18 lutego 2016

W sidłach miłości - Rozdział 22

Dziękuję za komentarze. :)




Pustka. To słowo określało stan jego umysłu i serca. Od kiedy wyszedł z mieszkania, zostawiając w nim Seana, wszystko się zmieniło. To było dwa dni temu, a Drake'owi wydawało się, że minęły wieki, odkąd wynajął pokój w motelu. W pracy wziął wolne, tłumacząc się nagłą chorobą. Możliwe, że to było złe posunięcie, gdyż za dużo myślał, siedząc zamknięty w czterech ścianach, tym bardziej, że do agencji też nie musiał iść z powodu braku zleceń. Nie mógł jednak inaczej, bo na pracy by się nie skupił, a na popełnianie błędów nie mógł sobie pozwolić. Zastanawiał się, co teraz robi Sean. Czy jest na uczelni i nic go nie obchodzi to, co się stało? Czekał na telefon od niego. Po wynajęciu pokoju napisał do Seana, gdzie jest, ale nie doczekał się odpowiedzi. Sam już nie zamierzał odzywać się pierwszy, może i był uparty, ale to partner nie chciał go widzieć, więc uznał, że to do Seana należy kolejny krok. Zresztą w Drake'u walczyły dwie osobowości. Jedna uparta, mówiąca mu, żeby czekał, bo Sean go nie chce. Druga ta, co tęskniła, wyrywając się i chcąc biec do partnera. Ta druga mówiła, że Sean też cierpi, kocha go, tylko z jakiegoś powodu potrzebuje izolacji. Natomiast pierwsza radziła coś wprost przeciwnego. Nie chciał jej słuchać, lecz jej głos przeważał, gdy milczenie mężczyzny przedłużało się.
Cały czas próbował dotrzeć do sedna problemu, ale mu się to nie udawało. Jeżeli to on był winien, to Sean musi mu wytłumaczyć, jak małemu dziecku, o co chodzi, bo za nic w świecie nie widział u siebie tej winy. Nie zdradził go, nie poniżył, nie zmusił w czasie seksu do czegoś, na co Sean by się nie zgodził. Nie było nic, poza totalnym brakiem czasu, co oddaliłoby ich od siebie. Nie chciał dopuścić do siebie głosu wołającego, że Sean go zdradził i może chce być z kimś innym. W takim razie dlaczego mu tego nie powie?
Zadawał sobie również pytanie, czy zrobił źle, wychodząc z mieszkania, ale nie mógł tam zostać. Słowa partnera ugodziły go w samo serce. Ton głosu, jakim zostały wypowiedziane, przeszywał lodem i jedyne, o czym pomyślał, to spełnić wolę Seana. Mężczyzna, z którym pragnął związać przyszłość, chciał być sam, nie miał ochoty spędzać z nim czasu. Nie tylko kochać się, co nie miało takiego znaczenia. Sean nie chciał żadnej bliskości, spożywania wspólnych śniadań, oglądania telewizji, śmiania się z głupich programów czy odwiedzania rodziny. Nie chciał z nim  niczego i pytanie czy już na zawsze, czy to się zmieni. Jeżeli był zmęczony, tak samo jak on, mógł to po prostu na spokojnie powiedzieć. Rozumiał, że miał studia, które zabierały mu wszystkie siły, ale czy to usprawiedliwiało  takie zachowanie? Bał się, że Sean naprawdę nie chciał z nim być i jeżeli to prawda, Drake nie wiedział, co bez niego pocznie. Kochał go nad życie i utrata jedynej bliskiej osoby zabolałaby bardziej, niż gdyby mu żywcem zdzierano skórę. Nie tego pragnął, ale jeżeli partner go nie chce, nic na to nie poradzi. Na razie pozostało mu czekanie i wiara w to, że mężczyzna się odezwie lub on nie wytrzyma i zadzwoni pierwszy.
Westchnął, leżąc na wznak i patrząc w sufit. Na ogół był twardym, jak również silnym facetem pragnącym zaopiekować się ukochaną osobą i dać jej wszystko, czego ona potrzebuje, ale ostatnie dwa dni sprawiły, że do oczu same cisnęły się łzy, pokazując, jak miękkie miał serce. Serce, które może łatwo zranić ktoś, kogo do siebie dopuścił. Nie pamiętał, gdzie przeczytał te słowa, ale bardzo spodobał mu się fragment tego tekstu, dlatego też go zapamiętał: „Miłość to wręczenie komuś bron​i wycelowanej we​ własne serce i ​nadzieja, że nigdy nie pociągnie​ za spust.” Sean taką broń odbezpieczył i pozostał mu tylko delikatny ruch palcem. Świadomość tego, że może to zrobić, za bardzo bolała.

* * *

– Eee… – Alex gapił się na przyjaciela, nie mogąc wydusić z siebie słowa. – Eee.
– Twoja elokwencja zeszła naprawdę na bardzo niski poziom. – Richie pokręcił z rezygnacją głową. W końcu dorwał Alexa – ciągle zajętego szkołą lub Joshem – i mógł mu powiedzieć, co wydarzyło się podczas pierwszego treningu w wynajętej sali, a ten po „spowiedzi” zachowywał się jak debil. Odłożywszy pada, którym jeszcze chwilę sterował swoją postacią w grze, Richie pstryknął palcami przed nosem przyjaciela. – Wyduś z siebie coś więcej. 
– Jak to cię pocałował? – Takich rewelacji to on się po swoim bracie nie spodziewał. I jeszcze Johnny tłumaczył Richiemu, że to w ramach układu?
– Normalnie. Chyba nie muszę ci tłumaczyć…
– Spotkaliście się wczoraj, zrobił to samo? – zapytał, przerywając przyjacielowi wypowiedź. Obrócił się z krzesłem bardziej w stronę Richiego. Obaj siedzieli w pokoju Alexa, oddając się wspólnej grze.
– Nie, ale ćwiczyliśmy coś innego. Dzisiaj mieliśmy trening w szkole, a po południu Johnny miał coś załatwić, więc dopiero jutro ponownie się spotykamy. A co?
– Coś mi tu śmierdzi. – Skrzywił nos, jakby faktycznie poczuł coś śmierdzącego.
Richie, uniósłszy rękę, powąchał się pod pachą.
– Ja nie. – Wzruszył ramionami. – Chyba że ty…
– Nie o tym mówię. – Pocałunek elementem układu tanecznego? Słyszał o miarkowanych pocałunkach, ale taki prawdziwy? Może za dużo obaj z Richiem sobie wyobrażali, ale on koniecznie musiał porozmawiać z Johnnym. – Dziwne to.
– Ta. Wyobrażasz sobie, co czuję? Za każdym razem, kiedy on będzie mnie całował, będę musiał udawać, że nie robi to na mnie wrażenia. Po pierwsze, muszę być na scenie profesjonalistą, a po drugie… Sam wiesz.
– Ano. Chodź na dół, obejrzymy jakiś film – zaproponował Alex.
– Coś ty w ciąży, że jesteś taki zmienny? Jeszcze chwilę temu chciałeś grać. Poza tym w ogóle nie masz dla mnie czasu. Tylko Josh i Josh – poskarżył się Richie.
Alex uśmiechnął się pod nosem na wzmiankę o swoim kochanku. Od kiedy odebrał wyniki badań i okazało się, że jest zdrowy, seks z Joshem stał się o wiele intensywniejszy. Rozluźnił się całkowicie. Nie zastanawiał nad chorobami. Nic go już nie powstrzymywało przed totalną bliskością. Mężczyzna miał być tylko wspomnieniem z wakacji, choć już wtedy stawał mu się bliski. Obecnie nie potrafiłby nawet nie zbliżać się do niego. Tak bardzo żałował, że był uczniem Joshuy. O ileż wtedy wszystko byłoby prostsze. Jednak życie nie może przebiec bez problemów, za łatwo żyłoby się, kochało.
– Powiedziałbyś, co u was – kontynuował Richie, nieświadomy myśli Alexa. Z powrotem wziął pada, uruchamiając grę. Nie miał ochoty oglądać filmu, a do tego przeczuwał, że drugi chłopak chce sprawdzić reakcję Johnny’ego na niego. Johnny w każdej chwili mógł wrócić do domu, po tym jak załatwi sprawy, przez które nie mieli dodatkowego treningu. Oni siedzieliby sobie w salonie i siłą rzeczy by się spotkali, a Alex by ich obserwował i szukał dziury w całym.
– Co ma być u nas? – Dołączył do przyjaciela. – Cały czas się ukrywamy, chodzimy do łóżka. Ukrywanie się już mnie męczy i jego chyba też. Nie mówi o tym, ale widzę to w jego zachowaniu. Poza tym ta nauczycielka śpiewu doprowadza mnie do białej gorączki. Josh powiedział jej, że ma narzeczoną, ona na chwilę przestała kręcić się koło niego, a teraz znowu zaczęła. Wredna suka, co czepia się zajętych mężczyzn.
– Jesteś zazdrosny. – Roześmiał się, zabijając wroga na ekranie. Nie przepadał za strzelankami wojennymi, ale dzięki nim mógł wyładować złe emocje. – Czy to znaczy, że zakochałeś się w Morrisonie?
– Oszalałeś? Nie zakochałem się, po prostu… – Nie umiał dokończyć tego zdania. Miał romans z Joshem, bo ten był dobry w łóżku? Dobrze im się rozmawiało? Mieli wspólne pasje? To trwało już dobrych kilka tygodni, ale to nie znaczy, że były między nimi jakiekolwiek uczucia.
– Ta. A mnie rośnie na dłoni kaktus. Bardzo duży, z kolcami – zadrwił. – Masz przynajmniej kogoś. Ja też chciałbym mieć swoje miejsce w świecie w czyichś ramionach – powiedział melancholijnym głosem Richie. Zaraz jednak odrzucił przykre myśli. – Nadal mi dziwnie, że sypiasz z naszym anglistą.
– On sypia z waszym anglistą?!
Obaj synchronicznie odwrócili się w stronę otwartych drzwi. W przejściu stał Johnny z jakąś paczką w ręce i oczami wielkimi niczym spodki. Starszy chłopak odłożył ostrożnie paczkę na stoliczek, który znajdował się na korytarzu, i wszedłszy do pokoju, usiadł na brzegu łóżka, wpatrując się intensywnie w brata.
Alex skulił się jak skarcony chłopiec. Myślał, że drzwi są zamknięte, a w domu nikogo nie ma. Już wolał, żeby mama dowiedziała się prawdy, a nie Johnny. Po nim nie spodziewał się zrozumienia, bardziej krzyków, że postępuje źle. Z drugiej strony możliwe, że mama zaraz oskarżyłaby Josha o molestowanie go, a Johnny tego nie zrobi. Źle się stało, że w ogóle ktoś jeszcze o tym wiedział.
– Richie, idź do domu – poprosił zimnym tonem Johnny.  – Ja muszę pogadać z moim małym, tumanowatym braciszkiem.
Richie Taylor spojrzał na młodszego z braci i, gdy ten skinął głową, żeby poszedł, szybko się ulotnił, karcąc siebie, że w ogóle rozpoczął temat Josha i Alexa.
– Wiedziałem, że masz kogoś, ale nie brałem pod uwagę takiego obrotu spraw.
– Zanim będziesz mnie osądzał, to powiedz mi, dlaczego pocałowałeś Richiego. Dlaczego się bawisz jego uczuciami? – odgryzł się.
– Nie odwracaj kota ogonem. Wiesz, jakie mogą być konsekwencje tego, co robicie? Poznałem Josha i wydaje się być miłym facetem, ale to, co wyprawiacie, może tego miłego faceta zniszczyć. Ciebie również, i twoje plany na przyszłość. Masz tak wielką chcicę, że myślisz innym mózgiem?! – wydarł się Johnny pod koniec wypowiedzi. Poderwał się z łóżka, nie mogąc dłużej usiedzieć w spokoju. Jego brat był taki głupi.
– Wiem, co nas czeka, ale nie jestem dzieckiem. Za dwa tygodnie skończę dziewiętnaście lat…
– I co z tego? On jest twoim nauczycielem! Mogą cię oskarżyć o to, że znałeś wyniki każdego z testów, masz dobre oceny, bo on ci wszystko zdradzał!
– Nieprawda! Nawet nie pisnął, co będzie na lekcji. Zresztą od zawsze mam świetne oceny, a nie dopiero od paru tygodni, więc nikt nie może…
– Pierdolisz, Alex! – Nachylił się nad bratem, opierając dłonie na podłokietnikach fotela. – Tacy ludzie nie myślą, chcąc komuś dowalić. Byłem świadkiem podobnego zdarzenia. Uczennica i nauczyciel. Ona zyskała miano dziwki i skończyła u psychologa, a jego oskarżono o molestowanie, pozbawiono prawa wykonywania zawodu i spędził rok za kratkami! To, co robicie, nie może się dobrze skończyć! Skończ to, dopóki to nie zaszło za daleko! Dopóki nie wpadłeś po uszy, ale coś mi się wydaje, że na to już za późno.
– Odwal się! – Odepchnął brata z całej siły. Nie będzie mu ten kretyn mówił, co ma robić, podczas gdy sam nie potrafi zapanować nad swoim życiem. – Nie gadaj, że mam kogoś zostawić, że może go kocham, bo tego nie wiesz. Gówno wiesz o miłości! Nie potrafisz kochać, bo masz zimne serce! Gdybyś potrafił, byłoby inaczej!
– Znów pijesz do swojej psiapsiółki! – Uderzył pięścią w drzwi szafy. – Pocałowałem go, bo to część układu i nie wyobrażaj sobie czegoś więcej. A ty zmądrzej, bo jeszcze wspomnisz moje słowa. To, co robicie, nie może się dobrze skończyć – powtórzył. – Kiedyś ktoś się o was dowie. Zobacz, jak ja łatwo poznałem prawdę.
– Uważamy. – Odwrócił się naburmuszony do komputera.
– Powiedziała dziewczyna, zanim zaszła w ciążę – prychnął Johnny.
– Wyjdź. – Nie było mowy, żeby zostawił Josha. Nie byli parą, ale sama myśl, że mógłby już nie być blisko niego, nie była przyjemna. Może uda im się wytrzymać do końca roku szkolnego, a potem… To przecież tylko kilka miesięcy.

* * *

Tymczasem Richie nie wrócił do domu. Nie miał na to ochoty, dlatego wolał spacerować po pobliskim parku. Po alejkach kręciło się mnóstwo ludzi, gdyż  było jeszcze wczesne popołudnie. Dzieci biegały, głośno krzycząc i piszcząc, kiedy któreś z rodziców lub starszego rodzeństwa chciało je złapać. Jedna pani sprzątała po swoim czworonogu, których tutaj też było bardzo dużo. Z widzenia znał wielu z tych ludzi, ale trudno byłoby mu powiedzieć, jak kto się nazywał. Znał jedynie bliskich sąsiadów, ale ci akurat zawsze pracowali do późna, więc tylko w niedzielę odwiedzali park. Idąc alejką z rękoma w kieszeniach wąskich spodni, przyglądając się kolorowym liściom na drzewach, upajał się wyjątkowo ciepłym dniem. W pewnej chwili na jednej z ławek, stojącej pod wysokimi krzakami, ujrzał znajomą postać. Zmrużył oczy, żeby dokładniej przyjrzeć się znajomej sylwetce. Z początku nie potrafił sobie przypomnieć, skąd zna mężczyznę, ale pamięć szybko wróciła, głównie dzięki glanom i niedbale w nie włożonym spodniom nieznajomego. Zdziwił się sobie, że mógł ot tak zapomnieć o Drake’u Ashbornie. Wszystko z powodu ostatnich dni kręcących się wokół tańca i Johnny’ego. Zbliżył się do siedzącego z zamkniętymi oczami mężczyzny. Przygryzł wargę, zastanawiając się co powiedzieć. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, mężczyzna otworzył oczy.
– Zasłaniasz mi słońce – powiedział Drake zmęczonym głosem. Wyszedł chwilę odetchnąć powietrzem, bo cztery ściany pokoju wywoływały u niego stan depresyjny lub coś w tym rodzaju. Poza tym dzwoniła jego „teściowa” i za godzinę miał z nią spotkanie.  Najchętniej to już pojechałby do niej do domu, ale kobieta nadal była w pracy.
– Przepraszam. Pamiętasz mnie? Jestem…
– Richie, syn partnera Marianne. – Patrzył na chłopaka spod wpół przymkniętych powiek.
– Nie spodziewałem się cię tutaj zastać. Podobno mieszkasz po drugiej stronie miasta. – Usiadł bokiem obok Drake’a, podwijając jedną nogę pod siebie.
– Tymczasowo nie.
Nie śmiał wypytywać Drake’a, ponieważ nie czuł się do tego upoważniony, w sumie w ogóle się nie znali. Zamienili tylko parę zdań w czasie tamtej kolacji. Zdawał sobie sprawę z tego, że czasami będą się widywać w domu partnerki taty, zatem nie brał pod uwagę innych okoliczności spotkania.
– Mój parter i ja mamy pewne problemy, dlatego też nie jestem w nastroju do rozmów, Richie. Wolę być sam.
Richiego zaskoczyło to wyznanie. Jakie problemy? Przecież oni patrzyli na siebie z taką miłością… Co się takiego stało, że Drake zmienił miejsce zamieszkania, bo do takiego doszedł wniosku. Przeniósł wzrok z mężczyzny na plac zabaw.
– Ja też nie jestem w nastroju do rozmów, a żadnych rad co do związków nie zamierzam dawać, bo nie mam o tym zielonego pojęcia.
Drake, z początku zły, że ktoś mu przeszkadza, teraz bardziej skupił się na tym wrażliwym osiemnastolatku. Ktoś taki jak on nie miał chłopaka?
– Jeżeli znalazł się taki, co cię nie chciał, to mu się dziwię – wypalił. Na ogół nie zadawał się z tak młodymi ludźmi, ale Richie był poniekąd jak przyszła rodzina – o ile Sean go nie porzuci – jeżeli pan Taylor ożeni się z Marianne.
– Ta. – Uśmiechnął się pod nosem, ignorując rumieniec wpełzający mu na policzki, kiedy poczuł na nich znajome gorąco. Uznał te słowa za komplement, których nie dostawał. Od Alexa się nie liczyły, bo te jakby były od brata. Uniósł wzrok na Drake’a, gdy ten wstał.
– Muszę uciekać. Umówiłem się z teściową. Już pewnie wie, że coś jest nie tak między jej synem a mną.
– Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. To, jak ty patrzyłeś na niego, a on na ciebie… Po prostu było widać na tej kolacji, że czujecie do siebie prawdziwą miłość.
– Jak on na mnie patrzył?
– Głównie wtedy, kiedy ty odwracałeś wzrok, patrzył tak… No tak… – Richie zrobił ręką nieokreślony gest w powietrzu. – Nie wiem, jak to określić. Po prostu jego oczy mówiły, że cię kocha.
Drake, słysząc te słowa, odetchnął. Ktoś z boku na pewno o wiele więcej widział. Wzroku pełnego miłości nie można ot tak udawać. To mu jakoś dodało sił, bo może jednak Sean nie przestał go kochać. Niemniej nadal nie zamierzał odzywać się pierwszy. Niech czasami to Sean zawalczy o nich, a nie tylko on ciągle.
– Dzięki. – Już miał odejść, gdy ponownie skupił się na Richiem. – Dobrze byłoby czasami pogadać. Chyba nie ma dla ciebie znaczenia, że jestem o kilka lat starszy.
– Nie ma. W znajomościach nie liczę wieku.
– Zapiszesz sobie mój numer telefonu?

* * *

Od kiedy Johnny wyszedł, nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Krążył po pokoju, to wyglądając przez okno, to poprawiając pościel, przekładając książki z miejsca na miejsce. Nie chciał myśleć, że brat miał rację. Wszystko w nim buntowało się przeciw jego słowom. Coś się w nim skręcało, ściskając mu żołądek i doprowadzając do mdłości. Zakończenie spotkań z Joshem  nie wchodziło w grę. To nic, że męczyło go to zamknięcie w mieszkaniu kochanka. To nic, że zazdrościł tego, iż inni chodzą na randki, nie muszą ukrywać się niczym przestępcy. Nawet nie może powiedzieć,  że Josh jest jego partnerem, bo tak naprawdę nim nie był, a wręcz istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że nigdy nim nie zostanie. Zresztą tak było dobrze, po co to zmieniać? Czy chciał to zmieniać? Nie odpowiadał sobie na te pytania, ponieważ bał się odpowiedzi. Bał się prawdziwych powodów bycia z Joshem.
Z całej siły kopnął leżące na podłodze trampki. Te rozleciały się na boki, przy czym jeden wpadł pod łóżko, a drugi pod biurko. Jutro znów będzie ich szukał, ale miał to gdzieś. Nosiło go i pragnął się wyszaleć. Chciał tego ponad wszystko, ale najbardziej to znów pojechać do Josha. Nie zamierzał zaskakiwać mężczyzny,  dlatego też tknięty nagłym impulsem chwycił swoją komórkę. W ostatnich połączeniach odnalazł jego numer i zadzwonił.
— Tak?
— To ja, Josh. Chcę z tobą przez chwilę porozmawiać.
— Nie mam teraz czasu – odparł niewyrażającym emocji głosem Morrison.
— To możemy porozmawiać później, ewentualnie spotkać się dzisiaj?
— Nie ma mowy. Powiedziałem, że teraz nie mam czasu rozmawiać. Przeszkadzasz.  Zrozum, świat nie kręci się wokół ciebie — powiedział Josh i rozłączył się.
Skoro przeszkadzał tak bardzo, że Josh nie mógł nawet powiedzieć, czy może zadzwonić później, to trudno. Oczywiście rozumiał, że kochanek może być bardzo zajęty lub mieć gości, ale czy to usprawiedliwiało chłodny ton i „odpierdol się”, bo tak zrozumiał jego słowa. Ciekawe, co Joshua powie na to, że w weekend nagle znajdzie sobie wiele zajęć i nie przyjdzie na „korepetycje”. No chyba że będzie to mężczyźnie na rękę. I znów o nim myśli! Powinien zająć się czymś ważniejszym od myślenia o Joshu. Czekały go kolejne testy, olimpiada z angielskiego i nie miał czasu na romansowanie. Skupienie się wyłącznie na nauce to dobra decyzja. Rzucił telefon na łóżko, a z regału wziął kilka książek. Usiadłszy przy biurku, otworzył pierwszą z nich, chcąc zrobić notatki. Te przydadzą się w przygotowaniach do olimpiady. Zanotował sobie w głowie, że musi w tej sprawie skontaktować się z Sharon. Nie mieli zbyt dużo czasu, więc już wybrał, co będzie na pierwszym miejscu w jego życiu. Chciał, żeby Josh zajął kolejne z rzędu miejsce. Problem w tym, że nie było to takie łatwe, szczególnie po takim potraktowaniu go. Co z tego, że nie zna przyczyny? Wiedział, że przemawia przez niego coś w rodzaju smutku z powodu odrzucenia. Zachowywał się teraz jak rozkapryszona panienka płacząca nad tym, że ktoś odmówił jej spotkania, ale nic na to nie mógł poradzić. Miał swoją dumę i jeżeli gdzieś go nie chcą, to on nie będzie się tam pchał. Skupił się na tekście w książce, bo to lepsze niż rozwalenie pokoju z nerwów, tupanie z powodu focha i płacz rozkapryszonej pannicy, która nie dostała tego, czego chciała.

* * *

Drake siedział z drinkiem w ręku, ale nie pił. Przyglądał się tylko złotemu trunkowi, poruszając lekko szklanką. Marianne zajmowała miejsce w fotelu naprzeciwko. Wcześniej zadała mu pytanie, co takiego wydarzyło się pomiędzy nim i Seanem. Była u nich, ale zastała syna udającego, że wszystko jest w porządku. Nie dała się na to nabrać. To była chyba jedyna osoba w jej życiu, którą tak dobrze znała. Pomijając bardzo intymne szczegóły, Drake powiedział jej, co się wydarzyło, co podejrzewa i przede wszystkim, że martwi się o Seana, jak również za nim tęskni.
– Kocham go. Oddałbym za niego życie i jestem w stanie wiele mu wybaczyć, pójść na ustępstwa, ale nie wiem, czy wybaczę Seanowi, jeżeli mnie zdradził. – Odstawił alkohol na stolik. Wyprostował nogi, siadając wygodnie i starając się przyjąć wyluzowaną postawę.
– Nie zdradził cię.
– Skąd wiesz?
– Bo za bardzo cię kocha, żeby to zrobić. Musi mieć poważny problem, tylko nie umie ci o nim powiedzieć.
– Przez te wszystkie lata nie nauczył się, że może mi o wszystkim powiedzieć? – syknął przez zaciśnięte zęby.
– Ty to powinieneś wiedzieć lepiej. – Sięgnęła po papierośnicę.
– Niby powinienem.
– Kryzysy w związkach zdarzają się bardzo często. – Zapaliła papierosa srebrną zapalniczką.
– Tego nie musisz mi mówić.
– Dlaczego po prostu nie wrócisz do domu?
– Bo czekam, aż sam mnie o to poprosi. Chcę wiedzieć, że mnie potrzebuje i chce nadal być ze mną. – Pochylił się w stronę kobiety. – To do niego należy kolejny krok i nie waż się go do tego namawiać.
– Mój syn… Mój syn jest chłodnym mężczyzną, ale cię kocha. Zadzwoni. Mimo tego zawsze pozostaje doza niepewności. Co zrobisz, jeżeli nadal będzie milczał? – Wypuściła dym nosem, strząsając popiół do kryształowej popielniczki.
Nie odpowiedział na to pytanie. Z powrotem wziął do ręki alkohol i tym razem wypił go jednym haustem. Co zrobi? To jest pytanie w grze o milion, tylko tym razem nie było żadnych podpowiedzi.

12 komentarzy:

  1. jak zwykle mam niedosyt :) już nie mogę sie doczekać niedzielnego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już chcę niedzielę i nowy rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo, cudeńko. Johnny ma rację, myślę że dla dobra obydwu panów było by lepiej jakby przystopowali z seksami bo się będą po prokuraturze wozić ;_; nasz tańczący Uke nadal cudownnyyyyyy... <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Zacznę od tego, że to mój pierwszy komentarz u Ciebie i chyba pierwszy komentarz w moim życiu :) Bohaterowie Twoich opowiadań towarzyszą mi od ponad roku. Większość Twoich opowiadań znam prawie na pamięć, zapewne dlatego, że często do nich wracam. Przeżywałam trudny okres w życiu, wiele osób przetoczyło się po mojej drodze, ciągle coś się działo, wpadałam z jednego dołka w kolejny, jeszcze głębszy. Zmieniło się tak wiele w moim życiu, ja się zmieniłam, jednak coś przez ten czas pozostawało niezmienne- to, że czytałam Twoje opowiadania, szukając w nich schronienia przed codziennością, odpowiedzi na trudne pytania. Ktoś może się dziwić co takiego odkryłam w opowiastkach o gejach... bardzo duzo. To historie nie tylko o miłości i cielesnych zbliżeniach, to często wywody nad moralnością, tak wiele punktów widzenia na codzienne życie, tak dużo ludzkich postaw i ich psychologicznych portretów. Zarywałam często całe noce, choć próbowałam sobie wmówić, że to ostatni rozdział, że wytrzymam do jutra-nie dawałam rady. Masz ogromny talent, gratuluję Ci i cieszę się, że mam możliwość podziwiania Twoich dzieł... nie nazwę tego inaczej ;) Wielu Twoich fanów to pisało, nie będę inna, ale dzięki Tobie tydzień nabrał nowego znaczenia. Do niedawna noc pomiędzy niedzielą i poniedziałkiem była najważniejszym czasem w całym 7dniowym zestawie, teraz są jeszcze czwartki, przystanki w trudach tygodnia. Chciałam jeszcze napisać, że dzięki Tobie i Twojej twórczości, wykreowanym przez Ciebie postaciom dostrzegłam w życiu coś czego wcześniej nie widziałam, zmieniłaś moje postrzeganie świata w wielu aspektach, jestem Ci za to wdzieczna. Dajesz ludziom nie tylko zmyślone historie, dajesz im wiele nadzieji, a czesto nawet więcej.
    ~Twoja wierna fanka, której pomogłaś przetrwać, dziękuję. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje słowa wiele mi dały. Nawet nie wiesz jak wiele. Mogę powiedzieć tylko jedno: Dziękuję. :**

      Usuń
  5. O bosh, jak ja ich kocham!
    Mam nadzieję, że wszystko sobie wyjasnią i wszystko się ułoży :( nie lubię smutnych historii ani smuutnych zakończeń (tak w ogóle to mam nadzieję, że ta historia nie będzie miała końca, o!)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę przyznać że szkoda mi Dreka.
    Czuje, że za sprawą z Seanem chodzi coś o wiele poważniejszego. Tylko co? Czuje ciarki na plecach kiedy czytam ten rozdział. Naprawdę kobieto intrygujesz.
    I jeszcze ta rozmowa Alexa z Jonnym.
    Brat chciał go ostrzec naprawdę? Niestety może mieć sporo racji. Związek ucznia z nauczycielem nigdy nie jest mile widziany. Bez względu na wiek poszczególnych osób. Mam nadzieję, że Alex wie co robi. Zależy mu na Joshu chociaż jego dzisiejsze zachowanie mocno mnie wkurzyło.
    Jestem ciekawa czy się jakoś wytłumaczy,
    Oczywiście trzymam kciuki i czekam na ciąg dalszy :*

    OdpowiedzUsuń
  7. dlaczego mysle o tym, ze z Seanem jest cos zlego... moze jest chory? no nie wiem, dowiemy sie przy nastepnych rozdzialach, na ktore czeeeeeekam!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chcę więcej... dlaczego trzeba tak długo czekać?
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zmieniam zdanie: jednak na obecnym etapie bardziej kocham Drake'a. Sean poczeka.
    Wiem, że się wyłamię, ale nie chcę, żeby Alex był z Joshem. To wygląda ładnie w opowiadaniach, ale w życiu NIGDY nie kończy się dobrze ":( tylko jak mam teraz żyć? Nie chcę, żeby Alex cierpiał, bo fajny jest.
    Josha kocham miłością dozgonną (przeczytałam w ciągu kilku godzin wszystkie rozdziały, dokładniej to pochłonęłam), i wiem, że Josh będzie cierpieć, ale tak będzie lepiej.
    1cholera, te ich seksy są tak cudowne i namiętnie, że aż szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej,
    przykro mi, że ma takich rodziców, ech mogli nie rozmawiać o Joshu, a zwłaszcza nie poruszać tematu, że to nauczyciel...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)