Przypominam, że na Bucketbook.pl jest do kupienia Antologia opowiadań LGBT Miłość, w której znajduje się moja nowelka "Dwa serca". :)
Dziękuję za komentarze. :)
Wyciągnął
rękę z kluczem w stronę Fabiano, który patrzył na to małe coś, jakby go miało
ugryźć.
–
Jeden pokój?
–
A widzisz tutaj dwa klucze?
–
Powiedziałem, żebyś zamówił dwa.
– Nie
mają wolnych dwóch. Jeżeli chcesz to idź i ich zapytaj. Podobno nocuje tu jakaś
wycieczka. – Ivo uniósł brwi mając niezłą zabawę z dyskomfortu jaki czuł
Fabiano. Mówił mu prawdę, że w motelu, w którym się zatrzymali na noc, nie było
dwóch wolnych pokoi. Nie powiedział mu jeszcze co dostali, ale to prawnik
zobaczy na własne oczy. Wolał nie psuć mu niespodzianki. – To co, śpisz w
samochodzie, czy mimo wszystko skusisz się na miękkie łóżko. Do pokoju jest
przydzielona łazienka. Niepubliczna – kusił. – Wydaje mi się, że za sumę, którą
zapłaciliśmy należy się coś porządnego. No co? – Pomachał kluczykiem.
Salieri
pokręcił tylko głową. Żałował, że dał chłopakowi połowę pieniędzy na wynajęcie
czegoś i nie poszedł z nim. Nie miał jednak sił walczyć o dwie jedynki.
Otworzył bagażnik Maserati i wyjął bagaże. Wolał się nie odzywać, bo chłopak
doprowadzał go do szału. On, któremu zawsze, nad wszystkim udawało się zachować
kontrolę, nie potrafił tego zrobić przy tym wkurzającym dwudziestotrzylatku.
Odzywało się w nim coś prymitywnego i najchętniej to by… Sam nie miał
pojęcia co by zrobił, ale coraz bardziej żałował, że nie zostawił go na jednym
z parkingów przy autostradzie, na którym zatrzymali się, aby coś zjeść i
odpocząć. Co tam, nawet jakby próbował to zrobić, Moretti by na to nie
pozwolił. Najbardziej denerwowało go w chłopaku to, że ten ciągle mówił, do
czego Fabiano nie był przyzwyczajony. Zadawał też za dużo niewygodnych pytań,
na które prawnik nie zamierzał mu nigdy odpowiedzieć. Do tego dochodziły próby
dotykania go. Niby to przypadkiem zdarzało się jakieś muśnięcie, klepnięcie w ramię.
Teraz dodatkowo musieli jeszcze spędzić noc w jednym pokoju. Mógł pojechać do
jakiegoś hotelu. Tam na pewno znalazłyby się dla nich osobne pokoje. W sezonie
wakacyjnym motele zawsze były przepełnione
Niestety po skręceniu z autostrady by znaleźć nocleg, to było pierwsze
miejsce, do którego dotarli. W dodatku ściemniło się, więc postanowili
tutaj zostać. Tym bardziej, że motel nie wyglądał na obskurny. Duży budynek
został świeżo pomalowany, wszędzie było czysto. Tylko pokoi brak, pomyślał
prawnik.
Ivo
wziął swoją torbę i razem z mężczyzną udali się w stronę zewnętrznych schodów,
wiodących na piętro. Do każdego pokoju prowadziły drzwi prosto z tarasu, a te
do których mieli klucz znajdowały się na samym końcu.
–
O, to tutaj – oznajmił barista.
Włożył
kluczyk do zamka, przekręcił go dwa razy, a potem nacisnął klamkę. Wsunął rękę
do środka macając w pobliżu ścianę, by odnaleźć włącznik światła. O jego
umieszczeniu został poinformowany w recepcji. Nacisnął go. Lampa na suficie
najpierw kilka razy zamigotała i po chwili rozświetliła pomieszczenie.
–
Ty chyba sobie żartujesz? To jest żart tak? – odezwał się Fabiano, nie wierząc
w to co widzi.
– Chyba
nie boisz się ze mną spać. – Ivo wszedł do środka i postawił swój bagaż na
jedynym w pokoju, podwójnym łóżku. – Miejsca jest dużo. Zmieścimy się. Poza tym
to apartament małżeński, więc co sobie myślałeś?
Salieri
miał ochotę zawrócić i faktycznie spędzić noc w samochodzie. Uniósł się jednak
dumą i zamknął za sobą drzwi. W pokoju poza łóżkiem stojącym przy oknie, znajdującym
się od prawej strony mebla, był jeszcze stolik z dwoma krzesłami oraz
dwudrzwiowa szafa. To przy niej odstawił torbę i podszedł do obok znajdujących
się drzwi. Uchylił je. Łazienka nie była duża, ale tak samo jak pokój czysta i
utrzymana w kolorach zieleni. Nie było
tu nic więcej poza umywalką z wiszącym na niej pękniętym lustrem, sedesem i
zwykłą, kwadratową kabiną prysznicową, w której mogła zmieścić się tylko jedna
osoba. Na wieszakach wisiały czyste ręczniki.
– Pościel
też jest czysta i pachnąca – poinformował Ivo. – Korzystasz pierwszy z łazienki
czy ja mam to zrobić?
Fabiano
odwrócił się by odpowiedzieć i zastał chłopaka bez koszulki. Pierś baristy
ozdabiały dwa, małe różowe sutki, była szczupła, ale przyjemnie umięśniona jak
i płaski brzuch. Krótkie spodnie lekko opadały odsłaniając pępek i górną część
kości biodrowych. Na stopach Ivo nie miał butów, a przez to wydawał się jeszcze
bardziej nagi. Prawnik poczuł jak zasycha mu w gardle i miał ochotę się czegoś
napić. Najlepiej mocnego drinka. Przesunął wzrok ponownie w górę i napotkał
uniesioną lewą brew.
Odchrząknął,
zanim powiedział:
–
Widziałem przylegający do motelu sklepik. Czynny jest całą dobę. Pójdę kupić
wodę. Łazienka jest twoja. – Ledwie tylko dokończył zdanie już wychodził,
sprawdzając tylko czy ma ze sobą portfel.
Na
zewnątrz wciągnął głośno powietrze, jakby w pokoju było go zbyt mało, aby mógł
oddychać. Oparł się o barierkę i spuścił głowę. Nie miał co się oszukiwać,
chłopak mu się podobał. Jego idealny typ. Już rok temu to poczuł. Wtedy był w
stanie to odepchnąć, bo widywał Morettiego okazjonalnie i ten nie paradował
przed nim półnagi, mając złocistą, pachnącą słońcem skórę, której smak
mimowolnie sobie wyobraził. Zacisnąwszy mocniej palce na barierce, marzył by ta
miała kolce, które wbiłyby mu się w dłoń. Ból odgoniłby pożądanie i miał ochotę
zaśmiać się, bo po raz kolejny mógł udowodnić ojcu, że leczenie nie pomogło.
Odrzucał mężczyzn przez lata. Czasami ulegał, kiedy nie mógł wytrzymać z braku
tego czego potrzebował. Nie potrafił walczyć, chociaż chciał być idealnym
synem. Nigdy jednak nikogo nie pragnął tak bardzo jak Morettiego. Nie było w
tym miłości. Miłość przecież nie istniała. To była tylko czysta, zwierzęca
rządza, której nie chciał zaspokoić.
Zdenerwowany
odepchnął się od barierki i szybkim krokiem pokonał taras. Zszedł na dół w
międzyczasie wyjmując telefon i włączając go. Wyłączył iphona, kiedy rodzice
zaczęli do niego bezustannie dzwonić. Napisał do nich tylko maila, że
przeprasza i musiał nagle wyjechać. Aktualnie byłby na przyjęciu, pozwalając by
osądzano wygląd, status kobiety, którą przyprowadziłby. Spekulowano by na temat
ich związku, jak długo trwa i kiedy się pobierają. Przez chwilę przyszło mu na
myśl, że może to byłoby lepsze, a wyjazd był złym pomysłem. Nic by go nie
kusiło, nie traciłby kontroli nad sobą. Sam nie miał pojęcia co lepsze, a co
jest gorsze.
*
Ivo
po szybkim, chłodnym prysznicu założył bokserki i usiadł na łóżku. Dziwnie się
czuł. Nie potrafił rozgryźć Fabiano i nie wiedział czy tego chce. Wdawanie się
w jakąkolwiek relację z kimś, kto udaje heteroseksualistę, było złym wyjściem.
Już to przeszedł i wolał do tego nie wracać. Nawet wtedy to raniło, a nie był
zaangażowany uczuciowo, więc gdyby się wpakował w jakąkolwiek relację z Fabiano
i to by nie wyszło, ból byłby ogromny.
Rok
temu był dla prawnika niewidzialny, a kilka minut temu ten sam mężczyzna
pożerał go wzrokiem. W oczach Fabiano było tyle tęsknoty, że Ivo miał ochotę go
przytulić.
–
Mamo, mówiłaś żebym o niego walczył. Wiem, że byłaby szansa zdobyć jego ciało,
ale nie tego chcę. Złowienie jego serca to jak wyjście zimą na K–2. Upadek może
być tragiczny w skutkach. Może to jak na mnie patrzył w mieszkaniu i dzisiaj,
tylko sobie wyobraziłem i nic takiego się nie wydarzyło. Przecież nawet nie chce,
abym go dotykał. – Za każdym razem kiedy próbował to zrobić, jak choćby klepnąć
Fabiano w ramię niczym kumpel, mężczyzna odskakiwał.
Położył
się na łóżku i spojrzał na zegarek. Prawnik wyszedł pół godziny temu, a sklepik
znajdował się niedaleko. Do tej pory można by było ze sto razy zawrócić,
pomyślał. Może ten wspólny pokój to zły pomysł. Ale nie kłamał z tym, że inne
były zajęte, więc wziął co było. Cieszył się ze wspólnego pokoju, łóżka. Nie
oczekiwał, że coś z tego wyniknie, ale każda chwila z Fabiano uszczęśliwiała
go. Problem w tym, że mężczyzna nie cieszył się z jego towarzystwa. Nic nowego,
pomyślał kładąc się na boku, przodem do skraju i podkładając złączone dłonie
pod policzek.
Nie
spał kiedy prawnik wrócił do pokoju. Obserwował jak mężczyzna postawił przy nim
butelkę wody nawet nie patrząc w jego stronę. Potem wziął coś ze swojej torby i
zniknął w łazience. Ivo usłyszał przekręcane zamknięcie i naszła go ochota na
śmiech. Nawet nie pomyślał, aby tam wchodzić i mu przeszkadzać. Nie chciał się
narzucać. Szczególnie, że nie był pewny, czy powinien o niego walczyć.
Potrzebował chronić swoje serce. Tylko jak miał niby to zrobić, jak ono
śpiewało miłosne piosenki, kiedy Fabiano pojawiał się w pobliżu.
Szum
prysznica przerwał jego rozmyślania i z czasem prawie go uśpił, ale całkowity
sen nie zdążył nadejść, kiedy prawnik wyszedł z łazienki. Akurat Ivo leżał od
jej strony i miał bardzo dobry widok na mężczyznę. Salieri poza czarnymi bokserkami
nie miał nic więcej na sobie. Schował rzeczy, które dzisiaj nosił do swojego
bagażu. Wyłączył światło w łazience, a potem w pokoju. Ivo usłyszał jego
westchnienie i dopiero po dłuższym czasie poczuł jak łóżko się ugina i porusza
cienka kołdra. Mężczyzna musiał się położyć na samym skraju, co zdenerwowało
Morettiego.
–
Odsuń się jeszcze dalej, to może spadniesz.
– Zamknij
się, Moretti – odpowiedział mu pełen lodu głos, który pomimo ciepła w pokoju
sprawił, że barista miał ochotę założyć sweter. Tak jak wtedy w lodziarni, do
której wybrał się z mamą.
Ivo
nie odezwał się więcej i w krótkim czasie zasnął.
Fabiano
za to jeszcze długo nie mógł usnąć, patrząc na zarys sylwetki chłopaka. Miał
wielką ochotę, aby ich wspólna podróż się skończyła. Dopiero koło północy
zmorzył go sen.
*
Dwudziestotrzylatka
obudził dziwny dźwięk. Coś pomiędzy kwileniem a płaczem. Było to tak
przejmujące, że przeszyło go na wylot zimnym dreszczem i współczuciem. Dźwięk
powtórzył się wybudzając go całkowicie ze snu i dotarło do niego, że już to
słyszał. Poprzedniej nocy kiedy przysypiał w fotelu. Natychmiast odwrócił się
na drugi bok. W pokoju było ciemno, ale przez okno jedna z ulicznych
latarni rzucała światło, które idealnie padało na rzucającego się po łóżku
Fabiano. Mężczyzna oddychał szybko, zaciskał dłonie na prześcieradle, kołdrę
odrzucił całkiem, a nogi poruszały się jakby chciały gdzieś iść lub biec. Na
czole uwięzionego w koszmarze mężczyzny perliły się krople potu, a gdy Ivo
przysunął się bliżej i położył dłoń na jego piersi, ta była śliska od potu.
Postanowił
obudzić prawnika, którego głowa miotała się po poduszce, a z jego ust tym razem
próbowało wydostać się coś bardziej przypominającego płacz.
– Fabiano,
obudź się. – Poruszył ramieniem udręczonego mężczyzny, ale ten tylko zacisnął
mocniej powieki, jakby mu dotyk przeszkadzał.
Ivo
z bolącym sercem przez chwilę obserwował Fabiano wyglądającego tak bardzo
bezbronnie. Włosy miał zmierzwione i wydawało się jakby ubyło mu lat. Ten
mężczyzna o lodowatym spojrzeniu, dla którego w słowniku nie ma słowa
miłość, przypominał teraz zranionego chłopca, a nie silnego, gotowego na
wszystko prawnika.
–
Nie chciał byś, aby ktoś cię takim widział – szepnął barista, przysuwając się
bliżej do Salieriego. Odsunął z czułością z kącika jego oka zabłąkany kosmyk. –
Obudź się, Fabiano. Proszę, obudź się.
W
jego oczach pojawiły się łzy kiedy na wypowiedziane słowa śniący mężczyzna
zareagował jedynie skuleniem się, a z jego ust wyrwało się ciche, udręczone:
–
Zostaw. Już nie chcę. Nie będę. Proszę, nie.
Cała
wcześniejsza złość na prawnika minęła. Mężczyzna wyglądał tak jakby się bronił,
a jednocześnie chciał uciec. Przed czym, tego Moretti nie wiedział, ale
przyciągnął go do siebie otaczając ramionami, a na policzku i oczach Fabiano
zostawił kilka pocałunków, szepcząc:
– To
ja, Ivo. Nie wiem gdzie jesteś i dlaczego nie możesz się obudzić, ale to ja.
Przy mnie jesteś bezpieczny – powtarzał to w kółko trzymając mężczyznę w
ramionach.
Bezpieczny,
gdzieś pogrążony w głębi koszmaru, Fabiano usłyszał to słowo. Pomimo, że wciąż
nie był w stanie się przebudzić, dodało mu to sił na tyle tylko, by zdołać
wyrwać się z dręczącego snu do miejsca, w którym ciemność rozrzedzała się. Jak
przez gęstą mgłę, przez którą nie mógł przedostać się żaden obraz, poczuł
tylko, że ktoś go trzyma, a może nawiedził go kolejny sen. Jeżeli tak, to ten
był miły i z tego nie chciał się obudzić.
Ivo
poczuł, że mężczyzna uspokoił się, a potem zasnął. Mimo tego nie puścił go.
Leżał przy nim i głaskał go po plecach. Nie miał pojęcia co myśleć o tym, czego
był świadkiem. Jeszcze rok temu sądził, że dużo wie o Fabiano, kiedy Domenico
opowiedział mu o nim. Jeszcze do wczoraj, wyobrażał sobie, że tego silnego
człowieka nic nie męczy. Dzisiaj już nie mógłby tak powiedzieć.
Fabiano
Salieri miał swoje koszmary, tajemnice, o których zapewne nawet brat prawnika
nie miał pojęcia. Chciałby je wszystkie poznać i coś czuł, że kiedy mężczyzna
opowiedziałby o nich, wyrzucając z siebie wszystko co bolesne, upiorne sny nie
powróciłyby. Miał przeczucie, że w tych snach powraca przeszłość i dlatego tym
bardziej chciałby się dokopać do sekretów. Nie z ciekawości. Po to tylko, aby
pomóc komuś kogo bardzo kocha. Jak bardzo, przekonał się właśnie tej nocy,
kiedy cierpiał razem z Fabiano. Wciąż go takim widział i najchętniej to już
nigdy nie wypuściłby ukochanego ze swoich ramion.
Mężczyzna
przy nim poruszył się przerzucając rękę przez jego ciało, a nogę wsuwając
pomiędzy jego. Wciąż spał, ale teraz spokojnym snem dającym odpoczynek. Ivo
bardziej zacisnął ręce wokół ciała i pocierając nosem ucho prawnika, wyszeptał:
–
Kocham cię. – Tylko w takiej sytuacji mógł wypowiedzieć te słowa. Przyszłość
może ułożyć się tak, że już nigdy ich nie wypowie.
*
Fabiano
budził się powoli. Czuł się tak jakby przebiegł długie mile, a potem stracił
przytomność, którą właśnie odzyskiwał. Coś pod jego prawym uchem stukało równym
rytmem, a z każdą sekundą bliżej wyjścia ze snu rozumiał, że to było
równomierne bicie czyjegoś serca. Uspokajało go to i byłby ponownie zapadł w sen,
gdyby tak jak poprzedniego poranka nie wróciła pamięć. Otworzył oczy i
zamrugał. Obraz nie był ostry, ale na pewno to nie bicie swojego serca słyszał.
Należało ono do Ivo. Chłopak leżał na plecach, a on trzymał głowę na jego
piersi. Lewa ręka przerzucona była przez ciało baristy, a dłoń spoczywała w okolicach
biodra chłopaka, które przykrywała kołdra. Natomiast jedną nogę miał owiniętą o
nogę dwudziestotrzylatka. Nie miał pojęcia jakim cudem znaleźli się w takiej
pozycji. Bardzo mu się to nie podobało. Owszem jego penis miał o tym inne
zdanie, kiedy przyciskał się do uda chłopaka. Na szczęście to Fabiano rządził
swoim członkiem, a nie na odwrót.
Powoli,
by nie obudzić Ivo i nie tłumaczyć się dlaczego spali niczym kochankowie,
uniósł się i wyswobodził nogę. Kusiło go, aby spojrzeć na ciało chłopaka, ale
powstrzymał się przed tym. Wstał i stąpając powoli po chłodnej, panelowej
podłodze, podszedł do półki przy szafie, gdzie zostawił telefon. Zanim wczoraj,
po długim spacerze, wrócił do motelu wyciszył go. Odblokował iphona, a ten od
razu wyświetlił listę nieodebranych połączeń od rodziców. Nikt inny poza nimi
nie próbował się z nim skontaktować. Na pewno są wściekli, pełni pretensji,
gotowi do rzucania groźbami, które jego zdaniem już nie powinny mieć racji bytu.
Był przecież trzydziestojednoletnim mężczyzną, a nie osiemnastolatkiem, z
którym robili co chcieli. Niestety, wciąż mieli nad nim władzę.
Sprawdził
godzinę. Dochodziła ósma, a to znaczyło, że najpóźniej za godzinę muszą
wyruszyć. I tak dojadą później niż planował.
–
Co ci się śniło?
Drgnął,
kiedy usłyszał przecinający ciszę głos z poranną chrypką oraz pytanie, które
uzmysłowiło mu, że tej nocy koszmary również złapały go w swoje szpony.
Ostatnio często to się zdarzało.
–
Ponawiam pytanie, co ci się śniło?
Zwrócił
spojrzenie na leżącego Ivo i na łóżko wyglądające tak jakby w nocy zdarzyło się
o wiele więcej niż spanie obok siebie.
–
Nie interesuj się tym.
–
Muszę, kiedy płaczesz… – Ivo przestał mówić, bo znów przeszyło go to lodowate
spojrzenie, a na twarzy prawnika pojawiła się maska wściekłości.
– Nigdy
więcej nie mów takich rzeczy, ani o to nie pytaj. Nigdy więcej też nie
zamierzam spać z tobą w łóżku.
– Bym
nie widział jak się po nim rzucasz? – Ivo usiadł. Włosy sterczały mu na
wszystkie strony i z rana nie miał żadnego makijażu, który wczoraj zmył. Kołdra
nadal zakrywała go od pasa w dół. – Czy może chodzi o to, bym nie czuł tego, że
jednak nie jesteś tak do końca hetero? Nie kiedy twój penis cieszy się z mojej
obecności w łóżku.
Po
tych słowach Salieri uświadomił sobie, że chłopak musiał go czuć zanim wstał.
To znaczyło, że nie spał, tylko udawał. Nawet teraz był jeszcze na wpół twardy,
a stał w samych bokserkach. Gdyby potrafił to zrobić, mógłby się zawstydzić,
ale akurat takie rzeczy nie przyprawiały go o wstyd, więc powiedział:
–
Poranna reakcja każdego mężczyzny.
–
Brawo, w tym wieku? Podobno już po trzydziestce libido spada i trzeba więcej,
aby…
–
Moretti?
–
Słucham?
–
Zamknij się.
–
Tak jest, mecenasie. Ale gdybyś chciał pomocy w pozbyciu się napięcia to służę.
– Odrzucił kołdrę i uniósł kącik ust, kiedy oczy Fabiano podążyły w stronę jego
krocza. – Możemy pomóc sobie nawzajem.
–
Och kurwa, zamknij się, Moretti – warknął Fabiano ukazując kolejne emocje,
które chciał stłumić. Udał się do łazienki. Nie widział już, że na usta Ivo
wkrada się szeroki, szczęśliwy uśmiech.
W
ciągu trzydziestu kolejnych minut w ogóle nie rozmawiali. Fabiano jedynie
rzucił słowami, że niedługo wyruszają, więc Ivo postanowił skorzystać z toalety
i umyć się. Nie miał czasu na makijaż, więc machnął na to ręką. Zjedli coś na
szybko, w tym czasie Salieri zadzwonił do brata informując go, że przyjadą
trochę później.
Po
niezbyt dobrym śniadaniu, wrzucili swoje rzeczy do bagażnika. Ivo skierował się
w stronę siedzenia pasażera, kiedy zatrzymał go głos prawnika.
–
Trzymaj. – Salieri rzucił bariście kluczyki. – Ty prowadzisz. – Nie czuł się na
siłach i był za bardzo zdenerwowany, aby usiąść za kierownicą. Ivo coś
wspominał, że zrobił niedawno prawo jazdy, więc miał nadzieję, że chłopak ich
nie pozabija. Sam miał ochotę przespać się w drodze. Poza tym, kiedy Moretti
będzie prowadził, to może nie wypluje z siebie kolejnych, głupich pytań na
temat koszmarów. – Sprawdzimy ile jest warte to twoje prawo jazdy.
Barista
patrzył przez chwilę na mężczyznę, jakby nie rozumiejąc co ten do niego mówi, a
potem nie mógł uwierzyć, że siądzie za kierownicą Maserati. Ucieszył się z
prezentu jak dziecko. Natychmiast wsiadł do środka i pierwsze co zrobił to
opuścił dach.
–
Kabrio jak się patrzy. Wsiadaj. Czeka nas droga do domu. Do Limare. Jak się
czujesz wracając tam? – zapytał, kiedy Fabiano zajął miejsce pasażera.
–
Moretti, ruszaj lepiej, a nie zadawaj pytań.
–
Dobrze panie Salieri.