12 stycznia 2015

Nie powiem dobranoc - Rozdział 9



Dziękuję za komentarze. Pozdrawiam i zapraszam do czytania. 

Przypominam, że rozdziałów jest 18, bo niektórzy pytają, a ja już kilka razy o tym pisałam, nawet w odpowiedzi pod komentarzami. :)

 


Nie przespał tej nocy. No, może zdrzemnął się chwilę z głową na stole. Noc przesiedział w kuchni, gapiąc się w ciemność. Nie wiedział, ile kaw wypił, próbując zrozumieć to, co się stało. Gdyby nie śpiący dowód na kanapie i boląca dłoń od uderzenia Martina, pomyślałby, że wczorajszy wieczór był tylko snem. Kieran się do niego dobierał! Czemu, do jasnej cholery, znów mieszał mu w głowie? Wstał i uchylił jedno skrzydło okna. Rześkie powietrze deszczowego dnia wleciało do środka. Oparł czoło o chłodną szybę i przymknął powieki. Nie wiedział, co miał robić. Jak zachowa się po pobudce Kierana? Nie mógł, ot tak, wyjść z mieszkania, jakby uciekał.
– Hej.
Podskoczył, przy okazji uderzając czołem w szybę, gdy niespodziewanie usłyszał zaspany głos przyjaciela. Odwrócił się. Kieran stał w przejściu z rękoma w kieszeniach. Jego włosy były zmierzwione i odstawały w różne strony. On pewnie też lepiej nie wyglądał. Musiał się umyć i przebrać.
– Hej – przywitał się. – Zrobić ci coś do picia? – Zmieszał się pod jego bacznym spojrzeniem. Ciekaw był, czy przyjaciel pamięta o tym, co miało miejsce kilka godzin temu.
– Chętnie. Mogę skorzystać z łazienki? Chciałbym się trochę odświeżyć. Przynajmniej oddech. Czuję się tak, jakby coś mi w ustach zdechło.
– Nie ma problemu. Zapasowa szczoteczka jest w górnej szufladzie szafki przy wejściu do łazienki. Podam ci jeszcze czysty ręcznik. – Obszedł stół i stanął przed Kieranem. – Przepuścisz mnie?
Mężczyzna spuścił wzrok i odsunął się.
Pamiętał! Ten sukinsyn wszystko pamiętał!, dotarło do Stevena. Momentalnie napiął wszystkie mięśnie. Nie był gotów na rozmowę z nim. To wszystko stało się przez alkohol i nic nie znaczyło. Kieran chciał sobie tylko i wyłącznie poeksperymentować! Z tłumioną złością i nutą rozgoryczenia podał mu szczoteczkę i ręcznik.
– Nie krępuj się. Ja zrobię ci herbaty. Zjesz coś? – zapytał, czując, że powinien to zaproponować gościowi.
– Mój żołądek raczej nie przyjmie niczego, co nie jest płynne.
Steven wrócił do kuchni i wstawił wodę na herbatę oraz wyjął jakieś tabletki przeciw kacowi, uprzednio sprawdzając datę ważności. Wycisnął je do wysokiej szklanki z przegotowaną wodą, robiąc cytrynowy napój. Przygotowując wszystko przypomniał sobie, że Kieran miał poplamiony podkoszulek. Przecież nie wypuści go stąd jak flejtucha. Wyciągnął z szafy jedną ze swoich koszulek i dodał do tego spodnie od dresu oraz bluzę z kapturem, na wypadek gdyby przyjaciel chciał założyć coś dodatkowo na górę. To mu powinno wystarczyć na powrót do domu. Podszedł do drzwi łazienki i zapukał.
– Tutaj, na szafce, kładę ci czyste ubrania – zawołał.
– Drzęki. Żaraż wychorzę, myje żeby.
– Spoko, nie śpiesz się. – Steven nie miał nic przeciwko temu, aby Kieran został jeszcze na chwilę. Zostało mu trochę czasu przed pójściem do pracy i miał nadzieję, że zdąży porozmawiać z Holly. Wrócił do kuchni i zalał herbatę gotującą się wodą. Postawił ją na stole wraz z anty kacem. Przysiadł na parapecie, czując chłód dostający się z dworu. Zdecydowanie wolał gorące dni, ale takie też były potrzebne. Chwilę później wrócił odświeżony Kieran ubrany w jego rzeczy. Nosili podobny rozmiar, więc wszystko dobrze na nim leżało.
– Dzięki za ubranie. Tamto jednak trochę śmierdziało.
– Dam ci jakąś reklamówkę na brudne rzeczy, gdy będziesz wychodził.
– Wyganiasz mnie? – Usiadł przy stole.
– Nie, tylko mam coś do załatwienia, a potem idę na dwunastą do pracy. Wypij to żółte coś – dodał, widząc, jak przyjaciel skrzywił się, gdy tylko lekko poruszył obolałą głową.
– Nie wiem, czy to coś pomoże.
– Na sobie nie próbowałem. Podobno działa. Holly to kupiła. Nie wiem, po co.
– Cała ona. Przezorny zawsze ubezpieczony. – Wypił duszkiem całą szklankę.
– Ta.
Nastała dość nieprzyjemna i ciężka cisza, przerywana tylko stukaniem łyżeczki o szklankę i szumem deszczu za oknem. Steven jeszcze nigdy nie chciał tak bardzo skądś uciec, jak teraz. Rozmowa o tamtym wisiała nad nim jak kat. Odchrząknął.
– Słuchaj, Kieran…
– Musimy pogadać – przerwał przyjaciel.
– Nie wiem, czy jest o czym. Ponadto śpieszę się i…
– I mam sobie iść, tak? – Patrzył na niego z wyrzutem.
– Nie o to mi chodzi. Po prostu byłeś pijany, wściekły. Chciałeś spróbować czegoś nowego, tylko szkoda, że zabawiłeś się właśnie moim kosztem, jakbym był jakąś gumową lalką, a nie kimś... kto cię kocha. – Nie dopowiedział ostatnich słów. Znów zaczął się denerwować. Zacisnął place na parapecie.
– Nie, to nie tak. – Poderwał się z krzesła i chciał do niego podejść, ale Steven wyciągnął rękę do przodu, dając mu znak, by tego nie robił.
– To jak? Nigdy, przenigdy nie dałeś mi żadnego znaku, że chciałbyś spróbować. Nad jeziorem jasno określiłeś nasze relacje, a wczoraj… Wybacz, że jestem trochę skołowany. Nie wiem, co mam myśleć, jak to odebrać. Mózg mi podpowiada jedno, serce drugie. Już ci wczoraj powiedziałem, jak to odbieram.
– Pamiętam. Wszystko pamiętam. Dlatego muszę ci o czymś powiedzieć, jednak nie jestem przekonany, czy to rozmowa na teraz. – Podrapał się po szyi.
– Teraz, to ja idę wziąć prysznic i chcę iść na spotkanie. – Zawahał się przez chwilę, ale dodał: – Kończę o dwudziestej. Jeśli nie masz niczego innego w planach i ci to nie przeszkadza, to możesz wpaść godzinę później, to porozmawiamy.
– Spoko. Raczej nie jestem umówiony na żadną randkę. Dopiję herbatę i sobie pójdę. Jeszcze tylko zabiorę rzeczy z łazienki. Dasz mi jakiś worek?
Pokiwał głową, z niejaką ulgą przyjmując odroczenie tej rozmowy.

~*~

Perfumeria, w której pracowała Holly, mieściła się w jednej z galerii handlowych w centrum miasta. Było to rozległe, dobrze oświetlone pomieszczenie z mnóstwem małych i większych buteleczek ustawionych na licznych półkach zawierających wonności dla kobiet i mężczyzn. W powietrzu roznosił się aromat głównie tych perfum, które wypróbowywały na sobie klientki. Steven skrzywił się od razu po wejściu do środka. Nie mógłby pracować w czymś takim. Pochorowałby się. Od dziecka był wrażliwy na zapachy. Nawet różne odświeżacze powietrza, szczególnie te wydzielające woń przez cały czas, nie mogły być przy nim często stosowane. Od razu go mdliło, miał zawroty głowy, a żołądek chciał wypuścić jedzenie tą samą drogą, którą weszło.
Za ladą stała młoda dziewczyna doradzająca klientce wybór najlepszego zapachu. Rozejrzał się, ale nigdzie nie widział Holly. Poczekał, aż sprzedawczyni obsłuży kobietę i dopiero wtedy zapytał o przyjaciółkę. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i zerknęła na zaplecze. Niemal w tej samej chwili w przejściu pojawiła się Holly, trzymając w ręku torebkę. Gdy zauważyła przyjaciela, podeszła do niego i pocałowała w policzek.
– To co masz mi takiego ważnego do powiedzenia?
– Najpierw wyjdźmy stąd, bo mi niedobrze.
– Ach, to twoje uczulenie na nadmierną ilość zapachów. Katy, wrócę niedługo – poinformowała koleżankę. – Chodź. Domyślam się, że chcesz prywatności, więc usiądziemy przy palmiarni. Jeszcze nie jest użytkowana, więc nikt się tam nie kręci.

Usiedli na ławce przy potężnym pawilonie, którego otwarcie przewidywano za tydzień. Przez wielką szybę widać było umieszczoną na środku fontannę, a wszędzie wokół rosły palmy. Wykorzystano dla nich ziemię z podłoża i dowożono nowej, korzystając z tego, że znajdują się na parterze. Steven nie miał wątpliwości, że i na piętrze znalazłby się sposób na coś takiego, acz mogłoby to być niebezpieczne ze względu na ciężar ziemi.
– No to, co się dzieje? – zapytała przyjaciółka.
Zwlekał z odpowiedzią, już nie będąc pewnym, czy ta rozmowa to dobry pomysł. Holly wzięła go za rękę. Ten gest czyniła zawsze, kiedy chciała dodać mu otuchy i powiedzieć „jestem”. Nie odzywała się, tylko czekała. Zaś on czuł się tak, jakby znów miał osiemnaście lat i wypłakiwał się na jej ramieniu. Co prawda, teraz nie zbierało mu się na łzy, ale miał adekwatny do tego humor.
– Wczoraj przyszedł do mnie Kieran. Był pod wpływem alkoholu. Nie wiem, czy wiesz, że Jessica…
– Wiem. Dzwoniła do mnie i błagała, żebym pomogła jej w ugłaskaniu go. Nie ma mowy. Zdradziła mojego brata. Miałam ją za fajną kobietę, trochę głupiutką, z którą Kieran mógłby spędzić życie. Jestem na nią strasznie wściekła i uwierz, że gdybyśmy nie byli w publicznym miejscu, leciałyby tu różne cholery i kurwy – rozgadała się. – Niech nie myśli, że po zdradzie ma jakiekolwiek szanse powrotu do niego. Nie pomoże nawet to, że podobała się ojcu, bo właśnie taką żonę wymarzył sobie dla syna. Mnie też by chętnie życie układał. Ech.
– Chyba wielu rodziców tak ma.
– Chyba tak. No, ale paplę i paplę. Mów, co dalej?
– O jejku. – Ukrył twarz w dłoniach, ale mu je odsunęła. – Zaczęliśmy rozmawiać i tak jakoś, ni stąd ni zowąd, on się do mnie przytulił. Niby w porządku, bo Kieran jest dotykalski, czasami za bardzo, ale później… Pocałował mnie. – Widział, jak Holly wstrzymuje oddech. W ogóle ciekawy był jej reakcji. W sumie to, że jej brat hetero całuje się z facetem, powinno być dla niej dziwne. Sam na jej miejscu byłby zaskoczony, a ona zaczęła się zwyczajnie śmiać i to tak bardzo, że z jej oczu wypłynęły łzy. – Odbiło ci?
– I to jest ten problem? Ciesz się, człowieku. – Wyjęła z torebki chusteczkę, by obetrzeć łzy, starając się nie naruszyć nienagannego makijażu.
– Nie zaskoczyło cię to?
– On mnie już niczym nie zaskoczy. Może tym, że chciałby zostać kosmonautą. Mówię ci, ciesz się. – Zamknęła torebkę na zatrzask i wyrzuciła chusteczkę do metalowego kosza ustawionego tuż obok ławki.
– Jak mam się cieszyć? Przecież on nie jest nawet Bi. Zresztą to dziwne, nie uważasz? Po co to zrobił?
– Bo chciał? On robi tylko to, czego chce.
– Tak, poeksperymentować sobie, kurwa, chciał. – Zaczął bawić się paskiem od jej torebki.
– Nie wkurzaj się. – Poklepała go po kolanie i przyjrzała mu się uważniej. – Zabolało cię to.
Nie odpowiedział. Niech się sama postawi w jego sytuacji. Niby tak, powinien się cieszyć, lecz nie chciał być zabawką. Narobić sobie nadziei, pokochać jeszcze bardziej, a potem nagle koniec. Nie zniósłby tego.
– Nie skończyło się tylko na pocałunku. Nie rób takich oczu, nie zaszło nic, o czym teraz myślisz, zboczuchu. Dobierał się do mnie, ale go powstrzymałem. Wolałem, żeby rano nie przeklinał mnie za to, że zrobiłem z niego zboczeńca. Zależy mi na przyjaźni z nim. Z resztą sobie poradzę.  – W każdym razie starał się sobie radzić. Ostatnio dobrze mu szło. Zamilknął, kiedy obok nich przechodziła kobieta z małym dzieckiem. Gdyby nie to, że śpieszyło mu się z tą rozmową, to wolałby przeprowadzić ją gdzieś indziej. Jakoś nie chciał mieć świadków tego, co mówił, nawet jeśli byli nimi obcy ludzie.
– Tak jak radzisz sobie od lat – prychnęła. – W sumie mówisz tak, jakbyś nie znał Kierana. Wątpię, by po przebudzeniu i świadomości tego, że się kochaliście, zdecydował się na odrzucenie ciebie.
– Już to zrobił po pocałunku w jeziorze. Teraz byłoby gorzej – wygadał się. Zresztą, co mu tam! I tak się czegoś domyślała. Tylko ją w tym upewnił. Opowiedział jej, co się stało, krążąc wzrokiem wszędzie, byleby na nią nie patrzeć. Wstydził się tamtego zachowania zasługującego na miano napalonego gówniarza. Ona przez cały czas gapiła się na niego jak ciele na malowane wrota, wysłuchując do końca. Kiedy skończył mówić, spojrzał na zegarek. Nie chciał spóźnić się do pracy. Szef ostatnio sprawdzał ich punktualność.
– Mój brat jest zagadką – powiedziała w końcu, według Stevena, jakimś takim wesołym głosem.
– Dla mnie też. Nie rozumiem jego postępowania. Najpierw mnie odpycha, jakbym był zakażony, a teraz zaś dobiera się do mnie tak sam z siebie. Nadal zrzucam winę na alkohol i zdradę – dodał. – Rano chciał o tym pogadać, ale umówiliśmy się na wieczór. Nie będę jego pocieszycielem. Nie takim. Nie dam się wykorzystać.
– Sądzę, że nie o to mu chodziło. – Zamyśliła się na chwilę. Założyła nogę na nogę, po czym kontynuowała: – Ostatnio między nim a Jessicą nie było za dobrze.
–  Na ognisku wyglądało na to, że jest im wprost cudownie.
– To wtedy, ale następnego dnia, po tym, jak was wywiozłam…
– Za to powinnaś oberwać. – Dźgnął ją palcem w bok.
– Tak, tak. No, ale posłuchaj.  – Ponownie wzięła jego rękę w swoją. Z boku mogli wyglądać jak para połączona więzłem miłości, a nie przyjaźni. – Od tamtej pory był nieobecny duchem. Łaził gdzieś sam. Ciągle myślał. Stracił ochotę do zabawy. Próbowałam z nim porozmawiać, lecz się nie dało. Nie wiem, co mu wtedy powiedziałeś, jednak coś się w nim zmieniło.
– Powiedziałem mu całą prawdę. Tak jakoś wyszło samo z siebie. – Wstał i podszedł do szyby palmiarni, patrząc na zieleń za nią. Nie chciał myśleć o tym, co przyszło mu do głowy. To by było niedorzeczne, a nawet niemożliwe, czy głupie. Po co miał robić sobie nadzieję?
– Sądzę, że alkohol dodał mu odwagi. – Kobieta stanęła obok niego.
– Jakiej?
– To chyba tylko on sam może ci powiedzieć, ale ja sądzę…
– Lepiej zachowaj to dla siebie. – Poczuł jak zimny dreszcz przenika jego ciało, aż nim wstrząsnęło.
– Po tym, co ja myślę i co usłyszałam oraz zaobserwowałam mogę zrobić tylko jedno. Dać ci radę.
Miał ochotę przewrócić oczami, ale zaraz by go za to uderzyła. Już nie wiedział, czy ta rozmowa mu pomogła, bo to jeszcze bardziej namieszało mu w głowie, a serce biło szybciej, niż powinno. Jakby się cieszyło z tego, co przypuszczał. Bał się swoich myśli.
– Walcz o mego brata.
Popatrzył na nią, jakby była kosmitką. Jak może mu coś takiego proponować? To było niedorzeczne!
– Mam walczyć z biuściastymi panienkami? Dziękuję bardzo, ale nie.
– Boisz się, że przegrasz?
– Mam dość upokorzeń, wzdychania do kogoś, z kim i tak nie będę i nadziei, że może jednak jest jakaś szansa, a potem się wszystko zawali. Mówię ci, to przez alkohol…
– Pierdolisz farmazony, chłoptasiu! – powiedziała to na tyle głośno, że przechodzący niedaleko ludzie obejrzeli się na nich. – Jesteś facetem? To walcz o swojego faceta.
– On nie jest moim facetem – powiedział przez zaciśnięte zęby. Nie potrafił ustać w miejscu. Gdyby wysunął ręce do przodu, oboje zobaczyliby, jak mu się trzęsły.
– To walcz o kogoś, kogo kochasz. Kieran jest wolny. Nie robi niczego, na co nie ma ochoty, a biorąc pod uwagę ostatnie zachowanie…
– Dlaczego? Powiedz mi, dlaczego miałby chcieć być ze mną lub choćby się przespać?
Wzruszyła ramionami. Tak, sam nie znał na to odpowiedzi. Nie wiedział, czy ma teraz czekać z utęsknieniem na wieczór, czy bać się tego spotkania. Cokolwiek nadejdzie, może mu się spodobać lub nie. Czasem życie to jedna wielka loteria. Wygrywasz lub przegrywasz, od czasu do czasu utrzymując się pośrodku jakimiś siłami. Człowiek nigdy nie wie, czy podejmuje właściwe decyzje. Wielu zawierza swemu sercu i daje się mu prowadzić. On wiedział, dokąd podąża jego serce, a głos, że ktoś, kogo kochał jest wolny, tym bardziej ciągnął go ku tej jednej drodze. Miał zdobyć heteryka, bo ten go pocałował? Jakim cudem miałoby mu się to udać? Czy heretycy całują innych mężczyzn? Słyszał, że wielu eksperymentowało. Sam miał propozycje, żeby komuś obciągnąć, bo on chce zobaczyć, jak robi to facet. Zawsze odrzucał takie oferty.
– Wybacz, że jeszcze bardziej ci namieszałam. – Pogłaskała go po przedramieniu.
– Dam sobie radę, Maleńka. – Tym razem nie oburzyła się na to, jak ją nazwał. Chyba wiedziała, że nie miał sił na żarty.
Przytulił ją, wtulając nos w pachnące rumiankiem włosy. Chciał przetrwać ten dzień, a potem, co ma być, to będzie. Jego życie i tak już nie będzie spokojne. Natknął się na różne zawirowania i wątpił, czy wyjdzie mu to na dobre.

~*~

Już od progu dopadła go Elis i pociągnęła za sobą do kantorka, w którym się przebierali i spędzali przerwy, o ile jakieś mieli.
– Przebieraj się szybko. Widziałeś, co się dzieje. Ludzi jest pełno. Sypią się zamówienia na wieczór. Do tego szefuńcio zwołał wszystkich na drugą po południu i chce coś powiedzieć. Wiesz, że najgorsze rzeczy zawsze mówi publicznie, jakby każdego z nas chciał upokorzyć.
– A co mu znów nie pasuje? – Otworzył swoją szafkę i zdjął lekko wilgotną bluzę z kapturem. Zmókł, zanim dotarł tutaj z parkingu przeznaczonego dla pracowników.
– Nie wiem, czy nie chodzi o jakieś zwolnienia. Ja na pewno będę na pierwszym miejscu. Zawsze wywalają tych, co pracują najkrócej – mówiła z paniką.
– Uspokój się i nie rozgłaszaj czegoś, czego nie jesteś pewna.
– Masz rację, ale i tak się boję. Mary również. Dobra, wracam do kuchni.
No pewnie. Do pełni szczęścia brakowało mu tylko upierdliwego szefa. Nie miał ochoty na dyskusję z nim. Jak ten coś mu będzie pierdolił, to po prostu zagrozi, że się zwolni. Nawet właściciel pizzerii wiedział, że wielu klientów przychodzi właśnie dla tego, kto im gotuje. Odchodząc stąd, zabrałby ze sobą sporo ludzi, a każda inna pizzeria przyjęłaby go bez problemów. Był tego pewny, ponieważ już nie raz miał telefony w tej sprawie. On jednak uparcie odmawiał, kochając miejsce, w którym pracował. Nie powinien tak sentymentalnie do tego podchodzić, lecz już taki był. To tutaj spędzał czas z Kieranem, zawsze siedząc obok niego. Wtedy Atkinson, jako młody chłopak, podbierał mu kawałki pizzy, śmiejąc się z tego niczym dziecko z dobrej zabawy.
Przebrał się szybko i umył ręce. W kuchni był pełen rozgardiasz, a drugi kucharz ledwie dawał sobie radę.
– Cześć wszystkim.
– Steven, jesteś ratunkiem. – Mary dała mu listę zamówień i poszła do swoich zajęć.
– Jestem jak koło ratunkowe. – Odczytał listę i zajął się robieniem ciasta. Dzięki pracy, wszelkie inne myśli mógł schować głęboko w sobie. Znów czekało go krojenie, siekanie, zagniatanie i zapachy ziół. Takie aromaty znosił bez problemów. Dzięki nim minuty mijały jak sekundy.
– Co miała znaczyć ta akcja z wczoraj? – zapytał David, podchodząc do niego.
– Z Martinem? W końcu się doigrał. Uwierz, że już dawno miałem ochotę wbić mu trochę rozumu do głowy, bo mówieniem nic nie zdziałałem.
– On naprawdę przeleciał kobietę Kierana?
– Ano. – Rozejrzał się po blacie, przy którym pracował. –  Gdzie jest bazylia? Kto ją znów przestawił?
Kumpel podsunął mu świeże listki.
– Niezły masz cios.
– Jak on się czuje?
– Nic mu nie będzie. Przez jakiś czas pochodzi z kolorową twarzą. Dobrze mu tak. Następnym razem pomyśli, zanim dobierze się do tego, co nie jego.
– Ta.
– Dobra, lecę. Muszę zawieźć stos pizz na jakąś imprezę.
– Nie będziesz na zebraniu? – zapytał Steven.
– Wrócę. Zresztą, co za debil urządza zebranie w środku nawału pracy?
– Nasz szef – podrzuciła w dalszym ciągu zdenerwowana Elis.
Z tego, co zauważył Steven, inni też nie byli pewni swego. W tych czasach każdy się obawiał o to, że straci pracę. Człowiek żyjący sam jakoś sobie poradzi, ale ten, który ma na utrzymaniu rodzinę, czy chociażby partnera, bardziej drży o przyszłość.

Godzinę później wszyscy siedzieli jak na szpilkach, patrząc się na pracodawcę. Mężczyzna, wysoki i dobrze zbudowany, miał nieprzeniknioną minę. Zawsze, jak się na niego patrzyło, to po plecach przebiegały nieprzyjemne ciarki. Za każdym razem przynosił złe wieści. Ostatnio obciął im pensje, a wcześniej zwolnił dwoje dobrych pracowników, robiąc to publicznie, bo usłyszał, że rozpowiadają o nim nieprzychylne wiadomości. Steven był ciekaw, co czeka ich dzisiaj.
– Mam do przekazania kilka wiadomości – odezwał się szef. – Nie wszystkie są dla państwa dobre.
– Tak, jakby kiedyś przyniósł dobre – szepnęła Mary do Stevena.
– Wiem, że są państwo tutaj jak rodzina. Wiele więzi zawiązuje się przez pracę i tak dalej…
Kolejne z przemówień tego faceta, pomyślał Steven. Chciał wracać do pracy, a nie bawić się w jakieś farmazony. Miał wielką ochotę powiedzieć mu, żeby się streszczał, ale właśnie w tym momencie usłyszał coś, czego tak naprawdę się nie spodziewał.
– Przykro mi, Mary, ale muszę cię zwolnić – powiedział mężczyzna.
– Słucham? – spytała kobieta drżącym głosem. – Mam na utrzymaniu córkę. Żyjemy tylko z mojej pensji. Nie może mnie pan tak po prostu wyrzucić. Za co? – Kobieta rozpłakała się. Steven objął ją ramieniem.
– Stawiam na młodych, prężnych pracowników. W pani wieku…
– Co do tego ma mój wiek? Świetnie sobie radzę, nie jestem stara! – wykrzyknęła zapłakana kobieta. – Dogaduję się z ludźmi o dwadzieścia lat młodszymi ode mnie! Co pan sobie wyobraża?! Jest pan zadufanym w sobie pajacem, któremu się wydaje, że może z ludźmi robić, co zechce! Każdy z was potrafi tylko wykorzystywać swoich pracowników. Najlepiej, żebyśmy pracowali za darmo, a jeśli coś się nie spodoba, to bez skrupułów wywala się nas na bruk! Jak można tak postępować?!
– Za miesiąc wygaśnie pani umowa, a ja jej nie podpiszę. Proszę sobie szukać nowej pracy.
– To śmieszne – głos zabrał Steven. Ten człowiek podniósł mu ciśnienie.
– Mówiłeś coś, Duncan?
– Tak, szefie, mówiłem. Dołączam się do słów Mary, a od siebie powiem, że jeśli zwolni pan ją lub kogokolwiek innego, to ja też odchodzę. – Wiele ryzykował, ale się nie bał. – Bardzo chętnie podejmę pracę gdzieś indziej. Wielu klientów przychodzi tutaj ze względu na mnie. Jak pan sądzi, co oni zrobią, gdy się okaże, że pracuję u konkurencji? – Podniósł brwi, czekając na odpowiedź.
– To szantaż.
– Jak zwał, tak zwał. Mary robi tutaj doskonałą robotę. Jest świetnym pracownikiem, jak każdy z nas. Pizzeria zarabia, więc nie widzę sensu w zwalnianiu pracownika. Chyba, że chciał pan przyjąć na jej miejsce kogoś z rodziny. Uprzejmie informuję, że proszę bardzo, ale nie w zamian za kogoś z ekipy. Ja mogę odejść już teraz. – Widział, jak wzrok mężczyzny twardnieje i gdyby mógł zabijać, już byłoby po nim. Steven patrzył zdecydowanie na szefa, całą siłą woli nie odwracając od niego oczu, co sporo go kosztowało. To Kieran był dobry w długim patrzeniu ludziom w oczy, on tak nie potrafił. Teraz jednak wygrał tę bitwę.  
– Nie mogę pana zwolnić, bo jest pan za dobry, ale mogę obniżyć pensję. Mary, zostaje pani na kolejny rok. Również z obniżonymi zarobkami – powiedział i wyszedł.
W kuchni rozległ się pisk i oklaski. Elis rzuciła się na szyję Stevenowi, a Mary patrzyła na niego z wdzięcznością.
– Chłopcze, wiele ryzykowałeś.
– Warto było, Mary. Tylko niech żadne z was nigdy tego nie robi – zastrzegł. Co tam pensja. Wiele satysfakcji dawało mu patrzenie na szczęśliwe twarze.
– Nie powinieneś stawać w mojej obronie.
– Czułem, że tak muszę zrobić. Ryzykowałem, ale nie tyle, co każdy z was. Nie martw się, Mary. Nasz szefuńcio nie mógłby zwolnić kury znoszącej złote jajka. Dobra, ludziska, wracajcie do pracy. Klienci czekają na żarcie. – Czuł, jak spływa z niego napięcie. Nogi się pod nim ugięły, ale przytrzymał się blatu, czego inni, na szczęście, nie zauważyli. Narażał się i chyba dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo. Co by było, gdyby jednak inne pizzerie go nie przyjęły? Gdyby jednak miał to zrobić drugi raz, zrobiłby, z pełną świadomością swego czynu. Wrócił do pracy z uśmiechem na ustach. Postąpił dobrze.

~*~

Do domu dotarł mocno zmęczony, czy wręcz wypompowany dniem oraz nieprzespaną nocą. Do tego jego samochód nie mógł zapalić i musiał trochę pogrzebać pod maską, więc doszczętnie przemókł. Trochę żałował, że zgodził się dziś na to spotkanie, lecz nie chciał go odwoływać. W sumie to nawet dodawało mu ono zastrzyku energii, ponieważ inaczej już by padł na łóżko. Przebrał się, na szybko wysuszył włosy i przygotował kanapki, chcąc zdążyć przed przyjściem Kierana. Jedną zjadł, zanim dokończył ich robienie. Ustawił je w pokoju i ledwie to zrobił, przyjaciel dał znak, że jest bardzo punktualny. Zanim otworzył drzwi, odetchnął kilka razy, uspokajając się. Nacisnął klamkę.
– Cześć.
– Hej, Steven.
– Właź. Jak jesteś głodny, to zrobiłem kolację.
– E, jutro oddam ci rzeczy. Uprałem je, ale nie wyschły.
– Nie musiałeś…
– Ale chciałem.
Zmarszczył brwi. Kieran wyglądał na smutnego, chociaż to bardziej wyglądało to tak, jakby był napięty do granic możliwości. Co takiego chciał mu powiedzieć, że zachowywał się, jakby był obcy? W innym przypadku już dawno pałaszowałby jedzenie. Teraz tylko omiótł kanapki wzrokiem, ale żadnej nie wziął.
– Nadal męczy cię kac?
– Nawet nie. Czemu pytasz?
– Nie jesz. Ty, wieczny żarłok. Odkąd pamiętam lubiłeś jeść.
– Wolę porozmawiać. Możesz usiąść? – Sam zajął kanapę.
Steven usiadł po drugiej stronie i wziął butelkę wody do ręki. Ta jednak zaraz została mu odebrana.
– Pijesz, bo się denerwujesz, ale chcę, byś mnie wysłuchał.
– Kieran, słucham cię. Mieliśmy porozmawiać o tym, co zaszło, ale to coś więcej, prawda? Co ty mi chcesz powiedzieć?
– Zastanawiałeś się kiedyś, chociaż przez chwilę, czemu zrezygnowałem ze studiów i wyjechałem?
Znalazł się pod obstrzałem tych czarnych oczu i poczuł się malutki. Był w stanie tylko pokiwać głową. Wiele razy zastanawiał się, dlaczego przyjaciel odszedł z uczelni. Przecież była dobra, więc mógł tam skończyć prawo, na które poszedł głównie dlatego, że ojciec tak zarządził.
– Chcesz długiej historii, czy mam opowiedzieć tylko fakty?
– Wolę fakty i chcę wiedzieć, co to ma wspólnego z tym, że się na mnie rzuciłeś. – Nagle coś przyszło mu do głowy. Było to przecież niemożliwe, ale może jakaś szansa istniała. – Jesteś gejem? Ktoś się o tym dowiedział i musiałeś wyjechać?
Śmiech Kierana rozległ się w całym pokoju.

48 komentarzy:

  1. Jak zwykle cudowne, ale czemu w takim momencie musi być koniec? :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle wyszedł Ci świetnie. Nie mogłam się po prostu go doczekać, ale jak, ja się pytam jak mogłaś skończyć w takim momencie?
    Teraz znowu trzeba czekać tydzień:((

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no, do cholery niech Kieran nie bedzie zakochany w Stevenie, bo tego nie przezyje. Spodziewalem sie innego obrotu spraw, a nie oklepanego tego samego watku, co np w filmach. Mam nadzieje, ze sie myle. Po prostu ciezko mi oswoic sie z mysla, ze Kieran moze byc gejem i chciec zwiazac sie z Stevenem.
    ,, - Mam walczyć z buiściastymi panienkami? Dziękuję, ale nie." - ,,biuściastymi" i w Twoim ,,przemowieniu" pomylilas sie i napisalas ,,pozdraiwam" :)


    Damiann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wypisanie błędów. Człowiek czyta 100 razy i tak ich nie widzi. :)

      Usuń
  4. No ej ;-----; Tak się nie robi Q.Q
    Jeśli Kieran okaże się być gejem, to padnę, bo osobiście co najwyżej stawiałam na bi. Przynajmniej na początku.
    Uh!
    Teraz nie będę mogła wytrzymać do następnego poniedziałku ;;;

    OdpowiedzUsuń
  5. jak się okaże, iż Kieran zakochał się w Stevenie, to mnie chyba szlag trafi...
    kurczę, jak Cię Luano cenię za ,,Tylko ty", ,,Szkolnego prześladowcę" czy ,,Połączonych", tak po prostu wręczam sobie odznaczenie masochistki - serio, coś już musi być ze mną nie tak, skoro wciąż czytam tę historię.
    Nie obraź się, ale odnoszę wrażenie, iż piszesz na ilość, a nie na jakoś. Kiedyś jedna dziewczyna napisała mi, że ciężko stworzyć coś oryginalnego. Ale Tobie to się udawało! Kiedyś...
    Tylko Ty - tę historię przeczytałam naprawdę wiele razy. Była świetna! Ale... Niektóre opowiadania z tego bloga przypominają wręcz drugą wersję opowiadań z drugiego bloga (np. ,,Ibara")...
    Ech... Co zrobię? Nic nie zrobię :(
    Wciąż będę czytać. Może napiszesz w przyszłości coś, co odbiegnie od schematów... Trzymam za to kciuki.
    Wenyy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale romanse są i będą schematyczne. Każdy jest taki sam. Przykro mi.

      Usuń
  6. Założę się, że Steven trafił, a w każdym razie był blisko :D Kolejny raz muszę Ci napisać, że kocham to opowiadanie, jak i twój sposób pisania :)
    Ten szefuncio jeszcze się doigra. Coś czuję, że Steven da mu nieźle popalić, szczególnie jeśli znowu wymyśli coś głupiego :P
    Nie mogę się doczekać tego, co powie Kieran. Może na początku odrzucił Stevena, bo nie chciał dopuścić do siebie myśli, że jest gejem? Albo przynajmniej bi :D
    Cóż wszystkiego pewnie dowiemy się w kolejnym rozdziale, a tym czasem życzę weny i pozdrawiam <3
    PS: Skoro już wiesz ile rozdziałów ma " Nie powiem dobranoc" to skończyłaś pisać, czy takie są plany? A może masz już początek kolejnego, cudnego opowiadania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie zostało ukończone w 1013 roku. W tej chwili piszę już inne opowiadania.

      Usuń
    2. Uff Luana to Ty stara kobitka jestes xD
      Zartuje oczywiscie :P

      Usuń
    3. Nie wiedziałeś, ze jestem aż tak stara? :D Tak, miało być w 2013 roku.

      Usuń
  7. Niiiiiiiieeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!! Lu, ja cie xamorduje za przerywanie w takim momencie. Jak mam przeżyć cały tydzień bez wiedzy jak przebiegła ta rozmowa? Focham sie ;)

    Ps. Świetny rozdział i kolejna super historia
    Ps2. Czy ty to zrobiłaś celowo bym wreszcie skomentowała?

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. Oczywiście, że celowo. ;)

      Usuń
    2. Przyłączam się kończenie w taki momencie jest nie fer. Może odcini pojawiały by sie trochę częściej to byłoby do przeżycia:-)

      Usuń
  8. czemu w takim momencie ? xD teraz nie wiem czy go wyśmiał czy śmiał się bo Steven zgadł xD i teraz trzeba czekać do poniedziałku ... zwariuję ;p podziwiam Stevena że sie wstawił za Mary bo raczej mało kto by tak postąpił. co do Kierana zastanawiam się czy przypadkiem nie jest bi. to by do niego bardziej pasowało niż bycie gejem moim zdaniem. ciekawa jestem jak to sie dalej potoczy. rozdział jak zwykle świetny i czekam na następny. wenyyy '** ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Steven to mimo wszystko odważny facet. Jeśli na kimś mu zależy zawsze stanie w obronie tej osoby. :)

      Usuń
  9. Luano...jak widzisz rzesza Twoich fanów Cię nie opuszcza ;) Spójrz tylko ile osób dodało konetarz przede mną i ile dodało jeszcze tego samego dnia po mnie :) Zazdroszczę Ci Twojego stylu i Twojej pomysłowości w tworzeniu fabuły i...budowania napięcia :D Tak, wiem, że wszyscy czytelnicy mnie zlinczują, ale uwielbiam to, że kończysz właśnie w takich momentach. To wtedy właśnie wiem, dlaczego tak bardzo uwielbiam Twoje utwory i dlaczego warto na nie z takim utęsknieniem czekać :) Rozdział moim zdaniem bez błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, stylistycznie znalazłem parę ale wyleciały mi z głowy Xd Przepraszam :/ Może dodam pod swoim komentarzem gdzie one były :) A tymczasem - powodzenia i weny. No i ponieważ jest późno, to...powiem dobranoc ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam kończyć w takich momentach. :)

      Usuń
  10. Wcześniej nie komentowałam, ale teraz muszę to zrobić.Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się twój styl pisania. Fajnie opisujesz uczucia, sytuacje, wydarzenia.
    Niektóre z twoich opowiadań, nie wiem dlaczego, kojarzą mi się z harlequinami(których nie cierpię, lecz dla ciebie robię wyjątek i czytam).
    Co do tego opowiadania to gratuluję pomysłu, wyboru postaci i całej fabuły. Liczyłam, że rozdział 8 będzie bardziej melancholijny i smutny, więc byłam lekko zaskoczona takim szybkim obrotem sprawy. Ten rozdział podobał mi się bardziej niż poprzedni, ale mam nadzieję, że Kieran jednak nie okaże się '100% gejem' bo będzie to troszkę banalne. To ty jednak piszesz to opowiadanie(lub już je skończyłaś) i nic na to się nie poradzi.
    Zauważyłam, że już formuje się obóz pośród grupy komentujących sprzeciwiające się połączeniu Stevena i Kierana, ale ja jestem na tak dla tej pary, może dlatego, że od początku byłam przygotowana na taki obrót sprawy i nic złego w tym nie widzę (choć co do Kierana mam mieszane uczucia). Jeżeli mnie pamięć nie myli to przy którymś z opowiadań pisałaś, że starasz się aby każda twoja historia kończyła się happy endem, więc mam nadzieję, że tutaj dla Stevena też taki zaplanowałaś. Jestem bardzo ciekawa jak rozwiążesz całą tą sytuację.
    "-Jesteś gejem? Ktoś się o tym dowiedział i musiałeś wyjechać?
    Śmiech Kierana rozległ się w całym pokoju." <- mam nadzieję, że on tutaj się śmieje dlatego, że to lekko niedorzeczne stwierdzenie, a nie dlatego, że to prawda, przynajmniej nie w 100%.
    Pozdrawiam i życzę weny do pisania kolejnych ciekawych opowiadań.
    Levi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, żeby każda historia kończyła się dobrze, bo w życiu jest za dużo złych zakończeń i czasami dobrze poczytać bajkę z happy endem, żeby odciąć się od tego co smutne i złe.
      Formują się dwa obozy i poniekąd rozumiem to. Kieran jest postacią specyficzną, Steven przez niego cierpi i wielu by chciało, żeby bohater spotkał kogoś kto go będzie kochał. Tylko Steven nie jest w stanie nikogo innego pokochać. Próbował. Serce oddał już na całe życie temu jednemu.
      A co do końcówki, zobaczysz za tydzień. :)

      Usuń
  11. Hej,
    Jak zwykle ciekawy rozdział, ale muszę przyznać że jeśli Kieran wyjechał ponieważ był zakochany w Stevenie to będę trochę zawiedziona....Czekam z niecierpliwością! Do poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz z czasem czy się rozczarujesz, czy mimo wszystko nie. :)

      Usuń
  12. Witaj :3
    Ten rozdział był dla mnie bardzo bardzo bardzo dużym zaskoczeniem !
    Naprawdę!
    Ja w miarę lubie Kierana :3
    Chociaż jest bardzo specyficzny , stawiam na to że będzie Bi chociaż homo też może być...
    Tylko czemu tak zareagował tam w jeziorze? To pytanie nie daje mi spokoju...
    Bardzo lubie to opowiadanie jest takie...inne
    Tajemnicze, (przynajmiej dla mnie)
    nie daje rady przewidzieć co będzie dalej i niecierpliwie czekam na historię Kierana :3

    Pozdrawiam Ash


    P.S ja chyba jestem w tym obozie który lubi Kiera :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłabym z obozie Kierana. Dziwny facet, ale każdemu trzeba dać szansę. :)

      Usuń
  13. Jak? Dlaczego w takim momencie? Boże lubisz nas dręczyć, nas biednych czytelników.
    Jestem bardzo ciekawa co Kieran powie Stevowi, jaką historię mu opowie.
    Cieszę się, że Holly jest taką oddaną przyjaciółką, która zawsze pomoże, nawet jeśli jej pomoc nie jest mile widziana xD
    Dobrze, że Stev postawił się szefowi, nie można tak pomiatać pracownikami.
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Was dręczyć. *okrutny śmiech*
      Holly to jedna z tych osób, którą się wyrzuca drzwiami, a wchodzi oknem. Poza tym dla przyjaciół zrobiłaby bardzo dużo. :)

      Usuń
  14. W takim momencie... Chociaż sama robię podobnie :) To buduje takie oczekiwanie na następny rozdział i sprawia, że czytelnik chce wrócić mimo wszystko :D
    Zgadzam się z Tobą. Romans to romans i jest schematyczny. Raczej wolę zakończenia w happy endem, niż takie ze złym. W końcu to opowiadanie, a nie rzeczywistość gdzie dość często nie idzie po naszej myśli :)
    Jestem ciekawa co kryło się za śmiechem Kierana... Strasznie polubiłam to opowiadanie, wydaje się być inne niż wszystkie :)
    Pozdrawiam i życzę weny w przyszłościowych opowiadaniach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że cudownie jest pisać zakończenie, które ma trzymać czytelników w napięciu?
      Tak, romans to romans. Raz słyszałam, a może czytałam, że kto przeczytał jedną opowieść z serii Harlequin przeczytał ich setki. Tak też jest z takimi opowiadaniami. Bardzo ciężko jest odejść od schematu. Może kiedyś mi się to uda. :)

      Usuń
  15. Jak dla mnie, to śmiech Kierana nie zwiastuje nic dobrego. W każdym razie na tym etapie opowiadania. Kiedy szef zwołał zebranie, to już miałam nadzieję, że zatrudnił nowego pracownika, który będzie zainteresowany Stevenem ... Jednak moje przypuszczenia chyba nie są trafione.
    Swoją drogą ja też lubię takie zakończenia. :)
    Chwilowo Anonimowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu mogę zdradzić, że Twoje przypuszczenia nie są trafione.

      Usuń
  16. Ostatnie zdanie wręcz rozrywa serce, nie z powodu tego, że zakończyłaś rozdział w takim momencie, ale w związku z fabułą. Nie wiem, dla mnie to było troszkę okrutne, że Kieran tak zaczął się śmiać :\\
    Steven zachował się w pracy bardzo honorowo i wiele zaryzykował :3 Pewnie wkrótce los odpłaci się mu za poświęcenie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okaże się z jakiego powodu się śmieje i czy to jest okrutne, czy po prostu to pytanie go rozbawiło. :)

      Usuń
  17. I jak ja mam teraz spokojnie przetrwać tydzień? No nieda się.... :P
    Fajny rozdział (jak każdy) i ta końcówka pełna napięcia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Normalnie zabić to za mało.
    Kurczę właśie skończyłam czytać i jest naprawdę niesamowite.
    POdobało mi się zachowanie Stevena.
    Stanął w obronie starszej koleżanki a ten szef to jakiś despota.
    Że też normalnie takie rzeczy się dzieją w życiu.
    Ale facet zachował się jak mężcyzna i naprawdę zaimponował mi.
    Ciekawa też jestem tajemnicy Kierana.
    Cały Boży tydzień normalnie jestem zaintrygowana.
    pozdrawiam mocno;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już byś zabijała i co potem byś miała? :P

      Usuń
  19. Witam,
    agrh co za szef, jak on tak może, ciekawe co chce powiedzieć Kieran, czyżby coś jednak czuł do Stevena dlatego wyjechał, czy może coś się stało tam i dlatego wyjechał...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szef, myśli, że może wszystko. Niestety.

      Usuń
  20. szczęście że miałam za dużo pracy i dopiero dziś przeczytałam ten rozdział, krócej czekać poniedziałku ;) ale srly? w takim momencie? aż mnie skręca z ciekawości co tam w twojej genialnej główce wyrosło, dlaczego wyjechał :) dziewczyno jesteś niesamowita, jesteś moim mistrzem! czytałam wiele opowiadań ale twoje są najlepsze 'tylko ty' to istne mistrzostwo obie części i tak samo 'spontaniczna decyzja' i w ogóle wszystkie! czytałam twoje opowiadania po kilka razy i za każdym razem cieszyłam się, śmiałam, płakałam i przeżywałam z bohaterami ich przeżycia. weny życzę i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tobą :D
      Opowiadanie które najlepiej wspominam to "W cieniu ludzi" oraz "Połączeni" :D

      Usuń
  21. Luana lubi tak przerywać. xD Przyznaję, że poprawiając rozdziały byłam taka szczęśliwa, że mam szczęście i możliwość czytania ciągiem. ;D
    Sytuacja się rozkręca. Nie martwcie się na zapas, bo jeszcze nie wszystkie karty zostały ukazane. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ostatnie zdania czytałam z mocno bijącym sercem.. i gdy już miałam przeskoczyć na nową stronę okazało się że nie ma kolejnej strony, aż mi się łezka zakręciła w oku :D
    Dobrze że przeczytałam ten rozdział dzisiaj ponieważ teraz nie muszę tak długo czekać na nowy rozdział. Dziekuje Luano za te emocje gdy przy końcówce rozdziału człowiek krzyczy "Nie!!!" "Dlaczego w takim momencie?!" xD

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)