5 lutego 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 3

Zanim zaproszę Was na kolejny rozdział to najpierw chcę poinformować, że jestem w trakcie pisania tekstu na ebooka, który będzie nosić tytuł "Zaufaj  mi". W planach ma nie być to coś długiego, ale ma być lekkie. Będzie to historia o pewnym zakładzie i co z tego wyniknie. Mam siedem rozdziałów, jutro piszę dalej. Tekst jest już powoli poprawiany. Może w marcu udałoby mi się to opublikować, ale nie ręczę za to. Trzymajcie kciuki. :)
Do tego  kiedyś mój laptop przyprawił mnie o zawał serca. Chodzi coraz gorzej, ale na szczęście da się pisać i przy okazji modlić się trzeba, żeby wytrzymał zanim nie zarobię na nowy sprzęt. Czyli bardzo bardzo długo to potrwa. Za to by mój staruszek działał też trzymajcie kciuki. :)

Chciałam też poinformować, że Silencio ukończyła kolejną część Nissaia i zapraszam do kupna: Klik.

Ku mojej radości również Obsesja wrzuciła "Granice 2". Tekst można kupić tutaj: Klik.
Kto nie zna pierwszej części, publikowanej kilka lat temu, to zapraszam do czytania: Tutaj.

Teraz już zapraszam do czytania rozdziału i przesyłam uściski tym którzy skomentowali poprzednią część. :)


W kuchni Zarzyckich unosił się zapach przypraw korzennych, gotowanego kompotu z suszonych owoców i barszczu, do którego Zofia ulepiła wczoraj uszka. Zajęta doprawianiem barszczu nie zauważyła, kto z domowników wszedł do kuchni i poprosiła tę osobę o podanie pieprzu.
Kamil uśmiechnął się pod nosem. Odłożywszy ostrożnie plecak oraz torbę z laptopem, wziął z półki na przyprawy, zrobionej przez dziadka, słoiczek z pieprzem. Nie podał go jednak babci, tylko stanął obok, wpatrując się w nią. Kobieta dopiero po dobrej chwili przypomniała sobie, o co prosiła. Sądząc, że w kuchni pojawił się jej mąż, odwróciła się, mając zamiar dać mu reprymendę za to, że robi sobie z niej żarty. Zamiast tego, gdy zobaczyła kto pojawił się w jej kuchennym królestwie, słowa utkwiły jej w ustach.
– Kamil?
– Tak mam na imię, babciu.
– Jednak przyjechałeś. – Uścisnęła go, a potem pacnęła w ramię. – Mam ja ci do przekazania do słuchu parę rzeczy. Co to była za ucieczka? Nie dało się wcześniej wrócić? Na święta nie miałeś zamiaru przyjechać?
– Są pewne rzeczy…
– Pewnie rzeczy. Nieodpowiedzialne i gówniarskie zachowanie. Tego drugiego także. Nie wiem na jakim świecie wy młodzi żyjecie. Ale przeżyjecie tyle lat co ja, to dopiero zmądrzejecie. Jeszcze będziecie wspominać jacy to głupi byliście, myśląc, że pozjadaliście wszystkie rozumy. Zapamiętaj sobie moje słowa. – Pogroziła mu palcem, po czym uśmiechnęła się. Wzięła od niego pieprz i wróciła do gotowania. – Twój pokój czeka na ciebie.
– Przyjechałem tylko na…
– Tak, tak. Domyślam się. Gdybyś chciał zobaczyć się z dziadkiem, to powinien być w ogrodzie z Mili.
– Właśnie, wiedziałem, że kogoś tu brakuje, bo nikt po mnie nie skakał. – Zebrał swoje rzeczy z podłogi i rozejrzał się po kuchni. Odetchnął. Dobrze, że wrócił. Tylko na kilka dni, ale zawsze coś.
Poszedł do swojego pokoju, wysprzątanego i takiego, jakby na niego czekał. Na łóżku leżała pościel. Wyglądało na to, że rano ktoś założył nowe poszewki. Figurki wyrzeźbione przez dziadka stały na półkach i było ich o wiele więcej, niż kiedy opuszczał to miejsce. Nie mieściły się już i kilka ustawiono na biurku. Pokój został odmalowany, ściany lśniły jasną zielenią. Ktoś na panelach położył szary dywan, który zawsze leżał w pokoju rodziców. Kamil, przyglądając się pomieszczeniu, poczuł, że jest w domu.
Zostawił rzeczy obok szafy i wyszedł z pokoju. Swoje kroki skierował na dwór. Na siebie nałożył zgarniętą z wieszaka kurtkę. Ubrał się na dworze w towarzystwie śniegu i promieni słońca. Aż mu się lepiej zrobiło. Do Zamościa słońce pewnie nadal nie zamierzało zajrzeć. Jedyny minus pogodnego nieba to, to, że tutaj było o wiele zimniej. Poszedł za dom i już zza rogu widział dziadka oglądającego młode jabłonki. Milagors biegała wokół, z nosem przy ziemi, i zostawiając za sobą rowki w śniegu. Kamil zagwizdał. Suczka pierwsza zareagowała, przez chwilę przyglądając się, kto przerwał jej zabawę i zaczęła do niego biec. Dziadek dopiero wtedy podniósł głowę.
– A kogoż my tu mamy?
Kamilowi nie dane było odpowiedzieć, bo Mili uderzyła w niego niczym taran i ledwie utrzymał się na nogach. Suczka zaczęła piszczeć, skakać po nim, a jej ogon machający w różne strony i chwilami robiący kółka pokazywał radość, która ją rozpierała.
– Cieszysz się, tak? Tak, cieszysz się. – Kamil ukucnął i zaczął tarmosić psa, wczepiając palce w wilgotną od śniegu sierść labradora. – Śliczna jesteś. Lubisz komplementy, co? Tak, lubisz. Stęskniłem się za tobą. Cudna jesteś.
– Mów do niej tak jeszcze, to nie odpędzisz się od niej.
– Nie przeszkadza mi to. Uwielbiam ją. – Wyprostował się i spojrzał na dziadka.
– Pewnie już od babki dostałeś trzy grosze reprymendy, więc ja mogę tylko powiedzieć trzy słowa. Witaj w domu. – Stanisław wyciągnął rękę, a kiedy Kamil ją uścisnął, przyciągnął wnuka do siebie, obejmując go mocno.

*

Barbara Bieńkowska wzięła do ręki fotografię córki i westchnęła ciężko. Jej mąż podszedł do niej i położył rękę na ramieniu. Uścisnął je lekko. Gdzieś za ich plecami usłyszał głos Konrada mówiącego coś do Szymona, a po chwili w salonie rozległy się kroki.
– Powinna być z nami – szepnęła Basia, ocierając łzę z policzka. – Jak zawsze.
– Kto powinien być z wami? – zapytał dziewczęcy, wesoły głos.
Państwo Bieńkowscy odwrócili się, zszokowani. Nie wierzyli temu, co widzą.
– Ale miałaś być w Ziemi Świętej, na wykopaliskach.
– Co mi tam Ziemia Święta nawet w Boże Narodzenie, kiedy przy mnie nie byłoby mojej rodziny – powiedziała Karolina i ze łzami w oczach zbliżyła się do rodziców. Najpierw uścisnęła matkę. – Mamuś, tęskniłam za tobą. – Nie widziały się parę tygodni, a już brakowało jej rodzicielki. W ostatnim czasie bardzo zbliżyły się do siebie. Karolina musiała przyznać, że potrzebowała opieki ukochanej mamy.
– Ja za tobą szczególnie. Naprawdę sądziłam, że nie przyjedziesz. – Odsunęła córkę od siebie na długość rąk, przypatrując jej się uważnie. – Sama powiedziałaś, że ten wyjazd to twoja szansa na przyszłość.
– Ale bez was, świąt z wami… – Karolina zamyśliła się na chwilę – to już nie byłoby to samo. Nie można za wszelką cenę zdobyć jednego na rzecz straty czegoś ważniejszego.
– Moja mądra córka – rzekł Mariusz.
– Mam to po tobie, tatku.
Barbara popatrzyła na synów stojących w drzwiach, potem znów na córkę.
–  Czym przyjechałaś? Szymon może był po ciebie? Wiedział, że przyjedziesz?
– Nie, mamuś, nikt nic nie wiedział. Przyjechałam autobusem. Chciałam wam zrobić niespodziankę. Poza tym dzięki temu coś wiem. Wiecie, kto wrócił? Kamil – odpowiedziała od razu.
Szymona przeszył lodowaty prąd. Niespokojnie przesunął dłonią po krótko ostrzyżonych włosach. Nie słyszał już niczego, o czym mówiono w pokoju. Rejestrował tylko to, że mama o coś pytała, ale niczego nie rozumiał. Po głowie kołatało mu się tylko jedno.
Kamil wrócił.
Jakaś część niego chciała pobiec do sąsiadów i zobaczyć chłopaka, podczas gdy druga trzymała go w miejscu, krzycząc na niego, żeby dał sobie spokój. Gówniarz go zostawił w najgorszym momencie życia, więc takiemu nic się nie należy. Jak on go za to nienawidził. Zacisnął dłonie w pięści, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z domu, niemalże w biegu zakładając buty i kurtkę.
Na dworze było już ciemno. Wokół panowała cisza. Przystanął, spoglądając na dom sąsiadów. W pomieszczeniach paliły się światła, a jedno miejsce szczególnie zwróciło jego uwagę. Nie było dnia czy nocy, żeby przez ostatnie miesiące nie patrzył w to okno, przez które latem dostawał się do pokoju Kamila, by móc z nim być. Pragnął przez ten długi, pełen samotności czas, aby w końcu ujrzał przez nie cień tak dobrze znanej sobie sylwetki. Nareszcie się tego doczekał i czuł jak to rozrywa mu duszę na strzępy. Tak ciężko było tam nie pójść.
Zdenerwowany, szybkim krokiem ruszył w stronę stajni ścieżką oświetlaną przez zamontowane niedawno latarnie. Niedługo powinien przygotowywać się do kolacji wigilijnej, ale teraz to wszystko przestało mieć znaczenie. Cieszył się, że Karolina przyjechała, jednak przywiozła wieści, które wprawiały go w niepokój. Co dalej będzie? Na jak długo Kamil przyjechał? Czy tylko na święta? Jeżeli tak, to czy przez te dni go zobaczy? Wściekły, kopnął warstwę śniegu.
– Diabli mi cię teraz nadali. Po co wróciłeś? Sądziłem, że chociaż na chwilę odzyskam spokój.
Wszedł do opuszczonej niedawno przez pracowników stajni zamieszkiwanej przez ukochane konie. Włączył światło. Zefir zarżał na jego widok i wyciągnął łeb z boksu. Przeżuwał niedawno dane siano. Szymon, podszedłszy do ogiera, wyciągnął rękę i pogłaskał go po chrapach.
– On wrócił. Ten, którego tak polubiłeś. Pamiętam, że nie dawałeś się dosiadać komukolwiek, a jemu na to pozwoliłeś. – Otworzył drzwiczki i wszedł do boksu. Oparł czoło o szyję konia. Rękoma nie przestawał go głaskać. Potrzebował właśnie w tym momencie kojącej obecności Zefira, korzystając z chwili, by się uspokoić.
Koń zarżał, gdy do stajni wszedł ktoś jeszcze. Szymon napiął wszystkie mięśnie i spojrzał w stronę wejścia. Poczuł rozczarowanie na widok Karoliny. Dlaczego spodziewał się, że Kamil widział jak on tutaj idzie i równie mocno jak on zapragnie go zobaczyć? Głupia nadzieja. Dobrze się stało, bo co by wtedy zrobił? Nadal czuł trwającą w sobie burzę i wszystko mogłoby się zdarzyć.
– Wstrząsnęło to tobą – stwierdziła dziewczyna. Lekko kulejąc, zbliżyła się do boksu.
– Nie chcę o tym rozmawiać.
– Powinieneś. Nie myśl, że nie pamiętam co się z tobą działo. Leżałam w szpitalu, ale wszystko wiem. Odwiedzałeś mnie, ale nie byłeś sobą.
– Skurwiel zostawił mnie, jak dzieciak. Pieprzony gówniarz. Mam nadzieję, że nie zobaczę go przez te dni. Nie zepsuje mi świąt. Liczę, że po ich zakończeniu wyjedzie i już tu nie wróci – mówił głosem przepełnionym złością wymieszaną z cierpieniem.
– Na pewno tego chcesz? – Pogłaskała konia.
Oczywiście, że nie chciał! Wszystko w nim wołało, że pragnie się z nim spotkać. Ale tylko po to, by prosto w twarz wypluć mu każdy zmarnowany dzień. Każdy moment, w którym go potrzebował, a Kamil wszystko zmarnował.
– Zawiódł na całej linii. Nie mógłbym być z kimś, na kim nie można polegać.
– Ty też nie byłeś święty.
– Wiem, o co go oskarżyłem! – Zefir poruszył się niespokojnie na podniesiony głos Szymona. – Przeprosiłem go, błagałem o wybaczenie. Wyrzucił mnie. Myślałem, że ochłonie, tak jak ja to zrobiłem i przyjdzie do mnie. Porozmawiamy. Dowie się, jak mi przykro za te oskarżenia. Do dzisiaj mnie boli to, co powiedziałem, jednak to on postąpił najgorzej. Uciekł jak tchórz. Jest tchórzem.
– Nie mów tak. Jesteś na niego wściekły i dlatego powinieneś się z nim spotkać. Obaj nosicie zadrę w sercu. Postaw się na jego miejscu. Pomyśl, jak on się wtedy czuł…
– Adwokatka diabła – burknął Szymon. Poklepawszy Zefira po karku opuścił boks. Zamknął go. Stanął naprzeciwko siostry. – Pewnych rzeczy nie da się już naprawić.
– Kochasz go. On ciebie…
– Nie chcę nic wiedzieć. On nie wie, czym jest miłość. Prawdziwa miłość nie ucieka chyłkiem, nie poddaje się.
– Nie poddaje się, mówisz. To dlaczego to robisz? – Odwróciła się od niego ze smutkiem w oczach. – Wiesz, kiedy Kawecki mnie potrącił i leżałam na ulicy, sądząc, że umieram, przez chwilę miałam ochotę się poddać i nie walczyć. Ale pomyślałam o tym, co mogę stracić. Przecież chcę być archeologiem, uczyć się tego, odkrywać historię. Jeśli się poddam, to nigdy nie spełnię swojego marzenia. Kiedy po tygodniu wyszłam ze śpiączki i powiedzieli mi, że mam połamane nogi i mimo operacji lekarze nie wiedzą czy będę chodzić, też chciałam się poddać. Ale nie zrobiłam tego. Uparłam się. I co? – Spojrzała na brata. – Chodzę. Prawda, że kuleję, bo moje kolano nigdy już nie będzie tak sprawne, jak przed wypadkiem, ale realizuję marzenia. Nie poddałam się i nie poddam. Twarda ze mnie sztuka. Wycisnę z darowanego mi życia wszystko, by potem nie żałować. Żebyś kiedyś ty nie żałował. Szkoda, że nie potrafisz zrobić jednej rzeczy… Wybaczyć. – Ruszyła w stronę domu, w którym trwały ostatnie przygotowania do wigilii.
Szymon stał i patrzył na siostrę, mając ochotę wrzeszczeć. Wyłączył światło i poszedł za nią.

*

Kiedy zobaczył dwie postacie idące w stronę domu Bieńkowskich, odsunął się od okna na tyle, żeby nie było go widać. Mógłby przysiąc, że jedną z nich jest Szymon. Rozpoznawał go po sposobie chodzenia. Zresztą, chyba z zamkniętymi oczyma nie miałby z tym problemu. Druga osoba to Karolina. Mama mówiła mu, co się z nią działo. Raz napisał do niej esemesa z życzeniami powrotu do zdrowia. Z tego co wiedział, przyszła pani archeolog spędziła w szpitalu dwa miesiące, potem przechodziła rekonwalescencję w domu i dopiero niedawno wróciła na studia. Dzisiaj, kiedy spotkali się w autobusie, opowiedziała mu, że przez te ogromne zaległości chciała odłożyć powrót do domu. Czekało ją zaliczenie tych brakujących miesięcy na studiach, które miała odrobić na wyjeździe. W przeciwnym razie nie będzie mogła podejść do egzaminów. Wszystko wskazywało na to, że tak może się stać, bo nie wyjechała, woląc święta spędzić z rodziną.
Czy powiedziała Szymonowi o jego powrocie? Możliwe, że tak. Jak Szymon na to zareagował? Pewnie go to nie obchodzi. Wszak Szymek nic już do niego nie czuje. Kamil nie miał pojęcia czy to dobrze, czy źle. Serce krzyczało jedno, a mózg powtarzał, że tak będzie lepiej. Ich drogi się rozeszły i raczej nie ma możliwości, by znów się skrzyżowały. Co z tego, że teraz są tak blisko siebie?
Zapiął mankiet białej koszuli, która należała do niego, ale nie wziął jej, kiedy wyjeżdżał do Zamościa. Garnitur także wisiał w szafie i mógł go założyć, ale ubrał tylko spodnie, zostawiając marynarkę na wieszaku. Zamiast niej założył granatowy sweter. Stanął przed lustrem i poprawił kołnierzyk. Przyjrzał się przez chwilę sobie. Nic się nie zmienił. Nadal te same ciemno blond włosy, z tą samą fryzurą. Dopiero teraz uświadomił sobie, że Szymon czesał się bardzo podobnie. Jak on lubił te jego włosy postawione do góry. Przypomniał sobie jak wsuwał w nie palce, kiedy leżeli obok siebie. Potrząsnął głową, odganiając niechciane myśli.
Opuścił pokój i zszedł na dół. Usłyszał głos ojca dochodzący z pokoju:
– Co on tu robi? Czy ktoś mu kazał tu wracać? Dopóki się nie wyleczy, nie chcę go widzieć.
– Janek, daj spokój, są święta, poza tym to jest też mój syn i chcę, żeby tutaj był.
Chłopak potrząsnął głową. Jakoś będzie musiał to przetrwać. Udał się do kuchni, gdzie babcia nalewała do wazy, używanej tylko w odświętnie dni, soczyście czerwony barszcz. Dziadek siedział przy kuchennym stole, oświetlany przez migające światełka, które powieszono na małej choince stojącej na parapecie.
– Nie słyszałem, kiedy tata wrócił.
– Brałeś prysznic – odpowiedział starszy mężczyzna.
– Nie podoba mu się to, że tu jestem.
– Ostatnio nic mu się nie podoba – wtrąciła babcia, podając mu wazę. – Zanieś do pokoju. Nie będziemy jeść w kuchni. Zjemy przy choince, mimo że Staszek by chciał tutaj.
– No bo po co tam bałaganić, jak tutaj też mamy choinkę.
– Tam mamy żywą, dużą. Poza tym są święta. Zanieś to, Kamilku i wróć po pierogi. Zaraz je nałożę. Staszek, położyłeś opłatki na sianku pod obrusem?
– A jakże. Co myślałaś, że zapomnę o najważniejszej rzeczy?
Kamil nie sądził, że ojciec tym razem przełamie się z nim opłatkiem i złoży życzenia. Bardzo w to wątpił. Zaniósł wazę do dużego pokoju, w którym mama poprawiała serwetki na stole. Czuł na sobie wściekły wzrok taty, ale starał się nic sobie z tego nie robić. Miał prawo tutaj być i będzie tak długo, jak zechce. Nawet na zawsze. Drgnął na tę przypadkową myśl. Na szczęście wcześniej postawił barszcz na stole, bo mógłby go wylać. Mama nic by sobie z tego nie zrobiła, ale drugi rodzic miałby kolejną okazję do tego, by pokazać jak bardzo nim gardzi.
– Dobry wieczór, tato. – Kamil zdobył się na przywitanie, ale nie otrzymał odpowiedzi. Całe szczęście musiał iść jeszcze po pierogi, więc miał powód, żeby wyjść. Po chwili jednak  przyniósł je do pokoju, a za nim weszła babcia, mocno trzymając w rękach dzban kompotu z suszonych owoców.
Zofia sprawdziła, czy wszystko już mają i trąciła męża, żeby zajął się opłatkami. Starszy pan wyjął je spod śnieżnobiałego obrusa i podał każdemu po jednym. Jako pierwszy przełamał się z wnukiem.
– Żebyśmy się zobaczyli w Królestwie Niebieskim – powiedział Stanisław. Te życzenia były tradycyjnymi słowami, które składało się w takiej chwili na Podkarpaciu. Po nich dodał te, które każdy sobie składał: – Kamil, życzę ci dużo zdrowia, szczęścia, a przede wszystkim mądrości, żebyś zdobył się na sięgnięcie po tego, którego kochasz i po to, czego pragniesz. – Ucałował wnuka w oba policzki. – Święta są najlepsze, kiedy ma się iść drogą ku wybaczaniu.
Kamil nie musiał udawać, że nie wie o co dziadkowi chodzi. Wstrząsnęło to nim trochę. Odetchnął i złożył mężczyźnie życzenia, a potem podszedł do babci. Kobieta uściskała go serdecznie.
– Żebyśmy się zobaczyli w Królestwie Niebieskim. Dobrze, że jesteś z nami. Życzę nam wszystkim, żebyś został. A tobie zrozumienia dla innych i tego, by ciebie rozumiano. Życzę ci miłości, zdrowia i powodów do uśmiechu. A wiem, że tylko jedna osoba może go u ciebie wywołać – szepnęła mu na ucho.
Dalej życzenia składała mu mama i nijak nie różniły się od poprzednich. Coś się w Kamilu kurczyło, coś zaczęło boleć, krzyczeć. Dlaczego oni mu to mówili? Każdy głupi by to zrozumiał. To nie jego wina. Szymon sam wybrał. On źle zrobił, uciekając, ale wtedy nie potrafił inaczej. Przecież wszystko wyjaśnił w liście. To Bieńkowski pokazał, że go nie kocha.
Tata nie złożył Kamilowi życzeń. Chłopak także nie próbował do tego dążyć. Reszta rodziny starała się udawać, że wszystko jest w porządku i usiedli przy wigilijnym stole.

*

Cała rodzina Bieńkowskich zebrała się w dużym pokoju. Każdy ładnie ubrany, uśmiechnięty. Składali sobie życzenia, ściskali się, całowali w policzki. Dzieci Mikołaja, szczęśliwe i zaaferowane rodzinnym spotkaniem, a najbardziej olbrzymią choinką z multum światełek i prezentami, rozprawiały o wszystkim, co robiły ostatnimi dniami. Mały Pawełek czerpał atmosferę tego, co słyszał wokół, z zadowoleniem siedząc na kolanach babci. Reagował na każdy znany głos. Mimo że nie widział, instynktownie wiedział kto kim jest i potrafił pokazać, gdzie jest jego mama.
Szymon, siedząc przy stole, obserwował w milczeniu całe towarzystwo, próbując się uśmiechać. Trudno mu było przebywać tutaj, kiedy tak niedaleko był chłopak, którego kochał. Czy się zmienił? Czy wygląda tak samo? Wystarczyło przejść paręnaście kroków…
– Bracie, co masz taką minę, jakbyś zjadł coś niedobrego? – zapytał Mikołaj. – Poszedłbyś do Zarzyckich i…
– Nie. Nie. Lepiej nie kończ.
– Uparty dupek – syknęła Karolina, za co mama zaraz ją upomniała. – Taka prawda. – Podała babci, ze strony mamy, sól. – Nie ma co ukrywać. Wszyscy moi bracia głupieją, jeśli chodzi o miłość, ale w tym gorszym znaczeniu.
– To może być gorsze znaczenie? – spytał Konrad, napychając się pierogami. Cały dzień nic nie jadł i teraz mógłby zjeść konia z kopytami.
– Ty to już przebiłeś wszystko, chociaż twoją głupotę nazywa się raczej klapkami na oczach, jak mówi moja koleżanka – rzuciła Karolina, unikając napominającego ją wzroku matki. – Ale, ale pamiętacie jak to było z Mikołajem i Agatą? Mikołaj tak się na nią obraził, bo ona z powodu egzaminów nie mogła iść z nim na wesele do wujka Franka, że postanowił z nią zerwać i się więcej nie odezwać.
Mikołaj przewrócił oczami, a Agata tylko się roześmiała. Szymon patrzył na siostrę, jakby widział ją po raz pierwszy lub co gorsza miał ochotę ją ukatrupić. Dziewczyna nic sobie z tego nie robiła i opowiadała o najstarszym z braci, który straciłby miłość życia z własnej… głupoty i naprawdę niewiele do tego brakowało. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Po kolacji, z inicjatywy Konrada, który nareszcie odzyskał dawny humor i stał się sobą, całą rodziną zaczęli śpiewać kolędy. Karolina darła się najgłośniej, mimo że trochę fałszowała. Natomiast Szymon siedział wbity w róg kanapy i pierwszy raz w życiu chciał, żeby święta się skończyły. Najlepiej zima. Mógłby wrócić do pracy w polu, spędzałby tam całe dnie na orce, sianiu. Na wiosnę czekało go mnóstwo pracy. W głowie planował to, co będzie mieć do zrobienia.
W pewniej chwili, kiedy zostali już sami domownicy, po tym jak reszta rodziny rozjechała się do domów, Karolina wyszła i wróciła do salonu już w płaszczu.
– Zbierajcie się, idziemy.
– Dokąd?
– Do sąsiadów, mamo. Złożymy im życzenia. Pośpiewamy kolędy, posiedzimy razem, a potem pójdziemy na pasterkę.  Zarzyccy zawsze chodzą.
Szymon tym razem zabijał siostrę wzrokiem. Chciał uniknąć tego corocznego spotkania.
– Ja nie idę.
– Idziesz. – Karolina ponownie wyszła z pokoju i po chwili powróciła niczym bumerang, niosąc płaszcz brata. – Zakładaj to i ruchy. Wio. – Rzuciła mu okrycie.
– Nie jestem koniem, żebyś mnie poganiała.
– No stary, co ci szkodzi? – Konrad uderzył brata w plecy, tak dla dodania otuchy. – Przynajmniej zaspokoisz swoją ciekawość i zobaczysz Ka…
– Nie wypowiadaj tego imienia – powiedział zimno Szymon.
– Kamila  – dokończył Konrad, odsuwając się na wszelki wypadek.
Nie chciał tam iść, ale wiedział, że tego nie uniknie. Jak nie Karolina, to tata go wyciągnie. Swój udział w podjęciu decyzji miała także ta część niego, która rwała się do Kamila, definitywne kierując jego krokami. Ubrał się i wyszedł całą rodziną na dwór, wraz z towarzyszącym im psem. Dom oświetlały światełka, które zakładał wczoraj z ojcem i bratem. Dzięki temu było jeszcze jaśniej niż zwykłej nocy. Mróz szczypał ich po nosach, kiedy kierowali się do domu sąsiadów.
Szymon jako ostatni wszedł przez furtkę, a serce biło mu coraz szybciej. Bał się, że zobaczy Kamila, a jednocześnie czuł niepokój, że nie dojdzie do spotkania. Równie dobrze chłopak mógł już być na górze w swoim pokoju. Wcześniej jednak zerknął na okno i było tam ciemno. Sam już nie miał pewności czego tak naprawdę chciał.
W momencie kiedy Karolina nacisnęła dzwonek, serce Szymona niemal stanęło. Czas zwolnił do chwili, gdy drzwi uchyliły się i pojawiła się w nich uśmiechnięta pani Beata. Karolina z Konradem zaczęli śpiewać „Lulajże Jezuniu”, do czego Beata Zarzycka się dołączyła. Po wszystkim zaprosiła Bieńkowskich do środka.
– Witajcie i wchodźcie do pokoju.

Szymon czuł jak po plecach przechodzi go dreszcz, kiedy przekraczał próg dużego pokoju. Spuścił wzrok tylko na chwilę, a gdy go podniósł, napotkał szare oczy wpatrujące się w niego z napięciem. 

32 komentarze:

  1. Jak można kończyć w takim momencie? :C Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Przez cały rozdział tylko czekałam, aż oni się spotykają. Tak bardzo chcę żeby było razem, oni tak szaleńczo do siebie pasują. No cóż, zostało mi czekać tydzień na dalszą część historii. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham kończyć rozdziały w takich momentach. Wiem, że to dla czytelnika frustrujące, bo sama czytam i po takich zakończeniach zgrzytam zębami z nerwów i napięcia. :)

      Usuń
  2. Oh nie... tak szybko pochłonęłam ten rozdział i teraz zostało oczekiwanie na nastepny. Rozdział cudowny jak wszystko twojego autorstwa. Merci za rozdzialik i weny.
    IDS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień szybko zleci i pojawi się następny rozdział. :)

      Usuń
  3. Wiedziałam, po prostu wiedziałam że nam to zrobisz i przerwiesz w tym miejscu! A rozdział przepiękny, wzruszający

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej mam pytanie kiedyś przed którymś rozdziałem podawałaś link do bloga chyba jakiegoś chłopaka, w każdym razie pamiętasz może co to był za blog i czy mogłabyś mi tu podać do niego link?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam jaki link i do kogo podawałam, ale przypuszczam, że chodzi o ten blog: http://grissdrauka.blogspot.com/
      Jeżeli tak, to od razu mówię, że tekst nie będzie kontynuowany.

      Usuń
  5. No wreszcie xD Może magia świat i bliscy pomogą i coś ruszy, bo będą tak wzdychać do siebie nie wiadomo ile i nigdy szczerze nie pogadają. Już nawet nie chce pisać ,że kończysz w takim momencie, bo wiem że to uwielbiasz Luano xD Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Weny
    ~Demi Lerman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może magia świąt pomoże tym dwóm uparciuchom. O ile łatwiej by mieli gdyby usiedli i szczerze porozmawiali.
      Za wenę dziękuję. Bardzo się przyda. :)

      Usuń
  6. Jak mogłaś skończyć w takiej chwili T.T
    Teraz ciekawość mnie zje, ale za to rozdział był jak zawsze cbfrdebjcd>>>>
    Tak cholernie kocham to opowiadanie jak każde poprzednie *_*
    Życzę mnóstwa, mnóstwa, mnóstwa weny i pieniędzy na nowego laptopa, bo wiem jak to jest męczyć się ze starym -_-

    Pozdrawiam
    Agnes V.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Polsat jestem. Uwielbiam kończyć w takich momentach. :D
      To Tobie też życzę nowego laptopa. :)
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Haha tylko na Polsaci czekamy 30 minut na kontynuacje, a u Ciebie tydzień haha więc wyschnę, mam nadzieję, że będzie coś bvnccevbj>>>
      Na razie mnie nie stać na nowego, ani praktycznie na nic, ale wyjeżdżam za granicę i jak wrócę to planuje kupić wszystkie Twoje teksty i książkę jeśli już będzie *_* bo mieć Twoje dzieło na półce to będzie coś tak zajebistego jak mało co na tym świecie *_*

      Pozdrawiam
      Agnes V.

      Usuń
    3. Jakie 30 minut? Czasami trzeba czekać tydzień. :D Dasz radę. :*
      Mam nadzieję, że z książką się uda. Na razie to nie jest nic pewnego. :/ No, ale trzeba wierzyć, że książka będzie. :)

      Usuń
  7. Jeeej, jaka ja byłam szczęśliwa jak Karolina weszła do pokoju! Poprzednie rozdziały były takie, że byłam prawie pewna, że nie żyje ;o
    Ale nie ważne, jest tutaj!
    I wydaje mi się, że Szymon nie dostał tego listu Kamila... Czyżby mu nie dali go? Może ojciec Kamila go schował?

    Kocham twoje opowiadania i bardzo dziękuję że publikujesz!
    Życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Karoliny taki był plan, aby sprawić, że czytelnik uwierzy, że ona nie żyje. Cieszę się, że mi się to udało. :)
      Jak ma się sprawa z listem? To niedługo się wyjaśni. :)
      Dzięki za wenę. :)

      Usuń
  8. (Jestem zmuszona skomentować tutaj bo wordpress mnie nie kocha :( )
    Ostatnio mam straszne problemy z ułożeniem sensownego komentarza, ale teraz to po prostu muszę: Lu, ty zły człowieku(i tak cię uwielbiam) po ostatnim rozdziale byłam pewna, że Karolina nie żyje. A tak odnośnie tego rozdziału to był świetny, a następny zapowiada się jeszcze lepiej. Pozdrawiam i życzę weny, trzymaj się ciepło.
    Red

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wordpress coś niegrzeczny się zrobił. :)
      Jak pisałam wyżej taki miałam plan, by sprawić, aby czytelnik uwierzył, że ona nie żyje. D
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  9. Stworzyłaś takie napięcie. Kiedy czytałam siedziałam jak na szpilkach;) nie mogę się doczekać co będzie się działo dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że stworzyłam takie napięcie. A co do dalej, to tydzień szybko zleci. :)

      Usuń
  10. Jezu ale mnie wystraszyłaś jak Becia wzięła zdj. Karoli od razu myśli czarne i jak to jak mogłaś zabić moją imenniczkę;P , a to ona wchodzi jak gdyby nigdy nic, a ja osz ty diablico jak tak można, sekundowy zawał normalnie. Gdyby tylko jeszcze u Kamilka i Szymka było dobrze to już w ogóle euforia;P, ale nie można mieć wszystkiego, przynajmniej narazie.
    Dużo weny, pozdo;D
    ~kira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że zawał był sekundowy. :D Co do Karoliny taki był plan, jak pisałam wyżej. Cieszę mnie, że plan się udał. :) Czy u Kamila i Szymona będzie dobrze to trudno powiedzieć. Patrząc na to jak się głupio zachowują... Różnie może być.

      Usuń
  11. Aaa!! Jak. Mogłaś. W. Takim. Momencie. Diable wcielony! Jak ja niby mam wytrzymać tyle czasu? Ale rozdział wspaniały i zdrowia twojemu laptopowi ;))
    /A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dasz radę. Do kolejnego rozdziału coraz mniej czasu. :D

      Usuń
  12. No nie~! Jak mogłaś przerwać w takim momencie? Smutek i oczekiwanie na kolejny rozdział :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie myslalas o czestszym dodawaniu rozdziałów? Czekać tyle czasu na kolejny odcinek, zwłaszcza jeśli poprzedni kończy się w takim momencie, to jest czysty sadyzm :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, bo później nie miałabym co dodawać i blog zarósłby chwastami. A siedem dni to nie dużo czekania. Zważywszy, że na wielu blogach miesiąc trzeba czekać na kolejny rozdział. :)

      Usuń
  14. Wyobrażam to sobie: Szymon wchodzi, patrzy na Kamila, Kamil patrzy na Szymona, Szymon na niego, Kamil na niego... A w pokoju taka cisza i tylko świerszcza słychać xD
    Ale serio, ucinanie w takim momencie jest naprawdę okrutne ;-; To jak kiedyś na Polsacie pierwszy raz oglądałam Titanica (w sensie pierwszy raz na Polsacie a nie ogółem) i już jest ta scena na dziobie, już wiem, że zaraz będę ryczeč, a tu nagle KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ... NO KURNA SERIO? ;-; Czy to może na TVN leci? Nie ważne, uczucia te same XD
    Także na szczęście już zaraz niedziela, i sobie popczytam, jak to sie "nienawidzą".
    A i jeszcze jedno. Bardzo nieładnie robić takie aluzje dotyczące Karoliny ;) Przez chwile pomyślałam nawet, że może to prawda, ale sekundę później takie... Nieee... Co najwyżej jest w szpitalu, ale żyje.
    Czekam na nestępny rozdział! :*
    Pozdrawiam 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego czasami lepiej coś czytać i oglądać w całości. :D Ale wiem co to za uczucie kiedy ma być ten ważny moment, jego on coraz bliżej, napięcie wzrasta, a tu koniec. :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)