27 stycznia 2019

Powrót do Limare - Rozdział 1


 Hejo :D

Od dzisiaj zaczynam publikować drugi tom serii Amare. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :) Tym razem poznacie bliżej Ivo i Fabiano. :)

Mój nowy tekst pod tytułem: "Magnetyzm serc" już w sprzedaży.  Można go nabyć na: Bucketbook.pl i Beezar.pl 

Szukam drugiej bety do pomocy. :)

Zaczynamy. :D

Rzym powitał go tłumami i skwarem lejącym się z nieba. Ivo kochał upał, ale w Limare odczuwało się go inaczej. Szczególnie kiedy wiatr wiał prosto z nad morza i chłodna bryza opadała na miasto. Natomiast w majestatycznej i imponującej stolicy, żar dawał się we znaki. Dwudziestotrzylatek ignorował go, zachwycony wiecznym miastem, w którym mieszały się różne style i kierunki zarówno w sztuce jak i budownictwie. Na przestrzeni wieków stare mieszało się z nowym, przekształcało, tworząc imponującą stolicę pełną atrakcji turystycznych i architektonicznych cudów, szerokich ulic i wąskich uliczek, które zamieniały się w ogromne place.
Spacerował po jednym z nich, próbując zebrać siły, by udać się pod adres, który miał zapisany w telefonie. Zastanawiał się, czy w ogóle dobrze zrobił przyjeżdżając tutaj. Czym bliżej znajdował się celu, tym bardziej dopadały go wątpliwości. Dlatego zwlekał, nieustannie chodząc po położonym u stóp Kapitolu Placu Weneckim, który z tego co czytał w kupionym przewodniku, został zbudowany w piętnastym wieku i był pierwszym, renesansowym placem w Rzymie. Miejsca takie jak to, żyły bezustannie dniem i nocą, gromadząc rzesze mieszkańców oraz turystów z całego świata.
Moretti przystanął przed szesnastowiecznym kościołem Santa Maria di Loreto, przez chwilę zastanawiając się czy wejść do środka. O co miałby prosić Boga? O to, aby  nie został odesłany z kwitkiem? Po dłuższej chwili pomyślał, że mógłby pomodlić się za mamę, która zmarła dziewięć miesięcy temu. Poprawił zsuwający się z ramienia pasek od sportowej torby, do której przed wyjazdem zapakował kilka rzeczy i wszedł do kościoła.

*

Fabiano wszedł do swojego gabinetu, odstawił na bok aktówkę i położył okulary na stoliku. Rozpiął guziki marynarki, po czym usiadł w fotelu  z głośnym westchnieniem. Przymknął powieki opierając głowę o oparcie. Od dawna nie czuł się tak bardzo zmęczony. Chyba od czasu gdy wrócił z Limare i wziął się za proces, w którym jego klientka wystąpiła o odszkodowanie od szpitala. Wygrała, tym samym zdobywając dziesięć milionów euro. To i tak nie rekompensowało jej straty dziecka, które zmarło przy porodzie oraz uszkodzeń jej ciała podczas cięcia cesarskiego. Lekarze popełnili niewybaczalny błąd, na zawsze odbierając jej możliwość zostania mamą.
Po zakończeniu procesu, jemu oraz kancelarii przypadło dziesięć procent z wygranej, co było solidną zapłatą za wykonaną pracę. Mógłby uzyskać od klientki więcej, ale nie tego chciał. Pragnął sprawiedliwości, tym bardziej, że kobieta dla której walczył była dobrą osobą i taką samą stałaby się mamą, ciepłą oraz kochającą. Zdecydowane przeciwieństwo jego rodzicielki. Kobiety dla której liczyła się reputacja, firma i chwalebne opisy w gazetach. Nie dzieci, które powinna kochać. Jego brat wyrwał się spod jej kontroli żyjąc życiem, które wybrał. Mieszkał ze swoim partnerem w domu na wzgórzu w małym miasteczku Limare.
Przez rok czasu rodzice nawet nie zapytali o Domenico. Dla nich umarł, bo wybrał coś co potępiali. Czasami Fabiano zastanawiał się, co by było gdyby on dawno temu zawalczył o siebie. Przytknął dłoń do piersi, bo dawny ból odezwał się w nim. Rany zagoiły się, ale mimo upłynięcia trzynastu lat, czuł na sercu ich chropowate blizny.
­ – Gratuluję. – Vittorio wpadł do gabinetu z szerokim uśmiechem. – Dawałem ci dwa miesiące, a ty wygrałeś w trzy tygodnie. – Opadł na kanapę rozkładając ręce na jej oparciu.
Fabiano uchylił powieki, by spojrzeć na przyjaciela oraz wspólnika w jednej osobie.
– Trzy tygodnie to również zwycięstwo dwóch naszych adwokatów, nie tylko moje.
– Im już pogratulowałem. Teraz kolej na ciebie. Jesteś mistrzem. – Zaśmiał się zakładając nogę na nogę. – Towarzystwo ubezpieczeniowe sądziło, że wygra z nami. Pomylili się. Gdyby zechcieli od razu zapłacić naszemu klientowi odszkodowanie jakie mu się należało, nie poszliby teraz z torbami.
– Nie pójdą z torbami. Nie takie firmy – przypomniał Salieri. – Za to nasz klient dostanie więcej. – Ponownie przymknął powieki. Nie pamiętał kiedy ostatnio spał.
– Dostanie dużo więcej, a wraz z nim my. Będziemy musieli pomyśleć nad utworzeniem drugiej kancelarii. Pamiętasz, że raz o tym rozmawialiśmy. Teraz mamy na to możliwości i kasę. – Kiedy przyjaciel nie odpowiedział, Vittorio przyjrzał mu się. – Wyglądasz gównianie. Chciałem wyrwać cię na drinka z okazji wygranej, ale to kiedy indziej. Jedź do domu. Najlepiej taksówką, bo zaśniesz za kierownicą. Każę komuś dostarczyć ci samochód. Weź kilka dni wolnego. Należy ci się.
Fabiano tym razem nie zamierzał walczyć z przyjacielem, jeżeli chodziło o powrót do domu. Przyda mu się noc porządnego snu. O kilkudniowym wolnym nawet nie myślał. Tym bardziej, że jutro ma być piątek, a potem weekend. Tyle dni na odpoczynek w zupełności mu wystarczy.
– Wrócę do pracy w poniedziałek – powiedział, siadając prosto i sięgając po okulary. Założył je i dzięki nim lekko niewyraźna postać Vittoria Falcone wyostrzyła się.
– Dobra decyzja, ale mógłbyś przez kolejne dwa tygodnie wziąć sobie wolne. Teraz zapowiada się spokój. A nawet jakby nie, to mamy pracowników. To dobry prawnicy. Pojedź, odwiedź brata. Ciągle z tym zwlekasz. Uciekasz przed jakąś panienką, którą tam spotkałeś, a chciała założyć ci obrączkę? – Roześmiał się Falcone. Nie czekając na dopowiedź wstał. – Chodź, wyjdziemy razem. Też wcześniej się zbieram. Mam randkę – wyjaśnił, chwaląc się. – Ty też powinieneś pomyśleć o jakiejś kobiecie na jedną noc baraszkowania. Będziesz po tym jak nowy.
Fabiano nie odpowiedział. Nie miał ochoty na kobiety. Liczył się jedynie prysznic, który weźmie od razu po dotarciu do domu oraz wygodne, acz puste łóżko. Zebrał się w sobie i podniósł z fotela. Nie zapominając o aktówce, wyszedł z gabinetu wraz z przyjacielem.

*

Ivo podziękował i zapłacił taksówkarzowi. Wysiadł z taksówki zabierając ze sobą bagaż. Sprawdził jeszcze adres na telefonie upewniając się, że dobrze trafił. Miał ochotę nawet zadzwonić do Domenico, by jeszcze raz podał dane adresowe, ale to byłaby tylko wymówka, by odroczyć czas do nieplanowanego spotkania. Od kilku godzin szukał pretekstu, by przyjść tu jak najpóźniej. Nie miał pojęcia czego się bał. To nie było nic wielkiego. Tę sprawę mógł nawet załatwić przez telefon, ale wolał spędzić kilka godzin w pociągu, żeby tu przyjechać. Rozmowę telefoniczną zawsze można przerwać. Inna sprawa miała się z konwersacją w cztery oczy. Do tego dojdzie, o ile nie zostaną mu zamknięte drzwi przed nosem. Na co nie zamierzał pozwolić, bo tak czy owak Fabiano Salieri spotka się z nim.
Przeszedłszy przez obrotowe drzwi, znalazł się w holu budynku, w którym mieszkał prawnik. Po lewej od wejścia znajdowało się miejsce dla portiera, czego się obawiał. Taki ktoś zawsze mógł być przeszkodą w udaniu się pod odpowiednie mieszkanie. Wystarczy żeby zadzwonił do Fabiano, a ten mu zabroni wpuszczać gościa i jego plan nie zadziała. Dlatego miło przyjął sytuację, kiedy w holu nikogo nie zastał. Najszybciej jak tylko mógł przemknął w stronę schodów. Windę wolał ominąć z daleka. Nie był pewny jak długo,  by na nią czekał. Poza tym nie ufał im. Zawsze mogły się zaciąć i go uwięzić. Gdy był dzieckiem utknął w jednej i mała trauma pozostała.
Pokonanie schodów na szóste piętro nie było dla wielu prostą sprawą. Jakiś czas temu i on miałby problem, ale od kiedy biegał, ćwiczył to wyrobił sobie dobrą kondycję. Nawet nabrał trochę umięśnienia. Chociaż nadal był bardzo smukły, to już nikt nie mógł nazwać go chuderlakiem.
Dokładnie o godzinie osiemnastej trafił pod odpowiednie drzwi. Wstrzymał się jeszcze przed zapukaniem w nie, by uspokoić zbyt szybko bijące serce. Nie wysiłek je doprowadził do takiego stanu tylko podekscytowanie. W końcu po roku zobaczy Fabiano. Mógł przez miniony czas stłumić do niego uczucia, ale znał siebie. Kiedy go zobaczy, one wybuchną na nowo. Jakoś przyjdzie mu to przetrwać, bo nie przyjechał tutaj, aby zdobyć tego mężczyznę. Miał inny cel. Potrzebował prawnika ze znajomościami, a tylko ten wydał mu się najwłaściwszy.
Przymknął powieki biorąc głęboki oddech. Wypuścił powoli powietrze, kiedy uniósł rękę i zapukał w brązową przeszkodę oddzielającą go od mieszkania Salieriego. Czekając, rozejrzał się po długim oświetlonym korytarzu, którego podłoga pokryta była czarną mozaiką. Wszędzie było nieskazitelnie czysto i co najbardziej rzucało się w oczy to bogactwo. Może nie jak u milionerów, ale miał dwieście procent pewności, że nigdy nie mógłby sobie pozwolić na zamieszkanie w takim budynku i nawet nie chciałby tego. Wolał miejsce, które teraz należało do niego. Nie było bogato, wymagało remontu, ale kiedy rano wstawał miał piękny widok na morze, a jego szum kołysał go do snu.
Zapukał kolejny raz, kiedy nikt nie otworzył. W sumie nie miał pewności, że mężczyzna jest w domu. Domenico wspominał, że Fabiano potrafi pracować do późnych godzin nocnych. Tym bardziej, kiedy angażuje się w ważny proces. Zastukał kolejny raz będąc już prawie pewien, że nikt mu nie otworzy. Zamierzał czekać na korytarzu na Fabiano, kiedy usłyszał zgrzyt zamka, a potem drzwi się otworzyły ukazując właściciela mieszkania z mokrymi włosami i w samym ręczniku przewiązanym wokół bioder. Na ten widok serce Ivo zagubiło kilka bić, a po kręgosłupie przebiegły przyjemne dreszcze. Penis także zainteresował się smakowitym deserem, bo nie mogło być inaczej kiedy FabianoSalieri dopiero co po kąpieli, z wilgotnym ciałem, wyglądał wprost niesamowicie. Moretti nie mógł się w pierwszym momencie oprzeć popieszczeniu jego ciała wzrokiem, ale po chwili się opanował i skupił na twarzy prawnika.
Fabiano przyglądał mu się ze zmrużonymi oczami i pytającą miną „kim jesteś?”. To raniło Ivo, ale przecież nie oczekiwał, że Salieri rzuci mu się w ramiona i powie jak bardzo tęsknił.
– Nie poznajesz mnie, czy  nie chcesz pamiętać? – zapytał dość ostro Ivo, od razu na siebie o to zły. Przecież nic ich nie łączyło, byli dla siebie nikim, więc prawnik nie musiał go pamiętać. Ale zapomniał użyć filtra na język, zanim się odezwał.
Fabiano pomimo prysznicu, nadal nie potrafił zwalczyć zmęczenia i coraz silniejszego bólu głowy. To nie pomagało mu w rozpoznaniu osoby, która przed nim stała, a jego przeklęty wzrok nie poprawiał sytuacji. Gość był lekko nieostry i dopiero gdyby podszedł bliżej mógłby go rozpoznać, ale nie zamierzał się zbliżać go kogoś, kogo głos z nikim mu się nie kojarzył.
– Czekaj. – Uniósł palec, a potem podszedł do półki pod telewizorem, na której zostawił okulary. Nałożył je i od razu wszystko wokół się wyostrzyło. Wrócił do drzwi, gdzie czekał jego gość, któremu nareszcie mógł się przyjrzeć i pewien barista z Limare powrócił do jego pamięci z mocą uderzenia pioruna.
Białe, dłuższe z prawej strony włosy miały teraz błękitne końcówki. Na czoło chłopaka opadała grzywka, którą nieustannie poprawiał i Fabiano miał ochotę wyciągnąć rękę, by wsunąć mu włosy za ucho. Po lewej czarne włosy były króciutkie, a kilka małych srebrnych kuleczek ozdabiało ucho z tej samej strony jak i dwie kulki wciąż tkwiły w lewej brwi. Natomiast niebieskie oczy z długimi rzęsami były podkreślone czarnym tuszem, a na górnej powiece zostały narysowane kreski w tym samym kolorze.” – Jesteś baristą z Amare – stwierdził.
– Tak. Jednak mnie pamiętasz. Jestem tutaj, ponieważ potrzebuję twojej pomocy.

*

Domenico zaśmiał się odczytując sms–a. Szybko na niego odpisał, zanim został ponownie wciągnięty do łóżka, a gorące pocałunki niczym lawina spadły na jego nagie ciało. Mimo tego nie mógł przestać się śmiać.
– Nie wiem czy tak reagujesz, bo masz wszędzie łaskotki, czy może moje pocałunki cię śmieszą, ale czuję się dziwnie. – Paolo zawisł nad kochankiem, wpatrując się w jego twarz.
– Żadne z powyższych. – Wsunął dłoń w gęste, czarne włosy mężczyzny, którego pokochał rok wcześniej. – Po prostu mój brat wychodzi z siebie. Napisał do mnie, cytuję: „Naprawdę dałeś mu mój adres? Naprawdę?!” Wykrzyknik był dość mocno wymowny. – Ponownie się zaśmiał. – Jego gość dotarł na miejsce.
– I to jest takie zabawne? – Odsunął się od Domenico kładąc u jego boku. Głowę podparł na ręce.
– Zdecydowanie.
– Co mu odpisałeś? – Zakreślał palcami kółka na piersi Salieriego.
– Wysłałem mu uśmiechniętą emotkę. – Nie mógł przestać się śmiać. Położył dłoń na brzuchu. – Cholera brzuch mnie boli.
Oczy Paolo podążyły w tamtym kierunku, ale przesunęły się trochę dalej w stronę penisa mężczyzny, który jeszcze kilka minut temu robił się twardy pod jego dotykiem. Teraz już całkiem zmiękł i wątpił, aby do jego rozbawionego kochanka wrócił nastrój na dalsze igraszki. Tym bardziej, że cały dzień spędzili w łóżku, wczorajszy również i pomyślał, że mogliby już wstać, wykąpać się, a potem ubrać elegancko, by pójść na kolację do restauracji. Ta w hotelu była bardzo dobra, więc nie musieliby niczego szukać. Później wybraliby się na długi spacer pod gwiazdami zwiedzając Palermo. Jutro wracali do domu po tygodniowej podróży. Spędzili ze sobą idealne dni odpoczywając po pracy.
– Kiedy przestaniesz się śmiać, to powiesz mi co sądzisz o kolacji. Zmuszeni bylibyśmy do wyjścia z łóżka i z pokoju.
Śmiech Domenico natychmiast przeszedł. Ułożył się na boku twarzą do Paolo.
– Wyjść? Sądzisz, że po dwóch dniach w totalnym zamknięciu i spędzeniu ich w łóżku, zamiast na kontynuowaniu zwiedzania i podróży po Sycylii, jesteśmy w stanie się ruszyć?
– Jestem prawie pewien, że tak. – Skradł Domenico całusa, zanim poderwał się z łóżka. Wyciągnął rękę w stronę leżącego mężczyzny, który obserwował jego ciało z głodem w oczach. – Wciąż ci mało? – zapytał DiCarlo.
– Oczom zawsze mało, a jeżeli chodzi o ciało… – Spojrzał na swojego członka. – Mój penis chyba nie byłby w stanie wiele zrobić. Woli odpocząć. Jest przemęczony orgazmami, które mu dałeś. – Ponownie popatrzył na Paolo i chwycił jego dłoń przy pomocy, której było mu łatwiej wstać. Miał ochotę w ogóle się nie podnosić. Od razu jak tylko jego nogi dotknęły podłogi, kochanek porwał go w swoje ramiona.
– Domenico, chcesz powiedzieć, że nie masz już sił, aby ponownie dojść? – Oparł ich czoła o siebie, a dłonie położył na pośladkach Salieriego. Natomiast ręce partnera wykonały idealnie lustrzany ruch.  – To może jeszcze raz ci udowodnię, że zawsze jesteś w stanie dojść, kiedy ja cię do tego doprowadzam. Możesz to robić ciągle i ciągle i ciągle. – Ostatnie słowa powtarzał kilkukrotnie, po każdym cmokając usta Domenico i popychając go w stronę łazienki.
Zanim tam zniknęli Salieri zerknął na telefon i przebiegła mu przez głowę pytająca myśl, o tym jak radzą sobie Fabiano i Ivo. Ale zaraz ona zniknęła, kiedy drzwi łazienki zamknęły się za nimi, a usta Paolo skutecznie zawróciły jego uwagę na właściwą drogę.

*

Fabiano jeszcze raz spojrzał na emotkę, którą przysłał mu brat. Miał wrażenie, że ta bezczelnie się z niego śmieje. Nie miał sił, aby mu cokolwiek na to odpisać, jedynie w myślach zaklął, a nawet to wymagało wysiłku. Gdyby nie jego gość już oddawałby się krainie Morfeusza.
– Niewiele tu masz. Lubisz minimalizm? – zapytał Ivo rozglądając się po salonie, którego jedynymi meblami był jeden stolik, przy którym stała czarna, skórzana kanapa. Nie było żadnych foteli, ani niczego w tym stylu. O dywanie też zapomniano. Naprzeciwko sofy znajdowała się półka, na której stał telewizor w otoczeniu dwóch regałów wypełnionych prawniczymi książkami. Oczywiście nie mógł zapomnieć o fortepianie stojącym przy oknie. Instrument z prawdziwego zdarzenia był czarny, majestatyczny i Ivo odnosił wrażenie, że najważniejszy w mieszkaniu. Niczym honorowy gość, dla którego przeznacza się najlepsze miejsce.
– Powiedz co tu robisz? Do czego jestem ci potrzebny? – Fabiano zacisnął pas białego szlafroka, jakby to mogło sprawić, żeby nie było mu zimno. Do tego głowa coraz mocniej bolała, tak jak i oczy.
– Kiepsko wyglądasz – stwierdził Ivo, skupiając spojrzenie na Fabiano. Mężczyzna jeszcze po kąpieli miał rumieńce, ale teraz wyglądał blado i tak jakby miał upaść. – Dobrze się czujesz?
– Nie spałem od trzech dni. – To nie było tylko to. Przez ostatnie tygodnie całkowicie wyeksploatował swój organizm i teraz za to płacił.
– Balowałeś? – zażartował barista, opierając ręce na biodrach. – W sumie chętnie potańczyłbym.
– Ja nie baluję i nie tańczę. Co tu robisz? – Przeszedł do kuchni, by zrobić sobie kawę z nadzieją, że mu pomoże. Potem wysłucha chłopaka i każe mu się wynosić, albo najlepiej by było jakby od razu wyrzucił go za drzwi.
Kuchnia była osobnym pomieszczeniem, oddzielona od salonu cienką ścianą, w której znajdowało się łukowe przejście. W przeciwieństwie do pokoju dziennego w niej  było bardzo jasno. Cała utrzymana w bieli i granacie. Głównym punktem był marmurowy blat, oczywiście w ulubionym kolorze prawnika. Ivo zaczął się rozglądać, ale nie zdążył przyjrzeć się bliżej pomieszczeniu, bo Fabiano zachwiał się i upadłby gdyby go nie przytrzymał. W innych okolicznościach szalałby ze szczęścia, że go w końcu dotyka, ale teraz po prostu zaczął się martwić.
– Człowieku, co z tobą?
Fabiano zły za okazanie słabości, próbował odepchnąć chłopaka, ale ten nie pozwolił mu na to trzymając go mocno. Nie wyglądał na tak silnego, albo po prostu to on jest zbyt słaby. Na tyle, że bez protestów pozwolił zaprowadzić się do sypialni. Jej odnalezienie nie było trudne dla Morettiego, bo to był jedyny pokój w mieszkaniu, w którym stało olbrzymie łóżko. Poza sypialnią znajdował się jeszcze gabinet po brzegi wypełniony kolejnymi prawniczymi tomami oraz łazienka urządzona bardzo nowocześnie.
– Kładź się i wyśpij. – Ivo zdjął koc z pościeli, uśmiechając się w duchu na wybór koloru przez mężczyznę. Potem odsunął kołdrę i niemalże wepchnął na wpół śpiącego Fabiano do łóżka. Przykrył go i zrobił tak jak robiła zawsze jego mama. Przyłożył dłoń do jego czoła. – Cholera, masz gorączkę. To pewnie przez to, że jesteś zmęczony. Powinieneś częściej o sobie pomyśleć lub mieć kogoś, kto będzie to robił za ciebie – mówił bardziej do siebie, bo w chwili kiedy głowa prawnika dotknęła poduszki mężczyzna zasnął.
Chłopak ukucnął przy łóżku i wpatrzył się w twarz śpiącego na boku Salieriego. Wyciągnął dłoń, by z troską odgarnąć opadające mu na twarz włosy, które jak pamiętał prawnik zawsze zaczesywał na prawy bok. Nie oparł się przesunięcia palcem po jego policzku, na którym wykłuwał się zarost.
– Tęskniłem za tobą. Nic nas nie łączyło, a ja jak głupi tęskniłem – szepnął, po czym odetchnął ciężko i wstał.
Udał się do kuchni, postanawiając zachowywać się jakby był u siebie w domu. Tam odnalazł butelkę niegazowanej wody oraz zrobił dla siebie herbatę w filiżance, bo nie znalazł żadnego kubka czy szklanki. Musiał zadowolić się czarną, bo zielonej nie było. Wrócił do sypialni, w której również królowały kolory granatu i postawił wodę na nocnym stoliku, a z filiżanką herbaty w dłoni, usiadł w wygodnym fotelu stojącym w pobliżu łóżka. Za nim znajdowała się szafa zajmująca niemalże całą ścianę. Jedno jej skrzydło było otwarte, ukazując wiszące garnitury.
Upił łyk herbaty popatrując na Fabiano, do którego wyrywało się jego serce i bolało na świadomość, że ten mężczyzna nigdy go nie pokocha. Przeniósł wzrok ze śpiącego na okno, za którym jeszcze trwał dzień, ale i on niedługo zacznie ustępować miejsca nocy, pokazując mijający czas. Coś, co wyznaczało kolejne miesiące jego samotności.

13 stycznia 2019

Ucieczka do Limare - Rozdział 14

Dziękuję za komentarze. :)



Domenico denerwował się. Od kilku godzin czekał w Amare na powrót Paolo. Mieli z Fabiano pojechać tylko do sądu i złożyć wnioski z prośbą o przyznanie prawa do opieki nad Gianną. Bistro zostało już zamknięte, pracownicy poszli do domu poza Giovanną, która towarzyszyła mu siedząc z nim przy stoliku w kuchni.
– Powinni już wrócić lub mogliby zadzwonić.
– Uspokój się. Pewnie nie mają czasu – powiedziała kobieta. – Wiesz jak sądy opieszale działają.
– Po prostu się martwię. Co jeżeli sędzia, czy kto się tam tym będzie zajmował, nie weźmie pod uwagę prośby ojca i oddadzą dziewczynkę do rodziny zastępczej, która będzie ją gnębić. Tak, wiem mam czarne myśli. Paolo się załamie. Wczoraj był taki szczęśliwy. Zapomniał o kłopotach i rozluźnił się. Lubię jak się uśmiecha. – Przekręcił w dłoniach prawie pusty kubek po herbacie. – Wieczorem spadła na niego ta burza w postaci Nino i jego wyznania. Bardzo to przeżył, chociaż tego nie okazywał. Dzisiaj poradził sobie świetnie na zebraniu, ale już się nie uśmiechał. Widziałaś jaki spięty wychodził.
Słuchała tej krótkiej przemowy i po chwili uśmiechnęła się, kiedy wpadła na pomysł jak ten zamartwiający się mężczyzna mógłby pomóc jej kuzynowi.
– Rozluźnij go. – Posłała Domenico jednoznaczne spojrzenie.
– Co masz na myśli? – zapytał, ale zaraz dodał: – O. No tak.
– Powiem otwarcie to, co mi przyszło do głowy, bo nie jestem niewinną dziewczynką. Seks, mój drogi jest dobry na wszystko. Paolo nie miał seksu od dawna. Wiem to, bo znam go bardzo dobrze. Jeżeli chodzi o was, to mam wrażenie, że jakoś nie możecie się z tym zgrać. Niby macie pokoje obok siebie, ale nie potraficie tego wykorzystać. I nie wstydź się. Seks to normalna sprawa. Sama go od wieków nie miałam, ale mniejsza z tym. – Pochyliła się bardziej w jego stronę opierając przedramiona na blacie. – Jeżeli chcesz, aby znów zapomniał o koszmarach w swoim życiu i nabrał sił na to co go czeka, to działaj. Jesteś chyba facetem, co nie? Zorganizuj coś. Zrób coś, abyście byli sami i do roboty. O ile tego chcesz, oczywiście, bo do niczego nie zmuszam. – Wstała i poszła umyć swój kubek. – No i pamiętaj, że co złego to nie ja. Tak na wszelki wypadek. Ale ręczę, że mu się to spodoba. – Odstawiła naczynie na suszarkę i wytarła ręce w ścierkę. – Dobra, muszę lecieć, bo mama chce mnie jeszcze wyciągnąć na zakupy. Słowo daję, nie znoszę zakupów z nią. Marudzi na wszystko. To złe, tamto niedobre, a kupuje wszystkiego całe tony. – Zabrała swoją torebkę i będąc już przy wyjściu obejrzała się na Salieriego mówiąc: – Pamiętaj, seks dobry na wszystko – przypomniała i wyszła, a jej śmiech jeszcze długi rozbrzmiewał w uszach mężczyzny.
– Seks? – zapytał sam siebie i już na samo to słowo jego ciało zareagowało, a penis ożywił się. – Czemu nie. Obaj tego chcemy. – Wraz z tymi słowami w jego głowie ukazał się pomysł, do którego realizacji niezwłocznie przystąpił.

*

Paolo na nic nie miał nastroju. Niepotrzebnie narobił sobie nadziei na to, że wróci do domu z córką. Nie słuchał prawnika i w chwili kiedy okazało się, że tak nie będzie, załamał się. Gianna po aresztowaniu matki i ojczyma trafiła do domu dziecka. Pojechali tam z Fabiano, ale nie mógł się z nią dzisiaj zobaczyć. Długo prosili dyrektorkę o chwilę rozmowy z dwunastolatką, ale stanowisko kobiety było jasne. Bez zezwolenia sądu nie mógł nawet na moment ujrzeć córki. Fabiano tłumaczył mu jak to jest, ale ojcowski instynkt kazał mu postępować dalej, a nie jedynie czekać. W końcu mógł coś zrobić.
– Najważniejsze, że działamy – dodał prawnik, kiedy wrócili do domu.
Słońce zbliżało się ku zachodowi, kiedy DiCarlo otrzymał kolejną wiadomość od Domenico. Nie miał czasu by przeczytać te wcześniejsze i zrobił to teraz, ale najbardziej zaintrygowała go ta ostatnia.
Weź prysznic i załóż coś eleganckiego, a zarazem swobodnego. Potem przyjedź na plażę. Na tę w pobliżu jaskini. Chodzi mi o ten zawsze opuszczony kawałek, skryty pomiędzy skałami.
Wykonał polecenie, chociaż nie miał na nic ochoty. Psychicznie czuł się źle, ale nie chciał odmawiać Domenico, który na niego czekał.
Pół godziny później zostawił skuter na niewielkim parkingu przy plaży. Obok stał samochód Salieriego. To Paolo zaciekawiało coraz bardziej.
– Coś ty wymyślił? – zapytał ot tak, bo wokół nie było nikogo, kto by mu odpowiedział. Tym bardziej tego do kogo to pytanie zostało skierowane.
Przeszedł wzdłuż plaży w towarzystwie zachodzącego słońca. Miał na sobie białą koszulę wsadzoną w czarne, proste spodnie z cienkiego materiału, które opinały mu nogi. Jego włosami bawił się wiatr pędzący od morza, tak samo robił z niebieskim obrusem przykrywającym niewielki, okrągły stolik. Kiedy kucharz tylko to wypatrzył usta automatycznie ułożyły się w pełnym uśmiechu.
– To ja miałem przyszykować dla ciebie kolację – zwrócił się do czekającego na niego Domenico. Partner ubrany był jak zwykle na biało, tylko tym razem zarówno koszulka polo jak i spodnie idealnie przylegały do jego ciała. Każda krzywizna, mięsień były doskonale widoczne i Salieri zdawał sobie z tego sprawę. Zrobił to specjalnie, pomyślał DiCarlo, drań. Mój drań.
– Jeszcze się odwdzięczysz – odpowiedział Domenico, kiedy kochanek zbliżył się do  niego. Skubnął lekko jego usta swoimi. – Mam na dzisiaj niecne plany.
– Niecne, mówisz? Chętnie się im poddam. Jakiekolwiek by nie były. – Kiedy chciał ponownie posmakować warg Domenico, mężczyzna cofnął się.
– To później. Na razie zapraszam na kolację.
Wzrok Paolo tym razem nie wylądował na bardzo seksownym partnerze, ale na porcelanie znajdującej się na stoliku. Obok talerzy stały dwa puste kieliszki, natomiast w pojemniku z lodem schładzała się butelka wina. Nie zabrakło także półmiska, z którego podniósł pokrywkę. Danie parowało oznaczając to, że jeszcze było ciepłe.
– Tagliatelle z warzywami. Uwielbiam. Już czuję, że jestem głodny. – Posłał Domenico takie spojrzenie, że mężczyzna natychmiast zrozumiał, że chodzi nie tylko o jedzenie.
– Usiądź – poprosił Salieri zanim zrezygnowałby z kolacji i przeszedł do późnego deseru. Wziął do ręki butelkę wina by ją otworzyć.
– I wino, które lubię. Chcesz mnie uwieść?
– Masz coś przeciwko? – flirtował Domenico.
– Absolutnie nie. Wręcz jestem bardzo na tak, panie Salieri.
– Cieszę się, panie DiCarlo. – Nalał do kieliszków czerwonego trunku, a potem odłożywszy butelkę nałożył na talerze ich posiłek. – Sam to przygotowałem i mam nadzieję, że będzie ci smakować. – Zajął swoje miejsce czując się trochę skrępowany pod uważnym spojrzeniem mężczyzny.
– Domenico, jesteś niesamowity. – Paolo wziął do ręki widelec i skosztował makaronu. Przymknął powieki delektując się smakiem jaki podrażnił jego kubki smakowe. – Naprawdę umiesz gotować.
– Nie wierzyłeś?
– Wierzyłem, ale teraz mam na to dowód w postaci czegoś tak dobrego. Niby proste danie, a jednak wydobyłeś z niego coś magicznego. – Paolo nie potrafił oderwać spojrzenia od Domenico. Nie tylko mężczyzna wyglądał fantastycznie. Po prostu stał się dla niego kimś niezwykłym w chwili, kiedy pomarańczowe światło od znikającej w wodzie tafli słońca, oblewało całą jego postać nadając mu czegoś zjawiskowego.
– Cieszę się, że ci smakuje. – Także wziął widelec i zanim zaczął jeść zapytał: – Co mi się tak przyglądasz?
– Kocham cię. Kocham i dziękuję – odpowiedział kucharz wyciągając swoją dłoń.
– Za co mi dziękujesz? – Domenico splótł palce z tymi, które na niego czekały.
– Za to, że robisz to nie tylko dlatego, że chcesz. – Paolo przysunął dłoń kochanka do ust i pocałował ją. – Dziękuję ci za to, że próbujesz zrobić wszystko, abym nie myślał o tym co się dzieje. Dajesz mi oddech, a dla mnie jest to bardzo cenne.
– Należy ci się to. Nie mogę patrzeć kiedy się zamartwiasz. Nie mogę zrobić wiele, ale niech ta noc tego dokona.
– Noc? – DiCarlo uniósł brwi wymownie.
– Mamy dla siebie dzisiaj dużo czasu. Pisałem do Fabiano, że nie będzie nas i nikt nam nie przeszkodzi, ale na razie jedz. – Uwolnił swoją dłoń i sam postarał się skupić na jedzeniu, bo myślami już był zupełnie gdzie indziej.
– Jesteś niesamowity – Paolo powtórzył komplement zabierając się za posiłek.
Słońce już zaszło, więc mieli do dyspozycji jedynie blask księżyca, który tej nocy był w pełni. Morze przyjemnie szumiało będąc dla nich niczym muzyka. Jedli nieśpiesznie, rozmawiali racząc się winem. Domenico z radością patrzył na to, że jego chłopak rozluźnił się i zachowywał swobodnie. Ich konwersacja była pełna podtekstów seksualnych, które sprawiły, że po jego kręgosłupie pełzały dreszcze przyjemności.
Po zakończeniu posiłku i opróżnieniu butelki wina, podszedł do Paolo i wziął go za rękę.
– Teraz ty mnie gdzieś poprowadzisz – stwierdził kucharz.
– Boisz się? – zapytał.
– Jestem zaintrygowany – odpowiedział Paolo. Dostrzegł, że zbliżają się do kamieni przy których królował wodospad. – Coraz bardziej zaintrygowany.
– To dobrze.
Domenico ostrożnie poprowadził mężczyznę do jaskini. Przechodząc pod wodospadem nie uniknęli zmoczenia, ale DiCarlo nawet tego nie zauważył. Z całych sił próbował utrzymać swoją szczękę na miejscu, kiedy ujrzał odbierający oddech widok. Serce zaczęło mu galopować w piersi, a w brzuchu ponownie zagnieździła się chmara motyli, które zaczęły trzepotać skrzydełkami. Nie mógł uwierzyć w to, co ukazało się jego oczom. Cała jaskinia płonęła w ogniu, a raczej w świetle świec. Znajdowały się wszędzie wokół na skalnej podłodze i na niektórych skałach które wystawały ze ścian. Natomiast w samym centrum tego mieściło się łóżko. Nie byle jakie, bo na znanej mu płaskiej skale leżała czerwona pościel, wokół porozrzucane były poduszki, a na jednej z nich dostrzegł opakowanie prezerwatyw oraz żel intymny.
– Zaniemówiłeś, to dobrze. Pod prześcieradłem na tym prowizorycznym łóżku jest kołdra, więc nie będzie tak twardo jak ci się może wydawać. Możesz być też spokojny o dym. Ma gdzie uciekać, a ty możesz skupić się na zadaniu. – Stanął przed Paolo i  wyszarpnął mu ze spodni koszulę. Zaczął ją rozpinać.
– Na zadaniu? – Pozwolił się rozbierać mężczyźnie, który ani trochę nie był w tym nieśmiały.
– Mhm. Na kochaniu się ze mną. – Odsunął skrawek koszuli i pocałował odsłonięty obojczyk.
– Kochanie się, to zadanie mogę wykonać. Podoba mi się – wyszeptał Paolo porzucając całą swą bierność. Porwał w objęcia Domenico, by pocałować go żarliwie. Czekał na to. Chciał tego, a wciąż im przeszkadzano, byli zmęczeni lub sami obawiali się wejść do sypialni tego drugiego. Tym razem nie zamierzał pozwolić na nic innego, co nie dotyczyło by ich spoconych ciał połączonych w namiętnym tańcu rozkoszy.
Poprowadził Domenico w stronę skalnego łoża, ledwie tylko na chwilę odsuwając się od mężczyzny, by mogli się na nie wspiąć. Natychmiast okrył sobą ciało partnera, który zamruczał aprobująco.
– Chcę ciebie – szepnął DiCarlo ustami smakując skórę na szyi Salieriego.
Domenico odpowiedział tym samym, próbując do końca zdjąć swojemu chłopakowi koszulę. Paolo pomógł mu w tym i chwilę później pozbyli się jego koszulki. Ich nagie torsy zetknęły się ze sobą, tak jak ich usta. Niecierpliwe ręce także nie pozostały spokojne krążąc po ciele kochanka.
Spodnie Salieriego zostały odpięte niedługo później, a on już chciał być nagi pod tym mężczyzną. Odepchnął go przerzucając na plecy i zawisł nad  zaskoczonym partnerem.
– Jestem pasywem – wyznał – ale to nie znaczy, że biernym. – Zaśmiał się kiedy Paolo wciągnął głośno powietrze przez nos.
– Jesteś idealny – zawarczał leżący na plecach mężczyzna. Chciał sięgnął po pocałunek, bo zawsze było mu mało ust Domenico, ale partner pchnął go, by położył się z powrotem. Tak też zrobił pozwalając mu na chwilę dominacji.
Salieri pochylił się i pocałował pokrytą włosami pierś kochanka kierując się w dół. Potarł nosem jego brzuch, a językiem przejechał ścieżkę włosów znikającą pod spodniami. Odpiął klamrę od paska, a potem pociągnął jego koniec zdejmując go. Odrzucił go na bok, by zając się guzikiem oraz zamkiem. Rozchylił nosem poły rozporka i  potarł nim ukrytego pod bielizną penisa. Biodra Paolo natychmiast szarpnęły się, a jego oddech stał się ciężki.
– Zdejmij je! – krzyknął kiedy tym razem usta Domenico nacisnęły na jego twardy członek. Miał wrażenie, że dygocze z potrzeby.
– Jak dawno z nikim nie byłeś?
– Na tyle dawno, że tego nie pamiętam – warknął w odpowiedzi Paolo i tym razem uniósł się, by podciągnąć Domenico w górę. Wpił się zachłannie w jego usta, obejmując kochanka i wkrótce znalazł się na nim wciskając krocze w jego udo, pocierając się.
Domenico chciał, aby Paolo użył go dla własnej przyjemności. Pragnął dać mu całego siebie. Swoje ciało dla rozkoszy i siebie do kochania. Oddawał każdy pocałunek, każdy dotyk delikatny czy brutalniejszy i chciał więcej.
– Paolo. – Wygiął się, kiedy jego sutki maltretował wprawny, zwinny język. Ich wrażliwość nieraz go zaskakiwała i czasami miał wrażenie, że mógłby dojść tylko od ich podgryzania, podszczypywania i lizania. Nigdy się przed tym nikomu  nie zdradził, ale z Paolo to było co innego. Mógłby mu wszystko powiedzieć i otworzyć się na każde nowe doznanie.
Paolo już to kochał. Kochał grę wstępną, która prowadziła do kochania się z tym mężczyzną. Kochał go pieścić i uczyć się jak sprawić Domenico najwięcej przyjemności i chętnie interesował się jego wrażliwymi sutkami. Nie przestawał trącać ich, kiedy jedną ręką zsuwał dolne części odzieży partnera odsłaniając jego nagość. Chciał ucztować na tym ciele, pieścić go, doprowadzać do szaleństwa i ekstazy.
– Teraz twoja kolej. Rozbieraj się i chodź do mnie – rozkazał Domenico rozsuwając szeroko nogi i chwytając w garść swoją męskość. Przesunął dłonią po penisie zahaczając kciukiem o mokrą główkę. Jęknął wbijając tył głowy w poduszkę.
Po chwili wydał z siebie krzyk, kiedy jego członek znalazł się w gorących, mokrych ustach, które nie zapomniały co zrobić, aby sprawić mężczyźnie przyjemność. Domenico wczepił palce we włosy pieszczącego go kochanka, a jedną nogę położył na jego plecach.
– To jest zbyt dobre – wyznał napinając mięśnie brzucha. Pchnął biodrami w górę wsuwając penisa głębiej, chcąc dostać jeszcze więcej niesamowitej rozkoszy, a Paolo rozluźnił gardło pozwalając mu na to.
Dotknął nosem włosów łonowych Domenico ignorując łzy, które pojawiły się w jego oczach z powodu intruza wsuwającego mu się do gardła. Ale nie zapomniał o tym co ma robić i dał sobie z tym radę. Sięgnął pod siebie, by uścisnąć podstawę członka i nie dojść od samego patrzenia na to jak kochanek wije się w pościeli pieprząc jego usta. Czasami wysuwał się do końca, wtedy Paolo okrążał jego główkę językiem.
– Jeżeli nie przestaniesz to dojdę. Jasna cholera! – krzyknął kiedy tuż przed orgazmem przyjemność skończyła się. Jeszcze kilka razy szarpnął biodrami i czuł, że wystarczyłby tylko dotyk choćby palca, a doszedłby.
Paolo zawisł nad nim z bezczelnym uśmiechem.
– Dojdziesz kiedy ci na to pozwolę i prawdopodobnie nie jedyny raz tej nocy – obiecał całując rozchylone wargi i wsuwając pomiędzy nie język.
Domenico wciąż pozostając na skraju orgazmu nawet nie śmiał się o niego otrzeć, ale za to pocałował go bardzo mocno przytrzymując jego głowę i odbierając im obu oddech.
Nie mieli pojęcia jak długo się całowali. Czas stał się dla nich czymś nieznanym, niepotrzebnym. Do chwili kiedy Paolo znów nie znalazł się na plecach, a Domenico nie zajął się rozebraniem go do końca, zapomnieli nawet o tym, że znajdują się w jaskini która stawała się świadkiem ich pierwszego zbliżenia.
– Wyglądasz nieziemsko – pochwalił Domenico ucztując wzrokiem na ciele kochanka, a potem postanowił zapoznać się z nim przez dotyk, którego mu nie oszczędzał.
Całował jego łydki oraz uda. Smakował je językiem, zapamiętywał każdą reakcję swojego chłopaka, który żywo reagował na najdrobniejszą pieszczotę. Paolo DiCarlo był ich głodny i zamierzał go nakarmić. Dotarłszy do pachwiny wziął w dłoń jego mosznę i  delikatnie pomasował. Nosem trącił jego penisa i uśmiechnął się na to jak mężczyzna reagował. Miał zamiar go posmakować, ale drżący głos powstrzymał go przed tym.
– Chodź do mnie. Odwróć się tyłkiem i usiądź mi na klacie.
Doskonale zrozumiał o co chodzi Paolo i tak też zrobił. Kiedy poczuł duże, szorstkie ręce na swoich pośladkach wypiął je bardziej ku kochankowi.
– Lubisz to, lubisz jak się ciebie tutaj dotyka.
– Nie tylko w ten sposób – powiedział Domenico. – Jestem przygotowany dla ciebie na wszystko, co tylko zechcesz ze mną lub mi zrobić.
Wyprostował się i spojrzał przez ramię na Paolo, który patrząc mu w oczy uniósł głowę i rozsunął jego pośladki. Trącił koniuszkiem języka jego odbyt wyrywając jęknięcie z ust Domenico.
– Na to też? – zapytał z premedytacją kucharz, ponownie liżąc dziurkę ukochanego.
– Tak. Tak. O, tak! – jęknął Domenico poruszając biodrami, chcąc pieprzyć się na tym cudownie utalentowanym języku. – Tak – westchnął kiedy pieszczota stała się intensywniejsza. Nie chciał jednak zostawić Paolo i pochylił się. Podpierając się na rękach wziął w usta jego cieknącego penisa. Tak jak się tego spodziewał biodra mężczyzny uniosły się w prośbie o więcej.
Trudno było mu się jednak skupić na dawaniu przyjemności, kiedy jemu dostarczano jej tak dużo, że miał ochotę tylko krzyczeć. Uwielbiał być tam lizany. Jego dziurka tak jak sutki była wyjątkowo wrażliwa i miał nadzieję, że Paolo nie będzie się przed tym bronić. Wyglądało na to, że nie, bo to, co mężczyzna wyczyniał z jego ciałem sprawiało, że widział przed oczami gwiazdy. Kiedy do języka dołączyły nawilżone palce, najpierw jeden, a potem kolejne, mógł już tylko pojękiwać poruszając się na nich i przytulając policzek do brzucha kochanka.
Paolo powoli kontynuował rozciąganie Domenico upajając się widokiem palców wsuwających się do ciepłego wnętrza kochanka. Kochał ten widok, kiedy mężczyzna otwierał się na nie i robił wszystko by sobie dogodzić. Jego członek nie mógł się już doczekać, kiedy znajdzie się w środku. Natomiast penis Domenico ocierał się o jego tors. Twardy i gotowy do wystrzału. Zgiął place delikatnie pocierając prostatę kochanka, a temu wyrwało się:
– O, ja pierdolę! – Głos Domenico odbił się echem od ścian jaskini.
Otumaniony rozkoszą na ślepo zaczął szukać prezerwatywy, więc Paolo podał mu jedną. Salieri rozerwał saszetkę, co nie było łatwe, bo cały dygotał i płonął z potrzeby. Dłużej nie mógł już tego znieść. Nałożył kondom na penisa, którego miał przed twarzą i rozsmarował na nim żel.
– Wyjmij palce – poprosił drżącym, ochrypłym głosem. – I leż – dodał obawiając się, że kochanek przerzuci go na plecy, a tego nie chciał. Pragnął wziąć go w siebie i ujeżdżać tak jak uwielbiał.
Poczuł się pusty, kiedy palce opuściły jego wnętrze. Odwrócił się i będąc twarzą w twarz z Paolo, napotkał jego rozpalone spojrzenie. Nie odrywając od niego wzroku chwycił jego penisa i zaczął go wsuwać w siebie. Jego oddech przyśpieszył, kiedy usiadł na nim będąc cudownie wypełnionym. Biodra kochanka szarpnęły się w górę wywołując jego kolejny krzyk, kiedy penis idealnie otarł się o jego prostatę. W oczach mu pociemniało i prawie doszedł.
Paolo chciał, aby Domenico krzyczał dla niego. Byli tu sami i mogli sobie na wszystko pozwolić. Chwycił dłońmi te fantastycznie ekspresyjne, wąskie biodra pomagając mu się poruszać. Mężczyzna brał go w siebie i czerpał z tego radość, która widoczna była na jego  obliczu.
– Dogadzaj sobie. Tak, Domenico. Tak. – Jemu też było niesamowicie dobrze, chociaż już chciał umieścić go pod sobą. – Kocham cię, Domenico.
Salieri uniósł powieki, które nie miał pojęcia kiedy zamknął. Nie przestawał się poruszać. Jego ciało niemalże tańczyło dając doskonałe przedstawienie dla oczu kucharza. Opierając dłonie o klatkę piersiową DiCarlo, kręcił biodrami, unosił się, opadał i przez cały ten czas, ani na chwilę nie oderwał spojrzenia od mężczyzny, którego penisa miał w sobie.
– Jestem blisko – jęknął czując, że już dłużej nie powstrzyma się przed orgazmem. To było dla niego za wiele, a podniecenie towarzyszyło mu od chwili kiedy wszystko przygotowywał do tej nocy.
– To dojdź dla mnie – rzekł DiCarlo wbijając palce w jego pośladki.
Domenico słysząc to zaczął poruszać się tak jak tego chciał. Penis dający mu tak dużo przyjemności zaczął dawać jej jeszcze więcej, kiedy idealnie pocierał słodki punkt w nim. Po chwili doszedł z o wiele mocniejszym krzykiem niż te, które wydawał wcześniej.
Paolo patrzył na to sam będąc blisko szczytowania. Widok takiego Domenico doprowadziłby każdego do natychmiastowego orgazmu i ledwo się przed tym powstrzymał. Chciał dojść przyciskając jego ciało do skołtunionej pościeli. Przytrzymał kochanka i przekręcił go na ostrożnie na plecy. Wysunął się przy tym z niego, ale szybko to naprawił i w jednym, gładkim ruchu ponownie znalazł się we wnętrzu ukochanego.
– Dasz radę? – zapytał w troską, a Domenico zawinął wokół niego nogi pozwalając mu na głębokie i mocne pchnięcia. Ich usta ponownie się połączyły, a on pędził ku orgazmowi.
Kochanek jeszcze cicho pojękiwał pod nim, kiedy tym razem to Paolo krzyknął jego imię poddając się obezwładniającemu orgazmowi, a potem wymęczony opadł na jego ciało.
– Kocham cię – wyznał Domenico jakiś czas później, kiedy przykryli się kołdrą, bo w jaskini było dość chłodno, co odczuli kiedy ustąpiła gorączka pożądania. Leżeli na boku, zwróceni ku sobie twarzą, przytulając się.
– Ja ciebie też. – Ucałował policzek mężczyzny ciesząc się z ich bycia razem. – Dziękuję ci za tę noc. – Przesunął stopą po jego łydce.
– To ja dziękuję tobie, Paolo. Głównie za to, że przyjąłeś mnie do swojego serca. Chcę być z tobą i tylko z tobą. – Popatrzył mu w oczy drapiąc go po plecach.
– Nawzajem. Tylko z tobą jestem w stanie wszystko przetrwać. Dzisiaj było naprawdę ciężko. Za dużo sobie wyobraziłem i zawiodłem się.
– Wiem. Zanim przyjechałeś rozmawiałem z Fabiano przez telefon. Powiedział mi o wszystkim.
– Jutro dowiem się co z Gianną. Nie chcę, aby długo przebywała w domu dziecka, bo boję się jak to na nią wpłynie.
– Nie będzie tam długo. – Ucałował policzek Paolo. – Tamci zobaczą jak wspaniałego ma ojca, który na nią czeka. Który zawsze o nią walczył.
– Był za głupi by ją odzyskać – dodał smutno DiCarlo.
– Nieprawda. Po prostu nie miał możliwości, by wygrać z byłą kochanką i jej mężem. Ale nigdy nie zrezygnowałeś i za to też cię kocham. Sędzia ci ją odda.
– Sędzina – wtrącił kucharz. – Tamten sędzia był skorumpowany. Dzisiaj naprawdę dużo się wydarzyło. O wielu rzeczach nie wiemy. Ale najważniejsze, że kobieta która zajmuje się sprawą mojej córki może być mi przychylna. Tak sądzę. Fabiano ją sprawdził. Dowiedział się, że ona bardzo walczy o prawa osób LGBT. Owszem musi się trzymać procedur i przez to wszystko może to trochę potrwać, ale istnieje szansa, że za kilka dni…
– Za kilka dni Gianna będzie z nami – dokończył Salieri i pocałował czule partnera. Po chwili czułość i delikatność pocałunki przerodziły się w coś namiętnego i tej nocy dali sobie kolejne obiecane przez Paolo orgazmy, a po wszystkim zasypiali we wtórze szumu wodospadu.

*

Rano zbudzili się o wchodzie słońca. Wyszli na zewnątrz by obserwować wielką, czerwoną gwiazdę wypływającą z wody na powierzchnię, a potem jak unosi się budząc Limare do rozpoczęcia nowego dnia. Jeszcze długo stali przytuleni do siebie zanim zabrali się za sprzątanie. Do rana wszystkie świece się wypaliły, ale wzięli to co zostało, by nie zostawiać bałaganu. Wraz z pościelą, składanym stolikiem i krzesłami zapakowali wszystko do samochodu Domenico.
Obaj czuli się niezwykle odprężeni. Ta noc była im bardzo potrzebna. Nie tylko jeżeli chodziło o seks, ale o to, że mogli pobyć tylko ze sobą, porozmawiać i zasnąć w swoich ramionach. Te ostatnie kilka godzin bardzo ich do siebie zbliżyło. Nie tylko cieleśnie. Uczucia pogłębiły się, umocniły, a to sprawiło, że byli gotowi na wszystko.
Każdy wrócił swoim pojazdem. Parkując przed domem na wzgórzu od razu zauważyli jak z budynku wychodzi Fabiano. Dzisiaj miał na sobie dresy i zwyczajną koszulkę. Wyglądał jakby niedawno wstał. Mężczyzna podszedł do nich i powiedział, że spotkanie w sprawie Gianny ma odbyć się dzisiaj o jedenastej.
– Dopóki jej nie przywiozę do domu i nie przyznają mi pełni praw będę się bał tego co dalej – wyznał DiCarlo kiedy zostali sami.
Domenico splótł ich palce i powiedział:
– Ona tu wróci, a wtedy zorganizujemy na jej cześć przyjęcie. Nic hucznego z powodu twojej żałoby, ale spotkanie przyjaciół przy grillu.
Dzięki tym słowom Paolo uśmiechnął się, pozwalając sobie na to by poczuć kolejną nadzieję. Nie mógł jednak do końca pozbyć się wątpliwości. Na szczęście u boku Domenico da sobie rade choćby z czekaniem na powrót córki. W pokoju leżał jej ulubiony miś, którego podarował Giannie na ostatnie urodziny. Tęsknił za nią, tak samo jak on.