4 grudnia 2016

Buntownik - Rozdział 22

Zanim zaproszę Was na rozdział to pozwolę sobie tutaj po marudzić i podziękować Wszystkim za każdy komentarz jaki zostawiliście pod ostatnim rozdziałem "W sidłach miłości". Nie spodziewałam się tego i wlaliście dużo ciepła do mojego serca. Dziękuję za pochwały, za konstruktywną krytykę, za to, że Jesteście. Pragnęłam odpisać na każdy komentarz, ale nie dałam rady i nie dam. Po prostu nie mam siły, a czas mi też tak uciekał w tym tygodniu, że nie wiem gdzie podział się ostatni tydzień. Najpierw byłam chora - w sumie do końca mi tak nie przeszło, ale już jest dobrze do tego co  było. Bardzo bolały mnie oczy. Głównie z przemęczenia, przez nieprzespane noce, wiatr i inne czynniki. Na szczęście z oczami już dobrze. Dlaczego miałam noce nieprzespane? Nie, nie przez pisanie, bo nie lubię pisać w nocy. W nocy lubię spać, ale od dwóch tygodni łapię sen kiedy tylko mogę. Głównie przez to, że mam bardzo chorego psa. Ma rozedmę płuc. Wczorajszy dzień był piękny i ostatnie dwie noce. Mój pies zachowywał się jakby był zdrowy. Dzisiaj jest ciężko. Jest źle. Wygląda jakby odchodził na zawsze. Przyznam, że dla niego tak byłoby lepiej i życzę mu tego odejścia w spokoju, bo już nie wyzdrowieje. To wszystko odbiera mi siły na cokolwiek. Nie jestem w stanie się skupić na odpisywaniu, na pisaniu. Chociaż powinnam pisać, chcę to robić i będę się starać od jutra działać jak będzie taka możliwość. Bo to odciągnie moje myśli, a poza tym święta się zbliżają. Pragnę dać Wam jakiś prezent w postaci świątecznego tekstu. Nie ma być to  nic długiego. Planuję paru rozdziałową historię, którą otrzymacie w całości za darmo. Mam napisane cztery rozdziały. Może jeszcze cztery będą. Chcę zdążyć do świąt, bo tekst trzeba jeszcze poprawić, co jest też już robione. Jeżeli mi się nie uda to przepraszam. Ewentualnie dostaniecie spóźniony prezent po świąteczny. :) Także dużo się u mnie dzieje, niekoniecznie dobrego. Dlatego tak mi miło było czytać od Was tyle ciepłych słów. Daliście mi siłę. Dziękuję. 
Kocham Was. :***

A teraz zapraszam na kolejny rozdział Buntownika. :))




– Ja pierdolę! – Kamil przesunął ręką przez włosy, złapał za nie i pociągnął, gdy zdał sobie sprawę z tego, co się stanie. – Moja rodzina się dowie. Kurwa mać! – Założył ręce na karku i zaczął chodzić tam i z powrotem. Zaczynało w nim wrzeć. Wyobraźnia podsuwała mu wszystkie czarne scenariusze, które mogą go spotkać. – Wypierdolą mnie z domu.
– Nie… – Szymon zamilkł, kiedy Kamil uniósł rękę.
– Błagam, nic nie mów. Lepiej nic nie mów. Wiem, co będzie. – Ponownie zaczął chodzić niespokojnie. Jego ciało napięło się jak struna. Wyglądał jak przerażony wilk gotowy do obrony, a tym samym mogący zaatakować i rozszarpać ofiarę na kawałki.
– Musisz im powiedzieć pierwszy, zanim dotrą do nich plotki.
– Powiedzieć? Chyba prędzej się stąd wyniosę. – Ręce mu się pociły, oddech przyśpieszył, a chęć rozwalenia czegoś była coraz większa. – Tak zrobię. Właśnie tak. – Wybiegł z ogrodu.
Szymon pobiegł za nim, żeby chłopak nie zrobił czegoś głupiego. Rosła w nim determinacja, aby powstrzymać dalsze nierozważne kroki partnera. Wątpił, by rodzina Kamila wyrzuciła go z domu. A to, że cała wieś się dowie… Może to i dobrze. To całe ukrywanie się zaczynało mu ciążyć. Jak miał stworzyć związek z Kamilem, może kiedyś, w przyszłości, zamieszkać z nim, jeżeli wciąż udawaliby tych, którymi nie są. Nie przeniósłby się do dużego miasta, żeby stać się jedną z wielu anonimowych osób. Tu jest jego dom, jego życie, praca, rodzina i tu zostanie. Chciałby, aby i Kamil z nim został.
– Kamil, zaczekaj, nie wiesz, co będzie!
Chłopak słyszał Szymona, ale nie zatrzymał się. Koniecznie musiał znaleźć się w domu. Jego jedyną myślą było spakowanie się i ucieczka. Nigdy nie uciekał, przynajmniej nie w tak tchórzliwy sposób. Starał się stawiać czoła problemom, ale teraz nie widział innego wyjścia. Wolał to, niż wyrzucenie z domu przez rodziców czy babkę i dziadka.
– Kurwa, Kamil!
– Co się dzieje? – zapytał Mariusz Bieńkowski zwabiony krzykami.
– Nie teraz, tato. Kamil!
– Odpierdol się! – Zatrzymał się przy furtce i szarpał z nią. – Masz super rodzinę, pomogą ci, ja jestem skończony. Zostaw mnie samego! – Wycelował w niego wskazujący palec prawej ręki.
Szymon nie chciał tego. Nie w tej sytuacji. Na zewnątrz tego nie pokazywał, ale w duszy szalał z niepokoju.
– Kamil, posłuchaj, skarbie.
– Nie mów tak do mnie. Nie przy ludziach. – Z całej siły pociągnął furtkę do siebie i pobiegł w stronę domu. Na podwórku nie było nikogo, ale otwarte drzwi do budynku, w których powiewała na wietrze firanka chroniąca wnętrze przed muchami, podpowiedziało mu, że ktoś jest w środku.
 Wpadł do przedpokoju, zrywając firankę, w którą się zaplątał. Ze złością rzucił ją na podłogę akurat w chwili, kiedy babcia Zośka wyszła z łazienki. Coś zaczęła do niego mówić, ale nie zareagował, zamroczony złością wymieszaną ze strachem. Pobiegł na piętro i wpadł do swojego pokoju. Z szafy wyciągnął plecak. Zaczął do niego wrzucać wszystko, co miał pod ręką. Do jego dłoni trafiła koszulka, którą miał na sobie, kiedy wrócił do Jabłonkowa w dniu festynu i którą tamtej nocy zerwał z niego Szymon. Zacisnął na niej palce, a chwilę później rzucił ją przez pokój. Za nią poleciały inne rzeczy. Nie patrzył, czym rzuca ani co zrzuca z mebli. Nic go nie obchodziło. Czerwona mgła wściekłości, strachu, niewyobrażalnej paniki zapanowała nad nim tak mocno, że nie wiedział, co robi. Wrzeszczał przy tym niczym opętaniec, demolując swój pokój, a w głowie miał jedną tłukącą się myśl, że jego rodzina dowie się, że jest homoseksualistą. Ojciec go zabije, matka się wyrzeknie, a on tak bardzo nie chciał zostać sam. Zawsze tego się bał, okazywało się, że teraz to nadchodzi.
Czarne myśli, które go opętały, zawładnęły nim tak intensywnie, że w pierwszej chwili nie poczuł, jak ktoś go łapie, próbując powstrzymać przed zniszczeniem wszystkiego wokół i samego siebie. Za wszelką cenę starał się uderzyć tę osobę. Rzucał się, wyrywał, przeklinał, nie panując nad tym, co robi. Strach zniewolił go tak mocno, że nic się nie liczyło poza tym, że straci to, co jeszcze pozwalało mu funkcjonować.
Szymon, używając całej siły, uderzył chłopakiem o ścianę, przyciskając go do niej przodem i wykręcił mu ręce do tyłu. Naparł na niego ciałem, nie zwracając uwagi na przekleństwa, którymi rzucał Kamil. Mężczyzna spojrzał w stronę wejścia do pokoju, gdzie stała przerażona babcia jego partnera. Jej wystraszone oczy śledziły wnuka i jego, a także bałagan w pokoju. Poprosił kobietę, żeby wyszła, zamknęła drzwi i zaczekała na dole. Gdy go posłuchała i został sam z Kamilem, wyszeptał do jego ucha:
– Razem damy sobie radę, razem przez to przejdziemy.
– Pierdol się! – Oddychał szybko przez nos jak rozjuszony byk.
– Nie znasz innych słów?
– Skurwysyn.
– Gorzej mnie nazywali. – Kiedy chłopak chciał się wyrwać, przyparł go bardziej do ściany. Przytrzymał jego ręce jedną swoją, ściskając nadgarstki chłopaka, a drugą położył władczo na jego karku, rozpłaszczając policzek Kamila na płaskiej powierzchni. – Nie rzucaj się, bo dam ci radę.
– Chrzań się. – Powykręcane do tyłu ręce bardzo go bolały, ale i tak miał ochotę je wyrwać z mocnego uścisku. Najchętniej to przypierdoliłby Szymonowi i każdemu, kto stanąłby na jego drodze.
– Dobra, dobra. Boisz się, rozumiem to, ale nie chciałbym przypadkiem złamać ci ręki.
– Jebię to!
– To co, złamać ci rękę? W ilu miejscach? – Nacisnął bardziej, aż chłopak jęknął. Bolało go, że musi coś takiego robić, żeby Kamil otrzeźwiał. – Jestem z tobą. Rozumiesz, do cholery?! Siedzimy w tym we dwóch. Nie zostawię cię jak ten dupek. Razem przetrwamy. – Przyłożył policzek do jego policzka. – Razem. Nie chcę ci zrobić krzywdy, Kamil.
Czerwona mgła wściekłej furii zaczęła powoli odpływać. Strach, niestety, pozostał i Kamil nienawidził tego. Nigdy się nie bał, nie może się bać. Nie jest cipą.
– Puść mnie – poprosił spokojnie.
– Jeszcze nie. – Zwolnił jednak ucisk na karku i rękach. – Obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego.
– Nic, poza rozwaleniem ci buźki.
– W porządku. – Cały czas na niego patrząc, uwolnił chłopaka.
Kamil odskoczył od niego jak oparzony i uderzył pięścią w drzwi.
– Niech to jasny szlag trafi!
– Straszysz swoją babcię. – Ogarnął wzrokiem pokój. To była istna demolka. Ubrania porozrzucane wokół, tak samo jak wszystko to, co stało na regałach. Rzeczy leżące na biurku znalazły dogodne miejsce na podłodze, a wśród nich laptop. Pokój wyglądał tak, jakby przeszło przez niego tornado.
– Jeszcze nią jest. – Chyba nie do końca mu przeszło, bo adrenalina nadal krążyła w żyłach, podsycając agresję. Miał ochotę złapać regał, obok którego stał i go przewrócić, zniszczyć. Jednak obecność Szymona, świadomość tego, że mężczyzna zrobi wszystko, żeby go powstrzymać, trzymała go w ryzach. Zaczynał czuć się bezsilny, a nie chciał tego.
– Co ja mam zrobić? – pytanie, które miało pozostać wyłącznie w jego głowie, wydostało się na zewnątrz.
– Porozmawiać z rodziną.
– Mama może wróciła, jest w sklepie i już wie. – W pokoju rozdzwonił się jego telefon, ale miał to gdzieś.
– Niekoniecznie. Nie poznaję cię.
– Zaskoczyłem cię tym zachowaniem, co?
Bieńkowski nie odpowiedział. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że patrzył w oczy Kamila, wyglądające niczym u uwięzionego zwierzęcia, które do tej pory żyło na wolności. Jego partner nie był spokojny. Nie chciał, żeby Zarzycki zrobił coś, co znów go zaskoczy. Wykonał ruch, który jemu zawsze pomagał, pokazywał, że nie jest sam. Podszedł do niego w dwóch długich krokach i przytulił mocno oraz zdecydowanie. Kamil przez chwilę stał jak słup, lecz w końcu wypuścił z siebie wstrzymywane powietrze i go objął.
– Starzy mnie zabiją.
– Nie zrobią tego. Poza tym pamiętaj, że masz mnie. – Przytknął nos do jego szyi, a palce jednej dłoni wczepił we włosy nastolatka.
– Nie boisz się, że każdy będzie wiedział? – Bardzo nie chciał pokazywać swojego strachu, opowiadać o nim, ale przecież tu był tylko Szymon. Jego Szymon.
– Przez chwilę… tak. Ale… Czuję się tak, jakbym całe życie musiał udawać, lawirując pomiędzy kłamstwami, ciągle bojąc się i w końcu nadeszła ulga. Czuję się wolny, Kamil.
– A ja czuję, jakby zatrzasnęła się wokół mnie pułapka, z której nie ma drogi ucieczki i zostanę w niej, umierając w męczarniach. Wiem, dramatyzuję jak nie ja. – Odsunął się na tyle, żeby spojrzeć mu w oczy. Telefon znów zaczął dzwonić.
– Ej, cokolwiek będzie, siedzimy w tym razem. – Cmoknął go w usta. – Pierwsze, co zrobisz, to zejdziesz na dół i powiesz o wszystkim swojej babci. Chyba że chcesz czekać na rozwój wydarzeń?
Kamil odszedł kawałek. Potarł dłońmi policzki. Odetchnął.
– Jesteś pewny, że Paluch to rozpowie?
– Tak. Taki jest. – Nie chciał mu mówić, że pewnie pierwsze co zrobił Robert, to pobiegł do sklepu, kupił piwo i jako że pod sklepem najłatwiej rozchodzą się ploteczki, już rozpowiada o tym, co widział.
– Może da się to jakoś… – Na jego telefon tym razem przyszedł esmes. Wyjął komórkę z kieszeni i dostał odpowiedź na swoje pytanie od Iwony, bo to ona próbowała się do niego dobić. Paluch dotarł do sklepu i działa.
– On widział, jak się lizaliśmy, a twoje ręce i moje pośladki miały bliskie spotkanie. Co chcesz zrobić? Twoja babka jest przerażona tym, jak się zachowałeś. Stawisz czoło sytuacji, czy podkulisz ogon?

*

Zamknąwszy za partnerem drzwi, oparł o nie czoło. Mężczyzna chciał zostać, lecz Kamil wiedząc, ile jeszcze pracy ma Szymon, wygonił go. Zresztą tak będzie mu łatwiej przekazać babci wiadomość, nie myśląc o tym, że kochanek widziałby, jak potraktuje go ta kobieta.
Wszedł do kuchni z duszą na ramieniu. Babka siedziała przy stole z telefonem bezprzewodowym w ręce. Skierowała na wnuka wystraszone spojrzenie.
– Nie wiedziałam czy mam dzwonić po policję, czy pogotowie. Bałam się, że coś sobie zrobisz.
– Może napijesz się herbaty? – Nie czekając na odpowiedź, podszedł do szafki, na której stał czajnik elektryczny. Nalał do niego wody i odstawił na podstawkę. Włączył. Później do dwóch szklanek wyjętych z szafki wrzucił po torebce herbaty. Wyjął z szuflady łyżeczki. Nie śpieszył się, chcąc jakoś odwlec rozmowę. Może lepiej byłoby, gdyby od razu porozmawiał z całą rodziną. Problem w tym, że kiedy oni wrócą do domu, może być już za późno.
– Co się dzieje?
Czajnik pstryknął, więc zalał gorącą wodą torebki ekspresowe i po chwili postawił na stole kubki z parującą cieczą. Na środku ustawił cukiernicę. Usiadł, mieszając nieposłodzoną herbatę. Zofia, domyślając się, że zanosi się na dłuższą rozmowę, uniosła się i sięgnęła po metalowe pudełko z upieczonymi przez siebie kruchymi ciastkami. Otworzyła je i postawiła przy cukiernicy.
– Babciu… – Od dawna słowa nie przychodziły mu z takim trudem. Posłodził herbatę i wziął ciastko. Odłamał kawałek. – Jestem homoseksualistą i chłopakiem, partnerem, jak kto woli… Szymona. – W końcu uniósł na nią spojrzenie. Patrzyła na niego ze zmarszczonymi brwiami. Jej ręka zastygła podczas mieszania gorącego napoju. – Nic nie powiesz? – Tylko czekał na słowa: „Wynoś się z mojego domu”. – Pewnie cała wieś niedługo będzie wiedzieć. Nie wiem, gdzie jest dziadek…
– Poszedł do lasu z Milagros – odpowiedziała osłupiała kobieta. – Co mam ci powiedzieć, że się cieszę czy coś przeciwnego? – Jej głos był wyzuty z jakichkolwiek emocji. – Powinieneś to powiedzieć rodzicom.
– Powiem, ale… Robert Paluch, ten, który pracuje u Szymona, nakrył nas, jak się całowaliśmy i…
– Wszyscy będą wiedzieć. – Wzięła ciastko i ugryzła je. Powoli przeżuwając, wpatrywała się we wnuka.
– Nie robię nic złego. Zawsze byłem gejem. To nie tak, że nagle mi się coś odmieniło. – Do jego uszu dotarł dźwięk silnika samochodu. Jego mama wróciła, a jemu serce podeszło do gardła.
– A co to było to na górze?
– Wściekłość i strach, że ktoś się dowie. Nie chciałem wam mówić. – Ręce mu się pociły i czuł, jak krople potu spływają po plecach. Stres zaczynał działać. Jeszcze gorzej się poczuł, gdy otworzyły się drzwi wejściowe i doleciał do niego głos mamy wchodzącej do przedpokoju.
– Dlaczego tak pozamykaliście? Gdzie jest firanka? Mogłam kupić dzisiaj wstążki. – Kobieta weszła do kuchni z dwiema torbami zakupów i z miejsca zauważyła, że coś się dzieje. – Co tak siedzicie? Na miłość Boską, co się stało? Chyba nic z Jankiem lub tatą? – Prędko odstawiła zakupy na jedną z szafek.
– Z nimi wszystko w porządku, mamo. Powiedziałem coś babci, bo i tak się dowiecie, więc nie ma co ukrywać, a lepiej, żebyście dowiedzieli się tego ode mnie niż od obcych.
– Nie strasz mnie. – Kobieta odsunęła od stołu krzesło i usiadła.
– Twój syn mi właśnie powiedział, że jest związany z Szymonem Bieńkowskim.
– Związany? – Nie rozumiała. – Jak?
Kamil, obok którego na stole było dużo okruszków z rozgniatanego powoli ciastka, odpowiedział:
– Bo jestem gejem, a on jest moim partnerem.
– Aha. – Pojedyncze słowo, które padło z ust Beaty, bardziej ugodziło Kamila w serce, niż tona bluzgów wysłana w jego kierunku. Po tym wiedział, że mamie się to bardzo nie spodobało. Wstała i zaczęła rozpakowywać zakupy. Część chowała do szafek, część do lodówki i zamrażarki. Kamil zauważył, że jej ręce się trzęsły, a po chwili i całe ramiona.
– Mamo?
– Nic do mnie nie mów. – Odwróciła się do niego. Po jej policzkach płynęły łzy. – Nie tak cię wychowałam. Nie na… Co chcesz, żebym ci powiedziała? – Oderwała kawałek ręcznika papierowego i wydmuchała nos. – Na co czekasz, na moje błogosławieństwo? A może na to, że wyrzucę cię z domu? Nie dostaniesz ani jednego, ani drugiego. Ale wiedz, że nie podoba mi się to. – Zapłakana, szybkim krokiem wyszła z kuchni.
Kamil spuścił wzrok na kubek z nietkniętą herbatą. Nie poszło tak źle, jak sądził. Mogło być gorzej.
– Mogło być gorzej – powtórzyła jego myśli babcia.
– A ty nic więcej nie powiesz?
– A co mam powiedzieć? To, że twoim zdaniem jestem stara, nie znaczy, że zacofana. Głupi jesteś i tyle, wnuku. Zaskoczyłeś mnie, ale jak tak myślę o Szymonie… Nigdy nie widziałam go z kobietą. Coś tu było na rzeczy. Nawet kiedyś rozmawialiśmy o tym z dziadkiem, bo on oglądał jakiś program, podczas którego wypowiadały się osoby homoseksualne i tak nam zeszło na te tematy i Szymona.
– Nie rozumiem. To znaczy, że co? – Objął dłońmi kubek, patrząc na nią niepewnie.
– A nic. Nie myślałam, że ty też… Wiesz. Nie wiem, jakim cudem wy dwaj jesteście razem, ale Szymek to dobry chłopak. Lepszego nie znajdziesz.
Zamrugał szybko, nie wierząc w to, co słyszy. Czegoś takiego się nie spodziewał. Co więcej, ani przez chwilę nie brał pod uwagę. Nawet kiedy jej powiedział, sądził, że padną oskarżycielskie słowa i będzie musiał wyjechać. Tymczasem patrzył na babcię z niedowierzaniem.
– To znaczy, że…
– To znaczy, że jesteś głupi i tyle. – Wstała. – Muszę tu posprzątać, bo nakruszyłeś, jakby tu jakieś świnki jadły. Mamie przejdzie. Wypłacze się i jej przejdzie. Obawiam się, że gorzej pójdzie w twoim ojcem. Lepiej przemyśl, co mu powiesz. – Wzięła ścierkę. – Nie patrz tak. Nie każdy w moim wieku wysyła homoseksualistów do piekła. – Zadzwonił telefon, więc odebrała.
Kamil wstał na miękkich nogach, ciągle patrząc na starszą kobietę, która nagle podniosła głos:
– Słuchaj no, Filipiakowa. Lepiej nic więcej nie mów. Pilnuj, kurna, własnego nosa, a nie wtrącaj się do mojego wnuka, czy mnie. Mój wnuk przynajmniej ma wspaniałego partnera, a twój syn to ma żonę zdzirę i tyle. Porządnej baby sobie nie potrafił znaleźć. Do widzenia. – Ze złością się rozłączyła. – Co za… – Zaczęła zmiatać okruszki ze stołu. – Nie stój tak i nie patrz w ten sposób. Lepiej zadzwoń do Szymona, bo pewnie tam jajo zniesie ze strachu, że my dla ciebie stos przygotowujemy. Porozmawiam z twoim dziadkiem. No idźże już do pokoju i posprzątaj. Lepiej, żeby twoi rodzice nie widzieli tego pobojowiska. Porozmawiam też z twoją mamą, ale jak się uspokoi. Teraz nic do niej nie dotrze. Znam swoją córkę.
– Dzięki, babcia. – Opuścił kuchnię już z lżejszym sercem. Przechodząc obok dużego pokoju, usłyszał przez uchylone drzwi, jak mama płacze. Kusiło go, żeby tam wejść, ale posłuchał babci i poszedł na górę. Jego wyrok został na trochę odroczony. Do wieczora, zanim tata nie wróci z pracy.

*

Szymon uśmiechnął się. Właśnie skończył rozmawiać z Kamilem. Teraz siedząc na burcie przyczepy w czasie zrzucania owsa, a raczej podsuwania go łopatą pod maszynę, która to robiła, odetchnął pełną piersią. Wcześniej niepokoiło go, co się stanie z Kamilem. Gdyby jego rodzina wyrzuciła go z domu, w co przez cały czas wątpił, zabrałby go do siebie.  Nie pozwoliłby mu wyjechać. Ale chłopak bardzo by to przeżywał. Z ludźmi ze wsi jakoś sobie poradzi, ale nie z utratą rodziny. Kamil ukrywał to, ale nie dało się ukryć, że była dla niego ważna. Doskonale to rozumiał. On oszalałby, gdyby stracił swoją rodzinę lub kogokolwiek z nich.
– Wszystko w porządku? – zapytał jego tata, podpierając się na stylu od łopaty.
– Tak. Może wszystko się ułoży.
– Nie wierz w to, że ludzie we wsi przyjmą to dobrze. 
– Nie wierzę, ale nie wszyscy będą chcieli wybudować dla nas stos i zapolować jak na czarownice. Chociaż już słyszę to potępiające kazanie księdza w niedzielę.
– Wojciechowski to dobry ksiądz, wyrozumiały.
– Do czasu, tato, do czasu. Najważniejsze, że u Kamila nie będzie tak źle, jak to sobie wyobrażał. Pani Dutkiewicz jakoś to przyjęła. Jego mama bardzo to przeżywa. Nie wiem jak reszta. Cokolwiek się stanie, będę z nim. – Postukał telefonem po brodzie, zamyślając się na moment.
– Lubię Kamila i życzę wam jak najlepiej.
– Szkoda, że więcej ludzi nie jest takich jak ty czy mama.
– Świat nie jest idealny. Byłoby nudno. Skończmy to i będziesz wolny. Dopiero wieczorem przyjedzie ciężarówka, to pojadę wykosić żyto. Ty i tak się narobiłeś. Zrób sobie wolny wieczór i spędź go z Kamilem, zanim przekonamy się, co przyniesie jutro. – Włączył żmijkę. Maszyna odezwała się swoim własnym językiem i zaczęła wciągać zboże.

*

Nadszedł wieczór. Kamil jakoś wysprzątał pokój. Jego laptop trochę ucierpiał. Pękła obudowa. Będzie musiał zawieźć go gdzieś do naprawy. Starał się nie siedzieć bezczynnie, by nie myśleć, co zrobi jego tata. Przecież go nie zabije. Chyba. Kamil już dawno powinien być w pracy, ale Szymon powiedział, że nie musi przychodzić. Dodał też, że pomoże Jackowi i potem do niego wpadnie. Nie zabronił mu tego, bo bardzo chciał, żeby Szymon był przy nim, kiedy do domu wróci tata. Zawsze pyskował ojcu, nie bał się, natomiast teraz cała odwaga go opuściła. Od niego mógł się spodziewać tylko jednego. Na pewno nie było to nic dobrego. Chciałby się mylić.
Pukanie do drzwi wyrwało go ze świata myśli. Do pokoju zajrzał dziadek. Stanął w drzwiach i patrzył na niego, nic nie mówiąc. Kamil wstał z łóżka i odłożył komórkę na bok, zapominając zastopować grę.
– Twoja mama wypłakuje sobie oczy. Nie może pogodzić się z tym, czego się dowiedziała. Twoja babcia wzięła się za pieczenie ciasta. Sądzi, że słodkości wszystko załagodzą. Wszystko mi powiedziała. Wiesz, żyję z tą kobietą prawie pięćdziesiąt lat. Pobraliśmy się bardzo młodo. Potem urodził się Adam, a za parę lat twoja mama. – Dziadek podszedł do okna i wyjrzał przez nie. – Zawsze jedyne czego chciałem dla swojej rodziny, to tego, aby była szczęśliwa. Powiedz mi, jesteś szczęśliwy?
– Tak. – Nie miał pojęcia, do czego dziadek zmierza.
– Jestem w stanie zaakceptować wiele rzeczy, ale nie to, że nie czujesz się szczęśliwy. Niemniej daj i mnie czas na oswojenie się z tym wszystkim. Znając twoją babcię, przekona mnie… – Podszedł do wnuka i położył mu dłoń na ramieniu. Uścisnął ją, po czym już nic nie mówiąc, wyszedł.
Kamil wypuścił ze świstem powietrze. Z tego wszystkiego miał ochotę zapalić. Mało palił, ale nadal to robił. Podszedłszy do biurka, otworzył szufladę. Wyjął z niej paczkę papierosów i podszedł z nią do otwartego okna. Przesunął doniczkę z fioletowym kwiatkiem, który bardzo ładnie kwitł. To był chyba fiołek, jak mówiła babcia. Przysiadł jednym pośladkiem na parapecie. W jego ręku znalazła się ulubiona zapalniczka. Zanim zdążył zapalić, ponowne pukanie zwróciło jego uwagę. W otwartych drzwiach stał Szymon. Na widok mężczyzny poczuł kotłujące się w sercu ciepło.

– Oczy ci błyszczą – stwierdził Bieńkowski. Zamknął drzwi i zbliżył się do partnera. Położył dłoń na jego policzku, pogłaskał go i pochylając się, delikatnie pocałował usta Kamila, który poczuł, że cokolwiek się stanie, przetrwa to. Jeżeli tylko Szymon będzie tak na niego patrzył jak w tej chwili, to wszystkiego dokona. I niech się całe Jabłonkowo pieprzy. Mogą z niego szydzić, wyśmiewać, nawet ukamienować, bo mając u boku partnera, jest gotowy na wszystko. Nawet na krzyk ojca, który usłyszał z parteru. 

21 komentarzy:

  1. Uwielbiam prezenty, a takie spóźnione to już wogle kocham. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda że nie pociągnęłaś w tym rozdziale rozmowy z ojcem, byłby pełniejszy, bo mam trochę wrażenie jakby został przerwany w 3/4. natomiast bardzo podoba mi się to jak pokierowałaś zachowaniem Szymona ukazując jak bliska jest między nimi relacja poprzez to że tym razem nie zostawił Kamila i umiał go uspokoić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział został przerwany w idealnym momencie. Tak się właśnie kończy rozdziały.

      Usuń
  3. Supcio rozdział :D i nie mogę się doczekac prezentu

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję ci z powodu psa. Mój odszedł 5 lat temu. Był chory ma boreliozę, bardzo cierpiał ale na szczęście bardzo krótko. Więc wiem jak to jest.
    A co do prezentu to mogę czekać nawet rok Bo warto :)
    Lu, jesteś okrutna. Kończyć w takim momęcie! To jest źle! Nie bądź jak Polsat XD
    Przyznam że myślałam, że Kamila albo nikt z rodziny nie zaakceptuje albo tylko dziadkowie się bo wyrzekną. A tu taki zwrot akcjii. Jego babcia zostaje super babcią w moim mniemaniu bo zachowała się na medal. Mimo tego, żewidać, że nie jest super super szczęśliwa to przyjęła to na klatę i wspiera swojego wnuka Co do taty Kamila to obawiam się tej to zmowy z powodu tego krzyku. Pewnie polecą bluzgi A może i dojdzie do ręki czynów jeśli będzie bardzo źle. Wierzę że babcia uspokoi co jednak A Kamil będę mógł z nim spokojnie porozmawiać.
    Chyba wszystko co chciałam to napisałam. Nie mogę doczekać się Nowego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę weny
    Aimi

    PS: Za wszelkie literówki przepraszam bo jestem na telefonie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytam na razie "Buntownika", więc nie wypowiem się na temat rozdziału, ale po prostu chciałam Ci napisać, żebyś się trzymała. Przykro mi z powodu psa, czasami zwierzaki otaczają nas szczerszą miłością, niż ludzie, więc rozumiem ból.
    A o prezent się nie martw, jeśli nie dasz rady, to i tak wszyscy będziemy mega wdzięczni za to, że o nas pamiętałaś ;)

    Trzymaj się ciepło i wyśpij się :*

    ~Tess

    OdpowiedzUsuń
  6. Luano proszę nie przemęczaj się. Jeżeli nie dasz rady to trudno- na razie proszę cię o to, abyś szybko do końca wyzdrowiała oraz abyś była ze swoim pupilkiem. Nie rób nic na siłę.
    Wszyscy będziemy się cieszyć z prezentu od ciebie ale mam go gdzieś, jeżeli będziesz się do niego zmuszać.
    Trzymaj się i mam nadzieję, że będzie dobrze.
    ~A.Wolvin

    OdpowiedzUsuń
  7. Lu, trzymam za Ciebie kciuki!
    U mnie jedne z najgorszych chwil w życiu, problemy z psychiką, szkołą, rodzicami, czasem człowiek chce się położyć i umrzeć, bo ma tą świadomość że to nie są drobnostki, tylko taniec na szkle. I jak chcę się przytulić to moje kochanie mam 500km dalej, co wcale nie ułatwia. Właśnie skończyłam czytać "Drugą Szansę" I cholernie mnie ona podnosi na duchu. Jesteś wielka Lu, bo od 4 dni siedziałam zamknięta w pokoju. Ale jutro rzucam wszystko i jadę do niego. Bo wiem że z nim może być tylko lepiej, mimo iż nie wiem co przyniesie przyszłość.
    Dodawane przez Ciebie rozdziały są dla mnie miłą rutyną, która jakoś wzmacnia, choć może to dziwne. Mam nadzieję że nigdy nie braknie Ci weny, zdrowia, i chęci :)
    Trzymam za Ciebie kciuki Lu.
    Jesteś wielka <3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że ojciec nie zrobi mu/im krzywdy. Boję się co się stanie. Ten tydzień to będzie męczarnia. Rozdział super jak zwykle. Weny🙌

    OdpowiedzUsuń
  9. Lu, nikt nie będzie miał za złe jesli prezent będzie spóźniony! Najważniejsze to żebyś dobrze się czuła, wyśpij się, chociaż gdy masz chorego psa nie jest to proste (znam to uczucie, bo mój niestety pod koniec życia tez bardzo chorował) i strasznie boli świadomość, że traci się przyjaciela....
    A rozdział jak zwykle wspaniały, przerwany tak, że nie mogę doczekać się następnego :))
    /A

    OdpowiedzUsuń
  10. Planujesz dodawac jakiś inne opowiadanie po zakończeniu publikowania buntownika?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, już nie raz pisałam, że piszę mprega. "Buntownik" się tak szybko nie skończy. Ma dwa tomy.

      Usuń
  11. Z ciekawości i przez przypadek kliknęło mi się wczoraj na opowiadanie pisane przez 2panów na Wattpadzie pt, ,,Kupić szczęście?"". Po przeczytaniu pierwszych kilku zdań podobieństwo do Twojego ,,Długu'' samo się narzuca. Mam wrażenie,że to podpada już pod plagiat,choć mogę się mylić
    Pozdrawiam Mefisto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę tego znaleźć. Jak to wpisuję w wyszukiwarkę to nie pojawia się nic takiego. Mogłabyś wrzucić link?

      Usuń
    2. o to chodzi? https://www.wattpad.com/195002437-kupi%C4%87-szcz%C4%99%C5%9Bcie-yaoi-%2B18-cz%C4%99%C5%9B%C4%87-1

      Usuń
    3. Jeżeli o to to ja to widziałam. Wzięte z mojego pomysłu, ale nawet hetero pomysły są takie. Nie mogę powiedzieć, że to mój tekst, bo w moim działo się coś innego. Na pewno nie odbywało się to tak jak się odbyło w tym pierwszym rozdziale.

      Usuń
  12. http://m.wattpad.com/195002437-kupi%C4%87-szcz%C4%99%C5%9Bcie-yaoi-%2B18-cz%C4%99%C5%9B%C4%87-1
    To mam nadzieję pomoże zlokalizować panów NakoLen13

    OdpowiedzUsuń
  13. I to nie jest opowiadanie hetero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest tekst pisany rok temu i ma tylko jeden marny rozdział, w którym już chłopcy zaczęli od seksu. Fakt mój pomysł, ale tylko początek. Reszta już nie moja, bo w "Długu" było inaczej. Dam temu spokój, bo tego nikt nie aktualizuje.

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)