10 sierpnia 2012

Rozdział 10 - „Jesteś gejem prawda?”

Bardzo Wam dziękuję za komentarze. :D
W najbliższych dniach mogę nie bardzo być obecna, bo (mam nadzieję, że jeszcze nie jutro) będzie w domu malowanie itd. I net na 90% będzie wyłączony na pewno poniedziałek/wtorek. Ale jak coś to we środę powinnam już być.

Rozdział nie sprawdzany. Ay jest na wakacjach. :D

***

Stał przed lustrem i przyglądał się sobie. Na ten wieczór ubrał się elegancko, ale z luzem. Zwykłe nowe jeansy, a na to zarzucił długą białą koszulkę na krótki rękaw zapinaną z przodu i okrywającą mu biodra. Alain wpatrzył się w błyszczące oczy chłopaka w odbiciu.
- Czeka cię fajny wieczór. Nie ważne, że wolałbyś go spędzić w zaciszu domowym. Idziesz tam, ponieważ chcesz być przy nim. Obiecał, że będzie przy tobie, więc nie będzie źle. Poza tym nie myśl, że dziś też masz urodziny. Cedric jest tak zajęty studiami, dziewczynami, że zapomniał o złożeniu życzeń. Po raz pierwszy od lat. Nie ważne. Spędzisz wieczór z kimś kto staje się dla ciebie ważny. To będzie twój prezent.
Cały dzień nie widział Fabrica. Chłopak pomagał przy urządzeniu wszystkiego. Poinformował go o tym na małej karteczce w kilku słowach. Najpierw nie zwrócił na nią uwagi. Pierwsze co ujrzał to swoje ubranie. Nie leżało, jak zwykle rzucone gdzieś na kanapie, ale wciąż był w nie ubrany. Przypomniał sobie, że zasną w trakcie czytania i to Fabi musiał go zanieść do łóżka. Nie rozebrał go. Pewnie bał się być o coś posądzony, tak jak z Pascalem. To nie ma jednak znaczenia. Fabrice nie pozwolił mu spać na kanapie, ale położył go w wygodnym łóżku i okrył. Czy to znaczył, że się o niego martwił? Chłopak był opiekuńczy. Żołądek po raz kolejny wywinął z radości kilka fikołków. Karteczka była kolejnym elementem poranka i dobrze się poczuł na to, że Fabi go poinformował o swojej nieobecności.
Strząsnął z siebie niewidzialny paproch i opuścił łazienkę. Zszedł na dół. Tam czekał na niego Fabrice ubrany na czarno z tym że koszula miała akcenty czerwieni na końcu rękawów i jakiś wyszyty wzór na piersi.
- Długo się stroiłeś. Możemy jechać? - zapytał Fabrice. Alain stanął przy nim i dyskretnie wciągnął nosem jego zapach, który był obłędny.
- Tak.
- Chłopcy tylko bądźcie grzeczni – z kuchni wychyliła się głowa pani Sabrine. - Fab, jedziesz autem?
- Zamówiłem taksówkę. Nie mam ochoty całego wieczoru spędzić o suchym pysku – rzucił informacją Fabrice i pierwszy wyszedł na dwór. Za nim, jak cień, podreptał Alain.
- Bawcie się dobrze – usłyszeli jeszcze gospodynię.
- Ja zamierzam się tak bawić. I mam nadzieję, że ty też się rozluźnisz, Alain.
- Jestem rozluźniony – powiedział tylko półprawdę i chyba Fabi to odczytał, bo zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział.
Wsiedli do taksówki i całą drogę przejechali w milczeniu oglądając światła miasta, gdyż było już dość ciemno i zapaliły się uliczne lampy oraz te w mieszkaniach. Po piętnastu minutach stali przed klubem. Alain podziwiał olbrzymi neon z nazwą tego miejsca.
- Amnesia – wymówił cicho.
- Słyszałeś o nim?
- Nie raz w liceum ludzie wymawiali tę nazwę. Niektórzy chcieli podrobić dowody, żeby tu wejść.
- U nas też tak było. Sam jeszcze mam fałszywkę, ale częściej wykorzystywałem ją gdzie indziej.
- Gdzie? - popatrzył na niego.
- Domyśl się o jakim klubie myślę.
Lavelle przełknął ślinę. Nigdy nie był w takim miejscu, gdzie jest pełno gejów. Fabrice widząc jego minę szepnął:
- Kiedyś cię tam zabiorę. A teraz wchodzimy – pokazał bramkarzowi zaproszenie i mogli wejść do środka. Przeszli obok szatni, i znaleźli się w sali pełnej ludzi. - Olivier naprawdę zaprosił tłumy. Chodź znajdziemy go i damy prezent – w ręku cały czas trzymał kolorową torbę, z tym co mu kupili.
Alain, idąc za Chartierem, rozglądał się wokół. Cały lokal wyglądał tak jakby znajdował się w starej piwnicy. Gołe ściany z białej cegły, wyglądały dość surowo, jak na takie miejsce. Zawsze wyobrażał sobie coś bardziej kolorowego, a tu było... sam nie potrafił znaleźć słowa na określenie tego co miał na myśli. W każdym razie, gdyby nie światła, muzyka rockowa płynąca z głośników i osoby pomiędzy którymi musiał się przyciskać, czułby się, jakby znalazł się w lochu. To by była dobra nazwa dla tego miejsca.
- O, jest solenizant – Fabrice pociągnął go za rękę i poprowadził w stronę baru. - Cześć staruszku.
- Fajnie, że jesteście – Olivier postawił swojego drinka na blacie.
- Słuchaj, znasz mnie nie umiem składać życzeń, więc powiem tylko wszystkiego najlepszego – uścisnął przyjaciela. - To prezent ode mnie i Alaina.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba – dodał Lavelle.
Olivier, obok którego nagle pojawiła się jego dziewczyna, wyjął z torby podarunek.
- Gry i lampa solna. Gdzieście ją kupili? Szukałem jej długo i nigdzie nie mogłem znaleźć. Dzięki chłopaki – teraz objął Alaina, domyślając się kto wybrał prezent. Fabrice poprzestał by na grach lub jakimś głupim gadżecie, jak rok temu. Podarował mu samo mieszający kubek.
- Naprawdę ci się podoba? - zapytał Fabrice.
- Pewnie. Będzie mógł teraz siedzieć przy jej świetle i grać z FIFĘ – powiedziała Lotta, stukając palcem w trzymane w ręku płyty.
- Nie tylko kochanie. Nie tylko – wpił się w jej usta bez ostrzeżenia.
- Tylko nie przy ludziach, skarbie – zażartowała odsuwając się. Miała włosy spięte na czubku głowy i zwykłą czarną sukienkę z siateczką z przodu.
- To chłopaki, cieszę się, że jesteście i bawcie się dobrze. Pijcie ile chcecie. Za wszystko płaci mój tatuś. A my maleńka idziemy potańczyć.
Alain przesunął się by ich przepuścić. Ładną tworzyli parę. Co prawda Olivier był chyba z dwadzieścia centymetrów wyższy od Charlotte, ale nie robiło to im różnicy.
- Co pijesz? Drinka, piwo? – Fabrice patrzył na niego.
- Piwo.
- Dobry wybór – zamówił u barmana trunek i po chwili odebrał dwie szklanki. Jedną od razu podał młodszemu chłopakowi.
- Dzięki.
- AAA, Fabi jesteś, kochanie.
Słysząc ten głos Chartier skrzywił się i zaraz poczuł dziewczynę, ponieważ ta, jak zwykle, uczepiła się jego ramienia.
- Ingrid, nie piszcz tak bo ogłuchnę szybciej od tego niż od tej głośnej muzyki.
- Skarbuńciu. Dawno cię nie widziałam, stęskniłam się.
Alain stał zdezorientowany, mając szeroko otwarte oczy. Czyżby Fabrice miał dziewczynę, ale przecież mówił, że jest gejem.
- Nie mów do mnie „skarbuńcu”. I daj mi spokój lafiryndo – mało delikatnie odepchnął ją i złączając swoją dłoń z drugim chłopakiem poprowadził go w bardziej przyjazne miejsce. A było ono wszędzie, gdzie nie znajdowała się Ingrid.
- Nie rozumiem po co ją tu zaprosił. Wie, że jej nie lubię – warczał Fabi.
- To ona nie jest nikim ważnym? - odważył się zapytać Alain.
- Ważnym? Najchętniej bym ją wywiózł na kraniec świata i tam zostawił. Nie lubię natrętnych dziewczyn. W ogóle ich nie lubię w takim sensie o jakim ona marzy. Wstydu nie ma, tylko się narzuca. Naprawdę coraz częściej mam ochotę powiedzieć jej, kim jestem i miałbym od niej spokój.
Alain uspokoił się trochę, wiedząc, że ona nic nie znaczy dla Fabrica.
- O, tam jest Pascal. Siedzi przy naszym stoliku – uśmiechnął się Chartier.
- Naszym?
- Tak, Oli nie mógł pozwolić byśmy stali cały czas - po chwili przecisnęli się przez tłum i usiedli na czarnych kanapach w wysokimi oparciami. - Hejka. Co tam? Sam jesteś?
- A nie. Cześć Alain.
- Cześć.
- Jestem z dziewczyną, ale zniknęła w toalecie.
- Skąd Olivier zna tych ludzi? Mówił, że będą tłumy, ale nie wyobrażałem sobie tego – Fabrice zakreślił ręką wokół sali.
- Wiesz, jak to jest. Dostajesz zaproszenie na dwie osoby, ale potem i tak zapraszasz znajomych znajomych i... - Pascal dalej nie musiał mówić.
- Oby tylko tatuś Oliviera nie zbankrutował.
- Nie. Na pewno nie. O, jest i moja piękna – Pascal wstał, gdy do stolika wróciła drobna brunetka. - To jest właśnie Alice.
- Hej – przywitała się nieśmiało i usiadła obok swego partnera na ten wieczór. Po lewej stronie głowy miała we włosy wpiętą spinkę o wyglądzie motyla. Wyglądała na skromną i miłą dziewczynę.
- Jestem Fabrice, a to Alain. Miło cię poznać – musiał przyznać, że dziewczyna była śliczna i pasowała do jego przyjaciela. - Skąd się znacie?
- Pracujemy razem. Alice jest nowa. Chce zarobić na studia – informował Pascal.
- A na jakie? - zapytał Fabi.
- Na akademię sztuk pięknych – odpowiedziała. Chciała dodać coś jeszcze, ale do stolika wrócili Olivier z Charlottą i z jakąś jeszcze inną dziewczyną, która okazała się być kuzynką solenizanta. Cała grupa zamówiła jeszcze przekąski i piwo rzucając się w wir rozmów i to dość głośnych, żeby głos mógł się przebić przez huk, jaki stwarzała muzyka.
Alain milczał przysłuchując się im i obserwując zebrane towarzystwo, a także to, które tańczyło na przeznaczonym do tego miejscu.
Czas mijał. W końcu, gdy mieszane pary poszły na parkiet został sam z Fabriciem. Odmówił kolejnego piwa, jakie proponował chłopak. Był już po dwóch, to mu wystarczyło. Nie pił dużo. W pewnym momencie Fabrice poszedł do toalety, a on został przy stoliku sam. Nie przeszkadzało mu to. Mógł do woli pogapić się na ludzi. Niestety Fabrice nie wracał i zaczynał się o niego martwić. Wstał i po chwili odnalazł toalety, ale w nich nie było białowłosego chłopaka. Gdzie mógł pójść? Zostawił go? Na sali rozejrzał się jeszcze, ale ciężko mu było przebić się wzrokiem pomiędzy ludźmi. Postanowił wrócić do stolika. Siedziała przy nim Charlotte i uśmiechnęła się do niego.
- Jak się bawisz? - wzięła do ust orzeszka.
- Dobrze – skłamał.
- Nie kłam. Potrafię kłamczucha rozpoznać. Przyznaj, że wolałbyś siedzieć teraz w domu z Fabim.
- Co? Nie, tak, nie, że z nim – zarumienił się, czego dziewczyna i tak nie dostrzegła.
- Spoko. Jesteś gejem prawda? - wypaliła prosto z mostu.
Już miał zaprzeczyć, ale jej ciepły wzrok sprawił, że skinął głową potakująco.
- Wiedziałam. Czujesz coś co naszego przystojniaczka. Zauważ, że to nie jest pytanie. Widzę to po tym, jak na niego patrzysz. Gdzie on zniknął?
- Nie wiem. Około godziny temu poszedł to toalety i nie wrócił. Szukałem go, nie wiem gdzie jest – obiecał być przy nim. Bez niego, to co tu się działo zaczynało Alaina przytłaczać.
- Pewnie zagadał się z kimś. Czasami traci poczucie czasu. Nie siedź tu sam. Chodź zatańczymy.
- Nie tańczę. Dzięki, ale poczekam tu na niego.
- Na twoim miejscu bym nie czekała, tylko rzuciła się w prąd ludzi. Niech sam cię szuka – puściła mu oczko. - Sama idę poszukać mego księcia, a ty czekaj na swojego, jak chcesz.
- Ale Fabrice nie jest moim księciem – dokończył, lecz Lotta go już nie słyszała. Westchnął ciężko. Podparł brodę na dłoni. Powinien ruszyć swoje cztery litery od tego stolika, a nie siedzieć sam, jak idiota. Ale nie potrafił się do nikogo przyłączyć. Nie znał tych ludzi, a przyjaciele Fabiego tańczyli. Nie będzie im głowy zawracał. Och, jakże się nienawidził w takich chwilach. Nie umiał zawierać znajomości. Nic dziwnego, że każdy go olewał. Nawet Fabrice to zrobił, bo minuty mijały, a on nie wracał. Poczuł się samotny w tym miejscu pełnym ludzi. W końcu mając dość wstał i poszedł w stronę baru. Chciał zamówić sobie sok, ale nagle wyprostował się dojrzawszy Fabiego. Chciał do niego podejść, lecz zatrzymał się. Ktoś wpadł na niego, ale nie zwrócił na tą osobę większej uwagi, wpatrzony w dziwny obrazek. Przy barze stał Fabrice z jakimś chłopakiem. Byli pogrążeni w rozmowie i tak zainteresowani sobą, że wyglądali, jakby świat nie istniał. Coś go ukuło w sercu. Z nim Fabi nigdy tak nie wyglądał. Czasami wydawało się, że jest znudzony rozmową. W sumie mógł być. Nigdy nie poruszali poważniejszych tematów. Nawet nadal nie zapytał się go gdzie studiuje. Nie powinien był tu przychodzić i mieć nadzieję na coś więcej. Na to, że Chartier się nim zainteresuje. Nim? Śmieszne. Każdy chciał mieć kogoś przy kim nie będzie się nudził. A przy tym chłopaku Fabi się nie nudzi. Śmiał się, zapewne z jakiegoś dowcipu. A on co miałby mu dać? Wieczne siedzenie w domu? Głupie spacery po parku? To dla kogoś tak rozrywkowego, jak Fabrice, było za mało. Po co robił sobie nadzieję i teraz cierpiał? Do tego był zazdrosny, jak cholera. Ale bardziej bolało go to, że Fabi go zostawił. Zostawił dla flirtowania z tym chłopakiem. W sumie nawet może sobie już iść. Nie będzie im przeszkadzał.

Fabrice po raz kolejny się roześmiał i spojrzał na rękę, która spoczęła na jego ramieniu. Xavier od dawna mu się podobał i zawsze mu uciekał. On go gonił, a ten znikał niczym zjawa. Teraz nareszcie mogli porozmawiać. Poflirtować. Nagle poczuł na sobie czyjś wzrok, zawsze był na to uczulony. Po prostu wiedział, że ktoś się na niego patrzy. I tym razem też się nie mylił. Ujrzał jakieś dwa metry od nich smutne, zawiedzione oczy. Chłopak zrozumiawszy, że ten go zobaczył uciekł, a on nie wiedział co robić.
- Idź za nim – powiedział Xavier. - Widzę, że chcesz. Idź.
Spojrzał w oczy chłopakowi, którego prawie udało mu się zaciągnąć do łóżka. Co miał robić?
- Idź.

Wybiegł przed budynek. Fabi widział go. Jak mógł tam stać i gapić się na niego, jak ta ciota?! Cholera był ciotą i to ciotą do kwadratu. Głupią, naiwną ciotą! Miał ochotę wrzeszczeć i ryczeć jednocześnie. Czyżby zakochał się w tym dupku, skoro czuł tak wielki ból i zazdrość? Przecież nie są razem. Fabrice nie obiecywał mu wierności, nie prosił o chodzenie. Byli tylko tymczasowymi współlokatorami, którzy jakoś zaczęli się, nagle, dogadywać. Chartier mógł robić co chce. Umawiać się z kim chce. A tak bardzo Alain chciałby, żeby to z nim się umawiał. I, żeby to przy nim mu błyszczały oczy. Musi osunąć się w cień. Zamknąć swe uczucia.
- Alain! – krzyknął za nim głos. Odwrócił się. Do niego podbiegł obiekt jego rozmyślań. - Dokąd idziesz?
- Do domu. Nie bawię się dobrze – próbował się uśmiechnąć. - Nie chcę ci przeszkadzać w podrywaniu tamtego faceta. I nie nadaję się na takie imprezy.
- Sądziłem, że podoba ci się.
- Nie. Z początku może tak, ale teraz już nie. Wracaj i baw się dobrze.
- No, ale zabrałem cię, żebyś zakosztował życia, nie siedział w czterech ścianach. Rozluźnił się.
- Co powiedziałeś? – ból zastąpiła wściekłość.
- Chciałem żebyś się rozerwał – jakoś ciszej to powiedział. - Siedzenie w domu nikomu nie robi dobrze. Nie można się izolować od ludzi.
Alain potarł palcami nasadę nosa. Wiedział, że to wszystko było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Uniósł głowę, a oczy wypełniły się łzami doskonale widocznymi w świetle latarni.
- Sądziłem, że chcesz, żebym poszedł... zresztą nie ważne. A ty tylko... Zabrałeś mnie nawet na ten film z tego powodu? A myślałem, że wziąłeś mnie tam bo chciałeś, a nie żebym się rozluźnił.
- To nie tak... - Fabrice przerwał, bo nie było mu dane mówić dalej.
- Może jeszcze powiesz, że pocałunki to była litość? Daruj sobie. Jak chciałeś pokazać biednemu chłopcu, który nigdy się nie całował, jak to jest, to nie mów, że to było z litości lub, żeby mnie ośmieszyć. Po tym jaki byłeś na początku, to wszystko jest możliwe – łzy wypłynęły z jego oczu, ale szybko je starł.
- Nie, mylisz się. Chciałem tylko, na tej imprezie coś w tobie zmienić – skrzywił się, bo zobaczył wyraz wielkiego bólu na twarzy Alaina. Nie powinien był tego mówić.
- Myślałem, że mnie lubisz. Zaakceptowałeś mój charakter. A ty tylko chcesz mnie zmienić? Dlaczego na siłę chcesz to robić?! Jak jestem taki ni jaki to odwal się ode mnie i daj mi spokój! - niespodziewanie podniósł głos. - Jakoś przetrawisz sypianie ze mną w jednym pokoju przez te kilka tygodni. A poza tym remont u mnie w mieszkaniu już się kończy, więc nie musisz się męczyć! Wrócę tam i dam ci spokój na zawsze! Ponownie uwierzyłem... Mam nadzieję, że nigdy nie poznasz co to znaczy zawieść się na kimś. I, że nigdy nie dowiesz się, jak to jest, kiedy po raz kolejny ktoś, przy kim zacząłeś czuć się w pełni swobodnie, kopnie cię w dupę i powie, że robił to, bo „chce cię zmienić”. Wracam do domu, a ty zostań tu ze swoimi luzackimi przyjaciółmi! Nie idź za mną. Chcę być sam! I wiesz co? Dziś też mam urodziny - odwrócił się i pobiegł przed siebie w ciemność.

Fabrice stał, jak wmurowany przez dobre pięć minut. To nie tak miało być. Nie tak miał to Alain odebrać. On chciał tylko... Zmienić go na siłę. A przecież chłopak podobał mu się taki jaki był. I nic nie było z litości czy, żeby go ośmieszyć. Pragnął mu to wyjaśnić i pocałunkami zetrzeć łzy z jego twarzy. Alain nie zdawał sobie sprawy z tego, że cały czas płynęły one po policzkach i kroplami boleśnie pieściły podbródek, szyję. Tylko wiedział, że teraz chłopak go nie wysłucha. Jest zbyt wzburzony. I miał urodziny? Dlaczego nic nie powiedział. A czy to by zmieniło coś i nie zostawił by go dla Xaviera? Zawrócił do klubu, żeby powiedzieć, że wychodzi, a potem pójdzie na długi spacer. Da Alainowi czas i wtedy z nim porozmawia. Szczerze.
Ledwie wszedł do klubu od razu oberwał solidny cios w ramię, aż się skulił.
- Za co?
- Za głupotę – warknęła Charlotte. - Wszystko widziałam. Jak mogłeś przyjść tutaj z Alainem, a potem flirtować z Xavierem?
- Nie byłem na randce – spojrzał na nią wściekle. - Mogłem robić co chciałem.
- Ty pieprzony egoisto! A już myślałam, że coś twój zakuty łeb zrozumiał – podszedł do niej jej chłopak, lecz widząc humor dziewczyny wolał się za bardzo nie zbliżać. - Jakże się myliłam. Nadal myślisz o sobie i w tym wypadku swoich klejnotach, mając za nic kogoś kto jest wart o wiele więcej, niż tylko przygodny seks. Kogoś kto może nauczyć cię nie myślenia tylko sobie.
- Mówisz o Alaine? - kątem oka widział, że inni zwrócili uwagę na ich małą scenkę. Pięknie, właśnie dowiedzą lub już wiedzą się o jego orientacji. I to przez to, że sam wymówił jego imię. I miał to głęboko gdzieś. Pora na prawdę. Najlepsze, że niedaleko nich stała Ingrid i uważnie słuchała każdego słowa.
- Tak! Nie widzisz, jak on na ciebie patrzy? Jakim trzeba być ślepym głupkiem, żeby nie móc dojrzeć, jak wodzi za tobą wzrokiem, ty idioto! - uderzyła go po raz kolejny. - I jak mogłeś tu wrócić zamiast pójść za nim i porozmawiać? - tak bardzo chciała, żeby Fabrice kochał i był kochany. Wystarczająco długo był sam.
- Chciał być sam.
- Pewnie, że chciał. To typ chłopaka, który nie obciąża swoim bólem innych. Nie daje nosić swego ciężaru innym. Sam wszystko dźwiga i pewnie, teraz siedzi i płacze. Rusz tyłek, bo jak nie to takiego kopa ci zasadzę, że na zawsze go zapamiętasz! – obróciła się na pięcie i odeszła. Niektórzy mogli zauważyć podniesione kąciki ust.
- Olivier ona jest straszna i ty się jej nie boisz? - zapytał przyjaciela.
- Czasami.
- Ale jak to? - pisnęła Ingrid. - Ty i chłopak? Przecież ty...
- Lubię facetów – Fabrice miał dość ukrywania się. To był dobry moment na zemszczenie się na niej za te wszystkie zaczepki. - Tak moi drodzy jestem gejem i jak komuś to nie pasuje, to zwyczajnie w świecie odpierdolcie się ode mnie! Zwłaszcza ty Ingrid. Poszukaj sobie kogoś innego – popatrzył na Oliviera. - I wybacz, że zepsułem ci urodziny.
- Nie zepsułeś, nareszcie coś się dzieje – powiedział Olivier z wielkim bananem na twarzy. - Ale jak ona cię tu zobaczy, to naprawdę będzie atrakcja. Wiesz, że jest zdolna do tego kopniaka?
- Wiem i znikam, ale moja sprawa co dalej zrobię – właściwie to nie wiedział co robić. Liczył, że dowie się, jak zobaczy Alaina. Pożegnał się z przyjaciółmi i wyszedł z klubu w ciemną noc. Nie miał ochoty na spacer. Chciał wrócić do domu. Doszedł na postój taksówek, który specjalnie został tu utworzony, żeby pijani goście mogli jakoś dostać się do domu. Wsiadł w pierwszą i podał adres kierowcy.
Miał głowę pełną myśli. Jedna z nich przebijała się bardzo wyraźnie: „ Nie widzisz, jak on na ciebie patrzy? Jakim trzeba być ślepym głupkiem, żeby nie móc dojrzeć, jak wodzi za tobą wzrokiem, ty idioto” I do tego dochodziła wizja mokrych oczu Alainia. Serce mu miękło na ten widok. A potem zaczynało bić niewiarygodnie szybko, kiedy obrazy niczym klatki filmu przesuwały się i pokazywały sceny z ostatnich dni. Faktem było to, że czuł się przy tym szatynie naprawdę dobrze. I to przy takim jakim był. Polubił jego śmiech. Przygryzanie dolnej wargi w niektórych sytuacjach. Jego ciepło gdy siadali obok siebie. Zapach słodki i zarazem odświeżający, jak poranna rosa. I śliczne piwne oczy, w których chciał widzieć blask radości. Zaczynał rozumieć pewne rzeczy. Po co chciał go zmienić? Przecież Alain, był w takim wydaniu wart bardzo dużo. Chłopakowi można było zaufać. Był szczery, nie udawał kogoś kim nie był. I wzbudził w nim, wtedy w lesie, jakieś uczucia. Uczucia, które sprawiały, że chciał tulić Alaina do siebie, być z nim, kochać się. I to „kochać się” nie oznaczało pustego stosunku, ot zwykłego połączenia ciał wyłącznie dla rozkoszy. To było coś więcej. I dlaczego dopiero teraz zaczynał to sobie uświadamiać, kiedy leżał już w łóżku, będąc samemu w pokoju? W pokoju, w którym powinien być i Alain. Bez niego było jakoś pusto. Gdy dotarł do domu i zobaczył, że chłopaka nie ma, sprawdził wszystkie pomieszczenia i wtedy poczuł, po raz pierwszy w życiu, jak bardzo jest samotnym, egoistycznym dupkiem. Jakim był debilem broniąc swego królestwa i w pewien sposób siebie, przed kimś tak delikatnym, wrażliwym, jak Alain. I jak bardzo odczuł jego brak. Brak w chwili, kiedy tak bardzo chciał z nim porozmawiać. Dzwonił do niego, nagrywał się na poczcie, ale nie dostał żadnej odpowiedzi. Nie wiedział gdzie teraz jest Alain. I czuł niepokój. Bał się o niego, jak o kogoś bardzo bliskiego i ten strach uświadamiał mu pewne sprawy. Sprawy o których nie myślał od czasu wycieczki. Zeszły na dalszy plan bo on chciał „go zmienić”. Tylko po co? Teraz to wiedział i bał się, że jest już za późno na przeprosiny za wszystkie słowa, jakie wypowiedział. Choćby za pamiętną ofiarę losu.
- Alain – szept rozniósł się w ciszy nocy, tak jakby powiedział to na głos. Gdzie ten chłopak mógł być? „Wracam do domu” Dom. Nagle poderwał się do siadu. Mokre włosy po prysznicu opadły mu na czoło. Już wiedział gdzie był. Jak mógł o tym nie pomyśleć? Domem dla Alaina nie był tym w którym tymczasowo mieszkał. Już taki podekscytowany wstał z łóżka i zaczął się ubierać, kiedy ponownie opadł na nie. Nie znał adresu jego mieszkania. Spojrzał na zegar. Druga w nocy. Pięknie. Alain pewno już śpi. Lepiej będzie, jak poczeka do rana. Ale, jak chłopakowi coś się stało? Nie jest w mieszkaniu? Tylko i tak go nie znajdzie. Nawet nie zapytał się go, gdzie do tej pory mieszkał. Uderzył pięścią w pościel i zacisnął powieki z całej siły. Jakim był głupcem. Nie chciał budzić rodziców i pytać się o adres. Tak ciężko pracowali starając się utrzymać sklep spożywczy. Co miał robić? Co robić? Przeczekać do rana. Czuł, że to dobra decyzja. Położył się ponownie mając jedną nogę w nogawce spodni. Przed nim było jeszcze kilka godzin rozmyślań i pragnął, żeby w tym czasie Alain naprawdę był bezpieczny. A co jak napadli go jakieś typki spod ciemnej gwiazdy? W tym mieście nietrudno o takich. Sięgnął po telefon i jeszcze raz zadzwonił. Nic. Cisza. Pustka. I wtedy z całą siłą dotarło do niego coś bardzo ważnego, a głowa wybuchła tępym bólem. Zranił go. Zranił osobę na której zaczęło mu zależeć. Oczy zapiekły i po długim czasie popłynęły z nich łzy. Łzy, które pokazały, że nie ma serca z lodu. Był sam, nikt go nie zobaczy, więc mógł płakać, jak dziecko. Świadomy już swych uczuć, tego jaki był, jak ranił i czego chciał. Byle tylko wytrzymać do rana, a potem jego świat, albo się zawali, albo będzie piękniejszy niż do tej pory. Przekręcił się na bok i skulił. Cały się trząsł rycząc z całej siły. Nie był tak silny, jak do tej pory myślał.
-Przepraszam, Alain. Jestem takim dupkiem.
Po długim czasie zasnął, ale nie był to spokojny sen. Widział Alaina i siebie stojących przed klubem, i te smutne zawiedzione oczy. Oczy, które straciły nadzieję.
Myślałem, że mnie lubisz.”
Jak jestem taki ni jaki to odwal się ode mnie i daj mi spokój!”
Daj spokój”
Spokój”
Lubisz”
Otworzył gwałtownie oczy. W pokoju było już widno, a to znaczy, że wstał nowy dzień. Zegar na ścianie właśnie wskazywał szóstą. Szybko zerwał się z łózka i nogi mu się zaplątały w spodnie. Runął jak długi na podłogę. Nawet nie poczuł bólu, jaki mimo wykładziny dotknął jego ciała. Wyplątał się ze spodni i wstał. Od razu wybiegł z pokoju, błagając wszystkie bóstwa, żeby jego rodzice byli w domu. Będąc jeszcze na piętrze, a potem zbiegając po dwa schody w dół, słyszał rozmowy w kuchni i dźwięk zbieranych ze stołu talerzy.
- O dziesiątej mają nam przywieźć nowy towar. Muszę też pójść do banku... - Sabrine przerwała widząc jak do kuchni wbiega Fabrice w samej bieliźnie. - Jak impreza?
- Daj mi adres bloku w którym mieszka Alain.
- Co się stało?
- Mamo, nie pytaj, tylko daj mi adres.
- Dam ci, ale powiedz co się stało – sięgnęła do swej torebki po notatnik.
- Zrobiłem głupstwo. Pokłóciłem się z Alainem i on nie wrócił na noc. Wierzę, że jest w mieszkaniu rodziców. Muszę tam jechać to dla mnie bardzo ważne – patrzył, jak mama zapisuje coś na kartce. Po czym mu ją podaje.
- Nie skrzywdź go – dodała.
- Chcę wszystko naprawić. Chyba, że nie zechce wysłuchać tego co mam do powiedzenia i kopnie mnie w tyłek. Lecę.
- Najpierw się umyj i ubierz, synu – powiedział ojciec odkładając kubek po herbacie do zlewu. - Inaczej jeszcze aresztują cię za ekshibicjonizm.
Fabrice spojrzał po sobie.
- No tak – już chciał być pod tym blokiem, mieszkaniem. Ale pięć minut go nie zbawi, a nie pokaże się Alainowi w takim stanie.
- Płakałeś? - niespodziewane pytanie matki zbiło go z tropu.
- Nie – nigdy nie przyznawał się do swoich słabości. - Mało spałem – aby uniknąć kolejnych pytań opuścił pomieszczenie. Nie widział tego jak rodzice porozumiewawczo spojrzeli na siebie. W łazience w lustrze zobaczył chłopaka, którego włosy stały do góry na wszystkie strony, a czerwone i podkrążone oczy pokazywały, jak ciężką musiał mieć noc. I jak bał się następnych swych kroków.

***

Gdyby wiedział, że tak to się skończy, nigdy by tam nie poszedł. I do tego to był dzień jego urodzin. Piękne je miał. Nie winił nikogo za brak życzeń, ponieważ nikt nie wiedział o urodzinach. Chodziło mu bardziej o to, że był dla Fabrica tylko obiektem do zmiany. Tak jakby chciał zmienić kolor niebieskiego klocka na czerwony zabierając go do miejsca gdzie produkują czerwoną farbę i prosząc o pomalowanie go. Na siłę. Cóż, przekonał się, że nie warto w nikim lokować swych uczuć. Tylko było już za późno. Wiedział, że był w nim zakochany. Samo to, że po raz pierwszy poczuł zazdrość go w tym upewniło.
Po prysznicu wytarł się i założył szlafrok. Na szczęście dużo rzeczy zostało w jego pokoju. Wrócił tu nocą. Do jedynego miejsca, które było mu przyjazne. Tu mógł w spokoju wypłakać się za wszystkie czasy. Nie będąc narażonym na powrót Fabrica. Dobrze jest pobyć samemu i pomyśleć, a jeszcze bardziej zwyczajnie pocierpieć bez pytań, jakie często zadawali mu rodzice, w takich momentach.
Przeszedł do kuchni, która była w miarę gotowa. Trzeba było jeszcze ją pomalować, ale to robotnicy mieli zrobić jutro. Dziś na szczęście mieli wolne, bo wypadła im pilniejsza robota i dobrze płatna, na jeden dzień, o czym wuj go wczoraj poinformował. Musi odwiedzić rodzinę, ale tak bardzo nie miał na to ochoty. Na nic nie miał ochoty. Nawet chodzić. Najchętniej to zakopałby się pod kocem i przepłakał cały dzień, przeklinając siebie za to jaki jest, Fabiego za litość o której był przekonany. Te pocałunki, którymi karmił się ostatnio, były dla Chartiera niczym. Wszystko było grą. A może nie. Tamten incydent w nocy był dla niego taki pełen magi. Gdyby nic nie znaczył, to Fabi byłby natarczywy i chciał więcej. I chłopak tyle razy do niego dzwonił. Pisał. Jakiś głos w nim mu to podpowiadał, ale starał się go nie słuchać i nie odbierał wiadomości od Fabiego. To znów pozwoliłoby dać mu nadzieję, czego nie chciał. Da radę do końca remontu wytrzymać w tamtym domu, ale za dwa tygodnie wraca tutaj. A jak rodzice będą marudzić, to powie im, że jest dorosły i będzie mieszkał gdzie chce. Szkoda, że wcześniej taki stanowczy nie był.
Napił się wody. Musi pójść kupić coś do jedzenia. Zamierza tu spędzić cały dzień. Przeczesał wilgotne włosy ręką i miał iść się ubrać, kiedy dzwonek do drzwi mu w tym przeszkodził. Wolnym krokiem przeszedł po folii, jaką wyłożona była podłoga, do wrót. Spojrzał przez wizjer i zamarł. Po co on tu przyszedł? Nie chciał go tutaj. Kolejny dzwonek. Odetchnął kilka razy. Powie mu, żeby stąd się wynosił. Nie musi otwierać.
- Idź sobie. Nie chcę cię widzieć – powiedział przez drzwi.
- Jesteś. Tak bałem się... Alain słuchaj, wpuść mnie. Błagam. Chcę ci wszystko wyjaśnić. Proszę. Nie odejdę stąd, dopóki nie porozmawiamy. Jestem gotów siedzieć tu nawet cały dzień. Otwórz drzwi. Musimy porozmawiać.

36 komentarzy:

  1. Aaa.. cudowny ten rozdział i już się coś dzieje ;)
    Teraz ładnie,pięknie się pogodzą hmm ;>
    Tego było trzeba xD

    http://wposzukiwaniuszczescia-yaoi.blogspot.com/
    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym na miejscu Alaina tak łatwo mu nie wybaczyła,nie ważne co by powiedział :)
    Chłopak przecież musi udowodnić, to co czuje a nie mówić słowa, które są tylko słowami.
    Wspaniały rozdział, niecierpliwie czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjny rozdział. Jak zwykle czyta się go z przyjemnością.
    Mam nadzieję, że Alain da Fabiemu prztyczek w nos.
    Jak ja dotrwam do przyszłego piątku?

    Nyu

    OdpowiedzUsuń
  4. jejciuu, ciesze sie, ze jade na wakacje,przynajmniej nie bd wyczekiwac rozdzialy jak glupia, a jak wroce to juz bedzie na mnie czekal <3 uwielbiam twoje opowiadania, wszystkie sa swietne, przeczytalam kazde juz :P i do kazdego podchodze tak samo emocjonalnie, kazde sie bardzo przyjemnie i lekko czyta.
    Jestes moja mistrzynia po prostu no ! ;)

    Maki

    OdpowiedzUsuń
  5. no i się młody doigrał. pewnie alain i tak w końcu mu wybaczy, ale będzie trudno :3
    no i oczywiście musiał flirtować z xavier'em? b1o oczywiście po jakie licho zająć się partnerem na imprezie D: wiele się musi jeszcze nauczyć XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Nono.... Rozdział boski jak i wkurzający...jak ja jestem wkurwiona na Febrica! Najpierw robi a potem myśli! Ale nawet bez myślenia nie powinien TAK gadać z Xsaverym...Ale inną drogą fajny też z niego chłopak, że pogonił Fabrica... WENY! Ana dodatek... Alain nie wpuszczaj go długo! Niech se przemyśli kilka spraw stając przed drzwiami... A po 3 godzinach możesz go wpuścić ^^... Tak tak wiem, piszę nieskładanie XD
    WENY Luano! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No jak mogłaś skończyć rozdział w takim momencie. Jesteś naprawdę okrutna. :C A Fabrice sama bym chętnie walnęła, gdyby Charlotte go nie uświadomiła.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję ... ja też mam dziś urodziny, a kolejny rozdział o Fabim i Alainie jest akuratnym prezentem.
    Trochę się pomieszało między nimi, ale Alain pokazał pazurki i że tak właściwie nie jest taka ciotką, bo potrafi wygarnąć Fabiemu. I bardzo dobrze, można być uległym ale trzeba być asertywnym ( kiedy trzeba :))Czy w następnym rozdziale dowiemy się, czy Alain wyciąga pazurki nie tylko wtedy gdy się wkurzy, czy może drapie nimi po plecach?
    Pozdrawiam
    pseudopisarka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego. :D A żeby wiedzieć co Alain zrobi, pokaże w następnym rozdziale, trzeba poczekać. :D

      Usuń
    2. ja mam 15 sierpnia ;)

      Usuń
  9. Fabiii -.- czeka cię bolesna i długa śmierć...
    nie no świry przecież się pogodzą.. prawda? ..
    muszą no! rozmowa, 'loffam cb' i sex na zgodę.. no co? podobno to u gejów działa.. dobra dobra nic nie mówię xdd

    OdpowiedzUsuń
  10. Aj, jest kochany rozdzialik... xD To zaczynam komentowanie.
    1. Kocham Charlottę (tylko bez skojarzeń proszę, ;P...) Jest rewelacyjna.
    2. Fabi jest... głupi. I kropka. Głupi dupek. Należy mu się kopniak. Solidny.
    3. Biedny Alain... Ale spodziewam się, że będzie dobrze xD
    4. Ach ten Fabiś... Palnie jakieś głupstwo i potem ma. Dobrze, że Alain powiedział mu o swoich urodzinach... Może coś wreszcie dotrze do tego zakutego łba :)
    5. Brawo Lotta... Tylko zamiast w ramię, powinna dać Fabiemu w łepetynę ("Ty pieprzony egoisto! A już myślałam, że coś twój zakuty łeb zrozumiał", "Rusz tyłek, bo jak nie to takiego kopa ci zasadzę, że na zawsze go zapamiętasz!" - no proszę, jak dobrze się rozumiemy ;)
    6. "i wtedy poczuł, po raz pierwszy w życiu, jak bardzo jest samotnym, egoistycznym dupkiem" - ha, coś dotarło do zakutego łba jaśnie pana... Rewelacja. "Oczy zapiekły i po długim czasie popłynęły z nich łzy. Łzy, które pokazały, że nie ma serca z lodu." A dobrze mu tak... Niech zobaczy, co to znaczy naprawdę martwić się o kogoś.
    7. "Chcę wszystko naprawić. Chyba, że nie zechce wysłuchać tego co mam do powiedzenia i kopnie mnie w tyłek." A tak, Alain powinien kopnąć Fabiego w tyłek... Tylko coś mi się wydaje, że ich spotkanie skończy się inaczej ;P
    8. "Musimy porozmawiać...", tere-fere-kuku... A niech tam sobie Fabi siedzi pod tymi drzwiami i tydzień. Należy mu się.
    No dobra, dosyć tego znęcania się nad klawiaturą... Podsumowując - rozdział super. Oczywiście czekam na następny i następny i jeszcze jeden... xD
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. nie wiem co napisać. Alain dobrze zrobił, że wygarnął wszystko Fabiemu. I dobrze, że Fabrice zrozumiał wszystko. To co czuł Alain, kim jest dla niego tak na prawdę. Ale mam nadzieję, że za siedem dni już się pogodzą. Jeszcze tylko tydzień i nowy ^^
    Nie mogę się doczekać.
    A, i ta Charlotte jest spostrzegawcza. Lubię ją. I jest mądra (: Dobra, to nie ma sensu .. haha

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,
    kochana rozdział jest cudowny. Charlotte jest wspaniałą osobą, przemówiła do rozumu Fabiemu. Nie spodziewałam się,ż e Fabi właśnie w taki sposób dowie się, że także w ten dzień są urodziny Aliana. Po rozmyślaniach Fabiego widać, że mu naprawdę zależy na chłopaku i8 to właśnie takim jaki jest. Ingrid przestanie w końcu kleić się do Fabiego ;] Ach ten Cedric jak mógł zapomnieć o urodzinach kumpla i mu nawet życzeń nie złożyć agrh ;/ Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, wpuści go od razu, czy dopiero po kilku godzinach jak zobaczy, że ten nie ma zamiaru się ruszyć spod tych drzwi
    Weny, weny życzę....
    Pozdrawiam gorąco Basia

    OdpowiedzUsuń
  13. *wraca z łazienki* Chciałam się upewnić. Mam:
    - czerwony nos,
    - czerwone policzki,
    - czerwone i mokre obwódki wokół oczu.
    I siąkam. Przesłałabym Ci zdjęcie, w jakim jestem stanie po tym rozdziale, ale Pokemonów raczej nie zbierasz, a nie chcę odpowiadać za Twoje koszmary nocne. xD
    Spłakałam się ja bóbr. Najbardziej cieszyła mnie długość rozdziału i nagromadzone w nim emocje (gdybyś przerwała na wyjściu Alaina z klubu, błagałabym Cię o podesłanie dalszej części!)
    Jestem pokonana i nie wiem, co ze sobą zrobić. 17 sierpnia... sześć dni męki, prawdopodobnie mało przespanych nocy i jak zwykle przepłakanych, bo zawsze lubię poprzypominać sobie fragmenty z Jednej łzy. ;)

    - "Alain stanął przy nim i dyskretnie wciągnął nosem jego zapach, który był obłędny." - uwielbiam męskie perfumy ;3 Dlaczego one zawsze tak długo i intensywnie pachną, a kobiece od razu wietrzeją? O_o Mmmm, a zapach Fabrica musiał być obłędny ;3
    - "Domyśl się o jakim klubie myślę." - no tak, robiło się fałszywki dowodów do niecnych celów. xD Tak mnie teraz naszło... Bo szczęście chłopaków zależy od niech samych i mają je na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie tak daleko, jak to słońce w tle... nie widać go, nie wiadomo, czy wyłoni się z chmur, ale czeka na pomyślny wiatr-szept, który je przegoni. ;3
    - "Podarował mu samo mieszający kubek." - e no, to bardzo dobry prezent. xD Łyżeczka nigdy nie jest mokr ai nie tapla się w cukrze. xD A podobno teraz są też samo mieszające się garnki... zaraz Ci znajdę artykuł. http://maxmania.pl/publikacje/gadzety/nowy-wynalazek-garnek-ktory-sam-miesza-potrawy
    - "Pracujemy razem. Alice jest nowa. Chce zarobić na studia" - przeczytałam, a po chwili musiałam się cofnąć... Mój najstarszy brat ma 34 lata. Dziewczynie - nie ma. Niedawno do jego miejsca pracy przyjęto jakąś dziewczynę (jako ostatnia zatrudniona), po czym szybko ją zwolniono... Bardzo ładna, skromna - a pracownicy? W większości faceci i to zboczeni. xD Trochę nie wytrzymała... a niedawno brat pojechał na spotkanie z kumplami ze studiów, a zadzwonił po tatę przed 2 w nocy, żeby go odebrał... i był z nią. xD Podobno bardzo skromna, fajna dziewczyna. xD Hie, hie, brat dostał strzałą po tyłku, tak jak i Pascal ;3
    - "Niech sam cię szuka" - to był w tym rozdziale pierwszy raz, kiedy pomyślałam, że Lotta lubi Alaina na równi z Farbicem i mocno im kibicuje. xD
    - "Spojrzał w oczy chłopakowi, którego prawie udało mu się zaciągnąć do łóżka." - nie widać, że wyglądam jak burza gradowa? To zaraz będę ciskała gromami! >< Fabrice, ty idioto! Ty... albinosie jeden, kurde żesz! Taa, Alaina mu się chce zmieniać, a on po kie licho znowu włazi do tej samej rzeki? Dobrze, że Xavier miał więcej rozumu. Tak to strasznie chce udawać dorosłego, a jak przychodzi, co do czego, to tchórzy. Łoooch, jaka jestem zła ><
    - "Chciałem żebyś się rozerwał – jakoś ciszej to powiedział." - HA!!! Wcale się nie dziwię, że powiedział to ciszej. Na jego miejscu uznałabym, że zrobiłby lepiej, nie mówiąc.
    - "Jak jestem taki ni jaki to odwal się ode mnie i daj mi spokój!" - mamy nokaut! Alain dobrze mu powiedział. No...kurcze, jak wcześniej Fabricowi nie podobało się, jaki jest Alain, to po co chciał go zmieniać? Nie mógł znaleźć sobie kogoś takiego, kto byłby jego ideałem? A tak zranił Alaina i na końcu stwierdził, że w sumie chłopak jest cały w porządku. Luana, ja go powieszę za coś, zobaczysz!
    - "I wiesz co? Dziś też mam urodziny" - nie sądziłam, że ta wiadomość wyjdzie w ten sposób. xD Myślę sobie - Luana pisała, że Alain o tym powie, więc może jakoś to tak... tylko przebąknie i Oli będzie chciał z tej okazji postawić mu piwo, a w domu Fabi by się nim zajął, a tu... ał.
    - "Ledwie wszedł do klubu od razu oberwał solidny cios w ramię, aż się skulił." - a to druga sytuacja, w której pomyślałam, że gdyby Lotta była facetem, chciałabym ją/go adoptować. xD Oli ma ciężką połówkę do pożycia (nie chciałabym widzieć ich kłótni xD), ale czy on się kiedyś z nią bardziej "pogryzł"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - "Nie zepsułeś, nareszcie coś się dzieje" - rozbraja mnie ten chłopak. xD Jak chciał większych akcji, mógł urządzić urodziny w domu, hy hy. xD Ile to by było strachu, gdyby coś się stłukło xD
      - "Oczy zapiekły i po długim czasie popłynęły z nich łzy." - jak zauważyłaś pewnie, kilka zdań temu nie napisałam "Fabrice", a "Fabi" Gdy się wkurzę, piszę to pierwsze. A wyszło to drugie, bo... Czuję się tak, jakbym patrzyła na tego osła i chciała go pocieszyć, ale nie wiedziała jak... Bo nigdy nie widziałam wcześniej u niego łez... a jeżeli są... to jest poważnie i Fabi myśli poważnie. I jest mu go żal... i już nie jestem taka zła.
      "Inaczej jeszcze aresztują cię za ekshibicjonizm." - no i to zostawiłam na koniec, bo ojciec Fabiego i Amelie to mistrz ciętej riposty i składnej recenzji. xD
      (a ja w poniedziałek nie będę miała prądu, bo znowu elektrycy coś kopią ;/)

      Usuń
  14. Przeczytałam już rano, ale dopiero teraz mam możliwość skomentowania, więc zaczynaaam.
    Chłopaki musieli wyglądać naprawdę olśniewająco na tej imprezie, choć ta impreza musiała być przytłaczająca skoro były na niej takie tłumy, też czułabym się tam źle, nie dziwię się Alainowi. Charlotte od razu wyczuła, że Alain się tam źle czuje, dobrze, że chociaż ktoś to zauważył.
    Fabi zawiódł, obiecał, że będzie przy nim a zostawił go i poszedł sobie flirtować z tym Xavierem, pogryzłabym go. Domyślam się jak mógł się poczuć widząc jak Fabi dobrze się bawi z tym chłopaczkiem i totalnie zapomniał o jego istnieniu. To było smutne. Ale dobrze, że ten Xavier kazał Fabiemu pobiec za Alainem, mądry chłopak. Fabi jeszcze tak po prostu powiedział mu, że zabrał go, żeby się zmienił, teraz to mnie zmiażdżył.
    "- Tak! Nie widzisz, jak on na ciebie patrzy? Jakim trzeba być ślepym głupkiem, żeby nie móc dojrzeć, jak wodzi za tobą wzrokiem, ty idioto! - uderzyła go po raz kolejny. - I jak mogłeś tu wrócić zamiast pójść za nim i porozmawiać? " - No dokłaaadnie, dobrze, że Charlotte dała mu małe kazanie.
    "- Lubię facetów – Fabrice miał dość ukrywania się." - To było piękne.
    "Faktem było to, że czuł się przy tym szatynie naprawdę dobrze. I to przy takim jakim był. Polubił jego śmiech. Przygryzanie dolnej wargi w niektórych sytuacjach. Jego ciepło gdy siadali obok siebie. Zapach słodki i zarazem odświeżający, jak poranna rosa. I śliczne piwne oczy, w których chciał widzieć blask radości. Zaczynał rozumieć pewne rzeczy. Po co chciał go zmienić? Przecież Alain, był w takim wydaniu wart bardzo dużo." - No wreszcie to do niego dotarło, cud! Brawooo! Czyli jak zwykle nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, czy jak to tam się mówi.
    Tylko szkoda, że nikt nie pamiętał o urodzinach Alaina, zapomniał o tym nawet jego przyjaciel Ced. Wiem jak to jest, moi potencjalni przyjaciele też zwykle zapominają o moich urodzinach, właściwie to pamiętają o nich zwykle ci, z których strony się tego nawet nie spodziewam, to przykre gdy ci niby najbliżsi o tobie nie pamiętają, nie mają dla ciebie czasu.
    Niech chociaż teraz Fabi ładnie go przeprosi i wynagrodzi mu ten smuuutny dzień, oby.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach, genialny rozdział. Normalnie, gdybym miała czas, by się w to głębiej wgryźć, i z zewnątrz ani wnętrza domu nie słychać było tego łomotu jaki wydaje chata remontowana, to bym się w odpowiednich momentach popłakała, ale miałam te łzy wzruszenia w kącikach oczu, ucisk w sercu i chęć przywalenia z pięści Fabrice'owi flirtującemu z Xavierem! Wiesz, muszę ci powiedzieć, że świetnie odmalowałaś to, co a raczej "jak" Fabi wtedy myślał. Zostać ze swoim wymarzonym kochankiem, czy lecieć za uroczym Alainem? Bardzo... ale to bardzo realistyczne, bo znam takie sytuacje i myślo-gadki chłopaków z życia. Jak dla mnie to powinno być jasne, czy chcesz być z tym czy z tym, z tą czy z tą, bo jestem eto romantyczna chyba. Ale wciąż mnie czasem niektórzy potrafią zabić swoją "obojętnością" w tym względzie, nie znaczącą jednak tego, że danej osobie nie zależy.
    Dobra, to sobie pokminiłam, i cóż mam ci powiedzieć, jak niezbetowane to o błędach nie wspomnę, bo i po co, ale... ale tak sobie pomyślałam, że ciekawe, czy by ci Ay znalazła dla "wrót" inny synonim czy też nie. Sama bym zmieniła, jako że mieszkam na wsi, i jedyne z czym mi się to słowo kojarzyło, czytając, to z wejściem do stodoły, albo ewentualnie jako lubującą się w szkockich romansach dziewoją - z wrotami jakiegoś starego zamczyska, a nie drzwiami domu :D :D :D Uśmiałam się z tego i tego skojarzenia, przepraszam XD
    E... wiem, że miałam jeszcze coś napisać, ale nie pamiętam co... Przewiń... Alain w domu, Fabi zaliczający glebę przez nogawkę spodni, wybuch Alaina. Mam!
    Otóż to, otóż to. Coś, co wielu przeżywało przy wcześniejszym rozdziale. "Po co Fabi chce go zmieniać?!" Odpowiedź jasna: "Chłopak sam nie wiedział, ani nie skontaktował, że to nie ma sensu najmniejszego." Ale co z tego wnioskujemy my, nie żeby on sam potem jeszcze sobie nie uświadomił własnych uczuć. "Chciał go zmienić, bo mu zależało." I gdy czytając to załapałam to byłam taka szczęśliwa, że potem już prawie przyśpieszałam, by wreszcie doczytać czy Fabi Alaina wreszcie złapie, czy też nie, kurka, szczęśliwa byłam i w sumie jestem, oczekując kolejnego rozdziału:D No to przewijamy dalej...? Nieee... to przejdę do meritum, życząc udanego remontu, i jak najszybszego powrotu neta.
    Szkoda też, że tydzień aż potrzeba poczekać i szkoda, że to już prawie koniec historii chłopaków. Ale damy radę! Pozdrawiam, i dzięki ci za ten pocieszny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wrota stodoły zawsze spoko. XD

      Usuń
    2. A pewnie, że spoko. :D Sama mieszkam na wsi. :D Próbowałam znaleźć synonimy do słowa drzwi, ale zawsze to były bramy, portale, wejścia i przejścia.
      I tak niektórzy potrafią zabić swoją obojętnością, ale my na to nic nie poradzimy. Zawsze nadchodzi czas, gdy się takie osoby budzą i może dla Fabiego przyszedł, albo i nie. :D

      Usuń
  16. Ja potrzymałabym chłopaka pod drzwiami cały dzień (taka złośliwa jestem;p), ale Alain wpuści go prędzej czy później, bo:
    1. nie ma jedzenia i w końcu musi po nie wyjść,
    2. jest wrażliwy i ma miękkie serce,
    3. kocha tego bubka, więc w myśl słów: "Miłość ci wszystko wybaczy...", da mu jeszcze jedną szansę. A potem... *gulp*. No, w każdym razie już nie mogę się doczekać, jak się będą godzili;)
    A tak poza tym: piękne opisy przeżyć i monologi wewnętrzne, budują akcję i uwiarygodniają postępowanie bohaterów. Dobra robota!:D
    Pozdrawiam, R.

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, kochana, emocji było bardzo dużo. To był chyba jeden z trzech Twoich najlepszych rozdziałów tego opowiadania, bo od początku wskoczyłaś w wysokie "c" i ono nie ucichło ani na chwilę. Cały czas był super poziom ;3
    Mmm, jak ja patrzę na Fabusia, to zapach morski od razu we mnie uderza. On wygląda jak kusząca ludzi syrena ;3
    Hmm, może męski dłużej pachnie, aby kobiety mogły częściej kupować różne rodzaje? xD Facet wchodzi do sklepu, wącha pierwszy z brzegu i mu się podoba, a kobieta musi bardziej "obchodzić, nie mogąc się zdecydować. xD A mimo to czasami podbieram bratu perfum xD
    Ee, mnie jest całkiem fajnie samej, chociaż śnił mi się taki chłopak... uuooh, seme jak nic xD

    No oczywiście, że muszą być jakieś sprzeczki. W ogóle nie wyobrażam sobie, aby istniało tak idealnie ułożone małżeństwo. Byłoby w nim nudno... A ja mam ciężki charakter (podobno xD). W końcu jestem Rakiem. Gdy mi się coś nie podoba - szczypię. xD Choć wolę się też wstrzymać, ale na dłużą metę to nie zdaje egzaminu.
    Hahah, w takim razie kupujemy dmuchany młotek i tłuczemy Fabiemu do głowy, że mu zależy. xD

    Dokładnie, prąd jest drogi. Ja go nie miałam tydzień - 3 lata temu, kilka tygodni przed studniówką. A potem przychodzi rachunek i z rodzinami mieliśmy taakie oczy. Co się okazało - trzeba opłacić z czegoś pracę elektryków... A co ludzi obchodzi, że wcześniej nie zostały wycięte drzewa przy drodze, przez co zerwało linie, które swoją drogą zamarzły na 3 centymetry? xD Jak mi ręka odmarzła wtedy, gdy pisałam smsy do Grelki, hehe. xD To ona informowała, czemu nie ma mnie na blogu xD
    Byłam zwolniona z odrabiania lekcji... mmm xD
    A ja mam kuchenkę gazową, więc czajnik wodę podgrzewa xD Elektrycznym nie ufam. xP Hehe, kiedyś nie miałam internetu przez cały dzień. Nie miałam co robić na komputerze i po którymś postawieniu pasjansa w Grach, stwierdziłam, że kiedyś na jakiejś stronce znalazłam fajną grę karcianą. Wchodzę w Aurorę, a tu brak połączenia... człowiek przyzwyczaił się do Internetu i nie ma co bez niego robić na komputerze... hehehe, notki pisać. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpisałam Ci na blogspocie, bo nie weszłam do komentarzy na Onecie. :/

      Usuń
  18. Luano ja Cię wprost ubóstwiam. Jednym rozdziałem poprawiłaś mi humor. Teraz nie potrafię przestać się uśmiechać. :D
    Od kilku dni mam okropny nastrój. Dowiedziałam się, że moja przyjaciółka woli spędzać czas ze swoją ex-przyjaciółką niż ze mną. Kiedy proponuje jakieś spotkanie mówi, że nie ma czasu, ale dla swojej ex-przyjaciółki zawsze znajdzie czas, (mimo że ta nie odzywała się do niej przez 4-5 lat). Znowu zostałam odsunięta na drugi plan. ;/
    Dobra dosyć użalania się nad sobą. Ja tu chciałam napisać komentarza. :)

    Rozdział jak zawsze nieziemski. Impreza zapowiadała się fajnie i nawet prezent się podobał. Biedny Alain myślałam, że to będą jego najwspanialsze urodziny, a nie najgorsze. Doskonale wiem jak się musiał czuć. W zeszłym roku o moich urodzinach zapomniały chyba wszystkie możliwe osoby i całe urodziny spędziłam sama w domu. Nie miłe uczucie, na prawdę nie miłe. Fabiego to bym normalnie udusiła za to, co zrobił, ale najpierw bym go strzeliła w ten zakuty łeb. Chociaż tyle dobrze, że zrozumiał jak bardzo zranił Alaina. Jakby nie zrozumiał miałby ze mną do czynienia. :P Chociaż wiem doskonale, że nasze gołąbeczki się pogodzą, to i tak nie mogę się doczekać tego momentu.

    Dużo weny Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Użalać się zawsze można. Wygadanie się często pomaga. :D A z Twoją przyjaciółką jest poniekąd tak, jak z Cedriciem i Alainem. Z tą różnicą, że Ced wybiera towarzystwo nowych osób, a zaniedbuje wieloletniego przyjaciela.

      Usuń
    2. Wiem co to za ból :/ Mruczek dobrze że się wygadałaś *przytul* :]

      Usuń
  19. Nie ma to jak przyjaźn zwichrowanych yaoistek. xDDD Zawsze się zrozumiemy ;3


    Aaa, dopiero teraz zauważyłam, że odpowiadałaś na blogspocie. xD
    Hahah, mnie mama powtarza, że byłabym dobrym kandydatem na męża, bo wchodzę do sklepu, okręcam się i wychodzę. xD

    OdpowiedzUsuń
  20. http://opowiadanie-ukryta-prawda.blogspot.com/ ano to mój blog ale od razu mówię że jakiegoś wielkiego talentu nie mam więc może się nie spodobać.. ;/ ale byłoby miło jakbyś odwiedziła i skomentowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Właśnie przeczytałam całość i sama nie wiem, co myśleć. Blog ewidentnie jest świetny, a sposób w jaki piszesz wciągający i nie banalny. Jednocześnie również twój zasób słownictwa sprawia, iż samą treść czyta się lekko, ale nie mam poczucia banalnego kiczu. Przyznam szczerze, że już kiedyś miałam odczynienie z twoją twórczością. Dostałam od przyjaciela opowiadanie, które osadzone było w polskich realiach, niestety jak przez mgłę pamiętam tylko szczegóły, Chłopak nieszczęśliwie zakochany w kumplu a potem okazuje się ze z wzajemnością i ten zamykający opowiadanie mecz, chyba koszykówki Prawda? Jeśli coś pokręciłam to wybacz. Niestety potem zagłębiłaś się w tematyce japońskiej, która do mnie osobiście nie przemawia, dlatego miło, że znów wróciłaś do bliższych nam reali, gdyż na nowo mam szansę zagłębić się w twojej twórczości. Wracając jednak do „Jednej Łzy” osobiście nie wierze by facetów wzruszały jakiekolwiek łzy, mimo to właśnie ów łza w tym opowiadaniu była ładnym symbolem pojednania, zwalczyła egoizm. Wielkim mentalnym młotkiem wybijając Fabiemu głupotę z Mózgownicy. Swoją drogą ciekawe połączenie zamkniętego w sobie odludka, który dodatkowo przez swą orientacje ucieka od ludzi i pełni świadomego swej wartości, momentami odrobinę zbyt pewnego siebie luzaka. Odnosząc się jednak do ostatniej notki lubisz wszystko robić z rozmachem, Ślepy Fabi, zraniony Alain i rozwścieczona przyjaciółka. Akcja ostatniej notki to taki trochę kadr filmowy i choć ogólnie nie przepadam za takim rozmachem to w dobrej oprawie jest ładnym symbolem walki o uczucia,
    Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze zaprosić Cię, na bloga, na którym mam nadzieje zmotywować się do publikacji, co prawda starego, aczkolwiek tematycznie pasującego opowiadania. Więc gdybyś miała ochotę było by mi miło http://dnia-monotonia.blogspot.com/
    Pozdrawiam Illegal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. :D Opowiadanie osadzone w polskich realiach to Niemożliwa miłość. Jest na moim drugim blogu, skończyło się epilogiem, wiesz coś typu: "kilka lat później". Ale nie pamiętam czy to była koszykówka czy siatkówka. To było tak dawno jak je pisałam I same opowiadanie też nie bardzo pamiętam. :D
      A opowiadania osadzone w Japonii nie różnią się wiele od tych obecnych. Łączą je jedynie z Japonią imiona i nazwiska, ponieważ miałam fioła na ich punkcie.
      Czasem trzeba coś robić z rozmachem. :D
      Chętnie do Cibie wpadnę. :D

      Usuń
  22. No, nieee... Znowu się wszystko posrało. Musi się odesrać w następnym odcinki, oni nie mogą się znowu żreć, no! Tak nie wolno i już!
    Mogliby na zgodę się przespać, nie miałabym nic przeciwko.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wszystko da się załatwić seksem. xD

    Tak, w przypadku Radka remisja będzie szybka, hie, hie, według Wikipedii 90% ludzi z tego wychodzi. No, niezupełnie, bo to nieuleczalna choroba i z nią się żyje, ale nie będzie przeszkadzała w życiu Miki. ;) Szukałam takiej z objawami krwotoków z nosa, a ta akurat częściej wstępuje u mężczyzn.

    Damian i Darek? Hahaha, nie. xD Darek jest taki, jak jego brat - zaraz po łbie zdzieli Kołodzieja. No, czasami pozwala mu na akcje typu tulenie, bo wie, że Damian nic mu nie zrobi, a pomizia, pomizia i pójdzie. I właśnie... taka akcja, Luanko. xD Ostatnio piszę sobie 13 rozdział, a tu Damian wpycha się przed szereg. Powstrzymać go nie mogę, on przejmuje kontrolę i jak się rozgadał, końca nie widać. I na czym stanęło? Będziemy mieli nowego bohatera, bo Damiana nie mogę utrzymać w ryzach! Cały czas kusi mnie, by się chłopak do kogoś dobierał. xD
    Oj tak, Darek często obserwował brata. Kiedy Mikołaj do nich przyjechał, Ziutek był w takiej... początkowej fazie buntu. No i był zazdrosny, że rodzice teraz zajmą się nowym synem, a jego zostawią. Później, wiadomo, okazało się, że traktowani są tak samo, a gdy do tego doszły dni babci, dziadka, mamy, taty... podrastający Darek zdał sobie sprawę, że gdyby jego mama nie zdecydowała się na zabranie Mikołaja pod swoje dobre skrzydła, chłopak być może nie miałby okazji nazwać kogoś per "mamo". Poza tym wiedział też, że na miejscu Mikołaja byłoby mu trudno... świadomość, że prawdziwi rodzice wybrali karierę nad syna...
    O Monice jeszcze trochę wspomnę i mam nadzieję, że wtedy chociaż ociupinkę zdołasz ja polubić. Boroczek rozklei się przed Mikołajem. xD
    Hoo, Darek dostanie po głowie od pielęgniarek, jak zacznie robić rewolucje w szpitalu, że nie chcą go wpuścić do kolegi(to mi przypomina Kubę ze Szkolnej przeszłości... xD). xD Na szczęście od czego jest Mikołaj i jego zapasowy klucz do mieszkania Radka xD Risa się przyda. xD
    Spoko, nie ma sprawy. xD Nie mogłabym odmówić sobie pieszczot w wykonaniu Darka i Radka. xD Niedługo będzie wstęp, a później... hy hy. xD Głównie oni zasilać będą opowiadanie wątkami stosunków. No i może jeszcze Damian... ;> (zdradzę Ci imię jego partnera - Lukas ;3)
    Wiadomości ze szpitala będą zadowalające, a przeprosiny... gorące. xD

    OdpowiedzUsuń
  24. Partner będzie o kilka lat młodszy, ale Damian go zna... Mikołaj też, bo widuje go co tydzień, hy hy. xD Lubię zagadki xD
    Mmm, przeprosiny będą gorące, ale nie dojdzie do zbyt bardzo wysokich (kehem) szczytów ekscytacji. xD Już Ty wiesz, o czym ja myślę.

    Och, taaak, jutro wreszcie piątek *_* Czekałam na to cały tydzień!

    OdpowiedzUsuń
  25. Wspaniały rozdział. Czasami mam ochotę walnąć fabrice, najpierw robi a potem myśli. Skoro zaprosił go na to przyjęcie urodzinowe to powinien z nim rozmawiać, a nie zaczyna z innym filtrować. Ale czułam, że coś takiego wydarzy się na tym przyjęciu. Mam nadzieje, że Alain zbyt szybko mu nie wybaczy. Dużo weny Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  26. Hymh, rozdział był niezły, tak niezły. Ale i tak nie należy do moich ulubionych z tego opka. Chociaż, tutaj znów miałąm łzy w oczach. Zauważyłam chyba jeden brak kropki czy przecinka i ''magi'' - nie magi tylko magii , ale to szczegół. Magi to taka przyprawa do rosołu. Pozdrawiam. Yuu

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)