9 kwietnia 2017

Pod błękitnym niebem (Buntownik 2) - Rozdział 11



Zanim zaproszę Was na rozdział to muszę napisać, że jest mi bardzo przykro, kiedy piszecie, że nie kupicie mojego tekstu i to tylko dlatego, że nie nie jest na Beezar.pl. Otrzymałam też parę bardzo przykrych maili. Sądziłam, że jako autorka mam prawo do wyboru miejsca gdzie zostanie sprzedany mój tekst. Może to  być kilka miejsc lub tylko jedno. Wam odebrałam wybór? Ale przecież zawsze wybieraliście Beezara. Bo podobno to taka dobra strona itd. Uwielbiam Beezara i czuję się tam jak w domu i Wy też. Ale pamiętacie, że nie było tak od początku? Dostawałam maile z pytaniami o tę stronę, o to czy możecie bezpośrednio ode mnie teksty kupować, bo nie chcecie się tam rejestrować itd. Wynajdywaliście wiele powodów. Tak jak teraz. Po prostu to czego się nie zna jest z początku niemile widziane. Owszem nie każdego to dotyczy, ale niektórych osób.
Ja tylko chciałam pomóc, a za to mi się dostało. Co za różnica czy bym miesiąc wcześniej Wam powiedziała, że tylko na Book-Self wrzucę tekst czy na dzień przed? Ja różnicy nie widzę. Poza tym ja jeszcze kilka dni temu nie miałam pojęcia, że będę mieć możliwość przed świętami wstawić "Zaufaj mi" do sprzedaży. 
Jeszcze jedno, jeżeli kiedyś zdecyduję się na papierową formę jakiegoś mojego tekstu to czy oznacza, że Book-Self będziecie omijać szerokim łukiem? Na Beezar.pl nie ma możliwości sprzedaży książek, nie wydają ich. Tak jak pisałam w jednej z moich odpowiedzi na komentarz, to może powinnam pożegnać się z marzeniami o książce. Bo jeżeli Wam się Book-Self nie podoba to książki nie kupicie. Chociaż zawsze byłam zdania, że jeżeli ktoś chce coś kupić to kupi.
Wygraliście,niedługo  wstawię tekst na Beezara. Jednak jego cena będzie wyższa. Nie wiem jeszcze o ile. Będziecie mieć wybór, którego tak chcecie. Nie zmieni to jednak tego, że niektórzy sprawili mi przykrość. 
Na razie tekst dostępny jest tutaj:  Klik

_________
Wstał wcześnie rano, żeby nie spóźnić się do pana Juliana. Umówił się, że będzie u niego o ósmej. Założył na siebie stare ubrania, które mógł bez obaw poplamić farbą. W kuchni porozmawiał chwilę z babcią i dziadkiem, zjadł śniadanie, po czym wyszedł z domu. Pogoda, mimo początku stycznia, znów była ładna i wiosenna, z chłodnym wiatrem dość mocno dającym się od wczoraj we znaki. Niebo było czyste, błękitne i nic w świecie nie zapowiadało powrotu zimy, która kilka dni temu nawiedziła ich solidnymi opadami śniegu, który równie szybko stopił się, gdy wyszło słońce.
Ruszył w stronę furtki, zamierzając wybrać się do wsi na piechotę. Nie chciał brać dziadkowi roweru. Akurat kiedy przechodził koło domu Bieńkowskich, zauważył idącego od ogrodu Szymona. Poczekał, aż partner będzie bliżej i dopiero wtedy się przywitał.
– Cześć.
– Hej. – Mężczyzna, podszedłszy do Kamila, pocałował go w policzek. – Idziesz do pana Juliana?
– No. Dzisiaj dzień malowania. Mam nadzieję, że w jeden się wyrobię.
– Podwieźć cię? Zaraz jadę do Zydla do tamtejszej hurtowni, potem do tego faceta, u którego kupiłem siano. Będę przejeżdżał koło domu pana Juliana.
– Jeżeli będziesz jechał zaraz, to pewnie, że skorzystam.
– Tylko migiem się przebiorę.
– Ale naprawdę migiem, nie chcę się spóźnić.
– Zrobię to z prędkością światła. Zaraz wracam.
Kamil otworzył bramkę i wszedł na podwórko. Przybiegł do niego Ares, którego Szymon wypuścił z domu. Chłopak ukucnął i zaczął drapać psa za uchem. Poprzedniego dnia wraz z Szymonem oraz psami wybrali się na długi poobiedni spacer. Zwierzaki wyszalały się, a oni mogli porozmawiać. Przez ostatnie dni mieli dla siebie mniej czasu. Kamil robił badania, pomagał mamie, a Szymon zajmował się obowiązkami, dlatego dopiero wczoraj mogli dłużej ze sobą pobyć.
– Co ty masz takiego w sobie, że zwierzęta do ciebie lgną? – zapytał Szymek, idąc w stronę Kamila i stojącego obok chłopaka samochodu, dzwoniąc przy tym kluczykami.
– To chyba ty powinieneś wiedzieć, co to takiego jest. Też do mnie lgniesz. – Podniósł się, przerywając pieszczenie Aresa, który domagał się drapania, wciskając mu łeb pod dłoń.
– Ale mnie tak nie pieścisz jak jego.
– Też mam cię podrapać za uszkiem i po głowie?
– Mnie mógłbyś podrapać gdzie indziej. Byłbym równie bardzo zadowolony. – Położył rękę na karku Kamila i przyciągnął chłopaka do krótkiego pocałunku.
– I mruczałbyś? – zapytał w jego usta, patrząc mu w oczy.
– Może. Musiałbyś się bardzo postarać – westchnął Szymon.
– Ktoś tu jest głodny.
– Kamil, nie mów, że ty nie jesteś. Od Sylwestra nic a nic.
– Trzeba będzie to zmienić. – Otarł się ustami o jego. Skubnął raz jedną raz drugą wargę. – Tylko najpierw podwieź mnie do pana Juliana. Im prędzej tam skończę, tym szybciej będę twój.
– To wsiadaj. – Odsunął się, by otworzyć bramę. – A zapomniałbym, mama mówiła, że z samego rana dzwoniła Karolina. Podobno załapała się na drugą turę wyjazdu do Ziemi Świętej. Nie będzie jej miesiąc.
– Ta to ma szczęście. Nie miałem pojęcia, że wysyłają ich aż tak daleko.
– Karola marzy o Egipcie, ale Instytut, z którym współpracuje jej uczelnia, na razie miał zaproszenie tylko do Betlejem. W każdym razie Karolina jest podekscytowana.
– Nie dziwię się. Wsiadaj, zamknę bramę, jak wyjedziesz.
Karolina wraz z Iwoną pojechały w niedzielę po południu. Dziewczyny żegnały się z nimi długo, nie potrafiąc wsiąść do czerwonego Cinquecento Iwony. Panna Gil popłakała się, ale ani słowem nie ruszyła tematu rodziców. Kamil śmiało mógł rzec, że on miał większe szczęście. Jego nikt nie wyrzucił z domu i poza ojcem wszyscy traktowali go dobrze. Mama tylko czasem przebąkiwała, że mógłby mieć dziewczynę, ale robiła to coraz rzadziej. Szkoda tylko, że z tatą tak dobrze nie szło. Obawiał się, że tak już zostanie. Wątpił, że zdarzy się cud.
Zamknąwszy bramę, wsiadł do samochodu. Zapiął pas, kiedy Szymon ruszył.
– Kim właściwie jest pan Julian? – zapytał Szymona.
– To znaczy?
– Chyba przez całe swoje życie nie stał pod sklepem i nie pił. Musiał coś robić. Po tym, jak czasem mówi, widać, że jest inteligentny.
– Wiesz, dopiero od pięciu lat tutaj mieszkamy, ale z tego, co słyszałem, był nauczycielem polskiego. – Skręcił w lewo.
– Przeszedł na emeryturę?
– Nie. Zwolnili go. Ale lepiej, aby to on ci o tym opowiedział. Zapytaj się go o to.
– Tak po prostu?
– Ano.
Nie minęło pięć minut, gdy zajechali przed niewielki, drewniany biały dom z zielonym dachem. Niezbyt duże podwórko nie zostało ogrodzone. Na sznurach rozciągniętych pomiędzy kasztanowcami wisiała pościel, którą bawił się wiatr. Z domu wyszła korpulentna kobieta w podomce założonej na gruby sweter i spódnicę. Przyjrzała się samochodowi parkującemu na jej podwórku.
– To jego żona. Fajna kobitka. Chyba nie miałeś okazji jej poznać. – Szymon wysiadł. – Dzień dobry pani Krystyno.
– A, to ty, Szymon. Nie poznałam samochodu i zastanawiałam się, kto to do nas tak wcześnie zajechał.
– Przywiozłem pani pomocnika. – Wskazał na Kamila zamykającego drzwi pojazdu.
– Cieszę się. Mój Juluś sam nie da rady zająć się malowaniem. Szybko się męczy.
– Widzę, że już od rana robi pani pranie – zagadywał dalej Bieńkowski.
– Wstałam po piątej, wszystko przygotowałam i pralka sama uprała. Wygoda jest z tymi pralkami automatycznymi. A pogoda ładna, do wieczora się wszystko wysuszy. Tylko mi, Kamilku, razem z moim starym pościeli nie wybrudźcie. – Pogroziła palcem, a na jej ustach igrał żartobliwy uśmieszek.
– Postaramy się.
– To ja jadę zająć się swoimi sprawami. Zobaczymy się wieczorem – zwrócił się do Zarzyckiego.
– Mam nadzieję – odpowiedział Kamil. Puścił partnerowi oczko.
– No chodź, Kamilku. Juluś farbę miesza. Może zjesz coś?
– Nie, jadłem w domu, dziękuję.
Kobieta zaprowadziła go do dużej sieni, w której naprzeciwko wejścia stał olbrzymi piec. Dawniej u babci w domu był taki sam i stąd wiedział, że w takich piecach pieczono chleb. U nich jednak część komina zawaliła się, jak jeszcze był mały. Pamięta jak przez mgłę, kiedy dziadek zdecydował o rozbiórce pieca. Teraz w tamtym miejscu jest łazienka. Na pewno jadł taki domowy wypiek na prawdziwym zaczynie, niestety nie pamiętał już jego smaku. Babcia czasami piekła chleb w piekarniku, ale z tego co mówiła, to nie to samo.
– Ten piec jeszcze działa? – spytał.
– Niestety już nie. Stoi tylko chyba jako ozdoba. Gdyby działał, nadal piekłabym. Mama nauczyła mnie, jak się piecze takie chleby. – Zamyśliła się. – To były piękne czasy. Pamiętam, jakby to było dziś. Mama robiła chleby, zawsze z pięć czy sześć, potem tatko wkładał je do pieca. Kiedy wyjmował już upieczone, w całym domu roznosił się wspaniały zapach. Nie to co dzisiaj.
–  Babcia też nieraz wspomina te dawne czasy.
– Tak chyba mają ludzie w naszym wieku. Zresztą przeszłość dla wielu wydaje się lepsza niż teraźniejszość. No chodź, bo Juluś czeka. – Otworzyła jedne z dwóch drzwi. – Tutaj mamy pokój, a tam po prawej jest kuchnia, a drzwi do łazienki prowadzą z kuchni, gdybyś chciał skorzystać. Domek mamy mały, ale kochamy go. – Uśmiechnęła się.  – Julek, przyprowadziłam ci malarza.
Kamil ujrzał mężczyznę stojącego pośrodku pokoju. Julian przykrywał szafę folią.
– Mebli nie wynosiliśmy, bo gdzież miałyby stanąć – powiedziała pani Krystyna. – Mam nadzieję, że będzie ci się dobrze malowało. – Zauważyła stojące na parapecie piwo. – Juluś, tylko mi nie zaczynaj od rana.
– Krysiu, przed południem ani kropli.
– No. To zostawiam was samych. Dokończę pranie i coś dobrego na obiad przygotuję.
– To skarb, nie kobieta – powiedział pan Julian, kiedy zostali sami. – Ale drzeć się potrafi. To co, Kamil, bierzemy się do roboty?

*

Szymon zajechał pod hurtownię spożywczą w Zydlu. Wziął do ręki długą listę zakupów, które mama kazała zrobić. Miał nadzieję, że pójdzie mu szybko, bo jeszcze musiał odwiedzić parę miejsc. Zamknął samochód i poszedł do wejścia dużego budynku, którego część mieściła się pod ziemią. O tej porze nie było jeszcze wielu kupujących, więc szybko uwinął się z zakupami. Zapłacił, nie musząc czekać długo w kolejce. Porozmawiał chwilę ze sprzedawcą, po czym opuścił budynek. Zapakował cały stos produktów do bagażnika. Nie miał pojęcia kiedy oni to wszystko zjedzą. Mama nadal się odchudzała i widać już było efekty diety, a szczególnie regularnych ćwiczeń, lecz całą rodzinę nadal bardzo dobrze karmiła. Powtarzała, że trzech chłopów w domu pochłania masę jedzenia, a ona musi o nich dbać. Czasami, jak patrzył na nią i na ojca, nasuwały mu się myśli, że są idealnym małżeństwem. Rzadko się kłócili, nadal potrafili patrzeć na siebie z miłością w oczach. Chciałby, żeby jemu i Kamilowi się udało. Byłoby pięknie, gdyby za trzydzieści lat mógł patrzeć na niego oczami mówiącymi: „Kocham cię”. Wiedział, że dużo zależy od nich, bo nic samo się nie zrobi.
Zatrzasnął klapę bagażnika. Wsiadł do samochodu i pojechał do gospodarza, u którego kupił siano. Od paru dni próbował skontaktować się z tym człowiekiem. Żona mężczyzny mówiła, że mąż wyjechał do syna. Podobno wczoraj wrócił. Szymon chciał się z nim rozmówić w sprawie złej jakości siana.
Spotkał się z nim pół godziny później.
– Przecież wiedział pan, że sprzedaje mi siano dla koni, nie bydła.
– Panie Bieńkowski, widział pan co kupuje.
Nie dokładnie widział. Jego umysł wtedy nie funkcjonował. Nie chciał słuchać ojca, pracowników. Nie myślał o niczym. Tylko tęsknił. To znaczyło, że bez Kamila jego życie byłoby puste i nic już by się nie liczyło. Jego winą było to, że dokonał niewłaściwego zakupu i dlatego nie będzie żądał zwrotu połowy wpłaconej kwoty. Przyjechał tu po coś innego.
– Chcę, żeby pan zabrał swoje siano. Nie chcę pieniędzy. Zależy mi tylko na tym, by w zamian dał pan lepszej jakości paszę i tym razem zauważę, jeśli coś będzie nie tak. – Miał nadzieję, że tego lata zbierze tyle siana, ile się tylko będzie dało. Zapełni nim nową stodołę i będzie pewny tego, co jedzą zwierzęta.
– Jak pan to sobie wyobraża?
– Normalnie. Inaczej proszę o zwrot całej sumy i niech się pan nie piekli, kiedy ogłoszę miejscowym rolnikom co pan sprzedaje.
– To szantaż! – oburzył się o wiele niższy od Szymona mężczyzna z małym wąsikiem nad górną wargą.
– To pan tak ujmuje. Dogadamy się czy mam zrobić aferę?
Piętnaście minut później Szymon miał przygotowaną na piśmie nową ofertę. Zadowolony, że załatwił sprawę po swojej myśli, podał rękę mężczyźnie, by się pożegnać. W tym samym czasie ryk silnika parkującego samochodu sprawił, że zaciekawiony Szymon obejrzał się za siebie. Na podwórko wjechał czarny Chrysler. Bielecki zmrużył oczy, przyglądając się pojazdowi. To był dokładnie ten, z którego kilka dni temu wyrzucono kociaki. Już wiedział, gdzie widział ten samochód. Tutaj, kiedy w listopadzie przyjechał po siano.
– Kto to jest? – zapytał gospodarza.
– Superson, taki jeden bogacz z Zydla. Kasę ma i kupuje u mnie nasiona. Przyjechał po dymkę. Jesienią kupił czterdzieści ton cebuli. Mój syn go zna, bo to on się tym zajmuje. Ja mam tylko łąki i tyle. A co?
– Ten bydlak kilka dni temu wyrzucił małe koty na pewną śmierć.
– A to na pewno on. Jest do tego zdolny. Wiem, że ma córkę, która ma kotkę. Z tego co mówiono, mała rozpaczała, jak zabierał kociaki. Powiedział, że odda je w dobre ręce.
– W dobre ręce? – warknął Szymon. – Wyrzucił je na polach w Jabłonkowie. – Zacisnął pięści, wyobrażając sobie, jak palce owijają się wokół szyi tego człowieka i ją ściskają. Gotowało się w nim.
– To taki facet. Ostatnio zabił psa na drodze. Pies podobno należał do miejscowej policjantki, ale Superson zakazał nam o tym mówić. Po prostu go przejechał, jak kundelek szedł poboczem.
Tego Bieńkowski nie wytrzymał. Jak tylko mężczyzna ubrany w czarny, elegancki płaszcz zbliżył się, Szymon popchnął go na ścianę stodoły i zacisnął ręce na jego szyi.
– Ty skurwielu, odpowiesz za to jak traktujesz zwierzęta – zawarczał, trzymając czerwieniejącego na twarzy człowieka. – Za tego psa, za koty, za inne pewnie też. Tacy jak ty nie mają na ziemi prawa bytu, a na pewno nie w pobliżu mnie. Jesteś gnidą!
– Niech pan go puści, bo jeszcze mu co zrobi i pójdzie siedzieć. Nie warto.
– Warto. Słuchaj, no, człowieku, jeszcze raz skrzywdzisz jakiekolwiek zwierzę, to cię wykończę. Jesteś niczym. Powiem twojej małej córeczce, jaki jest jej kochany tatuś. – Zauważył, że oczy charczącego mężczyzny otwierają się szeroko. Trafił w czuły punkt. – Co, na córeczce ci zależy? To dobrze. To wyobraź sobie jak jej wszystko opowiem, a może zrobię jej krzywdę. Co ty na to? Może kiedyś też pójdzie sobie poboczem, a ja ją przejadę.
– Niech pan tak nie mówi! – krzyknął przerażony gospodarz.
– Co, marna namiastko człowieka? Co ty na to? Wiem, kim jesteś i wszystko widzę. Jeden błąd, a pożegnasz się z kochaną córusią. – Docisnął mocniej szyję mężczyzny, ale tak, żeby nie zrobić na niej śladów. Oczywiście dziecka by nie skrzywdził, ale niech jej ojczulek się boi. Do jego uszu dotarł dźwięk policyjnych syren. Spojrzał na gospodarza, u którego kupował siano.
– To nie ja, to moja żona pewnie zadzwoniła. Niech pan go puści.
– Pamiętaj, skurwielu, że mam cię na oku. – Odskoczył od mężczyzny, kiedy na podwórko zajechał wóz policyjny. – Skrzywdź jakieś zwierzę… – zawiesił sugestywnie głos.
– Co tu się dzieje? – zapytał jeden z policjantów.

*

Kamil zamoczył wałek w żółtej farbie. Zaczął malować trzecią ścianę, podczas gdy pan Julian podmalowywał wszędzie tam, gdzie wałek się nie mieścił. Szczególnie przy oknie. Bardzo dobrze mu się pracowało. Raz tylko wyszedł zapalić papierosa. Pani Krystyna poczęstowała go kawą i po przerwie wrócił do pracy.
– Słyszałem, że będziesz pracował w sklepie matki.
– Zamierzam. Chociaż to nie dla mnie.
– E tam. Każda robota jest dobra, byle była uczciwa. Będę mógł liczyć na jakiś rabat do piweczka?
– Na pewno nie.
– Mówisz tak, jak twoja mama. – Zaśmiał się pan Julian, przysiadając na drewnianym taborecie.
– Mogę zapytać, czym się pan zajmował? Gdzie pracował? – Przejechał wałkiem w górę ściany.
– Możesz. Byłem nauczycielem. – Sięgnął po piwo. Napił się kilka łyków. Minęło już południe, więc jego żona nie będzie na niego krzyczeć za to, że pije. – Ale przestałem nim być.
– Dlaczego?
– Zlikwidowali szkołę, w której uczyłem. Poszedłem do pracy gdzie indziej, ale nie potrafiłem dogadać się z dyrektorem szkoły. Jego metody nauczania bardzo odbiegały od moich. On był nauczycielem starej daty, a ja, choć trochę od niego starszy, szedłem drogą postępu. Dzieciaki lepiej zapamiętywały to, co im przekazywałem, kiedy uczyłem je na moich zasadach. Dyrektor nie mógł tego zdzierżyć. A był to kawał skurczybyka. – Napił się ponownie. – Oskarżył mnie o kradzież pieniędzy ze szkolnej zbiórki. Zwolnił mnie dyscyplinarnie. Od tamtej pory nie uczę, a to – wskazał na piwo – stało się moim przyjacielem. Teraz mam emeryturę, o którą musiałem walczyć. Ale brakuje mi nauczania. Miałem pięćdziesiąt lat, kiedy mnie wyrzucili. – Na jego twarzy pojawił się smutek. – Odebrali mi to, co kochałem. Byłem, jak to mówią, nauczycielem z powołania. Odebrali mi to, bo nie zgadzałem się z człowiekiem, który miał inną wizję.
– Przykro mi. – Zorientował się, że pan Julian mówi teraz tak normalnie, zupełnie inaczej niż zwykle.
 Takie jest życie, drogi chłopcze. Najważniejsze, że miałem przy sobie moją Krysię. Zapamiętaj sobie, Kamilku, że cokolwiek by się nie działo, ważne jest mieć kogoś, kto cię kocha. Ta osoba daje dużo sił do pokonania trudów. Ty i Szymon kochacie się. To z daleka widać. Bardzo przeżywał to, kiedy wyjechałeś. Udawał, że cię nienawidzi i nie chce już więcej widzieć, lecz wciąż czekał. I wróciłeś.
– Po tym wszystkim jest nam ciężko… Parę dni temu znaleźliśmy małe, porzucone kotki. Szymonem bardzo to wstrząsnęło, ale nie potrafił ze mną porozmawiać. – Odłożył wałek i usiadł na drugim taborecie noszącym ślady przebytych lat. – Zamknął się w sobie.
– Pewnie się bał, że w nerwach powie coś, co sprawi…
– Że ucieknę. Domyśliłem się tego. Ale ja już nie zwieję. Dojrzałem. Zmieniłem się. Nie jestem tamtym Kamilem. Również mam obawy, ale walczę z nimi.
Pan Julian wyciągnął rękę i położył ją na ramieniu chłopaka.
– Odbudowanie zaufania trwa długo. Bądź cierpliwy. Mogę ci poradzić, żebyś po prostu był przy nim, nieważne co będzie się działo.
– Staram się.
– To dobrze. Bez starań i pracy nic się nie osiągnie. Nawet tego pokoju nie pomalujemy. A jeszcze muszę wybrać się do sklepu po piweczko, bo Kryśka nie pójdzie, a to jest ostatnie. Co najwyżej wody by mi kupiła. – Zaśmiał się.
Kamil uśmiechnął się pod nosem. Może i ten człowiek był miejscowym pijaczkiem, ale nie był zwyczajnym człowiekiem. Miał w sobie mądrość. Nie mądrość wykształconego człowieka, ale mądrość życiową, której nie da się zdobyć tak po prostu. To pojawia się wraz z wiekiem i doświadczeniem, które zarówno on i Szymon dopiero muszą zdobyć.

*

Bieńkowski wyszedł z posterunku policji. Spędził tam trzy długie godziny, tłumacząc policjantom, że nie miał zamiaru zrobić krzywdy panu Supersonowi. Po prostu puściły mu nerwy i się zdenerwował. Wyznał dlaczego, co przysporzyło mu sympatii u paru policjantek. Okazało się, że to jednej z nich Superson zabił psa. Nie miała pojęcia kto to zrobił, bo w Zydlu panowała zmowa milczenia, ale kiedy poznała sprawcę, przysięgła, że będą mieć tego pana na oku. Wniosła skargę o znęcanie się mężczyzny nad zwierzętami. Do tego Superson bardzo pyskował policjantom, groził im, więc zamknięto go w areszcie. Pewnie i tak nic mu nie zrobią, ale najwcześniej wypuszczą go po czterdziestu ośmiu godzinach. Najważniejsze, że mężczyzna nie wniósł skargi o napaść Szymona na niego.
Zmęczony, przysiadł na pobliskiej ławce. Będzie musiał pójść na autobus, bo samochód został w Zydlu. Wyjąwszy telefon, zadzwonił do Kamila. Chwilę czekał, słuchając pikania w głośniku.
– Wybacz, ale musiałem wytrzeć ręce. Miałem całe w farbie. Co tam?
– Po prostu chciałem usłyszeć twój głos.
– Co się stało?
– Właśnie wyszedłem z posterunku policji. Nie uwierzysz, co się działo. Cud, że nie siedzę w areszcie, ale za to siedzi ten facet od kotów.
– Ten? W areszcie? Ale jak… Co zrobiłeś?
– Opowiem ci wszystko w domu. Jestem zmęczony. Ta drabinka pod twoim oknem nadal jest solidna?
– Chyba tak. Ja będę tutaj do wieczora. Trzeba będzie jeszcze raz pokryć ściany farbą, bo przebija stary kolor. Ale pierwsza warstwa musi wyschnąć. Na pewno wszystko w porządku?
– Teraz już tak. Mam ciebie i umieram z pragnienia przytulenia się. Do zobaczenia u ciebie w pokoju.
– Pa. Kocham cię.
– Ja ciebie też.
Do domu wrócił dwie godziny później. Zmarzł. Mama zrobiła mu gorącej herbaty z cytryną. Usiadł przy stole w kuchni, opowiadając rodzinie co się stało.
– Brat, jesteś zajebisty – wyrwało się Konradowi. – Ja bym pewnie nic nie zrobił. A ty skopałeś tyłek temu faciowi.
– Konrad, jak ty mówisz?
– Mamo, normalnie.
– Skopać tyłka to mu nie skopałem, ale miałem na to wielką ochotę.
– Dobrze, że nie wniósł oskarżenia o napad – powiedział Mariusz.
– Nie mógł. I tak wystarczająco się nagadał i wolał już się zamknąć, bo poszedł do aresztu za ubliżanie gliniarzom oraz znęcanie się nad zwierzętami.
– Pewnie niedługo wyjdzie, ale może to mu coś do łba wbiło. – Basia wzięła czarnobiałego kotka na ręce, bo wspinał się jej po nodze. Drugi spał smacznie w pudełku pod stołem.
– Wątpię – powiedział smętnie Szymon, wstając od stołu. – Tacy jak on się nie zmieniają, ale będzie się miał na baczności. Idę popracować. Muszę przygotować wypłatę pensji pracownikom i obliczyć, ile trzeba mi nasion na obsianie pól na wiosnę. – Czekało go kilka godzin siedzenia w gabinecie. Już nie mógł doczekać się nocy.

*

Kamil wrócił od pana Juliana po dziewiętnastej, bogatszy o sto złotych i najedzony tak, że nie mógł się ruszać. Musiał przyznać, że pani Krysia bardzo dobrze gotowała. Nie wypuściła go, dopóki nie zjadł kolacji. Trochę posiedział z nią i jej mężem, wysłuchał opowieści o czasach ich młodości. Potem, życząc im wszystkiego dobrego, obiecał, że jutro wróci, by pomóc im w ustawieniu mebli. Pożegnał się z nimi i spacerkiem wrócił do domu.
Teraz, kiedy zbliżała się jedenasta, wykąpał się i czekał przy oknie na Szymona. Partner pojawił się niedługo później, więc wpuścił go do środka. Szymon od razu przytulił go i to tak mocno, że Kamil nie mógł oddychać.
– Ten dzień był…
– Długi i ciężki – dokończył Zarzycki, rozbierając go z bluzy.
– Żebyś wiedział. – Nie spuszczał wzroku z Kamila. – Jak dobrze, że cię mam.
– A ja ciebie. Rozbieraj się i chodź do łóżka.
– Kamil… ja dzisiaj chyba się do niczego nie nadaję. – Powieki mu się same zamykały.
– Chodź po prostu spać. To możesz zrobić, prawda? – Wyczuwał zmęczenie Szymona, które bardziej dotyczyło jego psychiki.
– Jak najbardziej. – Pomógł mu się rozebrać i w samej bieliźnie wsunął się pod kołdrę na wąskim łóżku Kamila. Chłopak wyłączył światło i dołączył do niego.
– Ale jesteś zimny. – Położył się na boku.
– A ty gorący. – Ucałował obojczyk Kamila i położył głowę na poduszce, owijając ręce wokół chłopaka i wsuwając jedną nogę pomiędzy jego.
– To opowiesz mi o tym, co się dzisiaj działo? – Pogłaskał Szymona po głowie.
– Mnn.
– No? – Nie otrzymał odpowiedzi. – Śpisz? Śpisz – przyznał, kiedy usłyszał wyrównany oddech partnera. Szymon będzie mógł spać do czwartej rano, zanim go nie zbudzi i z niechęcią wygoni. Westchnął. Jeszcze tyle ich w życiu czekało. Przede wszystkim musieli odbudować zaufanie, a potem będą mogli pomyśleć o kolejnych krokach ku wspólnej przyszłości. Wierzył, że tym razem im się uda.
Z tą myślą Kamil zasnął, ukołysany spokojnym biciem serca ukochanego mężczyzny.

43 komentarze:

  1. Nie rozumiem dlaczego polała się taka fala krytyki. Jak dla mnie, strona jak każda inna. Myślę, że gdybyś wiedziała Lu, że strona może okazać się niebezpieczna to nie wstawiałaby tam swojego tekstu. Nie narażałabyś czytelników. Sprawdziłam tą stronę i wszystko wygląda dla mnie normalnie. Być może dlatego, że często zamawiam różne rzeczy przez Internet... W każdym razie nie widzę problemu. I błagam Cię Lu, nie rezygnuj z marzeń o książce. Bardzo bym chciała się nią pochwalić na półce.
    Mam nadzieję, że to co się stało, nie przybije Cię zbytnio. Trzymam kciuki za kolejne teksty :D
    Ale... aż wstyd mi się przyznać... Wcześniej nie miałam ani czasu, ani kasy, żeby cokolwiek kupować. Nie wiem jak mogłam do tego dopuścić. Przysięgam, że się poprawie :) Jak tylko napłynie mi gotówka, to zakupię oba opowiadania za jednym zamachem. Przeczytam i jak zwykle się rozpiszę.
    Pozdrawiam i życzę Ci mnóstwa weny! Czekam na kolejne cudeńko...(ach, pójdę z torbami, ale będzie warto) :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tą burzę i deklarację że nie kupie nic od ciebie, też jest to dla mnie przykre, dla mnie cena nie grała nigdy roli, nigdy nie brałam udziału w konkursach (ten jeden to był wyjątek, bardziej zależało mi na pokazaniu ci innej wersji zakończenia która mnie gnębiła). Zawsze byłam wobec ciebie szczera. Nawet biletów na autobus nie kupuje przez neta bo Polonus żąda wszystkich danych i nie podają jakie mają zabezpieczenia. Bezar działa przez system Pay i przekierowuje mnie do banku. Wyrażając swoje zdanie nie miałam pojęcia że pójdzie tak wielka fala hejtu na ciebie. To chore. Ode mnie idzie więc inna deklaracja. KUPIĘ WSZYSTKIE TWOJE TEKSTY. I myślę że nikt nie wygrał. Bo ci co rzucają w ciebie błotem a chwilę temu byli lojalnymi czytelnikami mam nadzieję że też poczują się nieswojo że cię zranili. Ja takiego zamiaru nie miałam, po prostu jestem bardzo bardzo ostrożna przy zakupach w internecie.

    A co do rozdziału. Chciałabym żebyś w końcu napisała coś słabego :P bo nudne robi się w każdym komentarzu chwalenie cię.

    dużo siły

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi jest obojętne na jakiej stronie kupuje twoje teksty ale ten kupie na Beezar żebyś miała z tego tekstu jak największy zysk. Kocham twoje opowiadania i mam nadzieję że nie zrezygnujesz z publikacji książki ponieważ bardzo bym chciała mieć wersję papierową. Życzę weny przy tworzeniu nowych historii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na beezar akurat zysk jest mniejszy

      Usuń
  4. Eee... Ja tam biedna jestem, co będę portfel mamy napadać. Ale nie ważne gdzie, na jakiej stronie, elektronicznie czy papirowo, jak hajsik z wakacyjnej pracy wpadnie to coś bardzo chętnie kupię. Nie przejmuj się Lu. Internety to dziwne miejsce gdzie ludzie zapominają że mówią do ludzi. Pozdrawiam, i życzę weny <3
    Jesteś boska, bardzo dziękuję za rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś śmieszna, kobieto. Pomyślałaś o tym, że na tych stronach może się różnić płatność? I teraz będziesz karać ludzi ceną za to, że mają własne zdanie? Żałosne. Mega żenada. Ja Twoich tekstów kupować nie zamierzam. Dupy nie urywają, są zbyt wulgarne i po prostu niesmaczne jak widać co chwilę określenia "kutas, fiut". Dziwię się, że komuś się podoba. I tak swoją drogą, trochę Ci się pomieszało w głowie od pieniążków z tych tekstów. Nie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten odpis poniżej to do ciebie skierowany.

      Usuń
    2. Weź, ty sie ogarnij. To po kiego grzyba je czytasz? Nie kapuje takich ludzi. Żałosne, tandetne, dupy nie urywają a i tak je czytają. To dopiero jest żałosne :/ jak ci sie nie podobaja to nie komentuj i nie czytaj proste!

      Dla mnie rozdzial jak zwykle mega, spokojny, taki odstresujący i wgl miło przeskoczyć na cos swiezszego. Lu nie przejmuj sie takimi jak ten powyżej gówno wie, zazdrosc dupe rwie i dlatego tak pisze, niemoge sie doczekać nastepnego, duzo weny i nie daj sie tym hejtom :) pozdrawiam ;)

      Usuń
    3. Skoro są zbyt wulgarne to co w ogóle robisz na blogu LGBT? Skoro jesteś taka dystyngowana? Czemu wiecej? Może dlatego że pobierają większą prowizje a autorka musi zarobić?

      Usuń
  6. Ktoś tu ma prawdziwy ból dupy. To ty jesteś śmieszna grzeczna dziewczynko. Ty jeszcze nie widziałaś wulgarności. Lu pisze delikatnie, a są teksty gdzie te twoje nieszczęsne kutasy padają ciągle. Pogódź się z tym, że faceci używają takich słów. Nie kupuj jej tekstów. Pewnie cię boli to, że chciałabyś aby te teksty były za darmo. Lu mówi, że Ci co nie kupują najwięcej i najgłośniej krzyczą. Luanie nie pomieszało się od pieniędzy zazdrośniku. Pisz, sprzedawaj. Ktoś ci tego zabrania? Wkurzają mnie takie osoby jak ty. Osoby przez które przemawia zazdrość. A boli mnie to, że inni autorzy też sprzedają swoje teksty i nikt im tego nie wypomina, nie rozlicza. Ma Lu przerąbane i to cud, że ona jeszcze pisze, a nawet wrzuca niektóre teksty na bloga. Silna kobieta nie ma co. Ja bym wysiadła na pierwszym przystanku. A ja cię grzeczna panienko pozdrawiam i życzę w przyszłości by jakiś facet pokazał ci jak wulgarność może być w łóżku gorąca. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Luano,
    po pierwsze, szanujący się autor będzie chciał się bardziej wypromować niż na mniej znanej stronie jaką jest book-self. Beezar jest bardziej znany pod kątem tematyki LGBT niż nowość, która nawet nie jest nigdzie znana prócz kółka wzajemnej adoracji. Z tego co widziałam nawet post w grupie "yaoi" na facebooku został zignorowany. Tutaj więc punkt dla ludzi, jeśli czegoś nie znają, wolą iść tam gdzie coś już znają i gdzie kupowali Twoje opowiadania. Pamiętaj, że "klient nasz pan". Jeśli chcesz coś sprzedawać musisz się nauczyć, żeby Twoje teksty były jak najbardziej dostępne dla większego grona. Od kiedy zaczęłaś pisać i zarabiać, nie robisz już tego tylko dla siebie.
    Po drugie, regulamin sklepu Book-Self jest źle napisany. Plus nie ma żadnej informacji, że w ebookach nie obowiązuje umowa o odstąpieniu od sprzedaży, ponieważ nie jest to realne do spełnienia przy produktach wirtualnych. Dostajesz produkt do ściągnięcia - nie jesteś w stanie go zwrócić fizycznie. Tak samo działa sprzedaż kodów do gier. Kolejnym błędem w regulaminie jest napisanie, że ich produkty nie stanowią oferty, no ale halo, to sprzedają w końcu czy nie? Brak ani jednego słowa o umowie zawartej na odległość. Brak dobrego regulaminu to kara w wysokości od 500 zł do 5000 zł. Polecam przekazać informację koleżankom.
    Po trzecie "nie jest to sklep jak Beezar" - czyli w sumie na jakiej płaszczyźnie działa sklep? Skoro autor przekazuje swojego ebooka/książkę do sklepu, powinien mieć z tego umowę, w której zaznaczona jest informacja dotycząca rozliczenia z autorem. Mam nadzieję, że oto zadbałaś, bo autor szanujący swoją pracę, oto dba, prawda?
    Po czwarte... Cóż zauważyłam już od samego początku, że krytyka omija Cię szerokim łukiem, chociaż komentarze ludzi krytykujących są prawdziwe. Piszesz monotonnie, mdło i w stylu harlequin. Twoje postaci są bezpłciowe i mało realne. Staram się pominąć szybkie przejście od "Mój Śliczny" do "Wsadzę Ci kutasa". To nie jest "fajne" to jest śmieszne. Wulgarność jest fajna, tylko trzeba wiedzieć jak ją stosować. Szkoda tylko, że jesteś osobą, która twierdzi "mogę pisać jak chcę", a nie prawdziwym autorem, który słucha swoich czytelników i uwag. Wychodzi na to, że w normalnym wydawnictwie nigdy nie wydasz książki, bo nie będziesz słuchać edytora, a później redaktora, więc pozostaje Ci jedynie self-publishing. Chociaż... pamiętaj, że i przy tym w końcu trzeba będzie założyć działalność gospodarczą.

    Pozdrawiam,
    Właściciel Wydawnictwa i E-sklepu.

    PS. Zacznij się zachowywać jak autorka tekstów, a nie jak dama na włościach. Bo, jak sama napisałaś, dużo zawdzięczasz ludziom, którzy kupują Twoje teksty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Właścicielu Wydawnictwa i E-sklepu, jeżeli masz jakiekolwiek zastrzeżenia dotyczące sklepu zapraszam do kontaktu prywatnego na sklep@book-self.pl, ponieważ blog autorki nie jest odpowiednim miejscem na rozstrzyganie tego typu kwestii. Inna sprawa, że pouczanie autorki na jej własnym blogu jak powinna postępować ze swoją twórczością, jest co najmniej aroganckie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. To po co w takim razie autorce blog z możliwością komentowania? Żeby ją wychwalać czy może dawać wskazówki i konstruktywnie komentować? Bo komentarze Pana powyżej jak najbardziej mają na celu udzielenie rad, jako że jest osobą, która ma pojęcie o sprawie. A jeśli Luanie przeszkadzają konstruktywne opinie, to może jeszcze nie dojrzała do publikowania w sieci...
      ~Nel

      Usuń
    3. Właścicielu Wydawnictwa i E-sklepu, muszę Ci podziękować za komplement którym mnie obdarowałeś "w stylu harlequin". Dziękuję! Właśnie takie teksty chcę pisać i widzę, że mi się to udaje. Poczułam ulgę, naprawdę. Zawsze uważałam, że jeżeli chodzi o tę sławną serię romansów to powinny być w niej również treści LGBT. Cieszę się, że Twoim szacownym zdaniem udaje mi się coś takiego stworzyć. Będę tak działać dalej. Dziękuję za dużego kopa weny. :)
      Dziękuję też o zamartwianie się o umowy i tak dalej. O to jednak nie musisz się martwić. O to, że przyjdę do Ciebie kimkolwiek jesteś również. Co do edytora, że się go nie słucham... Ekhem. A kiedy jakiegoś edytora miałam, bo jakoś tego nie zauważyłam. Nigdy nie współpracowałam z żadnym redaktorem. A co do wielu punktów które poruszyłeś/poruszyłaś to zapraszam tutaj po odpowiedzi: sklep@book-self.pl
      I jeszcze nadmienię o tym, że Book-Self jest nieznanym miejscem. Beezar też był nieznany. Nikt o nim nie słyszał. Istniało sobie gdzieś tam w odmętach Internetu i zdychało, że tak powiem. Potem przyszli autorzy i coś się narodziło. Sądzę, że Book-Self też się narodzi i będzie znanym sklepikiem. Przecież nie każdy od razu staje się gwiazdą. A autor który trzyma się tylko jednego miejsca nie rozwija się. Dodam jeszcze co do różnych cen moich produktów. Jest tak samo jak z tą samą książką. W jednej księgarni kupi się ją taniej, w innej drożej. Na koniec jeszcze raz stokrotne dzięki za tego Harlequina. :D
      Jeszcze co do Book-Self to dba o swoich klientów. Jest program lojalnościowy, kupując zdobywa się punkty, które później będzie można wymienić na dogodne rabaty. A poza tym jak wielu wie, te małe sklepiki są najsympatyczniejsze. Szanuję i to miejsce i Beezara. :)

      Nel, ja przyjmuję konstruktywne opinie, ale nie głupie opinie i nie naginanie moich tekstów pod to co ktoś lubi i co mu się podoba.

      Usuń
  8. Mówiłam, że najlepiej byłoby gdyby autoreczka od siedmiu boleści zniknęła. Powinna brać przykład z innych jak piszą, na nich się wzorować. A nie pisać, jak tu było wspomniane, harlequinowskie opowieści o słabych, wkurwiających ciotach. Nienawidzę słabości. Tępiłabym coś takiego. A autorka jest słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak ci się nie podoba to nie musisz czytać i sama zniknij z tego bloga

      Usuń
    2. Skad w tobie tyle jadu?

      Usuń
    3. Nie wiesz kim jestem anonimie, nie wiesz jaka jestem, nie znasz mnie i tak dalej. A jeżeli jesteś osobą która tępi słabszych to współczuję Ci z całego serca. Jesteś smutnym człowiekiem, anonimie. Tak naprawdę nie wiesz co to słabość i jaka ona potrafi być piękna. A ja gdybym była słaba już dawno przestałabym pisać. Bywa, że się poddaje, ale wracam, bo są ludzie, którzy chcą, abym pisała. A Tobie dziękuję za opinię.

      Usuń
  9. Jak się komuś ne podoba co pisze Luana to spadówa z jej bloga. Nikt nikogo nie zmusza do czytania. Aż mnie korci by kogoś skrzywdzić. Nie rozumie, naprawdę nie rozumiem, skąd w was tyle jadu. Obrażając autora obrażacie także nas - wiernych czytelników - a ja na to się zgodzić nie mogę. I osobiście boli mnie ten fałsz jakim uderzana jest tak wspaniała, cudowna osoba jaką jest Lu. Kurcze, jakie to łatwe wyżywać się na innych. Tania żenada. Współczuje ci Lu że publikujesz wspaniały rozdział a pod nim idzie tak straszliwy hejt.

    Przy okazji bo nie napisałam wcześniej Wesołych Świąt Wielkanocnych :* Głowa do góry, nie daj się stłamsić tym co ci źle życzą. Jestem po twojej stronie, cokolwiek by się nie działo

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Brak mi słów na tych ludzi... Nie przejmuj sie taką głupia gatka. Po co narzekają? Zazdroszczą? Nie wiem... Widzę że ktoś nawet pisze ze jest z wydawnictwa... Taaaa może i to prawda ale wątpię. Mi się podobają twoje teksty! Są najlepsze jakie czytałam! Mi obojętnie gdzie jest tekst, nie rozumiem czemu ludzie się czepiają. Teraz nagle zaczęły im przeszkadzać wulgaryzmy serio?! To po co czytają jak tak narzekają? Nie podawaj się! Nie przejmuj się takimi głupkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejmować to się człowiek z początku przejmuje, ale potem dochodzą też inne opinie, fantastyczne maila pełne wsparcia od czytelników i siła do walki rośnie. :)
      Nie wiem po co ludzie czytają coś co im się nie podoba, nie wpasowuje się pod ich gust. Chyba są po części masochistami. bo mnie jeżeli coś nie pasuje to tego nie czytam.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  12. ja sobie już książkę zamówiłam i jutro sobie ją przeczytam,mi tam obojętne gdzie ją kupię, teraz mam przynajmniej więcej sklepów do wyboru jak czegoś nie znajdę w jednym to znajdę w drugim
    pozdrawiam Danka

    OdpowiedzUsuń
  13. właśnie dostałam książkę i zabieram się za czytanie
    pozdrawiam Danka










    OdpowiedzUsuń
  14. Mam tylko pytanie czemu na beezer sa droższe ksiazki niz na book self? np jak ta ostatnia Zaufaj Mi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to, aby ludzie kupowali też na Book-self, a nie tylko na beezar. To jej taka akcja, aby pomóc sklepowi, a ludzie tego nie doceniają.

      Piotr

      Usuń
    2. Trochę to niesprawiedliwe

      Usuń
    3. gówno prawda, beezar bierze większy procent ze sprzedaży

      Usuń
    4. Anonimie, dlaczego niesprawiedliwe? Przecież ceny ten samej książki w jednej księgarni są inne, w innej inne. Jeżeli dla Ciebie na Beezar za drogo to zapraszam na Book-Self. Jest wybór. Kiedyś może będzie na odwrót. A poza tym Beezar bierze dużą prowizję. Sorry, ale ja nie zarabiam milionów i ceny czasami muszą być wyższe. Przecież muszę z czegoś żyć, a to mój jedyny zarobek. Kupujących też nie ma kto wie ile, abym dała tekst za 5 złote i zarobiła na nim. Nie zarobi się w ten sposób. Taka prawda. Dużo kupujących niższe ceny. Mało kupujących ceny rosną. Nie po to pracuję całymi dniami, często zaniedbując rodzinę i mając przez pisanie problemy prywatne, by coś oddać za bezcen. Taka prawda, każdy za swoją pracę chce otrzymać zarobek. A sądzę, że te 3 złotych więcej to niewiele.

      Usuń
  15. No dyskusja jak w gimnazjum, naprawdę jak ktoś chce to kupi tam gdzie wygodniej, ten co chce nie kupi, ten komu podoba się twórczość Luany nie będzie się przejmował ceną, tylko kupi i przeczyta. A jak się nie podoba to przecież nikt nie zmusza, więc po co te płytkie, głupie komentarze? Ten co narzeka niech sam opublikuje tyle opowiadań własnego autorstwa.
    Powiem krótko według mnie Luana jest jedną z poczytniejszych autorek LGBT i po latach publikacji należy jej się szansa na podziw i zarobek. Pozdrawiam serdecznie autorkę, którą czytam od samego początku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię czytać twoje teksty są naprawdę fajne i miło się je czyta ale jak w którymś komentarzu ktoś napisał są monotonne i zawsze jeden z bohaterów jest taki zniewieściały, szłaby że tak powiem. A nie myślałaś może o jakiś zmianach i nie mówię tu o np zabiciu głównego bohatera bo tego akurat bym nie przeżyła ale o tym żeby główni bohaterowie byli właśnie tacy bardzo męscy a mimo to mieli w sobie ten taki urok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byly takie opowiadania. Nie wiem czy mescy=brak uczuc dla was, ale... ale nie. Tak nie jest w zyciu xd

      Usuń
    2. a czy ktoś tu mówi że nie mają mieć uczuć? Niech mają uczuci, niech się zakochają, niech boją się odrzucenia i w ogóle. Chodziło raczej tam o to że mają bardziej męsko wyglądać. Żeby to byli dorośli mężczyźni mający po 30 lat.

      Usuń
    3. No wiesz, Anonimie, żaden dwudziestolatek nie będzie wyglądał jak trzydziestolatek. A w ogóle wiesz jak moi chłopcy wyglądają? Nie wiesz. Jesteś zwolennikiem/zwolenniczką facetów męskich, może napakowanych. Może wolisz takich co to złapią za włosy i zaciągną do swojej jaskini. Może wolisz coś innego. Każdy ma inny gust i swoje typy Moja koleżanka lubi facetów typu drwala, na których ja bym nie spojrzała, a ja słodkich chłopców. Moje postaci nie są zniewieściali. Poza tym trochę empatii życzę, bo może właśnie kogoś obraziłeś ty lub inny anonim. Gdyby moi chłopcy byli zniewieściali, to dopiero byście to wiedzieli. A Damian wspomniał o męscy=brak uczuć dlatego, że tak są męscy mężczyźni postrzegani. Brak uczuć, prawdziwy samiec itp. Natomiast ten z uczuciami to delikatny, zniewieściały chłopczyk. Moje postacie są moje i będę je tworzyć takie jak mi się podobają. A jeżeli szukasz innych typów, to możliwe, że tu ich nie znajdziesz.

      Usuń
    4. A kto powiedział że nie wiem jak oni wyglądają? Jak wspominałam lubię twoje teksty przeczytałam wszystkie co są na obu blogach i te co można było kupić. Ja się tylko o coś zapytałam a wy odrazu atakujecie. Jak niby kogoś obraziłam?

      Usuń
    5. No ale Twoja prosba o napisanie opowiadania, w ktorych sa mescy bohaterowie (chodzi o wyglad jak mniemam) jest bez sensu bo caly czas tu sie przewijaja takie postacie ;/

      Usuń
    6. Ok. Czekam teraz na to by Luana wyjaśniła mi w jaki sposób obraziłam kogoś. I nie musisz mi życzyć empatii bo to mi jest akurat nie potrzebne.

      Usuń
    7. Nie atakowałam Cię tylko pisałam co myślę. Co do obrażania chodzi mi, że pisząc o zniewieściałych facetach mogłaś urazić jakiegoś chłopaka, może niejednego. Ja bym na miejscu takiego chłopaka poczuła się urażona. I to też miałam na myśli, jeżeli chodzi o empatię. Abyś się wczuła w kogoś takiego i co byś poczuła w takich momencie lub innym.

      Usuń
  17. Ja sie smieje z tych komentarzy i z tego szantazowanie w poprzednim poscie xd
    Albo ten komentarz ,,slabosc bla bla tepilabym'' xD
    Tak sie sklada, ze w kazdym z nas jest cos takiego jak slabosc. Musisz tepic w takim razie tez siebie...
    Nie kupujecie tych opowiadan, to nie robcie tego ludzie. Rozumiem, ze niektorym sie nie spodobala zmiana tego sklepu czy cos tam, nie wiem za bardzo o co chodzi z tym, ale pisanie tych chamskich komentarzy, obrazanie autorki to az szkoda slow.
    To duzo swiadczy o czlowieku. Nie rozumiem jak mozna obrazac kogos kto mimo wszystko tyle sie napracowal by napisac te wszystkie opowiadania, do tego twierdzic, ze ma gdzies swoich czytelnikow i ich opinie... Przeciez Luana zawsze sie slucha swoich czytelnikow.
    Ja jestem mlodym malarzem i jesli ktos mi powie ,,o zmien kolor wlosow na czarny'' to myslicie, ze to zmienie? Nie. Tak samo Luana nie zmieni charakterow swoich postaci. Taki ma styl. Niekiedy monotonny, prosty, zwykly, ale to nadal jej styl.
    Jesli ktos jej napisze, ze w zdaniu jest blad to przeciez to poprawi - to swiadczy o tym, ze slucha swoich czytelnikow.
    I jezeli wiekszosci sie nie podoba, to nie rozumiem dlaczego tu siedzicie. Bo sloro sie nie podoba to zakladam, ze czytaliscie jej teksty i wiecie jakie sa wiec... co tu robicie? Jestescie na biezaco z kazda informacja czyli ciagle czytacie jej opowiadania xD nienawidze takich ludzi. Zalosne i dziecinne hejtowanie kogos z anonimaaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze napisane z tą zmianą włosów. W jednym zdaniu ująłeś wszystko co potrzebne. :)

      Usuń
  18. Wow, ale hejt się posypał. Ale chyba to normalne, że każdy człowiek ma swoje upodobania i zdanie. Ja uwielbiam opowiadania o zmiennokształtnych inni wolą buntownika. Jedni chcą kupować tu, tamci tam. Człowiek lubi mieć wybór. Można oczywiście o tym dyskutować. Ale zawsze znajdą się hejterzy, którzy zrobią wszystko, żeby podnieść temperaturę dyskusji.
    Myślę, że gdyby na spokojnie (czyli bez żadnej "mowy nienawiści" :>) przedstawiono swoje odczucia dotyczące formy zakupu, Luana do nich na pewno by się ustosunkowała. Przedstawiła swoje racje, plusy i wady tych stron. Ale chyba nikt nie dał jej na to szansy. Przecież jesteśmy jej czytelnikami, pisze dla nas... i pewnie własnej przyjemności.(mam nadzieję, że dalej ją ma). Kokosów na pewno też nie zarabia, ale podziwiam ją, że pomimo wszystko dalej tworzy.
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wypowiadałam się gdyż nie czytam Buntownika. Jedyny tekst Luany który nie przypadł mi do gustu ale musze wystąpić w obronie autorki. Jestem z nią od dłuższego czasu. Uwielbiam ją czytać. Pisze lekko, przyjemnie. Nie zmusza czytelnika do zbytniego przemęczania mózgu. Po za tym nie rozumiem co złego jest w Harlequinnach (wybaczcie jeśli źle napisałam) osobiście uwielbiam tego typu romanse, a Lu wspaniale oddaje im klimat.
    Jak się komuś nie podoba nie zaglądajcie proste.
    Krytyka i owszem ale złośliwe bluźnierstwo jest okropne.
    Lu nie zwracaj uwagi na takich ludzi.
    Pisz, twórz.
    To Twój blog i możesz robić z nim co chcesz.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie przejmuj się hejtami, JESTEŚ NAJLEPSZA
    Nie znam lepszej pisarki niż ty, a czytam każdy rodzaj literatury, od horroru po komedię itp
    To tylko moje zdanie, ale jesteś THE BEST

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)