Dziękuję za komentarze. :)
Wszystkim życzę udanego tygodnia. :)
_______________________________________
Obudził się pierwszy i teraz leżał na prawym boku z dłońmi
ułożonymi pod policzkiem, bezkarnie gapiąc się na śpiącego
Daria. Tej nocy kochali się dwa razy, stali się w pełni partnerami
i on nie mógł nacieszyć się tym wszystkim. To jak spełnione
marzenie. Tego, co się wtedy czuje nie sposób opisać, wręcz
brakuje słów, aby uchwycić wszystkie uczucia.
Twarz Daria we śnie była taka spokojna, zarost już był dobrze
widoczny i przeszedł go dreszcz na samą myśl o tym jak go drapał.
Mężczyzna oddychał równomiernie, na co wskazywała wolno unosząca
się klatka piersiowa, której nie osłaniała kołdra. Właściwie
to żałował, że okrycie przysłania biodra partnera. W sumie nic
nie stało na przeszkodzie, by nie mógł obejrzeć czy nawet dotknąć
Daria. Nie wiedział, co za pragnienie go opętało, może kierowało
nim pożądanie, ale ostrożnie wsunął się pod kołdrę, czym
zaskoczył samego siebie. W jego głowie zrodził się plan i nie
zamierzał z niego zrezygnować.
Przyjemnie. Błogo. Mokro. Trzy słowa określały odczucia, jakie
towarzyszyły budzącemu się Dariowi. Otworzył oczy. Biały sufit
był pierwszym, co zarejestrował mężczyzna, a potem świat zmysłów
oszalał, a biodra bez udziału jego woli same uniosły się ku
górze, ku przyjemności. Dopiero wtedy dotarło do niego, co się
dzieje. Podniósł kołdrę i wstrzymał oddech. Jego penis był nie
tyle, że twardy, ale znajdował się w ustach Justina, którego oczy
spojrzały na Daria z pożądaniem i miłością. Policzki były
pokryte rumieńcami, a zwinny języczek oplatał główkę, by zaraz
ta zniknęła trąc o podniebienie i.. o cholera, dotykając gardła!
To spowodowało, że nawet tak doświadczony mężczyzna jak on nie
potrafił powstrzymać się przed zbyt szybkim szczytowaniem. Do tego
widok ukochanego, rozkosz płynąca nie tyle z cielesnego, ale i
umysłowego doznania tylko bardziej pchała go ku końcowi.
– Justin ja zaraz... – ostrzegł partnera, ale to tylko sprawiło,
że młody mężczyzna wzmocnił ssanie wysuwając go sobie tylko z
gardła, przy czym zacharczał. – Ochhh. – Opadł głową na
poduszkę poddając się tym ustom wydzierającym z niego orgazm,
który uderzył w niego z potężną mocą.
Justin przełknął lekko gorzkawą spermę kochanka w pełni
usatysfakcjonowany, że zaspokoił swego mężczyznę. Wylizał,
powoli mięknącego, penisa delektując się nim jak najsmakowitszym
kąskiem. Chwilę później wypuścił go i wsunął się na
mężczyznę od razu całując go zachłannie.
Dario natychmiast wpuścił go między swoje nogi i objął wylizując
z jego ust swój smak. Justin był najlepszym, co go spotkało. Da mu
to, na co mężczyzna zasługuje, a zasługuje na wiele dobrego.
Poczuł na swoim brzuchu twardy członek kochanka i wsunął między
nich rękę, by chwycić go mocno tuż przy główce. Tak, jak zdążył
zauważyć, że Justin lubi. Potarł go kilka razy, a partner stęknął
mu w usta, podparł się na łokciach, by unieść biodra dając
więcej miejsca na ruch ręki, a i sam móc poruszać nimi, aby
wbijać się w dłoń robiącą mu dobrze. Jemu też nie trzeba było
wiele, by dojść spryskując obficie rękę, brzuch i klatkę
piersiową Daria, po czym opadł na niego brudząc też siebie swoją
spermą. Wtulił twarz w jego szyję uspokajając przez chwilę
oddech.
– Jesteś najlepszym, co mnie spotkało – wyznał Justin. Sam nie
wierzył, że to wszystko robi. Tak szybko się to działo, ale nie
żałował. – Z czego się śmiejesz? – zapytał podnosząc głowę
i patrząc na niego, kiedy Dario się zaśmiał.
– Ponieważ chwilę temu pomyślałem o tobie to samo. Kocham cię.
– Kocham cię – odpowiedział Justin wierząc, że w końcu z
talii kart wyciągnął tę najlepszą.
– To, co? Prysznic, śniadanie? A potem porozmawiam o ceremonii
połączenia z Danielem.
Młody zmienny nie musiał odpowiadać, bo odpowiedź była widoczna
na jego szczęśliwej twarzy.
~*~*~
Wyjechali z Martinem wcześnie rano, by znaleźć się u Luisa zanim
ten pójdzie do pracy na jedenastą. Christian rozmawiał z nim
wieczorem i chłopak wraz z siostrą ich oczekiwali. Rodzice
rodzeństwa wyjechali na wakacje korzystając z ostatnich dni
sierpnia i wolnych od pracy dni. Dlatego też będą mogli swobodnie
porozmawiać.
Zajechali przed dom Luisa i Christian ujrzawszy Sonię podlewającą
w ogrodzie kwiaty, wypadł z samochodu i pobiegł do niej. Uściskał
ją mocno obejmując w pasie i unosząc w górę.
– Ależ się stęskniłeś – wykrzyknęła uradowana dziewczyna,
upuszczając konewkę, z której zaczęła wylewać się woda.
– No pewnie. To wasza wina, że tak długo się nie widzieliśmy. –
Postawił ją na trawniku.
– Wiesz, jak to jest. Najpierw szkoła, teraz praca. Trudno się
wyrwać z miasta. – Podniosła konewkę i odstawiła ją na bok.
– Nie tłumacz się. Martina jeszcze pamiętasz? – zapytał,
kiedy jego partner stanął obok nich.
– Jak mogłabym zapomnieć? Cześć. – Uśmiechnęła się
kokieteryjnie do długowłosego mężczyzny, za co dostała kuksańca
od Chrisa.
– On jest mój.
– Christian.
Zmienny smok odwrócił się na dźwięk swojego imienia
wypowiedzianego głosem przyjaciela. Luis wyszedłszy z domu szedł w
ich stronę. Chris pokazał swoje białe zęby.
– Luis.
~*~*~
Przed Justinem stał wielki talerz placków naleśnikowych, polanych
syropem klonowym. Zakłopotany spojrzał na Daria.
– Nie zjem tyle – wyszeptał trochę skrępowany obecnością
kucharza. Może nie, dlatego, że był obcy, przecież nie był tu
sam, ale tym, iż ten z pewnością wie, co się w nocy działo.
– Zjedz ile dasz radę. Gwarantuję, że placki Randy'ego
pochłoniesz w mig – powiedziawszy to Dario wpakował sobie do ust
wielki kawał naleśnika.
Skusił się, więc na zjedzenie potrawy, która wspaniale pachniała.
Po wzięciu prysznicu chciał jednak wrócić do domu, lecz Dario
chwycił go za dłoń mówiąc, żeby nie tchórzył i nie uciekał,
bo nie ma się już, czego bać, gdyż nie jest sam.
Do kuchni wszedł Daniel, uniósł brwi na widok, jaki zastał.
Czyżby szykowała się oficjalna ceremonia połączenia?
– Wspaniale was razem widzieć. – Usiadł przy stole i przed nim
także pojawił się talerz ze śniadaniem. – Randy, widzę, że
nastrój dopisuje. – Jak ich kucharz był szczęśliwy częstował
ich podwójnymi porcjami placków naleśnikowych.
– Alfo, moja żona spodziewa się upragnionego dziecka.
– Gratuluję. – Wstał i podał rękę Randy'emu.
– Dziękuję. Wybaczcie, ale zajrzę do niej.
Daniel z powrotem usiadł, a przy stole zapanowała cisza przerywana
tylko stukaniem sztućców o talerze. Musiał porozmawiać z Dariem o
Tomasie. Nie bardzo chciał to robić przy Justinie zważając na
strach mężczyzny, ale raczej nie prędko ujrzy tych dwóch panów
osobno, a i z pewnością Dario wszystko mu powtórzy.
– Wiemy, kto wywiózł Christiana w noc porwania. – Podniósł
się z krzesła, by podejść do lodówki i nalać sobie soku.
Zaskoczony Dario zawiesił na nim wzrok.
– Kto?
– Tomas.
– Jaki Tomas?
– Nasz beta.
Dario poderwał się z siedziska zdenerwowany, a wilk w nim
zawarczał. Zacisnął dłonie w pięści raniąc ich wnętrze
wysuwającymi się pazurami.
– Zdradził nas? Dlaczego? Wie, że wy wiecie? – zawarczał.
– Uspokój się – powiedział Daniel tonem alfy. Nie chciał mieć
tutaj rozjuszonego wilka. – Wiemy o tym od paru dni. On nic nie
wie, że my wiemy. Nie powiedzieliśmy ci wcześniej...
– Bo wiecie, że nie zapanowałbym nad sobą, tylko pojechał do
niego i... Beta, który powinien oddać życie za alfy i ich partnera
wydał go jak nic nieznaczącą rzecz! Prawie doprowadził do śmierci
waszych dzieci! – Skóra go mrowiła, a ludzkie oczy zamieniły się
na wilcze. Daria były bursztynowe i gdyby była noc świeciłyby.
Justin bał się go takiego, ale przezwyciężył strach i wstał z
krzesła, by pomóc swemu ukochanemu.
– Podły szuja, krętacz... – przerwał, gdy przed nim stanął
Justin. Szybko się opamiętał odganiając mgłę, która
przysłoniła racjonalne zachowanie i myślenie. Przytulił partnera
bardzo mocno, dziękując mu w duszy, że się nie przestraszył.
Chwilę potrwa zanim będzie panował nad sobą tak jak przez wiele
lat to robił. Spojrzał na Daniela. – Co zamierzacie zrobić?
~*~*~
– Oszalałeś! – powiedział podniesionym głosem Luis. –
Narażasz siebie i jeszcze chcesz bym ci dał sprzęt mojego ojca do
podsłuchu?!
Siedzieli w czwórkę w ogrodowej altanie o kształcie ośmiokąta.
Wcześniej Chris wyjaśnił przyjaciołom, co chce zrobić i czego
potrzebuje.
– Wiesz, że ot tak nie kupimy profesjonalnego sprzętu, a nie
wejdę tam z Martinem. Przy nim Tomas się nie zdradzi. Dlatego
potrzebuję mikrofonu, który umieścicie na moim ciele i wszystko
się nagra. Potem reszta zależy od Rady, kiedy pokażemy im dowód
zdrady.
– Czemu Rada? – zapytała Sonia. – Mówiliście, że to
Starszyzna zebrana z członków jednego gatunku zajmuje się sprawami
swoich. Rada to przecież i inni zmienni.
– Tak, ale popełniono przestępstwo i to podchodzi pod ich
jurysdykcję. Zawsze zachodzi podejrzenie, że przestępstwo mogło
zostać popełnione też na innych zmiennych. A w tym wypadku
dochodzi do tego zdrada dla Taurenów – wyjaśnił Martin, po czym
przeniósł spojrzenie na Luisa. – Sądzisz, że nie boję się o
swego partnera? – Luis poruszył się niespokojnie. – Boję się.
Mam ogromne wątpliwości, lecz nie mam wyjścia. On i tak zrobi, co
chce. – Chwycił dłoń Christiana i ucałował ją patrząc na
niego czule. – Poza tym jest zmiennym smokiem, w razie zagrożenia
poradzi sobie. Uwierz w swego przyjaciela tak jak ja wierzę w niego.
– Jak mój ojciec się dowie, że ruszałem jego sprzęt, to mnie
ukatrupi i zamknie mnie za kratami. – Jego ojciec pracował w
policji, jako spec od zakładania podsłuchów i nie raz sprzęt,
którego używał, przywoził do domu zamykając go w sejfie. Kod do
niego poznali kilka lat temu podglądając mężczyznę, kiedy
otwierał sejf, gdyż umierali z ciekawości, by dowiedzieć się, co
tam jest w nim ukryte.
– Odłożysz go na miejsce za godzinę lub dwie – rzekł
Christian. – A lepiej jak ich nie ma, bo Martin by musiał ich
zahipnotyzować, a on nie ma takiej magii w sobie jak Dario.
– Tak pamiętam jego ostatni wyczyn. Rodzice do tej pory pytają
się nas jak było na wyjeździe – wtrąciła Sonia, której na
kolana wspiął się kot. – Musimy bajki wymyślać. Na pewno nic
się nie napijecie? – Czuła się tutaj gospodynią i chciał
ugościć gości, ale ci ciągle odmawiali.
– Dzięki, ale naprawdę nie mamy czasu. – Chris pochylił się
przez stolik i ucałował ją w policzek przy okazji pogłaskał
czarną kotkę. Spojrzał błagalnie na Luisa.
– Dobrze, nie patrz tak na mnie, ale idę z wami – powiedział
chłopak wstając z ławki.
– A twoja praca? – zapytała Sonia.
– Zadzwonię do nich. Jakoś się wytłumaczę, najwyżej mnie
zastąpisz. Potrafisz smażyć frytki.
– Miałam mieć dziś wolne.
– Ale możesz nie mieć.
– No, dzięki bracie – fuknęła Sonia.
– Brakowało mi was – przerwał im Christian.
– Nam ciebie też, młody – powiedział Luis. – Idę po ten
sprzęt.
~*~*~
Star spacerowała po gabinecie Tomasa, a mężczyzna wrogo na nią
patrzył.
– Powiedziałem, żebyś tu nie przychodziła.
– Ja mówiłam, że nie słucham niczyich rozkazów. Nikt mnie nie
rozpoznał do tej pory, to i teraz też tak będzie. Nasza wieczorna
rozmowa nie skończyła się dobrze. Nadszedł czas. Wiesz, co masz
robić i masz to zrobić jak najszybciej.
– Sądzisz, że tak łatwo jest porwać Monahana? Nie jest głupi.
W dodatku słyszałem, że ma partnera.
– Nie chcę jego partnera. Chcę Monahana. Masz tylko go tu
sprowadzić. Jeden telefon i będzie w moich rękach. – Stanęła
przed mężczyzną wściekle na niego patrząc. – Masz jeden dzień.
Jeden jedyny, a potem nie licz na mnie – syknęła jadem.
– Będziesz miała, co chcesz, ale skręcę ci ten twój kark jak
nie dasz mi tego, czego ja żądam.
– Chcesz władzy? Co powiesz na miejsce w starszyźnie? –
Oczywiście nie miała tam kontaktów. Cholernym cudem by to było,
ale to pokazuje jak Tomas był zaślepiony swoją chciwością.
Sprzedałby własną matkę, byle osiągnąć swój cel. Ona
zrobiłaby to samo. Ciągnie swój do swego. – Zapewne chciałbyś
być ich przywódcą.
Tomasa zatkało. Bycie w starszyźnie to zaszczyt, a bycie ich
wodzem... Będzie mógł decydować o wielu sprawach.
– Chętnie – odparł.
– Porozmawiam, z kim trzeba. – Małe kłamstewko jeszcze nikomu
nie zaszkodziło, szczególnie wtedy, kiedy to ona chciała dostać
to, na co czekała.
– Jeszcze żądam... – Pukanie do drzwi przerwało jego wywód.
Podszedł do nich, ale nie otwierał. Nikt nie mógł zastać tutaj
Star. – Tak?
– Beto, przyszedł Christian Elisander, partner naszych alf.
– Co on kurwa tu robi? – zapytał sam siebie.
– Przyjmij go to się dowiesz – powiedziała szeptem, aby nikt za
drzwiami ich nie słyszał. – Aż dziwne, że się anonsuje.
Przecież ma prawa jak alfa. Mógł tu po prostu wejść.
– A co z tobą? – Przesunął wzrokiem po sylwetce kobiety.
– Ukryję się. Masz nową łazienkę, prawda? – Skierowała się
w jej stronę. – Chętnie wysłucham, co ma do powiedzenia ten
młody smok, którego chciałam kilka miesięcy temu zabić. – Po
tych słowach skryła się w łazience.
Tomas, jak tyko kobieta ukryła się, otworzył drzwi prowadzące do
gabinetu. Na korytarzu stał jego pracownik, a obok niego chłopak,
bo mężczyzną tego czegoś nie mógł nazwać. Miał nadzieję
nigdy go nie ujrzeć.
– Nie musiałem pytać o pozwolenie na zobaczenie się z tobą,
beto, ale wolałem, aby Blake mnie zaanonsował – powiedział
Christian. Powie wprost temu skurwysynowi, co o nim myśli. Teraz
przekonał się, że i sylwetka oraz zapach wody po goleniu, jaki
wyczuł, pasują do tamtego mężczyzny, który po niego przyjechał.
– Wejdź, partnerze alf. – Odsunął się od drzwi.
Christian wyraźnie widział udawany szacunek do niego. Sam
uśmiechnął się sztucznie. Od razu wchodząc do środka w jego
nozdrza wpadł zapach dobrych kwiatowych perfum, a oczy ujrzały
leżącą na skraju biurka małą, czarną torebkę.
– Nie wiedziałem, że używasz takich rzeczy – zakpił z niego
wskazując na torebkę.
– Zostawiła ją jedna z pracownic. Co cię do mnie sprowadza?
Christian usiadł w fotelu za biurkiem, co zdenerwowało Tomasa, ale
nic po sobie nie pokazał. Partner alfy miał takie same prawa jak
alfa. Zmienny smok starał się udawać bardzo pewnego siebie. Wziął
w dłonie pióro, które chyba kosztowało majątek i przyglądał mu
się przez chwilę obracając je w palcach, by zaraz unieść wzrok
na mężczyznę, który stał obok drzwi jakby planując ucieczkę.
Jak tak patrzył na niego smok w nim burzył się na zbyt łagodne
traktowanie wroga. Chciał ukarać Tomasa jak najsrożej.
– Masz smocze oczy – zauważył, wkrótce były beta.
– Ponieważ nim jestem. Nie udawaj, że nie wiesz. – Odłożył
pióro i założył nogę na nogę, ręce kładąc na podłokietnikach
fotela. – Masz coś przeciw mojemu smokowi? Jest niebezpieczny
tylko dla tych, których nie lubi. Jest powód, żeby tobie zagrażał?
~*~*~
– Co on mówi? Miał wpierw wypytać go o Charliego. –
Zdenerwował się Martin. Razem z Luisem siedzieli w samochodzie
chłopaka, bo jego był za bardzo rozpoznawalny przez zmiennych.
Słuchali wszystkiego, co się dzieje w gabinecie Tomasa.
– Nie wiem jak to u was działa, ale odnoszę wrażenie, że
kieruje nim teraz jego drugie „ja”.
– Tego się obawiam, nie chcę by stał się mordercą. Wyczuwam
jego smoka, jest wściekły.
– Poradzi sobie. Umie nad nim panować, a i dzięki temu jest
bezpieczny – powiedział Luis.
– Staram się być spokojny. Czasem trudno zapanować nad tym, co
siedzi w tobie. – Wyjrzał przez okno. Pod budynek, w którym
mieścił się klub i dawna siedziba Martina zajechała czarna
furgonetka. Jak pójdzie zgodnie z planem to Tomas stąd nią
odjedzie, skuty kajdankami, które wykonane z czystego srebra z
dodatkiem miedzi zapobiegały przemianie i ewentualnej ucieczce. Z
auta wysiadł wysoki, umięśniony mężczyzna ubrany na czarno. Przy
jego biodrach wisiały kabury z bronią.
– Kto to jest? – zapytał Luis.
– Żołnierz Rady. Nie zadzieraj z nim. Jest skurwysynem, ale i
dobrym wojownikiem.
Mężczyzna wsiadł na tylne siedzenie w ich samochodzie, a jego
zimny wzrok padł na Luisa.
– Nie lubię włączać ludzi w nasze sprawy, ale Jack Riley
nakazał, że mam człowieka od tego nie odsuwać. – Zaczesane do
tyłu blond włosy lśniły od brylantyny. – To, co mamy, panowie?
~*~*~
– Dlaczego miałbym się bać twojego smoka?
Tajemniczy uśmiech wstąpił na usta Christiana. Język swędział
go od powstrzymywanych słów. Chciał w twarz wykrzyczeć temu
zmiennemu, co o nim sądzi.
– Kim był dla ciebie Charlie?
– Charlie? – Beta udawał głupiego.
– Doskonale wiesz o kim mówię. Omega, który zdradził i popełnił
samobójstwo. Ten, który doprowadził cię do mnie wyprowadzając z
posiadłości, byś mógł mnie zawieźć do Stonea.
– Co ty, kurwa, pierdolisz? – Wiedzieli o nim? Musi grać, by nie
dać im dowodu na zdradę. Zresztą, co mu zrobi ten chłopaczyna od
siedmiu boleści? – Nie wywoziłem ciebie do niego. Nigdy nie byłem
w Arkadii!
– To, czemu się denerwujesz? – Głos Christiana był chłodny. –
Poza tym, to dziwne, bo twój głos jest taki sam, a wierz mi mam
doskonały słuch, jak głos faceta, który mnie uśpił i wywiózł.
Kim był dla ciebie Charlie?
– Kuzynem. Nic nie zrobiłem. – Zacisnął pięści. Czuł, jak
ucieka od niego wolność. Może zdąży otworzyć drzwi, przemienić
się i uciec.
– Nawet o tym nie myśl. – Nie miał wątpliwości, co Tomas chce
zrobić. Czuł od niego smród zdrady, strachu i chęć ucieczki. –
Lepiej usiądź i porozmawiajmy jak chcesz żyć. – Wyciągnął
rękę i położył dłoń na blacie biurka. Postukał pazurami o
drewno, które oddało cichy odgłos. Nie zrobił tego, dlatego, że
się denerwował, ale po to, by pokazać Tomasowi smocze pazury,
które wysunęły się na długość kilku centymetrów. To był
przekaz, że zanim beta zdąży otworzyć drzwi będzie ociekał
krwią, a dogorywając wypluje swoje słowa, że jest winny. –
Kontroluję mojego smoka, jeszcze to robię, więc siadaj na dupie i
porozmawiajmy!
~*~*~
– On jest niesamowity. Doskonale sobie radzi. – Ucieszył się
Luis.
– Mój Christian – szepnął Martin, a mężczyzna za nim
przewrócił oczami.
– I mój przyjaciel. Jestem z niego dumny.
– Wyobraź sobie jego wygląd w tej chwili. Rozsypane na ramiona
włosy, oczy smoka patrzące wojowniczo, wielkie pazury u palców i
chłopak, od którego bije niesamowita aura. – Jego kruszyna, za to
słowo Chris by mu zakazał seksu przez miesiąc, jest silnym i
zdecydowanym mężczyzną. Kocha to i jego chłopięcą wymieszaną z
dziewczęcą delikatność.
Luis patrzył na Martina i widział w jego oczach wielkie uwielbienie
dla Christiana.
– Nie rozmawiajcie – wtrącił żołnierz chcąc się wsłuchać
w to co było mówione. Całe szczęście, że wszystko się
nagrywało.
~*~*~
Nawet na chwilę nie spuścił wzroku z Tomasa. Nic nie mogło mu
uciec, żaden szczegół. Miał nadzieję, że mikrofon działa i
wszystko, nie tylko słyszą jego bliscy, ale i się nagrywa. Ktoś
od Rady powinien już też być. Gdy jechali na miejsce Martin
zadzwonił do znajomego, a tamten miał poinformować, kogo trzeba. Z
początku chcieli dostarczyć im nagranie, ale uznali, że lepiej
będzie jak będą mieć kogoś, kto od razu aresztuje zdrajcę.
Spokoju nie dawała mu ta torebka, cały czas widział ją kątem
oka. Byłby głupi jakby nie wyczuwał, że za drugimi drzwiami,
zapewne w łazience ktoś się ukrywa. Kobieta, tylko, jaka kobieta?
Zajmie się tym później, teraz najważniejszy był siedzący przed
biurkiem mężczyzna.
– Nic nie zrobiłeś, ciekawe. Naprawdę ciekawe – powiedział
Christian. – Ile zapłacił ci Stone za wydanie mnie?
– Nic mi nie zapłacił, bo nic nie zrobiłem – warknął beta.
– Ciągle ta sama śpiewka. – Pochylił się do przodu opierając
łokcie na biurku. – Doskonale wiem, że to ty.
– Nic mi nie udowodnisz – wypalił Tomas tym samym zdradzając
się. – Co mi udowodnisz młodzieńcze?!
– Wszystko i ty się do tego przyznasz. To ty mnie wywiozłeś?! –
Wstał gwałtownie, a fotel na kółkach podjechał aż pod ścianę.
– To dla ciebie Charlie pracował? Obiecałeś mu opłatę studiów?
– Wolnym krokiem obszedł biurko. – Widzę na wylot twoją
zdradę. Jesteś jak rdza, co niszczy metal cal po calu. Niepotrzebna
i trzeba się jej pozbyć zanim zniszczy coś dobrego.
– Pierdolisz, Christianie. Nic nie zrobiłem.
– Zależało ci na kuzynie? Wiesz jak umierał? To twoja wina, że
on nie żyje! Zabiłeś go, tak jak prawie moje dzieci i mnie! Sfora
jest dla ciebie nikim! Wiem, że to ty! – krzyczał. – Twój głos
cię zdradził, zapach, postura i sam siebie pogrążasz!
– Nawet jak to ja, to, co mi zrobisz?! – Tomas też wstał i
założył ręce na piersi. Ten gówniarz go wkurwia. Przyszedł tu i
go straszy.
– Ja tylko przyszedłem po prawdę. – Christian przechadzał się
po gabinecie. Całe ciało go mrowiło od tego, że jego smok chciał
nim zawładnąć i zrobić to, co do niego należy. A jego celem w
tej chwili była obrona chłopaka i likwidacja tego, kto mu zagrażał.
– Chcę prawdy, chcę spokoju. Pragnę wychować swoje dzieci
obecne i przyszłe, żyć u boku wspaniałych mężczyzn, przyjaźnić
się z członkami sfory i tymi, którym oddałem serce...
– Głupota! Co za głupota! Marzenie bab! Dobry dom, przystojny
mąż, piękne i mądre dzieci! Ja chcę władzy! Mam gdzieś twoich
mężczyzn! Nie urodziłem się sługą! Stone obiecał mi władzę
nad sforą Coleman, ale zdechł! Miał zabić ciebie lub wziąć za
swoją dziwkę, odsunąć tak daleko ciebie od Martina i Daniela by
oszaleli i umarli z tęsknoty za tobą, bo by cię nie znaleźli.
Daria pozbyłbym się przy okazji i władał wszystkim! Nawet
dostarczyłem Stonowi tabletki poronne, ale ich nie zeżarłeś ty
klaunie! – W Tomasa wstąpiła furia. – Jeszcze mi śmiercią
grozisz, pętaku?! Powinieneś zdechnąć wraz ze swymi partnerami i
dziećmi!
Tym razem Christian nie zapanował nad swoim smokiem. Bestia przejęła
kontrolę i wydostała się z ciała zmiennego głośno rycząc. Jej
ostre, kilkucentymetrowe pazury przeorały podłogę robiąc głębokie
wyżłobienia w parkiecie. Szerokie skrzydła, które mieniły się
jak diamenty, rozłożyły się, a ich końcówki strąciły z
biurka, małe porcelanowe przyciski do papieru. Te uderzyły o
podłogę tłukąc się na drobne kawałki. Nagle skrzydła uniosły
się w górę i w dół robiąc wiatr, który rozwiał znajdujące
się w jego zasięgu dokumenty, a jego siła poruszyła leżącym na
biurku piórem, które sturlało się w dół, by zaraz zostać
zmiażdżone przez wielką, białą łapę. Smok po raz kolejny
zaryczał, a Tomas odskoczył do tyłu. Nie spodziewał się, że
jednak ujrzy smoka. Smok zaryczał, zbliżył się do niego i
pochylił łeb. Wielkie ślepia spoglądały na zdrajcę, a paszcza
otworzyła się, by jednym kłapnięciem zmieść z powierzchni ziemi
zgniły owoc. Owoc, który tylko zaraża inne swą zgnilizną
sprawiając, że wszystko wokół choruje.
– Christian, nie!
Wow ile emocji i akcji w tym rozdziale. Jak czytam o Dario i Justinie to mi serce mieknie, a jak o Christianie i jego dzialaniach to dreszczyk emocji. Mam nadzieje, ze nikogo nie usmiercisz w nastepnych czesciach opowiadania :p
OdpowiedzUsuńJuz czekam niecierpliwie do nastepnego wtorku. Pozdrawiam i rowniez zycze Ci udanego tygodnia oraz duzo weny =3
Super Dario i Justin <3
OdpowiedzUsuńTak się cieszę, że wszystko powoli się układa ^^
Chirs zaskoczył mnie i to bardzo!
Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, zastanawia mnie jeszcze tylko Star...
Pamiętam jak mówiłaś o trzeciej części opowiadania 'W cieni ludzi' i o trzeciej parze mam jakieś przeczucia że to będzie o tym blond włosym zabójcy z rady i Luisie...
Nie wiem dlaczego...
Zmieni mogą się łączyć z ludzimi prawda?
Czy raczej nie?
To mnie najbardziej ciekawi :)
Rozdział był śliczny i taki uczuciowy
Czekam na kolejny rozdział jak i mam nadzieję na jakiekolwiek informacje na temat trzeciej części ^_^
Pozdrawiam i życzę dużo weny Mito
P.S życzę ci również udanego tygodnia...chociaż jest strasznym gorąco XD
Wybacz, że dopiero teraz odpisuję, ale cały dzień miałam pracę w ogrodzie.
UsuńNie zdradzę jaka będzie para w 3 części. :)
Tak, zmienni mogą łączyć się z ludźmi. Co prawda ludzie nie czują więzi, ale zdarzają się wyjątki. :D
To było wspaniałe. Te emocje i ta akcja.To jeden z najlepszych rozdziałów jak do tej pory. Znakomicie się go czytało i chce więcej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam F :)
Łał w życiu się nie spodziewałam takiego wybuchu po Christianie *.* genialne ! Dario i Justin są naprawde idealnie dobrani <3 Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Dużo weny życze:*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam OfeliaRose
mało mi....
OdpowiedzUsuńRozdział rewelacja.
OdpowiedzUsuńUwielbiam takiego Christiana:) chociaż mam nadzieje, że nie pożre Tomasa bo jeszcze niestrawności dostanie (ha ha ha)
No i brawo dla Justina za rewelacyjną pobudkę, którą zafundował Dario.
Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
Weny, Weny i jeszcze raz weny
Aha jak czytałam moment o tym wysłanniku rady też miałam takie uczucie, że między nim i Luisem cosik będzie. Ale napisze jeszcze raz Chciałabym jedną część z udziałem naszego samotnego Doktorka. Prooooooosze.
Pozdrawiam
lucynaleg
Niestrawności raczej nie życzymy Christianowi :D
UsuńDoktorek będzie miał swoją część w przyszłości. Takie mam plany i mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. :)
Ten rozdział był super. Tyle się w nim działo. Mam tylko wielką nadzieję że nikt z pozytywnych bohaterów nie umrze. :)
OdpowiedzUsuńA jeszcze jedno, dużo jeszcze będzie odcinków tej części? :)
Nieeeeee tylko nie w takim momencie. Kto krzyczał: Christian, nie! ?
OdpowiedzUsuńO moj boze.. Czy Christian go zabije? Czy stanie sie morderca? Czy to przezyje? Kim byla osoba, ktora chciala go powstrzymac i czy Dario zostanie porwany? Ile pytan!
OdpowiedzUsuńPozdtawiam
Damiann
Dużo pytań, na które poznasz odpowiedzi za tydzień. :)
UsuńLauna jesteś mistrzem budowania napięcia, uwielbiam Cię za To i chce Cie za to zabić xD. czytałem ostatnio wszystkie Twoje opowiadania po kolei włącznie z pierwszymi i muszę przyznać że to bardzo miłe i ciekawe doświadczenie jest widzieć jak się z opowiadania na opowiadanie rozwijasz. Życzę duuużo weny bo wiem że bez tego ciężko jest.
UsuńCichy wielbiciel :P
Piękny rozdział, mam nadzieję, że znajdą za drzwiami Star i się jej pozbędą, żeby nic nie zrobiła Dariowi. Myślę, że między Lusiem a nowym bohaterem do czegoś dojdzie, może powstanie o nich osobna część? Może być bardzo ciekawa, skoro żołnierz nie lubi ludzi :)
OdpowiedzUsuńDużo weny :)
Pozdrawiam :)
No no robi się tak ciekawie że z niecierpliwością czekam na wtorki:-)
OdpowiedzUsuńCiekawe o kim będzie następna część
Pozdrawiam i dziękuje za super opowiadanie
:-)
Hej kochana!
OdpowiedzUsuńNa początek przepraszam że tak późno komentuje, ale niestety obowiązki wzywają i nie zawsze jest czas.
Rozdział jak zwykle przeczytałam jednym tchem.
Kochana jesteś po prostu genialna.
I wiesz jak zakończyć cudowny rozdział.
Christian naprawdę się spiał a tymczasem brakowało mi Daria i Justina.
Cieszę się jednak, że są razem i tak dobrze im się układa.
Takich mężczyzn na pewno bym chciała ze sobą.
W końcu są naprawdę cudowni.
Wiem powtarzam się ale ty sama sprawiasz, że brak słów.
Tak wspaniale opisujesz wszystkie historie i całą sytuacje i sposób w jaki przekazujesz sowich bohaterów sprawia, że trafiasz do mojego serca.
Naprawdę kochana mocno podziwiam i pozdrawiam.
Tyle wydarzyło się podczas tego rozdziału.
OdpowiedzUsuńOczywiście większość moich emocji skupia się wokół ostatniej sceny. Ciekawe czy Christian się powstrzyma i czy odnajdą Star.
pozdrawiam
Twoje opowiadania są tak ciekawe, że poleciłam cię wszystkim moim znajomym. God Job :3
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńJustin juz się całkowicie przełamał, nawet opanował swój strach i uspokoił Daria jak ten się dowiedział kto jeszcze jest zdrajcą, Christianowi świetnie poszło z Thomasem, był pewny siebie i to działo na jego korzyść...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia