25 czerwca 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 22



 Na początek zobaczcie sobie ten filmik. Uwielbiam ich. Są niesamowitą parą, a 9 czerwca wzięli ślub. Jakub i Dawid: https://www.youtube.com/watch?v=PSGhsSj-kx4

Dawno (chyba) nie wrzucałam żadnego wstępu, ale dzisiaj jest okazja i chciałam kilka rzeczy wyjaśnić.
Po pierwsze jaka okazja. Skończyłam wreszcie pisać kolejny tom "Obrazów miłości" tak, to dobra wiadomość. Zła jest taka, że opowiadanie mam w zeszycie i nie wiem kiedy zostanie ono przepisane, później trzeba je poprawić. W ten sposób nie mam pojęcia kiedy będzie można je kupić. Mam nadzieję, że są jacyś chętni na tekst o Lucasie, przyjacielu Nico. 
Co do wyjaśnienia to "Buntownik" powoli dobiega końca i byłam pytana co dalej. Dalej tak jak pisałam publikowany będzie tekst "Szczęście od losu" oba tomy. Tak, to ten mpreg i pewnie nie wszyscy będą z tego zadowoleni z powodu tematyki. Ale może się przekonacie. Co będzie później... Tego to ja sama nie wiem. Wiem tylko, że jestem zniechęcona do prowadzenia bloga. To już trwa od kilku miesięcy. Tak też jest z pisaniem. Na dzień dzisiejszy nie piszę nic nowego. Nie wiem kiedy będę coś pisać. Czy nawet będę. Chociaż będę się starać, bo planowałam napisać dwa teksty tego lata. Jeżeli powstanie jakiś tekst i będę chciała go zarówno sprzedać jak i udostępnić na blogu to na pewno o tym napiszę. 

To na koniec jeszcze chciałam napisać, że na Beezar.pl Dream udostępniła do sprzedaży "Gówniarza", Silencio także (również na Book-self.pl) dodała kolejną część "Zemsty". Ponadto może ktoś nie wie, ale na Beezarze pojawiły się też nowi autorzy z tekstami MM takimi jak "Przyjaciele" oraz "Zostać do rana". Poszukajcie, na pewno teksty znajdziecie. Ja ze swojej strony już kończę i życzę wszystkim wspaniałych wakacji, urlopów i dużo uśmiechu. :)

Dziękuję za komentarze i zapraszam na rozdział. :)

– Miotła, czapka. Nie! To kapelusz! – krzyknęła Iwona.
– Kobieta, miotła, kapelusz – wyliczała Aneta. – Czarownica.
– Czarownice z Eastwick! – Iwona aż podskoczyła na kanapie z podekscytowania.
– Tak. – Karolina wskazała na nią palcem. – Dziewczyny górą. – Przybiła piątkę swoim towarzyszkom gry w kalambury. – Chłopaki, przegrywacie. Tra la la la.
– Siostra, nie ciesz się za wcześnie. Jeszcze mamy szansę was pokonać.
– Chyba śnisz, Szymuś. Jesteśmy w tym lepsze. – Pokazała język bratu.
Od rana siedzieli u Iwony i Anety. Pomogli dziewczynom przygotować obiad, który zjedli ze smakiem. Po nim wybrali się na długi spacer po rzeszowskim Rynku i jego okolicach. Po powrocie do mieszkania podzielili się na dwie trzyosobowe grupy, męską i żeńską, by podjąć rywalizację w grze. Kamilowi i Szymonowi bardzo miło spędzało się czas. Młodszy chłopak, wyrwawszy się z domu na kilka godzin, mógł z łatwością zapomnieć o problemach.
– Kamil, teraz twoja kolej. – Szymon poklepał partnera po plecach. – Postaraj się o to, abyśmy zgadli.
– Nie moja wina, że nie oglądacie tych samych filmów co ja. – Zarzycki stanął na środku pokoju. Doskonale wiedział, jaki film im zobrazuje za pomocą mimiki twarzy i gestów. Szymon powinien z łatwością odgadnąć jego tytuł, tym bardziej, że wczoraj go oglądali. Jako że nie było jeszcze jednej osoby, która prowadziłaby zabawę i podawała hasła, sami wymyślili swoje zasady. Dlatego teraz Kamil wziął karteczkę i zapisał na niej tytuł filmu, aby przeciwna drużyna, gdyby chciała, mogła sprawdzić, czy hasło na pewno zostało prawidłowo odgadnięte.
– No, Kamil, pokazuj – wtrącił Grzesiek. Z całej szóstki był najbardziej poważny, ale i tak doskonale się bawił.
– Już. – Uważając, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku, zaczął pokazywać kolejne elementy, które potrzebne były do odgadnięcia tytułu. Złożył ręce, jakby trzymał dziecko i zaczął je kołysać.
– Dziecko – powiedział Szymon, ale od razu zrozumiał, że się pomylił. Dlatego zaczął szukać wszystkiego, co może dotyczyć dziecka i kołysania.
– Kołyska. – Grzesiek wskazał na Kamila palcem.
Zarzycki kiwnął głową, że tak, zabierając się do pokazania następnego elementu.
– Krzyż. Kochanie, ale co wspólnego ma ze sobą krzyż i kołyska? – Szymon patrzył na to, co robi jego chłopak. Kątem oka widział, że dziewczyny już wiedzą. – Kurde, krzyż i dziecko? Pokaż coś jeszcze.
Kamil westchnął, bo co miał mu jeszcze pokazać? Dla niego to było proste. Położył się na podłodze i złożył ręce na piersi.
– Zmarły. Krzyż, zmarły i dziecko.
– Szymon, jakie dziecko. Kołyska, mówiłem – rzucił w stronę mężczyzny potencjalny szwagier. – Kołyska… A zmarły, krzyż… Zaraz, mam „Od kołyski aż po grób”.
– Nareszcie! Szymon, wczoraj oglądaliśmy ten film. – Kamil dał żółwika Grześkowi.
– To nie mogłeś pokazać grobu?
– Pokazałem.
– Udawałeś zmarłego.
– To jak inaczej mogłem pokazać grób? W dodatku miałeś krzyż. Zmarły, krzyż, grób.
– Masz inne skojarzenia niż ja.
– Dlatego przegraliście. – Karolina zaczęła tańczyć z dziewczynami.
– Następnym razem się odegramy, siostra.
– Terefere kuku – wtrąciła Iwona. – Kobiety są lepsze. O. Pogódźcie się z tym. Muszę się czegoś napić. – Ruszyła do niewielkiej kuchni pomalowanej na biało, aby w pomieszczeniu było jaśniej. Meble nie były pierwszej młodości, bo dostały je od rodziców Anety, kiedy wymieniali zestaw kuchenny na nowy. Nadal jednak były w dobrym stanie i funkcjonalne.
– Fajnie tu sobie mieszkacie – powiedział Kamil, wchodząc za dziewczyną do kuchni.
– Nie narzekamy. Też chcesz? – zapytała, nalewając Pepsi do wysokiej szklanki.
– Mhm. – Poczekał aż dziewczyna poda mu picie, po czym zapytał: – Co tam w ogóle u ciebie? Ostatnio przez telefon gadamy mało lub w ogóle.
– A co ma być? Uczymy się z Anetą, pracujemy. Mnie nawet dość dobrze idzie na studiach. Mimo tego myślałam, że kierunek weterynaryjny jest łatwiejszy.
– Nie jest. A jak z twoimi rodzicami?
– Nadal się nie odzywają. – Oparła się o blat szafki. – Nie wiem, czy się kiedykolwiek odezwą. Staram się o nich nie myśleć, bo wtedy jest ciężko. Tęsknię za nimi. Szczególnie za mamą i pogaduszkami z nią. Chciałabym, aby w końcu coś zrozumieli. Przecież nadal jestem taka sama, jaką mnie znali od zawsze. Widujesz ich. Co tam u nich?
– Myślę, że dobrze. Zazwyczaj spotykam się z nimi w sklepie, więc wiesz jak to jest. Kupią co trzeba i wychodzą. Potrzebują czasu…
– Czasu? Stara śpiewka – prychnęła Iwona. – Ten czas mają od wielu tygodni i nic. Kiedy do nich dzwonię, mama rozłącza się. Mówię ci, Kamil, jest kiepsko. Na szczęście mam Anetę, jej rodziców i was. – Odstawiła prawie pełną szklankę. Wyciągnęła ręce. – Przytulisz mnie?
Uśmiechnął się i podszedł do drobniejszej od niego dziewczyny. Objął ją.
– Zawsze wierzyłem w magiczne słowa. Wiesz jakie.
– Wszystko będzie dobrze. – Położyła głowę na jego ramieniu. – Chcę w to wierzyć, Kamilku.
– To uwierz.
– A ty nadal wierzysz w te słowa?
Zawahał się, zanim jej odpowiedział.
– Tak. – Pocałował ją w bok głowy. – Wierzę. Przez chwilę nie potrafiłem w nie uwierzyć, ale teraz wiele się zmieniło.
– Zostawić was samych, a wy mi tu jakieś romanse odprawiacie – powiedział Szymon.
– Muszę w końcu sprawić, abyś był o mnie zazdrosny. – Kamil posłał partnerowi zadziorny uśmieszek.
– Jestem zazdrosny. Zawsze i wszędzie, ale w granicach rozsądku oczywiście. – Zbliżył się do nich i objął dwójkę bliskich mu osób.
– O, uścisk grupowy. – Karolina dopadła do trójki i też się przytuliła.
– Udusicie mnie. – Iwona z trudem uwolniła się z mocnego uścisku. – Wystarczy czułości. Podam wam deser. Zrobiłam tęczową galaretkę. – Otworzyła lodówkę i z pomocą Karoliny zaczęła wyjmować pucharki z galaretką i bitą śmietaną. Ustawiały je na tacy, którą Bieńkowska zabrała do pokoju.
– To tak na naszą cześć? – zapytał Kamil, jedną ręką obejmując w pasie Szymona.
– Pfi, za dobrze by wam było, chłopaki.
– Poczekaj. – Szymon zatrzymał Kamila, zanim ten wyszedł za Iwoną.
– Co?
– No co, co? Chcę cię pocałować. – Położył dłoń na policzku partnera.
– To na co czeka… – Reszta słowa utonęła w ustach Bieńkowskiego, kiedy nakrył swoimi wargami jego, całując go spokojnie, z wyczuciem i miłością.
Kamil przyciągnął mężczyznę do siebie stęskniony jego bliskości. Oddał pocałunek, pieszcząc ochoczo wargi partnera. Powoli zatracając się w subtelnej pieszczocie, pragnął ją pogłębić. Objął go rękoma wokół szyi i głaszcząc palcami skórę tuż przy linii włosów, rozdzielił wargi kochanka, wsuwając język do jego ust.
Szymon zamruczał zadowolony, opierając Kamila o lodówkę. Gdyby byli sami, mógłby go rozebrać i kochać się z nim na stojąco. Pragnął go. Ostatnie dni nie pomagały w spełnianiu erotycznych fantazji. Dlatego tak bardzo cieszył się, że wkrótce będzie mógł mieć Kamila wyłącznie dla siebie, spełniając najskrytsze z pragnień.
– Lepiej na tym poprzestańmy, bo jeszcze chwila i nie będę zwracał uwagi na to, że za ścianą są ludzie – wyszeptał Bieńkowski, wciąż z ustami przy ustach partnera. – Nie brakuje ci tego? – Polizał koniuszkiem języka dolną wargę chłopaka.
– A jak myślisz?
Szymon uśmiechnął się. Oczy mu przy tym błyszczały z zadowolenia i potrzeb, które wkrótce zamierzał spełnić.
– Dzisiaj Karolina i Grzesiek wybywają z domu. Mikołaj zabiera dzieciaki, a wieczorem rodzice wyjeżdżają do sanatorium. Zostanie tylko Konrad.
 Przyjdę – szepnął Kamil. Już chciał tej nocy. Teraz będzie jej z napięciem oczekiwał, wiedząc, co się wydarzy. – Chcę cię dzisiaj mieć pod sobą. – Wsunął palce we włosy Szymona, patrząc mu w oczy. – Tak dawno cię nie miałem.
Serce Bieńkowskiego z ekscytacji opuściło na moment jedno bicie. Tak, chciał tego. Rzadko się oddawał dawnym kochankom. Nie robił tego prawie wcale, za to kiedy z Kamilem połączyło go uczucie, chciał być jego w każdy możliwy sposób. Z początku wstydził się tej swojej strony, która ujawniała się, kiedy był brany przez kochanka, lecz teraz z tym właśnie chłopakiem pragnął dzielić wszystko bez oporów. 
– To przyjdź i zostań ze mną na jakiś czas. Będziemy mieć dom dla siebie przez dwa tygodnie.
– Przyjemna wizja. Pomieszkamy sobie razem. A na razie chodź na tę galaretkę, bo wszystko nam zjedzą. – Przytulił się jeszcze do Szymona, by w końcu go puścić.
Wrócili do pokoju, trzymając się za ręce, a czwórka osób spojrzała na nich z ciekawością.
– No już się wymizialiście? – zapytała wprost Karolina.
– Jeszcze nie, ale może wkrótce. – Szymon spojrzał na partnera, głaszcząc kciukiem jego dłoń.
– To warto za to wypić. – Aneta nalała soku do literatek, a potem wlała do tego wódkę. Tylko Szymonowi i Grześkowi, którzy byli kierowcami, nie dodawała alkoholu. Rozdała napoje i na końcu wzięła swój. – To co, za tę gorącą noc i za nas.
– Za nas – odpowiedziało wesoło towarzystwo.

*

Dwie godziny później pożegnali się z Iwoną i Anetą. Karolina obiecała, że jak tylko w wakacje wróci do domu, na pewno odwiedzi dziewczyny. Kamil został wyściskany przez Iwonę. Szymon ucałował dziewczyny i po chwili czwórka osób udała się na parking. Jak zwykle w mieście nie mogli zaparkować pod samym blokiem, ale udało im się znaleźć wolne miejsce kilkanaście metrów stąd, pod sklepem, który dzisiaj był nieczynny.
– My wracamy do domu – powiedziała Karolina. – Chcę jeszcze chwilę spędzić z rodzicami. Pewnie jak wrócicie, nas już nie będzie.
– Wybacz, siostra, ale obiecałem Darkowi i Wiki, że wpadniemy na trochę. I tak z powodu dziecka nie będziemy tam długo siedzieć, bo wiadomo jak to jest.
– Pewnie. Pozdrów ich ode mnie. Gdybyśmy jutro nie zaczynali zajęć, to chętnie wpadłabym do Wiki, aby zobaczyć maleństwo.
Dotarli do swoich samochodów. Karolina objęła brata.
– Będę za tobą tęsknić. Sprawuj się dobrze, aby Kamil był z ciebie zadowolony.
– A kto ci kazał podjąć studia tak daleko od domu? Tylko tęsknisz.
– Przez chwilę. Potem wpadam w wir nauki, pracy i życia. – Kamila również objęła. – Mam nadzieję, że będziesz z mojego brata zadowolony. Kocha cię – szepnęła mu na ucho.
– Wiem. Ja jego też. – Obdarzył partnera ciepłym spojrzeniem. – A ty, wariatko, bądź miła dla Grześka. Spoko chłopak.
– Wiem. – Zamrugała szybko powiekami, chcąc odgonić łzy. Nie lubiła pożegnań. – Grześ to najlepsze, co mnie spotkało. – Chwyciła dłoń swojego chłopaka. – Zbieramy się.
– Zadzwoń, jak dojedziecie do domu, a potem do Torunia.
– Pewnie. Zawsze dzwonię. Cześć.
– Cześć, chłopaki. – Blondyn podał rękę Szymonowi i Kamilowi.
– Trzymajcie się. I Grzesiek, jak Karola wejdzie ci za skórę, to dzwoń, coś na to poradzimy. Znam swoją siostrę od jej urodzenia, wiem jaka jest. – Puścił oczko obruszonej dziewczynie.
– Będę pamiętał. Nara.
Szymon z Kamilem odprowadzili parę wzrokiem. Karolina dalej kuśtykała, ale teraz już tego nie zauważali. Pomachali im, kiedy odjeżdżali. Dlatego właśnie każdy przyjechał swoim samochodem. Już wybierając się do znajomych wiedzieli, że Szymon z Kamilem zostaną w Rzeszowie na dłużej.
– To co, zbieramy się do Darka.
– Mhm. Wiesz co? Jak twoja siostra wyjeżdża, robi się taki błogi spokój. – Wsiadł do samochodu.
Bieńkowski zaśmiał się.
– Wiem coś o tym. – Włożył kluczyk do stacyjki.
Piętnaście minut później wjechali windą na piętro, na którym znajdowało się mieszkanie przyjaciół Szymona. Nie zdążyli zadzwonić do mieszkania, bo Darek otworzył drzwi.
– Miałem wyczucie – powiedział, witając się z nimi.
– Jak zawsze. – Szymon przepuścił Kamila pierwszego. – Cześć, Wiki.
– Hej, chłopaki. – Wiktoria została przez nich pocałowana w policzek. – Dobrze was znów widzieć razem. Pewnie chcecie zobaczyć małą. Obudziła się niedawno.
Kamil nie chciał, jakoś mu się do tego nie śpieszyło, ale poszedł za kobietą i Szymonem. Jego partner wyglądał na podekscytowanego. Weszli do dziecięcego pokoju urządzonego niczym z bajki dla księżniczek. Wszędzie wokół znajdowały się zabawki, a wśród nich misie i króliczki. Po lewej znajdowała się szafa i komódka, na której leżało opakowanie pieluch. Natomiast po drugiej stronie stała najprawdziwsza kołyska, ręcznie wykonana, rzeźbiona. W niej leżało niemowlę i machało rączkami.
– Hej, Kasiu. Wujkowie przyjechali. Tak, moja maleńka. Polubisz ich. – Wiktoria pogłaskała córeczkę po zaciśniętej piąstce.
– Mogę wziąć ją na ręce? – zapytał Szymon.
– Tak. – Kobieta włożył rękę pod główkę dziecka i powoli uniosła małą. Podeszła do Szymona. – Uważaj na jej główkę. Połóż ją sobie na ręce.
Bieńkowski, rozumiejąc troskę matki, nie powiedział, że wie jak zajmować się dziećmi. Przecież prawie uczestniczył w wychowaniu Eweliny, kiedy jeszcze Mikołaj i Agata mieszkali z nimi po ślubie. Potem nie szczędził też pomocy w opiekowaniu się Mateuszem. Zresztą Pawełkiem także się nieraz zajmował.
Kamil obserwował jak jego partner trzyma tak maleńkie dziecko. On doskonale znał jego pragnienia. Szymon cierpiał, że nie będzie mógł mieć własnego dziecka. Dlatego tak bardzo starał się mieć kontakt z pociechami z rodziny. Musiał przyznać, że Szymek z dzieckiem na rękach wyglądał jak prawdziwy ojciec. On jakoś nie widział siebie w tej roli. Dlatego teraz stał trochę z tyłu, woląc mimo wszystko trzymać się z daleka.
 Wiem, że jeszcze nie rozumiesz, bo niedawno się urodziłaś, ale w przyszłości będę zabierać cię na spacery. Pokażę ci konie, a jak dorośniesz, to nauczę cię jeździć. Byle nie na motorze. I trzymaj się z daleka od facetów na motorach. Najlepiej od każdego faceta.
– Popieram Szymona – wtrącił Darek.
– Tak, będziesz ją trzymał zamkniętą w domu do trzydziestki. – Wiki trąciła łokciem męża.
– Przecież wiem co faceci, a nawet już chłopcy myślą o pewnych sprawach, więc żadnemu nie pozwolę się zbliżyć do mojej córeczki nawet do jej czterdziestki.
– Spokojnie, nie słuchaj, co tatuś mówi. – Wiki nachyliła się do maleństwa. – Wujek zresztą też. Nie wszyscy mężczyźni myślą tylko o jednym. – Obejrzała się na Kamila. – Chcesz ją potrzymać?
– E… Nie. Jeszcze bym ją upuścił albo co.
– Kamil woli się trzymać od dzieci z daleka – wyjaśnił Szymon, nie zamierzając zmuszać go do wzięcia Kasi na ręce. – Śliczna jest. Gratuluję wam. Kiedy chrzciny?
– Planujemy w czerwcu, kiedy mój brat wróci z zagranicy – odpowiedziała Wiktoria, biorąc córeczkę od przyjaciela. – Idźcie do pokoju. Tam czeka na was ciasto. Zaraz zrobię kawę, tylko położę małą.
– Nie śpiesz się, ja zrobię kawę. – Dariusz ucałował żonę w czoło, po czym zaprowadził przyjaciół do salonu, który już nie był tak pusty, kiedy Kamil był tutaj pierwszy raz.
– To dla nas? – zapytał Szymon, wskazując na tort. Usiadł na wygodnej kanapie, kładąc rękę na oparcie, gdy blisko niego miejsce zajął Kamil.
– Po części. Wiktoria wypróbowywała nowy przepis na tort orzechowy.
– Uznałam, że to będzie doskonała okazja, aby z niego skorzystać. Darek, miałeś zrobić kawę. – Wzięła talerzyk, by położyć na nim kawałek tortu.
– Już się robi.
– Cieszę się, że wpadliście – powiedziała kobieta, nakładając ciasto. – Ostatnio mam mało towarzystwa. Ciągle tylko pieluchy, pranie, posypki, pudry, kremy, znów pieluchy. Nie narzekam, bo kocham córeczkę, ale wiecie, że jestem stadną kobietą i lubię mieć ludzi wokół siebie. Wczoraj wpadła moja koleżanka, to posiedziałyśmy chwilę, ale zaraz musiała lecieć, bo też ma obowiązki. Częstujcie się.
 Ale nie siedzisz cały czas zamknięta w domu? – zainteresował się Szymon, który palcami lekko gładził szyję Kamila.
– Nie. Jak Darek nie ma zgrupowania, to zostaje z małą, a ja wybieram się na długie spacery. Mama nam dużo pomaga. Ale ja tu mówię cały czas o sobie, a co tam u was? – Usiadła w fotelu naprzeciwko nich.
– U nas dobrze. – Kamil położył dłoń na udzie partnera. – W końcu wyjaśniliśmy sobie wszystko i budujemy związek od nowa.
– Cieszę się.
– Jest i kawa. – Darek postawił tacę na stoliku. – Dla ciebie oczywiście sok – zwrócił się do żony. – Co tam w ogóle u was?
– Chwilę temu właśnie ich o to zapytałam. Opowiadajcie, co u was, u Karoliny, waszej rodziny. Jak Jabłonkowo na was reaguje? Nadal jest dobrze? W ogóle to czytałam, że ktoś z Zydla został aresztowany. Słyszeliście o tym? Złapali jakąś szajkę, która wzięła się za handel narkotykami.
– Między innymi aresztowano mojego kuzyna – odparł Kamil, biorąc się za ciasto. Nie potrafił sobie tego odmówić. – Miał kontakty z tymi handlarzami i w domu coś przy nim znaleziono. Chyba pójdzie siedzieć, bo co innego może go czekać.
– A to zależy co przy nim znaleźli. – Darek posłodził sobie kawę. – Jeśli towaru nie było dużo lub tylko parę tabletek amfetaminy,  to wątpię, aby dostał wyrok większy niż tylko prace społeczne. Szczególnie, jeżeli będzie zeznawać przeciw tej grupie. Dla sądu to ma znaczenie, dlatego mogą go łagodnie potraktować. No, chyba że to było jednak coś większego, wtedy możliwe, że nie uniknie więzienia.
– No właśnie, jeszcze nic nie wiemy. Teraz był długi weekend. Mój wujek też się niewiele dowiedział. Trzeba czekać.
– Darek, ty się orientujesz w tych pracach społecznych i tak dalej – Szymon pochylił się w stronę mężczyzny, kładąc łokcie na kolanach. – Czy ktoś taki jak ja może gdzieś zgłosić, że potrzebuje kogoś do takiej pracy? Żeby ktoś taki jak kuzyn Kamila odbył karę u mnie.
Zarzycki natychmiast wbił wzrok z partnera.
– O czym ty mówisz?
– Na razie myślę.
– Niby tak. Nie jesteś prywatnym człowiekiem. Prowadzisz stadninę i nie tylko robisz to dla przyjemności. Masz pracowników, do tego prowadzisz hipoterapię… Hm. Chyba wiem, o co ci chodzi. Mogę się jutro tego dowiedzieć. Zadzwonię do siostry i mi wszystko powie.
– Liczę na ciebie.
– Ale o co biega? – dopytywał Kamil, niczego nie rozumiejąc.
– Jak się uda i Paweł dostanie tylko prace społeczne, będę chciał go wziąć do siebie. Twój wujek będzie zadowolony i będzie mi winien przysługę za to, że nie wysłano jego synalka w gorsze miejsce.
– Przysługę? – Kamil nie odrywał spojrzenia od partnera.
– Upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu, skarbie. – Zadowolony z siebie Bieńkowski wziął do ręki talerzyk z kawałkiem tortu. – Myślę nad tym od jakiegoś czasu i wydaje mi się, że to dobry pomysł. Wyjaśnię ci w samochodzie. – Skosztował ciasta. – Wiki, to jest pyszne.
– Dzięki.
Kamil zmarszczył brwi, zastanawiając się, co kombinuje jego partner. Postanowił, że na razie da mu spokój, ale w samochodzie wypyta go o wszystko. Na razie także zajął się swoim kawałkiem ciasta, słuchając Wiktorii, która nie przestawała mówić. Jemu było to na rękę, bo nie musiał się odzywać. Poprosił nawet o dokładkę tortu, nie przejmując się jak inni kaloriami. W nocy zamierzał wszystkie spalić.

15 komentarzy:

  1. Tak! Już nie mogę się doczekać opowiadania o Lucasie (domyślam się z kim go połączysz i podoba mi się ta myśl)! Kiedy kupiłam i przeczytałam twoje eBooki bardzo chciałam zapoznać się z jego historią. Jak tylko wyjdzie ta część to na pewno kupię ;) przykro mi, że w jakiś sposób ucieka z ciebie chęć pisania. Mogę mieć tylko nadzieję, że wkrótce znów będziesz się z tego cieszyć. Pozdrawiam i życzę duuuuuużo weny ;D

    Co do Buntownika to niestety nie jest w moim guście. Sama nie wiem czemu ale chyba po prostu tak czasami jest.. niektóre opowiadania podobają mi się bardziej inne mniej. "Szczęście od losu" już czytałam i polubiłam. Co do męskiej ciąży to dla mnie jest okej. Nie odstrasza mnie ;)
    Maruda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że w końcu wróci czas, że będę się z pisania cieszyć, tak jak to było dawniej.
      Dziękuję i pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. Jeju... Uzależniłam się C":
    Proszę, nie przestawaj pisać! Kocham to co robisz, więc nie rób mi tego nigdy. A co do rozdziału, super <3 Wiem, wiem, że jesteś bardzo zajęta, ale przez myśl mi przeszło krótkie opowiadanie z synem wilczków i smoczka :) Oczywiście, możesz ten pomysł zupełnie ziignorować, jeśli uważasz, że to po prostu nie ma sensu. Pozdrawiem cieplutko i życzę miłego dnia/nocy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli kiedyś wrócę do zmiennych to już teraz mogę Ci powiedzieć, że nigdy nie planowałam Adama łączyć z synem Sebastiana. Tym bardziej, że są to kuzyni (chociaż to by mi nie przeszkadzało :D), ale Adam już w mojej głowie od dawna ma partnera. Na pewno nie smoczka. :)
      Dziękuję i pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. Luano, mam nadzieję, że jednak się nie poddasz i będziesz kontynuować swoje poczynania na blogu. Byłoby szkoda zostawić to wszystko. Nie chciałabym, żeby do tego doszło. Pewnie wiele innych osób jest tego samego zdania. Może powinnaś zrobić sobie przerwę, zrelaksować się i dać odpocząć mózgowi. Gdy Ci się polepszy mogłabyś wrócić. Zawsze to jakieś wyjście. Ja dałam sobie czas (trzy miesiące) ale pomogło.
    Uważam, że masz talent do wciągania w swoje opowieści i szkoda byłoby go zmarnować. Wiem, że kilka lat już się w ten sposób pokazujesz w sieci, ale mogłabyś pociągnąć to dłużej. Zachęcam Cię do tego.
    Co do Lucasa, to znasz moje zdanie w tej sprawie. Mimo że Shawn pojawił się tylko na chwilkę pokochałam tego faceta. Ma taki charakter jaki w postaciach uwielbiam - zimny i niedostępny, a zarazem delikatny w głębi serca i czuły. Jestem jak najbardziej ZA!
    Nie wiem co Ci poradzić. Poczytaj jakieś ciekawe książki (jest ich cała masa, ja na przykład zaczynam Drakulę i Bezwstydnego Mortdecai'a) albo dla odmiany obejrzyj jakiś fajny film. Cokolwiek co sprawi, że poczujesz się lepiej i pisanie zacznie znów sprawiać Ci przyjemność.
    Liczę, że jednak Twoje chęci wrócą ale trzeba dać temu szansę. Proszę, coś na zachętę:
    Motywacja to stan umysłu, kiedy robisz coś nie dla samego faktu wykonania tego, a dla samej satysfakcji ~ znalezione w Internecie
    Nic dodać nic ująć :D Weny Lu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że będę kontynuować poczynania na blogu. Chociaż raczej już nie powstanie tekst, który będzie przeznaczony tylko na blog.
      Przerwy do pisania dobrze robią. Problem w tym, że u mnie za długa przerwa teraz daje odwrotny skutek. Okazuje się, że fajnie jest również nie pisać, bo ma się dużo więcej czasu na inne rzeczy. Choćby właśnie czytanie, czy na czas spędzony z rodziną. Przyznam, że lato, gorąco trochę pomogły w napisaniu historii Lucasa. Męczyłam ją już chyba od pół roku, a nie jest to długi tekst.
      Czytam, czytam. W sumie ostatnio to czytam zaległe opowiadania, ale książki też są w to wmieszane. Draculę kocham. To znaczy tego Draculę Brama Stokera. :)
      Też liczę, że moje chęci wrócą. I tak nie jest tak źle jak było, jeżeli już myślę powoli o nowym tekście. Chociaż to stary pomysł sprzed lat. :)
      Świetny cytat. :)
      Dziękuję i pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Tak, tak TEGO Drakulę. Innego bym nie przeczytała :D

      Usuń
  4. "- Mam nadzieję, że autor coś jeszcze napisze - wyszeptał Jessie.
    To przypomniało Colinowi, że wielu czytelników na niego czeka. Na kolejną książkę. Nigdy nie pożegnał się z nimi. Nie powiedział, że to koniec. Czy to oznaczało, że podświadomie miał nadzieję na powrót? Nawet, jak sądził, że ją stracił? To nie dawało mu spać. Udawał, że to robi, a w głowie kotłowało się i zderzało ze sobą miliony różnych myśli. Ma dwa wyjścia - zacznie pisać lub przekaże czytelnikom, by już nie czekali. Ale jak zerkał na męża, który jakby z zakochaniem czytał kolejne stronice, jakoś nie potrafił pożegnać się z pisaniem. Jessie czekał na kolejne teksty."
    Myślę, że takich Jessich jest dużo, któzy czekają na twoje teksty, Luano.
    Mam nadzieję, że to zniechęcenie wynika tylko z tej całej hejterskiej nagonki a nie braku weny.
    Nie dogodzisz wszystkim i nawet nie powinnaś próbować.
    Masz różne teksty i jedne podobają się bardziej od innych, co jest naturalne. Ja za każdym razem czekam z niecierpliwością na nowe opowiadanie a często nawet wracam do tych już przeczytanych.
    Porzucenie przez ciebie pisania zaboli.
    A tych wszystkich co narzekają na twój styl odsyłaj ze spokojem do E. Orzeszkowej czy W. Reymonta.
    Gorąco pozdrawiam, Kasia M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że moje zaprzestanie pisania pewnie by wielu zabolało. Dużo na moje nie pisanie ma wpływ to co się działo. Jeżeli autorowi mówi się, że pisze źle i nakazuje jak ma to robić, coś się wtedy odbiera i to już nie wraca. Z tym ucieka i wena, pomysły i tak naprawdę w głowie jest jedno, zwykła chęć spokoju. Odebrano mi przyjemność pisania, ale wciąż się staram. :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Z jakiego opowiadania to cytat? Przepraszam, że tak nie na temat. Szukam tego tekstu od dłuższego czasu i nie mogę odszukać. 😉

      Usuń
    3. Jaki cytat? I śmiało pytaj. :)

      Usuń
    4. O Jessim i Colinie ten w komentarzu Kasi. 🙂

      Usuń
    5. To ze Spontanicznej decyzji. Musiałam usunąć ten tekst. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła powiedzieć dlaczego. :)

      Usuń
  5. Droga Luano,
    Jestem Twoją fanką od dłuższego czasu, ale dopiero teraz odważyłam się napisanie komentarza. Uwielbiam Twoje opowiadania. Uważam, że masz niesamowity potencjał. Twoi bohaterowie i historie są naprawdę świetne. Mam nadzieję, że nie porzucisz pisania i wykreujesz jeszcze więcej ciekawych postaci. Opowiadanie o mpreg baaaaardzo mnie wciągnęło i byłoby super gdybyś napisała jeszcze coś podobnego. Życzę dużo weny, dobrego nastroju i uśmiechu. Nie porzucaj nas, czytelników!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komentarz. Świetnie, że się odważyłaś na napisanie go. Bardzo mi to pomogło. Ostatnio nie mam chęci do pisania, a dobre wiedzieć, że ktoś czeka na kolejne teksty. :)
      Cieszę się, że mpreg się podobał. Może jeszcze kiedyś coś napiszę o tej tematyce. Nie mówię nie. :)
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)