30 września 2012
23 września 2012
Zapraszam
Zderzyły się dwa światy. Nadchodzi apokalipsa. Fanki swoich
wzajemnych opowiadań połączyły siły. Nadchodzi apokalipsa. Nie wierzycie?
Zostańcie z nami i obserwujcie jak wszystko obraca się w nicość, apogeum
nicości. Apogeum nicości? Apokalipsa? O czym my pieprzymy? Ach, no tak o
zderzeniu dwóch światów. Luana i Ayame we własnych osobach, piszą razem
opowiadanie. Myślimy, że dość nietypowe i niespotykane. Na samym początku była
nicość. Znowu nicość? Było nic i nagle coś, czyli Majestic Hotel w naszym
wykonaniu. Zapraszamy!
Jesteście ciekawi co to za opowiadanie, kim są postacie i co się wydarzy?
Ayame i Ja zapraszamy na blog: Majestic Hotel
Czekamy na wszelkie opinie. :D
10 września 2012
Hej.
Zmieniłam wygląd bloga. Mam nadzieję, że się podoba i odświeży tą stronę. Przedstawiam Wam też dwóch głównych bohaterów Spontanicznej decyzji. Liczę, że Colin i Jessie zdobędą Waszą sympatię.
Mam też inną informację. Obok podałam link do mojego chomika a w nim hasło do folderu Moje opowiadania MM. Zrobiłam to, ponieważ ja wiele razy mam ochotę mieć w pliku czyjeś opowiadania, więc stworzyłam pdf'a, którego można pobrać. W ten sposób opowiadanie będzie w całości na Waszym komputerze. Na razie jest tam tylko Gdy muzyka w duszy gra. Niedługo pojawi się Jedna łza, ale to zależy od mojego czasu i Ayś. Ayś, wiesz co masz zrobić.^^
Będzie też Tylko Ty 2, ale nie wiem co z pozostałymi opowiadaniami. Z tego co pamiętam żadne z nich nie było sprawdzane i roi się tam od błędów. Nie wiem czy chcielibyście mieć coś takiego. Bo sprawdzenie zajęło by bardzo dużo czasu, a tego wciąż brak. Jak wiecie to piszę nowe opowiadania i wolę się na nich skupić niż wracać do starych. W ogóle nawet nie wiem czy Was coś takiego interesuje. Ale jak chcecie to możecie pobrać. :D
Pozdrawiam. :D
Mam też inną informację. Obok podałam link do mojego chomika a w nim hasło do folderu Moje opowiadania MM. Zrobiłam to, ponieważ ja wiele razy mam ochotę mieć w pliku czyjeś opowiadania, więc stworzyłam pdf'a, którego można pobrać. W ten sposób opowiadanie będzie w całości na Waszym komputerze. Na razie jest tam tylko Gdy muzyka w duszy gra. Niedługo pojawi się Jedna łza, ale to zależy od mojego czasu i Ayś. Ayś, wiesz co masz zrobić.^^
Będzie też Tylko Ty 2, ale nie wiem co z pozostałymi opowiadaniami. Z tego co pamiętam żadne z nich nie było sprawdzane i roi się tam od błędów. Nie wiem czy chcielibyście mieć coś takiego. Bo sprawdzenie zajęło by bardzo dużo czasu, a tego wciąż brak. Jak wiecie to piszę nowe opowiadania i wolę się na nich skupić niż wracać do starych. W ogóle nawet nie wiem czy Was coś takiego interesuje. Ale jak chcecie to możecie pobrać. :D
Pozdrawiam. :D
Postacie
Całe życie może się zmienić od jednego pytania, odpowiedzi, wydarzenia lub gdy ktoś postawi ci warunki, jakie musisz spełnić, by coś zyskać. Pewien mężczyzna najpierw musi znaleźć kogoś, kto pomoże mu w grze kłamstw. Planie, który na pozór jest łatwy. Bo co będzie, jak miłość wkroczy w życie dwóch osób, pomimo że jej nie oczekiwali i nie będzie już ucieczki. A może zamiast miłości nadejdzie nienawiść. Jessie i Colin muszą być gotowi na wszystkie warianty. Czy są, przekonacie się, czytając Spontaniczną decyzję.
Jessie Carson
Colin White

6 września 2012
Rozdział 14 ostatni - „Kochaj się ze mną”
Przed Wami ostatni już rozdział Jednej łzy. Pisałam go z trudem, chwilami z niechęcią. Powstawał długo, bo odrzucałam go na bok i wracałam po tygodniu do niego lub dwóch. Miałam dość tego opowiadania i jak go skończyłam, to była wielka ulga. Kolejne opowiadanie za mną i jestem z siebie dumna, że wytrwałam. Ale nawet jakbym miała dość opowiadania, to mam w sobie ośli upór i muszę je skończyć.
Nadal będę pisać i tu wstawiać kolejne opowiadania. One cały czas powstają. Nie zniknę z tego bloga, tym bardziej nie zawieszę żadnego z opowiadań, no chyba, że umrę lub zachoruję, albo nie będę mieć netu. To wtedy zniknę bez słowa. Tak to jestem, jak coś to zawsze Was o wszystkim poinformuję, trwam, czasami jest ciężko, ale kocham pisać i myślę być z Wami na pewno przez następne miesiące.
Co z drugim blogiem? Zostanie zamknięty na czas nieokreślony. Czy tam wrócę? Jak zechcę znów pisać o Japonii, to może. Ale to daleka przyszłość. Publikuję i będę publikować tutaj.
Kolejne opowiadanie zacznę wstawiać po 16 września. Jeszcze nie wiem jaki to będzie dzień. Niedługo zmienię wygląd tego bloga i przedstawię Wam dwie główne postacie. Opowiadanie trochę różni się od tych tutaj (oczywiście nadal to M/M), ale mam nadzieję, że też Wam się spodoba. :D
Dziękuję wszystkim czytelnikom zarówno tym milczącym i tym komentującym za to, że jesteście. :**
I serdecznie witam każdą czytelniczkę i każdego czytelnika. :D
Teraz nie zawracam Wam już głowy i zapraszam do czytania. :D
***
Ta noc miała wiele zmienić. Właściwie wszystko. Miała mu
udowodnić, że w końcu przestał się bać. Od dwóch dni o tym myślał. Wbrew temu,
co sobie postanowił w dniu, kiedy był tu jego kuzyn – że noc będzie należeć do
niego i Fabiego, i że to on mu się odda – stchórzył. Nie zbliżał się do swego
chłopaka bardziej niż tylko po to, żeby się przytulić czy pocałować go. To nie
powinno być przecież takie trudne – oddanie kontroli komuś, kogo kocha. Nie,
nie kontroli. Przecież w łóżku nie o to chodzi. Chodzi o coś zupełnie innego
niż władza nad drugim chłopakiem, bo jest się na górze. Czyżby się bał, że Fabi
dostanie to, czego chce i go zostawi? To głupie. Tak bardzo by mu nie ufał? W
końcu Chartier się zdenerwuje na taką nieufność. Przesadzał z tym bronieniem
swego tyłka. Gołym okiem widać, że Fabiemu na nim zależy. Który chłopak byłby
tak czuły i kochany, gdyby nic nie czuł do drugiego? A jak Fabi go kocha? On go
kocha i nie powiedział mu o tym. Co, jak Fabrice czuje to samo i też się boi
wyznać te dwa słowa?
Jak tak dłużej będzie wszystko roztrząsał i stał pod
prysznicem, to ucieknie, gdzie pieprz rośnie albo woda go całkiem zmyje. Nie
powinien się go bać. Byli w łóżku niejeden raz. Teraz tylko będzie inaczej.
Przekroczy linię, której tak się bał. W pełni zaufa kochankowi. I to nie
dotyczyło tylko spraw intymnych. Tyczyło się to samego życia. Życia, które
chciał z nim spędzić. I doskonale to wiedział, pomimo że był jeszcze taki
młody. Powinien porozmawiać o tym ze swoim chłopakiem. Ale nie teraz. Teraz
była noc do zupełnie innej rozmowy. Ma to być mowa ciał.
***
Zastanawiał się, dlaczego Alain ostatnio dziwnie się
zachowywał. Nie przeszkadzało mu, że chłopak unika głębszych kontaktów, tylko
ciągle nad czymś myśli. Teraz też poszedł do łazienki i chyba siedział tam od
godziny. Wyjątkowy czyścioszek się z niego zrobił czy jest chory? Musi z nim
poważnie porozmawiać. Wyłączył komputer i rozsiadł się na kanapie. Tak będzie
chyba najlepiej. Zależało mu na nim i chciał wiedzieć, co go dręczy. Czyżby
znów te myśli, co ostatnio w kuchni? Ale nawet po tym zapewnił go, że jest dla
niego ważny. Miał mu wyznać miłość, jak nie był jej pewny? Nie chciał kłamać.
Wiedział, że Alain go kocha. Powiedział mu to Xavier, który dodał, że woli być
cały i nie będzie się kręcił obok niego. Szkoda, że nie był świadkiem tej
sytuacji. Alain bronił tego, co było jego. Słysząc to, poczuł dumę. W ogóle był
z niego dumny. Chłopak naprawdę się zmienił. Miłość zmienia.
Drzwi się otworzyły i wszedł przez nie Alain w samych
spodniach.
– Myślałem, że się tam utopiłeś.
– Myłem się. Łazienka wolna – Alain popatrzył na niego. –
Wykąp się, a później gdzieś pojedziemy.
– Gdzie?
– Dziś o północy mają spadać meteoryty. Będą dobrze
widoczne z tego wzgórza.
– Nie wiedziałem, że cię to interesuje – podszedł do niego
i objął go w pasie. Wtulił nos w jego szyję. Porozmawiają później. – Jejku, jak
ty wspaniale pachniesz.
Alain poczuł, że ma gęsią skórkę. Chłopak bardzo na niego
działał.
– Weź prysznic. Ja zabiorę koce, żebyśmy mieli na czym
leżeć – odsunął się i gdy zobaczył ponurą minę Fabiego, cmoknął go szybko w
usta. – No idź.
– A muszę się myć?
– Podobno zapach potu pokazuje prawdziwego mężczyznę, ale
po całym upalnym dniu wolę cię czystszego. Nie to, żebyś był brudny – dodał
szybko. Po cholerę on w ogóle tyle mówi? – A ja lubię smak i zapach potu na
tobie, gdy robimy inne rzeczy, lecz gdy nie jest on całodziennym urobkiem...
Pieprzę bez sensu. Idź do tej łazienki.
– Kochany, ty bardzo dobrze pieprzysz – mrugnął do niego i
zniknął za drzwiami, za chwilę się jednak wrócił. – Nie wziąłem czystego
ubrania.
Alain się denerwował coraz bardziej. A co, jak Fabi go
wyśmieje? Nie, jako kochanka, tylko miejsce, jakie wybrał. Przecież to takie
kiczowate. Zostając samemu, mógł w spokoju założyć górną część odzieży, a do
torby spakować picie oraz lubrykant i prezerwatywy. Z braku miejsca na kąpiel
nie chciał później paradować z mokrym tyłkiem. Zebrał też koce z łóżek i
jeszcze jeden na przykrycie wyjął z szafy. Był gotów, kiedy odświeżony Fabrice
wrócił do pokoju. Alain podszedł do dwudziestolatka i zwyczajnie się przytulił.
– Ktoś tu potrzebuje czułości – pogładził go po plecach.
– Bardzo dużo. Mam dla ciebie niespodziankę, ale dowiesz
się na wzgórzu.
Zaintrygowany Fabrice skinął głową i ucałował go w czoło.
– To się zbieramy, jak mamy być tam o północy. Pewnie
spędzimy tam noc, to zobaczysz wschód słońca. Będzie widać po drugiej stronie
wzgórza.
– Musimy zostawić twoim rodzicom jakąś wiadomość.
– To ty coś napisz, a ja te pakunki – wskazał na
przygotowane rzeczy – zaniosę do auta.
Alain wyrwał kartkę z notatnika i napisał, że pojechali
oglądać deszcz meteorytów i zostaną do wschodu słońca na wzgórzu za miastem.
Zgasił światło i z żołądkiem zawiązanym na supełek opuścił sypialnię.
Wokół było ciemno i tylko światła latarek rozświetlały
miejsce. Alain na szczęście pomyślał o świetle i już wcześniej spakował do
samochodu cztery niewielkie, świecące na niebiesko lampy solarne.* Teraz niósł
je w ręku.
– Po co ci one? Mama się zdziwi, że nie będą podświetlać
jej nowego klombu.
– Zrozumie. Zobaczysz, po co.
Byli już na wzgórzu i podjechali autem w to samo miejsce,
co kiedyś. Alain powbijał po czterech rogach lampy, a potem rozesłał dwa koce
na trawie. Fabrice stał i obserwował to niecodzienne zjawisko, chociaż prędzej
trzeba by powiedzieć, że nieconocne, patrząc na to, która była godzina.
– Nie stój tak, tylko chodź tutaj – Alain wyciągnął rękę.
Fabi złapał za nią i usiadł obok chłopaka. Nie umiał przestać na niego patrzeć.
Lampy dawały na niego doskonały widok.
– O co chodzi? Coś ty taki romantyczny?
– A przeszkadza ci romantyczność? – Alain trącił go nosem w
szyję.
– Nie, ale mieliśmy oglądać świetlny spektakl, a nie kochać
się.
– Nie będzie żadnych meteorytów, ale jak się postarasz, to
mogę być fajerwerki – położył się na kocu i pociągnął na siebie Fabrica,
zagryzając dolną wargę.
Chartier na chwilę zaniemówił.
– Czy to jest to, o czym myślę, że jest?
– Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz – wyprężył się pod
nim. Rosło w nim pożądanie, a to zagłuszało strach przed oddaniem się.
Och, spróbuje. Czekał na to kilka tygodni.
– Nie gap się tak, tylko mnie pocałuj, bo zaraz to ty
wylądujesz na dole. Kochaj się ze mną.
– Alain, podobasz mi się taki – wsunął mu nogę pomiędzy
jego.
– Ja... – nie dane mu było dokończyć, ponieważ namiętne
wargi drugiego chłopaka nakryły jego. Zarzucił mu ręce na szyję. Zamruczał,
uznając to posunięcie za dobre.
Całowali się namiętnie, smakując wzajemnie, liżąc,
podgryzając wargi i splatając języki ze sobą. Żaden z nich nie pozostawał
bierny i biorąc, jednocześnie dawał. Pocałunek wzbudzał głód i zarazem sycił
pragnienie kontaktu. Pokazywał wszelkie uczucia bez mówienia ich słowami.
Fabrice pożegnał się z chętnymi wargami, zamierzając
skosztować każdego skrawka skóry swego chłopaka. Błądził ustami po jego
policzkach i oczach, schodząc ku szczęce, którą polizał, i szyi, podskubując ją
zębami. Jego nienaganna fryzura została zburzona przez pieszczące skórę głowy
palce Alaina. Chłopak, co jakiś czas ocierał się o jego udo, rozpalając ciało.
Wbił zęby w miejsce łączenia się szyi z ramieniem, a jęk Alaina był melodią dla
jego uszu. Possał to miejsce i polizał.
– Oznaczasz mnie?
Chartier spojrzał na niego rozpalonym wzrokiem. Alain miał
doskonały pomysł z tymi lampami. Widzieli się doskonale.
– Każdy będzie wiedział, czyj jesteś. Poza tym wiem, jak
bardzo lubisz, kiedy cię gryzę.
– Skąd wiesz? – uch, ten intensywny, obiecujący wzrok
kochanka sprawiał, że drżał i chciał dużo więcej.
– Za każdym razem, jak się kochaliśmy, poznawałem ciebie.
Znam cię doskonale. Wiem, gdzie dotknąć, żebyś zadrżał. Gdzie pocałować, żebyś
się rozpalił i wiem, co zrobić, abyś wił się i krzyczał z rozkoszy.
Na te słowa oddech Alaina przyspieszył, a spodnie zrobiły
mu się zdecydowanie za ciasne. Po jaką cholerę mają na sobie ubrania?
Podciągnął koszulkę chłopaka do góry.
– Zdejmuj to.
– A gdzie to się tak spieszymy? Ja tu dziś rządzę. Ty leż –
mimo słów pozwolił się rozebrać.
– Guzdrzesz się – warknął zniecierpliwiony Alain, chociaż
zaraz przeszło to w głośne westchnienie.
– Wiem, gdzie polizać, – liźnięcie w płatek ucha –
pocałować – mały pocałunek na małżowinie tuż pod włosami – i ugryźć... – teraz
to Alain pisnął, kiedy obok pierwszej malinki pojawiała się druga. Jak dobrze,
że założył bluzę z szerokim dekoltem. Fabi miał dostęp do jego skóry bez
rozbierania go. – I wiem, jak bardzo jesteś niecierpliwy – podsunął jego
koszulkę w górę, aż do szyi. Począł wycałowywać drogę po torsie i zatrzymał
się przy jednym z sutków. Strasznie go kusiły. Potrącił, niby przypadkiem,
jeden guziczek, a ten stwardniał i kusił mocniej. Chwycił go między zęby i
pociągnął.
– Cholera! –
Alain krzyknął, prawie się unosząc. Chyba miał dobry pomysł z tym przeniesieniem
się tutaj. Byłoby go słychać w całym domu.
Uśmiechnął
się, nadal poświęcając uwagę różowemu punkcikowi. Pieścił miejsce wokół niego
językiem, a gorącym oddechem sprawiał, że skóra Alaina pokryła się gęsią
skórką. Pragnął wzbudzić jęki w swoim chłopaku. Przejechał językiem wzdłuż jego
boku. Alain zadrżał i wypchnął biodra w górę, poszukując otarcia, ale nie
znalazł go. Fabrice powtórzył swój manewr, dołączając do tego zęby, z
zadowoleniem stwierdzając, że to też się jego chłopakowi podoba. Alain prężył
się, wyginał i chętnie rozsuwał nogi, gdy białowłosy obcałowywał ścieżkę w dół.
Fabi chciał
go wykończyć, a to był dopiero początek tego, co może dostać. Jego ciało
stawało się coraz wrażliwsze, rozpalone, co każdy pocałunek tylko wzmacniał,
wzbudzając pożar i nie gasił go. Ogień rozchodził się po każdej cząstce ciała,
wzdłuż kręgosłupa i na pachwiny, sprawiając, że był tak bardzo twardy, iż jego
penis chciał przebić się przez spodnie.
– Mógłbyś
tak niżej? – poprosił Alain, ściskając mu ramiona.
– Co niżej?
– podroczenie się z nim może być ciekawe.
– No...
wiesz.
– Nagle się
wstydliwy zrobiłeś? – głaskał kciukami miejsce tuż nad zapięciem spodni. – Co
niżej?
– Pocałuj,
poliż i zdejmij je ze mnie.
– Och,
kochanie zdejmę je z tego słodkiego tyłeczka. Cierpliwości.
– Ty jakoś
nie byłeś... – zawył, kiedy dłoń Fabiego zacisnęła się na jego kroczu. –
Jeszcze trochę, a dojdę.
– A tego
nie chcemy – rozpiął mu guzik.
– Chcemy,
chcemy i to jak chcemy.
– Nie
teraz.
Alain
poczuł pustkę, gdy ręka się odsunęła. Miał ochotę krzyczeć, żeby wracała z
powrotem, ale za chwilę zamruczał, aprobując ruch Fabiego. Chłopak, co prawda
cholernie powoli, rozsuwał mu zamek w spodniach, ale jednak robił to.
Sam nie
mógł się doczekać, żeby go zobaczyć. Zwłaszcza, że mokry czubek członka wysunął
się ze spodni i przyciągał. Chwycił za brzeg ubrania i pociągnął w dół, w czym
Alain mu pomógł, chętnie unosząc biodra.
– Bez
bielizny? – zawisł nad nim i pocałował gorąco.
– Ano bez –
odpowiedział Alain, kiedy jego wargi zostały uwolnione.
– Wszystko
sobie zaplanowałeś. Awww.
– Możesz
tam wrócić?
– Nie?
– Wróć.
– Po co?
– On
potrzebuje twoich ust.
– Coś za
coś. Zaplanowałeś?
–
Oczywiście. Ale jak będziesz tak gadał, – przełożył nogę przez niego i popchnął
na koc, samemu znajdując się nad nim – to zmienię zdanie i nie oddam ci swego
tyłka.
– Oddasz.
Tak zrobię, że oddasz – pchnął go, ale Alain nie dawał się położyć, więc
zaczęli się siłować. W końcu Farbice zaplótł wokół niego nogi i manewrując nimi
sprawił, że to teraz on znów był górą. – A teraz grzecznie leż – zdjął mu
jeszcze do końca koszulkę, napawając się nagim chłopakiem pod nim. Już on
sprawi, że Alainowi nie przyjdzie dziś do głowy zmiana konfiguracji. Złapał
penisa kochanka i poruszył ręką w górę i w dół. Błagalny wzrok Alaina prosił go
o więcej. – Dostaniesz wszystko, czego chcesz i o wiele więcej – szybki,
głęboki pocałunek i z powrotem pieścił ustami brzuch chłopaka. Odpiął swoje
spodnie i wyjął swój członek. Bolał już, ale zostawił go w spokoju. Teraz
liczył się tylko jego chłopak. Pochylił się nad męskością Alaina. Trącił
językiem sam czubek purpurowej główki, zlizując przezroczysty płyn. Alain
pachniał i smakował wyśmienicie. Miał ochotę zostać tutaj na zawsze. Zaczął
całować czule jego członek, rękę zsuwając na jądra i masując je. Widząc, że
chłopak bardziej rozszerza nogi, aby dać mu lepszy manewr do pieszczot, dał mu
za to nagrodę. Otworzył usta i zaczął go sobie wsuwać do gardła. Dużo ostatnio
ćwiczyli.
– Och.
Właśnie tak, kochanie – Alain podparł się na łokciach, żeby go widzieć. Ich
oczy się spotkały, tak bardzo szczęśliwe. Poruszył biodrami lekko. Uwielbiał
pieprzyć jego usta. A Fabrice mu na to pozwalał.
Dał mu
wolną rękę, tylko delikatnie manewrując jego biodrami. Pozwalał Alainowi na
swobodny ruch. Wiedział, że chłopakowi niewiele brakuje i zgadzał się na
wszystko. Szybko poczuł, jak członek nabrzmiewa i zaczyna strzelać strugami
nasienia. Połykał wszystko, czym został obdarowany, przez cały czas go
obserwując i wyssał go do końca. Wreszcie wypuścił członek, ale nie odsunął się.
Nie pozwoli mu odetchnąć. Wylizał dokładnie jego pachwiny i skierował się do
jąder.
To Alain
też uwielbiał. Pieszczenie moszny i okolic. Próbował znów spojrzeć na głowę
kochanka pomiędzy swymi nogami, lecz nie był w stanie. Orgazm go wyczerpał. I
zawsze chwilę trwało, zanim doszedł do siebie. Tym razem jednak nie dane mu
było odetchnąć. Ten język na jądrach i za nimi był taki dobry. Wręcz parzył.
Pieścił go
nieprzerwanie. Rozpalał na nowo. Uniósł biodra chłopaka do góry, mając teraz
dostęp do tego, co było przed nim ukryte. Pochylił się pocałował oba pośladki,
wbijając w nie przy okazji zęby. Powoli przesunął się pomiędzy półkule. Polizał
i obrysował językiem otworek, w który zamierza się niedługo wbić.
– O kurwa –
krzyknął Alain, zaciskając dłonie na kocu i miętosząc go w palcach. – Co ty
robisz?
– Jedną z
najprzyjemniejszych rzeczy w gejowskim seksie – polizał dziurkę, wyrywając
kolejne dźwięki rozkoszy, jak i zaskoczenia. Nigdy jeszcze nie robili rimu.
Odkryje przed chłopakiem nowe doznania. Przesunął po szparce kilka razy
językiem i piął się w górę ku jądrom, by zaraz wrócić i pocałować dziurkę,
która zaczęła się otwierać i zamykać.
– O tak,
rób tak. Nie przestawaj – błagał Alain, w pewnym momencie zapominając, jak się
oddycha. Te delikatne ruchy języka były oszałamiające. I był tak wystawiony na
niego. I twardy. – Mógłbyś mi tak... mmmnnn... robić do rana.
Fabrice
tylko się uśmiechał, liżąc go. Jeżeli jego chłopakowi dobrze, to i on czuł się
spełniony. Splunął na dziurkę chłopaka i roztarł ślinę palcem, naciskając na
wejście.
– Nie
spinaj się. Nic nie robię – znów go polizał. Nie chciał sprawić mu bólu.
Alain
sięgnął do swoich spodni i wyjął potrzebne rzeczy, które położył obok na kocu.
Cały dygotał z ekstazy.
– Weź to.
Fabi
przesunął się w górę i spojrzał mu w oczy.
– Zawsze
przygotowany.
– A żebyś
wiedział. Pocałuj mnie – otrzymał głęboki pocałunek i obietnicę, że to jeszcze
nie koniec.
– Odwróć
się.
Alain
rozprostował nogi i położył się na brzuchu. Zajęczał, kiedy Fabi położył się na
nim i zaczął wargami pieścić mu szyję. Chłopak był ciężki i tak wspaniale go
przygniatał. A jego członek nadal wystający ze spodni wsunął się pomiędzy
pośladki. Pierwsze wrażenie było orgazmiczne, zaś drugie jeszcze lepsze. Sam
docisnął się do niego. Zaczęli się poruszać w jednostajnym rytmie.
– Fabi.
– Podoba ci
się? – z niczym nie zamierzał się spieszyć.
– Mhm.
– To
dobrze. Zaraz będzie jeszcze lepiej – szept Chartiera był zmysłowy. Działał na
jego chłopaka szaleńczo.
Kolejne
pocałunki zasypały mu plecy. Ręce masowały kość biodrową i zakradały się w
różne zakamarki. Dotyk Fabiego był upajający. Pozwalał mu na wszystko. Niech
robi z nim, co chce. I niech się to nie kończy. Ponownie poczuł język pomiędzy
swymi pośladkami, który sunął od miejsca, gdzie się rozdzielają aż do jąder i
wracał. Wszystko trwało bardzo długo, aż poczuł poza językiem coś jeszcze.
– Spokojnie
– wsunął w niego bardzo powoli duży palec. – Powiedz, jak zaboli – pocałował go
w pośladek.
– Nie boli.
Jest dziwnie, ale nie boli. I nie baw się ze mną za długo, bo zaraz ci dojdę
bez niczego.
Fabrice
tylko się roześmiał. Tyle uczuć w nim wzrastało, kiedy widzał go takim chętnym,
a zarazem uległym, ufnym. Do pierwszego palca dołączył drugi, a przy trzecim
Alain się spiął.
– Uklęknij
i podeprzyj się na łokciach. Chcę cię takiego widzieć – szeptał, rozsuwając w
nim palce. Jego członek już chciał się znaleźć w chłopaku. – Tak bardzo cię
pragnę – wsunął palce głębiej, poruszając punkt niewyobrażalnej rozkoszy.
Alain
krzyknął i już nie przestawał.
– Już,
Fabi. Chcę cię – jęczał Alain po kilku minutach palcówki. Sam się nabijał na
knykcie, ale to było dla niego za mało.
– Jesteś
pewny?
Pocałunek w
plecy tak czuły, że zburzyłby największy opór tylko upewnił Alaina w decyzji.
– Tak. Zrób
to – obejrzał się na niego.
Wysunął z
jego wnętrza palce i opuścił niżej spodnie. Założył kondom. Obficie nawilżył
go, jak również zewnętrzną część odbytu. Naprawdę chciał, by Alainowi było
dobrze. Przez to sam się denerwował. To w końcu pierwszy raz jego chłopaka na
dole. Przystawił czubek do szparki i potarł nim ją. Bawił się tak dłuższą
chwilę. Ta się otworzyła i wybrał właśnie ten moment. Wsunął główkę do środka.
Ledwo opanował się przed gwałtownym pchnięciem.
– Dalej –
nalegał Alain, cały czas oglądając się przez ramię. Nie bolało, ale rozciągało.
– Nie jestem tak delikatny, jak sądzisz.
– Ja tu
rządzę. Ty sobie porządzisz, kiedy indziej – kolejne centymetry zagłębiały się
w Alainie, aż w końcu cały penis zanurzył się w gorącym wnętrzu kochanka.
– O cholera
– oddech Alaina przyspieszył. Zabolało, ale na małą chwilę, po czym to
ustąpiło. Chłopak czuł się taki pełny,
rozciągnięty. – Tak. Dobrze.
– Nie boli?
– pochylił się do niego i uszczypnął w ramię zębami. Przez ten ruch penis w
Alainie się poruszył i wydobył z niego jęk. To była dostateczna odpowiedź.
Pchnął biodrami, ciesząc się, że wytrzymał do tej pory, nie biorąc chłopaka
wcześniej. To był idealny moment. Jego kochanek był gotów na wszystko. Oddychał
ciężko, wsuwając i wysuwając się z niego i wsłuchując w wydawane dźwięki przez
partnera.
To było
dobre, wspaniałe, oszałamiające i genialne jednocześnie. Po cholerę tak długo
czekał? Ale nieważne, bo teraz myśli uciekły daleko, a on skupił się na
odczuwaniu. Krzyczał i wił się pod swoim chłopakiem, którego biodra poruszały
się coraz szybciej, a członek wchodził głębiej. Sam się na niego nabijał,
prosząc o więcej. I wszystko dostawał.
Kochali się
szybko i namiętnie, bez trudu odnajdując wspólny rytm. W powietrzu unosiły się
dźwięki, jakie wydawały ich spocone ciała, uderzając o siebie. Fabrice wsunął
rękę pod Alaina i objął go w pasie. Uniósł go do góry tak, że Alain oparł się o
jego pierś, tym samym nabijając się na niego bardziej. Lavelle sięgnął do swego
penisa, żeby ulżyć napięciu, ale starszy chłopak odtrącił jego dłoń i sam zajął
jej miejsce. Pieścił go pociągłymi ruchami, jednocześnie pieprząc i ocierając
członkiem o prostatę kochanka. Uda Alaina zaczęły drżeć. Oparł tył głowy o
ramię swojego chłopaka i zadygotał. Orgazm porwał go w swe objęcia, co ogłosił
światu. Fabi patrzył na niego, czując jego ciało tak blisko, że bliżej już nie
można, mięśnie zaciskające się na nim i zakleszczające go w sobie. Doszedł
zaraz po nim, nie potrafiąc się dłużej powstrzymywać. Skurcze poorgazmowe
trwały jeszcze chwilę, a on nie przestał się w nim poruszać. Alain odwrócił do
niego twarz i złączyli swe wargi jakby w podziękowaniu za przeżyte chwile.
Opadli
razem na koc. Starszy chłopak zaczął składać pocałunki na szyi partnera,
polegując na nim. Nie chciał opuszczać tego gorącego wnętrza.
– To było
nieziemskie – dyszał Alain.
–
Fascynujące, ogniste, rozkoszne, genialne.
– Zamknij
się i zejdź ze mnie, jesteś ciężki.
– Nagle
jestem ciężki. Uważaj, bo będę miał focha – wyjął swój mięknący członek i
zsunął kondom.
– Po tym,
co dostałeś chcesz się fochać? – położył się na boku. Wszystko go bolało, lecz
to było przyjemne cierpienie. Szybko wtulił się w swego chłopaka.
– Za to, to
mogę nosić cię na rękach.
– Uważaj,
co mówisz, bo jeszcze cię o to poproszę – wciągnął w nozdrza jego zapach.
Zapach potu, seksu i tego, czym emanował sam Fabrice. – Nastaw budzik, żebyśmy
obejrzeli ten wschód słońca – poprosił sennie.
Fabrice
siegnął po telefon Alaina, gdyż jego spodnie leżały za daleko, a sądząc po
kurczowym uścisku, chłopak by go nie wypuścił. Nastawił alarm i jeszcze okrył
ich kocem. Zanim zasnął, długo patrzył na twarz śpiącego. Coraz bardziej
zależało mu na nim. Bał się tego, a jednocześnie cieszył, jak głupiec.
***
Budzik
dzwonił zawzięcie, wybudzając ze snu dwóch młodych kochanków przeklinających
ten harmider. Alain coś jeszcze pomruczał pod nosem i obrócił się na drugi bok,
zostawiając wyłączenie tego czegoś Fabiemu. Po chwili nastała błoga cisza i
mógł ponownie zapaść w sen. Niestety, nie dane mu to było, bo zaraz coś zaczęło
łaskotać go po policzku, ramieniu, biodrze i pośladku.
– Nie dasz
mi już pospać? To zrób śniadanie.
– Nie wiem,
jak na tym pustkowiu zrobić śniadanie, ale poszukam jakichś korzonków –
usiłował się nie roześmiać, widząc, jak Alain się zrywa i rozgląda wokół.
–
Zapomniałem, gdzie jesteśmy – opadł na koc.
–
Zapomniałeś, co się w nocy działo? – zapytał z udawanymi pretensjami Chartier.
– Tego się
nie da zapomnieć. Tyłek mnie boli – błyszczące i jeszcze zaspane oczy zwróciły
się ku tym jasnym.
–
Pomasować?
– Później.
Teraz mi powiedz, gdzie masz ten wschód słońca?
– Musisz
wstać i pójść ze mną. Z tej strony nic nie zobaczymy.
Ubrali się
i przeszli spacerkiem, trzymając się za ręce na drugą stronę wzgórza. Znaleźli
się tam w porę, ponieważ świecąca tarcza już zdążyła pokazać się na horyzoncie.
–
Najbardziej romantyczny widok, jaki znam – wyszeptał Alain, opierając się
plecami o klatkę piersiową partnera.
– Pewnie
naczytałeś się o nim w tych swoich książkach.
– Żebyś
wiedział. Ale najpiękniejsze sceny są w romansach.
– Uch, ty
mój romantyku – ucałował go w bok szyi, zaciskając uścisk w pasie.
– Zakochany
romantyku.
– Co? –
przesłyszał się? Alain to powiedział?
– Kocham
cię – obrócił się w jego ramionach.
Nie
wiedział, co powiedzieć. Niby wiedział, co Alain czuje, lecz usłyszenie tego z
jego ust było jak uderzenie gromu w jego serce.
– Nie
musisz nic mówić – Alain się przytulił. – Nie oczekuję od ciebie, byś się
zmuszał do wyznania tego, czego nie czujesz. Ja to musiałem powiedzieć. Właśnie
w tej chwili. Kocham cię.
Fabrice
patrzył, jak wokół nich coraz bardziej robi się widno. Słyszał budzące się ze
snu ptaki i swoje serce bijące z nadmierną prędkością. Alain go kocha. I
dlaczego sam nie potrafił tego powiedzieć?
– Jestem
złym chłopakiem – wyszeptał w jego włosy.
–
Nieprawda. Jesteś cudowny. To, że czegoś nie czujesz – trochę to bolało – nie
oznacza tego, że jesteś złym chłopakiem.
–
Przepraszam, nie mówię czegoś, czego nie jestem pewny.
– I mnie to
pasuje – Lavelle musnął mu usta. – Lepiej nic nie mówić niż nakłamać, a później
się tego wyprzeć.
– Zależy mi
na tobie.
– Wiem.
Wracamy do domu. Jestem głodny – rozczarowanie ukrył pod osłoną uśmiechu.
Przecież wiedział, że Fabi go nie kocha. To dlaczego to boli? Bo sam mu wyznał
miłość? Ech, musi się wziąć w garść i o tym nie myśleć. Wierzył, że nadejdzie
dzień, kiedy usłyszy te dwa słowa. Z drugiej strony Fabi i tak okazywał mu
miłość. Inaczej. Robił to w gestach. Ale usłyszeć to też by było dobrze.
– Och, ty
mój głodomorze – smutne oczy Alaina dobiły go. Chciał, żeby zawsze się śmiały.
Pewnego dnia nadejdzie czas, kiedy wyzna mu uczucie. Tylko musiał mieć pewność.
Jego mama zaraz by zapytała, ile zamierza czekać. I na co? Nie wiedział, co by
jej odpowiedział.
***
Kilka
godzin później popołudnie zapowiadało się dość leniwe. Alain i Fabrice
zamierzali je spędzić przy grach i na pieszczotach. A po tej nocy tym bardziej
Fabiego ciągnęło do swego chłopaka. Niestety z ich planów nic nie wyszło, kiedy
równo w południe zadzwonił dzwonek do drzwi. Po ich otwarciu okazało się, że
przyjaciele Chartiera nudzą się i z racji, że Pascal ma dzień wolnego, przyszli
posiedzieć z nimi. Fabrice tylko podrapał się po głowie, głupio uśmiechając i
przekładając swoje plany. Wpuścił ich i od razu musiał iść robić kawę, ponieważ
Charlotte marzyła o czarnym napoju. Ku jej uldze robieniem kawy zajął się
Alain, dodając, jak zawsze, szczyptę kardamonu. W piątkę przenieśli się do
ogrodu. Jakiś czas później przyszedł kolejny gość. Cedric także nie miał planów
typu: "Jak zdobyć nową dziewczynę?" i postanowił odwiedzić Alaina. W
sumie to ich ostatnie wspólne dni.
– Nareszcie
się poznamy – Charlotte podała La Brunowi dłoń. – Słyszeliśmy o tobie, co nie
co, ale jakoś wciąż się mijaliśmy.
– Ced ma
swoją paczkę – wyjaśnił Alain – i tak jakoś nasze drogi się rozchodziły.
– Ale na
szczęście zeszły. No i miło was poznać. Nie ukrywam, że też o was słyszałem.
Podobno dzięki wam mój przyjaciel ruszył swoje cztery litery z domu.
– Nie
tylko. Dzięki mnie również – wtrącił dumny Fabrice. – Siadaj – podsunął
Cedricowi krzesło. – Częstuj się. Mamy tu wszystko, czego dusza zapragnie.
Zaraz, tylko przyniosę ci szklankę na sok.
–
Widzieliście, jaki gościnny – zaśmiał się Pascal.
– Alain,
wychowałeś go sobie – dodała Lotta.
– Pewnie.
Tylko on o tym nie wie – puścił jej oczko Lavelle.
– Patrzcie
go, taki spokojny, nieśmiały, a owija sobie naszego przyjaciela wokół paluszka –
powiedział Olivier, kiedy już przełknął paprykowe chipsy.
– Cicha
woda brzegi rwie – zawtórował Cedric. Był zadowolony, że Alain i to w ciągu tak
krótkiego czasu zdołał spełnić swe marzenia.
– Co rwie
brzegi? – zapytał Fabrice, słysząc urywek rozmowy.
– Woda w
rzece – odpowiedział Pascal.
– Nie macie
innych tematów, jak gadanie o geografii? – usiadł obok swego chłopaka. Ich
krzesła stały tak blisko, że bez problemu mógł się nachylić i cmoknąć go w
nagie ramię. Uwielbiał, jak Alain zakładał te koszulki na ramiączkach i krótkie
spodnie. Aż mu się przypomniały te pierwsze żarty, kiedy w aucie dotykał jego
kolana. Do dziś dziękuje swojej siostrze za to, że kazała wieźć się na ten
obóz.
– Ależ ja
mam szczęście – westchnęła Charlotte. Słońce świeciło na jej włosy, przez co
wyglądały, jakby płonęły.
– Jakie,
cukiereczku?
– Jestem
kobietą.
– Nie mam
co do tego wątpliwości – uśmiechnął się jej chłopak.
– Ty już mi
się tu nie podlizuj. Co ja... a tak. Jestem kobietą i to jedyną w tej grupie.
Reszta to sami samcy. Niejedna wiele by dała, żeby być w towarzystwie takich
ciasteczek, jak wy. Nie bądź zazdrosny, Oli.
– A czy
jestem? – wskazał na siebie. – Oni są nieszkodliwi. Zwłaszcza ci dwaj – tym razem
wskazał na Alaina i Fabrica.
– Mnie nie
licz – rzucił Cedric. – Jestem psem na baby. A ty, maleńka, jesteś super laską
– zamruczał, pochylając się do niej.
– Ej, to
moja narzeczona – warknął Olivier.
– Widzę i
dlatego jest twoja. Nie porywam zajętych kobiet. Ale jakby co, to daj znać –
szepnął do Lotty.
–
Zapamiętam.
– Ja tu
jestem.
–
Spokojnie, dryblasie – pogłaskała go po kolanie i dopiero wtedy zobaczyła, że
Fabrice i Alain nie słuchają ich. Patrzyli czule na siebie i coś szeptali. –
Zakochani, nieładnie mieć tajemnice w towarzystwie. Gadać i to już, o czym to
tak ćwierkacie.
– Za dużo
byś chciała wiedzieć – odpowiedział Fabrice.
– A ty
zrobiłeś się teraz do życia. Dzięki, Alain, za odzyskanie naszego przyjaciela.
Egoistyczny dupek odfrunął – Pascal pomachał w powietrzu palcami, co miało
emitować odlatywanie.
– Obaj się
czegoś nauczyliśmy – Alain spojrzał na swego chłopaka. Gdyby jeszcze mnie
kochał. Chociaż nie mógł powiedzieć, że nie kocha. Przecież wyznaje to
gestami, ale on potrzebował słów, jak nigdy w życiu. Przeniósł wzrok na
pozostałych. Widział, że Cedric dogada się z przyjaciółmi Fabiego. To był
chłopak, który szybko się klimatyzował w otoczeniu. I zwykle na dobre mu to
wychodziło.
***
Dni
upływały szybko. Wrzesień powitał ich deszczową i zimną pogodą. Fabrice wciąż
marudził, że on chce lata, a nie jesieni. Chociaż nie powinien narzekać, że mu
zimno. Alain skutecznie go rozgrzewał. Sam się sobie dziwił, że potrafił tak
zdominować Chartiera. Chociaż już nie bronił się przed oddawaniem się Fabiemu.
Oba łóżka skutecznie zostały rozdziewiczone i nie tylko one. W dniu, kiedy
wyszło w końcu słońce, była niedziela i przygotowywali się do specjalnego
obiadu. Do domu wracała mama Alaina. Pan Antoine pojechał po nią na lotnisko i
niedługo mieli być tutaj.
– Cieszysz
się, że wrócisz do domu? – Fabricowi nie bardzo podobał się koniec pobytu
Alaina w jego domu. Nie spędzanie każdej chwili z nim będzie dość trudne.
Zawsze mógł podejść, przytulic go, pocałować, porozmawiać, a teraz pozostaną im
smsy i internet. Owszem, będzie się z nim widywał, ale jeden wieczór w ciągu
dnia to dla niego zdecydowanie za mało. Przecież mieszkali razem, a teraz będą
osobno. Jeszcze zaczną się studia. Obiecał sobie, że postara się zawsze znaleźć
czas dla swego chłopaka. Chociaż czas nie spędzany ze sobą dwadzieścia cztery
godziny na dobę też dobrze robi.
– Powiem
tak – Alain objął go w pasie. – Cieszę się, że moja mama wraca. Jest moją
rodziną. Kocham ją. Ale nie cieszę się, że my nie będziemy ze sobą przez cały
czas. Chociaż mówią, że to dobrze. Nie znudzimy się sobą – nawet nie wiedział,
jak dobrze odgadł myśli Chartiera.
– Ja się
tobą nie nudzę – odgarnął mu włosy w oczu. Alain nadal nie odwiedził fryzjera.
Jego kudełki sięgały prawie do szyi.
Z dworu
doleciał ich dźwięk silnika.
– To tata.
Mamo, przyjechali.
– Już idę.
Amelie, na dół! – krzyknęła w górę schodów. Zdjęła fartuszek ukontentowana tym,
co słyszała. Chłopcy już się nie ukrywali, nie chowali po kątach i otwarcie
pokazywali, co czują. Alain jeszcze czasami się wstydził, ale to też mu szybko
mijało.
Alain
wyszedł przed dom i uśmiechnął się. Jego mama zamykała drzwi auta i też go
zobaczyła. Podszedł do niej i sam ją objął.
– Mój
syneczek stęsknił się – poklepała go po plecach.
– Wcale nie
tęskniłem.
– Już ci
wierzę. O, i jest mój zięć.
Fabrice
uniósł brwi. No fakt, Alain mówił mu, że wszystko opowiedział mamie. Został
wyściskany przez Beatrice.
– Tak się
cieszę, że jesteście razem. Nie sądziłam, że każąc ci
tu zamieszkać sprawię, iż się zakochasz – skierowała swoje oczy na syna. –
Miałam tylko nadzieję, że syn mojej przyjaciółki cię rozrusza. Gdybym zostawiła
cię w domu, spędziłbyś wakacje na czytaniu książek. Nie mówię, że to coś złego,
ale... co tam. Sam już to wiesz – uśmiechnęła się i przywitała z przyjaciółką i
jej córką, która nadal nie rozstawała się ze słuchawkami i muzyką.
– To zapraszam na obiad. Zrobiłam...
Alain patrzył na te dwie kobiety. Ważne kobiety w jego
życiu. Żal mu było, że inni geje nie trafiali na takich rodziców. Nawet wczoraj
czytał artykuł o chłopaku wyrzuconym z domu z powodu swego homoseksualizmu.
Naprawdę miał szczęście.
– Chodźmy jeść. Umieram z głodu – jego chłopak chwycił go
za rękę i pociągnął do domu.
Dwie godziny później obaj leżeli na łóżku przytuleni do
siebie. Alain był już spakowany i miał zaraz wracać do domu.
– Cholera, zachowuję się, jak panienka – wyszeptał.
– Dlaczego? Dlatego, że tulisz się do mnie i nie chcesz
wracać do domu? – Fabrice pocałował go w kącik ust. – Zobaczymy się jutro.
Wpadnę do ciebie. A, słuchaj, może powiedz mamie, że wrócisz do domu jutro, a
dziś wybierzemy się na imprezę do Clouda.
Alain podniósł się i spojrzał na niego.
– Chciałbyś ostatni taki wspólny wieczór ze mną spędzić na
imprezie?
– Co w tym złego? – też usiadł.
– Jak to co? Tłum, hałas i zamiast pobyć razem we dwóch, to
ty wolisz to? – wstał. Miał dość tych imprez. – Wieczory cały czas mamy zajęte
tylko tym. Impreza u Clouda, u Oliviera, u Marka, czy też kluby. Mam dość.
– Jak to dość? Przecież podobało ci się.
– Tak. Czasami z początku, ale nie ciągle. Od kilku dni
liczy się tylko to. I to, czego ty chcesz, nie ja. Fabi, ja lubię wieczory w
domu.
– Przecież siedzieliśmy w domu. Czego ty chcesz? – nie
rozumiał, o co mu chodzi.
– W ciągu ostatniego tygodnia tylko raz i to dlatego, że
bolała mnie głowa.
– No i zostaliśmy.
– Tylko, że głowa mnie nie bolała – nie mógł dłużej udawać.
– Proszę? Udawałeś? – podniósł się z łóżka. – Zaraz, zaraz…
– Fabrice przyłożył dłoń do czoła, myśląc. W końcu zimnym wzrokiem spojrzał na
swego chłopaka. – Dlaczego udawałeś?
– Chciałem spędzić choć jeden wieczór w domu.
– To trzeba mi było to powiedzieć – denerwował się, a nerwy
były złym doradcą.
– Próbowałem, ale ty mnie nie słuchałeś.
– To ostatni tydzień przed tym, żeby się przygotować do
studiów. Każdy chciał się zabawić. Ja też i sądziłem, że ty również – warknął. –
Czy to znaczy, że nie lubisz ze mną wychodzić?
– Z tobą zawsze. Źle mnie rozumiesz. Nie wiesz, o co mi
chodzi?
– Nie bardzo, kurwa – Fabi przetarł dłonią twarz.
– Lubię być z tobą. Wychodzić też, ale nie codziennie.
Potrzebuję czasu dla siebie, dla nas. Tego, byśmy byli czasami we dwóch. Fabi,
ja się cieszę, że poza niektórymi osobami inni przyjęli nas dobrze. Tylko nie
chcę spędzić życia na imprezach.
– Ale nie mówiłeś tego, nie narzekałeś – uspokoił się
trochę. Przecież mógł mu powiedzieć.
– Nie chciałem cię zmuszać do siedzenia w domu – Alain
przełknął ślinę. – Chodziłem z tobą, bo nie chciałem, żebyś się mną znudził i
mnie zostawił. Pragnąłem, żebyś miał chłopaka, który ci pasuje.
– Ale ty mi pasujesz. Chcę cię takiego, jaki jesteś – miał
ochotę podejść do Alaina, coś go jednak powstrzymało. Czy Alainowi chodzi tylko
o ten ostatni tydzień, czy także o inne dni? I na ile chłopaka było stać, żeby
tylko być z nim? Aż tak nisko się ceni, że zamiast mieć swoje zdanie w pewnych
kwestiach, to ulega, jak idiota?
– Naprawdę? – podszedł do niego, ale Fabrice się cofnął. –
Co jest?
– Nie zbliżaj się. Jestem na ciebie zły. Jedno mnie
ciekawi. Co byś jeszcze zrobił, żeby mi się przypodobać? Żebym nie miał cię za
nudnego? Może utopił się w jeziorze,
wyskoczył z samolotu w trakcie burzy...
– Czemu się złościsz? – Alain mu przerwał.
– Bo, kurwa, mogłeś mi powiedzieć, że chcesz czegoś innego.
I wiesz, co mnie wkurza najbardziej? To, że mi nie zaufałeś i nadal tak jest!
– Przecież ci to powiedziałem...
– Gówno mnie to obchodzi! Udajesz! Kłamiesz! Do cholery! –
miał ochotę walnąć pięścią w ścianę, ale stał za daleko. – Wszyscy potraficie
tylko udawać, żeby coś zyskać. Ty, abym cię nie zostawił. Jakbym, kurwa,
chciał, to bym to zrobił! Sądziłem, że dobrze się bawisz, a ty tylko grałeś! –
Alain chciał coś powiedzieć, ale mu na to nie pozwolił. – I po co? Po to, żeby
mieć chłopaka, pokazać się z nim i nie być w końcu prawiczkiem!
– Bredzisz! Nawet nie wiesz, co mówisz! Kocham cię i ty o
tym wiesz! Masz rację, okłamałem cię, że się całkiem zmieniłem i kocham
imprezy. To, jak bardzo podobają mi się te skupiska ludzi żłobiących piwo i
hałasujących. Nie powiem, bo czasami było fajnie i masz rację, dobrze wyjść z
domu, ale nie bez przerwy! Pragnę siąść i poczytać. Przytulić się do ciebie.
Spędzić wieczór we dwóch. Tak, jestem cholernym romantykiem. Marzę o
romantycznych gestach. Spacerach w świetle księżyca – mówiąc to, nie patrzył na
niego. Nie chciał widzieć tego wyśmiewającego uśmieszku. – I możesz mieć mnie
za kompletną ciotę, ale dobrze mi z tym, jaki jestem od czasu, kiedy mam
ciebie! – wziął głęboki oddech. – Dlaczego kłócimy się jak dzieci?
– Nienawidzę, jak ktoś coś udaje, zamiast powiedzieć
prawdę. Mam tego dość! – krzyknął rozsierdzony Fabrice.
– A ja mam też dość różnych rzeczy. Nawet niewiedzy, co do
tego, czy mnie kochasz! – wypalił.
– Haha. Bo nie kocham! Tak, jak ty mi nie zaufałeś w tym
względzie, tak ja ciebie nie kocham.
– Dobrze wiedzieć. To skoro mnie nie kochasz... Co dalej z
nami? – ostrze sztyletu rozcinało mu serce na pół.
– Dalej? Jakie dalej? To koniec. Nie chcę żyć z kimś, kto w
każdej chwili może mnie okłamać!
Alain zachwiał się, jakby coś ogromnego uderzyło w jego
pierś i ścisnęło ją. Odwrócił głowę, by ukryć szklące od łez oczy. Taki głupi
powód i...
– Dobrze wiedzieć, że mam nie robić sobie nadziei – w tym domu u boku tego chłopaka przeszedł
metamorfozę. Otworzył się na ludzi. Pokochał. Tak niewiele czasu, a tak wiele
rzeczy uległo przemianie w nim. Jedno się nie zmieniło. Serce. Jego serce nadal
pozostało wrażliwe. Pragnące uczuć i chłonące każde złe słowo. Serce, które
teraz bolało. W gardle utworzyła się potężna gula. Nie będzie płakał. Nie da mu
tej satysfakcji. Chwycił swój plecak i torbę. Wiedział, że tak będzie. I to
była jego wina. Wiedząc, jak po Gabrielu Fabrice jest przeczulony i cięty na
nawet drobne kłamstewka, wciąż udawał. Dlatego nie mówił mu, że go kocha. Nie
chciał kłamać.
Obejrzał się. Fabrice stały tyłem do niego. Patrzył w okno,
jakby wyczekując zamknięcia drzwi. Nic tu po nim. Wróci do rzeczywistości i
nauczy się żyć bez niego. Jeszcze kilka godzin temu siedzieli z rodzicami przy
stole. Śmiali się, żartowali. Słuchali opowieści jego mamy, a teraz świat się
zawalił. Świat, którego głównym składnikiem była miłość.
Zszedł na dół do salonu. Poprosił mamę, żeby już jechali do
domu. Antoine zaproponował odwiezienie ich. Nie widział tego, co obie matki.
Wyraźnie było widać, że ma ochotę płakać, ale trzymał się twardo. A niedawno
podniesione głosy świadczyły o kłótni. Mimo przypuszczeń, że pomiędzy ich
synami nie jest teraz najlepiej, postanowiły się nie wtrącać i dać im szansę na
pogodzenie się.
Całą drogę do mieszkania potrafił udawać, wręcz doskonale,
dobry nastrój. Nie chciał mamy martwić. Nie wiedział, że ona widziała więcej.
Nie znała go przecież od wczoraj. Dopiero, kiedy był w swoim pokoju, a jego
mama poszła odpocząć, dał upust złości, rozgoryczeniu, smutkowi. Wszystkie te
odczucia kumulowały się w jego wnętrzu i znajdowały ucieczkę przez łzy.
Wypłynęły one z piwnych oczu z pełną swobodą, znacząc policzki ogniem żalu.
***
Jeszcze nigdy nie było tak ciężko. Nie czuł takiej pustki.
Dni i noce niczym się nie różniły. Chciał tylko zamknąć się w swoim pokoju i
zasnąć na zawsze. Nie obchodziła go przyszłość, uczelnia. I pomyśleć, że dostał
się na kierunek, który mógł pracę Fabiego połączyć z jego. Teraz tak bardzo
tego nie chciał. Nie czuł potrzeby uśmiechu, jedzenia, które matka usilnie
wpychała w niego. Czasami słyszał, jak długo rozmawiała przez telefon z tatą.
Wszystko u niego było w porządku. Miał dobrą pracę. Chociaż to Alaina cieszyło.
Innego powodu do radości nie miał.
Dziś mijał tydzień, od kiedy widział Fabiego po raz
ostatni. Tydzień łez i samotności.
Odłożył telefon po krótkiej rozmowie z Cedriciem.
Przyjaciel kończył urządzać się w akademiku. Poznał nowych ludzi. Dzwoniła też
Lotta i Pascal, ale nie chciał z nimi rozmawiać. Powiedział dziewczynie, że nie
jest już chłopakiem ich przyjaciela i nie musi czuć się zobowiązana martwić się
o niego. Opieprzyła go i powiedziała, że jak będzie potrzebował, to ma do niej
zadzwonić. Dobrze, że nie wiedziała, gdzie mieszka. Przyjechałaby tu. Chciał
być sam. Nie potrzebował towarzystwa.
Tęsknił, cierpiał. Godzinami wpatrywał się w telefon. Czekał,
aż zadzwoni i na wyświetlaczu pojawi się imię byłego chłopaka. Sam raz
zadzwonił, ale zaraz się rozłączył. Stchórzył. I nawet po tym Fabi nie
zareagował.
Miłość nie jest dla
mnie. Za bardzo boli. Myślał Alain,
siedząc przy stole i bawiąc się zupą. Nabierał czerwony płyn z ryżem na łyżkę w
jednym miejscu i wylewał z drugiej strony talerza.
Beatrice obserwowała syna. Martwiła się. Pojutrze wraca do
pracy, a on zostanie siedzieć w domu sam. Pewnie nie opuści nawet pokoju.
Często rozmawiała z Sabrine i miała wgląd na to, co się dzieje z Fabricem.
Obiecały sobie, że dadzą im jeszcze tydzień pożyć w takiej marnej egzystencji,
a potem siłą zaciągną obu w jakieś miejsce. Zamknął w pokoju lub w szafie, jak
zajdzie taka potrzeba i każą wyjaśnić sobie wszystko. Gdy wróciła do domu po
tym wyjeździe i zobaczyła szczęśliwego, zakochanego syna, przestała się bać o
jego uczuciową przyszłość. Tak to nazywała. Wiedziała, że z innymi rzeczami
sobie poradzi, ale z miłością mógł mieć trudności. Teraz ma i wierzyła, że są to
tylko chwile wzmacniające jej syna. Chłopcy się kochali. Gołym okiem było to
widoczne. Nie wiedziała, o co im poszło, ale miała ogromną nadzieję, że będą
razem.
– Daj, odgrzeję ci tę pomidorową.
– Nie musisz. I tak nic nie przełknę – wstał.
– Alain...
– Mamo, nie jestem małym chłopcem. Przeżywam zawód miłosny
– otarł ręce o starą, porozciąganą i spraną koszulkę. – Przeżyję.
Nie mogła patrzeć na jego podpuchnięte oczy.
– Pójdę się położyć – powiedział Alain.
– Trzeba zrobić zakupy. Pojedziesz ze mną?
– Nie mam ochoty – spuścił wzrok i wyszedł z kuchni. Nawet
żywe, wiosenne kolory na ścianach go nie cieszyły.
Stawiał krok za krokiem, jak staruszek. Energia całkiem
opuściła jego ciało. Zatrzymał się, gdy dzwonek w drzwiach wygrał melodię.
– Otworzysz? Pewnie sąsiadka przyszła po przepis – doleciał
go głos mamy z kuchni.
Powlókł się wprost do wrót. Wścibskie babsko znów będzie
wypytywać go o to, dlaczego wygląda, jakby życie go przygniotło do ziemi.
Otworzył drzwi. Przed jego oczami znalazł się bukiet z przynajmniej dwudziestu
czerwonych róż. Zmarszczył brwi.
– O co chodzi? – wtedy jego oczy zmieniły się w dwa okrągłe
spodki. Zza róż ukazała się znajoma twarz. – Fabi?
– Przepraszam – wydusił z siebie Chartier. Tak strasznie za
nim tęsknił. Przez ostatnie dni wegetował. Nie mógł już dłużej. Kiedy Alain
puścił mu sygnał z komórki, chciał do niego biec choćby boso i powiedzieć mu
wszystko, błagać o wybaczenie. Niestety, głupia duma nie pozwoliła na to. Dziś
już nie wytrzymał. Zobaczył ich zdjęcia i po prostu musiał tu przyjść. Chociaż
raz go zobaczyć, nawet, jak Alain już go nie zechce. – Przepraszam. Mogę wejść?
– T... tak – wpuścił go do mieszkania. – Co tu robisz? –
ręce mu drżały.
– Jestem głupi. Pewnie już mnie nie chcesz, ale ja... –
wyciągnął w jego stronę bukiet. Ileż się namęczył, żeby znaleźć odpowiednie
kwiaty. Czerwonych róż była masa, ale każde, które oglądał, nie były były. W
końcu w maleńkiej kwiaciarni znalazł idealne. – Są dla ciebie. Mówią to, co tak
ciężko było mi powiedzieć – serce ze strachu, że Alain każe mu wyjść, biło
szybko.
Alain wziął kwiaty. Były piękne. Pąki jeszcze nie całkiem
zakwitły i dopiero przemieniały się w dorodny kwiat.
– Czerwone róże...
– Podobno mówią o tym, że ktoś kogoś kocha. I nieprawda, że
ja ciebie nie kocham – zbliżył się do niego. – Byłem zły. To, co powiedziałem,
dotarło do mnie o wiele później... Kocham cię. Bardzo cię kocham, Alain. Dni
bez ciebie mi to uświadomiły. Przepraszam. Przyjmiesz mnie ponownie?
– Też byłem głupi – nie wierzył, że właśnie przeżywa scenę
rodem z telenoweli. – Chyba obaj się czegoś nauczyliśmy. Boże, Fabi, umierałem
bez ciebie – rzucił się w jego ramiona. – Kocham cię.
Obaj poczuli się wspaniale, będąc ponownie w ramionach
ukochanego. Nie było czasu na myślenie, czy wybaczyć czy nie. Liczyło się to,
co czuli w sercach.
Z kuchni wyszła szczęśliwa Beatrice z torebką w ręku.
– Jadę na zakupy. Nie będzie mnie długo – powiedziała, ale
chyba jej nie słyszeli. Pojedzie zrobić zakupy do sklepu rodziców Fabiego.
Przekaże im dobre wieści. Wyszła po cichu z mieszkania.
– Czy to znaczy, że znów jesteśmy razem?
– Tak, Fabi.
– Kocham, kocham, kocham – Fabrice obcałowywał mu twarz. To
było dla niego niczym cud. Znów z nim był i zaczął myśleć o wspólnej
przyszłości. – Nie wiem, co los nam przyniesie, ale chcę być z tobą.
– Fabi?
– Hm? – zapatrzył się na jego oczy. Tak niewiele brakowało,
a zniszczyliby wspólną przyszłość.
– Pocałuj mnie w końcu, ty głupolu.
– Z przyjemnością.
Spełnił prośbę i pragnienie w jednym z wielkim
zaangażowaniem. Smakowali swe usta i splatali języki podekscytowani, a ich
serca biły wspólnym rytmem, pełne szczęścia i wiary na wspólną przyszłość.
KONIEC
Subskrybuj:
Posty (Atom)