17 lutego 2019

Powrót do Limare - Rozdział 4

Hejo, Kochani. Witam Was z kolejnym rozdziałem serii Amare i życzę udanego tygodnia. :)

Przypominam, że na Bucketbook.pl jest do kupienia Antologia opowiadań LGBT Miłość, w której znajduje się moja nowelka "Dwa serca". :)

Dziękuję za komentarze. :)



Wyciągnął rękę z kluczem w stronę Fabiano, który patrzył na to małe coś, jakby go miało ugryźć.
– Jeden pokój?
– A widzisz tutaj dwa klucze?
– Powiedziałem, żebyś zamówił dwa.
– Nie mają wolnych dwóch. Jeżeli chcesz to idź i ich zapytaj. Podobno nocuje tu jakaś wycieczka. – Ivo uniósł brwi mając niezłą zabawę z dyskomfortu jaki czuł Fabiano. Mówił mu prawdę, że w motelu, w którym się zatrzymali na noc, nie było dwóch wolnych pokoi. Nie powiedział mu jeszcze co dostali, ale to prawnik zobaczy na własne oczy. Wolał nie psuć mu niespodzianki. – To co, śpisz w samochodzie, czy mimo wszystko skusisz się na miękkie łóżko. Do pokoju jest przydzielona łazienka. Niepubliczna – kusił. – Wydaje mi się, że za sumę, którą zapłaciliśmy należy się coś porządnego. No co? – Pomachał kluczykiem.
Salieri pokręcił tylko głową. Żałował, że dał chłopakowi połowę pieniędzy na wynajęcie czegoś i nie poszedł z nim. Nie miał jednak sił walczyć o dwie jedynki. Otworzył bagażnik Maserati i wyjął bagaże. Wolał się nie odzywać, bo chłopak doprowadzał go do szału. On, któremu zawsze, nad wszystkim udawało się zachować kontrolę, nie potrafił tego zrobić przy tym wkurzającym dwudziestotrzylatku. Odzywało się w nim coś prymitywnego i najchętniej to by… Sam nie miał pojęcia co by zrobił, ale coraz bardziej żałował, że nie zostawił go na jednym z parkingów przy autostradzie, na którym zatrzymali się, aby coś zjeść i odpocząć. Co tam, nawet jakby próbował to zrobić, Moretti by na to nie pozwolił. Najbardziej denerwowało go w chłopaku to, że ten ciągle mówił, do czego Fabiano nie był przyzwyczajony. Zadawał też za dużo niewygodnych pytań, na które prawnik nie zamierzał mu nigdy odpowiedzieć. Do tego dochodziły próby dotykania go. Niby to przypadkiem zdarzało się jakieś muśnięcie, klepnięcie w ramię. Teraz dodatkowo musieli jeszcze spędzić noc w jednym pokoju. Mógł pojechać do jakiegoś hotelu. Tam na pewno znalazłyby się dla nich osobne pokoje. W sezonie wakacyjnym motele zawsze były przepełnione  Niestety po skręceniu z autostrady by znaleźć nocleg, to było pierwsze miejsce, do którego dotarli. W dodatku ściemniło się, więc postanowili tutaj zostać. Tym bardziej, że motel nie wyglądał na obskurny. Duży budynek został świeżo pomalowany, wszędzie było czysto. Tylko pokoi brak, pomyślał prawnik.
Ivo wziął swoją torbę i razem z mężczyzną udali się w stronę zewnętrznych schodów, wiodących na piętro. Do każdego pokoju prowadziły drzwi prosto z tarasu, a te do których mieli klucz znajdowały się na samym końcu.
– O, to tutaj – oznajmił barista.
Włożył kluczyk do zamka, przekręcił go dwa razy, a potem nacisnął klamkę. Wsunął rękę do środka macając w pobliżu ścianę, by odnaleźć włącznik światła. O jego umieszczeniu został poinformowany w recepcji. Nacisnął go. Lampa na suficie najpierw kilka razy zamigotała i po chwili rozświetliła pomieszczenie.
– Ty chyba sobie żartujesz? To jest żart tak? – odezwał się Fabiano, nie wierząc w to co widzi.
– Chyba nie boisz się ze mną spać. – Ivo wszedł do środka i postawił swój bagaż na jedynym w pokoju, podwójnym łóżku. – Miejsca jest dużo. Zmieścimy się. Poza tym to apartament małżeński, więc co sobie myślałeś?
Salieri miał ochotę zawrócić i faktycznie spędzić noc w samochodzie. Uniósł się jednak dumą i zamknął za sobą drzwi. W pokoju poza łóżkiem stojącym przy oknie, znajdującym się od prawej strony mebla, był jeszcze stolik z dwoma krzesłami oraz dwudrzwiowa szafa. To przy niej odstawił torbę i podszedł do obok znajdujących się drzwi. Uchylił je. Łazienka nie była duża, ale tak samo jak pokój czysta i utrzymana w kolorach zieleni.  Nie było tu nic więcej poza umywalką z wiszącym na niej pękniętym lustrem, sedesem i zwykłą, kwadratową kabiną prysznicową, w której mogła zmieścić się tylko jedna osoba. Na wieszakach wisiały czyste ręczniki.
– Pościel też jest czysta i pachnąca – poinformował Ivo. – Korzystasz pierwszy z łazienki czy ja mam to zrobić?
Fabiano odwrócił się by odpowiedzieć i zastał chłopaka bez koszulki. Pierś baristy ozdabiały dwa, małe różowe sutki, była szczupła, ale przyjemnie umięśniona jak i płaski brzuch. Krótkie spodnie lekko opadały odsłaniając pępek i górną część kości biodrowych. Na stopach Ivo nie miał butów, a przez to wydawał się jeszcze bardziej nagi. Prawnik poczuł jak zasycha mu w gardle i miał ochotę się czegoś napić. Najlepiej mocnego drinka. Przesunął wzrok ponownie w górę i napotkał uniesioną lewą brew.
Odchrząknął, zanim powiedział:
– Widziałem przylegający do motelu sklepik. Czynny jest całą dobę. Pójdę kupić wodę. Łazienka jest twoja. – Ledwie tylko dokończył zdanie już wychodził, sprawdzając tylko czy ma ze sobą portfel.
Na zewnątrz wciągnął głośno powietrze, jakby w pokoju było go zbyt mało, aby mógł oddychać. Oparł się o barierkę i spuścił głowę. Nie miał co się oszukiwać, chłopak mu się podobał. Jego idealny typ. Już rok temu to poczuł. Wtedy był w stanie to odepchnąć, bo widywał Morettiego okazjonalnie i ten nie paradował przed nim półnagi, mając złocistą, pachnącą słońcem skórę, której smak mimowolnie sobie wyobraził. Zacisnąwszy mocniej palce na barierce, marzył by ta miała kolce, które wbiłyby mu się w dłoń. Ból odgoniłby pożądanie i miał ochotę zaśmiać się, bo po raz kolejny mógł udowodnić ojcu, że leczenie nie pomogło. Odrzucał mężczyzn przez lata. Czasami ulegał, kiedy nie mógł wytrzymać z braku tego czego potrzebował. Nie potrafił walczyć, chociaż chciał być idealnym synem. Nigdy jednak nikogo nie pragnął tak bardzo jak Morettiego. Nie było w tym miłości. Miłość przecież nie istniała. To była tylko czysta, zwierzęca rządza, której nie chciał zaspokoić.
Zdenerwowany odepchnął się od barierki i szybkim krokiem pokonał taras. Zszedł na dół w międzyczasie wyjmując telefon i włączając go. Wyłączył iphona, kiedy rodzice zaczęli do niego bezustannie dzwonić. Napisał do nich tylko maila, że przeprasza i musiał nagle wyjechać. Aktualnie byłby na przyjęciu, pozwalając by osądzano wygląd, status kobiety, którą przyprowadziłby. Spekulowano by na temat ich związku, jak długo trwa i kiedy się pobierają. Przez chwilę przyszło mu na myśl, że może to byłoby lepsze, a wyjazd był złym pomysłem. Nic by go nie kusiło, nie traciłby kontroli nad sobą. Sam nie miał pojęcia co lepsze, a co jest gorsze.

*

Ivo po szybkim, chłodnym prysznicu założył bokserki i usiadł na łóżku. Dziwnie się czuł. Nie potrafił rozgryźć Fabiano i nie wiedział czy tego chce. Wdawanie się w jakąkolwiek relację z kimś, kto udaje heteroseksualistę, było złym wyjściem. Już to przeszedł i wolał do tego nie wracać. Nawet wtedy to raniło, a nie był zaangażowany uczuciowo, więc gdyby się wpakował w jakąkolwiek relację z Fabiano i to by nie wyszło, ból byłby ogromny.
Rok temu był dla prawnika niewidzialny, a kilka minut temu ten sam mężczyzna pożerał go wzrokiem. W oczach Fabiano było tyle tęsknoty, że Ivo miał ochotę go przytulić.
– Mamo, mówiłaś żebym o niego walczył. Wiem, że byłaby szansa zdobyć jego ciało, ale nie tego chcę. Złowienie jego serca to jak wyjście zimą na K–2. Upadek może być tragiczny w skutkach. Może to jak na mnie patrzył w mieszkaniu i dzisiaj, tylko sobie wyobraziłem i nic takiego się nie wydarzyło. Przecież nawet nie chce, abym go dotykał. – Za każdym razem kiedy próbował to zrobić, jak choćby klepnąć Fabiano w ramię niczym kumpel, mężczyzna odskakiwał.
Położył się na łóżku i spojrzał na zegarek. Prawnik wyszedł pół godziny temu, a sklepik znajdował się niedaleko. Do tej pory można by było ze sto razy zawrócić, pomyślał. Może ten wspólny pokój to zły pomysł. Ale nie kłamał z tym, że inne były zajęte, więc wziął co było. Cieszył się ze wspólnego pokoju, łóżka. Nie oczekiwał, że coś z tego wyniknie, ale każda chwila z Fabiano uszczęśliwiała go. Problem w tym, że mężczyzna nie cieszył się z jego towarzystwa. Nic nowego, pomyślał kładąc się na boku, przodem do skraju i podkładając złączone dłonie pod policzek.
Nie spał kiedy prawnik wrócił do pokoju. Obserwował jak mężczyzna postawił przy nim butelkę wody nawet nie patrząc w jego stronę. Potem wziął coś ze swojej torby i zniknął w łazience. Ivo usłyszał przekręcane zamknięcie i naszła go ochota na śmiech. Nawet nie pomyślał, aby tam wchodzić i mu przeszkadzać. Nie chciał się narzucać. Szczególnie, że nie był pewny, czy powinien o niego walczyć. Potrzebował chronić swoje serce. Tylko jak miał niby to zrobić, jak ono śpiewało miłosne piosenki, kiedy Fabiano pojawiał się w pobliżu.
Szum prysznica przerwał jego rozmyślania i z czasem prawie go uśpił, ale całkowity sen nie zdążył nadejść, kiedy prawnik wyszedł z łazienki. Akurat Ivo leżał od jej strony i miał bardzo dobry widok na mężczyznę. Salieri poza czarnymi bokserkami nie miał nic więcej na sobie. Schował rzeczy, które dzisiaj nosił do swojego bagażu. Wyłączył światło w łazience, a potem w pokoju. Ivo usłyszał jego westchnienie i dopiero po dłuższym czasie poczuł jak łóżko się ugina i porusza cienka kołdra. Mężczyzna musiał się położyć na samym skraju, co zdenerwowało Morettiego.
– Odsuń się jeszcze dalej, to może spadniesz.
– Zamknij się, Moretti – odpowiedział mu pełen lodu głos, który pomimo ciepła w pokoju sprawił, że barista miał ochotę założyć sweter. Tak jak wtedy w lodziarni, do której wybrał się z mamą.
Ivo nie odezwał się więcej i w krótkim czasie zasnął.
Fabiano za to jeszcze długo nie mógł usnąć, patrząc na zarys sylwetki chłopaka. Miał wielką ochotę, aby ich wspólna podróż się skończyła. Dopiero koło północy zmorzył go sen.

*

Dwudziestotrzylatka obudził dziwny dźwięk. Coś pomiędzy kwileniem a płaczem. Było to tak przejmujące, że przeszyło go na wylot zimnym dreszczem i współczuciem. Dźwięk powtórzył się wybudzając go całkowicie ze snu i dotarło do niego, że już to słyszał. Poprzedniej nocy kiedy przysypiał w fotelu. Natychmiast odwrócił się na drugi bok. W pokoju było ciemno, ale przez okno jedna z ulicznych latarni rzucała światło, które idealnie padało na rzucającego się po łóżku Fabiano. Mężczyzna oddychał szybko, zaciskał dłonie na prześcieradle, kołdrę odrzucił całkiem, a nogi poruszały się jakby chciały gdzieś iść lub biec. Na czole uwięzionego w koszmarze mężczyzny perliły się krople potu, a gdy Ivo przysunął się bliżej i położył dłoń na jego piersi, ta była śliska od potu.
Postanowił obudzić prawnika, którego głowa miotała się po poduszce, a z jego ust tym razem próbowało wydostać się coś bardziej przypominającego płacz.
– Fabiano, obudź się. – Poruszył ramieniem udręczonego mężczyzny, ale ten tylko zacisnął mocniej powieki, jakby mu dotyk przeszkadzał.
Ivo z bolącym sercem przez chwilę obserwował Fabiano wyglądającego tak bardzo bezbronnie. Włosy miał zmierzwione i wydawało się jakby ubyło mu lat. Ten mężczyzna o lodowatym spojrzeniu, dla którego w słowniku nie ma słowa miłość, przypominał teraz zranionego chłopca, a nie silnego, gotowego na wszystko prawnika.
– Nie chciał byś, aby ktoś cię takim widział – szepnął barista, przysuwając się bliżej do Salieriego. Odsunął z czułością z kącika jego oka zabłąkany kosmyk. – Obudź się, Fabiano. Proszę, obudź się.
W jego oczach pojawiły się łzy kiedy na wypowiedziane słowa śniący mężczyzna zareagował jedynie skuleniem się, a z jego ust wyrwało się ciche, udręczone:
– Zostaw. Już nie chcę. Nie będę. Proszę, nie.
Cała wcześniejsza złość na prawnika minęła. Mężczyzna wyglądał tak jakby się bronił, a jednocześnie chciał uciec. Przed czym, tego Moretti nie wiedział, ale przyciągnął go do siebie otaczając ramionami, a na policzku i oczach Fabiano zostawił kilka pocałunków, szepcząc:
– To ja, Ivo. Nie wiem gdzie jesteś i dlaczego nie możesz się obudzić, ale to ja. Przy mnie jesteś bezpieczny – powtarzał to w kółko trzymając mężczyznę w ramionach.
Bezpieczny, gdzieś pogrążony w głębi koszmaru, Fabiano usłyszał to słowo. Pomimo, że wciąż nie był w stanie się przebudzić, dodało mu to sił na tyle tylko, by zdołać wyrwać się z dręczącego snu do miejsca, w którym ciemność rozrzedzała się. Jak przez gęstą mgłę, przez którą nie mógł przedostać się żaden obraz, poczuł tylko, że ktoś go trzyma, a może nawiedził go kolejny sen. Jeżeli tak, to ten był miły i z tego nie chciał się obudzić.
Ivo poczuł, że mężczyzna uspokoił się, a potem zasnął. Mimo tego nie puścił go. Leżał przy nim i głaskał go po plecach. Nie miał pojęcia co myśleć o tym, czego był świadkiem. Jeszcze rok temu sądził, że dużo wie o Fabiano, kiedy Domenico opowiedział mu o nim. Jeszcze do wczoraj, wyobrażał sobie, że tego silnego człowieka nic nie męczy. Dzisiaj już nie mógłby tak powiedzieć.
Fabiano Salieri miał swoje koszmary, tajemnice, o których zapewne nawet brat prawnika nie miał pojęcia. Chciałby je wszystkie poznać i coś czuł, że kiedy mężczyzna opowiedziałby o nich, wyrzucając z siebie wszystko co bolesne, upiorne sny nie powróciłyby. Miał przeczucie, że w tych snach powraca przeszłość i dlatego tym bardziej chciałby się dokopać do sekretów. Nie z ciekawości. Po to tylko, aby pomóc komuś kogo bardzo kocha. Jak bardzo, przekonał się właśnie tej nocy, kiedy cierpiał razem z Fabiano. Wciąż go takim widział i najchętniej to już nigdy nie wypuściłby ukochanego ze swoich ramion.
Mężczyzna przy nim poruszył się przerzucając rękę przez jego ciało, a nogę wsuwając pomiędzy jego. Wciąż spał, ale teraz spokojnym snem dającym odpoczynek. Ivo bardziej zacisnął ręce wokół ciała i pocierając nosem ucho prawnika, wyszeptał:
– Kocham cię. – Tylko w takiej sytuacji mógł wypowiedzieć te słowa. Przyszłość może ułożyć się tak, że już nigdy ich nie wypowie.

*

Fabiano budził się powoli. Czuł się tak jakby przebiegł długie mile, a potem stracił przytomność, którą właśnie odzyskiwał. Coś pod jego prawym uchem stukało równym rytmem, a z każdą sekundą bliżej wyjścia ze snu rozumiał, że to było równomierne bicie czyjegoś serca. Uspokajało go to i byłby ponownie zapadł w sen, gdyby tak jak poprzedniego poranka nie wróciła pamięć. Otworzył oczy i zamrugał. Obraz nie był ostry, ale na pewno to nie bicie swojego serca słyszał. Należało ono do Ivo. Chłopak leżał na plecach, a on trzymał głowę na jego piersi. Lewa ręka przerzucona była przez ciało baristy, a dłoń spoczywała w okolicach biodra chłopaka, które przykrywała kołdra. Natomiast jedną nogę miał owiniętą o nogę dwudziestotrzylatka. Nie miał pojęcia jakim cudem znaleźli się w takiej pozycji. Bardzo mu się to nie podobało. Owszem jego penis miał o tym inne zdanie, kiedy przyciskał się do uda chłopaka. Na szczęście to Fabiano rządził swoim członkiem, a nie na odwrót.
Powoli, by nie obudzić Ivo i nie tłumaczyć się dlaczego spali niczym kochankowie, uniósł się i wyswobodził nogę. Kusiło go, aby spojrzeć na ciało chłopaka, ale powstrzymał się przed tym. Wstał i stąpając powoli po chłodnej, panelowej podłodze, podszedł do półki przy szafie, gdzie zostawił telefon. Zanim wczoraj, po długim spacerze, wrócił do motelu wyciszył go. Odblokował iphona, a ten od razu wyświetlił listę nieodebranych połączeń od rodziców. Nikt inny poza nimi nie próbował się z nim skontaktować. Na pewno są wściekli, pełni pretensji, gotowi do rzucania groźbami, które jego zdaniem już nie powinny mieć racji bytu. Był przecież trzydziestojednoletnim mężczyzną, a nie osiemnastolatkiem, z którym robili co chcieli. Niestety, wciąż mieli nad nim władzę.
Sprawdził godzinę. Dochodziła ósma, a to znaczyło, że najpóźniej za godzinę muszą wyruszyć. I tak dojadą później niż planował.
– Co ci się śniło?
Drgnął, kiedy usłyszał przecinający ciszę głos z poranną chrypką oraz pytanie, które uzmysłowiło mu, że tej nocy koszmary również złapały go w swoje szpony. Ostatnio często to się zdarzało.
– Ponawiam pytanie, co ci się śniło?
Zwrócił spojrzenie na leżącego Ivo i na łóżko wyglądające tak jakby w nocy zdarzyło się o wiele więcej niż spanie obok siebie.
– Nie interesuj się tym.
– Muszę, kiedy płaczesz… – Ivo przestał mówić, bo znów przeszyło go to lodowate spojrzenie, a na twarzy prawnika pojawiła się maska wściekłości.
– Nigdy więcej nie mów takich rzeczy, ani o to nie pytaj. Nigdy więcej też nie zamierzam spać z tobą w łóżku.
– Bym nie widział jak się po nim rzucasz? – Ivo usiadł. Włosy sterczały mu na wszystkie strony i z rana nie miał żadnego makijażu, który wczoraj zmył. Kołdra nadal zakrywała go od pasa w dół. – Czy może chodzi o to, bym nie czuł tego, że jednak nie jesteś tak do końca hetero? Nie kiedy twój penis cieszy się z mojej obecności w łóżku.
Po tych słowach Salieri uświadomił sobie, że chłopak musiał go czuć zanim wstał. To znaczyło, że nie spał, tylko udawał. Nawet teraz był jeszcze na wpół twardy, a stał w samych bokserkach. Gdyby potrafił to zrobić, mógłby się zawstydzić, ale akurat takie rzeczy nie przyprawiały go o wstyd, więc powiedział:
– Poranna reakcja każdego mężczyzny.
– Brawo, w tym wieku? Podobno już po trzydziestce libido spada i trzeba więcej, aby…
– Moretti?
– Słucham?
– Zamknij się.
– Tak jest, mecenasie. Ale gdybyś chciał pomocy w pozbyciu się napięcia to służę. – Odrzucił kołdrę i uniósł kącik ust, kiedy oczy Fabiano podążyły w stronę jego krocza. – Możemy pomóc sobie nawzajem.
– Och kurwa, zamknij się, Moretti – warknął Fabiano ukazując kolejne emocje, które chciał stłumić. Udał się do łazienki. Nie widział już, że na usta Ivo wkrada się szeroki, szczęśliwy uśmiech.
W ciągu trzydziestu kolejnych minut w ogóle nie rozmawiali. Fabiano jedynie rzucił słowami, że niedługo wyruszają, więc Ivo postanowił skorzystać z toalety i umyć się. Nie miał czasu na makijaż, więc machnął na to ręką. Zjedli coś na szybko, w tym czasie Salieri zadzwonił do brata informując go, że przyjadą trochę później.
Po niezbyt dobrym śniadaniu, wrzucili swoje rzeczy do bagażnika. Ivo skierował się w stronę siedzenia pasażera, kiedy zatrzymał go głos prawnika.
– Trzymaj. – Salieri rzucił bariście kluczyki. – Ty prowadzisz. – Nie czuł się na siłach i był za bardzo zdenerwowany, aby usiąść za kierownicą. Ivo coś wspominał, że zrobił niedawno prawo jazdy, więc miał nadzieję, że chłopak ich nie pozabija. Sam miał ochotę przespać się w drodze. Poza tym, kiedy Moretti będzie prowadził, to może nie wypluje z siebie kolejnych, głupich pytań na temat koszmarów. – Sprawdzimy ile jest warte to twoje prawo jazdy.
Barista patrzył przez chwilę na mężczyznę, jakby nie rozumiejąc co ten do niego mówi, a potem nie mógł uwierzyć, że siądzie za kierownicą Maserati. Ucieszył się z prezentu jak dziecko. Natychmiast wsiadł do środka i pierwsze co zrobił to opuścił dach.
– Kabrio jak się patrzy. Wsiadaj. Czeka nas droga do domu. Do Limare. Jak się czujesz wracając tam? – zapytał, kiedy Fabiano zajął miejsce pasażera.
– Moretti, ruszaj lepiej, a nie zadawaj pytań.
– Dobrze panie Salieri.

14 lutego 2019

Antologia opowiadań LGBT "Miłość"

Dzisiaj jest premiera Antologii stworzonej przy współpracy Bucketbook i kilku autorów, jednym z nich jestem ja. :) 
Macie tam sześciu sześć historii, napisanych przez sześciu autorów i prawie 400 stron opowieści o miłości. Wśród na pewno świetnych chłopaków poznacie moją dwójkę, którzy są bohaterami tekstu pod tytułem: "Dwa serca".
Antologię można już od dzisiaj kupować tutaj: Bucketbook

10 lutego 2019

Powrót do Limare - Rozdział 3


Pamiętajcie, że już 14 lutego na Bucketbook.pl wyjdzie Antologia pod tytułem: "Miłość", a w niej jest moja nowelka "Dwa serca".  :)

Dziękuję za komentarze i zapraszam na kolejny rozdział historii o Fabiano i Ivo. :)


Ivo stojąc pod Koloseum wpatrywał się w telefon. Nie spodziewał się, że Fabiano użyje jego numeru. Zanim rozstali się rano, każdy chcąc zrealizować swoje plany, wziął bez pytania iphona mężczyzny i wpisał do niego swój numer. Teraz Salieri przez telefon zapytał się go jedynie gdzie jest i kazał mu na niego poczekać. Tak też zamierzał zrobić. Schował komórkę i przeniósł spojrzenie na dużą, eliptyczną budowlę będącą w starożytności Amfiteatrem Flawiuszów. Próbował sobie wyobrazić jak mogło to miejsce wyglądać za czasów, kiedy odbywały się na nich walki gladiatorów, polowania na dzikie zwierzęta, a także miejsce, w którym mordowano chrześcijan.
Ileż tu krwi wylano, pomyślał. Ludzie zawsze byli głodni posoki i to się nie zmieniło. Może teraz w cywilizowanym świecie nie odbywały się takie rzeczy, ale wystarczyło obejrzeć film, w którym litrami lała się krew i niewielu to ruszało. Jego zdaniem gatunek ludzki od zawsze był największym i najgroźniejszym drapieżnikiem na tym świecie. Z samej zazdrości potrafili niszczyć, zabijać, kraść.
Poddając się takim rozmyślaniom, wpędził się w ponury nastrój, ale ten od razu minął, kiedy wśród kręcących się ludzi ujrzał zbliżającego się Fabiano. Mężczyzna patrzył tylko na niego i barista żałował, że to nie oznaczało czegoś więcej. Jak mógłby go zdobyć? Prawnik uważał się za heteroseksualnego mężczyznę, ale nawet jakby tak było naprawdę, to by Morettiemu nie przeszkadzało. Potrafił uwieść każdego, ale seks to jedno. Gorzej było kiedy chodziło o zdobycie czyjegoś serca. Fabiano Salieri przecież powiedział, że miłość dla niego nie istnieje. Jak na zawołanie wróciły do niego słowa mężczyzny: „Miłość to tylko słowo bez znaczenia. Coś wymyślonego dla romansideł. Takie coś nie istnieje.” Czy prawnik myślał tak od zawsze? Ivo tego nie wiedział, ale chętnie poznałby tę tajemnicę.
– Wizyta u rodziców nie była długa – zagadnął mężczyznę. Oczy, których nie zasłaniały okulary przesunęły się po nim,  potem zbadały okolicę, by ponownie spocząć na jego twarzy.
– Bardzo ci zależy na zwiedzeniu Koloseum?
– Nie. Trochę. Nie wiem. O co chodzi?
– Jeżeli wyjedziemy do Limare za góra dwie godziny, jutro dotrzemy tam przed południem.
Zaskoczony Ivo przez chwilę zaniemówił. Przecież był pewny, że rano Fabiano mu odmówił. Chciał ułożyć jakiś plan, by przekonać mężczyznę do powrotu do Limare, ale jak się okazuje nie musi już tego robić. Co było najbardziej zaskakujące to to, że mężczyzna wręcz go naciskał na pozytywną odpowiedź. Robił to jedynie wzrokiem, który jasno mówił, że Koloseum poczeka na jego odwiedziny w innym czasie.
– W sumie jeszcze kiedyś mogę tu wpaść jako turysta – stwierdził chłopak.
– Doskonały wybór – powiedział Fabiano, odwracając się i idąc w drogę powrotną, tam gdzie zaparkował samochód.
Jak nigdy wcześniej, chciał wyjechać. Nie uciekał z Rzymu, czy z przyjęcia, do którego go zmuszano. Po prostu wracał tam gdzie rok temu, przez kilka dni, czuł się naprawdę dobrze. Wtedy miał dużo pracy, ale był wolny. Zapragnął poczuć to ponownie. Przynajmniej przez chwilę.

*

Domenico Salieri przeciągnął się wysiadając z samochodu. Na jego twarz wspiął się szeroki uśmiech. Wyjazd był bardzo udany, ale powrót do domu jeszcze lepszy. Mógł pojechać wszędzie, nawet na koniec świata, ale tylko wtedy kiedy będzie mógł tutaj wrócić. Do domu na wzgórzu i do Paolo, bez którego nic nie miało znaczenia. Ostatni rok upłynął mu niczym najpiękniejszy sen. Każdej nocy zasypiał u boku wspaniałego mężczyzny i każdego ranka budził się przy nim. Owszem nie zawsze, bo nie raz kiedy on wstawał, Paolo już dawno był w pracy. Często jednak jeździli razem do Amare. Zawsze nierozłączni. Żaden z nich nie wyobrażał sobie, aby ten drugi zniknął choćby na kilka dni. Pomimo tego, że kochali się jak szaleni, bywało i tak, kiedy w ich życie wkradały się kłótnie. A potrafili się kłócić ostro, tak samo jak i godzić. Paolo potrafił być ciepły i kochany, ale kiedy coś mu nie wychodziło pokazywał swój temperament.
– Myślicielu, może byś mi pomógł z bagażami – zawołał do niego DiCarlo, podchodząc do bagażnika czerwonego Forda Focusa. Kupili ten samochód kilka tygodni temu, sprzedając ten należący do Domenico. Ten nowy lepiej nadawał się na tutejsze wąskie uliczki.
– Już ci pomagam, już, ty mój słabeuszu. To tylko dwie torby.
– Trzy. Nie zapominaj o tej wypchanej pamiątkami. Nakupiłeś ich chyba dla całego miasta.
– To tylko kilka rzeczy dla przyjaciół. Tobie też bym przywiózł, ale byłeś ze mną. Żałuj. – Podszedł do Paolo i objął go.
– Mam inną pamiątkę. – Cmoknął usta Domenico wspominając to jak rano w łazience odkrył, że partner go w nocy oznakował. Miał nawet typową malinkę na szyi i nie zamierzał jej zasłaniać.
– Niech każdy wie, że należysz do mnie. – powiedział Salieri przesuwając palcem po sińcu, który zrobił w nocy. Był z siebie naprawdę dumny.
– Należę, ale jak mi nie pomożesz z bagażami, to będę się musiał dobrze zastanowić czy… – urwał, bo Domenico klepnął go w pośladek śmiejąc się. – No, no, panie Salieri, robi się pan coraz bardziej zuchwały.
– Ktoś mi dał do tego prawo. – Posłał w stronę Paolo wesoły uśmiech, zanim schylił się do bagażnika. – Nie obczajaj mojego tyłka – zastrzegł.
– Zawsze wiesz kiedy się na niego patrzę.
– Bo twój wzrok niemalże mnie parzy. – Wyprostował się wyciągając jedną torbę i  drugą, w której mieli brudne rzeczy. Od razu zamierzał zrobić pranie, by nie leżało w koszu i nie śmierdziało.
– Nie tylko wzrok, w nocy mówiłeś, że cały parzę. – Paolo posłał kochankowi figlarne spojrzenie. – Taki byłem gorący.
– Raczej to w pokoju było za gorąco – odpowiedział Domenico, rumieniąc się kiedy przypomniał sobie ich ostatnią noc i to jak po raz pierwszy kochali się przy ścianie, kiedy partner go wziął. – Poza tym głupol z ciebie. Zanieśmy to lepiej i zadzwońmy do Gianny, że już jesteśmy.
Córką Paolo przez ostatni tydzień opiekowała się jego kuzynka. Giovanna na te kilka dni zamieszkała w ich domu, bo jej matka nadal nie akceptowała nastolatki. Wciąż powtarzając, że Gianna jest pomiotem szatana skoro wyszła z nieprawego łóżka, a na dodatek wychowuje ją dwóch mężczyzn. Nie trzeba ukrywać, że Paolo zaczął pałać jeszcze większą niechęcią do ciotki. Z tego co wiedział, jego córka całe dnie spędzała w Amare lub włóczyła się z koleżankami. Po powrocie do szkoły udało jej się zdobyć dobrych przyjaciół. Wybierała takich, którzy nie mieli nic przeciw temu, że ma dwóch ojców, którzy ze sobą żyją. Była bardzo mądrą, chociaż i zwariowaną młodą panną. To co wydarzyło się rok wcześniej, nie pozostawiło w niej żadnego śladu. Uwielbiała mieszkać z tatą, o czym zawsze marzyła i dzięki temu była szczęśliwa. O mamie czasami wspominała, ale zazwyczaj mówiła o niej słowami pełnymi goryczy. Maristella całkowicie zrzekła się praw do córki. Nadal przebywała w więzieniu na oddziale psychiatrycznym i nic nie zapowiadało jej szybkiego wyjścia. Za to jej mąż został osądzony i skazany na dwadzieścia pięć lat więzienia bez prawa wcześniejszego zwolnienia. Miesiące jego procesu nie były łatwe, ale w końcu wszystko się ułożyło. Bez tych dwojga życie Paolo i Domenico kwitło. Tak jak Bistro Amare. Lokal zaczął przynosić zyski, a oni byli razem i dzięki temu mogli z nadzieją patrzeć w przyszłość.
– Jak dobrze być w domu – powiedział Domenico, przekraczając próg środkowego wejścia. W domu było ich trzy. Jedno główne, przy których znajdowały się schody na piętro oraz dwa boczne. Wychodziły na taras, na którym stało dużo roślin w kamiennych wazonach oraz stolik, przy którym wieczorami siadali i rozmawiali lub po prostu milczeli odpoczywając.
– Czyli sprawdza się przysłowie, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej? – zapytał kucharz stawiając torbę na korytarzu i ciesząc się chłodem panującym w budynku.
– W naszym przypadku tak. – Salieri wolał nie myśleć jak bardzo nie lubił wracać do domu rodzinnego, jeszcze kiedy tam mieszkał i ukrywał swoją orientację. Wtedy wszędzie było lepiej niż w domu. – Wrzucę od razu do pralki. – Wskazał na torbę. – Zanim pojedziemy do Amare. – Podejrzewał, że tam wszyscy na nich czekają.
– Ja pójdę pod prysznic. Lepię się od potu. Za gorąco jest. Dołączysz do mnie jak skończysz? – Nachylił się wciskając nos w szyję Domenico. Pachniał potem, ale i tym swoim orzeźwiająco morskim zapachem, który sprawiał, że kucharz nogi miał jak z waty.
– Nie, dziękuję. – Odsunął się od Paolo. – Jeżeli to zrobię, to wtedy nigdzie nie pojedziemy napaleńcu.
– Lubisz to. Przyznaj. – Tym razem to on klepnął pośladek Domenico.
– Co za neandertalczyk z ciebie.
– Oj tam, od razu neandertalczyk. Przyznaj, że to lubisz. – Chciał przyciągnąć do siebie Saleriego, ale ten ponownie cofnął się i zasłonił torbą.
– Nie, nie przyznam, powinieneś to wiedzieć.
– Lubisz jak jestem napalony. Wiem, że tak. – Paolo posłał kochankowi w powietrzu pocałunek zanim udał się na piętro, szczęśliwy jak nigdy w życiu.
– I jak tu go nie kochać – szepnął do siebie Salieri, idąc w stronę pralni znajdującej się na tyłach domu.
Tam otworzył torbę i zamierzał posegregować rzeczy do prania, kiedy rozdzwonił się jego telefon. Wyjął go z kieszeni. Na wyświetlaczu migało imię brata oraz wskaźnik baterii, która dopominała się o załadowanie.
– Tylko mi nie zgaśnij – powiedział do urządzenia jakby mogło go usłyszeć i odebrał. – Co tam, braciszku? Bateria siada, więc się streszczaj.
– Informuję, że właśnie wsiadam do samochodu i jadę do Limare. Będziemy jutro koło dziesiątej.
– Będziemy? – Oparł się o pralkę.
– Moretti ze mną jedzie.
Tylko tyle Domenico zdołał usłyszeć zanim bateria padła.
– Hm. Ivo z nim jedzie to znaczy, że udało się go namówić na powrót do Limare i pomóc Nino? – Jutro się tego dowie z nadzieją, że ci dwaj nie pozabijają się w czasie podróży. Tymczasem czekało go pranie, a w Amare przyjaciele i pewna trzynastolatka, którą traktował jak córkę.

*

Moretti siedział na fotelu pasażera przypięty pasem.  Dach od Maserati był opuszczony, więc wiatr bawił się jego włosami, a słońce pieściło skórę twarzy. Zerknął na wsiadającego za kierownicę Fabiano. Zmrużył oczy. Mężczyzna wyglądał na bardzo spiętego odkąd wrócił od rodziców. Nic dziwnego, przecież słyszał jacy oni są i żal mu było, że ten, w którym się zakochał, wychował się w tak zimnym domu. Co z tego, że  Fabiano i Domenico nie brakowało pieniędzy, kiedy nie mieli miłości rodziców. Mieli tylko siebie. Za to u niego w domu było odwrotnie. Mama i tata byli najwspanialszymi ludźmi na świecie. Po tym jak tata zginął w wypadku, rodzicielka kochała Nino i jego o wiele mocniej. Za to brat go znienawidził. Nic się w tej sprawie nie zmieniło i nie miało znaczenia to, że Nino ćpał czy tego nie robił. Wyjął telefon i ponownie spróbował się z nim skontaktować.
Fabiano uruchomił silnik i włączył się powoli do ruchu. Lubił prowadzić. Poza muzyką to było tym co go relaksowało. Teraz jednak, kiedy wyruszał w kilkunastogodzinną podróż, jakoś nie potrafił się odprężyć. Rodzice będą wściekli, kiedy nie pojawi się na przyjęciu z partnerką, którą mogliby się chwalić i pokazywać ich jak zwierzęta w zoo. Nie znosił się im sprzeciwiać, bo potem jeszcze mocniej próbowali go kontrolować. Najbardziej sprzeciwił się im, kiedy poszedł uczyć się na studia prawnicze. Wybierając tym samym drogę kariery, której nie zaplanowali. Jakoś to przełknęli, bo syn prawnik był dumą dla nich. Dzisiaj kolejny raz zawalczył o siebie. Po tym, o czym tata mu przypomniał, coś podjęło w nim próbę buntu. W tym co zostało powiedziane było ostrzeżenie i groźba. Stary Salieri mógłby znów zmusić go do terapii, gdyby odkrył coś, czego nie chciał widzieć u synów. Za kilka dni wróci do domu i mimo, że dwa tygodnie temu skończył trzydzieści jeden lat, będzie się kajał przed rodzicami spełniając ich zachcianki. Poza jedną. Nie założy nikomu obrączki.
– Nie odbiera. – Ivo westchnął. – Mój brat… – przerwał wypowiedź, kiedy spojrzał na prawnika. – Nie zaciskaj tak dłoni na kierownicy.
– Słucham?
– Tak zaciskasz dłonie, że ci kostki pobielały. Biedna kierownica. Chcesz ją połamać czy jak? – Ivo wyciągnął dłoń i stuknął placem o palec Fabiano. Ten zabrał rękę tak szybko, jakby właśnie został poparzony, co zirytowało baristę. – Aż tak cię brzydzę?
– Nie lubię jak się mnie dotyka.
– Co? To jak ty uprawiasz seks? – Dwudziestotrzylatek pokręcił z niedowierzaniem głową. – Wolę sobie tego nie wyobrażać. – Na pewno nie Fabiano z kobietą. Co innego gdyby to on był z nim. Już on by mu pokazał jak dotyk może być dobry i niezwykle przyjemny.
– To moja prywatna sprawa, więc się w to nie wtrącaj. I nie dotykaj mnie więcej.
– Wczoraj, kiedy prowadziłem cię do łóżka i sprawdzałem temperaturę jakoś nie miałeś  nic przeciw temu.
– Źle się czułem. – Salieri nadal ledwie znosił to, że ktoś go takim widział. Słabym i zniszczonym, czym w rzeczywistości był.
Ivo miał na końcu języka to, aby przypomnieć mu sytuację z rana w łazience, ale wolał to przemilczeć. W zamian powiedział:
– Powinieneś częściej odpoczywać. Może włączę jakąś muzykę, co? – Pochylił się do odtwarzacza. –  Niezły bajer. Używasz go? Co tam w ogóle masz za płytę? – Uruchomił CD i z głośników poleciała rockowa wersja muzyki klasycznej. – Nawet spoko. Nigdy tego nie słuchałem. Nie lubię klasyki. Ale to jest niezłe. – Palcami wystukiwał rytm melodii na swoim kolanie. – Słuchasz tylko tego? Masz coś innego?
– Nie mam. Siedź i słuchaj zanim pożałuję, że cię zabrałem – wypluł słowa prawnik, włączając kierunkowskaz. Po chwili zjechał na prawy pas skręcając na autostradę.
– Nie miałeś wyjścia. Uczepiłem się ciebie jak rzep. – Ivo usiadł bardziej przodem do prawnika, obserwując jego profil. – Mam dwa pytania. Dlaczego nie chcesz, aby cię dotykano? To ta jakaś trauma, fobia, czy jak tam takie rzeczy nazywają? A kolejne, to czy umiesz się uśmiechać?
– Moretti, przymknij się albo wysadzę cię na pierwszym napotkanym parkingu – powiedział ze złością Fabiano.
– O, emocje. Dobrze wiedzieć, że potrafisz coś takiego okazać. Nawet jeżeli to tylko złość. – Ivo roześmiał się zadowolony z tego, że zdołał odwrócić uwagę mężczyzny od myśli, które na pewno boleśnie napinały każdy jego mięsień. – Ale czy mógłbyś odpowiedzieć…
Salieri nacisnął przycisk głośności zwiększając ją i przysiągł sobie, że faktycznie zatrzyma się na jakimś parkingu i chętnie zostawi tam tego ciekawskiego gadułę. Zaczął żałować, że zabrał go ze sobą, ale nie miał wyjścia. Brat by go powiesił za jaja, gdyby tego nie zrobił. 
– Wiesz, że potrafię mówić głośniej? – zapytał barista, czerpiąc przyjemność ze wspólnej podróży. – A co z nocką? Będziemy spać w samochodzie?
– Zamknij się, Moretti.