5 marca 2013

Jeden krok do miłości - rozdział 11

 Bardzo dziękuję za komentarze i zapraszam na rozdział. Zastanawiałam się czy dać Wam prezent w postaci dodatkowego rozdziału 8 marca i nie będę taka okrutna. :DD Także 12 rozdział 8 marca i ostatni rozdział 12 marca. A potem będzie jakieś dwa tygodnie przerwy i wracam z nowym opowiadaniem Połączeni. :DD

W piątek zapraszam też na blog: http://fantazjemmluany.blogspot.com/
  

– Zrób sobie coś do picia, ja się muszę ubrać – powiedział Cody do kuzynki. Skrzywił się, wczoraj za dużo wypił i bolała go głowa.

– Piłam, jadłam w domu i chcę pogadać. Wiesz, o czym.

Zatrzymał się w drzwiach sypialni, zgrzytając zębami. Nie mógł nic przed nią ukryć, ponieważ ona i tak dużo wiedziała, a do tego przedwczoraj sam jej opowiedział, co się z nim dzieje.

– Agnes, i tak już wszystko wiesz, więc nie ma potrzeby robić wywiadu.

– Spotykasz się z nim? Jesteście razem? – To jedno chciała wiedzieć. Założyła ręce pod obfitym biustem i czekała na odpowiedź. Nie odpuści mu.

– Sam nie wiem. – Zniknął w sypialni, ponieważ musiał pozbyć się szlafroka i założyć na siebie normalne ubranie. Nie zamknął drzwi do pokoju, więc mówił dalej, podnosząc ton głosu, a przy okazji ze sterty rzeczy wyciągał różne koszulki. – Niby wygląda na to, że jesteśmy razem, ale w jednej chwili jest tak, a za trochę trudno to określić. Można powiedzieć, że jesteśmy razem, ale nie do końca.

– Nie można być z kimś „nie do końca”. Zostawmy ten temat. Czy nie spieszysz się zbytnio ze swoimi nadziejami, planami? Co, jak jesteś jego eksperymentem? – Znała go, wiedział, że zacznie zaraz planować całe życie.

– Umiesz człowieka ściągnąć z chmur na ziemię. – Cody pojawił się ponownie w pokoju już ubrany. – On chce nadal publiczne ciągnąć, że jest hetero. – Ubrał adidasy i pochylił się, aby je zawiązać.

– Na dłuższą metę nie da się tak. Po co się w to pakujesz?

– Zakochałem się i może to jedyna szansa na bycie z nim blisko. Wczoraj mizialiśmy się w biurze – dodał.

– A dzień wcześniej płakałeś, że cię odtrącił. Co się w tym czasie zmieniło? – Zaciekawiła się. Poprawiła spadający jej z ramienia pasek od torebki.

– Tamtego dnia, wieczorem, przyszedł do mnie i powiedział coś... W każdym razie przeprosił mnie i kochaliśmy się. – Wyszczerzył się radośnie.

– Muszę usiąść, takich rewelacji się nie spodziewałam. – Obeszła kanapę i klapnęła na siedzenie.

– Tylko mi nie mdlej. – Zdjął z wieszaka wiatrówkę i założył na siebie.

– Chcesz powiedzieć, że zaciągnąłeś go do łóżka? – Teraz była pod wrażeniem. Jej kuzyn niechcący naprawdę uwiódł Harnera.

– Nieważne, kto kogo. Dziś spędzamy dzień razem i ty mnie zawieziesz do jego rezydencji.

Podniosła brwi w geście zdziwienia, ale już nic nie powiedziała. Cody był zakochany, a miłości trzeba pomóc.





~*~*~







Nie mógł go pocałować przy rodzeństwie Jamesa, więc tylko posłał mu radosny uśmiech na przywitanie. W czasie drogi do Harnera miał ochotę stchórzyć i nie przyjeżdżać tutaj. Bo co tu będzie robił? Dlaczego ma zawracać głowę mężczyźnie, który chce czas spędzić z tymi dzieciakami? Lecz kiedy go zobaczył, wiedział, że nieprzyjechanie tutaj byłoby błędem. Poza tym Sarah od razu rozwiała wszelkie wątpliwości. Dziewczynka skakała z radości, widząc go. Natomiast Vicky była bardzo powściągliwa, ale pomimo jej spokoju czuł na sobie akceptujący wzrok dziewczynki. Alex już namawiał go na porcję koszykówki, ale na inny termin, w międzyczasie unikając wzroku brata. Cody zastanawiał się, o co chodzi, ale nie pytał o rodzinne sprawy. Najbardziej to chciał znaleźć się sam z Jamesem, ale nie miał nic przeciw temu, co działo się wokół.

– A wczoraj pani powiedziała, że powinnam w przyszłości uczyć się rysunku. Dlatego muszę poprosić brata, aby zapisał mnie do fajnej szkoły, która tego uczy – paplała Sarah.

– Nasz gość dopiero przyszedł, Sarah. Daj mu chwilę oddechu – poprosił James. Chciał spędzić z nimi czas i z Cody'm, więc takie rozwiązanie wydało mu się najlepsze, ale właśnie zaczynał tego żałować. Sarah już zawładnęła Adisonem, a on musiał trzymać się na uboczu. – Zaproś Cody'ego do pokoju, bo wstyd trzymać gościa w holu.

– Cody, zapraszam do salonu – powiedziała oficjalnie. – Mam tam dom dla lalek – szepnęła.

– Cody nie będzie się z tobą bawił. Mógłby się pobawić ze mną. – Ostatnie zdanie tylko pomyślał, ale już czuł się winny, że miałby ochotę zaciągnąć go na górę i zdeprawować bez reszty. Nie winny dlatego, że zabrałby go dzieciakom, ale po prostu nie powinien tak myśleć. Niestety, myślał i coraz bardziej miał ochotę pakować się w coś, czego jakaś jego część nie chciała i czasami zaczynała walczyć o tak zwaną „normalność”. Zwrócił uwagę na brata, który odebrał smsa i z błyskiem w oczach popędził do holu, a zaraz dało się słyszeć dzwonek do drzwi. Nie mógł to być nikt inny, jak tylko Steven. I nie mylił się.

Obaj chłopcy weszli do pokoju cali zadowoleni.

– Dzień dobry – przywitał się Steven.

Cody widział, jak James patrzy na kolegę brata, tak jakby go oceniał, a ten, widać, trzymał się na dystans. Ostatnim razem nie zauważył niczego podobnego, wręcz zachowywali się jak dobrzy znajomi, których nie dzieli różnica wieku.

– Steven i ja wychodzimy, a wy się kiście w domu, chłopaki.

– Jestem jeszcze ja i Victoria – upomniała się Sarah.

– Wy też się kiście. Poczekaj na mnie. Wezmę tylko bluzę z pokoju. – Alex zwrócił się do swego chłopaka.

– W porzo, nie spiesz się.

– Może zostaniecie? Podobno ma być burza – kręcił James.

– Że co? Burza? Chyba coś ci się przywidziało. Steven i ja wychodzimy. Czasami trzeba pobyć sam na sam – rzekł Alex.

– Nie zrób czegoś...

– Ty się już o moją cnotę nie martw – szepnął Alex bratu do ucha. – Coś ci wczoraj powiedziałem. Wiem, jak o siebie zadbać. – Wiedział doskonale i nie znosił, kiedy mu coś przypominano. Pobiegł na piętro po bluzę i po krótkim czasie razem ze swoim chłopakiem opuścili dom.



Pobyt Cody'ego w rezydencji przedłużał się do obiadu i później. Mężczyźni nie mieli chwili dla siebie do czasu, aż nie przyszła Chloe, która zabrała dziewczynki do parku. Dopiero wtedy Cody podszedł do kochanka i objął go, mając nadzieję, że ten go nie odepchnie. I nie zrobił tego. Z Jamesa uszło jakby długo gromadzone powietrze, a wszelkie całodniowe napięcie minęło.

– Jak tak dalej pójdzie, to każdą sobotę spędzimy razem – mruknął Cody.

– Dalej?

– To już druga sobota, jaką tu spędzam. Pomyśleć, że tydzień temu nic nas nie łączyło. Szkoda tylko, że chcesz to ukrywać.

– Cody, wiesz...

– Wiem. – Pocałował go lekko w usta. – Stęskniłem się za nimi.

– Za czym? – James zmarszczył brwi.

– Za twoimi ustami. – Zarzucił mu ręce na szyję. – Chciałbym podgonić czas do przodu i trafić na dzień, w którym siebie zaakceptujesz.

– Czemu? – Wsunął palce w jego włosy.

– Jak nie zaakceptujesz sam siebie, nie będziesz miał możliwości ujawnić się, bo to stwarza barierę i coming out w takim wypadku nie jest możliwy. Ta bariera tkwi nie w innych ludziach, tylko w twojej głowie i chciałbym pomóc ci ją usunąć.

James nie potrafił mu powiedzieć, że najchętniej to by niczego nie usuwał i wszystko zostawił tak, jak było jeszcze te kilka dni temu. W takim wypadku zraniłby go, a i okłamał sam siebie. Z minuty na minutę zaczynał wierzyć, że Cody wpadł mu w oko już przy ich pierwszym spotkaniu. Przecież było wręcz niemożliwością, żeby w ciągu tak krótkiego czasu wzbudził w sobie ochotę na tulenie tego faceta, całowanie go i nie tylko. Mimo wszystko mógł się mylić i pragnienie tak szybko w nim urosło. Łapał się na tym, że ostatnio za dużo myśli. Te wszystkie rozważania dały mu na tyle świadomości, że poza kobietami lubi też mężczyzn, a właściwie jednego, bo tylko do Adisona go ciągnie jak ćmę do ognia. Tymczasem, jakby nie myślał, to może mógłby nadal udawać, że nie jest biseksualny.

– Od myślenia rozboli cię głowa, więc przestań to robić, James. Co cię widzę, to tylko patrzysz gdzieś nieobecnym wzrokiem. Przestań i żyj. Daj się pochłonąć namiętności. – Cody w duchu też dodał, że i miłości, ponieważ wolał na głos tego nie mówić i nie sprawić, by James czuł się osaczony przez niego. Chciał mu dać wybór. Może pragnął pomóc mu w tej decyzji, ale lepiej, aby to James sam zadecydował, czy chce być z nim na dobre i na złe, czy woli po kliku dniach rozwalić to, co teraz mają.

– Myślenie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. – Przyciągnął go do siebie.

– Nie, ale nam może zaszkodzić jedno – zamruczał Cody. Bliskość tego człowieka za bardzo na niego działała.

– Co takiego? – Złapał zębami płatek ucha Adisona.

– Kilkudniowy celibat. Umiesz coś na to poradzić?

– Chyba znajdzie się na to lekarstwo. Ale nie tutaj. U ciebie. Odwiozę cię, jak panie wrócą ze spaceru.

– Dobrze. – Nie chciał pytać go, dlaczego nie mogą pójść na górę do sypialni mężczyzny na szybki numerek, bo rozumiał, że James wolał się nie spieszyć i nie być zaskoczony przez dziewczynki. W zamian zmienił temat. – Co jest między tobą a Alexem? I nie tylko, ten Steven również się dziwnie dzisiaj zachowuje.

James odsunął się od niego i usiadł na kanapie.

– Okazuje się, że mój nastoletni brat zna siebie bardziej niż ja w jego wieku. Raczej nie powinienem ci tego zdradzać, ale powiem. Alex jest gejem, a Steve to jego chłopak.

– Znaczy, że... Kurde, musiało cię to zwalić z nóg, jak się dowiedziałeś. – Klapnął obok kochanka tak, aby siedzieć przodem do niego.

– Uwierz, zwaliło, lecz bardziej to, że dla niego to jest takie proste. Dla ciebie też takie było? – Nachylił się po szklankę soku. Najchętniej napiłby się czegoś mocniejszego.

– To go podziwiam. Ze mną było różnie, ale wiedziałem, kim jestem. Dziewczyny zdecydowanie odpadały. I jestem cholernie z tego zadowolony.

– Czemu? Nie chciałbyś być jak inni, mieć żonę, dzieci?

– Nie. – Uśmiechnął się. – To znaczy, co do żony, bo dzieci... jak widzisz, lubię je, więc czasami męczyło mnie to. Szczególnie mama, ale zrozumiałem, że nie można mieć wszystkiego – odparł Cody.

– Twoja mama chce wnuki?

– I to jak. – Przez myśl przebiegło mu, że jakby on i James się związali, to rodzeństwo mężczyzny mogłoby być substytutem wnuków, ale zaraz to odtrącił, bo zacznie planować, a tym samym zakochiwać się mocniej, gdy wyobrazi sobie ich razem na zawsze. A tymczasem nie był pewien, czy bliskość jego i Jamesa potrwa następny tydzień.





~*~*~






Wbrew strachowi Cody'ego trwało nie tylko tydzień, ale i kolejne trzy. Spotykał się z Jamesem. Był jego tajemnicą, ale z każdym kolejnym dniem przestawało mu to przeszkadzać. Nie powinno tak być, ale miłość, jaka w nim była sprawiała, że mógł znieść ukrywanie się. Spotykali się najczęściej w mieszkaniu Cody'ego, ale nie chowali się tam cały czas. Wychodzili razem do kina czy na kolację, ale zawsze wtedy jako dobrzy przyjaciele. Adison widział jeszcze, że kochanek walczy ze sobą, ale łamał się za każdym razem, kiedy się kochali, całowali. Lubił chwile, kiedy przychodził rano do pracy, a James już był u siebie w gabinecie. Zawsze wtedy szedł mu powiedzieć „cześć”. Stało się to powodem kilku plotek, jakie rozsyłał Madson: „Widzicie, oni coś ze sobą kręcą”, „Pewnie są po gorącej nocy”. James raz usłyszał coś takiego i skutecznie zamknął usta Harry'emu, proponując jemu taką noc. Zarówno Cody, jak i James nie tłumaczyli się, że traktują siebie inaczej, po prostu zaprzyjaźnili się i już. Wymówka była dobra, bo często pracowali razem i to mogło ich do siebie w ten sposób zbliżyć.

Dostali wymarzony kontrakt z Beauty Cosmetics, a ich reklama już krążyła zarówno w sieci, jak i w telewizji lub w kolorowych magazynach. Cała agencja świętowała tę chwilę, gdyż oznaczało to znaczny wpływ gotówki. HarnerTeam dostawało nowe propozycje współpracy z różnymi firmami, a Cody i James romansowali pod nosami kolegów, a także rodzin. Mimo że Cody bywał w rezydencji Harnera po kilka razy w tygodniu, żaden nie powiedział słowa, szczególnie Alexowi, że są razem. Tak, byli razem i Cody, angażując się coraz bardziej w związek, robił całe tony planów. O wielu mówił Jamesowi, gdy po namiętnym seksie leżeli w łóżku, o ile nie zrobili tego pod prysznicem lub na ścianie, i rozmawiali.

James czuł się dobrze, mając za partnera mężczyznę. Kogoś równego sobie. Czasami, nocami mówił sobie, że nie może ułożyć sobie życia z facetem, ale jak widział Cody'ego, te myśli uciekały daleko od niego. Cieszył się, że Cody nie naciska na ujawnienie się i rozumie, że James musi mieć czas. Nie raz sam Harner dochodził do wniosku, że na dłuższą metę nie jest to dobre i rozważał przyznanie się do tego. Najpierw rodzinie. Dziewczynki bardzo lubiły jego kochanka, Alex też. W sumie od kiedy w domu nie pojawiały się kobiety, a Alex nie musiał kłamać, ich relacje się zmieniły. Przestali się kłócić o każde głupstwo. James nadal nie ufał Stevenowi, przecież był facetem i wiedział, że mając u boku partnera, ciężko powstrzymać się przed czymś więcej niż tylko ręcznymi zabawami. Swoje obawy powiedział kochankowi.

– Traktujesz Alexa, jakby był niczego nieświadomą, bezbronną dziewicą. Nie martw się, Steven nic złego mu nie zrobi, wręcz przeciwnie. – Zaśmiał się i zrobił unik, gdy ścierka, którą James wycierał umyte kubki i talerze, chciała go uderzyć. – Alex w ciążę nie zajdzie.

– Grabisz sobie.

– Wiem, że to twój mały braciszek, ale daj mu trochę wolności.

– Och, ma ją. Wczoraj pozwoliłem mu spędzić weekend ze Stevenem. – Odstawił naczynia na półki. Doskonale czuł się w mieszkaniu Adisona.

– Uuuu, tylko ich nie śledź. Takie wyjazdy zazwyczaj kończą się... – Nie dane mu jednak było dokończyć, ponieważ James dopadł do niego, ale nie w chęci pocałunku tylko załaskotania go na śmierć. Niestety podczas odkrywania stref erogennych odkrył i te inne, mając nie raz w ten sposób nieznaczną przewagę nad nim.

– Nie przypominaj mi, czym się kończą. – Objął go od tyłu jedną ręką, udając, że go dusi.

– Nie masz co się martwić, Alex sam ci mówił, że postanowili czekać. – Złapał go za „duszącą” rękę. – Tyle nastolatków teraz idzie do łóżka wcześnie. Nawet piętnastolatki zachodzą w ciążę, nie wiedząc, że można poczekać lub się zabezpieczyć. Lecz lepiej czekać, bo potem marnują sobie życie. A chłopak jak kocha, to poczeka. Twój brat jest rozsądny.

– Mój brat jest zakochany.

– I mądry. Daj spokój, są razem od dawna. Nie bądź nadopiekuńczy.

James odwrócił go w swoich ramionach i mocno pocałował. Pocałunek był soczysty i smakował wyśmienicie, sprawiając, że Cody zaczynał mruczeć z zadowoleniem, mając ochotę się o niego otrzeć, ale ledwie zaczął się nakręcać, kochanek to przerwał.

– Cody, muszę iść. Vicky ma dziś koncert, a raczej jej klasa ze szkoły muzycznej i chcę tam być.

– Ale zagra jako solistka? Ostatnio dzielnie ćwiczyła. – Cody wtapiał się w życie rodzeństwa Jamesa, jakby to była i jego rodzina.

– Na sam koniec.

– Nagraj mi. – Cody poważniej spojrzał mu w oczy.

James dał mu pełen czułości uśmiech i skinął głową w obietnicy, że to zrobi. Pochlebiła mu ta propozycja, ponieważ Cody'ego mogło nie obchodzić, co się dzieje u dziewczynek czy też Alexa. Ucałował go w czoło, a serce przyspieszyło swój rytm wielokrotnie.

– Pójdę już. Jutro zostanę na noc.

– James? – Złapał Harnera za rękę.

– Hm?

– Dlaczego nigdy nie spędzamy nocy u ciebie, w twojej sypialni?

– Wiesz, dzieci. Nie wiedzą, co nas łączy i tak dalej. – Tak to sobie tłumaczył. W rzeczywistości wiedział, że do swego łóżka weźmie kogoś, z kim spędzi życie, ale tego nie chciał mówić partnerowi. Nie wiedział, czy będzie w stanie przezwyciężyć w sobie chęć życia jako hetero.

– Wiem, ale w nocy bym się wkradł do sypialni i zajął się tobą.

– Jutro ja się wkradnę do twego łóżka i ja się tobą zajmę. Naprawdę muszę lecieć, Cody. – Skrył jego twarz w swoich dłoniach. – Zobaczymy się w agencji. Mamy mnóstwo pracy. – Z dnia na dzień coraz ciężej przychodziło mu się z nim rozstawać. Na końcu cmoknął go w usta i pożegnał się.

Cody odprowadził go do drzwi i westchnął, kiedy je zamknął za mężczyzną. Wpadł po uszy w uczucie do tego faceta.





~*~*~







Samolot zrobiony z papieru przeleciał górą i wpadł prosto do kubka z kawą, którą zrobiła sobie Agnes. Kobieta ze wstrętem wyciągnęła kartkę i popatrzyła na winowajcę zniszczenia jej picia.

– Cody, zachowujesz się jak dzieciak. Nie masz nic innego do roboty?

– Nie mam. Wczoraj ukończyłem kilka rysunków i mam przerwę – powiedział, huśtając się na krześle.

– Już nie masz, zrób mi kawy. – Postawiła kubek na brzegu biurka.

– Przecież masz.

– Nie mam. Nie będę piła czegoś, w czym wylądował samolot.

– Był tylko w papieru. Prawdziwy by się nie zmieścił. – Oczy mu błyszczały, był naprawdę szczęśliwy.

– To nie jest śmieszne. Kawcia lub gadasz, jak ci się układa z pewnym panem.

– O, nasz Cody ma faceta? Wiedziałam, że coś musi być na rzeczy – zabrała głos Diana. – Gadaj, kto to jest.

– Gdybym miał ochotę na ten temat mówić, to bym się wam wyspowiadał już dawno, ale to na razie tajemnica.

Harry przerwał swoją pracę i odwrócił się do rozmawiających.

– Ma kogoś lub udaje, że ma.

– Dlaczego miałby udawać? – zapytał Peter.

– Właśnie – przyznała Claudia.

– Jeszcze ani razu z nikim go nie widziałem. Założyłbym się, że nikogo nie masz, tylko tak mówisz.

– Nie, Harry, nie sprowokujesz mnie. Koniec z zakładami. – James by go zabił, gdyby mu powiedział, że musi się ujawnić, ponieważ on się o coś założył. – Zresztą, chyba nie chcesz paradować w kiecce, co?

– To ty byś musiał to robić.

– I widziałbyś moje długie nogi i jeszcze się ślinił. Harry, oszczędzę ci tego. Podnieciłbyś się, męczył, a nie jesteś w moim typie, bym miał ci ulżyć. – Cody nachylił się ku niemu.

– To jest obrzydliwe, Adison. – Skrzywił się Madson.

– To ty ciągle mówisz o jednym. A może się we mnie zakochałeś?

– Jestem w pełni hetero. Lubię cipki w przeciwieństwie do ciebie, pedałku.

– Harry, stul swój dziób! – krzyknęła Lilly. – Nie bądź wulgarny.

– Brawo, dziewczyno. – Zaklaskała Agnes.

– Spokojnie, nie rażą mnie jego słowa. On mówi tak tylko pieszczotliwie – rzekł Cody. Faktycznie, Harry mógł sobie mówić, co chciał i dopóki nie przekraczał pewnej bariery, to Adison nie miał ochoty zrobić mu operacji plastycznej nosa. Szkoda by było, ponieważ musiał przyznać, że Madson był przystojnym facetem. Nie w jego typie, bo wolał Jamesa, ale jakby tak zmienić mu charakter, można by się nim zainteresować.

– Widzę, że bardzo ciężko pracujecie. – W pokoju pojawił się Harner. Wrócił właśnie ze spotkania na mieście i zastał pracowników, którzy woleli czas spędzić na bzdurach. Zatrzymał wzrok na brudnym samolocie z papieru, a po chwili przeniósł go na Adisona. – Cody, chodź do gabinetu, musimy omówić parę rzeczy w związku z jutrzejszym spotkaniem. – Ruszył do biura, wiedząc, że kochanek pójdzie za nim.



W gabinecie Cody nie potrafił się oprzeć, aby nie pocałować swego mężczyzny. James oddał pocałunek, ale zaraz zaciągnął go do pracy, przy której przesiedzieli następną godzinę, skupiając się na ważnych kwestiach.

– Dlaczego ty nie robisz już reklam, nie rysujesz? – zapytał Cody po jakimś czasie. Od jakiegoś czasu go to męczyło, ale wiedział, że to jest trudny temat dla jego partnera.

James zamknął laptopa i wstał. Przespacerował się po gabinecie, w końcu się odezwał:

– Rysowałem, jak ty, dużo, ale pewnego dnia ktoś postanowił zniszczyć moje prace. Najpierw mówił, że jest dobrze, projekt zostanie uznany, lecz gdy przyszło co do czego, to właśnie ta osoba zmieszała mnie z błotem. Wszystko, na co pracowałem długi czas, a była to międzynarodowa reklama, zostało zwyczajnie zbombardowane. Potem stało się to drugi raz, więc postanowiłem tylko kierować zespołem, nie mieszać się więcej w tworzenie czegoś.

– Podkopało to twoje morale i wiarę w siebie – stwierdził Adison, który już stał przed nim.

– Dokładnie. Jak widzisz, wielki Harner ma też swoje słabości.

– Tylko takie słabości? – Przesunął nosem po szyi Jamesa.

– Nie tylko, są też inne. – Na dowód tego James położył dłoń na pośladku kochanka i pomasował.

– Mrrr. Mam ochotę poczuć twoje nagie ciało obok mojego – mówił, sunąc dłonią od karku wzdłuż piersi Jamesa, zatrzymując ją na pasie spodni.

– Nie możemy tutaj niczego robić, napaleńcu. Powiedziałem ci wczoraj, że przyjdę dzisiaj wieczorem.

– Wiem i dzięki za przesłanie filmiku z koncertu. Victoria dobrze gra.

– Nie chcę o tym mówić. – James pogładził ramiona mężczyzny.

– To o czym?

– Mam ochotę zrobić to. – James zbliżył swoje usta do kochanka i obrysował czubkiem języka zarys warg, by zaraz wziąć je w posiadanie i zawładnąć nimi.

Cody lubił, kiedy James całował go namiętnie, a zarazem zaborczo. Roztapiał się w jego ramionach i pragnął rzucić mu pod nogi cały świat. James stawał się dla niego narkotykiem. Jego obecność i dotyk uzależniały go od siebie, ale nie chciał się bronić przed czymś takim. Serce Adisona w pełni zaangażowało się we wszystko, co dostawało. Kochał jego smak, zapach, głos, oczy... Kochał Jamesa.

Odurzony tym cudownym narkotykiem Cody jak przez mgłę zarejestrował otwieranie drzwi, czyjeś kroki, oderwanie ust od niego i gwałtowne popchnięcie przez ręce, które dopiero co ściskały mu ramiona. Omal nie upadł, co sprawiło, że się ocknął z zamroczenia i wtedy zarejestrował, co się stało. W czasie ich pocałunku ktoś wszedł. Nie, nie ktoś, tylko Peter. James go odepchnął, a teraz patrzy na niego takim wzrokiem, jakby Cody był karaluchem, którego trzeba zdeptać. Usta Harnera poruszyły się, wyrzucając w stronę Adisona serię bolesnych, ostrych cięć.

– Ty mały, przeklęty pedale, jak śmiałeś mnie pocałować! Mam ochotę puścić pawia. – Ostentacyjnie wytarł usta w rękaw koszuli. – Dobieranie się do normalnego faceta jest u was pewnie na porządku dziennym? To, że raz pozwoliłem ci się pocałować nie znaczy, że teraz możesz pchać paluchy nie tam, gdzie trzeba, cioto.

Cody przestał myśleć, zastanawiać się, co to wszystko znaczy, odczuwał tylko ból, nic więcej. Słowa, jakie padały z ust mężczyzny, którego kochał, raniły do głębi. Oderwał pełen bólu i złości wzrok od niego, przesunął go na zszokowanego Petera, potem ujrzał drzwi, które stały się jego celem. Potrzebował stąd natychmiast wyjść. Nie chciał niczego więcej słuchać. Powinien był wiedzieć, że James tylko się zabawi, a przy pierwszej okazji zada cios, byle tylko ukryć, kim naprawdę jest. I nic go nie obchodziło, że rani Cody'ego!



James umilkł i stał w szoku. Patrzył, jak skulona postać Adisona znika za drzwiami. Co on najlepszego zrobił? Powinien pobiec za nim, ale nogi wrosły mu w podłogę i nie potrafił dać do przodu jednego kroku. Okazał się tchórzem, w najmniej oczekiwanym momencie odtrącił Cody'ego. Wszystko zmarnował.



Cody podszedł do swego biurka, wyjął białą kartkę i ręcznie skreślił na niej tekst. Podpisał się. Włożył papier do koperty, którą zakleił i napisał na tej powłoce ochraniającej kartkę imię byłego kochanka.

Agnes wgapiała się w kuzyna. Najpierw próbowała żartować, ale szybko zorientowała się, że coś jest nie tak. Wzięła od niego kopertę i wtedy zobaczyła jego oczy. Była w nich bezgraniczna pustka, jakby wszystko, co tam było, zostało wyssane.

– Daj to Harnerowi za jakąś godzinę. Nie wcześniej. To ważne.

– Co się stało? Co to jest? – Pomachała kopertą.

– Daj mu to. Ja muszę jakiś czas pobyć sam – mówił, pakując swoje rzeczy do plecaka i starając się przełknąć gulę, która rosła mu w gardle.

– Cody. – Złapała go za rękę, ale wyrwał się.

– Sam. Chcę być sam. Nie leź za mną, bo się nigdy do ciebie nie odezwę. Cześć. – Po tych słowach wyszedł.

Dopiero będąc w windzie sam, pozwolił sobie zatkać usta ręką, co uciszyło jego szloch, jaki wydostał się z jego poranionej duszy.


54 komentarze:

  1. Udało się! Będzie gratisowy rozdziałek! Hip, hip hurraa!!! Dzięki Luana! :*
    No dobra - uciekam czytać rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Cody, prawie się popłakałam. Wiadomo, że dla Jamesa to trudna sytuacja, ale nie rozumiem jak on może tak kompletnie nie liczyć się z uczuciami Cody'ego. Wie, że chłopak jest wrażliwy i bardzo to przeżywa, a jednak rozmyślnie rani go słowami, zachowaniem, byle tylko w opinii otoczenia pozostać hetero. I choć wiadomo, że Cody mu wybaczy, to mam nadzieję, że najpieprzeczołganie go "przeczołga". No i po prostu bardzo cieszę się z piątkowego prezentu. Pozdrawiam***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym zlepku liter miało być: najpierw porządnie go "przeczołga".
      Tak to jest gdy się nie przeczyta tekstu przed wysłaniem. ***

      Usuń
    2. Czołganie to jak dla mnie ciut mało... no chyba, że przez jakiś solidny drut kolczasty...

      Usuń
  3. Aj to było hah...
    Po prostu brak słów a ta końcówka..
    Ty wiesz, że miałam łzy w oczach, gdy to czytałam?
    A siedzę w pracy i za wszelką cenę starałam się nie rozpłakać.
    No jak on mógł co?
    Z jednej strony rozumiem Jamesa, ale z drugiej nie bardzo.
    Cody teraz pewnie czuje sie szalenie zraniony po tym, co zaszło między nimi.
    Mam nadzieję że to wszystko da sie jakoś rozwiązać.
    I co Cody zostawił Anges?
    Czyżby to miało być ostateczne rozstanie?
    A zapowiadało się tak sielankowo...
    Jak cię cieszę że w piątek rozdział bo bym nie wytrzymała.
    Pozostaje czekać niecierpliwie jeszcze kilka dni.
    Ach dzisiaj zaledwie wtorek:(

    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przybij piątkę bo ja też w pracy i miałam taką minę, że koleżanki pytały o co chodzi.

      Usuń
  4. Tak bardzo szkoda mi Cody'ego! Wiedziałam że James coś spieprzy! Głupi James! Mam nadzieję, że Cody zrezygnuje z pracy i zniknie z miasta, tak że Harner będzie go szukał pół rozdziału!
    Prawie się popłakałam! Ale cieszę sie, że rozdział jest w piątek, bo szybciej się dowiemy co dalej!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Stawiasz na nogi lepiej niż kawa i cztery energetyki, normalnie się dobudziłam ;/ Musze przyznać, że początek notki wydawał mi się mdły albo to ten bredzący facet od logiki tak ogłupił moją jasność myślenia, że nie potrafiłam jej zrozumieć. Z przykrością stawiam na drugie;/
    Ale do rzeczy. Właściwie to szkoda mi, że już kończysz to opowiadanie, bo to wydaje mi się najlepsze z dotychczasowych. Co tyczy się samej notki, to Gratulujemy! Harner'owi szacunku do ludzi i przede wszystkim własnego BRATA! Trzeba mieć naprawdę niezły tupet by tak potraktować człowieka! I szczerze będę mocno kibicować by skręcało go z wyrzutów sumienia i mam cichą nadzieję, że Cody przestanie pozwalać na tak przedmiotowe traktowanie.
    Pozdrawiam N.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż, spodziewałam się tego i nie. Rzadko jest tak że wszystko wychodzi jak powinno, ale nie sądziłam że James aż tak stchórzy. :(
    No nic, pozostaje czekać na przeprosiny, chociaż ja na miejscu Cody'ego nie przyjęłabym ich dopóki James by się nie ujawnił :P

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie - nic mniej niż ujawnienie nie wchodzi w grę. Wrrr...

      Usuń
  7. Ok, oficjalnie zbieram ekipę do zgrilowania Jamesa. Należy mu się aż za bardzo. Jak on mógł coś takiego, w taki sposób... I to komu? Swojemu własnemu bardzo wrażliwemu facetowi! Nie no - wizyta w klubie SM by mu się baaaardzo przydała, naprawdę bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się dopisuje do tej ekipy.
      chce przypiekać Jamesa na ruszcie i obserwować jak cierpi.
      Hah gdybym była facetem pocieszyłabym go osobiście.
      Biedny Cody:(

      Usuń
    2. Wy mi Jamesa nie grillujcie, bo on się boi. A jak zwieje, co będzie dopiero problem. Biedny Cody zostanie sam na świecie. I kto go będzie tulił i kochał? Czasami musi być źle, żeby było dobrze.^^

      Usuń
    3. Ja tam go lekko jednak bym podpiekła żeby sobie przypomniał jak krótkie i kruche może być jego życie. I oczywiście, żeby zrozumiał jak to jest jak ktoś Cię zrani... A potem mogę resztki oddać Cody'emu. Po takiej sesji nigdzie mu nie zwieje XD
      To co - rozpalam ognisko i wykopuję z szafy pejczyki...

      Usuń
    4. Mogę się dołączyć. ^^

      Usuń
    5. Jaaasne :D Przyniesiesz własny osprzęt czy się podzielić?

      Usuń
    6. Ja też się dopisuję do tego "wspaniałego planu" chętnie dorzucę zapałki :)

      Usuń
    7. Może nie tak drastycznie?
      Proponuje rozebrać do naga, przykuć do krzesła na środku biura i wysłać kluczyk do Cody'ego :P Niech się pomęczy i błaga publicznie o wybaczenie :P

      Usuń
    8. Katsu zapraszam z otwartymi ramionami :)
      miodzio to by było zbyt łagodne. Dwa razy przegiął - należy mu się nauczka. A że Cody jest na to za łagodny to ja się z chęcią poświęcę XD

      Usuń
    9. Nyu po wiec kiedy i gdzie, z nim trzeba ostro :)

      Usuń
    10. Ale jesteście żądne krwi :D
      Tylko nie uszkodźcie go za bardzo, bo nie będzie na co patrzeć :P No i jak będzie sie przy Cody'm prezentował :P ?

      Usuń
    11. To co? Dziś o powiedzmy 21 na mojej ulubionej polance.
      - drewno ogniskowe - jest
      - komplet lin - jest
      - komplet haków - jest
      - świece (wosk, wosk, wosk... lalala) - jest
      - pejcze, obroże, baty - są
      - imbir - spakowany
      Dorzucę jeszcze napoje procentowe i nie dla ekipy i zapraszam :D

      Luanko! Dostarczysz delikwenta?

      Żądza krwi jest dooobra! A do stanu przyzwoitego (lub nie) to już Cody go doprowadzi (jak będzie chciał)

      Usuń
    12. Dostarczę delikwenta, ale razem z Codym. On już będzie wiedział jak wykorzystać te pejcze, obroże i resztę. :D Jak mówi Ay będziemy mieli fajne widowisko. :D

      Usuń
    13. To jesteśmy umówione :) A co do Codego to po " zabawie" może robić to co będzie z nim chciał. Postaramy być łagodne i nie uszkodzimy mu ptaszka.

      Usuń
    14. Cody'ego z chęcią przygarniemy i pocieszymy. Katsu dobrze mówi - nie uszkodzimy istotnych części :D

      Usuń
    15. Wiecie co... Aż mi żal tych facetów co Wam się w przyszłości narażą :P
      I nie 'opiekujcie się' Cody'm za intensywnie, bo jeszcze chłopak się nawróci i o czym będę czytać? :P

      Usuń
    16. Nie bój się miodzio aż tak nie będziemy się nim opiekować tylko damy mu ramie do wypłakania się :).

      Usuń
    17. Ufff... :P Trzymam za słowo ;)

      Usuń
  8. Witaj,
    ach, co tu napisać rozdział cudowny, ale to już pewnie wiesz ;] pierwsza część wspaniała, Cody zżył się w pewien sposób z rodziną Jamesa, interesowało go jego rodzeństwo i co się dzieje z nimi, och jakie James ma myśli, wolałby aby to z nim się Cody pobawił niż z Sarah... Ale w drugiej części to, aż mam ochotę coś urwać Harnerowi... jak on tak mógł, choć w pewien sposób jestem w stanie zrozumieć jego zachowanie, te okrutne słowa, ale tego, że nie poszedł za nim to już nie... ciekawe jaka będzie reakcja Jamesa na ten list Cody'ego no i w zasadzie co w nim jest, podejrzewam, że wypowiedzenie, ale i też mogłoby być kilka słów, że go kocha, i że czuje się teraz zdradzony...
    Ach jaka radosna nowina, że kolejny rozdział pojawi się tak szybko....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoje teksty sa beznadziejnie slabe. Opowiadanie obecne czyli Jeden krok do milosci jest juz ponizej krytyki. Moglas sobie darowac umieszczenie czegos takiego w internecie. Z tego co widze zostal jeszcze jeden rozdzial i nie spodziewam sie czegos niezwyklego. Powiem Ci jeszcze ze od opowiadania Jedna lza poziom bloga zaczal drastycznie spadac. Ogolnie porazka. Nie zamierzam tu wiecej wracac.

    Fanatyczka ksiazek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy ja zmuszam Cię do czytania? Moim zdaniem teraz piszę lepsze teksty niż dawniej. To są zwykłe romanse, a nie dzieła sztuki, gdzie opisy mają po kilka stron. Nie wiem czego ty się spodziewałaś. Ma prawo Ci się nie podobać. Mnie też nie wszystko się podoba. A zostały dwa rozdziały i nie wiem czego się spodziewałaś. No, trudno, czytać nie musisz. Co do powrotu, to drzwi są zawsze otwarte. Czasem warto samemu zacząć pisać i przekonać się, że to jest bardzo ciężka praca. Praca, która wiem, że nie każdemu się spodoba. Masz swoje zdanie i je szanuję.

      Usuń
    2. Jak ja uwielbiam takie komentarze...
      Słońce, jak widać po tym co czytelnicy piszą nie darowalibyśmy Luanie gdyby darowała sobie "umieszczenie czegoś takiego w internecie". Nie podoba się? Nie czytaj. nikt nie zmusza, na prawdę.
      A i jeszcze jedno - krytyka powinna być konstruktywna słyszałaś może kiedyś o takim cudzie. Powiedzenie "nie bo nie" - to dopiero jest porażka.

      Usuń
    3. Moim zdaniem, jeśli zamieszcza się krytyczną opinię, to wypadałoby podać konkretne argumenty, dlaczego się nie podobało. Tylko w takim przypadku można coś poprawić. Jednak osobiście uważam, że to akurat opowiadanie jest bardzo dobre. Postać Jamesa ma niezwykle dynamiczny i w sumie nieprzewidywalny charakter, co sprawia, iż jest niezwykle realistycznym bohaterem. Zauważyłam pewną analogię do pierwszej historii, gdzie Artur zachował się podobnie. Jednak to nie umniejsza w moim odczuciu wartości tego opowiadania. W odniesieniu do problemów związanych tolerancją pewne wątki można by w zasadzie powtarzać bez końca.
      Pozdrawiam,
      Kiyomi's Soul

      Usuń
    4. Jak ja kocham komentarze typu 'Piszesz słabo, BO TAK!'
      Dlaczego poziom zaczął spadać? Źle Luana pisze dialogi? Opisy są nudne jak flaki z olejem? Akcja chaotyczna? A może są błędy i Beta się nie sprawdza?
      Hmmm... Jakiś argument?
      Nie ma siły by każdy rozdział był równie dobry lub ciągle była tendencja zwyżkowa, lub by wszystkim podobały sie te same tematy, opowiadania. Sama mogę powiedzieć, że To opowiadanie mi się podobało, Tamto nie. To było nowe i odkrywcze, a Tamto czytałam tylko czekając na koniec i następne! Jednak jeśli krytykować to konstruktywnie i podając argumenty!
      Może nie każde opowiadanie jest równie fajne i ciekawe dla wszystkich, ale NIKT nie zmusza NIKOGO do czytania.

      Usuń
    5. Fanatyczka książek przewinęła mi się już nie jeden raz. Co dziwne, komentarze... niewiele różnią się od siebie. Pesymizm, pesymizmem, ale czasami trzeba stworzyć inny komentarz. Bo żeby wszystko się zawsze nie podobało...
      Hmm, skoro według Ciebie po Jednej łzie "poziom bloga zaczal drastycznie spadac" (chyba, jeśli chodzi o takie komentarze, bo tu obowiązuje polska klawiatura i polskie znaki), to dlaczego nie przestałaś czytać w połowie Spontanicznej decyzji? O_o Nie rozumiem... Może jednak poziom wewnętrznego samozadowolenia zaczął spadać, albo ochoty na ostrzejsze sceny? Każdy ma swoje potrzeby, ale Luana pisze z klasą, cóż... Wszystkim się nie dogodzi.
      Poza tym te związki nie są oparte na opływających postaci serduszkach, przyrzeczeniach i wiecznej miłości. Tu trzeba czasu - z jednej strony - i nieprzewidywalności - z drugiej.

      Usuń
  10. skurwiel liścia bym mu strzeliła prawie się poryczałam czytając końcówkę
    mam nadzieje ze Harner będzie cierpiał jeszcze bardziej

    OdpowiedzUsuń
  11. James to idiota! Znów wszystko zepsuł!!! Jak on mógł? Biedny Cody...szkoda mi go a James to kretyn!!
    Czy on zmądrzeje? Powiedz że tak.
    Mam łzy w oczach...ech biedny Cody, naprawdę mi go szkoda. Ja chce heppy end!!!

    Rozdział jak zawsze świetny:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobra. Blogi czytam, nigdy nie komentuję, ale w końcu muszę zrobić wyjątek.^^ Chyba pod wpływem tego zakończenia. xP

    Twoje opowiadania czytam od naprawdę dawna... Jeszcze z czasów onetowskich namiętnie śledziłam Twoje historie. I nie, na pewno nie zgadzam się z Fanatyczką Książek - jak dla mnie każde Twoje opowiadanie jest coraz lepsze, wprost nie do porównania z tym, co było kiedyś. Ostatnio nawet przeczytałam ponownie Twoje opowiadania i różnica między, nawet Szkolnym Prześladowcą, którego niegdyś tak uwielbiałam, a tym, co prezentujesz teraz... jest naprawdę znaczna. Oczywiście na lepsze. ; ) O wiele. Swoja drogą jestem ciekawa jak by wyglądały Twoje poprzednie opowiadania, z poprzedniego bloga, gdybyś to właśnie teraz je pisała. xD

    Podziwiam Cię za pomysły. Za to, że piszesz, wywiązujesz się z terminów (a nawet dajesz i "bonusy"), że kończysz. Owszem, sama również piszę, pomysłów mam od groma, jednak zmusić się do skończenia historii... Ty zaś doprowadzasz do końca którąś już z kolei opowieść, uparcie brniesz naprzód, nie zrażasz się negatywnymi opiniami, oskarżeniami (choćby to posądzenie Ciebie o plagiat)... Masz wiernych czytelników, którzy są cały czas z Tobą, którzy komentują, dla których piszesz... Naprawdę gratuluję i podziwiam. ; )

    To opowiadanie jest chyba Twoim najlepszym. Albo na równi ze Spontaniczną Decyzją. Twoich bohaterów po prostu nie da się nie kochać, nie da się przeżywać z nimi tego wszystkiego, a jeśli dodatkowo dochodzi czekanie na kolejny rozdział... xP Wiem, nie mam na co narzekać, skoro nie komentuję, raczej głosu nie mam. xDDD

    Szkoda mi Cody'ego. Tyle przeszedł, jednak ciągle jest tak samo dobry, ma serce skore do dawania miłości, której nie skąpi, a i tak... kończy, jak kończy. Jest tylko eksperymentem, służy wyłącznie do wzbudzenia zazdrości, cały czas raniony, niekochany, jednak ciągle ufny, wierzący w miłość. I ponownie się zawodzi... Szczególnie, że mimo ostrzeżeń kuzynki zaczął wysnuwać plany, zżył się z rodziną James'a... Chcę dla niego jak najlepiej. Jednak mimo mojego uwielbienia do happy endów (do angstu mnie nie da się zmusić, Happy End For Ever?^^), dałabym wszystko za to by zostawił James'a, by ten cierpiał, żałował... i znalazł szczęście z kimś innym, z kimś, kto go naprawdę pokocha, nie zrani go, będzie w stanie poświęcić dla niego wszystko. I nie będzie się go wstydził.

    Naprawdę bym tego chciała, choć wiem, że całe opowiadanie masz już napisane i na pewno Cody będzie z James'em, będzie wielkie przebaczenie, wielkie połączenie i niby wszyscy szczęśliwi. Niestety takiej zdrady nie tak łatwo zapomnieć. I wybaczyć.

    James'a lubiłam. Wiem, że mu ciężko, pomimo tego jak odtrącał Cody'ego nie zniechęcałam się do niego. Wręcz było mi go żal. Teraz jednak go znienawidziłam. Na koniec wręcz przesadził, zrobił coś, jak dla mnie, niewybaczalnego. Czego Cody wybaczyć mu nie powinien. Aż życzę mu by przejrzał na oczy, jednak będzie już za późno, Cody będzie w PRAWDZIWYM związku, a James niech gnije w związku z jakąś rozpuszczoną kobietą - bo tak trzeba. Albo by nawet już się nawet do takiego związku przekonać nie mógł.

    Ech... Mimo wszystko i tak dalej uwielbiam to opowiadanie, nie mogę doczekać się dalszych rozdziałów, zakończenia... I cieszę się, że postanowiłaś nas obdarować prezentem z okazji Dnia Kobiet (choć to raczej Ty owy prezent dostać powinnaś xDDD), bo wytrzymać aż do wtorku... cały tydzień... To nie do wyobrażenia. xP Choć nawet i do piątku będzie trudno. ; ) Obym tylko nie zrobiła czegoś głupiego w aptece, nie mogąc doczekać się powrotu do domu i przeczytania... ;] Jeśli kogoś przez przypadek otruję, sprzedam zły lek, czy coś, mogę dać Twoje namiary? xDDD

    Weny! I pomysłów! ; )
    Pozdrawiam,
    Slayerka

    Ps.
    Za wszelkie błędy przepraszam, ale rozpisałam się tak, że nie mam już sił tego czytać. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam cię Slayerko. :) Przyznam, że Twoja opcja z zostawieniem Jamesa na zawsze dała mi pomysł na opowiadanie. I kto wie, może kiedyś coś powstanie. :D
      Co do kończenia opowiadań. To mój wewnętrzny przymus każe mi pisać, trwać i doprowadzić wszystko do końca. Ja nie tylko chcę, lecz muszę to zrobić.^^
      Też wolę Happy Endy.
      Prezentem są dla mnie komentarze. I to za każdym razem, gdy dodam rozdział. :D
      I nie pomyl się w tej aptece. Namiary? A co tam podawaj. Reklama zawsze dobra. Hehe :D

      Dziękuję za tak obszerny komentarz. :D

      Usuń
    2. Slayerko. Uwielbiam happy endy ale w tym wypadku się z Tobą zgadzam! Cody nie powinien wybaczyć Jamesowi i Harner powinien do końca życia żałować tej decyzji!
      Bardzo zranił Adisona.

      Usuń
  13. Biedny Cody, że też mu on to powiedział i do tego ten wzrok kochanka. Okropne.Ja bym nie wybaczyła czegoś takiego ale z miłości można wybaczyć wszystko.Ciekawe co jest w tym liście

    OdpowiedzUsuń
  14. James mam ochotę cię za to zabić, ale miałam przeczuciem, że do czegoś takiego dojdzie. Niech on w końcu zrozumie swoje uczucia, a nie rani Cady'ego słowami. Biedny Cody... mam nadzieję, że James w końcu przejrzy na oczy, bo go straci i to będzie wyłącznie jego winna. Rozdział wspaniały. Co do komentarza Fanatyczki Książek, to się z nią nie zgadzam. Czytałam wszystkie twoje opowiadania i jesteś dużo lepsza niż na samym początku, a tak szczerze to uwielbiam wszystkie opowiadania, które napisałaś. Dzięki za rozdział.:) Życzę dużo weny:) Pozdrawiam Kyouko:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Po tych wszystkich czułych słowach Jamesa nie powiedziałabym, że może być zdolny do takich słów. Rozumiem, że to był tylko impuls i tak naprawdę tego żałuje, ale myślałam, że jeśli już ktoś ich zobaczy to nie będzie się przed tym bronił.
    Zdziwiłaś mnie tym odcinkiem, oj jak bardzo!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. AUAAA, aż mnie serce zabolało jak przczytałam wypowiedź Jamesa. Jak on mógł? Rozumiem, że nie chce się ujawniać, ale żeby tak bardzo zranić? Jakby powiedział to jakoś mniej obraźliwie to dałoby się to przeżyć...nie jednak nie. James to kretyn. Jeżeli tego nie naprawi lub chociaż nie spróbuje to przysięgam, że wezmę topór i posiekam go na kawałki...Niech sobie wszystko przemyśli, ciekawe jak on by się czuł, gdyby takie coś usłyszał...Buc jeden! Czasami mam ochotę Jamesowi wyjąć mózg i zrobić porządek.
    Zresztą spodziewałam się, że coś się zkiepści. W życiu nie jest idealnie i nie rzyga się tęczą przez cały czas.
    Szkoda mi Cody'ego, tak bardzo go to boli. Zakochał się i cierpi. Mam nadzieję, że "ktoś" mu to wynagrodzi.
    Ciekawi mnie też co jest w tej kopercie, co napisał...Może będzie zawarte też to, że go kocha a ten dekiel to zniszczył.
    Jak ja się cieszę! Nowy rozdział w piątek..Juhuuuu *odwala taniec radości na dywanie* Nie mogę się doczekać!
    Achh zapomniałabym, piszesz zdecydowanie lepiej niż na początku - co nie oznacza, że wtedy pisałaś źle. Jednak teraz Twoje prace są bardziej dopracowane, opisy(czyli coś co uwielbiam) także lepsze, styl wyraźniejszy.

    Pozdrawiam, czekam i życzę dużo WENY!

    Kathi

    OdpowiedzUsuń
  18. To było do przewidzenia, niestety.. biedny Cody został naprawdę bardzo głęboko zraniony, takich rzeczy nie da się tak po prostu zupełnie zapomnieć... Ale zaserwuj nam jednak mimo wszystko ładny happy end Luanko. Wiesz, że tylko Twoje opowiadania już teraz czytam, bo kocham te Twoje happy endy, jak już kiedyś chyba u Ciebie nawet wspominałam - jeśli będę chciała mieć do czynienia z dramatami to nie będę musiała po opowiadania sięgać, naprawdę dobrze jest chociaż nawet przez tą krótką chwilę mieć wrażenie, że szczęśliwe zakończenia jednak istnieją.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam z zapartym tchem i racja mam nadzieje na dobre zakończenie. Bardzo podobał mi się ten rozdział i niecierpliwie czekam na następny:) Dużo dużo weny:)

    OdpowiedzUsuń
  20. James to świnia. cham, kretyn, idiota, debil, dupek, tchórz, ********! ja rozumiem, że on jeszcze sam do końca nie wie, jak chce żyć. ale, no kurwa, był pewien, że chce Cody'ego. żeby tak go odepchnąć i zwyzywać? gdybym go dostała w swoje ręce.. oj, nikt by już nie miał z niego żadnego pożytku.
    biedny Cody.. a takie sobie robił nadzieje, planował, jest zakochany.. ehh. szkoda mi chłopaka. że te musiał się w takim dupku zakochać. mam nadzieję, że James jednak zmądrzeje, kretyn jeden.

    Ay

    OdpowiedzUsuń
  21. Dokładnie, wspaniałe uczucie, gdy pisze się w końcu upragniony rozdział. ;P Jak widzisz, w rozdziale nie wspominałam o Adamie... A to dlatego, że Adam jest w szpitalu. Pracuje do 16, a wypadek był o 15. Plan Adama ułożony był od samego początku praktycznie dla tej notki. xD

    :DD
    Radek był ostry, ale tak ma być inaczej Darek nadal będzie głuchy i ślepy na wszystko.
    Mikołaj jest bystry. xD Może trochę zaskoczy brata, ale na pewno mu pochlebi. ;P Mmm, w piątek będzie przyjemność ;3
    Nastroiłam się na czytanie wtorkowe, ale dopadła mnie gorączka. Tak z niczego. Przed wyjściem na autobus miałam 37,8 stopni. Po przyjściu z uczelni już 39,1. Po tabletce spadła mi jedna kreska, a po soku z borówek zeszło mi na 36,8. Ale byłam wczoraj tak wymęczona... Tylko spałam, piłam herbaty i marudziłam przez sen. Gdy coś mówiłam, nie umiałam dobrać słów. Albo dopadło mnie przesilenie wiosenne... albo jakieś dziwne przeziębienie bez bólu gardła, kaszli i kataru. Ale głowa mnie bardzo boli. A dokładnie nad karkiem po całej szerokości. O_o

    [----]

    Pierwsza myśl po przeczytaniu rozdziału - dawaj siekierę, lecę na Jamesa. Jak Boga kocham, mam ochotę przypierniczyć mu prosto w twarz. A nawet dwa razy. Jestem taka wściekła!!! Jak można być takim... UCH! Dobra, minął miesiąc, miał czas na oswojenie się z sytuacją. Nie było tygodnia, by nie kochał się z Codym... Nie obrzydzało go to - ba! - sam wielokrotnie rozpoczynał grę wstępną i nieraz chciał go "zdeprawować bez reszty" robiąc to w sypialni "lub na ścianie" (! - mięknę ;3). CO on jeszcze musi sobie przemyśleć? Teraz powinien mieć wiele czasu. Ja bym go torturowała brakiem możliwości pogadania z Codym. Niech się męczy, niech dzieciaki pytają, co z ich ulubieńcem.
    I jestem mściwa, ale w tym wypadku pewnie nie osamotniona.

    Odbiegając od bluzg... Bo muszę się uspokoić.
    "– Ty się już o moją cnotę nie martw" - za długo spokojna nie będę... xD Ta, jest, Alex! Dopiekaj bratu ;3 Masz moje całkowite pozwolenie, a w razie problemów dzwoń. Zaopatrzę się w potrzebną broń i zaraz będę na miejscu.
    "Może pragnął pomóc mu w tej decyzji, ale lepiej, aby to James sam zadecydował" - tsaa i zadecydował. Jak kretyn. Rany, mam ochotę walić głową w ścianę. Aż mnie brzuch rozbolał z nerw...
    "– Uuuu, tylko ich nie śledź." - jak można zastanawiać się przy TAKIM facecie (to sobie internetowo pokrzyczę dzisiaj). Cody jest inteligentny, mądry, psotny, pełen pasji, z humorem, wigorem... Mógłby mieć każdego i Jamesowi chyba przydała by się taka właśnie scena uwodzenia Cody'ego.
    Gdy czytałam o zbliżających się krokach, wiedziałam, że będzie źle, choć tliła się iskra nadziei, że może jednak... Może jednak, mhm. Długo to nie trwało.
    OCH rany, mam ochotę rozszarpać, rozerwać na strzępy, udusić... Uduszenie przed rozszarpaniem. Pobić, podtopić, złamać choć jedną rękę i go wywalić (Jamesa, oczywiście) z firmy.
    Ja się zaraz popłaczę z wściekłości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, wystraszłam się, że może jednak ja usunęłam, albo nie zauważyłam, że nie wcisnęłam "publikuj", choć dałabym sobie rękę uciąć, że widziałam komentarz na blogu. xD
      O tak, spam daje się we znaki. ;/

      Hahaha, James musi mieć obstawę, bo inaczej nie doczeka dorastania swoich siostrzyczek. xD
      Mmm ;3 Jeśli tylko ma Cody;emu wynagradzać całe życie ten dzień... to ostatecznie, z przymrużeniem oka jestem mu to w stanie wybaczyć. xD Ale i tak, póki co, w pogotowiu trzymam w ręce buta, żeby ukarać Jamesa. ;P

      Usuń
    2. Mam do Ciebie prośbę. xD Gdybyś tak... całkowicie przypadkiem, poszukując obrazków, natrafiła na faceta odchylonego w tył... jakby no... w ekstazie, to daj mi znać. xD Potrzebna mi bestia, jako model... O właśnie, najlepiej, jakby nie miał koszulki... xD Dwie godziny buszuję po grafikach i nie ma tak ułożonego gościa aby był bokiem. Z rękami wczepionymi we włosy... ach, marzy mi się do nagłówka... http://imageshack.us/scaled/landing/600/13268638.png Tak... mniej więcej... Poziom artyzmu zerowy, wiem. xD

      Usuń
  22. Osz ty Gadzinoo :D! Dlaczego w tym momencie?! Opowiadanie genialne, nie mogę się doczekać następnego rozdziału! :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetne! Nie mogę się naczytać!
    Zapraszam też na stronke : http://opowiadam-karolina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)