7 lipca 2016

W sidłach miłości tom 2 - Rozdział 20 ostatni

Hej. Dzisiaj czeka Was ostatni rozdział drugiego tomu. Przypominam, że trzeci będzie publikowany tylko raz w tygodniu w czwartki. W niedziele będzie dodawany "Buntownik". Jest to tekst dla tych, którzy go nie kupili, którzy chcą go sobie przypomnieć. Wybrałam Buntownika, bo właśnie jego chciałam pokazać szerszej rzeszy czytelników. Ostatnio ktoś napisał: "super, ludzie którzy kupili buntownika będą mogli przeczytać go tutaj jeszcze raz :')))))))))))))" Przepraszam bardzo, ale dając Buntownika do kupienia, pisałam, że za rok, będzie on ukazywał się na blogu. Tak samo będzie z jego drugą częścią. 
Do kupna nigdy nikogo nie zmuszam. Jak pisałam to dla mnie duża pomoc finansowa, bo nie zamierzam wiecznie pisać wyłącznie za darmo, ale kupuje ten kto chce. Będą teksty, które będą dostępne w wersji płatnej i darmowej i każdy będzie mógł sobie wybrać co chce. Wiadomo, że kto zakupi tekst ten już nie musi śledzić go na blogu (wiem, że są osoby które czytają również to co zakupili na blogu) i przeważnie czeka na kolejny tekst do kupienia. To jak z książkami moi mili. Ja osobiście zawsze wolę kupić tekst w całości niż go śledzić na blogu, czy czekać rok, aż ukaże się ostatni rozdział. Dziękuję każdemu kto kupił jakikolwiek mój tekst, jeden, kilka, wszystkie. :)
Dobra, koniec tej przemowy. Jeszcze tylko napiszę, że wyjechałam na kilka dni. Nie mam dostępu do Internetu i mam nadzieję, że ten rozdział bez problemów się ukazał.

Dziękuję za komentarze. :)




Po, jakimś cudem, przespanej nocy Casey obudził się wypoczęty. Tym bardziej, że spał pod pościelą, której używał JD. Pani Whitener chciała ją zmienić, ale kategorycznie jej tego zabronił. Pościel pachniała JD. Chyba to dzięki temu spał tak spokojnie. Szkoda, że ten spokój się skończył i zaczął się nowy dzień. Dzień, w którym najchętniej pojechałby do szpitala, a nie do szkoły. Wczoraj był u niego, ale chłopak spał twardo, w ogóle nie reagował na jego obecność, czy matki. Mimo tego obiecał mu, że zaraz po szkole przyjedzie. Przecież nie mógłby tego nie zrobić. Czekało go sześć godzin męki na lekcjach, ale da radę. Obiecał to pani Whitener i JD. 
Umył się, ubrał i poszedł na śniadanie, które już stało na stole. Będzie się musiał jakoś dołożyć do wyżywienia i rachunków. Po wizycie w szpitalu zrobi zakupy, a od jutra zacznie szukać pracy. Przynajmniej na weekendy, bo nie mógł zawalić szkoły.
– Cześć, Casey – przywitała się Molly podgryzając kanapkę. – Mama powiedziała, że zabierze nas do JD, kiedy już będzie można go bez problemów odwiedzać.
– Twoja mama ma rację. – Zajął wolne miejsce obok dziewczynki.
– Ale ty możesz do niego chodzić? – dopytywała ośmiolatka.
– Mogę dzięki twojej mamie. – Spojrzał wdzięcznie na kobietę stawiającą przed nim kawę.
– Fajnie. Powiedz mu, że bardzo go kocham i przyjdę do niego, kiedy tylko będę mogła.
– Powiem mu dzisiaj. Najpierw muszę iść do szkoły.
– A ja już ci zazdrościłem, że nie musisz iść do budy – burknął niezadowolony Ryan. – Mój brat w szpitalu, a ja…
– Nie narzekaj – skarciła go mama. – Ja tam wiem lepiej o co ci chodzi. Macie jakiś tam turniej w tej twojej grze. Nie ma mowy. Wykształcenie jest ważniejsze niż to, co niszczy mózgi dzisiejszej młodzieży.
– Mama mówi jak JD – wtrącił Danny. – Chociaż nie, o to by się zaczął na nas wydzierać. Czasami zachowuje się jakby miał więcej lat niż te siedemnaście.
– JD jest dojrzalszy niż nam się wydaje. Powydziera się na was wystarczająco, kiedy wróci do domu. Jedzcie, bo spóźnicie się do szkoły. – Kobieta podała dzieciom kanapki.
– Jak zjecie wszystko, to was podwiozę – zaproponował Casey.
– Nie musisz – zaoponowała kobieta.
– Na razie tylko tak mogę się odwdzięczyć, a poza tym to sama przyjemność. Molly opowie mi o swojej nowej roli.
– Na razie nie będziemy wystawiać nowego przedstawienia, ale jest jedno w planach. Pani wybrała takie o zwierzętach.
– Casey, wmanewrowałeś nas w to, że całą drogę będzie gadać o jednym. – Ryan uderzył głową w stół. – Nawet nie opowiem ci o grze, którą ściągnąłem. Jest zajeb… – urwał widząc podniesione brwi matki. – Jest fajna.
– Spoko. Będzie czas na wszystko. Dzisiaj opowiada Molly, jutro ty, a pojutrze Danny. Zgoda Danielu?
Dziesięciolatek energicznie pokiwał głową, bo buzię miał zatkaną jedzeniem.
McPherson odetchnął, ponieważ dobrze się tu z nimi czuł. Byli tacy normalni. Gadali jeden przez drugiego, przepychali się. Nikt nie musiał uważać, że posypią się okruszki czy coś się rozleje, za co u niego w domu można było otrzymać karcące kazanie. Brakowało tylko JD i byłoby prawie idealnie.
Po śniadaniu spakował potrzebne książki i gotowy do szkoły próbował wmówić sobie, że nie będzie źle. Odwiózł dzieciaki, a nawet Lori, potem pojechał do liceum, w którym uczył się od paru lat. Zaparkował na swoim stałym miejscu i przez dłuższy czas nie wychodził z samochodu, kiedy dopadł go paraliżujący strach. Oni wszyscy wiedzieli, że jest gejem. Mógł się domyślić co może go czekać od niektórych osób. Nie, nie może siedzieć i się tego bać. Zniesie wszystko. To nic w porównaniu z tym, co musi teraz znosić JD.
Zebrał się w sobie i wysiadł.
Z obecnego domu wyjechał na tyle wcześniej, że w swoim liceum pojawił się na pięć minut przed dzwonkiem na pierwszą lekcję. Już od progu spodziewał się szyderstw, ale nic takiego się nie stało na całe szczęście. Nawet bez problemów dotarł pod odpowiednią klasę. Pod nią zastał poza ludźmi z klasy, Richiego Taylora, Alexa Wilsona i ich znajomych. Zamierzał do nich podejść, ale zawahał się. Na tyle długo, że Richie pierwszy to zrobił.
– Cześć.
– Cześć.
– Jak JD? Można go już odwiedzać?
– Nadal nie przeniesiono go na salę chorych. Wczoraj obudził się, ale był jeszcze taki trochę nieprzytomny. Dzisiaj już powinno być zdecydowanie lepiej. Po szkole jadę do niego.
– Super. Pozdrów go ode mnie.
– Fajnie, dzięki.
– I jakbyś czegoś potrzebował, to wal śmiało.
Caseya zaskoczyło to. Przecież przez niego Taylor znalazł się w szpitalu. Wyśmiewał go, atakował, a on tak po prostu o tym zapomniał? Może faktycznie to anioł, nie chłopak.
– To trzymaj się.
– Dzięki, Richie. – Taylor wrócił do znajomych, a po chwili przyszedł nauczyciel od biologii i wpuścił ich do klasy.
Tam zaczęły się małe problemy Caseya z tym gdzie ma usiąść. Zawsze siedział w ławce z Karlem, lecz tym razem nie było takiej możliwości. Z  nim siedział Kozetzky, a tam gdzie zawsze zajmował miejsce Adam, chłopak, również z drużyny, zarzucił nogi na wolne krzesło, jasno mówiąc, że McPherson nie jest tu mile widziany. Czyli zaczęło się. Dobrze, że nie ma dzisiaj treningu. Na przetrwanie go nie miałby sił, a i tak nie poszedłby, bo wolał jechać do szpitala.
Wybrał wolny stolik po drugiej stronie klasy i już miał iść w jego kierunku, kiedy zauważył, że ktoś do niego macha. Tym razem to była ta różowo włosa pannica, która pamiętnego dnia dusiła go, wisząc na nim stając w obronie Richiego. Dziewczyna wskazała mu puste krzesło obok siebie. Tuż obok stolika Richiego i Alexa. Z dwojga złego wolał już siedzieć koło niej. Skierował się w tamtą stronę. Niestety idąc zbyt pewnie potknął się i wylądował na podłodze. Usłyszał śmiech uczniów oraz głos nauczyciela próbującego ich uspokoić. Doskonale wiedział dlaczego się przewrócił.
Podniósł się szybko i z wściekłością spojrzał w oczy Adama Kozetzky’ego.
– Jeszcze raz to zrobisz, to marnie skończysz, a raczej twoje nogi.
– Karl, słyszałeś? Jakiś pedał do mnie gada.
Casey już miał złapać go za fraki, ale poczuł, że ktoś go od chłopaków odciąga. To był Richie. Znów ten Richie.
– Daj spokój, bo nie oni oberwą, ale ty od biologa. Siadaj z Joyce.
Posłusznie jak nigdy, pomimo że się w nim gotowało usiadł obok dziewczyny, która mruknęła do niego:
– Nie lubię cię, ale mi zaimponowałeś, więc masz u mnie plusik. Na więcej trzeba zasłużyć. A jakby co, to mogę tamtym obić mordy. Pamiętaj, mam pięciu braci. Jakoś muszę sobie z nimi radzić.
– Pamiętam. – Co tu się u licha działo? Tracił jednych kumpli zyskiwał drugich? Jakoś nie wierzył w tak szybkie wybaczanie, lecz znajomi Taylora nie wyglądali jakby coś knuli. Tylko chyba on, nie licząc paru innych osób, był taką kanalią. Dopóki nie poznał JD, udawałby do kogoś przyjaźń, żeby tylko potem mu dowalić. Co jak oni to samo robią? Nie, mimo wszystko znał w jakiś sposób tych ludzi i chociaż byli porąbani, to niczego nie udawali. Zwłaszcza Richie. Nie powinien oceniać ludzi swoją miarą.
Obejrzał się przez ramię chcąc sprawdzić jak ma się Wilson. Przecież nie tak dawno został porzucony. Faktycznie Alex nie wyglądał na wesołego. Rozmawiał, uczył się, ale Casey wyczuwał w nim ogromny smutek, z którym chłopak próbował walczyć. Może wyczuwał to od niego, bo mimo wszystko on też był smutny. Życie czasami jest wspaniałe, a czasami do dupy. Wilson został sam, on ma swojego chłopaka w szpitalu, co jeszcze ich wszystkich czeka?

* * *

Próbował poruszyć palcami u stóp i nie mógł. Robił to już któryś raz z kolei i nic się nie działo. Nie czuł swojego ciała od pasa w dół i zaczął panikować. Już chwilę temu kazał pielęgniarce wezwać lekarza, ale ten się nie śpieszył. Przy nim siedziała mama, której powiedział, że coś jest nie tak, bo nie może ruszać nogami. Kobieta próbowała go uspokoić, niestety z marnym skutkiem.
– JD, to pewnie efekt po operacji. Kula utknęła w pobliżu kręgosłupa i może masz jakąś opuchliznę…
– Mamo, ja nie robię sobie nadziei jak ty. Niech to szlag. – Zacisnął pięści na prześcieradle. – Do tego nie pozwalają mi się ruszyć. Coś mówili, że jutro mam wstawać, tylko jak, jeżeli nie czuję nóg? Musieli coś spierdolić.
– Lekarz powiedział, że nerwy nie zostały uszkodzone.
– Mamo, nie wierz im.
– Co się dzieje? – zapytał prowadzący go lekarz po wejściu do sali, w której JD wciąż przebywał od czasu operacji i, z której mieli go dzisiaj zabrać.
– Nie czuję nóg – odpowiedział chłopak.
Mężczyzna odrzucił kołdrę i wziął jakiś przyrząd wyglądający jak młoteczek i przesunął nim pod oboma stopami pacjenta. JD nie zareagował.
– Ukłuję cię w palec i mów czy coś poczujesz.
– Dobra.
– Czujesz coś?
– Powiedziałbym, gdyby tak było.
– A teraz?
– Nic. Nic. NIC. Nie czuję nic, łaskotania, kłucia, drapania. Niczego. Na stopie, łydce, udzie. Nic! – Zdenerwował się.
– To może być wynik obrzęku po operacji i powinno to minąć.
– Rano oglądał pan ranę i powiedział, że wszystko jest w porządku. Mój syn nie czuje nóg, a pan to bagatelizuje!
– Niech się pani uspokoi. Zabierzemy pani syna na badania na cito i wszystkiego się dowiemy w ciągu dwóch godzin.
JD nie słuchał jakie badania będą mu robić. Chciał tylko, żeby dowiedzieli się dlaczego nie mógł ruszać nogami i czy będzie mógł chodzić. Casey miał do niego popołudniu przyjść i co on mu powie, że ma chłopaka kalekę? Zachciało mu się płakać. Natychmiast wybaczył Caseyowi tamte słowa, bo chłopak kierował się strachem i po prostu chciał uciec. Później jakimś cudem słyszał wszystko co się wokół niego działo, a szczególnie swojego partnera i wyznanie miłości. Nie tak to się powinno odbyć, niemniej nie narzekał. Teraz znów był z nim i co? Zostanie niczym?

* * *

Richie rozłączył się i z przeprosinami spojrzał na Alexa.
– No co jest? Jak tak patrzysz to z naszych planów nici?
– Ano. Sean zdecydował się wyjechać z Drake’m. Podobno załatwił wszystko jeśli chodzi o uczelnię i dzisiaj wieczorem wyjeżdżają. Wcześniej tata i Marianne zapraszają mnie i Jonathana na pożegnalny podwieczorek.
– Idź. Wiem, że lubisz tego Drake’a.
– Odwalało mu ostatnio. – Usiadł na parapecie. Właśnie mieli przerwę przed ostatnią lekcją. On jeszcze zostawał w szkole, bo musiał przygotować się do egzaminu z tańca, a potem to już tylko ferie, które zamierzał spędzić razem ze swoim facetem. – Ale jest świetny. Pogodzili się z Seanem. Wiesz, oni się kłócą ze sobą, godzą, by później znów trochę powalczyć.
– Nie nudzą się. – On już by tak chciał niż nie mieć przy swoim boku Josha, ale jakoś dawał radę. Z dnia na dzień było lepiej. Najgorsze były noce, kiedy leżał i wspominał dobijając się. Na szczęście wstawał nowy dzień i szedł krok do przodu. Da sobie radę, z małą pomocą przyjaciela.
– Żebyś wiedział. To jak coś, to na zakupy pójdziemy jutro, co?
– Dobra. Ja się pouczę, bo przed feriami chcą mnie przyłapać wiesz na czym.
– Ta. Mam życzyć tobie czy im powodzenia? – Richie uniósł brwi.
– Im. Ja wiem co umiem. Jednak nie można być pewnym do końca. O, McPherson idzie. Widzę, że zaczynasz go lubić.
– Lubić, nie wiem, ale chcę mu pomóc. Nie potrafię długo chować urazy. Znasz mnie. Do ciebie też bym miał parę takich i powinienem się gniewać. Nie potrafię tego robić. Za dobry jestem.
– Za przyjazny. Osz, cholera. Uł. – Skrzywił się Alex.
– Co?
– Obejrzyj się.
Richie odwróciwszy się zobaczył Caseya stojącego na środku korytarza i całego mokrego. Obok niego, śmiejąc się, stała grupa chłopaków, jeden z nich wymachiwał pustym wiadrem.
– Co za typki. Nie wyzywają go otwarcie, ale atakują inaczej – warknął Richie.
– Oberwie podwójnie. To jego kumple. Są wściekli, że przez tyle czasu dawali się dotykać pedałowi i brali z nim prysznic.
– Ta.
Obaj podeszli do grupki chłopaków, a zaraz za nimi pojawiła się dyrektorka.
– Stark, Kozetzky, McKay, Daviowicz natychmiast do mnie do gabinetu – warknęła.
– Ale on się tylko potknął – tłumaczył się McKay.
– Potknął i wylał na siebie wodę? Wszystko widziałam. Do gabinetu i to już! Nie będę tolerować w szkole takich rzeczy. McPherson, jedź do domu. Jesteś zwolniony z ostatniej lekcji – zwróciła się do Caseya. – A co do was, to już teraz wam zapowiadam, że jutro chcę tu widzieć waszych rodziców i myślę, że pani woźna potrzebuje waszej pomocy. Chodźcie, z panią pedagog wymyślimy co tam jeszcze wam zrobić.
Richie ledwie powstrzymywał się przed śmiechem, kiedy czwórka chłopaków szła za kobietą ze spuszczonymi głowami. Oberwie im się, ale wątpił czy to na długo pomoże.
– Przeklęci debile – sapnął Casey próbując otrzeć z twarzy wodę.
– Idź do kibelka wytrzyj się papierowymi ręcznikami i natychmiast jedź do domu – rozkazał Richie. – Liczmy, że nie dostaniesz zapalenia płuc.
– Czekaj. – Alex rozsunął zamek swojej bluzy i ją zdjął zostając w samym swetrze. – Będzie trochę mała, bo nie mam takich mięśni jak ty, ale zawsze to lepiej wyjść na dwór w czymś suchym. Oddasz jutro.
– Dzięki. Nie wiem co… – Naprawdę czuł się głupio.
– Rozumiemy. Idź się przebierz i nie zapomnij pozdrowić JD. – Wyszczerzył się Richie.
– To jeszcze raz dzięki.
– Nie ma sprawy. Leć, a ja idę zawlec się na trening. Jak dobrze, że mój facet go prowadzi. Alex, jak coś to do jutra.
– Pa, blondasie o złotych kudełkach.
Richie pokazał jeszcze język Alexowi i udał się w swoją stronę.
– Fajny jest – stwierdził Casey przypominając sobie, że przecież się w nim w swoim czasie podkochiwał. Stare czasy.
– Prawda? Chociaż chwilami dziecinny. Tylko jak czasami popatrzy na człowieka to wygląda jakby był dawno po trzydziestce. Dobra, ja lecę na lekcję. I nie daj się tym skurwielom.
– Z nimi sobie poradzę.
– Ja bym ci radził, żebyś nic nie robił. Nie reaguj, a się tym znudzą. Bo zaczepiać takich to jak dolewać oliwy do ognia. Cześć. – Już miał odejść, ale głos McPhersona jeszcze go zatrzymał.
– Przykro mi, że tak wyszło z Morrisonem. Nawet go polubiłem. Wiedz, że ja nie miałbym nic przeciw gdybyście wy byli razem.
– Dzięki, ale czas leci dalej. – Może kiedyś o nim zapomni. Na razie tego nie potrafił. – Powodzenia z JD. Cześć.
– Cześć. – Jeszcze chwilę stał i patrzył jak Alex odchodzi, po czym udał się do jednej ze szkolnych toalet.

* * *

W domu u JD wziął szybki prysznic, bo nie był pewny, co to za wodę na niego wylali, ubrał się ciepło i próg szpitala przekroczył jakiś czas później. Na szczęście wcześniej dzwoniła do niego pani Whitener, bo inaczej przeżyłby szok, gdyby nie znalazł swojego chłopaka w znanym pokoju. JD został już przeniesiony do zwykłej sali. Odnalazł go dość szybko. Chłopak leżał na łóżku pod oknem. Obok niego inne łóżka były też zajęte, ale nie było nikogo z pacjentów, a jeden, młody chłopak, właśnie wychodził. Zapytał się JD czy czegoś nie potrzebuje, ale ten tylko wzruszył ramionami i dalej patrzył na widziane przez szybę niebo.
Casey wszedł w głąb sali. W reklamówce niósł sok i owoce, które kupił w szpitalnym sklepiku.
– Hej. Widzę, że już kontaktujesz. – Postawił na stoliczku przy łóżku reklamówkę. Czarne oczy spojrzały na niego. – I nie jesteś już śpiący. Wczoraj byliśmy z twoją mamą u ciebie, ale mocno spałeś. Richie Taylor cię pozdrawia. Byłem dzisiaj w szkole. Nie jest ciekawie, ale da się przeżyć. – Przysunął sobie okrągły taboret. – Twoja mama chyba wspominała ci, że mnie przygarnęła?
– Mówiła mi.
– Od jutra zamierzam poszukać pracy, żeby się dołożyć do utrzymania. Nie jestem darmozjadem. W domu u starych co innego i tak kasę mieli. Gdy już wyjdziesz ze szpitala…
– Casey, przestań gadać i posłuchaj mnie. – Przyglądał się Caseyowi z bólem serca.
– Co tam, Emośku? Przyniosłem ci sok i mandarynki, wiem, że je lubisz. Chyba możesz je jeść?
– Mogę, dziękuję. Muszę ci coś powiedzieć.
– No? – Wziął go za rękę, ale chłopak wyrwał dłoń. Zmarszczył brwi. Coś było nie tak. – Co się dzieje?
– Dzieje się to, że nie możemy być razem. Nie po tym co mi powiedziałeś. Jak mnie potraktowałeś w szkole. Po prostu nie chcę cię znać.
Nie rozumiał. Jest w ukrytej kamerze czy jak? A może przeniósł się w jakiś równoległy świat.
– Co ty mówisz? JD?
– To co słyszałeś. Między nami nic nie ma i nie będzie. Rozumiesz? Pewnie poleżę tu w szpitalu parę tygodni, ale jak wrócę do domu, to chcę, żebyś się z niego wyprowadził. Nic, nigdy nie będzie nas łączyć. – Serce mu się krajało, ale nie mógł go przy sobie więzić.
– Ale wczoraj… – Co tu się działo? Jechał tutaj z taką radością, że znów zobaczy swojego chłopaka, a teraz okazywało się, iż JD go nie chce?
– Wczoraj to było wczoraj, byłem ogłupiały po lekach. Nie wiedziałem co się dzieje. Dzisiaj jestem przytomny i chcę ci powiedzieć jedno. Wypierdalaj i nie wracaj więcej! Wynoś się. Znikaj sprzed moich oczu.
McPherson nie mógł w to uwierzyć. JD jednak go nie chce. Cóż, obiecał sobie, że jeżeli chłopak go odepchnie, to odejdzie. Wstał, znów czując, że traci wszystkie siły. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nienawistny wzrok Whitenera jasno powiedział mu, żeby się wynosił. Wypadł z sali chorych jak burza, od razu wpadając na mamę JD.
– Przepraszam panią. Ja po prostu…
– Casey, co się dzieje?
– Kazał mi się wynosić. Powiedział, że nie chce mnie widzieć. Wczoraj sądziłem, że wszystko idzie ku dobremu. Nasz związek przetrwa.
– Usiądź.
– Nic tu po mnie.
– Poddasz się? – zapytała ostro.
– On mnie nie chce.
– On cię chce, ale nie chce cię przy sobie więzić. Chce żebyś był z kimś zdrowym.
– Będzie zdrowy.
– Nie do końca. Usiądź, chłopcze. – Wskazała mu rząd krzeseł, z dala od ludzi kręcących się po korytarzu.
– Co się dzieje? – Wyraz twarzy kobiety zaniepokoił go. Przestał panikować, że JD z nim zerwał i usiadł.
– JD odtrąca cię, bo chce, żebyś znalazł sobie kogoś sprawnego. – Widząc, że chłopak nie rozumie zaczęła wszystko wyjaśniać: – Mój syn nie może chodzić. Nie czuje nóg.
– Co? Jak to? Badali go? Co mu jest? – Denerwował się.
– Ma porażenie nerwów. Podczas operacji lekarze tego nie zauważyli. To znaczy to porażenie jest lekkie. Jest zachowana ciągłość włókien, dzięki czemu istnieje możliwość, że po długiej, ciężkiej rehabilitacji JD może wrócić, przynajmniej częściowa sprawność. Podobno dużo zależy od psychiki mojego syna. Lekarz nie ukrywał, że od tego zależy prawie wszystko. Uraz nie jest tak ciężki, aby na zawsze uniemożliwić mojemu synowi chodzenie. Niestety, jak widzisz ten uparciuch natychmiast się poddał. Odrzuca wszystkich.
– Mnie też. Czy on nie rozumie, że chcę być z nim na dobre i na złe. Nie obchodzi mnie to czy chodzi, czy nie.
– Idź i mu to powiedz. Uprzedzam, nie będzie ci łatwo.
– Poradzę sobie z nim i jego niesprawnością.
Zdecydowanym krokiem wrócił na salę i podszedł do chłopaka. Złapał w dłoń jego brodę i odwrócił twarz JD w swoją stronę.
– JD. – Te kochane oczy były zapłakane i aż coś go z tego powodu dusiło w piersi. – Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
– Co ty tu robisz?
– Chcę ci wbić do tej twojej za mądrej łepetyny trochę prawd. – Otarł mu łzy, po czym wyjął paczkę chusteczek z kieszeni tą samą, którą dał mu Jonathan kilka dni temu, i podał mu ją. – Zerwałeś ze mną, bo sądziłeś, że ja to zrobię? Że wystraszę się twoich niewładnych nóg? Pierdol się, JD. Nie oceniaj mnie tak.
– Co ci po niesprawnym chłopaku?
– Kocham tego chłopaka. – Usiadł na wcześniej zajmowanym miejscu porywając jego dłoń w swoją. – Kocham, niezależnie czy ma sprawne nogi, czy nie. Kocham, ciebie nie dla czegoś. Po prostu kocham. Nie ważne jaki jesteś.
 – Nawet cholernego seksu nie będziesz mógł mieć. W sumie mam dziurę nie muszę nic czuć – powiedział gorzko JD.
Casey zacisnął zęby z nerwów. Z trudem zachował spokój.
 – Przestań tak mówić. Jak możesz posądzać mnie, że tylko o to mi chodzi. W sumie masz rację. Odbij sobie na mnie to co ci powiedziałem. Ale posłuchaj mnie. Mogę być z tobą bez seksu. Rozumiesz? Mam gdzieś seks! Chcę ciebie i jeśli ty nie możesz tego zrozumieć to nic tu po mnie.
– Po co mnie kochasz? Kalekę. Jestem teraz niczym, wrakiem – mówił łamiącym się głosem.
– Pierdolisz farmazony! Nadal jesteś pełnoprawnym człowiekiem. Fantastycznym chłopakiem, którego pokochałem i którzy zmienił moje życie. Co tam, to, co było nie mogę nawet nazwać życiem. Jeśli chodzi o seks, to chyba większość ludzi ma złe wyobrażenie o tym. Niepełnosprawni też go uprawiają. Raz widziałem o tym program. Pokazywali kobietę, która miała sparaliżowane nogi, a regularnie kochała się ze swoim mężem i oboje byli zadowoleni ze swojego pożycia. Pokazywali faceta, który był całkowicie sparaliżowany od piersi w dół, a kochał się ze swoją partnerką. Nie czuł orgazmu fizycznego, a czuł mentalny. Nie mógł się podniecić, ale leki mu w tym pomagały i jego partnerka była zadowolona. I nawet był na górze. Po prostu pracował dłońmi, aby się poruszać. Ty nie masz całkowitego porażenia nerwów. Założę się, że będziesz mógł się kochać, mieć normalny orgazm, jeśli ci na tym zależy, bo widzę, że bardzo zależy.
– Mam siedemnaście lat. Też chcę być w tym względzie szczęśliwy. – Nie chodziło mu o siebie, ale o Caseya. W końcu chłopak by sobie kogoś znalazł do łóżka, a jego zostawił. To bolało.  
– Będziesz. – Mimo zakazu usiadł na łóżku tak, aby ostrożnie przytulić jego głowę do swojej piersi. – Tylko nie mów, że kończy się twoje życie, bo twoje nogi chcą odpocząć. Wracając do seksu, po prostu będzie on wymagał od nas troszkę więcej fantazji i inwencji. A w dodatku, kochanie, ja mam mięśnie, będę cię nosić na rękach tam gdzie tylko zechcesz. – Trzymał go pozwalając mu płakać. Rozumiał, że JD musiał najpierw się załamać, a potem dopiero z czasem się z tego podnieść. Nie wszystko od razu, ale pomoże mu we wszystkim. – Wiesz, powiedziałem sobie, że jeśli mnie odepchniesz odejdę. Zrobiłeś to, ale zatrzymała mnie twoja mama i powiedziała, dlaczego to zrobiłeś. Wtedy zrozumiałem, że mnie kochasz.
– Bo kocham, ty głupku. Nie chciałem, abyś wiązał się z kaleką.
– Ja chcę związać się z JD. – Pocałował go w czubek głowy. – Prawie cię straciłem i wiedząc, że mnie chcesz, już nie pozwolę ci się odepchnąć. Wyrzucisz mnie drzwiami wejdę oknem. Zawsze i wszędzie. I nie mów do mnie „głupku” przy tobie zmądrzałem. – Zaśmiał się i zamrugał szybko powiekami. Brakowało, żeby jeszcze on ryczał jak bóbr. Chociaż ze szczęścia nikt mu nie zabroni płakać. – Dlatego z twoimi sprawnymi nogami, czy nie, zamierzam być z tobą na dobre i na złe. Nie pozwolę ci się do końca poddać. Rozumiesz? Nie pozwolę. Za dużo dla mnie znaczysz, abym cię zostawił. – Dobrze, że w końcu to zrozumiał zanim byłoby za późno.
– Ekhem. Przepraszam, można?
Casey i zapłakany JD unieśli spojrzenia w stronę, z której doleciał do nich głos dziewczyny, by stwierdzić kto im przeszkadza. W drzwiach stała średniego wzrostu brunetka i uśmiechała się nieśmiało. JD od razu ją poznał. To była ta dziewczyna, której uratował życie. Co ona tutaj robiła?

* * *

Richie z Jonathanem patrzyli jak Drake i Sean wsiadają do samochodu. Pożegnali się już z nimi, tuż po zjedzeniu podwieczorku, którym okazała się być suta wczesna kolacja. Drake podczas niej opowiedział o nowej pracy. To była praca na wysokościach, nigdy nie miał z czymś takim problemów, wolał to niż wejść do jakiegoś dołu, dobrze płatna i istniała szansa, że za pół roku wrócą z powrotem. Mężczyzna jakby na nowo odżył. Sean również był zadowolony, że wybrał swojego partnera i miłość. Ze studiami sobie poradzi. Richie był pewny, że tych dwóch zawsze da sobie radę. Nawet w największej burzy znajdą do siebie drogę. Tak jak on z Jonathanem. Odwrócił się do swojego partnera, gdy już mężczyźni odjechali, a jego tata i macocha weszli do domu.
– Johnny, kocham cię.
– Też cię kocham. – Pocałował go.
– Nie pozwolę ci dzisiaj wrócić do domu. – Richie zagryzł wargę.
– Nie mam takiego zamiaru. – Doskonale wiedział czego jego chłopak pragnął, a już dawno się nie kochali. Brakowało mu tego. – Na razie jednak chodź, pomóżmy im posprzątać.
Richie obejrzał się jeszcze za siebie na pustą drogę, życząc przyszywanemu bratu i Drake’owi szczęścia, i wszedł za partnerem do domu, w którym mieszkał jego tata z żoną, już od progu rzucając pytanie do trójki bliskich mu ludzi obecnych w środku:
– A może wybierzemy się później we czwórkę na spacer?


KONIEC TOMU 2

12 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham CaseyaXD
    Żal mi JD.
    Cieszę się ,że Richie i Johnny nie mają najmniejszych problemów.
    Mam nadzieję ,że u Drakea i Seana wszystko się ułoży.
    Josh to debil jakich małoXD
    Żal mi Alexa co prawda ma przyjaciół ale nie ukochanego bo mu spieprzył ;-;
    Zgraję Kozetzkiego za jajka powiesić.
    Czekam na 'Buntownika' chociaż boli mnie to ,że 'W sidłach miłości'tylko raz w tygodniu będzie publikowane.
    Twoje opowiadania mogłabym czytać jedno za drugimXD

    Można zapłacić za nie tylko przelewem?(liczę na to ,że są na to jakieś inne magiczne sposoby)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zamawiasz wrzucasz towar do koszyka i tam widzisz jakie są formy płatności. Można zapłacić kartą, przelewem z konta na konto oraz można pójść na pocztę czy nawet do banku (przecież można w bankach dokonywać wpłat), wypełnić przekaz i wysłać tak pieniądze. :-) Niestety nadal na Beezar nie ma możliwości płacić przez PayPal. :/ Może jakby więcej ludzi oto prosiło to by się z tą formą płatności ruszyli.
      Mam nadzieję, że pomogłam. A jeżeli nie oto ci chodziło to pisz. :-)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź :)
      Właśnie o to mi chodziło ,bo nie uśmiechała mi się zakładać konta.
      W takim razie przekazXDD
      Dane autorki Luany znajdę na końcu zamawiania?
      Bądź taka dobra i powiedź mi jeszcze jak to jest z dostarczeniem opowiadania.
      W nazwie zleceniodawcy mam wpisać swój nick z beezaru? ;-;

      Usuń
    3. Nie ma potrzeby zakładać konta w banku, żeby zapłacić za ebooki. Ale konto na beezarze trzeba mieć, aby móc później pobrać teksty. Zamawiając na beezarze nie wpisuje się danych autorki, tylko beezara. Nie wiem dokładnie co tam będzie ponieważ płacę kartą i nic nie potrzebuję. Na pewno jak przyjdzie do płatności zostaną ci podane wszystkie dane pod które trzeba wysłać pieniądze. W tytule przekazu wpisuje się numer zamówienia, który też zostanie podany. Tak jest ze wszystkim.
      Jak pieniądze do beezara dotrą to wtedy teksty, które zamówiłaś staną się dla ciebie dostępne do pobrania. Po prostu tam gdzie jest cena ebooka, ty będziesz miała zwykłe "ściągnij". Klikasz i pobierasz tekst na dysk. :)
      Może to skomplikowanie opisałam, bo tak naprawdę to jest bardzo proste, a takie strony krok po kroku prowadzą cię przez etap zamówienia i płatności. Trzeba po prostu spróbować. Ewentualnie może ktoś jak zamawiał przekazem napisze jeszcze co i jak.
      Jak coś to napisz czy wszystko poszło okej. Będę zaglądać. A i pewnie Luana też to będzie chciała wiedzieć czy nie było problemów. :)

      Usuń
    4. Mam!
      Dzięki za pomoc :)
      O tak proste jak budowa cepa ;-;
      Jak na każdej innej stronie podążaj za 'strzałkami'XD Ale nie musiałam sobie coś ubzdurać.
      O możliwości przekazu też dowiedziałabym się gdybym kliknęła dalej ;-;
      Sorki za zamieszanie
      Jeszcze raz dzięki!

      Usuń
  3. Dokładnie tak kupuje i czytam na blogu. Dzięki i czekam na następny rozdział i następnego e-booka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę uwierzyć, ze to juz tyle czasu minęło od pierwszego rozdziału '-' Casey robi się taki kochany, że aż miło (:
    Bardzo się cieszę, że Buntownik będzie publikowany i juz się nie mogę doczekać (;
    /A

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie tak wyobrażałam sobie finał!
    Wspaniale kochana!
    Jak zwykle pokazujesz wielką klasę co bardzo sobie w Tobie cenię.
    Niewiele autorek umie tak pokazywać uczucia jak TY.
    W ogóle niesamowita historia JD.
    Nie sądziłam, że wszystko się tak potoczy i szkoda mi chłopaka.
    Mam nadzieję, że długa rechablilitacja pomoże mu dojść do siebie.
    I jeszcze w dodatku to jak chciał się zachować.
    Odrzucić ukochanego by nie był z kaleką.
    No i Casey.
    stracił tak wiele ale otworzył oczy.
    Jego dawni przyjaciele to straszni palanci i mam nadzieję, że kiedyś dostaną za swoje.
    Naprawdę jestem oczarowana drugim tomem i czekam wciąż na wyjaśnienie co z Joshem.
    Nie zostawił tak Alexa?
    łączyło ich coś więcej niż tylko seks.
    Przynajmniej mam takie przeczucie.
    pozdrawiam i do zobaczenia w poniedziałek.
    Dzięki tobie daje się jakoś przetrwać ten trudny tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostawiłam sobie sporą część tego opowiadania (od 14 rozdziału) do przeczytania na wakacjach. Wczoraj zajechałam i dziś przeczytałam.
    Jestem w szoku!
    Josh tak po prostu go zostawił? Jeszcze z takimi słowami?!
    Zabić dziada!
    A tak na serio.. Uwielbiałam tę parę ale teraz myślę że byłoby fajnie gdyby Alex był z jakąś nową postacią.
    Choć oprócz Ciebie i sprawdzających tekst nikt nie wie, co będzie dalej i jak to się potoczy.
    Cieszę się że dalej będziesz publikowała dwa razy w tygodniu, choć buntownika planuję sobie zostawić aż nazbiera się trochę rozdziałów (i tak pewnie nie dotrwam nawet do następnego tygodnia, ale przecież nadzieja matką głupich) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ogromną wiarę w związek JD i Casey'a.
    Na pewno dadzą sobie radę.
    Za to mam ochotę wejść do twojego opowiadania i skopać dupę pewnemu nauczycielowi angielskiego :)))))))
    Nie mogę się doczekać kolejnego tomu!
    Może w końcu się wyjaśni co się odwaliło Joshowi, a jeżeli nie to niech Alex będzie szczęśliwy z kimś innym.
    Pieprz się Joshua.
    Pozderki ~Strzyga

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)