Stało się. :DD Mam tremę jak nie wiem.
Jak niektórzy z Was zauważyli, w dzisiejszych odpowiedziach na komentarze wspomniałam, że na dniach chcę wydać swojego pierwszego, płatnego ebooka. Miało mi zejść najdalej do środy, ale już dzisiaj przysiadłam nad końcowymi pracami. I... JEST. Uffff.
Jeszcze chwilę ponudzę. Miałam wydać ebooka na Wydaje.pl, ale z tego co się orientuję mają poważne kłopoty, więc opowiadanie "Znalezione na strychu" wydałam na innym portalu Beezar.pl, na którym publikuje Silencio.
Dobra, nie przedłużam.
Zapraszam do kupna mojego pierwszego tekstu, a zarazem pierwszego tomu z nowej serii "Obrazy miłości" (seria nigdy nie ukaże się na blogu). Od razu zapewniam, że każdy tom ma swoje zakończenie, także nie zostanie ono nagle urwane, po którym zaproszę do czekania przez kilkanaście tygodni na ciąg dalszy. Są to pojedyncze opowieści. Typowe romanse i mam nadzieję, że ci, którzy kupią choćby ten pierwszy tom, nie pożałują tego. Planuję już kolejne. Mam na nie wenę, pomysły i tylko czasu brakuje na pisanie. :)
Kiedy kolejny tom? Nie wiem. Pisze się. :)
Link do zakupu książki: Znalezione na strychu
Jest to pdf, więc da się czytać i na komputerze. Opis krótki i nic nie wyjaśniający, ale nie dość, że nie umiem pisać opisów, to w dodatku nie chciałam wiele zdradzić.
Fragment
Wszelkie komentarze do tekstu, proszę zostawiać tutaj Klikaj
20 lipca 2015
16 lipca 2015
Ogłoszenie
Moja znajoma prosiła, żebym wstawiła to ogłoszenie:
Uwaga!
Poszukujemy młodych, ambitnych autorów, z pomysłem na siebie i książkę.
Homo, hetero, fantasy, bajki dla dorosłych i nie tylko...
Nie ma co się bać, nie gryziemy
Zapraszamy serdecznie :)
13 lipca 2015
Serca w ogniu - Rozdział 10 ostatni
Przed Wami ostatni rozdział Serc i tym samym nadchodzi dłuższa przerwa od zmiennych. Nie wiem jeszcze jak długa, ale może do zakończenia opowiadania, które zacznę publikować za tydzień. Ewentualnie jeżeli tekst zostanie poprawiony wcześniej będę dodawać oba opowiadania. Już teraz mogę powiedzieć, że 5 tom o zmiennych ma 10 rozdziałów, a jego bohaterem będzie Sebastian i jego partner. Może będzie nim Jason, a może ktoś inny. :)
A za tydzień zapraszam na "Dług". Opis pojawi się wkrótce. Nie będę wrzucać zdjęć postaci, bo takowych po prostu nie mam. Na pewno "Dług" nie jest fantasy, więc ci którzy nie lubię tego gatunku i zmiennych może znajdą coś dla siebie. :)
A na razie zapraszam na ostatni rozdział o Arionie i Craigu. :)
Dziękuję za komentarze. :)
Rozdział został poprawiony tylko przeze mnie. Moja beta zajmuje się aktualnie bardzo ważnych tekstem, o którym, mam nadzieję, niedługo usłyszycie i tak zeszło, że ten rozdział pozostał bez poprawy.
– Co my tu
robimy? – zapytał Arion rozglądając się po lesie. – Tu się kręci zawsze dużo
ludzi, nie chcesz się chyba zmienić.
– Mówiłem ci w
nocy, że u nas w lesie rośnie pewna roślina i założę się, że tutaj też. Dzięki
niej, będę mógł zrobić lekarstwo dla Sebastiana.
– W nocy to ja
myślałem o czymś innym. – Oparł się o drzewo przyglądając się jak Craig
przeszukuje polanę w poszukiwaniu jakiegoś krzaczka wielkości stopy dziecka. Zapomniał,
że jego partner za cel wziął sobie pomoc Sebastianowi. Syna kobiety, którą przedwczoraj
operował ratując jej życie. Wydawało mu się, że od tej chwili minęły już
stulecia. Zło zostało pokonane i zamknięte przez Smoczą Radę w ich więzieniu, a
dobro znów zwyciężyło rozsiewając wokół przyjaźń i miłość. – Sądzisz, że
uzurpatorka kiedyś odzyska władzę nad umysłem?
– Wątpię. Myślę,
że zamknęła się w swoim własnym świecie, takim, o którym marzyła.
– Przynajmniej
tam nikogo nie skrzywdzi.
– Spędzi tam
swój żywot. Szkoda mi tylko Sebastiana. – Craig uklęknął na trawie.
– Polubiłeś go.
– Fajny chłopak.
Wierzyć się nie chce, że ma dopiero siedemnaście lat. Smoczych i ludzkich.
– To szczeniak.
Dojrzeje za dwa lata. Wtedy będzie w stanie wyczuć swojego partnera lub
partnerkę i przejdzie pierwszą ruję. – Arion uklęknął przy kochanku. – Powiedz
czego mam szukać, to ci pomogę.
– Małego
krzaczka z niebieskimi kwiatami. Teraz ich nie ma, ale w zamian ma małe owoce.
Są nawet lepsze iż napar z kwiatów. Przypomina miniaturową porzeczkę i zawsze
rośnie pod sosnami. Ludzie o nim nie wiedzą. Wracając do Sebastiana, nie
wyobrażam go sobie z kobietą.
– Ja też. On
potrzebuje mężczyzny, który się nim zaopiekuje.
– Myślę, że los
będzie dla niego łaskawy i da mu kogoś kto go będzie kochał bez względu na więź.
– Craig uśmiechnął się pod nosem, bo właśnie znalazł czego szukał. – Eureka. –
Pozbierał owoce, których sok zmieszany z innymi ziołami będzie miał właściwości
sto razy lepsze niż lek, który dotąd stosował Sebastian. – Wracajmy, chcę
przygotować dla niego miksturę.
– Co zrobisz,
kiedy ona mu się skończy? Przecież nie narobisz jej na zapas.
– Gdy będziesz
przyjeżdżał do swojej rodziny zaopatrzę cię w leki i mu je dasz. Poradzimy
sobie. Z czasem mam nadzieję, że to mu pomoże i będzie się czuł lepiej.
– Skąd o tym
wiesz?
– Mam już swoje
lata. Zdarzało mi się spotykać zmiennych z astmą i wiem jak im pomóc.
Wrócili do domu
Sebastiana, bo tylko tam Craig mógł zostać. Niestety, już nie mógł wrócić do
domu Ariona. Nie przeszkadzało mu to, bo tutaj poobserwował młodego gospodarza,
porozmawiał z nim i już wiedział czego chłopak potrzebuje, by nie być tak słaby
i jak ma walczyć z astmą. Już dzisiaj mu uwarzy kilka fiolek leku. Z tego
powodu zakupił rano w sklepie medycznym trochę rzeczy i stworzył w jednym z
pokoi coś w rodzaju laboratorium.
– Teraz się pobawię w Severusa Snape’a –
oznajmił zakładając fartuch i rękawiczki.
– Snape, nie był
przystojny i nie używał rękawiczek.
– To będę innym
Snape’m, skarbie. Możesz podać mi nóż?
Arion podał mu leżący
obok nóż i znów przyglądał się jak jego partner kraje, sieka różne zioła, mieszkając
je odpowiednio ze sobą.
– U ludzi
wywołałoby to biegunkę, ale zmiennym bardzo pomaga – poinformował lekarz.
– Rzadko zdarza
się chory zmienny. – Usiadł na krześle nie potrafiąc spuścić z niego oka.
Podobał mu się ten jego doktorek.
– Tak. Jednak mimo
wszystko jeden na dwustu się zdarzy. Nie siedź, pomożesz mi. Muszę podgrzać do
odpowiedniej temperatury ten płyn, a ty w tym czasie weź nasze cud owoce i je
pokrój.
– Jak?
– Jakkolwiek.
Nie ma to znaczenia jak u Snape’a. – Zaśmiał się.
Pracowali razem
przez kolejne dwie godziny nie szczędząc sobie przy okazji czułych spojrzeń,
niby przypadkowych dotknięć, które z czasem przedłużały się, prowadziły do
pocałunków. Pocałunki do zmysłowych pieszczot, a pieszczoty do westchnięć i
szalonego pożądania.
– Craig – sapnął
Arion lądując tyłkiem na stole wśród menzurek i innych szklanych naczyń.
Kochanek właśnie niecierpliwymi dłońmi rozpinał mu pasek od spodni, by dobrać
się do niego. – Craig, ten twój płyn się zagotował.
– Gotuje się we
mnie, ale co innego. – Polizał go po szyi.
– Mówię o leku.
– Ma się gotować
przez kolejną godzinę, w tym czasie planuję sprawić mojemu partnerowi dużo
przyjemności. – Uniósł go i zsunął mu spodnie wraz z bielizną. – Planowałem się
kochać z tobą dzisiaj rano, kiedy braliśmy prysznic, ale mi uciekłeś. –
Uklęknął przed nim i zajął się jego butami. Przed twarzą widział twardniejący
członek i chętnie by go possał, ale musiał się pozbyć tych przeklętych ubrań. W
końcu udało mu się to i zaczął całować łydkę Ariona sunąc ustami w górę, a włoski
mężczyzny łaskotały go po nich. Dłużej został przy wrażliwym wnętrzu ud, które
mu rozszerzył. Polizał skórę od kolana ku pachwinom.
– Już jestem
twardy. – Arion zagryzł wargę i przesunął dłonią po swoim penisie, drugą ręką
wciąż za plecami podpierając się o stół.
– Zostaw. –
Odtrącił jego dłoń zastępując ją swoją. – On teraz należy do mnie. – Wcisnął
głowę pomiędzy uda Ariona liżąc mosznę niemal z lubością. Mężczyzna doskonale
pachniał, a jego feromony czuć było w powietrzu. Przez co Craig jeszcze mocniej
na niego reagował gotów już go posiąść.
– Lubię jak mnie
tak pieścisz.
– Lubisz też coś
innego. – Puściwszy jego penisa, złapał biodra Ariona i odwrócił go tyłkiem do
siebie. Ugryzł go w pośladek, a mężczyzna tylko zamruczał wypinając się do
niego. W ustach Craiga już zbierała się ślina, gdy patrzył na te jędrne
pośladki. Rozchylił je i tym razem wcisnął w nie twarz dostając się językiem do
miejsca, które u Ariona było wyjątkowo czułe, a na każdą pieszczotę reagował
jękiem nie potrafiąc go powstrzymać.
Splunął na
dziurkę i polizał ją zakreślając różne wzory, drażniąc ciasne wejście i
sprawiając, że czuł pod językiem jak po dłuższym czasie otwiera się. Kochał
Ariona i pragnął poza miłością dać mu jak najwięcej rozkoszy. Dać to co
kochanek lubi. Zapomniał o jego penisie, ale wiedział, że gdyby go zapytał, czy
ma go ssać czy lizać, Arion odwrócił by się tyłem do niego i własnymi rękoma
rozchylił pośladki. O tak, dziurka jego partnera była bardzo wrażliwa i
pieszczenie jej zarówno na zewnątrz i wewnątrz dawało mężczyźnie niesamowitą
przyjemność. Jego uległy partner posapywał, kręcił tyłkiem wpychając mu go w
twarz i otwierał się dla niego.
Uwielbiał to…
Nie, on to szalenie kochał. A jeszcze bardziej kochał mieć penisa swojego
partnera w sobie i nie mógł się go już doczekać, ale nie potrafił zrezygnować z
właśnie serwowanej mu rozkoszy. Nawet wiedząc, że będzie jeszcze lepiej. Rozpływał
się pod dostarczanymi mu doznaniami, a w żyłach krew zaczęła płynąć rozżarzoną
lawą. Przesuwał dłonią po własnej erekcji zbierając z czubka kropelki
przeźroczystego płynu i rozsmarowując go kciukiem na główce, która i tak była
już bardzo śliska sprawiając, że dłoń przesuwała się po niej nie sprawiając
bólu. Mógłby już dojść, lecz pragnął więcej.
– Craig –
wypowiedział prosząco imię partnera.
Ostatni raz
przeciągnął językiem po nabrzmiałym wejściu i podniósł się od razu przylegając
ciałem do kochanka. Już dawno wyjął swojego penisa oraz jądra ze spodni i
zaczął się ocierać o kształtne pośladki. Objął Ariona jedną ręką w pasie,
górując nad nim.
– Już mnie
chcesz? – zapytał, ale nie doczekał się odpowiedzi, bo usłyszał tylko krzyk,
kiedy wszedł w niego jednym pchnięciem dobijając się aż po jądra. Znieruchomiał
połączony z nim i świadomość, że jest tak nie tylko fizycznie, otuliła jego
serce ciepłem.
– Porusz się. –
Arion próbował poruszyć tyłeczkiem, ale przytrzymywany mocno przez partnera
miał utrudnione ruchy. Podobało mu się to, gdy czuł jego władzę w łóżku. Ale i
chciał więcej, pragnął by Craig ugasił ogień, który w nim rozpalił.
Craig uniósł
jego nogę i położył ją zgiętą na stole, przez co kochanek otworzył się jeszcze
bardziej na niego i mógł z nim robić co tylko chciał. A dzisiaj chciał mocno i
szybko, na co Arion od razu przystał, bo
gdy tylko się poruszył usłyszał głośne „tak”, dające mu pozwolenie. Polizał go
po odsłoniętej szyi, mrucząc z zadowoleniem.
Arion odrzucił
głowę do tyłu kładąc ją na ramieniu kochanka, który z każdym pchnięciem bioder
wydzierał z niego przeciągłe jęki, westchnienia i błagania o więcej. Jego
ognisty temperament od czasu do czasu potrzebował ostrego seksu, a idealny
kochanek dzięki więzi dawał mu wszystko czego potrzebował. Wyginał się ku
niemu, by czuć jak się w nim porusza, dotyk jego rąk na sobie, bliskość ciała.
Czuł go każdym fragmentem swojego ciała i czym więcej dostawał, tym więcej
pragnął. Craig pchnął go na chłodny blat, a on rozpłaszczył się na nim
wypinając ku niemu. Krzyczał, kiedy brutalne pchnięcia przyśpieszyły. Kochanek
robił mu tak dobrze, że nie był w stanie myśleć. Tylko i wyłącznie czuł. Ściśnięty
między nim a blatem penis zaczął pulsować, a w pachwiny uderzyło go niesamowite
gorąco.
Craig posapywał
wbijając się w ukochanego mężczyznę. Było mu bardzo dobrze w tym ciasnym
wnętrzu, które, odnosił wrażenie, że pali go żywym ogniem wsysając w siebie.
Jak całe życie uprawiając seks czuł się niespełniony, tak nawet teraz, kiedy
dopiero zbliżał się do orgazmu tak usilnie powstrzymywanego, w końcu czuł, że
jest tak jak powinno być, że żyje, bo całkowite spełnienie osiąga z kimś kogo
kochał. Ta myśl posłała go ku krawędzi z której już nie mógł się wycofać.
Pochylił się i zawinął ręce wokół brzucha partnera, który właśnie szczytował
napinając każdy miesień i ściskając go w sobie. Doszedł wbijając zęby w szyję
Ariona oznaczając go tak, by jego znak
był widoczny dla innych tak jak smok, którego on nosił niczym obrączkę, znak
ich związku. Był szczęśliwy.
* * *
Tegoż samego
dnia, kilka godzin później, Craig podarował Sebastianowi lek i przykazał jak
używać specyfiku.
– Zawsze miej go
przy sobie. Działa jak inhalator, ale skuteczniej i ta dawka starczy ci na
długo. Co więcej, powinna zminimalizować siłę ataków. Nie stanie się to od
razu, ale z czasem jestem pewny, że poprawi się twój komfort życia.
– Dziękuję. Nie
wiem co powiedzieć. – Zakłopotany odgarnął włosy za ucho. – Dostawałem już
nawet złoto, ale nic nie cieszyło mnie jak to. W końcu ktoś pierwszy raz w
życiu pomyślał o mnie. Nie liczę Jasona, bo on jakimś dziwnym trafem zawsze
jest przy mnie. Po prostu mówię o innych.
– Twoja mama…
– Nie chcę o
niej mówić. Nie chcę słyszeć, że kochała mnie na swój sposób, bo to czcze gadanie. Chciała mieć zdrowe,
silne dziecko, do tego córkę, a co otrzymała? Chorego dziewczęcego chłopaka,
który jej zdaniem powinien był urodzić dziecko i umrzeć z czasie porodu, gdyby
złapał go atak. – Po policzkach chłopaka spłynęły łzy. Szybko je otarł wstydząc
się ich, bo nie byli sami.
– Nie masz co
się wstydzić – powiedział Christian. – Mówi to twój starszy kuzyn.
Sebastian
uśmiechnął się i z lekkim wahaniem objął go.
– To się nazywa
rodzinna miłość – wtrącił Arion posyłając czułe spojrzenie swojej siostrze,
która w mgnieniu oka wracała do siebie i zdradziła im, że spodziewa się
dziecka. Gdy to sobie uświadomił dostrzegł, że gdyby nie sprowadził Christiana
zmarłyby trzy osoby. Tylko o dziecku nic by nie wiedzieli.
Wszyscy zebrali
się na pożegnalnym obiedzie, który ugotowała babcia Ariona chętnie przejmując
na dzisiejszy dzień kuchnię. Jego rodzice nie pojawili się, ale wczoraj
wieczorem pożegnał się z nimi, kiedy wrócił do domu, żeby się spakować. Nadal
potwierdzili, że on jest u nich mile widziany, poza jego partnerem. Cóż, nie
wszystko da się pokonać. Najważniejsze, że jego siostra szczęśliwa i zdrowa
siedziała obok, a on nie zdołał uciec przed przeznaczeniem.
– Chodź,
przejdźmy się przed podróżą. – Usłyszał przy swoim uchu. Wstał od stołu i
wymknął się razem z Craigiem na zewnątrz.
Spacerowali w
milczeniu trzymając się za ręce. Nie potrzebowali słów, żeby doskonale się
rozumieć. Same gesty, pocałunek w policzek, potarcie kciukiem dłoni, uśmiech,
mówiły same za siebie. Obaj zdawali sobie sprawę z tego, że tej chwili mogłoby
nie być. Arion mógł odrzucić partnera. Craig wtedy, kiedy się spotkali,
pojechać inną drogą.
– Tak miało być
– szepnął Arion. – To przeznaczenie nas poprowadziło.
– Tak jak
zrobiło to z Christianem, Luisem, Dariem.
– Dariem?
– Poznasz go,
fajny facet. Nie warcz mi tu, jest zajęty. Nad życie uwielbia Justina i nie
widzi nikogo poza nim. – Craig przystanął i biorąc obie dłonie Ariona
przycisnął je sobie do piersi. – Tak jak ja, od kiedy cię spotkałem nie widzę
już innych mężczyzn.
– Oślepłeś? –
Arion uniósł zaczepnie brew.
– Bardzo
zabawne. Wiesz co mam na myśli. Dla mnie istniejesz tylko ty. Z tobą chcę
mieszkać, żyć, kłócić się, godzić, kochać.
– Kochanie się
ze zmiennym Ognistego Smoka daje różne wrażenia, prawda? – Przylgnął do niego.
– Paliłeś mnie
dzisiaj ogniem i to było… Dobra, kierujmy myśli na inne tory.
– Masz rację,
kochać się będziemy w domu tonąc w ogniu miłości naszych serc. – Wyszczerzył
się.
– Gdyby twój ojciec
mnie zabił nie mielibyśmy takiej możliwości. Nie dane by nam było spędzić życia
razem. – Craig spoważniał.
– I tak
zareagował inaczej niż się spodziewałem.
– I dobrze.
– Craig?
– Hm?
– Kocham cię.
– Ja ciebie też
kocham. – Ucałował go tam, gdzie oznaczył go po raz drugi i odsunął się. –Wracajmy,
bo Chris chce już wyjechać. Tęskni za swoimi dziećmi. Zakochasz się z nich.
– Wątpię – prychnął
Arion.
– Będziesz
dobrym wujkiem. – Pociągnął Ariona w stronę domu.
– Nie.
– Będziesz.
– Nie.
– Tak.
– Nie.
– Arion, nie
kłóć się ze mną. Nie możemy się teraz godzić. – Puścił mu oczko za co dostał
kuksańca prosto w żebra. Nareszcie skończyła się jego straszliwa tęsknota,
samotność. Rozpoczął całkiem nowy rozdział życia. Wierzył w to, że cokolwiek
robił, los prowadził go prosto w ramiona tego jasnowłosego mężczyzny.
Przybyli w samą
porę, bo już ktoś miał się wybierać i ich szukać. Samolot mieli za dwie
godziny, ale musieli pojawić się na lotnisku dużo wcześniej. Czwórka gości i
już teraz były mieszkaniec tej części kraju, pożegnała się z państwem Grimaldi
oraz Jasonem i Sebastianem, którzy przyrzekli być dobrymi zastępcami
Christiana, a także z Ailis i Brianem. Kobieta płakała żegnając brata, ale
przestała kiedy obiecał jej, że będzie często wpadał.
W końcu po
pożegnaniach wsiedli do wypożyczonego samochodu
i ruszyli w drogę.
– Do domu –
szepnął Arion kładąc rękę na udzie Craiga, który prowadził samochód.
– Do naszego
domu. – Posłał mu szeroki uśmiech, a potem skupił się na drodze do ich
przyszłości i wierzył, że odkąd ma Ariona, ma już wszystko.
6 lipca 2015
Serca w ogniu - Rozdział 9
Jest to przedostatni rozdział.
Dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania. :)
– Ojcze nie! –
wrzasnął Arion, zasłaniając sobą partnera. Craig próbował się temu sprzeciwić,
samemu chcąc ochronić ukochanego, ale młody Ognisty Smok postawił na swoim.
– Dlaczego nie?!
– Bo jest moim
partnerem! Zabijając jego zabijesz i mnie! – Wreszcie do niego dotarło, że
wiążąc się z Craigiem, ratował mu życie. Gdyby to nie stało się tej nocy, teraz
ojciec mógłby strzelić, nawet bez zastanowienia. Tymczasem znieruchomiał
patrząc na niego zaskoczonym wzrokiem. – Dzisiaj w nocy dokończyłem naszą więź.
Wymówiłem formułę, nie ma odwrotu. Ailis umiera, chcesz żebym ja też do niej
dołączył? Może pragniesz śmierci swoich dzieci.
– Kocham was.
Jestem surowym ojcem, lecz was kocham…
– To pozwól nam
i innym, żyć według tego, co podpowiada serce.
– Jest Tygrysem!
– I co z tego?
Mówią, że największym cudem, a zarazem najtrudniejszym jest wybaczenie. To nie
Craig zabił twojego brata. To nie on przed wiekami rozpętał piekielną wojnę
klanów. On, to zwyczajny zmienny, żyjący w małym miasteczku, leczący swoich i
ludzi. Powtarzam, zabijając jego zabijesz i mnie.
– Nigdy nie
wybaczę. To był mój brat bliźniak. Nie wybaczę. – Opuścił broń. – Nie zabiję
go, bo cię kocham, ale nie zaakceptuję waszego związku i nie będę tolerował
zmiennego Tygrysa na mojej ziemi.
– Nie musisz,
tato. Dzisiaj postanowiłem, że dom zostawię babci i dziadkowi, a sam zamieszkam
w Camas. Tam czuję się swobodnie, a nie jakbym był ciągle na uwięzi, żyjąc w
strachu przed ludźmi, nie mogąc się zmienić i dać odetchnąć bestii. W końcu
czym się staniemy, jeżeli nie będziemy wolni? Camas to dobre miejsce.
Craig nie
wierzył własnym uszom. Arion z nim wyjedzie? To dopiero spotyka go szczęście.
Już był gotów zostać tutaj, na tej nieprzyjaznej ziemi, tymczasem układało się
tak, jak tego oczekiwał. Miał ochotę złapać Ariona i ucałować dziękując mu za
wszystko.
– Jeśli
pozwolisz, będę was odwiedzał – zwrócił się do swego ojca już w oficjalny
sposób.
– Arionie – w
jadalni pojawiła się matka – ty zawsze będziesz tu mile widziany, ale nie on.
– Proszę się nie
obawiać, nie mam zamiaru się tutaj pokazywać.
– Widzicie.
Jednak do naszego wyjazdu i załatwienia spraw z uzurpatorką, ojcze, matko –
Arion pokłonił się – proszę o to by mój partner mógł tutaj zostać. Zróbcie to
dla Ailis. – Brzydkie zagranie z jego strony, ale tonący nawet brzytwy się
chwyta.
– Dobrze. Natychmiast po tym jak twoja siostra odzyska
swojego partnera, twój ma opuścić nasze ziemie.
– Zrobimy to
razem – przypomniał im Arion. – Teraz, proszę, wybaczcie nam, ale mamy plan do
zrealizowania. – Spojrzał na Christiana, który skinął głową, że jest gotów.
Odczekali
jeszcze, aż państwo Sulivan opuszczą dom. Arion dopiero wtedy odetchnął.
– Pora wyruszać
– powiedział.
– Poczekaj. –
Craig zatrzymał go chwyciwszy za nadgarstek. Stanął przy nim tak blisko, jak
tylko się dało. Objął jego twarz dłońmi i uniósł do góry. Arion spojrzał mu w
oczy, a jego partner odczytał w nich malujący się spokój i szczęście. Właśnie
to pragnął w nich ujrzeć. W ten prosty sposób, upewnił się, że partner naprawdę
go chce i pójdzie za nim wszędzie, tak jak on za nim. – Wskoczyłbym w czeluście
piekieł, gdyby to oznaczało, że będziemy razem – szepnął wsuwając jedną dłoń we
włosy Ariona tuż nad karkiem, a drugą wciąż obejmując policzek.
– Nie musisz
nigdzie skakać – odparł Arion i dosięgną jego ust. Smakowały kawą, Craigiem i
czymś… co mógł nazwać esencją partnerstwa, ewentualnie miłości. Tą krótką
pieszczotą pokazał mu, że jest jego i tylko jego. Należeli do siebie i nic ani
nikt tego nie zmieni.
– Ekhem…
Panowie, fajnie, że w końcu jest tak jak powinno, ale mamy zadanie do
wykonania. – Christian postanowił im przerwać, bez względu na to jak wspaniale
razem wyglądali.
Craig zakończył
pocałunek, nie potrafiąc się odsunąć od Ariona. Niemniej miał całe życie przez
sobą, żeby nacieszyć się ich związkiem i tym, że ten ognisty mężczyzna był
jego. Na dopełnienie, jeszcze cmoknął kącik ust kochanka i odsunął się.
– Zadzwonię do
Jasona i Sebastiana, że już jedziemy – poinformował Arion przechodząc w tryb
działania. Teraz musiał myśleć o siostrze, a nie o kochanku. – Jason, słuchaj…
* * *
Jakiś czas
później zaparkowali przed wielkim domem uzurpatorki, obok kilku innych samochodów.
Christian nie miałby nic przeciw, gdyby ktoś zajął miejsce przywódcy. Jednak
warunkiem było, że to ma być ktoś, kto ma serce i jest zdrowy na umyśle. Czekał
na spotkanie ze swoją ciotką. Pierwszy wysiadł z samochodu. Odrzucił na plecy
swoje piękne, długie do pasa włosy. Jego plan był prosty - tylko pytanie czy
zadziała na tą kobietę, czy ugnie kolana przed nim tak - jak, spodziewał się,
że zrobią to inni. Tak jak zrobił to Arion, mimo, że nie należał do jego klanu.
– Kochanie,
ciężko jest być wodzem – powiedział Daniel.
– Nie jestem
nim.
– Jesteś,
skarbie. – Martin stanął u drugiego boku partnera. – W każdym razie, w tej
chwili musisz nim być. Wyzwól, swoją smoczą moc alfy i wejdź tam, jak burza.
– Dzwonił
Sebastian – wtrącił Arion, który przed chwilą skończył rozmowę telefoniczną. –
Większość Diamentowych Smoków już tam jest. Fałszywa królowa nie wie, co się
dzieje. Chce ich wyrzucić, ale oni czekają, bo po to zostali wezwani. Jason i
Brian też tam są. Twoja cioteczka chciała Jaya wyrzucić, ale ten się nie dał,
otwarcie stawiając jej czoła.
– W takim razie,
już pora.
Znów w piątkę,
jak to w ostaniem czasie, stało się regułą, przeszli długim podjazdem w stronę
drzwi frontowych, otwartych szeroko, jakby czekających na nich. Wstępując w
paszczę groźnego Smoka, Christian poczuł ciarki na plecach. Jednak, nie
zważając na to, szedł naprzód, w stronę ogromnego salonu i podniesionych
głosów. Na pewno ktoś się kłócił. Nastawił uszu. Niewątpliwie była to kobieta
oraz Jason. Mężczyzna doskonale sobie radził. Kobieta przeklinała go, wysyłając
do stu diabłów, a on sprzeciwiał się jej mówiąc, że będzie służył tylko dobremu
władcy. Chris już wiedział, jak ma postąpić, kiedy zrzuci z tronu złą królową.
Nie ważne, że była siostrą jego matki. Czasami związki krwi nie mają znaczenia,
jeśli dzieje się zło. A ona, bez wątpienia, to zło czyniła.
Wszedł
zamaszystym krokiem do salonu, czując na sobie wiele par oczu. Nie widział
innych, bo jego celem była rudowłosa kobieta, stojąca naprzeciwko. Kiedy tylko
go spostrzegła, otwarła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie miał wątpliwości, że
właśnie zobaczyła w nim swoją siostrę.
– Kim ty jesteś?
I dlaczego oni przed tobą klęczą? – Cofnęła się.
Chris nie
spuszczał z niej wzroku tylko kątem oka rejestrując, że niczym fala, wraz z
każdym jego krokiem, zgromadzeni w sali zmienni Smoków, upadali na kolana.
Kobiety, mężczyźni, dzieci. Jego ludzie, jego klan.
– Jestem
Christian Elisander, syn swojej matki, twojej jedynej siostry. Prawowity Król i
twój Władca, który odbiera ci to, co sobie sama wzięłaś. Od teraz - nie jesteś
już władczynią. Zostaniesz oddana pod sąd Wielkiej Rady.
– Nie możesz! –
wrzasnęła wściekle. – Jesteś niczym! Jesteś na wpół człowiekiem, nie możesz być
przywódcą.
– Mogę.
Człowieczeństwo mi w tym nie przeszkadza. Zmieniam formę tak jak inni. Jestem
jednym ze zmiennokształtnych. Jak sama widzisz, moja moc sprawiła, że pod nimi
ugięły się kolana. Twoje, zresztą, też chcą to zrobić.
– Ja jestem
królową! Była nią moja siostra i ja nią jestem!
– Nigdy nią nie
byłaś. Nie masz w sobie nawet pierwiastka mocy przywódcy. Jesteś jak wyciśnięta
pomarańcza.
– Jak śmiesz!
– Jesteś
przesiąknięta złem. Nienawiść cię zniszczyła. Nienawidziłaś swojej siostry, bo
była lepsza, ładniejsza, mądrzejsza i miała dobre serce.
– Moja siostra
była płodna, miała dać wielu potomków, a tymczasem dała się porwać i powiła
bękarta z człowiekiem. To ja powinnam być na jej miejscu! Móc mieć dzieci!
Zdrowe dzieci! Urodzić przywódców, by sprawili, że Diamentowe Smoki rosłyby w
siłę! Tymczasem powiłam, nie wiem jakim cudem, to coś! – Wyciągnęła rękę
wskazując na Sebastiana. – Ni to baba ni chłop. Dlatego, że to on jest w stanie
rodzić dzieci, wybrałam mu męża. Wreszcie mój syn na coś by się przydał.
– Nawet, jakby
urodził zdrowe dziecko i zmarł? – dopytał Christian.
– Tak, bo co mi
po chorym synu, kiedy mogłabym wychować, jak własne, zdrowego wnuka.
Craig obserwował
całą tę sytuację i nie wierzył w to, co słyszy. Co za wyrodna matka. Zresztą,
nie powinno się matkami nazywać tych, co nie kochają swoich dzieci. To, że
urodziła nie uprawnia jej do tego, że może ona rządzić życiem dziecka. Skupił
spojrzenie na Sebastianie. Od razu zauważył, że coś jest nie tak. Chłopak stał,
niemalże wciśnięty w ścianę, a jego klatka piersiowa poruszała się coraz
szybciej. Starała się, niejako łapać powietrze i robił coraz większe wdechy. Od
razu przypomniał sobie, na co młodzieniec choruje. Odezwała się w nim natura
wieloletniego lekarza. Ruszył w jego stronę pozostawiając przedstawienie za
sobą.
– Sebastianie? –
Położył mu rękę na ramieniu.
– Ona… mnie…
nie… kocha… – mówił urywanie po każdym słowie próbując złapać oddech.
– Uspokój się.
Masz inhalator?
– Mam… Ale… On…
Czasami… Ni… Nic… Nie… Daje…
– Jesteś
Smokiem, nie człowiekiem. Potrzebujesz innych leków.
– Dusz… ę…
– Wiem. –
Poszukał spojrzeniem partnera. Wskazał na Sebastiana. Arion poruszając ustami
szepnął, żeby się nim zajął, a on tu zostanie. Wziął chłopaka na ręce i wyniósł
z dusznego pomieszczenia przez drzwi, prowadzące na taras.
Posadził
Sebastiana na ławce w ogrodzie, szybko przeszukując jego kieszenie. Znalazł
inhalator, zdjął z niego zatyczkę i włożył rudzielcowi końcówkę do ust.
– Oddychaj.
Spokojnie. Jestem tutaj i wszystko będzie dobrze. – Obserwował jak powoli
Sebastian uspokaja się, a jego oddech normuje. Nie przyszło to jednak łatwo.
Zużyli prawie cały inhalator, żeby chłopak mógł w końcu nabrać powietrza. – To
dawka na jeden raz?
– Niestety. – Z
oczu młodego Smoka pociekły łzy. – Jest dla ludzi. Dla mnie jest za słaby. To
cud, że działa. Mama, zawsze mówi, że dla mnie nie ma ratunku i w końcu się
uduszę.
Craig nie
rozumiał. Jak można, tak bardzo chcieć dziecka i wreszcie, kiedy przyjdzie na
świat, nie kochać go? Zrozumiał, że wypowiedział te słowa na głos, gdy
Sebastian odezwał się:
– Nie chce go,
bo nie jest idealne. Staram się trzymać, udawać… ale to boli. – Chłopak
rozpłakał się.
Craig usiadł
obok niego i go przytulił. Spojrzał w stronę drzwi, w których stał Jason.
Mężczyzna wyglądał na zaniepokojonego, a widząc go skinął mu głową.
– Jason, to
dobry przyjaciel.
– Jedyny, poza
Arionem i Brianem. Jedyny, który z jakiegoś powodu, się o mnie troszczy.
– Powód… – uwał,
bo z wnętrza domu dotarł do nich głośny ryk. – To Smoki?
* * *
– Ja pierdolę. –
Arion stał i nie wierzył w to, co widzi. W jednej chwili sytuacja uległa
całkowitej zmianie. Uzurpatorka i Christian się kłócili. Chłopak powiedział na
głos, że od tej chwili ona nie ma żadnych praw, została wygnańcem, a on
przejmuje władzę. Wystarczyło tylko tyle, żeby zrzucić z tronu kogoś, kto nie
ma do niego praw. Niestety, kobieta nie poddawała się. Krzyknęła, że nie będzie
żadnego króla, bo ona tu rządzi, a on zginie i w jednej chwili, przemieniła
się. W tej samej sekundzie zrobił to Chris. Na szczęście dom był duży. Salon
znacznie większy od mieszkania Craiga, a sufit wysoki, więc z łatwością
zmieściły się w nim dwa Diamentowe Smoki. Mniejsze niż Ogniste, ale równie
groźne.
Smoczyca
zaatakowała, a bestia Christiana odpowiedziała na atak. W powietrzu rozległ się
dźwięk zderzających się ze sobą potężnych ciał. Kłapnęły zęby mogące rozszarpać
jednym ruchem szczęki szeroką szyję przeciwnika.
– Cholera. –
Spanikowany Daniel chciał pomóc swemu partnerowi.
– Spokojnie,
Danielu, ta walka należy do Christiana. – Arion uspokoił jednego z partnerów
Chrisa i zauważył, że w drzwiach na taras, stoi Craig z przerażonym
Sebastianem.
Bestia
Christiana zaatakowała ponownie, a smoczyca musiała odskoczyć. Nie wycofała się
jednak na długo. Ryknęła i uniosła się w górę, a jej skrzydła sprawiły, że
wokół powstał wiatr. Zmienni w ludzkiej postaci, cofnęli się jeszcze bardziej
pod ściany, żeby nie zostać wciągniętym w wir walki. Smok zrobił to samo
próbując skoczyć na nią i powalić ją potężnymi nogami. Jednak jego pazury tylko
zadrapały smoczycę, co wywołało u niej jeszcze większą wściekłość. Zaatakowała
ponownie. Kolejny atak sprawił, że Christian uderzył w ścianę, która pękła w
kilku miejscach. Opadł na ziemię, a widząc, że przez ten atak jeden z jego
partnerów przewrócił się, zaryczał groźnie. W jego oczach błysnęło coś złego,
pierwotnego. Skoczył ku drugiemu Smokowi z taką szybkością, że zanim druga z
bestii zorientowała się, co się dzieje, długie kły wbiły się w jej bark,
rozrywając go. Opadła na podłogę. Smok Christiana przytrzymał ją łapami i
opuścił łeb zamierzając złapać za jej szyję i skończyć z nią na zawsze. Wtedy
rozległ się przerażony głos, który przebił się poprzez mur furii:
– Nie zabijaj!
Diamentowy Smok
uniósł łeb. Przed nim stał ten sam chłopak, którego jego pan wczoraj poznał.
Krewny pana. Sapnął i znów skierował się w stronę szyi skomlącej z bólu bestii.
– Nie! To, mimo
wszystko, moja matka. Spotka ją kara. Nie zabijaj – prosił chłopak.
– Christianie,
wróć do nas – zażądał twardo Daniel. Nie podniósł głosu, ale jego ton sprawił,
że nikt nie mógł się sprzeciwić rozkazowi.
Bestia, po raz
kolejny, sapnęła niezadowolona, jednak nie mogła sprzeciwić się temu
mężczyźnie. Puściła smoczycę, zostawiając na jej ciele ślady pazurów, z
których, podobnie jak z dużej rany, wypływała obficie krew. Smok cofnął się i
po chwili, na jego miejscu, stał nagi Christian. Natychmiast na jego ramionach
wylądowała koszula Martina, skrywając jego nagość.
Młody król
wsunął ręce w za duże rękawy i owinął się szczelnie materiałem. Przypomniał
sobie, że już coś podobnego miało miejsce, kilkanaście miesięcy temu, w
gabinecie zdrajcy, Thomasa.
– Przeżyje? –
zapytał, chociaż nie obchodziło go, co się stanie z kimś, kto zabijał swoich
przeciwników, zabijał Smoki, po to tylko, żeby rządzić. Jednak, mimo wszystko,
była jego podwładną.
– Musi wrócić do
ludzkiej postaci – powiedział Craig – wtedy będę wiedział jak rozległe są rany.
– Mamo, zmień
się – rozkazał Sebastian, a siła bestii kobiety była tak słaba, że nawet
polecenie syna spowodowało, iż chwilę później, na jej miejscu leżało nagie
ciało jego matki. Natychmiast sięgnął po podany mu koc i przykrył ją.
Craig zbadał
ranną, krzywiąc się na obraz, który widział.
– Nie mamy
czasu. Straci rękę, ale będzie żyła, jeśli zatamuję krwotok. Bez tego, nawet
samoleczenie jej nie pomoże. Potrzebuję miejsca, w którym ją zoperuję, sprzętu
i pomocy.
Z tłumu
zmiennych wyszedł niski mężczyzna i pokłonił się swojemu królowi.
– Jestem
lekarzem. Mogę pomóc. Mam swój gabinet w jej domu. – Na zdziwienie nieznajomego
dodał: – Wolała, żebym zawsze tu był, by mieć na oku Sebastiana.
– Dobra, nie ma
czasu. Przenieśmy ją do tego gabinetu i zabieramy się do pracy.
Christian
przyglądał się całej operacji wyniesienia chorej, po czym rozkazał, żeby
posprzątano salon. Sam poszedł się ubrać i wrócił dopiero, kiedy pomieszczenie
w miarę wyglądał tak, jak go zastał.
– Wasza
niby-królowa została odsunięta od władzy. Teraz ja jestem waszym królem, ale
nie mam zamiaru rezygnować z mojego życia. Nie przeniosę się tutaj. – W pokoju
rozległy się szepty pełne strachu i zaskoczenia. – Wiem, że władca powinien
mieszkać ze swoimi podwładnymi. Mam inne wyjście. Ja będę daleko, lecz będę
miał na wszystko oko. W dzisiejszych czasach, mamy do tego dużo możliwości.
Tutaj zostawię kogoś, kto będzie moją prawą ręką, moimi oczami i uszami.
– Kto to taki?
Kto ma w sobie pierwiastek władzy by cię tu zastąpić? – zapytała jedna z kobiet
tuląca do piersi malutką dziewczynkę.
– Sebastian. –
Oczy Christiana zatrzymały się na drugiej parze oczu, wyglądających jak jego,
ale należących do innej osoby.
– Ja?
– Ty, masz w
sobie moc. Jest jej mało i nie możesz rządzić sam, ale pomogę ci i zrobi to
także Jason. – Odwrócił się w stronę mężczyzny.
– Dlaczego ja? –
zapytał Jason, podchodząc bliżej. – Jestem zwykłym zmiennym.
– Tym zmiennym,
który nie poddał się władzy złej królowej, czekając na prawdziwego władcę.
Kimś, kto odda życie za dobrego pana. Myślę, że będziesz idealną prawą ręką
Sebastiana. Tym bardziej, że… – zawiesił sugestywnie głos. – Usłyszałem dzisiaj
jak kłócisz się z uzurpatorką. Powiedziałeś jej, że będziesz służył tylko
dobremu władcy. Wtedy to, podjąłem decyzję co zrobić. Od dzisiaj – mówił tak
głośno, żeby to dotarło do uszu wszystkich zgromadzonych – Sebastian oraz Jason
są tutaj pierwsi i najważniejsi. Zostawiam was wszystkich, w najlepszych rękach
i nie wątpię, że Sebastiana również. – Uśmiechnął się pod nosem, patrząc
znacząco na Jasona. – Zostanę tu jeszcze dwa, trzy dni i załatwię wszystkie
sprawy formalne. Co wy na to?
– Postawiłeś
mnie przed faktem, na który nie mogę się nie zgodzić, bo mi zaufałeś, kuzynie.
– Zaufałem ci
jak tylko cię zobaczyłem, Rudzielcu. Jason?
– Przyjmuję, to
czym mnie obdarowałeś i będę z chęcią pomagał, tobie oraz Sebastianowi. –
Pokłonił się klękając na jedno kolano.
– Cudownie. To
tyle. A teraz wybaczcie, ale muszę zadzwonić do domu i dowiedzieć się jak tam
moje dzieciaczki – powiedział na powrót stając się zwykłym Christianem.
Arion uzmysłowił
sobie, że był świadkiem czegoś ważnego. Do tego, cały czas miał niejasne
wrażenie, że Christowi nie chodziło tylko o to, że ci dwaj spiszą się doskonale
na powierzonych im stanowiskach. Jako że Sebastian jeszcze musiał się uczyć,
Jason przejmie na siebie większość obowiązków. Jednak dla wszystkich
zaangażowanych w przebieg wypadków, nie ulegało wątpliwości, że Chris podjął
najlepszą decyzję.
Ognisty Smok
usłyszał rumor w holu i wyszedł zobaczyć, co się dzieje. Uśmiechnął się widząc
swoją siostrę, przywiezioną przez matkę i Briana, wtulonych w siebie. Dla
takiego widoku, warto było znieść wiele trudów. Wyruszył, aby ratować Ailis, a
sam zyskał tak dużo. To mu przypomniało o operacji, którą przeprowadza jego
partner. Miał nadzieję, że mimo wszystko, uratują sukę, bo dla niej śmierć nie
byłaby karą. Najwięcej wycierpi za kratami murów, tak potężnych, że nic nie
może się przez nie przebić.
– Braciszku…
Nim Arion się
zorientował, wpadł w ramiona siostry i naprawdę uwierzył, że od teraz wszystko
się ułoży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)