18 czerwca 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 21



Niedzielnego poranka w domu Bieńkowskich nie można było nazwać spokojnym. Dzieci biegały po domu, szczególnie po kuchni, pies dokazywał razem z nimi, a koty skakały po szafkach, chcąc obserwować wszystko z góry. Konrad próbował uspokoić całe towarzystwo. Szymon z Pawełkiem na rękach śmiał się ze swoich wygłupiających się bratanków, a Basia próbowała przygotować śniadanie. Musiała się sporo namęczyć, aby każdemu podać coś, co będzie mu smakowało. Ojca rodziny nie było, bo zjadł wcześnie rano i poszedł do kościoła na poranną mszę.
– Siadajcie w końcu. Ewelina, Mateusz, jazda myć ręce i siadać mi do stołu.
– Dobrze, babciu. Ares, idziemy umyć łapy – zawołała Ewelina, najbardziej rozszalała z całego towarzystwa.
– Daj psu spokój. On nie musi myć łap.
– Wiem, babciu. – Razem z bratem pobiegła do łazienki.
– Szymon, daj mi małego i zjedz w spokoju, a ja go nakarmię. – Basia wzięła od syna najmłodszego wnuka. – O której ma przyjechać Karolina?
– Nie wiem. Mówiła, że na pewno będzie przed obiadem. – Szymek usiadł obok Konrada. – Podobno jadą samochodem.
– Sądzisz, że ta niespodzianka to jakaś dziewczyna czy facet? – zapytał Konrad, kończąc swoją porcję jajecznicy.
– Podejrzewam to drugie. Wkurza mnie, że nie powiedziała tego, z kim przyjedzie. Mamo, przygotowałaś gościnny pokój?
– Tak – odpowiedziała Basia, karmiąc najmłodszego, prawie dwuletniego wnuka. – No, jesteście? – dodała, kiedy Ewelina i Mateusz wrócili do kuchni. – Już chciałam posłać za wami ekipę poszukiwawczą. Kąpaliście się czy jak?
– Mama zawsze powtarza, że ręce trzeba myć dokładnie. – Ewelina odrzuciła na plecy długi warkocz. Zdmuchnęła z czoła blond grzywkę, którą z rana babcia chciała jej upiąć spinką, by jej nie przeszkadzała, ale dziewczynka się na to nie zgodziła.
– Bardzo dobrze. Tylko jajecznica wychłodnie, a zimnej nie lubicie.
– Nikt nie lubi zimnej – wtrącił małomówny i nieśmiały Mateusz.
Reszta śniadania również nie przebiegła spokojnie, bo Ewelina cały czas mówiła i przegadywała się z Konradem, który sobie z niej żartował. Nawet Mateusz włączył się do rozmowy. W tym czasie do domu wrócił Mariusz, już od progu dzieląc się z wszystkimi nowinami, że były zapowiedzi ślubne Bernadetty Kaweckiej. Konrad omal się przez to nie udławił kawałkiem chleba.
– Ale jak to bierze ślub? Z kim?
– Z jakimś Andrzejem. Nie jest stąd. Podobno pochodzi z Zydla. Ludzie gadają, że wychodzi za mąż, bo chodzą słuchy, że jest w ciąży. Dawno jej nie widziałem, ale podobno już brzuch dobrze jej widać.
– W sumie też jej dawno nie widziałem – burknął Konrad. – Chyba jej nie ma w Jabłonkowie.
– Może mieszka u tego narzeczonego – rzuciła Basia, zaczynając sprzątać po śniadaniu.
Konrad dziwnie się czuł z tą wiadomością. Dość długo chodził z Bernatą i mimo że traktowała go jak gówno, to w tamtym czasie ją kochał.
– Dobrze, że nie wpadła z tobą – szepnął mu na ucho Szymon. Ale zrobił to na tyle głośno, że usłyszała to Ewelina.
– Nich mi ktoś powie, dlaczego ktoś wychodzi za mąż, jak „wpadnie”. Czy jak ja wpadnę do jakiegoś dołka, też będę musiała wziąć ślub? – Pytanie siedmioletniej dziewczynki wprawiło całą rodzinę w śmiech. Basia musiała jej wytłumaczyć, że nawet jakby wpadła do dołka, to za mąż nie musi wychodzić, bo jest za mała. Na tę wiadomość Ewelina odetchnęła z ulgą. – To dobrze, bo już się bałam.
Kolejne godziny Szymon spędził w stajni wraz z ojcem. Nadal ze sobą nie rozmawiali. Obydwu ta sytuacja zaczęła przeszkadzać, jednak uparty syn nie zamierzał niczego zmieniać. Dochodziło południe, kiedy ukończyli pracę i wypuścili konie na padok, by te się popasły. Trawa była już zielona, duża, więc zwierzęta miały z czego korzystać. Po tym jak mężczyźni się umyli, pomogli Basi przy przygotowywaniu obiadu i opiece nad dziećmi. Później Szymon z Konradem pojechali do Kaliny po dziewczynę młodszego z braci.
Justyna okazała się być niezwykle chudą, nieśmiałą dziewczyną o kasztanowych włosach. Gdyby Szymek nie wiedział, że dziewczyna ma naturalnie taką budowę ciała, mógłby pomyśleć, że jest na coś chora. Na szczęście Konrad poinformował go wcześniej, że Justynce nic nie jest, a po prostu taka budowa – tak zwanego szkieletora – to u nich rodzinne. Dziewczyna chciałaby przytyć, jednak za nic w świecie jej się to nie udawało. Czasami bolało ją to, gdy ludzie pytali się jej czy jest zdrowa, czy nie jest anorektyczką, a może potrzebuje pomocy. Nie znaczyło to, że ze swoją drobną budową wyglądała brzydko. Była naprawdę śliczną nastolatką, z piegami na nosie, niebieskimi, dużymi oczami i wiecznymi rumieńcami na policzkach, które pojawiały się, kiedy coś ją zawstydziło.
Podobała się Szymonowi. Szczególnie jeśli chodziło o charakter Justyny. Bardzo popierał wybór brata. Już po jej poznaniu, w ciągu kilku minut zorientował się, że dobrze traktowała Konrada, z szacunkiem. Nie tak jak robiła to Bernata, której egoistyczny charakter sprawiał, że liczyły się tylko jej potrzeby i nikogo więcej. Justyna była jej całkowitym przeciwieństwem.
Po tym jak przywiózł parę do domu, skontaktował się z Kamilem by się upewnić, czy chłopak przyjdzie na obiad. Chciał go mieć przy sobie na spotkaniu rodzinnym, tym bardziej, że byli parą.

*

Karolina i jej niespodzianka przyjechali koło trzynastej. Dzieciaki akurat szalały z psem na dworze, pilnowane przez Konrada. Niedaleko stał Szymon z Kamilem i Justyną. O dziwo dziewczyna zaczęła dogadywać się z Zarzyckim. Nie onieśmielał jej tak jak starszy brat jej chłopaka. Poza tym okazało się, że siostra Justynki doskonale zna kuzynów Kamila, a nawet mieszka z mężem obok nich, i tym sposobem temat od razu zszedł na Pawła. To, czego się chłopak dowiedział, mogło zmienić stosunki panujące pomiędzy Pawłem a rodzicami. Martwił się, jak to przyjmą babka z dziadkiem. W sumie dlatego zrezygnował z wcześniejszych planów, które miał wobec paczki kuzyna. Nimi jednak postanowił martwić się później, bo na podwórko wjechała srebrna Skoda Octavia. Z zaciekawieniem obserwował wysiadającego z niej blondyna. Chłopak był wysoki, mocnej budowy, szeroki w ramionach i wąski w biodrach. Kamil w myślach śmiało nazwał go „ciachem”. Dawniej chętnie zainteresowałby się kimś takim.
– Hej ludziska. – Karolina podeszła do mamy, obejmując ją mocno. – Mamuś, stęskniłam się.
– Ja za tobą też. Przedstawisz nas?
– Oj tak. To jest Grzesiek. – Wzięła swojego chłopaka za rękę. – Jak widzicie, jesteśmy razem i to już od trzech miesięcy. Poznaliśmy się na wyjeździe. Też studiuje archeologię, ale jest dwa lata wyżej. To fajny chłopak, no – zakończyła dosyć kulawo. Pierwszy raz przedstawia rodzinie swojego chłopaka. Nic dziwnego, bo poza Arturem nikogo nie miała. – No, a to jest moja mama, tata, mój brat Konrad i…
– Moja dziewczyna, Justyna.
– Cześć. – Karolina wyciągnęła rękę do dziewczyny. – Miło cię poznać. Mam nadzieję, że będziemy miały okazję pogadać.
– Zagada cię na śmierć – rzucił do Justyny Kamil, obserwując z błyskiem w oku pannę Bieńkowską.
– Mam cię strzelić?
– Karolinko, nie boję się ciebie.
– Jeszcze zobaczymy. Grzesiu, to jest właśnie Kamil i mój brat Szymon. Jak ci mówiłam, są parą. A te szkraby to Ewelinka i Mateusz, dzieci mojego najstarszego brata Mikołaja. – Widząc minę chłopaka, uśmiechnęła się do niego. – Nie martw się, wszystkich poznasz i zapamiętasz.
– Mam nadzieję. Hej. – Grzegorz wyciągnął rękę do męskiej części rodziny, witając się z każdym z osobna. Potem otworzył tylne drzwi samochodu. Stamtąd wyciągnął bukiet kwiatów. Wyjął z niego białą różę, którą podał Justynie. Bukiet natomiast podarował mamie swojej dziewczyny, zamieniając z nią kilka słów.
– Romantyk – szepnął Kamil do Szymona. – Ty mi nigdy nie dałeś kwiatów.
– Jutro kupię ci wielki bukiet. – Puścił oczko Zarzyckiemu. Już widział minę Kamila, kiedy faktycznie spełniłby tę obietnicę. Ledwie powstrzymał się, by na to wyobrażenie nie parsknąć śmiechem.
– Dobrze, to zapraszam wszystkich na obiad. – Basia zadowolona ze spotkania rodzinnego pławiła się w szczęściu.
– Ale najpierw myjemy ręce – zarządziła Ewelina, pierwsza wpadając do przedpokoju.
Szymon zatrzymał na dworze Kamila. Obaj stali w słońcu, które przyjemnie grzało. Zapowiadał się pogodny długi weekend.
– Powiesz rodzinie, że Paweł został wczoraj aresztowany?
– Tak. Ale boję się reakcji babci. Zadzwonię po obiedzie do Piotra, żeby się upewnić, czy to prawda. – Podobno wczoraj wieczorem pod dom Dutkiewiczów przyjechała policja i chwilę później wyprowadzono z niego skutego Pawła. Jego matka lamentowała, a ojciec przeklinał policjantów i tylko cudem nie podzielił losu syna. Z tego co mówiła Justyna, wynikało, że została wyłapana cała grupa Gargamela, w tym jego brat Maciej, u którego znaleziono pokaźną porcję narkotyków.
– Musieli być obserwowani.
– Na pewno. W tym wypadku nawet moje doniesienie, że coś tam podejrzewam, niewiele by wniosło. A jeszcze mógłbym się w coś wpakować. Obawiam się, że dziadkowie obwinialiby mnie o aresztowanie Pawła. Mimo wszystko zależy im na wnukach. Mają tylko naszą trójkę.
– A ja mam ciebie jednego i mi wystarczysz. – Pocałował policzek Kamila, po czym pociągnął go do domu. – Chodźmy jeść, bo głodomory opędzlują nam wszystko.
– Kto tu jest głodomorem, to jest.
Podczas obiadu, który podano w salonie przy dużym stole, Karolina z Grzegorzem opowiadali, gdzie się poznali. Oboje zafascynowani archeologią na przemian przekazywali wszystko to, co zostało odkryte i z radością mówili, że w Polsce jest wiele miejsc, które posiadają swoje tajemnice z przeszłości.
– Można odkryć prawdziwe perełki – mówił Grzegorz. – Czasami, kiedy buduje się gazociągi, budynki i tak dalej można zniszczyć wiele rzeczy. Nie wszystko się zauważy. Ale podczas wielu robót natrafia się na prawdziwe skarby. Ostatnio znaleziono wielki słój szesnastowiecznych monet.
– Fascynujące odkrycie – włączyła się Karolina – bo wraz z tymi monetami dokopano się do trzech szkieletów…
– Stop, nie przy obiedzie – zarządziła Basia, posyłając córce wiele mówiące spojrzenie. Karolina już przez telefon opowiadała jej o szkieletach dzieci z szesnastego wieku, które znaleziono. Uważała, że mówienie przy jedzeniu o pewnych sprawach jest niesmaczne. Szczególnie kiedy obok siedzą dzieci, które niby nie słuchały, a i tak wszystko słyszały.
– Ekscytujemy się tym, bo to wspaniałe i pełne zagadek odkrycie. Ale dobra, już milczymy – powiedziała dziewczyna, zabierając się za wyśmienitą pieczeń swojej mamy.

*

Po obiedzie Kamil wyszedł na dwór, aby zadzwonić do kuzyna, który potwierdził, że Pawła aresztowano. Chłopak po tym telefonie stał oparty o wiśnię, zastanawiając się, czy w ogóle mówić o tym rodzinie, a jeżeli tak, to w jaki sposób?
Dołączył do niego Szymon, podając mu szklankę soku pomarańczowego. Przez chwilę obaj nic nie mówili, patrząc na leżącego na schodach Aresa. Dopiero po dłuższym czasie Zarzycki przerwał milczenie.
– Będę musiał zaraz wracać. Powiem im. Piotrek potwierdził, że przy Pawle coś znaleziono i może mieć poważne kłopoty. Więcej nie wiedzą, bo adwokat dopiero ma się z spotkać chłopakiem i z prokuratorem czy kimś tam.
– Myślisz, że pozwolą mu wyjść?
– Wątpię. Najwyżej posiedzi. Zależy co i ile znaleziono. Ale może go czekać kilka lat odsiadki. Doigrał się – prychnął. – Zawsze najmądrzejszy, najlepszy. Ale wiesz co?
– Co?
– Wujek dostał kopa za to, że chce nam bruździć. Synalek siedzi w areszcie, a taki był z niego dumny. – Dopił do końca sok. Oddał szklankę partnerowi. – Przeproś rodzinę, ale muszę pogadać ze swoją.
– Wiem. Martwisz się. – Objął go jedną ręką wokół pasa, przyglądając się twarzy Kamila. – Widać to po tobie. Przez cały obiad byłeś małomówny.
– Wystarczyło, że Karolina i ten jej facet ciągle gadali. A swoją drogą sądzisz, że będzie coś z tego?
– Okaże się. Pewnie sami jeszcze tego nie wiedzą. Chociaż ten Grzesiek chyba czuje się przytłoczony taką liczbą osób. Podobno pochodzi z małej rodziny. Za to Justyna dobrze sobie radzi.
– Mhm. Fajna z niej dziewucha. No, lecę. – Pocałował kącik ust Szymka. – Zobaczymy się jutro, co?
– Tak. Pobędę z rodzinką. Ale jak coś, to dzwoń lub wpadaj. – Pożegnał się jeszcze z nim.
Akurat kiedy Kamil miał odejść, na dwór wypadła Ewelina.
– Wujku Kamilu, już idziesz? A przyjdziesz jeszcze? – Złapała chłopaka za rękę. – Wiem, że lubisz wujka Szymona. W sumie obiecałam wujkowi, że jak dorosnę, wyjdę za niego, bo jestem jego księżniczką, ale chyba poszukam sobie narzeczonego w swoim wieku. A wujek może być twój.
Szymon roześmiał się. Kochał swoją chrześnicę. Była bardzo mądra i dużo już wiedziała na pewne tematy. W sumie Agata z Mikołajem od małego uczyli ją, że czasami panie lub panowie są ze sobą razem, bo się kochają i nie ma w tym nic złego. Dlatego dla niej było to tak normalne jak związek jej mamy i taty.
– Dobra, księżniczko ty moja, daj wujkowi spokój. Jutro przyjdzie z Milagros, to wszyscy pójdziemy na spacer.
– Jej! – wykrzyknęła. – To idę do domu. – Ucieszona pobiegła do budynku.
– A ty mówisz, że dzieci są be – zwrócił się do Kamila.
– Bo są. Ona i jej brat to wyjątki. Nara. – Złapał jeszcze Szymona za koszulę, przyciągając go do siebie na pożegnalny pocałunek. – Do zobaczenia. – Puścił go równie szybko, woląc tego nie przeciągać, bo jeszcze chwila i nigdzie by nie poszedł. Za dobrze mu było przy Szymonie. Mógłby się z nim nie rozstawać, jednak czekał go przykry obowiązek poinformowania rodziny o Pawle. A może już wiedzieli. Tak by było najlepiej.
Rodzinę zastał w kuchni. Bez ojca, który nawet w niedzielę poszedł się gdzieś szlajać. Dziadek obgryzał udko z kurczaka, mama dolewała mu kompotu, a babcia próbowała wcisnąć Kamilowi jedzenie, jak ten tylko pojawił się w progu.
– Babciu, dopiero wróciłem z obiadu. Nie jestem głodny.
– To będziesz miał na jutro udko albo zjesz je na kolację. Tylko odgrzejesz sobie.
– Nikt do was nie dzwonił?
– A kto miał dzwonić? – Stanisław położył kość na talerzu. – Zośka, to możesz wyrzucić, a to będzie dla Milagros. – Wskazał na skórę z kurczaka. Nie lubił jej tak samo jak Kamil.
– Bo… – zawahał co do tego, czy powinien to mówić, jednak uznał, że nie ma innego wyjścia. – Gadałem z Piotrkiem. Aresztowano Pawła.
– Jak to aresztowano? – Babcia Zosia aż usiadła z wrażenia. – Co ty gadasz?
– Ostatnio zadawał się z podejrzaną grupą. Wiecie, mówiłem wam o tym. No i okazało się, że handlowali narkotykami. Chyba, bo coś u jednego z nich znaleźli. Możliwe, że cała grupa od jakiegoś czasu była śledzona.
– Wiedziałem, że się chłopak w końcu doigra. Wiedziałem. Od dziecka był taki, że wpakowywał się w kłopoty i nie potrafił zadawać się z porządnymi ludźmi. Co ci jeszcze Piotrek powiedział?
– Sami niewiele wiedzą. W każdym razie ciotka chodzi i płacze, a wujek jest wściekły. Powiedział, że zabije gówniarza.
– Takiego se wychował, więc takiego ma. – Babcia zaczęła zbierać brudne talerze ze stołu. – Nie może mieć do nikogo pretensji. Zawsze pozwalał synom robić co chcą i wchodzić sobie na głowę. Palcem nie kiwnę, żeby im pomóc. – Położyła naczynia w zlewie, po czym sięgnęła do szafki, w której trzymała zioła, herbaty i kawę szczelnie pozamykane w słoiczkach. Wyjęła melisę, by sobie zapatrzyć. – Może i dobrze się stało. Paweł dostanie nauczkę.
Kamil nie chciał jej mówić, że więzienie niewielu zmienia na lepsze. Chociaż zdarzają się wyjątki.

*

Dzień później już całe Jabłonkowo wiedziało, że wnuk Zofii i Stanisława Dutkiewiczów został aresztowany, bo znaleziono przy nim narkotyki. Wieś wrzała. Roznosiły się coraz to nowsze plotki, przy czym każdy dodawał coś od siebie i wiadomość rosła do tego stopnia, że wkrótce ludzie zaczęli mówić o tym, jak to Paweł dostał dwadzieścia lat odsiadki za handel kokainą. Najbardziej wiarygodną wersją, o której dowiedział się Kamil, była ta, że przy chłopaku znaleziono parę pigułek amfetaminy, którą miał dla siebie i niczym nie handlował. Jednak jak to ludzie, każdy dodał dwa do dwóch i wszystkim wyszło z tego pięć.
Rodzina Zarzyckich miała dodatkowe problemy. Wujek Adam, mimo aresztowania syna, nie zamierzał ustąpić z żądań, jakie wystosował wobec rodziny. Teraz jeszcze bardziej chciał pieniędzy, które podobno miały przydać się synowi. Za nic w świecie nie zważał na to, że adwokat Zarzyckich – który z samego rana w poniedziałek spotkał się z Beatą – jasno przekazał, że już nic mu się nie należy. Adam nie zważał także na swoich rodziców, a szczególnie matkę, która coraz gorzej znosiła tę sytuację. Doszło do tego, że mama Kamila musiała ją zabrać do lekarza, bo staruszka czuła uścisk i kłucie w piersi. Na szczęście okazało się, że wszystko jest w porządku, ale lekarz przestrzegł, że kobieta ma już swoje lata i nie powinna się denerwować. Adama to jednak nie obchodziło. Szczególnie wtedy, kiedy okazało się, że możliwe będzie to, aby Paweł wyszedł za kaucją i zostanie zastosowana wobec niego kuratela sądowa. Wszystko dzięki temu, że chłopak zgodził się zeznawać przed prokuratorem przeciw swoim znajomym. Nie znaczyło to jednak, że nie groziło mu więzienie. W najlepszym wypadku idealnym rozwiązaniem miały być prace społeczne, ale byłoby cudem, gdyby sąd się na to zgodził. Niestety, sprawa musiała czekać i nie zapowiadało się na jej szybkie zakończenie. Tym bardziej, że był długi weekend i sędzia, który miał zajmować się wszystkim, wyjechał na urlop. Także dopiero najwcześniej w środę będą mogli wiedzieć, co dalej stanie się z chłopakiem.
W domu Zarzyckich mówiło się tylko o tym, a także o bezpodstawnych i wyssanych z palca żądaniach Adama. Z kolei te rozmowy przeplatano z kłótniami rodziców Kamila lub jego z pijanym ojcem. Dlatego gdy nadszedł trzeci maja, Kamil z ulgą powitał dzień, w którymi miał pojechać do Iwony i Anety, a potem odwiedzić znajomych Szymona.

15 komentarzy:

  1. Pięknie lub nie jak to woli
    Wszystko wspaniale tylko czegoś tutaj ewidentnie brak ??
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. "Ares, idziemy umyć łapy" haha
    Jakie rozkoszne i cały rozdział również przyjemny.

    OdpowiedzUsuń
  3. No niezły. Tak "Ares, idziemy umyć łapy" też mnie rozbroił. Ciekawi mnie była dziewczyna Konrada. Żeby nie wyjechała że to jego dziecko. Nie mogę się doczekać zakończenia a jednocześnie nie chcę żeby się skończyło. Pozdrawiam Oti

    OdpowiedzUsuń
  4. Luano, znalazłam Ciebie ok. miesiąc temu. I powiem szczerze, że kocham Twój styl pisania, ze strony Kamila, oraz Szymona. Przeczytałam prawie cały twój stary blog, a teraz wzięłam się za ten. Niesamowite jest to, jak umiesz wyciskiwać ze swoich czytelników takie emocje. Ile razy ja płakałam, złościłam się na jakąś postać tak samo, jak główny bohater. Niestety narazie nie będę mogła kupić Twoich opowiadań, ale postaram się coś odłożyć. Więc tak, życzę Ci dużo pomysłów, weny, oddanych czytelników oraz byś wydała masę papierowych, jak i "ebookowych" książek. Za wszystkie błędy bardzo przepraszam, ale piszę na telefonie, a telefon jak telefon, te małe literki mogą być naprawdę wkurzające. No to wszystko. Miłego dnia/poranka/wieczoru/nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, życzę wszystkiego dobrego. :)

      Usuń
  5. Ludzie zastanawialiście sie co będziemy czytać jak buntownik sie skończy ??
    Mysle że to będzie koniec bo wątpię żeby pani autorka coś tu jeszcze dodała
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęście od losu będzie tu publikowane. Co później? Nie wiem, ale z pisaniem u niej ciężko i może w ogóle przestać pisać. I na pewno nie będzie pisać tekstów wyłącznie na bloga. Co ma za to? Hejterskie komentarze ( Nie mylić z konstruktywną krytyką), napadanie na nią i grożenie śmiercią? Za to podziękuje każdy.

      Monika Maj

      Usuń
    2. Przepraszam a kto i za co śmiercią grążą Kobiecie ranny boskie
      :(:(:(:(:(:-(:-(:-(

      Usuń
    3. Dostawałam różne dziwne maile w swoim czasie i wołania, abym przestała pisać i sprzedawać tę nędzę którą tworzę. A i parę gróźb też było.

      Usuń
  6. Uwielbiam cię Luano twoje teksty są świetne, wszystkie te co są na blogu przeczytałam i kupiłam też wszystkie. Często do nich wracam. I czy może planujesz publikować coś nowego po zakończeniu Buntownika?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyżej pisałam moja koleżanka, publikowany będzie tekst Dziękuję. :) "Szczęście od losu" obie części, a później... Sama nie wiem co będzie później. Na pewno już nie napiszę tekstu tylko na bloga. Zresztą na razie z moim pisaniem jest kiepsko (chociaż staram się jakoś tam pisać), więc trudno powiedzieć co będzie w przyszłości i czy w ogóle będę pisać.

      Usuń
  7. Szczęście od losu
    Nie jestem pewna ale gdzieś już ten tytuł widziałam czy to pierwsze opowiadanie koleżanki ??
    Musze to sprawdzić
    Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie moje pierwsze opowiadanie? nie pierwsze, jak widzisz na blogu jest ich już wiele i na innym także. A tekst można nabyć tutaj: https://book-self.pl/pl/p/SZCZESCIE-OD-LOSU-tom-1-Luana/81 Jak i tutaj: http://beezar.pl/ksiazki/szczescie-od-losu tom pierwszy i drugi też jest dostępny. A w odcinkach będę publikować to na blogu.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. Przepraszam zle zrozumiałam :D
    Pozdrawiam vip:)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)