11 grudnia 2016

Buntownik - Rozdział 23

Kilka słów ode mnie. Po pierwsze informuję, że ebook "Tam gdzie topnieje lód" którego autorką jest Leśna można już kupić tutaj: Klik
Po informacje jak kupić książkę i inne takie zapraszam na stronę TGTL: Klik. 
Bardzo polecam tę opowieść tym, którzy są jeszcze niezdecydowani. Kochałam ten tekst od początku jak na niego trafiłam, a teraz po poprawkach na pewno pokocham go jeszcze bardziej. 

Zapraszam też do nowo powstałego sklepu, gdzie można kupić nie tylko książkę Leśnej, ale także książki napisane przez Shikat Tales. Ale ja też podam Wam tutaj link: Klik.

Teraz kilka informacji do u mnie i mojego chorego psiaka. Nie ma już go. We wtorek wezwałam weterynarza do domu i moja mordeczka albo morduchna, bo to był duży pies, została uśpiona. Spokojnie sobie zasnął. Oszczędziłam mu cierpienia i jest teraz w lepszym świecie. Ja mogę tylko się cieszyć, że sobota była takim super dniem, kiedy wyglądał i zachowywał się jakby był zdrowy (w niedzielę już było źle). Ostatni taki podarowany dzień. Tak samo miałam z psem wiele lat temu. Też  nam dano taki dzień, ale go nie wykorzystałam, bo komputer był ważniejszy. I zawsze jeżeli znajdziecie się w tak smutnej sytuacji i dostaniecie taki dzień, że Wasz chory zwierzak nagle będzie taki jak przed chorobą to go wykorzystajcie. Pójdźcie na spacer, na ten ostatni, pobądźcie z nim/nią, pobawcie się. Nic wtedy  nie jest ważniejszego od tego. Piszę to po co, abyście później niczego nie żałowali. Czasu się nie cofnie i nie da się tego dnia ponownie przeżyć. Pamiętajcie o tym. I kochajcie swoje, czyjeś zwierzaki, nie pozwólcie im cierpieć, bo one też czują, nie są rzeczą, pomagajcie im, bo dużo wnoszą do naszego życia. :***

Dziękuję za komentarze i zapraszam na kolejny rozdział. :**

– Gdzie on jest?! Gdzie jest ten pedał, którego miałem za syna?!
Kamil uniósł się z parapetu i podszedł do drzwi. Mógł się z kimś założyć, że z ojcem nie pójdzie tak łatwo. Znał go i chyba podświadomie właśnie jego się obawiał.
– Idziesz do niego? – zapytał Szymon.
– Co mam robić? Nie będę się ukrywał. W końcu muszę wyjść z pokoju.
– Idę z tobą.
– Może byłoby lepiej, abyś został… – Głupim pomysłem było, że Szymon tutaj przyszedł. Nie chciał, żeby tata mu coś zrobił.
– Nie ma mowy, skarbie. – Chwycił go za brodę i przytrzymując ją, złożył na jego ustach soczysty pocałunek, ale trwający zaledwie ulotną chwilę. – Idziemy – zarządził.
Zarzycki otworzył drzwi. Z parteru dobiegały różne głosy, a wśród nich przebijał się ten należący do ojca. Kamil, zbliżywszy się do schodów, z góry obserwował sytuację. Babcia stała na pierwszym stopniu, broniąc zięciowi wejścia na piętro. Dziadek stał trochę z tyłu, a mama kłóciła się ze swoim mężem. Płakała i krzyczała na niego:
– Jest naszym synem! Nie możesz się go pozbyć, wyrzucić z domu, wyrzec!
– Nie wychowałem cioty!
– Ja też nie. Mnie również jest trudno!
– Cała wieś ma nas na językach. – Jan Zarzycki spojrzał w górę. – Chodź tutaj, ścierwo! Nie ukrywaj się! I co tu robi ten drugi pedał?! Naszego syna na złą drogę sprowadził. Ludzie już gadają. Wysiadłem przed sklepem, żeby sobie piwo kupić, i co? Od razu mnie napadli i się pytają, czy wychowałem syna pedzia. Paluch i Filipiakowa mi wszystko opowiedzieli. Gdyby nie twoja mama i babka, tak bym cię sprał na kwaśnie jabłko, że zaczęłyby cię interesować dziewuchy a nie chłopy! Skąd ci się to wzięło?!
– Znikąd, tato…
– Nie mów tak do mnie! Dopóki będziesz tym ścierwem, nie mów tak do mnie! – Chciał wejść na schody, ale teściowa zastąpiła mu ponownie drogę, żona złapała za jedną rękę, a teść za drugą.
Kamil patrzył na rozjuszonego ojca i wiedział, że tylko cud ratuje go przed jego twardą ręką. Od dawna nie widział go tak wściekłego. Twarz miał całą czerwoną, wzrok dziki. Usta wypowiadały przekleństwa, których zazwyczaj chłopak nie słyszał od rodzica. Dziewiętnastolatek żałował, że ojciec wysiadł na przystanku obok sklepu i nie mógł mu sam o sobie powiedzieć. Kto wie co mu ludzie naopowiadali.
– I jeszcze jedno, ty mała mendo! – krzyczał Jan, wymachując rękoma, nie wiedząc, że syn nie słyszał części jego wypowiedzi. – Wychowałem na własnym łonie…
– Janek, daj już spokój! Nic nie zrobisz! Niczego nie zmienisz! To zawsze będzie twój syn. – Beata próbowała zaciągnąć męża do kuchni. – Chodź, dam ci zupy, ochłoniesz i zrozumiesz, że nic nie zmienisz.
– A to co? Jesteś po jego stronie? Dupy, kurwa, będzie dawał! Ja mu, kurwa, dam dupy facetom, to mu nogi z dupy powyrywam i się nigdzie nie ruszy. Jeszcze mi goły po wsi będzie latał i wymachiwał nadgarstkami jak baba, malował się i na różowo ubierał. Ludzie nie dadzą nam żyć. Filipiakowa już działa.
Szymon zmarszczył brwi, słysząc to ostatnie zdanie. Jak niby ta kobieta ma działać? Pewnie plotki rozsiewa, dorzucając swoje pięć groszy.
– Już kobiecina ci pokaże, Bieńkowski. Już ci pokaże. Albo ja wam obu, kurna, pokażę…
– Nie gróź ludziom! Do kuchni! – krzyknęła rozkazująco Beata. Popatrzyła na syna i jego partnera. – Idźcie do pokoju, bo nie ręczę za niego.
– Nie ręczysz, kurwa, za mnie?! Nie ręcz za swojego synalka pedzia! Kurna, ciotę mam w domu. Niech to jasny szlag trafi! Nie jesteś moim synem, rozumiesz?! – Wycelował w niego wskazujący palec. – Dopóki się nie zmienisz, nie odzywaj się do mnie. Jesteś dla mnie powietrzem!
Kamil zahaczył małym palcem palec Szymona i pociągnął go do swojego pokoju. Dopiero tam, kiedy zamknął drzwi, poczuł, jak bardzo się trzęsie. Szymon objął go mocno i przez chwilę tak stali, nic nie mówiąc. Nie było na to słów wsparcia, pocieszenia. Każde wydawałoby się nie na miejscu. Czasami po prostu lepsze było milczenie i bycie razem.
– Jak to przyjęli twoi rodzice… Gdy dowiedzieli się o tobie? – zapytał Kamil, przechwytując spojrzenie Szymona, kiedy w końcu odsunął się od niego i usiadł na łóżku.
– Mama płakała przez trzy dni, a tata… Tego się nie spodziewałem. Powiedział, że jak ktoś mnie skrzywdzi, to mu na kopie. Mój ojczulek, rozumiesz? Wtedy nie był tak poważny. W sumie to było jedenaście lat temu. – Odsunął krzesło od biurka i usiadł na nim okrakiem. Rzucił mu się w oczy laptop, który ucierpiał, gdy spadł na podłogę. Musi powiedzieć Konradowi, żeby się nim zajął.
– Serio? Miałeś wtedy piętnaście lat.
– Wiedziałem, czego chcę. – Położył ręce na oparciu i oparł o nie brodę. Kamil mógł udawać, że się nie przejmuje i na luzie przyjął zachowanie ojca, ale on już go zdążył poznać. Przygryzł od środka policzek, zastanawiając się, co powinien zrobić, żeby chłopak się rozluźnił i na trochę przestał o tym wszystkim myśleć. Dużo go jeszcze czekało. Właściwie ich obu, więc dlaczego nie mogli pozwolić sobie na trochę szaleństwa?
– Szybki byłeś – stwierdził Zarzycki.
– Można tak powiedzieć. Jak twój laptop?
– E, chodzi, ale obudowa…
– Powiem Konradowi…
– Szymon?
– Hm?
– Nie martwi cię to, że wszyscy wiedzą i będą cię wytykać palcami? – Podwinął nogę pod siebie. Jego to przerażało, a partner wyglądał, jakby nic go to nie obchodziło.
– Nie jest tak, że to olewam, ale co mam zrobić? Mówiłem ci, że bardziej męczyło mnie to ukrywanie. Nie zamierzam nagle całować się przed ludźmi czy coś albo zachowywać obcesowo. Ale nareszcie będę sobą.
– Nie mów, że wybierzemy się na spacer do wsi, trzymając się za ręce.
– Piękna wizja. – Puścił mu oczko. –  Chciałbym, ale do niczego cię nie zmuszę. Nie, nie będę aż tak obscenicznie pokazywał tego i owego. Wystarczy, że wiem, iż mogę. Co powiesz na nocną przejażdżkę motorem? – zmienił temat.
 – To co, nie chcesz już wspiąć się do mojego pokoju i… – Kamil wstał i wolnym krokiem podszedł do Szymona. Wczesał mu palce we włosy i nachylając się, ucałował go w czubek głowy. Miał nadzieję na gorącą noc, podczas której nie będzie myślał. Nie potrafił ukryć swojego rozczarowania.
Bieńkowski wyciągnął ręce i przycisnął chłopaka do oparcia krzesła. Położył jedną dłoń na jego pośladku, a drugą uniósł nieznacznie koszulkę, odsłaniając brzuch. Wyciągnął się i pocałował skórę w miejscu, skąd biegła cienka linia włosów, chowając się za paskiem spodni. Do ust napłynęła mu ślina, gdy wyobraził sobie, jak obsuwa mu spodnie w dół, a potem jego usta obejmują nabrzmiałą główkę członka. Dawno nie miał penisa w ustach. Lubił czuć, jak przesuwa się po jego podniebieniu, dociera do gardła… Poczuł palącą potrzebę w podbrzuszu i oderwał się od tych myśli. Spojrzał w górę na wpatrzonego w niego Kamila.
– To jak z tą przejażdżką? Chcesz poczuć zawrotną prędkość?
– A czemu nie? O której?
– O dwudziestej drugiej będę czekał na ciebie przed domem. – Wsunął rękę pod koszulkę i przesunął ją na tors Kamila. Lubił jego gładką skórę. W ogóle lubił mężczyzn z niewielką ilością owłosienia. Chyba że tym otaczającym penisa i jądra. To go podniecało. I ten zapach…
– Spoko. – Przeczesał rude włosy partnera. Miał ochotę go o coś zapytać, ale nie bardzo wiedział, jak to zrobić. Jednak jeśli nie wydusi tego z siebie, to niczego się nie dowie. Internet to jedno a życie drugie. – Czy gdybym chciał, żebyś ty kiedyś mnie, no wiesz…, ale nie mówię, że chcę. Tak teoretycznie, to… Lewatywa jest potrzebna, co?
Szymon starał się nie okazać zaskoczenia. Chłopaka speszyło to pytanie, podczas gdy dla niego są to ludzkie tematy. Zawsze był zdania, że higiena musi być. Co nie znaczy, że nie lubił seksu spontanicznego. Nie zawsze jest wtedy czas na pewne rzeczy, ale sam starał się dbać o siebie na tyle, by partner nie miał przykrych niespodzianek. Tego sobie też życzył od Kamila.
– Tak, ale niekoniecznie. Czasami wystarczy palcem lub są do tego gruszki. To już sprawa indywidualna. Najważniejsze jest dokładne mycie. W środku też fajnie byłoby.– Przesunął palcem po szwie spodni układającym się pomiędzy pośladkami. – Miło byłoby. Szczególnie gdybym chciał zrobić ci coś przyjemnego językiem – szepnął. – Wtedy to już tylko po myciu. – Wyczuł, jak pośladki chłopaka spinają się. Potarł go nosem po brzuchu.
– Ale… – Cholera, wizja tego była gorąca. Tyle się naoglądał filmów o rimmingu. Jak to jest? On nie byłby w stanie czegoś takiego zrobić. Mógł mu tam wkładać palce i fiuta, ale nie język, ale gdyby jemu… Zadrżał. Jego penis żywo zainteresował się sytuacją, więc Kamil musiał odetchnąć. Może oddanie się Szymonowi nie byłoby takie złe. Coś w jego brzuchu ścisnęło go przyjemnie z ekscytacji. Wcześniej o tym nie myślał. Był bardzo na „nie” w tym względzie.
– Nie musisz robić czegoś, czego nie chcesz. Możesz mi sprawiać przyjemność czymś innym – wypowiedział te słowa, chuchając gorącym powietrzem na jego skórę. Nakręcał się i powinien to przerwać. Nie mógł się tutaj na niego rzucić. Gdyby byli sami, wiedziałby co z nim zrobić. Mógłby… Pukanie do pokoju przerwało jego myśli.
Kamil odszedł od partnera, starając się ochłonąć.
– Co tam?
– Kamilku, kolacja – głos babci przedarł się przez zamknięte drzwi.
– Nie mam ochoty jeść. – Otworzył wejście. – Nie jestem głodny.
– A Szymon…
– Ja już wychodzę, proszę pani. – Bieńkowski wstał, poprawiając długą koszulkę tak, by zasłoniła krocze. Podniecał się przy Kamilu jak nastolatek. – A ty lepiej coś zjedz – powiedział do partnera. – Żebyś nie stracił sił na motorze – szepnął mu na ucho. Czekała ich prędkość i szaleństwo, a planów miał wiele. – Do widzenia pani – zwrócił się do sąsiadki. – I dziękuję. – Pochylił się i ucałował policzek kobiety.
– A do widzenia, do widzenia. – Zofia zamrugała szybko i przepuściła w drzwiach Szymona. – Odprowadzę cię.
– Poradzę sobie. Cześć, Kamil.
– Cześć. Babcia, gdzie jest tata?
– Wyżywa się przy rąbaniu drzewa. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
– Słowa zaklęcia – wymamrotał.
– Słucham? – Obok niej przemknęła Milagros. Suczka pomachała ogonem Kamilowi i wskoczyła na łóżko. Zrobiła kilka kółek i ułożyła się na narzucie.
– Wszystko będzie dobrze. Wypowiadasz je i tak się dzieje. – Na to liczył, ale wiara w to, to już inna para kaloszy. – Może jednak coś zjem, a potem pójdę się umyć i posiedzę przy kompie.
– To chodź, kanapki czekają. Twoja mama je zrobiła i prosiła, by cię zawołać. Zobaczysz, z czasem zmieni się jej nastawienie. A twój dziadek… Próbuje to przełknąć. Jeszcze z nim porozmawiam. Martwi się o ciebie. Każdy potrzebuje czasu.
– Zaraz przyjdę, co? – Usiadł na łóżku i pogłaskał Milagors.
– Zrobię za ten czas herbaty. – Zamknęła drzwi po cichu.
Kamil dopiero zostając sam, przytulił suczkę. Mili zamachała ogonem, wyrażając tym swoją aprobatę do takich czułości.
– Wiesz co? Za parę dni pewnie jakoś wszystko przełknę. Na razie boję się jak cholera. Nie powinienem się tym martwić. W Zamościu nie przejmowałbym się reakcją staruszka. Miałbym to gdzieś. Pewnie bym mu odpyskował, żeby się walił i poszedłbym napić się porządnie i jarać papierochy jeden za drugim. Bogdan by mi towarzyszył, Tomek marudziłby nad wyższością wina nad piwem, Dorota z Anką gadałyby do upadłego o ciuchach, kosmetykach i która sobie ostatnio robiła maseczkę, i czy dzięki nowemu kremowi do depilacji włosy na nogach nie za szybko odrastają. Tam było proste życie. Można się było ukryć. Tutaj każdy o każdym wszystko wie. Ale wiesz co? – Pogłaskał zadowoloną z pieszczot Milagros. – Jakbym tamto życie miał zamienić na to… Wolę chyba to. Nie wierzę, że to mówię, ale taka prawda. Tam naprawdę byłem dupkiem. Wiesz, raz kazałem małolatowi oddać całą kasę, jaką miał. Wyśmiewałem kujonów. Dokuczałem ludziom. Robiłem głupie żarty. I ciągle chodziłem zły. Kradłem. Raz, ale to zrobiłem. Jabłonkowo… – umilkł na chwilę i zapatrzył się w okno. – Wiesz, są takie miejsca, które koją, potrafią wydobyć z człowieka jego najlepsze cechy. Jestem przekonany, że Jabłonkowo tym właśnie stało się dla mnie. Ostoją, podporą, miejscem, które koi duszę i pozwala żyć tak, jak tego chcę. – Chwycił pysk psa w obie dłonie. Popatrzył w oczy swojej pupilce. Jej ogon nie przestawał uderzać o łóżko. – I wiesz co? Na pohybel tym wszystkim ludziom ze wsi. Niech się odwalą. Będę się przejmował moją rodziną, ale ludźmi nie. Będą gadać, niech gadają, niech rzucają kamieniami, kochana. Będę żył, jak chcę. A wiesz, czego chcę? Być z Szymonem i walczyć o to, że my też mamy prawo do wyjścia, trzymając się za ręce. Dobra, nie od razu będę na to gotów, ale stawimy im czoło. – Cmoknął suczkę w nos. – Zgadzasz się z tym? Żyjmy jak chcemy. Hm?
 Milagros szczeknęła wesoło. Wstała i zaczęła wspinać się na niego, żeby polizać go po policzku. Zaśmiał się. Przebywanie ze zwierzętami było doskonałą terapią na wszystko. Odetchnął pełną piersią. Spadł mu ciężar z pleców. Poza tym nie mógł się doczekać przejażdżki w środku nocy na motorze.
– Będzie się działo, jak to mówi Iwona.

*

Punktualnie o dziesiątej wieczorem Kamil zszedł po cichu na parter. W dużym pokoju grał telewizor. Założyłby się z kimś, że to babcia oglądała powtórkę jakiegoś serialu, a dziadek chrapał na kanapie. Wcześniej słyszał rozmowę rodziców dobiegającą z sypialni. Głosy były podniesione, ale nie kłócili się. Skorzystał z tego, że nikt nie zwracał na niego uwagi i wymknął się z domu. Noc była ciepła, parna, zapowiadająca kolejne upalne dni. Włączył latarkę w telefonie i oświetlając sobie drogę, dotarł do czekającego na niego Szymona i jego bestii.
– Hej.
– Hej. – Podał chłopakowi kask. – Zakładaj i jedziemy.
Chwilę później Kamil siedział za partnerem, obejmując go mocno. Czuł pomiędzy nogami siłę dwukołowej maszyny i prędkość, gdy mknęli pustymi drogami. Tym razem Bieńkowski nie oszczędzał motoru. Honda ryczała i wydawało się, że mknie z prędkością światła. Kamil czuł się fantastycznie. Nic go nie obchodziło. Cały miniony dzień zniknął, jakby go nigdy nie było. Zniknęły troski, obawy, a byli tylko oni dwaj jadący na motorze, pola ukryte w ciemności rozpraszanej przez towarzyszącą im pełnię księżyca i ciemna linia horyzontu zbliżającego się lasu. Zwolnili dopiero, gdy do niego podjechali. Szymon wprowadził motor na wąską dróżkę i wolno przejechał kawałek. Kierował się na znaną im polanę, którą tak często odwiedzali, jeżdżąc konno.
Mężczyzna zatrzymał się i zdjął kask. Kopnął potężną stopkę od motoru, by go postawić i zsiadł z niego. Ledwie Kamil zrobił to samo, jego usta zostały zmiażdżone przez wargi Szymona całujące go z dużą potrzebą. Poddał się temu, opuszczając swój kask na trawę, a palce rąk zaciskając na skórzanej kurtce. Przechylił głowę, gdy Szymon wsunął język do wnętrza jego ust i przeciągnął nim wzdłuż zębów. Ciało mężczyzny przylgnęło do niego, a on miękł w jego ramionach, zarzucając mu ręce na szyję, poruszając przy tym biodrami, dopóki nie ocierał się o krocze kochanka. Zaskoczyło go to, że Szymon jest twardy jak skała. Pocałunek zmienił się. Stał się bardziej drapieżny, dziki. Kamil jeszcze nie był całowany w taki sposób. To tak, jakby Szymon czekał ostatkiem sił, żeby to zrobić. Nakręcony kochanek przesunął dłonie w dół jego pleców i w górę. Ręce były bardzo gorące, praktycznie spalając dziewiętnastolatka przez koszulkę. Kamil chciał coś powiedzieć, ale natrętne wargi kochanka nie pozwalały na to, odbierając nie tylko prawo głosu, lecz także i oddech, który był mu tak potrzebny. Szczególnie odczuł to wtedy, gdy ręce Szymona pociągnęły mu koszulkę i szorstkie palce znalazły się na jego skórze, a on zapomniał, jak się oddycha przez nos. Zaczerpnął jednak powietrza i zassał się na języku partnera. Gdzieś w duszy jęknął, kiedy palce Szymona zaczęły bawić się jego paskiem, nie przestając parzyć jego skóry. Ciało Szymona było tak gorące, że mógłby ogrzać pomieszczenie, jeżeli byliby w jakimś, a on by mu w tym wtórował, bo sam rozgrzewał się w szybkim tempie przy tak rozpalonym kochanku.
Szymon po bardzo długim czasie uwolnił zmaltretowane usta Kamila i przesunął się z pocałunkami na szczękę chłopaka. Polizał ją przeciągle, a potem zaczął obsypywać całusami brodę i szyję partnera, który odchylił głowę, pozwalając mu prowadzić. Uniósł wyżej koszulkę Kamila i założył mu ją za kark, odsłaniając tors. Niewiele widział, ale to nie było ważne. Wystarczyło, że czuł. Przesuwając językiem w dół ciała, zassał jeden sutek, badając wrażliwość za pomocą zębów. Kochanek nastawił się do pieszczot, a jego biodra zafalowały. Przenosząc się na drugi sutek, drażnił go między swoimi zębami, otaczał językiem, kojąc ból. Oddech Kamila przyśpieszył, a ręce wczepiły się we włosy Szymona, naciskając głowę do torsu, jakby prosił o więcej. Szymon przesunął dłonią na ukrytą pod spodniami nabrzmiałą erekcję chłopaka. Oderwał się od jego sutków i pochylony, spojrzał w górę. Oczy przyzwyczaiły się do ciemności i widział kontur twarzy Kamila wychylony w jego stronę, jakby partner go obserwował, czekając na więcej. Odpiął górny guzik jego spodni i rozsunął zamek. Wskazującym palcem zaczął śledzić włoski pod pępkiem, schodząc niżej. Wsunąwszy palce pod materiał spodni, zahaczył o brzeg bielizny, ale nie posunął się dalej. Zabrał rękę i ułożył ją na głowie Kamila. Przytrzymując go, wsunął w jego usta język, penetrując je, owijając jego język swoim, a ich wargi muskały się tylko na ułamki sekund. Lizał organ Kamila, zaczepiał go, zderzał się z nim, aż strużka śliny pociekła im po brodach. Równie szybko zakończył pieszczotę, opadając na kolana. Przyssał się do skóry na brzuchu chłopaka, skubiąc ją zębami, posuwając się coraz niżej. Wtedy zabłysło światło. Spojrzał w górę.
– Muszę to widzieć – wytłumaczył Zarzycki, trzymając w ręku latarkę, którą wziął z małego schowka przy motorze.
Szymon wciągnął głęboko powietrze przez nos i zaczął obsuwać spodnie kochanka wraz z bielizną. W twarz uderzył go sztywny penis, wyskoczywszy ze swojej uwięzi. Mężczyzna połasił się o niego policzkiem. Członek Kamila był mniejszy niż jego, ale grubszy. Główka duża, osłonięta częściowo napletkiem, wyglądająca na smakowitą. Ślina napłynęła mu do ust i nie powstrzymał się przed smagnięciem jej koniuszkiem języka, zbierając wilgoć i delektując się tym niczym najznakomitszym deserem. Kamilowi zadrżały biodra. Bieńkowski chwycił mocno trzon członka i przycisnął go do brzucha partnera. Wcisnął nos w mosznę, wciągając zapach kochanka. Zamruczał z zadowoleniem. Złapał się za krocze i potarł siebie. Od długiego czasu był podniecony i penis coraz bardziej wołał o uwolnienie go, a jądra chciały wytrysnąć spermę. Tak łatwo było to zrobić, ale przekonał sam siebie, że opłaci mu się jeszcze trochę zaczekać.
– O cholera – syknął Kamil, czując na jądrach gorący język partnera i jego usta sunące sekundę później wzdłuż trzonu fiuta, docierające do samego czubka. Pozwalając na to, by przechodzący przez niego dreszcz połaskotał wrażliwe punkty wewnątrz niego, patrzył, jak Szymon drażni go od spodu wędzidełka i rowka na główce, by dotrzeć do dziurki, wylizując wypływający z niej preejakulat. Z satysfakcją obserwował jego dalsze poczynania, jak wargami otacza koronę, wsuwając sobie jego członek do ust. Kamil szarpnął biodrami wypchniętymi do przodu, prawie opuszczając latarkę. Chciał widzieć, jak jego penis chowa się w ustach Szymona i wysuwa, mokry od śliny, a potem znów dociera głęboko, niemalże do gardła mężczyzny, a jego przechodzą dreszcze. – Och.
Przełyk przez chwilę zaprotestował, ale gardło przyjęło penisa. Szymon wiedział co robić, żeby wziąć go całego, aż jego nos dotknął włosów łonowych kochanka. W oczach pojawiły mu się łzy, ale przytrzymał go przez chwilę, a potem wypuścił z głośnym plaskiem. Zrobił tak kilka razy, by później zassać się na nim, samemu czerpiąc rozkosz z tego, co robił. Kochał to. Kochał czuć twardą, prężącą się męskość w swoich ustach, lizać ją, wąchać, podgryzać i ssać. Kochał to, jak mężczyźni pieprzą jego usta, jakby to robili z jego tyłkiem, a potem dochodzą i chociażby nigdy się do tego nie przyznał, tak brał wszystko to, co kochał. Położył dłoń na napiętych jądrach Kamila, a ustami possał główkę. Biodra chłopaka podrygiwały coraz mocniej. Kutas w jego ustach jakimś cudem jeszcze urósł, a na języku pojawiły się pierwsze krople spermy. Objął dłonią jądra, a drugą potarł szybciej trzon.
– Szymon…
– Nie powstrzymuj się – szepnął, by niemalże połknąć penisa, z którego w tym samym czasie zaczęły strzelać strugi słodko-słonego nasienia, zalewając mu gardło i usta. Kamil podrygiwał biodrami, wyrzucając je mocno do przodu i Szymon musiał się trochę wycofać, żeby się nie udławić. Przełknął wszystko, oblizał główkę, dłonią wyciskając ostatnią kropelkę spermy. Spojrzał w górę na próbującego dojść do siebie chłopaka. Wstał, obejmując go w pasie i przytrzymując. Wyjął mu z ręki latarkę i za sznurek, który miała przy sobie, zawiesił ją na kierownicy motoru, który cały czas stał za Kamilem. Chłopak chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, że się o niego opiera.
– Wyssałeś mi mózg. – Otworzył oczy. Musiał odetchnąć i zająć się kochankiem, bo jego naprężona pod ubraniem męskość wołała o uwagę.
– Nieraz to zrobię. Przyzwyczajaj się do tego. – Chwycił zębami dolną wargę kochanka, a Kamil jęknął. Nie na ten gest, ale na to, że jego penisa, który tylko trochę zmiękł, otoczyły gorące palce. – Na tym nie koniec. Powiedziałem ci, że potrzebuję dobrego pieprzenia. – Nachylił się do ucha dziewiętnastolatka. – Wyruchaj mój tyłek tak, żebym przez następne dni nie mógł na nim usiąść. 
Przez ciało Kamila przebiegł prąd. Był tak silny, że zachwiał się. W życiu nie pomyślał, że takie słowa niemalże zwalą go z nóg. Szybko zrozumiał, że kochanek także chce zapomnieć o dzisiejszym dniu.
– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. – Tym razem to on zawarczał i wpił się w usta partnera. Zaczął rozpinać mu spodnie i wsunął w nie dłoń. Sapnął, kiedy wyczuł, że Szymon nie ma bielizny. Sukinkot planował to wszystko. Wręcz się doprasza o dobre pieprzenie. Dzisiaj nie będą się kochać, bo trudno to będzie tym nazwać. Postara się spełnić życzenie niczym złota rybka.
Pogłaskał męskość partnera, a drugą ręką spróbował mu zdjąć skórzane spodnie. To cholerstwo było tak wąskie, że dziwił  się, jakim sposobem penis nie zrobił w tym dziury.
– Pomóż mi. – Chwycił go za włosy i odsunął jego głowę od siebie. – Rozbierz się. – Jak dobrze, że mieli to nikłe światło latarki. Oby bateria nie wyczerpała się w najmniej oczekiwanym momencie. Złapał za brzeg spodni i z pomocą kochanka zsunął je z jego bioder. Musiał uklęknąć, żeby pozbyć się butów, a potem uwolnić nogi Szymona. Przesunął dłońmi po łydkach, przez uda docierając do bioder, a stamtąd na pośladki. Zaczął je ściskać, miętosić, rozdzielać. Jego wzrok spoczął na stojącym penisie. Długi, gruby, ale nie tak gruby jak jego, taki w sam raz, idealny. Tak naprawdę teraz miał okazję widzieć go w pełni gotowości. Do tej pory działali na tyle szybko, że nie było czasu delektować się widokami. Objął go dłonią i przesunął nią po nim. Szymon wydał dziwny dźwięk, odrzucając głowę na kark. Kamil rozumiał jego pragnienie. Samego go to nakręcało, mimo że niedawno przeżył fantastyczny orgazm. Potrzebował z dziesięć minut, żeby mógł być gotów na dalszą zabawę.
– Chcę twoich ust na moim fiucie – wyszeptał Bieńkowski, zdejmując górną część odzieży. Bał się, że dojdzie, ale nie mógł sobie tego odmówić, kiedy już miał Kamila na kolanach. Do tej pory nie uprawiali razem seksu oralnego, od razu idąc na całość i chciał zobaczyć, jak dobry jest w tym chłopak. Kiedy jego obolały penis bez żadnych ceregieli znalazł się w mokrej jaskini ust, niemalże zawył. Ścisnął nasadę członka, żeby nie dojść, a był już bardzo blisko.
Kamil lizał go, oplatał językiem główkę, pocierał nim penisa, zaciskał usta i ssał. Nie miał problemów z robieniem czegoś takiego. Może nie uwielbiał tego, ale penis Szymona mu się podobał i smakował mu. Doprowadzając kochanka oralnie do szaleństwa, sam poruszał dłonią po swoim członku, by postawić go do pełni gotowości. Palcami drugiej ręki dotarł do dziurki Szymona i stwierdził, że został mile zaskoczony. Mężczyzna był tam bardzo mokry, a w jego odbycie coś było. Musiał to zobaczyć. Wypuścił członka z ust i kazał partnerowi się odwrócić.
– Korek analny. Musi cię nieźle nakręcać.
– Nawet nie wiesz jak bardzo. – Wygiął się, opierając o motor. Kiedy Kamil poruszył zatyczką, zagryzł wargę, żeby nie wydać żadnego dźwięku. Odkąd się przygotował, to coś odbierało mu zmysły. Kiedy pod prysznicem rozciągał siebie palcami, nawilżał, a potem wsunął korek, myślał już tylko o jednym. Bestia w nim, spragniona seksu, dotarła do głosu. – Pieprz mnie, Kamil. – Podał mu prezerwatywę.
Zarzycki wyjął ostrożnie korek i okrążył palcami odbyt, wsunął je do środka. Mięśnie przepuściły go bez problemów. Wyjął palce i wstał. Rozebrał się. Już miał zapytać, jak ma go wziąć, kiedy Szymon przełożył nogę przez siedzenie motoru i usiadł na nim. Rękoma oparł się o kierownicę, pochylając ciało go przodu. Stopka i jego nogi trzymały maszynę w ryzach.
Kamil przymknął na chwilę oczy z powodu niesamowitego widoku. Kochanek mu się oddawał, prezentując siebie w pełnej okazałości. Szczególnie ten słodki, mały, krągły tyłek i wąskie biodra, za które go będzie trzymał. Usiadł za nim i założył kondom. Kilka razy przesunął ręką po penisie, a potem przystawił główkę do wygłodniałej dziurki, przeciskając się do środka powoli, ale robiąc to stanowczo, nawet gdy usłyszał stęknięcie Szymona, a mięśnie zacisnęły się na nim protestująco. Jego szeroka główka została wchłonięta, a jądra przesunęły się po skórzanym siedzeniu, dając mu dodatkową stymulację. Położył mężczyźnie ręce na biodrach i wchodząc do końca, zaczął się poruszać.
Szymon mocniej przytrzymał się kierownicy, zostając pchnięty do przodu. Latarka chybotała się, kiedy Kamil poruszał nim i całym motorem, przez co światło ściągające owady oświetlało go i znikało, by zaraz wrócić. Gruba męskość kochanka wsuwała się w niego i wysuwała. Partner nie dał mu chwili oddechu i mężczyzna cieszył się z tego.
– Pieprz mnie. Pieprz mocno – błagał, dysząc. Drżącą ręką sięgnął do swojego penisa, a kiedy to zrobił, jęknął, chwytając łapczywie powietrze, niezdolny do normalnego oddychania. Wypiął się bardziej, dając chłopakowi lepszy dostęp do swojego tyłka. Prawie dochodził. Poczuł, jak jego palce, trzymające penisa, są oplatane przez palce Kamila, powstrzymując go przed szczytowaniem. Przez ten cały czas chłopak odbierał mu oddech, ale teraz zabrał mu go całkowicie, a potem jeszcze raz, gdy pchnął mocniej, ocierając się penisem o cudowny splot wewnątrz niego.
Wbijał się teraz w Szymona, nie kontrolując swoich ruchów. Biodra rytmicznie pchały do przodu, a twardy jak skała penis wchodził w uległe, domagające się ostrego seksu ciało.   Poczuł, jak mięśnie jego kochanka zaciskają się rytmicznie na jego męskości, co jeszcze bardziej namawiało Kamila do szybszych ruchów i podrażniania czułego punktu. Krótkie jęki i bardzo nierówny oddech świadczyły o tym, że Szymon zaraz dojdzie, mimo prób powstrzymywania go. Uwolnił jego dłoń, ale nie odsunął ręki. Czuł, jak Szymon przesuwa palcami po swoim naprężonym fiucie, a potem jak mięśnie odbytu zaciskają się na nim jeszcze mocniej.
Bieńkowski krzyknął, zaciskając dłoń na kierownicy, a drugą trzepiąc sobie. Niewiele potrzebował, by orgazm przetoczył się przez jego ciało, a potem wystrzelił obficie, ochlapując spermą siodło i bak motoru. Cały się trząsł. Tracił zmysły, nie przestając poruszać ręką tak, jak lubił, nawet kiedy minął pierwszy orgazm. Wciąż się masturbował, by w końcu wydusić z siebie drugie szczytowanie i resztkę nasienia, które zostało na jego dłoni. Rzadko to mu się zdarzało, ale potrafił dojść dwa razy. Zmęczony, pragnął tylko tego, by opaść na łóżko i odpocząć, ale nie mógł. Łóżka nie było, w dodatku Kamil wciąż go pieprzył, a obolały tyłek Szymona przyjmował go, mimo że przyjemność zanikała. Nie musiał długo czekać, by usłyszeć głośniejszy jęk kochanka, nagle czując się pustym. Obejrzał się za siebie. Kamil w ostatniej chwili zdjął prezerwatywę i doszedł na jego plecy, pośladki, a nawet odbyt, nie patrząc na to, gdzie strzela. Jego twarz wykrzywiała się w błogim upojeniu. Szymon odwrócił się i zagryzł zęby na ręce. Gdyby mógł, widok doprowadziłby go do jeszcze jednego orgazmu. Miał idealnego kochanka i partnera, którego kochał.
Kamil opadł na plecy Bieńkowskiego i objął go. Spletli ze sobą pobrudzone nasieniem dłonie, pokazując, że są ze sobą blisko.
– Ale jazda.
– Jedna czy druga? – zapytał słabo Szymon. Nogi mu drętwiały.
– Obie.
– W bagażniku jest koc. Wyjmiemy go i się położymy, co? Nie dam rady tak dłużej. I chusteczki też tam są.
– Mhm. – Z ociąganiem wstał i pomógł wyprostować się partnerowi. – Motor nadaje się do mycia.
– To go umyję jutro. Jadąc na nim, będę pamiętał, co się tu stało. – Wstał, podpierając się na maszynie. Pomógł Kamilowi wyjąć pled. Obaj wyczyścili się chusteczkami nawilżającymi, a Szymon jeszcze wytarł motor. Wyłączyli latarkę, która świeciła znacznie słabiej.
Gdy już mogli położyć się na kocu, Kamil przysunął się do Szymona. Jedno udo położył na nogach kochanka. Obaj leżeli zadowoleni, przez dłuższy czas wylegując się i nabierając sił. Patrzyli na rozgwieżdżone nad nimi niebo widoczne dzięki temu, że drzewa nie zasłoniły widoku.
– Wiesz, że jesteś na mnie skazany? – odezwał się Zarzycki, przerywając milczenie.
– Podoba mi się ta myśl. Nawet nie wiesz jak bardzo. – Uniósł rękę i pogłaskał włosy Kamila.
– Na pewno? Jeszcze będziesz miał mnie dość.
– Zaufaj mi, skarbie. Jestem szczęśliwy, musząc cię znosić. To nie mój cytat, tylko z pewnego tekstu, który czytywałem dawno temu, ale idealnie pasuje do tego, co myślę.
Kamil uniósł się i odnalazł usta Szymona. Ich wargi zetknęły się w delikatnym pocałunku.
– Jak twój tyłek? – spytał.
– Dobrze, a co? – Uniósł brwi, mimo że chłopak nie mógł tego widzieć.
– Byłbyś gotów na kolejną rundkę?
Śmiech Szymona przedarł się przez leśną ciszę. Chłopak wciągnął Kamila na siebie, biorąc go między swoje nogi.
– Pytanie, czy twój przyjaciel jest gotowy na trzeci spust.
– Będzie. Mam dopiero dziewiętnaście lat, staruszku – odpowiedział, łącząc ich usta.
Tej nocy kochali się jeszcze raz. Tym razem spokojnie i czule. Kiedy Szymon oplatał nogami biodra Kamila, wiedział, że nigdy już nie pozwoli mu odejść. Jego ciało go uwielbiało, a serce kochało. Usta jednak nadal nie potrafiły wypowiedzieć tych dwóch słów, za to gesty mówiły wszystko. A Kamil nie pozostawał na nic obojętny, szczególnie że jego serce biło bardzo mocno za każdym razem, gdy widziało Szymona.
Kiedy dużo później zasypiali, okryci drugą połową koca, ustawiwszy uprzednio budziki w telefonach na czwartą rano, czuli się nie tylko spełnieni, ale i szczęśliwi. To była ich noc pełna wrażeń i upojnego, namiętnego seksu. Noc pozwalająca na cieszenie się cielesną bliskością partnera i bliskością ich dusz. Noc kończąca szczególnie trudne popołudnie. Oddzielająca ich od jutra, do którego żaden się nie śpieszył.


10 komentarzy:

  1. To było przepiękne. Zaskoczyłaś mnie też że jednak nie doszło do zamiany ról choć początek to sugerował. Czapka z głowy przed twoim geniuszem

    Przykro mi z powodu twojego psa. Wiem jak ciężką jest decyzją pozwolić odejść ukochanemu zwierzakowi i jak to boli. Ja od 7 lat przechowuje w pudełku rzeczy po mojej kotce i zawsze gdy przypadkowo na nie trafiam wzruszam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko pozwolić jest odjeść, ale trzeba to zrobić. Niestety.

      Usuń
  2. Tak jak napisałaś, teraz jest w lepszym świecie i już nie cierpi. Jeśli to było najlepsze wyjście, tak własnie powinno się postąpić. Przykro mi z tego powodu. Ja kocham mojego psiaka i nie chcę myśleć jak będę przeżywać jego ostatnie dni. Mam nadzieję, że do tego jeszcze dużo czasu :) Utrata najlepszego przyjaciela zawsze boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, utrata najlepszego przyjaciela zawsze boli. Niestety kiedy bierze się zwierzaka ma się tę świadomość, że kiedyś przyjdzie się pożegnać. Życzę Ci, abyś jeszcze dużo spędziła z nim czasu i aby dane Wam go było jak najwięcej. :) Powiem Ci, że ja czuję spokój, przed to, że on się nie męczy. :)

      Usuń
  3. To uczucie kiedy jest tak zimno, że twoja duma upada, i robicie to w skarpetkach <3 Śmialiśmy się z tego później. Rozdział świetny Lu <3 Tak trzymaj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz wpadła do spamu. Dopiero go wydostałam. E tam, duma może upaść, byle stopy nie zmarzły. :D

      Usuń
  4. Przykro mi z powodu Twojego psa, wiem co czujesz ponieważ ja w zeszłym roku również pożegnałam moją sunię po chorobie. Odeszła sama, po cichu.
    Trzymaj się.
    A rozdział jak zawsze zachwycający, mimo ż czytałam już historię Kamila i Szymona.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję utraty suni. Dobrze, że sama odeszła, po cichu. Tego pragnęłam dla swojego psiaka, ale niestety nie udało się.
      Trzymam się. Dziękuję i pozdrawiam. :)

      Usuń
  5. Ten rozdział to dzieło sztuki, nie mówię tylko o genialnych scenach na zwieńczenie tego ciężkiego dnia, ale także o braku akceptacji. Ojciec Kamila zachował się okropnie, niepoprawnie i haniebnie, ale to dodało pędu i niepowtarzalności tej historii. Zrobiłaś to idealnie i nic bym nie zmieniła. Żadne wydawnictwo nie zainteresowało się twoją twórczością? Buntownik powinien być na półkach Empiku. (Myślę, że to jest możliwe, ponieważ można w nim kupić Love Stage, Zakochanego Tyrana itp.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do sławnych wydawnictw nie aspiruję. Do Empika także. Jak na razie to są wysokie progi. Na razie sprzedaję ebooki, może jak się uda to jeden z tekstów zostanie wydany jako książka i sprzedany tutaj: http://book-self.pl/

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)