6 sierpnia 2017

Szczęście od losu tom 1 - Rozdział 2

Hejo. Dziękuję ślicznie za wszystkie komentarze. Aż mi miło się zrobiło. Ciepło na sercu. Mam nadzieję, że tekst dalej będzie się Wam podobał. :)
Ja ostatnio jestem mega zajęta. Ledwie na lapka wchodzę. Mało się odzywam i bywam na blogu, ale komentarze czytam. Jeszcze raz dziękuję. :***
Prawdopodobnie we wtorek lub we środę wyjeżdżam. Postaram się ustawić rozdział, aby ukazał się za tydzień (mam nadzieję, że żadnych problemów nie będzie z jego ukazaniem się). bo wrócę do domu dopiero 16 sierpnia.  Jakby były jakieś pytanie zadane po wtorku to dopiero odpowiem po powrocie. :)

Zapraszam na drugi rozdział.  :)

Wpatrywał się w lalkę w jak najgorsze zło. Mimo tego nie upuścił jej, chociaż miał na to ogromną ochotę, szczególnie, że śmierdziała. To przecież była zwykła lalka, a ten idiota Jaemin traktował ją jak dziecko. Tylko imbecyl może tak robić.
Zszedł ze schodów i mijając rodziców położył lalkę na kanapie w salonie. Wytarł ręce o spodnie, jakby to coś, co wyglądało jak niemowlak było brudne.
O co tu chodzi? – zapytała mama. Nie zdążył jej jednak odpowiedzieć, bo wrócił zdyszany Jaemin niosąc w ręku coś zwiniętego w kostkę.
– Już jestem. – Ukłonił się rodzicom kolegi i podszedł o lalki-dziecka, po czym spiorunował wzrokiem Daesoona za to jak ją położył. – Mogłaby spaść.
To lalka. Nie rusza się, więc nie spadnie – prychnął Kim.
Ale gdyby była dzieckiem spadłaby. Tego chcą nauczyciele nas nauczyć. – Uklęknął na podłodze. Położył lalkę inaczej i odpiął jej śpioszki. Nie wiedział o co chodzi z tą pieluszką i na czym to polega, bo przecież lalka nie mogła narobić w pieluchę. Ale zapach wydzielał się naprawdę przykry. Musiał być jakiś czujnik, który w odpowiednim czasie po podaniu jedzenia wypuszczał zapach mający świadczyć, że trzeba pieluszkę zmienić.
Spojrzał na metkę i instrukcję na niej. Część głosiła: „Po czym namoczyć brudną pieluszkę w wodzie i wysuszyć. Po tych czynnościach będzie gotowa do ponownego użytku.” To zrobi w domu. Na razie odpakował czystą pieluchę. Założenie jej nie szło mu tak dobrze. Denerwował się. Tym bardziej, że troje osób nie odrywało od niego wzroku. Jedna para oczu była pełna kpiny. Chciał poprosić o pomoc ich właściciela – przecież to też obowiązek chłopaka, aby się zajmować ich córką – ale nie potrafił. Ręce mu się trzęsły kiedy nierówno zapinał rzepy. Musi się tego nauczyć. Powinien był zapytać mamy jak to się robi. Kiedy o tym pomyślał przy nim uklęknął pan Kim. Ojciec Daesoona uśmiechnął się ciepło i pokazał mu jak założyć pieluchę, aby nic się nie zawijało i żeby rzepy dobrze trzymały.
To proste zobacz. Tutaj łapiesz. Przekładasz i zapinasz rzep. Byle nie za ciasno i nie za luźno, bo pielucha spadnie. A teraz tutaj. Gotowe. Ubierz ją teraz i powiecie nam dlaczego bawicie się lalkami. – Wstał wciąż się uśmiechając. Był człowiekiem dobrym, przyjacielskim i zawsze gotowym pomóc. Jaemin go lubił. Natomiast pani Kim porażała chłodem i zawsze patrzyła na Lee jak na robaka, którego można zdeptać. Za to uwielbiała nad życie swojego syna.
To nowy projekt szkolny – tłumaczył Jae ubierając lalkę. – Ma nasz nauczyć rodzicielstwa, pokazać jak ciężka to jest praca. Chyba bardziej chodzi o to, żebyśmy się nie śpieszyli z potomstwem. Mamy na to czas.
Rozsądne – przyznał pan Kim.
Tak. Nauczyciel podzielił nas na pary. Zostałem parą Daesoona i dostaliśmy dziecko. Mamy się nim wspólnie opiekować. Za dobrą opiekę dostaniemy dobre oceny z wychowania i biologii. – To dziewczynka. – Wziął lalkę-dziecko na ręce. – Musimy z Daesoonem nadać jej imię. Nie mogę do niej wiecznie mówić lalka czy dziecko.
Projekt jest wstrętny – rzekł Daesoon. – Niech nie myślą, że będę w szkole paradował z tym czymś. Co ja dziewczynka jestem, że bawię się lalkami czy jak? Nie zamierzam opiekować się tym kawałkiem plastiku i gumy.
Mówisz tak o swoim dziecku? Spójrz – Jaemin podszedł do kolegi i pokazał mu małą. Lalka miała uniesione powieki, ukazując ciemne oczy, czyli nie spała. – Zobacz no, ma twoje oczy – zażartował. – Nic się ono nie obchodzi?
Daesoon popatrzył na Lee jak na totalnego głupka. To jest większy idiota niż do tej pory sądziłem, pomyślał. Właśnie Jaemin mu to udowodnił.
To jest lalka, świrze.
Z jakiegoś powodu Jaemina zabolało to słowo. Nie dał po sobie tego poznać i kiedy zobaczył, że kapitan jego drużyny wychodzi zapytał:
To co rozwód tak? Porzucasz nasze dziecko?
W życiu bym się z tobą nie związał i nie miał dziecka. Wiesz dlaczego? Bo nigdy bym cię nie tknął nawet palcem. Nie przychodź tu więcej.
Kolejne słowa zabolały Jaemina jeszcze mocniej. Nie chciał jednak myśleć dlaczego. Przecież tamto co czuł dawno wyparowało. To było tylko i wyłącznie platoniczne. Było i skończyło się. Zaślepienie mija.
Nie chciał jednak poddać się co do projektu. Razem mieli w nim uczestniczyć. Dzisiaj zamierzał odpuścić. Tym bardziej, że mama Daesoona już podeszła do drzwi, otworzyła je i czekała kiedy wyjdzie. W sumie już i tak  było późno, a on musiał odrobić lekcje. Dobrze, że nie  miał dzisiaj zajęć dodatkowych. Nie miałby chwili dla siebie, a jeszcze doszła opieka nad dzieckiem i na razie musiał sobie sam radzić.
 
~*~
 
Siedział przy stole z dzieckiem w ramionach. Przed chwilą nakarmił Raemin – sam nadał jej imię. Jego mama przygotowując kolację co chwilę popatrywała na syna. Będzie dobrym ojcem, pomyślała. Na szczęście do tego jeszcze było daleko. Jaemin chodził do ostatniej klasy liceum. Potem pójdzie na studia. Po nich znajdzie dobrą pracę i będzie mógł myśleć o założeniu rodziny z jakimś miłym chłopakiem i urodzić mu dzieci. Jej syn, jak i wielu mężczyzn w ich świecie był hermafrodytą i  mógł zajść w ciążę. Podobna sprawa miała się z Daesoonem. Nie każdy jednak mężczyzna był do tego zdolny. Szczególnie ci co kochali kobiety nie mieli takiej możliwości. Tego natura im poskąpiła, z wiadomych powodów. Jej syn nigdy nie zwiąże się z kobietą, tylko z mężczyzną, a u nich było to naturalne.
Daesoon pomoże ci? – zapytała przygotowując makaron sojowy z wołowiną i warzywami. Uwielbiała gotować. To była jej pasja i miłość.
Tak, ale jeszcze o tym nie wie. Musi to zrobić inaczej obleje. – Uśmiechnął się do Raemin. – Chociaż zmuszenie go to tego będzie trudne. Ale będzie dużo okazji do pogadania. Jutro mamy po lekcjach trening, a w sobotę kolejny mecz międzyszkolny.
Uda wam się przejść do finałów? – W woku rozgrzała łyżkę oleju i wrzuciła pocięte na cienkie plasterki grzyby.
Trudno powiedzieć. Na to liczymy, jak każdy.
Powiedz mi jeszcze jak inni uczniowie reagują na ten projekt z lalkami.
Ze szkoły to nie wiem. W klasie jak najbardziej pozytywnie to przyjęto. – Zaśmiał się pod nosem. – Nawet kumple Daesoona zostali tymczasową parą, mają syna i dobrze się bawią. A Kim się wścieka i nie chce z nimi gadać. Nie wiem dlaczego on tak reaguje. – Wzruszył ramionami. Dostrzegając, że kolacja jest gotowa ułożył Raemin w przygotowanej kołysce. Razem z mamą znieśli ją ze strychu. Należała go niego kiedy miał kilka tygodni. Zrobił ją jego tata. Rodzice nie mieli wiele, nie mogli sobie pozwolić na taki zakup, więc dużo rzeczy robili sami. Mama ją pomalowała w kwiaty, mimo że w tym względzie wielkiego talentu nie miała.
Będzie spać. Mam nadzieję, że da w nocy mi pospać. A jak było ze mną? – zapytał siadając przy stole.
Ty nie dawałeś. Noce należały do ciebie. Jak się rozdarłeś to nie było na ciebie mocnych. Ale i tak cię kochaliśmy nad życie. – Postawiła przed nim kolację. – Proszę. Smacznego. Nie zapomnij później odrobić lekcji.
Część już mam za sobą. Resztą zajmę się jak zjem. – Od zawsze miał dobry kontakt z mamą. Ufał jej bezgranicznie. Kochał ją. Czasami nazywano go maminsynkiem, lecz tym się nie przejmował. Na pewno kimś takim nie był. Miał swoje zdanie, nie zawsze słuchał się rodzicielki. Bywało, że się kłócili. Po prostu ją szanował i liczył z jej opiniami. Kiedyś ją opuści, gdy wyjedzie do dużego miasta na studia. Był wysokim, dobrze zbudowanym młodzieńcem i miał swoje marzenia. Chciał się kształcić. Potem wyjść za mąż za dobrego mężczyznę i mieć z nim dzieci. To już kiedy zdobędzie dobrą pracę i będzie mógł dzięki temu utrzymać rodzinę. To i tak były dalekosiężne plany. Najpierw najważniejszy był ostatni rok liceum, a szczególnie te dwa tygodnie projektu. Liczył na dobrą ocenę.
Po kolacji poszedł się uczyć. Raemin tylko raz mu przeszkodziła, kiedy znów musiał zmienić jej pieluszkę. Od razu ją wypłukał. Przed tem jednak dla próby próbował ją nałożyć, ale lalka ciągle płakała, a brzydki zapach nadal się ulatniał. Zastanawiał się jak to wszystko działa. Nawet pielucha nie wyglądała jak taki zwyczajny pampers dla prawdziwego dziecka. Przecież dało się ją prać. A nie była z materiału. Mama mówiła mu, żeby tego wszystkiego nie rozpracowywał, bo to tak jakby zastanawiał się jak funkcjonuje dziecko.
Przykrył Raemin kocykiem. Najchętniej to by na nią bez końca patrzył. Lalka naprawdę wyglądała jak ludzki niemowlak. Co by było jakby on naprawdę miał takie maleństwo? Ciekawe tylko z kim. Pokręcił głową na głupie myśli i wrócił do lekcji. Musiał mieć dobre oceny, aby być w drużynie. Kochał piłkę nożną, a na domiar złego był zastępcą kapitana. Tym bardziej  nie chciał, żeby wyrzucili go z drużyny. Daesoon na pewno miałby z tego dużą satysfakcję. Nie chciał, aby Lee był jego zastępcą.
Po zakończeniu nauki sprawdził czy lalka śpi i poszedł się umyć. Później powiedziawszy mamie dobranoc udał się na spoczynek. Musiał jutro wcześnie wstać, aby nakarmić dziecko, siebie i przygotować się do szkoły.
 
~*~
 
 
Przewożenie w autobusie lalki wyglądającej jak niemowlę po raz kolejny skupiało ludzkie spojrzenia na Jaeminie. Niektórzy podśmiewali się pod nosem. Chłopak jednak nic sobie z tego nie robił wyglądając przez okno i przytulając do piersi Raemin. Droga do szkoły była długa, ale na szczęście mijała szybko, a autobus dowoził go na przystanek tuż przy szkole.
Ręce bolały go od trzymania lalki, bo wciąż nie miał nosidełka. Przecież nie wypożyczy wózka. Dopiero inni mieliby przedstawienie.
Na pierwszych dwóch godzinach miał matematykę, potem angielski i pozostałe lekcje. Wraz z treningiem zajęcia będzie miał do późna. Co w połączeniu, że musi zajmować się lalką-dzieckiem mu nie pasowało. Nie mógł jednak przestać chodzić do szkoły. Musiał się uczyć, by w przyszłości zdobyć lepszą pracę.
Jaemin. – Idąc korytarzem Lee usłyszał głos przyjaciela.
– JunHo. – Poczekał aż chłopak podejdzie do niego ze swoją lalką. – Wyglądamy jakbyśmy bawili się w tym wieku lalkami.
A niech się inni gapią. Nic im do tego. Dobrze z nią wyglądasz. Pasuje ci dziecko. A gdzie Daesoon?
Nie wiem.
– Dalej ci nie pomaga? My z EunRa jesteśmy razem kiedy tylko możemy. To zadziwiające, ale Siwon, tak nazwaliśmy naszego syna – zaśmiał się – ciągle płacze jak nie jestem z EunRa.
Fajnie trafiłeś. Daesoon powiedział, że nie będzie się opiekował rzeczą i słowa dotrzymuje.  Zostałem samotnym ojcem. Chyba. Może wydarzy się jakiś cud.
Nie zależy mu na dobrej ocenie? Dziwne. – Lalka Jaemina zaczęła płakać. JunHo patrzył jak chłopak ją kołysze w ramionach. – Zdradzę ci, że mam dość. Już po pierwszych godzinach stwierdziłem, że na razie nie chcę mieć dzieci. A nie opiekuję się Siwonem sam.
Lee Jaemin roześmiał się, a jego wzrok padł na Daesoona stojącego niedaleko i wpatrującego się w nich. JunHo też go zauważył i podszedł do chłopaka.
Nie wiem jakim ojcem będziesz w przyszłości, ale współczuję osobie, która będzie mieć z tobą dzieci.
Odezwał się poprawny ojciec i mężczyzna. Gdzie twoja żonka? – zakpił Kim.
Właśnie idzie. Bierze udział w tym projekcie wspólnie ze mną, a Jaemin na ciebie nie ma co liczyć.
Nie zamierzam mieć cholernych dzieci, a tym bardziej opiekować się lalką i bawić w dom. Jeszcze z nim – prychnął, po czym zwrócił się do Lee: – A ty, nie wysyłaj swojego kumpla od siedmiu boleści, żeby mi coś przegadał, bo nic z tego. Nie zależy mi na ocenie. Mam tak wysoką średnią, że dam sobie radę. I jeżeli przez to coś, dzisiaj nie dasz z siebie dwieście procent na treningu zrobię wszystko, żeby to był twój ostatni trening – syknął mu prosto w twarz. – Przechodząc obok niego uderzył w ramię chłopaka swoim, przez co śpiąca Raemin zaczęła płakać.
Dupek! – zawołał za nim Jaemin usiłując ponownie uspokoić lalkę-dziecko.
Dlaczego on się tak do ciebie odnosi? – zapytała EunRa Byun.
Nie wiem. Jako dzieci bawiliśmy się nie raz razem. Potem coś się zmieniło. Chociaż chyba nigdy mnie nie lubił. Najchętniej to  by mnie wywalił z drużyny, ale jestem zbyt dobry, aby to mógł zrobić. Na szczęście nie on decyduje. – Spojrzał tam gdzie zniknął Kim. – Nie będę sobie nim głowy zawracać. Idziemy do klasy. Pan Sung nie znosi spóźnialskich.
Jak i podobno tego projektu z lalkami. Wkurzy się jeżeli połowa klasy będzie musiała uciszać swoje dzieci – powiedział JunHo Cheong.
Udali się do klasy której widok zaskoczył całą trójkę. Ławki zostały poprzestawiane, a pod jedną ze ścian stały kołyski.
A ja się zastanawiałem co zrobię z Raemin – szepnął pod nosem Lee.
Do przybyłej trójki przybiegła w podskokach NaJi Park przyjaciółka EunRa. Dziewczyna była siostrą bliźniaczką Hooyuna, który był przyjacielem Daesoona.
Fajnie nie? Pomyśleli o nas – mówiła gestykulując. Była bardzo żywiołową nastolatką. – Swoją małą już położyłam. Chodźcie pokaże wam wasze kołyski. No, waszych dzieci, nie wasze. Za duzi jesteście, aby się zmieścić. Chociaż jakbyście umieli się tak zgiąć jak…
NaJi – upomniała ją przyjaciółka.
Gaduła ze mnie. Ale wy macie fajnie, bo siedzicie zaraz przy kołyskach. Co nie podoba się Daesoonowi. – Wskazała na chłopaka w czwartej ławce. Wyglądał jakby miał kogoś zabić.
Niestety, będziesz musiał to znosić do końca projektu, pomyślał Lee, potem wszystko wróci do normy i będę mógł siedzieć w tej ławce z JunHo.
Ułożywszy lalkę w kołysce usiadł obok Kima i zagadał do niego:
Jeżeli nie chcesz się wspólnie ze mną opiekować naszą córką – specjalnie tak powiedział – to dlaczego siedzisz w tej ławce?
Bo moja jest zajęta gdybyś nie widział tłumoku. – Spojrzał na swoich przyjaciół, którzy jak dostrzegł oglądali na telefonie zdjęcia lalki, którą się opiekowali. – Popaprańcy. – Nawet czasu dla niego nie mieli.
Świetnie sobie radzą. A ja muszę się z tobą męczyć.
Kim posłał w stronę Lee spojrzenie swoich czarnych oczu.
Wytrzymasz. Ale zrobię z twojego życia piekło, jeżeli dasz dupy na sobotnim meczu.
O to już nie tylko na treningu. Brawo ja.
Cała klasa ucichła kiedy do sali wszedł pan Sung, który z grymasem na twarzy obrzucił kołyski.
 
~*~
 
Wbrew obawom Lee lekcje minęły szybko i zbliżył się trening. Przebierając się w szatni Jaemin jak zwykle nie patrzył na innych chłopaków. Szybko przebrał się w strój sportowy. Raemin położył na szerokiej ławce, ale pilnował, żeby nie spadła. Zresztą nie tylko on miał tutaj pod opieką lalkę. Na boisku miał już problem gdzie położyć małą. Nie chciał jej kłaść na ziemi, pomimo że to był dopiero wrzesień. Przez co miotał się trochę.
Bardzo zdenerwowało to Daesoona, który jako kapitan chciał już rozpocząć trening. Nie potrzebował do tego trenera. Rozgrzewkę mógł zrobić. Ale nie zabrał się za to, bo Lee ciągle nie wiedział co zrobić z tą głupią rzeczą. Podszedł do niego i wyrwał mu ją z rąk. Położył na trawie przedmiot, który chciał mieszać w jego życiu.
Jak mogłeś to zrobić?! – Zdenerwował się Jaemin ledwie powstrzymując się przed popchnięciem Daesoona. Wziął Raemin na ręce. Na szczęście mała nadal spała.
Mamy trening, nie mam zamiaru dopuścić do tego, by coś zostało spieprzone przez twoje nadmiernie rozwinięte macierzyńskie instynkty, pacanie!
Ojcowskie, ignorancie! Nie możesz kłaść dziecka na trawie! Co z ciebie za ojciec?
Daesoon zaśmiał się.
Tobie się w głowie popierdoliło. To jest lalka, a ja nie jestem jej ojcem!
Na dwa tygodnie jesteś. Nie kładzie się dziecka na zimnej ziemi!
Małżeńska kłótnia, panienki? – zapytał zbliżający się do nich trener.
Nie proszę pana. – Daesoon podszedł do ławki na której leżała jego bluza. Wrócił i rozesłał ją na trawniku. Wziął lalkę od Lee i położył ją na ubraniu.
Jaemin patrzył na to wszystko z lekkim zdziwieniem.
Zadowolony? Moja bluza jest gruba.
Poniekąd. Może być. – Lee zerknął na Raemin. Wyglądało na to, że w dalszym ciągu spała. Wcześniej ją nakarmił, przewinął, więc powinien być spokój. Nie powinna sygnalizować, że jej zimno.
Na boisko chłopaki! – krzyknął trener.
Pobiegli na środek boiska, gdzie z marsową miną czekał na nich trener. Jaemin postanowił dać z siebie wszystko, żeby Daesoon nie miał powodu mu dowalać. Także jak tylko rozpocząć się trening zaczęty od pożądnej rozgrzewki, chłopak dawał z siebie wszystko wylewając siódme poty. Musiał być lepszy od Kima.
Trener go kilka razy pochwalił za to, że obronił kilka solidnych strzałów, kiedy podzielili się na drużyny i zaczęli grać. Po godzinie miał dość i padł na murawę. Otarłszy czoło ramieniem, napił się wody. Przy okazji sprawdził co u dziecka. Wyglądało na to, że było wszystko w porządku.
Dobry byłeś. – Do Jaemina przysiadł się jeden z chłopaków z drużyny. Bardzo chudy i wysoki. Jaemin miał metr osiemdziesiąt, ale ten chłopak był dużo od niego wyższy. – Ostatnio na meczu wszystko z siebie dałeś. Gdyby nie ty dowaliliby nam. – Poklepał Lee po nodze. W tym samym momencie obaj usłyszeli warczenie, gdy jak z podziemi wyrósł przed nimi Daesoon.
Jeżeli chcecie flirtować, to nie róbcie tego na moich oczach.
Ale my… – zaczął Jaemin.
Nie tłumacz się, bo nie musisz. Ruszać dupy. Koniec przerwy – warczał Kim. – Gruchać będziecie sobie… – Nie dokończył tylko odszedł z zaciśniętymi pięściami.
A temu co odwaliło? – burknął dryblas. – Coś go w nos ugryzło czy jak? Dobra, zanim wróci to może faktycznie ruszmy cztery litery. Na meczu przeciwnicy nie dadzą nam fory.
Mhm. Oby tylko Dae nie był rozkojarzony jak teraz. – Lee wstał i otrzepał spodnie.
Teraz rozkojarzony? To popatrz na niego. Teraz wygląda jak wściekły tygrys. Jeszcze kogo pobije. Lepiej niech się wyżyje na treningu.
Jaemin skinął głową, ale chłopak tego nie widział, bo pobiegł na boisko. Po chwili i on dołączył do drużyny oraz nie wiedzieć czemu wściekłego kapitana.

10 komentarzy:

  1. Super jest :) Szybko przeczytałam i już nie mogę się doczekać kolejnego :) Czuje niedosyt mimo,że to dopiero początek haha xD Czemu rozdział tak szybko się skończył? :) :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ktoś tu jest zazdrosny..😏

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe o co chodzi z tą zazdrością... Czyżby, ktoś tu się w kimś podkochiwał, ale wstydził się tego i swoje uczucie obracał w nienawiść do chłopaka?
    Życzę weny i do następnego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Love������ Sadze to samo co sara naprawa!����

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze ale to z a w s z e jak czytam rozdział od ciebie, tak dobrze mi się go czyta, że konczy się szybciej niż mrugnę... No nic, jest super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero teraz to zauważyłam że rozdziały Spontanicznej Decyzji są usunięte, dlaczego? Chętnie teraz bym to przeczytała jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń
  7. NO KOCHANA wciągnęłaś mnie niesamowicie.
    Aż się tego nie spodziewałam.
    Naprawdę. Czyta się świetnie. W dodatku relacje chłopaków są dość zaskakujące. Co będzie dalej?
    Czy w końcu Daeson się przekona? A może specjalnie unika chłopaka? Rety już czekam na ciąg dalszy a opowiadanie dopiero się zaczęło.
    Uwielbiam Cię i czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogę się doczekać tego co będzie dalej, te dialogi są świetne, niektóre potrafią rozbawić.

    OdpowiedzUsuń
  9. No to od początku.
    1. Znowu chłopcy, którzy się nie lubią. Lubisz ten motyw, huh? :D
    2. Mpregi to nie moja bajka.
    3. ALE TY JAK COŚ PISZESZ TO JA NIE MOGĘ TEGO NIE LUBIĆ I NIE CZYTAĆ. WYJĆ I NIE FRACAJ. PF.

    Znaczy wiesz, ale nawet jak wyjdziesz to nadal pisz. Okej? Okej?
    Nie obrażaj się kocham Cię ;-;

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)