7 stycznia 2014

Jedwabny szal - Rozdział 4

Dziękuję za komentarze. :) 

------------------------------------------


Kolejny dzień zaczął się całkiem zwyczajnie. Gdyby był w domu zjadłby śniadanie i poszedł na uczelnię. Teraz przebywał u obcych, gdyż musiał uciekać z miejsca, w którym się wychował, i stał w oknie swojego tymczasowego pokoju obserwując to, co dzieje się na zewnątrz. Wczorajszy dzień musiał być bar­dzo spokojny, bo dziś kręciło się po... ranchu, posiadłości, nie wiedział jak nazywać miejsce, sporo zmiennych i każdy zajmował się obowiązkami. Z tego też powodu bał się wyjść. A co jak ktoś z nich coś wiedział? Może Stone rozesłał jego wizerunki i go widzieli? Jego żołądek zaburczał dając o sobie znak, że chce jeść, więc Christian musiał odwiedzić kuchnię. Liczył, że będzie tam ta miła pani Sheoni.

Wyszedł z pokoju i poszedł do kuchni. Wyminęła go jakaś para, nie zwracając na niego uwagi. Kobieta była wpatrzona w swego partnera, jak w obraz. Czy jego partnerzy też będą tak na niego patrzeć? Nadal nie wierzył, że spotkało go coś takiego. Miał partnerów. I nadal pamiętał, że musi im powiedzieć o sobie bardzo ważną rzecz. Jego ciało zaczynało szaleć i nie tylko na myśl o nich.

Już na korytarzu usłyszał rozmowy kilku osób i powoli uchylił drzwi do kuchni. W środku prze­bywał alfa, jego partnerka i brat alfy, który był milczący, ale poza nimi byli też inni. Założył włosy za ucho.

– O, Christian, dobrze, że już wstałeś. Lidia poda ci śniadanie. Dzwonił Daniel będzie koło po­łudnia. Podobno ma załatwić bardzo ważną sprawę i chce z tobą porozmawiać. Wyczułem, że to coś bardzo ważnego, był zdenerwowany – poinformował go Jacob.

Christian przełknął ślinę. Czyżby się dowiedzieli? A co jak go teraz nie zechcą? Dlaczego miał­by się tym martwić? Tym lepiej, nie będą w niebezpieczeństwie. Usiadł obok Justina i zaraz przed nim pojawił się talerz jajecznicy z pomidorami.

– Smacznego. A tak poza tym jestem Lidia i jestem siostrą Sheoni.

– I doskonałą kucharką – dodał ktoś stojący z tyłu. Był to postawny mężczyzna i Chris czuł, iż musiał być betą w sforze.

– Podlizuj się dalej, kochanie.

Christian uśmiechnął się i sięgnął po bułkę w tym samym czasie co Justin. I ich ręce się spotka­ły. Natychmiast je zabrali.

– Przepraszam.

– To ja przepraszam. – Justin nareszcie na niego spojrzał. – Jesteś gościem, wieź pierwszy.

– Dzięki. – Dopiero wtedy zauważył, że wszyscy przestali mówić. Rozejrzał się. – Co?

– Nie nic, częstuj się. – Jacob, był zaskoczony, że jego brat powiedział więcej niż dwa słowa i to do kogoś obcego. Zazwyczaj odzywał się tylko do niego i Sheoni. Może Chris wywrze zbawienny wpływ na Justina. Diamentowy smok przebywał tu dzień, a już zaczynał zdobywać serca innych. Nie dziwił im się. Sam czuł do niego ojcowskie instynkty. Daniel powiedział mu przez telefon kilka ważnych rzeczy, połączył to z tym czego dowiedział się od Christiana, i tym bardziej obudził się w nim opiekuńczy instynkt.

– Trzeba naprawić wschodnie ogrodzenie – zabrał głos Griff.

– Poślij tam Marco i Bena. Oni ostatnio zajmowali się tamtym terytorium. Ja mam tonę papie­rów do uzupełnienia. Nawet nas biurokracja nie omija.

– Tym bardziej my musimy mieć wszystko w porządku w papierach – uzupełniła jego wypowiedź Sheoni.

Christian słuchał i przyglądał im się, ale najbardziej ciekawił go Justin. Młody wilk był interesującą istotą, na tyle by wzbudzić sympatię smoczego zmiennego. Zastanawiało go, dlaczego Justin się nie odzywa, do tego jest ciągle zamyślony, jakby żył w innym świecie.

Jacob widział w Christianie szansę na to, by jego brat powrócił do normalności. Już dawno po­winien zapomnieć o tym co się stało, lecz przeszłość wyryła w młodym zmiennym swój ślad. Pozo­stawiła w jego umyśle coś w rodzaju nie ścieralnego tatuażu. Jacob liczył, że gdy brat spotka part­nera to coś w nim się obudzi i powróci dawny, wesoły chłopak. Ale jak na razie na partnera się nie zanosiło, ale na przyjaciela może była szansa.

– Justin, oprowadziłbyś Christiana po posiadłości. Pokaż mu źrebaki.

Justin zmierzył brata spojrzeniem, które zawierało zaskoczenie jak i pytanie: „Dlaczego ja”, ale zaraz spuścił wzrok na swój talerz. Niestety Christian odczuł to jakby chłopak nie chciał iść się z nim przejść, więc zakłopotany po raz setny dzisiaj odgarnął włosy za ucho i powiedział:

– Ja może zostanę w pokoju, na wszelki wypadek gdyby Daniel przyjechał. No i Martin.

– Nie ma mowy. Pogoda jest przepiękna i nie powinieneś zamykać się w pokoju – rzekła She­oni.

– Posłuchaj mojej pantery. – Jacob objął czule swoją partnerkę.

– Jesteś zmienną panterą? – zapytał zaskoczony Christian Russo.

– Tak, a co?

– Nic, tylko całe swoje życie przeżyłem z ludźmi, którzy nie mają drugiej natury i nagle mam wrażenie, że przeniosłem się do innego świata.

– I jak się z tym czujesz? – zapytała Lidia.

– Jakbym był w domu – odpowiedział Christin kończąc swoje śniadanie.



* * *





Pchnął zmiennego na ścianę i zawarczał.

– Co jeszcze wiesz, Bitrejd? Nie mówisz wszystkiego. Kim jest ten chłopak?

– Ależ, alfo Alston powiem wszystko tylko nie musisz mnie dusić – wystękał Bitrejd.

– Ostatnim razem wiedziałeś kogo szukają, lecz przemilczałeś tę wiadomość. Teraz gadaj, ina­czej rozszarpię ci gardło. – Kły Daniela nieznacznie się wydłużyły, a pazury ostrzejsze, niż, kiedy był człowiekiem wbijały się w skórę donosiciela.

Martin razem z Dario stał obok i nie zamierzał próbować uspokoić Daniela. Tylko tak mogli się jak najszybciej dowiedzieć wielu rzeczy. Rzeczy, które teraz stały się najważniejsze. Z jakiegoś po­wodu Stone chce dopaść ich partnera i musieli dowiedzieć się jak najwięcej, tylko tak ochronią Christiana.

– To Christian Russo, syn jakiegoś bogacza. Tego od firmy produkującej sprzęt sportowy.

– Tego, którego oskarżano o malwersacje? – zapytał Dario.

– Ta. Alfo udusisz mnie. Puść, proszę – wyjęczał Bitrejd, kiedy dłoń Daniela mocniej zacisnęła się na jego gardle.

– Najpierw niech ci wszystko powie, a potem zrobisz z nim co zechcesz. – Martin położył Da­nielowi dłoń na ramieniu. – A jak nie powie, to sam się nim zajmę. Chyba, że będzie grzeczny.

Alston wycofał się, a przetrzymywany Col Bitrejd upadł na podłogę, kiedy się okazało, że nogi od­mówiły mu posłuszeństwa.

– Co wam tak zależy na tym dzieciaku?

– Po prostu chcemy wiedzieć, dlaczego Stone naraża dla jednego młodzika zmiennych – wyce­dził Daniel. Jego wilk się uspokoił i kły na powrót stały się ludzkimi zębami.

– Stone jest szalony. Nie wiem, o co mu chodzi, ale uparł się na niego i nie uspokoi się dopóki go nie dopadnie.

– Co wiesz o Russo? Synu nie ojcu. – Dario przysiadł na krześle obok siedzącego na podłodze informatora.

– Chłopak chodzi na uczelnię niedaleko swojego domu. Przyjaźni się z ludźmi.

– Jakimi ludźmi? – spytał Daniel.

– Nazywają się Bright. Ludzie Stonea cały czas ich śledzą. Wierzą, że kiedyś tamten chłopak lub dziewczyna spotkają się z nim, a wtedy zmiennego smoka schwytają. Pewnie Stone chce go przele­cieć. Podobno diamentowy smok zrodzony z kobiety rodzi się z cechami rozrodczymi jak u kobiety. Niby ma męskie genitalia, ale w środku ma macicę. Jest kimś podobnym do hermafrodyty. Wiecie takie coś jak obojnak, ale to u nas zmiennych inaczej działa.

– Co?! – Martin oderwał się od biurka, na którym przysiadł. – O czym ty mówisz?

– Młody Christian może zajść w ciążę. – Zaśmiał się Bitrejd. – Może Stone chce go zapłodnić. Raz w roku jest na to szansa, a chłopak już dojrzał.

Daniel nie rozumiał jak mężczyzna może zajść w ciążę. I to jeszcze smok! Chociaż w postaci ludzkiej smoki zawsze rodziły jak ssaki. Jego drugi partner robił się coraz ciekawszą postacią.



* * *



Christian z czułością pogłaskał białego źrebaka. Zmienny smok dzisiaj już czuł się lepiej. Nie bał się tak bardzo i nie ciągnęło go do ucieczki. Nareszcie oddychał pełną piersią, a to, co działo się przez ostatnie dwa tygodnie stawało się tylko złym koszmarem. Dobrze przespana w cieple noc mu pomogła. Tylko czy mógł czuć się do końca bezpieczny? Czy bezpieczni byli jego gospodarze i... i partnerzy? Na razie chciał wierzyć, że tak. Czuł na sobie wzrok Justina, który oparł się rękoma o drewnianą belkę.

– Śliczny jest. Tak jak reszta waszych koni – zagadał Russo. Gdyby w domu Justin więcej się odzywał, a dopiero teraz milczał, Christian byłby w stanie pomyśleć, że młody Langston go nie lubi. Zwy­czajnie był tu z nim, lecz jakby go nie było. – Gdybym nie słyszał tych kilku słów od ciebie, sądziłbym, że jesteś niemową – rzekł zmienny smok.

Justin po tych słowach odchrząknął i powiedział:

– Nie jestem gadułą. Raczej oszczędzam słowa.

– W sumie masz rację. Milczenie jest złotem. – Zaśmiał się Christian. – Ja jestem gadułą. Nie zawsze i zależy przy kim jestem. Są osoby, przy których wolę milczeć.

– To znaczy, że ja nie jestem tą osobą?

– Nie. – Oparł się plecami o belki padoku. – Przy tobie mam ochotę mówić, ale nie odzywałem się z początku, gdyż myślałem, iż nie chcesz mnie słuchać. I jesteś tu ze mną, bo cię zmuszono do tego.

– Wolę spędzać czas sam czy to przy pracy, czy odpoczywając. To nie znaczy, że mi przeszka­dzasz – dodał Justin.

– To dobrze. – Uśmiechnął się do niego. Już otwierał usta, aby coś powiedzieć, nawet słońce wprawiało go w dobry nastrój, gdy usłyszał ryk silnika, a po chwili na plac przed domem wjechał bordowy jeep cherokee i Christian wyczuł kto nim przyjechał.



* * *



Daniel z Martinem zdecydowali się przyjechać wcześniej. W świetle tego czego się dowiedzieli nie chcieli dłużej zwlekać. Dario wiedział co miał robić, a oni musieli teraz zająć się swoim uko­chanym. Nawet Martin, który nadal miał problem z zaakceptowaniem Christiana. Tylko sama myśl, że ich smokowi mogłoby się coś stać krajała mu serce i wzbudzała furię.

Kiedy tylko wysiedli od razu wyczuli zapach partnera. Akurat wiatr wiał od jego strony i niósł go daleko. A to, że zbliżały się jego płodne dni, tylko go wzmacniało. Oba samcy alfa wiedzieli już, dlaczego o wiele bardziej mają ochotę zamknąć się z nim w sypialni i nie wychodzić przez tydzień. Ich ciała z miejsca były gotowe do kochania się z Christianem, ale za nic w świecie nie chcieli go do tego zmuszać. Obaj ruszyli w stronę stojących postaci. I Daniel zobaczył, że gamma Langston stoi za blisko jego partnera. Wilk w nim zawarczał. Miał bardzo silny instynkt terytorialny i nie lu­bił, kiedy ktoś dotykał Martina, więc nie podobała mu się i ta sytuacja.

– Spokojnie, nie wyczuwam od gammy erotycznego zainteresowania. – Uspokoił go Martin. – To brat Jacoba, nie narób nam problemów.

– Wiesz, że dopóki nie będzie nasz, wydzielając zapach partnerstwa, mój wilk znajdował się bę­dzie w takim stanie.

Kilka kroków później mógł skinąć głową Justinowi, a potem spojrzeć roziskrzonym wzrokiem na Christiana.

– Widzę, że lepiej się dziś czujesz. – Jak ktoś mógł chcieć krzywdy tej pięknej istoty? Obryso­wał jego ciało wzrokiem zacząwszy od pięknych szarych oczu, przez pełne usta stworzone by mógł je całować, aż do reszty ciała. Szczupły tors osłonięty był białą koszulką, która zachodziła na biodra lekko je zasłaniając, ale Daniel mógł stwierdzić, że były wąskie, a nogi. Ach, te nogi. W wyobraźni widział jak oplatają biodra jego lub Martina. Nogi Christiana były długie, a spodnie kończące się tuż za kolanem odsłaniały zgrabne łydki.

Christian poczuł się jednocześnie niezręcznie, ale i coraz bardziej podniecony tym przewiercają­cym go wzrokiem. Wzrokiem, w którym w pewnością nie kryło się pożądanie. Ono wręcz pałało od Daniela okrywając ciało Christiana feromonami. Skierował wzrok na Martina. I ujrzał to samo, jed­nak od niego czuł większy dystans, taki, jaki sam odczuwał, chociaż ciało i jemu odpowiadało.

– Tak, lepiej. Wystarczyło, żebym odpoczął - odpowiedział.

– Zdecydowaliśmy, że zabieramy cię do Arkadii – oznajmił Martin Coleman.

– Ale... – W sumie, dlaczego ma z tym walczyć? Doskonale cała trójka zdawała sobie sprawę, kim dla siebie jest, a i tak mu nie pozwolą uciec. Nadał czuł potrzebę ich chronienia, lecz wierzył, że tutaj nikt go nie znajdzie, w każdym razie nie tak szybko. Poza tym była też sprawa tych jego dni. Dni, które już nastąpiły, a kulminacja się zbliża. Kiedy rok temu tak się stało omal nie rzucił się na Luisa. Potrzebował mężczyzny. I teraz też ta potrzeba rosła. Wtedy się opanował, ale ciężko to przeżył zamykając się w pokoju. Na szczęście przez ten jeden dzień jest najgorzej i wtedy nie mógł widzieć mężczyzny. Miał nadzieję, że to nie stawia go w roli kobiety. Co z tego, że czasami lubi umalować sobie oczy, czy ubrać seksownie. Rozszarpałby każdego, kto by go nazwał kobietą.

– Ja muszę wam coś powiedzieć. – Kątem oka Christian zauważył, że Justin dyskretnie się wy­cofał. Miał nadzieję, że jeszcze się spotkają. Bardzo chciał poznać jego tajemnicę. Bo niewątpliwie młody gamma ją miał.

– O tym, kim jesteś i jakie masz zdolności? – zapytał Daniel.

– Wy wiecie? Jak? – Jego oczy otworzyły się szeroko w zaskoczeniu na usłyszane słowa.

– Powinniśmy poważnie porozmawiać – orzekł Alston. Zignorował pożądanie uważając, że nie mógł zatwierdzić zmiennego smoka dopóki ten nie zaufa im do końca. Zresztą Martin był tego sa­mego zdania. Dużo rozmawiali od czasu wyjścia Bitrejda i doszli do wielu wspólnych wniosków.

– To może mój pokój. Tymczasowy pokój...

– Nie, Christianie. Tam rzucę się na ciebie, a tego nie chcę – powiedział Daniel. – W każdym ra­zie nie, kiedy nie wyjaśnimy sobie wszystkiego.

– Możemy się przejść. Widoki tutaj zapierają dech w piersiach. – Obawiał się tej rozmowy, a właściwie ich pytań, ale oni już o nim wiedzieli i może mają wieści z miasta. Lecz nie liczył, że Stone zaprzestał poszukiwań. Wiedział, co to za zmienny. A do tego ojciec, który tak naprawdę nim nie był zabiłby go za ucieczkę.



* * *



Stojąc na ganku Jacob przyglądał się trójce zmiennych, którzy ruszyli w stronę jeziora. Obok niego stanął Justin.

– Christian to będzie dobry przyjaciel – stwierdził alfa. Widział jak brat rozmawia z Russo. To z nim Justin nie zamienił tyle słów, co z Christianem. – Teraz ma czas poznać swych partnerów. Spo­dziewam się, że w ciągu tygodnia będzie ślub. Chodź. Jadę do miasta, a Sheoni zrobiła ogromną li­stę zakupów to przy okazji je zrobimy. – Zawrócił do domu.

Justin postał jeszcze chwilę, zanim postacie nie zniknęły mu z oczu.

Przyjaciel? Może kogoś takiego mi potrzeba, by zapomnieć. Dziwne. Zmienny smok to ktoś, komu ufam od tak.



* * *



Zatopił palce w wodzie. Była krystalicznie czysta, gdyż z dna widać były kamienie i rośliny. Je­zioro nie było duże, ale widok i chłód wody pomagał Christianowi uspokoić umysł.

Daniel usiadł na zwalonym pniu i czekał, aż Christian będzie gotowy, żeby opowiedzieć o sobie i jak to się stało, że jego ojcem jest człowiek. Martin tylko stał w lekkim rozkroku z dłońmi scho­wanymi w tylnych kieszeniach czarnych, skórzanych spodni. Tak samo jak Daniel wolał milczeć, naprawdę bojąc się tego, co usłyszy.

Christian podniósł się z kucek zrywając wcześniej źdźbło trawy. Bawiąc się nim, okręcając je na palcach westchnął ciężko. Nie potrafił spojrzeć im w oczy obawiając się, że wtedy nic nie powie. Pomimo że nie zrobił niczego złego, nie miał się czego wstydzić, wolał wyobrazić sobie, że jest sam i tylko rośliny będą go słuchać.

– Dla ojca zawsze byłem wybrakowany – zaczął. – Dopóki moja mama żyła pokazywał kocha­jącego tatę, takiego, jakiego nie raz widzi się w tych naiwnych filmach, lecz gdy odeszła wszystko się zmieniło. Pokazał jak bardzo mnie nienawidzi.



Kolejny krzyk ojca i nowy cios spadły na kilkunastoletniego chłopca z nieznanego mu powodu. Przecież tym razem nic nie zrobił, był grzeczny. Zachowywał się tak jak chciał rodzic, a i tak mu się dostało. Właściwie za nic. Gdyby chociaż zrobił coś złego mógłby usprawiedliwić ojca, ale on zo­stał uderzony z powodu tak głupiego. Tym powodem było to, że istniał. I te krzyki bolały bardziej niż rosnący na twarzy siniak, którego miał nadzieję, będzie mógł uleczyć.

Jesteś wybrykiem natury – krzyczał człowiek. – Tak jak każdy z was. Gdy dowiedziałem się, że istniejecie miałem ochotę zawiadomić prasę i wydać was, ale wtedy spotkałem twoją matkę. Była to przepiękna smoczyca. Ożeniłem się z nią, a potem urodziłeś się ty. Uznałem też, że mogę współpra­cować ze zmiennokształtnymi, wiesz nowy rynek, nowe możliwości i więcej kasy. Dlatego jeszcze ży­jesz. Inaczej pewnie zdechłbyś w łonie matki.



– Wtedy nie dotarło do mnie co powiedział. „W łonie matki”, a to znaczy zanim ją poznał, bo gdyby wydał wtedy zmiennych ludzie ze strachu, że stwory zamieszkują ich świat, zabiliby nas. Te­raz wiem, że nie jestem jego synem, powiedział mi to wraz z wiadomością o sprzedaniu mnie Sto­neowi. – Ból w oczach Christiana sprawił, że Daniel chciał ukryć go w swych ramionach na za­wsze. – Musiałem uciec nie mogłem pozwolić, by... na... – Nie potrafił dokończyć zdania. – Pomo­gli mi moi przyjaciele. Na nich zawsze mogłem liczyć i tak ciężko było mi zatajać przed nimi kim naprawdę jestem. Ukryłem się u nich, ale nie mogłem zostać. To było dla nich niebezpieczne... To pierwsze miejsce, gdzie ludzie Stonea by mnie szukali.

– Więc ponownie uciekłeś? – zapytał szeptem Martin.

– Oni byli najważniejsi. Wiem, że kiedy mnie nie zastali w domu, na pewno się martwili i mar­twią. Nawet nie mogę im wysłać wiadomości, że nic mi nie jest, bo tamci się dowiedzą. Dla mojego smoka ochrona bliskich jest bardzo ważną rzeczą.

– Nas też chciałeś chronić chcąc uciec z domu Jacoba – stwierdził Alston.

– Jacob wam powiedział.

– Jego zadaniem jest opiekować się wszystkimi – powiedział Daniel. – Chciał dobrze.

– Nie mam mu tego za złe.

– Gdzie się podziewałeś od czasu ucieczki do chwili, kiedy znalazł cię Jacob?

Wiedział, że to pytanie padnie. Ta opowieść też nie była łatwa, ale opowiedział jak sypiał na dworcach, jadł tak mało, żeby mu starczyło pieniędzy na jakiś czas. Źle zaczęło się dziać, kiedy go napadli, pobili. To była najtrudniejsza część do opowiedzenia. Ta scena często powracała w snach. Cudem uniknął gwałtu, gdy zaczął krzyczeć. Napastnicy przestraszyli się, że ktoś to usłyszy i ich złapie, więc wypuścili go, ale zabrali mu plecak oraz pieniądze jakie miał ukryte w wewnętrznej kieszeni kurtki. Schował się w jakimś tunelu i tam się wyleczył, ale z braku sił trwało to długo. Nie­stety, chociaż w miarę zdrowy, nie miał pieniędzy, co zmusiło go do głodowania. Mógł wytrwać bez jedzenia dłużej niż normalny człowiek, ale wolał nie ryzykować. I został zmuszony do grzebania w śmieciach. Unikał skupisk ludzkich jak ognia, a samotność i strach coraz bardziej dawały mu się we znaki.

Daniel i Martin słuchali tego czując ogarniającą ich złość. Sam Martin nie potrafił pozostać obo­jętny na coś takiego, a tym bardziej akceptujący Christiana w pełni, Daniel, który podszedł do odnalezionej, po tak długim oczekiwaniu, brakującej części duszy.

Christian popatrzył na niego i zapytał?

– Naprawdę chcesz kogoś kto szukał jedzenia w śmieciach? – W jego oczach pojawiły się łzy.

Nic dziwnego, że zmienny smok był tak wystraszony. Tak wiele przeszedł, a osoba która powin­na się nim opiekować zdradziła go.

– Nawet jakbyś to robił od miesięcy, nic by mnie od ciebie nie odrzuciło. Nie ze względu na partnerstwo, przecież mamy co do tego wybór, nie idziemy ślepo za przeznaczeniem. – Chwycił w obie dłonie jego twarz. Jasny, niewidoczny zarost podrapał go w palce. – Jesteś istotą o tak pięknej duszy, że nie mogę przejść obok ciebie obojętnie. Nikt i nic nas od ciebie nie oderwie. – Doskonale wiedział, że Martin także tego nie zrobi. Pochylił się i, niczym łagodny zefirek, musnął usta Chri­stiana. To była obietnica opieki, miłości i wierności na wieczność. Nikt ich nie rozdzieli.

20 komentarzy:

  1. Pochłonęłam ten tekst w parę minut, tak cudownie się to czyta ^^ Mam nadzieję, ze Martin w pełni zaakceptuje Christiana. Chociaż na miejscu Russo czułabym się dosyć nieswojo wiedząc, że dwójka rosłych facetów ma na moje ciało aż tak wielką ochotę. Poza tym, postać, która jeszcze bardzo mi się podoba to Jackob. Uwielbiam jego opanowanie i tę aurę bezpieczeństwa, którą tak bardzo wokół siebie roztacza. Dużo weny i czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. To jest drugie moje ulubione opo bo 1 o Aralielu i Rivenie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale szybko to przeczytałem O.O Najpierw myślałem że to króciutkie jakieś, a to jest dłuższe i takie ciekawe, pełne tajemnic :D Świetne! Nie mogę się doczekać następnego wtorku! <3 Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah! Cudowne! OwO
    Dzięki mojej koleżance trafiłam na twego bloga i po prostu pochłonęłam niezmiernie wciągające opowiadania, będące twoim dziełem. To, które piszesz obecnie cholernie mi się spodobało *3* Z niecierpliwością czekam na więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oni są cudowni! Idealni wręcz... dobrze, że obaj poznali prawdę o Chistianie. Cieszę się z postępowania Martina,może i jest ostrożny ale widać że mu zależy na smoku. Mam nadzieję że Daniel nie odstawi na bok swojego pierwszego partnera, to było by nie fair.
    Mimo iż podoba mi sie ten trójkąt, ale wolałabym aby Christian i Justin byli razem...(może przemyślisz tę propozycję? )
    Jacob zyskał moją sympatię na samym początku, to dobry i całkiem seksowny wilk ^^
    Jak zawsze wszystko wyszło doskonale, uwielbiam to jak piszesz. Inspirujesz mnie.
    Pozdrawiam i weny życzę :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietne! (*^*) Choc nadal nie jestem przekonana co do Martina, cos mi w nim smierdzi...
    Pozdrawiam <3 i czekam na nastepna notke <33

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdział.Dobrze, że wreszcie poznali trochę Christiana. Partnerzy na pewno zaopiekują się nim dobrze i tak żeby nie stała mu się krzywda i na pewno otoczą go miłością :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie spodziewałam się, że tak szybko przeczytam rozdział.
    Wydaje mi się dłuższy od poprzedniego i jestem zadowolona z niego coraz bardziej.
    Czy Christian w końcu zaufa Danielowi i Martinowi?
    Już widać, że budzi sie między nimi przywiązanie.
    Ten Stone to jakiś okrutny potwór, ktorego powinno się trzymać pod kloszem z dala od normalnych ludzi.
    Mam nadzieję, że nigdy nie znajdzie Christiana... jak własny ojciec mógł mu to zrobić?
    Aj obaj są siebie warci.
    Dobrze się stało, że chłopak trafił w opiekuńcze ramiona.
    Aj uwielbiam te opowiadanie.
    Mam nadzieję, że ich pisanie Ci się nie znudzi, gdyż jesteś naprawdę genialna;)
    pozdrawiam serdeczni;)

    OdpowiedzUsuń
  9. nominuję Cię do nagrody Liebster Award ;)
    szczegóły pod tym adresem: http://hurricane-rehab-e.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ukojenie...
    Wybacz, że nie skomentowałam pod poprzednią notką.
    Strasznie chciałabym, aby Martin zaakceptował Christiana. To dobry dzieciak i taki... gdy nie jest przestraszony, to bardzo dobrze wpływa na otoczenie. Jest jak dziecko dla bezdzietnych rodziców. Hehe xD I jednocześnie jak ukochany dla samotnych.
    Bardzo bym chciała poznać historię Justina... aż się boję, jaka ona była... i czy Daniel i Martin o tym słyszeli? Bo, może nie jako partnerzy, ale przyjaciele, chcieliby mu pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny rozdział. bardzo lubę czytać twoje opowiadania, bo są baaardzo wciągające. I teraz muszę czekać tydzień na kolejny. Bardzo jestem ciekawa jaką to tajwmnise skrywa Justin. Pozdrawiam, Asia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Początkowo nie byłam przekonana, bo męska ciąża jakoś mi nie leżała (może przez teksty, na jakie natrafiłam się zniechęciłam), ale fajnie i logicznie udało Ci się to przedstawić, przyjmuję więc takie wytłumaczenie sprawy do wiadomości. Podoba mi się to opowiadanie, jest całkowicie inne od tego o Rivenia i Aralielu(?), które, szczerze powiedziawszy, dla mnie było zbyt... melodramatyczne. Tak chyba mogę to nazwać.
    Te tutaj jest super:)
    Pozdrawiam
    obsesja

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak szczerze, średnio podobał mi się ten rozdział. Krótki był i odniosłam wrażenie że pisany trochę na siłę. Mam mieszane uczucia odnośnie tego, ale poczekam na rozwój sytuacji..
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam,
    ach za każdym rozdziałem chcę więcej i więcej... mimo, że Martin całkowicie nie zaakceptował Christiana, to i tak chce się o niego troszczyć... Justin wydaje się ciekawą postacią, i aż ciekawi mnie jego przeszłość, że stał się taki jaki jest teraz.... Daniel i Martin poznali historię Christiana..
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  15. Końcówka słodka, taki niewinny pocałunek. Będę się szczerzyc jak głupia przez cały dzień.
    Historia smoka okrutna, Mam nadzieję, że Daniel i Martin rozszarpią Stonea. Boje się, że ten typek jeszcze namiesza, więc niech go zabiją.
    Kolejne opowiadanie, w którym się zakochałam. Rozdział był krótszy niż zwykle, czy tak mnie wciągnął, że nie zwróciłam uwagi na długość? W każdym razie mnie się podobał, czekam na kolejne.
    Pozdrawiam i weny!

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział fajny, tylko te dialogi jakieś takie... zbyt wyszukane XD Sorry, ja po prostu przyzwyczaiłam się już do tych wszystkich przekleństw, ale w moim otoczeniu to normalka (i nie, nie mieszkam na jakiejś wsi, gdzie wszyscy na przywitanie mówią "cześć, gnojku"). Takie jak dla mnie za poważne, zbyt dorosłe... może jak się to opko rozbuduje to się do takich dialogów przyzwyczaję? Kto wie...? Autorki czasem zdziałają cuda, a Ty jesteś jedną z tych, które - wg mnie - potrafią ich najwięcej. :)

    Pozdrawiam~!

    xoxo
    Sakura

    OdpowiedzUsuń
  17. ... Piękne... i co więcej mam napisać? ... Ostatnie zdania są słodkie!! <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej jestem nowa i dopiero od wczoraj czytam twoje opowiadanie i jest to pierwsze, które czytam twojego autorstwa. Chętnie przeczytam też inne, a to op. to po prostu cudo i jest jednym z lepszych które czytałam. Jesteś najlepsza!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wróciłam do tego opowiadania i czytając je kolejny raz zdałam sobie sprawę, że dzisiaj mijają 3 lata od dodania tego rozdziału. Ale ten czas leci..

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)