19 lutego 2013

Jeden krok do miłości - rozdział 9

Bardzo dziękuję za komentarze. Miło mi, że odzywają się osoby, które do tej pory czytały, ale nie komentowały. Witam też nowych czytelników i wszystkich zapraszam na rozdział. :D



– Że co? – Cody zrobił wielkie oczy na to nieoczekiwane wyznanie. James był pijany czy jak? – Słuchaj, jak przyszedłeś znów pierdolić od rzeczy, obrażać mnie, to lepiej spadaj stąd czym prędzej, bo nie jestem gotów na wysłuchiwanie słodkich słówek, po których idą te gorzkie! – krzyczał Cody. – Zabieraj się stąd!
Nie wiedział, co ma mu odpowiedzieć, jak zareagować. Przemógł się, by tu przyjechać i zawzięcie szukał mieszkania Adisona, a teraz wysłuchiwał go krzyczącego na niego i przyznawał mu rację. Mógł zrobić w takiej sytuacji tylko jedno. Zanim Cody roztrzaskał mu nos drzwiami, złapał mężczyznę za ramiona, przyciągnął do siebie i wpił mu się w usta niczym pijawka. Popchnął go lekko do tyłu, przez co mógł wejść do mieszkania i zatrzasnąć stopą drewnianą deskę. Objął go mocno, wymuszając na Cody'm drapieżny pocałunek i nie pozwalając mu się wywinąć.
Gdy poczuł jego usta na swoich, te ramiona wokół niego, miał ochotę rozerwać tego faceta na strzępy, udusić go, pobić, ale z każdą chwilą zaczynał szybko poddawać się temu buszującemu mu w ustach językowi. Ależ był głupi. Naiwny, głupi i zakochany. Uniósł ręce w górę i wsunął je we włosy Jamesa, mrucząc mu do ust. To było takie przyjemne, takie dobre... Nie, to było złe. Nie ulegnie mu, aby potem zostać zmieszanym z błotem. Koniec poddającego się i miękkiego Cody'ego Adisona. Złapał go za te czarne kudełki i odciągnął te cudowne, ssące narządy od jego warg.
– Podobno dotykanie mnie sprawia, że chce ci się rzygać! – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Jak masz zamiar to robić, to wypierdalaj. – Odepchnął go od siebie i poprawił szlafrok, który niebezpiecznie zsuwał się z ramion.
James oblizał ze smakiem usta. Cody miał prawo się wściekać.
– Cody, posłuchaj mnie.
– Słucham! – Założył ręce na piersi. Ten bezczelny typek był tak bardzo w tej chwili wkurzający, że miał ochotę walnąć go w te bielutkie zęby, aż ręce go swędziały.
James, będąc w domu, wiele sobie przemyślał. W sumie ten, na całe szczęście, niedoszły wypadek pozwolił mu zrozumieć, że życie jest kruche i w każdej chwili może zniknąć jak pęknięta bańka mydlana.
– Cody, dla ciebie to jest proste. Żyjesz z tym od lat, ja od kilku dni. – Gdy mijał Adisona, ten złapał go za ramię i odwrócił w swoją stronę.
– Mówisz tak, jakby to była choroba, wirus, który zasiał się w tobie i nie zamierza wyjść!
– Tak się czułem. – Wyrwał mu się i wszedł głębiej do pokoju. Przesunął wzrokiem po nieurządzonym wnętrzu. – Jakby zagnieździło się we mnie coś, czego nie chcę. Ale wracając do tego, co mówiłem, to przeklinam siebie, że taki jestem. – Podszedł do okna i wyjrzał przez nie. Widok go rozczarował. Tylko same bloki wokół. Przeniósł wzrok na coś lepszego, a tym obiektem był stojący nieopodal mężczyzna. – Powiedziałem dzisiaj... – Nie lubił się uzewnętrzniać, zawsze wszystko chował dla siebie. Poza tym takie zwierzanie się uznawał za mało męskie. – Powiedziałem coś, czego nie powinienem był mówić. – Cody odwrócił głowę w bok i patrzył na jakiś punkt na kanapie. Nadal stał z założonymi na piersi rękoma. – Żałuję tych słów. Nie są prawdą. Jest wprost przeciwnie i to mnie przeraża, nawet nie wiesz, jak bardzo. – Przyglądał się jego włosom. Zawsze uważał, że mężczyźni z długimi włosami są nieciekawi, często mieli je naprawdę brzydkie, ale te wyglądały na takie miękkie i geste. Zapragnął ich dotknąć, powąchać.
Cody na milczenie ze strony Harnera, zdecydował się na niego spojrzeć i to, co ujrzał sprawiło, że w ustach poczuł suchość i zapragnął, by język mężczyzny nawilżył tę pustynię. Otrząsnął się z tego, ale nie jego penis. Ta część jego ciała postanowiła myśleć w tych właśnie kategoriach i nie przyjmowała sprzeciwów.
– Mogę powiedzieć, że te kiepskie przeprosiny zostały przyjęte, ale nadal nie rozumiem, co tu robisz, James? – syknął.
– Jak wróciłem do domu, nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca. Coś rozrywa mnie od środka i muszę dopuścić do głosu pewne sprawy, bo oszaleję. Jeszcze dzisiaj... – urwał. Cody nie musi wiedzieć, że prawie się zabił. – Coś dało mi do myślenia i doszedłem do wniosku, że życie jest za krótkie, aby uciekać przed samym sobą, a raczej prawdą o sobie. Wystarczy piętnaście lat tej ucieczki.
– I do jakiego wniosku doszedłeś? – Cody usiadł na sofie, zarzucając ramię na oparcie.
James długo milczał, od czasu do czasu przecierając dłońmi twarz lub przeczesując włosy palcami. Wyglądał tak, jakby jeszcze walczył z samym sobą. W końcu popatrzył poważnie na drugiego mężczyznę.
– Naprawdę nie potrafię o tobie zapomnieć. Cały czas stoisz mi przed oczami, taki ładny, pachnący, taki pociągający. I nie mogę przejść obok tego obojętnie. – Usiadł blisko niego, położył mu rękę na kolanie. – Uwierz, że w domu dziś przeszedłem piekło i doszedłem do jednego wniosku, że ty i ja...
– Nie będę twoim eksperymentem! Zapomnij! – Odsunął kolano, chociaż ta dłoń była tak ciepła, a jemu już zdążyło zrobić się zimno. – Mam dość bycia obiektem doświadczalnym lub kimś, kto ma wzbudzić w innym zazdrość!
– Nie o to mi chodzi. Zaczynam rozumieć, jaki jestem oraz to, że chciałbym być z tobą bliżej.
– W jaki sposób? Seks? Nie licz na to. Jak bliżej, James? Przedstawisz mnie jako swego faceta innym? A może będę twoją małą tajemnicą? Tego chcesz? – Pochylił się w jego stronę. – Jeżeli tak, to znajdź sobie innego frajera, bo jak chodzi ci tylko o pieprzenie się z mężczyzną, to jest ich cała masa. Dlaczego ja? Bo wiesz o mnie i masz do mnie dostęp? – To bolało, bo ta wiedza, nad którą wcześniej się nie zastanawiał, nagle wydała mu się najważniejsza. Co, jeśli facet nie może o nim zapomnieć tylko z tego powodu? Przecież się nie zakochał, tak jak on.
Cody w tej chwili był zdecydowanie za blisko. Musiał się postarać, żeby patrzeć mu w oczy, a nie na przykład na usta lub nagą pierś, którą odsłoniły poły szlafroka.
– Nie. Właśnie o to chodzi. Nie, źle to powiedziałem. Chodzi o to, że to ty jesteś w mojej głowie i nie wiem, czemu. Nie ma to nic wspólnego z naszym pocałunkiem czy z tym, że jesteś dostępny. Jakimś dziwnym trafem wiem, kto jest gejem, a kto nie w całym budynku, w jakim jest agencja. Widzę, jak na mnie patrzy chłopak od ksero czy czego tam. Mógłbym go mieć, ale nie chcę, bo... – zaciął się – chcę ciebie, Cody. Nie wiem, co będzie jutro, ale na teraz pragnę cię całować, dotykać... – Przysunął się tak blisko, że stykali się swoimi ciałami i bez problemu, chociaż z obawą, dotknął jego włosów. Przesunął długie pasmo pomiędzy palcami i, pochylając się bardziej, wtulił w nie nos. Wciągnął powietrze. Pachniały lawendą.
– Czemu mnie wąchasz? – zapytał Adison, chociaż sam nie potrafił powstrzymać się od wciągnięcia zapachu cedru, jakim pachniał mężczyzna.
– Podobno zapach działa na zmysły – wyszeptał James, trącając nosem jego ucho, a po chwili szyję.
– Też tak słyszałem. – Miał pozwolić sobie na zapomnienie? Odchylił głowę na tyle, by pozwolić mężczyźnie na muskanie nosem skóry szyi. – James, masz jeszcze szansę, żeby stąd wyjść. Jak tego nie zrobisz, uznam, że chcesz być ze mną i nie wyjdziesz stąd do rana. Będę się chciał z tobą kochać. Słyszysz, co mówię?
– Słyszę. – Ujął jego twarz w obie dłonie i pogładził policzki kciukami. – Ty też masz teraz szansę się wycofać, gdy powiem, że chcę spróbować, ale na razie wolałbym, aby to pozostało tajemnicą. – Tak, złamał się całkowicie, ale nie jeżeli chodzi o to. Nie był gotów tak od razu, kategorycznie, zmieniać swego życia. I tak strasznie bał się tego, co czuje, nawet w tej chwili. Gdyby nie silne pragnienie pocałowania tego mężczyzny, dotykania go, pieszczenia, to by zwyczajnie zwiał, gdzie pieprz rośnie. Co prawda, nie miał o tym wszystkim żadnego pojęcia, ale chyba pod tymi względami nie różniło się to niczym od tego, jak sprawia się przyjemność kobiecie, pomijając anatomiczne szczegóły. Odgarnął mu włosy i pocałował go w szyję, po czym chwycił skórę pomiędzy przednie zęby.
Na co miał się godzić? Na bycie sekretem? W sumie czy byłoby w tym coś złego? Miałby Jamesa całego z pominięciem jego serca, ale to Adisona nie odstraszyło. Jęknął, gdy poczuł na swojej skórze lekkie szczypanie zębami.
– Jestem głupi, że się na to zgadzam – szepnął Cody. Chciał wiele, ale wiedział, że wszystkiego nie dostanie, więc na ten czas zadowoli się tym, co ma. Poza tym jego podniecenie rosło, gdy James wyczyniał jakieś cuda językiem na jego szyi lub ją kąsał.
Ucałował ostatni na tę chwilę kawałek skóry i pocałunkami zaczął wytyczać drogę do jego ust, a gdy już ich sięgnął, nie potrafił się oprzeć tym rozchylonym zapraszająco wargom. Porwał w swoje objęcia Cody'ego, prawie naciągając go na siebie, torując sobie drogę do środka. Zaczynał rozumieć, że pocałunki tego mężczyzny robią się uzależniające.
Wspiął się na niego, siadając okrakiem na kolanach Jamesa i nie odrywając ust od siebie, a tym samym nie przerywając tańca ich splatających się i liżących się języków. Z przyjemnością zaczął niszczyć mu tą idealnie poukładaną fryzurę, a biodra docisnął do jego, poruszając nimi zapamiętale.
Wyczuł, że Cody nie jest już taki miękki, a przez to jego penis zaczął jeszcze żywiej reagować. Do głowy wpadł mu obraz, jak dotykał go tam i sam to otrzymywał. Rozplątał pasek od tego przeklętego szlafroka i wsunął pod niego ręce wprost na plecy. Dotyk skóry posłał sygnały z komórki do komórki, informując każdą o przyjemności, jaka zaczęła się od palców i potoczyła dalej. Przesunął ręce w górę pleców, a później zgiął palce i sunął nimi w dół, drapiąc skórę mężczyzny, co wywołało drżenie Cody'ego.
Uwielbiał drapanie, a linia kręgosłupa była u niego szczególnie wrażliwa. Oderwał się od jego ust, by przylgnąć do tego dotyku jak spragniona głaskania kotka. Jego ręce podążyły do guzików koszuli i zaczęły z niecierpliwością rozpinać każdy z nich. Najchętniej to by je pourywał, szarpiąc materiał. Ukończył swoją pracę i zsunął koszulę z ramion mężczyzny, kiedy ten się lekko odchylił od oparcia kanapy. James przycisnął go mocno do siebie, gdy i on był już nagi powyżej pasa. Ich skóry dotknęły się, co doprowadziło ich do głośnego westchnienia.
– Cody. – Czucie na swym torsie płaskiej, ewidentnie należącej do mężczyzny piersi sprawiło, że pchnął biodrami w górę. – Nie wiem, co robić – przyznał się.
– Robisz dokładnie to, co trzeba. Resztę ci pokażę. – Pocałował go gwałtownie, gryząc i ssąc na przemian jego wargi. Nie zależało mu nigdy na seksie na tyle, żeby to było najważniejsze, ale teraz począł pragnąć tego mężczyzny całym sobą. Zaczął ocierać się zmysłowo o to ciało pod sobą. – Zobaczysz, jak to przyjemnie być z mężczyzną – szeptał zmysłowo Cody, przesuwając usta do ucha Jamesa. – Jaki to cudowny widok widzieć go z rozłożonymi nogami, czekającego tylko, aż w niego wejdziesz. A gdy to zrobisz, otoczy cię aksamitna ciasnota, będziesz miał ochotę równocześnie dojść i poruszać się przez wieczność. – Kusił i podniecał tym mężczyznę. – Chcę kochać się z tobą, James i pieprzę to, co będzie jutro. – Chwycił jedną z jego rąk, jaka masowała mu uda i położył sobie na pośladku. – Nie myśl, tylko dotykaj mnie, jak chcesz i gdzie chcesz.
Słuchał tego i twardniał z każdym słowem, a wyobraźnia podsuwała mu różne obrazy. Wiedział, jak kochają się geje, jak i wielu innych heteroseksualnych ludzi, ale sam nigdy tego nie robił. Zacisnął palce na okrągłym, jędrnym pośladku, po chwili decydując się włożyć ręce pod cienki materiał spodni. Pomasował pośladki, a jego oddech przyspieszył. Nie miał wątpliwości, że go chce.
– Chodźmy do sypialni, tam mam wszystko, co potrzebne – powiedział Cody po paru chwilach ocierania się i całowania. Zsunął się z kolan mężczyzny, od razu pozbywając spodni, tylko mu przeszkadzały. Poza tym wiedział, że wygląda dobrze i miał zamiar mu się pokazać.
James patrzył jak zahipnotyzowany na stojącego członka, a po chwili, gdy Cody się odwrócił, by zapewne przejść do sypialni, ujrzał idealne pośladki. Żadna z jego kobiet takich nie miała.
– Będziesz tam siedział i czekał, aż sam się sobą zajmę, czy idziesz ze mną? – Cody zatrzymał się i obejrzał przez ramię na mężczyznę, który w końcu wstał. Skierował wzrok na jego krocze i ujrzał pokaźne wybrzuszenie.
– Patrzę na ciebie. – Dotarł do niego i przycisnął się do jego pleców. Obsypał pocałunkami kark Cody'ego i ramiona. Przejechał paznokciami po jego bokach. Miał gdzieś, że to wszystko dzieje się tak szybko. Kierował się pragnieniem i to mu na teraz wystarczyło.
– Sypialnia. – Nie miał zamiaru dać się wziąć na środku pokoju. Z niedoświadczonym kochankiem wolał uważać.
– Mhm. – Z trudem go wypuścił i podążył za nim. Nie interesowało go, jak urządzony jest pokój, miał przed sobą o wiele bardziej interesujący widok.
Cody wszedł na łóżko i uklęknął na skraju, po czym złapał Jamesa za pasek spodni i przyciągnął zdecydowanie do siebie. Rozpiął sprzączkę, aby zaraz wysunąć pas ze szlufek, a potem dobrać się do zapinki i zamka.
James patrzył na to, co robi mężczyzna i nie umiał go sobie wyobrazić inaczej niż w taki sposób. Klęczący przed nim i rozbierający go. Poczuł chłód na swoim ciele, kiedy spodnie wraz z bielizną opuściły swoje miejsce i zsunęły się w dół. Pocałunki i lizanie na jego brzuchu pozostawiały parzące miejsca, a krew zamieniały w lawę. Odnosił wrażenie, że zrobił się jeszcze twardszy, a do tej pory żaden dotyk, poza pocieraniem się ich bioder na kanapie, nie pojawił się na jego penisie.
Całował go po napiętym brzuchu z ekscytacją. James nie był zbytnio owłosiony, dlatego gdy zjechał ustami na jego podbrzusze, dopiero natrafił na szorstkie owłosienie łonowe i wtulił w nie nos.
– Cody. – Zaczął bawić się jego włosami, nie nakierowując mężczyzny w żadem sposób. Nie chciał go do niczego zmuszać, gdyż sam nie był gotów, żeby coś takiego zrobić. Lecz gdy poczuł gorący język na wrażliwej i spragnionej pieszczot główce, nie potrafił powstrzymać się przed krzykiem i odrzuceniem głowy na kark.
Już on mu pokaże, że usta mężczyzny na członku są o wiele lepszą sprawą niż te kobiece. A musiał sam przed sobą się pochwalić, że umiał pieścić oralnie penisy. Zaczął od polizania samego czubeczka, tam, gdzie jest dziurka i wbił w nią język, drażniąc stymulująco. Spodobała mu się reakcja Jamesa, więc tylko śmielej zaczął sobie poczynać. Wylizywał każdą kropelkę wypływającą z dziurki na czubku, jaka miała na celu nawilżyć główkę i sprawić, by dotyk był o wiele bardziej rozkoszny. Delektował się smakiem i zapachem mężczyzny, sam pragnąc coraz bardziej mieć ten członek w sobie i czuć, jak się w nim porusza, doprowadzając go do pasji, jęków i sprawiając, że ich ciała pokryłby pot. Otworzył wargi i wsunął sobie pierwszy centymetr członka do ust, zaciskając je i trąc nimi o delikatną skórę, pracując przy tym intensywnie językiem.
Tego oczekiwał. Na to czekał od pierwszej chwili, gdy te usta znalazły się tak blisko jego członka. Chciał więcej. Pragnął ocierać się o jego podniebienie, zagłębić w gardle i dojść. Aż zadygotał od tych myśli. Spojrzał w dół i ujrzał tak podniecający widok, że omal nie wystrzelił wprost w te seksownie zaciśnięte na nim wargi. Teraz już nie umiał oderwać od niego oczu. Zebrał mu jeszcze z czoła włosy i przytrzymał, aby nie leciały na twarz ruszającemu głową mężczyzny.
– Popatrz na mnie, Cody.
Cody spełnił jego życzenie na ile mógł, by nie przerwać oralnych pieszczot. Penis w jego ustach był niczym skała i drgał przy każdym ruchu języka, który dzielnie pracował wraz z ustami. Wsunął go sobie aż do gardła na kilka sekund, ponownie wywołując krzyk mężczyzny i w końcu wypuścił z głośnym plaśnięciem. Cały członek lśnił od śliny i soków, jakimi obdarowywał go James. Cody oblizał się jeszcze i ponownie zatopił swoje oczy w piwnych.
James nie wytrzymał, pozbył się butów i reszty ubrania, aby zaraz zacząć całować te nabrzmiałe usta, które robiły mu tak dobrze. Tak strasznie był rozpalony, że sam w to nie wierzył. Odeszły wszystkie wątpliwości i teraz był facetem, który pragnął drugiego faceta z siłą godną huraganu. Popchnął Adisona na łóżko, aby sam się wspiąć na mężczyznę i położyć na nim, nie przerywając całowania.
Cody bardzo dobrze czuł, jak rozpalił tego mężczyznę. Żar gorącego ciała, jakie na sobie poczuł, jasno na to wskazywał. Westchnął, czując ciężar na sobie. Kochał to. Kochał mieć na sobie i w sobie mężczyznę. Czuł, jak jedna ręka Jamesa, podczas, gdy drugą się podpiera, aby go za bardzo nie przygniatać, głaska jego biodro, przechodzi na udo i chwyta je w stalowym uścisku. Cody lubił mocny dotyk, więc tylko się temu poddał. Jego penis ocierał się o brzuch mężczyzny, a członek Jamesa wsunął się tak, że podrażniał miejsce za jądrami i czasami przesuwał się wzdłuż rowka.
– James, chcę ciebie. – Zacisnął dłonie na ramionach Harnera.
– Powiedz mi, co mam robić? – Obcałowywał mu szyję i obojczyk. Zabrał rękę z biodra i kciukiem potarł jeden z sutków Adisona.
– Wszystko ci pokażę. W szufladzie od twojej strony jest żel i prezerwatywa.
James z ociąganiem uniósł się z niego. Takie ocieranie się było fascynujące, zwłaszcza, że czuł członek Cody'ego blisko. Cody skorzystał z okazji i wstał, by od razu dobrać się do jego szyi. Nie dane mu jednak było zabawić się nią dłużej, naznaczyć, że James jest jego, bo zaraz leżał rozciągnięty na łóżku z rękoma nad głową. O tak, tego chciał. Dominującego faceta, w którym się zatraci. James, jak na takiego pewnego siebie typka, w tych swoich ruchach był raczej nieśmiały, ale zapewne z czasem to się zmieni.
– Weź na palce trochę żelu i wsuń jeden do mego odbytu. Ale powoli, dawno nie miałem kochanka. Lecz wpierw mnie pocałuj.
James spełnił ostatnią prośbę z wielkim zaangażowaniem, pochłaniając jego wargi, bezczeszcząc je swoim językiem, zębami i ustami. Miał wrażenie, że w pokoju panował tak wielki upał, że jego ciało spłonie. Myśl, że zaraz znajdzie się w ciasnym tunelu, o dziwo seks analny go nie brzydził, jeszcze bardziej go nakręcała. Przerwał pocałunek i wypuścił ręce kochanka. Nalał sobie żelu nawilżającego o zapachu brzoskwiniowym na palce. Roztarł go po nich.
Cody, widząc to, złapał się pod kolanami i tym samym otworzył na widok oczu partnera. Nie było tak, że się nie wstydził, ale pragnienie ukazania Jamesowi wszystkiego zwyciężyło.
James wstrzymał oddech, kiedy zobaczył, jaki widok się przed nim rozpościera. Przełknął ślinę, która zaczęła się produkować w ogromnych ilościach. Klęcząc na piętach, czystą ręką dotknął leżącego na brzuchu Cody'ego penisa. Chwycił go w dłoń i postawił do góry, nie potrafił oderwać oczu od widoku. Podniecało go to coraz bardziej, a w głowie, sercu, ciele zaczęły krążyć dodatkowe pragnienia. Oblizał się, pochylił do jego członka. Polizał go od nasady do czubka.
Cody nie spodziewał się tego. Przyjął do wiadomości, że nie dostanie tam nawet jednego dotyku języka, ust, a teraz ciepłe wargi smakowały go powoli. Otworzył oczy, które nawet nie wiedział, kiedy zacisnął. Oczy Jamesa wpatrywały się w niego i biło z nich nie tylko pragnienie, ale i zdecydowanie. Poczuł, jak nawilżony palec kochanka odnajduje odbyt, a po chwili masuje wejście. Usta cały czas pieściły lekko penisa, oczy patrzyły na niego, a wtedy palec wsunął się do środka i Cody jęknął. Niewiele brakowało, aby doszedł.
To nie było złe, smakowanie członka innego mężczyzny. Nie, to był penis Cody'ego, a to było ważne. Nie zdecydował się pochłonąć go do ust, ale wsunął sobie główkę i pocierał językiem o jej spód. Pieścił palcem wnętrze kochanka, czując, jak ścianki odbytu rozluźniają się.
– Wsuń drugi. Wysuń pierwszy, dołóż do niego drugi i oba... O tak. – Cody wygiął się w łuk. – Zegnij je, rozszerz, pieprz mnie nimi. Chcę być gotowy na ciebie, James.
I pieścił go, długo, całując po udach i pachwinie. Trzeci palec wsunął się bez problemu, a Cody sam starał się na nie nabijać, będąc coraz bardziej bliski szaleństwa z rozkoszy. James pomasował swego penisa, który dumnie stał i czekał na zapoznanie się z tym miejscem, w którym teraz były palce.
– James. – Cody puścił swoje nogi. – Wejdź we mnie. Po prostu wejdź. Nie dam rady dłużej czekać.
Widok, jaki przedstawiał podniecony Cody, kodował się w głowie Jamesa. Pragnął go takiego zapamiętać. Wysunął palce i otworzył opakowanie kondoma. Wtedy usłyszał głos Cody'ego, który usiadł przed nim.
– Daj, nałożę ci. Połóż się na plecach.
James uniósł brwi, ale nie oponował. Oddał mu prezerwatywę i ułożył tak, jak Adison kazał. Cody uklęknął nad nim okrakiem i naciągnął gumę na członka. Obficie nawilżył prezerwatywę i ustawił się biodrami nad penisem mężczyzny. Sam był rozluźniony, gotowy, chętny i do tego mokry w środku od żelu. Trzymając trzon kochanka, opuścił się wolno, biorąc go w siebie i zatrzymał dopiero wtedy, kiedy cały twardy penis był w nim. Oparł dłonie na klatce piersiowej Jamesa, wpatrując mu się uważnie w oczy.
– Czuję cię w sobie, James – sapnął i zaraz uniósł się, a potem opuścił.
James złapał go za biodra, wręcz odlatując z rozkoszy. Cody był tam strasznie ciasny i pochłonął go w siebie całego. Patrzył na niego głodnym wzrokiem, pomagając mu się poruszać na nim. Cody sapał, jęczał, kręcąc biodrami kółka i pieprząc się na nim coraz szybciej. James, zginąwszy nogi w kolanach, ruszał biodrami, podrzucając tym samym mężczyznę na sobie na tyle, by się także samemu w niego wbijać.
Cody wygiął się do tyłu, kładąc ręce na jego udach, nie przestając dostarczać im obu niezwykłych wrażeń. Z trudem łapał powietrze, a jego długie włosy opadały mu na mokre plecy. Zdaniem Jamesa wyglądał nieziemsko, był naprawdę ładny. Po kilku minutach Harner górną połowę ciała kochanka przyciągnął do siebie tak, że Cody leżał klatką piersiową na jego. Ich usta się spotkały w żarłocznym, pełnym uniesienia i pasji pocałunku. Języki nawzajem smakowały wnętrza i siebie, jakby były wygłodniałe i spragnione zmysłowego tańca oraz wzbierającej coraz bardziej ostatecznej kumulacji.
James pragnął dać kochankowi jeszcze więcej, a zarazem samemu dążyć do orgazmu, który wzbierał się w nim od dłuższego czasu. Przekręcił ich powoli tak, że teraz to Cody leżał na plecach, zaciskając nogi wokół jego bioder, a on, mając ręce ułożone po bokach jego głowy, wchodził w niego głęboko, idealnie trafiając w prostatę mężczyzny, o czym kochanek go zapewniał swoimi krzykami, drżeniem nóg i wzrokiem.
Kochali się przyciśnięci do siebie, obdarowując się pocałunkami i zachowując tak, jakby tylko oni na tym świecie istnieli i ich dążące do spełnienia ciała. Nie było wokół nich nic, nawet tego pokoju, łóżka. Były tylko oczy kochanka głęboko wpatrujące się w te drugie, biodra uderzające o biodra, ręce błądzące po plecach Jamesa, pięty wbijające się w pośladki Harnera i penis Cody'ego ściśnięty pomiędzy ich brzuchami.
Cody jęknął, będąc już wyczerpanym, gdy pierwszy strumień spermy utorował sobie drogę na zewnątrz, ciągnąc za sobą następne i tym samym doprowadzając mężczyznę do silnego, wstrząsającego orgazmu.
James czuł, jak ich brzuchy pokrywa gorąca i lepka substancja, a jego członek jest ściskany mocno przez mięśnie i chociaż uwielbiał trwać na skraju orgazmu, to teraz nie potrafił tego zrobić. Widok, jaki przedstawiał Cody i odczucia pociągnęły go na krawędź przepaści i skoczył ku spełnieniu, wtulając twarz w szyję Adisona. Jego biodra robiły ostre pchnięcia, a ciało drżało w konwulsjach, dopóki fala przyjemności nie dobiegła końca, wysysając z niego wszystkie siły.
Cody tulił mężczyznę do siebie i pozwalał mu na ostatnie już pchnięcia, zanim James całkiem nie znieruchomiał w jego ramionach. Nawet będąc w poorgazmowym błogostanie, Cody martwił się o to, co będzie dalej. Harner wyjdzie? Zostawi go w pustym łóżku i zmierzwionej pościeli noszącej ich ślady? Nieświadomie zacisnął ręce wokół szyi Jamesa zbyt mocno.
– Cody, dusisz mnie.
– Przepraszam. – Puścił go, a wtedy kochanek uniósł się na łokciach.
– Nie patrz na mnie tak, jakbym miał teraz ci przyłożyć. – James pocałował go delikatnie.
– Nie patrzę.
– Patrzysz, Cody. – Uśmiechnął się James. – To było nieziemskie.
– Zostaniesz na noc? – Zaryzykował pytanie.
– Pod warunkiem, że dostanę rano śniadanie do łóżka. – Zaśmiał się.
– To ty masz mi przynieść śniadanie. – W Cody'ego wdarła się ulga. Jest szansa na coś więcej?
– Razem zjemy w łóżku. – Wysunął się z niego, podtrzymując koniec prezerwatywy i zdjął ją. Uniósł się i zawiązał koniec, aby zaraz zawinąć ją w podaną przez Cody'ego chusteczkę.
Obaj wytarli się ze spermy Adisona nawilżającymi chusteczkami, które przyniosły pytanie Jamesa:
– Jak często się masturbujesz?
Cody popatrzył głęboko zawstydzony na kładącego się obok kochanka.
– Czemu pytasz?
– Masz tu tyle pod ręką potrzebnych rzeczy.
– Rzadko. Seks nie jest dla mnie najważniejszy, ale mam potrzeby...
– Nie tłumacz się, gwiazdeczko. – Uśmiechnął się James, obejmując mężczyznę w pasie i przyciągając go do siebie. Pocałował go w skroń. Nie wiedział, skąd wzięły się w nim te czułości. – Nie mam ochoty się z łóżka ruszać.
– Nie zadzwonisz do domu, że nie wracasz?
– Już im powiedziałem, że jak mnie nie będzie, to mają nie czekać. Jest Chloe, to dadzą sobie radę.
– Planowałeś to? – Cody zmarszczył brwi.
– To, co się wydarzyło nie, ale rozmowę i wspólną popijawę tak.
– Popijawę?
– W aucie mam coś mocniejszego, ale wolałem nie brać, abyś nie rozwalił butelki na mojej głowie.
– Zasłużyłeś na to, ale zdecydowanie wolę takie zakończenie wieczoru – szepnął Cody, kładąc się tyłem do Jamesa.
– Ja też. – Cmoknął go w ucho i przykrył ich obu. Objął go w pasie, przytulając się do jego pleców. – Dobranoc.
– Dobranoc.
Obaj jutro pomyślą o tym, co się stało i czy to ma szansę na to, aby było z tego coś więcej.

52 komentarze:

  1. seks był świetny! <3
    dobrze, że Cody nie wyrzucił Jamesa z mieszkania, a ten nie dał się tak łatwo zbyć. Cody go opierdolił - i bardzo dobrze :D. należało się Harnerowi.
    no i co, James? facet lepszy do seksu niż kobieta, co nie? XD
    i James go polizał.. mm! wziął się na to zdobył, cudnie :D. a ich seks.. długi i gorący. wyszło Ci świetnie :).

    Ay

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, tak, tak... Czekałam na ten rozdział z niecierpliwością. I wreszcie się doczekałam ;) Luano - tworzysz mi dzisiejszy dzień ;) Dziękuję.
    James nareszcie przestał się miotać biedny i przyznał, że ewidentnie ciągnie go do Cody'ego. A ten przynajmniej mu wygarnął. Coś czuję, że nie będą mieli tak różowo, ale przecież dadzą sobie radę, prawda? Będą razem, muszą być :)
    Mogę sobie pozwolić na mały spamik? Dopiero zaczynam i zależy mi na obiektywnej opinii. Na jakiejkolwiek opinii ;) http://storysfromkirarin.blogspot.com/ Rozdziały co czwartek.
    A teraz nie pozostaje mi nic innego jak pozdrowić Cię serdecznie, życzyć weny i przeczytać rozdział jeszcze ze dwa razy ;)
    Kirarin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na spamik zawsze można sobie pozwolić, chociaż przyznam, że ostatnio mam bardzo mało czasu na czytanie i robię to z dużym opóźnieniem.

      Usuń
  3. Ha! James niczego nie spieprzył :D Miałam podobne myśli po jak Cody :P
    Mam nadzieje że zdajesz sobie sprawę że na notkę musiałam czekać do 11.51 ?! Kurcze... chyba za wcześnie wstaje... :P

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  4. No i znowu zostawiasz nas w niepewności!
    Jak zwykle potrafisz ostro podziałać na moją wyobraźnię, rozdział świetny, cudowny, wspaniały, mru. Ciekawa jestem tego ich poranka, bardzo ciekawa, co będzie później, itp. Przydałby się naprawdę długi komentarz po tym rozdziale, ale nie będzie go niestety, bo mam ostatnio blokadę w składaniu myśli.

    OdpowiedzUsuń
  5. Luano, w życiu nie czytałam czegoś takiego :D Podniosłaś mi chorobową gorączkę, ale śmiało mogłabym Ci nadać tytuł jednej z najlepszych pisarek ever. Jak dla mnie to podtrzymuje swoją opinię o tym, że powinnaś to wydać w edycji książkowej, to jest za dobre. Znalazłam tylko jeden błąd i ośmielę się Ci go przedstawić : "Przełknął ślinę, która zaczęła się produkować w ogromnych liściach." -> Jak mniemam miało być "ilościach" ;D Całość była fantastyczna i jestem wręcz zachwycona, bo tym dziełem przegnałaś mój ból głowy ;3
    Pozdrawiam serdecznie, życzę weny i rozpaczam, że trzeba czekać tak długo na kolejną część ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miała być w ilościach. Dzięki. Zdrowia życzę.^^

      Usuń
  6. Czy mówiłam jak jesteś wspaniała?
    Wiem mówiłam, ale się powtórzę.
    To opowiadanie jest po prostu Boskie.
    Nigdy nie przestawaj pisać bo uduszę.
    Prowadzenie bloga wymaga wielu wyzwań, ale podoba mi się to,co widzę u Ciebie.
    Opis tego wspaniałego i cudownego seksu?
    Niesamowity.
    Te emocje... uczucia kiełkujące się między Jamesem a Cody'm.
    Normalnie aż czułam je w sobie czytając to.
    Po prostu jestem pod niesamowitym wrażeniem.
    Luano nie masz sobie równych naprawdę.
    Po prostu życzę dalszej weny i czekam na ciąg dalszy.
    Ta historia nigdy mi się nie znudzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mrał *,* xD
    Siedziałam tak i czytałam cały rozdział z ogromnym ślinotokiem, jak zawsze jesteś niesamowita! Było świetne!
    No, swoim zwyczajem doczepię się tylko do tego, że Cody mógłby foszka troszkę dłużej trzymać, ale finisz całości zdecydowanie wynagrodził mi brak przetrzymania Harnera ;P
    Cody opieprzył go i bardzo dobrze, chociaż mógłby jeszcze trochę pograć na wyrzutach sumienia, należało się draniowi!
    Nie przeciągając, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy i życzę pulchnej, ogromniastej i napalonej Weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam,
    rozdział miodzio ;] wyszedł świetnie, Cody powrzucał Harnerowi i dobrze należało mu się... ale też dobrze, że nie zamknął mu drzwi przed nosem, a sam James nie dał się tak łatwo zbyć... James przestał się w końcu miotać i odważył się na taki krok, a sex mrrr długi i gorący. No i James został na noc u Codi'ego ;] Ciekawa jestem jak będzie wyglądał ich poranek, oraz tego jak będą się zachowywać w pracy. James powinien się tam pojawić, aby zobaczyć Madsona w specjalnym stroju ;] Ach teraz musze czekać cały tydzień na następny rozdział jak ja dam radę....
    Weny, mnóstwa weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdeczne Basia

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyno piszesz zajebiście, kocham Twojego bloga i już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Wspaniały rozdział:) Dzięki za rozdział:) Życzę dużo weny i pozdrawiam Kyouko:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Yeaaah! Wydarzyło się dokładnie to co chciałam! Hurra! W końcu James przejrzał na oczy no i wszystko przedstawił Cody'emu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. MISTRZOSTWO
    Wspaniale opisałaś to zbliżenie między nimi, biła od tego taka namiętność.
    Aż zaschło mi w ustach. Gorący seks w twoim wykonaniu to jest coś czego było mi trzeba...Jesteś wspaniała, przecudowna. Uwielbiam twoje opowiadania. Po mimo kilku błędów rozdział jest idealny.
    No i trzeba pogratulować Harnerowi za prawidłowy wybór. Już nie mogę doczekać się kolejnej notki:)
    Pozdrawiam i życzę WENY!

    Kathi

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny rozdział! Seks, wyznanie Jamesa, cudowne!
    Co do poranka, James nie może już nic spieprzyć. Mam nadzieję, że ten seks znaczył, że oni są już razem i że już między nimi będzie dobrze.
    Luano. Będzie dobrze, prawda? Już będą razem aż James nie powie mu jednoznacznie że go kocha i poprosi o wprowadzenie się. 4 rozdziały do końca a ja chcę poczytać jeszcze o ich związku :) Oby się już między nimi nic nie zepsuło.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.
    http://my-yaoi-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Luano, czy dostateczny powód na dodanie nowej noty w czwartek jest to, ze mój kot ma urodziny jutro? (wiesz, każdy powód jest dobry, a mój kot się ucieszy na nowy rozdział z okazji jego urodzin:) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego dla futrzaka :)
      Nie tam, że każdy powód, ale takie święto na rozdział zasługuje :)

      Usuń
    2. a to specjalna okazja bo kot kończy 4 lata już! A to zacny wiek dla kocura:)

      Usuń
    3. Kotu życzę wszystkiego najlepszego, ale rozdział będzie tak jak ma być. :D Inaczej na nowe opowiadanie poczekacie miesiąc. :DDD

      Usuń
    4. ee tam miesiąc. my na koncówkę musimy miesiąc czekać :( umrę !

      Usuń
    5. Nie umrzesz. Dasz radę.^^

      Usuń
    6. Jak nie ona to ja :P
      Nie żal Ci nas wcale?

      Usuń
    7. mój kot czuje się niepocieszony. I zaawiedziony!
      No e tam nowe opowiadanie! Jak nie bede wiedzieć o czym jest to nie będę tak bardzo czekać jak na pobudkę Jamesa i Cody'ego!
      Nie masz serca! ;P

      Usuń
    8. Nyu - nie żal.
      A - Nie mam serca. *złowieszczy śmiech*

      Usuń
    9. osz Ty! No weź ;P *szuka sposobu by ją przekabacić* xD mój kot jest smutny! Polubił Cody'ego xD

      Usuń
    10. No koniec świata :P
      Już nawet czytelników jej nie żal...

      A - moje dwa futra też, a co :D

      Usuń
    11. masz dwa futra? xD bo ja mam męskie żeńskie i psie xD czyli czy futra...
      Nosz niedobra Luana! Nie żal jej nas a ja tu cierpię katusze. O 3 marca mam urodziny xD to chociaż możesz to dla mnie zrobić i wstawić tam następny rozdział w kolejce xD

      Usuń
    12. A nie - to licząc męskie to mam więcej niż dwa - ja o kocich myślałam :D

      3 marca już niedaleko - urodziny ważna okazja Luanko!

      Usuń
    13. Właśnie popieram. Wiesz 22 urodziny zdarzają sie raz w życiu :) Bardzo bym była szczęśliwa:)

      Usuń
  14. Heej :3
    No było fajnie :3 Była jedna literówka nie pamiętam gdzie. Seks był fajny, wszystko fajnie ^ ^ Pozdrawiam serdecznie i czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
  15. no w koncu! jak ja czekalam na ten moment :)
    opis calego zblizenia miedzy panami genialnie opisany! nie moge sie doczekac kolejnej czesci.
    pozdrawiam i weny zycze
    Lu

    OdpowiedzUsuń
  16. Jako, że byłam na wyjeździe to ominęło mnie nerwowe sprawdzanie bloga co 10 minut.
    Coś Cody Jamesowi za łatwo wybaczył - ja bym go przeczołgała porządnie, ale co poradzić, że ciut sadystka ze mnie.
    Widać, że w łóżku chłopaki do siebie pasują, a i James mnie pozytywnie zaskoczył. Czekam na kolejną część

    OdpowiedzUsuń
  17. Aw, piękny rozdział ♥
    Mam nadzieję, że między Cody'm a Jamesem wszystko się ułoży <3 Mam wrażenie, że ten sekret się wyda i Harner będzie obwiniał Adisona.. No cóż.
    Podobało mi się to, że Cody nie przyjął Jamesa z otwartymi ramionami, było to takie naturalne i pięękne ♥
    Luano, jesteś świetna z zwykłej opowieści o przeciętnej fabule (powiedzmy sobie szczerze) potrafisz zrobić cudeńko <33
    Nie mogę się doczekać następnej notki, ja już chcę ciąg dalszy. A Ty zmuszasz nas do czekania, przez cały tydzień! Nie dałoby się wcześniej dodać rozdzialiku? *robi oczka kota ze Shreka*

    Czekam na dalszy ciąg i pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  18. mrrr ^^ zajebiście po prostu nie wiem co pisać ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja mam pewnego rodzaju niedosyt. Najpewniej spowodowany tym, iż chciałam podświadomie otrzymać obu panów w odwrotnej konfiguracji. Jednak do końca opowiadania, coś się jeszcze pewnie wydarzy :)
    Poza tym to chyba w gruncie rzeczy pozytywny objaw, jeśli czytelnicy są spragnieni dalszego ciągu opowieści.
    Naszło mnie też uniwersalne przesłanie - jak to dobrze Luano, że zdecydowałaś się publikować na łamach bloga. Dzięki temu trafiasz do tak szerokiego grona odbiorców. Jestem pewna, że czytają Cię osoby, które nigdy nie sięgnęłyby po tego typu literaturę w postaci papierowej. Naprawdę robisz świetną robotę. Rozdział oczywiście bardzo mi się podoba :) a wspomniany niedosyt stanowi formę wielkiego uznania.

    Pozdrawiam i życzę weny
    Kiyomi's Soul

    OdpowiedzUsuń
  20. Uch musiałam nadrobić rozdziały :) super akcja idzie xxd ciekawe jak to się jeszcze potoczy *.* weny :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jesteś najlepsza:)
    Wiedziałam, że Cody będzie zbyt zraniony, aby ot tak pozwolić, bez wyjaśnień, James'owi na więcej i cieszę się, że tak się stało.
    Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na następny rozdział:)
    Pozdrawiam serdecznie i weny życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przeczytałam wczoraj, ale brat już nie pozwolił skomentować ;]

    "Mógł zrobić w takiej sytuacji tylko jedno." - i bardzo słusznie, że to zrobił. xD Ale podobnie myślę jak inni - dobrze, że Cody nie pozwolił Jamesowi robić, co mu się żywnie chciało i na co miał w tamtej chwili ochotę, bez jakichkolwiek wyjaśnień. Nieco dziwi mnie to, że uznał na końcu, iż i tak nie zazna uczucia, ale ma chociaż nadzieję. Przecież właśnie dlatego nie chciał seksu... aby nie cierpieć.
    "Przeniósł wzrok na coś lepszego, a tym obiektem był stojący nieopodal mężczyzna." - co tam meble! xD Mieć takiego faceta... móc wreszcie wpleść palce w jego długie, spływające na kark, włosy. Całować wargi i czuć delikatne igiełki zarostu... Mmm ;3 James zachowywał się z czasem tak, jakby w 90% był pewien, że woli mężczyzn. Był odważniejszy, choć ostrożnie pytał, co ma dalej robić. Ale charakter, jaki od początku pokazywałaś w nim, został zachowany. James nie zmiękczył się. Był twardy... a, nawet w dwuznaczności tego słowa. xD
    "Widzę, jak na mnie patrzy chłopak od ksero czy czego tam." - uuu, grzeszne myśli, grzeszne myśli... Nie mogłam ich wyrzucić z głowy. xD James, Cody (chłopakowi od ksera podziękujemy. Był dobry, ale przegrał xD) i ksero... uch *_*
    "Nie myśl, tylko dotykaj mnie, jak chcesz i gdzie chcesz." - przepadłam w tym momencie, leżąc plackiem. ;3 Niech rękami i ciałem zawładnie pragnienie, a nie przemyślane decyzje: Pocałuję go tam, a tu dotknę i sprawdzę reakcję. James miał działać... A Cody był genialny!!!
    "– Będziesz tam siedział i czekał, aż sam się sobą zajmę, czy idziesz ze mną?" - dla pewności przeczytałam sobie końcówkę i naprawdę mam takie same odczucia, jak wczoraj. Gorąco, spierzchnięte wargi... Jejuś ;3 Cody żywo staje mi przed oczami! Roznegliżowany, stojący bokiem do Jamesa, a potem przechodzący na korytarz... Ślinka mi cieknie!!!
    "Zegnij je, rozszerz, pieprz mnie nimi. Chcę być gotowy na ciebie, James" - Ty wiesz, coś Ty ze mną wczoraj zrobiła (i dziś?) Takie opisy, instrukcje... Sama to pisałaś i pewnie też czytałaś, więc wiesz dobrze, jak człowiek może czuć się w chwili śledzenia gestów i tekstu dialogu... Gorączka. Po prostu gorączka!
    "– Nie patrz na mnie tak, jakbym miał teraz ci przyłożyć." - haha XD Zraniony zajączek. xD No ale jak miał patrzeć? Jest niepewny, nie chce znów doznać uczucia odtrącenia... I pożegnania się z pracą. No, o tym ostatnim teraz raczej nie myśli. Zresztą James byłby świnią, gdyby wykorzystał Cody'ego, a potem powiedział, że może zostać w firmie, ale chce mieć go w łóżku. Nie... to nie Harner... on by tak nie zrobił. (niechby spróbował!)
    Gorąco ;3

    Ja mam 5 projektów. xD Ale za żaden jeszcze się tak konkretnie nie wzięłam. xP
    Mnie też bardziej podobało się to, niż RadekxDarek. xD Zresztą widać po długości... xD Mogłam pisać i pisać, ale dopiero po ochrzanieniu Ariela. xD
    Sebastian bał się. On papuguje zachowania ludzi. Gdy widział, że osoby spokojne mogą liczyć na stały związek, on też spokorniał... a z Kryspinem mógł być sobą, bo jak któryś z nich wspominał - trafiła kosa na kamień. xD Ojj, obydwoje będą mieli jazdy ze sobą. xD Ale o nich już rozdział z życia zamknęłam. Hehe, powoli zamykam sprawy każdego, aby zakończyć rozdział (choć to nie oznacza, że Seba mi się nie przewinie... jeszcze zobaczę) xD

    OdpowiedzUsuń
  23. To było piękne. Świetnie to wszystko opisałaś. Nie ukrywam, że właśnie na to od początku czekałam i to najbardziej mnie ciekawiło. Cała ich historia jest dosyć komiczna i zagmatwana, ale lubię, kiedy zdarzenia się przeplatają i tworzą jedną, spójną całość. Szkoda tylko, że zbliżamy się już do końca opowiadania, no ale... Zazwyczaj wszystko co dobre, szybko się kończy.
    Cody jest słodki^^
    Czekam na kolejny odcinek:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Luana nas torturuje.
    Masz mnie na sumieniu! Spać nie mogłam bo mi się CODY śnił :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie wiem czy za takie sny to nie powinno się raczej podziękować :)))

      Usuń
    2. dziękować? xD ja będę dziękować jak mnie się przyśni poranek Cody'ego z Jamesem xD a nie że się męczę nie wiedząc co dalej...
      btw lekki spam zapraszam do mnie (poczytać grafomaństwo stosowane)xD

      Usuń
    3. Ale ja regularnie czytam to "grafomaństwo" :P Nie trzeba mnie zapraszać :D

      Usuń
    4. haha rzadko komentujesz :D

      Usuń
  25. Pięknie to opisałaś:) Ogólnie podoba mi si e w jakim kierunku idzie akcja. A że zagmatwane to wszystko to i lepiej bo jest bardzo ciekawie i ja osobiście nie mogę się doczekać nowej notki. Polubiłam ich i oby opowiadanie trwało jak najdłużej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no 13 rozdziałów to długoxD niech ich związek długo trwa:P

      Usuń
  26. Mikołaj nie wiedział o bracie, bo go nie poznał... Nie mieszkali w tym samym domu. Hm... podpowiem Ci jedno zdarzenie - pamiętasz fragment, gdy Adam przypominał sobie (Mikołaj też) zdarzenie z kościoła? Ojciec młodego Kubiaka trzymał mu rękę na ramieniu... On i matka Mikołaja już wtedy szykowali się do porzucenia chłopaka. Matka spędzała czas z młodszym synkiem.
    Heheh, Seba mógł się pomylić. xD A chciałam dać coś humorystycznego. ;P

    ****

    Ja Cody'emu życzę jak najlepiej. A zwłaszcza, by James okazał się tym przyjemnym wyjątkiem i prawdziwym facetem, a nie jakimś inspektorem od spraw badania siebie kosztem innych. xP

    OdpowiedzUsuń
  27. co chwile odświeżam stronę a tu nic xD Luana!!!! Nie dręcz już nas xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo :):)
      Luana czekamy

      Usuń
    2. Odświeżanie rządzi XD

      Usuń
    3. Ale na razie nic nie daje :(:(

      Usuń
    4. ej cholera nadal nic! Weź bo ja tu umrę i mnie bedziesz miała na sumieniu no! xD

      Usuń
  28. No to dzisiaj sobie nie przeczytam nowego rozdziału. Szkoda. Muszę czekać do jutra. Jak ja to wytrzymam. :(
    Ale co się odwlecze to nie uciecze.
    Do jutra.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)