22 grudnia 2014

Nie powiem dobranoc - Rozdział 6



Już dzisiaj chcę Wam życzyć Wesołych, Zdrowych, Pogodnych, Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.



Dziękuję za komentarze. :*


W domku zostało ich pięcioro. Piątka leniwców, jak to określił David, także nie wyruszywszy na „przechadzkę”. Sam Steven tak tego nie nazywał. Nikt, kto został, nie zamierzał się lenić. Trzeba było wszystko przygotować na wieczór, więc każdy miał jakieś zajęcie. Dla Davida, Nicki i Jessiki zostawiono zakupy, a on wraz z Kieranem mieli zająć się całą resztą. Atkinson właśnie zajmował się rąbaniem drewna, roznosząc po okolicy odgłos równomiernego stukania siekiery, a on przygotowywał miejsce, by bezpiecznie rozpalić ognisko. Okolica nie była uboga w kamienie, jakie teraz ustawiał jeden obok drugiego, żeby zrobić z nich koło. Wszelką ściółkę i inne łatwopalne rośliny odsunął na bok. Słońce coraz mocniej przygrzewało i jego biała koszulka przesiąknięta była potem. Nie oszczędzał się, dając się pochłonąć pracy fizycznej. Położywszy na miejsce ostatni kamień, otrzepał ręce i podszedł do podłużnego, drewnianego stołu, po którego dłuższych bokach stały czteroosobowe ławki, a po krótszych krzesła. Złapał butelkę wody i usiadł na stole, kładąc stopy na jednej z ław. Zanim odkręcił nakrętkę, mocował się z nią chwilę. Ostatnio miał szczęście do butelek, których nie mógł otworzyć. Po kilku przekleństwach nakrętka puściła i gdy już miał się napić, uniósł wzrok. To było wielkim błędem. Zmęczony Kieran właśnie zdejmował swoją koszulkę, aby po chwili ocierać nią twarz. Jego rozgrzane słońcem ciało lśniło od potu. Mięśnie mężczyzny pracowały zgodnie, pozwalając ich właścicielowi na nieustający wysiłek. Kieran był wysoki i smukły, z szerokimi ramionami i wąskimi biodrami. Idealny. W oczach Stevena pojawiła się tęsknota tak łatwo pozwalająca się odczytać. W ogóle, jego twarz była w tej chwili otwartą księgą uczuć. Był tak oczywisty, śliniąc się do przyjaciela, że każdy przejrzałby go na wylot. Ujrzałby lata tęsknoty za czymś tak ulotnym i tak niemożliwym do spełnienia. Naprawdę chciał oderwać od niego wzrok, lecz nie potrafił. To tak, jakby ktoś chciał odciągnąć alkoholika od butelki będącej na wyciągnięcie ręki. Nie chcesz wypić, ale musisz, bo nie umiesz się powstrzymać, a wręcz nie potrafisz tego zrobić. Kieran sięgnął po następną kłodę drewna i ustawił na pniu. Uniósł siekierę w górę i wbił ostrze w sam środek. Steven przyjrzał się plecom mężczyzny. Zawsze pociągały go męskie plecy i szyja. Mógłby je pieścić ustami, doprowadzając Kierana do szaleństwa. Mógłby go kochać i dać mu tak wiele, tak dużo mu pokazać, a nic nie mógł zrobić.
Jestem tylko przyjacielem – powtarzał sobie w myślach. – Tak, wielkim przyjacielem gapiącym się na zgrabny tyłek kumpla. Szlag – wyrwało mu się na głos. Kieran musiał to usłyszeć, gdyż odwrócił się w jego stronę.
– Mówiłeś coś?
– Przesłyszałeś się. – Steven odwrócił wzrok, udając zainteresowanie okolicą.
– Sądzisz, że już tego starczy?
– Czego?
– Drewna.
Steven popatrzył na wielki stos ułożony tuż przy Kieranie.
– Będzie na dwa ogniska. Poza tym, jak ogień się rozbuja, dołożymy też te większe polana, by szybko nie wygasło.
– To schowam siekierę i możemy to ułożyć. Nie zamierzam bezczynnie czekać na innych. Będzie stosik, jak się patrzy. – Wyszczerzył się. – Wieczorkiem można się spodziewać niezłej zabawy. Puścimy muzyczkę i potańczymy.
– Możemy na tym stosie podpiec Holly? – zapytał Steven, nieznacznie się rozluźniając. Dobry humor przyjaciela i jemu się udzielał, a także to, że Kieran nie pytał go o wczorajszą noc.
– Żywcem to się ona nie da. Zanim byśmy coś z nią zrobili, zagadałaby nas na śmierć. – Otworzył niewielkie drzwiczki do składziku z narzędziami i tam położył siekierę.
– Ta. Ale nie odpuszczę jej tej porannej pobudki. – Wstał, biorąc ze sobą półlitrową butelkę coca–coli. – Trzymaj. – Podał przyjacielowi napój.
– Dzięki. Wiesz, co lubię. – Odkręcił napój i napił się, pochłaniając żarłocznie połowę płynu. Po chwili spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. – Mogę cię o coś zapytać?
– Nie obiecuję, że odpowiem. – Asekurował się Steven, przeczuwając, o co może chodzić. Chyba zbyt łatwo osądził, że wczorajszy temat nie wróci.
– Spoko. Wyjaśnisz mi, co się wczoraj stało?
– Mianowicie, co? – Udał głupiego, przenosząc ciężar ciała na drugą nogę. Nie wiedział, co zrobić z rękoma, więc ułożył je wzdłuż ciała.
– Przez chwilę wydawało mi się, że chcesz mnie… pocałować? – Kieran uniósł brwi do góry.
– Wydawało ci się. Tylko wydawało. Wiesz, ciemność i takie tam. Wszystko wtedy wydaje się inne. – Odchrząknął i pochylił się, by zebrać trochę drewna. – Jesteś moim przyjacielem i na pewno nie mam chęci cię całować – skłamał. – Gdybym nie był gejem, nawet byś tak nie pomyślał.
– Nie denerwuj się.
– Nie denerwuję. – Wstał, trzymając przy piersi naręcze drewna.
– Ta. Znaczy, że nie podobam ci się?
– Pacan. – Zaniósł drewno do kręgu z kamieni i położył je obok. Zanim przyjaciel dołączył do  niego, wziął kilka głębszych oddechów, uspokajając się.
– Jaki pacan? Zwyczajnie pytam. Sądzisz, że nie podobam się gejom?
– Sądzę, że się podobasz, ale nie mnie. Nie jesteś w moim typie. Układaj to. – Kieran zawsze był lepszy w układaniu stosu na ognisko. Robił to tak, że rozpalało się bez problemów i zawsze płonęło żywym ogniem. Potem tylko dorzucało się po kilka większych szczap.
– Spoko, chciałem się tylko upewnić, czy ty czasem…
– Nic z tych rzeczy – przerwał mu natychmiast.
– To dobrze. Jak skończymy, idziemy kąpać się nad jezioro. – Uklęknął na ziemi.
– Wątpię, by Jessica…
– Ty i ja. Jess nie zamoczy stopy w wodzie, która nie jest w wannie lub basenie. A w ogóle, jak ona ci się podoba? – Zawiesił wzrok na twarzy Stevena.
– Urocza, ładna, być może słodka. Zamieniłem z nią tylko kilka słów, więc nie mam rozbudowanej opinii na jej temat.
– Mimo tego trafnie ją określiłeś. Jest urocza i słodka.
– Ważne, by tobie odpowiadała. – Miał nadzieję, że kobieta kocha Kierana i da mu szczęście.

Pół godziny później stos był już gotowy, aby go rozpalić, a ze sklepu wróciła trójka osób. Zaczęli rozpakowywać zakupy, pytając wcześniej, gdzie je mają porozkładać.
– Wszystko dajcie do lodówki, poza przyprawami, oczywiście – poradził Kieran, zakładając koszulkę. – Wybaczcie, że wam nie pomożemy, ale idziemy ze Stevenem skorzystać z naturalnego zbiornika wodnego.
– Z czego, kochanie? – zapytała Jessica. Dziś miała włosy związane w kucyk i wyglądała bardzo dziewczęco. Jej perfumy dość nieprzyjemnie drażniły nos Stevena.
– Idziemy wykąpać się w jeziorze – Atkinson wytłumaczył partnerce.
– Miałeś mi pokazać okolicę. – Złożyła usta w dzióbek, mrugając niewinnie powiekami.
Steven przewrócił oczami na ten widok. Czemu kobiety musiały robić coś takiego, chcąc zatrzymać przy sobie faceta? Niektóre nawet posuwały się o wiele dalej. Przecież idą tylko popływać i miał nadzieję, że Kieran nie ulegnie pokusie spędzenia z nią czasu. Ku jego uldze przyjaciel odpowiedział:
– Wybacz, kochana, jednak jestem już umówiony. David dotrzyma wam towarzystwa, a reszta powinna niedługo wrócić. – Pocałował ją szybko w policzek, a kobieta odsunęła się ze skrzywioną miną.
– Jesteś cały spocony. Cuchniesz. Nie użyłeś dezodorantu?
– Misia, po co mi dezodorant w takiej pracy, jaką wykonałem? Zresztą to męski zapach.
Steven nie wiedział czy się śmiać, czy… śmiać się ze słów kobiety. Jakoś nie lubił, gdy ktoś wylewał na siebie tony perfum i czuć je było na kilometr. Owszem, antyperspirant i woda po goleniu były jak najbardziej wskazane, ale bez przesady. Tym bardziej, że dla niego Kieran nie śmierdział. W przeciwieństwie do niej, chętnie zlizałby sól z jego ciała. Skarcił siebie za te myśli. Był bardzo zadowolony, że Kieran wybrał jego, więc nie bacząc na wcześniejszy sceptycyzm względem wspólnej kąpieli, uznał, że nie może być gorzej, niż było teraz. Poza tym, wolał tutaj nie zostawać, bo przyjaciółka Jessiki patrzyła na niego jak nauczycielka bliźniaków. Kolejna chciała go zaliczyć, lecz przynajmniej od niej nie odczuwał odpychającej aury. Nie zamierzał też udawać, że mogłoby go z nią coś łączyć, byle tylko dać innym przedstawienie. Nicki wydawała się być miłą dziewczyną, więc nawet nie miał sumienia dawać jej jakichkolwiek nadziei. Liczył też na to, że zrozumie jego subtelne aluzje, że nie jest nią zainteresowany. Wolałby nie mówić jej, że jest gejem. Holly mu nie raz powtarzała, że powinien się ujawnić, jednak on nie był pewny, czy to dobry krok. Kto wiedział, to wiedział, a jak ktoś zapyta, to nie zaprzeczy. Tak postanowił i nic nie zamierzał zmieniać. Jak postąpi w przyszłości? Na razie nie miał pojęcia.
– Steven, chodź, zanim Jessica namówi mnie na tradycyjny prysznic. – Kieran trącił jego rękę, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
– Poczekaj, przyniosę tylko coś do picia.
– Pijesz jak smok! Nie masz przypadkiem cukrzycy? – zapytał w troską David.
– Kiedy człowiekowi jest gorąco i się poci, to musi uzupełniać płyny – odparł. Prawda miała też inną stronę. Zawsze dużo pił, gdy się denerwował, niepokoił lub żył w napięciu. Ostatnie dni dały mu popalić i miał przeczucie, że to nie koniec. Może powinien był zamówić tutaj cysternę wody?

~*~

Szli w milczeniu. Steven uwielbiał las, więc rozglądał się wokół, czerpiąc energię z drzew. W dzień wszystko wyglądało inaczej. Nie musiał skupiać się na dotarciu do celu. Mógł zwyczajnie delektować się widokami. Do tego starał się pozbierać w sobie. Bądź, co bądź i tak miał Kierana. W innym sensie, niż chciał, ale miał.
– Nie znoszę komarów – oznajmił mężczyzna.
– Wspaniałego Kierana chcą pożreć krwiopijcy?
– A czemu by nie? Wyobraź sobie, mój panie, że moja szlachetna krew jest najcudowniejsza. Słodka, orzeźwiająca, wprost wyborna dla tak wyrafinowanych pyszczków. Doskonały ze mnie obiadek.
– Doskonały z ciebie pajac, a na dodatek z wielką fantazją.
– O, skoro mowa o fantazjach – zaczął Kieran, ale Steven natychmiast mu przerwał, przeczuwając, o czym będzie mówił przyjaciel.
– Nie chcę słuchać o twoich.
– Miałem zamiar zapytać o twoje. – Odgarnął ręką gałązkę sprzed nosa.
– Od moich się odczep. – Popchnął Kierana lekko. – Chciałeś się kąpać.
– No właśnie, już bym o tym zapomniał. – Ruszył przodem, zdejmując po drodze koszulkę, którą rzucił na trawę. Potem zajął się rozpinaniem spodni.
Steven został z tyłu, aby bezwstydnie poobserwować przyjaciela. Po raz kolejny tego dnia wstrzymał oddech, gdy tym razem ujrzał nagie pośladki Kierana. On naprawdę chciał się kąpać nago?! Zwątpił w słuszność tego, że tu przyszedł. Co będzie, jak mu przy nim stanie? Kontrola czasami bywała zawodna. Tymczasem Kieran wszedł do wody w stroju Adama i po chwili zniknął pod nią. Przy brzegu nie było na tyle głęboko, by mógł skoczyć. Steven do dziś pamiętał te cudowne skoki mężczyzny z trampoliny. Przez to wszystko, tę sytuację, aż przypomniały mu się tamte czasy. Teraz, tak jak i wtedy, Kieran wyłonił się z wody i odgarnął włosy z czoła. Swoje czarne oczy zawiesił na nim.
– Wskakuj. Jest zajebiście. Pobawimy się we wstrzymywanie oddechu pod wodą. Wygram, jak zawsze.
– Jesteś walnięty.
– Chodź  – kusił – nie ma mowy, bym sam się kąpał. Tchórzysz? Zdejmuj ciuszki i chodź do mnie.
Kieran nawet nie miał pojęcia, co zrobił tym zdaniem. Jak nieświadomie go prowokował. To było niczym zaproszenie na ucztę. Doprowadziło Stevena do szaleństwa i musiał odetchnąć kilka razy, by się uspokoić.
– Nawet nie wiesz, o co prosisz – wyszeptał do siebie.
– Mówiłeś coś?
– Mówisz tak do geja. Nie boisz się?
– Przecież jesteś moim przyjacielem.
Tylko przyjacielem. Zaraz idę.
Pozbył się ubrań, mimo wszystko zostając w bieliźnie, co spotkało się z dezaprobatą u kumpla. Na buczenie z jego strony, Steven powiedział:
– Nie mów, że jesteś taki chętny do oglądania moich rodzinnych klejnotów.
– Chętny nie, ale prawdziwi mężczyźni się nie wstydzą.
– Prawdziwi mężczyźni tylko ukochanemu pokazują, co tam mają. No, w twoim wypadku ukochanej.
– Mniejsza z tym. Zdejmuj gacie!
– Nie ma mowy, panie Kieranie. Twoje niedoczekanie. – Wszedł do wody, z każdym krokiem zatapiając się w jej głębi, aż po szyję. Dopiero tam pozbył się bielizny, wyrzucając ją na brzeg. Nie wstydził się swego ciała, jednak nie czuł potrzeby rozbierania się przed nim. Zanurkował, by przepłynąć kawałek i wypłynąć tuż przed Kieranem.
– Cześć.
– Cześć – odpowiedział Kieran. – Ścigamy się do wyspy i z powrotem?
– Żebyś potem upajał się zwycięstwem? Nie ma mowy. – Uśmiechnął się szeroko. Uwielbiał to, jak oczy Kierana błyszczały niczym diamenty. Zawsze takie były, kiedy radość przepełniała serce mężczyzny.
– Przyznajesz, że zawsze pływałem lepiej od ciebie? – Ochlapał go wodą i roześmiał się.
– Co to było?
– A, to. – Kieran ponownie ochlapał go wodą i odpłynął kawałek od niego.
– Wariat!
– Pozytywnie nastawiony do życia wariat.
Steven nie zamierzał być grzeczny i pozwolić na wygłupy mężczyzny. Chętnie dołączył do niego i obaj, niczym dzieci, zaczęli się ochlapywać wodą, przepychać i siłować, trzymając za dłonie. Steven czuł siłę mężczyzny oraz prężące się mięśnie bicepsów, gdy chwycił go za ramiona, chcąc odepchnąć od siebie, gdyż Kieran chciał go podtopić. To jednak nie pomagało. Przyjaciel zdobywał przewagę. Nie mógł na to pozwolić, więc zamiast odpychać, przyciągnął mężczyznę do siebie i to był jego błąd. Wzrokiem natychmiast odnalazł jego usta, a mgła pragnień i niespełnionych potrzeb zalała mu umysł. Ta bliskość, te dwie rozchylone, kuszące wargi pochłonęły go całkowicie i nie wiedzieć kiedy pochylił się, kładąc dłoń z tyłu głowy Kierana, aby mu nie uciekł i przycisnął swoje usta do jego. Wpił się w jego wargi, zaślepiony ich smakiem i tym, do kogo należały. Sunął swoimi ustami po pokąsanych przez zęby ustach Kierana, chcąc je rozdzielić i wedrzeć się do środka. Pokazać Kieranowi, co traci, co może zyskać, jeśli tylko zechce. Gdzieś tam w sobie wiedział, że robi źle. Kieran nie oddawał pocałunku. Całe ciało mężczyzny było napięte. Jednak Steven, mamiony przez lata swym pożądaniem, nie zwracał na to wielkiej uwagi. Liczyło się tylko to, że go całuje. Dopiero po tej chwili, trwającej sekundy, został odepchnięty przez mężczyznę. Zamroczenie minęło, a rzeczywistość uderzyła w niego z całej siły. Dotarło do niego, co on najlepszego zrobił. Przerażony, spojrzał na Kierana ocierającego usta ręką, jakby to, co się stało, było dla niego najobrzydliwszą rzeczą, jaka go spotkała. „To już koniec wszystkiego” przemknęło mu przez myśl. Pozostała mu jeszcze próba wytłumaczenia się.
– Ja…
– Nie odzywaj się do mnie! – krzyknął wściekły Kieran. – Nie zbliżaj się do mnie! Nie patrz na mnie i przede wszystkim nie dotykaj mnie! Jedno słowo, a ci przypierdolę tak, że w szpitalu będą ci musieli operacyjnie składać szczękę!
Zjebał na całego. Stracił wszystko. Nie mając go za przyjaciela, nie miał już nic. Czuł jak serce mu pęka i to on był temu winien.
– Kier…
– Spierdalaj! No już cię tu nie ma! Nie sądzisz chyba, że wyjdę z wody nagi, żebyś mógł mnie sobie dowoli pooglądać! – krzyczał. – Wypierdalaj z mego życia! Nie istniejesz dla mnie!
Czuł nieprzyjemny ucisk w piersi. Zaczynał się dusić. Od zawsze wiedział, że słowa ranią go bardziej niż czyny. Te były po tysiąckroć bolesne. Czuł się bezradny, upokorzony i odtrącony. Czego się, kurwa, spodziewał?! Licho go podkusiło i zrobił nierozsądny krok, za który właśnie ponosił karę. Za wszystko się płaci i to nie raz tak, że człowiek ma ochotę zniknąć na zawsze. Oczy zaszły mu łzami i odwrócił się od mężczyzny. Nie mógł tu zostać. Kieran tego nie chciał. Podpłynął do kładki i trzęsącymi dłońmi zebrał stamtąd bieliznę. Założył ją pod wodą, coraz mniej widząc zza zasłony łez. Był smutny i wściekły na siebie tak bardzo, że chciało mu się wyć. Wyszedł z wody przygarbiony, jakby ciężar minionych lat oraz tego, co zrobił, spadł na niego i przyduszał do ziemi. Nawet nie potrafił przeklinać siebie. Na mokre ciało założył spodnie, co nie było łatwą rzeczą, kiedy te przylepiały się do skóry. Podkoszulek wziął do ręki i poszedł w inną stronę,, niż tą z której przyszli. Na razie nie zamierzał wracać do reszty. Potrzebował być sam. „Nie istniejesz dla mnie!” bolało. W tej właśnie chwili świat się dla niego skończył.
Szedł przed siebie, zapuszczając się głębiej w las. Robiło się coraz bardziej stromo, a niewydeptany szlak stawał się dość niebezpieczny. Liczne zarośla i kamienie piętrzyły się przed nim jak przeszkoda, a on parł naprzód. Nie obchodziło go, że gałązki smagają go po twarzy, czy nawet to, że się zgubi. Przez jeden, lekkomyślny czyn ponosił teraz karę. Myśl o tym, że Kieran mógł poznać prawdę o jego uczuciach, jeszcze bardziej go przytłaczała. Nie potrafił zrozumieć, jak to wszystko się stało. Przepychali się i on nagle go całował. Co on najlepszego zrobił?!
Nie zważając na to, gdzie i jak stawia stopy, potknął się i upadł na kolana, w ostatniej chwili podpierając się rękoma. Tego było już za wiele. Ze złością uderzył pięścią kilka razy w miękką ziemię, robiąc w niej dołek. Wszystko to, co dusił w sobie przez całe lata, wydostawało się właśnie na zewnątrz. Rozpłakał się jak dziecko. Tu go nikt nie zobaczy, nikt nie wyśmieje, że dorosły mężczyzna płacze. Zwinął się do pozycji embrionalnej, prawie wyjąc z rozpaczy. Łzy czasami przynosiły ulgę. Ból, wściekłość i bezsilność robiły swoje. Opłakiwał lata niespełnionej miłości i stratę przyjaciela.

~*~

Kilka godzin później, gdy słońce już zachodziło, wrócił nad jezioro. Usiadł na brzegu. Podciągnął kolana, opierając na nich łokcie i wpatrzył się przed siebie, nawet nie mając sił na podziwianie kolorów, jakie dawał zachód słońca. Próbował zapomnieć o trawiącym go głodzie i zmęczeniu. Napisał smsa do Holly, w odpowiedzi na jej liczne telefony. Nie chciał do niej dzwonić. Nie miał ochoty na rozmowy, a co dopiero na tłumaczenie się. „Nic mi nie jest. Potrzebuję samotności” napisał i wysłał wiadomość. Po kilku sekundach, jak na zawołanie, zaczęła dzwonić komórka. Przeklinał niedawno postawiony nadajnik, przez który był tutaj dobry zasięg. Ociągał się z jej odebraniem, ale Holly nie odpuszczała.
– Hm? – mruknął po odebraniu.
– Gdzie ty, u licha, łazisz?! – zapytała nerwowym i stanowczym głosem. –  Martwimy się o ciebie.
– Pisałem, że chcę być sam.
– Napisałeś dopiero teraz! Co ty sobie wyobrażasz?! Kieran wrócił sam, a ciebie nie było!
Zamknął powieki i potarł palcami nasadę nosa. Nie miał sił na jej krzyki. Rozumiał, że źle zrobił. W końcu był na totalnym pustkowiu, lecz tego właśnie potrzebował. Przecież go znała, więc czemu się wściekała?
– Hej, jesteś tam, do skurwysyństwa?
– Chcę być sam – powiedział smutnym głosem.
– Co się stało? – Kobieta zmieniła ton głosu, a to znaczyło, że będzie teraz bardzo czujna i nie da mu spokoju.
– Po prostu nie mam ochoty integrować się z ludźmi.
– Dlaczego? Nie ustąpię, więc lepiej powiedz to już teraz.
– Nic ci nie powiem. – Miał ochotę zapytać o Kierana. Jak się zachowuje, co robi, ale stchórzył.
– Wróć, porozmawiamy. Za chwilę rozpalamy ognisko. Czekamy jeszcze na Kierana, bo zniknął gdzieś z Jessicą. Mówię ci, odkąd wrócił, nie mogą od siebie rąk odlepić.
Odetchnął ciężko. Po co mu to mówiła? Przecież wiedziała o jego uczuciach. Z drugiej strony pamiętał, co jej powiedział. Będzie dla niego tylko przyjacielem. Do tego Kieran musiał załagodzić pocałunek mężczyzny seksem z kobietą. Nie wątpił, że to był powód ich zniknięcia. Teraz miał ochotę gorzko się roześmiać.
– Wrócę, jak się ściemni.
– Mam nadzieję, że nie spędzisz nocy gdzieś tam. Właśnie przygotowujemy z Nicky, Davidem i Grace kiełbaski do pieczenia.
– Fajnie. – Na samą myśl o jedzeniu jego żołądek przypomniał o sobie.
– Prędzej czy później pogadamy.
– Tak, tak. Jutro – zbył ją i rozłączył się, zanim powiedziała coś jeszcze. Położył się na trawie i wpatrzył w pomarańczowe niebo. Było czyste, bez żadnej chmurki. W dzieciństwie kładł się w ogrodzie sam lub z kolegami ze szkoły i odgadywał, jakie kształty przybierały obłoki. Dziś i tak w każdej widziałby twarz Kierana. Wściekłą twarz. Czy przyjaciel nadal będzie tak na niego patrzył, jak wróci do domku? Wątpił, by komuś o tym powiedział i dlatego Steven nie bał się reakcji innych. Po prostu nie chciał tylko, aby Kieran patrzył na niego jak na coś gorszego, a nawet oślizgłego. Dlatego zwlekał z powrotem, chcąc dać sobie czas na uspokojenie i jemu też. „Miłą wyprawę zamieniłem w swoje własne piekło” pomyślał, zanim zamknął powieki.

Obudziło go głośne dudnienie, które okazało się melodią, jaką ustawił na dzwonek. Rozespany, usiadł, stwierdzając, że zrobiło się ciemno. Zanim odebrał, sprawdził, kto dzwoni, gdzieś po cichu licząc, że to Kieran, który powie „wróć”.
– Gdzie ty, debilu, jesteś?! – przyjaciółka krzyknęła tak głośno, że musiał odsunąć telefon od ucha. – Zamiast się bawić, myślę o tobie.
– Już idę, przysnęło mi się – poinformował.
– W porządku. Jak za półgodziny cię nie będzie…
– Będę.
Podniósł się i rozprostował kości. Już miał wracać, ale coś go podkusiło i zdjął buty, po czym, będąc w ubraniu, wszedł wolno do jeziora. Nie miał zamiaru się topić. Przenigdy nie myślał o samobójstwie. Sam uważał, że samobójcy to egoiści myślący tylko o tym, jak to im jest źle. Zwyczajnie chciał się orzeźwić i poczuć, że żyje, by stawić czoła przyszłości i funkcjonować normalnie. Podpłynął na głębszy obszar. Zimno przesączyło się przez jego ciało. Zanurkował. Po jakimś czasie wypłynął, gdy zabrakło mu tchu. Nabierając powietrza w płuca, krzyknął z całych sił, a jego głos niósł się echem w dal i po chwili wracał do jego uszu kilkukrotnie, odbijając się od drzew i gór. Co będzie, to będzie. Poniosło go i teraz musiał stawić czoła konsekwencjom.

~*~

Już z oddali widział płonące ognisko i ludzi wokół niego. Siedzieli, na czym się dało. Wszyscy byli weseli, rozmawiali, tańczyli przy włączonej muzyce. Ktoś dodatkowo rozpalił dwie pochodnie, powiększając krąg światła. Dzięki niemu, zobaczył go. Kieran obściskiwał się z Jessicą. Faktycznie, nie mogli odlepić od siebie rąk. Chciał ukryć się w ciemności i przejść obok, niezauważony, by się przebrać, ale jedna sekunda zawahania, zbyt długi czas patrzenia na przytulającą się parę, sprawiło, że Kieran zauważył go. Mężczyzna powiedział coś do swojej partnerki i zostawiając ją samą, ruszył w jego stronę. Serce podeszło Stevenowi do gardła. Nie chciał awantury.
– Wybacz ja… – zaczął, zamierzając powiedzieć, że nie chciał się gapić.
– Dobrze, że jesteś – słowa wyleciały z ust Kierana. Przyjaciel przyjrzał mu się uważniej. – Czemu jesteś cały mokry?
– To nic. – Ubranie nieprzyjemnie lepiło się do jego ciała, z włosów kapała woda i robiło mu się coraz zimniej.
– Przebierz się i dołącz do nas.
Steven otworzył szeroko oczy. Był w innej rzeczywistości, czy jak? Przecież Kieran kazał mu się do siebie nie zbliżać, a tymczasem sam do niego podszedł i mimo że w głosie słychać było chłodniejszy ton, to Steven i tak poczuł się lepiej, pewniej. W takim razie, skoro zastał coś innego, niż się spodziewał, postanowił kuć żelazo, póki gorące.
– Musimy porozmawiać. To, co się stało…
– Daj spokój. Nic się nie stało. Nawet nie wiem, o czym mówisz – wycedził zimno. – Dziś się bawimy! – wykrzyknął tak, by inni go słyszeli. Wokół rozległy się głosy aprobaty. – Przebierz się i przyjdź – dodał przyjaciel, zanim wrócił do Jessiki.

W domu wytarł się i założył na siebie stare, poprzecierane, wąskie jeansy i zielony, obcisły podkoszulek, na który włożył jeszcze koszulę z długimi rękawami. Z torby wyciągnął butelkę whisky, po raz pierwszy od dawna nie chcąc pozostać o suchym pysku. Przy ognisku znalazł się chwilę później, unikając Holly, która mierzyła go wściekłym wzrokiem, lecz nie zbliżała się do niego. Był pewny, że jutro będzie musiał wysłuchać, jaki to on jest nieodpowiedzialny i głupi. Kto wie, czy jutro jeszcze tutaj będzie? Przysiadł na ławeczce tuż obok Zacka i pociągnął łyk trunku z butelki.
– Do picia przyda się coś na przegryzkę – powiedział Zack i wcisnął mu do ręki kij z kiełbasą na końcu. – Upieczona i smaczna.
– Dzięki, ale...
– Zjadłem już dwie. Holly kazała mi cię nakarmić, więc bierz i jedz.
– Dzięki. Chcesz? – wyciągnął w jego stronę alkohol.
– Wolę piwsko. – Wskazał na butelki stojące obok niego. – David nakupił tego tyle, że starczy na dwa dni.
– Wątpię, patrząc na to ile piją inni. – Odstawił whisky na ziemię, kładąc ją między swoimi nogami i zabrał za jedzenie. Pierwszy kęs przypomniał mu, jak bardzo był głodny. Nic nie mogło się równać ze smakiem kiełbasy upieczonej na ognisku. Nawet lekko przypalona skórka smakowała jak ambrozja. Popił jedzenie alkoholem i skrzywił się. Mimo wszystko nie był przyzwyczajony do picia tak mocnych trunków. Widział, jak Kieran tańczy z Jessicą ocierającą się o niego jak kotka w rui. Jak jego elegancka koszula opina mu się na ciele, a biodra poruszają w rytm muzyki. Czy nadal będą przyjaciółmi? Wątpił w to. Może, gdyby wyzbył się uczuć. Skłamał, że to tylko głupi żart. Zmyślił durną historyjkę. Nie, to nie było dobre wyjście. Nie dla niego. Nie mógł tak. Nie był w stanie powiedzieć mu od tak, po prostu, „żegnaj”, „dobranoc”, „bądź tylko kimś, kogo znałem, znam, obcym lub znajomym i nikim więcej”. Kieran był mężczyzną jego marzeń i to się nie zmieni. Chciał mu dać serce, duszę, ciało. Przecież tak trudno zrezygnować z uczuć. Gdyby był na miejscu tej kobiety… Gdyby mógł spędzić z nim jedną noc… I co by zrobił? Nie zatrzymałby go przy sobie. Będzie musiał się zadowolić tym, co go czeka i tym, co ma. O ile ma. To, że Kieran pierwszy do niego podszedł, o niczym nie świadczyło. Możliwe, że alkohol tak na niego podziałał, chociaż nie wyczuł go od niego. Czy jutro zechce z nim porozmawiać? Wątpił w to. Przeniósł wzrok na ogień oplatający szczapy drewna i napił się. Przed nim długa noc.

17 komentarzy:

  1. Ten pocałunek... Pomyślałam: ,,wreszcie coś się dzieje! Hurra!".
    Niestety, muszę czekać siedem dni na ciąg dalszy ;(
    Dopiero w tym rozdziale uznałam, iż chyba polubię to opowiadanie - wybacz, ale od trzeciej części ,,W cieniu ludzi" po prostu miałam ochotę zwrócić posiłek na widok każdego kolejnego wpisu na tym blogu... teraz jednak nastąpiła rewolucja! Znów niecierpliwie odliczam czas do publikacji nowego rozdziału!!! (na pewno nie chcesz dać ,,świątecznego" posta...??? :D)
    Serdecznie pozdrawiam, życzę weny, szczęśliwego Bożego Narodzenia i Nowego Roku bez kaca ;)
    Sarabeth M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebosty rozdział czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja reakcja na scenę pocałunku: shsbshhsjzbsb *,*
    Biedny Steven, tak bardzo cierpi :( Mam nadzieję, że to się szybko zmieni, bo naprawdę mi go żal. A Kieran... Powinien z nim porozmawiać! Taki przyjaciel, pff -.-
    Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  4. pękło mi serce kiedy Kieran tak potraktował Stevena... No dobra, może był zdziwiony pocałunkiem. Nawet bardzo. No ale kurde... Tak mi żal Stevena. Mam nadzieje, że w następnych rozdziałach będzie między nimi lepiej i że Kieran zostawi tą Jessicę xd nie lubie jej. Niech Steven się trzyma i niech się nie poddawa. Trzymam kciuki ;33 wenyyy *3*

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu. Tydzień. Czekać. Znowu.
    Jestem ciekawska i niecierpliwa, złe połączenie.
    I co ja zrobię przez kolejne siedem dni?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ledwo otwieram oczy...
    Nareszcie Kieran sie dowiedzial no, juz myslalem, ze bedziemy czekac na to w 20 rozdziale :p
    Akcja, dramat - wszystko to, co kocham. Az sie poplakalem jak Kieran go obrazal. A ta Jessica? Brak slow. Widac, ze slodka idiotka..
    Pozdrawiam




    Damiann

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam, jak na razie, tylko jeden rozdział tego opowiadania i na tym zaprzestane, aż do jego końca. Nie mam zamiaru tego teraz czytać, bo bym nie wiedziała co ze sobą zrobić i bym ześwirowała. Nie wiem co się dzieje w opowiadaniu i niech tak pozostanie. Jak wytrzymam bez czytania, to będzie raczej cud.

    OdpowiedzUsuń
  8. O wow, no to brawo... Się porobiło...

    OdpowiedzUsuń
  9. Popraw mnie jesli sie myle ale zdaje mi sie ze caly rozdzial mozna sobie poogladac w teledysku Steve Grand All-American Boy ? Nie to zebym narzekała lub to wypominala bo naprawde fajnie to wyszlo i jestem ciekawa jak to dalej pociagniesz chociaz jak zawsze licze na happy end :) Pozdrawiam i zycze weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że tak, bo dzięki temu teledyskowi powstało to opowiadanie. Utwór mnie natchnął, teledysk podsunął pomysł z ogniskiem, pocałunkiem w jeziorze i miłość Stevena do przyjaciela. :)

      Usuń
  10. Hejka:)
    Dzisiaj łyknęłam wszystko od początku i musze przyznać, że dzieje się ciekawie :)
    Powiem szczerze że polubiłam wszystkich bohaterów bardzo bardzo :)
    Ale powiem szczerze: mimo że polubiłam Kierana to nie wyobrażam sobie go u boku Stevena.
    Przydałby się mały dramat z Stevenem w roli głównej, a potem powinien wejść na scene jakiś przystojniak który będzie się nim opiekować i walczyć o jego uczucia.
    Niewiem czemu ale ja tak to bym widziała:)
    Weny życze
    Pozdrawiam
    lucynaleg

    OdpowiedzUsuń
  11. Ładny obrót sprawy, ale Kieran trochę mnie zawiódł, jak mógł udawać, że do niczego nie doszło? I to jego później zachowanie, które rani Steva. Mam nadzieję, że Kieran porozmawia ze Stevem i dowie się o jego gorącym uczuciu.
    Dużo weny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. hmm reakcja Kierama wydaje mi się całkowicie na miejscu.
    W sumie wcale mu się nie dziwie że tak zareagował.
    Z pewnością nie spodziewał się wybuchu uczuć ze strony Steva, ale potraktował go w podły sposób.
    Przez chwilę bałam się, że coś sobie zrobi, ale na szczęście do tego nie dojdzie.
    W ogóle czekałam na takie wydarzenie i nie zawiodłaś mnie ani trochę.
    Pozostaje czekac na kolejny rozdział i mam nadzieję że jeszcze w tym roku.
    A z mojej strony życzę Ci wszystkiego Najlepszgeo, spełnienia marzeń i w ogóle kochana naj naj;*
    A przede wszystkim wesołych świąt i stosu prezentów:*

    OdpowiedzUsuń
  13. Oh, nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. ^^
    Mam wrażenie, że Kieranowi się spodobało i boi się tego, dlatego nie może się odczepić od swojej dziewczyny, która tak swoją drogą wydaje się strasznie pusta. Na początku myślałam że bedzie to jakaś Biznes-Woman, ale teraz odnoszę zupełnie inne wrażenie. XDD
    Choć w sumie to ułatwi bieg historii, czekam na kolejny rozdział ! :3
    WESOŁYCH ŚWIĄT. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również wydaje się, że Kieranowi się spodobał ten pocałunek. ;)
      Wesołych Świąt. :)

      Usuń
  14. Witam,
    a zapowiadało się tak pięknie, to wspólne pływanie w jeziorze jak za dawnych lat, takie zabawy..; a tu nagle Steven pocałował, ech mógł to obrócić w żart... Kiren zachował się to tak jakby to go obrzydziło i te słowa bardzo raniły Stevena, ciekawe co teraz zrobi, ja chyba na jego miejscu chyba bym wyjechała...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. :)