Hej. Mam dylemat. Ostatnio jakaś Kasia zapytała mnie czy nie zechciałabym wstawić całości "Długu" na Beezar. Szczerze mówiąc to nie wiem co robić. Niby nadal bym go publikowała na blogu, jak do tej pory, ale całość, mogłaby pojawić się do kupienia i kto by chciał, to by kupił, a kto nie to nie. Tylko, że ci którzy by kupili czekaliby kolejne tygodnie na tekst na blogu. "Dług" nadal jest w poprawie. Akemi już co prawda kończy, ale pracy nad nim jeszcze dużo, więc tak od razu by się nie ukazał. Wbrew pozorom to nie jest takie proste. I jaka niby tu by miała być cena. Za niska nie mogłaby być, żeby mi ludzie z bloga nie uciekli. Hahahaha. Ale za wysoka też nie. Nie wiem co mam zrobić. Jestem w kropce. Tym bardziej, że to tekst, który nie miał być do sprzedaży. Może mógłby się pojawić na jakiś czas... Tak myślę od soboty i w sumie nic nie wymyśliłam. Chciałabym być fer dla każdego czytelnika. Bo jedni kupią, a inni będą musieli czekać do końca, by poznać całość, jeszcze inni pewnie coś innego.
Dlatego Wam zostawiłam decyzję do podjęcia. Obok, po prawej, w sobotę pojawiła się ankieta. Sami zdecydujcie co mam zrobić. Ja się dostosuję do większości głosów.
Nadal zapraszam do zakupienia Znalezione na strychu i Klucz do serca. http://www.beezar.pl/p/luana
Ktoś się też mnie pytał kiedy pojawi się 3 część z serii Obrazów miłości. Nie wiem. Tekst jest w trakcie tworzenia i ma dopiero 5 rozdziałów, a zapowiada się dość długi i ciężki dla mnie w pisaniu. W tym czasie piszę także inny tekst obyczajowy "Buntownik" z akcją w Polsce i trochę to trwa. :) Na wszystko trzeba czasu. :)
Nadal zapraszam do zakupienia Znalezione na strychu i Klucz do serca. http://www.beezar.pl/p/luana
Ktoś się też mnie pytał kiedy pojawi się 3 część z serii Obrazów miłości. Nie wiem. Tekst jest w trakcie tworzenia i ma dopiero 5 rozdziałów, a zapowiada się dość długi i ciężki dla mnie w pisaniu. W tym czasie piszę także inny tekst obyczajowy "Buntownik" z akcją w Polsce i trochę to trwa. :) Na wszystko trzeba czasu. :)
W imieniu Silencio zapraszam do zakupu jej pierwszej książki. Jako, że sklep wydawnictwa znów nie działa, dodaję link to Gildi, gdzie można kupić "Czerwone niebo" po niższej cenie KLIK
Dziękuję za komentarze i zapraszam na rozdział.
Obiad podano w jadalni, która zachwycała
Darlin podziwiającą kunszt architekta i dekoratora wnętrz. Alec nie za bardzo
słuchał jej szczebiotania, przyglądając się zachowaniu męża, gdyż wyglądało na
to, że ten jest czymś zdenerwowany. Chciał go o to zapytać, ale to nie była
odpowiednia pora i na pewno nie zrobi tego w obecności przyjaciółki. Możliwe,
że w pracy coś poszło nie tak, bo mogło o tym świadczyć choćby samo to, że
Morgan zjawił się wcześniej w domu. Podobno zawsze pracował do późna. Czyżby
przyjechał z tego powodu, gdyż on tu jest? Jednak wtedy nie byłby taki
nieobecny myślami. Chyba. Zresztą nie powinno go to obchodzić, przecież tak
naprawdę nie są parą. Z drugiej strony nie jest osobą, która potrafi przejść
obojętnie koło obcego, gdy ten potrzebuje pomocy, dlatego też nie mógł zostawić
Morgana. Mają żyć ze sobą przez rok, a to jest przecież kawał czasu i wątpił,
że będzie zimnym draniem przez tak długi okres. W ogóle nie potrafił być
skurwielem, jak inni. Za szybko przywiązywał się do ludzi, a potem z tego
powodu cierpiał, ale i tak nigdy nie uczył się na błędach. Poza tym pierwsze
wrażenie po pierwszym spotkaniu z Morganem było całkiem inne, osądzał go wtedy
inaczej, a teraz sam nie jest pewny, co ma o nim myśleć. Tej nocy był dla niego
dobry, zajął się nim, obudził z jakiegoś snu, w który zapadł po tym, co mu
zrobił Paul. Zawsze był zdania i to się raczej nie zmieni ani teraz, ani w
przyszłości, że po pierwszym wrażeniu nie ocenia się ludzi, ale co innego ma
zrobić, jak nie oceniać swojego niechcianego przecież męża, po pierwszej,
wspólnie spędzonej nocy?
– Za dużo myślisz – stwierdził Morgan.
– Słucham? – Rozejrzał się. – Gdzie jest
Darlin?
– Poszła do toalety. Dwa razy pytała się
ciebie, gdzie jest wc, a ty nie reagowałeś. O czym myślisz? – Obrzucił Aleca
tym swoim niesamowitym wzrokiem. Zdążył już zauważyć, jak to działa na
partnera.
– O tym, dlaczego wydajesz mi się być
zdenerwowany.
– Praca. Nie zawsze pewne rzeczy idą po
mojej myśli, ale dzisiaj doszło do tego jedno prywatne spotkanie, które trochę
zszargało mi nerwy. – Dlatego odwołał inne zaplanowane zebrania i wrócił do
domu. Chciał popracować tutaj, ale kiedy zobaczył Aleca, nie mógł go nie
pocałować i nie zjeść z nim obiadu. Poza tym chętnie poznał jego przyjaciółkę.
Chyba pierwszą normalną kobietę, poza Anną i Doroty, którą spotkał. – Po
obiedzie popracuję w gabinecie. Na pewno chcesz spędzić trochę czasu z panią
Stark.
– Niechby spróbował powiedzieć, że nie –
wtrąciła Darlin, zachwycona również dużą łazienką i wszystkim wokół. Pieniądze
nigdy jej nie imponowały, a pracując w hotelu spotykała nie jednego bogacza i
większość z nich była zwykłymi prostakami przyjeżdżającymi się tylko zabawić ze
swoimi kochankami, podczas gdy w domu czekała na nich żona, ale zawsze
podziwiała piękne miejsca, w tym też budowle. Nie chciała jednak dać się zaślepić
temu wszystkiemu, bo przyszła tutaj tylko po to, żeby zobaczyć, czy jej
przyjaciel dobrze się czuje. Cieszyła się, że poznała tego Latimera i zawsze
czujna, obdarzona szóstym zmysłem, nie czuła od niego niczego niepokojącego,
chociaż naczytała się o nim dużo złego i nie mogła mu ot tak ufać. Nie chciała
ufać, bo martwiła się o swojego przyjaciela. Mogła się mylić, że Latimer go
skrzywdzi, bo na razie widziała przecież zmęczonego mężczyznę po trzydziestce.
Tak, tylko było jedno „ale”. Ten człowiek wykorzystał dług ojca Aleca, aby
zaciągnąć do łóżka jej przyjaciela. Dlaczego musiał wyjść akurat za niego? To
ją ciekawiło, a kobieca ciekawość nie jeden raz doprowadzała ją do szaleństwa.
– Tak, chętnie porozmawiam z
przyjaciółką. Napijesz się jeszcze czegoś? – zapytał kobietę, bo rozmowa jakoś
im się nie kleiła.
– Nie, dziękuję. Panie Latimer, niech mi
pan powie, dlaczego chciał pan wziąć ślub z Aleciem? Równie dobrze mógł pan
zażądać, żeby był pańskim kochankiem, zamiast zmuszać do ślubu, który wiąże ze sobą
ludzi. – Nie wytrzymała, musiała poruszyć ten temat. Jeśli nie pozna
odpowiedzi, przez kolejne noce nie będzie mogła spać.
Morgan roześmiał się do siebie w duchu.
Czekał na to pytanie i miał na nie gotową, prawdziwą odpowiedź. Odłożył widelec
i otarłszy usta serwetką, napił się jeszcze wody, zanim odpowiedział.
– Są dwie takie… panie, które usilnie
żądały ode mnie ślubu.
– Konkretnie chodziło im o majątek –
dodał Alec, również skończywszy posiłek. Doskonale pamiętał o czym mówiła Anna
i teraz chciał pokazać Darlin, że zna powód tej umowy. Nie zamierzał bronić
Morgana, ale czuł wewnętrzną potrzebę, że musi to zrobić.
– Dokładnie. – Służba znów musiała
plotkować na jego temat. – Alec jest poniekąd moim zabezpieczeniem. W sumie
obaj robimy coś dla siebie.
– Raczej on dla pana, bo nie wiem, co
pan robi dla niego. Jakoś zmuszenie do ślubu nie jest żadną przysługą. Zażądał
pan tego pseudo związku w zamian za unieważnienie długu. Niech mi pan powie,
czego jeszcze zażąda, żeby…
– Darlin, dość. Wiesz, co chciałaś
wiedzieć. – Doskonale rozumie troskę przyjaciółki, ale chyba nie przyjechała
tutaj prowadzić przesłuchania. Zamierza ją stąd zabrać, pokazać ogród i tam
szczerze porozmawiać. Jeśli chce coś wiedzieć, niech jego pyta. Nie, żeby znów
bronił przed nią Morgana, po prostu nie chce wyjść na kogoś w rodzaju
maminsynka i malutkie dziecko, które z niczym nie da sobie rady. Ile razy
będzie jej powtarzał, że jest facetem, a nie chłopcem, do tego specjalnej
troski, potrzebującym jej opieki?
– Alecu, twoja przyjaciółka po prostu o
ciebie dba. To zrozumiałe w tym przypadku, szczególnie, kiedy zapewnie
zapoznała się z opinią o mnie. – Obrzucił kobietę wzrokiem. Wbrew pozorom
szanował to, co robiła. Dobrze, że przyjechał do domu, bo dzięki temu uspokoił
się i zanim spędzi wieczór sam na sam z mężem, jeszcze popracuje w domu, mając
zdecydowanie lepszy nastrój. – Zostawiam was samych, muszę wykonać kilka
telefonów. Cieszę się, że panią poznałem. – Skłonił głowę i nie czekając na jej
odpowiedź, wyszedł.
– Przesadziłaś – warknął Alec, wstając.
– Co, przeleciał cię i nagle jesteś po
jego stronie? Wiesz, kim on jest? – Stanęła naprzeciwko przyjaciela.
– Tak, czytałem to samo co ty.
Podkreślam, że są to tylko nieliczne wzmianki o nim, takie jak ta, iż jest
bezwzględnym w interesach typem, który wspina się po kolejnych szczeblach
kariery po trupach. Nie przebiera w środkach, żeby osiągnąć swój cel. Co mnie
do tego? Wiem tylko, że nie prowadzę z nim interesów…
– To, co zrobiliście, to też interes.
Skąd wiesz, czego on jeszcze zażąda?
– Nie wierz we wszystko, co piszą w
Internecie i gazetach. Wiem, że w ciągu tych kilkunastu minionych godzin dał mi
więcej niż Paul w ciągu kilku tygodni. Chodź, przejdziemy się.
– Jeszcze wczoraj umierałeś ze stresu,
przeleciał cię i… – Zamilkła, widząc jego piorunujący wzrok na sobie.
– Darlin, ja muszę z nim żyć i chcę to
zrobić w spokoju. Nie akceptujesz tego związku i mnie też trudno go nim
nazywać, ale błagam, nie bądź zołzą.
– Spoko, zdenerwowałam się. Wykorzystuje
cię – dodała, jakby nie umiała zamknąć ust na kłódkę.
– Przecież wiedziałem, na co się piszę,
nie jestem dzieckiem. Chodź, chciałaś obejrzeć ogrody, tam porozmawiamy na
spokojnie.
Szli spacerkiem w milczeniu, bo Alec nie
chciał zaczynać rozmowy. Jeśli Darlin chciała się czegoś dowiedzieć, niech
pyta. Znał jej stanowisko i nie zamierzał się z nią kłócić. Potrzebował jej,
tak samo jak reszty swoich znajomych, u których mógł przewidzieć naprawdę różne
reakcje, kiedy im o wszystkim powie. Nie śpieszyło mu się do spotkania z nimi,
ale jutro, przed zobaczeniem się z rodzicami, najlepiej wieczorem, chciałby
umówić się z przyjaciółmi i pogadać, zanim zajrzą do gazet z ogłoszeniami. W co
wątpił, bo nikt z nich nie czyta magazynów dla bogaczy, na całe szczęście.
Zaprowadził przyjaciółkę do części ogrodu,
w którym jeszcze nie był. Znajdował się tutaj duży staw otoczony roślinami, a
nad nim mostek prowadzący na drugą stronę, do tarasu otoczonego żywopłotem i z
ławeczką ustawioną tuż przy wodzie. Nie poszli tam, tylko przystanęli na
mostku, przyglądając się rybom i roślinom widocznym pod krystalicznie czystą
wodą.
– Fakt, pięknie tu – przyznała Darlin.
Jej artystyczna dusza została zaspokojona. – Zastanawiam się, ile kasy poszło
na to, żeby stworzyć ten cud natury.
– Pewnie dużo – powiedział i ponownie
zamilkł, opierając się łokciami o barierkę.
– Będziesz teraz milczał, bojąc się
kłótni ze mną? Jak uważasz, ale martwię się o ciebie. Dobra, fakt, facet jest
cholernie seksowny, wysyła tony feromonów. Będąc przy nim nie myśli się o
niczym innym, jak o tym, żeby dać mu się zaciągnąć do sypialni i nie wyjść z
niej przez następne godziny, ale seks to nie wszystko. Kochał się z tobą i był
genialny, jednak nie daj się temu zaślepić. Postąpił podle, wykorzystując
sytuacje i kto wie, co jeszcze może wykombinować lub kombinuje. Nie znasz go, a
jedna noc razem niczego nie zmienia – wypluwała z siebie potok słów niczym
karabin maszynowy.
– Powiedziałem ci, że już to wiem. Co
innego też ci powiedziałem. Poza tym ten facet w jedną noc dał mi więcej niż
mój chłopak. Do tego zaakceptował mnie, a to jest dla mnie ważne. – Spojrzał na
nią, zakładając włosy za ucho i od razu tego pożałował, gdy jej wzrok spoczął
na jego szyi.
– To wygląda tak, jakby cię oznaczył.
Ile masz tych malinek?
– Wiesz co? To wygląda – powtórzył jej
słowa – jakbyś była zazdrosna, bo już dawno faceta nie miałaś i to nie takiego
cholernie gorącego. Tylko pamiętaj jedno, ty miałaś już paru, ja nikogo, bo
zawsze trafiały mi się jakieś dupki.
– Wystarczyło, żebyś się przemógł i z
kimś poszedł do łóżka, ale ty byłeś tchórzem, więc ktoś cię w końcu do tego
zmusił! – podniosła głos. Dlaczego nie rozumiał, że chce dla niego dobrze?
– Poniekąd mnie zmusił, ale chciałem
tego! Tak, chciałem i nadal chcę, bo kurwa, chcę zaznać czegoś więcej,
zobaczyć, że jestem facetem, a nie cipką i odczep się ode mnie, i tego tematu!
– krzyknął. – Wiem doskonale, że on nie jest idealny, ale to ja z nim będę
sypiał, mieszkał, jadł posiłki i żył, jak już ci powiedziałem i niech to do
ciebie dotrze! Czemu nie szalałaś tak wczoraj i przez ostatni tydzień, dlaczego
nie pomogłaś mi znaleźć rozwiązania, tylko mnie dzisiaj dobijasz?! Miałem dobry
dzień, o dziwo, a ty przylazłaś i mi tu pierdolisz – ściszył głos do szeptu.
– Skoro tak, to chyba nie mam co tutaj
robić. – Kobieta zdenerwowała się i odwróciła na pięcie. – Pogadamy jutro.
Może. Odprowadzisz mnie czy mam zabłądzić? – Wbiła w niego ostre spojrzenie.
Sama nie wiedziała, dlaczego tak reaguje. Może to przez to, że jej przyjaciela
zmuszono do bycia z kimś, kogo nie kochał, a ona chciała, żeby poznał kogoś i
pokochał z wzajemnością. Tylko czemu nie potrafiła mu tego powiedzieć w ten
sposób, a uczepiła się seksu? Głupia jest. Przecież Latimer go nie zgwałcił, a
Alec po Paulu i tamtym zdarzeniu miał tak wielką traumę, że nie wiedziała wtedy
jak mu pomóc. Chyba to dlatego tak się zachowuje, bo sprawy intymne dla jej
przyjaciela są bardzo delikatne. Do tego nadal jest zdenerwowana po tym, jak
Alec nie odbierał jej telefonów. Szalała z niepokoju i bardzo żałowała, że nie
mogła być z nim na tym pseudo ślubie. – I odbieraj telefony lub dzwoń. No i
przepraszam. Zbliża mi się okres, nosi mnie, sam wiesz, po prostu mam ochotę
komuś przypierdolić. To nie była dobra pora na wizyty – wytłumaczyła się.
–
W porządku. Zadzwonię jutro. Poza
tym rozmawiałem dzisiaj z mamą. Tata znów kolejną noc przesiedział w kasynie,
wrócił pijany jak bela, pokłócili się. Boję się, co będzie, kiedy ja zostanę
tutaj, a nie z nimi. Nie odpowiadaj – dodał, kiedy już otwierała usta. Nie miał
dzisiaj sił nad tym myśleć.
Odprowadził przyjaciółkę do jej
samochodu. Kobieta wrzuciła torebkę na tylne siedzenie i, kiedy uprzejmie
otworzył drzwi kierowcy, spojrzała na niego, a po chwili przytuliła, by już nic
nie mówiąc wsiąść do auta. Gdy odjeżdżała, pomachał jej jeszcze, ciężko wzdychając.
Ciekawiło go, co ona zrobiłaby na jego miejscu, gdyby w grę wchodziła rodzina,
dzieci i dach nad głową dla nich, w zamian za jej ciało i rok wyrwany z życia.
Już dawno tak bardzo nie czuł potrzeby przelania na papier jakiejś historii. Ma
idealne samopoczucie do napisania smutnej sceny. Wyszłaby mu idealnie.
Wrócił do domu, napotykając w holu
Alfreda, wycierającego kurz z jednej z cennych waz. Gdy lokaj go zobaczył,
podszedł do niego.
– Pan Latimer chce pana widzieć. Czeka w
gabinecie.
– Dziękuję.
– Może podać panu kawy?
– Nie, ale dziękuję.
Podchodząc do drzwi gabinetu, zapukał i
poczekał na zaproszenie, wszedłszy dopiero po jego usłyszeniu. Morgan siedział
za swoim potężnym biurkiem otoczony dokumentami z równie mocno emanującą z
niego siłą i magnetyzmem.
– Nie musisz pukać – poinformował
Morgan. – Dobrze, że już jesteś. Wieczorem wybieramy się do teatru i chciałem
zapytać czy masz oficjalny strój, czy trzeba go kupić? – Morgan przeniósł
spojrzenie na męża. Z początku nie planował wyjścia do teatru, ale kiedy
zadzwonił Rafe, przyznał mu rację i postanowił pokazać nowo poślubionego
małżonka w towarzystwie.
– Do teatru? – Od lat nie był w teatrze.
Raz w dzieciństwie, kiedy pojechał na wycieczkę szkolną, a później z mamą, gdy
był nastolatkiem, wybrali się na Romea i Julię.
– Dzisiaj jest premierowe przedstawienie
nowej sztuki. To komedia, więc powinieneś się dobrze bawić, a ja również z tego
skorzystam. – Wstał, podchodząc do Aleca wolnym krokiem. – To jak tam z twoim
ubraniem?
– E… – Drgnął, kiedy dłoń Morgana
pogłaskała go po policzku. – Mam tylko garnitur, ten ze ślubu. Tutaj – dodał –
w domu jest tego więcej.
– Doskonale. Jest idealny, każę
Alfredowi go odświeżyć. – Wsunął palce we włosy Aleca i odgarnął mu je z jednej
strony. Pochylając się do jego szyi, pocałował ją w miejscu, gdzie w nocy
zostawił pokaźną malinkę.
Alec westchnął, automatycznie odchylając
głowę i pozwalając mu się całować. Położył jedną rękę na biodrze męża, a druga
wisiała wzdłuż jego ciała, jakby czekając na to, by objąć Morgana i przyciągnąć
do Aleca.
– Wiesz o tym, że bardzo na mnie
działasz? – zapytał Morgan, prostując się i patrząc mężowi w oczy. Znów
zaczynał palić się w nim ogień i najchętniej kochałby z nim tu i teraz, ale ma
tak dużo pracy, że nie da rady zrobić jeszcze jednej przerwy. Do tego czekało
ich wyjście do teatru.
Nie odpowiedział Morganowi, nie musiał
tego robić. Zresztą on tak samo działał na niego i to właśnie było takie
niesamowite. Ta noc obudziła go ze snu, w jaki popadł, sprawiając, że kiedy
tylko Morgan go dotykał, stawał się w jego rękach rozpalonym płomieniem, który
może zamienić się w wielki pożar.
– Alfred, garnitur – przypomniał mu,
zmuszając się do odsunięcia od niego, zanim policzki mu zapłoną, zdradzając
jego pragnienia.
Morgan i tak o nich wiedział. Wyczuwał
najdrobniejsze drżenie swojego kochanka. Naprawdę trafił mu się doskonały,
przepyszny i zdumiewający mężczyzna. Dzisiaj też zamierzał się z nim kochać i
prawie każdej kolejnej nocy, mając pewność, że Alec zawsze się na to zgodzi.
Dostrzegał w jego oczach tak potężny głód, że zastanawiał się czy czasem nie
jest większy od jego, ale na pewno zamierzał go w pełni zaspokoić.
– To kiedy mamy wyjść? – zapytał Alec,
czując się nieswojo pod obstrzałem tych oczu. Miał nadzieję, że Morgan nie
czyta z jego myśli i duszy, bo naprawdę spaliłby się wtedy ze wstydu, ale z
drugiej strony mogłoby być naprawdę gorąco.
– Przedstawienie zaczyna się o
dwudziestej. Wystarczy, że wyjedziemy godzinę wcześniej.
– W porządku, ja powiem Alfredowi o
garniturze. Ty wracaj do pracy. Widzę, że masz jej dużo. – Wycofał się z
gabinetu najszybciej jak mógł, aby nie wpić się w wargi męża i nie zostać na
dłużej. Musi się opamiętać, bo samo to, że prawie rzucił się na niego na oczach
Darlin, wiele mówiło. Czuł się niczym nastolatek, który reaguje na wszystko, a
wystarczyło tak niewiele, aby myśli kierowały go wyłącznie do upojnych chwil z
mężem.
*
– Jak podobała ci się sztuka? – zapytał
Morgan, kiedy rozbłysły światła tuż po zakończeniu ostatniego aktu. On i Alec
wyszli z prywatnej loży, w której mogli spokojnie obejrzeć przedstawienie.
Morgan zdawał sobie sprawę z tego, że od chwili przyjścia byli obserwowani
przez ciekawskie spojrzenia osób, które w jakiś sposób są z nim powiązane. Do
teatru przyjechali tuż przed rozpoczęciem się aktu pierwszego, gdyż nie chciał
narażać Aleca na spotkanie hien tuż przed obejrzeniem komedii. Obecnie, po wyjściu na korytarz, znaleźli się
w tłumie ludzi i tym razem, mimo że nie chciał, aby ktoś ze znajomych zbytnio zbliżał
się do Aleca, teraz pragnął pokazać go wszystkim i udowodnić każdemu z tych
napuszonych snobów, że już jest nie do zdobycia.
– Była dość... specyficzna, ale mimo
wszystko zabawna. – Czuł się odprężony, a i teraz, pomimo skupiska pięknie
ubranych ludzi, gapiących się na niego, jakby był muzealnym eksponatem, było mu
dobrze.
– Cieszę się, że ci się podobało.
– Wracamy do domu?
– Tak. – Nie zamierzał wdawać się z
nikim w rozmowę, a sama jego postawa pokazywała, że inni mają się nie zbliżać. Pokazał
się w towarzystwie wraz z mężem i to wystarczyło, by udowodnić plotkarzom, że
jego ślub był prawdziwy. Dla uwiarygodnienia tej sytuacji wziął męża za rękę.
Alec tylko krótko rzucił spojrzenie na
ich złączone dłonie, ale nic nie dodał, rozumiejąc dlaczego się tutaj znalazł.
Naprawdę jest eksponatem, ale w innym znaczeniu tegoż słowa. Został zabrany do
teatru po to, aby Morgan mógł go pokazać, a uświadomienie sobie tego, nie było
miłym uczuciem. Morgan chociaż mógł mu powiedzieć, o co chodzi. Czego
oczekiwał? Powinien rozumieć, z jakiego powodu został zmuszony do tego niby
związku i cokolwiek mąż robi, działa w swoim własnym interesie. Trochę go to
boleśnie zakłuło, gdyż naprawdę wierzył, że Morgan zaprosił go tutaj, aby
sprawić mu przyjemność.
– Coś się stało? – zapytał Latimer,
widząc jego minę i nagłe napięcie całej postawy Aleca.
– Nie wiedziałem, że jestem aż takim
ważnym trofeum. – Planował jeszcze coś dodać, ale po pierwsze nie zamierzał się
tutaj kłócić, a po drugie właśnie szedł ku nim wysoki, jasnowłosy mężczyzna,
który zatrzymał się naprzeciwko nich.
– Witam, panów. Cóż to za niespodzianka,
że Morgan postanowił przedstawić swojego świeżo poślubionego męża. – W
niebieskich oczach mężczyzny coś zabłysło, kiedy obrzucił Aleca wzrokiem. –
Przedstawisz nas sobie? – zapytał, patrząc na Latimera.
– Wolałbym nie – odpowiedział zimno
Morgan. Tylko jego tutaj brakowało.
– Skoro tak, sam się przedstawię.
Nazywam się Garrett Robertson i jak widzisz, twój mąż i ja nie przepadamy za
sobą.
– Delikatnie mówiąc.
– Alec Frost. – Nie podał jednak ręki
mężczyźnie. Nie dlatego, że jego prawa dłoń nadal była uwięziona i prawie
miażdżona przez silne palce Morgana. Po prostu czuł od Robertsona coś, co
kazało mu uciekać i przenigdy nie zbliżać się do tego człowieka.
– Może z tych Frostów? – Garrett uniósł
brwi, doskonale wiedząc skąd pochodzi mąż jego śmiertelnego wroga. Już kiedy
przeczytał wzmiankę o małżeństwie, dokładnie go sprawdził. Nie wierzył, że
Latimer odrzucił tak doskonałe partie, nawet męskie, pomimo że w towarzystwie i
dla spokojnego prowadzenia interesów niewielu homoseksualnych mężczyzn, czy
nawet kobiet zdecydowało się ujawnić. On i tak wiedział, co i jak.
– Nie, nie z tych i nie z tamtych,
Robertson – warknął Morgan. – Zejdź z drogi, bo przeszkadzasz nam w powrocie do
domu. Delikatnie mówiąc, spadaj.
– Jak zawsze uprzejmość faceta z
rynsztoka. Miło cię było poznać, Alecu. – Garrett ukłonił się teatralnie,
obrzucając młodszego mężczyznę skanującym wzorkiem.
Alec lewie powstrzymał się przed
cofnięciem. W tym człowieku było coś takiego, że mroziło mu krew w żyłach. Nie
podobało mu się to.
– Chyba go nie polubię.
– Na pewno, ale niestety będziesz musiał
tolerować, bo zapewne jeszcze nie raz na siebie wpadniemy.
– Ty jakoś nie tolerowałeś, odganiając
go od nas. – Szli razem w stronę wyjścia z teatru, nadal obserwowani przez to
całe towarzystwo.
– Uwierz, gdyby było inaczej, już
leżałby na deskach tego przepięknego miejsca.
– Kim on jest?
– Jest nikim. Kimś, o kim nie warto
mówić, na pewno nie teraz – odpowiedział Morgan, nie wdając się w szczegóły.
– Oczywiście. Niemniej chciałbym
wiedzieć, z kim mam mieć do czynienia przez najbliższe dwanaście miesięcy.
Chyba, że eksponat, który pokazałeś, ma być tylko tym i uśmiechać się sztucznie
jak większość tych młodych, długonogich panienek, które dzisiaj zauważyłem.
Morgan z zadowoleniem przyjął ten ostry
pazur w głosie Aleca. Kolejne miesiące będą naprawdę interesujące nie tylko pod
względem seksualnym.
– Wściekasz się o to, że nie
powiedziałem ci prawdy o tym, dlaczego zabieram cię do teatru. Nie chciałem,
żebyś poczuł się wykorzystany…
– To złe słowo, drogi mężu. – Zajął
miejsce pasażera w samochodzie Morgana. – Zmuszeniem do ślubu już mnie
wykorzystujesz. Wystarczyło mi powiedzieć, że mam udawać kochającego męża, bo
nie idziemy do teatru na przedstawienie, ale po to, aby każdemu pokazać, że pan
Latimer jest już zajęty i zmienić plotki na informacje, które ukrócą
podejrzenia i zastanawianie się czy ogłoszenie w tej głupiej gazecie jest
prawdziwe. Naprawdę w przyszłości byłbym bardzo zadowolony, gdybym mógł… –
dalsza wypowiedź została mu skutecznie przerwana przez zderzające się z nim
usta Morgana, które zawładnęły jego, tak bardzo, że zapomniał o wszystkim, co
chciał powiedzieć i myślał tylko o tym, że kiedy wrócą do domu, to chce się z
nim kochać długo i mocno, wciąż czując gorące wargi męża na swoich i ten
cudowny język, który doprowadzał go do szaleństwa. Pragnął czuć na sobie jego
ciało, jego penisa w sobie, gdy pogrążał się będzie w niekończącej się
ekstazie. W tym wszystkim wyrwie dla siebie jak najwięcej, będzie smakował to,
czego do tej pory nie robił, aby nasycić się fantastycznym seksem, także
poniekąd wykorzystując w tym względzie Latimera. Niech chociaż dzięki temu ten
rok będzie dobry i pozwoli mu doświadczyć czegoś ekscytującego.
*
Garrett Robertson pożegnał swoją partnerkę
na ten wieczór i skierował się w stronę ostatniej loży. Zapukał lekko trzy razy
i wszedł, nie czekając na zaproszenie.
– Jestem – poinformował o swoim
przybyciu siedzące na wygodnych krzesłach, czekające na niego dwie postacie.
– Widzę i słyszę – odezwał się męski
głos.
– Powiedz raczej, czy udało ci się
poznać szanownego małżonka Latimera? – głos kobiety był dźwięczny i
przesłodzony, gdy jej oczy zatrzymały się na twarzy przybysza. – Jakie
odniosłeś wrażenie?
– Moja droga, ten młody człowiek na pewno
nie jest zakochany w Morganie. Zapewne poślubił go dla pieniędzy.
– To oczywiste, Garrett. Pytałam o coś
innego.
Garrett przestąpił z nogi na nogę,
uśmiechając się wrednie.
– Moim zdaniem Latimer wziął go dla
siebie z powodu jego wyglądu. Młody Frost to naprawdę kuszący i smakowity
kąsek.
– Czy ten gówniarz może nam
przeszkodzić? – zapytał męski głos, a jego właściciel wstał i podszedłszy do
Roberstona, zmrużył oczy. – Czy w jakikolwiek sposób jesteśmy narażeni?
– Nawet jeśli, w co wątpię, bo ten młodzian
nie wygląda na bardzo inteligentnego, to zrobię wszystko, żeby zniszczyć
Latimera.
– Mam taką nadzieję – dodała kobieta. –
Idź już.
– Co zrobimy z młodym Frostem? – zapytał
Garrett, zanim wyszedł.
– Należy do ciebie. Ja chcę Latimera –
powiedziała kobieta, sięgając po torebkę i wyjmując z niej lusterko wraz ze
szminką, co oznaczało, że audiencja skończona.
Garrett, skłoniwszy głowę z szacunkiem,
opuścił lożę. Powziął wiele postanowień i, mimo że każde z nich stanowiło
idealną pożywkę dla niego, tak tylko jeden z celów przyprawiał go o niezwykłe
podniecenie, a pewność, że go zrealizuje, lała miód na jego serce przepełnione
od lat nienawiścią do Morgana Latimera, oczywiście z wzajemnością.
*
Alfred wpuścił ich do domu, uprzejmie
pytając czy wyjście się udało oraz przekazując kilka ważnych dla Morgana, a nieistotnych
dla Aleca informacji. Dzięki temu mężczyzna mógł się uspokoić, mimo wszystko
wciąż zdenerwowany z tak głupiego powodu. Prawda, że Morgan wytłumaczył mu w
samochodzie, że musiał tak postąpić i jeszcze nie raz będzie w ten sposób
pokazywał Aleca, aby utrzeć wszystkim nosa, za co go przeprosił, ale niestety,
nawet przeprosiny nie zmazały tego duszącego go uczucia wzbudzającego złość i
zawód. Naprawdę sądził, że mąż zaprosił go, bo chciał. Tak dawno nikt tego nie
zrobił, a jak już, to w jakimś celu. Nie powinien mieć o nic pretensji, bo
wiadomo, dlaczego tu jest. Powtarzał sobie w kółko, że zrobił to dla rodziny,
wytrzyma, dług zostanie umorzony, a na dodatek Morgan będzie traktował go jak
swoiste piękne trofeum, ale mimo wszystko świadomość tego bolała, mimo że nie
powinna.
Wzdrygnął się, kiedy silne ręce objęły
go od tyłu.
– Nadal zły?
Zawiedziony, mógłby rzec, ale nie
zamierzał okazywać słabości. Darlin miała rację. Morgan jest gotów dotrzeć do swojego
celu po trupach, krzywdząc innych, ale i on miał słuszność, bo musi z nim
dobrze żyć i też coś z tego mieć, choćby dobry seks. Czego innego oczekiwał?
Tym bardziej po jednym dniu.
– Po prostu mów mi, po co i w jakim celu
gdzieś mnie zapraszasz. To po to, abym nie był zaskoczony… Nie ważne. –
Odwrócił się w jego ramionach, nie chcąc patrzeć mu w oczy. – Chodź na górę. –
Nadal stali w holu, na szczęście będąc już całkiem sami.
– Masz pomysł jak spędzić czas? –
zamruczał, wsuwając palec pod brodę Aleca i unosząc jego głowę. Zmarszczył
brwi, zauważywszy smutne oczy męża, ale ten wyraz zaraz uleciał, zastępując go
obojętnością. – Co się dzieje? – Cofnął się, zakładając ręce na piersi. Nie
ustąpi, dopóki nie zrozumie, czemu Alec tak bardzo przejął się tą sytuacją.
Poza tym musi rozgryźć to, dlaczego w ogóle obchodzi go zachowanie męża.
Powinien teraz wziąć go na górę i pieprzyć, ale nie, on się przejął smutnym
spojrzeniem.
– Po prostu nie traktuj mnie jak lalki,
którą możesz pokazać ludziom i udowodnić innym, że już nie trzeba ci innej
zabawki, bo masz swoją własną! – podniósł głos.
– Nie miałem zielonego pojęcia, że tak
to cię ugodzi. Przeprosiłem. I zdecyduj, czy czujesz się jak zabawka czy może
eksponat, bo ja nie zamierzam się o to kłócić. Nie jestem dzieckiem, aby żreć
się o taką głupotę. Wziąłem cię za męża, bo byłeś mi potrzebny.
–
Tak, w daniu kopniaka kobietom. Zastanawiam się, czego jeszcze ode mnie
zażądasz.
– Czego? – Zdenerwował się Morgan.
Zaprosił go do teatru, bo nawet jak zrobił to z jakiegoś powodu, to chciał
tego. Potrzebował spędzić z kimś wieczór i Alec był idealny do tego, w
przeciwieństwie do Rafe’a, a tu nagle dostaje za to kopniaki. – Rzuć pracę, bo
mój mąż nie będzie pracował jako recepcjonista.
Alec przeszył męża wzrokiem tak
morderczym, że gdyby jego oczy mogły zabijać, Morgan już leżałby martwy u jego
stóp.
– Nie ma mowy, żebym zrezygnował z
pracy! Co ty sobie wyobrażasz? Może mam być twoim podnóżkiem i chłopcem, który
powinien wykonywać swoje zadania bez mrugnięcia okiem? Nie porzucę pracy, bo
pan Latimer tak sobie życzy! Sądzisz, że kim ja jestem, co?! – Alec zaczął
krzyczeć coraz głośniej, cały się w sobie gotując. – Zastanawiałeś się, co ja
zrobię za rok bez pracy?! Myślisz, że skąd będę miał pieniądze, teraz czy
później?! Na pewno nie wezmę ich od ciebie, żeby później spłacać kolejny dług!
Jakąkolwiek umowę zawarliśmy – tę kwestię dodał ciszej, by zaraz ponownie mówić
głośniej – nie jestem służącym, tylko twoim mężem, równym tobie i nie waż się,
kurwa, mówić, co mam robić! Nie porzucę swojej pracy, a jeżeli tobie to się nie
podoba, to mam to w dupie! – Odwrócił się na pięcie, żeby odejść, ale zaraz
został schwytany za rękę i przyciągnięty do silnego ciała.
– W dupie, to będziesz miał co innego –
wyszeptał Morgan bardzo rozpalony wybuchem Aleca. – Podoba mi się ten ogień w
tobie. – Mimo że byli jeszcze w holu, zaczął całować go po szyi i powoli
rozbierać. Chwycił zębami płatek ucha męża, z satysfakcją odnotowując jego
drżenie. – Przygotuj się na to, że jutro nie usiądziesz na swojej seksownej
dupci. – Zdjął mu krawat, rzucając go gdzieś na schody, po których zaczęli się
wspinać. – Poza tym, nawet nie zamierzałem namawiać cię, abyś rzucił pracę. To
był test i zdałeś go, pokazując, że potrafisz walczyć o swoje, tak jak zrobiłeś
na naszym pierwszym spotkaniu, a teraz ja ci pokażę dużo więcej niż poprzedniej
nocy.
– Niech cię szlag, Latimer – warknął
Alec i odwróciwszy się, pocałował Morgana, dodając do tego pocałunku targającą
nim wściekłość, zamieniając ją w pożądanie, które sięgnęło zenitu, kiedy
zamknęły się za nimi drzwi sypialni.
Witaj,
OdpowiedzUsuńCo do pytania czy wydać to opowiadanie w formie ebooka to myślę że na tym etapie nie ma sensu skoro 6 rozdziałów już opublikowałaś i planujesz publikować dalej, Poza tym myślę że uciekną ci ludzie z bloga (ja na pewno) jeśli będzie można szybciej. Albo piszesz do sprzedaży albo do publikacji,
A w kwestii rozdziału, oczywiście podoba mi się, ale nie wiem czemu pierwszy raz jakoś ciężko czyta, może to kwestia tej tajemnicy którą wyczuwam, właściwego powodu ślubu. Jak wiesz nie jest to moja ulubiona tematyka :) Ale podoba mi sie jak kreujesz bohaterów, mężczyźni są silni, brutalni i charakterni, a kobieta to namolna zołza która ma dobre intencje :) Ciekawa jestem co dalej się wydarz
pozdawiam
A, że 6 rozdział to nie ma znaczenia. Na przykład dziewczyny z Fire dragon tattoo studio sprzedały swój tekst, teraz go publikują, publikują tekst, który mam nadzieję niedługo sprzedadzą w całości. Co prawda jako książkę, ale mnie nie stać na samodzielne drukowanie. Ludzie stosują różne techniki, a czytelnicy sami decydują czego chcą.
UsuńW takim momencie kończyć rozdział???
OdpowiedzUsuńI mam czekać cały tydzień na następny...umre :/
A co do reszty rozdziału, świetny jak zawsze :D
I jakiś spisek się szykuje hmmm ciekawe :>
Pomysł sprzedaży opowiadań, które...może i są ciekawe, ale wymagają ciągłej korekty? Dla mnie osobiście to jest nieporozumienie. To jak sprzedaż niedogotowanej zupy.Sorry Luana, ale nie ten poziom. Czytam Twoje opowiadania, niektóre mi się podobają, ale myślę, że produkt do sprzedaży powinien mieć kilka podstawowych cech. Powinien być przynajmniej dobry i skończony. Zuza K.
OdpowiedzUsuńPrzecież one są po korekcie, a Dług o ile mnie pamięć nie myli jest skończony. Jeżeli nadal jest potrzebna korekta, to Luana pewnie przyjmi dobrą bete. Tyle ludzie krzyczą o korekcie, a jak ona kogoś szuka, nikt się nie zgłasza. Co do produktów do sprzedaży... Nawet w dobrych wydawnictwach sprzedawane są książki z błędami i jakoś to trawię. :-)
UsuńMówiąc o korekcie, mówisz o tym tekście, czy o tych na sprzedaż również?
UsuńDług jest skończony już od bardzo dawna.
Chodzi mi o zasadę. Blog blogiem...tu nie oceniam, bo to działalność twórcza, dzielenie się pasją z odbiorcami.... blog wybacza dużo, jest formą ogólnodostępną, nie zarobkową, więc ma większą granicę tolerancji. Ale coś co ma być sprzedane powinno bronić się samo, inaczej strzelisz sobie w kolano. To jest kwestia tego, że w momencie, kiedy zdecydowałaś się prowadzić działalność zarobkową~ nie ważne ile co kosztuje, to na marginesie... sprowadziłaś na siebie, to co sprowadziłaś, bo odbiorca, który coś kupuję, to przeważnie, ktoś, kto chce być świadomy wartości tego co kupuje. Wymagania rosną. Do momentu, w którym się zdecydowalaś na sprzedaż, było ok~ale nie dlatego, że teksty byly lepsze, inne, czy jak tu ludzie piszą wkladałaś w nie wiecej serca, tylko dlatego, że forma bloga wybacza więcej, trochę zmieniło się podejscie odbiorcow. To już nie tylko fani, to też klienci... To jest sens mojej wypowiedzi
UsuńCzuję się źle czytając te komentarze, które się tu pojawiają, cała ta dyskusja jest bezsensu. Piszesz jak piszesz...masz fanów, jest fajnie.Cala reszta obrzucania błotem jest dla mnie nie zrozumiała i tego komentować nie chcę. Tak czy siak blog dla mnie jest ok, a zarabiać na pisaniu chciałaś za wcześnie i teraz mamy tego rezultat. Przepraszam, jeśli mój komentarz (będący reakcją na Twoje pytanie) przyczynił się do takiego potoku niepotrzebnych słów w komentarzach. zuzanna.
Oh, mam zle przeczucia. Uwielbiam tych bihaterow i nie chce zeby im sie cis stalo.
OdpowiedzUsuńA w kwesti eeboka to podzielam zdanie z Kasia Bogusia.
Nie ma to jak przeczytać kolejny rozdział przed wyjściem do pracy :) Oj, też mam złe przeczucia... Ale myślę, że chłopaki poradzą sobie ze wszystkim, prędzej czy później. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział. Nic dodać nic ująć.Poprostu wspaniały.
OdpowiedzUsuńYo, Ja mam tylko jedno do powiedzenia w sprawie sprzedaży itp. Luana nie daj sobą manipulować, teksty są twoje, jeśli miałaś jakiś plan na dane opowiadanie - trzymaj się go, jeśli ten tekst nie miał iść do sprzedaży to go nie dawaj, to niepotrzebne komplikacje.
OdpowiedzUsuńPS; Dobrze piszesz albo wręcz piszesz z tekstu na tekst lepiej, przeczytałam wszystkie twoje opowiadania z drugiego bloga, tego co pisałaś z Yaoistą i tego tutaj, dość wyraźnie widzę poprawę w kreowaniu bohaterów ( choć na początku i tak nieźle ci to wychodziło) jak i w fabule ( nie gubi się ona, a wewnętrzne rozterki postaci nie przytłaczają jej ). Powodzenia ;) i chęci życzę :P
Wiem, że tekst jest mój i to ja decyduję co z nim zrobię. Ale staram się być fer dla wszystkich i dlatego wolałam, aby większość zdecydowała. Dla mnie tak naprawdę bez różnicy czy dam całość do sprzedaży czy pozostanie jak jest.
UsuńHej, no muszę powiedzieć, że rozdział jak zwykle bardzo dopracowany i ogólnie rzecz biorąc bardzo mi się podobał. Jednak... bardzo przeżywam każdą historię, tak jakbym nie czytała, a oglądała wszystko z boku, do tego jestem typem strasznej romantyczki, która w przeciwieństwie do Aleca nie mogłaby być z kimś w "związku", chyba że chodzi o rodzinę, czy inne tego typu rzeczy (ale to inna sprawa (albo to mnie robi właśnie do niego podobną?)). Chodzi mi o to, iż okropnie mnie boli zachowanie bohaterów (wiem, że tak właśnie miało być, bo o to chodzi w "Długu", ale i tak ma co do tego mieszane uczucia). Gdyby pomiędzy nimi było coś więcej niż pożądanie, jakaś iskierka miłości...
OdpowiedzUsuńCo więcej Morgan "używa" Aleca żeby się zemścić i nie kocha go. Widać, że powolutku coś roztapia ten kawał lody zwany sercem, ale wiem, że zanim można będzie ten interes nazwać czystą miłością minie sporo czasu.
Jeszcze jedna kwestia dotycząca tego Garrett'a. Facet od razu mi się nie spodobał. Normalnie widziałam go przed sobą i zamurowało mnie, i jakoś tak zimniej się zrobiło.
Cała czwórka coś knuje: Latimer, Robertson, ta babka i ten gościu w teatrze wykorzystując tego Bogu winnego Aleca. Jakbym dorwała to prawdopodobnie bym zabiła.
Napisałam co chciałam napisać, wylałam swoje smutki i żale i jest mi lepiej xD. Oczywiście rozumiem, że taka jest właśnie fabuła tegoż opowiadania i nie mam pretensji bo znając ciebie wszystko zakończy się Happy Endem (a spróbuj tylko nie) tylko czekać aż nawiąże się między małżonkami nić porozumienia no i miłość! Co do zemsty Morgana to nich lepiej ten dziad ją porzuci i chroni tyłek swój i męża bo coś czuję, że szykuje się brzydka sprawa.
Życzę WENY! I przepraszam z swoje narzekanie (nigdy nie opuszczę tego bloga, żeby było jasne!)
A wylewaj smutki i żale w ilościach jakie tylko chcesz, bo to znak, że postacie żyją i wzbudzają emocje. :)
UsuńJasne, jasne. :)
cudowne;)
OdpowiedzUsuńDopiero teraz mi się przypomniało. Mam małe pytanko: Czy żeby przesłać tą napisaną scenę do ciebie na konkurs trzeba dodać to jako załącznik? Chyba tak, nie?
OdpowiedzUsuńTak, najlepiej jako załącznik.
UsuńHej uważam ze powinnaś się trzymać tego założenia jakie miałaś skoro nie miałaś w planach wydawania w całości opowiadania to po co to teraz zmieniać.Po za tym nie do końca było by to sprawiedliwe bo nie każdy ma możliwość kupowania przez internet a co za tym idzie musieli by czekać cierpliwe na kolejne rozdziały a ci co by kupili przeczytali by całość i komentowali nie mając pewności co napiszą czy nie zdradza szczegołów dalszych cześci bo coś im się bardzo podobało różnie może być więc zastanów się dobrze czy chcesz bierzesz pod uwagę wszystkich czy tylko tych co maja możliwośc kupna! Co do opowiadania super jak każde czekam na kolejne rozdziały Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCo do komentowania... Wątpię, żeby to zrobili, bo jakoś nikt, poza tam paroma osobami, nie kwapił się do skomentowania tekstów, które kupił.
UsuńPoza tym to moja sprawa co z tekstem zrobię, a nawet jeżeli bym go wystawiła na sprzedaż i nadal dawała tutaj, to od ludzi zależy czy go kupią, czy będą czekali. A zadałam pytanie w ankiecie po to, abyście sami zdecydowali czego chcecie. Ja sama nie ukrywam, że jakbym miała możliwość kupna tekstu w całości to bym wolała tę opcję.
" nie każdy ma możliwość kupowania przez internet" A tu się nie zgodzę. Ma się Internet, jest możliwość kupna. Nie ma się konta z banku, nie ma się karty, można opłacić zwykły papierowy przekaz na poczcie, czy nawet w kasie w banku. Możliwości są i tu nie ma znaczenia czy Internet czy nie. Nie licząc możliwości finansowych, bo wiem jak jest z pieniędzmi, to co do reszty... wystarczy tylko chcieć.
Pozdrawiam
Pamiętasz Lampirę?
OdpowiedzUsuńTak, a co?
UsuńA nic, bo mi na nią wyglądasz
UsuńMam się śmiać, czy bać? Nie wiem dlaczego Twoim zdaniem na nią wyglądam. Nie jestem kimś kto zaczyna milion tekstów i niczego nie kończy.
UsuńCześć,
OdpowiedzUsuńDawno mnie tutaj nie było, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że to wina ogromu pracy jaka spadła mi na głowę. Na szczęście, to już chyba koniec :)
Co do opowiadania, zawsze lubiłam motywy w książkach o aranżowaniu małżeństw, więc na pewno będę pilnie śledzić historię. Zwłaszcza, że zapowiada się bardzo ciekawie ;)
A jeśli chodzi o wydanie kolejnego ebooka, to cóż... Powinnaś sama zastanowić się, co jest dla Ciebie bardziej opłacalne, a nam pozostanie się dostosować do decyzji ;)
Pozdrawiam,
Thea
Opłacalne? Gdyby mi tylko na tym zależało, to oczywiście opłacalne byłoby wydanie tego nie tylko jak dotychczas na blogu, ale i sprzedać w całości. Ale pieniądze nie mogą tutaj rządzić. Nie, przy publikacji blogowej. Piszę na sprzedaż i nie ukrywam, że chciałabym coś zarobić, coś z tego mieć, ale trzeba też trochę rozsądku.
UsuńHmmm... Może użyłam, tego słowa nieco, niefrasobliwie.
UsuńNie miałam zamiaru w jakiś sposób sugerować, że jesteś materialistką, czy coś w tym rodzaju.
Zresztą moim zdaniem nie ma nic złego w tym, że autorzy wydają ebooki. Chodziło mi raczej o to, że blog może się przez to nieco wyludnić, gdy czytelnicy będę mogli kupić całe opowiadanie "na raz". Ale Ty dobrze zdajesz sobie z tego sprawę, co zresztą napisałaś.
Thea
Witam,
OdpowiedzUsuńJednak muszę to skomentować już teraz, bo chyba nie dam rady przeczytać tego do końca, tak jak myślałam jeszcze po pierwszym rozdziale. To coraz bardziej brzmi jak kiepski czy może „bardzo dobry” harlequin. Główni bohaterowie to dorośli niezależni mężczyźni. Jeden nawet dorobił się fortuny dzięki swojemu sprytowi i inteligencji. Drugi, jest całkiem zaradny mimo iż jego sytuacja materialna nie pozwala mu na luksusy. Wydaje mi się, że właśnie tak próbowałaś ich wykreować.
Dla mnie wygląda to tak:
Jeden to bogaty paniczyk, który pieniądze ma nie wiadomo skąd, ciągle pracuje, telefonuje, zabiegany strasznie jest, ale tak naprawdę myśli tylko o męskich częściach anatomii i dziwnym planie, który wymyślił/współdzieli ze swoim super złym hetero przyjacielem, który oczywiście leci na jego nową męską dziunię.
Drugi natomiast "udaje" biedne dziecko, tak bardzo poświęcające się dla rodziny, bo ojciec zły, bo muszę się sprzedać, bo to takie złe, seks zły… OCH TAK! taki dobry dajcie mi więcej seksu, a zaraz o czy on to, a tak, biedny i poszkodowany. Wyszczekany piesek, który za nic ma swoje postanowienia. Bo Pan Latimer da mu swojego wielkiego lizaka.
Właśnie wracając do poprzedniego rozdziału i epickiej kłótni „na poziomie”. Chyba gimnazjum. Przepraszam bardzo, ale czy opanowany dorosły człowiek chcący pozbyć się adoratorki postępuje w ten sposób? To było po prostu złe.
Nie umiem pisać dialogów, są strasznie sztuczne i zgrzytają w zębach. Twoje również, jeśli już zanika ta granica absurdu, która tworzysz. Próbujesz budować ich wypowiedzi w taki sposób by brzmieli dostojnie, jak na gentelmanów przystało. A tu potem nagle tekst o „seksownej pupci” albo słowo „spadaj”, które kompletnie nie pasuje. Ich rozmowy między sobą mogą być przepychankami słownymi. Nawet uroczo to brzmi, kiedy mówią coś w stylu „Mój drogi mężu zaraz cię przerucham*”. Ale trzeba wyznaczyć jakieś granice, kiedy można, a kiedy nie powinno się kolokwializować języka.
Alec to typowy nastolatek który myśli mózgiem w majtkach. I nie, na pewno nie ma tylu lat ile chcesz mu dać. Rozumiem, że „łagodny/namiętny” pierwszy raz mógł mu namieszać w głowie, ale skoro ktoś twierdzi, że NIE LUBI swojego męża, bo to podły człowiek, który go wykorzystuje, to nie może w kolejnej chwili połykać jego języka i myśleć „och zapomniałem o nienawiści teraz SEX„
Opisu stosunku się nie przyczepie. Czytałam gorsze. Pisałaś lepsze. Kwestia sporna.
Lubiłam Twoje opowiadania. Nie wiem czy to z powodu młodszego wieku, mniejszej ilości przeczytanych tekstów czy po prostu dlatego, że kiedyś pisałaś lepiej. Teraz sprawdzam bloga z ciekawości. Czekam aż wstawisz coś, co będzie zdatne do czytania. Gdzie bohaterowie nie będą rozmiękłymi kluchami bez charakteru. Chyba nadal muszę czkać…
*cytat wymyślony na poczekaniu (tak wiem dla niektórych to słodkie może nie być, dziwna jestem)
Kolejna osoba, która zauważa brak rozwoju stylu, spłycone rozmowy i charaktery.
UsuńOna nigdy nie pisała dobrze. Nie ma co się oszukiwać.
UsuńMoim zdaniem "Jedna łza" czy "Spontaniczna decyzja" były dobre.
UsuńSpontaniczna decyzja w sumie tak, ale Jedna łza była nudna jak flaki z olejem.
Usuń"Tylko ty" i "Połączeni" byli super moim zdaniem. Do tych i wymienionych przez the b. tekstów często wracałam. I tego o pisarzu, opowiadania na podstawie koreańskiej dramy i drugiego tomu wilków. Czyli, mówiąc krótko, pierwsze teksty trafiały do mnie bardziej. Nie powiedziałabym, że Luana nie potrafi pisać. Za dużo przeczytałam naprawdę kiepskich tekstów, żeby się zgodzić. Bardziej skłaniam się ku opinii, że Lu lepiej wychodzą fragmenty, że tak to ujmę, opisowe. Kreacje bohaterów faktycznie powtarzalne. Nie mówię, że to źle, nie zawsze, bo czasami naprawdę dobrze jest przeczytać coś schematycznego i lekkiego dla rozluźnienia i odpoczynku, ale potem traci się element zaskoczenia, który trzyma czytelników w napięciu.
UsuńLubię Luanę i dalej będę wracać do tych tekstów i ich fragmentów, które lubię. Jednak muszę się podpisać pod opinią o dialogach. Nie chcę, żeby to było odebrane jako hejt czy atak, ale jako rada czytelniczki i osoby piszącej zarazem (mnie samej takich rad bardzo brakuje).
Droga Lu, popracuj proszę nad dialogami. W niektórych sytuacjach język, którym posługują się bohaterowie jest nieadekwatny do sytuacji, w jakiej się znajdują. Niekiedy brzmi to wręcz sztucznie. Jeśli uda ci się to wyczuć w trakcie pisania, to jakość opowiadania znacznie podskoczy, a sarkazm i droczenie się będzie odbierane jako sarkazm i droczenie się, a nie jako wymuszony i nienaturalny styl wypowiadania się :)
Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego dnia/nocy.
Ps Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi na mnie czy coś... .___.
Prawda jest taka, że ludzie mają gusta i każdemu się podoba coś innego. Ja osobiście wolę jej nowsze teksty, niż te stare, szczególnie azjatyckie. Za fantasy nie przepadam, więc "Połączeni" mi nie przypadło do gustu. Jak powiedziałam, każdy lubi coś innego i ja zdecydowanie wolę "Dług" oraz nowsze teksty Luany.
UsuńKasia.
Usuńthe b. Pozwól, że będę cytować fragmenty Twojego komentarza, żeby było wiadomo na co chcę odpowiedzieć. „który pieniądze ma nie wiadomo skąd, ciągle pracuje” Wszystko się wyjaśni skąd Morgan ma pieniądze, o co chodzi i tak dalej. Nie wszystko od razu.
„Drugi natomiast "udaje" biedne dziecko, tak bardzo poświęcające się dla rodziny,” „NIE LUBI swojego męża, bo to podły człowiek, który go wykorzystuje, to nie może w kolejnej chwili połykać jego języka i myśleć „och zapomniałem o nienawiści teraz SEX„” Nie udaje biednego dziecka, a poświęca się dla rodziny, bo tego chce, bo ją kocha, bo jemu zależy na bliskich. Wiele osób by tak zrobiło. Można powiedzieć, że stał się dziwką, która też chce coś z tego mieć, jeżeli już został zmuszony do sypiania z Latimerem. Ale jakie postanowienia? On tutaj nie ma nic do gadania. Zgodził się na ten plan, wiedział co go czeka. I dlaczego ma się nie cieszyć cielesnością tego, jeżeli mu dobrze. To, że Alec nie lubi Morgana to nie znaczy, że go nie pożąda. Mnichem nie jest. A uczucia i seks to dwie różne rzeczy i można je rozdzielić. Alec też lubi wykorzystywać i skoro jest to samo z nim robione, może poszaleć, tym bardziej, że już nie ma się czego bać. Nie będzie uciekał jak wystraszona panienka. Raczej sięgnie po to, co mu się spodobało. Bał się przed pierwszym razem, bo miał prawo. Teraz rok przed nim takiego życia i chce brać z tego garściami. Tym bardziej, że mając umiejętnego kochanka przy sobie rzadko kto zastanawiał się by się nie tylko nad moralnością, ale i nad tym, czy kogoś lubi czy nie. A nie ukrywajmy, większość facetów myśli tylko jedną głową.
„Właśnie wracając do poprzedniego rozdziału i epickiej kłótni „na poziomie”. Chyba gimnazjum. Przepraszam bardzo, ale czy opanowany dorosły człowiek chcący pozbyć się adoratorki postępuje w ten sposób? To było po prostu złe.” Każdy opanowany, dorosły człowiek może stracić równowagę emocjonalną. Nie ważne kim jest. Lepiej kogoś wywalić za drzwi niż udusić gołymi rękami, gdy ktoś doprowadza go białej gorączki.
Dialogi. Nie widzę złego w tych dialogach. Może jestem na to ślepa. Nie wiem, więc na ten temat się za bardzo nie wypowiem. Przejrzałam oba rozdziały i nic. To, że coś tam i nagle „spadaj” itd. co w tym złego? Tak mówią moje postacie. Tak mówili, kiedy pisałam. Ja tak piszę.
Co do sceny seksu, pisałam ją długo i sądzę, że jest jedną z lepszych, ale w tym względzie trudno trafić w czyjś gust.
Nie wiem dlaczego negujesz prawie wszystkie moje teksty. Nie sądzę, że pisałam lepiej. Jak zaglądam do moich starych tekstów, to śmiać mi się z nich chce i nawet nie potrafię ich przeczytać. Może dlatego Wam ( tu się wypowiem już do tych, którzy wolą tamte teksty), bo nie są to opowiastki z liceum, (takie też będą), a nagle przeniosłam się na romanse. Ale jak widać jednym się podobają, innym nie. Każdy lubi co innego. Tak jak każdy lubi inną muzykę. Pisałam inaczej parę lat temu, teraz piszę inaczej. Wspomniałaś później o tekstach „Połączeni” i „Jedna łza” Pamiętam, że przy Połączonych była afera, bo jak mogę coś takiego złego, głupiego, dziecinnego pisać. „Jedną łzę” też nie każdy lubił i tak jest przy każdym tekście. Ja też nie lubię wszystkich książek, a dużo czytam. Są takie przy których ludzie się zachwycają, a mnie się tekst nie podoba. Tobie ma prawo podobać się coś innego, komuś jeszcze coś innego. Może kiedyś jakiś mój tekst jeszcze Ci spasuje. Ja rozumiem, że nie wszystko się podoba, ale nie znaczy, że wszystko od razu jest złe.
Chizuru Jak pisałam wyżej „Połączeni” też się nie podobały dużej liczbie osób. Pamiętam wielką aferę przy tym tekście i to taką, że człowiek miał ochotę skończyć z pisaniem i mieć spokój. Każdemu co innego pasuje. Nie każdemu da się dogodzić. Trudno o zaskoczenie w tekstach romansowych. To tak jak czytając Harlequina ( nie czytam, bo wolę czytać fantasy), dałoby się czymś zaskoczyć. Każdy jest taki sam. A to są moje harlequiny MM. Romans zawsze jest schematyczny. Wiem, znów to piszę, ale taka jest prawda.
UsuńMnie dialogi pasują i nie widzę nic w nich złego. Gdzie coś nie pasuje do sytuacji. Przejrzałam ten rozdział, poprzedni i… Chyba jestem ślepa. Może ja tam po prostu piszę. Nie wiem.
W każdym razie dziękuję dziewczyny za szczerość.
Nie znasz powiedzenia, że tekst powinien bronić się sam? Masz zupełnie inny obraz swojego opowiadania jak ludzie, którzy je czytają, Luano. Dialogi... cóż, one na pewno nie są realne, są okropne. Postacie używają słów jakby byli pomieszaniem nastolatków i profesorów akademickich. Nie umiesz pisać dobrych dialogów, a że ty tego nie widzisz, nie znaczy, że problem nie istnieje.
UsuńPo prostu jesteś głupia, Luano. Nie potrafisz zrozumieć, że twoje te niby super teksty są niefajne. Tu nie chodzi o dialogi, tu chodzi o nudę. NUDA, NUDA, NUDA. Jesteś durna i nic nie potrafisz zrozumieć. Jeszcze się za wydawanie wzięłaś. Co za...
UsuńCzytam i nie wierzę, ostatni komentarz to szczyt chamstwa. Krytyka opowiadania to jedno, ale wyzywanie autora od głupich i durnych? Chwyt poniżej pasa. Radzę Ci, anonimie, włączyć mózg nim zaczniesz pisać komentarze. Każdy może mieć swoją opinię na temat tekstów, ale takie ubliżanie drugiej osobie świadczy tylko o poziomie Twojej kultury osobistej.
Usuńthe b, krytykujesz opowiadania Luany, podczas gdy sama niczego nie piszesz, poza tym Twoja krytyka nie ma absolutnie nic wspólnego z konstruktywną opinią i pokazaniem autorowi co mógłby poprawić etc.
OdpowiedzUsuńLudzie, jeśli chcecie krytykować, róbcie to na jakimś poziomie, bo to co niektórzy reprezentują, jest żałosne.
Nie twierdzę, że Luana pisze wszystkie teksty rewelacyjnie i każdy mi się podoba tak samo, nie. Niektóre teksty są lepsze, inne gorsze, ale gusta są różne i nie ma co nad tym dyskutować.
Uważam jednak, że Luana bardzo sie rozwinęła od pierwszych tekstów, widać to bardzo wyraźnie zwłaszcza w pierwszym i drugim tomie „Obrazów miłości”.
Twierdzenie, że Luana to Lampira, ludzie zastanówcie sie czasami, co wy w ogóle piszecie.
Wy sobie nie zdajecie sprawy ile czasu trzeba włożyć w pisanie, myślicie, że książka pisze sie sama? Na blogach jest mnóstwo beznadziejnych tekstów, które komentujecie i piszecie jakie to one są cudowne, podczas gdy jest zupełnie inaczej.
Doceńcie fakt, że Luana nie wystawia swoich ebooków w wysokich cenach, że stara się brać pod uwagę zdanie was, czytelników, ale nie, wam ciągle źle, ciągle mało, niedobrze i tak dalej.
Obrazić, krytykować, Pojechać na blogu najłatwiej, ale gdyby to każdego z was spotkało w realnym życiu, nie bylibyście szczęśliwi, zastanówcie sie co piszecie, bo czasami można naprawdę skrzywdzić niewinnego człowieka.
Luano, nie daj sie stłamsić, nie daj sobie wmówić, że nie umiesz pisać, umiesz, ale jak każdy autor ciągle sie rozwijasz, ale Ty o tym doskonale wiesz.
Pozdrawiam ciepło
Kaela Mensha
Droga Kaela'o Mensha,
UsuńTo, że człowiek nie publikuje swoich tekstów w Internecie nie oznacza, że nie pisze. Piszę, a co więcej jedno z moich opowiadań zostało wydane. Czy to nie oznacza, że jednak trochę się na tym znam? Rozumiem i potrafię rozróżnić pojęcia krytyka i konstruktywna opinia. Ale moim zdaniem zwrócenie autorce uwagi na zgrzyty w budowie postaci chyba jednak można nazwać konstruktywnym. Jako czytelnik chyba mogę wyrażać swoją opinię na temat tekstu. Czy według Ciebie "konstruktywnym" w tym wypadku można byłoby nazwać narzucenie autorce mojej wizji tego jak dany bohater powinien wyglądać? Wtedy byłoby to dopiero nieuprzejme. Pozostawmy autorce kreacje postaci, ale kiedy te nam nie odpowiadają, zawsze możemy napisać co nam zgrzyta. W końcu nawet dobry tekst może być lepszy.
the b, mój komentarz nie odnosił się wyłącznie do tego, co Ty akurat pisałaś, nie będę się wdawać w dyskusję co się powinno, a czego nie, tym bardziej, że nie komentuję zbyt często, a w zasadzie wcale, ale to już inna sprawa.
OdpowiedzUsuńMówisz, że wydałaś swoje opowiadanie, a gdzie można je kupić, bo naprawdę chętnie bym przeczytała.
Pozdrawiam
http://www.sklep.gildia.pl/literatura/249593-antologia-tom-5-plomienie
Usuńthe b, na stronie jest informacja, że towar jest niedostępny więc nie mam raczej możliwości go kupić. Poza tym książka jest zapewne bogato ilustrowana, co dla mnie jako osoby niewidomej stanowi problem, bo skanowanie takiego rodzaju tekstu jest trudne, ale to już nie miejsce na tego typu dyskusje.
OdpowiedzUsuńNiemniej, dziękuje za linka.
Niewidomej... To jak Ty k.... Czytasz opowiadania Luany i komentujesz tu? XDDDDDD
UsuńWitaj Anonimowy,
UsuńMyślę, że jak większość cywilizowanych ludzi korzystam z komputera, a co za tym idzie i dzięki niemu również czytam. Służy mi do tego czytnik ekranu, czyli program, który najprościej rzecz ujmując czyta mi to co robię na komputerze. Mam nadzieję, że zaspokoiłam Twoją ciekawość :"d
Pozdrawiam
Witaj kochana!
OdpowiedzUsuńNa początek przepraszam że dopiero teraz. Strasznie mało czasu miałam w ostatnim czasie dla siebie i w końcu udało się zorganizować. Muszę przyznać że przeczytałam jednym tchem. Widzę że sporo się działo. Nic dziwnego że Alec poczuł się wykorzystany. Na przyszłość Morgan powinien być z nim uczciwy. Ten Garret mi się nie podoba i słusznie. Źle mu z oczy patrzy i w dodatku narobił sobie chęci na Aleca. Normalnie nie pozwól mi go skrzywdzić w żaden sposób! To wspaniały chłopak i mam również nadzieję iż jakoś dogada się z Darlin. W końcu są przyjaciółmi. A przyjaźń w trudnych momentach jest ważna. Jestem ciekawa co pokażesz dalej.
Co do Twojego problemu uważam że powinnaś opublikować Dług po zakończeniu. Z uwagi na szacunek do reszty czytekników. Uważam że tak będzie najuczciwiej.Przynajmniej moim zdaniem ale zdecydujesz sama! Pozdrawiam mocno i czekam na ciąg dalszy!
Witaj, Luano c:
OdpowiedzUsuńCzytam twojego bloga od na prawdę długiego czasu i mimo, że nie zaglądam na niego regularnie, to zawszę mogę znaleźć na nim bardzo ciekawe twory, dzięki którym chociaż na chwilę mogę się oderwać od codzienności.
Bardzo lubię twój styl pisania. Jest lekki, przyjemny i przejrzysty, twoje opowiadania są zawsze dobrze przemyślane, a to sprawia, że chętnie wracam na twojego bloga.
Co do opowiadania. Bardzo mi przypadło do gustu. "Dług" na pewno wyróżnia się na tle innych. Podoba mi się to, że to opowiadanie nie jest przewidywalne, i mimo, że dajesz czytelnikowi namiastkę odpowiedzi, w tym konkretne warunki, na których odbywa się umowa między Aleciem a Morganem; to z każdym rozdziałem odkrywa się odpowiednią cząstkę tajemnicy, którą skrywa to opowiadanie. Jestem bardzo ciekawa przyjaciółki Aleca. Czy będzie ona odgrywać jakąś większą rolę w tym opowiadaniu, czy tylko będzie trwać wiernie jako przyjaciółka głównego bohatera?
Swoją drogą. Zastanawiam się skąd pomysł na napisanie opowiadania w takim stylu? Czy zainspirowałaś się czymś (książką, serialem, baśnią), a może pomysł wpadł ci pewnego wieczoru, kiedy sączyłaś swoją ulubioną herbatę?
Życzę Ci dużo weny i już nie mogę się doczekać nowego rozdziału c:
Pozdrawiam, Nicole.
Skąd pomysł? Sama nie wiem. Zewsząd można powiedzieć. Inspiruję się wszystkim, książkami, filmami, życiem. Często opisami jakiejś książki. Czasami wystarczy jedno zdanie zasłyszane od kogoś i jest pomysł. A, że lubię tematykę przymusowych związków to jakoś do głowy coś takiego mi wpadło. Nie pamiętam skąd się wziął pomysł na to. Pisałam ten tekst przeszło pół roku temu. Nawet więcej. Ale być może zobaczyłam coś w jakimś filmie. Nie wiem. Tym bardziej, że pomysły bombardują mnie codziennie. :)
UsuńO mamo jaka absurdalna kłótnia się na blogu rozwinęła nie powiem uśmiałam się czytając poszczególne komentarze ;P niektórzy ewidentnie luanę atakują i nie jest to krytyka tylko chęć utarcia nosa, tylko nie wiem za co.. Można w naprawdę kulturalny i prosty sposób napisać to i to mogłoby być trochę lepsze a nie że beztalencie nie umiesz pisać.. Idźcie być sobą gdzieś indziej i proszę szanujcie autora bo ja choć piszę do szuflady to serio wiem że ciężko jest coś doprowadzić do końca a dziewczyna mając takie chamskie i prymitywne komentarze wciąż publikuje, propsy dziewczyno. Wyraziłam swą opinię i na prawdę nie chcę by powstała kolejna dyskusja
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to w sumie wielkich rewelacji w nimnie było lekko się czytało mam nadzieję że historia nabierze rumieńców:-)
Pozdrawiam i weny życzę :-)
Doprawdy, uwazam, ze komentowanie nawet konstruktywne jest bez sensu, bo autorka ma to po prostu w dupie za przeproszeniem. Rozumiem, ze to ona pisze, ale nawet rad nie bierze sobie do serca.
UsuńNie umie po prostu pogodzic sie z faktem, ze niektorzy madrzy ludzie uwazaja jej tekst za nudny, monotonny, dziecinny etc. Bo na opowiadanie doroslej kobiety - a z tego co wien to Luana nia jest - to nie wyglada i wygladac nie bedzie. To opowiadanie bardziej dla nastolatek, ale znajda sie ludzie starsi (ktorzy widocznie maja malusienkie wymagania, co do tekstow). Wystarczy seks u romans i jest bosko :)
Pozdrawiam
Seks i romans. Właśnie na tym polegają romanse. Jak Twoim zdaniem nudzę to trudno. Ciekawe czemu większości czytelników się podoba.
UsuńCzytaj ze zrozumieniem to znajdziesz odpowiedz.
UsuńA ja tak jestem ciekawa tych osób dla których teksty Luany są nudne. Czego byście chcieli, co? Chyba że wy na Dostojewskim wychowani. Raz Luana zadała pytanie co byście chcieli nikt się nie odezwał. Ja pytam. Co byście chcieli czytać. Mordobicie co rozdział, gwałty, a może ciągle akcję? A ja nie, wolę zwyczajne, proste romanse i tak pełne seksu również.
UsuńKasia
Poczytaj sobie opowiadania Ingi albo dziewczyn z FDTS zrozumiesz, o co nam chodzi.
UsuńA jesli juz mowa o seksie to wolimy seks na poziomie doroslych ludzi, a nie dwoch nastolatkow. I jest duza roznica miedzy dobrym, a zlym romansem.
Gdzie rozdział? O_O
OdpowiedzUsuńteż sie zastanawiam xd czekamy dalej!
Usuń~A.Wolvin
A ja biegłam z pracy by jak najszybciej przeczytać :(
OdpowiedzUsuńKiedy bedzie rozdzial?
OdpowiedzUsuńRozdział już jest wstawiony.
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńMorgan wykorzystuje, to było pewne, ze tak to będzie, Alec nie doświadczył czegoś takiego, jak po prostu \, ze ktoś zrobił aby poprawić mu humor czy coś w tym stylu, ta kobieta mnie przeraża, co ona planuje...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie