29 grudnia 2014

Nie powiem dobranoc - Rozdział 7



 Nie wiedziałam, którą kartkę wybrać, więc macie dwie, bo na obu jest to, co chciałam Wam razem i każdemu z osobna przekazać. Przede wszystkim życzę Wam dużo miłości, jeśli ktoś nie ma to abyście spotkali tę jedyną ukochaną osobę i byli przez tego kogoś kochani. Wszystkiego najlepszego i udanego Sylwestra. :*

Zapraszam na rozdział i dziękuję za komentarze. :)


Języki ognia lizały drewno i spalały je w swoim żarze podsycanym przez kolejne dorzucane szapy. Ciepło ogniska ogrzewało siedzących przy nim ludzi śpiewających sprośne piosenki. Dochodziła północ i nikt nie zamierzał kłaść się spać, a nawet przeciwnie, każdy dopiero zaczął się bawić. Każdy, poza Stevenem. Mężczyzna siedział tutaj tylko dlatego, by móc skupić się na czymkolwiek innym, byle tylko nie rozmyślać o feralnym pocałunku. Najczęściej gapił się na ogień, słuchając wynurzeń pijanego Martina, doprawiając sobie śpiewem innych, często połączonym z fałszowaniem. Od czasu do czasu zerkał na Kierana zachowującego się tak, jakby nic nie zaszło. Jedyna różnica polegała na tym, że częściej przebywał ze swoją partnerką, z czego ta była bardzo zadowolona.
– Stary, mówię ci, ta laseczka jest nienasycona – mówił Martin, trzymając w ręku butelkę z piwem. – Jest… jest… jest… – Zmarszczył brwi, starając się przypomnieć sobie słowa, jakimi chciał określić kobietę, z którą tutaj przyjechał.
Steven był częściowo znieczulony przez whisky. Wbrew swym chęciom nie wypił całej butelki, jednak i tak spokojnie znosił marudzenie kumpla. Plany na to, aby przyłożyć mu za traktowanie kobiet jak rzeczy, odłożył na później. Martin i tak nie zmądrzeje, a tłumaczenie pijanemu na nic się nie zda.
– Co to ja miałem? – zapytał Martin.
– Pójść po piwo? – Miał nadzieję, że tym sposobem mężczyzna sobie pójdzie i dziś nie wróci.
– E, jeszcze ma… – Spojrzał na butelkę. – A nie mam. Dzięki, stary. – Poklepał Stevena po kolanie i wstał, chwiejąc się na boki, by po sekundzie odejść w stronę stołu, gdzie ustawione były trunki.
– Tylko się nie wywal! – krzyknął za nim, wątpiąc, że kumpel go usłyszał. Chwilową samotnością nie cieszył się zbyt długo, gdyż jak tylko Martin odszedł, jego miejsce od razu zajęła Nicki. Kobieta usiadła bardzo blisko niego.
– Hej, co tak trzymasz się na uboczu? – zagadała przyjaciółka Jessiki. Nie czekając jednak na odpowiedź, kontynuowała: – Pytałam Holly, czy ty tak zawsze, ale mówiła, że potrafisz poszaleć.
– Czasami. – Żeby szaleć, trzeba mieć dobry nastrój, a nie grobowy, tak jak on.
– Może zatańczymy?
– Dzięki, ale nie – odburknął.
– Bardzo rozmowny jesteś. Fajne ognisko. U mojego wujka takie robiono, ale to było wieki temu.
Rozumiał, że szukała sposobu, by z nim nawiązać kontakt, lecz on nie zamierzał jej tego ułatwiać, licząc, że sobie pójdzie.
– Może, gdy wrócimy do miasta, to umówilibyśmy się na kawkę?
Tego to już nie mógł ignorować. Popatrzył na kobietę, której twarz była blisko… zbyt blisko, jak na jego gust i uznał, że trzeba być stanowczym.
– Słuchaj, Nicki, ja naprawdę nie mam ochoty chodzić na żadne randki.
– Kto mówił o randkach? – Przysunęła się do jego ucha i szepnęła. – Wiem, że jestem nie tej płci, którą preferujesz.
Popatrzył na nią przestraszony. Zabije Holly. Przyjaciółka nawarzy sobie w końcu takiego piwa, że nie będzie w stanie go wypić!
– Powiedziała ci? – warknął.
– Nikt mi nic nie powiedział. Widzę to. Podobno niektórzy heretycy też mają gej radar. Masz przed sobą jeden taki okaz, albo po prostu jestem bardzo spostrzegawcza. Widzę więcej, niż ci się wydaje. – Tu popatrzyła na siedzącego w oddali Kierana, lecz zaraz z powrotem zawiesiła wzrok na Stevenie. – Przyznam, że żałuję, bo jesteś w moim typie.
– Nie…
– Nie powiem nikomu – zapewniła. – A zaproszenie na kawę nadal aktualne. Pójdę poszukać kogoś do tańca, skoro ty zamierzasz tutaj zapuścić korzenie.
Natychmiast nawiedziła go myśl o tym, czy ona wiedziała, że on coś czuje do Kierana, czy zwyczajnie był w tym tak oczywisty? To znaczyło, że przestał się pilnować, jednak z drugiej strony, ile można ciągle na wszystko uważać? Lekko rozstrojony nerwowo, ponownie sięgnął po butelkę leżącą pod ławką. Odkręcił ją i pociągnął solidny łyk. Czuł, jak trunek pali go w gardło, spływając w dół przełyku. Ponownie spojrzał na Kierana, przyłapując go na tym, że też na niego spogląda. Dym z ogniska trochę zniekształcał jego sylwetkę, ale z całą pewnością można było stwierdzić, że mężczyzna definitywnie na niego patrzył. Pierwszy raz od kilku godzin. Chyba, że on tego wcześniej nie zauważył. Kieran uśmiechnął się i podszedł do niego. Usiadł obok w stosownej odległości, wyciągając mu z ręki butelkę. Steven starał się ukryć nerwowość i zaskoczenie tą sytuacją. Nie rozumiał, czemu mężczyzna, po tym, co mu powiedział, sam szuka kontaktu. Tym bardziej, że nie wyglądał na pijanego, by obecne zachowanie zwalić na zamroczoną alkoholem pamięć i umysł.
– Dobre, ale nie przepadam za tym – powiedział przyjaciel, napiwszy się i oddał mu whisky.
– Chcę cię o coś zapytać.
– Śmiało.
– Dlaczego to robisz, po tym, co mi powiedziałeś? Wiesz, żebym trzymał się od ciebie z daleka?
– Chyba coś ci się poprzestawiało w twojej łepetynie. Nic takiego nie mówiłem.
Steven spojrzał na niego i miał ochotę zdzielić go po jego „łepetynie”. Kieran grał, udawał, że nic się nie stało. Skurwiel!
– Spadaj – syknął Steven i podniósł się. Nie miało sensu, by tu siedział. Może jakoś uda mu się zasnąć. Odszedł kawałek od ogniska i obejrzał się. No tak, Kieran już musiał sprawdzić swoją męskość, mizdrząc się z Jessicą. Bo facet go pocałował! I on się nazywa tolerancyjnym? – Toż, kurwa, to był tylko pocałunek. – Rzucił w nerwach butelkę, która uderzyła w pobliskie drzewo. Miał gdzieś to, że mogła się rozbić i ktoś się skaleczy. Teraz jego głowę przepełniała wściekłość i osoba Atkinsona. Już on mu pozwoli udawać, że nic się nie stało! Z drugiej strony, jeśli Kieran tego chce, to niech sobie udaje! On miał dla niego nie istnieć, nie odzywać się? Proszę bardzo! Był perfekcyjny w realizowaniu zamówień.

~*~

Ranek powitał z pulsującym bólem głowy. Czuł się bardziej pijany po wdychaniu smrodu ze strawionego alkoholu i zaduchu panującego w domku, niż po tym, co sam wypił. Otworzył wszystkie okna, wpuszczając do środka świeże powietrze. Korzystając z tego, że wszyscy jeszcze spali, wziął długi prysznic i ogolił się. Zrobił sobie lekkie śniadanie i zjadł kanapkę, chociaż żołądek nie bardzo chciał ją przyjąć. Dopiero wtedy wyszedł na zewnątrz, nie zamykając za sobą drzwi, tylko zostawiając je szeroko otwarte. Tam zastał siedzącą na tarasie Holly.
– Skąd ja wiedziałem, że już nie śpisz.
– Nigdy nie śpię do późna. Miałam też nadzieję, że ty pierwszy wstaniesz. Wątpię, by reszta obudziła się przed południem.
Długo nie mógł zasnąć i był świadkiem, jak inni kładą się spać lub próbują to zrobić, potykając się po pijanemu o leżące na podłodze rzeczy. Był pewien, że połowa z nich otworzy oczy dopiero późnym wieczorem.
– Wygląda na to, że chcesz ze mną porozmawiać.
– Oczywiście. Wczoraj dałam ci już spokój. Siadaj. – Poklepała miejsce obok siebie na drewnianych deskach, z jakich był wykonany taras.
– Najpierw wolałbym to wszystko posprzątać. – Już stąd widział walające się wszędzie butelki i zużyte serwetki. – Trzeba też zebrać popiół z ogniska, a resztki niespalonego drewna ułożyć gdzieś, na kiedyś tam.
– Ty mi tu nie zawracaj głowy ogniskiem, ale jak chcesz sprzątać, to ci pomogę – powiedziała kobieta. – Przyniosę worki i pogadamy.
– Uparta jesteś.
– Żebyś wiedział. – Wstała i zanim zniknęła w budynku, klepnęła go jeszcze w pośladek, i uciekła.
Dziwił się, że mu tak szybko ustąpiła. Innym razem kazałaby mu siadać i wyciągnęłaby z niego wszystko to, co chciała wiedzieć. Obecna sytuacja była mu na rękę. Przynajmniej zajmie się czymś, gdy ona będzie prowadzić śledztwo.
Kobieta wróciła z kilkoma workami i podała część Stevenowi, który najpierw poszedł odnaleźć to, co wczoraj wyrzucił z takim zapałem. Rozbita butelka leżała pod drzewem, więc ostrożnie pozbierał szkło i włożył je do worka. Kiedy skończył tutaj, wziął się za resztę. Rozłożył worek tak, by mógł do niego wrzucać butelki. W wielu z nich było zwietrzałe już piwo. Wylewał wszystko na trawę, kręcąc z głową z dezaprobatą i krzywiąc się z niesmakiem.
– Powinniśmy poczekać na innych, żeby też udzielali się przy sprzątaniu – powiedziała Holly, zbierając serwetki i zużyte naczynia jednorazowe.
– Zanim oni wstaną, zarośniemy w brudzie. Nie zamierzam siedzieć w syfie. Poza tym, jak pomyślę, ile się najęczą, zanim zdecydują się działać, odechciewa mi się jakiejkolwiek pomocy. Nie, dziękuję. Wolę sam to zrobić. Czemu mnie nie opierdoliłaś wczoraj? – wypalił z pytaniem.
– Widziałam, jak wyglądałeś i nie chciałam cię dodatkowo dobijać. Mój opierdol nie był ci potrzebny, ale wszystko przed tobą. – Wrzuciła z obrzydzeniem śmiecie do worka. – To co się wczoraj stało?
– Nic. – Zachciało mu się zaczynać temat, to ma.
– Ha ha ha. Już ci uwierzę. Poszliście razem nad jezioro, a Kier wrócił sam. Ty zaś zaszyłeś się w lesie jak dzikus.
– Kto to jest Kieran? – wyrwało mu się.
– Nosz kurwa, tylko nie to – jęknęła. – Co się stało? Teraz ci nie odpuszczę. – Stanęła w rozkroku i położyła ręce na biodrach. Wyglądała bardzo wojowniczo z determinacją wypisaną na twarzy i widocznej w całej jej postawie.
– Nic się nie wydarzyło. Pokłóciliśmy się tylko. – Zawiązał worek i odstawił go na bok. Rozejrzał się jeszcze na wszelki wypadek, obserwując, czy coś nie zostało.
– Już ci wierzę.
– Wierz, w co chcesz. Pomożesz mi z tym ogniskiem, czy sam mam to zrobić? – warknął.
– Hej, wam.
Miał wielką ochotę jęknąć, słysząc wyraźny głos za sobą. Jeszcze jej tu brakowało. W ich stronę szła Jessica, machając do nich ręką. Czy ucieczka wyglądałaby na zbyt dziecinną?
– Hej – odburknął.
– Potrzebujesz szufelki do tego popiołu. Przyniosę – powiedziała Holly. Zanim odeszła, przywitała się z przyszłą szwagierką, całując ją w policzek.
– Co robisz? – zapytała kobieta.
– Nie widać?
– Wybacz, że ci nie pomogę, ale właśnie malowałam paznokcie.
– Łaski bez – mruknął i wybrał kilka niedopalonych polan. – Poradzę sobie. Panie o delikatnych rączkach nie powinny trudzić się sprzątaniem brudu.
– Zgadzam się z tobą. – Usiadła na ławce, dmuchając na paznokcie pomalowane niebieskim lakierem. – Od dawna znasz się z moim Kirusiem?
– Kirusiem? – zapytał.
– Mówię tak do niego czasami. Nie lubi tego. Powtarza, że nie jest dzieckiem, by go tak  nazywać. To od jak dawna się znacie?
– Od kilku lat. Poznaliśmy się bliżej dzięki Holly.
– Fajnie. W ogóle fajnych masz znajomych.
– Nie wszyscy są moimi znajomymi – wytłumaczył.
– Ten Martin, David i ta młódka, Grace? Tyle was jest?
Zaczynała go denerwować. Do jej opisu dodałby teraz, że jest wścibska. Holly, jak na złość, nie wracała, więc sam będzie musiał iść po tę szufelkę, co, swoją drogą, zrobi z przyjemnością. Otrzepał ręce i popatrzył na Jessicę. Wyglądała dziś bardzo elegancko w długiej do ziemi, czerwonej sukience, a szczęście biło z jej twarzy całymi falami. Otwierał usta, by odpowiedzieć na jej pytanie, jednak wówczas kobieta przestała się nim interesować, mając w zamian o wiele lepszy obiekt do dyspozycji.
– Kochanie, tu jestem! – zawołała.
Nie miał wątpliwości, do kogo się zwracała. Dyskretnie obejrzał się za siebie. No tak. Przyjaciel nie mógłby nie podejść i nie przywitać się ze swą dziewczyną. Do tego dołączyła do niego Holly, tłumacząc mu coś. Łudził się, że ten dzień rozpocznie dobrze i zniknie wieczorem, tak jak sobie planował. Dlaczego ziemia pod nim nie może się zwyczajnie rozstąpić i go pochłonąć? To byłoby prostsze, niż wejście do samochodu i wyjechanie stamtąd, kiedy w żyłach jeszcze krążył alkohol.
– Wstałeś, Mordeczko moja. – Jessica uwiesiła się szyi Kierana i pocałowała w usta.
– Trudno spać, jak wszystko śmierdzi lakierem.
– Wybacz. Malowałam na dworze, ale wylało mi się trochę w namiocie. Wybaczysz?
– Tobie? Zawsze, o ile zrobisz coś na śniadanie.
Steven wyjął szufelkę z ręki przyjaciółki z zamiarem jak najszybszej ewakuacji, nie mając ochoty słuchać i oglądać tych przesączonych miodem scenek. Ze złością zaczął wybierać popiół do worka. Kieran nawet na niego nie spojrzał! Pewnie, po co ma to robić? Zresztą sam zdecydował, że dla Kirusia stanie się niewidzialny, wedle jego życzenia, więc czego teraz chce?!
– Już się robi, Pysiu.
Przewrócił oczami. Kiruś, Mordeczka, Pysio? Miał ochotę zwymiotować. Lubił czułe słówka, gesty, czy zdrobnienia, jednak przenigdy nie nazwałby Kierana Pysiem!
– Uważaj, bo rozerwiesz ten worek. – Kieran uklęknął po drugiej stronie.
– Pogadamy? – Popatrzył na niego.
– Nie ma, o czym. Mówiłem ci już. Nawet nie wiem, o czym chcesz rozmawiać.
– W sumie masz rację. Nie ma, jasna cholera, o czym! – Rzucił szufelką prosto w pozostały popiół, a ten uniósł się do góry, tworząc kurzawę. Steven nic sobie z tego nie robił. – Wszak nie istnieję! – krzyknął, obrzucając mężczyznę wściekłym wzorkiem. – Masz, co chcesz. Nie zagaduj mnie, nie… A zresztą, pierdolę to! – Podniósł się. Furia go rozsadzała. Plan poszedł w diabły. Miał zignorować Kierana, gdy ten do niego zagada. Miał udawać, że go nie zna, w ogóle się nie odzywać, ale nie, musiał postąpić inaczej! Nie byłby sobą, gdyby nie złamał swego postanowienia! Był teraz gorszy niż w wieku nastoletnim.
– Ej, chłopaki. Steven. – Holly złapała go za rękę, ale się wyrwał.
– Pójdę ułożyć worki za domem – powiedział, mając ochotę się na czymś wyżyć. Wczoraj płakał, dziś chciał coś rozwalić w drobny mak. Byle wytrzymał do wieczora.

~*~

Następne godziny upłynęły pod tytułem „ignorowanie Kierana, czyli udaję, że nie istnieje, dopóki on nie przestanie sobie wmawiać, że nic się nie stało”. Przyjaciel jeszcze kilka razy próbował rozpocząć rozmowę, ale bez skutków, więc w ogóle przestał zwracać na niego uwagę. Niestety, kiedy Atkinson dał sobie spokój, do Stevena doczepiła się Jessica, która najwyraźniej postanowiła nawiązać z nim więź, czy cokolwiek to było. Kobieta chętnie zagadywała go, pytała o różne rzeczy, a raczej przeprowadzała śledztwo, jak on to nazywał. Wypytywała o jego znajomych, tłumacząc, że chciałaby ich poznać. Ciekawe było to, że wybrała akurat jego, zamiast wisieć na głowie ukochanego lub zwyczajnie zbliżyć się do reszty. Jaki miała w tym cel? Z początku podejrzewał, że to Kieran ją przysyła, lecz ta myśl szybko wyparowała mu z głowy. Dobrze wiedział, że gdyby przyjaciel chciał, to sam by przyszedł, a nie przysyłał posłańców. Po jakimś czasie wreszcie został sam, więc wziął książkę z podręcznej torby i ruszył w kierunku pobliskich drzew, zamierzając usiąść pod jednym z nich. Niestety, gdy jedne przeszkody zostają pokonane, drugie od razu piętrzą się pod nogami.
– Mam sprawę – powiedziała Holly, stając mu na drodze. Wyglądała jak chmura gradowa. Dziwiło go to, że jeszcze nie wpadł jej do głowy pomysł zorganizowania grupy i wywleczenia jej gdzieś w las.
– Czego? – warknął. Nie zamierzał być miły, skoro nie miał na to ochoty. Jessica wystarczająco zepsuła mu nerwy i zabrała ostatnie pokłady cierpliwości.
– Potrzebuję twojej pomocy. – Wyszczerzyła białe i równe ząbki. Nic dziwnego, że lubiła je pokazywać. Częste wizyty u dentysty i aparat ortodontyczny sprawiły, że jej uśmiech lśnił. – Muszę pojechać do miasteczka po coś ciężkiego.
– No to jedź. – Chciał ją ominąć, ale nie pozwoliła na to, ponownie zagradzając mu drogę.
– Ej, no. Chodzi o to, że kurier nie dowiezie tutaj tej przesyłki, a sama jej nie załaduję. To jakaś kanapa. Rodzice kupili. Potrzebuję mężczyzny.
– Masz Zacka.
– On umiera po przepiciu. Potrzebuję ciebie. Jesteś taki silny. – Podchlebiła mu.
– Coś kręcisz. – Zmarszczył brwi.
– Ja? – Położyła rękę na swojej piersi. – Wiesz ty, co? Przyjaciółka prosi o pomoc, a ty ją podejrzewasz o jakieś podejrzane zamiary. – Pokręciła głową z niezadowoleniem.
– Znam cię.
– A ja znam ciebie i wiem, że mi pomożesz. Żeby była jasność - twoje naburmuszenie mnie nie obchodzi. Ruszysz ten swój tyłek i mi pomożesz – stwierdziła głosem pełnym słodyczy, w którym dało się wyczuć nutę groźby.
– Ja ci pomogę – wtrącił się siedzący nieopodal David. Razem z kilkoma osobami grał w karty. Sądząc po jego minie, przegrywał.
– Zapraszał cię ktoś? Nie do ciebie mówię – opieprzyła go Holly. David wzruszył ramionami i wrócił do gry. Kobieta ponownie spojrzała na przyjaciela i uśmiechnęła się, tym razem czarująco. – To jak? Mogę na ciebie liczyć?
Czuł, że ona coś kombinuje. Prawdopodobnie chce go zabrać do jakiegoś baru w miasteczku i porozmawiać. Chociaż licho ją tam wie. Ona była zdolna do wielu rzeczy. Nawet do tego, by zawiesić go nad przepaścią głową w dół i kazać wyśpiewać to, co go dręczy. Skinął głową, że się zgadza i zanim za nią poszedł, włożył książkę w ręce Grace przyglądającej się grze. Lepszą opcją było wyjście z przyjaciółką, niż siedzenie tu ze wszystkimi. Już wolał męczyć się z dźwiganiem kanapy i oczywiście, zrobi to z chęcią, o ile słowa Holly są prawdziwe. Coś mu się wydawało, że prędzej piekło zamarznie, niż okaże się, że czeka na nich jakiś kurier. Tym bardziej się w tym upewnił, gdy kobieta wzięła kluczyki do kabrioletu od przyszłej szwagierki. Kto widział, żeby tym przewozić coś dużego? Nikt. Czerwony Chevrolet Camaro stał zaparkowany wśród innych aut. Odkąd pierwszy raz zobaczył ten samochód, zakochał się w nim. Podobała mu się linia pojazdu i to, że był piękny i agresywny. Zawsze chciał się takim przejechać i teraz, mając taką możliwość, był skłonny pozwolić Holly wywieźć się nawet na koniec świata. Mina mu jednak zrzedła, kiedy obok kabrioletu zobaczył stojącego Kierana. Niepokój był uzasadniony, gdyż mężczyzna zostawił swój samochód o wiele dalej, a raczej nie miał powodu do tego, aby się z nimi zabrać. Steven potrząsnął lekko głową i przybrał na twarz maskę obojętności. „On chyba z nami nie jedzie?” – zapytał się w myślach. W sumie równie dobrze Atkinson mógł po prostu oglądać auto. Płonne nadzieje zostały bardzo szybko rozwiane przez słowa przyjaciółki:
– Dobrze, że już jesteś.
Zagotowało się w nim. Taki był jej plan. Doprowadzić do ich spotkania sam na sam. Zacisnął zęby tak mocno, że omal ich nie połamał. Zły, wsunął ręce do kieszeni, starając się nie patrzeć na Kierana. Ten jednak uparcie wgapiał się w niego, jakby oglądał eksponat w muzeum.
– Panowie, pakujcie swoje zgrabne tyłeczki na tylną kanapę i niech nikt mi się nie waży usiąść z przodu.  Nie miażdżcie mnie tak wzrokiem, bo się was nie boję. Chcecie zaczynać wojnę z babą? – Patrzyła na nich hardo, bawiąc się kluczykami. – Pomożecie mi i już. Tylko wy jesteście trzeźwi.
– Skończ już z tą bajeczką, siostra, bo ci nie wierzę. Kto przewozi kanapy w kabriolecie?
– Nie gadaj, tylko wsiadaj! – powiedziała ostro i obeszła samochód, by usiąść za kierownicą.
Steven odetchnął i otworzył drzwi, by odsunąć sobie przedni fotel. Usiadł z tyłu, nie zamierzając dyskutować z wściekłą kobietą. Kieran, wskoczywszy do samochodu, nie używając drzwi, usiadł przy nim. Wąska przestrzeń sprawiła, że siedzieli bardzo blisko siebie, znów udając, że tego drugiego nie ma. W każdym razie Steven tak robił, bo zanim Holly cofnęła, by wyjechać z prowizorycznego parkingu, poczuł na sobie wzrok mężczyzny.

Kobieta wywiozła ich tam, gdzie diabeł mówił dobranoc. Twierdziła, że to krótsza droga do miasta i nie miała na myśli tego małego, sennego miasteczka w dolinie, którego dachy było widać z miejsca, przez jakie przejeżdżali. Droga raczej nie była uczęszczana, bo do tej pory nie spotkali żadnego innego pojazdu. Holly cały czas milczała, prowadząc pewnie i z wyczuciem.
– Powiedz, co masz nam do powiedzenia i wracajmy – rzekł zrezygnowany Kieran, siedząc rozwalony na siedzeniu, niczym pan na włościach.
– Nie mam wam nic do powiedzenia. To chyba wy powinniście ze sobą porozmawiać, a nie ja z wami. Co zrobicie, to nie moja sprawa. Ja tylko chcę waszej pomocy i tyle.
– Długo będziesz odgrywała ten teatrzyk? – zapytał Steven. Ze zdenerwowania i napięcia stukał palcami o swoje kolano. Gdyby rozsunął nogę jeszcze bardziej, mógłby dotknąć uda siedzącego obok mężczyzny.
– Kto robi teatrzyk, ten robi. Na pewno to nie jestem ja. To wy zachowujecie się jak popierdzielone pięciolatki – burknęła i nagle zatrzęsło autem, które po chwili stanęło. – Kurwa, co to się dzieje? – Próbowała zapalić silnik, ale nic nie wskórała. Żaden odgłos nie wydobył się spod maski. Holly nacisnęła przycisk otwierający przednią klapę i wysiadła. Zanim jednak dotarła do niej, obejrzała się na nich. – Co tak siedzicie jak jakieś figury woskowe? Pomoglibyście biednej kobiecie.
Steven już miał powiedzieć, że ona wcale nie jest biedna, a na samochodach zna się lepiej niż nie jeden facet, ale ugryzł się w język i opuścił auto. To samo zrobił Kieran i cała trójka przeszła obejrzeć, co dolega Camaro.
– Nic tu nie widzę – zamruczała Holly, pochylając się nad silnikiem. – Hm. Spróbuję zapalić jeszcze raz, a wy patrzcie, czy coś się dzieje.
– Ty patrz, ja zapalę silnik – powiedział Steven. Usiadł za kierownicą i przekręcił kluczyk. Jego wzrok padł na liczniki, a szczególnie wskaźnik paliwa. – Chyba ktoś tutaj zapomniał nalać do baku.
– Co? Niemożliwe. – Holly podbiegła do niego i odsuwając z twarzy włosy, zdziwiona, popatrzyła na wskaźnik. – Zaraz. W bagażniku powinien być kanister. Może coś w nim jest? Zoe mówiła, że go tankowała. Otwórz bagażnik.
Miał ochotę walić głową o kierownicę. Nacisnął dźwignię bagażnika i wysiadł. Sam podszedł do tyłu. W małej przestrzeni bagażowej stał niewielki kanister, pełny, co sprawdził po podniesieniu go.
– Powiedz tej swojej szwagierce, żeby następnym razem sprawdzała licznik. – Nalał paliwa do baku i kazał odpalić silnik. Sam schował pusty kanister z powrotem i zatrzasnął klapę.
Samochód odpalił pięknym, czystym dźwiękiem.
– Ha. Udało się. Kier, zamknij klapę. – Ucieszyła się kobieta siedząca za kierownicą.
To, co się stało chwilę później, sprawiło, że Steven przeklął Holly na każdy możliwy sposób. Kiedy tylko Kieran zatrzasnął maskę i odsunął się, przyjaciółka ruszyła z piskiem opon, machając im na pożegnanie. Wołali za nią i biegli, ale ta nie zamierzała się zatrzymywać. Nawet dodała gazu, aby zaraz zniknąć im z oczu.
– Zabiję cię! – krzyczał za nią zdyszany Steven, pochylając się i opierając dłonie na kolanach. Czekał ich długi powrót spacerkiem.
– Moja siostra to podstępna żmija.
– Żebyś wiedział. – Wyprostował się i zawiesił wzrok na przyjacielu. Ten również na niego patrzył. Wiedział, jaki był cel tego, co zrobiła Holly, ale czy miało to w ogóle sens? Sam na pewno nie zamierzał zacząć rozmowy, ale ten problem od razu został rozwiany.
– Chyba masz rację, musimy pogadać – powiedział poważnie Kieran.
– Nie chciałeś rozmawiać. Nagle, gdy znaleźliśmy się na tym zadupiu, tobie coś się odmienia i chcesz konwersować o głupotach. Po co? Na co? Przecież mnie tu nie ma! – Zdenerwował się i zaczął iść w drogę powrotną do domku. Jeszcze przez chwilę miał nadzieję, że Holly zawróci, ale musiała pojechać inną, okrężną drogą, bo wokół słychać było tylko dźwięki przyrody.
– Jak to cię nie ma? – Kieran zrównał z nim krok.
– „Nie odzywaj się do mnie! Nie zbliżaj się do mnie! Nie patrz na mnie i przede wszystkim nie dotykaj mnie! Wypierdalaj z mego życia! Nie istniejesz dla mnie!”. Takie były twoje słowa, więc je respektuję. – Przyśpieszył kroku. – Później chciałem porozmawiać, a ty powiedziałeś, że nie ma o czym. Doszedłem do wniosku, że masz rację. Nie zmienia to faktu, że chciałem porozmawiać o tym pocałunku! – Kopnął leżący na asfalcie kamień.
– Właśnie! Uznałem, że lepiej do tego nie wracać. Teraz jednak chcę wiedzieć, dlaczego to zrobiłeś!
– To ty mi powiedz, dlaczego udajesz?! Dlaczego najpierw mówisz, co mówisz, a potem ot nagle chcesz nawiązać ze mną kontakt, jakby nic się nie stało! – Zatrzymał się. Miał ochotę go uderzyć, przytulić, pozbyć się go ze swego życia, na zawsze go w nim zostawić, ale nie potrafił zrobić nic, poza patrzeniem na przyjaciela wściekłym wzrokiem i krzyczeniem na niego.
– Wkurwiłeś mnie na maksa! Powiedziałem to, co myślałem w tamtej chwili – dodał ciszej Kieran. – Nie chcę tego pamiętać. Chcę, byś nadal był moim przyjacielem, jednak to się nie uda, gdy ten pocałunek będzie wisiał nad nami jak kat.
– Lepiej udawać, kurwa jego mać! – Rozjuszony wyrzucił ręce na boki. – Ten pocałunek był i tego nie zmienisz!
– Uspokój się! – Kieran rozejrzał się wokół.
– Nie mam na to ochoty! I spokojnie, nikogo tu nie ma i nikt się nie dowie, że całował cię facet! – Sam nie wiedział, dlaczego był tak bardzo zły. Chciał w tej chwili wszystko mu wykrzyczeć. To, co go boli, co czuje i jak się czuł po tym pocałunku. Nie zamierzał się powstrzymywać, nawet, jeśli miała to być ich ostatnia rozmowa. Zbyt długo wszystko w sobie dusił i właśnie przyszedł czas, żeby to coś w nim znalazło drogę do wybuchu emocji.
– Dlaczego mnie pocałowałeś?!
– Wpływ chwili?!
– Czemu to zrobiłeś?! – Kieran nie ustępował. Pod tym względem był bardzo podobny do siostry. Jak chciał, męczył ludzi tak długo, aż wyciągnął od nich wszystko, co mieli do ukrycia.
– Ponieważ… – Oddychał szybko. Nie patrzył na niego, nie potrafił. Jak miał to powiedzieć? Kieran i tak z nim nie będzie, więc co za różnica czy mu powie, czy nie. Owszem, chciał mu oszczędzić zamartwiania się i tak dalej, ale po tym, jak został potraktowany, nie zamierzał obchodzić się z nim delikatnie i myśleć tylko o przyjacielu. Czas pomyśleć o sobie. Pora przestać udawać, kłamać i oszukiwać nawet siebie! Zdobył się na odwagę i spojrzał wprost w czarne oczy. – Ponieważ cię kocham i pragnę tak bardzo, że mi odwala! Nie wiesz, co czuję, co myślę, nie wiesz jak to jest! Moja psychika głupieje, wysiada! Tyle lat… – przerwał na chwilę, ale Kieran nie wykorzystał tego, by coś powiedzieć. Cały czas go słuchał i czekał na ciąg dalszy. Steven założył ręce na karku i zacisnął powieki. Skoro powiedział już tak dużo, pora na wyznanie o wiele więcej. – Wiele lat pierdolenia się z tym wszystkim i chowania daje efekt, jakiego byłeś ofiarą. Sądziłem, że dałem sobie z tym radę. – Przemierzał szerokość drogi w tę i we w tę. Nie potrafił stać w miejscu, kiedy się denerwował. Na szczęście pierwsza furia minęła, a on czuł się coraz bardziej wypompowany. – Cieszyłem się, że to minęło.
– Co minęło?
– Moje uczucie do ciebie. Wyjechałeś i mogłem żyć, jakoś. Twój powrót sprawił, że wszystko wróciło i to o wiele silniejsze. – Zacisnął pięści i za chwilę je rozluźnił. Zrobił tak kilka razy, by znów nie zacząć wrzeszczeć. – W mojej głowie pojawiły się obrazy, marzenia…
– Przepraszam, że tak źle na ciebie wpływam – przerwał mężczyzna. – Nie jestem gejem i wybacz, ale twoje marzenia się nie ziszczą. Nigdy nie będziemy razem – powiedział smutno Kieran.
– Wiem. Nie tłumacz mi tego i nie wbijaj kolejnego noża w serce! – Wziął głęboki oddech i zamrugał szybko powiekami, by odgonić cisnące się do oczu łzy. Po słowach mężczyzny uderzyła w niego realność sytuacji. Łudził się jak naiwna pinda, że może jednak jest jakaś nadzieja, bo głupie serce tak chciało. Mózg mówił mu prawdę, a on ostatnio przestał go słuchać. – Ze wszystkiego zdaję sobie sprawę. Popełniłem błąd, całując cię. Nie wiem, jak to się stało. Zaślepiło mnie, a ty potraktowałeś mnie jak gówno, którym się poczułem. Już nie mówię, że odrzuciłeś mnie, jako kochanka, ale jako przyjaciela. Twoje słowa… naprawdę zabolały. – Wreszcie odważył się na niego spojrzeć. Wiedział, że ma oczy wypełnione łzami, lecz żadnej nie pozwolił wypłynąć. Ojciec zawsze mu powtarzał, że facet nie powinien płakać, tylko przyjmować wszystko na klatę i być twardym. Łzy są słabością. Co prawda, gdy był sam, pozwalał sobie na płacz, ale nigdy nie robił tego przy innych. Nie chciał litości. Nie chciał pokazać, że czasami bywał słaby i potrzebował po prostu, żeby ktoś go przytulił. Za takie wnioski dostawał opierdol od Holly. Ona mówiła coś przeciwnego od ojca i czasami sam już nie wiedział, jak ma się zachowywać i co robić.
– Przepraszam. Jest mi przykro, że nie mogę dać ci tego, czego pragniesz. Wtedy byłem w szoku. Zdenerwowałem się i powiedziałem coś, czego nie miałem na myśli. Odrzucam cię, jako kochanka, a nie jako przyjaciela – wytłumaczył się Kieran.
– Tylko ja już chyba nie potrafię być tylko przyjacielem. Jak zareagujesz, gdy znów się nie powstrzymam? Coś we mnie pękło i nie umiem tego na razie poskładać. Nie potrafię przestać cię kochać, dlatego nie zamierzam zmuszać cię do przebywania w moim towarzystwie. Nie chcę, byś czuł się niekomfortowo, a ja wraz z tobą. Nie chcę znów usłyszeć tego, co powiedziałeś, gdy jakiś mój gest, czy słowo zinterpretujesz tak, jakbym chciał się do ciebie dobrać.
– Nie będzie tak – zapewnił go Kieran.
– Nie możesz być tego pewny. Wiesz coś, czego nie powinieneś wiedzieć. Ukrywałem moje uczucia tyle lat i mogłem to robić dalej.
– Jak mogłeś mnie oszukiwać przez tyle lat?
– Bo musiałem? Wciel się w moją sytuację i sam zobacz, jak to jest – odpowiedział zmęczonym głosem. – Wracając do tego, co mówiłem, to potrzebuję kilku dni bez ciebie. Bez… Nieważne. – Machnął ręką w nieokreślonym geście. – Jak tylko dotrzemy do domku, zabieram swoje rzeczy i wyjeżdżam. Wrócę do pracy i do zajęć, jakie mam. Pobędę z rodziną. Potrzebuję oddechu od samego siebie. Pewnie dziwnie to brzmi.
– Steven. – Chciał go dotknąć, ale mężczyzna się odsunął.
– Nie rób tego. Nie lituj się, nie patrz tak jak zbity pies, bo mnie jest źle. Martw się o siebie, przyjacielu. Ja… Powiem ci coś jeszcze. Dałbym ci tak wiele, gdybyś był ze mną, ale nie jesteś i nie będziesz. Zajmij się Jessicą, a mnie traktuj na razie tak, jakbym nie istniał – powiedział i ruszył szybkim krokiem przed siebie. Nie oglądał się za siebie, lecz nie słyszał kroków Kierana, więc mężczyzna musiał tam stać i patrzeć na niego. Wyciągnął telefon z kieszeni i zadzwonił do kumpla z pracy. Powiedział, że jutro wraca. Nie miał innego wyjścia. Nie mógł tu zostać, a musiał się czymś zająć. Za kilka dni wszystko wróci do normy. Tylko, czy na pewno?

40 komentarzy:

  1. Piękny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. mhrrau. Podoba mi się. Chociaż liczyłam na to, że Kieran okaże się być mniej przyjemny. Spodziewałam się, że jego gniew będzie przez jakiś czas trwać.
    W sumie, to mu życzę szczęścia z jego narzeczoną, a co! Niech Steven znajdzie sobie kogoś innego. Albo niech cierpi w samotności...
    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za życzenia,
    Sarabeth M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile rozdziałów będzie miało to opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka ta Jessica jest ... Brak mi slow na nia. Na miejscu Stevena dawno bym jej powiedzial o kilka slow za duzo. Nie wiem, co Kieran w niej widzi. Mam nadzieje, ze kiedys napiszesz o nich, bo jestem ciekaw jak to z nimi jest.
    Szkoda mi strasznie Steve'a. Ile czlowiek musi wycierpiec zyjac ciagle w takiej nieodwzajemnionej milosci, do tego kiedy to jego przyjaciel.
    Mam nadzieje, ze znajdzie sobie jakiegos normalnego, porzadnego faceta, ktory da mu duzo szczescia i milosci.
    Kieran tez nie jest tu winny. Jemu tez wspolczuje. Traci najlepszego przyjaciela, nie ma na nic wplywu. Gdybysmy mogli tylko kierowac naszymi uczuciami...
    Szczesliwego Nowego Roku! Mam nadzieje, ze bedziesz szczesliwa, a rok 2015 bedzie o niebo lepszy od tego. Zycze Ci obys miala malo problemow, wiecej usmiechu na twarzy, zeby grono Twoich przyjaciol sie powiekszylo. Mam rowniez nadzieje, ze bedziesz pisac i pisac tak dobre opowiadania jak teraz!
    Pozrawiam



    Damiann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyśmy mogli kierować naszymi uczuciami, byłoby dobrze, ale niestety tak się nie da, a serce samo dość często pcha się tam, gdzie będzie cierpieć.
      Co do Kierana i Jessiki to nie będzie nic o nich, tak pisane oczami Kierana. Wszystko co się tam będzie pomiędzy nimi działo będzie widziane oczami Stevena lub tym co Kier opowie.
      Dziękuję za życzenia i wzajemnie. Pomysły na opowiadania mam. Jedne się piszą, inne są w głowie. Pewnie trafią się dobre opowiadania, gorsze, zależy co się komu będzie podobać, ale na razie nie zamierzam przestać pisać. :)

      Usuń
  5. Cudowny!! Czekałam i czekałam, a nawet po weselu i poprawinach, nie mogłam pójść spać, puki nie przeczytałam twojego rozdziału :D Nareszcie Kieran o wszystkim się dowiedział, swoją drogą ciekawe, czy zostawi Stevena i pozwoli mu wrócić. Wydaje mi się, że jest zbyt dobrym przyjacielem :) W pełni rozumiem jego zachowanie, ale i tak mi podpadł, za to, że powiedział te wszystkie słowa Stevenowi.
    Wciąż nie mogę uwierzyć, jakim cudem udaje ci się uzyskać taką realność. Każda postać ma swój własny charakter i to jest świetne :D
    Życzę Ci udanego, pijanego Sylwestra, dużo zdrowia szczęścia i miłości, oraz mnóstwa weny, żebym mogła jak najczęściej czytać twoje dzieła <3 Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :*
    Buziaki <3
    ~ Genuine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  6. Kocham Holly :) Przebiegła z niej bestyjka, wspaniale to wymyśliła :)
    Co do chłopaków to cieszę się, że Stev wyznał co czuje. Może przestanie kochać Kierana a zwróci uwagę na kogoś innego, poza tym wierzę w szczęśliwe zakończenia:)
    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU SPĘDZONEGO Z NAJBLIŻSZYMI ORAZ ZAPAŁU DO WSPANIAŁEGO PISANIA :)
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :) I tak, Holly to przebiegła bestyjka.

      Usuń
  7. Nie lubię Jessici. Wścibska, wymalowana pinda. Ugh.
    Holly z drugiej strony jest przebiegła żmiją i za to ją uwielbiam. Jest po prostu cudowna, zawsze chce dobrze dla swoich najbliższych.
    Biedny Steven... W końcu powiedział Kieranowi, co do niego czuje. Musiało go to wiele kosztować. Kier zareagował tym razem bardzo w porządku, przeprosił, zrozumiał. Jejku noo... Znowu będę umierać przez cały tydzień z ciekawości ^^"
    Szczęśliwego Nowego Roku! Dużo weny, zapału do pisania i kolejnych świetnych pomysłów! Duuużo miłości i zrozumienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie. Dobrze określiłaś Jessikę. Nie lubię jej. :D

      Usuń
  8. Niech Steven znajdzie sobie kogoś, kto go pokocha i niech sobie z nim żyje, w magicznym zaczarowanym domku! A co! A niech ten Kieran, żyje sobie z tą Jesicką i po latach oprzytomnieje, że to ze Stevenem powinien układać sobie życie! Młahahaha!! Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego w nowm roku, dużo weny i braku bólu głowy, po sylwestrze :3 ~ Susan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Steven przez lata nikogo sobie do kochania nie znalazł, chociaż próbował. Jego serce wciąż było przy tym jednym mężczyźnie.

      Usuń
  9. Ja jednak wierzę, że panowie się zejdą. Kieran też go kocha, tylko jeszcze o tym nie wie. XD

    Również życzę szczęśliwego nowego roku. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć, wiem że mnie nie znasz bo nie komentowałam twoich opowiadań ale je czytałam. Tak jak pewna dziewczyna ja przeczytałam tylko 1 rozdział tego i poczekam aż dodasz wszystkie bo dostałabym fioła czekając. Ostatnio czytałam wilczki i bardzo chciałabym prosić cię o adres e-mail lub facebooka ponieważ chciałabym z tobą o czymś porozmawiać. W sumie to nie powinnam cię oceniać po tym jak piszesz ale wydaje mi się że jesteś normalna, mam nadzieje że wiesz co mam na myśli. Chce się z tobą skontaktować ponieważ te pytania które chce zadać nie chce ich umieszczać publicznie. Niewiem ale może zainteresujesz się moją osobą (choć wątpie). Proszę żebyś odpowiedziała . Zależy mi bardzo.
    Szczęśliwego Nowego Roku :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Tyle czekałam na rozdział, przez przerwę świąteczną straciłam rachubę i nie wiedziałam, kiedy jest poniedziałek x3
    Bardzo dobry rozdział, wkurzony Steven wygrywa ;33 Wiele osób myśli, że panowie się zejdą, a ja po prostu.. nie wiem, jak mam to sobie w głowie powymyślać :'')) Muszę czekać na dalszy bieg wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny rozdział :) nie lubię tej jessici wkurza mnie, mówią że jest słodka i cudowna a dla mnie jest płytka i powierzchowna. i laska coś kombinuje na pewno. z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział^^ weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział, czekam na więcej. :3

    OdpowiedzUsuń
  14. Boskie po prostu boskie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. super opowiadanie, może mogłabyś dwa rozdziały w tygodniu dawać
    Pozdrawiam
    również życzę Szczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za szybko by się skończyły, a potem bym zrobiła długą przerwę w publikowaniu notek.
      Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  16. Tak mi się smutno zrobiło po przeczytaniu tego rozdziału. Osobiście nigdy nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji jak Steven, bo raczej bym nie wytrzymała. Podziwiam go, że i tak udało mu się powstrzymywać przez tyle lat. Co do Kierana to nie jestem pewna co o nim myśleć. a Jessici nie cierpię. Nie rozumiem dlaczego Kieran z nią jest. Rozdział jak zwykle boski. Czekam z niecierpliwością na następny :D
    Luano, również tobie życzę Szczęśliwego Nowego Roku i jak najwięcej pomysłów na nowe opowiadania. Żebyś nigdy nie przestała pisać, bo dajesz ludziom nadzieje, że prawdziwa miłość jednak może istnieć. Życzę również duuuużo weny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wierzę, że prawdziwa miłość istnieje, nawet jeśli zanim się ją spotka dostanie się bolesne ciosy.
      Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  17. Cudoo.... co ze mną nie tak, że takie dramaty lubie? xD Hehe Szczęśliwego nowego roku Lu! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  18. Witam po raz pierwszy i wydaje mi się, że nie ostatni. W dwa dni pochłonęłam kilka Twoich starszych dzieł i niedługo zabiorę się za kolejne. Masz świetny styl pisania i bardzo podoba mi się fabuła większości, a myślę, że te "nowsze" opowiadania są jeszcze lepsze :).
    Życzę Ci wszystkiego dobrego w nadchodzącym Nowym Roku i dużo, dużo weny :).
    Bema

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. :)
      Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  19. Biedny Steven, najlepiej dla niego gdyby znalazł kogoś kogo morze pokochać. Kiren zachował się okrutnie, wiadomo, że jest heterykiem ale nie powinien go tak traktować ze względu na Holly.
    Na miejscu Stevena nie wiem czy bym wybaczyła jej taki występek, choć na pewno miała szlachetne zamiary.
    Może Kieren przejży jeszcze na oczy:)
    Świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  20. Dawno nie komentowałam. ;) Oj, pamiętny, cudny rozdział. Chłopcy maja sobie jeszcze trochę do wyjaśnienia. Cóż, nikogo nie można zmuszać do czegoś. Zawsze czeka się na rozwój wypadków. Można jedynie dopomagać sprawie, choć i tak ostatnie słowo w tym przypadku należy do Kierana. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hahaha Holly moim guru xd, cwana z niej kobitka. A Jessica to jest jakaś genetyczna pomyłka, ja rozumiem, że można się zachowywać dziewczęco, no ale Kirusiu?!?!? 0.o. Gdzie on ma oczy, uszy i mózg, bo mu się chyba coś w tej ciemnowłosej łepetynie poprzestawiało od nadmiaru swego heteryzmu >.<
    A rozdział cudowny jak zwykle =^.^=
    Szczęśliwego Nowego Roku, pięknych fajerwerek (fajewerków? fajerwerek? Od trzech lat co roku sprawdzam i ni chu...steczki nie mogę zapamiętać jak jest poprawnie :c) i mnóstwa yaoi na przyszłość :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ważne jak się pisze, wiadomo o co chodzi.
      Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  22. Kolejny wspaniały rozdział, mocno przeżyłam wyznanie Steva. Zapewne było to dla niego trudne, ale dobrze postąpił. Zastanawiam się tylko, czy nie wydarzy się coś tragicznego, co spowoduje że chłopcy będą musieli spędzać ze sobą sporo czasu?
    Kolejny tydzień oczekiwania, ale warto.
    Pozdrawiam i życzę Ci wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :).
    fankayaoi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  23. Cudowny rozdział.
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, spełnienia marzeń, szczęścia, miłości i inspiracji do pisania. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie. :)

      Usuń
  24. Rety prawie się nie popłakałam czytając ten rozdział.
    Holly miała dobry pomysł by ich razem zgrać.
    W końcu musieli o wszystkim porozmawiać.
    I nie była to zbyt miła rozmowa.
    Zwlaszcza dla Stevena
    Nie wiem czemu połączyłaś właśnie ich ale czuje iż miałaś całkeim dobry pomysł.
    Być może z czasem Kieram zrozumie swoje uczucia kto wie?
    Czuje jednak że do tej pory nie jeden raz zrani Stevena chociaż całkowicie niespodziewanie.
    aż się boję kolejnego rozdziału ale oczywiście czekam niecierpliwie i pozdrawiam mocno;*

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam,
    z Holly to przebrzydła bestia, tak myślałam, że wywiezie ich na jakieś zadupie i zostaw tam, aby pogadali, i wyjaśnili wszystko, Kieren poznał prawdę o uczuciach Stevena, tak mi go bardzo żal...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)