15 września 2016

W sidłach miłości tom 3 - Rozdział 10

Ważne:  Klik

Dziękuję za komentarze.

Park na przedwiośniu nie prezentował się jeszcze tak okazale jak samą wioną, ale spacer należał do jednych z tych przyjemnych czynności. Casey szedł obok JD, który sam doskonale radził sobie z wózkiem na równych alejkach.
– Lubię takie dni, kiedy już robi się ciepło – zagadał JD, bo dotąd głównie szli obok siebie, oddając się tak cudownej ciszy.
– Przyjedziemy tu latem. Założę się, że jakieś ptaki tutaj się osiadają i śpiewają. Jak w lesie. Fajnie byłoby.
– Możliwe. – JD zatrzymał się i wystawił twarz do słońca. Przymknął powieki.
Casey zagapił się na niego. Kiedy poznał JD, nie spodziewał się, że chłopak potrafi się tak wyciszyć. Jego partner bardzo się zmienił. Nic dziwnego. Przecież postrzelenie, dwumiesięczny pobyt w szpitalu  wpływają na człowieka. Whitener bardzo łatwo wpadał w złość i równie szybko z niej wychodził. Nigdy nie rozmawiał z nim tak szczerze o tragicznej chwili w szkole. Uznał, że lepiej nie rozdrapywać starych ran. Czuł, że to nie pomogłoby JD. Musieli patrzeć w przyszłość. Owszem, przeszłość zawsze ma wpływ na przyszłość, ale czasami trzeba zamknąć rozdział i do niego nie wracać, bez względu na to, że konsekwencje dawnych wydarzeń ciągle wpływają na teraźniejszość i przyszłość. Potrząsnął głową, odrzucając te skomplikowane dla niego myśli.
– Naprawdę, jeżeli kiedyś wygram na loterii…
– Emoś, ty nie grasz na loterii.
– Mniejsza z tym. Zawsze mogę zacząć, więc jeżeli kiedyś wygram, to dam ci milion za twoje myśli. – Kiedy otworzył oczy, ujrzał swojego chłopaka wpatrzonego w błękit nieba i stojącego z rękoma w kieszeni płaszcza. Zanim się odezwał, przyglądał mu się przez dłuższą chwilę i przyznał, że miał szczęście, poznając kogoś takiego jak on. Casey bardzo się zmienił. W ciągu tych kilku miesięcy wydoroślał. Tamten agresywny chłopak zniknął bezpowrotnie. Obok niego stał młody mężczyzna mający ambicje, których dawny McPherson tak naprawdę nie miał.
McPherson ciężko westchnął. Chyba jednak nie da się ominąć pewnych tematów.
– Myślałem o tym, co się stało. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Pamiętam, co czułem, kiedy sądziłem, że nie żyjesz. – Tamtego bólu nie życzył nawet swoim wrogom. Czasami w nocy mu się to śniło. Budził się w szoku i ulgą stwierdzał, że JD śpi obok niego. Ostatnio zrezygnował z materaca i przeniósł się do łóżka chłopaka, które może i na nich dwóch było za wąskie, ale za to partner nie uciekał od przytulania.
– Wiem, co czułem, kiedy sądziłem, że umieram – powtórzył większość słów Caseya. – Żałowałem jednego w tamtej chwili.
– Czego?
– Że nigdy już cię nie zobaczę. Żałowałem, że wtedy ta sytuacja ze składziku – po tym jak moja mama nakryła nas u mnie w pokoju, całujących się, a ty zwiałeś – w ogóle miała miejsce. – Powrócił myślami do tamtych wspomnień.

– Właź – rozkazał JD przepuszczając go pierwszego. – Nie wiem co sobie wyobraziłeś wczoraj, ale pokazałeś swoją ucieczką jaki jesteś – zaczął, kiedy już obaj zostali ukryci przed światem zewnętrznym. Nie zamierzał go pierwszego dopuścić do słowa. – Co sobie myślałeś, że moja mama nagle wpadnie do pokoju z wałkiem w ręku i zacznie cię okładać, każąc ci wypierdalać? Niech cię szlag, Casey. – Popchnął go. – Mama zaprosiła ciebie na obiad. Potrzebuje czasu, żeby to sobie poukładać, bo nie ma problemu z gejami, tylko z tym, że ja nim jestem, ale… – urwał, bo na korytarzu powstało jakieś zamieszanie. Ktoś biegał, krzyczał. Wzruszył ramionami i kontynuował. – Musi to sobie poukładać i potrzebuje czasu, lecz nie powiedziała, że ma coś przeciw.
– To już nie ma znaczenia – powiedział po cichu McPherson. Całą noc nie spał intensywnie myśląc.
– Ma znaczenie. Poddajesz się paranoi. To jest chore, to jest jak fobia. Uważam, że powinieneś skorzystać z czyjejś pomocy.
– To ty się lecz – wypalił Casey.
– Co? – Zmarszczył brwi.
– Ty się lecz. Mnie nic nie jest. Nie pozwolę, aby nazywano mnie pedałem.
– Przykro  mi, ale nim jesteś. Heloł. – Wyrzucił ręce w bok. – Też nim jestem. – Palcami wskazującymi pokazał na siebie.
– Może i jestem, ale nie zamierzam nim być, a na pewno nie pozwolę, żeby inni się o tym dowiedzieli.
– Jak chcesz tego dokonać? – Zaraz za gadanie głupot rozkwasi McPhersonowi nos. Nie popierał przemocy fizycznej, a szczególnie bicia partnera, ale tym razem ręce go swędziały i to mocno. Od czasu ujawnienia romansu nauczyciela z uczniem Casey stał się bardzo upierdliwy. 
– To proste. Koniec z nami.
JD aż się cofnął już nie zwracając uwagi na rumor za drzwiami.
– Słucham?
– Dobrze słyszałeś, Whitener. To co między nami było… To przeszłość. Wybrałem. Nie chcę się już z tobą spotykać. Zresztą co ci do tego? I tak znajdziesz dobrego ruchacza, bo twój tyłek bardzo lubi kutasy. Przecież tylko to cię u mnie obchodziło, co nie?
Chłopak zacisnął pięści i wysyczał:
– Wiesz co, jeśli masz o mnie taką opinię, to masz rację, nas już nie ma. Nikt mi nie będzie mówił, że chcę tylko jednego. Fakt, pragnę cię, ale nie tylko o to mi chodziło. Zakochałem się w tobie. Pamiętasz o tym? Fajnie było, ale widać znów się pomyliłem. Znów zostałem źle osądzony. Chyba taki mój los. – Na końcu głos mu się załamał, więc odchrząknął. – To cześć. – Odwrócił się, dopiero wtedy pozwalając swoim oczom zwilgotnieć, pomimo tego nie będzie płakać. On nie płacze nawet jak ktoś wyrywa mu żywcem serce. Czym prędzej opuścił pomieszczenie już nie patrząc czy ktoś pod skrytką na narzędzia może stać czy  nie. Potrzebował stąd czym prędzej uciec.

– Padły słowa, które nie powinny były paść – szepnął Casey, wstydząc się tamtej chwili. Ukucnął przed partnerem tuż przy kole i wpatrzył się smutnymi, pełnymi skruchy oczami w twarz JD. – Nigdy tak nie myślałem. To, co powiedziałem, było infantylne, pełne złości i strachu. Jednak mnie to nie usprawiedliwia. Dziwne, że mi wybaczyłeś. – Wziął jego dłoń i przytulił do niej policzek.
– Wybaczyłem, bo cię kocham.
– I nie myślę tak, że zależy ci tylko na jednym.
– O tym już gadaliśmy. – Whitener przewrócił oczami. – Ukarałeś mnie za to, że cię pragnąłem.
– Nigdy nie powinienem był mówić, że tylko mój kutas cię u mnie obchodził. – Przeniósł wzrok na biegające niedaleko psy, których właściciele oddawali się konwersacji. Rozumiał, że teraz nie powinien nawet chcieć od niego seksu, bo po takich słowach nie miał do tego prawa. Osądził JD bardzo źle i kazał mu znaleźć sobie „ruchacza”. – Nigdy nie powinienem był powiedzieć tego, co powiedziałem.
– Rozmawialiśmy już o tym – podkreślił. – Poza tym to przeszłość. Może zmienimy temat i pojedziemy do tego olbrzymiego akwarium? – Dostrzegł, że Casey posmutniał i pewnie najchętniej to zamknąłby się gdzieś i posiedział sam. Nie winił go za nic. Przecież już mu to mówił. Widać on już tak bardzo nie przeżywa tamtych słów jak chłopak.
– Ano. Masz rację. Potem wrócimy do motelu, zjemy obiad, odpoczniemy. – Zaczął bawić się jego palcami.
– Nie wiesz może, czy mają w tym akwarium toaletę dla niepełnosprawnych?
– Mają.
– Wszystko sprawdziłeś, co?
– Tak. Dla ciebie wszystko. – Zanim puścił jego dłoń, najpierw ją pocałował i miał gdzieś, że ktoś może ich zobaczyć. Nie robił nic złego, tylko okazywał czułość swojemu chłopakowi. – A za tamte słowa, to szczerze przepraszam raz jeszcze. I nic nie mów – zastrzegł, bo JD już otwierał usta, żeby coś powiedzieć. – Teraz zamykamy tamto na klucz i dziękujmy, że dane nam było wszystko naprawić.
– Ty naprawdę bardzo wydoroślałeś, Casey – przyznał JD.
– Chyba stało się to, kiedy widziałem, jak umierasz, jak czekałem na jakieś wieści w szpitalu. Jedna chwila zmienia wszystko.
– Więc żyjmy tak, żeby nie żałować tego, co robimy. A teraz zabierzesz mnie do akwarium, muszę do toalety. Naprawdę.
Casey zaśmiał się, a w jego oczach smutek ustąpił miejsca rozbawieniu.
– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, Emośku.
– I tak ma pozostać.
– Chciałbyś.
– Chciałbym.
– To sobie o tym pomarz czarna wiedźmo.
Przekomarzali się jeszcze przez dłuższą chwilę i zanim wsiedli do samochodu, humor zdecydowanie im się poprawił.


 * * *


Kadena obudził zapach kawy. Poruszył się i od razu skrzywił. Odczuwał każdy mięsień, bo po tylu godzinach na nogach zaśnięcie takiego dużego faceta, którym był, na kanapie, zamiast w wygodnym, dużym łóżku, źle się kończyło. Usiadł i potarł dwoma palcami kąciki oczu, poruszył ramionami, żeby je rozruszać. Myślał, że zapach kawy mu się przyśnił, lecz ten nadal nęcił jego nos. Zmusił się do podniesienia i skierowania nóg do kuchni.
Uniósł brwi, zastając miły dla oka obrazek. Oparł się ramieniem o framugę i założył ręce na piersi. W jego kuchni rządził się Ethan. Stawiał właśnie świeżo zaparzoną kawę na tacy, na której już stały ciastka. Nie to jednak było zaskakujące. Na ramieniu Ethana siedział Tiger, rudo pręgowany kocur, przyglądając się, co robi jego nosidełko.
– No patrz, a w domu tej pacjentki trzymałeś się z daleka od kotów – zagadał Kaden.
Ethan obejrzał się i postawił jeszcze cukiernicę na tacy.
– A miałem cię iść obudzić smacznym deserem – jęknął niby z zawodem Ethan. – Rano zasnąłeś, zanim usiadłeś.
– Padłem. Nie mów, że byłeś tutaj cały dzień.
– Nie. Pożyczyłem sobie twoje klucze i przyszedłem niedawno. Ten pan postanowił mi pomóc – trącił kota po nosie – przygotować dla ciebie coś słodkiego. Wspomniał, że bardzo lubisz słodycze.
– Ten pan ma na imię Tiger, nie znosi obcych, tych, których zna, również. Poza tym sam rano dałem ci do zrozumienia, że lubię słodycze.
– Nie jestem obcy i tak, dałeś, ale on to potwierdził. Poznałem jeszcze jakieś dwie panie, lecz schowały się przede mną.
– Bella i Shadow – poinformował Kaden, nie mogąc wyjść ze zdziwienia, że Tiger polubił Ethana. Ten kot, pomimo że znał jego siostrę od kilku lat, drapał ją za każdym razem, kiedy wyciągała do niego rękę.
– To twoje panie mnie nie lubią. On tak. – Zdjął kota z ramienia i postawił go  na podłodze wyłożonej czarnymi płytkami. – Mogłem się domyślić, że masz jakiegoś kota, patrząc po tym, jak traktowałeś kociaki tej pacjentki. – Podniósł tacę ze stołu. – Idziemy do salonu, a może zostajemy tutaj? Wybacz, że się tak rządzę, ale taki jestem.
– Taki jesteś. Wolę zjeść ciasto w salonie. – Najchętniej to zjadłby obiad, ale z raz może sobie pozwolić wyłącznie na deser. Zrobił miejsce w przejściu dla Ethana, a on i tak przeszedł w taki sposób, żeby się o niego otrzeć. – Pójdę tylko wziąć szybki prysznic. – Najlepiej lodowaty.
– Nie ma sprawy. Tylko szybko, bo kawa wystygnie. – Przez te parę dni nauczył się, że Kaden uwielbia gorącą i mocną kawę, tak zwaną siekierę, z dwoma łyżeczkami cukru.
– Zaraz wrócę.
– Spoko. – Ethan postawił wszystko na ławie. Kremówki ustawił obok szklanek z kawą i zaniósł tacę do kuchni, żeby nie zawadzała. Sam nie wiedział, po co się tak stara. Zazwyczaj nie dążył do łóżka przez żołądek faceta. Po prostu dobierał się do niego i tamten ulegał. Chyba czuł, że Kaden jest inny i potrzebuje małego uwodzenia. Zdobycie tego faceta nie będzie łatwe, ale on się zazwyczaj nie poddawał. Zawsze dostawał to, czego chciał, może poza jednym wyjątkiem. Nie zamierzał pozwolić na to, żeby Hyle był drugim.
Rozejrzał się po pokoju i jego oczom ukazała się fotografia stojąca na kominku. Podszedł do niej i wziął ją w dłoń. Na zdjęciu znajdował się dużo młodszy Kaden, a przy nim stał uśmiechnięty, jasnowłosy i sporo od niego niższy mężczyzna. Kaden obejmował go rękami w pasie i przyciągał do siebie. Ten drugi udawał, że go odpycha, ale twarz promieniała mu szczęściem. Coś Ethana podkusiło, żeby odwrócić ramkę. Z tyłu było malutkie zapięcie, więc przesunął dźwigienkę, dzięki czemu kawałek plastikowej osłony otworzył się, odsłaniając drugą stronę fotografii. Ethan zmrużył oczy. Na białym papierze znajdował się napis, którego litery układały się w jedno zdanie: „Jesteś skarbem, na który czekałem”. A pod spodem był podpis: „Mitch”.
– Gdzie teraz jesteś, Mitchelu? – Ethanowi przyszło do głowy, że może ten facet wyjechał, bo chyba Kaden nie trzymałby zdjęcia kogoś, z kim się rozstał. Ale przecież w klubie pieprzył go, a wątpił, by Kaden należał do facetów, którzy zdradzają.
Usłyszawszy zbliżające się kroki, czym prędzej doprowadził wszystko do porządku i odstawił zdjęcie na miejsce. Nie zdążył usiąść, bo gospodarz domu już wszedł do salonu.
– Mówiłem, że będę szybko. – Zlustrował Ethana i fotografię stojącą obok ramienia mężczyzny. Miał nadzieję, że stażysta nie będzie go wypytywał o tego, który był z nim na zdjęciu. Wolałby nie poruszać tego tematu. W razie czego zwrócił uwagę gościa na coś innego: – Kawa na pewno jeszcze nie ostygła. – Przysiadł się do niskiego stolika i od razu zabrał za słodzenie ulubionego napoju.
Ethan zerknął jeszcze na fotografię, po czym przysiadł się do niego. Korciło go, żeby zapytać, gdzie jest ten „Mitchel”. Coś mu mówiło, żeby tego nie robił. Niestety, ciekawość zwyciężyła:
– Kim jest… – urwał, bo już miał na końcu języka imię tego człowieka, ale w porę się zorientował, że zdradziłby się z tym, że myszkował. – Kim jest ten mężczyzna na zdjęciu? Z tego, jak go obejmujesz, wnioskuję, że to ktoś bliski. – Chwycił talerzyk z kremówką i nie spuszczając wzroku z Kadena, ugryzł kawałek.
Westchnął. Czuł, że Larsen będzie musiał o to zapytać. Podniósł szklankę, była z uchem, więc kawa wewnątrz nie parzyła go, i wstał. Zbliżywszy się do kominka i wpatrując się w zdjęcie, rzekł:
– Od liceum był moim partnerem.
– Był? – Postanowił drążyć dalej, skoro temat został pociągnięty.
– Tak, był. – Odwrócił się, tym razem wpatrując się w Ethana. – Masz cukier puder na wardze.
Ethan wytarł proszek palcami, czując, że więcej się nie dowie. Zresztą po co mu to potrzebne? Facet był partnerem Kadena, a teraz go nie ma. To najważniejsze. Po to, żeby zaciągnąć mężczyznę do łóżka, nie potrzebuje niczego więcej.
– Nie jesz ciacha? – zapytał, kończąc swoją porcję.
– Za chwilę. Najpierw to muszę się do końca obudzić.
– A może chciałbyś się rozbudzić – powiedział uwodzicielskim głosem Larsen, wolnym krokiem podchodząc do mężczyzny. Kręciło go to, że Kaden był od niego trochę wyższy i miał szerokie ramiona, duże bicepsy, umięśnione nogi, wąskie biodra. Stanął tuż przy nim, kładąc ręce na jego biodrach. Najchętniej przykleiłby się do tego ciała i najlepiej gdyby wtedy obaj byli nadzy, spoceni, spleceni w namiętnym uścisku. Cholera, stawał mu na samą myśl. – Tak bardzo, bardzo rozbudzić. – Przesunął palcem po kroczu Kadena. Wyciągnął się, całując go tuż pod szczęką. Trącił brodę nosem. Złożył kolejne pocałunki na szyi.
Kaden stał nieruchomo. Ledwie powstrzymywał się przed przyszpileniem Ethana do podłogi. Nic go przed tym nie powstrzymywało poza rozsądkiem i wiedzą, że od ich małej przygody Larsen mógł mieć kilku innych facetów. W sumie nie jego sprawa, lecz nawet mając kogoś tylko do pieprzenia, wolałby mieć go dla siebie. On się nie dzielił. Ethan przeciwnie, a to skutecznie sprawiało, że panował nad swoim popędem. Tak skutecznie, że odsunął od siebie mężczyznę jedną ręką, bo w drugiej nadal trzymał nieszczęsną kawę.
– To, co zdarzyło się w klubie, było pomyłką i nigdy się nie powtórzy. Zrozumiałeś? – Trzymał go od siebie na wyciągnięcie ręki.
Ethan miał ochotę przekląć.
– Wiem, czego chcesz.
– Ty sądzisz, że seksem coś zdziałasz. Mylisz się. Nie jestem z tych, którym zależy tylko na jednym. Wiesz, kim był ten facet ze zdjęcia? Kimś, komu nie dorównasz. Byliśmy razem od drugiej klasy liceum. Żyliśmy ze sobą osiem lat. Ciebie i jego dzieli wszystko. On nie dawałby dupy każdemu lepszemu – mówił coraz bardziej ze złością. Odstawił szklankę na ławę. – Wiesz czemu? Bo miał zasady, moralność, której się trzymał. Ty tego nie masz. Dzisiaj chcesz, żebym cię bzyknął, jutro znajdziesz sobie kogoś innego do tego lub jego przelecisz. Ja się na takie coś nie piszę. Chcesz się bawić, rób to, ale ja się do tego nie przyłączę.
– Nie mów, że nigdy nie podrywasz facetów w klubach. Nie jesteś święty. Doskonale wiedziałeś co i jak robić. I jeśli ten twój partner był taki idealny, do diaska, to czemu nie  jesteś z nim?!
– Bo umarł.
Ethan stał z rozdziawioną gębą, po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co powiedzieć. Nie to spodziewał się usłyszeć.
– Lepiej już idź, Ethan.
Tak, Kaden miał rację, powinien iść. Skinął głową i wycofał się. Po chwili włożył buty i opuścił niewielki dom doktora Kadena Hyle’a.


* * *


Na głowę JD Casey nalał szamponu i powoli roztarł go na włosach. JD zamruczał z zadowoleniem. Cudownie mu było, tym bardziej że gorąca woda obmywała jego ciało, a on siedział w wannie między nogami Caseya, oparty o jego tors, poddając się jego dłoniom. Niedawno wrócili z kina. Obejrzeli dwa filmy. Pierwszy był jakimś starym horrorem o Draculi, a drugi, który zapadł mu w pamięć, to „Zaklęci w czasie” z Erikiem Baną w roli głównej. Miło wspominał ten dzień. Rozleniwił się.
Casey, skończywszy myć głowę swojemu chłopakowi, wziął do ręki słuchawkę prysznicową i odkręcił wodę. Sprawdził, czy ciecz ma odpowiednią temperaturę i powoli zaczął spłukiwać pianę z głowy JD, zaczynając od czoła. Gdy skończył, pocałował swojego chłopaka w czubek głowy i go objął.
– Czułem się od ciebie gorszy – zaczął McPherson.
– Słucham? – Otarł twarz dłońmi, bo woda spływająca z włosów chciała mu wlecieć do oczu.
– Kiedy cię poznałem, Emośku. Nawet wtedy, kiedy uczyliśmy się razem. Czułem się gorszy.
– Dlaczego?
– Bo ty taki geniusz, mógłbyś już studia robić, a ja nawet dobrze liczyć nie potrafiłem.
JD odwrócił się tak, żeby móc spojrzeć na Caseya.
– Nie wyglądało na to, że tak się czujesz.
– Ukrywałem to za docinkami.
– Mam nadzieję, że już tak się nie czujesz.
– Nie, Emośku. Przestałem tak się czuć, kiedy po raz pierwszy kochaliśmy się. – Patrzył mu poważnie w oczy. – Chciałem, żebyś wiedział. – Pochylił się i pocałował go lekko. – To co? Wychodzimy z wanny i zamówię jakąś kolację.
– Czytasz mi w myślach. Zobacz, skóra na palcach już się pomarszczyła. – JD podniósł rękę.
– Dobrze jest. – Chwycił jego dłoń i ucałował każdy opuszek palca. Uśmiechnął się figlarnie do niego. Nie chciało mu się wychodzić z wanny, bo miał teraz JD bardzo blisko siebie. Jakoś miał wrażenie, że tak nie będzie, kiedy znajdą się w pokoju. – Przytrzymaj się boków wanny, ja wyjdę i cię podniosę.
– Nadal mam wątpliwości z tym podnoszeniem, twoje żebra…
– Nie były złamane, pamiętaj. Dobrze jest. – Ucałował go jeszcze w szyję i gdy chłopak siedział bezpiecznie, z trudem podniósł się i wyszedł z wanny. Wytarł się szybko i założył jeden z dwóch puchatych, białych szlafroków. Ustawił krzesło przy wannie i posłał na nie ręcznik, a potem schylił się po swojego chłopaka.
JD owinął ręce wokół szyi Caseya, wciąż nie czując się komfortowo w takiej sytuacji. To i tak nie najgorsze. Gorzej było, kiedy musiał mu pomóc z toaletą w motelu, nieprzystosowaną dla osób niepełnosprawnych. Casey mu wtedy pomógł jak profesjonalista i powiedział, że po to też jest. Nie tylko w pięknych chwilach. W tej właśnie chwili JD pokochał go po raz drugi. Lepszego chłopaka nie mógł sobie wymarzyć. Rzadko który chłopak w jego wieku i nie tylko opiekowałby się niepełnosprawnym partnerem, a Casey robi to bez mrugnięcia okiem.
McPherson posadził go na krześle. Jeden z ręczników rzucił mu na głowę.
– Masz, nie będę wszystkiego za ciebie robił. – Mrugnął do niego i uklęknął przed JD. Drugim ręcznikiem zaczął mu wycierać nogi. Nie musiał się śpieszyć, bo w łazience było bardzo ciepło i nie bał się, że jego partner zmarznie.
Patrzył, jak Casey starannie omija wzrokiem jego penisa. Wydało mu się to bardzo zabawne, bo jakkolwiek jego oczy uciekały od członka, tak bardzo szybko wracały, a dłonie chłopaka zatrzymywały się na chwilę. Szkoda, że nie czuł szorstkości ręcznika na udach, które teraz wycierał partner. Nie poczuje też jego dotyku na nich. Pocałunków. Musi zrobić wszystko, żeby to zmienić.
– Możesz na niego patrzeć. Możesz go nawet dotknąć – powiedział, kończąc wycierać sobie głowę.
– Wolę nie, bo jeszcze się na mnie rzucisz i co ja biedny zrobię – zażartował, ukrywając swoje zakłopotanie. Został przyłapany, a nie chciał tego.
– Ty biedny? Co ja bym powiedział, będąc pod tobą? – Chyba sam wpadał we własne sidła, bo gdy tylko to powiedział, w głowie pojawiły mu się obrazy, których nie mógł nazwać grzecznymi. 
– Nic byś nie mówił, tylko jęczał. – Cmoknął go w kolano  i wstał, bo za chwilę zrealizuje swoje erotyczne wizje, a przecież JD nie chce się jeszcze z nim kochać. – Szlafrok. Dam ci szlafrok.
– Ta. Szlafrok. – Cóż, sam chciał tylko dzisiaj pogadać i pooglądać telewizję, ale może wszystko zmienić.
Po założeniu przez JD płaszcza kąpielowego, Casey wziął go na ręce, próbując się nie skrzywić, kiedy zabolały go żebra, i zaniósł do łóżka.
– Dziękuję – powiedział JD, siedząc w szlafroku, na łóżku, z nogami pod kołdrą i oparty o dwie poduszki.
– Nie ma za co, skarbie. Zamówię jakąś lekką kolację i może pooglądamy telewizję czy coś.
– Czy coś? – Zagryzł wargę. Wiedział, że partner to bardzo lubi. Szczególnie kiedy wysysa mu ją spod zębów. Wieki tego nie robił.
– Emoś, nie łap mnie za słówka. – Pogroził mu palcem. Podniósł słuchawkę stacjonarnego telefonu.
– Nie łapię, ale to „coś” może być interesujące.
Casey nie odpowiedział, bo w tym samym momencie w głośniczku od telefonu usłyszał głos rozmówcy.
– Tak, dzwonię spod dziewiątki. Chcieliśmy do pokoju zamówić lekką kolację. – Zasłonił ręką mikrofon. – Emoś, co chcesz?
– Jeśli mają, to zjadłbym jakieś owoce lub surówkę, ewentualnie i to, i to oraz herbatę z cytryną. – Po obfitym obiedzie wolał na noc się nie obżerać.
– Dobra, to ja też to wezmę. – Złożył zamówienie i rozłączył rozmowę. – Ta kobieta powiedziała, że za pół godziny wszystko będzie gotowe.
– Fajnie. Siadaj. – Poklepał miejsce obok siebie.
– Czekaj, widziałem, że mają tu jakieś płyty z filmami dla gości. Może coś się wybierze.
– Aha. – Nie chciał filmu. Chciał, żeby jego chłopak usiadł przy nim, ale widać Casey za bardzo się czymś denerwował, żeby to zrobić. Postanowił go o to zapytać: – Dlaczego się denerwujesz?
 – Ja się denerwuję? – Wskazał ręką na siebie. – Ja? Pójdę posprzątać w łazience. – Cholera, po co się tak gapił na jego penisa. I cholera, dlaczego tak się zachowywał? Wcześniej przecież pomagał mu podczas czynności higienicznych w domu i nigdy czegoś takiego nie czuł. Może denerwował się przez to, żeby JD nie pomyślał, że przywiózł go tu po jedno. W sumie o tym rozmawiali. JD wie co i jak. Tylko JD nie wie, że gdyby tylko znalazł się blisko niego, nie powstrzymałby się przed czymś więcej. Wolał ochłonąć. – Albo wybiorę ten film.
– Spoko. – Gdybyś tylko tu podszedł, mógłbym cię pocałować, pomyślał JD i westchnął. Głupie nogi. – Tylko znajdź jakąś komedię.

3 komentarze:

  1. coś strasznie mało ostatnio dzieje się w życiu bohaterów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oficjalnie Casey i JD to moja ulubiona para ^.^ Skoro Josh już nie wróci, trzeba znaleźć inną obsesje ;) rozdział super, ale myśl o czekaniu tygodnia (w sumie teraz tylko 4 -5 dni) mnie dobija, ale chyba dzięki szkole nie będę miała czasu o tym myśleć xD Pozdrawiam i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybacz że tak późno ale niestety inne obowiązki.
    Musżę przyznać, że intryguje mnie Kaden i Ethan, chociaż jakoś bardziej przypadł mi do gustu Ethan.
    Jestem ciekawa jak rozwiniesz partię tej dwójki.
    Co do Caseya i DJ coraz lepiej JD sobie radzi ze swoją niepełnosprawnością.
    Może kiedyś stanie na nogi.
    Mam taką cichą nadzieję.
    Pisz dalej czekam niecierpliwie.
    posyłam buziaki.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)