1 stycznia 2013

Jeden krok do miłości - rozdział 1

To ruszamy z nowym opowiadaniem. Moim zdaniem jest... Nie, nie powiem jakie jest. Sami osądzicie. W każdym razie to była taka odskocznia od pisania czegoś co pojawi się po zakończeniu tego opowiadania. A pojawią się Połączeni, których fragment mogliście przeczytać, jako książkę Colina ze Spontanicznej Decyzji.

Teraz krótkie info o opowiadaniu jakie pisałam z Ayame, czyli Majestic Hotel. Na tamtym blogu jest one-shot. Co do samego opowiadania, to Ayame ze mną nie rozmawia, unika mnie, jak podejrzewam z powodu, że chciałam napisać do końca MH (zakończyć w paru rozdziałach) i zakończyć z nią współpracę i nie wiem co będzie dalej. Naprawdę nie bardzo mam ochotę sama kończyć MH. Nie lubię jak opowiadanie, które piszę nie ma końca, ale być może to będzie pierwsze. Pewności nie mam spróbuję je skończyć, ale jak tak, to fani MH będą musieli poczekać dłużej na rozdział, o ile będzie. Tak naprawdę nie wiem co robić. Nie mam weny i ochoty pisać MH. :/
Mam nadzieję, że zrozumieliście coś z tego mego paplania o MH. :D

Teraz zapraszam na rozdział.




Położył głowę na biurku. Miał ochotę tak zostać i zasnąć. Kto mu kazał wziąć udział w startowaniu do tej kampanii reklamowej? No kto?
Nie śpij. Mamy masę roboty.
Właśnie. Już znał odpowiedź na swoje pytanie. Oparł brodę o blat i popatrzył na Agnes Lands. Jej zielone oczy ukryte za oprawkami okularów wpatrywały się w niego wyczekująco.
Ja tu ledwie żyję, a ty mi każesz dalej pracować.
Nie przesadzaj. – Machnęła ręką w nieskoordynowanym ruchu.
Nie przesadzam. Mam dość. – Wyprostował się i przesunął wzrok w stronę zegara wiszącego na ścianie. Wskazówki w okrągłej tarczy umieściły się na miejscach w taki sposób, że wskazywały dwudziestą drugą. – Siedzimy tu od samego rana. Na obiad mnie nie wypuściłaś. Nakarmiłaś kawą, której nie cierpię i zmuszasz do rysowania idiotycznych rysunków. Mój tablet zaraz spłonie, taki jest gorący.
A ty jesteś marudnym, sfrustrowanym dwudziestosiedmioletnim, samotnym facetem, Cody.
Samotna pracoholiczka – odparł i na powrót położył głowę na dawnym miejscu. Zamknął oczy.
Nie mów, żeś taki zmęczony. Ja nadal mogę pracować. A dla szefa ta kampania jest ważna. Jak zdobędzie dla naszej agencji Beauty Cosmetics, czeka nas niezły zysk. Będziesz mógł spłacić resztę kredytu ze spokojną głową. Oczywiście, jak Harner wybierze nasz projekt, a nie Madsona.
To był dobry kopniak, żeby wrócił do pracy. Pół roku temu kupił malutkie mieszkanko na obrzeżach miasta. Właściciel wyjeżdżał za granicę i po znajomości sprzedał je za niższą cenę. Ale młody mężczyzna i tak musiał wziąć kredyt na zakup kawalerki. Część dali mu rodzice, ale ich też chciał spłacić. Nie chcieli o tym słyszeć, ale w końcu się zgodzili pod warunkiem, że najpierw pozbędzie się banku ze swojej głowy.
To wracamy do pracy. Ruchy, kobieto – ponaglił przyjaciółkę i kuzynkę w jednej osobie.
Jak to wizja dolców każdemu doda energii – mruknęła pod nosem.
Ha ha ha.
Na jutro mieli mieć chociaż zarys projektu, jaki właściciel agencji miał przedstawić za tydzień Beauty Cosmetics. Agnes koniecznie chciała, żeby to nie był zarys, tylko prawie gotowy pomysł. Właściwie dwa. Szefowi pozostawią wybór odpowiedniej prezentacji, jakby co.
Co tam mamy na pierwszym planie? – zapytała.
Pokazał jej ekran z jego rysunkiem i dalsze sytuacje, które w przyszłości może staną się filmikiem reklamowym oraz bilbordami rozwieszonymi w całym mieście. Licząc na swój talent i szczęście, żeby to ich projekt był przedstawiony znanej firmie kosmetycznej, zabrali się wspólnie do pracy. O tej porze w biurze było cicho i pusto, więc nikt im nie zawracał głowy niepotrzebnymi rzeczami.

Cody wrócił do domu padnięty dwie godziny później. Jedyne, co zdołał zrobić, zanim padł na upragnione łóżko, to zdjąć buty. Cały tydzień harówki dawał mu się we znaki. Każdy mógłby sądzić, że praca w agencji reklamowej to zabawa. A było wprost przeciwnie. Chcąc zdobyć klientów, musieli na to zapracować. Tworzenie głupiego rysunku często było katorgą. W dodatku ten bardzo rzadko pasował klientom. Lecz z nowego projektu był zadowolony. Jeżeli szef ich odrzuci, będzie głupcem.
Po położeniu się do łóżka zamknął oczy i świat przestał istnieć.
I nie istniał do czasu, w głowie nie zaczęło mu się odbijać echo natrętnej melodii. Najpierw to coś było bardzo daleko. Dźwięk krążył gdzieś w kakofonii innych odgłosów ze snów. Tylko tamte się oddalały, a ten z każdym tonem zbliżał do wybudzenia Cody'ego ze snu. Mężczyzna poruszył się niespokojnie. Jak ktoś śmie go budzić? Dopiero co zamknął oczy. Nie podnosząc powiek, wtulony w poduszkę sięgnął do tylnej kieszeni obcisłych spodni, by wyjąć telefon. Na wyczucie nacisnął klawisz odbioru i przystawił do ucha wysłużony już aparat.
Już nie żyjesz! – wysyczała wściekle Agnes.
Prędzej ty. Po cholerę budzisz mnie w środku nocy?
Nocy?! Ja ci dam nocy! Jest dziesiąta i jak za pół godziny tu się nie pojawisz, obedrę cię ze skóry!
Kobieto, masz ty mocny głos. Mów ciszej. – Usiadł powoli i ziewnął.
Ja ci zaraz dam ciszej, pacanie! O jedenastej mamy spotkanie z Harnerem. Ruszaj ten swój słodki tyłek z wyrka i przyjeżdżaj! Inaczej Madson może nas wykiwać. Nie wiemy, co on stworzył. Musimy oboje być obecni na prezentacji.
Zaraz... Czekaj, niech się trochę ogarnę. – Przeczesał wolną dłonią swoje długie, czarne włosy. W czasie snu frotka musiała mu się z nich zsunąć i były teraz rozpuszczone, okrywając mu ramiona. Zawsze wiązał swoje kudełki tuż nad szyją, gdyż ich końce lubiły mu się podkręcać, a wtedy miał wrażenie, że przypominają kobiecą fryzurę. Nie chciał ich ścinać. Lubił je.
Ruchy, chłopie. Nie mamy czasu.
Ok, będę o czasie na miejscu, żeby ta homofobiczna świnia nie miała żadnych „ale”, co do mnie. – Zwlókł się z łóżka. – Jak ja go nie cierpię.
Dobra, dobra. Narzekasz zawsze na niego, a w stosunku do pracowników jest spoko.
Warczy na mnie.
Trzeba było trzymać język za zębami przy pierwszym spotkaniu.
Skąd miałem wiedzieć, kto to jest? Idę pod prysznic, więc się rozłączam. – Nie poczekał, aż Agnes się pożegna, tylko odrzucił telefon na pierwsze lepsze miejsce, będąc w drodze do łazienki. Ciuchy na zmianę weźmie po kąpieli. To były uroki mieszkania samemu. Mógł chodzić nago lub w ręczniku po mieszkaniu, nikogo nie deprawując.

~*~*~

Wpadł jak burza do agencji. Spóźnił się, ale nie było to jego winą. Skąd miał wiedzieć, że autobus postanowi zepsuć się na tej przeklętej pętli. Pilnie potrzebował samochodu, ale nie liczył, że kupi go wciągu roku. Mógłby, ale nie chciał starego złomu, który będzie mu się psuł po przejechaniu jednej ulicy. Miał taki i pozbył się go bardzo szybko.
Już z daleka zobaczył za oszklonymi drzwiami grupę ludzi siedzących przy dużym, owalnym stole. Harry Madson w tej chwili stał przy ekranie i coś mówił. Cholera, spóźnił się na jego prezentację. Najgorzej jest nie wiedzieć, co przygotowała konkurencja. Chociaż nie powinni rywalizować. Najważniejszym było, żeby agencja dostała zlecenie. Ale w tym liczyło się nazwisko projektanta, a on chciał wywindować się w górę. Pracował tutaj od roku, głównie dzięki Agnes, ale wliczał też w to swój talent. Był jednym z najlepszych rysowników w tej agencji. Nie obce mu były różne techniki malarskie. Mógł pracować zarówno na komputerze i bawić się grafiką lub rysować węglem na papierze. Praca ilustratora czy też grafika, a robił wszystko, spadła na niego jak grom z jasnego nieba. Po studiach martwił się, że nigdzie nie znajdzie dobrego stanowiska. Przez pierwszy rok łapał się wszystkiego, co dostał. Był gońcem, kelnerem, pomywaczem, a nawet wyprowadzaczem psów. Miał swoje cele, do których dążył. Pierwszy zrealizował, miał własne mieszkanie, ale musiał tylko je spłacić. Drugi cel to samochód. Miłość była gdzieś na dalszym miejscu. Nie miał w niej szczęścia i postanowił jej nie szukać. A nuż sama go odnajdzie. Coraz częściej dopuszczał do siebie myśli, że samotność dawała mu się we znaki.
Teraz jednak musiał zrealizować inny cel. Wejść w paszczę lwa. Szef agencji nie tolerował spóźnień na spotkania, od jakich zależało wiele. Harner go denerwował od pierwszego spotkania. Zawsze patrzył na niego jak na karalucha, którego trzeba zgnieść. Sam miał nieraz ochotę wykrzyczeć mu w twarz, co o nim myśli. Z tym, że za bardzo lubił tę pracę, więc szefa nienawidził po cichu. No, prawie po cichu. Czasami coś mu się wyrywało i to niepotrzebnie.
Nacisnął klamkę i wkroczył do wnętrza dużego pomieszczenia i bardzo jasnego, biorąc pod uwagę biel pokrywającą ściany i obecność trzech dużych okien. Wybrał zły moment na to, gdyż przerwał w pół słowa swojemu szefowi. Spojrzał na niego i ujrzał uniesioną do góry prawą brew oraz krzywy uśmieszek na ustach.
Przepraszam za spóźnienie – powiedział, siadając obok Agnes, od której pewnie też mu się oberwie.
Jeżeli nie zależy panu na zaprezentowaniu swego pierwszego projektu, to mógłby pan w ogóle nie przychodzić – zaszydził Harner.
James Harner miał trzydzieści lat i był wnerwiającym dupkiem, przynajmniej dla Cody'ego, ale sprawiedliwym szefem. Brązowe oczy przewiercały na wylot każdego, kto nadepnął mu na odcisk lub w jakikolwiek inny sposób zadarł z mężczyzną. Tym razem wbiły się w Adisona i czekały na jego reakcję.
Zamierzam przedstawić swoją propozycję, a nawet dwie – powiedział nad wyraz dumnie Cody.
W takim razie zapraszam na środek. Chętnie zobaczymy to, co ma oczarować Beauty Cosmetics.
Ktoś, kto zaczyna, nie może mieć dobrych pomysłów – parsknął Madson.
Panie Madson, niech pan nie będzie taki pewny swego. – Srogi wzrok Jamesa strofował drugiego pracownika.
Madson wbił się bardziej w siedzenie, już nic nie mówiąc.
Proszę zaczynać, panie Adison – rzucił słowami James. Usiadł na krześle w swobodnej pozie. Odpięta marynarka odsłoniła granatową koszulę z rozpiętym przy szyi guzikiem. Mężczyzna był ubrany elegancko, ale na luzie.
Dziękuję. Razem z Agnes przygotowaliśmy dwa projekty, które, naszym zdaniem, potrzebują jeszcze dopracowania, ale z tego, jak się orientujemy, odpowiadają wymaganiom Beauty Cosmetics. – Chciał się postarać, to była jego pierwsza prezentacja. Do tego wiedza, jak dobry w swym fachu jest Harner jeszcze dawała mu kopa. Miał ochotę go wprawić w osłupienie. Rozumiał, że pewność siebie może go zgubić, ale nigdy nie był ostrożny.
Pewność tego, czego sobie zażyczą to jedno, ale ja chcę zobaczyć efekty – wtrącił Harner.
Cody obrzucił go wzrokiem.
Zaraz pan zobaczy. Agnes, możesz włączyć projektor. Mamy też rysunki, ale sądzę, że prezentacja lepiej wypadnie w taki sposób.
Agnes włączyła sprzęt, a na elektronicznym ekranie pokazały się obrazy. Wyświetlały się raz za razem za pomocą jednego kliknięcia. Cody omawiał kolejne rysunki i rozsyłał wizję ruchu poszczególnych scen, oczarowując kolegów z pracy, poza Madsonem. Niestety Harner pozostawał niewzruszony. Jego obojętność niejednemu przeszkadzała. Nigdy nie dawał po sobie poznać, że coś mu odpowiada, co było denerwujące. Lecz Cody Adison wiedział, że gdyby mu coś nie odpowiadało, przerwałby prezentację w każdym momencie.

~*~*~

Założył nogę na nogę, a brodę podparł na dwóch palcach lewej ręki, której łokieć znalazł swobodne oparcie na boku fotela. Słuchał tego chłopaka uważnie. Adison nie był głupi. Musiał doskonale prześledzić historię firmy, u której ubiegali się o kontrakt. Miał dar do wyczuwania tego, czego mogą oczekiwać klienci. Z bólem serca musiał przyznać, że młody pracownik okazał się lepszy od Madsona, który był z nim od początku. Harner był sprawiedliwy i osobiste animozje nie mogły pozwolić mu na odrzucenie znakomitego pomysłu. Chłopak naprawdę się postarał, a jego rysunki przypominały żywe postacie. Do tego ciekawie mówił, jakby pracował w reklamie od lat. Zaczął wierzyć, że wybredna szefowa Beauty Cosmetics ulegnie temu pomysłowi.
Wystarczy – przerwał w którymś momencie i miał ochotę dać sobie za to nagrodę. Po raz pierwszy zobaczył w oczach tego faceta zawód. Zawsze patrzył na niego wyzywająco. Już od pierwszej chwili.

Wszedł do budynku wściekły. Właśnie odrzucono jego nowy projekt. Pracował nad nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przyrzekł sobie, że w życiu już nic nie stworzy, skoro ma go ktoś mieszać z błotem. Od tej pory da innym wolną drogę. Jemu wystarczy, że zarobi. Przecież jego nazwisko istniało w nazwie firmy, więc już było znane. HarnerTeam może miało niezbyt fantazyjną nazwę, ale przyjęło się na rynku.
Skierował się w stronę windy szybkim krokiem, gdyż ta otwarła swe drzwi, wypuszczając kilka osób. W chwili, kiedy miał do niej wejść, obok przepchnął się zdyszany mężczyzna. Od razu zwrócił na siebie uwagę, ponieważ z mokrych włosów kapała jeszcze woda, ubranie też nie wyglądało najlepiej, a niebieskie oczy patrzyły wściekle. Prawdę mówiąc nigdy jeszcze nie widział tak ciemnego koloru źrenic.
Co tak stoisz, człowieku?! Właź, jak masz zamiar to zrobić – wycedził nieznajomy. – Nie mam czasu. Jestem umówiony z jakimś faciem od reklamy. Nazywają go Żyleta, bo nie ma zmiłuj, jak się na coś uprze i zmusza ludzi do ciężkiej pracy. Treser się znalazł – mówił, obracając w rękach tekturową teczkę. – Do tego na dworze lunęło jak z cebra, a mi zepsuł się samochód dwie przecznice stąd.
Harner wszedł do małego pomieszczenia i drzwi się za nim zamknęły. Odruchowo przesunął ręką po swoich doskonale ułożonych czarnych włosach, gdy znów zwrócił uwagę na te należące do młodego mężczyzny. Mężczyzny, który szedł na spotkanie z nim. Żyleta, tak? Ależ będzie miał satysfakcję z tej rozmowy.
Taki ten Harner jest zły? – Podpuścił go, naciskając przycisk ósmego piętra. Chłopak go rozszarpie.
Zły? Podobno ma tak wredne spojrzenie, że człowieka paraliżuje. No i jest wymagający. Żąda niemożliwego, a sam pewnie siedzi na tyłku i nic nie robi. Tacy ludzie na stanowiskach tak mają. Wyręczają się pracownikami i jeszcze mało płacą.
W takim razie życzę owocnego spotkania z tą Żyletą. – Spojrzał mu w oczy i pożegnał się, kiedy winda dojechała na miejsce.
Dziękuję. – Usłyszał, zanim nie przyspieszył, znikając za drzwiami pomieszczeń, jakie wynajmował. Musiał być w swoim gabinecie, zanim chłopak przyjdzie. Już on mu pokaże „Żyletę”.

Cóż za miłe wspomnienie i tak różny wzrok tamtego chłopaka od tego stojącego przed nim. Ale nie nacieszył się nim długo, bo zaraz w oczach Adisona pojawiło się wyzwanie i obietnica, że jeszcze mu pokaże, na co go stać.
Taki jesteś porywczy? Chcesz ze mną walczyć? Chociaż nie wybaczyłem ci tych pierwszych słów o mnie, dałem ci szansę i teraz ponownie ją dostaniesz. Ciekawe, co na to powiesz?
Nie potrzebuję wysłuchiwać do końca prezentacji, ponieważ już podjąłem decyzję. Harry Madson stworzył coś, co jest bardzo interesujące, ale, niestety, nie zdobędziemy tym serca pani Parker.
Madson w środku się gotował, ale udał, że odrzucenie jego pomysłu nie zrobiło na nim wrażenia.
Czuję, że wielu z was poprze moją decyzję. – James przesunął wzrokiem po swojej drużynie, po czym wbił go w oczy Adisona. – Gratuluję. Zobaczymy się jutro przy wspólnym omówieniu projektu. Dziewiąta rano w moim gabinecie. – Szok, to widział w oczach młodszego mężczyzny. – Czyżbyś nie wierzył w swój talent? – zapytał, przechodząc na sekundkę na „ty” i opuścił pokój.

~*~*~

Czy on się przesłyszał? Wygrał? On i Agnes mieli stanąć przed Beauty Cosmetics i zaprezentować swój pomysł? Harner go wybrał? A raczej jego pracę? Czuł się teraz tak samo, jak po pierwszej rozmowie z nim, gdy ubiegał się o stanowisko ilustratora.

Zapukał do gabinetu właściciela agencji i głównego przełożonego zespołu pracowników HarnerTeam. Po cichym zaproszeniu wszedł i miał zamiar zawrócić. To niemożliwe. Tylko nie to. Szef biura nie mógł być tym człowiekiem z windy.
Tak, to ja, Żyleta. – Uśmiechnął się wrednie mężczyzna za biurkiem. – A konkretnie James Harner. Zdaje się, że to ze mną ma pan rozmowę. Proszę siadać. – Wskazał wypielęgnowaną dłonią o długich palcach krzesło naprzeciw siebie.
Nie będę ukrywał, że jestem zaskoczony. – To zawalił sprawę na całego. Powinien był trzymać język za zębami, a nie paplać. Zazwyczaj tak nie robił. Teraz ten człowiek gapił się na niego, miażdżąc go samym wzrokiem. Pragnął zapaść się pod ziemię. Niech się rozstąpi i pochłonie go żywcem. Nic. Cisza. Nawet do tego nie ma szczęścia. Dobra, stawi czoło Harnerowi. – Mam nadzieję, że potraktuje mnie pan profesjonalnie, udając, że spotkanie w windzie nie miało miejsca.
Ależ miało. Ja nie udaję. Udawanie to strata czasu. Proszę o teczkę.
Cody podał mu zbiór swoich prac trzęsącą dłonią i akurat ten facet musiał to zauważyć.
Zdenerwowanie nic tu nie da – powiedział starszy mężczyzna. No, starszy od niego, bo wyglądał na coś blisko trzydziestki. – Zobaczmy, co pan tu ma do pokazania. A na trzęsące się dłonie może pomoże melisa. Nie uważa pan?
Miał ochotę skoczyć na niego i mu podbić te piwne oczka oraz zetrzeć diabelski, pełen satysfakcji uśmieszek z pełnych warg. Zaczynał go nie lubić. Facet go denerwował jak nikt inny. I w windzie go tak wziął pod włos. Co za drań.
Nie, nie uważam. Może zajmie się pan tym, co do pana należy. – Kolejny błąd. Lód w oczach mężczyzny mówił, że może nie tylko pożegnać się z pracą, ale i z życiem.

I jakież było jego zdziwienie, właściwie szok, kiedy pół godziny później okazało się, że ma tę pracę. Mimo tego od tamtej pory za nic nie urosła mu sympatia do Harnera. Nieważne, jak byłby przystojny. Wredne charaktery go nie interesowały. Ale przyznał jedno. James Harner ocenił go po tym, co zobaczył w jego rysunkach, a nie po tym, co usłyszał od niego na swój temat.

Stał pośrodku pomieszczenia, podczas gdy inni zdążyli je już opuścić. Poza Agnes. Kuzynka podeszła do niego i walnęła w ramię.
Ocknij się wreszcie.
Udało nam się. – Objął ją w pasie i mocno przytulił, śmiejąc się. Jej rude, długie włosy połaskotały go po twarzy.
A pewnie, pewnie. Wierzyłam w ciebie, dlatego kazałam ci wszystko przedstawić. Moje hasła to nic w porównaniu do tego tu. – Wskazała na zatrzymany obraz. – Po pracy idziemy to opić i ja stawiam. Ty, biedaku, oddasz, jak już dostaniemy premię.
O ile uda się przebić inne agencje.
Uda, uda. Jutro spotkasz się z Harnerem i obgadacie wszystko. Ustalicie szczegóły spotkania. Teraz chodź, ludziska przygotowali małą ucztę składającą się z pączków i kawy czy, jak wolisz, herbatki.
Chętnie popatrzę, jak Madson wyrywa sobie te blond kudełki, które wyglądają, jakby go prąd popieścił. Jego przynajmniej prąd, a mnie kto? – Zrobił zbolałą minę.
Mnie nie pytaj, jestem twoją kuzynką.
I kobietą.
Phi. I to jaką. – Przesunęła po swoim ciele dłonią.
Laska z ciebie pierwsza klasa. – Ucałował ją w policzek. – Gdybym nie był gejem, a ty moją kuzynką, brałbym cię.
Haha. Dobrze wiedzieć. No, chodź.
Przeszli przez szklane drzwi, kierując się prosto do uwielbianego przez wszystkich kątka. To tutaj za półścianą znajdowało się serce agencji. Ich mały bufecik. Zawsze znalazło się tutaj coś dobrego do picia. Jedzenia również, ponieważ nieraz składali się na coś słodkiego. W tym miejscu mogli sobie poplotkować i ponarzekać.
Woda w czarnym czajniku elektrycznym kończyła się gotować, a jedna z koleżanek, Diana, układała na talerzykach pączki. Miał to szczęście, że ekipa Harnera przyjęła go po koleżeńsku, poza Madsonem. Kilku innych osób nie liczył, nie byli ważni. A Madsonowi zawsze coś nie pasowało. Był zazdrosny czy jak?
Gratuluję pierwszego dużego projektu – rzekł Harry z fałszywym akcentem w głosie. – Gdybyś był kobietą, to bym powiedział, że zdobyłeś go przez łóżko. Harner jest z tego znany.
W takim razie widzisz, że zdobył go uczciwie, a to, co pokazał, było fantastyczne, więc nie kłap dziobem. – Diana wsunęła do ust Madsona ciastko. – Bo tylko złość przez ciebie przemawia.
Ale jest gejem – ciągnął mężczyzna, wyjąwszy uprzednio pączek. – Gdybym nie znał zapędów Jamesa do kobiet, można by podejrzewać, że go uwiódł.
Skąd wiesz, może mój czar i powab zadziałały – mruknął Cody.
Jak masz taki sam „czar i powab”, to ja jestem sprzątaczką. – Harry ugryzł ciasto. Cukier puder pokrył mu usta białym puchem. Oblizał je, czyszcząc z bieli.
Gdybyś był kobietą, padłbyś do moich stóp. – Cody nie wierzył, że wdaje się z nim w takie rozmowy. Znów będzie tego żałował, tak jak kilka miesięcy temu.
Cody, Cody, nie działają na mnie twoje słówka. I te twoje włoski. Facet z długimi włosami wygląda jak kobieta – mówił Madson. – Poza tym, ty byś nie poderwał nawet maszkarona, Adison.
Założymy się? – Kątem oka widział spanikowaną Agnes. Inni patrzyli zaciekawieni na ich starcie.
Co ty, pajacu, robisz? Znów wylądujesz w jakiejś zapadłej dziurze, wśród pijaczków, tańcząc kankana na stole. – Jeszcze pamięta tamten przegrany zakład. A mówiła, żeby tego nie robił, ale on wie lepiej. Teraz też miała złe przeczucia.
Pamiętam, to było boskie. – Zaśmiał się Harry. – O co myśmy się wtedy założyli? – Zjadł resztę pączka.
O to, kto więcej wypije wódki. Najgłupszy zakład na świecie.
Wytrzymałem. Przegrałeś. I teraz chętnie się założę. Satysfakcja z twojej przegranej będzie murowana. – W oczach Madsona pojawił się niebezpieczny błysk. – Jak ci się nie uda w przeciągu tygodnia uwieść pewnej osoby, to wycofasz się z projektu.
Zupełnie ci odwaliło! – krzyknęła Agnes Lands. – A tobie bardziej, jak się zgodzisz! Nie odezwę się do ciebie więcej. – Znów go palnęła w ramię.
Cody zignorował ją zupełnie. Wiedział, że wygra. Miał swój urok.
A ty na tydzień dasz naszym sprzątaczkom wypocząć i sam posprzątasz całe biuro. I zrobisz to ubrany w kusą sukienkę. Co ty na to?
Zgoda. – Mężczyzna wyciągnął dłoń w stronę Adisona.
Kogo mam uwieść? – Chwycił w uścisku dłoń Harry'ego, potrząsając nią. Zadziorny uśmieszek tego mężczyzny nie wróżył nic dobrego.
Jamesa Harnera.
Cholera.
Nie ma szans, on jest jest hetero i do tego jest homofobicznym skurwysynem.
Tchórzysz? To już dziś idź do niego i zrezygnuj z projektu.
Nie ma mowy. Za tydzień, dzień przed spotkaniem z Beauty Cosmetics, pocałuję przy wszystkich Harnera.
Z języczkiem. Przegrasz, jeżeli cię odepchnie – dodał Madson.
To mam przerąbane, pomyślał Cody. To będzie bardzo interesujący tydzień.

42 komentarze:

  1. Genialny rozdział! Szykuje się wspaniałe opowiadanie! Ubóstwiam cię!

    Cudowny wyglad bloga. Mam do cb małą prośbę: Byłaby bardzo szczęśliwa, gdybyś zrobiła mi wygląd i nagłóweknowego bloga. Ją do tego zupełnie nie mam talentu.
    Co zresztą widać. Proszę cię abyś w najblizszym czasie zostawiła komentarz pod jaką kolwiek noktą z odpowiedzią.

    Bardzo mi na tym zależy .
    Nie mogę doczekać się następnego roździału.
    Mój blog:
    http://swiat-okiem-chlopca-yaoi-sasunaru.blogspot.com/

    Pozdrawiam Kaminaka-chan

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ty to robisz? No jak?! Jestem w niebie! Tak gładko się czytało i z jakim dudniącym sercem! Uh! Jestem w niebie! :** WENY ŻYCZĘ I CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIALIK! *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, cholera, to będzie zaj*biste! Uwielbiam Cody'ego. Jestem ciekawa jak James zareaguje na jego 'zaloty'. Lubię facetów w typie Jamesa. Niby heteryk, zalicza laski.. Heh, ciekawe jak Cody sobie poradzi :D
    Yuki

    OdpowiedzUsuń
  4. No, no. To będzie baaardzo ciekawy projekt ;) Ja tak nawet nie myślę, ja jestem tego pewna na 100 % wiem to. W każdym razie jest możliwość powiadamiania przez gg, prawda? Chciałabym być w tym na bieżąco ;)
    Pozdrawiam i życzę szczęśliwego nowego roku ^ ^
    Ps. Gratuluję kurde XD jesteś pierwszą osobą która ma mój komentarz z konta, które niedawno założyłam i to jeszcze w 2013 roku! XD to jak odebranie dziewictwa XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz najpierw podać mi numer gg, abym mogła cię powiadamiać.

      Usuń
    2. Dobra napisze dzisiaj wieczorem, bo moge. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. No, no, no, nie wiem jak ty to robisz, ale to opowiadanie wciągnęło mnie i już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Cody jest świetny, już go lubię. Cody będzie miał trudne zadanie, coś zdaje mi się, że nie tak łatwo uda mu się uwieść Jamesa. Ale nic nie wiadomo. Rozdział boski:). Życzę dużo weny i powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! To będzie ciekawe, naprawdę.
    Wiesz już ile rozdziałów będzie miało to opowiadanie?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudeńko ^. ^ Zapowiada się akcja i dramat, ale taki zakład o udział w ważnym projekcie to już przegięcie... Tylko nieciekawa będzie reakcja Jamesa jak się dowie, że Cody się nim bawi tylko dla wygranej w durnym zakładzie. Chociaż z tego co wynika z pierwszego rozdziału, to Harner jest człowiekiem o ciężkim charakterze, więc nie wiadomo co z tego będzie.
    Natomiast sama postać Cody'ego mnie rozbraja xD Jest po prostu świetny. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.

    Pozdrawiam, Neko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapowiada się ciekawie, nawet bardzo.
    Ciekawi mnie jak Cody zamierza poderwać szefa w tydzień.. Eh, a mógł się najpierw dowiecieć kogo. Anges go zabije ^^ Zastanawiam się jak James będzie reagował na jego podryw. W końcu panowie za sobą nie przepadają.
    Ogólnie nie mogę się doczekać następnego rozdziału (nie jestem w stanie napisać bardziej kreatywnego komentarza, wybacz...)

    Pozdrawiam i życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Pomysł pierwsza klasa, uwieść szefa?! Super, już widzę ten tydzień wspólnych spotkań i dyskusji i jak myślę James nie jest tak do końca hetero :)
    Pozdrawiam i życzę duuuużej weny w Nowym Roku , no i szczęścia i zdrowia
    pseudopisarka

    OdpowiedzUsuń
  10. To było takie przewidywalne.... Już jak ten cały Madson podszedł do ich stolika podejrzewałam co chce zrobić, a jak zaczął o łóżku to byłam pewna, że będzie głupi zakład. Nie lubię takich opowiadań ale to przeczytam bo lubię autorkę :) I może mnie czymś zaskoczysz w tym opowiadaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, z samego opisu opowiadania wynika, że będzie zakład. Poza tym to zwyczajny romans, a nie opowiadanie takie których rzeczy nie można przewidzieć.

      Usuń
    2. Tak z opisu wynika, że będzie zakład. Ale spodziewałam się po tobie, że to będzie coś innego, a nie zakład o "pocałuj szefa to możesz zatrzymać projekt". I oczywiście trudno na blogu z opowiadaniami o coś nieprzewidywalnego. Gdybym coś takiego chciała sięgnęłabym po dobrą książkę.

      Usuń
  11. Hej,
    bardzo szkoda, choć i tak naprawdę jestem wdzięczna za wskazówki!
    Jak chcesz, to jeszcze dzisiaj dodałam nowy post z nowym opowiadaniem. Udało mi się zrobić bardziej... obczajowy?
    Tak, chyba tak to można nazwać.

    http://swiat-okiem-chlopca-yaoi-sasunaru.blogspot.com/2013/01/potwor-z-szafy-1.html
    Potwór z szafy - 1.

    Postaraj się zajrzeć.

    Pozdrawiam, Kaminaka-chan.

    PS: Trochę zmieniłam wygląd bloga i liczę na twoją opinię. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No i w końcu jestem.
    Nie będę pisać życzeń gdyż już składaliśmy je sobie na Nowy Rok na gg;)
    W końcu zaczęłam czytać i zaimponowałaś mi po raz kolejny.
    Jestem ciekawa co z tego wyniknie i nie zgadzam się z anonimowym... dla mnie nic do końca nie było z góry wiadome po za paroma wskazówkami autorki.
    Jak czyta się coś ze zrozumieniem o wiele łatwiej jest się wdrążyć w opowiadanie.
    Jestem ciekawa czy z tego romansu wyniknie coś więcej.
    Zaskoczyła mnie również długość rozdziału i pocieszenie autorki, że notki będą pojawiać się częściej.
    niecierpliwie czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ;-) wogóle podziwiam twój styl bo wszystko tworzysz jakbyś tam była i znała bohaterów twoich opowiadań ;-) mam jedno pytanie powiadamiasz przez maila ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale znam swoich bohaterów. Zawsze są ze mną kiedy piszę i nie powiadamiam przez maila. Rozdziały są regularnie co tydzień w każdy wtorek. Jedynie godzina dodania notki się różni, gdyż czasami mogę ją dać rano, a czasami wieczorem.

      Usuń
  14. kurczę, ja nigdy nie wiem, co mam napisać po pierwszym rozdziale..
    Cody'ego od razu polubiłam :). jego kuzynkę również. a ich rozmowy? świetne :D. pierwsze spotkanie Jamesa i Cody'ego.. hahahaha xd. ale miał chłopak szczęście, że Harner patrzy na umiejętności, a Cody jest świetny w tym, co robi, więc dostał tę pracę.
    ten zakład to samobójstwo..? a ten Harry skojarzył mi się z takim.. szczurem. co wtyka nos wszędzie tam, gdzie nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  15. Już lubię Cole'a - nawet jak z niego nerwus i ryzykant.
    Nie masz pojęciu Luano jak bardzo mi Cię brakowało przez te święta.
    Co do MH to mam nadzieję, że jednak go skończysz/cie i spokojnie mogę na to poczekać. Nie cierpię takich nie dokończonych opowiadań, tym bardziej, że kilku bohaterów jest naprawdę interesujących.

    Zastanawiałaś się może nad tym żeby coś wydać? Z chęcią dorzuciłabym coś twojego do swojej biblioteczki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna ta pierwsza notka:) I na pewno będę czytać bardzo mnie zaciekawi|aś:) Już nie mogę się doczekać na ko|ejne spotkanie z Codym. Dużo dużo weny:) Postacie podobają mi się jeszcze bardziej niż w tym poprzednim. Masz we mnie sta|ego czyte|nika:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cody to idiota. Ale wygra zakład.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zawsze kiedy zaczynasz nowe opowiadanie, ja uważam, że zapowiada się jeszcze lepiej od poprzedniego. I tak jest i tym razem (:
    Zakochałam się w Twoich postaciach od razu i na amen. Nie mogę doczekać się rozwoju owego zakładu. Będzie się działo! Zżera mnie ciekawość, jak Cody uwiedzie Jamesa. Jestem pewna, że mu się uda tylko nie wiem jak.
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobry. Trafiłam tu jakiś czas temu, zabrałam się do czytania i teraz kiedy przeczytałam już wszystko co zostało tutaj i na drugim blogu opublikowane jestem gotowa, żeby zostawić tutaj jakiś mały ślad.

    Po pierwsze jestem pod ogromnym wrażeniem takiej systematyczności w dodawaniu prac, nawet jeśli wcześniej jest zgromadzony jakiś zapas, a po drugie samą ilością zakończonych już tworów.I rany, rany z każdą kolejną historią jesteś coraz lepsza, masz większy warsztat i można się tylko zachwycać. Przyznaje, że uważam opowiadania wielopostaciowe za bardzo urocze i tak dalej... awuu jestem tak jakby na świeżo po Ibarze. To jak chyba większości moje serce podbiła 'Spontaniczna decyzja' ah Jessie był ( i nadal jest) jednym z moich ulubionych bohaterów w ogóle.

    'Jeden krok do miłości' też zapowiada się świetnie i mogę się tylko po tym pierwszym rozdziale zachwycać i zaśliniać biurko. Madson jest zajebisty, co tam szef, Codyidź wyrywać takie ciacha jak Harry. Co prawda ich wizerunek różni się diametralnie w mojej głowie, bo nie przepadam za umieszczaniem zdjęc w spisie postaci, ale to i tak niezłe przystojniaki. A poważnie to bardzo lubię wariacje na temat zakładów z uwodzeniem swoich szefów więc jestem w raju.


    Dobrze, w kazdym razie zyskałaś własnie kolejnego namolnego fana, awuu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy postacie może sobie wyobrażać, jak chce. Ja tylko zamieszczam wyobrażenia moje. Nie raz znajdę zdjęcie i do postaci na zdjęciu powstaje opowiadanie. Tak było właśnie z postacią, którą widzę jako Jamesa.

      Usuń
  20. No i zakochałam się! Jak Ty to robisz??? Kolejne Twoje opowiadanie które mnie urzekło!! Ach, naprawdę ciekawie się zaczęło..chce więcej, chcę znacznie więcej!! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału:)
    Pozdrawiam i życzę weny^^

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny rozdział... mam pytanie czy Połączeni będą kontynuacją przywód Colina i jego męża?
    Czekam na część dalszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, przyszłe opowiadanie nie ma nic wspólnego z Colinem i jego mężem. Połączeni to fantasy. Było w Spontanicznej decyzji wspomniane, że Colin napisał fantasy.

      Usuń
  22. Zgadzam się z automatic, że Cody to idiota. Tak łatwo dał się wrobić, że pożal się Panie Boże, ale może to będzie jego atut? Przyznam szczerze, że fragment, kiedy Cody kompromitował się przed Jamesem przeczytałam po łebkach. Jakoś tak nie mogę czytać o czyichś wpadkach, bo aż mnie trzęsie (wiem, głupia jestem). Pozytywnie zaskoczyło mnie to że James jest szefem cody'ego i homofobem. Tak samo jak Lucas z mojego opowiadania, więc nietrudno zgadnąć, że uwielbiam, kiedy takie wątpi się pojawiają.
    Nie mogę się doczekać kontynuacji i najbardziej boję się chwili, w której James się wszystkiego dowie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Hejoo xD No, nadrobiłam wszystko i teraz mogłam spokojnie zagłębić się tutaj. :D
    Ładnie się porobiło. Strasznie podoba mi się podejście panów. Wszyscy bohaterowie są w jednym miejscu i... jest zakład, czyli to, co Akemi lubi :3 Hehee, widać, że James chętnie zareagował na pyskatego pracownika, gdy spotkał go po raz... w sumie drugi, a jakby pierwszy w roli prezesa. :D Nawet na chwilę nie mogli się rozstać. xD
    Cody od początku jest porywczy, dziecinny nieco i pyskaty, więc wcale nie dziwi mnie połknięcie haczyka rzuconego przez Harrego. On się lubi pakować w kłopoty, a gdyby czytało się uważnie, nie między wierszami, zauważyłoby się, jak często pojawia się motyw pochopnie i błyskawicznie podejmowanych przez Cody'ego decyzji. Cóż...
    Wpadka była świetna! Bardzo podobał mi się fragment o oczach Adisona. Ogólnie kilkukrotnie je opisywałaś i za każdym razem bardzo fajnie.
    Podoba mi się też to, że Cody to nowicjusz w firmie, więc w sumie musi się jakoś trzymać, aby mieć posadę i pewny byt do spłat. Hehe. xD Fantastic! xD
    ===
    Tak jest! Ważny jest oręż, a raczej jest staranne używanie. xD Tak, każdy spodziewał się Radka na dole. Zresztą nawet wspominałyśmy o tym, że nogi Radka są długie i będą dobrze wyglądały w odpowiednim momencie... a tu jednak coś mi strzeliło do głowy. xD
    Darek chciał zrobić niespodziankę. :D W sumie rodzice Miki mogli przyjechać zawsze, ale nie znali adresu... a Risa miała surowo zabronione. Dlatego teraz, choć Radek nie powie im niczego o wujku, może spokojnie poprosić o powtórny przylot... Ma pracę, ukochanego, coś pewnego. :D
    Heheh, okej, będę pisać, jak coś się będzie działo. Właśnie miałam napisaną scenkę miedzy Radkiem a Darkiem, a pisało mi się to strasznie... Jakoś nie mogłam dobrnąć i jak przechodziłam dalej, wyłączono prąd... I nic się nie zapisało z tej sceny... Ale spięłam się, ogarnęłam i skleiłam, jak jest. xD
    Naprawdę? Aż takie mają być? O kurcze. xD No to muszę się za to zabrać. Ja zazwyczaj wolę coś krótszego, bo choć później narzekam, że czytało się szybko i już koniec, wolę jednak podziału na mniejsze partie. xD Płynniej się czyta, a po takim kolosie niekiedy można czuć się zmęczonym, Dlatego lubię czytać u Ciebie ;> Bo jest idealnie. ;3
    Szczęśliwego Nowego 2013 Roku ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Tło jest jednak trochę za ciemne (zwłaszcza przez dodatek brązowy ciągnący się od lilii), przez co widzę tylko tych 5/6 centymetrów od góry. xD

      Usuń
  24. Chociaż domyślam się że Cody wygra ten zakład. Jestem ciekawa jak to rozegra i czy James się w nim zakocha. Fajnie by było jakby wraz z tym zakładem znalazł swoją miłość :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Otóż to. Cody jest nowy, więc choć w sumie i tak dostaje jakieś pieniądze, to jednak musi wykazywać wolę walki i doskonałe umiejętności, by go doceniono... by pokazał, że nie zatrudnił się po to, by siedzieć w sekretariacie... i udowodnić Jamesowi, że jego postawa zaraz na początku nie była uściślona w przysłowiu - krowa która dużo ryczy mało mleka daje.... Bez podtekstów. xD

    Tak, da się czytać, hehe. xD Ja sobie podświetlam tekst i jest dobrze. :D A dzisiaj zrobiłam w połowie przygotowania do nowego opowiadania, choć szczerze... jestem przerażona brakiem zarysu. Ot, jedno słowo i ma się pomysł na opowiadanie... ale niekoniecznie owinięte w fabułę... xD Będą (obyobyoby) dwie pary homo na jedną hetero, choć na ostatnia mało ukazywana. xD
    Hmm... zakończyć nawet betowanie? Coś poważnego? Bo fakt, że trochę nie miała czasu na MH, ale... nie było chyba aż tak źle?

    OdpowiedzUsuń
  26. Witaj Luano!!
    hmm.. nie wiem jakby tu zacząć... więc może zacznę tak.. jestem chłopakiem który studiuje i miałem oto taki problem iż okazało się, że pewneych dwóch chłopaków z jego kręgu przyjaciół ze studiów nie są takimi za jakich byli uważani, a mianowicie że są gejami. Ogólnie homoseksualiści mi nie przeszkadzają i moga sobie egzystować ale żeby tylko zdala ode mnie. :D i tutaj się zrobic pewien problem, nie umiałem sobie za Chiny Ludowe poradzić z tym jakiej sa orientacji i masakrycznie obrzydało mnie ich zachowanie kiedy jechalismy autem (tak jeździmy razem w 4 na uczelnie) takim jak całowanie czułe słówka itp. i pewnego razu moja przyjaciółka gdy dowiedziała sie o tym moim 'problemie', posłał mi linka do Twojego bloga, że to może mi pomóc. Było to wtedy kiedy jeszcze był poprzedni wystrój strony i jak wszedłem na tego bloga po raz pierwszy i zobaczylem te zdjęcia jakie były to w momencie wyłączyłem go i drąc sie na nią co to za badziewie mi posyła! Ale jednak po jakimś czasie już bedąc na skraju wytrzymałości psychicznej jak ich widziałem razem robiących to co zakochane pary, przypomnialem sobie o tej stornie i mimo wielkich oporów wszedłem na tę stronę i zacząłem czytać 'Jedną łzę'.. skończyłem ją czytać około hmm.. 3 w nocy ^^' i zaczynałem po trochu kminić ich mechanikę żę tak powiem i przyzwyczajać się do takich zachowań. Jak narazie po jakimś tygodniu czy półtora tygodnia przeczytałem wszystkie opowiadania z tego jak i tego drugiego bloga i jestem wniebowzięty! Te opowiadania są wybitnie zajebiste!! :D

    Dzieki Tobie zrozumiałem zachowanie gejów i odzyskałem swoich przyjaciół :D. W ogóle juz nie razi mnie ich zachowanie.. ba.. zacząłem im kibicować zeby coś z tego wyszło, bo naprawdę pasują do siebie idealnie!
    Naprawdę nie wiem jak mam Ci podziękowac że stworzyłaś te historie. Gdybym mógł to bym Cie wyściskał za to.. ale ten tego no.. napisz do mnie na gg kiedyś 314359.. z checią chciałbym dostawać info kiedy bedą nowe rozdziały ^^

    I niech Śmoc bedzie z Tobą! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że moje opowiadania zmieniły Twój stosunek do gejów i odzyskałeś przyjaciół. Nawet im kibicujesz. Niech się kochają i będą szczęśliwi i mają osobę, osoby, którzy są z nimi. Bo naprawdę, człowiek źle się czuje jak wszyscy wokół patrzą na ciebie jak na coś obrzydliwego i tylko dlatego, że całujesz czy trzymasz za rękę chłopaka, a nie dziewczynę. Przecież miłość jest jedna. :D

      Będę powiadamiać Cię o nowych rozdziałach z przyjemnością.:D

      Usuń
  27. Hey,

    nie wiem czy kwiatek przesuwałaś czy nie, ale jakoś mniej mi przeszkadzają te odnogi na lewo. Wcześniej wchodziły mi na tekst i bardzo przeszkadzały.
    Wygląd bloga jest super, to znaczy w zupełnie innym stylu, bardziej yuri - ale to tylko moje zdanie. To po prostu takie moje zboczenie, ze za dużo tu "różu"

    Co do opowiadania, mam mieszane uczucia. Po tym jakby epilogu, kilku zdaniach wstępu sądziłam, ze zakłąd będzie inaczej wyglądał, ale jestem pewna że wszystko masz tak obmyślone, że będzie ekstra, każde opowiadanie jest takie, wiec to na pewno też będzie.

    Mam jeszcze takie pytanie natury blogowej. Zakłądam sobie blog tez na blogspot.com tylko, nie wiem jak post zamieścić w jakiejś kategorii, jak są u Ciebie. Mogłabyś pomóc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiatka nie przesuwałam, chyba po prostu przyzwyczaiłaś się do tego. Ja nie widzę, żeby to był kolor różowy. W programie graficznym pokazuje, że kolory pochodzą od pomarańczowego i i beżowego.

      Ale nie wiem o co Ci chodzi z kategoriami postu. Zwyczajnie wrzucam notkę i już. A jak chodzi o strony to na tym blogu co widziałam i w nich wrzucać odnośniki do rozdziałów to wchodzi się w Projekt tam masz strony i trzeba edytować daną stronę. Ewentualnie jak masz włączoną szybko edycję to wchodzisz do działu i klikasz na mały ołówek i też masz edycję.

      Usuń
  28. To ja tak mam z Translate - wszystko przychodzi pod wpływem chwili. Jeśli ktoś mi napisze - dawno nie było tej i tej postaci - to staram się je jakoś uwzględnić. XD

    Ay, a Ayame to dwie różne osoby? Aaahaaa, uff! xD Dobrze, że Ay zostanie z Tobą. xD Wystraszyłam się, że coś na całej linii poszło...

    I popieram motyw kwiatka - chyba, że na laptopie przesuwa, bo ta brązowa odnoga jest bardziej na prawo. xD

    OdpowiedzUsuń
  29. Serdecznie zapraszam na kolejny rozdział. xD

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam,
    rozdział jest ciekawy i to bardzo, opowiadanie zapowiada się na bardzo interesujące. Od razu polubiłam Code'go i jego kuzynkę, Pierwsze spotkanie Codi'ego z Jamesem świetne, miał wielkie szczęście, że Harner patrzy na umiejętności, a on je posiadał, więc dostał ta pracę. Zakład? No to będzie ciekawie, chociaż on to samobójstwo...
    Weny, weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  31. Hej! Nominowałam Cię do 'Liebster Award'. Więcej informacji na moim blogu: http://agnes-scarlet-may.blogspot.com/2013/01/liebster-award.html :)
    Chciałam też dać znać, że czytam uważnie wszystkie Twoje opowiadania, nawet jeżeli nie zawsze mam czas na pozostawienie komentarza.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)