20 lipca 2015

Mój pierwszy Ebook :)

Stało się. :DD Mam tremę jak nie wiem.

Jak niektórzy z Was zauważyli, w dzisiejszych odpowiedziach na komentarze wspomniałam, że na dniach chcę wydać swojego pierwszego, płatnego ebooka. Miało mi zejść najdalej do środy, ale już dzisiaj przysiadłam nad końcowymi pracami. I... JEST. Uffff.

Jeszcze chwilę ponudzę. Miałam wydać ebooka na Wydaje.pl, ale z tego co się orientuję mają poważne kłopoty, więc opowiadanie "Znalezione na strychu" wydałam na innym portalu Beezar.pl, na którym publikuje Silencio.

Dobra, nie przedłużam.

Zapraszam do kupna mojego pierwszego tekstu, a zarazem pierwszego tomu z nowej serii "Obrazy miłości" (seria nigdy nie ukaże się na blogu). Od razu zapewniam, że każdy tom ma swoje zakończenie, także nie zostanie ono nagle urwane, po którym zaproszę do czekania przez kilkanaście tygodni na ciąg dalszy. Są to pojedyncze opowieści. Typowe romanse i mam nadzieję, że ci, którzy kupią choćby ten pierwszy tom, nie pożałują tego. Planuję już kolejne. Mam na nie wenę, pomysły i tylko czasu brakuje na pisanie. :)
Kiedy kolejny tom? Nie wiem. Pisze się. :)


Link do zakupu książki:   Znalezione na strychu

Jest to pdf, więc da się czytać i na komputerze. Opis krótki i nic nie wyjaśniający, ale nie dość, że nie umiem pisać opisów, to w dodatku nie chciałam wiele zdradzić.

Fragment

Wszelkie komentarze do tekstu, proszę zostawiać tutaj Klikaj

16 lipca 2015

Ogłoszenie


Moja znajoma prosiła, żebym wstawiła to ogłoszenie:



Uwaga!
Poszukujemy młodych, ambitnych autorów, z pomysłem na siebie i książkę.
Homo, hetero, fantasy, bajki dla dorosłych i nie tylko...
Nie ma co się bać, nie gryziemy
Zapraszamy serdecznie :)

13 lipca 2015

Serca w ogniu - Rozdział 10 ostatni

Przed Wami ostatni rozdział Serc i tym samym nadchodzi dłuższa przerwa od zmiennych. Nie wiem jeszcze jak długa, ale może do zakończenia opowiadania, które zacznę publikować za tydzień. Ewentualnie jeżeli tekst zostanie poprawiony wcześniej będę dodawać oba opowiadania. Już teraz mogę powiedzieć, że 5 tom o zmiennych ma 10 rozdziałów, a jego bohaterem będzie Sebastian i jego partner. Może będzie nim Jason, a może ktoś inny. :)

A za tydzień zapraszam na "Dług". Opis pojawi się wkrótce. Nie będę wrzucać zdjęć postaci, bo takowych po prostu nie mam. Na pewno "Dług" nie jest fantasy, więc ci którzy nie lubię tego gatunku i zmiennych może znajdą coś dla siebie. :)


A na razie zapraszam na ostatni rozdział o Arionie i Craigu. :)
Dziękuję za komentarze. :)

Rozdział został poprawiony tylko przeze mnie. Moja beta zajmuje się aktualnie bardzo ważnych tekstem, o którym, mam  nadzieję, niedługo usłyszycie i tak zeszło, że ten rozdział pozostał bez poprawy.



– Co my tu robimy? – zapytał Arion rozglądając się po lesie. – Tu się kręci zawsze dużo ludzi, nie chcesz się chyba zmienić.
– Mówiłem ci w nocy, że u nas w lesie rośnie pewna roślina i założę się, że tutaj też. Dzięki niej, będę mógł zrobić lekarstwo dla Sebastiana.
– W nocy to ja myślałem o czymś innym. – Oparł się o drzewo przyglądając się jak Craig przeszukuje polanę w poszukiwaniu jakiegoś krzaczka wielkości stopy dziecka. Zapomniał, że jego partner za cel wziął sobie pomoc Sebastianowi. Syna kobiety, którą przedwczoraj operował ratując jej życie. Wydawało mu się, że od tej chwili minęły już stulecia. Zło zostało pokonane i zamknięte przez Smoczą Radę w ich więzieniu, a dobro znów zwyciężyło rozsiewając wokół przyjaźń i miłość. – Sądzisz, że uzurpatorka kiedyś odzyska władzę nad umysłem?
– Wątpię. Myślę, że zamknęła się w swoim własnym świecie, takim, o którym marzyła.
– Przynajmniej tam nikogo nie skrzywdzi.
– Spędzi tam swój żywot. Szkoda mi tylko Sebastiana. – Craig uklęknął na trawie.
– Polubiłeś go.
– Fajny chłopak. Wierzyć się nie chce, że ma dopiero siedemnaście lat. Smoczych i ludzkich.
– To szczeniak. Dojrzeje za dwa lata. Wtedy będzie w stanie wyczuć swojego partnera lub partnerkę i przejdzie pierwszą ruję. – Arion uklęknął przy kochanku. – Powiedz czego mam szukać, to ci pomogę.
– Małego krzaczka z niebieskimi kwiatami. Teraz ich nie ma, ale w zamian ma małe owoce. Są nawet lepsze iż napar z kwiatów. Przypomina miniaturową porzeczkę i zawsze rośnie pod sosnami. Ludzie o nim nie wiedzą. Wracając do Sebastiana, nie wyobrażam go sobie z kobietą.
– Ja też. On potrzebuje mężczyzny, który się nim zaopiekuje.
– Myślę, że los będzie dla niego łaskawy i da mu kogoś kto go będzie kochał bez względu na więź. – Craig uśmiechnął się pod nosem, bo właśnie znalazł czego szukał. – Eureka. – Pozbierał owoce, których sok zmieszany z innymi ziołami będzie miał właściwości sto razy lepsze niż lek, który dotąd stosował Sebastian. – Wracajmy, chcę przygotować dla niego miksturę.
– Co zrobisz, kiedy ona mu się skończy? Przecież nie narobisz jej na zapas.
– Gdy będziesz przyjeżdżał do swojej rodziny zaopatrzę cię w leki i mu je dasz. Poradzimy sobie. Z czasem mam nadzieję, że to mu pomoże i będzie się czuł lepiej.
– Skąd o tym wiesz?
– Mam już swoje lata. Zdarzało mi się spotykać zmiennych z astmą i wiem jak im pomóc.
Wrócili do domu Sebastiana, bo tylko tam Craig mógł zostać. Niestety, już nie mógł wrócić do domu Ariona. Nie przeszkadzało mu to, bo tutaj poobserwował młodego gospodarza, porozmawiał z nim i już wiedział czego chłopak potrzebuje, by nie być tak słaby i jak ma walczyć z astmą. Już dzisiaj mu uwarzy kilka fiolek leku. Z tego powodu zakupił rano w sklepie medycznym trochę rzeczy i stworzył w jednym z pokoi coś w rodzaju laboratorium.
  Teraz się pobawię w Severusa Snape’a – oznajmił zakładając fartuch i rękawiczki.
– Snape, nie był przystojny i nie używał rękawiczek.
– To będę innym Snape’m, skarbie. Możesz podać mi nóż?
Arion podał mu leżący obok nóż i znów przyglądał się jak jego partner kraje, sieka różne zioła, mieszkając je odpowiednio ze sobą.
– U ludzi wywołałoby to biegunkę, ale zmiennym bardzo pomaga – poinformował lekarz.
– Rzadko zdarza się chory zmienny. – Usiadł na krześle nie potrafiąc spuścić z niego oka. Podobał mu się ten jego doktorek.
– Tak. Jednak mimo wszystko jeden na dwustu się zdarzy. Nie siedź, pomożesz mi. Muszę podgrzać do odpowiedniej temperatury ten płyn, a ty w tym czasie weź nasze cud owoce i je pokrój.
– Jak?
– Jakkolwiek. Nie ma to znaczenia jak u Snape’a. – Zaśmiał się.
Pracowali razem przez kolejne dwie godziny nie szczędząc sobie przy okazji czułych spojrzeń, niby przypadkowych dotknięć, które z czasem przedłużały się, prowadziły do pocałunków. Pocałunki do zmysłowych pieszczot, a pieszczoty do westchnięć i szalonego pożądania.
– Craig – sapnął Arion lądując tyłkiem na stole wśród menzurek i innych szklanych naczyń. Kochanek właśnie niecierpliwymi dłońmi rozpinał mu pasek od spodni, by dobrać się do niego. – Craig, ten twój płyn się zagotował.
– Gotuje się we mnie, ale co innego. – Polizał go po szyi.
– Mówię o leku.
– Ma się gotować przez kolejną godzinę, w tym czasie planuję sprawić mojemu partnerowi dużo przyjemności. – Uniósł go i zsunął mu spodnie wraz z bielizną. – Planowałem się kochać z tobą dzisiaj rano, kiedy braliśmy prysznic, ale mi uciekłeś. – Uklęknął przed nim i zajął się jego butami. Przed twarzą widział twardniejący członek i chętnie by go possał, ale musiał się pozbyć tych przeklętych ubrań. W końcu udało mu się to i zaczął całować łydkę Ariona sunąc ustami w górę, a włoski mężczyzny łaskotały go po nich. Dłużej został przy wrażliwym wnętrzu ud, które mu rozszerzył. Polizał skórę od kolana ku pachwinom.
– Już jestem twardy. – Arion zagryzł wargę i przesunął dłonią po swoim penisie, drugą ręką wciąż za plecami podpierając się o stół.
– Zostaw. – Odtrącił jego dłoń zastępując ją swoją. – On teraz należy do mnie. – Wcisnął głowę pomiędzy uda Ariona liżąc mosznę niemal z lubością. Mężczyzna doskonale pachniał, a jego feromony czuć było w powietrzu. Przez co Craig jeszcze mocniej na niego reagował gotów już go posiąść.
– Lubię jak mnie tak pieścisz.
– Lubisz też coś innego. – Puściwszy jego penisa, złapał biodra Ariona i odwrócił go tyłkiem do siebie. Ugryzł go w pośladek, a mężczyzna tylko zamruczał wypinając się do niego. W ustach Craiga już zbierała się ślina, gdy patrzył na te jędrne pośladki. Rozchylił je i tym razem wcisnął w nie twarz dostając się językiem do miejsca, które u Ariona było wyjątkowo czułe, a na każdą pieszczotę reagował jękiem nie potrafiąc go powstrzymać.
Splunął na dziurkę i polizał ją zakreślając różne wzory, drażniąc ciasne wejście i sprawiając, że czuł pod językiem jak po dłuższym czasie otwiera się. Kochał Ariona i pragnął poza miłością dać mu jak najwięcej rozkoszy. Dać to co kochanek lubi. Zapomniał o jego penisie, ale wiedział, że gdyby go zapytał, czy ma go ssać czy lizać, Arion odwrócił by się tyłem do niego i własnymi rękoma rozchylił pośladki. O tak, dziurka jego partnera była bardzo wrażliwa i pieszczenie jej zarówno na zewnątrz i wewnątrz dawało mężczyźnie niesamowitą przyjemność. Jego uległy partner posapywał, kręcił tyłkiem wpychając mu go w twarz i otwierał się dla niego.
Uwielbiał to… Nie, on to szalenie kochał. A jeszcze bardziej kochał mieć penisa swojego partnera w sobie i nie mógł się go już doczekać, ale nie potrafił zrezygnować z właśnie serwowanej mu rozkoszy. Nawet wiedząc, że będzie jeszcze lepiej. Rozpływał się pod dostarczanymi mu doznaniami, a w żyłach krew zaczęła płynąć rozżarzoną lawą. Przesuwał dłonią po własnej erekcji zbierając z czubka kropelki przeźroczystego płynu i rozsmarowując go kciukiem na główce, która i tak była już bardzo śliska sprawiając, że dłoń przesuwała się po niej nie sprawiając bólu. Mógłby już dojść, lecz pragnął więcej.
– Craig – wypowiedział prosząco imię partnera.
Ostatni raz przeciągnął językiem po nabrzmiałym wejściu i podniósł się od razu przylegając ciałem do kochanka. Już dawno wyjął swojego penisa oraz jądra ze spodni i zaczął się ocierać o kształtne pośladki. Objął Ariona jedną ręką w pasie, górując nad nim.
– Już mnie chcesz? – zapytał, ale nie doczekał się odpowiedzi, bo usłyszał tylko krzyk, kiedy wszedł w niego jednym pchnięciem dobijając się aż po jądra. Znieruchomiał połączony z nim i świadomość, że jest tak nie tylko fizycznie, otuliła jego serce ciepłem.
– Porusz się. – Arion próbował poruszyć tyłeczkiem, ale przytrzymywany mocno przez partnera miał utrudnione ruchy. Podobało mu się to, gdy czuł jego władzę w łóżku. Ale i chciał więcej, pragnął by Craig ugasił ogień, który w nim rozpalił.  
Craig uniósł jego nogę i położył ją zgiętą na stole, przez co kochanek otworzył się jeszcze bardziej na niego i mógł z nim robić co tylko chciał. A dzisiaj chciał mocno i szybko, na co Arion od razu przystał,  bo gdy tylko się poruszył usłyszał głośne „tak”, dające mu pozwolenie. Polizał go po odsłoniętej szyi, mrucząc z zadowoleniem.
Arion odrzucił głowę do tyłu kładąc ją na ramieniu kochanka, który z każdym pchnięciem bioder wydzierał z niego przeciągłe jęki, westchnienia i błagania o więcej. Jego ognisty temperament od czasu do czasu potrzebował ostrego seksu, a idealny kochanek dzięki więzi dawał mu wszystko czego potrzebował. Wyginał się ku niemu, by czuć jak się w nim porusza, dotyk jego rąk na sobie, bliskość ciała. Czuł go każdym fragmentem swojego ciała i czym więcej dostawał, tym więcej pragnął. Craig pchnął go na chłodny blat, a on rozpłaszczył się na nim wypinając ku niemu. Krzyczał, kiedy brutalne pchnięcia przyśpieszyły. Kochanek robił mu tak dobrze, że nie był w stanie myśleć. Tylko i wyłącznie czuł. Ściśnięty między nim a blatem penis zaczął pulsować, a w pachwiny uderzyło go niesamowite gorąco.
Craig posapywał wbijając się w ukochanego mężczyznę. Było mu bardzo dobrze w tym ciasnym wnętrzu, które, odnosił wrażenie, że pali go żywym ogniem wsysając w siebie. Jak całe życie uprawiając seks czuł się niespełniony, tak nawet teraz, kiedy dopiero zbliżał się do orgazmu tak usilnie powstrzymywanego, w końcu czuł, że jest tak jak powinno być, że żyje, bo całkowite spełnienie osiąga z kimś kogo kochał. Ta myśl posłała go ku krawędzi z której już nie mógł się wycofać. Pochylił się i zawinął ręce wokół brzucha partnera, który właśnie szczytował napinając każdy miesień i ściskając go w sobie. Doszedł wbijając zęby w szyję Ariona oznaczając go tak,  by jego znak był widoczny dla innych tak jak smok, którego on nosił niczym obrączkę, znak ich związku. Był szczęśliwy.

* * *

Tegoż samego dnia, kilka godzin później, Craig podarował Sebastianowi lek i przykazał jak używać specyfiku.
– Zawsze miej go przy sobie. Działa jak inhalator, ale skuteczniej i ta dawka starczy ci na długo. Co więcej, powinna zminimalizować siłę ataków. Nie stanie się to od razu, ale z czasem jestem pewny, że poprawi się twój komfort życia.
– Dziękuję. Nie wiem co powiedzieć. – Zakłopotany odgarnął włosy za ucho. – Dostawałem już nawet złoto, ale nic nie cieszyło mnie jak to. W końcu ktoś pierwszy raz w życiu pomyślał o mnie. Nie liczę Jasona, bo on jakimś dziwnym trafem zawsze jest przy mnie. Po prostu mówię o innych.
– Twoja mama…
– Nie chcę o niej mówić. Nie chcę słyszeć, że kochała mnie na swój sposób,  bo to czcze gadanie. Chciała mieć zdrowe, silne dziecko, do tego córkę, a co otrzymała? Chorego dziewczęcego chłopaka, który jej zdaniem powinien był urodzić dziecko i umrzeć z czasie porodu, gdyby złapał go atak. – Po policzkach chłopaka spłynęły łzy. Szybko je otarł wstydząc się ich, bo nie byli sami.
– Nie masz co się wstydzić – powiedział Christian. – Mówi to twój starszy kuzyn.
Sebastian uśmiechnął się i z lekkim wahaniem objął go.
– To się nazywa rodzinna miłość – wtrącił Arion posyłając czułe spojrzenie swojej siostrze, która w mgnieniu oka wracała do siebie i zdradziła im, że spodziewa się dziecka. Gdy to sobie uświadomił dostrzegł, że gdyby nie sprowadził Christiana zmarłyby trzy osoby. Tylko o dziecku nic by nie wiedzieli.
Wszyscy zebrali się na pożegnalnym obiedzie, który ugotowała babcia Ariona chętnie przejmując na dzisiejszy dzień kuchnię. Jego rodzice nie pojawili się, ale wczoraj wieczorem pożegnał się z nimi, kiedy wrócił do domu, żeby się spakować. Nadal potwierdzili, że on jest u nich mile widziany, poza jego partnerem. Cóż, nie wszystko da się pokonać. Najważniejsze, że jego siostra szczęśliwa i zdrowa siedziała obok, a on nie zdołał uciec przed przeznaczeniem.
– Chodź, przejdźmy się przed podróżą. – Usłyszał przy swoim uchu. Wstał od stołu i wymknął się razem z Craigiem na zewnątrz.
Spacerowali w milczeniu trzymając się za ręce. Nie potrzebowali słów, żeby doskonale się rozumieć. Same gesty, pocałunek w policzek, potarcie kciukiem dłoni, uśmiech, mówiły same za siebie. Obaj zdawali sobie sprawę z tego, że tej chwili mogłoby nie być. Arion mógł odrzucić partnera. Craig wtedy, kiedy się spotkali, pojechać inną drogą.
– Tak miało być – szepnął Arion. – To przeznaczenie nas poprowadziło.
– Tak jak zrobiło to z Christianem, Luisem, Dariem.
– Dariem?
– Poznasz go, fajny facet. Nie warcz mi tu, jest zajęty. Nad życie uwielbia Justina i nie widzi nikogo poza nim. – Craig przystanął i biorąc obie dłonie Ariona przycisnął je sobie do piersi. – Tak jak ja, od kiedy cię spotkałem nie widzę już innych mężczyzn.
– Oślepłeś? – Arion uniósł zaczepnie brew.
– Bardzo zabawne. Wiesz co mam na myśli. Dla mnie istniejesz tylko ty. Z tobą chcę mieszkać, żyć, kłócić się, godzić, kochać.
– Kochanie się ze zmiennym Ognistego Smoka daje różne wrażenia, prawda? – Przylgnął do niego.
– Paliłeś mnie dzisiaj ogniem i to było… Dobra, kierujmy myśli na inne tory.
– Masz rację, kochać się będziemy w domu tonąc w ogniu miłości naszych serc. – Wyszczerzył się.
– Gdyby twój ojciec mnie zabił nie mielibyśmy takiej możliwości. Nie dane by nam było spędzić życia razem. – Craig spoważniał.
– I tak zareagował inaczej niż się spodziewałem.
– I dobrze.
– Craig?
– Hm?
– Kocham cię.
– Ja ciebie też kocham. – Ucałował go tam, gdzie oznaczył go po raz drugi i odsunął się. –Wracajmy, bo Chris chce już wyjechać. Tęskni za swoimi dziećmi. Zakochasz się z nich.
– Wątpię – prychnął Arion.
– Będziesz dobrym wujkiem. – Pociągnął Ariona w stronę domu.
– Nie.
– Będziesz.
– Nie.
– Tak.
– Nie.
– Arion, nie kłóć się ze mną. Nie możemy się teraz godzić. – Puścił mu oczko za co dostał kuksańca prosto w żebra. Nareszcie skończyła się jego straszliwa tęsknota, samotność. Rozpoczął całkiem nowy rozdział życia. Wierzył w to, że cokolwiek robił, los prowadził go prosto w ramiona tego jasnowłosego mężczyzny.
Przybyli w samą porę, bo już ktoś miał się wybierać i ich szukać. Samolot mieli za dwie godziny, ale musieli pojawić się na lotnisku dużo wcześniej. Czwórka gości i już teraz były mieszkaniec tej części kraju, pożegnała się z państwem Grimaldi oraz Jasonem i Sebastianem, którzy przyrzekli być dobrymi zastępcami Christiana, a także z Ailis i Brianem. Kobieta płakała żegnając brata, ale przestała kiedy obiecał jej, że będzie często wpadał.
W końcu po pożegnaniach wsiedli do wypożyczonego samochodu  i ruszyli w drogę.
– Do domu – szepnął Arion kładąc rękę na udzie Craiga, który prowadził samochód.
– Do naszego domu. – Posłał mu szeroki uśmiech, a potem skupił się na drodze do ich przyszłości i wierzył, że odkąd ma Ariona, ma już wszystko.

6 lipca 2015

Serca w ogniu - Rozdział 9

Jest to przedostatni rozdział. 

Dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania. :)


– Ojcze nie! – wrzasnął Arion, zasłaniając sobą partnera. Craig próbował się temu sprzeciwić, samemu chcąc ochronić ukochanego, ale młody Ognisty Smok postawił na swoim.
– Dlaczego nie?!
– Bo jest moim partnerem! Zabijając jego zabijesz i mnie! – Wreszcie do niego dotarło, że wiążąc się z Craigiem, ratował mu życie. Gdyby to nie stało się tej nocy, teraz ojciec mógłby strzelić, nawet bez zastanowienia. Tymczasem znieruchomiał patrząc na niego zaskoczonym wzrokiem. – Dzisiaj w nocy dokończyłem naszą więź. Wymówiłem formułę, nie ma odwrotu. Ailis umiera, chcesz żebym ja też do niej dołączył? Może pragniesz śmierci swoich dzieci.
– Kocham was. Jestem surowym ojcem, lecz was kocham…
– To pozwól nam i innym, żyć według tego, co podpowiada serce.
– Jest Tygrysem!
– I co z tego? Mówią, że największym cudem, a zarazem najtrudniejszym jest wybaczenie. To nie Craig zabił twojego brata. To nie on przed wiekami rozpętał piekielną wojnę klanów. On, to zwyczajny zmienny, żyjący w małym miasteczku, leczący swoich i ludzi. Powtarzam, zabijając jego zabijesz i mnie.
– Nigdy nie wybaczę. To był mój brat bliźniak. Nie wybaczę. – Opuścił broń. – Nie zabiję go, bo cię kocham, ale nie zaakceptuję waszego związku i nie będę tolerował zmiennego Tygrysa na mojej ziemi.
– Nie musisz, tato. Dzisiaj postanowiłem, że dom zostawię babci i dziadkowi, a sam zamieszkam w Camas. Tam czuję się swobodnie, a nie jakbym był ciągle na uwięzi, żyjąc w strachu przed ludźmi, nie mogąc się zmienić i dać odetchnąć bestii. W końcu czym się staniemy, jeżeli nie będziemy wolni? Camas to dobre miejsce.
Craig nie wierzył własnym uszom. Arion z nim wyjedzie? To dopiero spotyka go szczęście. Już był gotów zostać tutaj, na tej nieprzyjaznej ziemi, tymczasem układało się tak, jak tego oczekiwał. Miał ochotę złapać Ariona i ucałować dziękując mu za wszystko.
– Jeśli pozwolisz, będę was odwiedzał – zwrócił się do swego ojca już w oficjalny sposób.
– Arionie – w jadalni pojawiła się matka – ty zawsze będziesz tu mile widziany, ale nie on.
– Proszę się nie obawiać, nie mam zamiaru się tutaj pokazywać.
– Widzicie. Jednak do naszego wyjazdu i załatwienia spraw z uzurpatorką, ojcze, matko – Arion pokłonił się – proszę o to by mój partner mógł tutaj zostać. Zróbcie to dla Ailis. – Brzydkie zagranie z jego strony, ale tonący nawet brzytwy się chwyta.
– Dobrze.  Natychmiast po tym jak twoja siostra odzyska swojego partnera, twój ma opuścić nasze ziemie.
– Zrobimy to razem – przypomniał im Arion. – Teraz, proszę, wybaczcie nam, ale mamy plan do zrealizowania. – Spojrzał na Christiana, który skinął głową, że jest gotów.
Odczekali jeszcze, aż państwo Sulivan opuszczą dom. Arion dopiero wtedy odetchnął.
– Pora wyruszać – powiedział.
– Poczekaj. – Craig zatrzymał go chwyciwszy za nadgarstek. Stanął przy nim tak blisko, jak tylko się dało. Objął jego twarz dłońmi i uniósł do góry. Arion spojrzał mu w oczy, a jego partner odczytał w nich malujący się spokój i szczęście. Właśnie to pragnął w nich ujrzeć. W ten prosty sposób, upewnił się, że partner naprawdę go chce i pójdzie za nim wszędzie, tak jak on za nim. – Wskoczyłbym w czeluście piekieł, gdyby to oznaczało, że będziemy razem – szepnął wsuwając jedną dłoń we włosy Ariona tuż nad karkiem, a drugą wciąż obejmując policzek.
– Nie musisz nigdzie skakać – odparł Arion i dosięgną jego ust. Smakowały kawą, Craigiem i czymś… co mógł nazwać esencją partnerstwa, ewentualnie miłości. Tą krótką pieszczotą pokazał mu, że jest jego i tylko jego. Należeli do siebie i nic ani nikt tego nie zmieni.
– Ekhem… Panowie, fajnie, że w końcu jest tak jak powinno, ale mamy zadanie do wykonania. – Christian postanowił im przerwać, bez względu na to jak wspaniale razem wyglądali.
Craig zakończył pocałunek, nie potrafiąc się odsunąć od Ariona. Niemniej miał całe życie przez sobą, żeby nacieszyć się ich związkiem i tym, że ten ognisty mężczyzna był jego. Na dopełnienie, jeszcze cmoknął kącik ust kochanka i odsunął się.
– Zadzwonię do Jasona i Sebastiana, że już jedziemy – poinformował Arion przechodząc w tryb działania. Teraz musiał myśleć o siostrze, a nie o kochanku. – Jason, słuchaj…

* * *

Jakiś czas później zaparkowali przed wielkim domem uzurpatorki, obok kilku innych samochodów. Christian nie miałby nic przeciw, gdyby ktoś zajął miejsce przywódcy. Jednak warunkiem było, że to ma być ktoś, kto ma serce i jest zdrowy na umyśle. Czekał na spotkanie ze swoją ciotką. Pierwszy wysiadł z samochodu. Odrzucił na plecy swoje piękne, długie do pasa włosy. Jego plan był prosty - tylko pytanie czy zadziała na tą kobietę, czy ugnie kolana przed nim tak - jak, spodziewał się, że zrobią to inni. Tak jak zrobił to Arion, mimo, że nie należał do jego klanu.
– Kochanie, ciężko jest być wodzem – powiedział Daniel.
– Nie jestem nim.
– Jesteś, skarbie. – Martin stanął u drugiego boku partnera. – W każdym razie, w tej chwili musisz nim być. Wyzwól, swoją smoczą moc alfy i wejdź tam, jak burza.
– Dzwonił Sebastian – wtrącił Arion, który przed chwilą skończył rozmowę telefoniczną. – Większość Diamentowych Smoków już tam jest. Fałszywa królowa nie wie, co się dzieje. Chce ich wyrzucić, ale oni czekają, bo po to zostali wezwani. Jason i Brian też tam są. Twoja cioteczka chciała Jaya wyrzucić, ale ten się nie dał, otwarcie stawiając jej czoła.
– W takim razie, już pora.
Znów w piątkę, jak to w ostaniem czasie, stało się regułą, przeszli długim podjazdem w stronę drzwi frontowych, otwartych szeroko, jakby czekających na nich. Wstępując w paszczę groźnego Smoka, Christian poczuł ciarki na plecach. Jednak, nie zważając na to, szedł naprzód, w stronę ogromnego salonu i podniesionych głosów. Na pewno ktoś się kłócił. Nastawił uszu. Niewątpliwie była to kobieta oraz Jason. Mężczyzna doskonale sobie radził. Kobieta przeklinała go, wysyłając do stu diabłów, a on sprzeciwiał się jej mówiąc, że będzie służył tylko dobremu władcy. Chris już wiedział, jak ma postąpić, kiedy zrzuci z tronu złą królową. Nie ważne, że była siostrą jego matki. Czasami związki krwi nie mają znaczenia, jeśli dzieje się zło. A ona, bez wątpienia, to zło czyniła.
Wszedł zamaszystym krokiem do salonu, czując na sobie wiele par oczu. Nie widział innych, bo jego celem była rudowłosa kobieta, stojąca naprzeciwko. Kiedy tylko go spostrzegła, otwarła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie miał wątpliwości, że właśnie zobaczyła w nim swoją siostrę.
– Kim ty jesteś? I dlaczego oni przed tobą klęczą? – Cofnęła się.
Chris nie spuszczał z niej wzroku tylko kątem oka rejestrując, że niczym fala, wraz z każdym jego krokiem, zgromadzeni w sali zmienni Smoków, upadali na kolana. Kobiety, mężczyźni, dzieci. Jego ludzie, jego klan.
– Jestem Christian Elisander, syn swojej matki, twojej jedynej siostry. Prawowity Król i twój Władca, który odbiera ci to, co sobie sama wzięłaś. Od teraz - nie jesteś już władczynią. Zostaniesz oddana pod sąd Wielkiej Rady.
– Nie możesz! – wrzasnęła wściekle. – Jesteś niczym! Jesteś na wpół człowiekiem, nie możesz być przywódcą.
– Mogę. Człowieczeństwo mi w tym nie przeszkadza. Zmieniam formę tak jak inni. Jestem jednym ze zmiennokształtnych. Jak sama widzisz, moja moc sprawiła, że pod nimi ugięły się kolana. Twoje, zresztą, też chcą to zrobić.
– Ja jestem królową! Była nią moja siostra i ja nią jestem!
– Nigdy nią nie byłaś. Nie masz w sobie nawet pierwiastka mocy przywódcy. Jesteś jak wyciśnięta pomarańcza.
– Jak śmiesz!
– Jesteś przesiąknięta złem. Nienawiść cię zniszczyła. Nienawidziłaś swojej siostry, bo była lepsza, ładniejsza, mądrzejsza i miała dobre serce.
– Moja siostra była płodna, miała dać wielu potomków, a tymczasem dała się porwać i powiła bękarta z człowiekiem. To ja powinnam być na jej miejscu! Móc mieć dzieci! Zdrowe dzieci! Urodzić przywódców, by sprawili, że Diamentowe Smoki rosłyby w siłę! Tymczasem powiłam, nie wiem jakim cudem, to coś! – Wyciągnęła rękę wskazując na Sebastiana. – Ni to baba ni chłop. Dlatego, że to on jest w stanie rodzić dzieci, wybrałam mu męża. Wreszcie mój syn na coś by się przydał.
– Nawet, jakby urodził zdrowe dziecko i zmarł? – dopytał Christian.
– Tak, bo co mi po chorym synu, kiedy mogłabym wychować, jak własne, zdrowego wnuka.
Craig obserwował całą tę sytuację i nie wierzył w to, co słyszy. Co za wyrodna matka. Zresztą, nie powinno się matkami nazywać tych, co nie kochają swoich dzieci. To, że urodziła nie uprawnia jej do tego, że może ona rządzić życiem dziecka. Skupił spojrzenie na Sebastianie. Od razu zauważył, że coś jest nie tak. Chłopak stał, niemalże wciśnięty w ścianę, a jego klatka piersiowa poruszała się coraz szybciej. Starała się, niejako łapać powietrze i robił coraz większe wdechy. Od razu przypomniał sobie, na co młodzieniec choruje. Odezwała się w nim natura wieloletniego lekarza. Ruszył w jego stronę pozostawiając przedstawienie za sobą.
– Sebastianie? – Położył mu rękę na ramieniu.
– Ona… mnie… nie… kocha… – mówił urywanie po każdym słowie próbując złapać oddech.
– Uspokój się. Masz inhalator?
– Mam… Ale… On… Czasami… Ni… Nic… Nie… Daje…
– Jesteś Smokiem, nie człowiekiem. Potrzebujesz innych leków.
– Dusz… ę…
– Wiem. – Poszukał spojrzeniem partnera. Wskazał na Sebastiana. Arion poruszając ustami szepnął, żeby się nim zajął, a on tu zostanie. Wziął chłopaka na ręce i wyniósł z dusznego pomieszczenia przez drzwi, prowadzące na taras.
Posadził Sebastiana na ławce w ogrodzie, szybko przeszukując jego kieszenie. Znalazł inhalator, zdjął z niego zatyczkę i włożył rudzielcowi końcówkę do ust.
– Oddychaj. Spokojnie. Jestem tutaj i wszystko będzie dobrze. – Obserwował jak powoli Sebastian uspokaja się, a jego oddech normuje. Nie przyszło to jednak łatwo. Zużyli prawie cały inhalator, żeby chłopak mógł w końcu nabrać powietrza. – To dawka na jeden raz?
– Niestety. – Z oczu młodego Smoka pociekły łzy. – Jest dla ludzi. Dla mnie jest za słaby. To cud, że działa. Mama, zawsze mówi, że dla mnie nie ma ratunku i w końcu się uduszę.
Craig nie rozumiał. Jak można, tak bardzo chcieć dziecka i wreszcie, kiedy przyjdzie na świat, nie kochać go? Zrozumiał, że wypowiedział te słowa na głos, gdy Sebastian odezwał się:
– Nie chce go, bo nie jest idealne. Staram się trzymać, udawać… ale to boli. – Chłopak rozpłakał się.
Craig usiadł obok niego i go przytulił. Spojrzał w stronę drzwi, w których stał Jason. Mężczyzna wyglądał na zaniepokojonego, a widząc go skinął mu głową.
– Jason, to dobry przyjaciel.
– Jedyny, poza Arionem i Brianem. Jedyny, który z jakiegoś powodu, się o mnie troszczy.
– Powód… – uwał, bo z wnętrza domu dotarł do nich głośny ryk. – To Smoki?

* * *

– Ja pierdolę. – Arion stał i nie wierzył w to, co widzi. W jednej chwili sytuacja uległa całkowitej zmianie. Uzurpatorka i Christian się kłócili. Chłopak powiedział na głos, że od tej chwili ona nie ma żadnych praw, została wygnańcem, a on przejmuje władzę. Wystarczyło tylko tyle, żeby zrzucić z tronu kogoś, kto nie ma do niego praw. Niestety, kobieta nie poddawała się. Krzyknęła, że nie będzie żadnego króla, bo ona tu rządzi, a on zginie i w jednej chwili, przemieniła się. W tej samej sekundzie zrobił to Chris. Na szczęście dom był duży. Salon znacznie większy od mieszkania Craiga, a sufit wysoki, więc z łatwością zmieściły się w nim dwa Diamentowe Smoki. Mniejsze niż Ogniste, ale równie groźne.
Smoczyca zaatakowała, a bestia Christiana odpowiedziała na atak. W powietrzu rozległ się dźwięk zderzających się ze sobą potężnych ciał. Kłapnęły zęby mogące rozszarpać jednym ruchem szczęki szeroką szyję przeciwnika.
– Cholera. – Spanikowany Daniel chciał pomóc swemu partnerowi.
– Spokojnie, Danielu, ta walka należy do Christiana. – Arion uspokoił jednego z partnerów Chrisa i zauważył, że w drzwiach na taras, stoi Craig z przerażonym Sebastianem.
Bestia Christiana zaatakowała ponownie, a smoczyca musiała odskoczyć. Nie wycofała się jednak na długo. Ryknęła i uniosła się w górę, a jej skrzydła sprawiły, że wokół powstał wiatr. Zmienni w ludzkiej postaci, cofnęli się jeszcze bardziej pod ściany, żeby nie zostać wciągniętym w wir walki. Smok zrobił to samo próbując skoczyć na nią i powalić ją potężnymi nogami. Jednak jego pazury tylko zadrapały smoczycę, co wywołało u niej jeszcze większą wściekłość. Zaatakowała ponownie. Kolejny atak sprawił, że Christian uderzył w ścianę, która pękła w kilku miejscach. Opadł na ziemię, a widząc, że przez ten atak jeden z jego partnerów przewrócił się, zaryczał groźnie. W jego oczach błysnęło coś złego, pierwotnego. Skoczył ku drugiemu Smokowi z taką szybkością, że zanim druga z bestii zorientowała się, co się dzieje, długie kły wbiły się w jej bark, rozrywając go. Opadła na podłogę. Smok Christiana przytrzymał ją łapami i opuścił łeb zamierzając złapać za jej szyję i skończyć z nią na zawsze. Wtedy rozległ się przerażony głos, który przebił się poprzez mur furii:
– Nie zabijaj!
Diamentowy Smok uniósł łeb. Przed nim stał ten sam chłopak, którego jego pan wczoraj poznał. Krewny pana. Sapnął i znów skierował się w stronę szyi skomlącej z bólu bestii.
– Nie! To, mimo wszystko, moja matka. Spotka ją kara. Nie zabijaj – prosił chłopak.
– Christianie, wróć do nas – zażądał twardo Daniel. Nie podniósł głosu, ale jego ton sprawił, że nikt nie mógł się sprzeciwić rozkazowi.
Bestia, po raz kolejny, sapnęła niezadowolona, jednak nie mogła sprzeciwić się temu mężczyźnie. Puściła smoczycę, zostawiając na jej ciele ślady pazurów, z których, podobnie jak z dużej rany, wypływała obficie krew. Smok cofnął się i po chwili, na jego miejscu, stał nagi Christian. Natychmiast na jego ramionach wylądowała koszula Martina, skrywając jego nagość.
Młody król wsunął ręce w za duże rękawy i owinął się szczelnie materiałem. Przypomniał sobie, że już coś podobnego miało miejsce, kilkanaście miesięcy temu, w gabinecie zdrajcy, Thomasa.
– Przeżyje? – zapytał, chociaż nie obchodziło go, co się stanie z kimś, kto zabijał swoich przeciwników, zabijał Smoki, po to tylko, żeby rządzić. Jednak, mimo wszystko, była jego podwładną.
– Musi wrócić do ludzkiej postaci – powiedział Craig – wtedy będę wiedział jak rozległe są rany.
– Mamo, zmień się – rozkazał Sebastian, a siła bestii kobiety była tak słaba, że nawet polecenie syna spowodowało, iż chwilę później, na jej miejscu leżało nagie ciało jego matki. Natychmiast sięgnął po podany mu koc i przykrył ją.
Craig zbadał ranną, krzywiąc się na obraz, który widział.
– Nie mamy czasu. Straci rękę, ale będzie żyła, jeśli zatamuję krwotok. Bez tego, nawet samoleczenie jej nie pomoże. Potrzebuję miejsca, w którym ją zoperuję, sprzętu i pomocy.
Z tłumu zmiennych wyszedł niski mężczyzna i pokłonił się swojemu królowi.
– Jestem lekarzem. Mogę pomóc. Mam swój gabinet w jej domu. – Na zdziwienie nieznajomego dodał: – Wolała, żebym zawsze tu był, by mieć na oku Sebastiana.
– Dobra, nie ma czasu. Przenieśmy ją do tego gabinetu i zabieramy się do pracy.
Christian przyglądał się całej operacji wyniesienia chorej, po czym rozkazał, żeby posprzątano salon. Sam poszedł się ubrać i wrócił dopiero, kiedy pomieszczenie w miarę wyglądał tak, jak go zastał.
– Wasza niby-królowa została odsunięta od władzy. Teraz ja jestem waszym królem, ale nie mam zamiaru rezygnować z mojego życia. Nie przeniosę się tutaj. – W pokoju rozległy się szepty pełne strachu i zaskoczenia. – Wiem, że władca powinien mieszkać ze swoimi podwładnymi. Mam inne wyjście. Ja będę daleko, lecz będę miał na wszystko oko. W dzisiejszych czasach, mamy do tego dużo możliwości. Tutaj zostawię kogoś, kto będzie moją prawą ręką, moimi oczami i uszami.
– Kto to taki? Kto ma w sobie pierwiastek władzy by cię tu zastąpić? – zapytała jedna z kobiet tuląca do piersi malutką dziewczynkę.
– Sebastian. – Oczy Christiana zatrzymały się na drugiej parze oczu, wyglądających jak jego, ale należących do innej osoby.
– Ja?
– Ty, masz w sobie moc. Jest jej mało i nie możesz rządzić sam, ale pomogę ci i zrobi to także Jason. – Odwrócił się w stronę mężczyzny.
– Dlaczego ja? – zapytał Jason, podchodząc bliżej. – Jestem zwykłym zmiennym.
– Tym zmiennym, który nie poddał się władzy złej królowej, czekając na prawdziwego władcę. Kimś, kto odda życie za dobrego pana. Myślę, że będziesz idealną prawą ręką Sebastiana. Tym bardziej, że… – zawiesił sugestywnie głos. – Usłyszałem dzisiaj jak kłócisz się z uzurpatorką. Powiedziałeś jej, że będziesz służył tylko dobremu władcy. Wtedy to, podjąłem decyzję co zrobić. Od dzisiaj – mówił tak głośno, żeby to dotarło do uszu wszystkich zgromadzonych – Sebastian oraz Jason są tutaj pierwsi i najważniejsi. Zostawiam was wszystkich, w najlepszych rękach i nie wątpię, że Sebastiana również. – Uśmiechnął się pod nosem, patrząc znacząco na Jasona. – Zostanę tu jeszcze dwa, trzy dni i załatwię wszystkie sprawy formalne. Co wy na to?
– Postawiłeś mnie przed faktem, na który nie mogę się nie zgodzić, bo mi zaufałeś, kuzynie.
– Zaufałem ci jak tylko cię zobaczyłem, Rudzielcu. Jason?
– Przyjmuję, to czym mnie obdarowałeś i będę z chęcią pomagał, tobie oraz Sebastianowi. – Pokłonił się klękając na jedno kolano.
– Cudownie. To tyle. A teraz wybaczcie, ale muszę zadzwonić do domu i dowiedzieć się jak tam moje dzieciaczki – powiedział na powrót stając się zwykłym Christianem.
Arion uzmysłowił sobie, że był świadkiem czegoś ważnego. Do tego, cały czas miał niejasne wrażenie, że Christowi nie chodziło tylko o to, że ci dwaj spiszą się doskonale na powierzonych im stanowiskach. Jako że Sebastian jeszcze musiał się uczyć, Jason przejmie na siebie większość obowiązków. Jednak dla wszystkich zaangażowanych w przebieg wypadków, nie ulegało wątpliwości, że Chris podjął najlepszą decyzję.
Ognisty Smok usłyszał rumor w holu i wyszedł zobaczyć, co się dzieje. Uśmiechnął się widząc swoją siostrę, przywiezioną przez matkę i Briana, wtulonych w siebie. Dla takiego widoku, warto było znieść wiele trudów. Wyruszył, aby ratować Ailis, a sam zyskał tak dużo. To mu przypomniało o operacji, którą przeprowadza jego partner. Miał nadzieję, że mimo wszystko, uratują sukę, bo dla niej śmierć nie byłaby karą. Najwięcej wycierpi za kratami murów, tak potężnych, że nic nie może się przez nie przebić.
– Braciszku…
Nim Arion się zorientował, wpadł w ramiona siostry i naprawdę uwierzył, że od teraz wszystko się ułoży.