19 czerwca 2016

W sidłach miłości tom 2 - Rozdział 15

Dziękuję za komentarze. Widzę, że podziałał na Was ten ostatni rozdział. :)




Wyrwał telefon z ręki Alexa i odczytał wiadomość: „Alex, nie możemy być razem. Przez to, co się dzieje zrozumiałem, że nie dam rady. To koniec. Nie ma już nas.”
– Co za skurwysyn pierdolony! – Richie nie potrafił zapanować nad sobą. – Jak to zerwał? Co za niedojrzały idiota. Jeden problem i zerwał. Do tego w taki sposób? Jak dziecko.
– Daj mi to. – Wyciągnął rękę po komórkę. Czytając po raz kolejny to samo jego mózg nadal nie rejestrował tego co się stało. Przecież Josh mu przysięgał, że nigdy go nie zostawi. Nigdy! Nawet dzisiaj w gabinecie dyrektorki wziął go za rękę, powiedział, że kocha. Nie, to musi być jakiś głupi żart. Dowie co o co chodzi.
– Dokąd się wybierasz? – zapytał Richie dostrzegając, że przyjaciel zerwał się z łóżka i szuka czegoś do założenia na koszulkę z krótkim rękawem.
– Do Josha. Powie mi to w oczy! To, że mnie zostawił! – Dygoczącymi dłońmi zaczął szukać swojej ulubionej bluzy zapominając, że ta leży w koszu na brudy. – Wytłumaczy mi to i powie, że żartuje. To na pewno po coś. Może ten esemes ma być na coś dowodem. Tak, na pewno tak.
– Alex. Alex! – Złapał przyjaciela za ręce i trzymając je próbował skupić jego uwagę na sobie. – Przestań. On napisał wyraźnie, że zrywa. Wątpię, aby to była sztuczka. A jak to jakieś zagranie to go zdradzisz. Może ktoś śledzić jego mieszkanie.
– Masz rację. – Zaczął się trząść jakby mu było zimno. – Tak, nie mogę do niego pojechać. Nie mogę. – W oczach pojawiły mu się łzy. – Dlaczego on mi to zrobił? Richie, dlaczego mnie zostawił? – Coraz bardziej coś ściskało go w piersi i próbowało udusić. – Gdy zrobił to pierwszy raz tak cholernie bolało. Teraz, kiedy obiecał mi być ze mną… zostawił mnie. Richie, powiedz mi dlaczego? Powiedz, że to jakiś jego plan. Błagam, powiedz. – Został wciągnięty w ramiona przyjaciela. Wtulił nos w jego szyję.
Co powinien mu powiedzieć? Nie mógł niczego obiecać. Skąd ma wiedzieć, że to jakiś plan Josha? Nie może narobić Alexowi nadziei. Lepiej, żeby już dzisiaj myślał, że to koniec, a jutro miło się rozczarował. Przyjaciel w jego ramionach nie płakał, ale trząsł się cały. Pociągnął Alexa na łóżko i położył się razem z nim. Alex przylepił się do niego jak rzep, a to oznaczało, że będzie o wiele ciężej, niż podczas pierwszego zerwania, gdy chłopak udawał, że nic się nie stało. Taki Alex załamie się i ma ochotę za to przywalić Morrisonowi.
Tymczasem Alex usilnie szukał w głowie, co zrobił złego i cały czas widział scenę z filmiku. To jego wina, że Josh go już nie chce. Ale on z nim porozmawia i znów będą razem. Jutro pójdzie do szkoły, bo musi, i z nim pogada. Tak będzie najlepiej. Pokaże wszystkim, że się kochają i nikt ich nie rozdzieli, nawet sam Joshua. Jego ukochany Joshua. Jego jedyna miłość. Przytulił mocniej Richiego i rozpłakał się. Nienawidził płakać, lecz bez tego dusił się.
– Chcę, żeby to nie była prawda. Nie mógł mi tego zrobić. Nie mógł. Nie mógł. Nie mógł – powtarzał, a z każdym słowem Richie coraz mniej go rozumiał.
Do pokoju zajrzał Jonathan i otworzył szeroko oczy na obrazek jaki się przed nim ukazał. Alex płakał? Jego chłopak wskazał mu palcem na leżącą na podłodze komórkę. Podniósł ją.
– Co?
– Esemes. Ostatni.
Nie musiał szukać, bo po odblokowaniu ekranu tekst od razu rzucił mu się w oczy. Niech szlag weźmie Josha Morrisona! Ścisnął smartfona w dłoni omalże nie rzucając nim o ścianę. Do kurwy nędzy co za facet! Jeszcze zerwał w ten sposób?
– Pierdolony tchórz! Nawet tego w oczy nie mógł powiedzieć!
– Nic nie zrobisz. Może Josh coś kombinuje i jutro się dowiemy. Wiesz, na potrzeby tego co się dzieje. Być może to ma im obu pomóc – powiedział Richie.
– Jeśli nie, to niech się nie zbliża już nigdy więcej do mojego brata – wysyczał Johnny. – Co z nim?
– Jest źle. Zostanę z nim na noc. Kocham cię. – Posłał mu w powietrzu pocałunek.
– Jestem tu – wtrącił mokrym głosem Alex. – Nie mówcie o mnie jakby mnie nie było. Dam sobie radę. Powinniście razem spędzić czas, a nie ze mną.
– Chrzanisz, bracie. Posiedzimy we trzech. Przyniosę tylko coś do picia. Coś mocnego. – Ta noc będzie długa, pomyślał.

* * *

Noc dłużyła się do północy, ale później Alex zasnął, po tym jak opowiedział im wszystko, po kilka razy o poznaniu Josha, ich związku. Chłopak potrzebował się wygadać, a potem umęczył się i sam z siebie poszedł spać. Jedno tylko dla Richiego było ciężkie, Alex postanowił rozmówić się dzisiaj z Joshem. Bał się tego. Nawet chciał się w nocy modlić, żeby to wszystko było tylko przedstawieniem. Niestety, coś czuł, że Morrison naprawdę porzucił jego przyjaciela. Nawet wolał się nad tym nie zastanawiać, a tym bardziej co czułby będąc na miejscu Alexa.
Wrócił do domu, umył się, przebrał i pobiegł znów do domu przyjaciela. Wspólnie zjedli śniadanie, zmuszając razem z Jonathanem Alexa, aby coś zjadł. Odkąd chłopak wstał, wyglądał bardzo apatycznie. Na szczęście z mijającym czasem w jakimś stopniu mu to przeszło. Uparł się, że jedzie do szkoły, bo tam zobaczy Josha i pozna prawdę. Wciąż się łudził.
W szkole Alex wzbudzał sensację. Bracia wraz z Richiem wiedzieli, że dopóki ludzie nie znajdą innego zainteresowania, tak trzeba będzie znosić ich żarty. Johnny odłączył się od nich, bo miał mieć trening z grupą pierwszaków, a dwaj przyjaciele udali się do klasy biologicznej. Tam wpadła na nich, a raczej rzuciła im się na szyję Joyce.
– Co jest chłopaki? Co macie takie grobowe miny? Alexiątko, nie przejmuj się. Pogadają, pośmieją się, poplotkują i znajdą sobie inny obiekt zainteresowania. Ludzie to sępy.
– Joyce, nie o to chodzi.
– To o co? W ogóle to słyszeliście, że Morrison został zwolniony? Jasny gwint, chłopie przecież nie jesteś dzieckiem. Niech zwalniają każdego nauczyciela, który trafia tak, że ma w klasie swoje dziecko. Ale nie.
– A wiesz, że wczoraj o czymś podobnym myślałem? – Richie odsunął krzesło i usiadł na swoim miejscu.
– Tak? – Klapnęła sobie na stoliku. – No to mamy ten sam mózg. Tylko ty myślisz, ja mówię. Chociaż podobno myślenie to bardzo ciężka praca.
– Ciekawe stwierdzenie, koleżanko.
– Prawda? No, Alex co się nie odzywasz? – Trąciła zmartwionego chłopaka.
– Wystarczy, że wy gadacie bzdury.
– Oj tam, zaraz bzdury. Ale, chłopie, mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się tego. Co tam. Ja nawet nie wyczułam, że masz kogoś. – Machała rękoma, jakby odganiała stado much.
– Albo miałem. – Wyjął z plecaka zeszyt i książkę. Jeśli skupi się na lekcji będzie cud. Tym bardziej, że na dużej przerwie ma być to zebranie, na którym mieli się pojawić jego rodzice, Josh, nie licząc rady szkoły i innych przedstawicieli oświaty chcącej komuś dokopać. On miał czekać na zewnątrz i wejść, kiedy zostanie zawołany. Dlatego usilnie będzie na to czekał, ponieważ wtedy jego mężczyzna – nie będzie na razie inaczej o nim myślał – musi pojawić się w szkole. Chyba że już wszystko załatwione. Możliwe, że Josh wczoraj długo rozmawiał z dyrektorką i on nie musi się tutaj pojawiać.
– Będzie mi go brakować jako nauczyciela. – Kąciki ust Joyce opadły w dół. – Ech. Dobrze, chłopaki, że mamy razem biolę, to można pogadać.
– U Edison, nie da się gadać. Zaklep sobie jakieś miejsce, bo właśnie weszła – poinformował dziewczynę Richie. Joyce i tak miała u kobiety przechlapane, a jeszcze chciała sobie do swojego konta pełnego uwag, dodać kolejne. Rzucił okiem na Alexa podpierającego ręką brodę. Nie mógł mu pomóc inaczej niż przez zwykłe bycie z nim.
– Nie gap się tak na mnie. Nie rozbeczę się. – Skrzywił się na wspomnienie tego jak w nocy ryczał. – Nie rzucę pod pociąg, bo uważam, że samobójstwo w takim przypadku jak mój, czyli będące efektem zerwania, to idiotyzm.
– Dobra, cicho, bo Edison sprawdza obecność i zaraz zobaczy, że gadasz.
Alex przewrócił oczami. Niech ta lekcja się jak najszybciej skończy.
Jego życzenie nie zostało spełnione, bo jak na złość lekcja okazała się nie tylko długa, co nudna. Po jakie licho mu potrzebna biologia to nie wiedział. Tym bardziej, że zamierzał w przyszłości podjąć studia nie mające nic wspólnego z tym przedmiotem. Kiedyś rozmawiał z Joshem i powiedział mu, że jest zainteresowany, tym, aby w przyszłości uczyć angielskiego i nadal trwał w swoim postanowieniu. On Alex Wilson, nauczyciel. Tylko co mu z tego, kiedy przy jego boku może nie być tego którego kocha?

* * *

Tymczasem w innej części miasta Sean szedł szybkim krokiem w stronę jednego z budynków miasteczka uniwersyteckiego, gdzie mieściła się biblioteka mieszcząca całe tony prawniczych książek. Znów niewyspany, w podłym humorze sprawiał wrażenie osoby, od której się ucieka bojąc mu się nastąpić na odcisk. Rano Drake znów go przepraszał i przyrzekał, że nie będzie pił, poszuka pracy. Co z tego, jeśli wieczorem przysięgę złamie, po tym jak nie znajdzie dla siebie nic odpowiedniego. Mama Seana, zaproponowała mu pracę u siebie, niestety, duma Drake’a – a przysięgał, że się jej pozbędzie – odmówiła. Ich związek się sypał. Znów zaczęli się nie rozumieć. Siedem lat razem, prawie już osiem i w ciągu paru miesięcy zdarza im się kolejny kryzys. Jak miał to przetrwać? Chyba tylko zakopując się w książkach i udając, że wszystko jest w porządku. To nie było wyjście. Dorosły mężczyzna nie może tak postępować, lecz Drake nie zachowuje się jak osoba pełnoletnia.
Wkroczył do dużej auli, bo przez nią prowadziła najkrótsza droga do biblioteki, kiedy rozdzwonił się jego telefon. Znów zapomniał go wyciszyć. Gdyby to się stało w bibliotece, musiałby znieść karcący wzrok bibliotekarki, gotowej go wyrzucić i zabronić przychodzić. Na to nie mógł sobie pozwolić, tym bardziej, że od jutra zaczynają się egzaminy. Potrzebował sobie co nieco powtórzyć, chociaż dzisiaj zjawił się tu głównie z powodów, o których wczoraj mówił mu Richie.
Odebrał połączenie.
– Drake, nie mam czasu, jestem na uczelni.
– Kochanie, przyjdź dzisiaj wcześniej do domu. Zjemy kolację.
– Będę o siedemnastej. Jeszcze chcę się spotkać z tą kobietą, bo będzie dopiero po południu. Opowiadałem ci rano, chyba, że mając kaca nie bardzo pamiętasz…
– Pamiętam. Richie ma problem… Ten jego przyjaciel… raczej.
– Drake, muszę kończyć. To ty przyjdź dzisiaj wcześniej do domu. Rozumiesz mnie? Jeśli cię nie będzie śpię u mamy i Martina – powiedział stanowczo jak nigdy. – Albo bierzesz się w garść, albo będzie między nami źle.
– Sean…
– Porozmawiamy w domu. Po trzeźwemu. Nie będę miły jeśli będzie inaczej. – Rozłączył się, od razu wyłączając dźwięk. – I niech cię szlag, jeśli cię nie będzie lub wrócisz pijany – szepnął do siebie.

* * *

Czas do długiej przerwy wlókł się niczym całe wieki, lecz kiedy ona nadeszła Alex najchętniej by ją odwlekł jak najdłużej. Stanął przed drzwiami gabinetu dyrektorki wraz z Richiem i właściwie czekał na wyrok. Na pewno rodzice już byli w środku. Joshy nie widział. Co jeśli mężczyzny nie ma? Pojedzie do jego mieszkania i pierdoli co inni na to powiedzą. Nie mógł przez Richiem ukryć tego jak bardzo się denerwował. Ręce mu się pociły i lekko dygotały. Co chwilę spoglądał na zegarek, dreptał w miejscu lub odpowiadał trochę kąśliwie na próby rozmowy przyjaciela, który w końcu zamilkł. Upłynęło może z dwadzieścia minut, kiedy drzwi do gabinetu otworzyły się i wyszli jego rodzice. Od razu podszedł do nich.
– Co tam? Dlaczego mnie nie wezwali, abym opowiedział co i jak?
– Nie potrzebowali. Wszystko przeszło polubownie – odpowiedział tata. – Pan Morrison odejdzie z pracy i nie zbliży się do tego liceum. Nie bój się, nie oskarżyliśmy go, o to co podejrzewałeś. Widzimy, że do niczego cię nie zmusił. Morrison nie poniesie konsekwencji za romans ze swoim uczniem, poza utratą pracy. Natomiast z tobą będzie gorzej.
– He?
– Chcą, żebyś zdał dodatkowe egzaminy, bez względu na wyniki jakie miałeś, zanim zaczął tu uczyć Morrison – wtrąciła mama.
– Spoko. Mnie to nie przeszkadza. Zdam. Co jeszcze? – zapytał, ale nie doczekał się odpowiedzi, ponieważ na korytarz wyszedł Josh. Spojrzenie mężczyzny spoczęło chwilę na nim, a potem nauczyciel odwrócił się zamierzając przejść obok.
– Josh. – Alex nie zamierzał pozwolić mu odejść zanim nie wyjaśnią paru kwestii dotyczących ich związku. – Josh, do cholery! – wrzasnął za nim. Odetchnął kiedy mężczyzna przystanął. – Wczoraj dostałem coś, w co nie wierzę. – Nie zwracał uwagi na gapiów i swoich rodziców.
– Uwierz. – Nie patrzył na Alexa. – Zrozumiałem, że nasz związek nie ma sensu.
– Zrozumiałeś? – Podszedł do niego i szarpnął nim z wściekłością. – Popatrz mi w oczy i to powiedz. No popatrz! – Zamarł, kiedy zimne spojrzenie wbiło się w niego.
– To koniec, Alex.
– Koniec? Przysięgałeś, że mnie nigdy nie zostawisz, że kochasz. – Popchnął mężczyznę.
– Wszystko się zmieniło. – Odwrócił spojrzenie.
– Ciekawe co! Jeśli chciałeś ze mną zerwać trzeba było to zrobić zanim każdy się dowiedział.  Teraz nagle problemy i koniec. Stchórzyłeś? Co, nie jestem już ciebie wart? Powiedz! – Złapał mężczyznę za sweter i szarpał nim. – Dlaczego mi to robisz?
– Nic ci nie robię. – Chwycił Alexa za dłonie i trzymał je przez chwilę zanim oderwał od siebie. – Po prostu są ważniejsze rzeczy niż ty. – Znów wbił w niego spojrzenie. Zimne, twarde i stanowcze. – Nie dzwoń do mnie, nie pisz, nie przychodź. To jest naprawdę koniec. Nie ma już nas. – Puścił jego ręce. – Wszystko się zmienia. Miło było, ale się skończyło. Żegnaj.
– Nie. Nie możesz… – urwał, bo właśnie świat rozpadł mu się na kawałki, kiedy Josh odwrócił się i zwyczajnie odszedł. – Ja tu chciałem walczyć o nas! A ty stchórzyłeś! Pierdol się! Znajdę kogoś innego, kto będzie mnie kochał. – Tylko ja jego nie będę kochał, pomyślał. – Nienawidzę cię! – krzyknął, lecz Joshua już zniknął mu z oczu. – Nie znoszę cię. – Znów zaczął się cały trząść. Ujrzał przed sobą czarną otchłań, w której było zimno, ciemno i to coś zaczęło go pochłaniać. Poczuł, że w miejscu serca powstaje wielka dziura jakby ktoś wyrwał mu żywcem organ i wyrzucił je na śmietnik, zastępując go niewyobrażalnym cierpieniem, ale i wściekłością. Zacisnął pięści. Oddychał szybko mając ochotę wrzeszczeć, by wykrzyczeć wszystko to co czuje do Josha. A to co nagle poczuł, było rodzącą się nienawiścią do tego mężczyzny.
W każdym razie próbował sobie to wmówić, gdyż okazało się to lepszym wyjściem niż pokazanie całemu zgromadzeniu, szczególnie rodzicom jak bardzo cierpi. Na pewno nie zamierzał już płakać. Będzie żyć dalej. Sam. Przecież życie nadal trwa, a on woli przestać czuć cokolwiek, inaczej pogrąży się w otaczającej go otchłani pełnej bólu, a od niej wolał uciec. Nie da się pożreć ciemności.
Richie nie mając pojęcia co robić, zebrał z podłogi rzeczy Alexa i podszedł do stojącego na środku korytarza chłopaka, który może i udawał, że tak naprawdę nic się nie stało, ale jego przygarbiona sylwetka i zdruzgotana twarz zbyt wiele mówiły.
– Alex, chodź. Twoi rodzice zawiozą nas do domu.
– Poszedł sobie. To co napisał, to nie był żaden plan. Jak mam bez niego żyć?
Na to pytanie Richie nie potrafił odpowiedzieć. Sam wolał nie zastanawiać się nad tym co on by w takiej sytuacji czuł. Wzdrygnął się na samą myśl. Wziął przyjaciela za dłoń.
– Chodź. – Odetchnął kiedy Alex bez problemów z nim poszedł, a za nimi rodzice przyjaciela. Tym razem bał się przyszłych dni, domyślając się, że będą naprawdę ciężkie, pomimo tego zostanie z nim i pomoże jak tylko będzie mógł. 

* * *

Wieczór dla Seana nadszedł szybko. Wrócił do pustego domu, mimo że spodziewał się zastać w nim swojego partnera. Łudził się nadzieją, że mężczyzna wyszedł do sklepu. Umył się i postanowił przygotować coś na kolację skoro Drake się tym nie zajął, więc szybko zrobił spaghetti, lecz z sosem ze słoika. Nigdy nie umiał zrobić takiego swojego, a te gotowe też były dobre. W międzyczasie zadzwoniła jeszcze mama zapraszając ich na sobotni obiad. Niedawno wróciła z podróży poślubnej i świergotała jak skowronek. Nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak, planując nawet jakoś wykręcić się z zaproszenia, ale stwierdził, że tego nie zrobi. Zgodził się i zapisał sobie w kalendarzu termin spotkania. Ostatnio głowę miał tak wszystkim obciążoną, że wolał sobie wszystko zapisywać.
Kolacja była już gotowa, wystarczyło, żeby tylko wyłożyć makaron na talerze i jeść. Niestety godzina piąta po południu dawno minęła, a Drake’a nadal nie było. Sean zaczął się obawiać, że partner nie wyszedł „na chwilę”. Po kolejnych minutach, zaczynał już być zły, makaron zrobił się zimny, a sos odgrzewany kolejny raz w końcu się przypalił. Koło dwudziestej usiadł przy stole, na którym znajdowały się talerze i sztućce oraz dwa kieliszki przeznaczone na wodę. Siedział w ciemności wpatrując się w drzwi. Te jeszcze długo się nie otworzyły. Zrobiły to dopiero, kiedy zegar wybił godzinę dwudziestą drugą, a wtedy Seanem rządziła już furia.
– Kogo to moje oczy widzą? – odezwał się, kiedy Drake włączył przy wejściu światło.
– O.
– Jakie zdziwienie. Co nie spodziewałeś się mnie? – warknął Sean. – Siedzę tu od kilku godzin i czekam, aby z tobą zjeść kolację. Prosiłeś, żebym był wcześniej w domu. Wracam, a króla nie ma, bo król postanowił pójść się napić! – Wstawszy obszedł stół.
– Nie jestem pojany… Pijany – poprawił się.
– Oczywiście. Jeśli ty nie jesteś pijany, to ja jestem zalany w trupa. – Podszedł do Drake’a. – Czekałem na ciebie!
– To było dziś? – Zmarszczył brwi. – A fakt. Przepraszam.
– Co mi po twoim „przepraszam”, jeśli nie dotrzymujesz słowa. Drake, zobacz co się z tobą dzieje?! Straciłeś drugą pracę i co? Wolisz się stoczyć niż ruszyć tyłek?!
– Nie krzycz. – Drake zatkał sobie uszy.
– Będę krzyczał! Mogę to robić i mi tego nie zabronisz! Chcę ci pomóc, ty tego nie chcesz. Czego ty w ogóle chcesz?!
– Ciebie? – Złapał Seana i zaczął go obściskiwać.
– Przestań! – Próbował wyrwać mu się, ale nie szło mu łatwo. Ten cholernik zawsze był od niego silniejszy. Drake pochylił się do jego szyi i złapał ją zębami. – Zostaw mnie!           
– Nie kochaliśmy się od kilku dni.
– To nie jest moją winą. – Miał ochotę zatkać sobie nos, bo smród alkoholu nieprzyjemnie w nim wiercił. – Zostaw mnie, bo to co jest między nami skończy się, jeśli zrobisz coś czego nie chcę! – Odepchnął go, a tylko dlatego, że Drake mu na to pozwolił. – Chcesz żreć, jedz zimny makaron i przypalony sos! Idę do sypialni, bo już późno, jeżeli zbliżysz się do tego pokoju, to między nami koniec. I masz całą noc na wytrzeźwienie, a potem przemyśl sobie, co jest ważniejsze, czy wolisz pić, czy wolisz mnie! – Wskazał na siebie. – Bo nic, nie usprawiedliwia twojej głupoty. Zmieniłeś się, Drake i nie chcę ciebie takiego! Chcę tamtego człowieka, z którym się związałem. Tego, który teraz stoi przede mną nie znam – dodał po cichu i odwrócił się na pięcie zostawiając ogłupiałego partnera samego.

10 komentarzy:

  1. Oj poprzedni podziałał mocno ;) aż tak, że nie skomentowałam, bo przez kilka dni z żalu nie wchodziłam na twojego bloga :( ale dzisiaj już dzielnie i wiernie co chwilę odświeżałam kilka minut przed 23:00 :D
    Josh i Drake to teraz tacy idioci! :< Arghh! Jak można być tak głupim!
    Jakby ktoś zrobił mi coś takiego, jak Josh Alexowi to... Nie wiem po prostu. Płakałam przez reakcje Alexa a co dopiero jakby mi tak ktoś...
    A Sean powinien Drake'a kopnąć w dupę, i to jak najmocniej.
    Uwielbiam to opowiadanie. Zwlaszcza od kilku rozdziałów! Zafundowałaś mi masę emocji, Lu! :)
    /A

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, jejku, jejku... co się tutaj dzieje?! Nie wiem co powiedzieć. Lubię dramty i wgl to nawet ucieszyłabym się gdyby któraś para się rozstała... jakakolwiek tylko nie Sean i Drak. Uwielbiam ich <3 no dobra to tyle... jestem zaskoczona, że psuje im się związek.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to teraz walnełaś z grubej rury. Świetnie jeździsz na emocjach czytelników. Długo była sielanka a teraz bach bach. Stawiam że to rodzice któregoś z nich zmusili faceta do zerwania. Juz ostrze pazurki przed kolejnym rozdziałem

    OdpowiedzUsuń
  4. dlaczego wszystko sie psuje?! Mam nadzieje ze Josh i Alex wroca do siebie, a Drake wkoncu sie opamieta i przestanie pic!

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, serce mi tak bije ze zaraz padnę. Ostatnie dwa rozdziały... Boże... Nie wiem jak je skomentować. Wszystko się rozjebalo. Sean musi byc teraz twardy. Drakeowi potrzebna terapia wstrząsowa. Nie rozumiem Josha, jego powodow do rozstania, na razie to dla mnie bez sensu. Tylko ten fragment o tym, że są ważniejsze rzeczy od Alexa hmm jakoś mi utkwił w pamięci nw dlaczego, ale mam wrażenie, ze cos z bratem J sie dzieje... Moze glupio myślę, ale jakoś tak mi się nasuneło...no nw no.

    O i Josh to skurwysyn.
    Przynajmniej teraz

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  6. Oficjalnie stwierdzam, że od teraz Drake'a nie lubię najbardziej. Mimo, że wcześniej uwielbiałam tego "chodzącego w glanach wariata". Nienawidzę, gdy ktoś z problemami zwraca się do kieliszka. Co tam, w ogóle nienawidzę upijania się. Zachowanie nietrzeźwych ludzi jest żałosne, wiem coś o tym, muszę takich znosić od dzieciństwa.
    O Joshu nie wiem co myśleć, bo nie znam jeszcze jego pobudek. Mam tylko nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. W końcu bad endy to mamy w realu, opowiadania są od czegoś innego, nie? A przynajmniej ją lubię przenieść się do świata, gdzie wszystko kończy się happy. Aczkolwiek przeczuwałam od jakiegoś czasu, że jest za sielankowo i że niedługo wszystko się skomplikuje. I bardzo dobrze, tylko jak pisałam, oby wyszło im a dobre (y).
    "Czarna Wiedźma" nadal naj, więcej JDxCasey <3 I więcej takich emośków w opkach! <3 Choć przeczuwam, że u nich też się trochu posypie, być może w 3 tomie... A wtedy to już chyba będę płakać..
    Cokolwiek napiszesz, i tak cię uwielbiam, weny~~

    OdpowiedzUsuń
  7. O rety Twoje rozdziały czyta się tak szybko.
    I tyle się dzieje.
    Nie rozumiem Josha.
    COś się musi za tym kryć.
    Nie zostawiłby go tak po prostu.
    O rety ale umiesz zaskakiwać całkiem naturalnie.
    Masz coś takiego w sobie.
    Czekam na kolejny rozdział i pozdraiwam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Co ten John wyprawia? Odbiło mu czy co? Zapewniał o takiej wielkiej miłości, a w najważniejszym momencie się wycofuje, jak mógł to zrobić Aleksowi?
    Coś przewiduję, że ta część skończy się dość dramatycznie, bo wszystko się sypie. Aleks i John zerwali, Drake popada w alkoholizm, a przez to krzywdzi Seana oraz boję się o DJ i Caseya, gdyż ten ciągle żyje w "szafie", tylko widzę światełko dla Richiego i Johnego, ale również Richi coś ukrywa, więc wszystko może się zdarzyć.
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam całe to mogę komentowac. Nie dziwię się Alexsoqi sama bym się załamała na jego miejscu mam jednak nadzieję że wszystko się dobrze skończy. Drake popad w alkoholizm ? Zdziwko. ŚWIETNY BLOG 😘

    OdpowiedzUsuń
  10. Co sie tutaj dzieje? Nagle się wszytko sypie...
    Związek Seana i Drake się sypie przez głupi alkohol i dumę..
    Alex i Josh też.. jak mógł z nim zerwać. Może on myśli że jeśli ze sb skończą i na kolejne pół roku będzie udawać tylko oble osoby. I na koniec szkoły przyjdzie i powie mu " kocham cie ".. to alex będzie po depresji.... po złamanym sercu.

    Nw co mam teraz myśleć. Czuję się taka rozdarta... cche by się wszytko pogodzilo ale ich zachowanie mnie denerwuje.

    Pozdrawiam-Shizu-chan i idę czytać dalej

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)