Znacie "Tajemny ogród"? Nie mam jeszcze tej kolorowanki, ale niedługo ma do mnie dotrzeć. Wpadłam w szał kolorowania. Dla mnie to niesamowity relaks i polecam ten sposób kreatywnego odpoczynku. W Internecie jest też wiele rysunków z różnych kategorii, które można wydrukować i spróbować na chwilę odlecieć od pośpiechu dnia codziennego. :)
Chcę napisać jeszcze kilka zdań o tym, kiedy jakiś mój ebook będzie do kupienia. Nie wiem. To znaczy, na pewno coś będzie, ale nie mogę określić czasu. Jeden tekst się w dalszym ciągu pisze i jest to 3 tom "Obrazów miłości", natomiast inny jest w trakcie poprawiania. A wiadomo, że poprawianie nie potrwa tydzień, a zajmują się nim dwie bety. Będzie to coś innego niż moje ostatnie teksty. Akcja opowiadania "Buntownik" będzie się działa w Polsce, na polskiej wsi i mam nadzieję, że ten tekst się spodoba. Nie ma on nic wspólnego z dotychczas wydanymi romansami. Od razu mogę powiedzieć, że bardzo tani nie będzie, bo to długi tekst ponad 240 stron i namęczyłam się z nim trochę przez ostatnie miesiące. Cena mniej więcej będzie wynosić około 17 lub 18 złotych. Więcej informacji dotyczących tego tekstu ukaże się jak już będzie on w sprzedaży. Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć, bo po prostu sama nie wiem co i kiedy będzie. Może tak być, że ukaże się dopiero w listopadzie. :)
Zapraszam na kolejny rozdział. Dziękuję za komentarze. :)
Dobrze być w domu, pomyślał Morgan,
przechodząc przez hol i salon, w którym opadł na fotel. Rozpiął dwa górne
guziki koszuli, jednocześnie przeglądając pocztę, którą wręczył mu w drzwiach
Alfred. Znów zebrał się stos zaproszeń na przyjęcia, prywatne obiady, których
nadawcy chcieli mu się podlizać i z których i tak nie skorzysta. Kilka reklam i
prenumerat pisma o finansach, nic prywatnego, bo i skąd by to się wzięło.
Odrzucił listy na bok, poddając się panującej wokół ciszy. W sumie Alec
powinien być w domu, ale Alfred powiedział mu, że mąż wziął dzisiaj dzienną
zmianę w pracy.
Nie wiedział, kiedy wrócę. Powinienem
był się z nim skon taktować. Tylko jak dotąd jakoś nie miał czasu, bo kiedy
tylko wracał z kolejnych spotkań po prostu padał na łóżko, natychmiast
zasypiając. Potem uprzytomnił sobie, co mu powiedział, znajdując się w stanie
wzburzenia, chociaż to mało powiedziane. Doszedł do wniosku, że wolał osobiście
to wyjaśnić, tym bardziej, że Alec również nie próbował nawiązać z nim
kontaktu. Znajdzie sposób, żeby go przeprosić, a mąż powinien zrozumieć, że w
czasie furii człowiek mówi różne rzeczy.
Co on wtedy poczuł? Jak zareagował na
moje słowa? Czy cięły jego wrażliwą duszę, czy chciał mi przyłożyć? Założę się,
że to pierwsze, bo zanim się zorientowałem, już go nie było, nie walczył, a ja
nie miałem czasu, żeby go szukać. Rafe cudem znalazł mi miejsce w samolocie,
który odlatywał dwie godziny później. Dobrze, że poleciałem i wiem na czym
stoję. Wszystko się wyjaśniło, a raczej część tego. Pytanie, co mam robić
dalej, myślał. Niewątpliwie czekało go bardzo dużo pracy.
Pierwszym, co wypadałoby zrobić, to
załagodzić sytuację z Alekiem. Wątpił w to, że mężczyzna po prostu go przywita
i wszystko będzie dobrze. Wbrew sobie, tęsknił za nim. Przeszedł go dreszcz na
wyobrażenie tego, że znowu trzyma Aleca w objęciach. Cudownie będzie poczuć
dotyk jego ust, mieć przy sobie, pod sobą to gibkie ciało. Tęsknił, ale nie
tylko za seksem. Brakowało mu samego Aleca w pobliżu. Jego głosu, śmiechu, tego
jak siedział przy nim w gabinecie, gdy Morgan pracował, a Alec po prostu był.
Oddałby wszystko, żeby móc teraz go zobaczyć.
Westchnąwszy, poruszył się niespokojnie
na fotelu. Poczeka na Aleca, a potem, jeśli mężczyzna go nie odepchnie, spędzą
razem fantastyczne popołudnie, noc.
– Przepraszam, panie?
– Tak, Alfredzie?
– Uznałem, że powinien pan wiedzieć.
Dzwonił pan Alec i przekazał Annie, że nie będzie go na obiedzie, bo jest już
umówiony.
Morgan natychmiast zareagował na te
słowa, a pazury zazdrości wczepiły się w jego serce.
– Mówił, z kim się umówił? – Próbował
zapanować nad uczuciem, które go ogarnęło.
– Tak. Pan Roberston przyszedł do niego
do pracy i zaprosił na obiad.
Uczucie zazdrości natychmiast ustąpiło
miejsca niepokojowi i przerażeniu. Przez dłuższą chwilę nie mógł się poruszyć, czując
nieprzyjemny ucisk w żołądku. Przecież Alec obiecał mu, że nie spotka się w
cztery oczy z tym człowiekiem. Czyż to, co powiedział Alecowi o Roberstonie, nie
było wystarczającym powodem do tego, żeby mąż trzymał się z daleka od tego
faceta? Prawda, że nie powiedział mu wszystkiego i być może to był jego błąd,
który powinien naprawić. Mógł przewidzieć, że Garrett nie ustąpi i będzie
chciał się spotkać z Alekiem. Gdyby tak mógł pozbyć się tego człowieka.
Najchętniej zobaczyłby go za kratami z dożywotnim wyrokiem.
– Alec nie jest bezpieczny przy tym
człowieku. Nie rozumie zagrożenia, Alfredzie. Robertson, żeby zemścić się na
mnie, może uderzyć w Aleca. Cholera jasna! – Uderzył pięścią w kolano. – Wiesz
gdzie się spotkali?
– W restauracji tego hotelu, w którym
pracuje panicz – odpowiedział uprzejmie lokaj, podzielając niepokój swojego
pracodawcy.
Morgan, zdając sobie sprawę, że nie
zazna spokoju, dopóki nie zobaczy całego i zdrowego Aleca, poderwał się na
nogi.
*
– Przepraszam za spóźnienie.
– Nic się nie stało, Alecu. –
Garrett wstał, wyciągając rękę do swojego gościa, a po chwili przytrzymując ją
dłużej niż wymagało tego zwyczajne przywitanie. Nareszcie sami, co prawda
niezupełnie, bo w restauracji było kilkoro osób, ale musi się zadowolić czymś
takim. Sam wolałby spotkać się w cztery oczy. Niestety, pan Frost, to trudna
sztuka. – Na ciebie można czekać wieki.
– Nie wydaje mi się. – Zabrał rękę,
mając ochotę ją wytrzeć. Jeszcze przy nikim nie czuł się tak psychicznie źle,
jakby oplatało go coś obślizgłego, a on nie mógł się wydostać.
– Usiądź, proszę. – Robertson wskazał
krzesło naprzeciwko. – Morgan nie zapewnia cię o tym?
– Mąż już nie musi na mnie „czekać”. –
Miał przemożną ochotę zapytać się Robertsona o to, czy jest biseksualny.
Przecież miał żonę, a ewidentnie go podrywał. Wziął do ręki kartę dań. –
Zresztą każdego dnia zapewnia mnie o swoim oddaniu i uczuciach.
– Ten ślub odbył się tak szybko… Ludzie
się nad nim zastanawiają. Nikt o niczym nie wiedział.
– Związek Morgana i mój był trzymany w
tajemnicy. Wiesz, on bogaty, ja szary człowieczek, więc dla wielu to by nie
miało szansy bytu. Musielibyśmy się użerać z nowobogackimi, za przeproszeniem,
którzy odciągaliby mojego męża od popełnienia mezaliansu. To słowo nadal
funkcjonuje w waszych sferach? Niemniej – kontynuował, nie czekając na
odpowiedź towarzysza – po ślubie już nikt nam nic nie może zrobić i mogą sobie
mówić co im się rzewnie podoba. – Odłożył menu na stolik.
– Tak, oczywiście. Wybrałeś już
coś?
– Myślę, że pieczony łosoś z ziołami
będzie w sam raz.
– Chyba też to zamówię. – Dyskretnie
przywołał kelnera.
Alec wyprostował się, skupiając swoją
uwagę na Robertsonie. Chęć ucieczki chwilowo mu minęła, natomiast na usta cisnęło się bardzo dużo pytań i zanim
jego mózg pomyślał, usta same się otworzyły:
– Kiedy spotkaliśmy się ostatnio,
zdradziłeś, że miałeś żonę.
– Pamiętam.
– Morgan, nic mi nie chce o niej powiedzieć, więc może ty mógłbyś… –
zawiesił głos, nachylając się ku niemu.
– Moja żona spadła niefortunnie z
balkonu, z drugiego piętra. – Zamilkł, kiedy podszedł do nich kelner. Złożył
zamówienie również za Aleca, a potem, kiedy zostali sami, mówił dalej: – Akurat
byłem w swoim gabinecie. Usłyszałem krzyk… Znalazłem ją… Wszędzie była krew…
Alec zmarszczył brwi.
– Bardzo to przeżyłeś.
– Kochałem ją. Do tej pory jest mi
ciężko. Jej śmierć była dla mnie tragedią.
Kłamca, przemknęło przez myśl Alecowi.
Robertson opowiadał to bez emocji w głosie. Zupełnie jakby mówił o pogodzie.
Może to przez to, że minęły trzy lata, ale to i tak nie było normalne. Alec
nigdy nie przeżył niczego podobnego, ale nosił w sobie świadomość, że takie
nieszczęście, szczególnie kiedy przydarza się komuś kogo kochamy i uderza
prosto w nasze serce, porusza nawet po latach. Teoria Morgana wydawała mu się
coraz bardziej prawdopodobna i poczuł, że ma serce w gardle. Nie mógł jednak
spanikować i wybiec stąd z krzykiem, że właśnie czeka go obiad z mordercą.
Przez co nasuwało się pytanie – oczywiście, jeżeli Robertson zabił swoją żoną –
dlaczego pozbawił życia Gaelen?
– Przykro mi – zdołał powiedzieć.
– Dziękuję. Czas leczy rany.
Nie wszystkie i nie zawsze, pomyślał
Alec.
*
Morgan z piskiem opon zaparkował przed
hotelem. Wysiadł i rzucił kluczyki chłopakowi, który odprowadzał auta na
parking. Wbiegł do foyer, omal nie potrącając konsjerża, czym zwrócił na siebie
uwagę gości przebywających w części wypoczynkowej holu. Rozejrzał się dokoła
wzrokiem pełnym obaw, zatrzymując go na recepcji. Podbiegł do niej.
– Alec Frost.
– Pan jest Alec Frost? – zapytał
zaskoczony chudy blondyn.
– Szukam Aleca Frosta. Pracuje tu…
– Wiem, kim on jest. Alec je właśnie
obiad z pewnym panem.
– Gdzie? – warknął, opierając przy tym
ręce na ladzie i pochylając w stronę pracownika recepcji.
– Tam? – Wskazał palcem. – W naszej
restauracji.
Nie podziękowawszy za informację,
poszedł we wskazanym kierunku szybkim krokiem, tym razem nie biegnąc, żeby nie
zwracać na siebie większej uwagi. Lokal odnalazł bez trudu, a także i swojego
męża siedzącego w towarzystwie Robertsona. Pokonał dzielącą ich odległość i
chwyciwszy za kark zaskoczonego Aleca pochylił się nad mężczyzną, i wpił łapczywie
w usta. W tym samym czasie sięgnął do jego włosów i zdjął z nich gumkę,
rozpuszczając kosmyki.
– Witaj, kochanie – powiedział, ponownie
całując go ogniście, nie pozwalając na żadną reakcję. Dawał w tym Alecowi swoją
wściekłość, obawę, radość ze spotkania i coś jeszcze. Bał się, że nie znajdzie
męża, że Robertson go dokądś zabierze i coś mu zrobi. Zabiłby wtedy drania.
Alec pozwalał mu się całować, wpierw
oszołomiony, a później szczęśliwy z przybycia Morgana. Poddawał mu się z cichym
pomrukiem zadowolenia. Ich zęby zderzały się o siebie, kąsały, języki splatały,
wyrażając wszystko czym nasączone były ich emocje. Gdyby tylko pocałunki
potrafiły mówić, powiedziałyby wszystko,
co jeszcze pozostawało skryte dla obu mężczyzn.
Tymczasem Garrett, siedząc z kwaśną miną,
ledwie nad sobą panował. Nie przez to, co robili mężczyźni, ale przez to, że
jego plan znów wziął w łeb. Niech szlag weźmie Latimera! Zawsze zjawiał się tam
gdzie nie był potrzebny. Już zdobywał współczucie Frosta i wierzył, że z
łatwością wzbudziłby w nim sympatię, a przede wszystkim zaufanie. Rzecz jasna
nie od razu, ale to był początek, który przeklęty Latimer zepsuł. Gdyby obserwował
go ktoś siedzący obok, mógłby zauważyć oczy pałające gniewem, a usta zaciśnięte
w grymasie charakterystycznym dla rozkapryszonego dziecka, któremu odmówiono
upragnionej zabawki.
– Może byście tak przestali pokazywać
swoją wielką miłość – warknął, nie mogąc zapanować nad swoim głosem. – Ludzie
patrzą.
Morgan z trudem oderwał się od warg męża
i odwróciwszy głowę w stronę swojego wroga, rzekł:
– Nie obchodzą mnie ludzie, a przede
wszystkim twoja osoba. Powiedziałem ci, żebyś trzymał się z daleka od mojego
męża. Jeszcze raz zobaczę cię przy nim, a tego pożałujesz – szepnął, nachylając
się ku niemu. – Zabieram męża do domu, a tobie życzę smacznego. – Wyprostował
się i wyciągnął dłoń w stronę Aleca, którą ten pochwycił.
– Alecu, pozwolisz na to, żeby ktoś tobą
rządził? – zapytał Garrett, próbując wywołać mały konflikt pomiędzy tą parą od
siedmiu boleści, jak ich często nazywał w myślach.
– Mąż mną nie rządzi. Po prostu bardzo
się stęsknił. Nie widzieliśmy się kilka dni, więc sam rozumiesz, że nie mogę
dotrzymać ci towarzystwa, Garrett. Wiesz, miłość ma swoje prawa. Kochałeś,
także sam to rozumiesz. Mój mąż i ja potrzebujemy teraz czasu dla siebie.
Dziękuję za obiad. – Z ulgą powitał opuszczenie towarzystwa tego człowieka.
Będąc z nim czuł jakby oplatały go jakieś czarne macki, chcące wedrzeć się w
jego duszę. Przy żadnym człowieku tak się nie czuł. Nie miał żadnego z tych tak
zwanych „darów”, lecz chyba zostawał obdarzony szóstym zmysłem, kiedy w pobliżu
pojawiał się Robertson. Czasami spotyka się ludzi, nie zna ich, a wewnętrzny
głos podpowiada, żeby uciekać. Jego głos dzisiaj wrzeszczał.
Morgan wsadził męża do swojego
samochodu, mówiąc, że po auto Aleca wyśle kierowcę. Mając go obok siebie
uspokoił się, ale nie do końca. Nie mógł, bo po prostu nie podobało mu się to,
że Garrett za bardzo zbliżał się do jego męża. Nie wierzył w jego czyste
intencje i nie spocznie, dopóki nie pozna prawdy.
Zanim zapalił silnik, jeszcze raz
przyciągnął męża do siebie i pocałował, szybko, gwałtownie, tak jakby miał to
być ich ostatni raz. Zostawiając w spokoju usta Aleca, szepnął, owiewając je
przy tym gorącym oddechem:
– Przepraszam za moje zachowanie sprzed
wyjazdu. Byłem wściekły i całą frustrację wyładowałem na tobie.
– Dlaczego przepraszasz? Miałeś rację,
nic nas nie łączy. To tylko umowa i dobry seks. Nie mam prawa interesować się
tym dokąd jedziesz, co robisz. To jest wyłącznie twoja sprawa – w głosie Aleca wyraźnie
słychać było nutę żalu, pomimo wypowiadanych obojętnie słów.
– Nieprawda. Masz do tego pełne prawo i
chociaż z trudem się do tego przyznaję, tak, mimo wszystko nie jesteśmy dla
siebie nikim. Nie ważne jak bardzo próbuję to sobie wmówić – powiedział, pieszcząc
wzrokiem twarz męża.
Alec przez chwilę nie mógł oddychać,
słysząc coś w rodzaju wyznania. Nie miłości, bo tego nie oczekiwał, lecz raczej
czegoś, co mówiło, że w oczach Morgana nie jest nikim. Nie jest kukiełką,
której los pozostaje dla innych obojętny. Mąż potwierdził to w kolejnych
słowach:
– Niepokoiłem się. Kiedy Alfred przekazał
mi, z kim masz zjeść obiad, w mojej głowie zrodził się czarny scenariusz. –
Przesunął palcem po policzku męża. Przypomniał sobie swój strach, który kazał
mu gnać do Aleca, pędzić przez miasto, łamiąc przepisy, byle tylko być przy nim
i sprawdzić czy nic mu się nie stało.
– Chyba nie sądziłeś, że jestem tak
głupi i zgodzę się na spotkanie z tym człowiekiem sam na sam?
– Nie. Oczywiście, że nie, ale to
człowiek, który jest groźny nawet w publicznym miejscu. Wystarczyłoby, żeby
wrzucił ci coś do picia, a uwierz, że z satysfakcją stosuje takie metody, wtedy
nie mógłbyś się przed nim bronić. Wyprowadziłby cię z hotelu mówiąc, że się źle
poczułeś i mógłby zrobić z tobą wszystko. – Zaczął bawić się włosami Aleca.
Uwielbiał je. Zawinął pasmo wokół palców i przysunął je sobie do nosa,
wciągając zapach, którzy mimo przesączenia aromatami z hotelu nosił tę ulotną
woń należącą tylko do jego męża.
– Dlaczego? Po co mu ja? – Nie
sprzeciwiał się gestowi Morgana, dobrze już poznając jego nawyki. Wiedział, że
mąż bardzo lubił jego włosy. Chyba dlatego zawsze nosił je przy nim rozpuszczone.
– Z zemsty na mnie. Żeby mnie dopaść,
może dopaść ciebie. Interesuje się tobą, a to już podejrzane. Tym bardziej, że
Robertson jest wyłącznie hetero.
– Czuję, że nie powiedziałeś mi o nim
wszystkiego, ale na razie wolę, abyś zabrał mnie do domu.
O tak, zabierze go i przeprosi za swoje
zachowanie oraz pokaże, że Alec powinien widzieć jego i tylko jego.
– W ogóle jak udał się wyjazd? –
zamilkł. Przecież nie miał zamiaru pytać o takie rzeczy.
– Wszystko wyjaśniłem i wyprostowałem.
Są rzeczy, którymi muszę się zająć, ale dzisiaj chcę być tylko z tobą i nie
myśleć o pracy.
Alec uśmiechnął się nieznacznie. To mu
odpowiadało.
*
Za nimi z trzaskiem zamknęły się drzwi
sypialni. Alec popchnął męża na ścianę i przywarł do niego całym ciałem.
Ocierał się i całował zaskoczonego jego zachowaniem, ale nie protestującego
Morgana. Jego palce odpinały już guzik i zamek przy spodniach. Ze zręcznością
rozchylił rozporek i wsunął rękę do środka. Morgan poczuł skurcz mięśni
brzucha, gdy dłoń Aleca zamknęła się na jego penisie i zaczęła go pocierać, na
co zareagował przeciągłym jękiem. Zafalował biodrami, wbijając się w dłoń
Aleca, która przesunęła się na jego jądra badając ich kształt, by ponownie
przesunąć się na twardy członek i dotrzeć do czubka, delikatnie go pocierając.
Morgan zadrżał, bliski spełnienia. Alec doprowadzał go do szaleństwa. Pragnął
pchnąć go na łóżko i natychmiast wejść w niego, ale Alec miał inne plany. Opadł
przed nim na kolana i obsuwając aż do kostek spodnie wraz z bielizną, bez ceregieli
wziął jego członek do ust, patrząc mu prosto w oczy.
– Cholera, teraz już dojdę. – Zacisnął
palce we włosach Aleca, wbijając się plecami w ścianę dla lepszego podparcia,
bo nogi miał jak z waty. Pragnął osiągnąć orgazm, będąc w Alecu, ale nie
potrafił nad sobą zapanować. Po raz pierwszy mąż wziął go do ust, przypominając
mu jak za tym tęsknił. Spojrzał w dół. Alec
poruszał głową w tył i w przód,
pomagając sobie dłonią na tej części, która nie zmieściła się do ust. Twarz
miał całą czerwoną, wargi nabrzmiewały od zaciskania się na penisie, język
dotykał spodniej żyły, a główka męskości Morgana tarła po podniebieniu kochanka.
Wszystko to skumulowało się w podbrzuszu Latimera, dając jasne sygnały, że będzie szczytował. Ledwie ostrzegł przed
tym Aleca, kiedy sapnął, dochodząc w
jego ustach, które ssały go z zapamiętaniem, a język wylizywał do końca każdą
kropelkę spermy.
Szybko doszedł do siebie i uklęknął
przed zadowolonym mężem. Popchnął go na podłogę, samemu się do niego
dobierając. Kiedy tylko pozbył się tego przeklętego ubrania, od razu wziął jego
penisa do ust, pochłaniając go całego i przyglądając się reakcjom Aleca.
Wyczuwał, że kochanek jest bliski spełnienia, więc nie bawił się w żadne
delikatności, natychmiast doprowadzając
go do orgazmu. Pozwalał na to, żeby Alec wbijał się w jego usta, poddając się
do końca swojej przyjemności.
Gdy ogień, który tak nagle pojawił się
pomiędzy nimi – a może roznieciły go chwile, kiedy Morgan zatrzymywał się na
światłach i całował go zapamiętale, niczym szaleniec – przygasł, Alec odetchnął
głęboko, wsuwając palce we włosy kochanka. Morgan z głową na jego brzuchu
pomrukiwał cicho.
– W życiu tak się nie czułem, jak robiąc
to z tobą – wyznał.
– Przypominam, że z nikim tego nie
robiłeś, poza tym chujem, a to i tak były tylko zabawy, że tak powiem.
– Nie robiłem, bo przy nikim nie mogłem
czuć się tak jak przy tobie. Zaakceptowany i pewny swego.
– I bardzo dzisiaj dominujący. –
Podciągnął się w górę, zawisając nad Aleciem. – Co bardzo mi się podobało – Wyszeptał wibrującym głosem wprost do ucha męża, uginając łokcie i
pochylając się nad nim. – Mam też nadzieję, że jeszcze nie raz taki będziesz i
pokażesz na cię stać. Jeśli czegoś pragniesz, sięgaj po to. – Przekręcił się na
bok i uwolnił swoje kostki od krępującego ruchy ubrania. – Idę wziąć prysznic,
weźmiesz go ze mną?
– Poleżę tu jeszcze trochę. – Odetchnął
głębiej, nadal rozważając słowa Morgana i na pewno je sobie notując w głowie.
Starszy z mężczyzn przyjrzał się leżącej
postaci. Góra ubrania cała się wymięła, ale od pasa w dół Alec pozostawał nagi,
nie krępując się tym, jak to działo
się na początku. Penis męża leżał swobodnie na jądrach, które tak Morgan lubił
pieścić. Jeszcze się nimi dzisiaj nacieszy, ale to później, kiedy zrealizuje
swój plan.
Kilka minut później Alec wziął
odprężającą kąpiel z bąbelkami. Delektował się zapachowymi olejkami, których
sobie nie żałował. Dopiero kiedy skóra na dłoniach zaczęła się marszczyć wstał
leniwie, opłukał się z piany i po wyjściu z wanny wytarł. Ta z kolei była na
tyle duża, że śmiało mogły się w niej zmieścić dwie osoby, co chętnie
wykorzystałby. Kiedyś, w przyszłości.
Wysuszył włosy, założył szlafrok i
wyszedł z łazienki, po czym stanął jak wryty.
– A to co?
Na podłodze przed kominkiem, w którym
mimo ciepłej wiosny wesoło płonął ogień, leżał zielony koc wyglądem
przypominający trawnik. Obok stał wiklinowy koszyk z otwartym wiekiem. W tle z
wieży dolatywała wiązanka romantycznych melodii instrumentalnych.
– Piknik – wyjaśnił Morgan. –
Pomyślałem, że przeproszę cię jeszcze parę razy, a do tego zapewne jesteś
głodny.
– Właśnie miałem się ubrać i zejść na
dół.
– Nie musisz. Obiad przyszedł na górę. –
Wpadł na ten pomysł w czasie szaleńczej jazdy do Aleca i poinformował
telefonicznie Alfreda, czego będzie potrzebował.
Aleca przeszył lekki dreszcz. Czasami
Morgan go bardzo zaskakiwał. Szczodry, pełen inwencji, sprawiał, że nie nudzili
się w łóżku, a teraz jeszcze potrafił na szybko zorganizować ten improwizowany
piknik.
Uśmiechnął się, ruszając w stronę koca i
zamierzając na nim usiąść. Nie zdążył jednak tego zrobić, bo mąż złapał go za
rękę, zatrzymując przed tym krokiem.
– Rozbierz się – polecił.
– Myślałem, że będziemy jedli. – Uniósł
brwi do góry.
– Będziemy, nie ma ku temu przeszkód. –
Złapał dół swojej koszulki, którą założył, żeby zejść na dół i zdjął ją, po
niej pozbywając się spodni i bokserek.
– Piknik nago?
Morgan roześmiał się.
– Czy znasz coś lepszego? Poza tym robi
się tu gorąco, więc ubrania jak najbardziej nie będą nam potrzebne. – Sięgnął
do paska szlafroka Aleca i rozwiązał go. Poły białego materiału rozsunęły się, ukazując piękno ciała męża. Ślina
napłynęła mu do ust, a serce zaczęło bić ze zdwojoną szybkością.
Młodszy z partnerów także z fascynacją
obserwował swojego męża. Przesuwał wzrokiem po jego szerokich ramionach, w
których tyle razy utonął. Po gładkiej, umięśnionej klatce piersiowej, płaskim
brzuchu, wąskich biodrach. Na jego półtwardego penisa prężącego się bezwstydnie
przed jego oczami. Ciekawiło go jak wyglądałby Morgan, gdyby stanął w drzwiach
sypialni i wzniósł silne ramiona nad głowę, opierając się nimi o futrynę, jednocześnie
patrząc na niego głodnymi oczami. Znów wstrząsnął nim dreszcz.
– O czym myślisz? – Zsunął szlafrok z
ramion Aleca.
– Czy muszę odpowiadać na to pytanie? –
Dowód na to, o czym myślał i jak na to reagował, Morgan doskonale widział.
Pozwolił pociągnął się Morganowi na koc.
Usiedli, a raczej rozciągnęli się na nim obok siebie, udo przy udzie, biodro
przy biodrze. Buzujący w kominku ogień jeszcze bardziej rozgrzewał ich ciała. Z
zaciekawieniem spojrzał na kochanka, który przysunął do siebie koszyk i
podniósł wieko.
Ze środka wyjął dwa udka z upieczonego
kurczaka, krakersy i słoiczek miodu. W środku było coś jeszcze, ale Morgan nie
zamierzał tego ujawniać.
– To na później – wyjaśnił, otwierając butelkę szampana. Nalał
musującego wina do kieliszków, po czym jeden podał Alecowi. Popijali trunek,
patrząc sobie głęboko w oczy, niczym zakochani. Morgan wyciągnął rękę i
przesunął palcami po piersi męża.
– Wyśmienity – pochwalił Alec. Czuł
mrowienie skóry w miejscu, po którym mąż wodził ręką.
– Mhm. Ale picie go z tobą sprawia, że
staje się jeszcze lepszy.
Na słowa męża, Alec uśmiechnął się szeroko, promieniejąc w oczach partnera.
Przymknął powieki i upił szampana, a poczuwszy swędzenie w nosie, kichnął.
– Na zdrowie, mój piękny.
– To bąbelki.
– Cudne bąbelki.
Jestem szczęśliwy, pomyślał Alec.
Szczęśliwy, że mogę być z tobą.
Morgan odłożył kieliszek i zaczął karmić
męża kawałkami kurczaka. Nie musiał go długo namawiać, żeby poszedł w jego
ślady. Kiedy Alec podsunął mu kąsek, wziął go w usta, przełknął, a potem do
czysta wylizał jego place, dla żartu chwytając je lekko zębami.
Roześmiał się i przyciągnął twarz
Morgana. Pocałował go delikatnie, jakby mąż był czymś kruchym, co rozpadnie się
pod mocniejszym dotykiem.
Czas płynął leniwie. Morgan pilnował,
żeby kieliszki nie pozostawały puste i już wkrótce Alecowi zaszumiało w głowie.
Alec wiedział, że to nie alkohol był tu głównym winowajcą. Część tej winy
spadała na kochanka, który działał na niego jak narkotyk. Przekonał się, że
Morgan staje się dla niego kimś więcej, a do tego im częściej byli razem, tym
on bardziej go pragnął. Zawierając układ, sądził, że jego zasady są proste.
Stało się jednak inaczej. Nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że godząc się na
jego propozycję, Morgan obudzi w nim niewyczerpane pokłady namiętności.
Zresztą nie chodziło tylko o seks.
Prościej byłoby, gdyby mąż wyłącznie pociągał go swoją fizycznością, gdyby w
grę nie wchodziło tyle emocji. Robił co mógł, by nie zagłębiać się w swoje
uczucia, unikając zbadania nieznanego mu terytorium. Pomimo tego, czego Morgan
zażądał za unieważnienie długu, zapłata, którą Alec mu dawał, była znikoma w porównaniu do tego,
czym przez ostatnie tygodnie obsypywał go mąż. Zdawał sobie sprawę, że z
wygaśnięciem umowy wszystko się skończy, a on chciał z tego powodu brać jak
najwięcej, bo już nikt nigdy mu nic takiego nie da.
Kto tu kogo wykorzystywał? Czy na pewno
Morgan jego?
Znieruchomiał, widząc, że po otwarciu
słoiczka z miodem Morgan zanurzył z nim wskazujący palec. Wstrzymał oddech, gdy
zaczął nim wodzić po zarysie jego ust. Potem dał mu krakersa, wsuwając kawałek
do ust, tak, żeby ciasteczko otarło się o będący na nich miód. Alec poczuł grę
słono słodkiego smaku rozlewającą się po jego języku. Krakersy i mód, niezwykłe
połączenie, zapragnął tego jeszcze więcej. Tylko tym razem, kiedy kochanek
nałożył mu na wargi lepką substancję, pocałował
go, dosłownie zlizując miód z ust Aleca. Deser, bo tak to nazywał młodszy z
kochanków, powtarzał się w ten sam sposób kilkukrotnie. Miód, krakers, miód i
niesamowicie gorące usta męża i znów od nowa.
Alec odważnie zrobił to samo. Zanurzył
palec w miodzie i przesunął nim po ustach, a także policzkach Morgana. Po
chwili jęknął, kiedy zlizywał klejącą się, złotą substancję. Wstrząsnęła nim
fala pożądania. Przyciągnął Morgana do siebie, wpijając się w jego wargi.
Mężczyzna nie pozostał mu dłużny i zaczął go gorączkowo całować. Wsunął mu
język do ust i zaczął badać ich wnętrze. Pieścił podniebienie, policzki,
napierając twardymi wargami.
Ale nagle przerwał.
– Prawie zapomniałem.
– Hm? – mruknął nieprzytomnie Alec.
– Masz ochotę na deser?
– Przecież to był deser. – Rzucił okiem
na połamane krakersy i do połowy pusty słoiczek miodu.
– To była zapowiedź deseru. – Przechylił
się i przysunął do siebie koszyk, z którego wyjął miseczkę z czerwonymi
owocami.
– Truskawki? – zapytał Alec.
– Podobno je lubisz.
– Uwielbiam. Jest dopiero wiosna, gdzie je zdobyłeś?
– Mam od tego ludzi. Keith znalazł je w
jednym z hipermarketów. Dobre, soczyste i słodkie. Chociaż nie tak słodkie jak
ty.
– Pochlebca się znalazł.
– Częstuj się. – Podsunął Alecowi
miseczkę, a on sięgnął po czerwony owoc.
Smak truskawki był cierpki i słodki
zarazem, więc delektował się nim, czując się jak w niebie. Po chwili wziął
drugą, trzecią, a z kącika ust wypłynęła stróżka soku.
Morgan z pociemniałymi od podniecenia
oczami pochylił się i zlizał sok koniuszkiem języka.
– Wspaniałe – zamruczał. Wziął owoc i
zamaczał go w miodzie. Podał go mężowi, patrząc jak na twarz Aleca wpływa błogi
wyraz. W ten sposób nakarmił go jeszcze kilkoma truskawkami, po czym szepnął: –
Połóż się. Nie będziesz żałował.
Wiem, że nie będę żałował, pomyślał Alec,
kładąc się tak jak o to prosił mąż.
Morgan ponownie uniósł słoiczek miodu i
wsadził w niego dwa palce.
– Znowu miód?
– Znowu.
Wciągnął gwałtownie powietrze, bo tym
razem palec nie rozsmarowywał bursztynowego płynu na jego ustach, a opadł na
sutek. Morgan bez pośpiechu zaczął go masować, szybko zajmując się drugą
brodawką. Następnie sięgnął po nieużywaną do tej pory łyżkę i nabrał nią
słodkiej substancji. Wlał miód w sam środek pępka. Mięśnie brzucha Aleca
spazmatycznie zadrgały. Ich właściciel poruszył niecierpliwie nogami.
– Leż spokojnie. Musisz zaczekać aż
skończę.
Przełknął ślinę i skinął głową. Nie
umiał opanować oszalałego bicia serca, tym bardziej, że nie wiedział, w którym
miejscu znajdzie się miód. Ta niewiedza, co jeszcze zrobi Morgan, podniecała go. Chwilę później
otrzymał odpowiedź, kiedy mąż polewał jego ciało miodem, znacząc je kółkami. Złoty płyn wylądował także na jego
przyciętych włosach łonowych i penisie, który z każdą upływającą sekundą
twardniał coraz mocniej. Mężczyzna dygotał, gdy kochanek bawił się nim,
podniecał, rozgrzewając bardziej niż ogień w kominku.
Szeroko otworzył oczy, gdy zobaczył, że
Morgan sięga po truskawki, a potem układa je po jednej w zagłębieniu każdego z
kręgów. Ostatnie dwie położył tuż nad członkiem i na pępku. Kiedy skończył, popatrzył na niego z satysfakcją.
– Teraz – odezwał się niskim, ochrypłym
głosem – moja kolej na deser. – Pochylił się i rozpoczął swoją ucztę, używając wyłącznie warg i języka.
Bezwolny Alec pozwalał mu zlizywać z
siebie miód, czując, że zaraz oszaleje z podniecenia, które sięgało zenitu,
kiedy Morgan wyznaczył drogę do pępka, skąd
zjadł owoc i wetknął w niego język, by wylizać miód.
Pogrążonemu w zmysłowych doznaniach
Alecowi wirowało w głowie, a przed oczami widział czerwone, błyskające plamki.
Wstrząsany dreszczami, na oślep wyciągnął rękę, aby dotknąć kochanka, który nie
przestawał go lizać, całować i lekko kąsać zębami.
W pewnej chwili Morgan ześliznął się
niżej. Wsunął dłoń pomiędzy jego nogi. Pochwycił ostatnią truskawkę i rozsunął
Alecowi uda. Szeroko uśmiechnięty spojrzał na rozedrganego męża, a potem
zanurkował w dół. Przeciągnął językiem po jądrach, odnotowując, że tutaj również spłynął miód. Sunął językiem od
nich do penisa, którego dokładnie oczyścił, by ponownie wrócić, wtulając nos w
mosznę.
Alec tym razem krzyknął, zrobiło się
jeszcze bardziej gorąco, krew w żyłach wrzała, a słodkie tortury przyprawiały o
szaleństwo. Nagle to szaleństwo zostało wzmocnione, gdy Morgan rozszerzył mu
bardziej nogi, unosząc jego biodra wysoko, a potem pierwszy raz dotknął go
ustami i językiem w miejscu, gdzie nikt wcześniej go nie całował, nie lizał.
Oszołomiony i zawstydzony Alec wyciągnął rękę, zamierzając go od siebie
odsunąć, ale kiedy tylko dotknął głowy kochanka, jego postanowienie osłabło i
gdyby tylko mógł, to jeszcze bardziej przycisnąłby jego twarz, a szczególnie
ten dobry język, do siebie. Tylko jak miał to zrobić, skoro Morgan i tak
pieścił go głęboko, wciskając twarz pomiędzy jego pośladki, wyrywając z jego
ust dźwięki, których, gdyby siebie
słyszał, wstydziłby się?
Nie przestawaj, błagam, nie przestawaj, myślał gorączkowo.
Ale Morgan nie miał zamiaru przestać go lizać. Obecnie uważał, że mąż był
najsmaczniejszym kąskiem na świecie. Doznanie było boskie, niesamowite,
ogłuszające. Ogarnięty rozkoszą Alec zapomniał o zahamowaniach, wijąc się i tracąc nad sobą kontrolę.
Morgan ostatni raz zatoczył kółeczko wokół
odbytu męża i pocałunkami powrócił na jego jądra, penisa, a potem ku włosom
łonowym błyszczącym od miodu. Polizał je, żeby, przeciągając językiem wzdłuż
ciała rozedrganego Aleca, wspiąć się
na niego i wygodnie ułożyć pomiędzy tymi smakowitymi udami. Dotarł do ust męża, wcałowując się w nie, a potem powoli
wszedł w niego, wyrywając z jego ust okrzyk bólu i przyjemności. Sapnął, kiedy paznokcie Aleca rozorały mu
plecy, a nogi owinęły się wokół bioder,
przyciągając go do siebie jeszcze bardziej. Zaczął rytmicznie się w nim
poruszać, nie przestając go całować, zanurzając się w nim po same jądra.
– Kochaj się ze mną – wyspał Alec, a
potem dodał: – Pieprz mnie. – Ostatnie słowa utonęły w krzyku oznajmiającym, że
jest mu dobrze, że pragnie więcej, potrzebuje tonąć w seksualnych doznaniach. Z
trudem otworzył oczy i spojrzał na napiętą twarz Morgana i zaciśnięte szczęki
zdradzające stan jego podniecenia. Czuł jego ruchy w sobie i to, jaki jest
twardy jak kamień. Jak pieści jego wnętrze swoim penisem, doprowadzając go do silnego odurzenia. Poruszał się razem z nim,
kołysząc. Unosił biodra, wychodząc mu na spotkanie i odczuwając przelewające
się przez niego fale niesamowitej rozkoszy. Zadygotał, kiedy silny dreszcz
wstrząsnął jego ciałem.
– Tak, Morganie. Tak. – Oddychał coraz
ciężej. – Nie przestawaj. Tak. Mnnnn – krzyknął, tym razem odrzucając głowę do
tyłu, kiedy przeszyła go fala orgazmu, a potem szczytował, pragnąc w tym trwać, z
całej siły ściskając kochanka.
Morgan dołączył do niego, również nie
powstrzymując się przed krzykiem. Chaotycznie poruszał biodrami, pchając w
niego, dopóki orgazm nie dobiegł końca, a on wyczerpany osunął się na męża starającego
się odzyskać oddech i w miarę trzeźwą świadomość.
Dopiero po długiej chwili pocałował
Aleca, nadal nie odsuwając się.
Leżąc tak, półżywi ze zmęczenia, patrzyli na siebie szczęśliwi.
Naprawdę nie chciał myśleć o tym co sprawiało, że dla Aleca był gotów na
wszystko. Nigdy z nikim tak się nie kochał. Nie pieścił. Cholera! Nigdy nikomu
nie zafundował pikniku przed kominkiem. To nie wróżyło dobrze. Nie zamierzał
się zakochiwać. No, ale takie zagrożenie nie istnieje. Lubi Aleca, to wszystko.
Poza tym pragnie go i im częściej się z nim kocha, tym ono bardziej rośnie.
Alec jest namiętnym, miłym mężczyzną. W jego towarzystwie się nie nudził.
Rozmowy z nim sprawiały mu przyjemność. Z poprzednimi kochankami nie mógł
odnaleźć wspólnego języka, może przez to, że to były jednonocne przygody, nic
więcej. Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy wiedział, że sam nie wierzy w swoje
hipotezy. Czuł, że z Alekiem jest inaczej. Czy kiedy się rozejdą, seks nadal
będzie pociągał Aleca? Czy znajdzie sobie dobrego partnera, kochanka? Na samą
myśl, że Alec miałby być z kimś innym, żołądek Morgana zawiązywał się w supeł.
To nie znaczyło nic dobrego. Ponownie odrzucił irytujące myśli, woląc
rozkoszować się tym, co ma tu i teraz.
Alec pogłaskał męża po policzku.
Odgarnął jego włosy ze spoconego czoła. W czasie kiedy się kochali ogień w
kominku na szczęście zgasł, bo inaczej roztopiliby się tu z upału. Morgan był
niesamowity. Tylko on potrafił doprowadzić go do tak skrajnych odczuć. Wzbudzał
głód, a potem go zaspokajał. Jego mąż, jego kochanek, jego partner. Szkoda
tylko, że na te kilka miesięcy, ale czas tak szybko nie biegł, w każdym razie
życzył sobie tego, bo potrzebował być z nim jak najdłużej. To znaczyło tylko
jedno. Kocha go. Po tych słowach otworzył szeroko oczy. Ciepło rozchodzące się
w jego piersiach świadczyło o tym, że pomyślał prawdę. Nie wiedział kiedy i jak
pokochał Morgana Latimera.
Myślę, że zakochał się przypadkiem jak to zwykle bywa i na peno przy okazji ale trzymam kciuki by wszystko nie zrobiło wielkiego bum.:-)
OdpowiedzUsuńCudowny boski rozdział. Widzę tu odnośniki do spontanicznej decyzji i jednego kroku do miłości. Dawno nie czytałam takiego ognia i pasji. Jedna uwaga. Miód duper w zabawach erotycznych ale z truskawkami to lekko obrzydliwe. Do truskawek śmietana :-)
OdpowiedzUsuńNie zgodzę się. Truskawki z miodem są bardzo dobre. Ale co kto lubi. :)
UsuńLu, sorki za literówke :-P Super nie duper :-D
UsuńRewelacja :) Nigdy nie mogę się powstrzymać i zaczekać z przeczytaniem notki do przyjścia z pracy.
OdpowiedzUsuńAlec pokochał Morgana... To było oczywiście do przewidzenia, zastanawiałam się tylko kiedy. Morganowe "Lubi Aleca, to wszystko..." rozbawiło mnie. Aha, lubi... Jasne :P "Kołek" nie chce przyznać, że się zakochuje...
Ok, zmykam. Pozdrawiam i dużo weny. I czasu na tworzenie. Dla mnie jesteś wielka
Świetny rozdział,Morgan jak rycerz na białym koniu uratowła Aleca przed tym obślizgłym typem o nieczystych intencjach.A potem to już poezja,takie przeprosiny ,to dopiero coś.Morgan jest w fazie wyparcie się rodzacego w nim uczucia,Alec odważniejszy -przyznał się na razie przed soba ,że kocha.Gorące było to ich popołudnie,wspaniale opisałaś.Weny życzę i oczywiście czekam - nawet do listopada na nowości na Beezar.Pozdrawiam Beata
OdpowiedzUsuńCiekawy pomysł na spędzenie czasu. Piknik przy kominku... Ach jak romantycznie! Kiedy sobie kogoś znajdę - ta jasne, ciekawe kiedy - to trzeba będzie wypróbować te truskawki z miodem. (takich jeszcze nie jadłam). Ale mi się podobało jak Morgan wparował do tego hotelu. Świetne.
OdpowiedzUsuńNo w końcu! Wreszcie, chociaż jeden z nich, zdał sobie sprawę, że kocha drugiego! Jeszcze tylko czas na Latimera. Ta namiętność normalnie się z nich wylewała i zalała mi pokój.
Weny Lu!
Okej, to już oficjalne - ta seria jest moją ulubioną ❤ Ta intryga, rodzące się powoli uczucia, problemy... Takie romanse lubię :D
OdpowiedzUsuńDobrze, że jutro nie mam zajęć na uczelni, bo zainspirowałaś mnie, żebym sama napisała jutro rozdział swojego opowiadania. Dziękuję ❤❤❤
Moja Kasia zdecydowanie nie ma gustu jeśli chodzi o jedzonko (gdybyś słyszała co ona lubi xp) pewnie zabije mnie później za ten komentarz.
OdpowiedzUsuńAle swoją drogą super.
podobał mi się pomysł z piknikiem.
Nie ma co Latimer wie jak zadbać o męża.
Boję sie że to cisza przed burzą.
Z wrogami Morgana nigdy nic nie wiadomo!
czekam i kocham mocno wiesz o tym <3
Witam,
OdpowiedzUsuńpięknie, Margan i to jego nagłe uczucie zazdrości, Alec nie ufa Garettowi tak jak ten myśli, a piknik rewelacja...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie