, i napiję się czegoś. Nic więcej nie przełknę, bo puszczę pawia. – Usiadł. – Która to godzina?
– Po siódmej... – rzucił okiem na zegarek w telefonie – … piętnaście.
– Co?! Jak to? Kurde, Alex za chwilę ma po mnie podjechać. – Richie zerwał się z łóżka, jakby coś go w nim ugryzło, prawie zaplątał się w spodnie od piżamy, zdejmując je w tym samym czasie. – Mamy wcześniej być w szkole. – Podszedł do otwartej szafy, wyciągając z niej pierwsze lepsze rzeczy i jak to bywa, kiedy człowiek się śpieszy, nic nie mógł znaleźć i natrafiał na same przeszkody w postaci spadających na niego ubrań. – Jeszcze muszę się umyć. Gdzie ta koszulka?
Jonathan stał spokojnie, przyglądając się swojemu uwijającemu się niczym mróweczka chłopakowi, od czasu do czasu zatrzymując wzrok na jego tyłku osłoniętym slipkami, kiedy chłopak wypinał się, szukając w szufladzie bielizny i skarpetek, omal nie wysuwając szuflady do końca i nie zrzucając jej na swoje stopy.
– Richie, śpiesz się powoli.
– Nie mam na to czasu. Przed lekcjami chcemy się jeszcze zobaczyć z JD i Caseyem. O, jesteście, france jedne – powiedział do pary czarnych skarpetek. Zanim wyszedł z pokoju, odwrócił się do partnera. – Nie będę nic jadł. Na to też nie mam czasu. Coś przekąszę w szkole. Kocham cię – dodał i wybiegł z pokoju.
Dopiero wtedy Johnny pozwolił sobie na wybuch śmiechu. Spojrzał  na godzinę widoczną na wyświetlaczu swojego telefonu cały rozbawiony. Spoważniał, kiedy drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich Richie.
– Zapomniałeś czegoś, kochanie? – zapytał Wilson niewinnie.
– Zegar w radio pod prysznicem pokazuje, że jest szósta trzydzieści. Przypomniałem sobie, że ustawiłem budzik na szóstą. Wrobiłeś mnie.
– Inaczej nie wstałbyś. – Podszedł do niego i chwycił go za twarz w taki sposób, że usta Richiego ułożyły się w dzióbek. Delikatnie je pocałował, a potem odwrócił chłopaka tyłem do siebie, dał mu klapsa i wygonił do mycia.
– Odpłacę ci się za to – zagroził Richie, zanim zniknął za drzwiami łazienki.
I jak mam cię nie kochać, pomyślał Jonathan, niedługo później wchodząc za nim do pomieszczenia. Richie już był pod prysznicem i coś sobie nucił, fałszując. Zajrzał do kabiny.
– Fałszujesz, kochanie – powiedział głośno, żeby chłopak usłyszał go zza szumu płynącej wody.
– Chcesz pofałszować ze mną? – Cały mokry Richie odwrócił się do niego przodem.
– Nie teraz. Odleję się i zrobię to śniadanie, bo teraz się nigdzie nie śpieszysz, nie?
– Teraz już nie, oszuście. – Ochlapał wodą Jonathana, który szybko zamknął drzwi od kabiny.
W dobrym humorze Wilson stanął nad muszlą i wysikał się. Gdy skończył, skrzywił się po raz kolejny, czując jakiś dziwny ciężar moszny. W ogóle zauważył, że od paru dni tak miał. Dotknął jąder i były jakby nieznacznie powiększone. Może mu się tak wydawało. Nic go jednak nie bolało, więc zbagatelizował sprawę. Spuścił wodę i poszedł umyć ręce. Nie zamierzał się niczym martwić, poza tym, co miał zrobić na śniadanie. 


* * *


Tuż przed pierwszą lekcją, po chwili narady, Casey zostawił znajomych i z duszą na ramieniu podszedł do drzwi prowadzących na salę gimnastyczną. Czuł, jak oblewają go siódme poty. Bał się. On się naprawdę bał tego, co tam będzie. Nie, że go znów pobiją, bo w tym względzie czuł się bezpieczny, bo tym razem byli ludzie, którzy wiedzieli, że on tam wchodzi, i zadziałają, gdyby długo nie wracał. Obejrzał się nawet na nich. Jego chłopak posłał mu pokrzepiający uśmiech. Bardzo mu to pomogło, bo JD wierzył w niego bardziej, niż on w siebie. Nie chciał spotykać się z trenerem, lecz nie miał wyjścia.
Odetchnął głęboko i nacisnął klamkę. W sali było kilku chłopaków, jak zawsze korzystających z możliwości treningu nawet przed lekcjami. Zauważyli go, ale nadal zajmowali się swoimi sprawami. Poza Adamem, który szybko do niego podszedł.
– Co tu robisz, cioto?
– To publiczne miejsce i mam prawo tu być, tak samo jak ty. – Wsunął rękę do kieszeni. – Chcę zobaczyć się z trenerem.
– Co? Zdecydowałeś się odejść z drużyny?
– Nie mam ochoty patrzeć na twoją ohydną gębę, Kozetzky. Może znów chcesz mi wlać tak, jak ostatnio?
– Należało ci się. Gdybym mógł, to rozwaliłbym ci łeb, ale nie chcę pójść siedzieć. I tak za mało dostałeś. A trener jest u siebie.
– Uprzejmie dziękuję – zakończył rozmowę Casey, bardzo zadowolony z jej toku.
Trener faktycznie był u siebie, zajęty w wgapianiem się w ekran komputera. Wyglądał na zdenerwowanego. Pewnie znów przegrał. Raz Casey z chłopakami z ciekawości podejrzał, co takiego zajmuje czas ich guru. Okazało się, że trener uprawia internetowy hazard i zazwyczaj przegrywa.
– Co tu robisz, McPherson? Myślę, że ostatnim razem wyjaśniłem się dobitnie co do twojej bytności w drużynie – odezwał się pierwszy mężczyzna, unosząc wzrok z nad ekranu.
– Dobitnie, mówi pan? To ja panu powiem, że nie zamierzam odejść z drużyny.
– Wyrzucę cię z niej! – krzyknął mężczyzna, wstając.
– W jaki sposób? W taki, jak ostatnio? A może to była tylko mała sugestia – zadrwił McPherson.
– Powinienem był wtedy bardziej ci wpierdolić. Za mało dostałeś, jeżeli na nogach jesteś już po tygodniu. – Mężczyzna obszedł biurko.
– Może Adam Kozetzky mógł mi bardziej przywalić kijem bejsbolowym? A Stark bardziej skopać?
– Kozetzky, Stark, Price, Howard i Kelly powinni mnie posłuchać i ci tak wpierdolić, żebyś już nigdy nie mógł patrzeć na facetów. Jeszcze cię to może czekać. – Zbliżył się do Caseya.
Chłopak odruchowo cofnął się i skarcił się za to.
– Grozi mi pan? I z pana jest nauczyciel? Jaki nauczyciel każe swoim uczniom pobić innego ucznia za to, że jest homoseksualistą i miał czelność pozostać w drużynie?
– Dobry i mądry nauczyciel – odpowiedział trener. – Nie mogę patrzeć na takiego śmiecia jak ty. Wyrzucam cię z drużyny. Znajdę powód. Może mnie okradłeś lub pobiłeś. O, albo chciałeś zgwałcić.
– Grozi mi pan pobiciem, oskarżeniem o coś, czego nie zrobiłem i nigdy bym nie zrobił, i do tego przyznaje się pan, że ponad tydzień temu pan i kilku uczniów na pana rozkaz pobiło mnie.
– Sam parę razy kopnąłem cię z buta – warknął trener. – Policja nie ma dowodów i niczego się nie dowie. Ty oberwałeś, a nam to uszło na sucho.
– Przyznaje się pan do mojego pobicia i rozkazania paru chłopakom z drużyny do pobicia mnie? – zapytał ponownie, trochę plącząc się w wyrażeniu tego, co chciał, ale zrobił to znacznie ostrzej, nabierając pewności siebie.
– Tak, przyznaję się do pobicia ciebie. Po co ci to?
– Po prostu chciałem wiedzieć. To mi było potrzebne.
Trener zmarszczył brwi.
– Potrzebne do czego? Co ty knujesz McPherson? – Stanął twarzą w twarz ze swoim uczniem.
Tym razem Casey nie przestraszył się i stawił czoło trenerowi. Uśmiechnął się wrednie.
– Nic nie knuję. Po prostu staram się, aby każdy otrzymał to, na co zasługuje. – Wycofał się i czym prędzej wyszedł z biura mężczyzny, zanim ten do końca zrozumiał, o co chodzi. Zerknął jeszcze na chłopaków i opuścił salę gimnastyczną.
– No i? – zapytał JD, podjechawszy szybko do swojego chłopaka. Za nim stanął Richie z Alexem i Joyce.
Casey wyjął telefon z kieszeni. Nacisnął jedną z ikon na ekranie z nadzieją, że wszystko się udało. Przesunął na bok kolejną ikonkę odtwarzania, a z mikrofonu w smartfonie dało się usłyszeć to samo, czego przed momentem słuchały jego uszy na żywo.
– Mamy ich – szepnął Richie. – Na przerwie pójdziemy do Oscara. Ma sprzęt i będzie można to zgrać na pendrive i dać dyrektorce. Ona będzie wiedzieć co z tym zrobić.
– Tymczasem pilnuj telefonu jak oka w głowie – poradził Alex, a Joyce przytaknęła. – Ruchy, pędzimy na lekcję historii. Mamy ten przeklęty test.
– Ty się nie musisz bać – rzucił Taylor. – Znasz daty i miejsca. Ja nie.
– Też znasz. Sam w tej chwili mam pustkę w głowie. Wiesz, że wolę angielski.
– Już, chłopaki, idę. – Casey ukucnął przed JD. – Po raz pierwszy od paru dni czuję, że naprawdę oddycham.
– Cieszę się. W dobry sposób to załatwiłeś. Ale w razie czego prześlij ten plik na mój telefon. Lepiej mieć parę kopii. – Wyjął swój telefon z kieszonki na piersi. – Tylko czekaj, włączę Bluetootha.
– Okej. Chłopaki, zaraz idziemy – zwrócił się do czekających i poganiających go kolegów. Naprawdę odetchnął.
Odetchnął jeszcze bardziej, kiedy godzinę później wszedł do gabinetu dyrektorki i położył jej przed nosem pendrive.
– To są dowody, których szuka policja – powiedział. – Gdyby coś było nie tak, to mam kopię na telefonie i na jeszcze jednym pendrivie. Moi koledzy też ją mają.
Kobieta nie musiała pytać, o co chodzi.
– Jak to zdobyłeś? – Wzięła małe urządzenie i włożyła do portu USB w swoim komputerze.
– Po prostu pogadałem sobie z nimi. Byli bardzo rozmowni. Szkoda, że nie ze wszystkimi gadałem, ale myślę, że to, co tu jest, pogrąży tych, którzy mnie napadli. – Poczekał, aż dyrektorka wysłucha nagrania.
– Masz rację, przyznali się do winy. Tak szanowałam waszego trenera. To niebezpieczny człowiek. Rzekłabym chory. Idź do klasy, bo już się na pewno zaczęła lekcja.
– Co teraz będzie?
– Zadzwonię na policję i dostarczę im te dowody, reszta zależy od nich. Jednakże myślę, że to już ostatnie godziny, co najwyżej dni, w tej szkole osobistości wymierzających ich zdaniem sprawiedliwość – dodała jakby do siebie.
Oby, mruknął do siebie w myślach, zanim zadowolony opuścił gabinet. Zabawne było to, że wpierw, kiedy rozsadzała go złość na napastników, miał ochotę wynająć kogoś, aby im dołożył, a to nie byłoby dobre wyjście. To, które wymyślił, a potem podzielił się pomysłem z JD i Richiem – gadając z chłopakiem przez komunikator internetowy – wczoraj wieczorem, było zdecydowanie lepszym wyjściem.


* * *


– Gdy zrobisz obrót, upadnij na podłogę i przeturlaj się – poradził Jonathan, trenując Richiego. – Potem wstań i resztę już znasz.
– Może zamiast turlania lepsza byłaby jakaś figura na podłodze.
– Co proponujesz? – Odkręcił butelkę i podał wodę zmęczonemu partnerowi.
– Może Turtle?[1] – Napił się.
– Nie pasuje,  bo nie będziesz miał płynnego przejścia. Zresztą w ogóle do całego układu i tak by nie pasowała. – Wziął od niego butelkę i zakręcił ją. Ostawił picie na parapet. – Może przekręć się na brzuch i wij się niczym wąż. – Układali właśnie nowy układ, który sprawiał im nie mało trudności. Niby wszystko mieli wyrysowane na kartkach, lecz w teorii wydawało się to naprawdę o wiele łatwiejsze. Praktyka już tak łatwo nie szła. Zaczęli już podchody do nauki na ostatnie egzaminy, które miały się odbyć pod koniec maja. Niby mieli dwa miesiące, lecz czasami taki termin w nawale innych obowiązków zdawał się być za krótki. Tym bardziej że jeden taniec i wykonana do niego choreografia mógł zdecydować o przyszłości.
– Pomyślimy nad tym. Poćwiczmy najpierw… – Stanął blisko Jonathana, by wziąć od niego zeszyt. Przyjrzał się rozrysowanym figurom. – Może trójkę i czwórkę, do tego, co teraz, wymyśli się płynne przejście i zrobimy żółwika, co? Wydaje mi się, że tak będzie lepiej. A wężem mogę być dla ciebie w domu. – Zagryzł wargę, patrząc figlarnie na Johnny’ego.
– Obiecujesz? – Objął go ręką w pasie i przyciągnął do swojego boku.
– Obiecuję. – Jego oczy zarejestrowały nikłe skrzywienie twarzy partnera. – Coś ci jest? Boli cię coś? 
– Nic.– Nie zamierzał go martwić. Wciąż czuł, jakby moszna mu za bardzo ciążyła i tak było od rana bez przerwy. Próbował sobie przypomnieć, czy wcześniej mu się zdarzały tak długie etapy tego nieprzyjemnego odczucia.
– Masz mnie za głupca? Przecież widzę, że coś ci dolega. – Odsunął się od niego i położył ręce na biodrach.
– Tylko trochę brzuch mnie pobolewa.
– To może usiądź. – W mgnieniu oka Richie przysunął partnerowi krzesło.
– Ale w domu zatańczysz dla mnie i tylko dla mnie? – zapytał Johnny, starając się myślami zabłądzić w inne rejony.
– Dla ciebie, o ile mnie posłuchasz i odpoczniesz.
– Tyran.
– Po prostu się martwię, Johnny.
– To zwykły ból brzucha. – Zwykły? W ogóle go nie bolał i źle się czuł z tym, że okłamuje swojego chłopaka. – Pewnie coś nieświeżego zjadłem w stołówce. Wracaj do ćwiczeń. Najpierw na sucho…
– Skarbie, na sucho się nie da.
Johnny uniósł kąciki warg.
– Wszystko się da.
– Lepiej gdy jest mały poślizg. Jest przyjemniej – odparł Richie i wrócił do ćwiczeń, woląc nie wdawać się w większą dyskusję na pewne tematy.
– Stworzyłem potwora – powiedział starszy chłopak.
– Żebyś wiedział. – Zaśmiał się, zanim zaczął powtarzać w kółko te same kroki.


* * *


– Gotowy? – zapytał Casey popołudniem, parkując przed szpitalem, w którym mieścił się oddział rehabilitacyjny. JD jeszcze będąc w szpitalu, został zapisany tutaj na rehabilitację.
– Nie wiem. Nie, nie jestem gotowy, ale co mam zrobić? – Patrzył na budynek szpitala, jakby ten miał zaraz odlecieć w kosmos. Spędził w nim dwa długie miesiące. Również chodząc na rehabilitację, do której go zmuszono, pomimo niewiary w to, że będzie mógł chodzić. Nadal w to do końca nie wierzył, lecz spróbować mógł. Problem w tym, że w tej chwili to chętnie uciekłby z tego miejsca. Korciło go, żeby powiedzieć chłopakowi, aby stąd zniknęli, ale nie chciał wywołać kolejnej kłótni, więc na ten temat milczał. 
 Żeby znaleźć się tam, gdzie powinieneś już się pojawić w tamtym tygodniu, to niewiele musisz robić. Ja rozumiem, że masz wątpliwości, nie wierzysz w to, co mówią lekarze. Naprawdę nie ma żadnych powodów, abyś nie chodził. Trzeba po prostu nauczyć twój mózg, żeby znów współpracował z nogami.
– A co, jak nie mam mózgu?
– Nie pierdol mi tu, bo zepsujesz mi humor. Odważyłem się dzisiaj stawić czoło trenerowi, dzięki czemu zdobyłem dowody na to, kto mnie pobił. W najbliższych dniach wszystko się rozstrzygnie i jestem dobrej myśli. Jeżeli zostanie dana mi szansa powrotu do drużyny, to z niej skorzystam. Ty masz szansę, żeby chodzić. Wykorzystaj ją.
– Cas? – JD spojrzał na chłopaka spod grzywki.
– No?
– Wysiądę z tego auta, pod warunkiem że skończysz te swoje przemowy.
– Masz to jak w banku. To co, gotowy?
– Nie.
Casey przewrócił oczami i pierwszy opuścił pojazd. Zrobił to, co zawsze robił w takim wypadku, czyli poszedł po wózek do bagażnika, potem wrócił do JD. Stało się to już niemalże rytuałem i nawet z zamkniętymi oczami wiedziałby, jak się poruszać i co robić.
Niedługo później wjechali windą na pierwsze piętro i od razu skierowali się w lewo. Mieli szczęście, ponieważ na korytarzu spotkali rehabilitanta, który prowadził JD. Młody mężczyzna od razu go poznał po charakterystycznym, czarnym stroju i ogólnie wyglądzie. Zresztą spodziewał ich się, bo JD wczoraj do niego dzwonił z pytaniem, czy termin zabiegu jest aktualny.
– Witam marnotrawnego syna – przywitał go. – Widzę, że twój chłopak w końcu namówił cię na powrót do nas.
– Zawsze istnieje szansa, że zawrócę i zwieję, Mark.
– Wątpię. Jesteś tutaj i już cię nie puszczę. JD jest w dobrych rękach – zwrócił się do Caseya.
– Wątpię w to – wtrącił Whitener.
– Postawię cię na nogi. Zobaczysz, że za dwa miesiące będziesz chodził. Tylko nie oczekuj cudów i nie myśl, że stanie się to za parę dni. W każdym razie zamierzam ciężko z tobą pracować.  Będziesz chodził jak...
– Tak jak twoja żona, która była twoją pacjentką, zakochałeś się w niej – mówił JD. – Nie miała w ogóle szans na to, by być pełnosprawną osobą, ale ty uczyniłeś cud.
– Już ci to mówiłem? No, proszę. Nie martw się, jeszcze opowiem ci to parę razy. Panie McPherson, zabieram pana chłopaka na salę. Za jakieś dwie godziny będzie mógł go pan odebrać. – Puścił oko Caseyowi, informując tym samym, że żartuje. Na sam początek nie zamierzał zamęczyć JD, bo tylko mógłby mu zaszkodzić.
– Dwie godziny? Odwaliło ci? – oburzył się Whitener. – Nie mam zamiaru ćwiczyć dwie godziny.
– O tym podyskutujemy. Wiesz, że…
Casey przyglądał się, jak jasnowłosy mężczyzna, wyglądający jakby niedawno ukończył studia, znika wraz z JD za szklanymi drzwiami. Podejrzewał, że będą tam około godziny, więc usiadł na krześle. Na komórce włączył grę „Łamigłówki z  zapałkami” i pogrążył się w próbie rozwiązania jednego z zadań.
– Usuń trzy zapałki, aby uzyskać cztery kwadraty. A ile ich jest? Dziewięć? Chyba komuś się nudziło, by wymyślać takie zadania. W życiu tego nie zrobię. – Spostrzegł, że przechodząca obok kobieta dziwnie się na niego gapi, i zrozumiał, że mówił do siebie głośno. Uśmiechnął się do niej, a ta prychnęła i przyśpieszyła kroku. Wzruszył ramionami, powracając do zadania, które nie tylko zabijało czas, ale i nie pozwalało myśleć. Nie tracił nadziei, że jego chłopak będzie chodził. Nie od razu, ale przecież nic, co dobre, nie przychodzi szybko i łatwo, a cuda się zdarzają.


* * *


W pokoju rozbrzmiała wolna nuta gorącej, latynoskiej ballady sprawiającej, że włoski na rękach stawały dęba, a po kręgosłupie przechodziły przyjemne ciarki. Szczególnie wtedy, kiedy Richie zakręcił tym swoim seksownym tyłkiem, a po chwili zafalował ciałem. Oglądającemu pokaz przychodziły w tej chwili do głowy słowa giętki i gorący. Jonathan siedział na łóżku, na które popchnął go Richie, patrząc, jak jego chłopak porusza się w takt płynącej melodii, rozgrzewając go.
Po raz pierwszy tańczył w taki sposób przed Jonathanem. Starał się wyglądać seksownie, kusząco i tak, żeby chłopak po tańcu miał w głowie tylko jedno. Poruszał się zmysłowo, falował biodrami w przód i w tył. Rękoma dotykał swojego ciała, sunąc nimi w górę i w dół. Rozpinał specjalnie założoną na tę okazję koszulę, ukazując jasną skórę i sutki, kiedy materiał odchylał się w momencie, gdy Richie wyginał się na bok, jakby nie miał kości.
Podniecony Johnny patrzył na partnera jak urzeczony. Gdyby Richie tak zatańczył przed egzaminatorami, a do tego zrobił striptiz, dostałby wysokie oceny. Na pewno wtedy kiedy to on by go egzaminował. Przełknął ślinę, kiedy chłopak odwrócił się do niego tyłem i wciąż się wyginając, zdjął seksownym ruchem koszulę, ukazując mu swoje plecy. Podążył wzrokiem po nich ku krzywiźnie przy pasie i dwóm pośladkom opiętym przez materiał czarnych spodni. Błagał w myślach, żeby je zdjął.
Tańcząc, pieścił siebie. Z zamkniętymi oczami kołysał się w powolny, rozpalający rytm melodii. Zsunął dłonie na swoje biodra i powrócił na tors, przejeżdżając palcami po kroczu i brzuchu. Zaczepił sutki, kierując się do szyi. Biodra cały czas pracowały, poruszając się płynnie, a mięśnie wklęsłego brzucha, wyrobione przez taniec, tańczyły pod skórą. Gdy otworzył oczy, napotkał rozpalone spojrzenie partnera. Widział, jak grdyka Jonathana porusza się, przełykając ślinę. Język co jakiś czas oblizywał usta. Podobał się Jonathanowi. To dodało Richiemu więcej pewności siebie i wsłuchując się w muzykę, zaczął rozpinać spodnie, robiąc to w tak seksowny i zniewalający sposób, że niemal poderwał Jonathana z łóżka.
Ledwie siedział. Miał ochotę złapać za szlufki i przyciągnąć do siebie Richiego. Posadzić na kolanach i całować do utraty tchu, nie przestając dotykać jego ciała. Rozpiął swoje spodnie i je zdjął. Pozostał w samej bieliźnie wypchanej przez erekcję.
Zmysłowo zsunął z siebie spodnie i chociaż podczas tańca nie było to łatwe, poradził sobie doskonale. Specjalnie odwracając się tyłem do Jonathana, aby wypiąć w jego stronę pośladki. Zakręcił nimi w powietrzu, doprowadzając tym mężczyznę do szewskiej pasji. Skopał ubranie ze stóp i odrzucił na bok, również robiąc to seksownym ruchem. Wygiął się do tyłu, wykonując mostek i znów napotykając spojrzenie Jonathana. Odwrócił się i niemal poruszając się jak wąż, ale bez pełzania po podłodze, zbliżył się do partnera. Przesunął rękoma po jego łydkach, udach, kierując się w stronę wypukłości, którą Johnny chętnie mu prezentował. Pomasował wystający z bokserek czubek penisa, wciągając głośno powietrze.
– Widzisz, jak na mnie działasz? – Johnny chwycił go pod ramionami i pociągnął do góry. Chłopak usiadł okrakiem na jego kolanach. – Widzę, że i na ciebie to zadziałało. – Przycisnął dłoń do jego penisa, wciąż uwięzionego pod slipkami, a usta do sutka Richiego, pieszcząc go językiem. Usłyszał jęk partnera. Wsunął dłonie za gumkę bielizny, dając mu znak, żeby ją zdjął.
Richie posłuchał, odsuwając się na małą chwilę, a potem powrócił na kolana Johnny’ego, wprawiając swoje biodra w ruch kolisty. Muzyka powoli cichła, kiedy utwór dobiegał końca, a on nie przestawał się poruszać. Tańczył, siedząc na jego kolanach, wciąż wyginając zmysłowo ciało.
– Chcę cię, Richie. – Zaczął ugniatać jego pośladki, cały dygocząc. – Chcę ci go włożyć.
Chwycił twarz Jonathana i pocałował go szybko. Nic nie mówił. Liczył, że jego oczy powiedzą wszystko. Wstał i popchnął partnera na łóżko, od razu sięgając do jego bielizny i zdejmując mu ją. Chwycił w dłoń członek Jonathana, sprawiając, że mężczyzna wygiął się od przyjemnego dotyku. Przesunął dłonią po całej długości erekcji, kierując się na jądra. Objął je placami i zatrzymał się. Przechylił głowę, dotykając moszny, ale nie był to już dotyk pobudzający, raczej badający.
Jonathan otworzył oczy i uniósł się, odtrącając jego dłoń.
– Dlaczego twoje lewe jądro jest spuchnięte? Przedwczoraj nie było.
– To pewnie jakieś zapalenie. Od paru dni mam tam dziwne uczucie, ale to nic. Nie myśl o tym. Chcę się z tobą kochać.
– Nie. To znaczy chętnie, ale nie teraz. Coś ci jest. To nie jest normalne, żeby u faceta moszna była napuchnięta.
– Nie jest opuchnięta. – Przyciągnął Richiego bliżej siebie, trzymając go na kolanach. Dlaczego pozwolił mu się tam dotknąć?
– Jądro jest. Trzeba iść od lekarza pierwszego kontaktu czy jak to się zwie, a potem niech cię skieruje do urologa czy gdzieś. Jest ginekolog dla facetów? – zapytał głupio. Był przestraszony. Co tam, on był przerażony.
– Kochanie, stoi mi, nie mam zamiaru dzisiaj nigdzie iść. Już późno.
– Dopiero siedemnasta. – Uwolnił się od niego. Stracił jakąkolwiek ochotę na seks. – Wiem, że unikasz lekarzy jak ognia, ale nie w tym przypadku. – Zaczął się ubierać. Jego członek już oklapł, jakby ktoś nagle wypuścił z niego powietrze.
Jonathan wiedział, że nastrój się rozleciał i nic już nie wskóra. Sam spojrzał na swoje krocze i dotknął jąder. Faktycznie jedno było opuchnięte bardziej niż rano. Nie chciał iść do lekarza. Nie chciał wiedzieć.
– Może to tylko zapalenie – powiedział z nadzieją.
– Ubieraj się i jedziemy. – Włożył przez głowę sweter. – Już – warknął.
Wiedział, że tym razem Richie nie ustąpi.
– Poczekaj, wezmę czyste bokserki. – Otworzył szufladę i wyjął czystą parę. Z dnia na dzień coraz więcej jego rzeczy pojawiało się w domu Richiego. – To na pewno nic poważnego.
– Pocieszasz siebie czy mnie? O, widzisz, opadł ci. Jak chcesz, idź się tam umyć. Tak czy owak możesz jechać do lekarza. Nie rób takiej miny, wolę mieć pewność, że nic ci  nie jest. – Podszedł do niego i go objął. – Mam nadzieję być z tobą jeszcze bardzo długo, dlatego wolę, żebyś poszedł do lekarza, rozumiesz? – zapytał łamiącym się głosem.
– Wiem. Po prostu się boję. – Objął go, wtulając nos w szyję partnera.  – Po prostu się boję, Richie. Boję się jak diabli.


[1] Turtle ("żółw") - chodzenie w kółko na rękach w pozycji "skorpion". Jedna z figur Breakdance.

9 komentarzy:

  1. Teraz mnie przestraszyłaś. Mam nadzieję, że z Johnnym będzie wszystko w porządku. Już zaczęło im się dobrze układać a tu kolejny problem.
    Nareszcie trener i inni dostaną to, na co zasłużyli.Tylko oby się za to nie zemścili. Casey dopiął swego, teraz trzeba zająć się JD żeby chłopak odzyskał sprawność i wiarę w siebie.
    Mało mi Alexa, bo to mój ulubiony bohater, ale wiem, że nie ma teraz nic ciekawego u niego i dalej tęskni za Joshem...
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i jak to będzie z Johnnym. Weny 💞😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy to już ostatni tom? Ile będzie rozdziałów? Będzie jeszcze coś o Alexie i Joshu? Bo szczerze powiedziawszy to na nich najbardziej czekam (poza tym mam wrażenie, że ich wątek jest nieskończony, bo nawet powody Josha nie były konkretnie podane)... Richie i Johnny są zbyt cukierkowi, jak na moje gusta, a JD i Casey robią się niestety tacy sami, choć byli moimi ulubionymi bohaterami ;/

    Nie weź to za hejt, proszę, ale czemu zawsze zaczyna się normalnie, a pod sam koniec lukier aż leje się strumieniami? Zawsze w trakcie czytania ostatnich rozdziałów Twoich opowiadań mam takie wrażenie...
    Tzn. nie zrozum mnie źle, bo miałam na myśli, że nawet jeśli coś złego się dzieje jak np. w tym rozdziale z Johnnym, czy z tym pobiciem, to i tak ogólna atmosfera jest po prostu zbyt SŁODKA.

    Mimo to lubię Twoje opowiadania, tylko te końcowe rozdziały są takie, właśnie o! Jak pisałam powyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to ostatni tom. Rozdziałów jest 21. Może tak, może nie.

      Usuń
  3. Alex tęsknie ;-;
    Tylko tyle chciałam napisać :(

    I jak nie przepadam na Johnnym tak nie chce żeby okazalo się ze to cos poważnego
    /A

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyzby skręt jądra? Nieeee to by bolało moze wodniak? Kobieto jak ty napiecie budujesz. I teraz tydzień czekania jak sie sytuacja rozwinie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej kochana i znowu jestem.
    Aj zaniepokoiłaś mnie.
    Co się dzieje u Jonnyego?
    Mam nadzieję, że to nic poważnego. Dobrze, że Richie zauważył i zaciągnął g do lekarza.
    I Casey wspaniale rozegrał sytuacje z trenerem.
    Facetowi należy się by dostać za swoje. Homofobów powinno się tępić :)
    Czekam na ciąg dalszy i udanego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tylko w sprawie książki, bo W sidłach miłości kupiłam i już mam za sobą. Chcę Połączonych jako książkę. Może być jeszcze coś nowego i Buntownik. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. ...czyżby rak? ;;;;;
    Nieeeee, niech on nie umiera Q_____Q

    OdpowiedzUsuń
  8. Ej... oby nic nie było jonnemu. Boję się że to rak.
    Oh, tak sie boję...
    Pozdrawiam-Shizu-chan

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)