26 października 2015

Dług - Rozdział 15



 Dziękuję za komentarze. :)


Przyjęcie na ponad setkę osób nudziło Aleca. Zresztą Morgan także nie pałał sympatią do tego typu imprez, ale niestety musiał to znosić dla dobra interesów, pozycji w towarzystwie i dobrego o nim zdania, że jest filantropem i pomaga potrzebującym. W sumie z tym ostatnim nie miał problemów, jak wytłumaczył Alecowi. Chętnie przekazywał odpowiednią sumę na szpitale dla dzieci, hospicja, domy dla potrzebujących matek i zawsze robił to po cichu. Jego aktualni goście też mogliby to robić, niestety, każdy z nich wyłoży na szczytny cel jakąś sumę, ale najpierw musi się zabawić i pokazać innym, jaki kto jest dobry i szczodry.
Alec zawsze zastanawiał się, ile pieniędzy idzie na te wszystkie przyjęcia, koncerty charytatywne. Mógłby się założyć, że w większości z nich wydano więcej pieniędzy na urządzenie imprezy, niż ich zebrano na jakąś pomoc. Zastanawiał się, czy w ogóle w takich przyjęciach chodzi o pomaganie, czy może raczej o pokazanie się w towarzystwie.
– Nigdy nie sądziłem, że będę kiedyś uczestniczył w takim przedstawieniu.
– Widzę, Alecu, że jesteś przeciwny tego typu zgromadzeniom – stwierdził Brian.
– Nie przeciwny temu, że ktoś zbiera pieniądze dla potrzebujących, ale takiemu teatrzykowi tak.
– Niestety, tylko w takiej sytuacji wielu z nich jest w stanie na jeden wieczór zamienić się w filantropa, kochanie. – Morgan objął męża w pasie lewą ręką. W drugiej trzymał kieliszek z szampanem. – Czasami trzeba wyciągać trochę kasy od tych dusigroszów.
– Nie wiedziałem, że Marica Stanford przybędzie. – Rafe dyskretnie wskazał wchodzącą do domu kobietę w towarzystwie korpulentnego mężczyzny. – Nienawidzi cię, a jednak się pojawiła.
– Ta kobieta nie unika takich imprez. Chce się pokazać – rzucił Morgan.
– Na sobie ma więcej kasy niż da na cele charytatywne – dodał Brian.
– A kto to jest? – zapytała Darlin, która towarzyszyła Rafowi. Wciąż się ze sobą spotykali, a jej uczucia każdego dnia rosły, kierując się tylko i wyłącznie ku Caningham’owi.
– Marica Stanford i jej bliźniaczy brat Eric, ten, który jej towarzyszy – wyjaśnił Rafe – należą do bardzo szanowanego rodu, bogatego nie tylko w majątek, lecz historię. Krążą plotki, że gdyby tylko zechcieli, kupiliby całe miasto wraz z ludźmi. Na pierwszy rzut oka wydają się dobrzy, ale to wredni, cyniczni, widzący tylko czubek własnego nosa, ludzie.
– Jedyną wartą osobą w tej rodzinie była Emma. Starsza siostra tych tam – rzucił Morgan, przyglądając się parze rodzeństwa spod przymrużonych powiek. Zatruli mu kilka miesięcy życia, zanim dali spokój.
– Emma? Jest tutaj? – spytał Alec, zbierając ze stołu szwedzkiego drobne przekąski.
– Nigdy już tu nie przyjdzie. Emma, umarła półtora roku temu.
Ręka Aleca zamarła w powietrzu na słowa męża. Coś w tym środowisku umiera za dużo osób.
– Jak to zmarła?
– Stanfordowie sądzą, że Morgan ją zabił i zabrał jej firmę. – Brian popatrzył poważnie w oczy Aleca, które rozszerzyły się w szoku. – Co jest nieprawdą. Emma sama oddała swoją ojcowiznę w ręce Morgana.
– Aha. To chyba za dużo dla mnie. – Wziął pełen talerzyk jedzenia i przeszedł w stronę stolików ustawionych na dworze pod namiotem.
– Zdenerwowało cię to. – Po chwili dołączył do niego Morgan z kolejnym kieliszkiem szampana.
– Oczywiście. Trudno takie rzeczy przyjąć tak swobodnie, jakby ktoś mówił o zmianie koloru ścian.
– To jest naprawdę długa historia. Kiedyś ci ją opowiem. – Przykrył dłoń męża swoją. Nie mógł oderwać od niego oczu. Mógłby patrzeć na niego godzinami. Ciężko mu będzie rozstać się z nim. Gdyby przynamniej istniała szansa, że Alec obdarzy go w przyszłości uczuciem, mógłby zawalczyć o ten związek. Powinien to zrobić. Jak ma się upewnić czy zdobycie serca swojego męża będzie łatwe? Może nie powinien się upewniać, tylko już o to walczyć. – Zatańczysz ze mną?
– Słucham? – Alec przełknął krewetkę, spoglądając na męża. – Nikt nie tańczy.
– Jest muzyka i to nie taka, przy której bolą uszy, więc można potańczyć.
– Ale na takich przyjęciach chodzi się, rozmawia, je, ale nie tańczy.
– Oj tam, uczepiłeś się tego jak rzep psiego ogona. To mój dom, moje przyjęcie i mogę na nim robić co chcę. Poza tym, nie chciałbyś wzbudzić zazdrości dwóch zabijających nas wzrokiem suk?
Alec przez chwilę zmarszczył brwi, a potem zrozumiał, o co chodzi. Niestety, ku jego rozczarowaniu na przyjęcie musiały zostać zaproszone panie, które już nie raz próbowały ich rozdzielić. Kilka tygodni temu Rebeka i Clarice chciały go zdyskredytować w oczach Morgana, wymyślając, że on, Alec Frost, zdradza swojego męża. Wzbudziły wtedy wściekłość Morgana, a w nim samym solidną porcję śmiechu. Gdyby tylko wiedziały na czym polega to małżeństwo, nie męczyłyby się tak z kombinowaniem, lecz poczekały na zakończenie teatrzyku.
– One nigdy się nie wycofają – mruknął.
– Zrezygnują, kiedy naprawdę upewnią się, że u mnie nie mają szans, bo ja widzę tylko ciebie. – Patrząc mu głęboko w oczy, przytknął dłoń Aleca do ust, całując powoli każdy z palców.
Po plecach młodszego mężczyzny przeszły dreszcze. Takie gesty wywoływały w nim lawinę uczuć, a on zapadał się w nie coraz głębiej. W końcu nie będzie już ucieczki, a gdy to się skończy, pozostanie tylko rozczarowanie, złamane serce i wyrwana dusza. Cieszył się każdą spędzoną z nim chwilą, nie chcąc dopuścić do siebie myśli, że z każdym dniem zbliża się koniec tego związku.
Gdybym nie był takim tchórzem, myślał Alec, wyznałbym ci wszystko, a potem niechby się działo co chce. Dla mnie ważne byłoby, żebyś wiedział, co czuję. Kocham cię i to jest mój problem. Coś we mnie krzyczy, abym wyznał ci miłość. Czy byłoby to takie złe? Dlaczego nie mógłbym po przyjęciu zaciągnąć cię do sypialni i powiedzieć jak bardzo cię kocham? Mógłbym to zrobić, nawet powinienem. Czasami patrzysz na mnie tak inaczej, poważniej, przez co wydaje mi się, że czujesz to samo. Mogę to zrobić, prawda? Przecież mnie za to nie zabijesz. Dzisiaj wieczorem, kiedy zostaniemy sami, wyznam co czuję, a potem albo mnie wykopiesz, albo będziemy mieć szansę na to, że ten związek zawarty ze złych powodów, może przetrwać lata. Chciałbym tego.
Morgan obserwował jak zmienia się wyraz oczu pogrążonego w myślach męża. Tak na pewno nie patrzy ktoś, kto nic nie czuje. Ktoś, komu jest wszystko obojętne.
Tak bardzo chciałbym ci powiedzieć, że chyba cię kocham. Jakie „chyba”. Jestem w tym wieku, że doskonale potrafię rozróżnić prawdziwe uczucia, od zwykłego zadurzenia. Jesteś pierwszym, którego kocham i powinieneś się o tym dowiedzieć. Najpierw jednak muszę pozbyć się z domu tych ludzi, ale to później, bo teraz zamierzam z tobą zatańczyć na ich oczach. Pragnę trzymać cię w ramionach, wzbudzając w nich gniew, zazdrość, zaspokajając przy tym moją chęć bycia z tobą blisko.
– Chodź, zatańczymy i niech im w pięty pójdzie. – Wstał, pociągając męża za sobą.
Nie bronił się przed tym. Zanim jednak dotarli w pobliże podium, na którym stali muzycy z jakiegoś zespołu, który załatwił Rafe, zatrzymał Morgana, kładąc mu dłoń na piersi.
– Kiedy to się skończy… To znaczy przyjęcie, chciałbym ci coś powiedzieć.
– Ja tobie też. – Pochylił się, z przyjemnością zgarniając usta Aleca. Pocałunek był krótki, pełen czułości i obietnicy, że to, co powie, będzie dobre. Potem wziął męża w ramiona i zatańczyli, tu gdzie stali, wolny, romantyczny taniec.
Kiedy tak przytulali się do siebie, kołysząc powoli, czerpiąc jak najwięcej z bliskości, świat dla obu przestał istnieć. Zniknęli goście, zastawione stoły, stoliki, nawet zespół muzyczny, byli tylko oni, otoczeni tym, co ich łączyło – mimo że żaden z nich nie wiedział o uczuciach drugiego – zamknięci jakby w szklanej kuli, w ich małym świecie. Morgan całował nieśpiesznie wargi Aleca, budząc we wrogach niesmak, a w tych, którzy im sprzyjali, szerokie uśmiechy, pełne zachwytu. Dla nich nic i nikt się nie liczył, poza ciepłym ciałem, wilgotnymi ustami i bijącymi w zgodnym rytmie sercami.

*

Stała i patrzyła jak ten cholerny Latimer żyje pełnią szczęścia, pokazując te obrzydliwości, podczas gdy jej siostra od dawna leży w grobie, do którego wysłał ją ten człowiek. Marica Stanford z trudem opanowywała nerwy. Była dumną kobietą, dojrzałą, nie mogła zrobić tu sceny przed wszystkimi, ale już niedługo jej wróg będzie skończony, a gdy to się stanie, zostanie mu na grzbiecie jedna koszula, nic więcej.
– Widzisz, Ericu, jak poczyna sobie ten złodziej, który zabrał nam wszystko?
– Całkiem dobrze, rzekłbym. – Napotykając wściekłe spojrzenie siostry, Eric Stanford skulił się w sobie. 
– Zniszczę mu to szczęście raz na zawsze, a ukochany małżonek zostawi go, gdy Morgan nie będzie miał nic. Tacy jak ten młodzik lecą tylko na pieniądze, więc z przyjemnością sobie popatrzę, jak zakochany niczym nastolatek Latimer będzie cierpiał z powodu utraty męża i majątku. Do tego sprawię, że nazwisko Latimer nie będzie noszone z dumą. Każdy dziennikarzyna dowie się, jakim złodziejem jest ten człowiek. Jak ukradł czyjąś firmę, byle ratować swoją i kto wie, ile razy tak robił. Nasz człowiek musi się tego dowiedzieć. – Spojrzała w bok na współpracującą z nimi osobę. – Powiedz mu, że dzisiaj chcę z nim porozmawiać. Niech przyjedzie o dwudziestej. Wpłać też jakąś małą sumkę, nie za dużo, oczywiście, dla tych umierających z biedy dzieciaków i wracamy do domu. Już mam dość przebywania w cuchnącym domu Latimera – szepnęła, jeszcze rozglądając się, czy nikt ich nie słyszy. Była bardzo nieostrożna, a ściany mają uszy. Cóż, ona ma szpiegów, a i tak nie zawsze wie, co się dzieje.
– Dobrze, Marico, zaraz to zrobię. Chociaż ja wolałbym zadzwonić do naszego człowieka. Nikt nie powinien widzieć nas razem.
– Masz słuszność, bracie. Rób, co trzeba. – Powróciła jeszcze na jedną chwilę do tańczącej pary, zanim odwróciła się, powiewając swoją suknią, by opuścić dom, który niedługo będzie należał do niej.

*

Alec odsunął się nieznacznie, kiedy utwór dobiegł końca. Twarz pokrywały mu rumieńce wstydu, że tyle ludzi się na nich gapi. Odnalazł wzrokiem Darlin, która pozwalając, by jej partner odebrał telefon, zauważyła go i uniosła kieliszek szampana. Skinął jej głową. Znów byli dobrą parą przyjaciół. Ona nie próbowała oczerniać w jego oczach Morgana, tym bardziej, że wyraźnie zauważało się nić sympatii do tego mężczyzny, a on zaakceptował ją i Rafe’a razem, ciekaw, co z tego wyniknie. Na początku nie dałby sobie ręki uciąć, że z tego coś będzie, natomiast teraz zapowiadało się na coś konkretnego. Tym bardziej, że podobno mężczyzna nie spotykał się z innymi kobietami.
– Znów mi odleciałeś – szepnął Morgan do ucha męża.
– Przepraszam. Myślałem o Rafie i Darlin.
– Rafe dużo o niej mówi, jest nią oczarowany. – Pogłaskał go po policzku.
– Ona nim także.
– Będzie dobrze, nie martw się o nią. Żaden z nas nie jest takim dupkiem, na jakiego wygląda w oczach ludzi.
– Wiem. Ludzie oceniają za szybko.
– Niestety. Zatańczysz ze mną jeszcze? – zapytał Morgan, już oplatając go rękoma w pasie.
– Chętnie, ale chyba twój przyjaciel chce z tobą porozmawiać.
Morgan zerknął w bok i westchnąwszy, puścił Aleca.
– Ten to ma wyczucie czasu. Co tam, Rafe.
– Wybaczcie, że przeszkadzam, ale to ważne, Morganie.
– Chodź do gabinetu. Wybacz, Alec.
– Nie ma sprawy, dotrzymam towarzystwa Darlin.
– Kazałem też przyjść Brianowi, ale nie wiem, co zrobi. Niedługo wychodzi. Umówił się z taką ładną brunetką – poinformował Rafe.
– Kiedy on dorośnie? Wczoraj była ruda.
– Dorośnie, kiedy trafi na swoją drugą połowę. – Rafe popatrzył ciepło na Darlin śmiejącą się z jakiegoś, zapewnie świńskiego żartu Briana. – Morgan, chodź, to ważne.
Morgan nie oparł się ucałowaniu męża jeszcze raz i dopiero po tym mógł go na trochę opuścić, zaintrygowany napiętą postawą starego przyjaciela.

*

Drzwi gabinetu z cichym trzaskiem zamknęły się za nimi. Morgan odetchnął pełną piersią, uwolniwszy się na trochę od tych wszystkich ludzi. Jak on ich nie znosił. Nie wszystkich, bo paru jego gości było wartościowymi osobami, ale większość z egoizmem i chciwością żyła za pan brat. Sam taki bywał, ale u innych te cechy bardzo go denerwowały.
– Co tam takiego się dzieje, że nie może poczekać do jutra? – Zdjął marynarkę i starannie odłożył ją na oparcie kanapy. Jeszcze będzie musiał ją włożyć. Wsunął ręce do kieszeni.
– Ktoś wykupuje akcje twojej firmy.
– Słucham? – Zmarszczył brwi.
– Dzwonił do mnie jeden z akcjonariuszy. Jakaś osoba zaproponowała mu niezłą sumkę za jego udziały. Dwight poinformował mnie również, że rozmawiał z Baloghem, który wczoraj dostał tę samą propozycję i z niej skorzystał.
– Niech to jasny szlag trafi! – wrzasnął Morgan, przechadzając się nerwowym krokiem po pomieszczeniu.
– Ktoś chce przejąć kontrolę nad…
– Wiem! I tak mam większość akcji niż oni wszyscy razem wzięci, ale nie podoba mi się to. – Wycelował palcem w Rafe’a. – Dowiedz się, kto za tym stoi, choćbyś miał przetrząsnąć całe miasto. Chcę mieć tego kogoś podanego na tacy, a potem obedrzeć go ze skóry. Ktoś zaczął wojnę z Morganem Latimerem, to niech się ma na baczności, bo go zniszczę.
– Podejrzewam, że ta sprawa z utrudnianiem ci interesów, rozwoju firmy, ma z tym dużo wspólnego.
– Ja to wiem, Rafe. Wtedy nic nie robiłem, ale teraz chcę znać nazwisko osoby, która mi szkodzi. I znajdź kreta. Jak temu komuś darowałem, tak nie daruję więcej – zawarczał przez zaciśnięte zęby. Charakterystyczne pukanie do drzwi zwróciło jego uwagę, więc odezwał się ostro: – Właź, Brian. Już dawno powinieneś tu być.
– Wybacz, ale ta kobieta…
– Pierdolę twoją kolejną kobietę! Masz zająć się pracą! Rafe ci wszystko wytłumaczy.  – Usiadł, chowając głowę w dłoniach. Co za menda się go uczepiła? – Nigdy nikomu nie zaszkodziłem, chyba że ktoś na to zasłużył.
– Jak Andrew Frost? – zapytał Rafe.
– Właśnie.
– Tylko, że zacząłeś swoją zemstę i jakoś jej nie kontynuujesz – wtrącił Brian. – Pobrałeś się z jego synem, bo chciałeś go przelecieć, a inaczej pewnie nie dałby ci się.
– Zamknij się, Brian!
– On ma rację – rzucił Rafe, podchodząc do barku i nalewając dla nich po szklaneczce alkoholu. – Najpierw namawiasz nas do pomocy, chcąc wykończyć człowieka, knujesz doskonały plan zemsty – dzięki czemu nikt nie będzie cię o nic podejrzewał – aby stary Frost popadł w długi, nałogi. – Podał Brianowi szklankę wypełnioną trunkiem. Tę Morgana odstawił, bo mężczyzna odmówił. – Potem bierzesz za męża jego syna, z zamiarem zabawienia się, a teraz nie robisz nic. Nie prowadzisz swojego planu dalej. Andrew Frost jeszcze nie wylądował na ulicy.
– Dlaczego chcesz zniszczyć mojego tatę?! – głos przepełniony furią rozległ się w gabinecie.
Morgan natychmiast zerwał się z kanapy chcąc podejść do Aleca.
– Nie zbliżaj się do mnie! Nie chcę cię więcej widzieć! Jesteś obrzydliwy! Jak mogłeś doprowadzić mojego tatę, Bogu ducha winnego człowieka, do takiego stanu?! Cholera, jak ja mogłem pozwolić ci się dotykać! – Alec złapał się za włosy i pociągnął je. Chciał tylko powiedzieć Morganowi, że goście wychodzą i jako gospodarz miał obowiązek ich pożegnać. Podszedłszy pod drzwi, usłyszał nazwisko swojego ojca, i już nie potrafił nie podsłuchiwać. Nie wierzył własnym uszom. Latimer, człowiek, którego pokochał, ułożył sobie jakiś perfidny plan dla zabawy i prawie doprowadził jego rodzinę do katastrofy. – Jesteś wyrachowanym, zimnym draniem! Takich jak ty nie obchodzą zwykli ludzie. Sądziłem, że jesteś inny. – Morgan podszedł do niego o krok, więc on się cofnął. – Powiedziałem, nie zbliżaj się, bo nie ręczę za siebie! Sądziłeś, że głupiutki Alec nie dowie się prawdy?! Fajnie się bawiło mną, knując za moimi plecami? Za co? Nawet go nie znasz? Za co uwziąłeś się na mojego tatę?!
To nie tak miało być. Alec miał nie poznać prawdy, a jak coś, to na pewno nie w taki sposób. Chyba przyszła pora na wyjaśnienie wszystkiego. Podszedł szybko do męża, żeby chwycić go za ramiona i przyciągnąć do siebie, ale nie zdołał tego zrobić. Zanim się spostrzegł, Alec zamachnął się i uderzył go solidnie z pięści prosto w szczękę. Głowa Morgana odskoczyła na bok.
– Powiedziałem ci dwa razy, żebyś się do mnie nie zbliżał i moje słowa cały czas znaczą dokładnie to samo, ale widać twój mózg przeżarty jakąś zemstą już doszczętnie zniknął! – Alec nadal trzymał zaciśniętą pięść uniesioną do góry. – Nigdy już nie pozwolę ci się dotknąć! Co tam, nigdy mnie już nie zobaczysz! Mam w dupie twoje wyjaśnienia i wszystko. Chcesz zniszczyć mojego tatę, to najpierw musisz to zrobić ze mną, ty cholerny skurwysynu! Jadę do mojego prawdziwego domu, a jak coś, to wolę mieszkać pod mostem niż w złotej, zgubnej klatce!
– Alec, wysłuchaj mnie!
– Ciebie? Po co? Żeby wysłuchać kolejnych kłamstw?! Spierdalaj! Nie chcę cię więcej widzieć! Możesz zrobić co chcesz. Zniszczyć nas, wywalić z domu, bo jak rozumiem ten cały kontrakt obejmował to, że kiedy zerwany zostanie związek mam spłacić dług. Nie spłacę go! – Odwrócił się na pięcie. Nie spędzi w tym domu ani minuty dłużej.
– Alec! – Morgan wybiegł za mężem. Goście gapili się na nich, ale miał to głęboko w poważaniu. Teraz musi zatrzymać męża, bo inaczej już nigdy go nie zobaczy. Partner zabrał kluczyki i pobiegł do swojego samochodu. On miał zrobić to samo, niestety został zatrzymany przez Briana i Rafe’a.
– Daj spokój, stary, nie możesz prowadzić w takim stanie – powiedział Rafe. – Zostaw go, niech ochłonie.
– Puśćcie mnie, bo wam przypierdolę! – Wyrwał się mężczyznom. – Jeśli dzisiaj tego nie naprawię na zawsze go stracę, a na to nie pozwolę!

*

Alec, ignorując kolejny dzwonek telefonu, prowadził szybko, ale pewnie, pomimo trzęsących nim nerwów. Czym więcej upływało czasu, tym bardziej czuł się zawiedziony, zraniony i roztrzęsiony. Zaufał temu człowiekowi i co dostał? Hazard, alkoholizm, dług, to wszystko sprawka Latimera, a do tego dochodziło złamane serce.
Niech go szlag! Co za podstępny diabeł! Jak mogę go kochać? Muszę pozbyć się tych uczuć, myślał, zatrzymując się z piskiem opon na czerwonym świetle. Nigdy się nie nauczę, żeby nie ufać. Potem tylko dostaję po tyłku.
Tym razem oberwał znacznie mocniej. Takie jego życie. Najlepsze, że dzisiaj chciał wyznać mu uczucia. Morgan pewnie wyśmiałby go. Co z tego, że był taki miły dla niego, niemal idealny, kiedy za plecami uknuł jakąś intrygę.
– I on mówi, że Robertson jest zły? Śmiało może do niego dołączyć. Obaj są siebie warci – burknął do siebie samego, skręcając na podjazd swojego domu. Już nigdy więcej nie da się nikomu omamić. Może powinien dopuszczać do siebie facetów i wyłącznie pieprzyć się z nimi, ale nikomu nie może już pozwolić dotrzeć do swojego serca, które i tak nadal nie ma miejsca na uczucie do kolejnej osoby. Niestety, Latimer nadal w nim mieszkał i obawiał się, że tak łatwo nie dojdzie do wyprowadzki.
Oparł czoło o kierownicę. Nie ma na nic siły. Skończyło się to, co się ledwie zaczęło. Te szesnaście tygodni, były niczym z bajki. Nie zawsze było różowo, ale naprawdę dobrze im się żyło. Na wspomnienie tego serce go bolało. Chyba tylko on musi tak cierpieć. Jakaś karma, czy co? Nie przypominał sobie, żeby komuś zrobił coś takiego. Paul? Paul go nie kochał. Chodziło mu tylko o jedno. Zresztą byli dzieciakami. Widocznie tak musi z nim być.
Kolejny denerwujący dzwonek telefonu zadudnił mu w głowie. Wyprostował się i spojrzał na dom rodzinny. Pewnie go stracą, przecież chwilę temu zerwał umowę. Jeśli tylko Latimer nie puści ich z torbami, to może znajdą coś małego, skromnego i jakoś przeżyją. Nadal przecież ma pracę w hotelu. Jak dobrze, że nie musiał dzisiaj do niej iść. Zebrał się jakoś w sobie i z trudem, czując się jak staruszek, wyszedł z samochodu. Nawet pogoda go nie cieszyła. Darlin jeszcze na przyjęciu wspominała, że jest przepiękne popołudnie. Teraz na pewno jest taki sam wieczór, ale on i tak odnosił wrażenie, że pada deszcz, a chłodne krople spływają po jego policzkach jak łzy, które, pomimo ogarniającego go bezgranicznego smutku, nie zamierzały nadejść. Wszystko przez to, że nadal władała nim złość. Mógłby rozszarpać Morgana. Nawet nie chciał wiedzieć, co, po co, dlaczego. Co mu da jakakolwiek wiedza, bo i tak nie wróci już do tego mężczyzny.
Smętnie powlókł się do domu. Przekroczył jego próg, w przedpokoju założył kapcie i już zamierzał udać się do swojego pokoju, kiedy z salonu wyszła mama.
– Alec?
– Hej, mamuś. Wybacz, ale nie jestem w stanie z nikim rozmawiać – odpowiedział cicho, głosem odległym o setki mil.
– Masz gościa. On czeka na ciebie od kilku minut. Powiedział, że nie wyjdzie, dopóki nie porozmawiacie.
Serce mu szybko zabiło, a w gardle pojawiła gula. I dlaczego poczuł nadzieję? Po co, na co? Przecież nic się nie zmieni.
– On?
– Musimy poważnie porozmawiać, Alecu i wysłuchasz mnie. Pora żebyś poznał prawdę, kim jest twój ojciec – powiedział Morgan, stając w drzwiach salonu.

15 komentarzy:

  1. no cholera jasna! z dusza na ramieniu czekam na nastepny rozdzial, ktory okazuje sie wspanialy i takie zakonczenie.... no no!! jeny!!! az jestem roztrzesiona!! wspanialy :((

    OdpowiedzUsuń
  2. No to mnie zmroziło, ale i tak nie ma chyba usprawiedliwienia za kłamstwo, albo zemsta albo miłość...

    OdpowiedzUsuń
  3. To było za krótkie. Ledwo się akcja rozwinęła a Ty już ją uciełaś.
    No dobra koniec marudzenia. Było świetnie,
    Pa,pa .
    Mefisto

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie krótki! Ale jest cudny... Śledzę twojego bloga prawie od poczatku ale pisze dopiero teraz:) Mam nadzieje ze Alec go wysłucha. Nie mogę się doczekać poniedzialku. Kocham twoja twórczość
    Weny
    Yuki Hurogatti

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz ja mam ochotę na morderstwo - na tobie. Nigdy się nie przyzwyczaje że w takich momentach przerywasz. Super rozdział ale nie mogę się doczekać do następnego

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow... Moje oczy są jak spodki od filiżanek (1% z gorączki i 99% od czytania). Rano zupełnie zapomniałam przeczytać, bo kiepsko się czułam... Rozdział jak zawsze cudowny. Jeszcze tylko 5 i Epilog... Chyba zniosę jajko z oczekiwania :P Mam nadzieję, że szybko się pogodzą, a wszyscy źli dostaną to, na co zasługują.
    Pozdrawiam i dużo weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kobieto nawet sobie nie wyobrażasz jaka była moja reakcja na to, gdy Alec usłyszał rozmowę Morgana, Briana i Rafa. Mogę tylko Bogu dziękować, że w domu nikogo nie było kiedy darłam się na głos "Nie! To nie może być prawda! Przecież oni mieli dziś wyznać sobie uczucia! Nie!!!" I tak w kółko. Ja tu cała w skowronkach, a tu BUM! Cholera nooo! A w dodatku zakończyłaś w takim momencie! I jak ja mam teraz przeżyć do przyszłego tygodnia?! Za zakończenie rozdziału takim perfidnym sposobem powinno się karać! A tak z innej beczki, to bardzo lubię Rafa i Briana są takim odzwierciedleniem wspaniałych i wiernych przyjaciół. Mam nadzieję, że to cholernie rodzeństwo nie doprowadzi do tragedii i po prostu są mocni w gębie, a Morgan i Alec poradzą sobie z nimi bez rozlewu krwi. Rozdział cudowny, nie spodziewałam się czegoś takiego.
    Weny Lu!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę spodziewałam się że Alec pozna prawdę ale w ten sposób?
    Biedny, podejrzewam iż prędzej, czy później w jakiś sposób by ją poznał. Alec jest zaślepiony w ojca a ja jestem ciekawa co takiego zrobił tamten mężczyzna iż Morgan tak bardzo pragnie zemsty.
    I ja mam czekać cały tydzień?
    I w dodatku liczyłam, że w końcu powiedzą sobie co czują a ty to przerwałaś.
    Ech chyba najbardziej emocjonujący rozdział jakiego oczekiwałam.
    Jesteś cudowna, wiesz? Wiesz, wiesz mówiłam Ci to nie raz.
    I potwierdzam te słowa.
    Blogger bez Ciebie nigdy nie będzie taki sam.
    Po prostu kocham i kocham!
    Całym małym serduszkiem!

    OdpowiedzUsuń
  9. NIE ZNOSZĘ CIĘ Q__Q
    Będę teraz cierpieć, czekając do następnego poniedziałku...
    MOJE SERCE BOLI

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja pi****le normalnie jazda bez trzymanki, to opowiadanie jest najlepsze jakie czytałam dotychczas poważnie jestem pełna podziwu szacunek.

    Pozdrawiam Valhalla.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobra doszłam do wczorajszego rozdziału XD
    Jestem ciekawa jak Morgan dojechał do jego domu szybciej niż on sam.. magia. Bardzo spodobała mi się fabuła tego opowiadania i ze zniecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jechał inną, krótszą drogą. Dlatego dotarł pierwszy. :)

      Usuń
  12. Witam,
    Morgan chce powiedzieć Alecowi, ze go kocha, ale czeka do zakończenia przyjęcia, Rafe czy Braian jest szpiegiem, stawiam na Braiana... uuu Alec usłyszał wszystko i się bardzo zdenerwował, czyli co po rozwodzie powinien spłacić cały dług, jak to się stało, ze Morgan był szybciej u niego w domu?
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)